[Rystan] Widmo przeszłości

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Satine Sedaris przenosi się z: [Nar Shaddaa] Kłopoty

Wszystkie lampki w kokpicie rozjarzyły się upiorną czerwienią w momencie, gdy smugi tunelu nadprzestrzennego na powrót zmieniły się w punkty niezliczonej ilości gwiazd. Zbudzona z nieplanowanej drzemki kobieta wyprostowała się w fotelu pilota.
- Co się dzieje R3? – spytała, momentalnie otrząsając się z pozostałości senności.
Odpowiedziała jej seria wzburzonych pisków biało-zielonego droida astromechanicznego.
- Jak to zasilanie padło? Dasz radę z tym coś zrobić?
Kapsułowata głowa droida pokręciła się przecząco, a kokpit wypełniła kolejna dawka popiskiwań potwierdzających obawy Satine. Wyglądało na to, że działania Inkwizycji pozostawiły na statku trwały ślad. Co najgorsze – nie miała pojęcia, gdzie się znajduje. Zleciła komputerowi pokładowemu wykonanie kilku losowych skoków w celu zgubienia ewentualnego pościgu. Na którym etapie podróży się znajdowała? Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Gdy zdołała opuścić Księżyc Przemytników, miejsce po jej strachu wypełniły ulga i spokój, które przyniosły jej ukojenie we śnie.
Satine bezradnie wbiła wzrok w czarny bezkres rozciągający się za szybami kokpitu. Jej uwagę zwróciła zawieszona w oddali, lśniąca bielą planeta.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Satine Sedaris
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 09 kwie 2022, 22:19

Gwałtownie obudzona ze snu potrzebowała dobrej chwili by ogarnąć tak naprawdę co się dzieje. Pierwsze momenty były bowiem działaniem niczym na autopilocie. Migające czerwone światła i niepokojące dźwięki wydawane przez konsolę sterowania szybko ją jednak otrzeźwiły, a pytanie zadane w kierunku jej astromecha prędko rozjaśniły sytuacje w jakiej się znalazła. Brak zasilania, ha. Nie była zdziwiona, ale nie oznaczało to, że wolałaby taki scenariusz się nie spełniał. Frachtowiec był kupą złomu, ale sądziła, że powinien on lecieć bez problemów... cóż, z pewnością bez TAKICH problemów. Albo więc przeceniła swoje możliwości w naprawie pojazdu albo był on w gorszym stanie niż sądziła lub został zdecydowanie mocniej uszkodzony niż skany mogłyby pozwalać przypuszczać.
- Uruchamiam zasilanie awaryjne... - Powiedziała po czym to zrobiła. - Wyłączam wszelkie zbędne systemy. - W takim stanie w jakim się znajdowała bronie, mocniejsze i wytrzymalsze osłony czy światła na korytarzu czy wiele innych, mniejszych systemów i podsystemów nie były jej potrzebne. - Przeprowadź analizę naszego stanu R3...
Wkrótce też kobieta zaczęła dostawać informacje o tym jak stali - zasilanie zapasowe nie było we wcale lepszym stanie niż pierwszoliniowe, energii było niewiele, systemy podtrzymywania życia wkrótce zaczną padać, zresztą podobnie jak i cały okręt. Mogła albo próbować teraz naprawiać go albo lądować na jakiejś odludnej, lodowatej planecie... Obie możliwości nie przedstawiały sobą dużych perspektyw.
- Cóż... Na takim odludziu nikt mnie nie rozpozna. - Mruknęła sama do siebie i delikatnie skorygowała lot w kierunku planety. - R3, rozpocznij skan powierzchni i znajdź jakieś dobre miejsce na lądowanie. Sztuczne struktury które powstały ręką istot inteligentnych, być może jakieś jaskinie, źródła ciepła czy komunikacji. Nie wiem, cokolwiek... - Jeśli już miała lądować na tym zapomnianym przez świat globie i naprawiać okręt, to chciała mieć jakkolwiek warunki poza otwartą przestrzenią z hulającym wiatrem i burzami śnieżnymi. Nie wiedziała jak długo przyjdzie jej tu zostać, a jak raz już posadzi frachtowiec, to go szybko nie podniesie z powrotem.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Silniki ożyły na moment, wpychając frachtowiec na odpowiednią trajektorię lotu i nadając mu wystarczającą prędkość. Biała tarcza zaczęła rosnąć za szybami kokpitu. Satine w skupieniu wpatrywała się w powierzchnię planety, próbując znaleźć jakiekolwiek ślady cywilizacji. Bezskutecznie. Cały glob zdawał się być pokryty śniegiem i lodem, spod którego jedynie tu i ówdzie wypiętrzała się szarość skał. Próżno było tu szukać jakiejkolwiek regularności charakterystycznej dla obecności inteligentnych istot.
R3 wpięty w systemy statku zapiszczał energicznie.
- Budowla? – ożywiła się Satine. – Gdzie?
R3 odpowiedział całą litanią popiskiwań i buczeń. Z tego co zrozumiała, na planecie znajdowała się budowla. Jedna, o regularnym kształcie, niemożliwym do uzyskania przez działanie sił natury. Brak nadajnika i zasilania uniemożliwiał droidowi dokonanie dokładniejszych pomiarów. Niemniej tyle informacji wystarczało byłej jedi. Jeśli gdzieś miała szansę na przetrwanie, to właśnie tam.
Frachtowiec przebił granicę atmosfery. Jednostką zarzuciło gwałtownie, jedynie dzięki zapiętym pasom nie zrzucając kobiety z fotela pilota. Poszycie YT zazgrzytało rozpaczliwie. Satine mocno chwyciła stery, aktywując zasilanie awaryjne. Silniki rozjarzyły się pełnią mocy, wyrównując lot. Frachtowiec wbił się w grubą warstwę chmur, szczelnie otulających tę część globu. Widoczność na zewnątrz spadła do zera i jedynie rozmyte, zmieniające się odcienie szarości przypominały, że statek wciąż znajduje się w ruchu. I wtedy wszystkie wskaźniki ponownie zgasły.
- Nie, nie, nie! – krzyknęła Satine, rozpaczliwie próbując przywrócić systemy do życia.
Bezwładną bryłą frachtowca zarzuciło, a wyraźny odgłos rwącego się metalu, nie pozostawił wątpliwości, co do stanu jednostki. Na zewnątrz chmury rozmyły się niespodziewanie i szyby kokpitu zostały wściekle zaatakowane przez nawałnicę śniegu. Satine zdążyła jedynie zauważyć zbliżającą się w zatrwżającym tempie powierzchnię planety. Rozpaczliwie pociągnęła ku sobie stery, próbując nieco zmniejszyć prędkość spadania. Nie miała szans. Skuliła się w sobie, przygotowując się na uderzenie. A potem biel w jednej chwili została zastąpiona czerwienią.


***


- Hej!- Obcy głos dobiegł z oddali. – Hej! Jesteś cała?
Delikatne potrząśnięcie ramieniem uzmysłowiło jej, że słyszana osoba musi znajdować się tuż obok. Spróbowała otworzyć oczy i coś powiedzieć, lecz z jej ust wydobył się jedynie niezrozumiały bełkot.
- Hej! – krzyk, który rozległ się w pobliżu jej ucha, przeszył jej umysł falą bólu. – Pilot żyje! Pomóżcie mi!
Zanim ponownie straciła przytomność, poczuła obce ręce wypinające ją z pasów i zwlekające z fotela pilota.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Satine Sedaris
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 09 kwie 2022, 22:19

Dawno nie czuła się tak paskudnie. Zamglony umył podsuwał jej niewesołe myśli o kłopotach ciągnących się na nią od Nar Shaddaa. Jak ją znaleźli na Księżycu Przemytników? Czy ktoś ją rozpoznał i na nią doniósł? Ale jeśli tak, to kto? Starała się trzymać niski profil. Żyła w jakimś podrzędnym magazynie, wynajdywała całą stertę rupieci i złomu, czasem chwytając się tylko jakiejś dorywczej pracy na krótkie okresy czasu. Tam ktoś ją mógł rozpoznać. A może jakieś zautomatyzowane skany zdołały ją wykryć? Bo z całą pewnością nie użyła przy kimś Mocy w takim stopniu by ją mogli rozpoznać. Inkwizytorzy nie znali też jej prawdziwego imienia, a przynajmniej mówili do niej w jej przybranym imieniu. Może do końca nie wiedzieli kim jest, prócz tego, że była Jedi.
Ugh. Czuła się obolała. Czemu nie mogła uciec gdzieś bezpiecznie tylko... Lądowanie!? Otworzyła pomału oczy mrużąc je od światła. Gdzie była? To nie był jej statek. Może ta budowla którą wcześniej widziała? Ale jak się tu znalazła...? Ktoś ją tu przyprowadził. Pamiętała mgliście, że ktoś ją zabrał z jej statku. O nie... jej statek. Przypomniała sobie ten rozdzierający dźwięk niszczonego metalu. Nie musiała się nawet udać na oględziny by mieć strasznie niemiłe podejrzenia, że jej okręt już się nie podniesie. Że oto, ostatecznie, wyzionął ducha.
- Khm. Ouć. Gdzie jestem? Kim jesteście? - Otworzyła już oczy całkowicie i podciągnęła się do pół-siadu. Poczuła tępe kłucie w boku i nieco mniejsze w nosie. Albo większe, trudno powiedzieć. Dziwnie się czuła będąc obskoczona przez taki tłum ludzi po latach spędzonych w samotności. Chciałaby mieć tu przy sobie swój miecz świetlny albo chociaż blaster, którą to jedną ręką zaczęła go powoli i ostrożnie szukać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Mężczyzna stojący najbliżej nachylił się nad Satine. Był osobnikiem w średnim wieku, z burzą znajdujących się w nieładzie włosów i bujnym zarostem, ponad którym sterczał zaczerwieniony nos. Jego uniform, identyczny ze strojami pozostałych, obecnych w pomieszczeniu osób, znaczyły ślady długiego użytkowania.
- Obudziłaś się! - uśmiechnął się z zakłopotaniem, które można było zrzucić na karb nieśmiałości. – Widzieliśmy jak twój statek spada i się rozbija. Miałaś sporo szczęścia, jeszcze miesiąc temu nas tu nie było.
- Tu?
- Rystan – odpowiedział mężczyzna tak, jakby była to najbardziej oczywista rzecz w galaktyce. – Jesteśmy naukowcami. Badamy tutejsze ruiny kompleksu zwanego dawniej Kaplicą. Doprawdy, niesamowite miejsce. Oddawano tu cześć…
- Jak się stąd wydostać? – weszła mu w słowo Satine.
Mężczyzna podrapał się po głowie, wodząc wzrokiem wokół.
- Twoja maszyna do niczego się już nie przyda. Zważywszy, że jesteśmy jedynymi istotami rozumnymi na całej planecie, zdaje się, że jesteśmy twoją jedyną opcją. Zostaniemy tu jeszcze tydzień, dwa i będziemy musieli uzupełnić zapasy w najbliższym systemie. Możemy cię wtedy podrzucić. Do tego czasu pozostaniesz naszym gościem. Co ty na to? – naukowiec uniósł pytająco brwi, po czym dodał.
Obrazek
Awatar użytkownika
Satine Sedaris
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 09 kwie 2022, 22:19

Naukowcy na Rystan. Nie była wstanie sobie przypomnieć gdzie dokładnie była Rystan, zresztą w galaktyce było dziesiątki, setki tysięcy planet, nic więc dziwnego, że nie znała jej. Zresztą, biorąc pod uwagę, że stanowiła ona zamrożone pustkowie bez jakichkolwiek śladów cywilizacji nie było w tym nic dziwnego. No, poza jednym śladem - Kaplicy. Obiektu, który zdołała zeskanować z orbity i w którego okolicy musiała dokonać bardzo ekscytującego lądowania. Czym była rzeczona Kaplica w tym momencie nie miało dużego znaczenia dla niej samej. Nie tak dużego jak możliwość jak najszybszego wydostania się z planety, których tak naprawdę nie było. Musiała albo czekać aż naukowcy, tak jak powiedzieli, opuszczą planetę w celu uzupełnienia zapasów lub po prostu ukradnie ich okręt. To drugie mogło być jednak skomplikowane. Z całą pewnością nie mogłaby zostawić tu nikogo na pewną śmierć w śniegu i lodzie, a poza tym, mogłoby to zwrócić na nią przesadną uwagę.
- Wygląda na to, że nie mam dużego wyjścia, prawda? Chętnie skorzystam z gościny... - Satinę zsunęła nogi poza łóżko i złapała się za żebra, pomału łapiąc oddech i badając w jakim stanie się znajduje, które pozycje wywołują w niej najwięcej bólu i na ile może swobodnie się poruszać. - Hmpf. Będę musiała wrócić na okręt, zabrać swoje drobiazgi... Poza tym, droidy? Macie jakąś zapasową kurtkę? Musi być na dworze zimno i... - Zamilkła na moment i potrząsnęła głową. - Przepraszam, ja... Powinnam wam była przede wszystkim podziękować. Chyba wciąż staram się to wszystko przetrawić co miało miejsce. Mogę się wam jakoś odwdzięczyć?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

- Nie ma o czym mówić – machnął ręką naukowiec. – Zrobimy co w naszej mocy, żeby pomóc. Jesteś pewna, że chcesz wstawać? Masz szczęście, że w ogóle żyjesz.
W międzyczasie obecny w kajucie Rodianin zniknął za jej drzwiami, by wrócić po chwili z kombinezonem identycznym do ubioru wszystkich obecnych.
- Może być nieco za niewygodny, ale nie mamy damskich krojów – mruknął przepraszająco. – Jednak bez niego nie przetrwasz na zewnątrz nawet kilkunastu minut. Kombinezony termiczne są przy wyjściu ze statku.
- Kim w ogóle jesteś i jak tu trafiłaś? – przerwał mu ludzki mężczyzna, trzymający się nieco z tyłu i dotąd w milczeniu obserwujący sytuację.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Satine Sedaris
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 09 kwie 2022, 22:19

- Oh, faktycznie szczęście. Mogło być znacznie, znacznie gorzej. To było bardzo ekscytujące lądowanie. - Powiedziała i zaraz dodała. - Cóż, muszę się rozruszać, sprawdzić jak źle ze mną jest, a poza tym muszę zobaczyć co ze statkiem. Ocenić jego stan, czy warto go ratować lub wyciągnąć z niego cokolwiek wartościowego, co pomoże mi stanąć na nogi jak za ten tydzień czy dwa opuścimy planetę. Czasu nie jest szczególnie dużo. - Powiedziała. Gdy Rodianin przyniósł kombinezon by mogła się przebrać na zewnętrzne warunki atmosferyczne podziękowała i zbyła komentarz, że nie będzie pasował machnięciem ręki. I tak miała połamane żebra, to nie tak, że nagle jej komfort się znacznie pogorszy z powodu mało wygodnego stroju.
- Oh, no tak! Przepraszam! - Wstała z pryczy i wyciągnęła ręce po kolei do osób, które ją uratowały na przywitanie. - Akadana Shen. A to kim jestem, to cóż... W chwili obecnej rozbitkiem. Gdy jednak nie ląduje na takich odległych planetach, to pilotuję i staram się naprawiać stare wraki, przewożę ludzi i towary, czasem złapię jakąś inną, drobną robotę. Innymi słowy - co popadnie i co w rączki wpadnie. Jakoś trzeba związać koniec z końcem. To ostatnio marnie jednak wychodzi, zresztą to jeden z powodów czemu tu jestem. Statek jest stary i całkowicie padło na nim zasilanie... Podejrzewam, że chwilowo jestem bezrobotna! - Rozłożyła ręce w geście bezradności. - Ale przynajmniej żyję.
- Zresztą, miałam też szczęście, że "wylądowałam" tak blisko was. Gdy tu dryfowałam z pozoru skanery nic nie wykrywały, dopiero później wykryły jakąś budowlę. Ta Kaplica, to co to jest...? Jedyne miejsce na planecie z tego co widziałam. Jesteście jakąś prywatną ekspedycją z uczelni? - Zadała uprzejmie pytanie chcąc rozeznać się jednocześnie czy przypadkiem nie natknęła się na jakąś inicjatywę imperialną, choć podejrzewała, że w takim wypadku szybko spotkałaby żołnierzy.

W każdym razie, po wstępnej wymianie uprzejmości i przebadaniu gruntu spytała się jak daleko się rozbiła i w którą stronę, przebrała się i ruszyła w kierunku swego okrętu. Musiała sprawdzić co zdoła z niego uratować - może jej droidy przetrwały uderzenie, astromech był cenny, zresztą droid medyczny również. Poza tym miała tam swój plecak z odrobiną kredytów i drobnych rzeczy, a także najważniejsze - broń. Nie mówiąc o tym, że dobrze byłoby z okrętu rozkręcić co się dało i co można było spieniężyć. Przynajmniej jeden kłopot z głowy - nie będzie go mogła sprzedać i nie wykryją jej po nim. Statku już nie było.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

- Prowadzimy badania z ramienia Instytutu Historii na Coruscant – wyjaśnił brodacz, który zdawał się być liderem grupy. – W archiwach trudno znaleźć jakiekolwiek informacje o Rystan, jeśli już się pojawiają, to są absolutnie szczątkowe. Zupełnie jakby planeta znajdowała się gdzieś w Nieznanej Przestrzeni.
- Gdyby nie wsparcie ministerstwa, wyprawa nie doszłaby do skutku – dorzucił Rodianin. – Imperium Galaktyczne zapewniło nam nawet wyposażenie i ten prom. Jesteśmy tu pierwszą ekipą badawczą.
- Lub o poprzednich z jakiegoś powodu nie wspomniano w żadnych zapiskach.
Po słowach drugiego z ludzi, kabinę na moment wypełniła cisza.

***

Dwie postaci w grubych, pomarańczowych kombinezonach równym tempem oddalały się od Imperialnego Promu Zeta. Ich śladem podążała platforma repulsorowa, mogąca być nieocenioną pomocą w przypadku chęci transportu większych przedmiotów. Wokół rozciągał się nieco pofalowany biały bezkres, ciągnący się aż po horyzont. Tu i ówdzie, niczym bruzdy znaczyły go jedynie liczne lodowe szczeliny, czyhające na nieuważnych wędrowców. Nic nie zakłócało doskonałego bezruchu otaczającego ich obrazu, jedynie na horyzoncie zaczynały zbierać się ciemne chmury. Zimno zdawało się zadawać fizyczny ból.
- Za kilka godzin to miejsce będzie wyglądać zupełnie inaczej – idący obok mężczyzna dostrzegł jej skierowane ku horyzontowi spojrzenie. – Nawet te kombinezony by nam nie pomogły, gdybyśmy zostali na zewnątrz.
- Daleko jeszcze do mojego statku? – spytała Satine, powstrzymując się od szczękania zębami.
- Już prawie jesteśmy.
I faktycznie po chwili ich oczom ukazał się wrak frachtowca. Jeśli do tej pory Satine miała jakieś wątpliwości, czy uda się jej jeszcze wznieść go w powietrze, zostały one momentalnie rozwiane. Patrząc na stan swojego statku, zaczęła się wręcz zastanawiać, jak udało się jej przeżyć. Siła uderzenia rozerwała kadłub na dwie części, rozrzucając fragmenty jednostki w promieniu kilkudziesięciu metrów.
- Jak sama widzisz… Miałaś sporo szczęścia.
Satine ruszyła przodem, analizując rzeczy, które powinna spróbować odszukać. Jej tropem ruszył naukowiec, dyskretnie poprawiając znajdującą się pod wierzchnią warstwą okrycia kaburę z blasterem,
Obrazek
Awatar użytkownika
Satine Sedaris
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 09 kwie 2022, 22:19

Ujrzenie okrętu, który naprawiała przez rok było deprymującym doświadczeniem. Wokół nich lodowate pustkowie i silny wiatr, burza zbierająca się na dalekim horyzoncie i gotowa uderzyć w nich w przeciągu kilku następnych godzin i jej frachtowiec rozerwany na dwie części. Moc musiała nad nią czuwać skoro przeżyła takie zderzenie mając ledwie obolałe żebra. Wątpiła jednak czy jej droidy mogły przetrwać to spotkanie lub zostało na okręcie cokolwiek co mogłoby się nadać na złom i późniejsze spieniężenie. Teraz już nie Satine, a Akadana stała przez moment wpatrując się w złomowisko i mrużąc oczy na widok całego pobojowiska, kątem oka zaś dostrzegając jej towarzysza, który starał się poprawić kaburę pistoletu.
- Są tu jakieś lokalne formy życia, które mogą nam zagrozić? - Zapytała się nim ruszyła głębiej w porozrzucane i poskręcane szczątki metalu i dając tym samym jasno do zrozumienia, że zauważyła jego ruch. Kto wie, może uznawał ją za jakiegoś pirata lub przemytniczkę? Nie miało to jednak aż tak dużego znaczenia, naukowiec to nie inkwizytor i nawet bez broni, palców i będąc obolała mogła z nim sobie bez trudu poradzić, była tego pewna. Mogła się więc skupić na czym innym - zebraniu wszystkiego co było tu cokolwiek warte zabrania. Droidów, które nawet dezaktywowane lub popsute mogły być naprawione i sprzedane, części okrętu które przetrwały uderzenie i jej własne, prywatne rzeczy.
- R3! R3, jesteś tutaj!? - Krzyknęła w przestrzeń nim włączyła swój komunikator starając się wywołać swojego astromecha. Jedna z ostatnich rzeczy łącząca ją z Zakonem. - R3 zgłoś się. Podaj swoją pozycję. - Nie doczekała się jednak odpowiedzi. Być może jego komunikator został całkowicie zniszczony lub on sam już nie funkcjonował... Podobną próbę kontaktu ze swym droidem medycznym, ale również tutaj nie było odpowiedzi... Cóż, najpierw to co najważniejsze i po co tak naprawdę przyszła. - Zaczekaj tutaj, może tu być niebezpiecznie. - Zwróciła się do naukowca i sama ruszyła w głąb poskręcanego metalu. Niebezpieczeństwo była jednak jedynie wymówką bowiem kierowała się tu do tajnej, przemytniczej skrytki ze szkatułką, w której R3 powinien był ukryć jej szkatułkę z przedmiotami z przeszłości, a gdzieś w okolicy, to jest kajucie, powinien być jej plecak z ekwipunkiem do szybkiej ucieczki. Miała nadzieję, że dostanie się tam bez większego problemu i zdoła odzyskać swoje rzeczy. Ba! Dostanie się tam to jedno. Miała nadzieję, że były na miejscu. Potem zaś winna była się skierować do kokpitu, to tam właśnie znajdował się R3 w chwili zderzenia i pewnie tam go znajdzie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

- Cobonice. Nie widzieliśmy ich, ale wokół obozu znaleźliśmy liczne ślady świadczące, że zainteresowały się naszą obecnością. Niby wychodzą po zmroku, lecz lepiej zachować ostrożność. Wolałbym jednak żadnej nie spotkać. Zabierajmy stąd co trzeba i ruszajmy w drogę powrotną.
Na prośbę Satine brodacz jedynie skinął głową i uważnie lustrując okolicę, oparł się o fragment kadłubu.



Satine ostrożnie stąpała po zawalonej częściami statku posadzce. Było to bolesne doświadczenie. Nie tyle fizycznie, co mentalnie. W końcu swemu YT poświęciła naprawdę sporo czasu i energii. Frachtowiec zarył w zwały śniegu pod dziwnym kątem, mocno utrudniającym swobodne poruszanie. Była jedi musiała wykazać się sporą ostrożnością, by nie poślizgnąć się i nie pokiereszować jeszcze bardziej.
R3 wciąż znajdował się tam, gdzie go zostawiła. Siła uderzenie zniszczyła większość szyb w kokpicie, torując drogę zwałom śniegu, obecnie przysypujących fotele pilotów. Droid również znajdował się w większości pod warstwą białego puchu. Nie prezentował sobą opłakanego stanu, lecz twarde lądowanie odcisnęło na nim wyraźnie piętno. Sensor optyczny był rozbity, a kopulastą część korpusu zdobiło malownicze wgniecenie.
Obrazek
Awatar użytkownika
Satine Sedaris
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 09 kwie 2022, 22:19

Po dotarciu do kokpitu mógł brać dziw, że przeżyła. Nie tylko ona jedna miała szczęście, bowiem jej droid, choć miewał gorsze dni, po krótkich oględzinach wyglądał na takiego co przetrwa. Pewnie trzeba będzie wyklepać mu nieco kopułę, wymienić sensor optyczny i wymienić kilka obwodów, ale wyglądał obiecująco. Choć, jeśli miała się nie oszukiwać, to pewnie będzie musiała go sprzedać. Bez okrętu na co jej był astromech? A tak może komuś go sprzeda za kilkaset kredytów, może tysiąc.
Niestety, tak jak trudno było dotrzeć do kokpitu, tak teraz o wiele trudniej było z niego wyjść z droidem. Ale, gdy już się z tym uporała, rzuciła go na wózek repuslorowy, z którym tu przyjechali. - Niezła zdobycz na początek... - Powiedziała tylko nim ponownie wróciła na okręt, kierując się do swojej kajuty - w środku powinien był być jej plecak, a w pobliżu skrytka ze szkatułką, w której trzymała miecze świetlne czy nagranie, z którym się nie chciała rozstać. Jedi nie powinni byli przywiązywać się czy to do innych osób czy rzeczy, ale... To wszystko co miała.
Potem miała się zamiar udać do pomieszczenia medycznego. Ciekawe czy przetrwało.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Satine Sedaris
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 09 kwie 2022, 22:19

Z ulgą mogła zobaczyć, że jej najcenniejsza rzeczy w posiadaniu ocalały. Schowała je więc szybko do plecaka, nie chcąc później tłumaczyć się komukolwiek co znajdowało się w skrzyneczce nim dalej kontynuowała eksplorację okrętu. Niestety, dział medyczny został całkowicie zniszczony, a z zewnątrz dobiegały ją krzyki, że burza może lada chwila uderzyć. Wyglądało na to, że pogoda była tu wrogiem, który był nieprzewidywalny. Mogła tylko przyjąć to do wiadomości i udać się z powrotem, na spotkanie naukowca i wrócić do bazy.
- Cierpliwości. - Pomyślała tylko. Jeszcze zdąży tu wrócić, gdy tylko pogoda się poprawi. Wtedy zbierze więcej części, które będzie mogła przehandlować. Chwilowo i tak nie miałaby co z nimi zrobić, a wciąż miała tydzień, może dwa nim naukowcy podniosą swój okręt.
- W porządku! Wrócę tu później, gdy pogoda się poprawi! Lepiej się pospieszmy... - Odwróciła głowę w kierunku burzy. - Faktycznie zbliża się o wiele szybciej niżby się zdawało!
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Emerald Oliks był człowiekiem na wskroś asocjalnym. Zakopany w różnorakich artefaktach minionych wieków i świadectwach istnienia dawno wymarłych kultur, paradoksalnie nie zdołał wykształcić szacunku do tych wciąż żywych. Był jednym z lepszych w swoim fachu i dzięki temu płazem uchodziły mu wrodzona niechęć i nieufność do przedstawicieli wszystkich inteligentnych gatunków w galaktyce; Chyba że byli skamielinami.
Od chwili, gdy zobaczył na niebie wlokący za sobą ognisty ogon frachtowiec, przeczuwał kłopoty. W przeciwieństwie do pozostałych członków załogi nie wykazał oznak entuzjazmu, gdy odnaleziona we wraku kobieta dała oznaki życia. Nie uśmiechała mu się wariacja historii o Zeltronce i siedmiu Jawach. Ocalała była w jego oczach zwiastunem kłopotów. W końcu nikt nie znalazłbym się w tym zakątku galaktyki przypadkiem – te w opinii Emeralda były jedynie pójściem na łatwiznę w tłumaczeniu niezbadanego zagadnienia. Poza tym, miejsce budowy Kaplicy miało zapobiegać odszukiwaniu jej przez przypadkowych gości.
Gdy tylko Obb Bills wraz z nieznajomą opuścili pokład promu, mężczyzna zasiadł przed ekranem i rozpoczął poszukiwania informacji na temat tajemniczego gościa. Pojawienie się pierwszych wyników zbiegło się z drastycznym pogorszeniem jakości sygnału, a finalnie całkowitym jego zanikiem. Na zewnątrz rozszalało się białe piekło.



Obb Bills z niepokojem spoglądał w niebo. Śmiercionośny żywioł gnał ku nim szybciej, niż pierwotnie szacował.
- Musimy wracać – krzyknął ponaglająco w głąb wraku. – Jeśli zaraz nie ruszymy, nie zdołamy dotrzeć do statku.
Wezwanie odniosło pożądany efekt. W oderwanej części kadłuba pojawiła się kobieca postać. Biorąc pod uwagę jej stan fizyczny, był zdumiony, że w ogóle podjęła się tej podróży. Gdy okazało się, że żyje, zakładał że spędzi pod opieką droida medyczne co najmniej kilka dni. A tymczasem stała obok niego i spoglądała z obawą w niebo zza swych ochronnych gogli.
- Możemy ruszać? – spytał krótko naukowiec.
Kobieta w odpowiedzi skinęła jedynie głową i ruszyła przodem.



Byli już prawie u celu, gdy żywioł chwycił ich w swe szpony. Mimo stroju ochronnego Satine czuła, jakby lodowe igły siekły jej skórę. Prom jeszcze kilka sekund wcześniej widoczny kilkanaście metrów przed nimi, całkowicie zniknął w śnieżnej zawiei. Gdyby nie lokalizator Billsa mogliby minąć statek i obóz o kilkanaście centymetrów i nawet tego nie zauważyć.
Gdy w końcu wspięli się po trapie do zacisznego wnętrza promu i pozbyli kombinezonów, wycieńczona Satine opadła na ciągnącą się pod ścianą pomieszczenia wspólnego ławę. Gdy w końcu otwarła oczy, złowiła spojrzenie mężczyzny o ciemnych, przetłuszczonych włosach i zaniedbanym zaroście, szepczącego coś do Billsa.
Obrazek
Awatar użytkownika
Satine Sedaris
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 09 kwie 2022, 22:19

Czy powinna zostać pod opieką droida medycznego? Prawdopodobnie. Ostatnie spotkanie z Inkwizycją spowodowało u niej konieczność posiadania miecza świetlnego pod ręką. Bez niego była bezbronna, niezależnie od tego jak źle lub dobrze prezentował się jej stan. Oczywiście to nie był jedyny powód powrotu na statek, choć niewątpliwie najważniejszy. Być może teraz będzie jej dane odpocząć i zająć się własnymi ranami, gdy wrócili ze śnieżycy, która gwałtownie uderzyła w nich, gdy byli ledwie metry od okrętu dowodzenia całej ekspedycji i niewątpliwie by się zgubili, gdyby nie nadajnik. Jednakże coś było nie tak... Słyszała szepty, ciche szepty i skierowane w jej stronę spojrzenia. Uśmiechnęła się jedynie i odwróciła nieco spojrzenie, nie chcąc by z jednej strony uznano, że ich podsłuchuje, ale z drugiej oddała się Mocy i z pewnym trudem zaczęła wytężać swoje zmysły by wyłowić ich słowa.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Gdy Satine sięgnęła w moc, na moment ogarnęło ją uczucie niezmierzonej pustki, która zdawała się ją pożerać. Otrząsnęła się momentalnie, nieco zdezorientowana rozglądając wokół. Rozmawiający mężczyźni napotkawszy jej wzrok przerwali rozmowę i wrócili do swoich zajęć. Coś dziwnego było w tym miejscu. Nie chodziło o statek i przebywające na jego pokładzie osoby. Coś złowróżbnego czaiło się na śnieżnych pustkowiach Rystan, niczym cień kładąc się na imperialnym promie i jego załodze. Czyjś głos przerwał jej rozmyślania.
- Podano kolację - poznany wcześniej Rodianin wskazał zachęcająco na stół, na którym pojawiły się dymiące półmiski.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Satine Sedaris
Gracz
Posty: 18
Rejestracja: 09 kwie 2022, 22:19

- Dziękuję... - Powiedziała z pewnym zakłopotaniem, gdy powiedziano jej o kolacji i zobaczyła przed sobą jedzenie. Jej próba sięgnięcia po Moc i wyostrzenia swoich zmysłów spotkała się z... oporem. Choć takie określenie było eufemizmem. Było tu coś co nigdy nie czuła. Jakiś... głód? Coś co chciało ją pożreć. Trudno było jej to powiedzieć lub opisać, ale samo w sobie było niepokojące i przerażające, choć na zupełnie innej skali niż jej spotkanie z Inkwizytorami. Pod pewnymi względami nawet bardziej, gdyż było to coś zupełnie obcego.
- Cóż... Udało mi się odzyskać droida i kilka drobiazgów, ale niewiele więcej. Musieliśmy wcześniej wrócić z powodu burzy śnieżnej. - Powiedziała z uśmiechem i zaczęła jeść jedną ręką. - Będę tam musiała wrócić jak pogoda się poprawi. Takie burze są tu częste? - Zagaiła nie chcąc siedzieć w ciszy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 166
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

- Nieprzewidywalne – odezwał się znad swego talerza zielonoskóry Twi’lek. – Przez pierwsze cztery dni byliśmy praktycznie uziemieni na pokładzie. Potem burze pojawiały się raz na kilka dni i trwały nie dłużej niż tutejszą dobę. Czasem bywało jednak nieciekawie.
Zawtórował mu mężczyzna w średnim wieku, którego ubranie wyróżniało się na tle pozostałych smugami smaru.
- Za każdym razem to samo. Nadchodzi burza, wszystkie systemy łączności siadają...
- My też… przeważnie w pomieszczeniu wspólnym – dodał Twi’lek uśmiechając się pod nosem. - Jeśli pogoda pozwoli, jutro zamierzamy kontynuować badania w Katedrze. Jeśli będziesz się czuła na siłach i miałabyś chęć, możesz iść z nami - zwrócił się do Satine.
Obrazek
ODPOWIEDZ