To Żyje w Nas - Sesja Specjalna

Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Administrator
Posty: 63
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:38

Obrazek

Mówią, że historia lubi się powtarzać. Gdy sześć lat temu starałem się na nowo rozruszać aktywności konkursowe na Mgławicy Mocy, rozpoczęliśmy skromnie od niewielkiego konkursu. Ci z Was, którzy byli już tu wtedy obecni, pamiętają pewnie doskonale jak daleko finalnie udało nam się zajść. Inni bez trudu znajdą w archiwach stosowne tematy. Mimo pewnych analogii, istnieje zasadnicza różnica między tamtym momentem, a obecną sytuacją – teraz wracamy w grupie i patrząc na naszą historię wspólnych działań i sposób w jaki podjęliśmy aktywność, w przyszłość patrzę z ogromnym optymizmem. Potrzebna będzie jednak Wasza pomoc.
Siódmy jubileusz wspominam również z innego powodu – zorganizowaliśmy wtedy konkurs na zajawkę przygody, którą można byłoby rozegrać na Mgławicy Mocy. Wygrała wtedy praca Lilith, lecz ze względu na wiadomą tematykę, trudno byłoby zainteresować nią postronnego użytkownika („Wciąż licząc na wsparcie ocalałych z floty Thraka Skiraty…”). Przyjrzałem się więc drugiej pracy, która przegrała o włos zbierając identyczną ilość punktów i przegrywając dopiero stosunkiem 3:4 w ilości pierwszych miejsc w indywidualnych głosowaniach. Jej autorką jest Saine:

Spokojne i nudne życie na odległej planecie znajdującej się na Zewnętrznych Rubieżach dobiega końca, gdy w tajemniczych okolicznościach zaczynają ginąć mieszkańcy niewielkiego miasta. Plotki gonią plotki, jedni mówią o zbiegłym więźniu, inni o tajemniczym przybyszu, jeszcze inni uważają, że jest to potwór zamieszkujący moczary. Władze Imperialne bagatelizują sprawę, uznając ją za wymysły lokalnej ludności, jednak liczba ofiar stale rośnie. Czy znajdzie się ktoś, będący w stanie powstrzymać czające się w ciemnościach zło? A może jest ono bliżej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać?

Z okazji trzynastych urodzin, tak podobnych do tych siódmych, postanowiliśmy rozegrać przytoczoną przygodę. Myślę, że będzie to sympatyczny pomost między dawniejszymi czasami, a nową odsłoną Mgławicy.


ZASADY:
  • Ze względu na charakterystykę wątku, nie ma ograniczeń, jeśli chodzi o liczbę graczy. Znaczy to mniej więcej tyle, że wziąć w zabawie może każdy, kto nadeśle zgłoszenie spełniające kryteria.
  • Akcja toczy się na kompletnym galaktycznym zadupiu i tworzymy postaci wpasowujące się w ten krajobraz. W tej przygodzie nawet zwykły sprzedawca będzie miał co robić, także nie twórzcie byłych komandosów, ukrywających się mistrzów jedi itd. Takich postaci akceptować nie będę. Jedynym wyjątkiem są szturmowcy stacjonujący na planecie. Jako że opisani zostali już w zajawce, w przygodzie również są obecni, choć ze względu na specyfikę miejsca do którego ich oddelegowano – z ograniczonymi możliwościami.
  • Nie trzeba rozpisywać historii postaci. Wystarczy IMIĘ i NAZWISKO, WIEK, PROFESJA, WYGLĄD i USPOSOBIENIE. Wszelkie dodatkowe uwagi dorzucajcie po prostu w formie dopiski.
  • Jako że będziecie wcielać się w mieszkańców zapadłej dziury gdzieś na bagnach, tylko i wyłącznie od Was zależy w jakiej formie weźmiecie udział w przygodzie. Nikt w końcu nie twierdzi, że wszyscy mieszkańcy muszą w każdej sytuacji chwytać za widły.
  • Jako MG będę mieszał formami narracyjnymi – pojawią się zarówno bardziej rozbudowane posty, jak choćby ten poniżej, jak i krótkie wytyczne pobieżnie opisujące sytuację.
  • Zgłoszenia nadsyłamy do końca września, a od października zaczynamy zabawę. Karty Postaci proszę przesyłać do mnie za pośrednictwem Prywatnych Wiadomości.
  • Jeśli ktoś będzie zamulał, będę przejmował kontrolę nad jego postacią (co prawdopodobnie zaowocuje zgonem :> )
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Administrator
Posty: 63
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:38

DRAMATIS PERSONAE

IMIĘ i NAZWISKO: Jim Dugbar
GATUNEK: Człowiek
WIEK: 42 lata
PROFESJA: Lokalny szeryf
WYGLĄD: Zwykle nieogolony, ze zmęczonym i zniechęconym spojrzeniem i rozczochranymi włosami. Mundur, choć czysty, to zwykle pognieciony po spaniu w nim na domowej kanapie. Często widać go z papierosem lub kubkiem kawy w dłoni. Albo z obydwoma naraz. Kiedyś był wysportowany, ale lata gnuśności przyprawiły mu piwny brzuszek.
-----------------------------
IMIĘ I NAZWISKO: Jane Rider
GATUNEK: Człowiek
WIEK: 40 lat
PROFESJA: Sprzedawca w lokalnym "sklepie wielobranżowym"
WYGLĄD: Drobna i chuda kobieta, ze średniej długości brązowymi włosami i takimiż oczami. Trochę się garbi, nigdy nie nakłada makijażu. Najczęściej ubiera się w długie zamszowe spódnice, trekkingowe buty i koszule w kratę.
DODATKOWE: Ma dwóch synów. Starszy ma 17 lat, młodszy jest jednym z zaginionych dzieci.
-----------------------------
IMIĘ i NAZWISKO: Rravan Nalek
GATUNEK: Człowiek
WIEK: 26
PROFESJA: Społeczny pasożyt, którego jakimś cudem kobiety uwielbiają.
WYGLĄD: Wysoki i szczupły mężczyzna o przeciętnej budowie ciała. Twarz pokrywają mu implanty, których głównym zadaniem jest "dodawanie mu wyglądu zawadiaki i weterana". Swoje jasne włosy Rravan nieustannie zaczesuje do tyłu wyćwiczonym - i w jego opinii bardzo uwodzicielskim - ruchem lewej dłoni. Podobnie jak dba o to, by fryzura cały czas pozostawała w "eleganckim nieładzie", tak samo dba o swój wizerunek "światowca" nosząc "najnowsze krzyki mody w tym sektorze", a w rzeczywistości kreacje na światach Jądra zapomniane od co najmniej pięćdziesięciu lat lub wzorowane na starych holowidach. Nie rozstaje się ze swoim pistoletem blasterowym, którym zabił kilkudziesięciu członków Czarnego Słońca, gdy przebywał na Nar Shaddaa.
-----------------------------
NAZWA POSTACI: TK-6969 - Snaps
GATUNEK: Człowiek
WIEK: 27 lat
PROFESJA: Szturmowiec zwiadowca
WYGLĄD: Pod hełmem twarz o pociągłych rysach, krótkie ciemne włosy - regulaminowa długość - brak zarostu, a raczej regularnie golony, oczy zielone, nos prosty, lekko haczykowaty. Mierzy jakieś 180 cm, jakies 80 kg wagi - czyli raczej szczupły, mięśnie wyrzeźbione, ale nie do przesady.
-----------------------------
IMIĘ i NAZWISKO: Sykstus Cawl
WIEK: po 40
PROFESJA: Kaznodzieja małego kultu
WYGLĄD: Człowiek, koło 1,8m, postawny, łysy, liczne religijne tatuaże. Ubrany w skromne szaty.
-----------------------------
IMIĘ i NAZWISKO: Isa
GATUNEK: Kaminoanin
WIEK: 40 lat
PROFESJA: lokalny medyk, wioskowa wiedźma.
WYGLĄD: wygląda jak Kaminoanin. Oni wszyscy wyglądają tak samo, przynajmniej dla innych gatunków. Z cech charakterystycznych: ma ciemne oczy, pogardliwy uśmieszek. Jego odzienie - zbiór starych, brudnych szmat, które kiedyś można było nazywać droga szatą - zupełnie do niego nie pasuje i ewidentnie sam się nim brzydzi.
DODATKOWE: Na co dzień żyje na bagnach nieco dalej od reszty społeczności, trochę jak wioskowa wiedźma.
-----------------------------
NAZWA: "Ottie"
MODEL: Droid techniczny model Otoga - 222,
WIEK - 15 lat
PROFESJA - pomaga w naprawie i obsłudze wszelkich sprzętów w tej dziurze.
WYGLĄD: Nieco podrdzewiały, ale poza tym typowy droid Otoga.
-----------------------------
IMIĘ i NAZWISKO: Wunta-Shinz Cirisek
GATUNEK: Cerean
WIEK: 62 lata
PROFESJA: Nauczycielka w lokalnej szkole
WYGLĄD: Wysoka, jak przystało na przedstawicieli swojego gatunku. Ze względu na swoje zamiłowanie do wysokoprocentowych trunków, wygląda starzej niż przedstawicielki jej gatunku w tym wieku.
DODATKOWE: Wiadomo, że uczyła kiedyś na Alderaanie, lecz nieznane pozostają jej powodu dla tak drastycznej zmiany miejsca zamieszkania. W wiosce obecna od ponad 10 lat.
-----------------------------
IMIĘ i NAZWISKO: Kirys Malto
GATUNEK: Człowiek
WIEK: 58 lat
PROFESJA: Barman w jedynym barze w promieniu kilku tysięcy km.
WYGLĄD: Postawny, z mocno zarysowanym brzuchem. Jego twarz okala bujny, niezadbany zarost. Jego lewa ręka jest mechaniczna od łokcia w dół.
-----------------------------
IMIĘ i NAZWISKO: Zannac Uldin
GATUNEK: Człowiek
WIEK: 42 lata
PROFESJA: Mechanik
WYGLĄD: Szczupły, przeciętnie przystojny, niewyróżniający się z tłumu.
-----------------------------
IMIĘ i NAZWISKO: Arima Uldin
GATUNEK: Człowiek
WIEK: 36 lat
PROFESJA: Bezrobotna, zajmuje się domem
WYGLĄD: Wyjątkowo atrakcyjna, w innym miejscu mogłaby być modelką. Córka urodę zdecydowanie odziedziczyła po niej.
-----------------------------
IMIĘ i NAZWISKO: „Szalony Eru”
GATUNEK: Człowiek
WIEK: nieznany, wygląda na co najmniej 70
PROFESJA: Typowy wioskowy pijak, głosiciel teorii spiskowych i fatalistycznych wizji.
WYGLĄD: Typowy żul w znoszonych, brudnych ubraniach, często pokrytych zwróconą zawartością żołądka.
-----------------------------
IMIĘ i NAZWISKO: Jiji Vas
GATUNEK: Jawa
WIEK: 30 lat
PROFESJA: Elektromechanik, złomiarz, złodziejaszek
WYGLĄD: Zakapturzona istota z typowymi świetlistymi oczami. Pod spodem jest w istocie szczurpodobnym stworkiem z dość rzadkim futrem i krótkimi pyszczakami. Do pleców ma doczepioną głowę druida protokolarnego ( stworzonego z lokalnego złomu), który służy za tłumacza. Przy pasie ma przywieszony blaster ogłuszający a przez ramię torbę z potrzebnymi narzędziami potrzebnymi do wykonywania jego profesji.
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Administrator
Posty: 63
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:38

Obrazek



PROLOG


Niewielka grupa dzieci pewnie podążała ledwo widoczną wśród gęstej roślinności ścieżką. Doskonale znały drogę, choć zapuszczanie się w ten rejon bagien od zawsze spotykało się z kategorycznym sprzeciwem dorosłych. To jednak tylko dodawało eskapadom atrakcyjności i ruiny od zawsze cieszyły się wśród lokalnych dzieciaków ogromną popularnością. Pierwsza podróż do nich stanowiła niepisaną, magiczną granicę między byciem kompletnym smarkiem, a prawie dorosłym jedenastolatkiem. Nikt nie wiedział co dawniej znajdowało się w tym miejscu, kiedy powstało, ani czemu zostało opuszczone. Z oryginalnej konstrukcji nie zachowało się wiele – setki, lub tysiące lat walki tworu rozumnych istot z siłami natury, zakończyły się druzgoczącą klęską tego pierwszego. Jedynym świadectwem jego obecności był fragment jednej ze ścian, oplatany teraz czule przez masywne korzenie drzewa pnącego się w górę na ponad sto metrów i resztki posągu zakapturzonej postaci, której twarz zatarły minione milenia. W wiosce mówiono, że to przeklęte miejsce, lecz dla lokalnych dzieciaków było po prostu spokojną przystanią, do której można było uciec przed rutyną codzienności i marudzeniem dorosłych.
- Kto szuka? – spytała rudowłosa dziewczynka, gdy stanęli na wydeptanej polance.
- Losujemy – odpowiedział najwyższy chłopiec w grupie.
Sięgnął do kieszeni i wyciągnął niewielki woreczek. Każde z dzieci kolejno sięgało do jego wnętrza, wyciągając biały kamyk. W końcu przyszła kolej na ciemnowłosą dziewczynkę, wyróżniającą się wśród rówieśników urodą. Choć miała dopiero dwanaście lat, rysy jej twarzy jasko wskazywały, że za kilka lat stanie się prawdziwą pięknością, kompletnie niepasującą do tej planety. Gdy ujrzała na swej dłoni czarny kamień, gniew ściągnął jej brwi.
- Serio?! Znowu?! – krzyknęła, ze złością ciskając winowajcę tego wybuchu na ziemię.- Zawsze wypada na mnie!
- Sama losowałaś…
- Zamknij się Illim!
- Ja mogę szukać – z krzaków odezwał się niespodziewanie obcy głos.
Zebrani aż podskoczyli ze strachu, zaskoczeni obecnością tajemniczego gościa. Na polanę niepewnie wkroczyła dziewczynka w ich wieku.
- Keepuna – rzucił jeden z chłopców. Przekleństwo to podsłuchał pod lokalną kantyną i od tego czasu z dumą używał go przy każdej okazji. – Chcesz nas wystraszyć na śmierć?
- Chyba swoją twarzą – zarechotała ciemnowłosa, która szybko odzyskała panowanie nad sobą. – Czego tu chcesz?
Nowoprzybyła spuściła wzrok.
- Mogę się z wami pobawić?
Grupka w odpowiedzi wybuchła śmiechem, jakby usłyszała coś wyjątkowo zabawnego. W końcu ciemnoskóry chłopiec zdołał opanować wesołość i rzucił jakby od niechcenia:
- Dobra…
- Co? Na mózg ci się rzuciło Roy?
Chłopak zignorował uwagę i podjął ze złośliwym uśmiechem.
- … ale musisz wejść od jamy i przynieść z jej krańca jajo Sestifa. Każde z nas to zrobiło, żeby dołączyć do grupy.
Na wspomnienie o jamie, na twarzach pozostałych odmalowała się niepewność. Nikt nie odważył się zapuszczać nawet w jej sąsiedztwo, a co dopiero wchodzić do środka. Nie mieli pojęcia, czy Sestify faktycznie akurat to miejsce wybrały sobie na gniazdo, lecz zważywszy na upodobanie tych pajęczaków do ciemnych i wilgotnych miejsc, istniało całkiem spore prawdopodobieństwo.
- I wtedy będziemy przyjaciółmi? – upewniła się dziewczynka.
- Oczywiście.
Sestify mimo osiągania ponad metra długości, nie były w gruncie rzeczy śmiertelnie niebezpieczne. Ich ugryzienie zostawiało jednak bolesną i długo gojącą się ranę, roztaczającą zapach zgnilizny. Nowa skinęła głową po chwili namysłu.
- Dobrze, zrobię to.
Uśmiech na twarzy chłopca rozkwitł jeszcze bardziej.
- Doskonale. Ruszajmy więc, szkoda tracić czasu.

Po kilku minutach marszu dotarli do sporych rozmiarów dziury w ziemi. Obrośnięta korzeniami ziała nieprzeniknioną ciemnością i stęchłym powietrzem przesiąkniętym zapachem rozkładu.
Dziewczynka stanęła niepewnie na krawędzi. Przez plątaninę liści nad ich głowami praktycznie nie docierało tu światło, a i okoliczna flora wydawała się inna, jakby wyprana z kolorów. Zawahała się.
- Jeśli cykorzysz, możesz natychmiast spieprzać do domu – rzuciła rudowłosa.
Nowa pokręciła głową i ostrożnie zaczęła opuszczać się w głąb jamy.

Tego dnia widzieli ją po raz ostatni.

***

Mężczyzna w średnim wieku oderwał się od pracy i wytarł brudne od smaru dłonie w znoszone spodnie. Pochłonięty pracą nie zauważył nawet, kiedy zapadł zmrok. Przed warsztatem przemaszerowała grupa szturmowców w białych pancerzach. Do tej pory nikt nie rozumiał po co Imperium Galaktyczne w ogóle zaprzątało sobie głowę wysyłaniem tu jakiejkolwiek militarnej reprezentacji. Ta w formie sześcioosobowego oddziału zajęła jeden z domów w osadzie i od tego czasu ograniczała swe działania do uszczuplania procentowych zasobów okolicznego baru – jedynego w promieniu tysięcy kilometrów. Mężczyzna posłał nienawistne spojrzenie naprawianemu pojazdowi i ruszył do domu.
Przywitały go jedynie odgłosy krzątaniny w kuchni. Wszedł do pomieszczenia, a ciemnowłosa kobieta uniosła głowę znad parujących garnków.
- Cześć skarbie! Jak tam praca? – uśmiechnęła się ciepło.
Mężczyzna machnął ręką.
- Ten grat od lat powinien rdzewieć w jakimś miejscu zapomnienia. Stary Mo powinien kupić coś nowszego, taniej by go wyszło.
- Starzy ludzie i ich przyzwyczajenia – skomentowała kobieta wzruszając ramionami.
- Gdzie jest Milly?
- Mówiła, że idzie do Diny. Powinna już była wrócić jakiś czas temu. Połączysz się z jej rodzicami?
Nim mężczyzna zbliżył się do leciwego holoprojektora, urządzenie rozbłysło, informując o nadchodzącym połączeniu. Nad stołem zmaterializowało się migoczące, niebieskie popiersie łysego mężczyzny.
- Cześć Zan! – przywitał serdecznie gospodarza. – Czy jest u was Dina? Mówiła, że idzie do Milly.
Zannac Uldin poczuł ogarniające go uczucie niepokoju.

***

Rankiem rozpoczęto poszukiwania piątki zaginionych dzieci.
Awatar użytkownika
Oto'reekh
Administrator
Posty: 53
Rejestracja: 26 sie 2021, 17:40

Sykstus dowiedział się o zniknięciu dzieci podczas mszy, jak dumnie nazywał spotkania wśród swojej małej trzódki, jeden z „wierzących” zapytany o przyczynę zakłócania spokoju wyjaśnił co się dzieje.
Sykstus był dość sporo gabarytowym człowiekiem, a jego skromne szaty i liczne tatuaże miały dodawać mu aury tajemniczości podszytej dyscypliną i potencjalnym zagrożeniem. Jego historia w tym miejscu liczyła już sporo długich lat, nikt nie traktował go już jako kosmicznego przybłędę o nie znanej historii, obracał się raczej w centrum społeczności, choć ze względu na religijność były to jej peryferia. Tatuaże na jego czaszce były dokładne, pełne detali choć nie wiadomo było czym właściwe są, wydając się raczej jakimiś ornamentami, starożytnymi znakami, a jak dobrze zmrużyło się oczy, można było na siłę zauważyć, że całość tworzyła wizerunek starszej kobiety z kapturem na głowie.

- Musimy natychmiast asystować przy poszukiwaniach – odezwał się tubalnym, niskim głosem do zgromadzonych, którzy wyprostowali się na dźwięk jego słów. - Ktoś lub coś stara się nas złamać, te zniknięcia to nie przypadek! Od dłuższego czasu obserwuję zepsucie i brak wiary, który prowadzi właśnie do takich incydentów jak ten. Powiadam wam przed nami mroczny czas, który przetrwają tylko wierzący i najsilniejsi! - podniósł głos, gdy wymyślał brednie jakby cokolwiek w ostatnim czasie zauważył. Użył jednak tych słów bo poczuł, że to dobry moment, w którym mógłby poszerzyć grono swoich kultystów, co było priorytetem. Jednocześnie obawiał się też, że jego największy koszmar, prawdopodobnie przywiódł go tu nie bez powodu i odezwał się dopiero po latach.
- Czytając z Aforyzmów 82: „Gdy wróg szuka sposobu na złamanie waszego ducha, odpowiedzcie na jego bluźnierstwa płomieniem!”. Ruszajmy i dowiedzmy się co się wydarzyło i jak możemy pomóc! - zakrzyknął i bez oglądania się ruszył do drzwi swojej prowizorycznej świątyni, w poszukiwaniu grupy ratunkowej...
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 57
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

TK-6969 rzygał już tym światem i tą pierdoloną rutyną. NIC się tu nie działo. N - I - C! Każdy dzień zlewał się z kolejnym, tworząc nieprzerwany ciąg. Poranny patrol po obrzeżach miasteczka, południowy i wieczorny. Oblatywanie tych samych sektorów, raz za razem, wciąż i wciąż. Nic tylko te lasy. Wciąż te same twarze, wciąż ci sami ludzi, wciąż te same rozkazy i raporty.
I nagle, bez żadnej zapowiedzi coś się wreszcie wydarzyło! Cała lokalna społeczność została postawiona w stan gotowości z powodu zaginięcia kilku smarkaczy. No, no, no... czyżby wreszcie coś miało się zmienić? Na to wyglądało - dowódca tego mikro garnizonu składającego się z ledwo kilku szturmowców, w tym Snapsa, nawiązał z nim kontakt podczas porannego patrolu. Ściągnął go na powrót do ich zaimprowizowanej bazy i wydał rozkaz:
- Jako, że musimy dbać o wizerunek Imperium nawet na tych nic nieznaczących światach jak ten, zostajesz oddelegowany do pomocy w poszukiwaniach zaginionych dzieci. Oblatujesz całą okolicę trzy razy na dzień, więc pewnie znalezienie smarków pójdzie raz, dwa. Do końca poszukiwań jesteś zwolniony ze swoim dotychczasowych obowiązków.
Snaps zasalutował tylko w odpowiedzi i udał się do centrum miejscowości, gdzie organizowana miała być grupa poszukiwawcza. Zdecydowanie wyróżniał się z tłumu - grupa kmiotków i on, odziany w pełen pancerz zwiadowcy, z bronią i całym rynsztunkiem. Stał na uboczu, zastanawiając się czy ktoś zacznie ogarniać ten burdel.
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
Posty: 64
Rejestracja: 31 sie 2021, 22:22

Otworzył leniwie jedno oko. Słońce zdążyło już wpaść przez okno jego mieszkania w ten denerwujący, trafiający prosto w twarz sposób. Otworzenie drugiego oka na światło gwiazdy uświadomiło go od razu, jak boli go łeb. Znowu zasnął na kanapie przed włączonym projektorem. Ostatnie, co pamiętał, to jakiś gówniany holofilm o rodianinach ścigających się z przemytnikami banth. Kto wymyślał takie bzdury?
Zwlekł się z kanapy i od razu sięgnął po proszki na ból głowy. Zapił resztką piwa, gapiąc się bezmyślnie na wpół otwarte okno. Za nim słychać już było odgłosy wioski budzącej się do życia. Ktoś tam kogoś wołał, kto szedł pracować. I tak dalej. Normalne życie, którego Jim im zazdrościł. Ile by dał, żeby w tej zapadłej dziurze działo się coś ciekawszego niż kolejna sąsiadka z zagubionym zwierzakiem...
Ruszył do łazienki, by doprowadzić się do porządku. Golenie, mycie zębów, ochlapać się wodą. Poranna rutyna. Chwycił w drodze do wyjścia niedojedzone z kolacji kanapki i ruszył na swój posterunek. "Posterunek", bo nie przedstawiał sobą zbyt wiele. Do pomocy miał tam nieogarniętego syna Boba, który pomagał mu trzymać co bardziej natrętnych petentów, by on mógł w ciszy kontemplować w gabinecie. Była też Molly do ogarniania budżetu i robienia kawy. Stanął przed drzwiami budynku i ogarnęło go przeczucie, ze nie będzie to dobry dzień. Kolejny w sumie.
- Cześć Bob, cześć Molly - zaczął na wejściu i skierował swoje kroki od razu do gabinetu.
- Szefie, czekaj! - Molly już niosła kawę w jego stronę.
- Nie teraz Molly, jestem zajęty. Nie widać? - Jim już sięgnął po papierosa i odpalił wprawnym ruchem.
- Ale Jane Rider ma ważną sprawę przyszła. To ważne. Jej syn zag...
- Nie teraz Molly, jestem zajęty, mam sprawy... Niech przyjdzie po południu. Bob jej pomoże.
Odebrał kawę z papierosem w ustach i otworzył drzwi swojego gabinetu.
- Szeryfie, ale ona już tu jest - zdążyła powiedzieć Molly w chwili, gdy Jim zobaczył drobną i chudą kobietę siedzącą na krześle przed jego biurkiem.
Awatar użytkownika
Tau Isard
Gracz
Posty: 27
Rejestracja: 22 wrz 2021, 15:59

Isa miał zły dzień. Mówiąc "miał" stosujemy kompromis, ponieważ androginiczny Kaminoanin o niewiadomej anatomii pod spódnicą był częściej postrzegany jako mężczyzna, aniżeli kobieta i tylko dlatego skazany na rodzajniki narrator poszedł taką drogą. Zatem Isa miał zły dzień: najpierw odkrył, że coś w nocy zeżarło mu zapas z hodowli Boty. Później wyszło, że niezidentyfikowany grzyb wdarł się przez okno i zaledwie w ciągu jednej nocy dotarł aż do laboratorium, zainfekował najnowszy projekt, czyniąc zawartość alembika kompletnie bezużyteczną. Wreszcie posadzone Senoti, z którym rokował wielkie nadzieje, odrzuciło szczep i uschło.
Poranek porażek. No nic, i tak w końcu musiał wybrać się do miasteczka.
Po drodze cholerny imperialny zwiadowca niemal go potrącił śmigocyklem, gnając przez bagna jak jakiś wariat.
- A żebyś się rozbił, imperialistyczny psie - mruknął wiedźma, wyciągając dostojnie szyję.
Gdy nie bez trudu dotarł do miasteczka, okazało się, że wszyscy ganiają jak głodne Nexu, ponieważ kilkoro z lokalnych dzieci gdzieś wsiąkło.
Kogo obchodzą jakieś przeklęte dzieciaki? Nie trzeba być geniuszem, jak Isa, by wiedzieć, że na bagnach czasem się gubi. A jak coś się na nich zgubi, to zdechnie. Jeżeli te gnojki naprawdę były takie ważne, wystarczy je sklonować.
Chwila... kogo obchodzą? No właśnie najwyraźniej wszystkich. Warto zainteresować się tematem. Wiedźma udał się tam, gdzie zawsze, na każdym świecie w całej Galaktyce, można zasięgnąć najlepszych informacji. Do baru.
- Dzień dobry, szanowne dżentelistoty - przywitał się z małym tłumkiem przy budynku, stając dumnie wyprostowanym, by móc patrzeć na kmiotków z góry. - Niesiona z wiatrem, do mej chaty zawitała wieść o biednych latoroślach, które zaginęły. Szczęściem jestem, aby pomóc. Cena nie będzie wysoka, mowa w końcu o dzieciach, a te są naszą przyszłością. Zacznijcie zbiórkę.
Isa złączył palce i pozwolił ciemnocie zastanowić się nad jego słowami.
Awatar użytkownika
Peter Covell
Administrator
Posty: 130
Rejestracja: 26 sie 2021, 20:37
Lokalizacja: pod Poznaniem

Obudził go zapach świeżo zaparzonej kafeiny. Rravan leniwie przełożył się na drugi bok i szczegółowo zbadał temperaturę otoczenia używając do tego najlepiej przystosowanej aparatury, jaką znała cała galaktyka - wystawionej poza kołdrę stopy. Chwilę poruszał jej palcami pozwalając im przyzwyczaić się do powietrza w pokoju, po czym uznał, że właściwie może jeszcze na trochę zmrużyć oko i schował nogę z powrotem tam, gdzie jej miejsce. Zaczął odpływać w błogi sen, którego motywem przewodnim był słodki smak ust Lany.
-Słyszałeś, że jakieś dzieci zaginęły na bagnach?
No i poranną drzemkę szlag jasny trafił!
Lana usta miała słodkie, ale głos z nich się wydobywający był równie irytujący jak świder w kopalni. Gdyby miał ją określić jednym zdaniem powiedziałby, że "jest piękna, gdy się nie odzywa" - i to co najmniej z dwóch powodów. Pierwszy, jak wyżej, brzmienie jej głosu potrafiłoby z równowagi wytrącić Mistrza Jedi i zmusić go do przejścia na Ciemną Stronę, drugi zaś: na ogół, gdy się odzywała kwestią czasu było zanim wypowie jakiś kretynizm. Miała niezwykłą zdolność do wypowiadania słów, które najwyraźniej omijały mózg. O ile takowy posiadała.
-Nie, nie słyszałem. Spałem.
-Aha. No tak. No to jakieś dzieciaki zaginęły na bagnach. Zrobiłam ci kafeiny, żebyś mógł się napić zanim dołączysz do poszukiwań.
-Dzięku... że, kurwa, co!?
-No przecież ktoś taki jak ty na pewno się przyda! - wyszczebiotała z entuzjazmem - Wszyscy wiemy, że na Nal Shadta wytropiłeś dwóch zbiegłych handlarzy niewolników i samodzielnie wymierzyłeś im sprawiedliwość. Tropiłeś ich po śladach, nie?
Rravan w duchu przeklął siebie i tę durną dziewczynę, która nie potrafiła nawet prawidłowo wymówić nazwy Księżyca Przemytników. Pewnie, kiedyś wspominał coś o pościgu za handlarzami niewolników, mówił nawet o ich tropieniu w betonowej dżungli, ale Lana najwyraźniej nie miała pojęcia jak wyobrazić sobie miejsce, w którym działy się jego przygody.
-Uratujesz te dzieciaki, prawda?
Kurwa. Otworzył oczy wiedząc, że ten dzień będzie do dupy.
Jason Covell - Karta Postaci
Tala Araluu - Karta Postaci

"Gotyckie odrzwia chylą się i skrzypiąc suną w bok
I biała pani płynie z nich w brylantowej mgle"


Discord: Peter Covell#0792
GG: 8933348
Awatar użytkownika
Dexon Krir
Gracz
Posty: 19
Rejestracja: 06 wrz 2021, 10:57

Jeśli zastanawiałeś się, czy życie Jawy żyjących na obrzeżach galaktyki różni się od jego pobratymców z planety Tatooine to byłbyś w grubym błędzie. Grzebanie w złomie, szukanie wszystkiego co potrzebne do tworzenia coraz to innych, dziwnych wynalazków oraz próba zarobku jak największej kupy kredytów, przy jak najmniejszej stracie. Tak co jak co ale długo można było się zastanawiać co takiego Jiji robił właśnie w tej zapomnianej przez całą galaktykę dziurze.
Każdy kto zadawał mu pytanie, słyszał przeróżne opowieści. Nowy sposób na życie, nuda życia codziennego, wygnanie z rodzinnego klanu, chęć poznawania nowych osób. Można byłoby opowiadać i opowiadać, a i tak nikt nie chciał wierzyć w te przeróżne bzdety.
Jawa jak co dzień przesiadywał w swoim własnym „zakładzie”, które bardziej przypominało skup przeróżnego złomu z niewielkim stoiskiem pracowniczym. Co dla wielu było sprzętem do wyrzucenia, dla samego Jijiego było okazją na zdobycie nowych komponentów. Może to właśnie dlatego, często korzystano z jego usług by coś zostało naprawione czy też przywrócone do stanu używalności.
Niestety ale większość nie była w stanie zrozumieć jego ojczystego języka, dlatego też udało mu się przeprogramować głowę jednego ze zniszczonych droidów protokolarnych by służyły mu za tłumacza tego śmiesznie brzmiącego języka.
- Yukusu kenza keena – odezwał się zakapturzony Jiji, machając dłońmi na jednego z mieszkańców, który dopiero co przybył odbierać swój naprawiony sprzęt.
- Dobijamy targu tak jak było ustalone i będziemy kwita – wtórował droid, służący za tłumacza.
- Bierz kredyty Jiji i daj mi ten sprzęt. Bez niego nie ma szans by wyruszyć na poszukiwania całej tej zgrai dzieciaków.
Zaintrygowany Jawa, zasypał mieszkańca serią pytań, które po chwili były przetłumaczone przez głowę droida.
- Jakich dzieciaków? Coś się stało? Czy ktoś inny potrzebuje również specjalistycznego sprzętu do poszukiwań? Może dobrze płacą za pomoc w samych poszukiwaniach? - mężczyzna nic nie odpowiedział. Zdenerwowany pozostawił swoje kredyty po czym ruszył na zebranie wszystkich zainteresowanych poszukiwaniami.
Jiji drapiąc się po swej szczurowatej głowie, poprawił pasek z głową droida przyklejonym do jego pleców, zabrał torbę z własnym sprzętem i chwytając za ogłuszający blaster ruszył pewnymi mały kroczkami za ludzkim osobnikiem. Może uda się na tym coś wyrwać. Zarobić większą sumkę niż dotychczas. Cóż ciekawa natury tej małej Jawy jak zwykle wygrała…
Awatar użytkownika
Peter Covell
Administrator
Posty: 130
Rejestracja: 26 sie 2021, 20:37
Lokalizacja: pod Poznaniem

No dobra, może dzień miał być do dupy, ale poranek miał wynagrodzić mu nadchodzące trudy. Po kiepskim początku związanym z wczesną pobudką, Rravan z domu Lany wychodził całkiem zadowolony. Może bystra nie była, ale znała się na innych rzeczach - takich, o których dżentelmen głośno nie rozmawia.
Wystarczyłoby powiedzieć, że na jej słodkich ustach zostawił nieco słonego posmaku.
Idąc do baru wyćwiczonym ruchem nieco zmierzwił włosy tak, by wyglądały nieco niechlujnie, jakby nie przywiązywał uwagi do tego, że zwichrzył mu je wiatr przygody. Skręcił za róg kierując się do drzwi lokalnego przybytku, w którym miejscowi zasiadali przy stolikach już po śniadaniu i stanął jak wryty. Wiedźma z bagien, ta dziwna długoszyja istota właśnie zbierała... zbierał... cokolwiek to było, zebrało niemałą publiczność i próbowało zabrać mu miano bohatera oferując swoją pomoc za kredyty.
-Kamienianie - westchnął głośno i pokręcił głową mlaskając z niesmakiem przekręcając nazwę gatunku. Trudno powiedzieć czy specjalnie. - Na zewnątrz nie tak ohydni jak huttowie, ale wewnątrz równie oślizgli. Za wszystko chcielibyście pieniądze, prawda? Nie obłowiliście się wystarczająco na podgrzewaniu wojny, gdy produkowaliście mięso armatnie do walki z droidami? Spotkałem setki twych pobratymców i wszyscy jesteście tacy sami! Mówimy o dzieciach będących przyszłością naszej osady! Ja sam zrezygnowałem z galaktycznej sławy, by się tu osiedlić i... e... zadbać o przyszłość - z tego fragmentu nie był zadowolony. - Przy świadkach oznajmiał, że osobiście dołączę do poszukiwań, a moja pomoc będzie całkowicie chatyra... charyra... darmowa! Musimy ruszyć czym prędzej, bowiem wyczuwam, że zaangażowani w to są łowcy niewolników! Trzeba ich złapać zanim opuszczą planetę!
Jason Covell - Karta Postaci
Tala Araluu - Karta Postaci

"Gotyckie odrzwia chylą się i skrzypiąc suną w bok
I biała pani płynie z nich w brylantowej mgle"


Discord: Peter Covell#0792
GG: 8933348
Awatar użytkownika
Oto'reekh
Administrator
Posty: 53
Rejestracja: 26 sie 2021, 17:40

Sykstus nie był rasistą czy ksenofobem, jednak poszukiwania maluczkich, mieszkających w tej samej społeczności za pieniądze napełniała go goryczą i odrazą. Widok Kaminoanina i Jawy był w tej chwili czymś nie do zniesienia, ohydą, bluźnierstwem. Pycha i chciwość wylewała się z postaci, która pragnęła nazywana być wiedźmą, widoczny brak szacunku do mieszkańców i pewność o intelektualnej wyższości, Cawl nie mógł puścić tego płazem… W pamięci natychmiast odszukał odpowiednie wersy, Callidamatreans, 94.3
- „Uważaj na uczynki obcych, ponieważ ich obecność jest trucizną, a każde ich słowo podszyte fałszem”. – Wykrzyknął basowym głosem, gdy tylko znalazł się w okolicy baru, gdzie zbierał się mały tłum ludzi. Jego trzódka, która ruszyła za nim ze świątyni natychmiast podniosła głosy i okrzyki, które miały wspierać Sykstusa w głoszeniu jedynej prawdy. Opuścił kaptur, dając zgromadzonym możliwość przyjrzenia się jego tatuażom. Chciał też, żeby każda odrażająca istota szukająca zysku w tej sytuacji dokładnie widziała, że patrzy jej prosto w oczy bez krzty strachu czy zawahania.
- Nikt tutaj nie będzie pobierał opłat za poszukiwania! Weźmie w nich udział z własnej nieprzymuszonej woli albo odejdzie stąd w smutku i hańbie! – kontynuował podsycając wrogą atmosferę i przypomniał sobie kolejny wers z innej świętej księgi Malachorians 60.24 – „Istoty napędzane słusznością swojego celu mogą osiągnąć to, czego nie osiągną żadne armie”! – cytował z niepodrabialną wiarą w każde wypowiedziane słowo.
Awatar użytkownika
Tau Isard
Gracz
Posty: 27
Rejestracja: 22 wrz 2021, 15:59

Isa mrugnął dwukrotnie. Musiał to zrobić, aby nie uśmiechnąć się szeroko. Och, jakież to proste... Uniósł złączone palce z retorycznej pozycji słuchacza do postawy mówcy.
- Oczywiście, świątobliwy, że nikt nie będzie pobierał opłat za poszukiwania dzieci. Tym zajmą się wyłącznie silni mężowie, tacy, w których naturze leży działać szybko i bez zastanowienia, bez zbędnego myślenia, które tylko by przeszkadzało, bez perspektywy na nagrodę - Isa wykonał szeroki gest w stronę Rravana. Gest ten trwał całą wieczność, ponieważ dla pozostałych gatunków długie kończyny Kaminoan poruszają się w zwolnionym tempie.
- Nie wszyscy mają ku temu predyspozycje, by uczestniczyć w takich poszukiwaniach, a co dopiero walczyć z potwornymi łowcami niewolników - znów wolno, ślamazarnie wolno, Isa wskazał dłonią, tym razem na siebie. Teraz widok Kaminoanina przedzierającego się przez bagna z resztą grupy wszystkim musiał już wydać się głupim. Tylko opóźniałby marsz.
- Zapłata będzie potrzebna dopiero, gdy dzieci się znajdą. Bo w to, że się znajdą, nie wątpię. Przy tak słusznym celu, jak sam świątobliwy powiedział, musi się wam udać.
Isa powtórzył tik mrugnięcia.
- Gdy już się znajdą, wtedy to pospolitymi dobrami przebłagamy duchy bagien, by darowały dzieciom życie. Małym, zmęczonym, odwodnionym, może nawet rannym duszyczkom, z krwią strutą od jadu pijawek i płucami pełnymi diabelskich zarodników. Nie traćcie czasu, świątobliwy. Ja również bez dalszej zwłoki wrócę do mej pracowni, przygotować wywary. W końcu czas to... najcenniejszy dar.
Na sam koniec Isa dodał już szybko i rzeczowo, przez ramię, odwróciwszy się od tłumku,
- Zbiórkę na medykamenty dla dzieci uiścić należy na ołtarzyku przed mą chatą.
Ruszył do domu, powłócząc spódnicą.
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
Posty: 27
Rejestracja: 01 wrz 2021, 11:58

Jane wstała wcześnie, jak każdego dnia. Musiała przygotować śniadanie dla Illima i dla siebie, a do sklepu miała kawałek drogi, więc żeby wyrobić się ze wszystkim, budziła się o świcie.
Kiedy stała przy patelni, do kuchni wszedł Steve. Jej starszy z synów ziewnął i przeczesał dłonią zmierzwione włosy.
- Możesz zawołać Illima? - poprosiła go. - Możecie siadać do śniadania.
- Już idę.
Zdążyła nałożyć jajecznicę na talerze, zanim Steve wrócił zaniepokojony.
- Illim gdzieś rano wyszedł? - zapytał.
- On nigdy nie wstaje wcześniej, niż trzeba.
Zostawiła patelnię i przeszła się po domu. Zajrzała do wszystkich pokojów, wyszła nawet na ganek i stamtąd zawołała syna. Nie było go nigdzie; nikt nie odpowiedział.
- Wrócił wczoraj do domu? - rzuciła, wróciwszy do kuchni.
- Eee..., nie wiem... - Steve wykręcił nerwowo palce.
- Prosiłam, żebyś na niego czekał jak idzie do kolegów!
- Zasnąłem! Wróciłem późno z pracy i nie miałem sił.
Jane westchnęła ciężko i zaczęła zbierać się do wyjścia. Zabrała torebkę z najpotrzebniejszymi rzeczami i nałożyła płaszcz.
- Poczekaj proszę aż wrócę i zadzwoń do rodziców Roya. Może Illim u kogoś przenocował.
Steve kiwnął głową, a ona niemal wybiegła przez drzwi.

Kiedy dotarła do centrum miasteczka odezwał się komunikator.
- U Roya też go nie ma - powiedział Steve. - Zresztą Roya też szukają.
Jane odłożyła urządzenie drżącą ręką. Była święcie przekonana, że jej syn nie szlajałby się całą noc po okolicy, a jeśli już, to chociaż by się skontaktował, dał jakiś znak, gdzie jest. Nie, ona przeczuwała najgorsze. A ze swoimi obawami mogła skierować się tylko w jedno miejsce.

W biurze szeryfa siedziała jak na szpilkach. Nerwowo dopalała papierosa, którego wręczył jej Jim i patrzyła, jak mężczyzna wypisuje protokół.
- Długo jeszcze? - zapytała po raz dziesiąty. - Nie możesz po prostu wstać i pomóc mi go szukać?
- Jane, to tak nie działa. Zrozum, większość dzieci tak robi. Włóczą się po okolicy. Może poszedł na wagary...
- Nie, Illim nie jest jak większość. On nie wagaruje, boi się ciemności.
- Jane, może pogodzisz się z tym, że on dorósł? Że jedenastolatki mają swoje pomysły i nie wszystko już mówią rodzicom.
- Jim, proszę, miałeś mi pomóc, a nie wpędzać w poczucie winy i przyprawiać o zawał. Znajdź moje dziecko, rozumiesz? Masz znaleźć mojego syna.
Szeryf westchnął i wstał. Założył kapelusz i zaczął zapinać pas z kaburą, kiedy do biura weszła Molly.
- Szeryfie, niech pan rzuci okiem. Ludzie się gromadzą, chyba chcą robić poszukiwania.
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
Posty: 64
Rejestracja: 31 sie 2021, 22:22

Łeb nadal go bolał, jakby akurat dzisiaj proszki postanowiły, że w klimacie tej "wspaniałej" planety nie będą działać. Jeszcze nie zapalony papieros tkwił w ustach, gdy skierował się do wyjścia z posterunku. Spojrzał tylko tęsknie na gorącą, wciąż parującą kawę i przeklął pod nosem.
- Bob, bierz broń, latarkę, czipsy i idziemy - rzucił do podwładnego.
Wyszedł na zewnątrz. Molly miała rację. Na ulicy zebrał się już spory tłumek i, jak to zwykle bywało w takich sytuacjach, zamiast ruszyć do działania, przekrzykiwali się jeden przez drugiego. Był i klecha, i ten pajac, co się przechwalał historyjkami przy każdej okazji, i nawet ta wiedźma. A nie, ona jak widać nie zrobiła chyba interesu, bo już odchodziła. Szeryf poprawił pas z kaburą, odpalił papierosa i wyszedł przed środek tłumu.
- Ej cisza! - wrzasnął. - Zbierzcie się tu i słuchajcie!
Tłum niechętnie się uspokoił, przynajmniej na tą chwilę, by wysłuchać, co ich szeryf ma do powiedzenia. Teraz mógł dokładnie przyjrzeć się im twarzom. Poza ochotnikami były oczywiście wszystkie rodziny, których dzieciaki zaginęły. Jane zdążyła mu już opisać całą grupkę tych dzieciaków, które łaziły wszędzie razem i streścić ze 3 prawdopodobne historie ich zaginięcia...
- Dobra, słuchajcie, zaginęło w sumie pięcioro dzieci. Wszyscy się tu znamy, więc wiecie, o kogo chodzi i nie będę pieprzył historyjek. Organizujemy poszukiwania. Zaczniemy od miejsc, do których te dzieciaki lubiły razem chodzić. Tak, wszyscy wiemy, gdzie to. Na przeklętych bagnach, ale mamy ich tu pełno dookoła i żyjemy z nimi na co dzień. Zrobimy tak: podzielimy się na grupki dwuosobowe. Ja pójdę z Jane, Bob z Rodsam, Cawl i Nalek dobierzcie sobie kogoś i będziecie szli na brzegach...
I tak próbował ich zorganizować. Średnio widział to, że mu się uda. Sami byli jak banda dzieciaków. Wystarczy, że spuści ich na chwilę z oczu i coś odwalą. Na pewno. Skupił się jednak na tym, by największe gaduły były jak najdalej od siebie. I od niego samego, nie będzie musiał ich słuchać.
- A i ważna rzecz. Nie oddalajcie się. Chcę, żeby każda grupka była w zasięgu słuchu i wzorku następnej. Żeby mi się nikt tu nie zgubił. I żeby w razie kłopotów ktoś mógł pomóc. Tak wiem, że mamy komunikatory, ale sami wiecie, co ten klimat robi z naszym sprzętem.
Awatar użytkownika
Oto'reekh
Administrator
Posty: 53
Rejestracja: 26 sie 2021, 17:40

Sykstus nie komentował już słów wiedźmy, choć dobrze wiedział, że to nie koniec działalności tej bluźnierczej istoty, żywiącej się na niewiedzy i głupocie innych. Pasożyt, który sam nie wie, kiedy powinien skończyć i nie ma pojęcia, czy gospodarz usunie go sam, czy umrze wraz z nim. Cawl nie chciał też uchodzić za samozwańczy sąd albo irytować szeryfa, głupotą byłoby palenie mostów z oficjalna władzą.
Sykstus na powrót założył kaptur, zmówił kilka słów modlitwy w ciszy i wykonał przed sobą znak dłonią, elementy tak charakterystyczne każdemu kultowi.
- Wezmę swoich ludzi, Szeryfie, część z nich wyśle jako obserwatorów, żeby mieli baczenie na resztę grupy poszukiwawczej. – powiedział spokojnie i zwrócił się w stronę swoich parafian.
Przemawiał do nich spokojnie, wydawał polecenia i błogosławił ich w imieniu Metatheo. Prosił ich też o rozwagę i pilnowanie siebie nawzajem.
- „Nawet w najgłębszych ciemnościach oddawajcie cześć Metatheo, bo tam jest ona najbardziej potrzebna.” – cytował Callidamatreans, 71.30, po czym jego grupa ruszyła do miejsca wskazanego przez Szeryfa, albo czekała na poczynania innych, żeby pilnować ich bezpieczeństwa.
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Administrator
Posty: 63
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:38

Doskonale się organizujecie, także nie będę się póki co wtrącał. Ode mnie post pójdzie już na bagnach, także gdy tylko wyruszycie i będę wiedział jakie są składy osobowe grup poszukiwawczych, dorzucę swoje trzy grosze :>
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 57
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Snaps z politowaniem przyglądał się pierwszym próbom zorganizowania poszukiwań. Co rusz ktoś podnosił głos, ten czy tamten głosił coraz to nowe nonsensy, a to o religii, a to o dupie marynie i łowcach niewolników. Żołnierz Imperium każdego dnia, regularnie o trzech porach dnia sprawdzał cały perymetr - gdyby ktokolwiek pojawił się w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od osady - wiedziałby o tym na pewno. Na jego oko wyglądało to jak w przypadku każdego zaginięcia dzieciaków. Smarki bawiły się za długo w lesie, zrobiło się ciemno i zgubiły drogę - ot cała historia.
Z niemałą ulgą przyjął pojawienie się lokalnego stróża prawa i porządku - szeryfa. Według bazy danych nazywał się Jim Dugbar i sprawował pieczę nad posterunkiem od kilkunastu lat. Chociaż tyle dobrego, że kilkoma okrzykami zorganizował ten cały motłoch. Ludzie zaczęli łączyć się w małe zespoły - rad nie rad, Snaps podszedł no najbliższych sobie. Młody mężczyzna, na oko gdzieś w jego wieku z przypiętą kaburą. Wysłał krótki raport o rozpoczęciu poszukiwań do centrali i rzucił tylko, ni to na powitanie:
-Będę tuż za tobą, obywatelu - z głośnika wydobył się mechanicznie zmodyfikowany głos szturmowca. Jego "partner" nie wyglądał na zbyt uradowanego, że ten imperialny się do niego przyczepił.
Awatar użytkownika
Peter Covell
Administrator
Posty: 130
Rejestracja: 26 sie 2021, 20:37
Lokalizacja: pod Poznaniem

Rravan niespecjalnie miał ochotę iść na bagna. Miał nadzieję, że uda mu się przegadać Wiedźmę, z pomocą Sykstusa zorganizować poszukiwania i wygodnie siedzieć w osadzie sącząc drinka i koordynując poszukiwania, po czym wypiąć pierś po medal. Pojawienie się szeryfa nieco zmieniło jego plany: teraz musiał rzeczywiście zaangażować się w bieganie po lesie i wykrzykiwanie imion dzieci.
Kurwa, nawet nie wiedział jakie gówniarze mają imiona.
-Jak widać, Sykstus sam organizuje swoja drużynę poszukiwawczą - powiedział do szeryfa. - To zgrana grupa, która rozumie się bez słów, więc nie będę im wchodził w paradę. W dodatku, najlepiej pracuję sam, więc nie widzę powodu, dla którego ktoś niedoświadczony miałby mnie spowalniać - dodał snując nowy plan, który nie obejmował innych patrzących mu na ręce. - Sykstusie! Wierzę, że doskonale sobie poradzisz, ale gdybyś potrzebował porady w kwestii organizacji nie obawiaj się poprosić o po...
-Będę tuż za tobą, obywatelu.
Rravan odwrócił się i zobaczył szturmowca stojącego tuż za nim. No, szlag! Musiał się przypałętać...
-O! Szeryfie! Pójdę z... nim... pójdę z tym dzielnym żołnierzem! - krzyknął, po czym zwrócił się do mężczyzny zakutego w charakterystyczny biały pancerz - Cieszę się, że będzie mi towarzyszył ktoś z doświadczeniem i umiejętnościami. Cywile tylko by nas spowalniali. Proponuję, żebyśmy wyszli na szpicę zanim motłoch zadepcze ślady - dodał mrugając porozumiewawczo okiem.
Jason Covell - Karta Postaci
Tala Araluu - Karta Postaci

"Gotyckie odrzwia chylą się i skrzypiąc suną w bok
I biała pani płynie z nich w brylantowej mgle"


Discord: Peter Covell#0792
GG: 8933348
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
Posty: 64
Rejestracja: 31 sie 2021, 22:22

Kiedy wszyscy się już podzielili na grupy, poprowadził ich na skraj lasu, który kawałek dalej przechodził w bagna. Była to droga prowadząca do chaty tej kaminoańskiej wiedźmy albo też znachora, nigdy nie był pewny, jakiej to jest właściwie płci. Faktem jednak często znajdował im leki na różne przypadłości, mniej lub bardziej groźne. Ale zawsze za srogą ilość kredytów, wiec nikt nie lubił tam łazić. Gdy podchodzili pod ścieżkę, jeszcze było widać jego oddalające się plecy.
- Idziemy w linii. Rravan nawet mi się nie waż biegać gdzieś z przodu samopas. Jak wdepniesz w jakieś gówno, to inni znajdą cię już martwego, bo nikt cię nie usłyszy. Reszta niech pamięta: zaglądamy pod każdy krzak i do każdej dziury. Dzieciaki są małe, kto wie, gdzie się ukryły.
Sam ruszył z przestraszoną Jane. Cała trzęsła się w obawie o swojego syna, choć bardzo starała się zgrywać twardą. Niejedno już w życiu musiała przeżyć, choć uważał też, że za bardzo tych swoich synów pilnowała. Jak ich będzie tyle pod kloszem trzymać, to potem wyrosną na niedojdy jak Bob. Osobiście uważał, że dzieciaki jak zwykle gdzieś się bawiły i najzwyczajniej pogubiły w lesie. Pewnie gdzieś teraz siedzą na suchym kawałku gleby pod większym z drzew, nie wiedząc, co zrobić. A ich rodzice musieli ruszyć tyłek, by roztrzepane bachory sprowadzić do domu. Jeszcze raz spojrzał na Jane.
- A co Steven porabia - spróbował ją zagadać, gdy ruszyli już w las. - Zostaje w naszej wspaniałej mieścinie, czy wysyłasz go gdzieś w Galaktykę? Chyba nie chcesz go pilnować do końca życia, co?
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 01 wrz 2021, 16:52

Ottie jak co dzień robił rutynowy obchód sprawdzając sprzęty służące całej osadzie. Miejscowy mikroklimat zdecydowanie nie służył sprzętom mechanicznym i elektronicznym, wszchechobecna wilgoć powodowała szybsze zużycie materiałów, korozje i parcienie, co osłabiało konstrukcje i mogło wywoływać zwarcia. Sam Ottie oczywiście również był na to narażony, ale na szczęście Zannac Uldin codziennie wieczorem zapewniał mu szybki przegląd - w końcu to niemłody już Otoga 222 sprawiał, że mechanik nie musiał co chwilę naprawiać generatorów i osuszaczy.

Droid kończył właśnie wymieniać przewody w położonym nieco na uboczu wsi osuszaczu, gdy uwagę maszyny przyciągnęło zbiegowisko białkowców w centrum. Wrodzona (czy raczej nabyta? nie miał jej wszakże w fabrycznym oprogramowaniu) ciekawość nie pozwoliła baryłkowatemu droidowi zignorować tego zjawiska. Sprawnie założył obudowę, dokręcił śruby, po czym krok za krokiem skierował się w stronę zgromadzenia, które ruszyło powoli w kierunku wylotowym ze wsi. Gdy zbliżył się wystarczająco, jego receptory wychwyciły rozmowy, czy też właściwie wrzaski białkowców, co pozwoliło mu zorientować się w sytuacji.

Zaginęła piątka dzieci z osady.

Droid podszedł od razu bezpośrednio do szeryfa. Wiedział, że to on wydaje tu polecenia.
- Czy wsparcie techniczne podczas tej wyprawy będzie potrzebne, szeryfie? Moje skanery mogą być pożyteczne, jednak źle znoszę pobyt na głębokich bagnach. Czy przydam się na coś?
ODPOWIEDZ