[Tatooine] Piach między koła zębate

Awatar użytkownika
Lee
Gracz
Posty: 48
Rejestracja: 11 wrz 2021, 14:06

Szczęście w nieszczęściu - dotarcie do Piaskoczołgu obyło się już beż żadnych komplikacji. Oczywiście, podróżowali w różnym stanie zdrowia. Connor milczał, choć Lee podejrzewał, że to jego duma bardziej ucierpiała niźli ciało. Rouge za to przybrała możliwie jak najwygodniejszą pozycję na swojej Banthcie - chociaż od czasu do czasu i tak się skrzywiła, gdy zwierz niespodziewanie wierzgnął czy też trafił na większy wertep. Jego samego plecy swędziały pod plastrem z bactą - oczywiście w takim miejscu, które pozostawało poza zasięgiem rąk. Z dobrych wiadomości - zdawało mu się, że rana postrzałowa była tylko draśnięciem i nie będzie przeszkadzała w kontynuacji misji.
Pozostała jeszcze Miya, która jako jedyna nie nosiła znamion aktualnego zlecenia. Nie oberwała niczym więcej niż ogłuszaczem od tego przemytnika, którego chyba nikt nie był teraz wspomnieć z imienia. Farciara.
- Ekspertem nie jestem, ale sądząc po tym co widać przed czołgiem to frontalny atak nie wyszedłby nam na dobre. Nie wspominając, że czwórka to trochę za mało na szturm - rzekł z sensem, bo nie trzeba było być militarnym geniuszem, żeby dojść do pewnych wniosków.
- Plan wejścia przez właz serwisowy bardziej mi się podoba - dodał jasno stawiając swoje stanowisko - Myślę, że z Rouge powinien pójść Connor - wtrącił jeszcze obserwując opłakany stan poszycia czołgu. Strach było pomyśleć, jak maszyna prezentuje się od strony mechanicznej.
- Symbol Czarnego Słońca? - zapytał jeszcze bo chyba to mu wcześniej umknęło - TEGO CZARNEGO SŁOŃCA?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Serwomotory droida rzeczywiście, co zaskakujące, działały prawidłowo,choć nie dało się nie dostrzec fakt, iż przydałoby im się porządne czyszczenie i oliwienie, bowiem - wszechobecny na tej planecie - piach zdążył dostać się chyba w każdą z ruchomych (tych nieruchomych też) części. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że Vacandder nie dysponował za bardzo ani czasem, ani możliwościami wykonania porządnego serwisu, skrzypienie, trzeszczenie i cała gama innych efektów dźwiękowych towarzyszących droidziemu marszowi, była akceptowalna.
Niczym wampiryczna mgła z holowidów grozy, Vacandder wędrował między droidami, szukając czegoś, co mogłoby okazać się przydatne. Zdecydowaną większość z nich stanowiły roboty codziennego użytku, głównie techniczne, najczęściej wykorzystywane na farmach wilgoci, kilka droidów naprawczy, jakiś zdezelowany astro oraz archaiczny droid medyczny. Ten ostatni był w całkiem niezłym stanie, więc zastanawiające było dlaczego jawowie, biorąc pod uwagę liczbę rannych po ich stronie, nie zdecydowali się na jego uruchomienie.

******

-Mogę iść na szpicy, blisko Rogue - potwierdził Connor, pozbawiony werwy, jaką prezentował przed wpadnięciem w pułapkę tuskenów i wszystkim, co wydarzyło się później. - Biorąc pod uwagę ilość martwych napastników wokół pojazdu, jawów nie mogło zostać wielu. Jeśli wygrali taką bitwę, pewnie została ich garstka. Nie oszukujmy się, to zbieracze złomu, a nie wojownicy.
Jego słowa wydawały się mieć sens, choć - biorąc pod uwagę odkrycie Rogue - możliwe, że załoga wielkiego, pustynnego pojazdu dysponowała niespodziankami, jakie nie Connorowi nie przychodziły do głowy. Podobne do wyrzutni pocisków przeciwpancernych w rękach jeźdźców pustyni.
-Tak. Tego Czarnego Słońca - najemnik odpowiedział na wątpliwości Lee. - Pytanie tylko brzmi po cholerę Czarnemu Słońcu piaskoczołg pełen jawów, co? - wyszczerzył zęby w uśmiechu - Może się dowiemy. Gotowi?
Obrazek
Awatar użytkownika
Lee
Gracz
Posty: 48
Rejestracja: 11 wrz 2021, 14:06

- Bardziej gotowi chyba nie będziemy - powiedział brodacz i wzruszył ramionami - Czekam na wasz sygnał o możliwości wejścia na pokład. Sądząc po stanie zewnętrznym maszyny, czekam mnie sporo pracy - dodał jeszcze i chyba tylko dla dodania pewności siebie, samemu sobie, wyciągnął swój blaster. Nie był wybitnym strzelcem, ale ciężar broni trzymanej w dłoni uspokajał.
- Będę Cię osłaniał - rzekł do Chissanki z krzywym uśmieszkiem, bo mniemał, że kto jak kto ale ona osłony nie potrzebuje. To niesamowite, że zwykłe spotkanie w kantynie przerodziło się w tak niesamowite i makabryczne przeżycia. Był zahartowany życiem na Tatooine, ale nigdy nie spotkał się z taką ilością śmierci w tak krótkim czasie. Nie chciał myśleć co będzie jak już wrócą do Mos Eisley... to znaczy, jeśli w ogóle tam wrócą. Czy Jabba uwierzy w bajeczkę, którą chcą mu sprezentować? Czy uruchomi ten przeklęty czołg? Czy nie przejmuje się tym zbyt wcześnie? Pokręcił głową starając się odgonić złe myśli. Trzeba było skupić się na tym co tu i teraz. Nasępił się i obserwował jak Rouge z Connorem zbliżają się do Piaskoczołgu. Rozglądał się też w poszukiwaniu zagrożeń - choć wiedział, że czujne oczy Miyi obserwują okolicę przez lunetę karabinu snajperskiego i to pewnie ona pierwsza zasygnalizuje, że coś jest nie tak. Lee miał tylko nadzieję, że kobieta nie zmieni zdania i nie zlikwiduje ich tutaj, porzucając trupy towarzyszy aby piaski pustyni Tatooine pogrzebały ich na wieki.
Awatar użytkownika
Miya Kamari
Gracz
Posty: 47
Rejestracja: 14 wrz 2021, 00:52
Lokalizacja: pod Kołobrzegiem
Kontakt:

- Więc ustalone. - skwitowała krótko.

Chisska położyła się na piasku, na niewielkim wzniesieniu, rozłożyła karabin i dostroiła lunetę. Wypatrzyła pierwsze cele i nim pozostali zorganizowali się do wymarszu, Miya oddała pierwszy strzał. Broń energetyczna miała ten plus, że nie wydawała głośnych odgłosów, tak więc jeśli ktoś nie zaobserwuje trupa na szczycie piaskoczołgu, to nie zorientują się, że ktoś nadciąga.

- Ruszcie się, nie mamy całego dnia.

Wypatrując kolejnych celów, kobieta skupiła się nad niedawnym zajściem. Nie pierwszy raz odebrała życie komuś, kto odkrył jej prawdziwą naturę, nie ważne czy celował do niej z broni, chciał podkapować Imperium, czy choćby wyglądał podejrzanie. Kiedyś bardziej ją to ruszało, teraz jedynie myśli nad takowym zajściem. Ci najemnicy przynajmniej mieli wiele na sumieniu, nie było ich więc żal. Mimo wszystko, jej część, która została wyszkolona na Jedi, wyrzucała jej takie praktyki. Powód czy nie, odebranie komuś życia powinno być ostatecznością lub w samoobronie.
Awatar użytkownika
Rogue Rushi
Gracz
Posty: 42
Rejestracja: 29 wrz 2021, 01:25

Rogue odetchnęła głucho, wpatrując się w piaskoczołg. To będzie ciężka wspinaczka. Utykając, zaczęła przemieszczać się w stronę maszyny, korzystając z osłony jaką dawali jej Lee, Connor i Miya. Sama uniosła swój blaster ustawiony na tryb ogłuszający i wypuszczała bolty raz na jakiś czas. Nie chodziło nawet o trafienie kogokolwiek - chodziło o to, żeby nikt się nie wychylił żeby strzelić do niej samej.
Od strony wejścia do piaskoczołgu poleciało kilka boltów, ale na szczęście jawy nie są wyszkolonymi żołnierzami. Ostatecznie więc, głównie dzięki pomocy osłony od Miyi i Lee, dotarła do wysokiej maszyny, po czym spojrzała na Connora.
- Normalnie sama bym tam wyskoczyła, ale tym razem będę potrzebowała podbicia. Nie mam tyle siły w nogach co zwykle. Mógłbyś? - Zapytała, wyjmując swój elektroniczny wytrych i wsuwając go w zęby. Gdy Connor ułożył koszyczek z dłoni, Rogue wsunęła w tenże koszyczek stopę swojej zdrowej nogj.
- Dobra, trzy-czteee...ry! - Connor wyprostował plecy i wyrzucił Rogue do góry na tyle wysoko na ile potrafił. Na jej szczęście, to silny facet. Podbicie jej do góry dało jej dostateczną wysokość, żeby chwyciła się górnej części szyny. Oczy jej załzawiły, kiedy impet zderzenia z maszynerią uraził jej ranę na nodze i gdyby nie zatkane usta to by zawyła.
Przez kilka chwil wisiała na szynie, czekając aż pulsowanie bólu nieco osłabnie... Po czym zaczęła się podciągać do góry. I teraz jej towarzysze mieli okazję zobaczyć to, w czym Rogue była naprawdę dobra. Wspinaczka. Poruszała się nieco niezdarnie i wykrzywiała nieco dziwnie ciało wspinając się po metalowych panelach piaskoczołgu, kiedy próbowała minimalizować ciężar stawiany na zranionej nodze... Ale nawet w obecnym stanie, Rogue wspina się z wybitną wprawą.
Raz na jakiś czas zawisała w bezruchu, kiedy ból był zbyt intensywny, ale i tak poruszała się ezybciej niż można by oczekiwać.
Gdy wreszcie była tak na wysokości jednej-trzeciej piaskoczołgu, chwyciła się okna lewą ręką, a prawą zajęła się otwieraniem zamku magnetycznego na włazie technicznym. Z racji... Nieszczególnie wygodnego dostępu z jej pozycji, to był proces który trwał blisko minuty.
- Otwierasz to?! - Zawołał z dołu zniecierpliwiony Connor, kiedy wisząca na zabójczej wysokości Rogue grzebała jedną ręką w zamku magnetycznym.
- Chcesz się zamienić?! Daj mi chwilkę, to nie jest łatwe! - Ale marudząc pod nosem, wreszcie syknęła z satysfakcją, kiedy właz puścił. Schowała wytrychy i pociągnęła właz i otworzyła go. I zaczęła wyciągać z niego wysuwaną drabinę. Zazwyczaj to się otwiera od środka, ale w tym wypadku nie było takiej možliwości... Po kilku mocnych szarpnięciach, drabina dotknęła piasków obok piaskoczołgu. A Rogue zaczęła wchodzić do środka.
Awatar użytkownika
Vacandder
Gracz
Posty: 15
Rejestracja: 29 sty 2022, 12:10

Skrzypienie serwomotorów, przypomniało Gazowatemu o jeszcze jednej rzeczy. Wgrał, trochę oklepane imię jakie właściciele nadawali droidą, swojemu AP5 dał Apfiear.
Mali Jawasi uzbierali wiele różnych droidów, wielorakiego typu. Spoglądając na archaicznego robota medycznego, z wyglądu w dobrym stanie, podleciał w to miejsce i zaczął programować, sprawdzać protokoły, sprawność w czasie gdy droid działał i ostatnie logi przed wyłączeniem, czym obecny stan był spowodowany. Maszynę próbował powołać do życia, spokojnie i dokładnie.

Zastanawiał się dlaczego małe skrzaty, złomiarze nie wykorzystali medycznego robota do leczenia rannych. Jeszcze przed dojściem tutaj, wypatrzył właz serwisowy, na zewnątrz konstrukcji, sądząc po tym gdzie się znajdowali był on umieszczony wysoko ponad powierzchnią piasku.

Do skrzatów nic nie miał, byli czasem nawet pożyteczni, z reguły nie wadzili nikomu. Zdolni technicy, zbieracze, i raczej sprytni złodzieje złomu. Za bardzo nawet nie wadzili Huttom, więc dlaczego ktoś miał ich atakować? Porachunki gangsterskie? Myślał podczas naprawy archaicznego droida. Nasłuchiwał odgłosów z zewnątrz i wewnątrz Piaskoczolgu. Apfear ustawiony w tryb strażniczy, na pewno odpowiednio zareaguje gdy zobaczy, wyczuje jakichś gości proszonych czy też nie.
Gazowy Demon robił swoje. Chciał mieć droida medycznego w swojej małej "rodzinie".
Awatar użytkownika
Miya Kamari
Gracz
Posty: 47
Rejestracja: 14 wrz 2021, 00:52
Lokalizacja: pod Kołobrzegiem
Kontakt:

Miya nie wykrywając kolejnych celów oderwała wzrok od lunety. Zauważyła, że Rogue podołała zadaniu i wchodzi do piaskoczołgu, a za nią Connor. Niestety, z zewnątrz nijak im nie pomoże, dlatego wstała i powiesiła karabin na plecach. Spojrzała na Lee.

- Dobra Lee, bierz blaster w dłoń i biegniemy do celu. Nie zatrzymuj się póki nie dobiegniesz.

Oboje zaczęli biec w stronę piaskoczołgu, Miya przed Lee, aby osłonić go od ewentualnego strzału. Krótki ale intensywny bieg. Na miejscu spotkali się jeszcze z Connorem, a następnie wszyscy weszli do środka.

Chisska wyciągnęła swój blaster i spojrzała na mechanika.

- No, to którędy do centrali? Czy jak to tam zwał.
Awatar użytkownika
Lee
Gracz
Posty: 48
Rejestracja: 11 wrz 2021, 14:06

Pierwsza faza ich planu zdobycia piaskowego behemota przebiegła - o dziwo spokojnie i sprawnie. Kontuzjowana Rouge do pary z Connorem przełamali niewielki opór i już zabezpieczali wejście do piaskoczołgu. Ich podejście zabezpieczała Miya, kilkoma precyzyjnymi salwami czyszcząc podejście. Lee milczeniem wyraził aprobatę dla umiejętności dziewczyny - bo cóż innego mógł zrobić.
- Tak, ruszajmy - zgodził się gdy Chissanka ponagliła. Z blasterem ściskanym w prawicy i uzdą trzymaną lewą ręką, pobiegł truchtem pierwszy, raz po raz zachęcając objuczoną Banthę do poruszania się szybciej niż zwykle. Zwierzę parskało i prychało w proteście, ale dotrzymywało tempa swojemu tymczasowemu panu.
Już przy włazie, korzystając z pomocy najemnika rozładował swoje skrzynie ze sprzętem, a wykorzystując już do pomocy całą załogę, zapakował wszystko i siebie samego na pokład. Otarł pot z czoła i wyciągnął swój datapad, przywołując ogólny schemat na ekran.
- Jesteśmy tutaj - wskazał brudnym palcem punkt na schemacie - w tylnej części czołgu, niedaleko od pomieszczeń inżynieryjnych i reaktora. Ja muszę przedostać się właśnie do nich aby zacząć diagnostykę. Trzeba sprawdzić pozostałe sekcje - rzekł pokazując po kolei ładownię, stocznię gdzie Jawowie przetapiali złom, pomieszczenia mieszkalne i na kokpicie kończąc.
- Reasumując sugeruję podzielenie się na dwa zespoły - jedna osoba ze mną, a pozostała dwójka sprawdzi resztę czołgu i oczyści go do końca ze starych właścicieli - rzekł i uruchomił swoje Pit droidy. Wydał automatom stosowne polecenia i sam złapał się za skrzynię.
Rouge, zostaniesz ze mną? Masz statek, więc pewnie masz trochę pojęcia o mechanice.
Awatar użytkownika
Rogue Rushi
Gracz
Posty: 42
Rejestracja: 29 wrz 2021, 01:25

Rogue, oparta obecnie o ścianę, poprawiała bandaż i plaster z bactą na swojej nodze, które się poluzowały podczas wspinaczki. Co gorsza, plaster był teraz zaczerwieniony, co sugerowało że strup na nodze pękł. Trudno. Robota nie była skończona. Jak szczęśliwie wrócą do Mos Eisley i (jak Rogue miała nadzieję) ominą dodatkowe problemy z Jabbą, to da to obejrzeć lekarzowi. Na pytanie Lee uniosła wzrok i kiwnęła głową.
- Jakieś proste rzeczy jestem w stanie zrobić, ale bardziej ci się przydam w otwieraniu zamkniętych drzwi i tak dalej. Jestem lepszym pilotem niż mechanikiem. Naprawami zwykle zajmuje się Roxie. Ale, tak. Mimo wszystko to raczej lepszy pomysł żebym została z Lee. Wasza dwójka i tak jest lepsza w walce, tu się bardziej przydam. - Skinęła na Miyę i Connora. Następnie odwróciła się z powrotem do mechanika. Wyjęła swój blaster i upewniła się, że jest w trybie ogłuszającym. Następnie, utykając podeszła do Lee.
- Na wypadek, jakbyśmy się natknęli na Jawy po drodze. - Wyjaśniła krótko, po czym zerknęła znów na Miyę i Connora. - Jak skończycie, spotkamy się wszyscy przy reaktorze, zgoda?
Awatar użytkownika
Lee
Gracz
Posty: 48
Rejestracja: 11 wrz 2021, 14:06

Lee z zadowoleniem przyjął fakt, że Rouge będzie mu towarzyszyć. Nie tracąc więcej czasu na zbędne ceregiele skierował się do siłowni wlokąc ze sobą narzędzia. Jego wierne droidy dzielnie taszczyły sprzęt razem z łysym mechanikiem, co by nie obciążać zbyt wciąż rannej kobiety. Ich wędrówka nie trwała długo a na miejscu spotkali tylko parę Jawów, która próbowała chyba dokonać tego co w planach miał Lee. Dwa szybkie i celne strzały z ogłuszaczy, otworzył im drogę do rozpoczęcia napraw. Bez zbędnego pierdolenia, łysol zabrał się do pracy.
Pierwsze wrażenie nie było przesadnie zachęcające, ale i nie tragiczne. W pomieszczeniach inżynieryjnych powietrze przesiąknięte było kurzem i zapachem spalonej izolacji. Brak działającej wentylacji musiał dawać się we znaki w całym piaskoczołgu, ale jak zakładał mechanik była to kwestia braku głównego zasilania.
Lee sprawnymi ruchami rozłożył swój warsztat pracy i w pierwszej kolejności zabrał się za sprawdzanie zasilania. Główny układ był offline, awaryjny ledwo zipał - widać zbyt długo ten drugi podtrzymywał układy piaskoczołgu. Teraz energii było ledwo tyle aby wykonać podstawową diagnostykę - Lee podpiął się ze swoim datapadem i rozpoczął procedurę. Z informacji, które uzyskał wynikało, że na głównej magistrali energetycznej wszystkie zabezpieczenia były wybite - cóż, problem raczej łatwy do ogarnięcia. Mechanik zrzucił sobie raport do pamięci urządzenia i przeszedł do pierwszych napraw. Główna szafka z bezpiecznikami była na szczęście dobrze dostępna więc dobranie się do niej nie zajęło dużo czasu. Widok pod panelem był mniej tragiczny niż mechanik przewidywał - większość bezpieczników była po prostu wybita, więc zresetowanie ich pozycji załatwiło sprawę - kilka jednak było trwale uszkodzonych - tutaj wchodziło w grę tylko wymiana. Części zapasowych było niewiele, przez co Lee musiał wybrać, które sekcje zostaną odłączone by uruchomić je w bardziej spokojnym miejscu i czasie. Dodatkowo zmienił pozycjami kilka bezpieczników i przeprowadził powtórną diagnostykę - układy, które były potrzebne do uruchomienia głównego reaktora wracały do zielonego statusu. Kilka nadal świeciło na żółto i czerwono więc przystąpił do kolejnych napraw.
Mechanik uwijał się jak w ukropie okręcając kolejne panele i bebesząc przewody. Tu i tam wykonał kilka bajpasów, czasami łącząc przewody na krótko aby tylko wytrzymały. Pit droidy w tym czasie lokalizowały kolejne uszkodzenia, skupiając się na układach hydraulicznych i chłodzenia. O ile w przypadku tego pierwszego było dobrze, to chłodzenie reaktora miało wyciek. Z tego właśnie powodu wysiadło zasilanie - temperatura wzrosła, zabezpieczenia zadziałały i odłączyły reaktor zabezpieczając go przed awarią. Lee zaczął sprawdzać przewody poszukując uszkodzenia, zwracając szczególną uwagę na wszelkie załamania i złączki. Po kilkunastu minutach mozolnych poszukiwań odnalazł rozszczelniony fragment, z którego nadal ściekał płyn. Załatał go prowizorycznie bo nie wiele więcej mógł na razie zrobić i wygramolił się z szybu. Rzucił okiem na ekran sprawdzając poziom płynu - wskazywał na wartość minimalną. Zakładając, że po odcięciu kilkunastu sekcji, reaktor będzie pracował pod znacznie mniejszym odciążeniem, istniała spora szansa, że reaktor i silnik zagadają.
-Miya, tu Lee, przygotowuję się do odpalenia reaktora - zdobyliście kokpit? Sterowanie można sprawdzić tylko stamtąd, więc będę musiał niebawem się tam przenieść - rzucił w eter i rozpoczął uruchamianie głównego źródła zasilania. Po kilku chwilach zawahania, reaktor zaczął budzić się do życia, wypełniając pomieszczenie jednostajnym buczeniem. Lee otarł brudną ręką pot z czoła i odetchnął. Reaktor odżył, więc ich szanse na przeżycie rosły.
Awatar użytkownika
Vacandder
Gracz
Posty: 15
Rejestracja: 29 sty 2022, 12:10

Vacandder nie spodziewał się, że w takim miejscu jak Tatooine i Piaskoczołg spotka kogoś z rasy Chiss, która raczej jest słabo znana w Galaktyce i często mylona z innymi podobnymi rasami. Gdy skończył uruchamianie droida medycznego, zaprogramował tak by za nimi podążał. Pewnie też piasek pustyni da o sobie znać w jego serwomotorach. Nagle zauważył ożywienie w zachowaniu Apfear'a, który ruchyl w stronę niebieskoskórej.
- Apfear nie ma się czego obawiać, zaprzestań działań. A panią proszę o nie otwieranie ognia. Javasi w tej trumnie są stłoczeni w jednej sali i na wykończeniu, mają sporo rannych, mimo to dzielnie odpierari nie jedne ataki.
Zbieram Droidy do mojej małej "rodziny" dobrze mieć jakiegoś medyka i obrońcę.
- przemawiał całkowicie nie widoczny, spokojnym głosem, tak by nie wzbudzić przestrachu u niespodziewanego gościa.
- Chciałem w Tym Piaskoczolgu odpocząć, od trudów życia. Niestety nie okazało się to miejsce spokojnym, na takie zajęcia. Działacie zapewne na zlecenie jakiegoś Hutta? Też niejednokrotnie podejmowałem z nimi współpracę.
Jestem do usług, nie jestem niczyim wrogiem, możemy razem egzystować w zgodzie.
- dodał, również spokojni. Chissanka na pewno była zaskoczona, całym tym zajściem. Vacandder miał tylko nadzieję, że nie zacznie najpierw strzelać a potem zadawać pytań.

Apfear już wrócił w pobliże sprawnego droida medycznego i czujnie obserwował otoczenie.
Awatar użytkownika
Rogue Rushi
Gracz
Posty: 42
Rejestracja: 29 wrz 2021, 01:25

Tym razem Rogue podążała za dowództwem Lee. Swoim ogłuszaczem raz na jakiś czas strzeliła w mijanego Jawę, gdy jakiś pokazał swój łeb. Przystanęła przy ścianie, kiedy Lee zabrał się do napraw. Z blasterem w dłoni, raz na jakiś czas łagodnie i ostrożnie wyglądała za róg przy wejściu do pomieszczenia, osłaniając mechanika. Fakty były takie, że o ile była znakomitym pilotem, o tyle mechanikę zostawiała... Mechanikom. To nie była jej specjalizacja.
Kiedy reaktor ruszył, Rogue odetchnęła z ulgą. Więc były szanse na przeżycie tego dnia. Fakt jednak faktem, kobieta na tym etapie miała już nieco wywalone na zapłatę. Będzie zadowolona, jeżeli nie będzie miała łowców nagród ani Imperialnej Inkwizycji na ogonie po tym wszystkim.
- Nadal mnie zastanawia uzbrojenie Tuskenów. Ewidentnie mieli je stąd, ale od kiedy Tuskeni pracują z Jawami? - Rzuciła pytanie w eter. Jeżeli coś tu było nie tak, wolała żeby Lee również był tego świadom. Zdążyła polubić mechanika. Nie chciała, żeby coś mu się stało przez niedosyt podejrzliwości.
Awatar użytkownika
Miya Kamari
Gracz
Posty: 47
Rejestracja: 14 wrz 2021, 00:52
Lokalizacja: pod Kołobrzegiem
Kontakt:

- Do jasnej... - prawie dokończyła zdanie, wyraźnie wystraszona głosem bez ciała. Nerwowo zaczęła rozglądać się za źródłem głosu, ale nikogo nie dostrzegła.
- Nie wiem kim do jasnej cholery jesteś, ale skoro nie jesteś niczyim wrogiem, to polecam się stąd ulotnić. Po za tym miło jest rozmawiać z kimś twarzą w twarz.

Miya nie opuszczała broni, zamiast tego cały czas czujnie się rozglądała, wspierając się także swoimi ukrytymi zdolnościami, aby wyczuć intruza.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Podziurawiony wybuchami, z burtami osmalonymi blasterowymi strzałami, niczym - choć ranne - ale wciąż potężne, trudne do zabicia zwierzę, piaskoczołg wrócił do życia, gdy uruchomiony reaktor zaczął tłoczyć energię po najważniejszych układach pojazdu. Gdzieniegdzie, wewnątrz tego metalowego molocha, dochodziło do zwarć, a komputer pokładowy automatycznie odcinał uszkodzone systemy - ot, w jednym korytarzu nie działało światło, chłodnie nie mroziły zapasów, a gdzie indziej drzwi nie chciały się otworzyć. Najważniejsze jednak, że w maszynowni panował ogłuszający hałas, gdy napęd wstawał z martwych, by wprawić gąsienice w ruch i umożliwić podróż w kierunku pałacu hutta Jabby.
Nieliczni Jawowie, którzy wciąż pozostawali na pokładzie piaskoczołgu, zrozumieli, że przegrali, a ich środek transportu i dom wpadł w ręce kolejnej z grup szturmowych, jakie w ciągu zaledwie ostatnich kilkunastu godzin próbowały pojazd zdobyć. Wiedzieli też, że nie są w stanie go odzyskać, a wszelkie próby przeprowadzenia kontrataku zakończą się rzezią ocalałych z poprzednich walk. Musieli negocjować.
Zebrali rannych i wyruszyli w kierunku maszynowni, by prosić o pomoc w dostaniu się w pobliże innych ich pobratymców.

Droidy uruchomione przez Vaccandera, podobnie jak piaskoczołg, budziły się do życia. O ile robot bojowy od dłuższego czasu był w pełni gotów do akcji, o tyle w pozytonowej pamięci tego drugiego, uruchamiane były niestandardowe komendy i instrukcje, wczytywane były, głęboko ukryte, programy. Fotoreceptory, co można było zauważyć poświęcając im kilka sekund uwagi, z dziwnym uporem wpatrywały się w Miyę przeszukując bazę danych.
-Padawanka Kamari - zaskrzeczał wokabulator droida, który najwyraźniej kompletnie nie przejmował się toczoną dyskusją.
-O kurwa - mruknął Connor.
-Powinnaś udać się do awaryjnej placówki szkoleniowej, Padawnko. Pozostali czekają.
Obrazek
Awatar użytkownika
Miya Kamari
Gracz
Posty: 47
Rejestracja: 14 wrz 2021, 00:52
Lokalizacja: pod Kołobrzegiem
Kontakt:

- Kurwa. - podsumowała ponownie to, co zauważył Connor. Było raczej ciche podsumowanie, ale oprócz faktu, że usłyszeli to inni, sama była zadziwiona tym zajściem.

Skąd do cholery droid rozpoznał w niej padawankę? Przecież rodzice wychowywali ją w tajemnicy przed zakonem, nigdy nie została zarejestrowana, a droid skądś ją znał. Jak to możliwe? Inna sprawa to fakt, że spotkanie droida, który zna takie szczegóły...w piaskoczołgu...na środku pustyni Tattooine? Czy Jabba był świadomy tego droida? Było bardzo prawdopodobnym, że prawdziwą wartość kryło coś innego w tym piaskoczołgu, a tym czymś był owy droid. Jeśli służył on Jedi w dawnych czasach, to jego banki pamięci mogą być warte fortunę, a także być bardzo niebezpieczne, jak już się przekonała w tym momencie.

Jej tajemnicę w tym momencie poznały dwie osoby, a za kilkadziesiąt godzin mogło poznać o wiele więcej. Z drugiej strony...on ją poznał, znał Jedi i jej awaryjną placówkę. Takich informacji nie można zdobyć praktycznie nigdzie, nie mogła więc ich od tak zniszczyć. Musiała je przejąć, a dopiero potem zniszczyć. Musiała chronić siebie i prawdopodobnie innych mocowładnych, ukrywających się między gwiazdami. Była pewna, że przeżyli inni, ale tak jak ona ukrywali się.

Najemniczka spojrzała na Connora, chcąc wyczytać jego emocje. Czy coś jej groziło w tym momencie? Na jej twarzy nie było strachu czy agresji, natomiast nieme pytanie, które chwilę później zostało przez nią zadane. Wiedziała, że po raz drugi bajeczka nie zadziała, mogła tylko potwierdzić słowa droida, a następnie podjąć decyzję...czy pozwolić mu żyć. Inaczej miała się sprawa z gazową istotą, bronią konwencjonalną zapewne by go nie zraniła, a nie znając faktów, nie mogła rzucić wszystkiego na jedną kartę i spróbować zniszczyć go Mocą.

- Teraz już wiesz, dlaczego chroniłam Rogue, skąd te wszystkie bajki. Straciłeś najbliższą ci osobę, kobietę, która była jedną z nas. Musimy się ukrywać, musimy ukrywać wszelkie informację o nas. Jeśli ktokolwiek nam zagrozi, rozumiesz do czego będę zmuszona, prawda? Naprawdę tego nie chcę, ale zostaliśmy zwierzyną łowną dla Imperium. - podsumowała, a następnie spojrzała na droida.

- Proszę, dajcie mi chwilę prywatności z droidem. Muszę dowiedzieć się wszystkiego co wie, a następnie upewnić się, że te informacje nie wpadną w niepowołane ręce. - zwróciła się bez kontaktu wzrokowego do dwóch pozostałych osób w tym pomieszczeniu.
Awatar użytkownika
Lee
Gracz
Posty: 48
Rejestracja: 11 wrz 2021, 14:06

Lee oparł się o ścianę maszynowni i otarł uwaloną w smarze ręką, perlący się mu na łysinie pot. Zmył jego nadmiar, a i przy okazji uwalił se łeb. Nie przejmował się tym jednak zbytnio - główne zasilanie zostało przywrócone i to była najważniejsza informacja. Pit droidy popiskiwały w swoim binarnym języku, raportując mechanikowi o niedziałających sekcjach, ale to były drobnostki. Czołg był gotów aby ruszyć z miejsca i to się liczyło.
- No, Rouge, widać światełko w tunelu - rzekł i zaczął powoli zbierać swoje narzędzia. Reaktor pracował głośno ale stabilnie, więc można było się powoli zbierać do sterowni. Niepokoił go co prawda brak informacji od Kamarii, ale nie należało wyciągać pochopnych wniosków.
- Spróbuj nawiązać łączność z Connorem lub Miyą... - rzekł nadal pakując swoje gadżety, gdy nagle ich dostrzegł. Niewielka grupa, zdaje się ocalałych Jawów zmierzała w kierunku maszynowni. Czyżby znów czekała ich walka? Wyszarpał z kabury blaster i uniósł go, celując w grupę złomiarzy.
-Uważaj Rouge! - rzucił ostrzegawczo, jednakże walka chyba im nie groziła. Przewodzący grupie knypek, zatrzymał się w bezpiecznej odległości i w iście ludzkim geście trzymał ręce w górze.
- Ny shootogawa! Ny shootogawa! - krzyczał i wymachiwał gorączkowo rękami. Flip zagdakał w binarnym, tłumacząc co takiego mówił mały Jawa.
- Mówi żeby nie strzelać - mruknął mechanik, rad, że pit droid w swoim oprogramowaniu miał zakodowany podstawowy Jawaese - Zdaje się, że się poddają...
Awatar użytkownika
Rogue Rushi
Gracz
Posty: 42
Rejestracja: 29 wrz 2021, 01:25

Rogue asystowała Lee na ile potrafiła przy jego naprawach, ale faktem było to, że na tym etapie zlecenia była raczej zbędna. Jej zdolności wrócą do użytku jak trzeba będzie tym pojazdem wrócić do Mos Eisley. Czego by nie powiedzieć, każdy utrzymywał swoją wartość póki co.
Gdy usłyszała ostrzeżenie Lee, Rogue błyskawicznie uniosła blaster i wycelowała w Jawy. Po przetłumaczeniu ich słów przez mechanika, Łotrzyca nie opuściła broni.
- Równie dobrze to może być podstęp. Chcecie żyć? To won z piaskoczołgu. Wracajcie skąd przyleźliście. - Warknęła, licząc na to, że Jawy albo ją zrozumieją, albo ktoś przetłumaczy. W międzyczasie, uruchomiła kanał komunikacyjny z resztą drużyny.
- Tu Rogue. Mamy zasilanie, Lee uruchomił to bydlę. Przywlekło się do nas kilku Jawów, ale chyba stracili wolę walki. Zamierzam wykopać ich z piaskoczołgu, jak nikt nie ma lepszej propozycji. Jaka jest wasza sytuacja?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 167
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Connor wpatrywał się w pannę Kamari szeroko otwartymi oczami, które podkreślały, niechcący zejść z jego twarzy, wyraz pełnego zaskoczenia. Miya nie mogła zajrzeć w jego myśli, nie była w stanie ich odczytać, jednak nie potrzebowała ani zdolności telepatycznych, ani nawet Mocy, by - z przeczuciem graniczącym z pewnością - wyobrazić sobie, że mężczyzna, po pierwsze: zastanawia się czy to wszystko nie jest jakimś chorym koszmarem, a po drugie: jeśli nim nie było, jak mikroskopijne były szanse na to, by na zapyziałej, rządzonej przez huttów dziurze, w czasie zbiegło się tyle niezwykłych wydarzeń.
-Kurwa - powtórzenie, wypowiedzianego już wcześniej, przekleństwa nie było ani kulturalne, ani elokwentne, ale doskonale obrazowało, nie tylko mętlik w głowie najemnika, ale również poziom zagmatwania, jaki osiągnęła, z założenia prosta, misja zdobycia piaskoczołgu dla hutta Jabby. - Ja pierdolę - dodał, jakby miało to sprawić, że przestanie sprawiać wrażenie człowieka z zamrożonym mózgiem.
Nie dodawał już nic więcej, bowiem zdawał sobie sprawę z tego, że z jego ust, w najlepszym wypadku, wydobędzie się jedynie kolejne, niewnoszące nic do rozmowy, przekleństwo. Zamiast tego, przełknął ślinę próbując zwilżyć, suche niczym otaczające ich piaski Tatooine, gardło i skinął głową na znak uszanowania prośby niebieskoskórej kobiety, po czym po prostu wycofał się kilka metrów, poza zasięg głosu. Nawet nie zauważył, że towarzyszył mu Vaccander, dziwna gazowa istota, która - na ten moment, przynajmniej - zdawała się niespecjalnie przejmować tym, czego była świadkiem.
-Jakiej placówki? Gdzie? Skąd wiesz, że jestem padawanką? - gdy Connor i Vaccander znaleźli się w odległości gwarantującej odrobinę prywatności, pytania wystrzeliły z ust Miyi niczym z bolty blasterowe z karabinu automatycznego. - Kto autoryzował twoje instrukcje? Kiedy?
-Placówki TH3-3Y3, oczywiście. Niestety, nie posiadam informacji o koordynatach tego miejsca, a przynajmniej - droid przerwał na ułamek sekundy jakby się zawahał - nie wiem czy je posiadam. Dotychczas nie wiedziałem, że w moich bankach pamięci znajdują się jakiekolwiek informacje o tobie, padawanko Kamari, bo dostęp do nich został mi udzielony, gdy moje skanery odczytały twoje indywidualne pole elektromagnetyczne i porównały je z, przechowywanym w pamięci, wizerunkiem dziecka oraz możliwymi rysami twarzy po latach. O tym, że jesteś padawanką wiem z mojego banku pamięci, jednak nie mam pojęcia kto informację tę wgrał oraz autoryzował instrukcje. Nie jestem zatem w stanie odpowiedzieć na pozostałe pytania - skłonił się w geście przeprosin, po czym skierował swoje fotoreceptory na twarz kobiety. - Czy ruszamy do placówki TH3-3Y3?

*******

Jawowie, nie tylko zdawali sobie sprawę z tego, że są pokonani, ale też na takich wyglądali - i to zarówno na zwyciężonych, jak i świadomych swojej porażki. Wykończeni fizycznie, ledwo utrzymujący się na nogach, wzajemnie się podtrzymujący, by nie upaść na ziemię na skutek wyczerpania licznymi walkami i, niemal dosłownie, wyssanymi z życiowej energii wskutek odniesionych ran. Nawet ich, na ogół świecące, oczy były teraz dziwnie przygaszone - niewysoki, ale dumny lud wiedział, że musi opuścić swój dom. Klan przestał istnieć, nie zostało ich wystarczająco wielu, by go odbudować, więc musieli dołączyć do innego - o ile ten ich przyjmie.
-Jesteśmy gotowi oddać piaskoczołg - droid tłumaczył słowa jednego z nich, tego, który przyjął niewdzięczną rolę przywódcy. - Pod warunkiem, że będziemy mogli nim pojechać z wami w miejsce, które wskażemy. Takie, skąd będziemy mogli dojść do innego klanu Jawów.
Jakkolwiek stawianie żądań w sytuacji, w jakiej się znaleźli mali mieszkańcy pustyni, wydawało się być absurdalne, coś w postawie tego pokonanego jawy, istoty doskonale zdającej sobie sprawę z tego, że jest na łasce napastników, nakazywało przynajmniej dwa razy się zastanowić zanim wybuchnęło się śmiechem.
Obrazek
Awatar użytkownika
Vacandder
Gracz
Posty: 15
Rejestracja: 29 sty 2022, 12:10

Gaz słyszał o Jedi, ich sytuacji, wielkiej czystce, wiecznym ukrywaniu się przed Imperium, Inkwizytorami, czy tam kto na nich polował.
Wiedział co teraz czoła Miya, jaką była zagubiona, skołowana, że tyle wysiłku i zachodu w ukrywaniu tożsamości w tej jednej chwili może pójść na marne. Rasa gazowego Demona też była nieliczna i silnie prześladowana,albo łapana, na różne niemożliwe sposoby badana, czyli torturowana tak to odbierali jego pobratymcy. Naukowcy mówili w wywiadach, w holowiadomosciach naukowych, że to dla dobra nauki, poznania rasy. Gardził naukowcami i to bardzo. W Galaktyce na pewno jest więcej egzotycznych ras niż jego własna.

Obserwował uważnie w oddaleniu rozmowę Apfear z była padawanką, uczennica Jedi. Stal koło Conora, mając schowane oczy. Gdyby ktoś widział te scenę zboku, wypadałoby to jak jakiś złowrogi cień wisi nad mężczyzna.
Vacandder obserwował rozmowę, mając nadzieję, że dziewczyna nie zniszczy mu droida, jego co dopiero budowanej rodziny. Apfear posiadał informacje o których zapewne sam nie wiedział wnosząc po jego wcześniejszej reakcji, więc zdawał się być cenny dla niebiesko skórej czerwonookiej.
Wyczuł lekki ruch pojazdu, znaczyło to, iż kolos ruszył w swoją zapewne ostatnia podróż.
Awatar użytkownika
Miya Kamari
Gracz
Posty: 47
Rejestracja: 14 wrz 2021, 00:52
Lokalizacja: pod Kołobrzegiem
Kontakt:

Kamari uważnie wsłuchała się w słowa droida. Zabawne, zwykle miała w głębokim poważaniu droidy, nie traktując ich jakoś specjalnie pozytywnie. Dla wielu droid był towarzyszem, niemal osobą której mogli powierzyć życie, jednak dla najemniczki były to najzwyklejsze maszyny, które tylko miały wykonać swoją pracę. Teraz jednak jakby na chwilę zmieniła swoje podejście, jakby ten droid stał się jej bliższy niż ktokolwiek inny w galaktyce. Znał ją, przynajmniej cyfrowo, ale znał, posiadał informacje na jej temat, a także jej przeszłości i kto wie, może nawet przyszłości? Zwykle nie myślała zbyt wiele o Zakonie i swojej przyszłości jako Jedi, no bo po co? Wszystko było stracone, a bycie mocowładnym równało się z wyrokiem śmierci. Teraz jednak otrzymała informacje, których nie mogła od tak zignorować, bo kto wie, może coś to zmieni w jej życiu? Gdzieś w głębi serca pragnęła być lepszą wersją siebie, osobą z której dumni by byli jej rodzice. A kto wie, może spotka więcej osób takich jak ona, świadomych swoich możliwości. Może to do niej będzie należeć odbudowa tego co utracone? Z jednej strony było to coś, czego nigdy sobie nie życzyła i co najchętniej oddałaby komuś innego, ale z drugiej strony...było w niej coś, co przeczyło jej świadomym decyzjom.

- Tak...chyba tak, musimy tylko znaleźć transport, ale już wiem kto nam pomoże. - odpowiedziała na pytanie droida zamyślona, ale pewna swojej decyzji. Cokolwiek na nią czekało musiała to zrobić, dla siebie i rodziców, dla tych, którzy są prześladowani tak jak ona, a stworzenie bezpiecznej przystani byłoby czymś, czego sama sobie życzyła. Co na nią tam jednak czekało? Tego nie wiedziała. Odpowiedzi? Kolejne pytania? A może śmierć i zniszczenie, bo kto wie czy ta placówka nie została namierzona przez Inkwizycje i Imperium, a zostały z niej tylko zgliszcza.

- Od teraz trzymasz się mnie i ani słowa o Zakonie czy Jedi, kiedy w pobliżu są inne osoby. - powiedziała do droida, patrząc mu prosto w...kamery.

- Wracamy do was. - rzuciła do komunikatora na pytanie Rogue.

***

Miya, Connor, Vacandder i droid udali się wspólnie do pozostałych, aby na powrót połączyć swoje siły, a ona sama musiała zamienić z Rogue parę zdań. Na miejscu zastali jednak równie ciekawą sytuację. Nigdy nie żywiła złości do Jawów, bo zwykle i oni nie byli wrogo nastawieni. Mimo wszystko Miya położyła dłoń na blasterze, jednak nie wyciągnęła go z kabury. Słysząc żądania Jawy, Miya spojrzała wpierw po innych. Nie słysząc jednak konkretów, zabrała głos.

- Myślę, że możemy to dla was zrobić. Nie żywymi do was urazy, nie jesteśmy też żądni krwi, chcemy tylko zarobić na życie. Wskażcie miejsce, a was tam odstawimy. Dla dobra nas wszystkich, mam tylko nadzieję, że to nie podstęp. Czy wszystkim to pasuje? - rozejrzała się ponownie po pozostałych.

- Rogue, musimy zamienić dwa słowa, na osobności. - rzuciła chwilę później do przemytniczki.
ODPOWIEDZ