[Nar Shaddaa] Asteroidy Vergesso

Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 57
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Kilka chwil później zaczęło się. Zagłuszone przez drzwi dźwięki blasterowych strzałów i krzyki istot, które miały dziś nieszczęście odwiedzić Asteroidy, dobiegły wciąż znajdujących się w loży gości Dokfina. Shin zauważył zmianę w postawie Dexa, który lewą ręką już gładził swojego WESTARa, jakby nie mógł doczekać się kiedy wreszcie go użyje. Cóż, ten tutaj jednak gotowy był do bitki w każdej chwili. Drugi z Mandalorian pewnie też był gotowy do akcji, choć nadal opierał się o ścianę, niby nieporuszony. Jedyna w loży kobieta natomiast - pobladła wyraźnie. Od kilku chwil nie odzywała się ani słowem, toteż I'Gami zaczął się odrobinę niepokoić. Jeśli zwykła burda w kantynie działa na nią tak stresogennie, to jak zachowa się w przestrzeni kosmicznej? Ciągnęła się za nią opinia najlepszej pilotki w tej części galaktyki - ale czy słuszna? Przewodnik zaczął w to mocno wątpić. Rzucił okiem na jej droida, który nadal stał nieruchomo. Uniósł do ust szklankę z grubo ciosanego szkła i wypił ostatni łyk Koreliańskiej. W tle odgłosy awantury nadal się nasilały. Huk wystrzałów na szczęście nie zwiastował użycia ciężkiej broni - tyle szczęścia w nieszczęściu.
- Noo, tam na dole nieźle się bawią - zagaił i sam wstał z miejsca. Podszedł do droida, który monitorował sytuację wpięty w terminal. Nie zgłaszał nowego zagrożenia, co było dobrą wiadomością. Przynajmniej na razie.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
Posty: 19
Rejestracja: 01 wrz 2021, 16:52

Jak można się było spodziewać (prawdopodobieństwo wynosiło 84%) niezwykle szybko doszło do eskalacji konfliktu w głównej sali. Walczący już nie używali pięści i pałek, w ruch poszły wibronoże, a i ręce wielu niebezpiecznie zaczęły się zbliżać do blasterów i slugthrowerów. I wreszcie nastąpiło załamanie.
Jeden Zabrak, nie mający żadnych oznaczeń, ot wolny strzelec, przyjął cios wibronoża na przedramię, wymierzony w niego przez rosłego czerwonego Nikto noszącego znaki Besadi. Nikto triumfalnie wzniósł nóż, jednak Zabrak wyszarpnął DL-44 z kabury i wypalił Nikto dziurę w brzuchu. Następnie okręcił się na pięcie, wypalił w Rodianina noszącego znaki drugiego klanu Huttów, po czym schował się za barem. Huttyjscy siepacze dwóch wrogich klanów zobaczyli to, co chcieli zobaczyć, mianowicie trupy z wypalonymi blasterem dziurami w ciałach, i karczemna bójka błyskawicznie zmieniła się w regularną strzelaninę. Niektórzy wciąż jednak polowali z bronią białą na strzelców, zaskakując ich za osłonami. Lesser widział zwłaszcza małego szarego Sulustianina, niezrzeszonego, który przemykał między poprzewracanymi stołkami i stolikami, by wielkim zakrzywionym wibronożem zarzynać szukających osłony siepaczy.

- Istnieje jedynie 12,6% prawdopodobieństwo, że walka przeniesie się tu wyżej, dopóki siły walczących są wyrównane. Tymczasowo jednak przewagę powoli zdobywają żołnierze Besadii

Lesser przekazał informację towarzyszom, wyświetlając również plan klubu wraz z "Sytuacją taktyczną". Na tym hologramie klan Besadii był oznaczony na ciemnoniebiesko, Anjiliac na czerwono, a niezrzeszonych na żółto. W tym jednak momencie na sali pojawiła się jeszcze jedna strona.

Przez kilka wejść, zarówno publicznych jak i służbowych, wbiegło siedemnaście istot. Mieli zielone stroje, a na lewym ramieniu symbol z grubsza wyglądający jak dwoje dużych oczu nad skrzyżowanymi szponami. W grupie byli głównie Zabrakowie, ale też czterech trandoshan, dwóch Besalisków, a nawet jeden Wookiee. Wszyscy mieli karabiny blasterowe BlasTech A280, z wyjątkiem Wookiego, który miał swoją typową kuszę oraz potężną pałę energetyczną, a dwaj besaliskowie mieli dodatkowo poseparatystyczne granatniki Bulldog RLR. Ktoś tu nie żałował na siłę ognia i łatwo było się domyślić, kto to był.

To była ochrona klubu.

Pojawili się dopiero, gdy jedna grupa siepaczy Besadii zaczęła wygrywać - a to oznaczało, że rozochoceni pijani żołnierze-bandyci mogli nieniepokojeni rozleźć się po klubie i zagrozić bardziej nadzianym klientom, którzy przebywali w lożach. Najwidoczniej w użycie głównej sali było wkalkulowane użycie jej w ramach wypalacza konfliktów.

Ochroniarze rozstawili się wokół, jak jeden mąż założyli na głowy zamknięte hełmy, i na znak od Wookiego dwaj besaliskowie odpalili granaty gazowe na salę. Duszący dym wypełnił salę, a ochroniarze bez ceregieli władowali w ten dym całe salwy ze swoich karabinów, choć przestawili je na tryb ogłuszania. W raptem 13 sekund potężne pole bitwy zmieniło się w ciche pobojowisko, po którym chodzili zabrakowie i trandoshanie, ogłuszali tych co pozostali, oraz szukali pracowników. Besaliskowie ładowali ciała ogłuszone i martwe na droida sprzątającego i wywalali ich bezceremonialnie poza klub. Wookiee, sprawiający wrażenie dowódcy, rozmawiał z barmanem. Droidy porządkowe wyruszyły ze swoich schowków, zabierając się za sprzątanie sali. Tego dnia klub nie miał już być otwarty.
- Awantura zakończona. Prawdopodobieństwo obrażeń 6% - Myślę, że możemy teraz bezpiecznie opuścić lożę i udać się na zewnątrz, realizować potrzebne podczas misji sprawunki.
Awatar użytkownika
Rhel Lok
Gracz
Posty: 13
Rejestracja: 31 sie 2021, 19:53

Rhel spokojnie obserwował resztę, cóż nie miał zamiaru strzelać komuś w statku, ale jeżeli sytuacja będzie tego wymagała, czyli dostanie odpowiedni sygnał to nie miał zamiaru się temu przeciwstawiać, po coś został wynajęty. Pracodawca go wynajął to będzie go słuchał, po to tutaj był.
Droid najwyraźniej dosyć szybko określił co się dzieje w klubie, najwyraźniej gangusy wypiły za dużo i miały ochotę na sprzeczkę, a jako że mieli koło siebie grupkę służącą innemu z Huttów to nie trudno było się domyślić kogo wybiorą za cel. Kolejne krzyki i wrzaski, a potem dźwięk blasterów bardzo szybko dał do zrozumienia, że mała bójka przerodziła się w strzelaninę. Jakimś problemem przebicia się przez stado pijanych idiotów dla Mandalorianina by tego nie określił, tylko bardziej było pytanie po co to robić. Takie lokale mają jedną cechę, musi być ochrona zwłaszcza na Nar Shaddaa, swoja prywatna ochrona, bo o jakichkolwiek służbach porządkowych nie było tutaj mowy.
Lok, gdy droid wyświetlił mapę dopiero teraz odbił się od ściany i przybliżył do holowyświetlacza, aby dokładnie obserwować sytuacje. Taktyki w tym nie wiedział, bo czego miał się spodziewać po pijanych żołnierzach Huttów, ot chowali się i strzelali na oślep, aż kogoś trafią. Zobaczył tylko w pewnym momencie zielone kropki, które nagle dołączyły do całej awantury, blaszak tylko szybko potwierdził to co Rhel podejrzewał. Wreszcie ochrona zareagowała. Kilkanaście sekund i była cisza, tylko głos droida, których opisywał co się tam dzieje. Zerknął tylko na resztę, najwyraźniej Dex bardzo liczył na jakąś walkę, aczkolwiek można było się domyślić takiego scenariusza. Shin po prostu siedział i pił, a najwyraźniej kobieta... No właśnie.
- Chyba naszemu pilotowi się przysnęło, albo nie lubi takich wrażeń - rzucił do reszty Rhel. - Poczekał bym parę chwil, aż ochroniarze się nieco uspokoją, żeby ktoś o słabych nerwach do nas nie strzelił - oznajmił Lok, trochę doświadczenia już miał i postanowił się nim podzielić.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 57
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Konflikt został zdławiony szybko i sprawnie - nim żołnierze Huttów zdołali dokonać większych szkód. I nim zginęło więcej istot niż to konieczne. Ochrona spacyfikowała w zasadzie wszystkich, którzy nie zdołali w porę salwować się ucieczką z głównej sali. Cóż, życie.
- No, to już po kłopocie - rzekł z wyraźnym zawodem, w głosie, który oczywiście był udawany - Nie ma się już czego obawiać - dodał w stronę Cartii, którą chyba rzeczywiście strach sparaliżował, bo na słowa Loka też nie odpowiedziała. Blada twarz kontrastowała mocno z rudymi włosami. Nadal była ładna, ale ta robota chyba ją przerastała. Po części tłumaczyło to dlaczego chadza z tym poimperialnym droidem jako osobistym ochroniarzem.
- Lok ma rację - dla bezpieczeństwa proponuję odczekać kilka chwil a i sam lokal opuścić osobno. Nie było by zbyt mądrze gdybyśmy przyciągali wzrok jako grupa - dodał jeszcze już na poważnie. Ostatnim uniesieniem ręki dopił swoją koreliańską i wstał od stolika.
- Startujemy za trzy dni. Pamiętajcie o przygotowaniach. Namiar na lądowisko wyślę wam w swoim czasie - chociaż nie trudno będzie znaleźć "Ronina", to chyba jedyny Baudo na tej półkuli księżyca - dodał z lekką dumą, bo statek był na prawdę niczego sobie. Po odczekaniu pełnych pięciu minut, wraz z Lesserem opuścił lożę, kierując się tam skąd przybyli - czyli na lądowisko.

Shin i Lesser wracają na pokład "Ronina"
Awatar użytkownika
Dexon Krir
Gracz
Posty: 20
Rejestracja: 06 wrz 2021, 10:57

Może już dawno nie miał okazji porządnie komuś wpieprzyć, ale z drugiej strony on sam nie pchał się do bezsensownej bitki. Dobrze wiedział, że próba zażegnania całego konfliktu bądź angażowania się w walkę była całkowicie bez sensu. Nie jego sprawa, nie jego interes, nie jego konflikt. Tak długo jak jego sprawa nie dotyczyła, tak wolał pozostać na uboczu.
Swój miecz i blaster trzymał w pogotowiu gdyby takim jednym przyszło
- W takim razie wszystko mamy ustalone. Do zobaczenia za trzy dni – odpowiedział do wszystkich zebranych, po czym przypiął miecz do swych pleców, tym samym ruszając w kierunku wyjścia z loży VIP.
Bałagan był co nie miara. Trupy porozrzucane pomiędzy stołami i krzesłami dekorowały tylko opustoszałe miejsca, które na obecny stan patrolowane były przez lokalne służby porządkowe. Bez dłuższego zastanowienia Dex skierował swe kroki w stronę wyjścia, omijając truchła gangsterów dwóch przeróżnych gangów…

Dex udaje się do Port kosmiczny
ODPOWIEDZ