[Wobani] Cena sławy

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Na Wobani powoli zapadał zmierzch. Trudno było określić to na podstawie ruchu słońca po niebie – jego promienie praktycznie nie przebijały się przez chmury pyłu otaczające planetę. Wszystko wokół skąpane było w odcieniach szarości. Z niebem i jałową ziemią na której próżno było szukać śladów jakiejkolwiek roślinności, doskonale komponowały się charakterystyczne imperialne budynki. Podobnie trudno było doszukiwać się światła nadziei w myślach wszystkich osadzonych tu istot, które mimo różnych czasów odsiadki zgodnie przyznawały, że był on o wiele zbyt długi.


Głośny, wwiercający się w umysł sygnał wypełnił halę wypełnioną więźniami. Maszyny stanęły i w końcu zapadła cisza. Nikt nie próbował rozmawiać – cena była nieproporcjonalnie wysoka do korzyści, o czym szybko przekonywała się każda osadzona. W obozie LEG-817 panowały proste, lecz bezwzględnie egzekwowane zasady. Naczelnik Saariy dokładał wszelkich starań, by placówka pod jego kierownictwem pracowała bez najmniejszych problemów. Szary tłum ruszył w milczeniu do wyjścia i zmierzając do jadalni, gdzie czekał posiłek, którego jedyną zaletą był fakt, iż miał kolor inny, niż szary. Kolejny dzień zmierzał ku końcowi, nie dając nadziei, że następny będzie jakkolwiek inny.

Białoskóra Twi’lekanka w średnim wieku zajęła miejsce w kolejce, wbijając wzrok w przestrzeń. Znajdowała się tu już od dwóch lat, a perspektywa kolejnych trzech wydawała się jej przytłaczająca. Nienawidziła tego miejsca z całego serca i oddałaby wszystko, by się stąd wydostać. Z miską pełną czegoś profanującego pojęcie pożywienia, usiadła przy stoliku i uniosła łyżkę do ust. Była zaskoczona, że po ponad siedmiuset kolacjach poprzeczka zdołała zsunąć się jeszcze niżej.
- Co to ma być? – po sali poniósł się głos drobnej Zeltronki, która podnosząc się po przeciwnej stronie stołu rzuciła miskę na podłogę. – To jest gorsze niż żarcie dla Gamorrean!
„Nowa” – pomyślała Karen zaszczycając buntowniczkę przelotnym spojrzeniem. Na początku każdy miał tu ikrę, a tę konkretną dziewczynę przywieziono zaledwie wczoraj.
Wspominając tę chwilę w przyszłości, Karen nie była nigdy stwierdzić co było zapalnikiem zdarzeń, które nastąpiły. Pamiętała jedynie lecącą w jej kierunku miskę, przed którą cudem udało jej się uchylić i absolutny chaos, który rozpętał się w jadalni.
Obrazek
Awatar użytkownika
Karen
Gracz
Posty: 21
Rejestracja: 30 mar 2022, 09:41

Bardzo trudno było Karen odnaleźć się w więzieniu. Mimo, że spędziła w nim już dwa lata, nie potrafiła przełamać się i przestać traktować zwykłych ludzi z góry. Nie raz przejęzyczenie kosztowało ją wiele problemów. Dlatego nauczyła się milczeć, niż ryzykować otrzymanie kolejnych kontuzji. Podczas posiłku była pochłonięta, tłumieniem swoich własnych odruchów wymiotnych, aby zwracać uwagę na cudze problemy. W tych morcznych czasach, pełnych rasizmu ludzkiego wobec obcych, kosmici powinni trzymać się razem. Niestety był to wyjątek. Karen przez całą swoją karierę zawodową rywalizowała z Zeltronkami, nienawidzła tej rasy i obwiniała za większość swoich porażek zawodowych. W przeszłości kilkukrotnie przegrywała wybory Miss, rywalizując z różowoskórymi. Twi’lekanka nie mogła powstrzymać swojego uśmiechu, widząc rozpacz na twarzy znienawidzonej przez siebie rasy.

Nową osobę należało odpowiedznio dobrze powitać, zgodnie z tutejszą tradycją i gościnnością. Sama wiele by dała, aby wymazać z pamięci swój pierwszy dzień w tym miejscu. Długo dochodziła do siebie, po traumie i upokorzeniu. Wszystko potoczyło się błyskawicznie szybko, kilka misek z breją o glutowatej konsystencji i cuchnącej woni poszybowało nad stołami, rozbryzgując swoją zawartość na uniformie więziennym Zeltronki. Chrzest więzienny właśnie się zaczął. Jedna z wytatuowanych, łysych Zabrakanek o wielkim porożu, wykręciła nadgarstek różowoskórej, aż chrzęst stawów rozległ się po całej sali, wraz z piskiem Zeltronki. Początkowo jej wyk wzbudził uwagę strażników, ale szybko ucichł, ponieważ Karen przeskoczyła nad stołem. Sama złapała brutalnie Zeltronkę za kudły i mocnym szarpnięciem dłoni, wpakowała jej twarz do miski z cuchnącym posiłkiem.

- Nie chcemy tu awantur, księżniczko! - Twi’lekanka docisnęła jej twarz do miski, aby gęsta maź równomienie rozłożyła się po skórze jej ofiary. Zaczeła z pełną wyrozumiałościom wykładać „nowej” więzienne creedo. Mówiła powoli, delektując się cierpieniem nowoprzybyłej.

- Najpierw kilka zasad... Nie szukamy problemów, gdzie ich nie ma! Nie gdakamy przy jedzeniu... - Twi’lekanka tłumaczyła kodeks powoli, z arogancją w głosie. Cały czas podtapiała zeltronkę w misce obiadowej, gęstej breji. W tym samym czasie wytatuowana Zabrakanka, wyrywała paznokcie koconej kobiety, ale jej pisk rozpaczy i szloch milknął, kiedy ofiara krztusiła się, łapiąc oddech.
- ...znaj swoje miejscę, a może wrócisz do domu w jednym kawałku. Bądź grzeczna dla personelu więziennego, a może skrócą twój wyrok! - na zakończenie rytuału, wyszarpała z głowy Zeltronki pukiel włosów, niszcząc kompletnie jej fryzurę. Szybko wylała na jej głowę kolejną miskę z gęstą, paskudną cieczą, aby dostatecznie ją upokorzyć. Po całej pomyślnie przeprowadzonej ceremoni, stała dumnie, pozując zwycięsko nad przestraszoną, skuloną w kłębek i leżącą na ziemi kobietą. Karen żałowała jedynie, że nie może upamiętnić tej chwili na swoim profilu. Na koniec przedstawienia chwyciła za kolejną miskę przy stole i delikatnym, wąskim strumykiem oprużniła następną miskę, wylewając jej zawartość na twarz leżącej, łkającej Zeltronki.
-Witamy w Wobani! - dodała i wróciła na swoje miejsce. Za plecami Twi'lekanki ustawila się już kolejka więźniów, którzy dostatecznie się najedli, aby resztki swej miski wylać na głowę nowoprzybyłej. Ci "życzliwsi" podarowali również leżącej i płaczącej kilka kopniaków. Po udanej akcji Twi'lekanka przybiła z Zabrakanką symbolicznego "zółwika".
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Kolejna z niespokojnych, pełnych koszmarów nocy dobiegła końca, o czym brutalnie przypomniał osadzonym donośny sygnał dźwiękowy. Więźniarki posłusznie opuściły swoje cele, stawiając się na porannym apelu. Potem czekało na nie śniadanie i praca do wieczora; ta rutyna wypalała od środka w równym stopniu, co sam fakt pozostawania w zamknięciu. Jednak tego poranka wszystko potoczyło się inaczej. Karen nie widziała, co się stało, lecz dwójka biegnących do jednej z cel szturmowców i podążający po chwili ich tropem droid medyczny, dawały wskazówkę na temat tego, co mogło się wydarzyć. Karen spojrzała pytająco na Vustoxi – swoją współlokatorkę. Zabraczka jedynie wzruszyła ramionami. Gdy wszystkim rezydentkom bloku nakazano powrót do cel, stało się jasne, że sprawa jest poważna. Ostateczna odpowiedź nadeszła po jakimś czasie w formie repulsorowych noszy, które otoczone przez czterech strażników opuściły blok piąty.


***
- Jak to nie żyje?! – Rads Saariy, kierownik więzienia aż poderwał się z krzesła.
Biały hełm nie pozwalał na okazywanie emocji, lecz opuszczona głowa strażnika jasno sugerowała w jakim jest nastroju.
- Znaleźliśmy ją w celi. Prawdopodobnie popełniła samobójstwo.
- Nie było mnie jeden dzień i już musieliście coś spierdolić? – rzucił wściekle mężczyzna. - Dostaliście przecież dokładne wytyczne.
Gdyby nie pancerz, szturmowiec prawdopodobnie skurczyłby się pod spojrzeniem przełożonego.
- Wczoraj na stołówce służbę pełnili służbę nowi – wydukał strażnik. - Nie zareagowali odpowiednio…
- Na jakiej stołówce? Czemu nic o tym nie wiem!?
- Myśleliśmy…
- Ja tu jestem od myślenia, wy cholerne imbecyle! – ryknął naczelnik, obryzgując śliną wizjery w białym hełmie rozmówcy.
- Tak, sir…
- Wypierdalaj! – głos Saariy’ego mimo durastalowych drzwi, słychać było nawet na korytarzu.
Gdy szturmowiec bezszelestnie zniknął za drzwiami, Saariy poczuł, że na czoło występuje mu zimny pot. Uczucie przejmującego strachu powoli zaczęło wypychać z jego umysłu wściekłość. Opadł ciężko na biurko i na holopadzie otworzył akta osadzonej.
- Kurwa… – szepnął do siebie.
Sprawdziwszy, czy drzwi są zamknięte, wyciągnął z szuflady biurka osobisty holokomunikator i trzęsącą się dłonią wpisał dane kontaktowe rozmówcy. Czuł się, jakby temperatura w jego biurze spadła o kilka stopni.


***
Śniadania nie było. Zapowiadało się na to, że kolacja również podzieli jego los, choć trudno było określić, która jest godzina. Praca była jednak lepsza od bezczynnego siedzenia w celi. Pozwalała na chwilę zapomnieć. Ze snu wyrwał Karen odgłos odsuwanych krat. Usiadła na pryczy i zobaczyła stojących przed celą szturmowców.
- Idziecie z nami – zarządził krótko jeden z nich, sugestywnie odbezpieczając w tym momencie broń.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Karen
Gracz
Posty: 21
Rejestracja: 30 mar 2022, 09:41

Widząc droida medycznego pędzącego za szturmowcami po korytarzu więziennym, Karen uśmiechneła się podświadomie. Nie miała żadnych wyrzytów sumienia za krzywdy wyrządzone Zeltronce, a swój pierwszy dzień w tym miejscu zapamiętała o wiele gorzej, niż krzywdy wyrządzone różowoskórej. Mimo to miała nadzieję, że Zeltronkę uda się im jeszcze reanimować. Liczyła, że będzie miała okazję ją jeszcze troche pokatować. W przeszłości Karen, Zeltronki często obsadzały role holo-filmowe, o które walczyła. Bogacze, których starała się uwieść często porzucali ją dla młodszych, mniej roszczeniowych Zeltrońskich kobiet. Twi’lekanka nie miała zatem skrupułów moralnych, aby współczuć samobójczyni. Wręcz przeciwnie, miała wrażenie że wyświadczyła przysługę nowoprzybyłej i oszczędziła jej nieludzkiego upokorzenia.


„Miała do wyboru godność lub życie. Wybrała godność” – rozmyślała podczas monotonnych zajęć roboczych. Nie była to pierwsza osoba, której krew miała na rękach, ale poprzednie ofiary Karen były kanaliami. O drobnej kobiecie nic nie wiedziała i obstawiała, że nieboszczka również dostała się tutaj za zbrodnie, których nie popełniła.
W ciągu godzin pracy, Twi’lekanka starała się obijać i nie przepracowywać się. Nie należała do przodowników pracy w więzieniu. Uchylała się od fizycznej roboty tak często jak było to możliwe, bez narażanie się na problemy. Nienawidziła pracy fizycznej, kolejne godziny monotnnej pracy odbierały Karen poczucie godności.
***
Niespodziewana wizyta szturmowców w środku nocy była dla współwięźniarek niemałym zaskoczeniem. Twi’lekanka zerwała się z pryczy, półprzytomna i zaspana. Sięgnęła tylko po półkę, zakładając swoją sztuczną szczękę. Większosć zębów straciła podczas swojego pierwszego dnia, jako nowoprzybyła. Resztę siekaczy ubyło jej, kiedy zasugeroława swojej dawnej współlokatorce rasy Wookie zadbanie o higienę. Po dwóch latach nauczyła się już częsciowo omijać kłopoty. Twi’lekanka trochę spanikowała, widząc uzbrojonych szturmowców.

- Nie rozumiem dlaczego nas zabieracie?! Wyrwaliśmy jej tylko kudły i pazury. Gorsze rzeczy przechodziły... Cholerne Zeltronki, Pępki Galaktyki! Jak śmiecie mnie budzić w środku nocy! Mnie już trzykrotnie drutowano szczękę, a wszyscy mieli to w nosie! Jestem Arcyksiężną Geonosis… - jej monolog przerwała Vustoxi, którza uderzeniem otwartej dłoni, uciszyłą ją na dobre.
- Skończ pierdolić! - Zabrakanka szarpnęła ją za lekku i wprowadziła z celi. Ruszyły przodem, a na plecach miały uzbrojonych w miotacze szturmowców.
- A jeśli faktycznie ta zdechła zdzira to jakaś księżniczka? Więzień polityczny! Zakładnik nowego reżimu? - ciekawość Twi’lekanki przezwyciężyła jej lęk przed kolejnych ciosem.
- Wtedy mamy przejebane - urwała krótko Vustoxi, wykręcając brutalnie lekku swej lokatorki, dając jej do zrozumienia, że w tej chwili powinna trzymać jęzor za zębami.
- Kurwa… Nie chcę umierać! - szepnęła do siebie. Po dłuższym marszu dotarli do hangaru, gdzie więźniowie wkroczyli do transportera. Tam kobiety usiadły na fotelach i starały się wrócić do drzemki, ale turbulencje pojazdu nie pozwalały się wyspać na siedząco. Po kilku minutach grobowej ciszy, Karen musiała przerwać grobową atmosferę.
- Stara Iktotchi nie skończyła mnie dziarować! Gdzie ja znajdę drugą tak dobrą tatuażystkę? - Twi’lekanka odsłoniła swoje przedramię. Pokazała niedokończony, ale czytelny tatuaż na białej skórze. Zdanie w języku Huttese oznaczało dosłownie: „Śmierć Fałszywemu Imperatorowi”.
- Jeśli ta różowa lafirynda faktycznie była kimś ważnym… najprawdopodobniej zażądają naszych głów w formie publicznej egzekucji? - dodała Karen po chwili.
- Wyluzuj, nic już nie zrobimy. Przy długości mojego wyroku, to będzie tylko cios łaski. - odparła Zabrakanka.
- Nigdy wcześniej nie powiedziałaś mi, jak tu trafiłaś? -
- Nigdy wcześniej nie pytałaś!
- Właśnie teraz pytam
- To będzie długa historia, Karen... - po tych słowach Twi’lekanka zamieniła się w słuch, wysłuchując opowieści.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Zabraczka nie zdążyła dokończyć opowieści, gdy osadzone poczuły jak pojazd zwalnia i w końcu się zatrzymuje. Drzwi rozsunęły się z cichym sykiem, odsłaniając panującą na zewnątrz ciemność. Stojący w progu szturmowiec skinął znacząco trzymanym w dłoniach karabinem.
- Wyłazić – rozbrzmiała krótka zniekształconym przez wokabulator komenda.
- Gdzie my jesteśmy? – spytała Vustoxi, próbując przebić wzrokiem ciemność. – Co jest grane?
- Powiedziałem, wyłazić!
Tym razem wokabulator nie był w stanie zagłuszyć zniecierpliwienia wyczuwalnego w głosie szturmowca. Nie było sensu się opierać. Kobiety powoli opuściły jasne wnętrze transportera i zeskoczyły na pokrywający powierzchnię planety pył. Otaczał je absolutny mrok, rozjaśniany nieznacznie jedynie przez lampy pojazdu. Doskonałej czerni rozciągającej się wokół nie łamało nawet najmniejsze źródło światła. Jedynie delikatny wiatr wskazywał na to, że nie znajdują się na powierzchni.
Vustoxi poczuła strach. Do tej pory poruszała się w granicach znanego terytorium, gdzie wiedziała, czego może się spodziewać. Tymczasem obecne działania imperialnych kompletnie wymykały się znanym jej procedurom. Jej strach wzrósł, gdy z mroku bezszelestnie wyłoniło się kilka postaci. Wszyscy w ciemnych pancerzach, z rozświetlonymi upiorną zielenią wizjerami hełmów.
- To one – zakomunikował jeden ze szturmowców, wskazując bronią na kobiety.
Jeden z przybyszów zbliżył się do więźniarek, przyglądając im się uważnie. Nie zauważyły dwóch brutalnych ciosów, które niespodziewanie wylądowały na ich żołądkach. Karen padła na ziemię, czując jak szary pył wdziera jej się do gardła. Zakrztusiła się i skulona na ziemi zaniosła kaszlem. Choć mocniej zbudowana Vustoxi lepiej zniosła uderzenie i tak ze łzami w oczach upadła na kolana, chwytając się za brzuch. Napastnik odwrócił się do swych kompanów i nieznacznie skinął w kierunku unieszkodliwionych kobiet. Gdy ci ruszyli w ich kierunku, Zabraczka w zrywie desperacji poderwała się na nogi i skulona rzuciła do ucieczki, najwyraźniej pokładając swą nadzieję w ciemnościach. Mężczyzna jakby od niechcenia sięgnął po spoczywający w kaburze blaster o unikatowej, dwulufowej budowie i oddał pojedynczy strzał. Ryk bólu Zabraczki wypełnił noc, by po dłuższej chwili urwać się ostro po drugim strzale. Karen poszuła jak podnoszą ją mocne ramiona i ciągną w głąb pustkowia. Nie miała siły protestować; Uderzenie skutecznie zniechęciło ją do podejmowania jakichkolwiek działań. Nie było gróźb, ani obietnic rychłej śmierci. Było jedynie złowróżbne milczenie, nie zwiastujące świetlanej przyszłości.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Obrazek
Awatar użytkownika
Karen
Gracz
Posty: 21
Rejestracja: 30 mar 2022, 09:41

Cios w żołądek był dostatecznie mocny, aby powalić ją na ziemię. Na szczęście tego dnia więźniowie nie otrzymali posiłku. Karen nie miała siły podnieść się o własnych siłach z powierzchni pokrytej pyłem. Uderzenie pięści oszołomiło ją dostatecznie, aby oszczędziła sobie widoku śmierci towarzyszki z celi. Karen zrozumiała, że wizjery hełmów pozwalały jej oprawcom na lepszą widoczność w tym mroku. Twi’lekanka nie miała siły, aby podnieść się o własnych siłach i spróbować nawet ucieczki. Spędziła na planecie 2 lata i podejrzewała, że planeta nie ma fauny, ani flory. Nikt nie marnowałby na szumowiny planety z bogatym ekosystemem.
Śmierć towarzyszki nie wstrząsnęła Karen jakoś szczególnie. Dobrze dogadywała się z lokatorką, ale nie przywiązywała się do innych więźniów.

- Ja nic jej nie zrobiłam, jestem niewinna! - Twi’lekanka zaczęła szlochać, kiedy ciągnięto ją w ciemnościach. Częsciowo ze strachu, liczyła na to, że zdradzą jej, co ją czeka. Nie miała siły walczyć i bez wizjera, była niemal ślepa w ciemnościach.

Wraz ze śmiercią Zabrakanki, Karen nabrała wątpliwości, co było czynnikiem, który wyrzucił ich z celi. Domniemana wpływowa rodzina Zeltronki wolałaby dostać żywych winowajców. Śmierć Vustoxi zbiła ją z tropu. Twi’lekanka miała niedokończone porachunki na Zewnętrznych Rubieżach, ale wątpiła, aby wpływy jej znajomych gangsterów sięgały tak daleko. Nie szarpała się, kiedy uzbrojeni ludzie zaciągnęli ją na statek. Ból w połączeniu ze zmęczeniem, głodem, strachem i śmiercią towarzyszki dostatecznie naraził ją na stres, aby zawał pozbawił ją przytomności.
***
Karen obudziła się, leżąc w ładowni pokładu. Była wciąż obolała po ciosie, który powalił ją na ziemię. Nie była pewna już, czy ten przemyt był skutkiem śmierci Zeltronki, czy jej osobistych porachunków. Podejrzewała, że gdyby skorumpowani Imperialni urzędnicy postanowili sprzedać więźniów w niewolę, robiliby to bardziej masowo i załadowali więcej osób do transportera. Ponadto była za stara na tancerkę, więc ten scenariusz jej się wykluczał.

Kiedy wstała, statek prawdopodobnie dryfował w nadprzestrzeni. Budowa okrętu niewiele jej mówiła, poza tym, że był to raczej frachtowiec. Twi’lekanka nic nie wiedziała o statkach ani pilotażu. Nawet jeśli udałoby się jej wydostać z niewoli i uprowadzić statek, nie miała pojęcia, jak mogłaby wylądować.

- Gdzie ja właściwie jestem!? – Karen zaczęła drzeć się, głosem tak piskliwym i wysokim, który nawet Mistrza Jedi byłby skory popchnąć do gniewu.
- Chcę gadać z oficerem!- krzyknęła Twi’lekanka, szarpiąc się z węzami na nogach i dłoniach. Zaczęła w mroku ładowni rozglądać się za jakimiś ostrymi krawędziami i przedmiotami, które mogłyby pomóc jej w improwizowanej ucieczce. Twarz miała pokrytą całą w pyle, pochodzącym z powierzchni planety. Cały jej uniform więzienny był w pyle.
- Dajcie mi, chociaż wody! - zwróciwszy uwagę na fakt, iż nikt nie reagował na jej krzyki i agresywny ton głosu, postanowiła grać na litość. Łudziła się, że ktoś nad nią czuwał ze strażników, skoro zadali sobie dość trudu, aby nie pozostawić jej na śmierć. W ciemnościach ładowni niewiele mogła dostrzec.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 143
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

- Zamknij się, jeśli chcesz wyjść stąd o własnych siłach – nadeszła odpowiedź z niewidocznej części ładowni. – Szef chce cię żywą, ale nie powiedział w jakim stanie.
Karen otworzyła już usta, by o coś zapytać, lecz jej osobisty zdołał ją ubiec.
- Jeszcze słowo, a połamię ci palce.
Spokojny, beznamiętny głos nie pozostawiał wątpliwości, co do szczerości intencji napastnika. Karen z trudem zmusiła się do milczenia. Starając się zignorować ból w wykręconych nadgarstkach, próbowała skupić się na niedawnych wydarzeniach. Jednak im dłużej myślała nad całą sytuacją, tym większy mętlik miała w głowie. W czyich rękach się znalazła? Jedynym elementem stanowiącym jakikolwiek punkt zaczepienia była ich nietypowa broń, jednak mimo uczucia, że zna odpowiedź, w tym momencie nie potrafiła przywołać jej w swym umyśle. Mijały kolejne godziny lotu.


Karen przenosi się do: [Nar Shaddaa] Cena sławy
Obrazek
ODPOWIEDZ