[Nieznana Przestrzeń] Układ TC-003-B287C (Lumenera)

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 56
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Papka.
Gdyby był tutaj kwatermistrz Sunshine, najpewniej widziałby jaskinię wypełnioną papką, którą można wyżywić mieszkańców statku właściwie bez względu na ich rasę i gusta smakowe - szczególnie bez oglądania się na te ostatnie, bowiem ta dziwna substancja zasadniczo pozbawiona była smaku. I koloru. I jakichkolwiek walorów oprócz zawartości witamin, minerałów i samego faktu, że pozwalała im nie umrzeć z głodu - a nieumieranie z głodu było w porządku, bo pozwalało następnego dnia znów napełnić żołądek mazią będącą specjalnością szefów kuchni na całej jednostce zawieszonej w kosmicznej próżni. Jeśli kiedykolwiek dolecą do cywilizowanej części galaktyki, połowa uchodźców najpewniej podróż tę będzie kojarzyć nie z nieustanną walką o przetrwanie, ale z tym marnym substytutem pożywienia.
Większość pasażerów Sunshine wiele dałaby za świeżo usmażony, dobrze doprawiony kawałek mięsa - nieważne czy pochodzącego z banthy, świmaków czy nawet rancora. Byleby poczuć na języku i podniebieniu, nie tylko ten wytęskniony smak, ale i strukturę dania tak bardzo odmienną od... papki. Wielu przyznałoby, że taki stek nie musiałby być nawet wysmażony idealnie z ich preferencjami, fani krwistego byliby w stanie zjeść podeszwę, a wysmażonego na wpół surowy plaster. Nie przeszkadzałoby im najpewniej nawet to, że mięso to pochodziło z dwudziestometrowego, fioletowego robala drążącego tunele w skale, doskonale maskującego się wśród absurdalnie wysokich podziemnych grzybów i spoglądającego właśnie fasetkowymi oczami na dziwne dwunożne istoty przyglądające się, wydalanym przez skórę, przypominającym kryształki, produktom jego metabolizmu.
Durneh oraz Nantel dostrzegli stworzenie w tym samym momencie, gdy jego łeb odległy był od nich zaledwie o cztery metry, a jego rozdziawiona paszcza ukazała kilka szeregów malutkich, ostrych jak brzytwa zębów.
Tych zębów były setki. Tysiące.
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
Posty: 64
Rejestracja: 31 sie 2021, 22:22

Czarne kryształy mocno zaciekawiły kapitana. Były czymś bardziej niespotykanym niż po prostu kolejny rodzaj skał. Twarde niczym diament, jednocześnie całkowicie czarne. Nie wiedział, czy będą do czegokolwiek użyteczne, ale sam szukał właśnie takich "znalezisk", mając nadzieję, ze kiedyś znajdzie coś, co pozwoli cudownie naprawić okręt, zasilić hipernapęd i w jakikolwiek inny sposób uwolnić ich z tego zadupia.
Wyjął z zestawu do próbek sterylny foliowy worek i ostrożnie umieścił kryształy w środku, by nie zanieczyszczać ich czymkolwiek ze swojego kombinezonu. No i tez samemu się chronić. Verlut właśnie chował do jednej z podręcznych kieszeń dziwne kryształy, gdy podniósł głowę w momencie, by dostrzec fasetkowe oczy wielkiego robala, razem z tysiącami ostrych zębów, niczym ostrza maszyny drążącej.
Zbyt długo w ostatnich czasach napotykał się na niebezpieczeństwa, by jego reakcje nie były szybkie i wyuczone. Czasem nawet ułamek standardowej sekundy na zastanowienie się decydował o życiu i śmierci. Dlatego tacy jak on w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia najpierw działali, a potem myśleli. Od myślenia nad możliwościami mieli swoją panią doktor.
I tak właśnie w tym momencie postąpił Adanat. Wielka paszcza tego robala, która rozdziawiła się tuż przed nim i Durnehem była jak wielka tarcza strzelnicza. Tysiące ząbków wyznaczały koncentryczne kręgi kolejnych punktowanych pól. Im bliżej środka, tym więcej punktów życia zyskujesz. Nie pozostawało więc nic innego, jak tylko zacząć strzelać w sam środek tarczy, który w tym przypadku był otwartym wnętrzem cielska robala.
Jednocześnie jednak zaczął się cofać, nie pozwalając na zbliżenie się stwora, gdyby jego blaster okazał się zbyt słaby. Miał jednak jeszcze w asa w rękawie - gdyby jakimś cudem DL-44 okazał się niewystarczający na wnętrze stwora, to otwarty otwór gębowy idealnie nadawał się do wrzucenia tam termodetonatora.
ODPOWIEDZ