[Coruscant] Port kosmiczny

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Dzień zapowiadał się znośnie. Oto bowiem w końcu wyruszał na podróż po Galaktyce. Swój długo odkładany, wymarzony pewien rodzaj urlopu. Czuł swego rodzaju wolność, zostawiając Coruscant z jego problemami, a co ważniejsze polityką, za sobą.
Swoją podróż postanowił zacząć od Naboo. Może niezbyt odważnie, by wręcz nie powiedzieć wygodnie, ale nie zamierzał korzystać z luksusowycj hoteli nad brzegiem wodospadów stolicy, a raczej zaszyć się gdzieś w spokoju wśród tamtejszych farm. To jednak był dopiero początek na rozprostowanie kości. Stamtąd miał ruszyć dalej. A gdzie, to się dopiero zastanowi. Hiperprzestrzeń mogła go teraz ponieść gdziekolwiek.
Port kosmiczny był zatłoczony dokładnie tak samo, jak każdrgo innego dnia. Setki tysięcy podróżnych, żołnierzy, oficjeli, handlarzy, czy też zwykłych turystów takich jak Jack, przepływało po halach i poziomach portu we wszystkie strony. Już z daleko można było dostrzec setki najróżniejszych statków, od wojskowych kanonierek, przez frachtowce różnej klasy i przynależności, obładowane towarami po brzegi, po liczne osobowe promy. W skrócie, cała różnorodność wszystkich cywilizowanych światów i ras, które Imperium łaskawie wzięło pod swoją opiekę.
Do właśnie jednego z takich promów zmierzał Clincher, na plecach trzymając zarzuconą na siebie torbę z bagażami, a w drugiej ręce ściskając bilet na swój lot. Z dala widział już statek, którym miał polecieć. Jednostka nie za duża i nie oferująca jakichś szczególnych wygód. Ot, byle w rozsądnej cenie i wygodzie przenieść się z jednego miejsca Galaktyki do drugiego. Wiedział jednak, że za dodatkową opłatą będzie miał dostęp do kilku rozrywek, takich jak bar czy sauna.
Gdy przechodził obok otwartego włazu kolejnego z promów, do którego właśnie zakończono odprawę, usłyszał za sobą krzyk jakiejś kobiety. Odruchowo obrócił się w tamtą stronę, by dostrzec całe zamieszanie. Młody chłopak biegł przez tłum, trzymając w ręku małą kobiecą torebkę. Mała czarna saszetka nadawała się idealnie do wieczorowego stroju, w który ubrana była jej właścicielka, w tym momencie wzywająca pomocy.
- Złodziej, złodziej! Łapcie go!
W ślad za nim ruszyła jej dwojka ochroniarzy, ale te dryblasy biegnący jak dwunożne ptactwo nie miało szans dogonić chłopaka. Złodzieja, który właśnie minął Clinchera.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jack Clincher
Gracz
Posty: 10
Rejestracja: 19 lip 2022, 17:03

Clincher spojrzał w ślad za młodym mężczyzną i natychmiast zaczął się zastanawiać, czy warto cokolwiek robić. Nie lubił biegać i był prawie pewien, że w sprincie na krótki dystans nie okaże się bardziej przydatny niż ochroniarze kobiety, mimo zdecydowanie mniejszej odległości. Z drugiej strony lepiej było nie puszczać takich wyczynów płazem i pozwalać na rozprzestrzenianie się elementów po Galaktyce, czy jak by to powiedzieli jego byli przełożeni. Poza tym, pomijając wszystko inne, kobieta wyglądała na dosyć zamożną...
Myśl ta zajęła mu pół sekundy. Odwrócił się w stronę zbiega i zaczął iść w jego stronę, z łatwością przepychając się między istotami blokującymi mu drogę. Większość ludzi i innych statystycznie niższych gatunków schodziła mu z drogi kiedy tylko zauważyła, że zmierza w ich stronę. Był przyzwyczajony do takich reakcji. Kolejne pół sekundy zajęło mu obmyślenie, co dokładnie zrobi, skoro dogonienie gościa nie przedstawiało się zbyt optymistycznie.
Plan był prosty: pobiegnie za nim dosyć szybko, ale nie sprintując – niemal natychmiast by się zmęczył i po kilkudziesięciu metrach nie przydałby się bardziej niż śmietnik, który właśnie mijał. W międzyczasie dokładnie obejrzy otoczenie i sprawdzi, czy nie byłoby szansy wyjść na swoje bardziej taktycznie, niż wysiłkowo. Może chłopak nieopatrznie wbiegnie w miejsce, gdzie będzie musiał gwałtownie zwolnić albo nadarzy się okazja, żeby po drodze krzyknąć do patrolu policji lub strażników portowych i oni zagrodzą mu drogę. Akurat z umiejętnym ściganiem osób Clincher nie miał żadnego problemu podszedł więc do sprawy optymistycznie.
Tak więc po całej sekundzie od momentu, kiedy chłopak go minął, Clincher zaczął biec za nim, czujnie obserwując rozwój sytuacji i licząc na dający mu przewagę moment.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Chłopak zmusił go do tego, czego nie lubił. Bieg za nim nie był wymarzonym początkiem urlopu
Mimo to Jack gnany jakąś wersją poczucia obowiązku ruszył za nim w pogoń. Sama jego postura torowała mu drogę i odsuwała na bok inne istoty, ale ten fakt niestety nie dawał mu przewagi. Chłopak był chudy i zwinny, więc na swój sposób równie sprawnie omijał przeszkody w tłumie, nie zwalniając ani na moment.
Straży portowej ani nawet przypadkowych żołnierzy nie było niestety w pobliżu. Złodziej bardzo dobrze zorientował się w otoczeniu i idealnie wybrał moment na kradzież. Gdyby nie Clincher, dwójka dryblasów byłaby jedynymi ścigającymi. Swoją drogą dość marnymi. Brakowało im tej niewidzialnej siły, którą Jack odsuwał tłum i oni co rusz się z kimś zderzali, odpychając go brutalnie lub przewracając na ziemię.
Uciekinier jednak popełnił błąd. Może był to jego plan od początku, ale nie widząc goniącego go Clinchera, musiał myśleć, że pomysł jest dobry. Chłopak bowiem wbiegł do pierwszego promu na jego drodze. Okręt nie był mały i pewnie myślał, że we wnętrzu z łatwością się ukryje, kiedy piloci będą podrywać go do lotu, jednocześnie zostawiając pogoń na lądowisku. Statek już szykował się do startu, zamykając wszystkie trapy poza ostatnim, tym pasażerskim, przy którym załoga właśnie porządkowała stoisko odprawy.
Złodziej minął ich, wpadł do środka statku przy okrzykach oburzenia ludzkiej stewardessy i zniknął w przedsionku.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jack Clincher
Gracz
Posty: 10
Rejestracja: 19 lip 2022, 17:03

Clincher zatrzymał się tuż przed rozgrzewającym silniki promem. Rozejrzał się szybko. Dwóch ochroniarzy wciąż było dosyć daleko, za daleko by zdążyć na czas. Naraz jednak mężczyznę tknęła nagła refleksja. Co ja w ogóle robię? – pomyślał. Nadwyrężam stawy dla obcej osoby.
Wciąż dyszał od dopiero co przerwanego biegu. Zamknął usta i zaczął głęboko oddychać przez nos, żeby szybciej uspokoić bicie serca. Spojrzał na trap. Jeszcze był opuszczony. Ale za piętnaście sekund mogło się to zmienić, a młody się wywinie.
Wywinie. Clincher już wiedział, dlaczego pobiegł za gówniarzem. Uczucie, jakiego doświadczał w swoim dawnym życiu wielokrotnie, właśnie w nim wzrastało, opanowując jego umysł i kierując myśli na konkretne tory. Uczucie, jakie towarzyszy każdemu pościgowi, każdej gonitwie. Uczucie myśliwego będącego coraz bliżej swojej ofiary.
Zdał sobie sprawę, że na wpół świadomie zaczął w międzyczasie analizować – swoim zwyczajem – całą sytuację pod kątem matematycznym. Po pierwsze: prędkość ochroniarzy w stosunku do ich odległości do trapu. Miernie. Poza tym wciąż między nimi a celem było mnóstwo osób postronnych do przewrócenia bądź stratowania. Po drugie: wielkość promu i prawdopodobne rozmiary jego przedziału pasażerskiego oraz wynikające z niego prawdopodobieństwo skutecznego schowania się tam przez chłopaka.
To i kilka innych, pomniejszych detali zaczęły być natychmiast przetwarzane przez analityczny umysł Clinchera, a on sam podszedł do trapu, minął osobę, która do minionej chwili pobierała opłaty za wejście, nawet na nią nie patrząc i zwrócił się prosto do oburzonej stewardessy:
– Dzień dobry – powiedział spokojnie, posyłając jej rozbrajający uśmiech, jakiego często używał za czasów swojej służby podczas odwiedzania świadków w ich domach o najprzeróżniejszych porach. – Przepraszam, ile minut pozostało do startu? Ów chłopiec, który przed chwilą tu wbiegł, jest moim siostrzeńcem i bardzo lubi się ze mną ścigać. Swoją drogą, bardzo za niego przepraszam. Problem w tym, że nie zorientował się, że ścigaliśmy się nie do tego promu, i jeśli zaraz nie wyciągnę go stąd za kołnierz, obaj napytamy sobie biedy. On, bo polecimy w zupełnie innym kierunku, a ja, bo moja siostra mnie zabije, kiedy się o tym dowie. Nasz budżet, wie pani, nie jest zbyt swobodny. – Clincher mrugnął do kobiety porozumiewawczo i zerknął przez ramię na stoisko odprawy.
Tak, czuł to ponownie. I podobało mu się to. Bez dwóch zdań.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Stewardessa spojrzała najpierw na Clinchera, a potem zaczęła szukać wzrokiem kogoś innego z obsługi promu czy portu kosmicznego, szukając pomocy w rozwiązaniu problemu, który z pewnością wykraczał poza zakres jej obowiązków. Stoisko odprawy było zajęte przez jakiegoś awanturującego się itchorianina i w ogóle nie widzialo całego zajścia. Nikogo innego nie było, z problemem została sama i musiała ponownie spojrzeć na stojącego przed nią rosłego mężczyznę. Jack nadal uśmiechał się łagodnie.
- Nnoo dobrze. Dobrze - stwierdziła po krótkiej chwili. - Proszę szynko pobiec i go znaleźć. Tylko proszę się pospieszyć, bo za chwilę startujemy.
Jack miał drogę wolną do statku. Ze swojego miejsca widział, że do statku zostały tylko dwa wejścia. Trap, po którym właśnie wchodził i mała winda towarowa, przy której jednak kręcili się technicy i wlaśnie wieżdżali nią na górę. Oceniając odległości, to chłopak nawet znając rozkład korytarzy, nie dobiegłby do nich na czas, by spróbować tam się przebić. A promu z pewnością nie znał, więc jego ilość potencjalnych kryjówek była ograniczona do najbardziej oczywistych miejsc.
Przed sobą miał wejście do części statku przygotowanej dla podróżnych. Po wejściu przez trap znalazł się w miejscu, gdzie podróżnych kierowano do odpowiednich sektorów oraz znajdowało się przejście w stronę ładowni, jakby któryś z gości musiał zajrzeć do swojego bagażu. Po lewej była też winda, którą można było się dostać na pokłady lepszych klas i oczywiście również do pokładów załogi i mostka. W środku stało pełno istot. Oprócz podróżnych, dwóch członków załogi przy wejściu do ładowni, po jednym przy schodach po obu stronach ładowni, prowadzących do najgorszej klasy oraz kolejny przy windzie.
Od razu też dało się zauważyć, że wszystkie twarze wpatrują się w stronę ładowni, jakby przed chwilą nastąpiło tam jakieś zamieszanie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Jack Clincher
Gracz
Posty: 10
Rejestracja: 19 lip 2022, 17:03

Clincher doskonale wiedział, co robić. Był w swoim żywiole. Jego umysł pracował jak dobrze naoliwiona maszyna, bez wytchnienia, nieustannie analizując wszelkie dane, automatycznie kierując uwagę na odpowiednie informacje. Nie tylko umiał ścigać ludzi, ale był w tym dobry. Bardzo dobry.
Instynkt podpowiadał jasno – ładownia. Wiedział jednak aż nazbyt dobrze, że czasem nie wszystko jest takie, jakie z początku się wydaje. Dlatego spytał po drodze jednego z członków załogi:
– Czy przebiegał tędy jakiś chłopak?
Cały czas analizował otoczenie, zbierając informacje co do konkretnych szczegółów zamieszania, jakie zaszło w tym miejscu. Wiedział, na co patrzeć, i czego szukać.
Mimo wszystko wiedział jednak, że najczęściej wszystko jest właśnie tym, czym się wydaje.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Zagadnięty rodianin obrócił się w stronę Jacka, patrząc na niego z dołu. Jego duże oczy zdradzały, ze został lekko zaskoczony przez pytanie Clinchera, zapewne całą uwagę skupiając wcześniej na niedawnym wtargnięciu chłopaka. Szybko jednak zreflektował się, potrzasnął głową i wyprostował.
- Tak, wpadł tu jakiś chłopak i gnał na złamanie karku. Daliśmy znać przez komunikator, żeby dwójka naszych spróbowała go znaleźć w ładowni. My pilnujemy bezpieczeństwa gości.
- I obstawiamy wyjście z ładowni - dorzucił przechodzący obok człowiek, kolejny z członków załogi. - Rampa towarowa powinna być już zamknięta, więc to jedyne wyjście w tym momencie.
- Dokładnie. Proszę więc udać się na swoje miejsce w części dla pasażerów. Obsługa przy windzie lub przy schodach wskaże panu miejsce. Czy ten chłopak zabrał coś panu? Czy mamy powiadomić naszych, żeby zgłosili się później do pana w tej sprawie?
Obrazek
Awatar użytkownika
Jack Clincher
Gracz
Posty: 10
Rejestracja: 19 lip 2022, 17:03

– Przepraszam, ale nie jestem tutaj pasażerem – odparł Clincher spokojnym, ale pewnym siebie tonem. – Ten chłopak jest dla mnie bardzo ważny, muszę go szybko odnaleźć. Niczego nie dotknę i jak tylko go odnajdę, obaj zejdziemy z pokładu. Wie pan, rodzina – dodał ogólnikowo i mimo wcześniejszego polecenia Rodianina pewnie ruszył za chłopakiem w głąb ładowni.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

- Ale zaraz! Tak nie można!
Słowa rodianina odbiły się jednak od pleców Clinchera, pozostając całkowicie niusłyszane. Potężna postura pomagała czasem zignorować słowa mniejszych rozmówców, gdy nie chciało się ich słuchać. Wezwania załogi wkrótce zginęły w nadchodzącym tłumie pasażerów.
O dziwo załoga pilnująca ładowni pozwoliła mu wejść, gdy po raz kolejny rzucił im historyjkę o sprawach rodzinnych. Najwyraźniej strażnicy uznali, że kto wejdzie do ładowni, musi z niej kiedyś wyjść. A jak nie wyjdzie z chłopakiem przed startem lub nie wytłumaczy się potem załodze, to sami mu w tym wyjściu pomogą podczas rozładunku. Jeden z nich tylko wyraźnie zameldował komuś zaistaniałą sytuację przez komunikator.
Jack był już jednak w środku. Szybkie rozejrzenie się na boki od razu powiedziało mu, że jest tu mnóstwo dobrych kryjówek dla kogoś, kto chce się ukryć. Już z samym śsiatłem był tu problem, bo lpy wisiały rzadko i nie miały mocnego światła. Półmrok panujący w niemal każdym zakątku ładowni tworzył niemal idealne kryjówki w zakamarkach pomiędzy skrzyniami i kątami różnorakich pakunków.
Ruszył powoli do przodu, rozgądając się po najciemniejszych miejscach.Sama ładownia była, według znaków wyrysowanych na durastalowej podłodze, podzielona na cztery segmenty, nazwane kolejno, A, B, C, D. Każdy z nich najpewniej służył do przechowywania innego typu bagaży i przesyłek. Według tego oznakowania, właśnie wychodził ze strefy A, a rozglądając się po bokach mógł ocenić, że w tej części są gromadzone wszelkie torby i walizki, czyli najzwyklejsze bagaże podróżnych.
Gdzieś z prawej strony dobiegały go też odgłosy rozmowy a kątem oka dostrzegał ruszające się wśród pakunków światło. W części C była jakaś grupa istot, która najwyraźniej też szukała nieproszonego gościa.
Obrazek
ODPOWIEDZ