To Żyje w Nas - Sesja Specjalna

Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
Posty: 64
Rejestracja: 31 sie 2021, 22:22

Dobrze było widzieć, że istoty i droidy, które Jim wybrał do grup działały w zgodzie i z pełna determinacją. To dodało mu odrobinę nadziei, że jeszcze uda im się zapobiec najgorszemu, choć wcześniej słowa kapłana tą nadzieję mocno zmniejszyły. Przerażającą była wizja, że ocalenie osady miało zależeć od zabicia zainfekowanego jej członka. By odsunąć swoje myśli od tych mrocznych wizji, udał się jak najszybciej na swoją pozycję i zajął się swoim zadaniem.
Był środek dnia, wielu mieszkańców po nocnej akcji przy garnizonie wracała dopiero zmęczona do domów. Dzisiaj mało kto z nich weźmie się za swoją pracę. Zmęczenie i kolejna tragedia popchnie ich raczej do pozostania w domach lub ukojenia nerwów w alkoholu z kantyny. I to miejsce miał właśnie obserwować szeryf. Siadanie na dachu budynku na przeciwko przy obecnej widoczności mijało się trochę z celem, a też na razie jeszcze wiele osób w przybytku nie było. Postanowił więc na razie przechodzić z uliczki na uliczkę, obserwując mieszkańców po kolei, szczególnie samego właściciela kantyny, wobec którego miał na razie jedyne podejrzenia. W środku tych czynności nadszedł komunikat od Snapsa.
Gdy tylko usłyszał, co znaleźli w ruinach na bagnach, zimny pot spłynął mu po karku. W tym momencie zrozumiał, kogo szukają. Nigdy by nie pomyślał, żeby wypytać pozostałe dzieci w osadzie o te, które zginęły dwa tygodnie temu. Od rodziców usłyszał wszystko, co potrzebował. Wszyscy zgodnie twierdzili, że ta piątka trzymała się razem i sami tam biegali. Nie widział potrzeby, żeby przesłuchiwać jeszcze pozostałe dzieciaki. A jednak. Jeszcze jedna dziewczynka była tam wtedy z nimi. A wróciła do wioski. Nie było mowy o przypadku. To musiała być ona. Lela Seyiu. Mieszaniec, na którego nawet on nie zwracał na co dzień uwagi. Ot po prostu kolejna z osób, które utkwiły tutaj bez pomysłu na lepsza przyszłość.
W pierwszym odruchu, po latach praktyki, już kierował rękę do uchwytu na blaster, a druga mocno zacisnęła się na kolbie strzelby. Postąpił trzy kroki w kierunku domu półtwi'lekanki i jej matki, ale niemal od razu się zatrzymał. Nie mógł tego zrobić. Jak mógł strzelić do dziecka, które stało się ofiara tego czegoś. Tego stwora, o którym opowiadał Sykstus. Pewnie tylko chciała pobawić się z resztą dzieciaków na bagnach, a znalazła tam koszmar. Nie miał pojęcia, co dokładnie musiało jej się stać. Ale w tym momencie przeczucie mówiło mu, że to ona była opętana. Musiał znaleźć sposób, by jej pomóc. Chociaż jej. Nie chciał mieć koszmarów o kolejnym dziecku, któremu pomóc nie zdołał. Tak jak swojej córce i żonie wiele lat temu.
Sięgnął po komunikator.
- Ottie, znajdź mi szybko Lelę Seyiu. To jej szukamy, w niej siedzi to coś.
Gdy tylko droid podłączony do kamer zlokalizował dziewczynkę, Jim od razu ruszył w stronę szkoły, przy której siedziała. Zobaczył ją z daleka. Jej zmieszana krew nadała jej dość charakterystyczny wygląd. Z daleka wyglądała całkiem niewinnie i tak jak przez ostatnie dni, gdy ją mijał, nie mógł dostrzec niczego nadzwyczajnego. Gdy jednak przyjrzał się dokładnie, zobaczył na jej szyi naszyjnik. Wyglądał dziwnie i nie pasował do niej. Nie pamiętał też, by miała go wcześniej. Dziewczynka siedząca i rozmyślająca o czymś co jakiś czas bezwiednie go dotykała. Jim postanowił zaryzykować. Ktoś mógłby powiedzieć, ze w tym momencie mógłby po prostu strzelić i zakończyć koszmar całej osady. Ale nie był w stanie. Zamiast tego odwrócił się i by nie wzbudzać podejrzeń, oddalił się poza zasięg jej wzroku, a następnie połączył się z Jawą.
- Jiji, szybko przynoś te swoje ogłuszacze, czy co tam masz. Chyba wiemy, kto jest opętany ta bestią. To Lela Seyiu, ta mała dziewczynka-mieszaniec. Musimy ją ogłuszyć i szybko sprawdzić, jak pozbyć się z niej tego czegoś. Nie trać czasu, czekam pod szkołą.
Plan był prosty, bo takie szeryf uważał za najlepsze. Ogłuszyć dziecko, podbiec i jak najszybciej pozbyć się wszystkiego, co nie pasowało lub co z niej wyskoczy po tym ogłuszeniu. Może ten naszyjnik nie był przyczyną i jego zerwanie nic nie da. Może też ta bestia wyskoczy z nieprzytomnej osoby. Sykstus nie mówił dość jasno. Na pewno musiał spróbować, nawet ryzykując przy tym własnym życiem. Nie był pewny samego siebie, czy nawet w innym przypadku byłby w stanie pociągnąć za spust.
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Administrator
Posty: 63
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:38

Napiszcie jakie konkretnie działania podejmujecie, żebym mógł się do nich jakoś ustosunkować :) Nie chcę na ostatniej prostej podejmować w Waszym imieniu kluczowych decyzji.
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
Posty: 64
Rejestracja: 31 sie 2021, 22:22

Jim czeka na przybycie Jawy. Jak JiJi już będzie z szeryfem pod szkołą, to Jim szeryf czeka na moment, aż uda się ogłuszyć/oszołomić/zaskoczyć dziewczynkę. Wtedy plan jest taki, żeby dopaść do niej i zerwać z niej ten naszyjnik za wszelką cenę, rzucić go w cholerę na ziemie i potraktować ze strzelby/blastera i czegokolwiek jeszcze będzie trzeba, żeby go zniszczyć. Szeryf chce uratować dziewczynkę, nie posłucha rady Sykstusa, ze tylko zabijanie pomoże. W żadnym razie Jim nie będzie w stanie strzelić do tego dziecka, nawet zagrożony własną śmiercią.
Awatar użytkownika
Dexon Krir
Gracz
Posty: 19
Rejestracja: 06 wrz 2021, 10:57

Ostatni szlif, połączenie kabli, założenie nakładki oraz obudowy do tego zapalnik i wuala. Gotowe. Chociaż ciężko było tak pracować, kiedy co chwila szeryf pośpieszał pracę poprzez małego kapturnika. Nie było się czemu dziwić. Sprawca tych wszystkich zajść był na wyciągnięcie ręki a więc czas tutaj grał ogromną rolę.
Jak tylko granaty ogłuszające były gotowe, Jiji dla pewności sprawdził ogniwa do swego blastera ogłuszającego. Tak na w razie czego jakby jednak zapalnik w granacie nie dał rady. Dwa wystarczą, a przynajmniej tak mu się wydawało. Skoro mieli do czynienia z dziewczynką, to przecież nie potrzeba było czegoś ogromnego na tak małą osóbkę.
Wszystko gotowe, pora się zbierać. Jawa pobiegł ile sił w nogach, kierując się w stronę wskazaną przez szeryfa, tj. po szkołą.
Widząc, przedstawiciela prawa odetchnął z ulgą. Popędził w jego kierunku, wskazując mu na torbę, w której miał dwa granaty ogłuszające. Jak zwykle zaczął machać ekspresyjnie rękoma, mówiąc to przeróżne słowa w niezrozumiałym języku.
- Jiji mówi, że ma ze sobą dwa granaty ogłuszające oraz przez ramię ma swój blaster ogłuszający gdyby coś poszło nie tak. Ah i nie daje gwarancji, że granat jest w pełni sprawny ale to wina całego sprzętu jaki Jiji ma do dyspozycji – tutaj droid przerwał.
Kapturnik zdjął torbę z ramienia po czym podał ją szeryfowi.
Awatar użytkownika
Oto'reekh
Administrator
Posty: 53
Rejestracja: 26 sie 2021, 17:40

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Gracza
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 01 wrz 2021, 16:52

Ottie robił to, co jedynie umiał. Składał sprzęt. Nie mógł przydać się w walce, był za mały i nawet nie miał odpowiedniego oprogramowania. Jednak skanowanie i śledzenie wszystkiego - to mógł zrobić. Kamery i skanery które zamontował w wiosce właściwie natychmiast okazały się użyteczne, gdy szeryf zażądał zlokalizować jedną dziewczynkę, którą zaczął podejrzewać. Droid przekazał szeryfowi natychmiast dane o położeniu dziewczynki, ludzko-twi-leckiego mieszańca po czym ciekawska maszyna poczłapała w kierunku przewidywanej akcji. Nie poprzestał jednak na samej obserwacji. Przy szkole był osuszacz, droid wdrapał się na niego jak co dzień, w teorii dokonując przeglądu. Jednak tym razem mała zmyślna maszyna zakłóciła jego działanie tak, by wciąż funkcjonując, nie osuszał terenu przy szkole, który w kilka minut zamienił się w płytkie bajorko. Teren przecież był w zasadzie cały czas nasączony wodą. Teraz Ottie mógł jednym ruchem wywołać przepięcie w osuszaczu i porazić wszystko w pobliżu prądem. Jedyny warunek - cel musiał być w wodzie. Jednak ona powinna go już sięgnąć, zanim szeryf wkroczy do akcji. Ottie i tak zamierzał czekać, co zrobi szeryf - a dziewczynka musiała przejść przez wodę, jeśli chciałaby ruszyć dalej na wieś.
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Administrator
Posty: 63
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:38

Granat ogłuszający upadł u stóp dziewczynki, migocząc coraz intensywniej pojedynczym, czerwonym światełkiem. Wydawane przez przedmiot pikanie przeszło w długi gwizd, po czym… ucichło. Jiji i szeryf z napięciem patrzyli, jak niedoszła ofiara podnosi granat i przygląda mu się uważnie. Urządzenie nie wyzwoliło ładunku.

Lela podniosła wzrok, dostrzegając przez mgłę szeryfa zamierzającego się do rzutu drugim z granatów i stojącego obok Jawę, który nerwowo sięgał właśnie po zawieszony na ramieniu karabin. Chcą mnie skrzywić. Nie, nie zrobią tego. Zaczęła chichotać jak obłąkana; w tym śmiechu słychać było jednocześnie triumf i strach.
Jim Dugbar nie zdążył zareagować. Coś poderwało go z ziemi niczym szmacianą lalkę. Zebrani na ulicy zobaczyli jak szeryf szamocze się w powietrzu, trzymany przez jakąś niewidzialną siłę. Jego twarz zmieniła kolor na purpurowy i niespodziewanie eksplodowała wraz z resztą głowy, niczym dojrzały arbuz upuszczony ze zbyt dużej wysokości. Jiji w panice rzucił strzelbę na ziemię i rzucił się do ucieczki. Po kilku krokach poczuł, że jego stopy odrywają się od gruntu, a nagły pęd powietrza zrywa mu kaptur z głowy. Nikt z mieszkańców nie zdołał jednak dostrzec prawdziwego oblicza Jawy. Ten zderzył się ze ścianą kantyny z taką siłą, że pozostał po nim jedynie krwisty rozbryzg.

- To ona! - Po ulicy przetoczył się histeryczny, kobiecy krzyk, a kilkadziesiąt par oczu zwróciło się w stronę Leli.
- Brać ją! – zawtórował mu męski głos, a mieszkańcy szybko pojęli sytuację.
Kilku mężczyzn rzuciło się biegiem ku dziewczynce. Ktoś nawet wyszarpnął broń z kabury i oddał w jej stronę strzał. O dziwo trafił. Wątłym ciałem Leli szarpnęło, gdy wiązka energii uderzyła ją w ramię. Dziewczynka krzyknęła z bólu i upadła na schody. Krzyk bólu zmienił jednak szybko tonację, wypełniając ulicę i wdzierając się do głów mieszkańców. Nigdy nie słyszeli krzyku tak przepełnionego nienawiścią i gniewem. Niczym fala uderzeniowa, ładunek energii wyzwolony przez Lelę zrównał z ziemią najbliższe budynki. Mężczyzna z bronią i reszta napastników po prostu zniknęli. Jakiś nieokreślony zmysł podpowiedział jej, że kilkanaście osób ucieka w stronę bagien, ale zignorowała to. Niech uciekają. Dostanie ich później. Dostanie ich wszystkich. Co do jednego.
Powoli zeszła ze schodów, prowadzących obecnie donikąd. Z grymasem bólu na twarzy, potykając się i uciskając ranę na ramieniu, ruszyła w stronę centralnego punktu miasta — ciemna sylwetka, przypominająca stracha na wróble, z wytrzeszczonymi oczami. Po prawej miała szkołę, sklep pani Rider, kantynę i warsztat Uldina. W ciemnym wnętrzu stały beczki pełne paliwa. Tak, to był koniec godny tej zapadłej dziury.



Pięć wielkich beczek wypełnionych paliwem lotniczym eksplodowało nagle z donośnym, szarpiącym nerwy hukiem. Mimo zapadającego szybko mroku, na ulicy zrobiło się jasno jak w dzień. Ogromny, połyskliwy jęzor płomienia wystrzelił w górę, a potem ogień z trzaskiem zaczął brać w objęcia sąsiednie budynki. Słyszała, jak na ziemię spadają z brzękiem kawałki szkła i drewna, a ponad wszystkim górował żarłoczny ryk płomieni. Zmrużyła oczy, kiedy nastąpiła kolejna eksplozja.
Lela zaczęła się uśmiechać.

Wszystkim obecnym w osadzie dziękuję za wspólną grę :)
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 57
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Grupa poszukiwawcza nie odnalazła już nic więcej na miejscu nie dawnej rzezi. Tylko ta dziecięca bransoletka, która miała należeć do dziewczynki. W głowie szturmowca nie mieściło się, że dziecko mogło dokonać tak strasznych czynów. Pokręcił głową obrzucając ponurą okolicę ostatnim spojrzeniem i zawrócił w stronę miasteczka.
Znów wysunął się na czoło grupy, prowadząc ich w zasadzie po ich własnych śladach, sprawdzoną drogą. Jak na razie wszyscy milczeli, odpowiedzi od szeryfa nie było, co niestety nie zwiastowało niczego dobrego. Snaps był pewny, że szeryf ma trochę oleju w głowie i nie zrobi czegoś głupiego. Jego przemyślenia przerwał jednak huk potężnej eksplozji. Choć znajdowali się na ciemniejących bagnach nagle cała okolica rozjaśniła się. Szturmowiec zatrzymał się gwałtownie i uniósł broń w postawie obronnej. Grupa za nim też zatrzymała. Wszyscy z przestrachem spojrzeli w niebo. Jęzor ognia unosił się tam w oddali, gdzie powinno znajdować się miasteczko.
- Snaps do szeryfa, szeryfie zgłoś się! Co tam się dzieje! Szeryfie! - zaczął wywoływać Jima przez komunikator bezskutecznie. Próbował raz za razem, jednak odpowiedź nie nadchodziła. W komunikatorze słyszał jedynie trzask zakłóceń. Spojrzał na pastora, Jane i te kilka innych osób, które im towarzyszyły.
- Źle to wygląda... Nie wiem czy bezpiecznie będzie jeśli wrócimy do miasteczka... jeśli coś z niego zostało... - rzekł wskazując na gorejące niebo.
Awatar użytkownika
Oto'reekh
Administrator
Posty: 53
Rejestracja: 26 sie 2021, 17:40

Sykstus w trakcie marszu powrotnego powoli dochodził do siebie, oddech wyrównał się najszybciej, ale dziwne uczucie w jego głowie nie chciało tak szybko ustąpić. Nie było to do końca otępienie, ale uczucie jakby jego umysł był bardziej chłonny, otwarty niż poprzednio, ale ograniczony przez jego fizyczne zmysły. Jego dwóch parafian, asystowało mu tylko jak mogło, na początku pomagając w marszu, a później trzymając się go blisko. Ich powrót pomimo emocji i dramaturgii wydarzeń przebiegał spokojnie, przynajmniej do momentu w którym zobaczyli efekty eksplozji, która niechybnie dochodziła z ich miasteczka.
Cawl w pierwszym momencie po prostu tępo przyglądał się temu pięknemu, choć niszczycielskiemu spektaklowi, po chwili docierało do niego, że ich sytuacja właśnie uległą kolejnemu pogorszeniu, a strach zaczynał wracać. Wysłuchał prób połączenia się Szturmowca z Szeryfem, ale wiedział, że Jim pomimo bojowego nastroju nie byłby w stanie zrobić krzywdy dziecku, nawet jeśli byłoby diabłem wcielonym.
- Szeregowy – odezwał się Sykstus – mamy jakąś szanse skontaktować się z Imperium? Dotrzeć do jakiejś innej waszej placówki i ewakuować się z tej planety? - zapytał łapiąc się ostatniej nadziei. - Obawiam się, że miasteczko jest już stracone… - dodał i wymruczał cytat z Życia Logicznych-Świętych, Psalm 61 : -”Nawet w śmierci, nasz obowiązek nie jest kompletny.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 57
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Szturmowiec Imperium pokiwał z rezygnacją głową osłoniętą hełmem zwiadowcy.
- Niestety, mam do dyspozycji tylko komunikator krótkiego zasięgu - rzekł - Cały nasz sprzęt, włącznie z tym do komunikacji przepał w pożarze garnizonu. Być może szeryf dysponuje jakimś pozaukładowym sprzętem komunikacyjnym - dodał i sprawdził swój karabin - W innym wypadku jesteśmy skazani na własne siły.
Był prawie pewien, że zostali z problemem sami. Śmierć pod niepozorną postacią dziewczynki czaiła się gdzieś tam, w miasteczku, a raczej tym co z niego zostało. Sądząc po rozmiarze i sile eksplozji mogli zastać na miejscu jedynie zgliszcza. Wziął głęboki oddech i znów przemówił:
- Trzeba sprawdzić co tam się stało. Nie ma sensu aby ryzykować też wasze życia - ukryjcie się lepiej i pomyślcie nad kolejnym ruchem. Zbliżę się do miasteczka na ile się uda i ocenię sytuację. Jeśli nie wrócę za trzy standardowe godziny... cóż, chyba jedyne co wam pozostanie, to uciekać stąd jak najdalej - rzekł tonem człowieka, pogodzonego ze swoim losem. Zasalutował swoim towarzyszom, być może po raz ostatni i ruszył przed siebie. Gdy poruszał się sam, droga powrotna mijała mu zdecydowanie szybciej. Lekkim truchtem pokonywał kolejne metry wychodząc na przeciw przeznaczeniu.
Awatar użytkownika
Oto'reekh
Administrator
Posty: 53
Rejestracja: 26 sie 2021, 17:40

Cawl był zaskoczony chęcią działania Szturmowca i zanim zareagował, żołnierz zdążył się już oddalić. Kapłan nie miał ochoty ani siły, żeby wdawać się teraz w pogoń, aby przedyskutować ten plan, na pewno nie miał zamiaru siedzieć na skraju bagna przez 3h i czekać na śmierć. Miał dwójkę swoich ludzi, byli uzbrojeni, znali niebezpieczeństwo.
- Jane, jeśli chcesz możesz ruszyć z nami, nie mamy szans tego przeżyć bez jakichkolwiek zapasów. Mamy zamiar udać się jak najbardziej skrajną drogą, unikając centrum do parafii, gdzie powinniśmy znaleźć sprzęt i żywność, która daje szanse dostać się do innej placówki na tej planecie i wezwać pomoc. – spojrzał jej w oczy i zacytował Malachorian 7.14:
- „Ponure są perspektywy, gdy wieje czarny wiatr herezji” – i nie czekając na jej reakcje dał znak swoim ludziom i ruszyli do wioski z nadzieją zakradnięcia się do parafii.
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Administrator
Posty: 63
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:38

Tola Seyiu była Twi’lekanką. Miałą 47 lat i ze smutkiem musiała przyznać, że zaczynała wyglądać na swój wiek. Kilkanaście lat w tej dziurze na każdego miałoby podobny wpływ. Nie była częścią tego miejsca i wszystko zdawało się jej o tym przypominać każdego dnia – od klimatu po mieszkańców. Samotna matka wychowująca córkę na takim zadupiu, zawsze wzbudzała niezdrową sensację. Było wprawdzie kilku mężczyzn, którzy próbowali wybawić ją – przynajmniej we własnym mniemaniu – z opresji samotności, lecz wszyscy spotykali się z identyczną reakcją. Trafili się też tacy, którzy niezbyt liczyli się z jej zdaniem i żarliwymi protestami. Gdyby nie ten mężczyzna na Coruscant, dla którego straciła głowę na 9 miesięcy przed narodzinami Leli, wszystko potoczyłoby się inaczej.
Westchnęła ciężko i opróżniła do końca butelkę.



Obudziły ją jakieś odgłosy dobiegające z zewnątrz, huk i krzyki mieszkańców. Wypity alkohol przypomniał o sobie w brutalny sposób. Jęknęła, przykrywając głowę poduszką. Mimo najszczerszych chęci nie zdołała się jednak całkowicie odizolować od zewnętrznego świata ze wszystkimi jego problemami i dźwiękami. Krzyki przybrały wręcz na sile, a ponadto zmysł węchu Toli zarejestrował zapach dymu, intensywniejący z każdą chwilą. Zaklęła pod nosem.
- Lela! – zawołałą córkę słabym głosem. – Co się tam dzieje?
Odpowiedziała jej cisza. Lela musiała biegać gdzieś na zewnątrz. Otumaniony alkoholem umysł zdołał jakoś połączyć fakt nieobecności córki z zapachem dymu i zapalić czerwoną lampkę podpisaną „Lela w niebezpieczeństwie”. Kobieta z trudem zwlekła się z łózka i na bosaka ruszyła ku wyjściu.

Nie była gotowa na gorący podmuch, który uderzył w nią, gdy tylko otworzyła drzwi. Jej oczom ukazał się przerażający obraz. Ogień zdawał się pożerać całą osadę. Długie języki ognia pełzały po ścianach okolicznych budynków, jakimś cudem omijając jej domostwo. Ulicę wypełniał gęsty dym, upiornie rozświetlany przez płomienie.
Co się dzieje? Gdzie jest Lela? – te dwa pytania momentalnie pojawiły się w jej umyśle. Nim zdołała wykrzyczeć imię córki, dostrzegła jej drobną sylwetkę. Ledwo widoczna w kłębach dymu, stała na środku ulicy i… śmiała się? Śmiech ten Tola słyszała mimo ryku ognia i przeraził ją bardziej, niż wszystko, co widziała wokół.
- Lela! – krzyknęła podbiegając do córki.
Ta odwróciła się na dźwięk swego imienia. Dopiero teraz Tola dostrzegła, że jedną dłonią uciska zranione ramię.
- Co się stało? Wszystko w porządku? – dopadła do córki, delikatnie chwytając ją za ramiona.
Na twarzy Leli zakwitł uśmiech. Nie był to jednak uśmiech, który Twi’lekanka znała. Biło z niego coś pierwotnego, jakieś niewypowiedziane okrucieństwo. Niczym u drapieżnika.
- Zapłacili za wszystko, co zrobili – odpowiedziała dziewczynka, wodząc wzrokiem wokół. – Wszyscy.
- O czym ty mówisz?
- Nikt nas już nie skrzywdzi, mamo.
Tola podążyła za wzrokiem córki i dostrzegła ciała na ulicy. Wiele z nich było tak zmasakrowanych, że nie przypominało już istot humanoidalnych. Kobieta poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.
- Lela… - wyszeptała. – Co ty zrobiłaś?

***

Grupa osób podążała za Snapsem, szybko zbliżając się do osady. Nie sposób było pomylić drogę. Łuna jaśniejąca ponad linią drzew, dokładnie wskazywała położenie mieściny, czy też raczej jej pozostałości. Dym gęstniał z każdym krokiem, gryzł w gardło i szczypał w oczy. Widoczność spadła di kilkunastu kroków. Dalej tańczyły jedynie cienie wprawiane w ruch przez ogniste języki.
Z karabinem snajperskim przy ramieniu TK wprowadził grupę do miasteczka. Wkrótce natknęli się na pierwsze ciała mieszkańców – niektóre spalone, inne powykręcane nienaturalnie, jakby pozbawione zostały kości. Snaps z przerażeniem w oczach oglądnął się na towarzyszy.
- Co tu się do cholery stało? – wyszeptał.
Nawet Sykstus zdawał się być przytłoczony tym, co rozgrywało się wokół. Księgi wspominały wprawdzie o oczyszczającej sile ognia, lecz to wykraczało poza przyjęte ramy zrozumienia. Tuż obok nich zapadł się strawiony przez ogień dach lokalnej kantyny. Kirys Malto leżał martwy na ulicy, a w jego nieruchomych oczach odbijały się płomienie trawiące dobytek jego życia. Wyglądało na to, że w całej osadzie nikt nie ocalał, a i ona właśnie dogorywała. Snaps dostrzegł kątem oka jakiś ruch. Niepewny, czy wzrok płata mu figle, postąpił kilka kroków do przodu, gotów w każdej chwili pociągnąć za spust. Dostrzegł drobną dziewczynkę, rozmawiającą z jakąś kobietą. Żołnierz momentalnie rozpoznał Lelę Seyiu i jej matkę. Zawahał się przez ułamek sekundy, a potem pociągnął za spust.
Wiązka energii uderzyła w plecy dziecka z taką siłą, że wpadła w ramiona matki, przewracając ją na ziemię. W kilku susach szturmowiec przypadł do nich, gotów ponownie pociągnąć za spust, gdyby zaszła taka potrzeba, lecz cel nie żył. Nie żyła również zielonoskóra Twi’lekanka, która została trafiona tą samą wiązką. Odległość była na tyle niewielka, że strzał wyrwał w ciele dziewczynki dziurę na wylot i ugodził śmiertelnie również jej matkę.

Przy dziecku uklęknął Sykstus i odwrócił ją na plecy. Bez wątpliwości była to Lela Seyiu. Jej twarz zastygła w grymasie bezgranicznego zdziwienia.
- Cały czas była tutaj – wyrzuciła z siebie z trudem Jane. – Gdybyśmy tylko…
Głos jej się załamał i ukryła twarz w dłoniach.
Sykstus ujął w dłoń naszyjnik, leżący na martwej piersi dziewczynki i mocnym szarpnięciem zerwał go z jej szyi. Zafascynowany zapatrzył się w przedmiot. Nikt z obecnych nie dostrzegł cienia uśmiechu, jaki przebiegł po jego twarzy.


EPILOG


Zdezelowany transportowiec przebił grubą warstwę chmur, zmierzając ku zielonemu bezkresowi. Trasę do Oliknoo pokonywał raz w miesiącu, dostarczając niezbędne produkty i zabierając w drogę powrotną dobra oferowane przez mieszkańców osady. Przylot transportowca zawsze był dla nich wielkim wydarzeniem.
Starszy mężczyzna siedzący za sterami rzucił okiem na wskaźniki i pokręcił głową z dezaprobatą. Nadajnik w Oliknoo nie działał. Oznaczało to, że musiał lądować na pamięć. Nie stanowiło to w gruncie rzeczy większego problemu; Trasę tę obsługiwał od ponad dwudziestu lat i mógł posadzić tu Eilę – jak zwykła nazywać swój statek – z zamkniętymi oczami. Chodziło raczej o zwykłą obowiązkowość.
Gdy obniżył lot tak bardzo, że w zielonej gęstwinie mógł bez problemów rozróżnić pojedyncze drzewa, jego oczy rozszerzyły się w zdziwieniu. Tam, gdzie niegdyś teren dżungli wyrywało Oliknoo, teraz od zieleni odcinał się ostro pas czerni.
- Co do licha? – mruknął mężczyzna i rozpoczął procedurę lądowania.

Trap opuścił się z przeciągłym zgrzytem, będącym namacalnym dowodem na partactwo mechaników w stolicy. Pilot zszedł na poczerniały grunt. Nikt nie wyszedł mu na spotkanie. Nic poza sykiem silników statku nie mąciło idealnej ciszy. Mężczyzna miał już ruszyć ku pozostałościom osady, gdy jego oczom ukazała się sylwetka mężczyzny zmierzającego w jego stronę. Był postawnym, łysym mężczyzną, z licznymi tatuażami na głowie. Obecnie były ledwo widoczne spod pokrywającej go zaschniętej, brunatne cieczy.
- Pomocy! – krzyknął, unosząc ręce w powietrze.
Pilot pospieszył mu na spotkanie w samą porę, by uchronić nieszczęśnika od upadku. Ze zgrozą uświadomił sobie, że mężczyzna obryzgany był cały zaschniętą krwią.
- Co tu się stało? – spytał pilot.
- Ogień… - wydyszał z trudem obcy.
- Ile osób ocalało?
- Nie żyją… wszyscy nie żyją. Ogień. Wszyscy martwi.
- Jasna cholera… - jęknął pilot. – Trzeba powiadomić stolicę, żeby tu kogoś przysłali. Chodź do środka, napijesz się czegoś.
- Niech Methateo będzie dla ciebie łaskaw - Sykstus skinął głową i powoli podążył za pilotem, ściskając w ręce chłodny metal medalionu.

KONIEC



od MG

Dziękuję wszystkim graczom za udział w sesji. Cieszę się, że udało się nam dociągnąć całość do końca i mam nadzieję, że bawiliście się dobrze. Inspiracją do przygody (poza konkursowym opisem Santii) była twórczość Stephena Kinga. Fragmenty Carrie wplotłem zresztą w jednego posta.
Siadając do tej sesji nie stworzyłem praktycznie żadnego planu – ot wiedziałem od samego początku kto zabija, lecz przebieg wydarzeń i ich rozwiązanie w całości pozostawały zależne od Was. W momencie odkrycia kart napięcie w sesji trochę nam uciekło, lecz doszedłem do wniosku, że dalsze przedłużanie całości mijałoby się z założeniem kompaktowości przygody. Muszę przyznać, że jako MG doskonale bawiłem się, śledząc poczynania Waszych postaci i byłem autentycznie ciekaw, w jaką stronę całość pójdzie. Z tego względu osadzenie przygody na niewielkim obszarze, gdzie interakcja między graczami była niejako wymagana okazało się strzałem w dziesiątkę. Miałem spore obawy, że przy tak dużej liczbie graczy całość się zbyt mocno rozlezie, a tymczasem wyszło naprawdę zgrabnie i całkiem dynamicznie (nie licząc kilku drobnych przestojów).
Chętnie poznam Wasze odczucia i uwagi. Na pewno nie była to ostatnia sesja specjalna, którą prowadziłem, więc Wasze wskazówki mogą pomóc uczynić te nadchodzące lepszymi.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 57
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Cześć.
Po pierwsze primo, dzięki za możliwość wzięcia udziału w sesji specjalnej. Szturmowiec nie odebrał jakieś znaczącej roli w rozwikłaniu zagadki śmierci dzieciaków, bardziej jako outsider, próbował coś zdziałać na własną rękę - ale jak to bywa, szczególnie pośród Imperialnych, nie osiągnął w zasadzie nic :D
Do drugie primo, miło, że Snaps nie zginął śmiercią tragiczną już gdzieś na początku wątku, jak wiemy śmiertelność postaci Szturmowców jest stosunkowo wysoka :D
Po trzecie primo ultimo, czekam na kolejny event i nową przygodę. Taka zgrabna forma przygody, gdzie całość ograliśmy w kilka tygodni jest miłą odmianą od regularnych wątków fabularnych, które ciągną się dłużej.
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
Posty: 64
Rejestracja: 31 sie 2021, 22:22

Tez chcę podziękować za sesję! Fajnie się grało :) Mój szeryf niestety nie mógł zabić dziewczynki, bo miał w głowie swoją córkę, która zginęła i nie zdobyłby się, żeby pociągnąć za spust. Jako gracz to wiedziałem, ze trzeba ją serią potraktować, naszyjnik spalić w ogniu Góry Przeznaczenia a ruiny zrównać z ziemią. No ale taki los :P

Czekam na kolejny event! Noldo chce powrócić! :D
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
Posty: 27
Rejestracja: 01 wrz 2021, 11:58

Mi też się bardzo fajnie grało, miałam z tego ubaw :) I cieszę się, że udało nam się całość sprawnie doprowadzić do końca, bo nie przedłużało się i przez to klimat też nie wyparował. No i pomimo tego, że moja postać wiele nie wniosła, to i tak dobrze mi się nią grało ;) Podobały mi się też interakcje między graczami, które w sumie same z siebie wynikły, a były takie naturalne.
ODPOWIEDZ