[Boz Pity] Smętarz dla olbrzymów

Awatar użytkownika
Tau Isard
Gracz
Posty: 27
Rejestracja: 22 wrz 2021, 15:59

Tau Isard oraz BC-99 przenoszą się z [Coruscant] Pałac Imperatora.

Orbita Coruscant, 2 h 55 min. do skoku

Piękny, klinowaty okręt majestatycznie obrócił się kadłubem do światła gwiazdy i zawisł w systemie Coruscant jako wyzywający cień dla drugiego z księżyców w układzie. Dryfował niczym leniwy, kosmiczny kocur, zbyt zajęty własną wspaniałością, by poświęcić choćby odrobinę energii na aktywny ruch. Niech cały wszechświat krąży wokół mnie, wołał kot, bowiem ja nie zamierzam ani mrugnąć.
I tak jak kot przy kominku, Gwiezdny Niszczyciel typu Imperial wygrzewał się w żarze Coruscant Prime, lśniąc kadłubem i mrucząc stłumionymi sensorami. Na ten widok serce każdego obywatela Imperium musiało zabić szybciej - serce Isarda waliło jak u młodzieńca podczas pierwszego zakochania, kiedy jego prom przelatywał w pobliżu nierównego syzygium gwiazdy, okrętu i księżyca.
- Kiedyś sobie taki sprawię - powiedział cichym, ale podnieconym głosem Taumiel, wychylając się z fotela pasażera Lambdy, a światło z gwiazdy błysnęło refleksem na jego masce. Własnie dzięki tej masce widział niszczyciel lepiej niż ktokolwiek, nieomal czuł każdy twardy metr durastali, poskręcane przewody niczym trzewia giganta, w głowie słyszał kakofonię pokładowych urządzeń.
Miniaturowa kopia niszczyciela wyleciała na spotkanie promu, wmanewrowała się przed mostek kolosa, jak pszczoła chcąca podrażnić kocura, zaznaczyć swoją obecność desperackim wybrykiem. To z kolei była korweta Isarda, nie tak dostojna i z całą pewnością budząca mniejszy respekt. Nędzna.
- Dokujemy za trzy minuty czterdzieści sekund - poinformował pilot promu. Isard w ogóle go nie słuchał, rażony potęgą miłości, która wprawia w ruch gwiazdy oraz jej siostry, która zdolna jest wstrzymać ten ruch wbrew wszelkim prawom - zazdrości.

***

Zakładnik 1, 1 h 21 min. do skoku

W kajucie sypialnej Isard niezdarnie wpadł na przeszkodę.
- Sithowe nasienie! - mruknął, łapiąc równowagę na stoliku. Pozrzucał przy tym bibeloty z blatu, włącznie z gungańskim bożkiem służącym za przycisk do flimsiplastu.
Przeszkoda była długa na dwa metry, z nogami i półnaga. Leżała na podłodze różowiutka, owinięta w białe prześcieradło. Poza tym była Zeltronką.
- Zostawiłeś mnie tutaj - prychnęła przenosząc się z podłogi na łóżko. Bez straty czasu uderzyła w inny ton. - Na tak strasznie długo mnie zostawiłeś. Całkiem samą. Już myślałam, że nigdy nie wrócisz.
Zostawiłem cię, bo zapomniałem, że istniejesz, pomyślał Isard. Jak ci było na imię*?
- Samotność ma swoje dobre strony - odparł tylko, w roztargnieniu szukając na ścianie konsoli z comlinkiem. - Wolałabyś wrócić do huttyjskiego seraju? Doceń fakt, że możesz być sama.
Isard znalazł wreszcie panel i stuknął w niego dwukrotnie.
- Euralie, przyślij Steno - poprosił.
- SA-5-T3N0 jest na czyszczeniu pamięci, panie Isard.
- To przyjdź ty.
- W drodze.
Zeltronki były dla Taumiela Ra Salvatore’a Isarda niezbity dowodem, że Wysoka Kultura Ludzi ma swoje słabe strony. W Znanej Galaktyce znaleźć można było wiele piękna, z którego należało korzystać, cieszyć się nim i podziwiać jego przekrój. Sławmy odmienność, mówiło hasło słynnego programu popnaukowego. Nie teraz jednak. Teraz Isard chciał być sam, bo jak powiedział, ona również ma swoje dobre strony.
Gdy Euralie odebrała pod eskortę całkiem zaskoczoną kurtyzanę, Isard wreszcie zdjął swoją galową maskę i zapatrzył pustym wzrokiem w ścianę. Samotność jest potrzebna. Szczególnie w hiperprzestrzeni.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Gracza

***

Zakładnik 1, 0 h 0 min. do skoku

Isard otworzył drzwi kajuty i już był gotów zbesztać załogantów, którzy z bliżej nieokreślonych powodów przerywają mu ważny rytuał podczas skoku, gdy zamiast nich w korytarzu ujrzał droida mordercę. Ten wepchał się do kajuty.
- To nie jest tak, że wolałem podróżować konkretnie bez ciebie - rzucił zwiewnie kłamstwem do BC-99, gdy ciężkie, szkieletowe cielsko głośnymi jak tąpnięcia krokami porysowało mu marmurkową podłogę. - Wolałem podróżować bez nikogo.
Isard cieszył się, że ma na sobie na powrót maskę. Dzięki temu droid nie zobaczył łez załamania w kącikach jego oczu. Czekały ich dwa dni w nadprzestrzeni na wspólnej przestrzeni...

***

Orbita Boz Pity

- Wszystko wygląda w porządku, sir... eee... mój panie. - Łącznościowa chorąży zastanowiła się nad tym, jak powinna się zwracać do gości na mostku. W końcu się zdecydowała. - Wszystko wygląda w porządku, moi panowie. Prom bez trudności wejdzie w atmosferę.
Tau Isard spojrzał na BC-99, wskazał punkt na holograficznej mapie, którego migotania wskazywały na źródła energii.
- Tam.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Gracza
BC-99
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 30 wrz 2021, 13:03

BC-99 nie zadowoliła odpowiedź Isarda na pytanie, nie uzyskał jednak inne w ramach kolejnych kilku pytań. Postanowił więc zająć się dwiema poważniejszymi sprawami – co robić podczas podróży i co robić po jej zakończeniu.

***

Pierwsza zagwozdka dla jego systemów wynikała z tego, że nie chciał jeszcze zabijać dworzanina, musiał więc znaleźć dla siebie inny cel. Choć tych po statku pałętało się bardzo wiele, BC-99 nie chciał zabijać kolejnej członkini załogi Zakładnika 1 – wszyscy za szybko zauważali ich nieobecność i psuli subtelne radości długotrwałego mordowania.
Problem rozwiązał się, gdy morderca zobaczył, że przy kajucie Isarda kręci się wyprowadzona wcześniej Zeltronka, jego obwody w błyskawicznym tempie głosiły nowy plan.

***

Gdy Zakładnik 1 wyszedł z nadprzestrzeni niedaleko Boz Pity załoga zauważyła, że jedna z kapsuł ratunkowych – P13 –  została uruchomiona, a chwilę później wystrzelona. Gdy oddalała się od statku, czujniki nie wykazały w niej śladów życia.
Sytuacja została uznana za awarię pod czujnymi oczami BC-99 przebywającego akurat na mostku. Tym bardziej wtedy, kiedy w tajemnicy przed droidem kapitan statku rozkazał szybkie przeliczenie załogi. Ta okazała się być w komplecie.
Gdy na mostku pojawił się Isard, przestraszona oficer łącznościowa przekazała mu informację o starcie kapsuły, a BC-99 dodał:
– [Stwierdzenie] Twoja załoga uważa już, że była to tylko awaria.
Awaria w takiej sytuacji wydawała się najbezpieczniejszym wyjaśnieniem.

***

Drugi problem droida wynikał z tego, że pobyt na cmentarzu wydawał mu się niezwykle nudny. Na cmentarzyskach większość istot żywych już nie żyła. To były miejsca, które BC-99 lubił napełniać, a nie odwiedzać. Jedynym, co skłoniło go do tej podróży był entuzjazm Isarda, ale i ten nie zawsze wystarczał do zapewnienia odpowiednich rozrywek.
Jako worek mięsa dworzanin często myślał jak worek mięsa – więcej o życiu niż o mordowaniu.
W trakcie swoich pobytów w kapsule ratunkowej P13 podczas nadprzestrzennej podróży BC-99 – między innymi – przeglądał bazy nagród wyznaczonych za głowy istot żywych z okolicy Boz Pity. W czwartej z nich, ostatniej, w końcu znalazł nadzieję dla wycieczki na cmentarzysko.

***

Gdy znaleźli się w promie mknącym ku powierzchni planety cmentarzyska, BC-99 postanowił podzielić się swoim znaleziskiem z towarzyszem.
– [Zrzut informacji] Podczas naszej podróży nadprzestrzennej poszukiwałem dla nas dodatkowej rozrywki na tę przygodę. W jednej z baz danych znalazłem nagrodę za niewielki gang złomiarzy, który ma stacjonować na Boz Pity. To znaczy, że może będziemy mieli kogo zabić na tym twoim cmentarzysku.
Prom ciężkim, choć smukłym manewrem osiadł na powierzchni planety i dwaj towarzysze stanęli przed opuszczającą się rampą.
– [Stwierdzenie]– Właśnie wylądowaliśmy w miejscu, w którym byli ostatnio widziani, choć nie sądzę, żeby to było takie proste.
W tym momencie właz otworzył się całkowicie a rampa uderzyła lekko o ziemię. Dotarli na Boz Pity. I mieli mieć tu coś do roboty.
Awatar użytkownika
Tau Isard
Gracz
Posty: 27
Rejestracja: 22 wrz 2021, 15:59

- Złomiarze? - Isard wpierw skrzywił fioletowawe wargi tak, jak krzywi się na myśl o potrawie, którą w gruncie rzeczy się lubi, ale akurat nie ma na nią ochoty. Chwilę mu zajęło dotarcie do wniosku, że BC-99 w swej prostolinijnej chęci mordu znalazł wyszukany sposób na znalezienie tego, czego Isard oczekiwał od wizyty na Boz Pity.
- Złomiarze! - krzyknął entuzjastycznie i wesoło machając rękami, tym razem uśmiechając się na fioletowo. - Złomiarze będą tam, gdzie złom!
Istotnie, po Wojnach Klonów było co złomować. Cały plan Isarda obracał się wszak wokół droidów, a gdzie indziej złaknieni łatwego łupu złomiarze będą szukali fantów, aniżeli na starych posterunkach Separatystów?
Isard wspiął się na wielką czaszkę wrośniętą w morzu trawy. Krajobraz przed parą podróżników wcale nie był grobowy. Boz Pity nie było światem cmantarnym takim, jak wyobrażali to sobie zwykle mieszkańcy cywilizowanych planet. Ocean wzgórz o zdrowej, zielonej roślinności i równej jak spod nożyc ogrodnika trawie gdzieniegdzie tylko zdobiły gigantyczne piszczele, monstrualne czaszki lub klatki z żeber tak wielkich, że z powodzeniem mogłyby stanowić zbrojenie pod mieszkalny budynek. Mieszkanie w ciele martwego olbrzyma - dla Isarda było to poetyckie. Postanowił, że warto pozbierać pamiątki z tej wyprawy. Połączył się z Zakłądnikiem 1 i poprosił o przysłanie zespołu z oficerem naukowym w celu skompletowania szkieletu autochtona pod pozorem badań. Kwatera na Coruscant będzie wyglądała pięknie. Część truchła może nawet nadałoby się na prezent dla samego Imperatora. Isard desperacko szukał sposobu, by mu zaimponować lub przypodobać. Przy okazji dobrze będzie mieć na powierzchni planety jakieś wsparcie.
- Mieszkańcy tej planety byli olbrzymami. - Isard zeskoczył z czaszki i obrócił się w kierunku białych plam po wymarłym gatunku, które zdobiły malowniczy pejzaż. Zwrócił się do BC-99 - Wiesz, co ich zabiło? To nie lada opowieść. Opowieść o zabijaniu.
BC-99
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 30 wrz 2021, 13:03

Entuzjazm Isarda zaskoczył oprogramowanie BC-99, ale szybka analiza wskazała na to, że jest to pozytywny znak dla ich wspólnej podróży.
– [Entuzjazm] Tak – potwierdził droid swym wypranym z emocji głosem. – [Ciąg dalszy entuzjazmu] A nawet jeśli nie, to z nich zrobimy złom, skoro wyraźnie tak ci na nim zależy.
Droid odszedł na chwilę od promu, by zeskanować okolicę i poszukać śladów złomiarzy. Gdy wrócił, ekipa dworzanina zajmowała się właśnie logistyką transportu ogromnego szkieletu.
– [Grobowy żart] Jeśli będziecie mieli za duże problemy z tym szkieletem, z chęcią wyprodukuję dla was jakiś mniejszy – W tym momencie oczy droida zaświeciły się mocną czerwienią. – I świeższy.
Załoga Zakładnika 1 została już wyszkola przez Isarda na takie sytuacje, zaśmiała się więc zgodnym chórem. Gdy BC-99 poszedł szukać dworzanina, za jego plecami rozległy się nerwowe oddechy i przekleństwa.
– [Zaciekawienie} Jeśli tak jest, to z chęcią posłucham. To mój ulubiony rodzaj opowieści – BC-99 odpowiedział dworzaninowi, po czym wskazał na jedno z zielonych wzgórz na południe od ich pozycji. – Możesz opowiedzieć mi ją w drodze w tamtym kierunku. Znalazłem ślady naszych przyszłych szkieletów. Może te też cię zainteresują na tyle, żebyś zmarnował paliwo obwożąc je po galaktyce. Tylko pamiętaj, skup się na zabijaniu.
Droid ruszył bez dalszych słów we wskazanym przez siebie kierunku.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 56
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Słowa droida potwierdziły się, kiedy dotarli na wzgórze. Rozciągał się z niego piękny widok na okolicę - falujące trawy, wystające gdzieniegdzie spośród kłosów i wiech kamienie, majaczące w oddali wyżyny i krąg namiotów kilkaset metrów od podstawy wzgórza.
Obóz był zamieszkany - widać było kręcących się ludzi, chyba nawet jakieś psy lub zwierzęta do psów podobne. Wokół namiotów ustawiono nawet coś na kształt muru powstałego z ułożonych stabilnie płaskich kamieni. Do obozu wiodły dwa wejścia, obydwa zastawione dużymi, repulsorowymi transporterami. Na pakach pojazdów umieszczono jakieś skrzynie; większość przykryta została brezentem, który falował na wietrze. W skrzyniach mogło znajdować się wszystko - od zbiorów paleontologicznych, przez złom, do broni i urządzeń wojskowych. Było wiele możliwości.
Nieco dalej od obozu, za dziwną formacją skalną przypominającą wielki grzebień, BC-99 wykrył sygnaturę statku: był to lekki frachtowiec typu HWK-1000. Statek nie mógłby pomieścić wszystkich obecnych w osadzie (których było około trzydziestu), dlatego droid spodziewał się, że pozostałe statki wylądowały dalej, albo poleciały gdzieś z jakimś zadaniem.
Do Isarda podszedł oficer naukowy.
- Musimy zabezpieczyć szkielet gipsem jeżeli mamy go przetransportować w stanie nieuszkodzonym - powiedział. - To najpewniej zajmie kilka godzin. Rozumiem, że mamy kontynuować?
ODPOWIEDZ