[Nieznana przestrzeń] Próżnia

Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 80
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

- Wyrzucenie trafnego ładunku za burtę to znany numer przemytników. Zapisujesz pozycję początkową, nadajesz ładunkowi określoną prędkość i trajektorię, pozbywasz się dowodów i znikasz z felernego miejsca. A jak jeśli ucieczka jest niemożliwa i Imperialni wezmą Cię na kontrolę to jesteś kryty by ładownia jest pusta. Potem dzięki prostym obliczeniom wracasz w tej rejon przestrzeni i podejmujesz raz jeszcze ładunek - wytłumaczył hamując irytację. Pominął fakt, że istnieje ryzyko, że ładunek przejmie ktoś inny albo zderzy się z jakimiś kosmicznymi śmieciami, ale w tym pustym, zapomnianym przez Moc fragmencie kosmosu, ryzyko było marginalne. Pozz musiał mieć o nich na prawdę niskie mniemanie, sądząc, że pozbycie się ładunku jest permanentne. A może przemawiała przez niego typowa dla Chissów wyższość? Nim jednak dyskusja rozwinęła się dalej, kolejna eksplozja przerwała dyskusja. Fakt, że dobiegła z kokpitu wzbudził tylko dodatkowe obawy. Alarm nie zadziałał, a wywoływana przez interkom Kara nie odpowiadała.
- Lesser, za mną! - krzyknął i pobiegł w kierunku sterówki - Jeśli ten syk oznacza uciekającą atmosferę to mamy poważny problem!
Ronin nie był przesadnie dużą jednostką toteż człowiek i droid po kilku chwilach stali przed grodzią dostępową. Shin załomotał pięścią i znów spróbował wywołać dziewczynę:
- Kara, odezwij się! Co tam się dzieje do cholery?! Jesteś cała?! - krzyknął znów aby jego głos przebił się przez ten syk.
- Sprawdź czy nie ucieka nam atmosfera, systemy podtrzymywania życia i tak ledwo ciągną! - rzucił do droida.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Pobiegli ile sił w nogach lub, w przypadku droida, kończynach dolnych. Już docierając na miejsce wiedzieli, że nie jest dobrze. Shin nie czuł już zapachu palonych obwodów, droid odnotowywał spadek ciśnienia atmosfery.
Kokpit był osmolony. Za szybą nie było widać próżni kosmosu, bo zasłona awaryjna zadziałała, ale niepowstrzymana siła pustki i tak dawała o sobie znać. Choć system awaryjny zadziałał, tuż po prawej stronie za szybą blacha odszktałciła się, tworząc milimetrową szparę między pęknięciem w szybie a brzegiem pokrywy. A gaz jak to gaz - próbował za wszelką cenę wyrównać ciśnienie z nowo poznaną pustką po drugiej stronie. Choćby przez tak małą dziurkę.
Kara leżała po drugiej stronie, odrzucona siłą wybuchu. Ten nastąpił z jednego z bocznych panelów, powodując olbrzymi płomień, który mógł być ugaszony siłą wybuchu lub wyssany w mgnieniu oka do próżni. Kolejna część statku była spalona, a wraz z nią pani pilot.
Prawa ręka Kary była czarna. Musiała nią osłonić oczy w naturlanym odruchu podczas wybuchu. Jednak tylko część twarzy nie ucierpiała. Szczęka wyglądała niewiele lepiej od ręki. Te blizny, o ile dziewczyna przeżyje, na pewno pozbawią ją urody. Shin przyjrzał się też reszcie ciała, ale tu ubranie zrobiło swoje. Spaliło się zamiast właścicielki.
Obrazek
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
Posty: 27
Rejestracja: 01 wrz 2021, 16:52

- Projekt każdego włazu na statku, w tym wrót do ładowni zakłada, by było możliwe otwarcie ich w razie braku zasilania, przez mechaniczne odblokowanie rygli. Jest to podstawowy wymóg bezpieczeństwa, umożliwiający ewakuację ze statku w przypadku, gdy nie będzie energii lub w razie awarii obwodów, gdyby zawiodły tarcze jonowe przy wyjątkowo mocnych wiatrach słonecznych. I włazy na "Roninie" spełniają ten wymóg, jak sprawdziłem przed wylotem.

Lesser nie wiedział, jak Chissowie konstruują swoje statki, nigdy nie widział żadnego, ale zdziwiło go, że Pozz nie znał tego podstawowego założenia konstrukcyjnego. Chyba tylko sama Galaktyka wie, jak wiele statków ocalono dzięki temu. Dlatego teraz po prostu bezceremonialnie podświetlił wybrane elementy na schemacie wyświetlanym przez Pozza. Dalszą dyskusję przerwał im jednak odgłos eksplozji dochodzący z kokpitu.

Wszyscy ile sił w kończynach popędzili do pomieszczenia pilota. Kara ledwo (jeśli w ogóle uszła z życiem, zabezpieczenia antydekompresyjne zadziałały bez zarzutu, jednak trzeba było działać natychmiast.

Jeszcze w drzwiach droid wyszarpnął z bandoliera małą łatę z tworzywa, a drugą schwycił pistolet do uszczelnień z tylnej kieszeni w pasie. Musiał kleić, co było oczywiście tylko tymczasowe, jednak nie miał czasu na nic więcej, a próba spawania mogłaby jeszcze bardziej uszkodzić osłonę. Oczywiście, droid cały czas miał w pamięci konieczność załatania wycieku chłodziwa z reaktora, a na dodatek musiał jeszcze wraz z Pozzem lub kimś innym zabezpieczyć ładunek.

- Wynieście ją stąd! Załatam szczelinę i wzmocnię szybę, ale ryzyko dalszych pęknięć wciąż istnieje. Jak skończę, obniżę ciśnienie w kokpicie, żeby zmniejszyć naprężenia. Jak skończę, pójdziemy zabezpieczyć ładunek.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 80
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Shin wyciągnął młodą pilotkę z kokpitu. Jej ciało nosiło znamiona poparzeń, najbardziej ucierpiała twarz. Naprawę pozostawił droidowi a sam z młodą Chissanką na rękach pobiegł do swojej kajuty. Ronin nie miał niestety typowego ambulatorium ani droida medycznego, ale w ograniczonym stopniu był przygotowany na różne sytuacje zagrożenia życia.
- Pomóżcie Lesserowi z naprawami i ładunkiem! - rzucił rozkazująco do Mandalorian, których bierność w sytuacji zagrożenia była co najmniej niepokojąca.
Przewodnik ułożył niebieskoskórą na swoim łóżku i szybko sprawdził czynności życiowe. Oddychała, choć jej ręka i część twarzy były mocno poparzone. Nie tracąc czasu, wyciągnął swój duży medpakiet i otworzył go. Szybko odszukał akcesoria i leki mu potrzebne i zabrał się do opatrywania Kary. Porozcinał i zdjął nadpaloną odzież i szukał kolejnych poparzeń. Przebiegł po ciele kobiety skanerem, który wskazał tylko twarz i prawą rękę. Następnie wykorzystał sprej odkażający - co na pewno poczuła nieprzytomna, bo jęknęła przeciągle gdy spryskiwał oparzenia. Świadomość jej jednak nie powróciła. Dał chwilę aby środek zadziałał a w międzyczasie przygotował opatrunki z bactą. W zdrowe ramię Kary wbił jeszcze miniaturowy iniektor ze środkiem przeciwbólowym, aby dodatkowo wzmocnić kojące działanie plastrów. Oddech rannej stał się lżejszy gdy lek zaczął działać. Gdy nałożył na poparzoną rękę oraz tę część twarzy, która ucierpiała opatrunki, podłączył przypiął jeszcze do jej ciała mikroczujniki, monitorujące podstawowe parametry życiowe. Na ile Shin się orientował, nie były to śmiertelne rany, ale wolał mieć na nią oko kiedy będzie pomagał w naprawach.
- Dokfin, będziesz pilnował dziewczyny, kiedy my będziemy zajmować się statkiem i ładunkiem - rzekł gdy na powrót wkroczył do części wspólnej jachtu. Bogacz nadal był blady jak śniegi Hoth, ale pokiwał głową i udał się do kajuty kapitana.
- Na czym stoimy, Lesser? Pozz, jakieś dodatkowe informacje? Mandalorianie, przydajcie się do czegoś wreszcie, kurwa!
Awatar użytkownika
Rhel Lok
Gracz
Posty: 22
Rejestracja: 31 sie 2021, 19:53

Wszystko nagle rozegrało się szybko, bardzo szybko. Nagła eksplozja w kokpicie statku tylko go wstrząsnęła, a Rhel złapał się czegoś, aby przeczekać ten moment. Wtedy Shin chyba dosyć szybko zlokalizował gdzie to wszystko może się dziać - ich pani pilot. Cała ta sytuacja robiła się cholernie niebezpieczna. Lok podbiegł wraz z resztą do kokpitu, aby zobaczyć całą sytuacje, ale było cholernie źle i to było widać po całym tym miejscu. Od razu było widać, że miał miejsce wybuch i najpewniej przez dziurę w szybie cały ten płomień wygasł, ale to powodowało tylko kolejne problemy, próżnia dostawała się do środka, a to dla większości tutaj zebranych mogło szybko źle się skończyć.
Bierność Mandalorianina mogła wynikać z zaskoczenia całą tą sytuacją, przecież wszystko było w porządku do jasnej cholery, a teraz cały statek im się palił coś tutaj ewidentnie nie pasowało i było to cholernie niebezpieczne.
- Już idę kurwa! - warknął do Shina. - Masz coś na tym statku co pomoże bardziej zabezpieczyć szybę? Jakieś tworzywo? Sam klej tego nie utrzyma na tyle długo, żebyśmy dolecieli do bezpiecznej przystani. - powiedział do niego.
- W ładowni z ładunkiem działa system podtrzymywania życia? Jak nie to tylko ja, Dex i Lesser będziemy mogli tam wejść. - zapytał. Nie wiedział co teraz aktualnie mógł zrobić, póki co droid zajmował się łataniem tego, a to były priorytetowa rzecz, dla niego więcej roboty będzie z tym ładunkiem, skoro tam mają cholerny wyciek.
Awatar użytkownika
Dexon Krir
Gracz
Posty: 37
Rejestracja: 06 wrz 2021, 10:57

To prawda. Wszystko działo się tak szybko, że aż ciężko było stwierdzić w co włożyć ręce. Do tego dochodził szok, zaskoczenie wymieszane z lekką dozą paniki oraz instynktu przetrwania. W końcu w takich sytuacjach zazwyczaj każdy myśli o własnych czterech literach.
Może co nie co miał pojęcie o naprawach w statku ale nie był w tym ekspertem. Dlatego też tą fuszerkę wolał pozostawić tym co się na tym znają. Ich statek ich zasady.
Nie odpowiedział na wezwanie Shina. Atmosfera była już wystarczająco podgrzana by dolewać oliwy do ognia. Jego rola w tym momencie była znikoma. Co prawda mógł pomóc Shinowi z Panią pilot, ale najwyraźniej właściciel łajby poradził sobie z tym idealnie w pojedynkę.
By móc pomóc droidowi musiał niestety poczekać. Jak sam blaszak wspomniał musi wpierw zająć się priorytetowym działaniem by móc później przejść do zabezpieczenia ładunku.
Ta przesyłka i tak już wystarczająco wyrządziła szkody, dlatego też wolał nie dotykać się do czegoś co może jeszcze pogorszyć sytuację. Lepiej pozostawić to w dłoniach ekspertów i liczyć, że zdążą nim sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Kolejne zagrożenie zostało zażegnane. Założona pośpiesznie łata zadziałała, a kapitan statku odratował ich panią pilot. To pozwoliło im się ponownie zebrać w mesie, by kontynuować akcję ratowania swoich istnień.
- Coż, jak chcecie rozwiązać problem z elektryka na dobre, to trzeba w końcu wejść do ładowni i zobaczyć, co rozjebało ten statek. Nie zdziwię się, jak pół ściany trzeba będzie wymienić, zanim pozbędziemy się problemów z siecią. - odezwał się na zadane pytanie Pozz. - Droid może wam potwierdzić, że coś nadal wywołuje tam niestabilność systemu. Mamy dwóch gości, których życie polega na walce i strzelaniu, to niech się zajmą otworzeniem tej ładowni, żeby można to było załatwić.
- A jak nie chcemy ryzykować? - odezwał się jeden z mandalorian.
- To pozostaje znaleźć sposób, żeby otworzyć ładownię bez niszczenia ładunku, cokolwiek się tam stało.
- Nie zapominajcie, że nadal cieknie nam paliwo - drugi z najemników też dorzucił w końcu kilka słów. - Najlepiej podzielmy sie szybko zadaniami, zanim staniemy się dryfującą ciemną lodowatą puszką.
Gdy inni na powrót zaczęli się martwić o ich wspólny los i stan statku, Kara właśnie otworzyła oczy, mają przed sobą ich pracodawcę. Dokfin stał nad nią, byli w jakiejś kajucie i wybitnie wyglądał na tak samo zagubionego, jak w tej chwili czuła się Kara. Co się właściwie stało? A tak, wybuch... Pamiętała tylko jak ogień sunął ku jej twarzy. Chciała odruchowo pomasować szczękę ręką, ale nic nie poczuła. Spojrzała w dół i zobaczyła zabandażowane przedramię. Na twarzy również poczuła opatrunki. Powoli, bardzo powoli do świadomości przedostawały się strzępki świadomości, że wygląda na wpół świeżo owiniętą mumię. Jakieś leki musiały jednak działać. Czuła się rześko, wbrew swojemu stanowi, choć nie do końca rozumiała otoczenie. Wszystko wirowało, kolory zmieniały się, a bandaże nieznośnie swędziały w losowych miejscach. Na zmianę też chciało jej się wymiotować i skakać z radości. Śpieszący się, pozbawiony pomocy ambulatorium czy droida medycznego Shin wybitnie przesadził z ilością leków, co jednak postawiło drobną chissankę na nogi.
Obrazek
Awatar użytkownika
Rhel Lok
Gracz
Posty: 22
Rejestracja: 31 sie 2021, 19:53

Jeden problem został tymczasowo rozwiązany, ale nadal mieli gorszą rzecz związaną z elektroniką na statku. Tutaj niestety Pozz miał rację, trzeba było tam wreszcie wejść i zobaczyć co rozpieprza cały okręt, a po tym jakie zniszczenia to wszystko robiło to nie wiadomo czego można było się spodziewać. Zadał swoje pytanie odnośnie braku ryzyka, no cóż to nie było coś co standardowo robił, ale jeżeli to będzie konieczne to tam wejdzie. Po chwili spojrzał się na resztę.
- Haar'chak! - powiedział głośniej w Mando'a Rhel. - Wchodzę do ładowni, bez tego nie dowiemy co się dzieje - oznajmił im Mandalorianin. Zaraz potem szybkim krokiem wuszył w stronę drzwi do ładowni. Nie podobało mu się to, ale z nich wszystkich to pancerz dawał największą ochronę przed gazem, czy czymś lub kimś jeżeli tam był. Nawet jak była tam próżnia to miał zapas tlenu, no musiał to zrobić jeżeli chciał nawet sam przeżyć. Oczywiście po podejściu drzwi były zatrzaśnięte i nie reagowały na przycisk odpowiedzialny za otwarcie. Zaczął korzystać z panelu koło przejścia, domyślał się, że brak możliwości otwarcia wiążę się z procedurą bezpieczeństwa, która miała chronić załogę od ładowni. Znał się nieco na technice, więc to co robił to starał się obejść elektronicznie procedury zabezpieczeniowe, starał się wprowadzić do systemu odpowiedzialnego za zatrzaśnięcie informację, że wszystko jest w porządku.
- Jak tam wejdę to macie od razu zamknąć za mną drzwi, otworzycie ponownie na mój znak - powiedział w trakcie "bawienia się" panelem. Jeżeli jednak by to mu nie przechodziło to chciał zdjąć panel i spróbować ominąć to poprzez staromodne odczepienie odpowiedniego kabla.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 80
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

- Weź ze sobą Lessera do pomocy - rzucił jeszcze nim Mandalorianin zdążył się oddalić. Problem z zasilaniem był istotny, tak samo jak wyciek paliwa. Ale tym miał zamiar zająć się Shin osobiście.
- My z Dexonem zajmiemy się cieknącym przewodem paliwowym - dodał widząc oczami wyobraźni jak rosły wojownik okuty w beskar'gam chętny będzie do współpracy po ich wcześniejszej utarczce słownej. Chciał nie chciał, na szali stało ich życie, więc osobiste niesnaski należało przełknąć... lub odłożyć na później.
- Pozz, monitoruj sytuację w ładowni jak i ocalałą sieć. Jak coś się zacznie dziać to nie zawaham sie wypieprzyć ładunku w przestrzeń. Nasze życia są więcej warte niż ten transport - po tych słowach ruszył do siłowni aby zmierzyć się z nieszczelnością.
Z takim wyciekiem można było poradzić sobie na dwa sposoby. Porządnie: czyli wymontować stary przewód i zastąpić go nowym, nieuszkodzonym co zapewniło by trwałość i sprawność na poziomie fabrycznym. Lub rozwiązanie tymczasowe: uszczelnienie pęknięcia do czasu wizyty w porządnym kosmoporcie. Przewodnik wolałby oczywiście opcję numer jeden, ale niestety nie mieli na zapasie odpowiedniego przewodu. Na szczęście odpowiednio wykonana naprawa powinna załatwić problem na tak długo jak to potrzebne.
Kapitan Ronina zrzucił z siebie swoją drogocenną pelerynę i zastąpił ją roboczą bluzą. Wyciągnął kilka zasobników z narzędziami i zabrał się do pracy.
- Musimy zdemontować te panele - rzekł i korzystając z pomocy wojownika zaczął demontować osłony, pod którymi przebiegały przewody. Po kilku minutach odkręcaniu kolejnych śrub podtrzymujących wspólnymi siłami odłożyli osłonę tak aby nie przeszkadzała w dalszej pracy. Oczom naprawiających ukazały się ciągi przewodów, w tym ten, który należało wymienić. Wyciek był dorze widoczny, samo uszkodzenie przewodu nie aż tak poważne jak zakładał. Dla pewności Shin włożył maskę tlenową aby uniknąć wdychana szkodliwych oparów. Na szczęście układ paliwowy był tak skonstruowany aby w przypadku uszkodzeń wymienić można było daną sekcję a nie cały przewód od zbiornika aż po silnik. Kapitan zamknął więc zawory na początku sekcji i zaczął odkręcać mocowanie w dalszej części.
- Przyświeć mi tutaj i potrzymaj ten zbiornik - rzekł podając Mando, w który chciał wyłapać paliwo z przewodu - Cholera, świecisz mi czy sobie?! - dodał lekko poirytowany bo jego pomocnik oświetlał złe miejsce.
Paliwo, którego nie udało się wyłapać rozlało się po płytach pokładu ale nie było go zbyt wiele. Szybko sobie z tym poradzą aby uniknąć rozprzestrzeniania się oparów i niepotrzebnego zagrożenia pożarowego. Mocowanie z drugiej strony też udało się odkręcić i mężczyźni wspólnymi siłami zawlekli przewód na stół warsztatowy aby bo połatać.
- Naprawię go a ty zajmij się tym rozlanym paliwem - rzekł i podjął się inspekcji przewodu paliwowego. Obejrzał dokładnie całą sekcję i odnalazł uszkodzenie. Założenie łaty nie zajęło mu dużo czasu, więc po kwadransie zaczęli go montować na swoim miejscu. Shin zakręcił najpierw jedno, a potem drugie przyłącze przy czym drugie z luzem. Otworzył na powrót zawór czekając cierpliwie aż ciśnienie zrobi zwoje i wypchnie powietrze z przewodu. Gdy był już pewny, że nie dojdzie do zapowietrzenia układu dokręcił przyłącze. Następnie przeprowadził diagnostykę aby upewnić się, że sytuacja została opanowana.
Komputer wyrzucił raport, na którym tym razem nie wyświetlała się informacja o ubytku paliwa. Sytuacja z tym układem została opanowana - przynajmniej na razie.
- Układ paliwowy został naprawiony - przynajmniej doraźnie. Jaki status u Was, Lok? - rzucił do interkomu, montując na powrót z pomocą Dexona, osłonę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Rhel dość ochoczo zabrał się do próby odblokowania zamkniętych drzwi ładowni. Jak się jednak okazało, ze szwankująca instalacją elektryczną nie było to takie proste, bo ilekroć chciał obejść któryś przewód, system zawieszał się, wyrzucał dziesiątki okienek błędów lub po prostu nie reagował. W końcu z pomocą przyszedł droid, który znając statek znacznie lepiej niż mandalorianie ( i może lepiej niż nawet jego właściciel) odnalazł właściwą płytkę w ścianie i uchylił ją, odsłaniając pneumatyczna dźwignię otwarcia drzwi. Nim ją poruszył, Lesser odłączył całe zasilanie od drzwi a potem zdał się na czystą mechaniczną siłę swoich metalowych kończyn. W tym czasie Rhel mógł przygotować się przed drzwiami na to, co nadejdzie. W międzyczasie słyszał dochodzące z maszynowni przekleństwa Shina i co jakiś czas dźwięk upuszczanych narzędzi.
Mando musiał jednak ponownie skupić się w pełni na czekającej przed nim ładowni. Droid przesunął dźwignię i drzwi otworzyły się, ukazując całkowicie ciemne pomieszczenie. Na szczęście i maszyna i mando dzięki swojemu hełmowi nie potrzebowali źródła światła. Szybko przeszli za próg, a droid odnalazł podobny panel po drugiej stronie i zamknął ich w środku.
Ładownia nie była olbrzymia, ale na tyle duża, by nie zobaczyć całej jej zawartości od razu. Musieli zrobić kilka kroków pomiędzy skrzyniami z zaopatrzeniem, by dotrzeć w miejsce, z którego widać było skrzynie ich pracodawcy. To tam spodziewali znaleźć przyczynę ich kłopotów. I nie pomylili się.
Dokfina nie oszukali. Przed mando i Lesserem stał najdziwniejszy droid, jakiego Rhel kiedykolwiek widział. A przynajmniej przypuszczał, ze jest to jakiegoś rodzaju droid. jego ciało zbudowane było z tysięcy, milionów a może i miliardów drobnych cząstek. Mando nie miał pojęcia, co to jest. Nawte przy swojej wiedzy nie mógł dopasować tego, co widzi, do żadnej z technologii nanitowych z holofilmów czy naukowych artykułów, które czasami wpadały mu w ręce. Nie przypominało to niczego, co znał. Niezidentyfikowana masa przemieszczała się cały czas, tworząc ruchomy zbiór metalu w humanoidalnym kształcie rasy ludzkiej. Czy była to jego standardowa forma, trudno było ocenić, ale poza sama formą nie przejawiał innych "ludzkich" cech, jak twarz, a była to raczej tylko sylwetka z ruchomego metalu.
Mało tego, stwór ten się nie ruszał. Gdy podeszli na tyle blisko, by to zobaczyć, dziwny droid nawet nie zareagował na ich obecność. Zwrócony był jedynie w stronę ściany ładowni, całkowicie wypalonej potężnym wyładowaniem elektrycznym.
W tym samym czasie ich drobna pani pilot wstała na nogi i wyszła z ambulatorium. Pozostawiona sama sobie przez chwilę beztrosko skakała po korytarzu, odbijając się od jednej do drugiej ściany. Kara czuła się świetnie i nie do końca rozumiała, czemu ktoś ja owinął tymi szmatami. Ale po chwili przestało to mieć znaczenie, gdy przed sobą dostrzegła lothańskiego kota. Mruczek miauknął do niej a rozochocona dziewczyna pobiegła za nim, najpierw wpadając do kabiny jednego z mando i rozwalając wszystko dookoła w próbie złapania zwierzaka, by potem pognać za nim do mesy. tam jednak zniknął, jednak dziewczyna nie zraziła się tym i od razu znalazła sobie nowe zajęcie. Tym razem nie będące halucynacją. Postanowiła zagłuszyć potworne ssanie w żołądku pożeraniem wszystkiego, co tylko znalazła w lodówce. To nie mogło się dobrze skończyć.
Obrazek
Awatar użytkownika
Dexon Krir
Gracz
Posty: 37
Rejestracja: 06 wrz 2021, 10:57

Kiwnął głową w kierunku właściciela statku po czym ruszył za nim by móc do czegokolwiek się przydać. I tak wszyscy biegali po pokładzie jak poparzeni, próbując znaleźć swoje miejsce pośród panującej paniki.
Nie miał nic za złe Shinowi, bez względu na to do jakiej wcześniej wymiany zdań doszło. Teraz trzeba było zostawić to za sobą a zająć się tym co najważniejsze.
Czekając na wytyczne kapitana statku robił dokładnie to co zostało mu przekazane. Nie miał zbyt dużego pojęcia o naprawach takiego sprzętu, dlatego też wszelakie wskazówki były na porządku dziennym.
Nawet w głowie Mando pojawiły się przebłyski z przeszłości widzącego siebie jako dziecko, który nieudolnie świecił latarką własnemu ojcu, kiedy ten grzebał przy swoim ulubionym ścigaczu. Toćka w toćkę jego słowa. Na samą myśl na twarzy wojownika pojawił się uśmiech. Ehh stare dobre czasy…
W trakcie wszystkich swoich robót raczej nie prowadził żadnej konwersacji. Wykonywał potulnie zlecone mu zadania. Nie było czasu na towarzyskie pogaduszki, jeżeli na szali wisiało życie wszystkich członków załogi.
Wtedy ujrzał coś czego raczej nie spodziewał się zobaczyć. Biegająca jak obłąkana Pani Pilot po pokładzie statku. Ciężko było stwierdzić czy coś próbowała złapać czy coś właśnie ją goniło, ale nie wyglądało to na coś …naprawdę normalnego.
- Nie sądziłem, że Twój statek zapewni nam takie formy rozrywki… - wypowiedział słowa do Shina, machając głową w kierunku messy, gdzie zasiadała obecnie poparzona pilotka, zajadająca się żarciem tak jakby nie widziała go od tygodnia…
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 80
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Shin wywrócił tylko oczami do góry gdy zobaczył myszkującą po mesie Kamari. Zdawało mu się, że wydał jasne instrukcje ich pracodawcy - ale jak widać, proste zadanie pilnowania filigranowej Chissanki, przerosło Dokfina. Zniechęcony podszedł do młodej kobiety i złapał ją za rękę - oczywiście tą zdrową.
- W twoim stanie, moja droga, należy odpoczywać, a nie biegać po pokładzie - rzekł z nutą ojcowskiego poirytowania - jako twój nieoficjalny lekarz nakazuję wrócić do łóżka. Mamy tu wystarczająco dużo kłopotów - dodał jeszcze i na powrót zwrócił się do Mando:
- Krir, zabierz ją z powrotem do kajuty i wpakuj do łóżka. Jak się będzie opierać to nie wahaj się z wiązką ogłuszającą - rzekł i trochę na siłę "pomógł" rannej dziewczynie podejść do rosłego Mandalorianina. Zadziwiający był też fakt, że po takiej ilości środków przeciwbólowych jakie jej zaaplikował , dziewczyna w ogóle była przytomna.
- A, i zobacz co z Dokfinem, miał jej pilnować - rzucił jeszcze na odchodne i skierował się ku ładowni. Jako, że nie zastał nikogo przed wrotami dostępowymi, założył, że zespół Kubeł-Droid działają już w środku. Zastukał lekko w drzwi i zawołał:
-Żyjecie tam? Jak sytuacja?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Rhel i droid wpatrywali się w zjawisko, które widzieli przed sobą. Groza sytuacji, jakiej tam doświadczyli była wręcz paraliżująca. Na szczęście i ten dziwny stwór zdawał się sparaliżowany efektem, który wywołał. Ale na jak długo? Na razie z ładowni statku dobiegała tylko cisza...
***
Tymczasem reszta załogi próbowała uratować statek, czy właściwie to, co z niego zostało po katastrofalnej wręcz awarii. Ale ich praca powoli przynosiła efekty. Umorusani i zmęczeni gorączkowa pracą w maszynowni, Dexon i Shin stwierdzili, że problem z hipernapędem został zażegnany. Oczywiście, ich prowizoryczne naprawy nadadzą się jedynie do czasu, gdy odwiedzą jakakolwiek stocznię, ale przez kilka skoków na pewno cały system wytrzyma. Odrobina uśmiechu zagościła na ich na ich twarzach. tym bardziej, gdy spojrzeli w stronę wnętrza statku.
Tam, radosna niczym jakiś ptak z Naboo, Kara skakała sobie po mesie, za nic mając swoje obrażenia. W końcu mandalorianin przy pomocy Shina chwycili ją i zaprowadzili do jej kajuty. Gdy niebieskoskóry kapitan statku wyszedł, Dexon jeszcze chwilę przyglądał się dziewczynie, oceniając, czy może raczy się ona uspokoić. Nie chciał jej ogłuszać, uznał to za ostateczność. Kara natomiast kręciła się chwilę po łóżku, w pewnym momencie zaczęła się rozbierać, ale momentalnie przestała z jedną zdjętą nogawką, z jeszcze butami na stopach i podskoczyła do małego stolika, przy którym zaczęła coś skrobać na datapadzie. Mandalorianin uznał, ze wpadła w kolejną fazę, tym razem jednak znacznie spokojniejszą niż poprzednia. Zaczęła też ziewać, co uznał z oznakę uspokajania się.
Gdy ich rozbrykaną towarzyszkę zostawił we względnie bezpiecznym miejscu, mógł się zabrać za poszukiwanie Dokfina.
- Dokfin? - Krir zawołał za ich pracodawcą, ale nie usłyszał odpowiedzi z żadnego miejsca na statku.
Obrazek
Awatar użytkownika
Rhel Lok
Gracz
Posty: 22
Rejestracja: 31 sie 2021, 19:53

Przez pewien czas Mandalorianin wpatrywał się w to co właśnie miał przed sobą, a to był bardzo niecodzienny widok, właściwie pierwszy raz coś takiego dostrzegał. Droiga, który był zrobiony z milionów malutkich cząsteczek, jakby jakaś nanotechnologia z holofilmów czy innych naukowych artykułów, jednakże o niczym takim nie słyszał, aby działało w galaktyce, było to dla niego potężne zaskoczenie, przez to stał wpatrzony w to coś przez pewien czas, dopiero po chwili spojrzał na to w co była skierowana ta cała masa - na wysmażoną ścianę ładowni, no to mogło stanowczo stanowić problem.
Sam Rhel nie widział co może właściwie tutaj zrobić, sądził raczej, że będzie to jakiś bardziej "standardowy" droid, albo jakiś humanoid, którego może w razie czego odstrzelić, ale to co miał przed sobą, nawet nie specjalnie kładł dłoń na kaburze broni, bo miał spore wrażenie, że siłą tutaj nic nie zrobi, zwłaszcza, że składało to się z masy malutkich robotów, dopiero pukanie i głos Shina nieco go wybudziło z tego.
- Mamy pewien problem - zaczął Lok. - Mamy tutaj droida... Chyba droida stworzonego z milionów innych blaszaków, nie jest agresywny póki co, jakaś nano technologia czy coś takiego, pierwszy raz coś takiego widzę. - mniej więcej wyjaśnił co właściwie widzi - Cała ściana w ładowni jest wypalona po eksplozji elektrycznej - dodał kolejną ważna informację. Miał teraz cholerny problem do rozwiązania, a reszta załogi niespecjalnie mogła mu pomóc... Siłą wątpił, że to załatwi, może rozmowa z tym czymś, chociaż bardzo wątpił. Jednak miał też swojego droida do pomocy.
- Lesser wiesz co to jest? - zapytał go. Rhel postanowił nieco podejść w kierunku tej masy, miał ręce nieco w górze, tak aby pokazać, że nie ma zamiaru go atakować. Jednocześnie rozejrzał też się po reszcie ładowni czy czegoś tutaj więcej nie ma.
ODPOWIEDZ