[Nar Shaddaa] Złote runo nicości

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Kantyn na Nar Shaddaa było wiele. Większych i mniejszych; ciemnych, zadymionych oraz tych przestronnych i gościnnych. Mówiło się, że życie na Księżycu Przemytników skupia się właśnie tam i nie było w tym cienia wątpliwości. W kantynach rozpoczynały się wielkie przygody, zacieśniał przyjaźnie, śmigały blasterowe bolty, kończył i zaczynały życia. A jeśli człowiek znał odpowiedni przybytek, mógł rozwiązać niemal wszystkie swoje problemy.
Azar siedział w jednej z mrowia kantyn, nazwanej "Grubą Bertą". Znajdował się w piwnicy, którą przerobiono na ładną, chociaż trochę ciasną salę "dla gości". Znajdował się w niej bar, chwilowo bez barmana, sporych rozmiarów stół i kilka wygodnych foteli. Dźwięk był przytłumiony, ale na dół i tak docierało echo muzyki, granej teraz piętro wyżej.
Rattataki czekał na swój blaster. Podczas ostatniego zlecenia broń zaczęła się niepokojąco przegrzewać - niedużo, ale na tyle, by Azar zgodził się oddać go rusznikarzowi. Tagami niedawno sprowadził do piwnic "Grubej Berty" swojego specjalistę, który w tej właśnie chwili zajmował się blasterem. Z sąsiadującej z salą pracowni dochodziły co jakiś czas przekleństwa oraz odgłosy palnika i młotka.
W końcu z warsztatu wyszedł Tagami. W rękach trzymał owinięty w natłuszczoną szmatkę blaster. Houk zbliżył się i teatralnym gestem wyciągnął zawiniątko przed Azara.
- Pacjent odratowany - zakomunikował dumnie Tagami - Rusznikarz płakał, jak mi go podawał.
Azar wziął broń do ręki i przyjrzał się jej krytycznie. Rusznikarz rzeczywiście znał się na swojej robocie, a Tagami widocznie przekazał mu, że Rattataki nie życzyłby sobie zmian w wyglądzie blastera, bo oprócz małego ogniwa chłodzącego i niewiele szerszej lufie, DL-18 nadal wyglądał jak przed dwoma godzinami.
Tagami skrzyżował ręce na szerokiej piersi, z cierpliwością czekając na koniec oględzin.
- Zadowolony? To świetnie. Mam nadzieję, że nie zapomnisz, kto był tak miły i załatwił naprawę, mam rację?
Azar westchnął w duchu. Niewidzialne kleszcze rosnącego długu zaciskały się na jego życiu coraz mocniej, a on z każdym dniem tracił nadzieję na poprawę losu.
Wtem odezwał się komunikator przy pasie Tagamiego.
- Słucham - odebrał zmęczonym głosem Houk.
- Szefie, przyszła jakaś kobieta - odezwał się głos siedzącego na wejściu strażnika. - Pani Yatsushiro. Mówi, że potrzebuje kogoś do sprzątania.
- Zaprowadź panią do loży siódmej i zaproponuj coś do picia. Zaraz się tym zajmę.
- Ta jest.
Tagami spojrzał na Azara spod przymkniętych powiek.
- Masz okazję spłacić naprawę blastera - oznajmił. - Chyba szykuje się kolejne zlecenie. No, leć do pani Yatsushiro, zajmij się tym. Nie każmy damie czekać.

***
Z tego, co wiedział Azar, Kento Yatsushiro był jednym z zaufanych współpracowników Tagamiego. Nie pamiętał, czy Kento zajmował się dostarczaniem samego "towaru", czy organizował handel w którejś z dzielnic, ale czymkolwiek się nie parał, owa współpraca z Tagamim uczyniła go prominentem. Kento był lojalny, a takich ludzi Houk szczodrze wynagradzał.
Azar nie był zaskoczony, kiedy zobaczył żonę pana Yatsushiro. Sachiko ubierała się jak na bogatą i wpływową kobietę przystało - elegancko, drogo, ale z gustem. Ciemne włosy miała ciasno upięte w kok, srebrną garsonkę pozbawioną zagnieceń, a z biżuterii nosiła tylko drobną, błyszczącą diamentami bransoletę.
Kobieta siedziała zrelaksowana, trzymając w delikatnych dłoniach wysoki kieliszek. Azar minął droida, który podawał drinki i wszedł do loży. Kiedy tylko przekroczył jej próg, otoczyła go cisza. Najwidoczniej pomieszczenie zaopatrzono w dobrej jakości wygłuszacz.
- Witam - przywitała go Sachiko. - Proszę usiąść, nie będzie pan tak przecież stał.
Dopiero z bliska Azar mógł uważniej przyjrzeć się przyszłej klientce. Sachiko była ładna, można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że była jedną z piękniejszych ludzkich kobiet, jakie widział Rattataki, gdyby nie widoczne blizny na twarzy, najpewniej po jakiejś odmianie ospy. Azar zdziwił się, dlaczego tak bogata kobieta nie zdecydowała się na jakąś operację, żeby pozbyć się szpecących znamion, był jednak na tyle wychowany, by nie pytać głośno.
- Mój mąż powiedział mi kiedyś, że Tagami dysponuje doświadczonym najemnikiem od brudnej roboty - zaczęła Sachiko. - Muszę przyznać, że spodziewałam się kogoś bardziej... nieobytego, ale pan na takiego nie wygląda, co mile mnie zaskoczyło.
- Zanim jednak przejdę do rzeczy - kontynuowała, odstawiając kieliszek na stół. - Oczywistością jest, że zamierzam pana zatrudnić, nie ma co owijać w bawełnę. Chciałabym, aby wiedział pan, że po pańskich oczach widzę, że nie jestem jednak jedyną w tej sali istotą w potrzebie, mam rację? Zgaduję, że próbuje pan spłacić jakiś dług, prawda? Dług w teorii niespłacalny, jak ośmielę się zgadnąć. Otóż mogę być rozwiązaniem pańskiego problemu, muszę przed tym jednak wiedzieć jedno - jak bardzo jest pan zdesperowany, aby poprawić swoją sytuację? Jak dużo byłby pan gotów oddać dla swojej wolności?
Obrazek
Awatar użytkownika
Azar
Gracz
Posty: 14
Rejestracja: 11 lut 2022, 20:19

Gdyby Azar jakimś przedziwnym i komicznym zrządzeniem losu układał kiedyś turystyczny przewodnik po kantynach Księżyca Przemytników, „Gruba Berta” zdecydowanie plasowałaby się na najniższych jego lokatach. Tak krytyczne podejście do tego przybytku oparte było wyłącznie na jednym jedynym, i to w dodatku na wskroś subiektywnym kryterium. Właśnie tutaj można było najczęściej spotkać Tagamiego i winno być to wystarczającą recenzją dla każdego spragnionego kantynowych uroków.
Tak naprawdę istniała jedynie garstka powodów, dla których Azar z własnej, nieprzymuszonej woli mógłby chcieć widzieć się z Houkiem i niestety tego feralnego dnia jeden z nich wystąpił. Problemy z bronią równały się problemom z wykonywaniem zleceń, a to z kolei mogło prowadzić do dalszych, nieprzyjemnych dla zabójcy perturbacji. Tych, zwłaszcza kiedy znajdował się w ostrym, moralnym dołku wolał unikać. Siedział, więc przy barze, sącząc napój o dyskusyjnym smaku w oczekiwaniu na zwrot przegrzewającego się blastera marki DL-18. Opierał ciężką ze zmęczenia głowę o dłoń, leżąc już praktycznie na ladzie baru. W takiej pozycji sennie wsłuchiwał się w stłumione dźwięki muzyki dobiegające z górnych partii kantyny, zaciągając się odorem niewypalonych przez siebie papierosów. Nie był to jego ulubiony anturaż. Zbyt dudniąco, śmierdząco i półmrocznie, wolał klasykę.
Marazm momentu przerwany został przez męcząco entuzjastycznego Tagami ego. Broń była już sprawna i nie wyglądała na szczególnie zmodyfikowaną. To dobrze, Rattataki w tym wypadku również preferował klasyczne rozwiązania. Houka nie omieszkał oczywiście zaznaczyć, iż to właśnie dzięki niemu cała historia zakończyła się happy endem, zakreślając wielką figurę retoryczną, zmierzającą do uzmysłowienia Azarowi jak wielkim dłużnikiem jest wobec niego. Zabójcy nie pozostało, więc nic innego jak westchnąć ciężko i smutno. Smutek ten zdecydowanie pochodził z najgłębszych czeluści jego trzewi i unaoczniał oznaki ciężkiej depresji.
Azar wpakował blaster w kaburę i począł zbierać się do wyjścia. Mocnym haustem wlał w siebie pozostały na dnie szklanki płyn, który niewielką stróżką spłynął mu po brodzie. W tym samym czasie komunikator Tagami ego aktywnie zaczął dawać o sobie znać. Wymiana kilku zdań i znów Azar został postawiony w niekorzystnej dla siebie sytuacji. Znowu miał kogoś zabić, znowu dla Tagami ego i znowu w ramach spłaty długu, tym razem za blaster. Kłamstwem byłoby stwierdzenie, że Rattataki nie wiedział, iż cała sytuacja tak się zakończy. Spodziewał się, jednak bardziej odroczonego terminu…
Loża numer 7, Pani Yatsushiro, loża numer 7, Pani Yatsushiro… – powtarzał w myślach Azar. Była to część kultury jego pracy, utrwalał wszystko w pamięci, zapisywał na swoim biologiczny twardym dysku, każdą informację chłoną, jak gdyby była najważniejsza na świecie. Była to taktyka pozwalająca mu zachować resztki normalności, uchronić się przed mrocznym szaleństwem i morderczą stagnacją. Pamiętał każdego zleceniodawcę i każdą ofiarę. Chociaż w ten sposób mógł gardzić tymi pierwszymi i oddać cichy hołd tym drugim. Tylko tyle.
Zajmę się tym – rzucił beznamiętnym głosem w stronę Houka.
Wspomniana loża zarezerwowana była dla „szczególnych” gości lokalu i nie był to pierwszy raz, gdy Rattataki przyjmował tam od kogoś zlecenie. Rutyna. Nic nie zapowiadało, aby miało wydarzyć się tego dnia coś szczególnego, toteż wędrówka Azara od baru do pani Yatsushiro odbywała się ślimaczym tempem. Nie miał na to ochoty, szedł pędzony już jedynie siłą woli scalającą każdą molekułę jego ciała w mięsistą całość. Nogi odmawiały mu posłuszeństwa, jednak parł do przodu. Może był to ostatni raz?
W jego głowie kotłowały się myśli. Większość z nich odnosiła się luźno do postaci Kento Yatsushiro, dzielącego nazwisko z jego dzisiejszą kontrahentką. Był to zaiste ciekawy zbieg okoliczności. Kento był wpływowym współpracownikiem Tagamiego, jednak szczegóły co do jego roli w organizacji Houka nigdy nie były przedmiotem jakichś głębszych analiz ze strony Azara. Pewnie robił coś związanego z narkotykami, jak wszyscy inni.
Rattataki wszedł wreszcie do loży, gdzie niemal natychmiast przywitała go piękna kobieta. Naprawdę piękna. Nie wdając się w semantyczne szczegóły można pokusić się o stwierdzenie, że samo słowo „piękna” zostało stworzone właśnie na jej cześć. Była dobrze ubrana, dbała więc o to jak postrzegają ją inni. Azar nie był przekonany, czy załatwiania interesów z pospolitymi gangusami i zabójcami jest odpowiednią okazją, aż do takiego strojenia, ale myśli te odchodziły coraz bardziej im więcej się jej przyglądał. Zaproszony do wyciszonego wnętrza zrobił kilka kroków do przodu. Cisza… Była wyjątkowo przyjemna. Zachęcony, bez słowa usiadł we wskazanym przez kobietę miejscu.
- Jestem zabójcą proszę Pani. Nie wiem czy to czym się zajmuje nie dyskwalifikuje mnie z szacownego grona osób „obytych” - odpowiedział spokojnie Rattataki wpatrując się w twarz kobiety.
- Urodziłem się w potrzebie i wszystko wskazuje, że w niej też umrę. Tacy jak ja nie mają szans na bycia pięknymi, bogatymi, dobrze wykształconymi, czy ślicznie ubranymi. Jedyne, co cenimy to wolność. Tej, jednak mi brakuje. Musimy istnieć, żeby takie osoby jak Pani. Piękne, bogate i inteligentne zawsze wiedział, że wszystkie te cechy posiadają… Rozumie Pani prawda? Przeciwieństwa nadają sobie wzajemny sens… – odpowiedział na kolejną porcję słów kobiety, która wydawała się z każdą chwilą mądrzejsza i sprytniejsza, niż na pierwszy rzut oka można by było stwierdzić.
- Wolność jest dla mnie czymś takim jak bogowie dla wierzący istot. Nienamacalnym, wszechotaczającym spokojem, dobrem, brakiem trosk. Pyta Pani co byłby w stanie za to zrobić? Moja odpowiedź brzmi: wszystko. Myślę, że doskonale Pani to rozumie mimo różnic, które nas dzielą. Pani też przecież jest niewolnikiem swojego wyglądu, pozycji, a może i nawet męża? - dokończył, wreszcie od początku rozmowy usta Azara skrzywiły się w grymasie, który mógłby nawet przypominać uśmiech
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Azar rozmawiał w swoim życiu z tak wieloma zleceniodawcami, że nauczył się bezbłędnie odczytywać wysyłane przez nich sygnały, nawet jeśli jego rozmówcy nie byli ich świadomi. I tym razem nie umknął mu delikatny, ulotny grymas na twarzy Sachiko, kiedy wspomniał jej męża. Niemniej kobieta panowała nad sobą doskonale, nie dając po sobie poznać, czy zauważyła, że on zauważył.
- Widzi pan, nie należę do osób wierzących - zaczęła po chwili milczenia. - Ale gdyby jakaś wszechmocna Istota zstąpiła tu przede mnie, nie wahałabym się złapać ją za nogi. Nie mam już także dłużej wątpliwości, że to właśnie pan może taką istotą być.
Sachiko odchyliła się na oparcie w pozornie rozluźnionej pozycji. Azar domyślił się, że na kamerach będzie to wyglądało na niezobowiązującą rozmowę, taki wstęp przed prawdziwą ofertą, ale to on siedział tuż naprzeciwko kobiety. On, i tylko on, miał szansę dostrzec, że jej palce z lekkim drżeniem poprawiły spódnicę.
- Przedstawię teraz moją propozycję - odezwała się Sachiko. - Proszę nie wykonywać żadnych ruchów, mogą obserwować nas kamery. Chciałabym, żeby zabił pan mojego męża, Kento Yatsushiro.
Azar był profesjonalistą. Nie ruszył się nawet o milimetr. Sachiko spojrzała mu w oczy i dostrzegła zachętę.
- Wszelkie koszty pokryję ja, oczywiście nieoficjalnie. Nie ma pan limitu czasowego, prosiłabym jednak nie opóźniać sprawy. Udostępnię panu wszystkie informacje, które posiadam, a które mogą się przydać do zadania. Jeśli wykona je pan, dostanie pan walizkę chipów kredytowych oraz zapewniony transport na inną planetę, najlepiej na drugim końcu Galaktyki. Zależy mi na tym, by opuścił pan Nar Shaddaa niezwłocznie po załatwieniu sprawy, z oczywistych względów.
- Może to wyglądać na wypadek - kontynuowała Sachiko. - Porachunki z wierzycielami, jakiś dawny wróg, cokolwiek. Byle nie samobójstwo, bo w to ludzie mogą nie uwierzyć. Jeśli się pan zgadza, proszę udać oburzenie i wyjść z loży. Pod pańskim siedzeniem jest chip do datapadu, są na nim informacje o następnym, bezpieczniejszym miejscu spotkania. Podkreślam, że zależy mi, aby pański związek z tą sprawą i moją osobą pozostał w najwyższym sekrecie i zapewniam, że wyeliminowanie jednego zabójcy na zlecenie nie będzie dla mnie trudne, jeśli ów zabójca zacząłby sypać. Mam nadzieję, że podejmie pan słuszny wybór.
Obrazek
Awatar użytkownika
Azar
Gracz
Posty: 14
Rejestracja: 11 lut 2022, 20:19

Azar, mówiąc o mężu kobiety utrafił – całkiem przypadkowo zresztą – w sedno tematu. Mimika twarzy, delikatne tiki nerwowe czy rozbiegane oczy szybko zdradziły, kto będzie kolejnym celem zabójcy. Nie musiał tego nawet słyszeć, już wiedział, wyrok zapadł jeszcze, zanim wszedł do loży. Mimo tej pewności zachowywał się naturalnie, sam jeszcze nie wiedział, jak zareaguje, kiedy te sakramentalne słowa wreszcie wybrzmią, ale ze względu na obecne w tym miejscu kamery wolał nie korzystać ze swojej mowy ciała – ta potrafiła być zdradliwa. Siedział wyprostowany na swoim siedzeniu, wpatrując się sennie w rozwijającą wątek zleceniodawczynię – żadnych oznak nietypowego zachowania.
Nie nazwałbym się wszechmocną istotą proszę pani. Jestem zabójcą do wynajęcia i w związku z powyższym chętnie wysłucham pani oferty – odpowiedział spokojnie kobiecie. Zbliżał się upragniony moment, zaraz to usłyszy. Jego mózg przygotował się w swoich odmętach ciepłe, przytulne miejsce dla tej informacji. Cała gospodarka hormonalna w ciele Azara bulgotała z niecierpliwości, oczekując na ten ożywczy bodziec. Wreszcie nadszedł…
Kento Yatsushiro? Proszę uważać sprawę za załatwioną – rzucił pośpiesznie, aby utwierdzić kobietę w przekonaniu, iż natrafiła na odpowiednią osobę do tego typu pracy. Całe to przedsięwzięcie wymagało z jej strony naprawdę dużej odwagi i Rattataki to szanował. Przyszła do Tagamiego, którego współpracownikiem był nikt inny jak właśnie jej mąż. Wszystko to, aby podpisać nań wyrok. Musiała być zdesperowana, bardzo zdesperowana. Ciekawym zagadnieniem pozostawało to, dlaczego akurat teraz postanowiła poczynić takie kroki. Co się wydarzyło? W głowie zabójcy jak zwykle kotłowało się wiele myśli, ale postanowił pozostawić je na inną okazję – ta z pewnością jeszcze nastąpi. Otrzymywał właśnie konkretne instrukcje zachowania, które miały pozwolić obojgu bezpieczne przejście do realizacji planu. Postanowił skrupulatnie się do nich zastosować. Szybkim ruchem ręki sięgną pod siedzenie, wyciągając chip zawierający kluczowe dla dalszego postępowania informacje. Wrzucił go do kieszeni spodni, podrywając się nerwowo z miejsca. Odegrał szopkę, oburzenie, powymachiwał trochę ręką – nie był zbyt dobrym aktorem, ale na potrzeby chwili było to raczej wystarczające. Odwrócił się na pięcie i wyszedł z loży, trzaskając drzwiami.
Spotkanie z Panią Yatsuchiro okazało sie być emocjonujące, o dziwo, także dla samego Azara. Wreszcie los się do niego uśmiechną. Być może właśnie to zabójstwo będzie jego ostatnim. Może rzeczywiście jest jeszcze szansa na ucieczkę? Bardzo tego chciał. Przyszedł, jednak czas powrotu do Tagamiego i zdania relacji ze spotkania. Zawsze lubił wiedzieć wszystko o swoich klientach, tym razem na pewno jest podobnie. W końcu niecodziennie z jego usług korzystają żony współpracowników. Na pewno zwróciło to jego uwagę. Rattaki ruszył już nieco bardzo ożywionym krokiem w drogę powrotną do swojego bossa. Musiał w głowie ułożyć sobie jakieś kłamstwo, wiarygodne nagięcie prawdy. Coś, co nie wzbudzi w Houka żadnych podejrzeń. Gdyby dowiedział się, że za jednego z jego bliskich współpracowników właśnie ktoś zaproponował jego zabójcy pieniądze nie skończyłoby się to dobrze. Azar był, jednak profesjonalistą – zadowolenie klientów było dla niego wartością nadrzędną. Zadowoleni, więcej płacili.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Po całym przedstawieniu Sachiko posiedziała jeszcze chwilę w loży, dopiła drinka, po czym wstała i szybko opuściła lokal. Azar zauważył, że kiedy kobieta opuściła salę, dwóch nieznanych mu ludzi podniosło się ze swoich miejsc przy barze i poszło za nią. Miał nadzieję, że ci strażnicy byli lojalni wobec pani Yatsushiro.
Tagami czekał na niego w piwnicy. Houk siedział rozparty na kanapie, popijając jakiegoś drinka. Uśmiechał się szeroko i wyglądał, jakby nie mógł się doczekać relacji Azara.
- I co tam? - zapytał, niby od niechcenia. Zupełnie, jakby nie oglądał nagrania z kamer. - Założę się, że Kento wpadł na jakiś durny pomysł. Ale to teraz nie ważne, chodź do mnie.
Tagami wskazał ręką miejsce naprzeciwko siebie.
- Rozumiesz pewnie, dlaczego zależy mi na tym, abyś znajdował dobre zlecenia - powiedział Houk, kiedy Azar usiadł. - Nie da się ukryć, że sporo mi zawdzięczasz, prawda... Ale ja nie o tym teraz.
- Chodzi mi o to, że na swój sposób się do ciebie przywiązałem - kontynuował. - Przez te wszystkie lata, kiedy tyle razem przeszliśmy... Nie uwierzę, jeśli powiesz, że to, co udało nam się osiągnąć, nie napawa cię dumą. Nauczyłem cię wielu rzeczy i jestem zadowolony z tego, co ci w tej głowie zostało. Dlatego wiem, że doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie ma dla mnie lojalność. Lojalność przyjaciół i najbliższych współpracowników.
- Kento to dobry pracownik, oddany, mogę na nim polegać. Czasem wysyłał żonkę, żeby coś przekazała, ale nigdy nie musiał się z tym kryć.
Tagami pochylił się w stronę Azara i spojrzał mu w oczy.
- O co poprosił tym razem? Dlaczego nie chciał, żeby ktokolwiek poza tobą usłyszał waszą rozmowę?

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Azar
Gracz
Posty: 14
Rejestracja: 11 lut 2022, 20:19

Zmęczonym, ociężałym krokiem do piwnicy powrócił ze spotkania biznesowego Azar. Wpełznął tam niczym cień wypełniając pomieszczenie aurą depresji i rezygnacji, tym razem jednak nieco naciąganej na potrzeby szopki, którą miał zamiar odegrać. Houk już na niego czekał. To oczywiste, chciał wiedzieć wszystko co działo się na jego terenie, a tym bardziej, jeżeli to COŚ dotyczyło bezpośrednio jego współpracowników. Jego ciekawość aż wylewała się z prostokątnej, ulanej twarzy, nie musiał nic mówić, jego mimika wyrażała wszystko. Mówić jednak zaczął i to jak zwykle wykorzystując do tego potok piękno brzmiących słów podszytych szantażem i manipulacją.
- Tagami, ty nie dajesz mi zapomnieć jak wiele ci zawdzięczam. Przecież za każdym razem jak się spotykamy to z wielkim namaszczeniem powtarzasz mi to około 100 razy... - odgryzł się na początek z ironicznym uśmieszkiem na twarzy.
- Może zacznę od końca... Odmówiłem jej. Nie zajmuje się takimi pierdołami - kontynuował Azar budując napięcie.
- Kento nic nie wiedział o dzisiejszej wizycie swojej żonki bo to delikatna sprawa... Ona nie chce rozgłosu... No wiesz o co chodzi... Powiedziała, że kręci się koło niej jakiś biznesmen. Nie stąd, przylatuje raz na jakiś czas na Nar Shaddaa i kombinuje, kręci się to tu to tam. Jego zaloty stały się na tyle nachalne, że kobietka chciała, żebym zrobił z nim porządek. A że koleś jest dziany i dobrze chroniony to nie robota dla byle zbira tylko profesjonalisty. Nie powiem, trochę mi zagrała na ambicjach, ale to nie mój typ spraw do rozwiązywania... - ze stoicką miną kłamał Houkowi prosto w twarz.
- Kento nie mógł się dowiedzieć o wszystkim bo podobno reaguje bardzo... Emocjonalnie.... Na takie ekscesy. Ta babka się po prostu boi, że zazdrość Kento mogłaby się bardzo na niej odbić... Wiesz na pewno co mam na myśli. Ot cała historia - dokończył Azar wzdychając ze znużenia.
Kiedy skończył swoją opowieść postanowił nalać sobie przy barze jeszcze jednego drinka. Coś go dzisiaj suszyło niemiłosiernie i trzeba było temu zaradzić. Zresztą, gdyby teraz tak po prostu wybył z tej piwnicy to boss z pewnością zacząłby coś podejrzewać. Trzeba było grać do końca. Do samego końca...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Tagami zacisnął mięsiste wargi w zamyśleniu, trawiąc słowa Azara. Wyglądał, jakby ta czynność kosztowała go wiele wysiłku, ale to były tylko pozory. Pod tą ulaną twarzą krył się umysł na tyle bystry, by zapewnić swojemu właścicielowi wzbogacenie się na Księżycu Przemytników.
- Może i dobrze zrobiłeś - odparł w końcu Tagami. - Jeśli chodzi o tę jego lalkę, Kento potrafi być bardzo zaborczy. Krótko ją trzyma, trzeba przyznać. No, ale tak to jest - jak wydasz na coś dużo forsy, to potem zaczyna ci zależeć.
Komunikator w kieszeni Tagamiego zapiszczał.
- W każdym razie zakładam, że będziesz już szedł - kontynuował Houk, wstając i wyciszając urządzenie. - No chyba, że chcesz posiedzieć na górze przy barze. Ja mam dzisiaj jeszcze jedno spotkanie; muszę się przygotować, więc nie będę cię zatrzymywał.
Tym jakże subtelnym komunikatem Tagami wyprosił Azara z piwnicy. Rattataki wiedział, że jego szef nie przepadał za wszystkimi spotkaniami - część okazywała się męcząca psychicznie nawet dla starego wygi - i lubił się przed nimi zrelaksować.
Azar nie mylił się. Kiedy wyszedł z piwnicy, w wejściu na schody wpadł na Anteę. Miralianka uśmiechnęła się do niego promiennie, tak jak za każdym razem, kiedy go widziała. Azar nadal nie był do końca pewien, czy była to zwykła uprzejmość, zauroczenie, czy po prostu zawodowy nawyk.
- Cześć, Azar - rzuciła Antea, zatrzymując się. - Szef został sam?
- W pracowni jest chyba jeszcze rusznikarz.
- Założę się, że rusznikarz nie będzie mu przeszkadzał - powiedziała, nie przestając się uśmiechać. - To lecę, niech się chłopina nie niecierpliwi. Miłego.
Azar patrzył za nią, kiedy weszła na schody i chwilę potem zniknęła, schodząc piętro niżej. Musiał przyznać, że Antea miała duże doświadczenie w oszukiwaniu mężczyzn, ale jego nie udało jej się do końca nabrać. Zauważył tę pustkę, otchłań skrytą za tęczówkami. Dobrze znał ten stan. Wiedział, że kobieta schowała w sobie troskę i smutek głęboko, tak głęboko, że zaczynało jej to wyżerać duszę.
Pomyślał nagle o Sachiko. Czy ona też miała takie oczy, kiedy szła do sypialni męża? Czy on też dzwonił po nią, kiedy tego potrzebował, a potem chował pod kloszem, jak przybitego szpilką motyla? Przeszedł go dreszcz, kiedy wyobraził sobie te zamglone oczy, patrzące, ale próbujące nie widzieć mężczyzny nad sobą. Czy było na świecie coś, co potrafiło zadośćuczynić takiej krzywdzie? Sam tego nie wiedział.
Wokół dudniła muzyka, a powietrze było gęste od dymu, potu i oparów alkoholu, Azar stał jednak w tym wszystkim nieczuły. Czy takim ludziom jak on, Sachiko albo Antea było przeznaczone chociaż jakieś miejsce, w którym nie czuliby tego lodu w sercu? Czy ta zabijająca nadzieję i marzenia rzeczywistość w ogóle ich do czegoś prowadziła?
Miał nadzieję, że przynajmniej ku końcowi.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Azar
Gracz
Posty: 14
Rejestracja: 11 lut 2022, 20:19

Fakt czy Tagami kupił wymyśloną przez Azara - raczej na szybko - wymówkę dotyczącą spotkania z panią Yatsuchiro należało pozostawić przynajmniej na ten moment w sferze domysłów. Najprawdopodobniej była to historia na tyle przekonująca i trzymająca się przysłowiowej „kupy”, ażeby choć na krótką chwilę uśpić czujny umysł Houka. Miał on tego dnia jeszcze inne spotkania, toteż nie drążąc dalej tematu dawał wyraźne sygnały, że nie życzy sobie już obecności zabójcy. Wspomniał jeszcze tylko coś o Sachiko i ilości pieniędzy, którą jej mąż miał w nią zainwestować. Konkluzję Azar wyciągnął sam. Ta kobieta zamknięta była w złotej klatce i wyraźnie chciała z niej wyfrunąć. Rattataki nie kusząc więc dalej losu wyszedł za próg piwnicy wypuszczając z dużym ciężarem nagromadzone w płucach ze stresu powietrze. Osunął się lekko o ścianę, a następnie odbił, aby nabrać w ten sposób rozpędu do dalszej wędrówki...
Impet, który sam sobie nadał spowodował zderzenie z kolejną znajomą osobą. Tym razem było to zdecydowanie milsze spotkanie. Była to Miralianka imieniem Antea. Była pociesznym stworzeniem, często uśmiechnięta, pogodna, rozdawała miłe słowo - nawet takimi typom jak Azar - niczym cukierki.
- W pracowni jest chyba jeszcze rusznikarz - odpowiedział spokojnie kobiecie.
Odpowiedź wcale jej nie zraziła, choć chyba powinna. Pognała z wyuczonym optymizmem w kierunku piwnicy puszczając jeszcze tylko jeden ze swoich szczodrych, trochę zadziornych i flirciarskich uśmieszków w jego stronę. Rattataki widział w niej siebie. Byli podobni, choć pewnie żadne by nie przyznało tego tak po prostu. Kolejna istota wykorzystywana przez świat, kolejne zmarnowane życie, podnóżek dla silniejszych, bogatszych i lepszych. Zdecydowanie była tak jak on... Była jak dogasająca gwiazda gdzieś na nieboskłonie, taka która wielkimi zrywami próbuje jeszcze przypomnieć o swoim istnieniu całej galaktyce przed tym kiedy pochłonie ją wiekuista, zimna nicość. Krzyczała: "Jestem tutaj! Chce żyć po swojemu!", ale krzyk ten nie docierał do niczyich uszów.
- Trzymaj się - rzucił cicho Azar, tak cicho, że kobieta z pewnością tego już nie dosłyszała.
Odwrócił się na pięcie i stąpając ciężko po stopniach schodów wspinał się ku głównej sali kantyny. Jak zwykle liczył każdy swój krok i kiedy w jego głowie pojawiła się liczba 35 znalazł się w rezonującym kakofonią dźwięków i neonowych świateł przybytku. Rzygać mu się chciało patrząc na to wszystko. Sztuczne istoty, w sztucznej rzeczywistości. Może z drugiej strony to dobrze? Może to sposób na ukojenie bólu istnienia? On nigdy nie znalazł dla siebie lekarstwa.
Rattataki usiadł jeszcze przy barze zastanawiając się co dalej począć. Miał jeszcze trochę czas do zaplanowanego spotkania z Panią Yatsuchiro. Wolał być trzeźwy dlatego nie zamawiał już niczego alkoholowego do picia. Zapalił, dobry dymek dobrze mu robił. Co prawda zaciąganie się w pomieszczeniu pełnym smrodu potu i taniego alkoholu nie wpisywało się w to co Azar nazwałby "przyjemnym paleniem", ale jego wyćwiczona fantazja pozwalała mu wyobrazić sobie, że jest właśnie gdzieś daleko. Na jakiejś całkowicie bezludnej planecie, siedzi sobie właśnie przy całkowicie upuszczonym barze i pali całko... Całkiem niezłe papierosy i gdy czuł się już całkowicie zrelaksowany jakiś pijany Bith przewrócił się na niego całym impetem swego wątłego ciała. Zabójca boleśnie wyciągnięty z krainy marzeń wymierzył tylko niezbyt mocnego kuksańca w tylną część jego ciała otrzepując z siebie opar jego spoconego ciała.
- Pora ruszać - pomyślał badając pośpiesznie czas. Spędził w swoich myślach dłużej niż przypuszczał. Nie była to medytacja, nie był to sen... Może bardziej przeżywania innego życia? Nie swojego...
- Bar "Shamisen" w dystrykcie 9, boczna alejka, tylne wejście - dumał Azar wypełzając niczym cień z kantyny. Droga była długa i akurat zgrywała się z pozostałym mu do spotkania czasem. Ruszył, więc korzystając z dobrodziejstwa taksówkarskiego biznesu. O godzinie 16. 58 wszedł do bocznej alejki. Tylnym wejście, zgodnie z instrukcjami. Rozejrzał się i zbadał okolicę, spodziewał się, że gdzieś tutaj zastanie swoją zleceniodawczynię...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Tuż przed wybiciem godziny 17.00 Azar przyłożył pięść do skromnych, trochę zaniedbanych drzwi baru i zapukał niepewnie. Drzwi szybko otworzył mężczyzna w ciemnych okularach i golfie. Zmierzył Azara wzrokiem i bez słowa postąpił krok w bok, robiąc dla niego miejsce. Rattataki obejrzał się jeszcze przez ramię, raczej z przyzwyczajenia, niż konieczności - uliczka była dobrze ukryta przed wzrokiem ciekawskich.
Wszedł do ciasnego pomieszczenia, pozbawionego ozdób i okien. Od razu poczuł charakterystyczny, trochę rybny zapach oleju do smażenia, typowy dla takich właśnie barów. Zza drzwi naprzeciwko dochodziły odgłosy krzątaniny i mieszania w garnku.
Na środku pomieszczenia, w zagłębieniu w podłodze, stał bardzo niski, kwadratowy stolik. Stało na nim kilka niewielkich talerzyków z jakimiś potrawami, miska z zupą oraz czarki i imbryczek na herbatę. Tuż przed stolikiem, na słomianej macie, klęczała Sachiko. Kobieta ubrana była tym razem skromniej, w obszerny i długi płaszcz, z kapturem zarzuconym chwilowo na plecy. Kiedy go dostrzegła, skinęła głową i gestem wskazała miejsce naprzeciwko siebie.
Azar zbliżył się i usiadł. Obok stolika dostrzegł buty Sachiko, ale nie kłopotał się zdejmowaniem swoich. Kobieta przesunęła w jego stronę parującą czarkę.
- Nie przejmuj się Yaro - powiedziała, wskazując na mężczyznę przy drzwiach. - Jest jednym z moich najlojalniejszych ludzi. Umie dotrzymać tajemnicy. A to miejsce to najlepsza kryjówka, jaką znam. Właściciel ma u mnie dług.
Z kuchni dobiegł odgłos garnka uderzającego o ziemię i siarczyste przekleństwo. Sachiko, niezrażona, napiła się zupy.
- Co do naszej sprawy - kontynuowała, porzuciwszy wcześniejsze konwenanse - jeszcze raz zapewniam, że wszelkie koszty biorę na siebie. Jeśli będziesz potrzebował jakiegoś sprzętu, nielegalnych dokumentów albo... leczenia, to wszystko sfinansuję. Ale podejrzewam, że przed ustaleniem niezbędnych materiałów, trzeba najpierw zająć się planem. Tutaj mogę pomóc ze strony, powiedzmy, technicznej. Mogę przekazać informacje odnośnie rozkładu dnia, mam też dostęp do danych o naszym apartamencie, byłabym też w stanie zdobyć coś o miejscach, do których Kento najczęściej jeździ.
Azar, jako doświadczony obserwator ludzkich twarzy, zauważył, że maska Sachiko trochę się zmieniła. Nadal była to twarz wyrachowanej, opanowanej kobiety, ale mimo wszystko rysy stracił na ostrości, głos zmienił tembr. Sachiko czuła się pewniej na własnym podwórku, gdzie sama ustanawiała zasady. Rattataki pomyślał też, że może nie tyle samo miejsce miało na nią taki wpływ, co wspomnienie o nim. Tak zachowywali się ludzie, którzy znajdowali się gdzieś, gdzie wracały do nich wspomnienia. Spędzili tam wiele beztroskich godzin i pomimo tego, że w ich uczuciach przeważała nostalgia, czuli się po prostu bezpiecznie i swojsko.
Jedyne, czego Azar nie był pewien, to to, czy Sachiko była świadoma tych uczuć.
- Chciałabym tylko przypomnieć, że zależy mi na tym, żeby jego śmierć wyglądała na wypadek, zupełnie niezwiązany z moją osobą - mówiła kobieta dalej. - Tutaj zdaję się jednak na ciebie, jako doświadczonego zabójcy na zlecenie. Powiedz mi, co musisz wiedzieć, albo chociaż, czy masz już jakiś plan.
Obrazek
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Azar wziął wdech, czerpiąc powietrza, żeby odpowiedzieć, ale nigdy nie zdołał tego dokończyć. Słowa niewypowiedziane pojawiły się na krótkie mgnienie w jego głowie i tam już zostały. Ulotne, tajemnicze, nieusłyszane.
Najpierw był krzyk, strzał i odgłos upadającego ciała, za którym podążył brzdęk tłukącego o podłogę garnka. Zaraz potem drzwi do kuchni zostały gwałtownie otworzone, prawie wypadłszy z zawiasów. Do małego pomieszczenia wbiegło dwóch ludzi, ubranych w kevlarowe zbroje, dzierżących lśniące czarną farbą karabiny blasterowe. Jeden celny strzał zostawił śmierdzącą spalenizną dziurę w głowie Yaro - mężczyzna padł, ledwie wyciągnąwszy własną broń z kabury.
Azar zareagował zawodowym odruchem, miękko odbił się od podłogi i w przewrocie znalazł pod ścianą, unikając drugiego wystrzału. Pech jednak chciał, że jeden z napastników właśnie wtedy robił krok w jego stronę. Azar wstał tuż przed jego nosem, a ten - zawodowym odruchem - zdzielił Rattataka kolbą w skroń. Azar padł jak długi, nieprzytomny.
Do pomieszczenia wszedł następny mężczyzna. Ubrany był szykownie, w koszulę i wyprasowane w kant spodnie. Zegarek i sygnety na jego rękach były dobrane z niezwykłym wyczuciem smaku, podobnie były ufryzowane włosy. Przybysz prezentował sobą wysublimowany stopień elegancji, o jakim mogli tylko pomarzyć domorośli "bossowie" nar-shaddańskiej mafii.
- Sachiko - powiedział mężczyzna, stając nad stolikiem z założonymi rękoma. - Zacząłem się martwić. Całe szczęście, że Tagami zadzwonił i powiedział o twojej niespodziewanej wizycie u niego. Jakieś było moje zaskoczenie, że to ponoć na moje polecenie się tam pojawiłaś. Czyżby nużyły cię bezpieczne mury naszego apartamentu, że szukasz rozrywki w takich podłych norach?
Sachiko odłożyła czarkę herbaty, z którą zastygła podczas ataku. Wstała sprawnie i wygładziła spódnicę. Głowę trzymała prosto i patrzyła przed siebie - na drzwi, albo leżące pod nią ciało jej zaufanego ochroniarza.
Nie powiedziała nic.
- Kochanie, byłbym wdzięczny, gdybyś dała się odprowadzić Matsumiemu do samochodu. Kierowca czeka.
- Nie zabijaj najemnika - wysapała jeszcze, kiedy jeden ze strażników złapał ją za ramię i zaczął prowadzić w stronę wyjścia do alejki. - Po prostu... oszczędź.
Mężczyzna obdarzył ją przeciągłym spojrzeniem. Lekki uśmiech zakwitł na jego ustach.
- Jego? - wskazał odzyskującego powoli świadomość Azara. - On jest nic nie wart. Ponadto, był gotów narazić ciebie, moją największą inwestycję i najdroższy element kolekcji, dla czego...? Ile mu obiecałaś kredytów, marne tysiące, malutką walizeczkę. Jeśli będę miał kaprys, pochowam go w czipach kredytowych. Wepchnę mu w usta milion kredytów jeśli będę miał humor! Zabierzcie śmiecia tam, gdzie jego miejsce!
Mężczyzna odepchnął strażnika, sam złapał Sachiko za ramię i gwałtownie szarpnął. Wyprowadził ją do alejki, a za nimi podążyli strażnicy. Jeden niósł ciało Yaro, drugi przerzucił sobie przez ramię Azara, który rejestrował wydarzenia nieprzytomnym wzrokiem. Krew ściekała mu z nosa i po brodzie kapała na brudny, wilgotny chodnik.
Rzucono go pod ścianą, obok kontenera na śmieci, gdzie wrzucili ciało Yaro. Kento Yatsushiro wepchnął żonę do samochodu, a potem wrócił do alejki. Poprawił włosy nerwowym ruchem dłoni i przyklęknął naprzeciwko najemnika.
- Podjąłeś złą decyzję - powiedział mężczyzna. - Trzeba było zostać przy mnie i twoim szefie. Wyszedłbyś na tym lepiej. Żywy. Ale tak to już jest z wolną wolą. Masz prawo robić głupstwa. Ale konsekwencje trzeba ponosić.
Błysnął metal. Kento wbił ostrze pozłacanego scyzoryka w wątrobę Azara. Rattataki, nie do końca przytomny, poczuł ból jak przez mgłę. Ostrze było gdzieś tam, przekręcane raz po raz, coraz szybciej, w jego boku, ale on sam się nim nie przejmował bardziej, niż nie przejmuje się komarem.
Kiedy Kento skończył się wyżywać, podał scyzoryk strażnikowi i odebrał od niego chustkę. Podniósł się, wytarł ręce i z zadowoleniem popatrzył na swoją pracę.
- Zostawcie go w tej alejce - rozkazał. - Jedziemy.
Cała trójka weszła do samochodu, przyciemniane szyby zasłoniły ich twarze. Rozbrzmiał silnik, zapiszczały koła i samochód ruszył przed siebie, w miasto. Gdyby Azar był w środku, gdyby siedział na jednym z tylnych miejsc, zobaczyłby, jak Sachiko nagłym ruchem wyrywa strażnikowi pistolet blasterowy z kabury przy pasie, jak zwinnym ruchem przykłada do brody i pociąga za spust. Jak Kento krzyczy, zbyt wolny, by zapobiec tragedii. Jak kawałki kości i krew obryzgują twarz Yatsushiro, wpadając do otwartych ust.
Ale Azar nie widział. Został w alejce, nie mając sił, by choćby przyłożyć dłoń do rany w boku.
Śmierć przyszła do niego jak stara znajoma. Podpita kurtyzana, która była z nim w najgorszych chwilach. Usiadła na brudnym bruku, tuż obok śmietnika, w jaskrawym, odbitym od kałuż świetle neonów Nar-Shadda i troskliwie położyła mu dłoń na ramieniu. I było tak, że Azar siedział, prawie nie sam, w pustej alejce, a gęsta krew tworzyła kałużę wokół niego. I było tak, że Azara nie było w pustej alejce. Tylko ciało, zwinięte, skurczone, upokorzone.
Uśmiechnięte?









Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
ODPOWIEDZ