[Naboo] Zawsze znajdzie się większa spluwa

Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
Posty: 19
Rejestracja: 05 wrz 2021, 23:09

Prędzej czy później, IG-101 i Reise Vremeni docierają z: [Nar Shaddaa] Port Kosmiczny

Z dala od handlowych i przemytniczych szlaków Zewnętrznych Rubieży, w zimnej, obojętnej przestrzeni, którą z rzadka przecinały wścibskie imperialne korwety, dryfował statek. Owa relatywnie średniawych rozmiarów jednostka transportowo-patrolowa unosiła się w kosmosie przy minimalnym poborze energii, ledwo utrzymując w gotowości silniki, a przy życiu – załogę. W tym konkretnym przypadku, ta ostatnia składała się z pilota, kapitana i właściciela w jednej osobie, brodatego jegomościa z zimną puszką taniego, proletariackiego lagera w garści. Umoszczony w skórzanym fotelu mężczyzna spoglądał przez transparistalowe okno kokpitu na upstrzony odległymi gwiazdami przestwór galaktyki, sącząc browar i leniwie kiwając głową w rytm dathomiriańskiego trance-punka rozbrzmiewającego z wewnętrznych głośników smukłej łajby. Wyraz twarzy amatora niszowych dźwięków i prostych trunków zdradzał głębokie ukontentowanie.
Błogość przerwał pokładowy komputer, który odezwał się paroma sekundami ostrego, gitarowego riffu – dżingla zwiastującego nadchodzącą wiadomość tekstową. Brodacz stęknął żałośnie, podniósł się z fotela i stuknął palcem w dotykowy ekran na środku pulpitu sterowniczego. Format świeżo odebranego komunikatu sugerował ogłoszenie z Gildii Łowców. Kapitan przejrzał treść oferty, z największą uwagą analizując liczbę zer w polu „Nagroda”, a także cyferkę, która przed tymi zerami stała.
Każdy szanujący się najemnik miał swoje minimum, a stawka Segghedyna Tresty zaczynała się od pięćdziesięciu kawałków. Kondotier rozłożył się z powrotem w siedzeniu, przymknął oczy zmęczone oglądaniem niskiego honorarium i zaserwował sobie kolejny łyk gorzkiego.

*

Światło pojedynczej żarówki padało plackiem na ponurą scenę rozgrywającą się w obskurnym, pieczołowicie zdemolowanym i zamkniętym na cztery spusty motelowym pokoju; był to motel tego rodzaju, gdzie nikt nie zadawał zbędnych pytań i nie wzywał policji nawet, kiedy wrzaski i szlochy robiły się nieznośne. Gdyby odgarnąć wstydliwie przysłaniającą świat zewnętrzny roletę, można by zauważyć, że akcja dramatu działa się w getcie dla obcych na jednym z niższych poziomów Coruscant, lub jak kto wolał – Serca Imperium. Okutany beżową, powłóczystą szatą Kaleeshanin trzymał za gardło swoją ofiarę, otyłego ludzkiego biznesmena, kilka godzin temu przemocą wyrwanego z penthouse'u na wyżynach ekumenopolis. Krawędź majchra, którym operował kosmita, złośliwie odkrajała kolejne, dość newralgiczne fragmenty facjaty pucułowatego eleganta.
- Cz-czego chcesz? Mogę załatwić wszystko, p-pieniądze, akcje, d-dzieła sztuki...
Głos zakładnika drżał jak osika na wietrze, co umiarkowanie pomagało mu negocjować ten przykry targ o własne życie.
- P-proszę, na wszystkie świętości, czego chcesz?!
Kaleeshanin szykował się nie tyle do utarcia, ale raczej ujęcia nosa Coruscantczyka, kiedy w jednej z rozlicznych kieszeni jego tradycyjnego przyodzienia zawibrował komunikator.
- P-prochy, tak, mogę ci załatwić każdą chemię! Mam kontakty, z-znam dilera z Rubieży, który...
Zamaskowany humanoid zaczął kroić od nasady tłustego kulfona. Ostrze z chrobotem werżnęło się w chrząstkę i kość, niemal zwierzęcy krzyk rozbił się o ściany ciasnego pomieszczenia.
Niech sobie dzwonią. Teraz trwały inne zabawy.

*

Patolog zebrał odzież denata we w miarę zorganizowaną stertę i otworzył plastikowy pojemnik, gdzie spoczywała już reszta rzeczy osobistych zmarłego: zegarek, portfel, przeźroczysta saszetka wypełniona ryllem... i brzęczący palmtop. Lekarz podniósł minikomputer i zerknął na rozjarzony ekran. Gungański najemnik. Reef Faas. Nagroda.
Wyglądało na to, że rozciągniętego na stole autopsyjnym Durosa ominie nie lada afera. Doktor wyłączył urządzenie, rzucił je z powrotem na dno pudła i przykrył kompletem wymiętych łachów.

*

- Kark! Pieprzone czujniki! Nie mogę latać na ślepo!
Krępa Boltrunianka wyskoczyła z kokpitu zauważalnie zaniedbanego Z-95 Headhuntera, uderzając ciężkimi, czarnymi glanami w posadzkę skromnego hangaru w porcie w Bilbousa na Nal Hutta. Z głośnym kliknięciem doczepiła do pasa z narzędziami użyty przed momentem uni-klucz i prężnym krokiem ruszyła w stronę cierpliwego słuchacza swoich żalów, odzianego w ciemnozielony kombinezon, prawie dwumetrowego Ithorianina.
- Nie stać mnie na nowy statek, nie stać mnie na naprawę tego złomu, niedługo nie będzie mnie stać na lądowisko w porcie. Echuta!
Młotowaty siedział przy blacie zawalonym horrendalną ilością przyrządów i materiałów naprawczych, komponentów wyposażenia statku i innych gratów. Do jednej ze swoich dwóch paszcz niespiesznie wlewał kawę z zaśniedziałego termosu. Na widok zbliżającej się koleżanki wyciągnął rękę z datapadem.
- Dostałaś wiadomość. Vex.
Gungański najemnik. Reef Faas. Nagroda.
- Cholera! - Boltrunianka plasnęła dłonią w karbowane czoło. - Trzydzieści tysięcy! Widziałeś to?
- Właściwie. - Ithorianin pokazał ekran swojego komunikatora. - Dostałem taką samą wiadomość. Ma sygnaturę Gildii. Pochodzi od kogoś z dostępami. Ale to ogłoszenie. Nie ma go w intranecie.
- Kark mnie to obchodzi, Jubo! Sam mówiłeś, sygnatura się zgadza, nie pierwszy raz oferta wpada po referencjach na prywatne skrzynki. Wystarczy skasować jakiegoś Gunganina i dostaniemy trzydzieści kafli do podziału! Oczywiście pół na pół, nie będziemy się kłócić. Piętnaście dla mnie na statek, piętnaście dla ciebie na... Na... Cokolwiek tam cię rajcuje.
Dryblas zwany Jubo westchnął w stereo.
- Niech będzie. Jestem dwa miesiące w plecy. Z alimentami.
Boltrunianka raptownie szturchnęła Ithorianina w bark; kawa polała się po zielonym uniformie.
- I w drogę!

*

Executioner wśliznął się w atmosferę Naboo jak nóż w masło. W porównaniu z toksyczną powłoką Nar Shaddaa, ojczysty glob imperatora Palpatine'a jawił się niczym otoczony lśniącą, złocistą aureolą. Komuś wyraźnie opłacało się przejść na hybrydy.
Informacja o pochodzeniu jaśnie pomarszczonego zbawcy galaktyki była jedną z wielu ciekawostek, jakie pochłonął Reise, przeglądając zasoby Holonetu na wyproszonym od droida datapadzie. Wiele się zmieniło w ciągu ostatnich stu lat. Zakon Jedi poszedł z dymem. Armia klonów wyrżnęła w pień armię robotów. Wielki faszystowski kaleka rozbijał się po galaktyce, pałując dysydentów magicznym czerwonym kijem. „Obyś żył w ciekawych czasach”.
Wampir wstał z fotela i zapukał do drzwi stanowiska pilota.
- Nie było problemów z imperialną kontrolą?
Awatar użytkownika
Sskirt
Mistrz Gry
Posty: 32
Rejestracja: 31 sie 2021, 20:16

Tak prezentowały się wyjątki z bazy danych Hangmana, którymi częściowo kierował się przy wyborze adresatów spreparowanego ogłoszenia:
Miano:
Segghedyn Tresta
Rasa:
Człowiek
Fach:
Zazwyczaj bezrobotny, sporadycznie najemnik
Członek Gildii Łowców Nagród
Opis:
Brodaty grubas, który onegdaj podpierdzielił Hangmanowi zlecenie i miał dość szeroko pojętego szczęścia, żeby pozostać przy życiu. Pewną rolę mógłby odegrać tu immunitet gildyjny, który zabrania ukatrupiać innych łowców, gdyby epizodycznie Łowca nie miał go w głębokim poważaniu.
Predestynacja:
Śmierć okrutna i bolesna
Miano:
Nebtiluis sen Sk'ir
Rasa:
Kaleeshanin
Fach:
Członek Gildii Łowców Nagród
Opis:
Kaleeshanin w powłóczystych, beżowych szatach, robiących nawet większe wrażenie, niż tradycyjna i okrutnie zajechana peleryna Hangmana. Utalentowany oprawca i miłośnik tej sztuki. Jeden z krótkotrwałych współpracowników Hangmana.
Miano:
Card Sanek
Rasa:
Duros
Fach:
Członek Gildii Łowców Nagród
Opis:
Jeden z typowych członków Gildii przysłowiowego "gorszego" sortu, którzy powinny znać swoje miejsce i nie podnosić z byt wysoko głowy... bo mogą ją stracić.
Miano:
Vex
Rasa:
Boltrunianka
Fach:
Pilot
Członkini Gildii Łowców Nagród
Opis:
Właścicielka zdezelowanego, starego myśliwca typu Z-95 Headhunter. Współpracowniczka Juba. Według ostatnich danych - kompletnie spłukana.
Miano:
Jubo
Rasa:
Ithorianin
Fach:
Mechanik
Członek Gildii Łowców Nagród
Opis:
Współpracownik Vex. Lubi przedstawicielki płci przeciwnej.
Według ostatnich danych - spłukany.
***
Gdyby Reise Vremeni przejrzał ostatnie wydarzenia w galaktyce ze szczegółami i umiejętnie połączył fakty, to mógłby zorientować się, że oto jego, jak można by górnolotnie powiedzieć, parterem jest sprawny i działający świadek tamtych wydarzeń, który na własne fotoreceptory widział Kenobiego, Skywalkera, a nawet własnymi manipulatorami z nimi walczył i pomógł uprowadzić, ówczesnego kanclerza, obecnie imperatora Palpatina podczas bitwy o Coruscant.
Drzwi wpuściły Anzatę do dosyć przestronnego kokpitu Executionera, którego jedno ze stanowisk było zajęte przez pilotującego Hangmana. Przez liczne transpastalowe iluminatory pomieszczenia rozciągał się widok na malowniczy pejzaż planety Naboo: była jak zawsze piękna i kwitnąca.
- Nie było - odpowiedział lakonicznie pilot, oszczędnymi ruchami korygując przy okazji kurs czarnej jednostki, która zaprowadzić miała ich prosto do Selton. Przy okazji stuknął w kilka klawiszy na jednym z pulpitów, co zaowocowało tym, że na wysępiony datapad, dzierżony przez Vremeniego, zapikał powiadomieniem. Urządzenie wyświetliło raport, który Hangman przesłał Imperialnej kontroli. Pośród zupełnie standardowo, a w większości nawet zgodnie z prawdą, wypełnionych rubryczek, jedna mogła przykuć szczególną uwagę:
Cel wizyty:
Rekreacja, aktywny wypoczynek i myślistwo
Jak można było zauważyć Łowca Nagród miał z imperialnymi swoistą umowę; on udawał, że nie robi nic niezgodnego z prawem, a oni udawali, że w to wierzą.
Cel wizyty zresztą ściśle łączył się z tym, co o miejscowości, szumnie nazywanej miastem Selton, można było wyczytać w HoloNecie. Otóż "metropolia" ta mieściła się na uboczu i była głównie odwiedzana przez wczasowiczów i kuracjuszy, ale przede wszystkim spośród tych dżentelistot, które na stałe mieszkały na Naboo, a w kręgach szerokiej galaktyki Selton pozostawało generalnie nie znane.
W jego to właśnie, przeznaczonym głównie dla turystów, kosmoporcie, wylądował Executioner, a garść kredytów później znalazł się w prywatnym doku, z dala od wścibskich spojrzeń. Każdy bowiem, kto miał do czynienia z "ptakiem nocy" Hangmana, prawie wszędzie już rozpoznałby tą jednostkę i zadał, niepotrzebne w tej sytuacji, pytania.
Te jednak mogłyby się również pojawić, gdyby mieszkańcy zobaczyli prawie dwumetrowego łowcę nagród w czarnym pancerzu, jak przechadza się po okolicy. Toteż, w celu przeciwdziałaniu rozsiewaniu się niepotrzebnych plotek pocztą pantoflową, tenże łowca, przy pomocy lokalnej wypożyczalni, zaopatrzył ich drużynę w kryty pojazd repulsorowy, sam natomiast przyodział się w szary, długi i obszerny płaszcz przeciwdeszczowy oraz sportową torbę, do której zapakował różne fanty.
Przechadzkę po mieście można było uznać za rozpoczętą.
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
Posty: 19
Rejestracja: 05 wrz 2021, 23:09

Kiedy IG-101 kończył załatwiać formalności związane z wynajmem śmigacza, Vremeni zainteresował się pracownikiem kosmoportu, który za niemałą opłatą udostępnił Executionerowi prywatne lądowisko. Anzata zbliżył się do łysiejącego seltonianina na odległość kilku kroków, z uprzejmym, łagodnym uśmiechem rysującym się na twarzy. Doker przerwał wstukiwanie sobie tylko znanego ciągu znaków do przenośnego komputera spoczywającego w jego masywnej, włochatej grabie i przeniósł wzrok na naruszacza przestrzeni prywatnej.
- Hm? Coś nie tak z miejscem?
Reise wycelował palec wskazujący w pokaźnie obudowany datapad.
- Interesujące urządzenie. Podejrzewam, że służy do rejestrowania i aktualizowania informacji o przylotach do miasta?
Seltonianin zmrużył oczy.
- Aha. Rozumie pan, mam robotę. Będzie coś nie tak z miejscem, starczy sygnał do biura w porcie.
Łysol skinął głową na pożegnanie. Vremeni w odpowiedzi uśmiechnął się nieco szerzej i postąpił naprzód.
- I ten wihajster jest zapewne podłączony do sieci, będą się na nim wyświetlać informacje wprowadzane przez pana kolegów?
Doker zacisnął prawą dłoń w pięść.
- Słuchaj pan, nie wiem, co...
Grymas na dystyngowanym licu Anzaty rozkwitł już na tyle, że obnażył się niemal cały garnitur jego perlistego uzębienia. Kontemplując hipnotyczne tęczówki wampira, seltonianin poczuł wpierw intensywny ból głowy, a potem równie silną potrzebę zastosowania się do poleceń nieuczesanego nieznajomego.
- Poproszę wihajster.
Łysy wypełnił imperatyw.
- Myślę, że powinien pan wrócić do swoich obowiązków.
Mężczyźni rozeszli się obaj o coś wzbogaceni: Reise o kawał porządnej elektroniki, doker o nowe doświadczenie życiowe. Vremeni otworzył drzwi pojazdu repulsorowego, przy którym czekał droid-zabójca, i rzucił urządzenie do monitorowania lądowań na wąskie, raczej symboliczne tylne siedzenie.
- Żeby nie przegapić towarzystwa z Gildii.
Anzata uprzedził kompana i zasiadł na fotelu kierowcy, zostawiając Powroźnikowi siedzenie pasażera. Po wieku spędzonym w zamknięciu, bladawiec był jak akk spuszczony ze smyczy. Błyskawicznie chwycił za kierownicę z plastiku i syntskóry i gdyby miał ogon, z pewnością zamerdałby nim na myśl o przejażdżce po kurorcie; na szczęście nie merdnęła żadna inna część jego anatomii.
Mieli dwie mile do centrum miasta, bak pełen paliwa, torbę ciężką od broni, był słoneczny dzień, a robot nosił przeciwdeszczowe ponczo. W dro...
- Ach. Znamy może namiary na willę Gunganina?
Awatar użytkownika
Sskirt
Mistrz Gry
Posty: 32
Rejestracja: 31 sie 2021, 20:16

Rzucony wichajster jeszcze dobrze się nie poodbijał od oparcia tylnego siedzenia, a słowa Anzaty jeszcze dobrze nie przebrzmiały, gdy Hangman wyciągnął po przenośny komputer swoją długą metalową kończynę zakończoną sześciopalczastym manipulatorem. Ruch był szybki i precyzyjny, nieomal pazerny.
- Sam widziałeś zlecenie. Podali tylko miasto - zbył pytanie obcego Łowca.
Powroźnik, jakiego to w myślach miana używał Vremeni dla określania towarzysza swojej eskapady, zaczął regularnie i szybko stukać we wzięte urządzenie, w sobie tylko wiadomym celu. Cel ten był, przynajmniej dla niego samego, jasny; mianowicie sprawdzenie, czy w bazie danych portu kosmicznego znajdują się jakieś statki Reefa Faasa, ich celu. Wszak jeżeli ktoś miał prywatną willę-fortecę i oddział, uzbrojonych po zęby, groźnych najemników, to najprawdopodobniej posiadał też i jakiś środek lokomocji międzygwiezdnej, co z kolei wiązało się z obecnością w systemie danych o ich właścicielu, którego właśnie szukał. Tudzież szukali.
Gdy Reise Vremeni, pomimo całego swojego dystyngowania, zaczął tracić cierpliwość, Hangman przerwał i sięgnął do wbudowanej w panel koło kierownicy nawigacji. Po chwili aparatura posłusznie przedstawiła kierowcy trasę prowadzącą do willi poszukiwanego przez nich Gunganina. Z tego, co się można było na pierwszy rzut oka zorientować, to siedziba obcego była na obrzeżach, właściwie pod samym miastem. Była to jedna z tych okolic, które szczególnie lubiły istoty zamożne; to jest cicha i spokojna, a jednocześnie na łonie natury, umożliwiająca jednak pojazdowi repulsorowemu dość szybkie dotarcie do centrum, gdyby sytuacja tego wymagała.
Miałem co prawda być nieobecny, ale jednak czas na krótki odpis mi się wygospodarował. Post był edytowany, dodałem mu dwa ostatnie zdania.
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
Posty: 19
Rejestracja: 05 wrz 2021, 23:09

Nebtiluis sen Sk'ir skończył. Korpulentny biznesmen u jego stóp przestał drgać, rzęzić i paskudzić swoją kosztowną odzież. W motelowym pokoju nastała - gra słów zamierzona - śmiertelna cisza. Kaleeshanin przykucnął nad zwłokami i położył brzytwę płazem na miękkiej, nowomodnej marynarce. Płynnym, wielokrotnie już przećwiczonym ruchem starł krew z głowni, pozostawiając na granatowym materiale kolejną brudnoczerwoną smugę.
Komunikator schowany w kieszonce u pasa Sk'ira, gdzieś pod spływającą niezliczonymi fałdami, białawą peleryną, nie przestawał wibrować. Łowca wydobył urządzenie, przytrzymał je naprzeciw swojej twarzy i odebrał połączenie. Niebieska poświata bijąca od urokliwie maciupkiego hologramu nadała kościanej masce krzynę karnawałowego charakteru.
- Dobre wieści, przyjacielu?
Po drugiej stronie łącza sygnał nadawał mężczyzna w średnim wieku, żylasty, ogrzewający w dłoni szklankę czegoś mocniejszego. Porównując nieco rozmazany zarys sylwetki wydobywający się z projektora i zdjęcie celu z gildyjnego ogłoszenia, nie można było mieć wątpliwości: oto prezentował się Reef Faas. Lata najemniczej włóczęgi po najrozmaitszych zakątkach galaktyki odarły jego basic z prawie wszystkich gungańskich naleciałości. Gdyby nie lekko bulgoczący akcent, Nabooańczyk brzmiałby jak lektor z holonetowych pasm informacyjnych.
- Wieprz trafił pod nóż. - wychrypiał w odpowiedzi Nebtiluis; jemu nie groził angaż w telewizji. - Rozpruty i owałaszony niczym hańba miotu. Żaden więcej głupiec nie waży się płacić za twoją śmierć.
Faas wzniósł szkło we wdzięcznym toaście.
- Wspaniale, Neb. Wspaniale. Dziesięć tysięcy, wyobrażasz sobie? I za jakąś kobietę? Gdzie byś nie rzucił granatem, tam baba. Nie trud znaleźć nową.
Sk'ir wymownie milczał.
- Pamiętam, pamiętam. - Gunganin uniósł dłoń w przepraszającym geście. - Dwadzieścia za twoją fatygę. Tylko muszę nalegać, żebyś zawitał po pieniądze do Selton, może odrobinę tu zabawił. Pozbyliśmy się wdowca, jasne, ale wiesz, jak jest. Mój szpicel w Gildii ostrzegał, że oferta mogła już wcześniej po znajomości wyciec do paru bardziej obrotnych łowców.
Nebtiluis przytaknął. On sam dostał rzeczony cynk od anonimowego nadawcy.
- Cholerne kumoterstwo. - kontynuował Reef. - Jeśli faktycznie zjawią się jacyś gieroje, nie chciałbym, żeby cała zabawa przypadła mojej ekipie. Mielibyśmy szanse ramię w ramię przelać trochę krwi, jak za dawnych lat.
Wstyd iść w gości z pustymi rękami. Należało zorganizować prezent. Kaleeshanin utkwił gadzie ślepia w cuchnącym truchle na podłodze, po czym uderzył się w pierś dłonią trzymającą majcher.
- Hojny gospodarzu, spodziewaj się mnie z głową ścierwa, które cię znieważyło.

*

Frachtowiec - model 690 - przemierzał kosmos w nienachalnym, acz wyrównanym tempie. Nie było sensu się spieszyć; do Naboo rzut beretem. Dryblas Jubo, pilotujący wzmiankowaną jednostkę, uruchomił łącze komunikacyjne do kokpitu swojej towarzyszki, Vex. Headhunter kobiety śmigał wokół obszerniejszego Ghtroca niczym osa złośliwie lawirująca wokół ospałego trzmiela.
- Nie szalej. Jaki plan działania. Tam na dole.
- Wypatrzyłam działkę Gunganina na mapie satelitarnej, ale omińmy Selton i wylądujmy przy jeziorze Isarda. To tylko kilka kilometrów dalej, a unikniemy miejskich rejestrów. - odparła Boltrunianka. - Na miejscu zorganizujemy sobie transport naziemny. Chyba wymyśliłam, jak odłączyć chatę tej żaby od zasilania. Będę musiała pożyczyć trochę twoich narzędzi.
- Przyjąłem. Jasne. Koryguję kurs.
Ithorianin zerknął na komputer pokładowy. Niecałe pięć minut i mieli znaleźć się u celu.

*

Vremeni kiwnął z uznaniem głową na widok wirtualnie wyznaczonego szlaku do posiadłości Reefa Faasa.
- Ha. Młodzież i ich komputery.
Trudno było powiedzieć o Selton coś, czego wcześniej już nie nadmieniono. Obserwując świat za przyciemnioną szybą, Reise napatrzył się na: tabuny kuracjuszy w różnych stadiach geriatrycznej spirali; skąpe patrole nabooańskich gliniarzy w żołędziowych hełmach; obsceniczne ilości uroczych kafejek na świeżym powietrzu; tyle pastelowych kamieniczek, że można było sobie oczy wyłupić; i tak dalej, i tym podobne. Jedynym produktywnym zajęciem podczas leniwej – żeby nie zwracać na siebie uwagi – jazdy było analizowanie rozlicznych wąskich alejek i ubocznych, brukowanych uliczek kurortu, gęstych niczym układ nerwowy aglomeracji, pod kątem potencjalnych dróg ucieczki. Nigdy nie wiadomo, jak poważna rozkręci się rozróba. Anzata był przy tym pewien, że IG-101 zaprzągł do pracy swój własny, zaprogramowany na wojskową modłę procesor i na bieżąco dokonywał tego samego sortu taktycznych kalkulacji.
Wyjechawszy na obrzeża miasta, gdzie labirynt budynków z piaskowca i marmuru ustąpił miejsca rozłożystym połaciom płaskich łąk i odległym konturom zagajników, Vremeni zwrócił się do towarzysza.
- Zbliżamy się do willi. Daj znać, jeśli zauważysz dobry punkt widokowy.
Gdzieś, gdzie nie będziemy sprawiać wrażenia pary seryjnych morderców na czatach, dodał w myślach wampir.
Płonna nadzieja.
Zaspokoiłem swoją potrzebę zwrotu akcji z Kaleeshaninem, oczywiście sięgaj po enpeców, jak w duszy gra.
ODPOWIEDZ