[Nieznana przestrzeń] Próżnia

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 154
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Wszyscy zebrani w ładowni wpatrywali się w zjawisko przed ich oczami. Drobne cząstki falowały, co chwila zmieniając swoje położenie. Nie pozostawiały jednak złudzeń, to "coś" przed ich oczami musiało być świadome, a przynajmniej posiadać pewną formę świadomości, najpewniej przez nich niezrozumiałą.
Nagle, bez żadnego ostrzeżenia, cząstki zafalowały znacznie mocniej i kształt błyskawicznie zmienił się w twór z wieloma kończynami doczepionymi do kuli po środku. Nim jednak ukształtował się do końca, nim zdążyli zastanowić się, co to za kształt, cząstku powróciły do poprzedniego, tego bardziej humanoidalnego. Całemu procesowi towarzyszyły nieprzyjembe wibracje, dźwięk na granicy słyszalności roznosił się w powietrzu wokół nich.
Shin spostrzegł po chwili, że ma już wyciągnięty i wycelowany blaster. W nagłym odruchu jego ręce zadziałały jak automat, ale na szczęście powstrzymał palce od naciśnięcia spustu. Tak samo mandalorianie. Zachowali zimną krew i nie wystrzelili, ani nie rzucili się do ataku.
Za ich plecami Lesser poruszył się. Przez pewien czas stał w bezruchu, jak podczas licznych analiz statku.
- Ta niezidentyfikowana jednostka wysyła pewien rodzaj bazowego sygnału. Jest na długości fali ledwo wyczuwalnej przez zmysły białkowców. Jest też dla was niezrozumiały. Mogę mu jednak przypisać odpowiedni kod, który pozwoli przełożyć to na osobliwą bardzo uproszczoną formę komunikacji.
- To co to niby mówi? - odezwał się Rhel.
- KONSENSUS JEST OSIĄGANY.

W tym czasie Kara dotarła do kokpitu i z lekkim wysiłkiem oklapła na fotel pilota. Teraz nieco nadpalony i stopiony po niedawnym wybuchu. Wzdrygnęła się na myśl, o tym, co się stało i o swoich ranach. Od razu zabrała się do pracy, by nie musieć o tym myśleć.
O dziwo większość kpntrolek nadal reagowała. Szło to tak samo opornie jak przed wybuchem, ze względu na problemy z elektryką statku, ale była w stanie zdjagnozować statek. Chłopaki poradzili sobie całkiem nieźle, biorąc pod uwagę sytuację. Wyciek został załatany, stanilność kilku systemów przywrócona i nie groziło im już uduszenie czy zamarźnięcie. Jedynie nadal cała elektryczność na statku była w opłakanym stanie, nie reagując prawidłowo praktycznie na nic. Musili uporać się z tym, co zostało spalone w ładowni i zakłócało też pracę wszystkiego na statku. Inaczej ich najbliższy skok skończą rozsmarowani po połowie Galaktyki.
Kara spróbowała też uruchomić cokolwiek z monitoringu lub komunimatorów, by mieć lepszy ogląd sytuacji. Udało jej się tylko na chwilę z jedną kamerą przy kajucie Dokfina. Dosłownie na sekundę, by mogła zobaczyć, że ich pracodawca też ma się już lepiej i właśnie wychodzi z pomieszczenia wraz ze swoim pomocnikiem.
Obrazek
ODPOWIEDZ