[Tatooine] Gdzieś w Układzie Tatooine

Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 83
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

- Jesteśmy z Dokfinem zgodni co do planu pobytu tutaj - rzekł do Dexa i upił szczodrze z oszronionej butelki. Smakowało zdecydowanie lepiej niż te siuśki Banth, które pędzili na Tatooine i szumnie nazywali piwem - Poza tym cały czas odgrywamy naszą rolę. Po dzisiejszym zajściu nie możemy wyjść z roli, bo to może wzbudzić dodatkowe podejrzenia, a zapewniam, że niestety, zwróciliśmy na siebie większą uwagę - powiedział wyciągając się w swoim fotelu.
- Jutro wszyscy muszą być w pełnej sprawności fizycznej i psychicznej - rzekł spoglądając po twarzach każdego z nich, na dłuższą chwilę zatrzymując się na Kamari. Chwilę później sprawdził jeszcze zabezpieczenia statku, upewniając się, że systemy antywłamaniowe Ronina działają bez zarzutu. Przejrzał też raport z tankowania i raport serwisowy wykonany przez Lessera. Droid sprawdzał się w swojej roli bez zarzutu.
- Statek jest dobrze strzeżony, więc możemy uda się na spoczynek - w waszej gestii zostawiam pełnienie wachty dzisiejszej nocy - dodał kierując swoje słowa ku wojownikom z Mandalore. Skoro w wąskich wizjerach mieli tylko misję, niech pilnują też w nocy.
Przewodnik wstał od stołu i zakręcił zawartością butelki, by chwilę później opróżnić ją duszkiem. Odstawił puste szkliwo na blat i kiwnięciem głowy pożegnał zebranych.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 155
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Nim się spostrzegli, nastała noc. Wentylacja statku bezustannie pompowała do pomieszczeń przyjemne, chłodne powietrze, jednak gdy gwiazdy Tatooine pozostawiły planetę w ciemnościach, jakby cała okolica odetchnęła luźniejsza atmosferą, nie podgrzewaną przez gorąco lejące się z nieba. Niedługo potem wszyscy poszli też w końcu spać. Jedynie mandalorianie uzgodnili między sobą warty, jakby obawiając się stałego ataku, nawet na tym wykupionym i względnie zabezpieczonym lądowisku. No i był jeszcze droid, który zrobił sobie przerwę jedynie na krótkie ładowanie. Noc minęła spokojnie.
Dzień zaś zaczął się od atmosfery wyczekiwania. Niby odgrywali tylko wycieczkę bogacza ze Światów Jądra po bezdrożach galaktyki, jednak wczorajsze zakłady pobudziły ciekawość większości członków załogi i napędziły chęć wygranej. Zwykłą, typową dla istot rozumnych, chęć gnania naprzód, ku zwycięstwu i osiągnięciu czegoś. Tym razem, poza zwyczajowym uznaniem dla wygrania zakładu, na zwycięzcę czekały i kredyty. Dokfin dał się poznać jako słowny człowiek, wszyscy więc oczekiwali wygranej ze swojego typowania. W końcu, po zjedzonym późnym śniadaniu, cała ekipa ruszyła w stronę toru, by jeszcze przed wyścigiem przyjrzeć się wytypowanym przez siebie zawodnikom. Na statku pozostał jedynie droid i pomocnik Dokfina, którzy tego dnia postanowili pilnować ich ładunku, w razie jakichkolwiek kłopotów.
Droga na tor nie zabrała im wiele czasu. Kara niemal gnała do przodu, napędzana swoją młodzieńcza energią, ciekawością i swoim wyzwoleniem od wczorajszego kaca. Reszta siła rzeczy próbowała za nią nadążyć i powstrzymać ja od jakichś głupot, które ściągnęłyby na nich już stanowczo zbyt dużą uwagę. Starczyło im wczorajszego dnia... Nawet gdyby jednak zgubiliby ją w tłumie, szybko ponownie spotkaliby się przy wejściu do garaży startujących drużyn. nie były one otwarte dla byle kogo, a sądząc po ilości strażników, jedynie co bogatsi byli wpuszczani na wizytę w hangarze. Ale Dokfin w otoczeniu całej załogi, a już na pewno dzięki dwóm mandalorianom, wyglądał na kogoś wystarczająco ważnego, by nie robić mu problemów. Tutejszy Hutt liczył na pieniądze takich jak on, a wizytę wśród drużyn mogli potraktować jako przegląd inwestycji. Kara jeszcze zdążyła pokazać strażnikom język na odchodnym.
W środku było sporo istot, jednak daleko było od określenia tego tłokiem. Każda z ekip miała wydzielony garaż, między którymi przechadzali się goście. Czasem wymienili kilka słów, czasem zapłacili za coś, sprzeczali się o wysokości zakładów, targowali. Typowe sprawy dla istot majacych zbyt dużo pieniędzy lub dla desperatów, którzy przyszli z ostatnim groszem, licząc na łut szczęścia.
Zaczęli rozglądać się po wytypowanych przez siebie grupach. Był i kel dorczyk z grupą rodian, którzy odpicowywali zielony ścigacz. Smukły i wyglądający na szybki pojazd z dwoma podłużnymi silnikami, w tym momencie jeszcze wyłączonymi. Wyglądał na taki, który wciśnie się w każdą szczelinę. Dwa garaże dalej był i wookiee. Choć sam włochacz wyglądał groźnie, jego ścigacz nie robił już aż takiego wrażenia. Był przybrudzony, trochę poobijany i wyraźnie montowany z różnych części. Obydwaj mando dostrzegli jednak szybko, że wśród całego metalu i innego ustrojstwa pod pozorem poręczy zamaskowana jest długa pałka energetyczna. Niezbyt to było uczciwe, ale wyścigi, szczególnie na Tatooinee, rządziły się swoimi prawami. A właściwie ich względnym brakiem. Na końcu hangaru z garażami dostrzegli też i wielokrotnego mistrza Duga Sebulbę. Tuz obok garażu tego twi'lekańskiego młodzika. Nietrudno było się domyśleć, ze młody nie zajedzie daleko w takim towarzystwie. Jego ścigacz, podobnie jak wookieego, wyglądał na składaka, choć był mniejszy i mniej masywny. Za to pojazd Sebulby aż mówił, że należy do najlepszego zawodnika. Solidny, nieprzerośnięty w żadną ze stron, z dodatkowym dopalaczem i podwójnymi przewodami na wypadek awarii.
- No i co powiecie? - zagadnął ich Dokfin, gdy już obejrzeli wszystkich. - Nadal obstajecie przy swoich zawodnikach? Możemy jeszcze pozmieniać. Możemy tez z którymś pogadać dla zabicia czasu. Do wyścigu mamy jeszcze ze standardowa godzinę. Wczoraj wykupiłem nam lożę na niższym poziomie. Wystarczająco daleko od huttów i ich spraw, ale też z dala od plebsu. No i ma widok na linię startu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 83
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Gdy tylko opuścili pokład Ronina, na powrót uderzyła w nich fala gorąca. Przewodnik rad był, że odwiedza Tatooine z rzadka, toteż nie musi przywykać na stałe do tych ekstremalnych temperatur. Pochód prowadzony przez Dokfina a obstawiany przez dwóch Mando w niedługim czasie dotarł do parku maszynowego. Shin nawet nie próbował hamować Kary.
Na miejscu, każda z załóg, większych i mniejszych uwijała się, pracując w pocie czoła aby jeszcze na ostatnią chwilę spróbować cos ulepszyć, wycisnąć z silników jeszcze odrobinę mocy, czy upchnąć nielegalne uzbrojenie tu czy tam. Przekrój obcych na linii startu był doprawdy ogromny. I'Gami z zaciekawieniem przyglądał się poszczególnym zespołom. Pośród wszystkich wyłowił już wzrokiem, te grupy, które wzbudziły ich największe zainteresowanie i na które postanowili postawić swoje pieniądze.
Faworyt, Dug Sebulba, nie zmienił nawyków. Niewolnice rasy Twi'lek otaczały go z każdej strony, osłaniając przed słońcem, masując ciało i nadskakując z propozycjami i komplementami. Pod obcego zajmował czołowe miejsce w stawce.
Rodianin, na którego też postawiono pieniądze otoczony był swoimi krajanami. Wypolerowany lakier jego poda budził zazdrość niejednego zawodnika. Przekrój pojazdów był ogromny. Od wypucowanych i wychuchanych, po sklecone z różnych części i ze zdekompletowanym poszyciem.
Taki właśnie był pojazd Wookiego, na którego zdecydował się postawić Shin. Pochodzący z Kashyyyk, porośnięty ciemnym futrem, w zasadzie sam stanowił dla siebie zespół. Krzątał się wokół swojej jednostki, powarkując w skupieniu. Był groźny i energiczny, a jego niepozorny z wyglądu pod mógł być tylko zasłoną dymną. Przewodnik uśmiechnął się pod nosem, ale postanowił nie przerywać mu przygotowań do wyścigu.
- Nie, obstaję przy swoim - rzekł uśmiechając się lekko - Wierzę w swoją intuicję - dodał i wskazał na bar pod baldachimem, ten przeznaczony dla bogatszych gości.
- Nim udamy się do loży, proponuję schłodzić się odrobinę w barze - rzekł i skierował swoje kroki ku oazie.
Awatar użytkownika
Rhel Lok
Gracz
Posty: 22
Rejestracja: 31 sie 2021, 19:53

Dobrze, że nie poczuł fali gorąca jednak pancerz, który ma wbudowaną funkcję podtrzymywania odpowiedniej, komfortowej temperatury wewnątrz jest czymś bardzo ułatwiającym życie, zwłaszcza na takim pustkowiu jakim jest Tatooine. Ścieżka była dosyć prosta, szkoda tylko, że pewna Chissanka postanowiła się wyrywać na przód, nie było to miejsce do takich wypadów, nie na tyle bezpieczne. Szczęście w tym wszystkim, że okazało się iż spokojnie dotarli do parku maszyn.
Było widać, że czas do wyścigu się zbliża bo zespoły pracowały jak najprędzej i jak najciężej, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Zawodników trochę było, ale także nie było co się dziwić odnośnie tego gdyż takie święto nie jest częste, więc każdy chciał w takim miejscu i przed taką śmietanką wypaść jak najlepiej. Mandaloriani od razu swoim wzrokiem oplótł całość gotowych do wyścigu osobistości, jego sprzęt w hełmie tylko mu pomagał odnaleźć odpowiednie dżentelistoty.
Wookie szybko przyjrzał się jego pojazdowi, ale ten nie wyglądał na sprzęt najlepszej klasy. Brudny, obity i widoczne było, że to składak z wielu innych części, niźli robiony na zamówienie sprzęt. Rhel jednak w pewnym momencie dostrzegł coś co było bardzo znajome w jego fachu. Delikatnie się przesunął i przybliżył wizjer w hełmie. Pałka energetyczna. - Więc tak się chciał bawić - powiedział do siebie i pod hełmem, więc raczej ciężko byłoby to wychwycić.
Od razu także wychwycił Sebulbę, który chyba od początku nie zmienił się nic, a nic. Było widać, że bije od niego pewność siebie, a nawet czysta arogancja i buta, ale miał do tego prawo, bo niemalże zawsze wygrywał.
- Nadal przy swoim - odpowiedział na słowa Dofkina. Loża na niższym poziomie na pewno była bezpieczniejsza niż siedzenie razem w tłumie osób, z resztą wątpił, aby ich zleceniodawca tak się zniżył. A dodatkowo byli daleko od Huttów, którzy na pewno zainteresowali się bliżej tej barwnej grupce. Lok był pewny, że już wiedzieli o ich obecności kwestią tego było czy coś będą od nich chcieli, dowiedzieć się jakiś konkretów po co tutaj przybyli czy jednak to zignorują.
- Z chęcią porozmawiam. Zacznijmy od Sebulby chcę mu coś przekazać - powiedział do reszty. Jeżeli chodziło o bar to może za chwilę, póki co włączyła mu się tryb rywalizacji, więc miał zamiar zapewnić swojemu faworytowi jak największe szanse.
Awatar użytkownika
Kara Kamari
Gracz
Posty: 35
Rejestracja: 02 wrz 2021, 10:21
Lokalizacja: pod Kołobrzegiem
Kontakt:

Pilotka była w świetnym nastroju, wczorajsza możliwość wyluzowania się była dla niej zbawienna. Dobrze jest mieć ekipę, która cię osłania. Mogłaby nawet przywyknąć do tego, lataniem czyimś statkiem, dużo nowocześniejszym, na kontrakt. Zawsze musiała wykonywać wszystko sama, pilotować statek, załatwiać kontrakty, handlować i kantować, bawić się w mechanika i ochroniarza. Życie było przyjemniejsze, kiedy można było skupić się na tym co kochasz naprawdę, a w jej przypadku to pilotaż i mechanika, reszta niezbyt ją kręciła. W sumie, może to nie taki zły pomysł.

Po zawitaniu w hangarach, przejrzała się pobieżnie kilku pojazdom, jednak zaraz podbiegła do Shina. Wyglądała jakby sama nie wiedziała po co do niego podeszła, jednak po chwili związała słowa.

- Przemyślałam sobie kilka rzeczy wczoraj i tak się zastanawiam. Trudnisz się tym co ja, ale osobiście wolę pilotaż i statki, reszta tego biznesu średnio mnie kręci. Może więc szukasz pilota na dłużej? Normalnie zakochałam się w twoim statku i chętnie bym go dłużej poobracała. Podzielimy się jakoś z zysku za każdy kurs, jestem elastyczna.

Kara zachichotała, ale było po niej widać, że jest rozentuzjazmowana tym faktem. Z drugiej strony, wyglądała dziś na bardziej stabilną w emocjach, aniżeli wczoraj, podczas wizyty w kantynie. Zagarnęła krótki kosmyk włosów za ucho, jakby podświadomie chciała go przekupić swoim wdziękiem. W rzeczywistości było to jedynie odruch, wiele jej jeszcze zostało z zachowań nastolatki. Kobieta ma dość mieszany charakter, raz zachowuje się dość normalnie, innym razem natomiast sporo u niej wyluzowania, jak u nastolatki.
Awatar użytkownika
Dexon Krir
Gracz
Posty: 38
Rejestracja: 06 wrz 2021, 10:57

Noc minęła dość szybko. No prawie, gdyż połowę nocy spędził na tym do czego został wynajęty czyli pilnowaniu dobytku przez nieuprzywilejowanymi gośćmi. Drugą połowę pozostawił w rękach towarzysza broni. Jak tylko z samego rana ogarnął to co potrzebne, zabrał cały swój sprzęt po czym ruszył za Dofkinem i resztą ekipy.
Średnio mu to pasowało by pozostawiać Ronina na pastwę raczej mało doświadczonych „ochroniarzy”, ale skoro tak sobie zażyczył niejaki Dofkin to niech i tak też się i stanie. Nie jego statek, nie jego przesyłka. Nie jego sprawa.
Pogoda w cale nie zmieniła się nad piaszczystą planetą Tatooine. Wszystko było tutaj suche, gorąca, a czasem i w niektórych miejscach parzące. Kto by przypuszczał, że kiedyś większość tej planety była pokryta ogromną ilością wody. O ironio…
Gdy dotarli na miejsce, Dex uważnie rozejrzał się po pomieszczeniu. Jakby nie patrzeć, został wynajęty do roli ochrony zawartości przesyłki, ale jeśli wyruszył wraz z Dofkinem to jego rola przeszła na ochronę „szanownego jegomościa”.
- Ja odpadam. Wasz wyścig. Wasza zabawa – skomentował krótko, uważnie przyglądając się zebranym dookoła. Co jak co ale skoro oni będą się bawić, szaleć, wiwatować i uważnie obserwować jak wygrywa czy przegrywa ich wytypowany gracz, to chociaż jedno z nich niech zajmie się staniem na tak zwanej „warcie”.
Tego typu zawody to nie była jego bajka. W szczególności jak był w trakcie wykonywania zleconej roboty. No cóż, nie przywykł do tego typu zleceń ale w tym przypadku płatność była bardzo kusząca. Jak to się mówi „Najpierw praca a później zabawa”. Przyjdzie jeszcze czas by obstawiać wygraną. Rozumiał, że ekipa chciała wtopić się w otoczenie, ale w jego przypadku nie było to potrzebne. Już samo to, że chodził w okolicy w pełnym beskarze było wystarczające by przykuć uwagę i to nie tylko typów spod ciemnej gwiazdy.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 83
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

- Chcesz dla mnie latać? - zastanowił się głośno Shin, mając już w ręce drinka. Dziewczynie nie brakowało talentu, była co prawda narwana, ale młodość rządziła się swoimi prawami. No i sam wiedział, jak na pilotów działa porządny statek kosmiczny, zwłaszcza kiedy wcześniej latali jakimiś podrzędnymi padakami.
- Rozważę twoją propozycję - rzekł upijając łyk chłodnego, lekko alkoholowego napoju z domieszką przyprawy. Orzeźwiający i lekko pobudzający w smaku i działaniu - idealny na początek dnia.
- Zobaczymy jak będzie nam się układała współpraca podczas aktualnej wycieczki - potem podyskutujemy na ten temat dłużej. Na razie temat pozostaje otwarty.
Ruch w parku maszynowym wzrastał im bliżej było godziny startu. Wyścig startował w samo południe, kiedy obydwa słońca Tatooine stały w zenicie. Wokół czuć było atmosferę podniecenia i napięcia. Nie wiele było na tym piaszczystym świecie rozrywek, toteż Bunta była dla tubylców niezwykle ważnym wydarzeniem.
- No, no, no - rzekł rozemocjonowany Dokfin - mój faworyt to prawdziwy profesjonalista. Jestem pewny swego - rzekł przechwalając się, a w jego głosie rzeczywiście nie słychać było nuty zawahania. Cóż, Shin już go trochę poznał, toteż przyjął te słowa ze spokojem. Uśmiechnął się z lekka i nie oponował.
- Powinniśmy powoli zbierać się do naszej loży - dodał jeszcze.
Awatar użytkownika
Kara Kamari
Gracz
Posty: 35
Rejestracja: 02 wrz 2021, 10:21
Lokalizacja: pod Kołobrzegiem
Kontakt:

Czy naprawdę była skłonna się sprzedać, jedynie za cenę nowocześniejszego statku? W końcu to nie ona będzie wtedy decydować o całokształcie działalności. Może nie mogła kupić sobie takiej maszyny jak on, ale miała swoje grono klientów i stabilne dochody, mogła zadbać o swój dotychczasowy statek i decydować o długości wakacji. Może za szybko wyrwała się z tą propozycją, ale Shin na szczęście odłożył to w czasie, miała więc czas to dobrze przemyśleć.

- Jasne, nie ma pośpiechu, jak coś to zawsze masz do mnie kontakt. - uśmiechnęła się i pognała jakby spłoszona do przodu. Nawet z braku wymówek, zaczęła oglądać jakby precyzyjnie maszyny, próbując zdecydować na kogo postawić.

Nie miała jednak zamiaru na nikogo stawiać, po prostu musiała teraz zmarnować czas z pozostałymi, oczekując na dalszy lot.
Na czas wyścigu Karę wyłączam z odpisywania, nie interesuje jej ten wyścig, więc nie będę się o nim rozpisywał. Oczywiście gdyby ktoś chciał coś od niej to odpiszę, a tak to od wyścigu odpadam :)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 155
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Cała grupa po niedługim czasie ruszyła do swojej loży. Jedynie jeden z mando postanowił przez chwilę porozmawiać z Sebulbą, do którego z racji swojej zbroi dość łatwo się przepchnął. Mistrz jedynie kiwnął mu głową na odchodne.
Loża była dość przestronna, by zmieścili się w niej wszyscy. Znajdował się niżej i na uboczu, widzieli stąd też wejście do garaży i mogli obserwować, jak po kolei każda ekipa wyprowadza swój pojazd. Niedługo po nich zaczęła się oficjalna prezentacja zawodników, wokół których krzątali się jeszcze ich technicy. Po zaprezentowaniu wszystkich i przemarszu pięknych twi'lekanek z flagami zawodników, kamery zwróciły się w stronę gospodarza - wielkiego i spasłego Hutta, który ze swego balkonu przyglądał się zawodom.
- Ha, ha! Za dużo was dzisiaj! Ciekawe, którzy się nie zmieszczą na trasie! Startować! Żywi na mecie jedzą dziś w moim pałacu!
Gdy Hutt skończył, załogi wszystkich podów zaczęły schodzić z torów, a zaraz za nimi media, które jeszcze na ostatni moment chciały wypytać o wszystko zawodników. Nad nimi zostały tylko kamery-droidy. Wtedy zapaliło się pierwsze zielone światło. Wraz z nim powietrze rozdarł odgłos odpalanych silników pojazdów. Widownia a pełnym oczekiwania napięciem przyjęła fakt, że tym razem wszystkim udało się odpalić maszyny. Wtedy zapaliło się drugie zielone światło. Powietrze przestało być gorące od słońc Tatooine, od temperatury silników. Było przegrzane emocjami widzów. Gdy zapaliło się trzecie zielone światło, wszyscy na niższych trybunach wstali z miejsc. Wtedy światła zgasły...
Silniki ryknęły razem z tłumem. Dwadzieścia dwie maszyny ruszyły pełnym pędem przed siebie, z dźwigniami napędu przepchniętymi na maksymalną moc. Zaraz za zawodnikami pognały kamery, by widzowie mieli ogląd całego wyścigu na telebimach lub ekranach w prywatnych lożach. Każdy z grupy Dokfina ściskał w milczeniu kciuki za swojego faworyta i nawet niezbyt przychylna wyścigowi Kara nie mogła się oprzeć, by pobudzana emocjami tłumu nie spoglądać na gnające przed siebie pody.
Niemal od razu na przód wysunęli się dwaj faworyci - mistrz Sebulba i przerażający wookiee. Wtedy właśnie ten drugi sięgnął po coś ukrytego przy podwoziu. W jego włochatej łapie pojawiła się pałka energetyczna, którą od razu zamachnął się na Sebulbę. Ten jednak spodziewał się takiego zagrania i tuż przed uderzeniem grzmotnął swoim ścigaczem w ścigacz włochacza. Ten został wytracony z równowagi i próbował się chwycić czegokolwiek, by nie spaść ze swojego poda. Może i się utrzymał, ale nie na długo. Pozbawiony sterowności ścigacz z całą siłą grzmotną w jedną ze skał. A wookiee przeleciał dziesiątki metrów, ginąć w piaskach Tatooinee. Głośny krzyk widowni zakończył jego występ.
Choć Sebulba wyszedł z pierwszego starcia zwycięsko, kosztowało go jednak sporo czasu i spadł na miejsce gdzie w połowie stawki. Wszystko to wykorzystał kel dorczyk w swym smukłym ścigaczu, wysuwając się na prowadzenie. Za nim, dość niespodziewanie znalazł się młody twi'lek. Wyścig rozpoczął się na dobre...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Dexon Krir
Gracz
Posty: 38
Rejestracja: 06 wrz 2021, 10:57

Mimo, że Dex za bardzo nie interesował się tym co dzieje się na głównym torze, to jednak trudno było nie spojrzeć w kierunku całego wydarzenia. Muzyka, wiwaty, szaleństwa na trybunach. Co jak co ale trzeba było przyznać, że tego typu wyścigi były czymś naprawdę wspaniałym.
Zjawiskowe maszyny, przedstawiciele przeróżnych ras z zakątków galaktyki. Wszyscy Ci przybyli tutaj by zdobyć chwałę, kredyty bądź spłacić zaciągnięte długi. Wszystko to działo się po okiem Huttów. Aż dziwne, że jeszcze Imperialni nie położyli swych łap na interesach tych ogromnych spaślaków. Mimo obecnej sytuacji w galaktyce, to jednak trzeba było przyznać Huttom, że potrafili się utrzymać w swym zamkniętym świecie. Skoro nawet i Imperium nie chce się mieszać w ich sprawy, to musi być to na rzeczy.
Z rozmyślań Mandalorianina wytrącił ogromny huk silników a za nimi start zawodników, którzy pędem ruszyli przed siebie, walcząc o jak najbliższą pozycję na przedzie całej kolumny ścigaczy. Kiedy trybuny się zerwały by mieć najlepszy widok, ręka Dexa odruchowo powędrowała do jego kabury. Wolał zachować czujność, a w takim tłumie bardzo łatwo o kłopoty. Pamiętał o tym, że są tutaj pod przykrywką, ale to jego zadaniem było teraz pilnowanie Dofkina, kiedy ten mógł zabawiać się na całego, wiwatując i obstawiając kolejne kredyty na wybranego przez siebie zawodnika.
Widok pojedynku pomiędzy Dugiem a Wookiem był interesującym pokazem doświadczenia, wytrzymałości, sprytu oraz kunsztu pilotażu. Futrzany przedstawiciel rasy pochodzącej z Kashyyk został zamieniony w breję, która zatopiła się w piaskach planety Tatooine. Najwyraźniej faworyt jednego z towarzyszy, wychodził na swoje. Co prawda cała ta „walka” kosztowała go stratę czasu i pozycji, ale nie zapowiadało się na to by ten miał odpuścić i pozostać w tyle…
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
Posty: 27
Rejestracja: 01 wrz 2021, 16:52

Grupa powróciła na noc na pokład statku, nie chcąc oczywiście spędzać nocy na mieście - prawdopodobnie podczas święta nawet i na Tatooine były liczne atrakcje, jednak planeta ta była znana z mniej lub bardziej zorganizowanej przestępczości, zatem obcy w nocy na mieście mogli przyciągnąć uwagę tych "mniej" zorganizowanych przestępców, podczas gdy ci zorganizowani woleli okradać przyjezdnych pod pozorem legalnego biznesu. Grupa toczyła dyskusję odnośnie wyścigów przy kolacji, a następnie poszła spać. Wprawdzie Shin zastanawiał się jeszcze nad zawartością transportowanych przez nich przesyłek, jednak droid nie poinformował go jeszcze o podjętych przez niego staraniach. Jeśli nikt nie będzie o tym wiedział, mniejsze będzie prawdopodobieństwo że jego sondowanie się wyda - a choć Shin był osobą potrafiącą dotrzymać tajemnicy to jednak jak wszyscy białkowcy był podatny na wpływ perswazji czy środków odurzających. Droid oczywiście też mógł ulec cyberatakowi, jednak był mniej wrażliwy na rozliczne wpływy niż białkowiec.

Grupa położyła się do swoich łóżek, całkowicie ignorując droida. Co oczywiście białkowcy zawsze robili. Niewielu było takich, którzy traktowali maszyny jako coś więcej niż służbę do wykonywania konkretnych prac, w czym mimo wszystko mieli trochę racji, gdyż przecież droid nie jest w stanie wyjść poza ramy swojego oprogramowania. Jednak za tym oprogramowaniem stoi często świadomość i umiejętność dogłębnego analizowania zachowań, coś co odróżnia droida od zwykłego komputera.

Mijała godzina za godziną. Lesser naładował baterie, ale nadal czekał w pozycji "Uśpiony". Wreszcie nadeszła godzina 4 rano, jedynie jeden z Mandalorian czuwał przy wejściu do statku. Droid podniósł się cicho, przeszedł najpierw przez statek do maszynowni, żeby Mandalorianin go zobaczył, po czym wrócił. Jednak nie na swoje miejsce. Podszedł do drzwi kajuty Dokfina, wpiął się w mechanizm otwierający drzwi i przeregulował go tak, by otwarły się znacznie wolniej, i znacznie ciszej. Zbliżył się do łóżka Pozza, przy którym oczywiście leżał komputer, na jego szczęście tylko uśpiony. Droid wpiął się do gniazdka wypasionej maszyny, wygasił ekran, i wgrał malutki program zbierający dane (co zajęło mu raptem 3s), po cichu wycofał się z pokoju, zamknął drzwi za sobą, uregulował mechanizm z powrotem i zajął znów swoje miejsce. Program miał dać mu wgląd do zawartości komputera Pozza, a być przy tym dyskretny na tyle, by nie być powiązanym z droidem.

Droid przyjął swoją poprzednią pozycję "Uśpiony" i czekał do rana, aż jego towarzysze zaczęli się budzić.
Jak to dobrze, że nie chodzę z resztą, mogłem sobie zniknąć na 2 miechy :lol: Zachowałem się nieodpowiednio, to się więcej nie powtórzy.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 83
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Powietrze aż kipiało od emocji. Atomosfera była tak gęsta, że można było ją kroić wibroostrzem. Cała śmietanka Tatooine i cały plebs - wszystkich połączyło to jedno, unikalne wydarzenie w roku. Wielki Wyścig zaraz się zacznie. Ryk silników zagłuszył wiwatujące tłumy, które oczekiwały na start.
I wtedy, gdy euforia sięgała zenitu, jak jeden mąż pody ruszyły! Ryk wzmógł się w chwili startu, tumany kurzu i piasku wzbiły się w powietrze a pojazdy pognały przed siebie połykając kolejne metry z pierwszego z trzech okrążeń. Adrenalina uderzyła z nadnercza i Shin w euforii również krzyczał z tłumem, od którego przecież byli oddzieleni, ale emocjo, które wszystkich tu zespalały nie dało się oddzielić.
Wtem jego faworyt wraz z Sebulbą wysforowali się na przód stawki. Już na pierwszym odcinku doszło do walki... która niestety dla Shina i jego zawodnika skończyła się kompletną klapą. Frontalny atak Wookiego był zbyt czytelny - a Dug zbyt doświadczony. Stary Mistrz rozprawił się z krewkim włochaczem sprawnie, choć okupił to utratą kilku miejsc w stawce.
- No i chuj! - mruknął bo wiedział, że szanse na wygranie zakładu spadły na łeb na szyję. Na szczęście wyścig dopiero się zaczął, a śmierć jego zawodnika nie oznaczała z automatu jego przegranej. Wystarczy aby pozostali faworyci też nie ukończyli wyścigu. Nie Moc nie będzie z wami - pomyślał przekornie i wrócił do obserwacji wyścigu, który transmitowany był na wielkim ekranie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 155
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Tak jak można było się spodziewać. Sebulba szybko nadrabiał stracony dystans, gdy jego szybki ścigacz mknął przez kolejne części toru. Zawodnicy na czele, uwikłani w walkę między sobą, nawet nie zauważali, gdy stary wyjadacz "połykał" ich jednego za drugim. W ten sam sposób zagapił się między innymi obserwowany przez wszystkich młody twi'lek. Wtedy wreszcie Sebulba dogonił kel dorczyka. Od razu wywiązała się walka między nimi, która trwała nawet, gdy wjechali na część toru przebiegającą przez stadion. Minęli wszystkich widzów przy wrzawie oklasków i wiwatów, po czym pomknęli dalej w stronę pustyni, gdzie pierwszym punktem orientacyjnym był wrak wookiego. Wtedy nieoczekiwanie lewy silnik kel dorczyka zapłonął, odpalone na szybko gaśnice nic nie dały i po chwili nastąpił wybuch, który całkiem pozbawił kierowcę sterowności, obracając go w kokpicie kilka razy, nim ten wyłączył zasilanie. Dla kolejnego z faworytów wyścig zakończył się, a maszyna choć piękna, okazała się bardziej zawodna niż niejeden złom.
Sebulba szybko wysunął się na prowadzenie. Młody twi'lek próbował ścigać go ze wszystkich sił, jednak ustawicznie musiał bronić drugiego miejsca przez kolejnymi zawodnikami z reszty stawki. Ta, choć, w oczach załogi Dofkina, mniej utalentowana, starała się jednak wygrać. Młody nie dawał za wygraną. Drugie okrążenie skończyło się spokojnym prowadzeniem Sebulby i walką na tyłach.
Wszyscy mieli nadzieję na jakiś nagły zwrot akcji, jakiś niesamowity manewr któregoś z kierowców, czy zrządzenie losu skutkujące jakąś ciekawą akcją. Niestety. Sytuacja z drugiego okrążenia w mało emocjonyjący sposób utrzymała się aż do mety. Choć dystans między Sebulbą a resztą nieco się zmniejszył, ten spokojnie tryumfował w kolejnym wyścigu. Stary faworyt nie zawiódł swoich fanów i ponownie, wśród wiwatów i okrzyków, przekroczył jako pierwszy linię mety. Tuz za nim znalazł się młody twi'lek. Choć nie wygrał, to nagroda za drugie miejsce z pewnością pozwoli mu się rozwijać w tym sporcie i kto wie, może kiedyś stanie się sławny. Z pewnością skończył lepiej niż pewien włochacz, o którym już zaczęto zapominać.
- No i po wyścigu. Gratuluję panie Lok. Dołożył pan sobie dzisiaj niezły bonus do zapłaty za zlecenie.
Gdy wrzawa po zwycięstwie Sebulby nieco ucichła, Dofkin zwrócił się do reszty.
- Chociaż zauważę, że ten młody jednak nie rozbił się na pierwszym zakręcie. Mało brakowało, a może by i wygrał. W każdym razie, wracajmy już na statek i lećmy dalej. Na miejscu się rozliczymy.

***

Droid pozostał na statku razem z Pozzem, podczas gdy reszta towarzyszyła ich zleceniodawcy na torze. W tym czasie młody chiss zajął się praktycznie sobą, nie zwracając zbytniej uwagi na droida. Jego brak reakcji wskazywał na powodzenie nocnej misji i zachowanie jej w sekrecie.
Niestety komputer był na tyle dobrze chroniony, ze program bez użycia przez chissa określonych komend czy aplikacji nie mógł zebrać danych. Jednak o standardowej godzinie dwunastej dwadzieścia siedem droid otrzymał pierwszy raport, co oznaczało, że program został uruchomiony. Najwyraźniej chiss podłączył go ponownie do skrzyń, w celu zeskanowania stanu i warunków przechowywania zawartości. Odczytał jedynie dane przesłane przez program sterujący skrzyń, ale było to więcej informacji, niż do tej pory udało im się zebrać.
Zasilanie: 92%
Temperatura: -40 stopni
Hermetyzacja: 99,999%
Funkcje biologiczne: wykrywalne
Czynnik biologiczny: BEZPIECZNY
Obrazek
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 83
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

- Raz przegrywasz, raz przegrywasz, co, Dokfin? - zaśmiał się Shin gdy wyścig dobiegł końca. Fawory jego i biznesmena nie ukończyli gonitwy. Po raz kolejny doświadczenie zwyciężyło, Sebulba pozostał mistrzem. Cóż, niefart. Przewodnik wyciągnął zza pazuchy chip z zakodowaną wartością na okrągły tysiąc imperialnych kredytów i rzucił go Mandalorianowi. Zawsze spłacał swoje zobowiązania bez zwłocznie.
- Jesteśmy na czysto, Lok - gratulacje - rzekł z uśmiechem. Przegranie całkiem niemałej sumy nie popsuło mu humoru. Ot, hazard. Mężczyzna zgarnął z loży Kamari, która była nienaturalnie cicha. To do niej nie podobne - zawsze tryskała optymizmem i wszędzie było jej pełno. A dziś? Największy wyścig ścigaczy w systemie nie robił na niej wrażenia, ba wyglądała na znudzoną. Kobiety - pomyślał - nigdy nie wiadomo do końca o co im się rozchodzi. I'Gami rozejrzał się wokoło. Ceremonia wręczenia laurów zwyciezcy miała niebawem się rozpocząć - to dobry czas na opuszczenie loży w miarę niepostrzeżenie.
- Lok prowadzisz, Krir zamykasz, Dokfin pomiędzy mną i Kamari - rzekł cicho tak aby tylko towarzysze go usłyszeli. Okuty w Beskar'gam Mando zaczął wyprowadzać ich ze stadionu. Przewodnik wysłał jeszcze krótką informację do Leesera, aby ten rozpoczął procedury przedstartowe. Właściciel "Ronina" chciał aby opuszczenie Tatooine przebiegło sprawnie i w miarę po cichu, gdy cała lokalna społeczność będzie skupiona na fecie po wyścigu. Droga do kosmoportu powinna przebiec bez komplikacji - taką przynajmniej miał nadzieję. Rozglądał się dyskretnie eskortując Dokfina - czujności nigdy nie za wiele.
Awatar użytkownika
Dexon Krir
Gracz
Posty: 38
Rejestracja: 06 wrz 2021, 10:57

Koniec. Wyścig wygrał zawodnik o imieniu „Sebulba”. Widząc wrzask większości zebranych na trybunach, można było wywnioskować, że przedstawiciel przed obrzydłej rasy był faworytem tego typu wyścigów. Cóż, jedno było pewne, że ten kto obstawił na tego zawodnika, zyskał całkiem pokaźną sumkę kredytów. Może jak będzie następnym razem okazja, gdzie Dex nie będzie musiał skupiać się na zleconych mu obowiązkach, to może i sam obstawi pokaźną sumkę na jednego z zawodników.
Teraz pora wrócić do zadania. Jak Shin wspomniał, Dex ustawił się na końcu kolumny, zachowując stosowną odległość krocząc za resztą załogi. Jego wzrok uważnie obserwował wiwatującą gawędź., oraz mijających przechodniów. W takim tłumie łatwo o kłopoty a jeszcze łatwiej bo byli na Tatooine.
Pora wynosić się z tej przeklętej planety i w końcu wrócić do głównego zadania. Na ten moment szło gładko. Biorąc pod uwagę wszystkie misję jakie były mu do tej pory zlecone, ta wydawała się z tych „łagodniejszych”. Zero komplikacji, zero kłopotów. Od czasu do czasu trzeba było komuś sprać mordę by nie pałętał się za blisko. A i nagroda niczego sobie. Miła odskocznia od dotychczasowych zadań typu – znajdź, złap, zabij, porwij, zlikwiduj.
Awatar użytkownika
Kara Kamari
Gracz
Posty: 35
Rejestracja: 02 wrz 2021, 10:21
Lokalizacja: pod Kołobrzegiem
Kontakt:

Wyścig był dla Kary ekscytujący pod kątem samych maszyn, ale same zawody nie były dla niej niczym ciekawym, ot, pojedynek samców alfa. Jej humor był w sumie zrównany, dlatego mogła wyglądać na znudzoną. Powoli wracała do niej energia, kiedy wyścig się skończył, a grupa wstała aby opuścić trybuny.

- Wracamy na statek? Mam ochotę zasiąść ponownie za sterami, poczuć tę moc! - wybuchła nagle, w drodze powrotnej.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
Posty: 27
Rejestracja: 01 wrz 2021, 16:52

Oprogramowanie szpiegowskie jak na razie nie przyniosło dużych rezultatów, jednak Lesser wciąż obliczał prawdopodobieństwo sukcesu. Dane nie były obfite ani też nie charakteryzowały się dużą szczegółowością, jednak potwierdzały podejrzenia odnośnie nieszczerości ich pracodawcy dotyczącej zawartości ich przesyłki. To nie były jakieś "Artefakty" to były żywe istoty, co więcej skoro musiały być zahibernowane by mieć status "bezpieczny" to znaczyło, że wskutek niemożliwych aktualnie do przewidzenia okoliczności mogą uzyskać status "niebezpieczny", a to już stanowiło nie lada potencjalny problem. Nie znając możliwości tych istot białkowych zamkniętych w kontenerach Lesser nie był w stanie ocenić niebezpieczeństwa jakie stanowiły, jednak jeśli zastosowano tak znaczące środki zabezpieczające, to niebezpieczeństwo musiało być znaczące. Ciągły monitoring ładunku okazał się być nagle wręcz konieczny dla powodzenia misji i bezpieczeństwa statku.

Gdy większość białkowej załogi zabawiała się na mieście oglądając słynne w tym fragmencie przestrzeni wyścigi, Lesser nie tracił czasu. "Ronin" został zatankowany do pełna, uzupełniono też poziom chłodziwa, wszystkie podzespoły zostały sprawdzone i poddane testom wytrzymałościowym. Gdy nadeszła wiadomość Shina, Lesser był już w pełni gotowy. Bez najmniejszej zwłoki rozpoczął procedury przedstartowe. Gdy załoga weszła na lądowisko, silniki już pracowały równomiernie, a napęd repulsorowy był gotowy by podźwignąć zgrabną acz zakurzoną (co niechybnie następowało na Tatooine) maszynę ponad piaszczystą powierzchnię lądowiska, gdy tylko poinformowana już kontrola lotów zezwoli na start.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 155
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Nie mieli problemów z odlotem z powierzchni planety. Po zakończeniu wyścigów całe miasto poddało się wielkiemu świętowaniu i, jak ocenił droid, z 60% procentowym prawdopodobieństwem kontrola lotów również pozwoliła sobie na rozluźnienie. Nie załatwili nawet połowy z wymaganych procedur. Po prostu po podaniu nazwy statku puścili ich dalej. Tym samym ponownie znaleźli się w kosmicznej próżni.
W tym czasie cała załoga rozeszła się po frachtowcu. Kara, co było wręcz oczywiste, od razu dopadła do sterów i to ona wyniosła statek najpierw na orbitę, a potem do układu Tatooine. Zwykle milczący mando zajęli się swoimi sprawami. Rhel jedynie kiwnął głową, gdy Dofkin wręczał mu należną wygraną. Ci, którzy to widzieli, aż się wzdrygnęli. Mando dali się już poznać z powściągliwości, ale tak wielki brak jakiejkolwiek reakcji na, bądź co bądź, spory zastrzyk gotówki, był wręcz nieludzki. Od zakutego w beskarowa zbroje wojownika powiało nienaturalnością i zgrozą wyczuwalną jedynie przez świadome istoty. Niczym w holofilmach.
Z pewną ulgą pozostali zostawili Rhela z jego sprawami i usiedli przy wspólnym stole. Oczywiście od razu pojawiły się na nim jakieś przekąski, coś do picia. Upał planety jeszcze schodził z ciał obecnych w chłodnym klimatyzowanym pomieszczeniu statku.
- No dobrze, panie kapitanie - wesoło zagadnął Dofkin. - To jaki kierunek teraz? Jaka trasa.
W tym momencie do ich stołu przydreptał Pozz, wgapiony w swój komputer. Sięgnął tylko machinalnie ręką po jedzenie, pracując nad czymś na swoim sprzęcie.
- Czy możemy omijać już miejsca z tak nagłą zmianą amplitudy temperatur? Wolałbym ustawić raz warunki w naszych skrzyniach dla utrzymania ich w jak najlepszym stanie a nie zmieniać to za każdym razem.
Obrazek
Awatar użytkownika
Dexon Krir
Gracz
Posty: 38
Rejestracja: 06 wrz 2021, 10:57

Tatooine…z jednej strony cieszył się, że opuszczał tą planetę, z drugiej strony dobrze wiedział, że prędzej czy później przyjdzie mu się powrócić na tą zapyziałą piaszczystą planetę w poszukiwaniu kolejnego zlecenia. Tatooine, Nal Hutta, Nar Shaddaa i tak w kółko. Ot całe życie krążące wokół tych planet w poszukiwaniu za interesującymi zleceniami.
Jak tylko opuścili atmosferę planety, Dex podszedł do zbiornika z wodą, napełnił kubek po czym usiadł przy głównym stole, kładąc hełm na wolnym miejscu tuż w zasięgu swej dłoni. Wypijając prawie całą jego zawartość przysłuchiwał się temu co mieli do powiedzenia zleceniodawcy. Wzmianka na temat temperatury skrzyń w celu utrzymania ich w jak najlepszym stanie od razu zwróciła uwagę Mandalorianina. Nie miał pojęcia czemu, ale przeczucie podpowiadało mu, że w środku mogły znajdować się żywe stworzenia. Nie miał w zwyczaju wypytywać o zawartość przesyłek jakie miał ochraniać tak też i tym razem postanowił zachować twarz profesjonalisty. Co nie oznacza, że nie korciło go by zajrzeć do środka. Taki zwykły nawyk ludzkiej istoty – ciekawość.
W kwestii kolejnej trasy nie miał nic do dodania. Wiedział, że tą sprawą zajmie się Dofkin, Shin oraz pilotka. Jakby nie patrzeć to w ich kwestiach należał cały transport. Dex miał za zadanie ochronę transportu. Dlatego też jak tylko nawodni swój organizm zajmie się tym do czego został wynajęty. Albo jak przyszło do tej pory w czasie tego typu podróży …po prostu będzie odpoczywał, czuwając nad bezpieczeństwem załogi a w szczególności przesyłki jaką przyszło mu chronić.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 83
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

- Myślę, że wszystkim dobrze zrobi trochę bardziej umiarkowany klimat - rzekł na wstępie Shin, kiedy już rozsiadł się przy stole. Niemal duszkiem wypił szklanicę z lekko alkoholowym napojem - aby zaspokoić pragnienie i przegnać nadmiar ciepła z ciała. Drink bazował na Kalamariańskim rumie, brązowym cukrze z Ukio oraz owocom cytrusowym. Wysoka szklanka uzupełniona była po brzegi lodem, co potęgowało efekt chłodzenia, a przyjemne odświeżenie nadawał dodatek listka Ithoriańskiej mięty. Pycha.
- Na Tatooine wypadliśmy dobrze, nasze małe przedstawienie wypadło realistycznie - ocenił Przewodnik analizując ich krótki postój na piaszczystym świecie. Nie rzucali się w oczy jakoś nadzwyczajnie, Dokfin był bogaczem toteż nie trudno było mu wejść w rolę. Pozostali również wywiązali się ze swoich zadań - a pijacka wpadka Kamarii dodała im tylko autentyzmu.
- Kolejnym przystankiem będzie Naboo, moi drodzy - rzekł spokojnym tonem - Planeta wyszła obronną ręką z Wojen Klonów, chociaż okupili to wielką stratą Padme Amidali. Była dla nich postacią ikoniczną, a po śmierci jej kult tylko urósł - kontynuował.
- Jak już kiedyś wspomniałem, Kraina Jezior o tej porze roku na Naboo, jest warta zobaczenia, a wycieczka do miasta Gungan to też coś co warto przeżyć... - zachwalał niczym rasowy pracownik biura podróży, zachęcający do wykupienia wczasów All Inclusive, na najbardziej opłacalnych dla siebie warunkach.
- Do kolejnego przystanku podczas naszej wycieczki dotrzemy za jakieś dwa do trzech dni - rzekł już bardziej formalnym tonem przechodząc do konkretów - Zabawimy tam mniej więcej tyle co na Tatooine i myślę, że to będzie ostatni przystanek przed naszym celem podróży - podniósł się od stołu i przeciągnął.
- Wyznaczę trasę i ruszamy - zakończył swój monolog i ruszył do kokpitu. Usiadł w fotelu drugiego pilota i uruchomił komputer nawigacyjny, aby rozpocząć obliczenia. Rozpoczął od wyznaczenia ich pozycji w systemie Tatooine, jako punkt startowy, następnie zaczął wskazywać punkty nawigacyjne, które powoli układały się w trasę. Po kwadransie wzmożonej pracy, trasa została wyznaczona. Prowadziła skrajem tych lepiej i mniej znanych szlaków nadprzestrzennych, tu i tam odbiegając od standardów aby zmylić tych, którzy potencjalnie chcieliby ich śledzić. Chwilę później navikomp zasygnalizował poprawność obliczeń i gotowość do lotu.
-Pchnij go, Kamari - mruknął tylko Shin.
ODPOWIEDZ