[Onderon] Iziz

Awatar użytkownika
Salporin
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 28 maja 2022, 19:36

- Aaaaarrrrrrrgghhhhhh! - Wookie przeciągnął wściekle kiwając przy tym potakująco głową. Wrzask ten miał wyrażać zgodę i Harraxin tak to chyba zrozumiał. Salporin nie czekał na dalsze słowa komentarza bądź zachęty.
Wiedział co trzeba zrobić by przeciążyć silnik. Wiedział, które elementy zapłonu ustawić by pojazd ruszył przed siebie i po czasie ewentualnie w coś uderzył. Czy udałoby mu się wywołać tym eksplozję? Istniała taka szansa. Wystarczyło tylko rozszczelnić przepływ paliwa. Pamiętaj Salporin - mówił jego dowódca na Kashyyyyk - każdy pojazd wybuchnie jeżeli dobierzesz mu się do paliwa.
Porośnięte futrem palce dość biegle operowały przy silniku pierwszej z maszy; mógł odpalić silnik i to właśnie zaraz miał robić, ale nie był wstanie uzyskać jakiejś większej kontroli nad układem sterującym, więc pojazd musiał być już wstępnie wycelowany. Gdy Wookie uznał, że pojazd jest gotowy uruchomił go skierował w stronę bramy. Maszyny wystartowała z głośnym wizgiem i już po chwili z ogromnym jazgotem giętej stali wbiła się w bramę zamieniając się w wyjącą kulę ognia i płonącego paliwa. Skrzydła bramy nie zostały wyrwane ale wygięły się na tyle by dało się pod nią przecisnąć i czmychnąć dalej.
Kolejne pojazdy zderzyły się z budynkiem administracji (tutaj ogień szybko zaczął wspinać się po ścianie i sięgać dachu) oraz z wejściem do areny i więzienia (kolejna widowiskowa kula ognia wzniosła się w niebo).
Na więcej nie wystarczyło czasu. Strażnicy już nadbiegali.
- Rrrrrrrr - Salporin zaczał gestem ręki wskazywać na zwój kabla.
- On mówi, żeby przerzucić kabel przez mur i uciekać przez ścianę. Mówi, że kotwicę do kablo - liny zrobi się z kierownicy od jedno ze ścigaczy.
Gdy Zabrak to mówił, Salporin rzeczywiście jednym solidnym szarpnięciem wyrwał kierownice od ścigacza rozrywając przy tym wszelkie połączenie manetek i elektroniki pojazdu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Huk eksplozji wypełnił całą przestrzeń odgrodzonego od reszty miasta terenu areny i przyległych do niej budynków. Strażnicy przy bramie, oczywiście ci, którzy jeszcze żyli, podnosili się z wolna, wyraźnie oszołomieni. Próbowali odczołgać się lub przejść na czworaka w jakiś głebszy kąt między budynkami. Dla nich walka skończyła się, zanim się nawet zaczęła.
Jednak reszta ze straży ucierpiała mniej lub wcale i z górnych poziomów czegoś, co mogło być koszarami zaczynali zbiegać, by pomóc swoim kolegom. Dwie kolejne eksplozje skutecznie wytworzyły jednak chaos, który pozwolił na razie ukryć się uciekającym więźniom. Dla wszystkich obecnych istot w budynkach istotniejsze było ratowanie swojego życia i co cenniejszego dobytku niż pogoń za uciekinierami. To dawało im szansę na ucieczkę wybraną przez wookieego drogą.
Ten z nadludzką siłą wyrwał kierownicę kolejnego pojazdu i obwiązał ją solidnie kablem. Gdy Harraxin patrzył na to, lekko powątpiewał w skuteczność tego rozwiązania, ale cóż... słowo się rzekło, a mur rzeczywiście pozostawał ich jedyną drogą ucieczki. Brama nie chciała współpracować i rozerwać się bardziej od eksplozji. W tym samym czasie włochacz nie próżnował i już znalazł się przy murze, by zarzucić kablem. Nikto słaby nie był, ale wysokość, na jaka poleciała ciężka kierownica z jeszcze cięższym kablem tej długości robiła wrażenie. Jasnym stało się, że nie chciałby dostać od swojego dzikiego kompana prosto w szczękę. Szukanie jej na drugim końcu miasta zajęłoby mu trochę czasu.
Rzucona kierownica w końcu zaczepiła o coś po drugiej stronie muru, a Salporin osobiście sprawdził, czy wytrzyma, obciążając kabel całym swoim ciężarem. Wytrzymał. Nie czekając na resztę, zaczął się wspinać, po chwili już będąc na szczycie i przechodząc na drugą stronę krawędzi. Do ziemi było trochę daleko, ale ocenił, że powinien przeżyć zeskok i tak też się stało. Reszta ekipy po chwili usłyszała ryk wookieego dochodzący z drugiej strony. Ten sam tyk zwrócił jednak w końcu uwagę strażników i ci zaczęli biec w ich stronę. Dwóch czy trzech, bo reszta nadal była zajęta gaszeniem pożaru lub swoich kolegów.
- Szybciej ciamajdy - warknął drugi z nikto. - Ty - wskazał na zabraka - właź następny.
Nie trzeba mu było tego powtarzać i już po chwili znalazł się na linie. Wspinał się jednak zbyt wolno, przynajmniej w ocenie obu nikto, więc po chwili Harraxin wskoczył zaraz za nim, mając nadzieję, ze razem nie ważą tyle, co wookiee. Udało im się również przeskoczyć na drugą stronę, gdzie wylądowali w miękkich ramionach ich włochatego wielkoluda. Ostatni był Farrik, który wylądował obok nich w akompaniamencie odgłosów strzałów z blastera.
- W ostatniej chwili. A teraz biegiem!
Wypowiedział to w porę, bowiem właśnie z za rogu muru wyjeżdżały na nich trzy nietknięte przez nich ścigacze. Najwyraźniej któryś ze strażników nie patyczkował się z resztkami bramy i taranując ją, wyjeżdżał im właśnie na spotkanie w towarzystwie jeszcze dwóch pojazdów. Teraz jednak byli już więźniowie mieli przed sobą masę możliwości. Cały tłum kręcących się po ulicach istot i całe miasto do ukrycia. A może miasto było tylko pozorną nadzieją, a prawdziwa droga ucieczki pozostawała otaczająca go onderońska dżungla.
Obrazek
Awatar użytkownika
Salporin
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 28 maja 2022, 19:36

Salporin ryknął ostrzegawczo do swoich nowych kompanów wskazując ręką najpierw na nadjeżdżające ścigacze i siedzących na nich strażnikach a potem na ponurą ścianę onderońskiej dżungli. Ewidentnie wskazując na oczekiwany przez niego kierunek ucieczki. Onderon to nie jego rodzimy Kashyyyyk, ale dżungla to dżungla, powinien dać sobie radę.
- On chce ukryć się wśród drzew - powiedział tłumacz nerwowo spoglądając na nadjeżdżających strażników. - Macie inny pomysł? - Dodał po chwili. Strażnicy zaczęli strzelać. Póki co niecelnie i całe szczęście tylko pociskami nastawionymi na ogłuszanie. To dawało nadzieję na przeżycie. Póki co.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Strzały goniących ich strażników nie dawały zbyt wiele czasu do namysłu. Nikt z grupy nie rzucił lepszego niż włochacz, a i perspektywa demokratycznych obrad w tej chwili nie wydawała się najlepszym wyborem. Tym samym uciekinierzy w milczący sposób zgodzili się na plan wokieego.
Cała grupa pędem puściła się w stronę piętrzącego się przed nimi muru. Wspiąć się na niego od tak nie mieli szans. Ta budowla miała powstrzymywać największe bestie lasów wokół Iziz i kilku humanoidów nie było wyzwaniem dla sprawdzenia tej konstrukcji. Mur był jednak budowany, by powstrzymywać potwory z zewnątrz, a nie z wewnątrz miasta. tym samym otwierało się przed nimi kilka opcji. Mogli spróbować ukraść jakiś ścigacz, by pędem przelecieć przez bramę, mijając niczego niespodziewających się strażników, zwróconych zwykle twarzą w kierunku ściany lasu. Mogli też wspiąć się na szczyt muru po schodach lub korzystając z kilku wind, które umieszczono wzdłuż wewnętrznej krawędzi. Gdzieś na górze mogły być zestawy wspinaczkę albo rozlokowane małe lądowiska na transportery dla obrońców i strażników. No ale to rozwiązanie niosło ze sobą ryzyko starcia z nowymi grypami straży. Była jeszcze trzecia możliwość. Dzielnice wokół całego muru, skryte w jego cieniu, były tymi najbiedniejszymi, gdzie cała masa budynków, chałup, dobudówek, daszków i piwnic tworzyła istny labirynt slumsów, w którym znacznie łatwiej było zgubić pogoń i po tym nie rzucając się w oczy skierować się do jednej z bram miasta. Lub też przemyśleć plan jeszcze raz i spróbować czegoś innego.
Właśnie minęli jeden z budynków, gdy zabrak wskazał na coś ręką.
- Tam! Ten młokos właśnie wysiada z włączonego speedera!
- A widziałeś tych trzech Impów obok niego gówniarzu?! - krzyknął jeden z nikto.
Obrazek
Awatar użytkownika
Salporin
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 28 maja 2022, 19:36

Grupa zatrzymała się gdzieś na terenie slumsów. Wciąż mieli w głowach naglącą potrzebę ucieczki i nie do końca zdawali sobie sprawę z tego, że chwilowo już byli poza wzrokiem goniących ich strażników. W zasadzie, po przebiegnięciu kilku zatłoczonych, zagraconych, zasnutych cuchnącym oparem uliczek biedoty mogli by uznać, że są względnie bezpieczni. Grupa mogła pomyśleć i się zastanowić nad dalszym działaniem: gorzej, że na twarzach skazańców malowało się raczej niezdecydowanie i chyba każdy z nich szukał w spojrzeniu towarzysza większej decyzyjności. Najmniej było jej w czarnych paciorkowatych oczach Salporina.
Wookie nie przywykł do wydawania rozkazów. On wykonywał polecenia. ZAWSZE. Rzadkie przypadki kiedy miał pod sobą podwładnych kończyły się w najlepszym razie bez spektakularnych sukcesów. Najlepsze razy trafiały się prawie wcale.
Widząc, że reszta jego współwięźniów zaczyna dywagować nad eliminacją trójki szturmowców Salporin zdecydował, że przesunie się na tyły grupy i zacznie pilnować "ogonu" grupy. W razie gdyby ktoś chciał ich podejść od tyłu Salporin będzie pierwszym, który to dostrzeże. Tak pomyślał i zadowoleniem zamruczał do siebie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Jego pomruk niemalże skończył się dokładnie w chwili, gdy jeden ze strażników wybiegł zza rogu, celując w uciekinierów z blastera. Na swojej drodze napotkał jednak niespodziewaną, przynajmniej dla niego, przeszkodę. Była to właśnie łapa Salporina, który przygotowany na taką ewentualność, zamachnął się na napastnika, zanim ten zdążył choćby nacisnąć spust. Niecałe trzydzieści metrów dalej rozległ się im dobrze znany odgłos uderzającego o ziemię ciała, które najpierw jeszcze krzyknęło zaskoczone. Teraz już nie krzyczało.
Wookiee wyjrzał jednak zza budynku akurat, by zobaczyć towarzyszy odrzuconego strażnika, którzy zaalarmowani już zaczynali bieg w ich stronę. Włochacz krzyknął do reszty, co zabrak od razu przetłumaczył.
- On mówi, ze biegną następni. Przestańcie się spierać i uciekamy!
- Stul dziób młody. Biegniemy tam - czerwony palec wskazał na dość nędznie wyglądającą stertę odpadków, obok której piętrzyło się kilka blaszanych baraków.
- A nie mozemy się po prostu pozbyć tej grupy z zaskoczenia jak wookiee? Zabierzmy im broń i ukryjmy się gdzieś! - Harraxin nie dawał za wygraną.
- Nie pierdol! Biegnij!
Jednak nie zdążyli. Kolejnych trzech strażników wybiegło właśnie zza rogu budynku i zaczęło do nich celować. Mieli tylko chwilę na reakcję. Salporin nie trafił dobrze, jeśli chodzi o sprawnych dowódców. Może sam też nie potrafił ich zorganizować, ale teraz musiał zadbać o siebie, inaczej będzie po nim. O samego siebie zadbać już powinno być łatwiej.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
ODPOWIEDZ