[Tatooine] Gdzieś trzeba zacząć

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Bliźniacze słońca powoli kończyły swoją wędrówkę po niebie, by niedługo skryć się za drgającą od gorąca linią horyzontu piaszczystego Tatooine. Ten dzień należał do wyjątkowo gorących, nawet jak na klimat pustynnej planety i znaczna część istot na ulicach Mos Eisley, z determinacją większą niż zazwyczaj, poszukiwała choćby skrawka cienia i z niecierpliwością czekała na zmierzch. Wiele z nich liczyło też na to, że prognozy się nie sprawdzą i następne dni nie będą jeszcze gorętsze, choć mało kto w to tak naprawdę wierzył.
Parzący skórę wiatr delikatnie omiatał twarz młodego zabraka. Urodzony na Dathomirze, gdzie spędził większość swojego życia chłopak nie mógł być przyzwyczajony do takiej pogody i jej skutki zdawał się odczuwać podwójnie. Bez względu na to jak bardzo by pragnął, żeby było inaczej - jego myśli wciąż krążyły wokół marzeń o ulewnym, chłodnym deszczu, który zmyłby piach i pot oraz schłodził ciało. Niemal wbrew sobie w wyobraźni słyszał dźwięk kropel uderzających o ziemię.
Znajdował się na niewielkim placyku, w rogach którego umieszczono drewniane słupy, a pomiędzy nimi rozwieszono połacie przewiewnego materiału. Niespecjalnie zmniejszało to panującą tu temperaturę, ale w tym wypadku nawet jeden stopień mniej wydawał się być darem. Sprzedawcy obsługujący otaczające go niewielkie kramy z owocami i napojami wydawali się, w przeciwieństwie do ich klientów, kompletnie niepodatni na wysokie temperatury i upał, bowiem - podczas, gdy wszyscy wokół byli nieco osowiali i mocno zmęczeni temperaturą - ci od rana, z niesłabnącym zapałem, nawoływali zachęcając do zakupu najświeższych owoców czy lemoniady zapewniającej natychmiastową ochłodę.
Zdecydowanie bardziej kuszącą opcją wydawała się być niewielka, i w gruncie rzeczy niezbyt popularna, kantyna. Wejście do niej znajdowało się za straganami i prowadziło w dół - pod poziom ziemi, gdzie było chłodniej. Nad drzwiami ktoś napisał "mamy klimatyzację i zimne piwa", jednak nawet ta obietnica nie powodowała, by w kierunku lokalu udawały się pielgrzymki spragnionych mieszkańców Mos Eisley. Młody zabrak nie miał pojęcia co jest przyczyną tego, że bar nie przyciągał tłumów.
Obrazek
Awatar użytkownika
Togoo
Gracz
Posty: 12
Rejestracja: 03 gru 2021, 16:08

Nigdy nie spodziewał się czegoś takiego, odkąd opuścił Dathomire, jego emocje sięgały zenitu. Już sam fakt ujrzenia przestrzeni kosmicznej napawał go dreszczykiem, a tutaj? Tutaj jest:
- Za gorąco.
Odparł szeptem do siebie, przy okazji rozglądając się po różnych stoiskach i budynkach. Ciekawość oraz chęci zakupu kilku rzeczy, to napędzało jego oczy i umysł. Jedyną barierą, której jednak nie mógł przebić, był brak kredytów. Lemoniada brzmiała i wyglądała kusząco, już samo patrzenie na nią ostudzało duszę. A co dopiero wypicie jej by zrobiło? Nakrycie głowy też by się przydało, choćby małe by nie dostać zaraz jakiegoś udaru. Kolejnym ciekawym miejscem była kantyna, a napis przedstawiający klimatyzację był decydujący. Nie było co się zastanawiać, do póki ciało nie przywyknie do upałów, trzeba będzie jakoś przetrwać. Choć upał dawał we znaki, to dziwnym zbiegiem okoliczności mało kto udawał się do ów kantyny. Był to zły znak? Raczej młody Zabrak się tym nie przejmował i nie znał tutejszych zabobonów, tak więc nie miał zamiaru się tym przejmować. Powolnym krokiem udając się ku zbawieniu, pozwolił sobie jeszcze na dodatkową obserwację straganów. Choć na razie zakupy pozostają w sferze marzeń, to zawszę można coś upatrzeć na później.
- Kiedyś cię kupię, ty kusząca lemoniado.
Odparł do siebie, wciąż przelatując wzrokiem po różnościach. Tkaniny, ubrania, nakrycia głowy. Były nawet jakieś torby, biżuteria, która niezbyt ciekawiła młodzika. Ozdóbki są dla kobiet, jemu bardziej przydałoby się odzienie. Dwa słońca to przegięcie, choć też ciekawiło go jak będzie w nocy. Opuszczając wzrokiem stragany, ponownie spojrzał na zbliżającą się kantynę. W pierwszej kolejności praca, później będzie się myślało o przyjemnościach. Teraz nawet nie może sobie pozwolić na szklankę wody, chyba, że sprzeda coś. Co nie jest głupim pomysłem, w sumie posiada blaster... Nie, to był prezent od jego przyjaciela. Nie może od tak jego się pozbyć, nawet jeżeli nie potrafi z niego strzelać. No to pozostaje nóż z jego stron, może będzie coś warty.
Po dotarciu do drzwi kantyny, młodzik wziął jeden głęboki wdech i postanowił zawitać do środka.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Przywitało go uderzenie ciepłego powietrza - nie zimnego, czy chłodnego, jak można byłoby się spodziewać, ale - ciepłego właśnie. I największym problemem tej wielkiej piaskownicy zwanej Tatooine było to, że panująca w tym lokalu temperatura i tak stanowiła przyjemną alternatywę dla tego, co działo się na zewnątrz i przynosiła autentyczną ulgę.
Na pierwszy rzut oka Togoo mógł ocenić, że na kantynę składają się trzy duże, okrągłe pomieszczenia połączone ze sobą szerokimi przejściami bez drzwi oraz kilka mniejszych, niejako "doklejonych" do bocznych części. Bar znajdował się naprzeciwko wejścia, w środkowej sali i składał się z długiej lady w kształcie litery U, za którą stało dwóch barmanów: rodianin i człowiek. Gości wewnątrz nie było wielu, głównie rozrzuceni w grupach dwu czy czteroosobowych, a kilku samotników okupowało stołki przy kontuarze. Atmosfera wydawała się raczej spokojna i brakowało tu typowego dla takich miejsc gwaru.
Kiedy młody zabrak pojawił się w wejściu na główną salę kilku gości na moment przeniosło na niego wzrok, na ogół nie przerywając rozmów czy picia alkoholu - po prostu rzucili na niego, pozbawione większego zainteresowania, spojrzenia i kontynuowali to, co robili przed sekundą. Rodianin za barem wydawał się w ogóle nie dostrzegać nowego klienta, ale za to drugi barman, na oko czterdziestoletni mężczyzna już z daleka uśmiechnął się do Togoo i ruchem głowy zaprosił go, by podszedł do lady.
Obrazek
Awatar użytkownika
Togoo
Gracz
Posty: 12
Rejestracja: 03 gru 2021, 16:08

Spodziewał się klimatyzacji, zimnego powiewu i orzeźwienia. Jednak było tutaj ciepło, nie tak bardzo jak na zewnątrz. To był chyba jedyny plus, no ale wracając do tego po co tutaj przybył.. W sumie po klimatyzację, no ale pozostaje zostawić tą sprawę i ruszyć dalej. Skoro i tak tutaj klimat jest w miarę lepszy. W kantynie znajdowało się kilka grupek osób, które troszkę przyciągały uwagę. Zwłaszcza młodego Togoo, jego ciekawość czasami przekraczała granicę. Tym razem nie mógł sobie pozwolić na obserwację, ani tym bardziej na wtykanie nosa w nie swoje sprawy. Głupio by było wejść komuś w rozmowę.
Dodatkową uwagę przykuli barmani, z czego jeden widocznie dawał znak, który zapraszał Zebraka. Był sens podchodzić? Ani złamanego kredytu, raczej długo tutaj nie zabawi gdy się dowiedzą, iż jest biedny. Z drugiej strony jest to dobra okazja, by poszukać sobie jakiejś pracy. Wpierw trzeba wszystko postawić na zarobek, później na zwiedzanie i inne pierdoły, które uszczuplą przyszły portfel Togoo.
Powolnym krokiem zbliżając się do lady, oczka jeszcze wędrowały to po stolikach i grupkach nieznajomych. Gdy tylko przysiadł się do lady, młodzik postanowił oczekiwać na słowa od strony barmana.
- Dzień dobry.
Oczywiście wpierw witając się, bo nie wypada zapominać o manierach. Nawet tych podstawowych, chociaż raczej tutaj nikt tego nie uznaje. No nie ważne, widać było to silniejsze od niego.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Kiedy ruszył w kierunku baru kilka par oczu podążyło za nim, jakby ich właściciele dopiero teraz zorientowali się, że zabrak nie wszedł do lokalu przez przypadek, lecz rzeczywiście chciał się w nim znaleźć. Nie były to spojrzenia nachalne, agresywne czy wyrażające przesadną ciekawość, lecz raczej zaskoczenie, że chłopak w ogóle miał zamiar zostać dłużej w takim miejscu.
Togoo dopiero teraz miał okazję nieco dokładniej przyjrzeć się klienteli kantyny. Goście, w zdecydowanej większości, nie wyglądali na zmęczonych całodniową pracą hodowców banth ani farmerów wilgoci, lecz było w nich coś, co sugerowało, że - mimo pozornego spokoju, luzu w ich postawie - byli gotowi zerwać się od stolików w ułamku sekundy. Nie wyglądali ani na zbirów, ani na chodzące maszyny do zabijania, ale było w nich coś niepokojącego, ale Togoo nie potrafił określić co.
-Jakie dobre maniery - mężczyzna uśmiechnął się szeroko, po czym odwzajemnił powitanie. - Dzień dobry. Możesz mi mówić Gilead.
Oparł się o kontuar i nachylił do przodu, jakby chciał skrócić dystans, przełamać niewidzialną barierę i złapać nić porozumienia między nim a nowym klientem kantyny. Jasne włosy miał krótko przystrzyżone, twarz gładko ogoloną, a niebieskie oczy wydawały się, pod pozorem znudzenia, skrywać iskierki radości świadczące o poczuciu humoru. Beżowa koszula z krótkim rękawem nie była w stanie ukryć wyćwiczonych mięśni sugerujących przyzwyczajenie do codziennego wysiłku fizycznego i niemałą siłę ich właściciela, który najpewniej nie raz i nie dwa musiał z baru wyrzucać nieprzyjemnych, awanturniczych gości.
-Nie pamiętam, byśmy mieli okazję się poznać, a jestem pewien, że pamiętam każdego klie...
-Bo jest nas łącznie trzydziestu, Gilead - krzyknął ktoś z sali. Najwyraźniej poświęcali zabrakowi większą uwagę niż można było ocenić na pierwszy rzut oka. - Trzydzieści istot nawet idiota by zapamiętał!
-Zamknij się, Barry! - barman na chwilę odwrócił się w kierunku, z którego dobiegał głos. Togoo, nawet jeśli podążył wzrokiem za spojrzeniem mężczyzny, nie był w stanie określić kto wtrącił się w rozmowę. - Jak mówiłem, pamiętam każdego klienta. Czego ci nalać, chłopcze? Co cię w ogóle tu sprowadza?
Obrazek
Awatar użytkownika
Togoo
Gracz
Posty: 12
Rejestracja: 03 gru 2021, 16:08

Atmosfera była całkiem przyjemna, całkowicie różniła się od tej codziennej w wiosce nocnych braci. No ale wracając do Gilead'a, który był na tyle miły by się przedstawić. To już pierwszy krok, by zostać znajomymi! Choć nie powinien tak się nakręcać i myśleć o poznawaniu każdej napotkanej osoby, to jednak tutaj chciał troszkę posiedzieć. Rozmowa pomiędzy barmanem a nieznajomym, trwała krótką chwilę. Łącznie trzydzieści osób? Czyli stałych bywalców, no cóż. Spodziewał się większej ilości, ale też może przesadził. W końcu jest to pustynna planeta, z której leje się żar. Mieszkańcy na pewno mają więcej rzeczy na głowie, niż siedzenie często w kantynie. No ale mniejsza, powrót do Gilead'a, który widocznie ma zagadkę z nowym osobnikiem w jego barze.
- Niestety nie stać mnie na nic, jeszcze.
Rzekł, najbardziej podkreślając głosem słowo ,,jeszcze'' Kwestia kolejnej odpowiedzi, czyli co go tutaj sprowadza.
- Ogólnie przyleciałem tutaj niedawno i szukam pracy. A los sprowadził mnie tutaj.
Chcąc powiedzieć coś więcej, Togoo pominął kwestię, iż reklama klimatyzacji była decydująca.
- Zapomniałbym, jestem Togoo.
Dorzucił na sam koniec, nie chcąc zapominać o swoich jakichkolwiek manierach. No ale skoro obydwoje się już poznali, to co dalej? Barman dostał swoją odpowiedź, może powie jeszcze coś ciekawego.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Gilead przez moment przypatrywał się chłopakowi, po czym westchnął - nie z rezygnacją czy rozczarowaniem, ale w wyrazie kojarzącym się raczej ze zrozumieniem, sprawiając przy tym wrażenie człowieka, który doskonale rozumie, w jakim miejscu w swoim życiu znajduje się młody zabrak. Ruchem głowy wskazał mu wysokie krzesełko przy barze zapraszając, by z niego skorzystał, po czym sięgnął po kufel, przetarł go ręcznikiem pranym - na pierwszy rzut oka - w najlepszym wypadku miesiąc temu i nalał do niego piwa.
-Na mój koszt, chłopcze - powiedział stawiając trunek na blacie przed gościem.
Oparł przedramiona na ladzie, dłońmi chwytając się za łokcie i wysłuchał krótkich wyjaśnień Togoo, a kiedy ten wspomniał o tym, że na Tatooine jest od niedawna i szuka pracy, ponownie westchnął - i znów w ten sam, dziwnie opiekuńczy sposób. Przez chwilę milczał zachęcając młodzieńca do tego, by ten porządnie zwilżył gardło piwem. Był to lokalny sikacz, mocno przeciętny w smaku i niespecjalnie mocny, ale przyjemnie chłodny i doskonale gaszący pragnienie. W ustach pozostawiał wyraźny posmak goryczki.
-Jakiej pracy? - zapytał w końcu, po czym doprecyzował. - Jesteś mechanikiem? Pilotem? Tragarzem? Co potrafisz? Strzelasz z blasterów, lejesz piwo, znasz się na farmach wilgoci? Tatooine nie jest najlepszym miejscem, jakie można było wybrać na rozpoczęcie lepszego życia, chłopcze.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Togoo
Gracz
Posty: 12
Rejestracja: 03 gru 2021, 16:08

Nie spodziewał się takiej uprzejmości, a zwłaszcza darmowego trunku. No ale cóż, przecież nie można odmówić. Zwłaszcza, że był trochę wysuszony. Tak więc zasięgnął po wielkiego łyka piwa, po czym wysłuchał barmana. Jakiej pracy? Cóż, trzeba by się trochę zastanowić. Chłopak nie zna się na mechanice, pilotowaniu. Tragarz to chyba niezbyt trudne. Strzelanie z blasterów to akurat przekleństwo, całkowicie nie potrafi strzelać. Może to brak szkolenia, albo ma po prostu do tego dwie lewe ręce.
Co do kwestii wyboru lepszego życia, to wszędzie lepiej niż na Dathomirze.
- Potrafię dobrze posługiwać się nożami, umiem też walczyć. Może łowca głów by się tutaj przydał, albo cokolwiek podobnego.
Tutaj ponownie zaczął pić piwo, bo jednak było orzeźwiające.
- Tatooine i tak jest lepszym startem niż Dathomir'a, tam nie ma nic.
Dosłownie, poza wiecznym przetrwaniem i użeraniem się z mrocznymi tajemnicami oraz siostrą nocy i pewnym starcem, który ma zbyt duże ambicje. Każdy dzień to otarcie się o śmierć, nie wiadomo z czyjej ręki. Tutaj może i jest gorąco, ale może mniej niebezpiecznie niż w domu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

-Łowca głów? - Gilead wyglądał na szczerze zaskoczonego - Dlaczego, na tłuste cielsko Jabby, chciałbyś zostać łowcą głów?
Togoo, początkowo bardziej wyczuł niż zauważył, że jego słowa zostały posłyszane przez innego gościa siedzącego przy barze. Jeśliby odwrócił się w lewo, zauważyłby zielonoskórego togrutanina, istotę z dwoma montralami - pustymi w środku rogami, trzema dużymi, pręgowanymi głowoogonami i ostrymi kłami. Mierzący około stu osiemdziesięciu centymetrów wzrostu mężczyzna ubrany był w nierzucające się w oczy znoszone spodnie i koszulę oraz skórzaną, czarną kamizelkę, a do pasa - podobnie jak większość klientów kantyny - przymocowaną miał kaburę z bronią.
-Po co ci to, chłopcze - kontynuował barman. - To ryzykowne zajęcie, jeszcze ktoś upoluje twoją głowę zanim ty upolujesz jego. Pieniądz z tego ża...
-Gilead - togrutanin wtrącił się do rozmowy. - Zapytałeś go co umie. Powiedział, że walczyć wręcz i bronią białą. Farmera z niego nie zrobisz.
-Ty byś ze wszystkich robił najemników i łowców!
-Jak chcą? - wzruszył ramionami, po czym zwrócił się do Togoo. - Chcesz? Potrafiłbyś kogoś zabić dla pieniędzy i sławy?
Obrazek
Awatar użytkownika
Togoo
Gracz
Posty: 12
Rejestracja: 03 gru 2021, 16:08

Może tego z początku nie przemyślał, ale co jest łatwiejsze do osiągnięcia na starcie? Zawód łowcy głów, albo może i coś innego. Nie przychodziło mu do głowy nic, poza tym konkretnym. Z resztą, co może jeszcze być ciekawego do roboty na takiej planecie? Togoo wysłuchał słów barmana, chciał odpowiedzieć, jednak nie miał zbytnio słów. Praca jak każda, bardziej ryzykowna pewnie. Jednak nie myśli o tym, jako stałym fachu.
Jednak słowa barmana zostały troszkę zignorowane, a odruchowo oczy powędrowały na lewo. Dostrzegając nieznajomego jegomościa, rasy nieznanej mu do tej pory. W sumie sporo ras nie znał, całe życie przesiedział na Dathomirze. Zna tylko swoją, ludzi i siostry nocy oraz Wookie i kotoludzi. Tyle wiedzy do zdobycia, będzie trzeba się przyłożyć. Jednak zamiast interesować się rasami, traktujmy wszystkich tak samo. Będzie łatwiej i nie będzie trzeba komplikować sobie umysłu.
Gdy barman skończył mówić, a raczej nieznajomy wparował mu do rozmowy. Togoo całkowicie odwrócił się ku zielonemu. Rozmowa pomiędzy dwójką trwała krótką chwilę i po chwili przemieściła się na młodzika. Pytanie było dość proste, choć mogło mieć jakieś głębsze znaczenie. Może mentalne, ale kto wie. Nie warto było się nad tym zastanawiać dłużej, niż kilka chwil.
- Oczywiście.
Odpowiedział, przy okazji po chwili dopił piwo. Jak się czuł z tą odpowiedzią? Nijak, bowiem wychował się gdzie się wychował. Jego rodzima planeta wyuczyła go bezdusznego zabijania, zwłaszcza jak się polowało na dzikie stwory, lub trzeba było walczyć ze swoim bratem na śmierć i życie.
Kolejną częścią jest sława. Jest to kłopotliwe, ale pewnie daje większe możliwości. Jednak im więcej o tobie wiedzą, tym łatwiejszym celem się stajesz. A taki nieznany łowca, o którym nic nie słychać. Wolna ręka i brak problemów.... Chociaż im więcej sławy, tym też może być mniej problemów, bo po prostu większość będzie bała się wejść w drogę. Jakby nie patrzeć, jedno i to samo.
- Jestem wojownikiem z Dathomiry, myślisz że nadawałbym się do czegoś innego niż walka i zabijanie?
Dodał, tym samym odstawiając szklankę. Co prawda tutaj powiedział niezbyt szczerze, bo mógłby robić coś innego. Nie jest typowym pół mózgiem z wioski, który sięga po włócznie i robi jedno i to samo. Ma troszkę planów, jednak wpierw musi sobie zorganizować jakąś gotówkę i statek. Trzeba jakoś przemieszczać się po kosmosie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Dopiero, gdy Togoo jednoznacznie zaakcentował fakt, że nie tylko pochodzi z Dathomiry, ale został tam wyszkolony na wojownika, jego rozmówcy zrozumieli, że być może rzeczywiście walka nie jest młodemu chłopakowi obca. Żaden z nich jednak nie sprawiał wrażenia istoty, która wiedziałaby cokolwiek o tejże planecie, a biorąc pod uwagę jak wielka była galaktyka i ile światów w niej było zamieszkałych, wbrew pozorom nazwa kolejnej skały krążącej wokół jednej z milionów gwiazd mogła nie budzić żadnych skojarzeń w umysłach osób zamieszkujących galaktyczny zaścianek, jakim było Tatooine.
-Tatooine jest jedną z tych planet, gdzie część łowców nagród zaczynała karierę - odpowiedział togrutanin jakby chciał upewnić Togoo w przekonaniu, że ten nie podjął złej decyzji. - Nie brakuje tutaj gangsterów, przemytników i innych ciemnych typów gotowych sypnąć kredytem za pomoc w osobistej zemście. Tubrysh Phi, do usług.
Mężczyzna wyciągnął rękę w kierunku zabraka w uniwersalnym geście powitania, a gdyby ten zgodził się podać mu swoją, zauważyłby, że togrutanin miał mocny uścisk świadczący o pewności siebie. Gilead zaś wyglądał jakby się poddał i nie zamierzał dalej uczestniczyć w rozmowie, a przynajmniej nie podważać już w sposób zdecydowany decyzji młodzieńca dotyczącej wyboru profesji. Nadal jednym uchem przysłuchiwał się dalszej wymianie zdań, ale większość uwagi poświęcił wycieraniu barowego blatu.
-Skoro jesteś taki chętny do niesienia śmierci za pieniądze - kontynuował - to myślę, że możemy sobie nawzajem pomóc. Jak zapewne zauważyłeś, w tej zapyziałej norze nie ma wielu gości. Większość z nas zajmuje się zarabianiem na życie w sposób... zakładający dużą dozę fizycznej perswazji. Chcesz spróbować? Niedaleko stąd sklepik z drobną elektroniką prowadzi pewien dłużnik mojego szefa. Trzeba byłoby przemówić mu do rozsądku, dać do zrozumienia, że jeszcze raz się spóźni z oddaniem pożyczonych pieniędzy, a straci życie. Na razie dobrze byłoby wyciągnąć od niego kasę, jaką ma i połamać nogi. Wiesz, ręce będzie potrzebował do obsługi klientów. Trzysta kredytów dla ciebie jak wrócisz. To jak? Dasz radę?
Obrazek
Awatar użytkownika
Togoo
Gracz
Posty: 12
Rejestracja: 03 gru 2021, 16:08

Togoo postanowił wysłuchać oferty oraz co miał do powiedzenia Phi, oczywiście też uścisnął dłoń. Widać był to gość opanowany i pewny swojego, nie wahał się nawet na chwilę. Jego słowa były płynne i wiedział czego chce. Jednak co do oferty, która miała na celu zastraszenie pewnego osobnika. Typowe zbieranie haraczu oraz pokazywanie gdzie jest miejsce dłużników. Cóż, od czegoś trzeba było zacząć. Nie ma sensu się litować, ani zastanawiać nad tą ofiarą. Życie jest jedno, nie wiadomo jak długie. Dlatego też myślenie o sobie jest powinnością, którą Togoo powinien postawić na cel własnego przetrwania. Jeden błąd i może skończyć swoją przygodę, tak więc nie ma zamiaru mieć dobrego serduszka w tym zawodzie.
- Dam radę, choć wolałbym wykonać zlecenie po swojemu. Jeżeli mam taką możliwość.
Odparł młodzik. Nie widziało mu się łamanie nóg, w końcu nie jest tutaj jakimś mięśniakiem, który idzie i na ślepo wykonuje polecenia. Jest to w końcu zlecenie, tak więc ma jeden cel. Odzyskać gotówkę, przy okazji dać do zrozumienia osobnikowi, że następnym razem będzie gorzej. Niepotrzebne środki, zawszę coś wymyśli się na poczekaniu. O wiele skuteczniejszego niż połamane nogi, bo jak wiadomo nie każdy ugina się pod siłą. Niektórych to napędza do zemsty, albo jeszcze lepiej.
- Z resztą każdy kredyt się przyda, byleby przetrwać.
Dorzucił zamyślony, choć bardziej można powiedzieć, iż głośno pomyślał. No tak czy siak, jeżeli Phi dał mu wolną rękę czy też nie. Togoo po prostu ruszy do wyjścia, skoro ma się uporać z tym zadaniem. Trzysta kredytów może starczy na kilka dni jakiś wynajem, chociaż cholera wie. Nie wie ile będzie go kosztować tutaj życie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

-Jeśli będziesz skuteczny, nie ma znaczenia czy połamiesz mu nogi czy zrobisz inne nieprzyjemne rzeczy - odpowiedział Tubrysh Phi wzruszając ramionami w sposób sugerujący, że naprawdę niespecjalnie obchodziło go to, co Togoo miał w planach zrobić dłużnikowi. O ile ten przeżyje i poczuje się zachęcony do spłacania zaciągniętego długu. - Mówiąc krótko: możesz zrobić to po swojemu, byleby efekt był zadowalający.
Togrutanin jednym haustem opróżnił swoją szklankę i podsunął ją barmanowi, by ten ponownie ją napełnił. Wytłumaczył młodemu zabrakowi jak trafić do sklepu prowadzonego przez Idlohu Isto, rodianina głupiego lub odważnego na tyle, że nadal nie spłacił długo wynoszącego dwa tysiące kredytów, a pięć tysięcy jeśli liczyć z odsetkami. Opisywany lokal nad wejściem miał mieć zielony szyld z narysowanym droidem astromechanicznym i dwoma cyfronotesami, a żeby się do niego dostać należało skorzystać z drzwi po lewej stronie, a nie prawej - te drugie prowadziły, bowiem do warsztatu, którego właścicielem był ktoś zupełnie inny.
-Możesz ruszać kiedy zechcesz - powiedział. - Jak się uwiniesz, zdążysz mnie jeszcze tu złapać i odebrać wypłatę tego samego dnia.
Trzysta kredytów w godzinkę, może mniej? Zdecydowanie gra warta świeczki, biorąc pod uwagę, że na Tatooine mogło to wystarczyć na długi, długi czas.
Obrazek
Awatar użytkownika
Togoo
Gracz
Posty: 12
Rejestracja: 03 gru 2021, 16:08

No więc zadanie wydawało się proste, co prawda tylko w głowie. Wszystko zależało jak bardzo współpracować nie będzie właściciel sklepu, nie chciałby się dać ponieść emocjom. Dlatego też wpierw będzie trzeba podejść do tego na spokojnie, chociaż ta opcja raczej pewnie nie da odpowiedniego rezultatu. No ale warto spróbować, może jednak sklepikarz nie będzie na tyle głupi?
Tak więc nie zwlekając, Togoo wybrał drzwi po lewej i zawitał do środka warsztatu. Teraz kwestia podejścia, nie ma sensu demolować wszystkiego wokół i stosować brutalnych metod na starcie. Strach może i jest skuteczny, ale zdrowy rozsądek też powinien być. Z drugiej strony Togoo powinien zaopatrzyć się w jakąś maskę lub szalik, nie ma sensu stawać się znanym z takich zleceń. No ale było już za późno, ponieważ zawitał do środka i w pierwszej kolejności zaczął rozglądać się za właścicielem.
- Dzień dobry.
Odparł w pierwszej kolejności, po czym zastanowił się nad kontynuacją swojego przemówienia. Tylko czy aby nie poczekać, aż zauważy poszukiwaną osobę?
Raczej poczeka, nie warto ujawniać swoich powodów na samym początku.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Togoo, dzięki wskazówkom togrutanina z baru, bez problemu odnalazł sklepik z elektroniką, którego właściciel był winny pieniądze pracodawcy Tubrysha Phi. Po wejściu do środka zabrak zauważył, że większość towaru stanowił raczej drobny, niewiele wart sprzęt - cyfronotesy, komunikatory, konsole holonetowe i części zamienne do sprzętu codziennego użytku. Przeszedł obok oczyszczaczy wody, czajników i domowych skraplaczy powietrza - ot, zaledwie kilka metrów od drzwi - i już znalazł się przy ladzie, za którą siedział zielonoskóry rodianin o oczach przywodzących na myśl insekta.
Idlohu Isto.
-Dzień dobry - odpowiedział we wspólnym z bardzo silnym akcentem czyniącym jego słowa nieco niezrozumiałymi. - W czym mogę panu pomóc?
Togoo oceniając wygląd sklepu i niewielką wartość zgromadzonego tu towaru, że jego właściciel nie mógł zarabiać na nim kroci. Nawet używana jednostka astromechaniczna, bezpiecznie schowana za plecami właściciela, nie mogła zapewnić mu kredytów wystarczających na spłatę długu. Trudno było jednoznacznie określić co było przyczyną tego, że interes szedł kiepsko - niewielkie zapotrzebowanie na oferowane produkty, częste wizyty jawów sprzedających podobny towar czy też brudna podłoga i odrapane ściany sklepu.
Obrazek
Awatar użytkownika
Togoo
Gracz
Posty: 12
Rejestracja: 03 gru 2021, 16:08

Świat jest nieuczciwy, ale co poradzisz. Z jednej strony troszkę przykro było Togoo, że musiał dostać taką pierwszą robotę. Z drugiej strony, lepiej, że to na niego wypadło. Nawet oceniając ten sklep na bardzo biednie, to robota musi zostać wykonana.
- Jestem tutaj w sprawie długu dla Tubrysh Phi.
Zaczął mówić, przy okazji troszkę się jeszcze rozglądając. Co by poradzić? Można jakoś przekonać go, by pozbył się problemu w miarę łatwy sposób.
- Nie będę ci groził, ani używał siły. Widzę, że raczej biznes ci nie idzie..
Najlepszym rozwiązaniem byłaby sprzedaż całego sklepu i tak będzie trzeba nakierować naszego sprzedawcę.
- Jednak, twój dług wynosi teraz pięć tysięcy kredytów przez odsetki. Masz kredyty, czy może jakieś inne rozwiązanie?
Spytał dodatkowo.


//Sorry zagapiłem się życiem i zapomniałem odpisać//
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Pierwsze słowa sprawiły, że Idlohu napiął się w odruchu wyrażającym strach. Oczy rodianina wybałuszyły się jeszcze bardziej, a on sam zaczął nimi przewracać na boki w poszukiwaniu drogi ucieczki, lecz zdrętwiałe z przerażenia mięśnie odmówiły mu posłuszeństwa. Po krótkiej chwili właściciel sklepu oklapł jakby nagle uszło z niego całe powietrze, a on sam pogodził się z nieuchronnością swojego losu. Miał przed sobą, przypominającego diabła z legend, czerwonoskórego, wytatuowanego zabraka o sylwetce zdradzającej doskonałą kondycję ciała.
Wiedział, że nie ma szans uciec.
-Mam siedemset! - zapiszczał cienko ze strachu. Odchrząknął i powtórzył normalnym, choć trzęsącym się ze strachu głosem. - Mam siedemset. Interes nie idzie, nie ma wartościowego towaru, a jak jest to ludzie nie mają kredytów, by go kupić. Jestem skończony... Zabij mnie szybko - załamał się i załkał. - Nie sprawiaj mi bólu...
Obrazek
ODPOWIEDZ