[Onderon] Iziz

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 135
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Obrazek

Onderon. Wspaniała planeta pełna możliwości zarobku dla wszystkich wystarczająco silnych, by polować na tutejszą faunę, a czasem też i florę. Istoty skryte za potężnymi murami miasta Iziz codziennie zatrudniały najemników do polowań na egzotyczny towar, by naststępnie wywieźć go do Przestrzeni Huttów, znudzonych życiem imperialnych gubernatorów, czy na areny bossów półświatka.
Do takiej właśnie roboty zatrudnił się Herraxin Va. Samą planetę jak i jej stolicę pamiętał bardzo dobrze. Wiele miesięcy spędził na tutejszych walkach z Republiką za czasów Wojen Klonów aż do momentu gdy ta przy wsparciu jedi dokonała udanego przewrotu. Na szczęście po wojnie planeta weszła pod panowanie Imperium i ponownie stała się domem dla tych mniej legalnych handlarzy żywym towarem. Handlarzy, którzy zaproponowali doświadczonemu w walkach nikto wyprawę na zwierza do dżungli. Ten, jako że nie miał nic lepszego do roboty, a kredyty się powoli kończyły, zlecenie przyjął. Nie przeszkadzała mu nawet obecność Imperium, które w Iziz trzymało stosunkowo małe siły a za odpowiednią opłatą zostawiało lokalnej władzy sporą dawkę wolności.
Herraxin umówił się, że po przylocie na Iziz zgłosi się do biura Czarnych Myśliwych, do których to właśnie podłapał kontakt na jednej z mało legalnych stacji kosmicznych. Nigdy jednak do owego biura nie dotarł...

***

Najpierw onudził go potworny ból głowy, ale gdy już świadomość powoli przedarła się do jego odrętwiałych członków, stwierdził, że boli go właściwie wszystko. Czuł się tak, jakby dostał sporym ładunkiem ogłuszającym. Albo kilkoma naraz. Zimna kamienna podłoga, na której leżał, zdawała się łagodzić ból, więc nieśpieszno chciało mu się z niej podnosić. W końcu jednak usiadł i otworzył oczy, by ujrzeć to, czego się właściwie spodziewał: kamienną celę z durastalowymi kratami.
Zaczynał sobie wszystko przypominać. Przed robotą u Myśliwych stwierdził, że dobrze będzie się odprężyć w jednej z lokalnych kantyn. Zabawa była dobra, w sabakka nawet mu szło, a alkohol był mocny. Ale wtedy jeden dupek przełączył holoprojektor na najważniejszej scenie jego ulubionej holodramy! Teraz dżo czasu minie nim dowie się, czy Viz pocałował w końcu Krimsin! I jeszcze ten dupek śmiał nazwać jego ulubiony serial komedią dla bab! Pamiętał, że w przypływie agresji wywrócił stół, przy którym siedział i rzucił butelką. A potem... Potem chyba musiał narozrabiać, patrząc na miejsce, w którym się znalazł.
Obrazek
Awatar użytkownika
Harraxin Va
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 23 kwie 2022, 19:09

Otchłań błogiej, sennej nieświadomości odpłynęła nagle, niespodziewanie i nieoczekiwanie, ustępując miejsca nieznośnemu, pulsującemu bólowi w zmęczonej, strutej alkoholem głowie czerwonoskórego nikto. Oczy otwierały się powoli, świat nadal kołysał się niebezpiecznie, ciało łakomie pochłaniało zimno z kamiennej podłogi, a mały, zielonkawy, żukopodobny robaczek, znajdujący się kilkanaście centymetrów od jego twarzy, oceniał w swej małej główce, czy człekopodobny kosmita jeszcze się podniesie, czy też można już zaczynać podgryzać jego zmarnowane truchło.
-Dank farrik... - przeklął pod nosem sam do siebie, a jego niski, tubalny głos rozbrzmiał w cichej, pustej celi niczym grzmot. Głowa zabolała jeszcze bardziej, ale tym razem, w kwartecie z przeszywającym bólem pleców, piekącymi odarciami na rękach i obitymi żebrami, samo zatrucie alkoholowe nie wydawało się najgorsze. Było kiepsko. Ale... co u licha się stało? I gdzie on się znowu znalazł?!
Harraxin Va, czerwonoskóry nikto z planety Socorro, weteran Wojen Klonów i poważany najemnik, powolutku podniósł się na klęczki, by zaraz zakołysać się lekko i usiąść ciężko pod kamienną ścianą celi. Nie, to stanowczo nie był jeszcze czas, by wstawać. Jego przyzwyczajające się do światła oczy powolutku ogarniały nową rzeczywistość w jakiej się znalazł. Durastalowa kratownica, oddzielająca małą ciemną izbę od korytarza? Gładkie, kamienne ściany w kolorze piaskowca z wyrytymi przekleństwami i obelżywymi obrazkami? Na wpół zarwana prycza i ociekający kolorową mazią klozet zaraz obok?
-Przynajmniej odprowadzili mnie do najlepszego lokum w mieście... - skwitował swoją obserwację, kręcąc z niedowierzaniem głową. Przecież nic nie zrobił. Przecież... I wtedy mgła nieświadomości zaczęła się rozwiewać; zaklejona gęstym alkoholem zębatka w umyśle trzeźwiejącego nikto powolutku przekręciła się, a pojedyncze obrazy zaczęły układać się w chronologiczną całość.
Harraxin powoli porządkował kolejność wydarzeń. Z całą pewnością na Onderon ściągnął go jego znajomy z czasów służby w armii Sojuszu Separatystów - kaltoonianin Kaz Fudra - obiecując sporo łatwych do zarobienia kredytów za małą robotę dla miejscowej Gildii Myśliwych, czy tam gangu Czarnych Myśliwych - nie wnikał w detale. Koleją rzeczy najemnik przybył na planetę i pamiętał jeszcze doskonale, że Kaz stanowczo nalegał, by udali się jak najszybciej do Czarnych Myśliwych i dogadali szczegóły zlecenia - co też spotkało się z ekspresywnie wyrażonym niezadowoleniem Harraxina, który miał nadzwyczajną ochotę napić się ze starym druhem i powspominać okropności Kampanii Onderońskiej, nie wierząc też do końca w to, że klatoonianin miał czyste co do niego zamiary. Dalej była już szulernia, a w niej ciężki, akivański miodowy likier - cudowna słodycz i lepkość połączona z nutą lawendy pozwalała upić się w bardzo smaczny, dystyngowany sposób; oraz Sabacc, którego przewrotna natura była zarówno ekscytująca, jak i w połączeniu z alkoholem - piekielnie polaryzująca; co razem było doskonałą mieszanką do odnowienia więzi z towarzyszem broni i zlustrowania jego niejasnych intencji. To jednak, co najgłębiej wyryło się w pamięci czerwonoskórego najemnika, to kantynowy Holowyświetlacz i odtwarzana na nim Holodrama "Miłość i dwa słońca" - jedna z jego ulubionych serii, której akcja toczyła się na bezkresnej pustyni Tatooine za czasów Starej Republiki. Siedemnasty odcinek ósmego sezonu miał w końcu dać odpowiedzi na nurtujące wszystkich pytania - czy Viz wyzna w końcu miłość Krimsin? Czy twi'lekance uda się uciec z pałacu Hutta i odzyskać wolność? Czy młody gammoreanin odzyska w końcu wzrok i uratuje brata? Harraxin niemal kompletnie zignorował kolejne rozdanie Sabacca próbując skupić się na końcówce Holodramy, gdy właśnie jakiś wypierdek womp szczura postanowił zmienić kanał na frisskowe wyścigi Swoopów, nazywając przy tym "Miłość i dwa słońca", cud ówczesnej holomatografii, komedią dla bab. Potężny najemnik nie wytrzymał. Najpierw rzucił butelką, później stołem, a później, ku zaskoczeniu przeciwników, swoim blasterem!
-Onderon... - skomentował wspomnienia Harraxin, ponownie, i tym razem z sukcesem, podnosząc się z ziemi. -...Onderon nigdy się nie zmienia.
Powolnym, dalej chwiejnym krokiem dwumetrowy nikto podszedł do durastalowej kraty i parę razy uderzył w nią pięścią.
-Straż! - zawołał, próbując zwrócić na siebie uwagę kogokolwiek, kto go tutaj przetrzymywał. W najlepszym wypadku była to miejscowa milicja; w najgorszym - trafił do placówki Imperium. Tak czy owak - nie zamierzał długo grzać tutaj swojego miejsca - nawet w obecnym, nienajlepszym stanie. -Czy można już zapłacić za nocleg, czy podacie jeszcze śniadanie?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 135
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Harraxin zaczął rozglądać się po więzieniu, w którym się znalazł. Na pierwszy rzut oka wyglądało mu to raczej na siedzibę miejscowych, a nie imperialnych. Brak było emblematów Imperium, białych pancerzy i innych charakterystycznych elementów "jedynej słusznej władzy". Całość za to była skąpana w lekkim półmroku, oświetlana lampami w tunelu i małej stróżówce, której część było widać z jego celi. Nie dostrzegł strażników, ale ktoś mógł tam siedzieć. Zobaczył jednak coś ważniejszego: cały jego sprzęt złożony tam na stole pod ścianą.
Cela zaś miała jedynie trochę słomy na podłodze, wiadro i wiele rys na ścianach zrobionych drobnymi ułamanymi kamyczkami z wielkich kamiennych bloków ścian. Na jego okrzyki nie odpowiedział żaden ze strażników, gdy już jednak miał odsunąć się od krat, z zewnątrz dobiegł go głos w jego rodzinnym języku.
- No proszę - głos rozległ się z przestrzeni po prawej, prawdopodobnie z celi obok. - Humor widzę jeszcze dopisuje.
Va przesunął się trochę wzdłuż krat tak, by móc katem oka zajrzeć w prawo. Tam ku swojemu zdziwieniu dojrzał kolejnego nikto, o twarzy dużo bardziej pooranej bliznami niż większość jego pobratymców z rasy. Ten opierał się o ścianę swojej celi i patrzył w jego stronę.
- Nie ciesz się tak bardzo. Nie wiem, co zrobiłeś, ale trafiłeś pod opiekę miejscowych. Za godzinę czy dwie wychodzimy na arenę powalczyć z lokalną fauną, więc naciesz się życiem, póki możesz.
Obrazek
Awatar użytkownika
Harraxin Va
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 23 kwie 2022, 19:09

-Hm...- mruknął rosły, skacowany nikto pod nosem, zauważając coraz więcej detali otaczającego go więzienia. Blade światło dawno niekonserwowanych lamp mogłoby w normalnych okolicznościach tylko przygnębiać znajdujących się tutaj więźniów, ale Harraxin dziękował opatrzności za półmrok - oczy nie łzawiły, próbując wyrównać poziom nocnych eskapad i blasku lamp; a głowa nie dudniła aż tak mocno, by chronić umysł przed zewnętrznymi bodźcami. Stróżówka, malutka i pozbawiona śladu Imperialnej propagandy, była względnie pozytywnym znakiem - wszakże sam dobrze wiedział jak "wiadrogłowi" traktują nieludzi i że za najmniejszy wybryk mógł zostać postawiony przed pluton egzekucyjny. Ostatecznie też widok jego osobistego ekwipunku - piaskowego płaszcza i pistoletu blasterowego - pozostawił delikatny uśmiech na jego twarzy. Wystarczyło dobrze rozegrać wyjście z celi, by później - pod bronią - wydostać się z więzienia.
Wtem - a jakżeby inaczej - rzężący głos nikto mówiący w "nikto" wyrwał go z chwilowej konsternacji i planowania rychłej ucieczki.
-No proszę - głos rozległ się z przestrzeni po prawej, prawdopodobnie z celi obok. - Humor widzę jeszcze dopisuje.
Harraxin przytulił głowę do krat na tyle płasko, by dojrzeć zielonoskórego przedstawiciela swojej rasy, pooranego bliznami na twarzy jeszcze gęściej od niego. Wyglądał na twardziela. Potencjalny sojusznik.
-Alkohol. - odpowiedział na komentarz w rodzimej mowie, która dla postronnych mogła brzmieć jak poszczekiwanie psów.
-Nie ciesz się tak bardzo. Nie wiem, co zrobiłeś, ale trafiłeś pod opiekę miejscowych. Za godzinę czy dwie wychodzimy na arenę powalczyć z lokalną fauną, więc naciesz się życiem, póki możesz. - poinformował go współwięzień, na co Harraxin jedynie głośno prychnął.
-Arena? Nie pierwsza na której bym był i nie ostatnia na którą bym trafił. Ale jak patrzę na ten marny areszt - to raczej nie zamierzam w ogóle stawać w szranki. A Ty? Planujesz walczyć na arenie, czy razem postaramy się stąd wyrwać? - zapytał, wskazując wyciągniętym palcem zza krat stół z uzbrojeniem. -Możemy spróbować się przebić, zabrać blaster i pożegnać się z tym miejscem, nim zdołają uruchomić alarm.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 135
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Harraxin wychylał się, jak tylko mógł, ale widział jedynie część twarzy nkto. Tym samym nie był pewny reakcji na swoją propozycję, choć wydawało mu się, że zobaczył nikły uśmiech na twarzy pobratymca. Ciekawym było, za co on trafił za kraty z perspektywą rychłej walki na arenie z miejscową fauną albo innymi "wybrańcami". Za byle co nie skazywano na taką karę, można więc było mieć nadzieję, że zielonoskóry potrafi się bić a nie tylko groźnie wyglądać i opryskliwie się odzywać.
- Powiedzmy, że jestem zainteresowany tą propozycją - odezwał się po chwili, dalej w ich rodzimym języku. - Jak chcesz to zrobić? Strażnicy nie są ostatnimi kretynami, jak ci z Imperium. Pewnie od razu też zaprowadzą nas do walki.
Nim Va miał okazję odpowiedzieć, usłyszał odgłos otwieranych drzwi, tym razem z lewej. Po kilku sekundach w przejściu pojawiło się dwóch rosłych strażników, jeden togrutanin i jeden człowiek. Oboje w lekkich pancerzach ze skóry jakiegoś zwierza, ale uzbrojeni w pałki energetyczne i blastery przy pasach. Właśnie ciągnęli kolejnego nieprzytomnego nieszczęśnika, zabraka, któremu ktoś chyba jeszcze przetrącił rękę, do następnej celi. Tej za drugim nikto. Gdy Harraxim śledził ich wzrokiem, zobaczył, że jego nowego "znajomego" już dawno nie ma przy kratach. Ulotnił się w mgnieniu oka. Mógł się tylko domyślać, czy nie leży na posadzce, udając, że śpi.
Po chwili odgłos zamykanej kraty dał do zrozumienia, ze strażnicy zrobili swoje. Zatrzymali się na moment przy stróżówce, wymienili kilka słów ze swoim kolegą, który tam siedział i wyszli z więzienia tą samą drogą, którą tu przyszli. Choć Va starał się przysłuchać rozmowie, ci bardziej burczeli, niż mówili coś składnego i kamienne ściany zniekształciły słowa do reszty.
- I co chcesz zrobić potem? Uciec do dżungli? - nikto znów pojawił się przy kracie swojej celi, tak samo zaskakując Harraxina, którego mózg wciąż jeszcze wchodził na właściwe obroty.
Obrazek
Awatar użytkownika
Harraxin Va
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 23 kwie 2022, 19:09

Krzywy uśmiech na niezbyt przyjemnej do oglądania twarzy towarzysza niedoli świadczył o tym, że jemu, tak samo jak Harraxinowi, nie śpieszno było do rozpoczęcia kariery lokalnego gladiatora, czy też roli rytualnej ofiary barbarzyńskich zwyczajów. Pytanie zaś, które nawiedziło głowę weterana Wojen Klonów, było jak najbardziej trafne w obu ich przypadkach - co mógł nawywijać nieznajomy nikto, że miejscowa straż postanowiła skazać go na widowiskową śmierć; oraz co do direlliańskiej plagi odwalił on?! Ciągła niewiadoma o swoim własnym losie dalej odbijała się tępym, pulsującym bólem w głowie, a chęć poznania przeszłości stawała się irytująco nieznośna.
-Powiedzmy, że jestem zainteresowany tą propozycją - odezwał się po chwili nieznajomy, dalej w ich rodzimym języku. - Jak chcesz to zrobić? Strażnicy nie są ostatnimi kretynami, jak ci z Imperium. Pewnie od razu też zaprowadzą nas do walki.
Nim jednak Harraxin zdołał przedstawić swój plan działania i opowiedzieć o możliwych następstwach ucieczki - od odlotu z planety, przez zaszycie się w gorszych dzielnicach Iziz (jeśli takie w ogóle istnieją), po wspomnianą ucieczkę za mury, w dzicz wielkich, onderońskich dżungli - drzwi więzienia syknęły głośno, a w korytarzu rozległ się tupot ciężkich buciorów. Nie dając się zaskoczyć strażnikom (i mając przy tym wielką nadzieję, że cele nie są monitorowane) czerwonoskóry nikto osunął się na kolana, przymknął oczy na tyle, by wyglądać na nieprzytomnego, a palce ręki wpakował sobie na siłę głęboko w przełyk, by wywołać wymioty - co w stanie zatrucia alkoholowego nie było wcale trudne. W przejściu pojawiło się dwóch rosłych strażników - człowiek i torgutanin - a zaanonsowała ich całemu blokowi więziennemu istna fontanna wymiocin, wyrzucona głośno z ust udającego upojenie alkoholowe Harraxina.
-Śmieć! - burknął jeden ze strażników, uruchamiając pałkę energetyczną i uderzając nią w durastalową kratę, co w efekcie rzuciło porażonego prądem nikto na ziemię. Ale o to właśnie chodziło. Krótka chwila wystarczyła wprawnemu weteranowi do oceny uzbrojenia trepów - pistolet blasterowy, pałka energetyczna, lekki pancerz skórzany bez emblematów i kompletny brak szacunku dla osadzonych wojowników. Doskonale.
Resztę spotkania z klawiszami Harraxin spędził na ziemi, starając się dalej grać słabego, nieprzytomnego, torturowanego kacem obcego. Drzwi więzienne w końcu ponownie syknęły, a odgłos ciężkich buciorów oddalił się.
-I co chcesz zrobić potem? Uciec do dżungli? - nikto znów pojawił się przy kracie swojej celi. Harraxin wstał, ocierając twarz z wymiocin.
-Coś w tym stylu. - odburknął w nikto i splunął na ziemię. -Mam na Onderonie sprawę do załatwienia i kredyty do zarobienia, a wiąże się to tak czy srak z wycieczką do dżungli. Ale mniejsza o to. Pytałeś o strażników? Proste - zaskoczymy ich. Ja będę udawał pijaństwo, Ty też coś zagrasz, strażnicy sprawdzą co jest grane, a my siłą spróbujemy ich zdominować. Jeśli sięgniemy po ich broń przed nimi samymi, to uda się wygrać szybko - jeśli nie, to będzie szarpanina. W najlepszym wypadku - uciekniemy. W najgorszym - trafimy na arenę. - wyjaśnił były gangster, przypominając sobie czasy pierwszych aresztowań i ulicznych bójek na Socorro. Pamiętał, że czasem udawało się uciec, a czasem dostawało się jeszcze większe bęcki od stróżów prawa za samą próbę ucieczki. Uśmiechnął się też z sentymentem. To były prostsze czasy.
-To jak, robimy to? I zwą mnie Harraxin, gdybyś za chwilę miał mnie błagać o pomoc w walce.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 135
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Z celi obok przez dłuższy czas po ostatnim pytaniu nie dobiegł żaden dźwięk. Va już zaczął się zastanawiać, czy rzeczywiście są jakieś szanse na dogadanie się z tym typem, czy jednak miał on własne plany, w których Harraxina nie było. W końcu jednak się odezwał.
- Jestem Nev. Strażnik jest tylko jeden, ale jest też tylko jedno wyjście z tych podziemi, więc musimy zdążyć chwycić tą broń ze stołu, jeśli chcemy dobiec dalej niż do następnych drzwi.
Z trzeciej celi dobiegły jęki nowego więźnia. Nev przerwał na moment, ale nawet nie odwrócił się w tamtą stronę.
- Zrób tak, żeby tego jednego strażnika załatwić w miarę cicho. Bo jak od razu zleci się reszta, to nie mamy szans. Zacznij, a ja się potem włączę.
Po tych słowach drugi nikto zniknął z pola widzenia, wchodząc głębiej do celi. W całym więzieniu jedynie trzeci z więźniów zaburzał ciszę, ustawicznie jęcząc i stękając. Nie wiadomo, co w sumie robił strażnik pozostający w stróżówce. Równie dobrze mógł wrócić do spania, przerwanego przez przybycie pozostałych stróżów albo oddawać się innym czynnościom w ssojej kryjówce. Tym samym Harraxin miał trudności w ocenie, jak zareaguje na ewentualne hałasy z jego celi, no i ciężej było go tu trż przywołać.
Obrazek
Awatar użytkownika
Harraxin Va
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 23 kwie 2022, 19:09

-Nev. - mruknął Harraxin, rozglądając się po swojej celi i szukając inspiracji do zorganizowania błyskawicznej ucieczki. -Jesteś tutejszy? - zagaił, dalej w nikto, po czym zamknął oczy i pomasował zrogowaciałą głowę, przypominając sobie przy tym wszystkie najlepsze sceny akcji z ostatnich Holodram, jakie udało mu się obejrzeć. Niestety nie jest silny jak Krawwar - wookie z serii o wojowniku walczącym za Imperium na Kashyyk; nie jest też gibki jak weequayska piratka Saladora, która potrafiła przecisnąć się przez każdą, względnie nierealną do pokonania szczelinę; a ostatecznie nie jest też tak charyzmatyczny jak nabooański przemytnik Lorand Griever, który swoimi słodkimi słówkami mógł uwieść nawet złośliwego astromecha... ale miał coś, czego ta reszta nie miała. Otóż...
-Widzisz, Nev, byłem już kiedyś na Onderonie i długie miesiące spędziłem w tych przeklętych dżunglach walcząc z przebiegłymi jeźdźcami bestii. - zaczął enigmatycznie weteran wojen klonów, kładąc się na ziemi i obserwując małego żuczka, który jeszcze niedawno chciał już posilić się grubą skórą najemnika. Niewielki uśmiech zagościł na jego twarzy. -Na całe szczęście mieliśmy w oddziale tubylca, mówili na niego Akil, doktor entomolog. Obrzydliwy gość, ale przydatny. - wyjaśniał dalej, podnosząc pierwszego robaka z kamiennej posadzki. Z kubła na odchody, z nieukrywanym obrzydzeniem wyciągnął mały fragment starych odchodów, w który starannie wcisnął robaczka. Coś syknęło, a Harraxin sięgnął po kolejnego żuczka. -Jak pewnej nocy zaatakowała nas banda wyszkolonych przez republikę dzikusów, to mieliśmy nieźle przechlapane. Be-jedynki padały jak muchy, najemnicy uciekali, a ja i moi ludzie osłanialiśmy odwrót. A doktorek Akil postanowił... pogrzebać w odchodach. - przerwał, by powstrzymać napływ wymiocin do ust. Zebrał kolejnego żuczka, wsadził w ekskrementy i usłyszał kolejne, głośniejsze syknięcie. Poczuł, jak ładunek zaczyna pulsować. -Gość zebrał garść tutejszych żuków, jakiś pokrętny gatunek, wrzucił do przenośnej latryny... - kontynuował, nieco szybciej, a kolejny, znikający w odchodach żuczek, oraz prowizoryczna bomba, pęczniały w oczach. -A tam... kaszl! Teraz! Tak głośno jak potrafisz! - rozkazem przerwał historię, wysunął rękę za durastalową kratę ku elektronicznemu zamkowi obok jego celi i przykleił niestabilny, malutki ładunek wybuchowy pod spód obudowy. Cofnął rękę, zakaszlał głośno i jeszcze raz uderzył w kratę, licząc na zagłuszenie spodziewanego wybuchu tymczasowym harmiderem.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 135
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Pomysł wydawał się gówniany, ale dopóki miał szansę zadziałać, był dobry. Czy rzeczywiście prowizoryczny ładunek z łajna poprzedników w tej celi i małych robaczków miał szansę rozsadzić zamek, miało się zaraz okazać. Ani krata, ami cela nie wyglądały na zaniedbane pod względem wytrzymałości, jednak ładunek punktowy w najsłabszy punkt mógł zadziałać.
Harraxim kaszlał, ile wlezie, jednocześnie waląc w kraty z całych sił. Jego nowy towarzysz podłapał plan i w swojej celi robił to samo.
- Ciszej tam do cholery! - strażnik ze stróżówki najwyraźniej stracił cierpliwość do hałasów. - Bo was prądem tam uspokoje!
Jego krzyki im jednak pomogły i jeszcze bardziej zagłuszyły mały wybuch, który właśnie rozsadził zamek jednego z nikto. Można powiedzieć, że wszystko zgrało się idealnie. Jego towarzysz od razu przestał hałasować, oczekując na efekt bomby Harraxina i nie chcąc, by strażnik rzeczywiście do nich przyszedł.
Va zadowolony ze swojego pomysłu powoli zbliżył się do kraty i po cichu otworzył ją, czyniąc się wolnym. I ufajdanym gównem. Jego pomysł był błyskotliwy, jednak teraz zauważył, że przypłacił go drobinkami gówna, które równomiernie pokryły cały jego strój podczas wybuchu.
Obrazek
Awatar użytkownika
Harraxin Va
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 23 kwie 2022, 19:09

- Ciszej tam do cholery! - strażnik ze stróżówki najwyraźniej stracił cierpliwość do hałasów. - Bo was prądem tam uspokoję! - zagroził do tego, swym krzykiem idealnie synchronizując się z eksplozją fekalnego ładunku wybuchowego, który skutecznie dezaktywował zamek elektroniczny celi Harraxina Va - jakby nie było jednego z najlepszych specjalistów od materiałów wybuchowych w tej części galaktyki. Dostojny tytuł nie komponował się jednak ze skąpaną w odchodach aparycją, którą teraz przecierał wewnętrzną częścią swojego podkoszulka. Ufajdany ekskrementami ubiór zdarł z siebie z pogardą i rzucił na ziemię.
-Na gówno Sarlacca... - przeklął pod nosem, który odebrał całą feerię nieprzyjemnych zapachów. -Po wydostaniu się z tego mamra miesiąc spędzę w najlepszej sonicznej wannie, jaką uda mi się znaleźć w całej, pieprzonej galaktyce...
Zainscenizowane poruszenie w celach obu nikto zakończyło się jak ręką odjął, z czego dumnym mógłby być władczy strażnik więzienny - w końcu jeden jego rozkaz wystarczył, by dwóch osiłków przestało hałasować, a on sam mógł wrócić do czynności, którą do tej pory wykonywał. Czy oglądał jakąś starą Holodramę? Czy może położył swe łapska na nielegalnym Holovidzie z lubieżnymi aktami międzygatunkowymi? Czy też skupiał się na samorozwoju i zaocznych studiach w Holonecie, by w końcu wyrwać się z tej niewdzięcznej nory i dać swojej rodzinie życie na jakie zasługuje? Nieistotne. Ważnym było to, że nie zwracał uwagi na monitoring, co mogło okazać się błogosławieństwem dla jednych, a zgubą dla innych. Rosły czerwonoskóry nikto po cichuteńku odsunął pokaźną, durastalową kratę swojej klatki, podkulony przeszedł na drugą stronę korytarza i przesunął się dalej wzdłuż ściany - do nieco lepiej oświetlonej stróżówki.
Myśli Harraxina na krótki moment alkoholowego uderzenia odleciały do odległych czasów na Socorro i do pierwszego włamania w którym brał udział - czarne stroje mające pomagać wtapiać się w mrok nocy, a które tylko wyróżniały się na tle białych kontenerów; kierowca landspeedera czekający za magazynem i oni - uciekający na dach; oraz granaty dymne, które miały pozwolić umknąć im w nagłym zamieszaniu, a przez które jeden ze złodziei wpadł z impetem w ścianę, która miała być drzwiami. Piękne pierwsze razy. Później przyszło doświadczenie, rutyna, i okazało się, że najłatwiej było skupiać się na błędach innych, by minimalizować swoje. Ot, kwintesencja udanego rabunku.
Harraxin położył się na posadzce, tuż przy dyżurce, i powoli wyjrzał za róg, oceniając położenie i czynność której oddawał się strażnik. Czy właśnie kładł się na drzemkę, którą przerwali mu chwilę wcześniej inni strażnicy, czy też zajmował swój czas w Holonecie? Po wstępnej ewaluacji skupienia strażnika najemnik cofnął się za róg, podniósł głowę nieco wyżej i rzucił okiem na stół na którym znajdowały się jego rzeczy - czy było tam coś jeszcze mogącego zwrócić jego uwagę? Czy jego blaster miał kartridż gazowy, czy też strażnicy wyciągneli go i broń pozostawili na pokaz? Kiedy już wszystko ogarnął wzrokiem spojrzał też w głąb korytarzy by ocenić wielkość kompleksu więziennego - czy był to mały areszt, klatki gladiatorów pod areną, czy też typowy zakład karny?
W końcu nadeszła chwila akcji. Harraxin podniósł z ziemi dwa małe kamyczki, wyjrzał zza rogu i rzucił w odległy róg kącika klawisza, mierząc czy to w kubek, wazon, datapad, czy inny osobisty przedmiot, by chwilowo odwrócić jego uwagę. Wtedy też rosły nikto wstanie, zabierze po cichu płaszcz i zacznie iść w stronę strażnika, skręcając odzienie na kształt długiej, bardzo amatorskiej garoty, czy też bardziej nieprzyjemnej poduszki do duszenia.
Następnie rzuci drugim kamyczkiem w kolejny, pobliski przedmiot, by jeszcze na chwilę zając strażnika dziwnym dźwiękiem, zakraść się do niego od pleców i zarzucić mu płaszcz na głowę rozpoczynając szamotaninę. Harraxin postara się wytrzymać potencjalne uderzenie pałki energetycznej - która potencjalnie również mogłaby działać na strażnika - i spróbuję też powalić przeciwnika, co mogłoby mu pomóc skutecznym i bezbolesnym pozbawieniu go przytomności.
A jeśli plan nie pójdzie po jego myśli, to będzie improwizował - co z pewnością będzie się wiązało ze b]złapaniem blastera w dłoń, przełączeniem go na tryb obezwładniający i pojedynczym strzałem w głowę strażnika, co może jeszcze oszczędzi uciekinierom kłopotów.
Ostatecznością jest strzelanina, której Harraxin nigdy nie odmawia.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 135
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Po wyjściu z celi mógł w końcu lepiej rozejrzeć się po korytarzu. Wszystko wyglądało na jakiś średniej wielkości areszt, z celami zamkniętymi solidnymi, durastalowymi kratami. Ściany były zrobione z wielkich bloków kamienia, ale tak wyglądała połowa budynków tego miasta, więc nie dało się stwierdzić, czy rzeczywiście znajdują się pod jakąś areną. Stróżówka w głębi była raczej miejscem nadzoru nad więźniami i miejscem przeglądu nich rzeczy niż jakimkolwiek punktem kontrolnym. Harraxim rzucił jeszcze okiem po pozostałych zakratowanych wnękach. Było ich w sumie dziewięć. Poza jego celą, wiedział o przynajmniej jeszcze dwóch zajętych, natmiaat z reszty nie dochodziły żadne odgłosy. Być może tam więźniowie jeszcze spali, poturbowani, zastraszeni lub, tak jak nikto, pijani po wesołej nocy.
Rzeczy dopiero co uwolnionego kupo-bombera wyglądały na nienaruszone. Broń, sprzęt, nawet portfel. Wszystko było w pprządku i najwyraźniej strażnicy nie podzielili jeszcze fantów między siebie. Może chcieli zobaczyć, czy Va przeżyje walkę.
Pozostanie to niewyjaśnioną tajemnicą, bowiem Harraxin skupił swoją uwagę na strażniku, który siedział na krześle, odgięty do tyłu i oparty o ścianę, czytając coś w datapadzie. Obie ręce miał na urządzeniu, więc nie można było ppsądzić go p brudne myśli.
Strażnik zgodnie z przewidywaniami nikto wykazał nadmierne wręcz zainteresowanie rzuconymi kamyczkami, a raczej hałasem, który narobiły. Chociaż, kto wie... Może tym, co tak zawzięcie studiował na datapadzie strażnik była właśnie geologia.
W każdym razie Harraxinowi udało podkraść się do niego i skutecznie rzucić z płaszczem w kierunku jego szyi. Manewr ten nie udałby się z Imperialnymi, ale ten najemnik po prostu pokazywał swoją ogoloną czachę całemu otoczeniu, nie przejmując się elementem pancerza stojącym na stole.
Cała akcja trwała tylko chwilę. Skutecznie złapany strażnik nie zdąrzył wezwać pomocy, a jedynie szamotał się w uścisku nikto, aż zwiotczał. Wygląda na to, że w jego wypadku na dobre.
Harraxin nie tracił czasu i od razu rzucił się do przeszukania strażnika. Poza pałką energetyczną i datapadem znalazł to czego szujkał. Kartę dostępową. Teraz to on poczył się jak pan i władca całego więzienia, dzierżąc klucza do wolności.
- Pośpieszysz się tam? - z celi za jego plecami dobiegł głos nikto, który do tej pory zachowywał profesjonalne mczenie.
Harraxin nie zdążył jednak odpowiedzieć, bo przerwał im kolejny z więźniów. Ten pobity, którego widzieli wrzucanego do jednej z cel.
- Zabierzcie mnie ze sobą. Proszę - wyjęczał. - Nie chcę tu umierać, khe, khe.
Jego głos jak i stan, w którym go widzieli nie był najlepszy i z pewnością taki towarzysz będzie ich spowalniał.
Obrazek
ODPOWIEDZ