[Nar Shaddaa] Rewizja Siebie

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Nar Shadda
Księżyc uderzająco podobny do Coruscant. Jedno z tych miejsc, gdzie krezusi byli najbardziej wywyższeni nad pospólstwo; i to sensie dosłownym.
Najbogatsi zajmowali najwyższe piętra wielkich megawieżowców, ciesząc się prawdziwym światłem gwiazdy układu i świeżym, starannie filtrowanym powietrzem. Najbiedniejsi natomiast żyli dosłownie powietrzem, a raczej jego nędzną, zanieczyszczoną namiastką zalegającą głębokie kaniony między wielkimi budowlami, gdzie nigdy nie docierało naturalne światło.
I to właśnie na takich, ciemnych, brudnych, śmierdzących, zaśmieconych, oświetlonych przede wszystkim krzykliwym, kolorowym światłem neonów okolicznych szynków i barów, gdzie serwowano tani, rozcieńczony alkohol, ulicach musiała wylądować młoda Haren Ortis. Nie żeby los/Moc/siła wyższa miały coś do niej, albo posłały ją tam za karę. Co to to nie. Taka była po prostu naturalna kolej rzeczy. Wszystkie drogi prowadziły do Podmiasta. Zwłaszcza wszystkie drogi tych, którzy nie mieli dość kredytów imperialnych albo znajomości, żeby wspiąć się w lokalnej drabinie społecznej wyżej. A w tej grupie społecznego dna znajdowali się niemal wszyscy uchodźcy, uciekający przed nowym reżimem, który panoszył się w reszcie "cywilizowanej" galaktyki.
Złośliwy mógłby powiedzieć: Z deszczu pod rynnę. Z wygodnej świątyni na pole bitwy. Z pola bitwy do slumsów. Nie trzeba było zresztą być nawet złośliwym. Młoda kobieta niekiedy sama zadawała sobie to pytanie: Jak właściwie do tego doszło? Jak (i dlaczego) znalazła się w tym, zapomnianym przez wszystkich, rynsztoku galaktyki? I co właściwie powinna teraz zrobić?
Jej rozmyślania, przybierające bardziej formę żalenia się nad samą sobą i sytuacją, w której się znalazła, przerwał Rodianin, który dosłownie wyleciał z drzwi lokalu, który dziewczyna właśnie mijała. Rzeczony osobnik przefrunął tuż przed nią i poturlał się po ulicy przy lądowaniu. Z wnętrza, na pożegnanie, dał się słyszeć tubalny głos:
- Żebym cię tu kung już w tym przybytku więcej nie zobaczył!
Witamy w podmieście :)
Droga stoi przed tobą otworem. Możesz pójść w prawo, lewo, czy gdzie tam chcesz. Tudzież nawet obrobić Rodianina, który wyleciał z baru, bo jest pijany w trzy dupy.
Pamiętaj jednak, że młoda, bezpańska kobieta może wzbudzić u lokalsów niezdrowe zainteresowanie.
Powodzenia,
Sskirt
Obrazek
Awatar użytkownika
dr Lilith
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 02 wrz 2021, 19:59

Haren zatrzymała się gwałtownie spłoszona gwałtownym poruszeniem jakie miało miejsce tuż przed nią. Stałą przez ułamek sekundy próbując opanować gwałtowne kołatanie w sercu. Potem jej wzrok powędrował ku rozciągniętemu na ziemi Rodianinowi. Rozejrzała się pospiesznie, ale nikt poza nią nie zdawał się zbytnio poruszony całym zajściem. Jakby zielonoskóry obcy wylatujący ze znacznym przyspieszeniem przez drzwi był czymś najzupełniej normlanym.
Dziewczyna przykucnęła przy nieznajomym Rodianinie szybo sprawdzając jego funkcje życiowe. Okraść pijanego jak bele to jedno, ale obrobić poważnie rannego czy umierającego… „Było by jeszcze prościej” podszepnął jej głosik w tyle głowy. Wzdrygnęła się. Nie mogła tak myśleć, nie powinna tak myśleć… „ Oj, tam, pijany, ranny, umierający… co za różnica i tak sam doprowadził się do tego stanu” Zasugerował głosik gdy zabrała się do przeszukiwania kieszeni obcego. Potrząsnęła głową i pospiesznie rozejrzała się dokoła. „Lepiej się pospieszyć.” Z tym akurat trudno było się kłócić.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Wzrok, rozglądającej się pospiesznie, dziewczyny nie zauważył na razie niczego podejrzanego. Najwyraźniej ani ona, ani wyautowany obcy nie przyciągnęli niczyjej szczególnej uwagi. Albo ten ktoś, kto potencjalnie ją obserwował, umiał się dobrze ukryć przed jej spojrzeniem. A może to po prostu ona sama miała manię prześladowczą?
Stan leżącego był stabilny, jak można by to określić. Był poturbowany co prawda i zdecydowanie nietrzeźwy, oprócz tego nieprzytomny, ale oddech miał raczej w normie, na ile mogła to stwierdzić na przedstawicielu innej rasy niż ludzie, o których to innych rasach nie miała za wiele praktycznej wiedzy medycznej.
W kieszeniach nieznajomego znajdowały się różne drobiazgi, ale generalnie bezwartościowe: identyfikator podający tożsamość osobnika - Jasotlo, 4 kredyty, karta magnetyczna, zapewne od jego mieszkania, foliowy woreczek zawierający żółty proszek - prawdopodobnie jakiś lokalny narkotyk. Oprócz pierdół miał też coś ciekawszego: w pochwie ze sztucznej skóry u pasa znajdował się średniej długości wibronóż, o czarnej rękojeści i wściekle kolorowym ostrzu.
Takie drobne rzeczy, jak np. ograbienie losowego pijusa i przedmioty jakie miał przy sobie, to możesz z rozsądkiem opisać sama, chyba że jakiś MG napisałby inaczej. Ogólnie na nowej odsłonie MM gracze mają większą swobodę w kreowaniu świata przedstawionego i wydarzeń, byle tylko nie przeginali...
Obrazek
Awatar użytkownika
dr Lilith
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 02 wrz 2021, 19:59

Dziewczyna pospiesznie schowała do kieszeni te nieszczęsne 4 kredyty, właściwie to grosze, ale w jej sytuacji każdy grosz się przyda. Woreczek z proszkiem zignorowała. Przez chwilę myślała o nożu, Był o niebo lepszą bronią od jej własnego starego wibronoża, ale był też dość charakterystyczny. Ale był też bardziej charakterystyczny. A ona nie chciała ściągać na siebie uwagi. Kolejna kuszącą rzeczą w dobytku Rodianina był magnetyczny klucz do jakiegoś mieszkania. Gdyby znała adres mogła by się tam dostać, ukraść trochę jedzenie, a może nawet skorzystać z odświeżacza. Pospiesznie wróciła do dowodu tożsamości, niestety nie zawierał on informacji o miejscu zamieszkania. „Szkoda” pomyślała. Znów wróciła wzrokiem do noża. „Może chociaż udałoby się go spieniężyć.” Pomyślała.
Rodianin poruszył się lekko, ale wciąż był jednak zamroczony, trudno powiedzieć czy uderzeniem o ziemie czy może raczej spożytym alkoholem. Mimo to nawet ten nieznaczny ruch spłoszył Haren. Dziewczyna w kilku ostrożnych ruchach odpięła od pasa pochwę z nożem i umieściła ja w swojej torbie i wtarła by pospiesznie oddalić się od nieprzytomnego osobnika. Chciała znaleźć się co najmniej kilka przecznic od niego zanim ten się obudzi i pocznie szukać swojej zguby. Później biedzie musiała znaleźć jakiś komis… czy stragan… jakieś miejsce, gdzie będzie mogła sprzedać nóż.
Planowanie dalszych kroków zakłóciło jej burczenie w brzuchu. Tak jak tylko oddali się na bezpieczną odległość będzie musiała coś zjeść. Znalezienie bezpiecznego miejsca na nocleg nie mogła raczej liczyć... nie z 32… poprawka 36 kredytami w kieszeni. Moc jedna wie, na jak długo musi jej to wystarczyć. Z ta myślą Haren przyspieszyła kroku, musiał oddalić się od tamtego Rodianina.

Kiedy minęła kilka przecznic Haren nieco się rozluźniła i zwolniła kroku. Zaczęła się też rozglądać w poszukiwaniu jakiejś jadłodajni, której wygląd nie zwiastował by na 1000 klików, ze spożyty w niej posiłek zakończy się zatruciem pokarmowym. Nie wyglądało to obiecująco.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Nie była to może oficjalna zasada w skali galaktyki, ale było wysoce prawdopodobne, że kto jest pierwszy raz na danej planecie i połasi się na lokalną kuchnię, ten dostanie ciężkiego rozstroju żołądka. Takiego, że z klopa nie będzie mógł zejść. Takie były już uroki nowych składników, środowiska, obecnych na wszystkim hord mikroorganizmów, innych niż dotychczas spotkane i podobnych czynników.
Kobieta miała o tym wszystkim już jakieś minimalne pojęcie, po odwiedzeniu licznych planet w czasie wojny i swojej późniejszej tułaczki. Toteż pewnym brakiem zaufania obdarzała kolejne mijane miejsca, w których oferowano jedzenie.
Haren uniosła wysoko brwi w geście szoku, gdy uświadomiła sobie, że oferowane na jednym ze straganów, w doprawdy niskiej cenie, smażone, ociekające tłuszczem, mięso, najprawdopodobniej pochodzi z jednego z lokalnych zwierząt, które widziała buszujące w stosie śmieci. Jak podejrzewała znalazłyby się tutaj osobniki o żołądkach, którym taki posiłek by nie zaszkodził, ale ona zdecydowanie się do nich nie zaliczała. Nie bez trudności powstrzymała odruch wymiotny.
Na kolejnym miejscu reprezentowały się owoce w rożnym stanie rozkładu. Prawdziwa uczta. Przynajmniej dla robaków i rożnych odmian pleśni. Ale raczej nie dla człowieka.
Przejrzenie tak kilku straganów, gdzie co prawda lokalsi bez obaw się stołowali, dało dziewczynie do zrozumienia, że aby zjeść w miarę bezpieczniej, musiała uderzyć do lokalu o nieco wyższym standardzie. Taki, który może solidnie naruszyć jej skromny budżet. Ale to i tak było lepsze od permanentnego rozwolnienia.
I tak szukając trafiła do lokalu noszącego szumne miano:
Zielony Wroshyr

Co prawda z neonowej nazwy miejsca, znajdującej się nad wyjściem, ostał się tylko napis:
Z lony Wro hy

bowiem jego reszta dawno odpadła i zaginęła, ale i tak wydawał się obiecujący.
Składał się mianowicie z jednego dużego pomieszczenia, zastawionego licznie stołami i krzesłami, przy których siedzieli, nieliczni o tej porze, goście w różnym stanie upojenia alkoholowego. Panowała, jeśli można tego słowa użyć w przypadku lokalu w Podmieście, kulturalna atmosfera. Była to, między innymi, zasługa jednego z barmanów, zajmującego swoje miejsce za sporych rozmiarów, chyba naprawdę drewnianym, konturem, znajdującym się pod ścianą w przeciwległym krańcu pomieszczenia. Był to mianowicie przynajmniej dwu metrowy, czarny Wookiee, który, oprócz polewania pewnych gatunków alkoholu, zajmował się też od czasu do czasu lustrowaniem bywalców na sali. Był to dość dobry powód, żeby nie wszczynać żadnych burd, a nawet kolegów w razie czego hamować; w końcu nikt nie chciał zaliczyć srogiego bicia.
Toteż, gdy Haren Ortis szła przez sale, próbując przyciągnąć na siebie możliwie niewiele uwagi obecnych tam dżentelistot, nikt jej nie zaczepił, ani nawet nie zwrócono na nią większej uwagi. Oprócz Korwaara, bo tak się nazywał Wookiee za barem, który zlustrował ja bacznym spojrzeniem swoich ślepi. Przy ladzie powitał ją już ludzki, korpulentny barman zachęcającymi słowami:
- Witamy w Zielonym Wroshyrze, czym możemy służyć?
Możesz tu zjeść całkiem bezpieczny i spory, ciepły posiłek, już za kilkanaście kredytów. Otwarte są też dla ciebie inne interakcje, choćby z gośćmi przybytku.
Obrazek
Awatar użytkownika
dr Lilith
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 02 wrz 2021, 19:59

Dziewczyna przeszła przez salę kierując się do baru pod czujnym okiem potężnego Wookieego. Jego uważne spojrzenie niepokoiło ją, nie lubiła, gdy inni zwracali na nią uwagę. Bardzo chciałaby już przestał się nią interesować i najlepiej w ogóle zapomniałą ze istnieje. Jednak jego obecność miała tez spore plusy. Pozostali obecni w lokalu, kilku pijanych ludzi i na oko równie pijany twilek, oraz drobna istota nieznanego jej gatunku, nie dość ze w ogóle nie zwracali na nią uwagi, to zachowywali się też zaskakująco spokojnie. Ją z kolei uspokoił nieco widok drugiego ludzkiego barmana, którego wygląd był znacznie mniej przytłaczający niż groźne oblicze Wookieego.
- Dzień dobry. Poprosiła bym… – zaczęła Haren przyglądając się obszernej tablicy z menu. Cześć nazw serwowanych tu potraw nie mówiła jej wiele, jednak niektóre, jak Keela, kosmiczne wafle czy mielone z Nerfa, wyglądały całkiem znajomo. – Kuszynkę (Cushnip) z mięsem i fralem, i herbatę – zdecydowała się po chwili zastanowienia. Było to coś znajomego, pożywnego i nie aż tak drogiego.
Czekając na swoje zamówienie zajęła jeden z wolnych stolików, wybrała ten najbliżej samej lady a zarazem najdalej od pozostałych gości lokalu. Dzięki temu szybko mogła odebrać zamówiony posiłek i czuła się trochę bezpieczniej.
Ciepły posiłek … To była ulga i radość. Musiała jednak obmyślić dalsze posuniecie. Pieniędzy nie starczą jej na długo, zwłaszcza jeśli planowała się tu dalej stołować. Mogła spróbować sprzedać ukradziony pijanemu Rodianinowi nóż. Ale to rozwiązanie krótko terminowe. Musiała znaleźć pracę. Choćby prostą. Zmywak? Kelnerowanie? Cokolwiek. Przydało by się jakieś miejsce do spania. Choć widziała wiele osób śpiących w jakichś kontenerach czy kartonach sama wolała by nie musieć nocować na ulicy. Najlepszą opcją było by przesiedzieć jak najwięcej czasu, a może nawet przysnąć na siedząco, jadłodajni. Sądząc po tym jak długo siedzą tu ci pijani można sobie pozwolić na przesiedzenie tu kilku godzin bez zamawiania…
Tak. Skończy posiłek, dopije herbatę, ruszy na poszukiwanie jakiegoś lombardu sprzeda nóż i pod wieczór wróci tu na jakąś tańszą kolację, może kosmiczne wafle i herbatę a potem będzie tu siedzieć tak długo jak jej pozwolą. Chyba że wcześniej znajdzie prace i będzie mogła sobie pozwolić na pryczę w jakimś zajeździe.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Zamówione jedzenie nie było ani wyszukane, ani specjalnie smaczne, ani też ładnie podane, ale jakość obsługi czy niewielki talent kulinarny kucharza nie miały znaczenia, albowiem posiłek ten miał dwie podstawowe zalety; po pierwsze: był, po drugie: był gorący. Wiele istot w galaktyce - przede wszystkim tych, które nie zaznały prawdziwego głodu - bagatelizuje wpływ ciepłego jedzenia na siłę do przeżycia kolejnego dnia. Haren Ortis miała teraz okazję poczuć, nie tylko przyjemne uczucie ciepłego brzucha, ale przede wszystkim - przypływ energii do działania i wewnętrzny optymizm, jakby jakiś dziwny głosik w jej głowie szeptał "uda ci się".
Tyle znaczy posiłek.
-Możemy się dosiąść?
Pytanie znikąd. Haren uniosła głowę znad, prawie pustego już, talerza, by przekonać się, iż obok stoi trzech mężczyzn: dwóch ludzi i jeden twi'lek, którzy - jak się zdawało - wyrośli spod ziemi, od razu z pełnymi szklanami cienkiego piwa i talerzami z czymś, co przypominało gulasz ze szczura. Nie czekali na odpowiedź, ale - w akompaniamencie głośnego szurania metalowych nóg krzeseł o podłogę - od razu przysiedli się do dziewczyny - jeden obok niej, dwóch naprzeciwko. Sądząc po minach, byli w wyśmienitym humorze.
-Dotrzymamy towarzystwa - mówił jeden z nich, blondyn, na oko trzydziestoletni, uśmiechający się na tyle szeroko, by zauważyć, że brakowało po prawej, dolnej trójki i górnej, lewej czwórki. - W tych okolicach dziewczyna nie powinna siedzieć sama, może przyciągnąć czyjąś uwagę, może stać jej się krzywda. Nie chcielibyśmy tego, prawda?
Obrazek
Awatar użytkownika
dr Lilith
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 02 wrz 2021, 19:59

Zagadnięta Haren wzdrygnęła się lekko słysząc nad sobą nieznajomy męski głos. Jednak nim zdążyła odpowiedzieć cała trójka mężczyzn już się do niej przysiadła.
-eee, Proszę? – Powiedział niepewnie – I tak już kończę – rzuciła w pospiechu pochłaniając ostatnie kęsy jedzenia. Postanowiła szybko zejść im z oczu, ale Blondyn starszy od niej chyba z dziesięć lat, znów ją zagadnął.
- Dziękuję, ale radzę sobie. – odparła ogarnięta przeczuciem, iż nie chce mieć z tą trójka nic wspólnego Mimo to starała się być grzeczna. – Dowiedzenia. – rzuciła wstając i zabierając talerz by odstawić go na blacie podpisanym „zwrot naczyń”. Teraz zamierzała jak najszybciej stąd wyjść i zając się swoimi sprawami. W końcu miała do zrealizowania plan. No i chciała się oddalić od tej trójki jak najszybciej. Oddawszy talerz bez większej zwłoki ruszyła do drzwi. Pozostało jej tylko mieć nadzieje że trzech nie jest tu stałymi bywalcami i, że znikną zanim wróci tu na kolację.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Reakcja Haren, jej pośpiech i szybka - jak odbierała to trójka jej "nowych znajomych" - ucieczka z lokalu, wywołały salwy nieprzyjemnego śmiechu. Dziewczyna niemal fizycznie czuła na plecach spojrzenia dwóch ludzi i twi'leka, którzy zaczęli rozmawiać między sobą konspiracyjnym tonem - zbyt cichym, by mogła usłyszeć, co mówią, ale wystarczająco głośnym i sugestywnym, by wiedziała na pewno, że mówią o niej.
-Do zobaczenia - odpowiedział na jej pożegnanie jeden z mężczyzn i sekundę później do jej uszu dotarła kolejna fala głośnego rechotu.
Pospiesznie opuściła lokal i niemal natychmiast uderzył ją gwar ulic Księżyca Przemytników: głośne pokrzykiwania, szum rozmów, dźwięk milionów podeszw ścierających chodniki i głośne buczenie dziesiątek tysięcy śmigaczy przecinających korytarze powietrzne Nar Shaddaa. Zniknięcie w tym tłumie i harmidrze nie powinno być wyzwaniem. Zrobiła krok do przodu, by zatopić się w morzu istot i zamierzała właśnie zrobić drugi, gdy na jej ramieniu wylądowała silna ręka i mocno pociągnęła w tył, jednocześnie obracając dziewczynę wokół jej własnej osi.
Haren stanęła oko w oko z fioletowoskórym twi'lekiem oraz jego dwoma kolegami. Uśmiechali się szeroko, ale wyrazy przyjaznych zamiarów wymalowane na ich twarzach były równie autentyczne, co opowieści o zdrajcach Republiki w szeregach Zakonu Jedi. Młoda kobieta poczuła jak po plecach przebiega jej zimny dreszcz. Nawet, gdyby próbowała uzyskać pomoc od któregoś z przechodniów, wątpliwe, by ktokolwiek zainteresowałby się jej losem, nawet gdyby była zarzynana nożem na środku ulicy.
Nie tutaj, nie na tych poziomach Nar Shaddaa.
-Myślę, że powinnaś pójść z nami - usłyszała głos tego samego mężczyzny, który zaczepiał ją w knajpie. - Lepiej zrobić to po dobroci. Po co mielibyśmy używać siły, by zapewnić ci bezpieczeństwo, mała, co? Poza tym, wyglądasz na taką, która szuka pracy, więc możemy ci ją zapewnić.
Cała trójka wybuchnęła śmiechem, jakby w ostatnim zdaniu krył się jakiś, zrozumiały tylko dla nich, dowcip.
Obrazek
Awatar użytkownika
dr Lilith
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 02 wrz 2021, 19:59

Haren spojrzała w oczy stojącego przed nią Twileka. Jego spojrzenie było równie nieprzyjemne co jego uśmiech. Dziewczyna wzdrygnęła się gdy dreszcz strachu przebiegł jej po plecach. Co miała zrobić?
Dawniej sam miecz wiszący jej u pasa odstraszył by tych podchmielonych typów. A nawet gdyby nie, to jeden subtelny mind-trick rozwiązałby sprawę… Ale dziś... jej wieź z Mocą była… nie tyle zerwana co raczej uszkodzona…
Dawniej Moc była jej nieocenioną podporą, dodatkowym zmysłem i tarcza chroniącą ją od niebezpieczeństw. Ale teraz… Gdy nawet próbowała po nią sięgnąć wszystkie odczucia wracały do niej zamglone, nie jasne, jakby obserwowała świat przez grubą szybę mlecznej transpastali. Nawet teraz Moc nie ostrzegał ja przed zagrożeniem, choć było tak jawnie namacalne. A użycie Mocy w walce tm bardziej nie wchodziło w grę. Nawet nie dla tego, że ciężko było jej sięgnąć do pokładów owej mistycznej siły, choć i to było problemem, ale gdy już udało jej się nawiązać kontakt i zaczerpnąć ze źródła Mocy… Efekty były nie przewidywalne, nie kontrolowane, jakby nigdy nie odbyła tych wszystkich lat szkolenia.
Nie... A jednak cała jej logika nakazywała jej nie poddać się bez walki. Ale jak? Tu nikt nie zauważyłby nawet gdyby zaczęto mordować ja na ulicy, dżentelistoty co najwyżej szybciej by się oddaliły. Dziewczyna cofnęła się nie znacznie, niecałe półkroku, jakby zatoczyła się spłoszona obecnością trójki mężczyzn, co tylko wywołało kolejną falę ich nieprzyjemnego śmiechu.
I wtedy skoczyła do przodu, nurkując pod ramieniem Twileka popychając go za razem w bok. To była jej jedyna szansa. Moc nie była z nią, ale Haren nadal była zwinna i szybka, a od drzwi Zielonego Wroshyra dzieliło ja ledwie kilka kroków, a za drzwiami czekało względne bezpieczeństwo. Bójki i nawet morderstwa na ulicach Nar Shaddaa nie budziły niczyjego zainteresowania, ale postawny czarny Wookiee na pewno nie pozwoli na burdy w jego knajpie. Chyba… Chyba nie pozwoli jej tez wyciągnąć z budynku przemocą? Prawda?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Na Nar Shaddaa liczenie na to, że właściciel lokalu, nawet postawny, nie pozwoli na wyciągnięcie siłą gościa ze swojego lokum (w dodatku takiego który przestał już się w nim stołować) było mandaloriańską ruletką. Taką na poziomie Republikańskich obrońców zastanawiających się, czy lecący na nich pocisk podczas wojen mandaloriańskich zawiera głowicę jądrowa, czy też nie.
À propos prawdopodobieństwa, to jedno było pewne: Tw'lek kompletnie nie spodziewał się zachowania dziewczyny; żaden z nich. Razem zaśmiali się, gdy Haren chwiejnie cofnęła się niby na ich widok, ale ledwo zdążyło się na ich twarzach odmalować zdumienie, gdy niedoszła ofiara wykonała kontratak. Fioletowoskóry był zbyt zaskoczony, że przeszkodzić oponentce i w tej konkretnej chwili zajmował się tylko utrzymaniem równowagi. Ale jednak ją zachował, nie bez pomocy jednego z kolegów zresztą. Rozochoceni i lekko wstawieni mężczyźni po pierwszym spotkaniu zlekceważyli Ortis, biorąc ją zwykłą, samotną nastolatkę, który to efekt był jeszcze spotęgowany przez jej dziecięcy wygląd, a tymczasem ona była kimś więcej.
Panowie, już w nie tak dobrych nastrojach jak w momencie dosiąścia się do nieznajomej, obrócili się i ruszyli za nią: żwawym krokiem, ale jeszcze nie biegiem. W końcu gdzie miała im umknąć, skoro skoro zmierzała z powrotem do zamkniętej przestrzeni jadłodajni?
- A próbowaliśmy zrobić to po dobroci...

***

Niewątpliwie nikt nie zwróciłby uwagi, gdyby dziewczyna była zarzynana w ciemnej uliczce. Prawdopodobnie nikt też nie zwróciłby uwagi, gdyby nieznajomą ukatrupiano na ruchliwej ulicy. Ale właśnie dlatego, że jeszcze żyła i wykonała swój manewr, przyciągnęła uwagę jednej Istoty, która z cienia po drugiej stronie ulicy przyglądała się teraz uważnie, jak rozwinie się sytuacja pod barem.
Obrazek
ODPOWIEDZ