[Coruscant] Pałac Imperatora

Awatar użytkownika
Tau Isard
Gracz
Posty: 29
Rejestracja: 22 wrz 2021, 15:59

Przed dziesięcioma tysiącami lat, kiedy legendarny historyk Vicendi spisał listę dwudziestu cudów galaktyki, otworzył ją Pałacem Prezydenckim na Potrójnym Zerze. Już wówczas imponujący, w trakcie kolejnych dziesięciu mileniów pałac uległ licznym przebudowom.
Z czasem osiągnął rozmiary tak duże, że zgubienie się w nim bez posiadania comlinku mogło oznaczać tragedię. Znane były przypadki pracowników kompleksu, których znajdowano odwodnionych lub wycieńczonych w co mniej uczęszczanym aneksie; przypadki droidów sprzątających z rozładowanymi akumulatorami, ponieważ zapuściły się do dalszego skrzydła; podobno nawet zdarzały się zwłoki - włamywaczy nieznających rozkładu pomieszczeń czy zatrzaśniętych dozorców. Tak, pierwszy cud galaktyki zabijał samym swoim rozmachem.
Zmieniała się także estetyka, styl architektoniczny, wystrój, oświetlenie i kolorystyka, a nawet ogólna bryła nadająca kształt budowli. W czasach, gdy wielkim kanclerzem był Hutt, położono szczególny nacisk na zwiększenie liczby sal rekreacyjnych oraz jadalni. Kiedy swoją (nie taką krótką) chwilę u władzy miał Zakon Jedi, z pałacu wystrzeliły dziesiątki wieżyc. Kolejni Kanclerze przychodzili i odchodzili, ale wielu z nich zostawiło po sobie ślad w postaci wkładu w wygląd lub wyposażenie pierwszego z dwudziestu cudów.
W całej swojej astronomicznie bogatej historii jednak coruscański pałac nie zmienił się tak bardzo (także pod względem nadbudowy), jak w perspektywie zaledwie ostatnich trzech lat.
Niechaj sam ten fakt zaświadczy o potędze imperatora Palpatine'a.
***
Monstrualny, bo tak należało go obecnie nazywać, budynek za sprawą Imperium zyskał kształt piramidy z niezliczoną liczbą naw i kondygnacji. Właściwie tylko mając mapę wgraną na datapadzie, dało się trafić do odpowiedniego skrzydła, sektora, poziomu i wreszcie korytarza lub sali.
Jedną z trudniej dostępnych, ale za to porywających pięknem, była Sala Tysiąca Fontann umiejscowiona głęboko w sercu obecnego centrum wszystkich centrów, blisko jak na coruscańskie standardy rezydencji samego imperatora. To właśnie między innymi z tejże sali można było zostać wpuszczonym do legendarnej sali tronowej. Wystarczyło pokonać ledwie kilometrowej długości korytarz.
Obecna Sala Tysiąca Fontann nie była oryginalną. Kompleks skradł ją ze Świątyni Jedi, tak jak i pożarł miliony dorobków różnych cywilizacji na przestrzeni wieków: dzieł sztuki czy rzadkich gatunków roślin.
Przed trzema laty tuzin architektów oraz projektantów rozebrał oryginalną salę z gmachu świątynnego i przeniósł blisko kwater Palpatine'a, ponoć na jego osobiste zarządzenie. Wiele, wiele dóbr świątynnych spotkało podobny los. Wiele innych zostało bestialsko zniszczonych, a niektóre po prostu... zniknęły.
Wracając do samej sali jeszcze, trzeba dodać, iż nie dało się w niej nudzić i od momentu migracji ze świątyni właściwie rzadko bywała pusta. Krzątali się po niej urzędnicy, szturmowcy, pałacowi słudzy, a nawet zupełnie przypadkowe osoby. Tak było jednak za dnia. Teraz, coruscańską nocą, Isard był w niej całkowicie sam, wsłuchany w plusk dokładnie tysiąca fontann.
Bo tym razem Taumiel Isard nie czekał na audiencję imperatora. Dawno już ich nie dostąpił i chyba nawet nie oczekiwał, że szybko się to zmieni.
Tym razem Isard czekał na pewnego droida. A wraz z nim - tu poczuł przyjemny sygnał w sercu - na całą resztę galaktyki.
BC-99
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 30 wrz 2021, 13:03

BC-99 wszedł do Sali Tysiąca Fontann i jego czujniki od razu znalazły oddalonego o kilkaset metrów Salvatora Isarda. Droid ruszył w jego stronę, a huk jego kroków rozbijał się po większej części sali. BC-99 nie musiał nawet skupiać wzroku samotnej figurze Isarda, by wiedzieć, co ten robi. Pewnie jak zwykle zwracał swoją maskę w dal i filozofował w myślach lub podziwiał marne osiągnięcia istot żywych.
BC-99 nie filozofował, był droidem praktycznym. Nawet jeśli zbliżał się do górnolotnych myśli czy analiz, te zawsze miały konkretny cel i prowadziły do istotnych spraw. Jedną z takich pozornie filozoficznych kwestii była obserwacja dotycząca Coruscant, na którym właśnie się znajdowali. BC-99 uważał za absurdalny pogląd, że planeta ta jest jednym z cudów Galaktyki dzięki temu, że jest prawie w całości zamieszkała przez żywe istotny, które wytworzyły swoje własne środowisko. Bardziej zachwycało go to, że przy tym całym nagromadzeniu życia, planeta ta była właściwie martwa, a żywe istoty, te marne worki mięsa, z własnym życiem tylko zabijały ją dalej i sprowadzały na nią jeszcze więcej śmierci – a do tego wiele martwego betonu i metalu. Planeta pełna życia i pełna śmierci zarazem. BC-99 nie traktował tego przemyślenia jako filozofii, ale praktycznie – miał zamiar dalej przechylać szalę Coruscant na stronę śmierci.
– [Nieukrywana ironia] I co, idziemy na tę twoją wymarzoną imprezę? – rzucił droid monotonnym tonem, którym wypowiadał wszystkie swoje wypowiedzi. Gdy jego ulubiony ostatnio worek mięsa o nazwisku Isard odwrócił się powoli w jego kierunku, dodał:
– [Żartobliwa zagajenie] Mam nadzieję, że zaplanowałeś ją w miejscu, gdzie nie będziesz musiał się długo tłumaczyć z tego, że pewnie kogoś zabijemy.
Tak naprawdę BC-99 nie miał takich nadziei. Lubił od czasu do czasu słuchać wytłumaczeń Salvatora Isarda. Lubił, kiedy ten grał w te absurdalne i niepotrzebne gierki istot żywych i zwykle w nich zwyciężał. Lubił też informować worki mięsa, że mówi coś żartobliwie, bo dzięki temu najczęściej się z tego śmiały. Salvator Isard bardzo szybko wyrobił w sobie ten zdrowy nawyk
Awatar użytkownika
Tau Isard
Gracz
Posty: 29
Rejestracja: 22 wrz 2021, 15:59

- Ha! - Isard się zaśmiał triumfalnie, a ponieważ jedyne, co miał przed oczyma, to perspektywa wspólnej podróży, nie musiał nawet udawać humoru. Zwykle musiał go udawać. Tym razem szykował dla towarzysza niespodziankę, a jako że ta była przemyślana, sprytna i mogła oznaczać dla BC-99 dużo radości (czy jakkolwiek nazwać pozytywne odczucia w tym przypadku), w rzeczywistości głośne "ha" było hołdem, który sam złożył swojej przebiegłości.
Pojedyncza sylwetka przemknęła po sali, kilkoma krokami zaburzając rytm fontannych plusków. Zatrzymała się, kroki ucichły, a następnie bardzo przyśpieszyły. Nie byłby to pierwszy raz, gdy BC-99 wystraszył pałacową służbę. O ile Isard wyglądał groteskowo, o tyle BC-99 był groteskowy i straszny. Nocą, gdy światła w pałacu imperatora imitowały lekkie oświetlenie księżycowe, BC-99 zapewne wyglądał dla obcych spojrzeń jak postać z holohorroru.
Isard ruszył i zamaszystym gestem za sobą wskazał drogę w bliżej nieokreślonym kierunku.
- To będzie raczej sztywna impreza. Polecimy na cmentarz.
BC-99
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 30 wrz 2021, 13:03

Usłyszawszy słowa dworzanina, BC-99 był niepocieszony. Cmentarz brzmiał jak ostatnie miejsce, w którym był potrzebny i miałby co robić. Nigdy nie przejmował się chowaniem swoich ofiar, tym bardziej w ramach jakiś uroczystych obrządków czy rytuałów. Zostawiał je tam, gdzie padły. Czasem wracał spalić robactwo, które się na nich zalęgło – w końcu też było żywe. I ułatwiało mu robotę zbierając się w znanym mu miejscu.
– [Szczera nadzieja] Mam nadzieję, że zabierzemy kogoś ze sobą. Co najmniej kilka worków mięsa na start.
W jego głosie nie było słychać ani zapowiedzianej szczerej nadziei, ani zawodu związanego z pewnością droida co do tego, że nadzieja ta była mocno płonna.
Idąc za dworarzaninem BC-99 zaczął tupać głośniej niż zwykle. Nie, żeby przekazać coś Isardowi, ten znał już jego sztuczki na wylot. Droid lubił patrzeć na uciekające cienie służby w wielkiej sali. Miał też nadzieję, że jego kroki będą odbijały się od jej ścian jeszcze długo po tym, jak opuszczą salę. A może i planetę.
Kiedy przemieszczali się dziarskimi krokami przez Pałacowe korytarze, BC-99 pomyślał o tym, że przecież wybiera się na ten cały cmentarz z co najmniej jedną żywą istotą.
Nie będzie aż tak tragicznie.
Awatar użytkownika
Tau Isard
Gracz
Posty: 29
Rejestracja: 22 wrz 2021, 15:59

Kilka kilometrów później.

- … zaufaj mi, spodoba ci się - zapewnił Isard na koniec długiego wywodu, gdy zbliżali się do komisariatu COMPNORu.
Młody mężczyzna w szarym mundurze dostrzegł dwie postaci sunące w jego stronę i zareagował raczej nerwowo.
- Stać w imieniu Imperatora!
- Właściwie mało kto zna imię imperatora - odpowiedział z rozbawieniem Isard, zbliżając się do urzędnika. Tajemniczym sposobem zrobił to teatralnym wystąpieniem z cienia, a jego peleryna złowieszczo rozwiała panujący półmrok - Imperator nie używa go zbyt często, chyba za nim nie przepada. A z całą pewnością nie byłby zadowolony, że jakiś chłystek wzywa je przy byle okazji. Proponuję raczej krzyczeć: “stać, bo strzelam”.
- Oczywiście, mój panie - urzędnik zmieszał się. Po chwili jednak dodał dość zadowolonym z siebie tonem, tym samym, który chroni wszystkich cierpiących na niemoc biurokratów w galaktyce - Ale nie mam broni.
Isard tylko machnął w rozdrażnieniu ręką, jakby przeganiając od siebie owadzie wymówki.
- Opuszczamy Coruscant, niech załoga Zakładnika 1 będzie gotowa do podróży nadprzestrzennej.
- Dwóch pasażerów?
Isard w tym momencie się zawahał. Podróż na Boz Pity miała trwać około dwóch, może trzech standardowych dni, zakładając brak jakichkolwiek opóźnień. O ile sam nie miał problemu, by spędzić ten czas w towarzystwie droida, o tyle reszta blisko dwustuosobowej załogi byłaby mocno narażona na nieprzyjemności. Tajemnicze zniknięcia na pokładzie Zakładnika 1 ściągnęłyby niepotrzebną uwagę urzędniczej machiny Coruscant.
Poza tym, zwyczajnie było mu ich szkoda. To byli dobrzy ludzie. Trochę głupkowaci, na pewno za to wierni Imperium.
- Nie, tylko ja. BC-99 ma własną jednostkę międzygwiezdną. Jego statek będzie stanowił dla nas eskortę bojową, lecimy aż na Środkową Rubież. Manifest sam wam poda, nie ma potrzeby angażowania w to dalszych służb. Potrzebuje nadto aktualnych kodów transpondera z pozwoleniem na broń w przestrzeni imperialnej, do tego kodów awaryjnych i szyfrowanej linii transmisyjnej.
Isard zasalutował dostojnie uderzeniem pięścią w pierś, zostawił droida z przerażonym urzędnikiem sam na sam. Ruszył żwawo do kolejki dawnego sektora senackiego, która miała go zabrać na lądowisko, a stamtąd promem na pokład okrętu COMPNORu.
- Widzimy się na orbicie - rzucił na odchodne.
BC-99
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 30 wrz 2021, 13:03

BC-99 skonkludował, że Isard chce rozdzielić ich na czas lotu. Rozumiał, dlaczego dworzanin mógłby chcieć, żeby zabrali w podróż oba statki, ale nie widział logicznego powodu, dla którego mieliby lecieć oddzielnie.
W trakcie analizowania tej sytuacji podał odpowiednie identyfikatory przestraszonemu urzędnikowi. Gdy minęło kilka minut, a nie znajdował odpowiedzi, postanowił zabawić się zestresowanym workiem mięsa. W ciszy podniósł jedną z potężnych nóg i ze straszliwym hukiem postawił ją na ziemi.
Urzędnik podskoczył na co najmniej kilkanaście centymetrów – według BC-99, całkiem niewiele – po czym odwrócił się gwałtownie w stronę drodia. Ten stał niczym posąg, jakby nic się nie wydarzyło, więc urzędnik szybko wrócił do swojego zadania. BC-99 wyliczył, że klikał w klawisze co najmniej jeden i trzy dziesiąte raza szybciej, co akurat było niezłym wynikiem.
– Oto kody transpondera z pozwoleniem na podaną liczbę broni – tutaj urzędnik zawahał się, sprawdzając jeszcze raz długą listę podaną przez droida. – a także kody awaryjne i linia transmisyjna o wysokim poziomie szyfrowania. A także odpowiednie zgłoszenie jednostki jako zbrojnej eskorty, nadane przed chwilą do wszystkich baz danych.
BC-99 wziął podane przedmioty w morderczą rękę, odwrócił się i odszedł. Okazał urzędnikowi największą z wdzięczności – pozwolił mu żyć.
***
Podczas zdobywania kodów, drogi na statek i późniejszego lotu na orbitę oprogramowanie BC-99 nie znalazło jasnego i logicznego powodu, dla którego Isard oczekiwał od nich osobnych lotów. Oznaczało to, że powody te musiały być mało logiczne, czyli związane z tym całym myśleniem istot żywych. BC-99 zasadniczo mało je lubił, było szalenie nieefektywne i... żywy, czasem jednak go intrygowało.
I tak było też tym razem, dlatego droid postanowił wykorzystać swoje najnowsze uprawnienia, by zapytać dworzanina osobiście o jego intencje. Nadał identyfikator na Zakładnika 1 razem z informacją, że ze względu na rolę bojowej eskorty, musi pojawić się na pokładzie. Zaraz potem rozpoczął procedurę dokowania. Odpowiedź ze statku Isarda przyszła, gdy znajdował się w śluzie.
Była oczywiście pozytywna, załoga znała już droida, a za znajomością tą szedł bardzo logiczny strach. Nikt nie chciał podpaść dziwnemu towarzyszowi kapitana.
BC-99 szedł korytarzami Zakładnika 1 z hukiem większym niż zwykle. Lubił dawać znak załodze i kapitanowi, że znajduje się na pokładzie. Dodatkowo w ten sposób nie musiał przejmować się nikim po drodze, załoga myślała raczej o miejscach ukrycia się niż swoich normalnych obowiązkach.
Zgodnie z rozkazami Isarda oraz potwierdzeniem BC-99, że mają kontynuować ich wykonanie, Zakładnik 1 przygotowywał się do podróży przez nadprzestrzeń. BC-99 doszedł do kwater dworzanina w momencie, gdy statek akurat wykonywał skok.
– [Zaciekawienie] Powiedz mi, Salazarze, dlaczego chciałeś, żebyśmy podróżowali osobno?
Lecim mordo, kolejnego posta dawaj na miejscu, potem dam link tutaj ;) .
ODPOWIEDZ