[Tatooine] Gdzieś w Układzie Tatooine

Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 63
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

- Jesteśmy z Dokfinem zgodni co do planu pobytu tutaj - rzekł do Dexa i upił szczodrze z oszronionej butelki. Smakowało zdecydowanie lepiej niż te siuśki Banth, które pędzili na Tatooine i szumnie nazywali piwem - Poza tym cały czas odgrywamy naszą rolę. Po dzisiejszym zajściu nie możemy wyjść z roli, bo to może wzbudzić dodatkowe podejrzenia, a zapewniam, że niestety, zwróciliśmy na siebie większą uwagę - powiedział wyciągając się w swoim fotelu.
- Jutro wszyscy muszą być w pełnej sprawności fizycznej i psychicznej - rzekł spoglądając po twarzach każdego z nich, na dłuższą chwilę zatrzymując się na Kamari. Chwilę później sprawdził jeszcze zabezpieczenia statku, upewniając się, że systemy antywłamaniowe Ronina działają bez zarzutu. Przejrzał też raport z tankowania i raport serwisowy wykonany przez Lessera. Droid sprawdzał się w swojej roli bez zarzutu.
- Statek jest dobrze strzeżony, więc możemy uda się na spoczynek - w waszej gestii zostawiam pełnienie wachty dzisiejszej nocy - dodał kierując swoje słowa ku wojownikom z Mandalore. Skoro w wąskich wizjerach mieli tylko misję, niech pilnują też w nocy.
Przewodnik wstał od stołu i zakręcił zawartością butelki, by chwilę później opróżnić ją duszkiem. Odstawił puste szkliwo na blat i kiwnięciem głowy pożegnał zebranych.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 79
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Nim się spostrzegli, nastała noc. Wentylacja statku bezustannie pompowała do pomieszczeń przyjemne, chłodne powietrze, jednak gdy gwiazdy Tatooine pozostawiły planetę w ciemnościach, jakby cała okolica odetchnęła luźniejsza atmosferą, nie podgrzewaną przez gorąco lejące się z nieba. Niedługo potem wszyscy poszli też w końcu spać. Jedynie mandalorianie uzgodnili między sobą warty, jakby obawiając się stałego ataku, nawet na tym wykupionym i względnie zabezpieczonym lądowisku. No i był jeszcze droid, który zrobił sobie przerwę jedynie na krótkie ładowanie. Noc minęła spokojnie.
Dzień zaś zaczął się od atmosfery wyczekiwania. Niby odgrywali tylko wycieczkę bogacza ze Światów Jądra po bezdrożach galaktyki, jednak wczorajsze zakłady pobudziły ciekawość większości członków załogi i napędziły chęć wygranej. Zwykłą, typową dla istot rozumnych, chęć gnania naprzód, ku zwycięstwu i osiągnięciu czegoś. Tym razem, poza zwyczajowym uznaniem dla wygrania zakładu, na zwycięzcę czekały i kredyty. Dokfin dał się poznać jako słowny człowiek, wszyscy więc oczekiwali wygranej ze swojego typowania. W końcu, po zjedzonym późnym śniadaniu, cała ekipa ruszyła w stronę toru, by jeszcze przed wyścigiem przyjrzeć się wytypowanym przez siebie zawodnikom. Na statku pozostał jedynie droid i pomocnik Dokfina, którzy tego dnia postanowili pilnować ich ładunku, w razie jakichkolwiek kłopotów.
Droga na tor nie zabrała im wiele czasu. Kara niemal gnała do przodu, napędzana swoją młodzieńcza energią, ciekawością i swoim wyzwoleniem od wczorajszego kaca. Reszta siła rzeczy próbowała za nią nadążyć i powstrzymać ja od jakichś głupot, które ściągnęłyby na nich już stanowczo zbyt dużą uwagę. Starczyło im wczorajszego dnia... Nawet gdyby jednak zgubiliby ją w tłumie, szybko ponownie spotkaliby się przy wejściu do garaży startujących drużyn. nie były one otwarte dla byle kogo, a sądząc po ilości strażników, jedynie co bogatsi byli wpuszczani na wizytę w hangarze. Ale Dokfin w otoczeniu całej załogi, a już na pewno dzięki dwóm mandalorianom, wyglądał na kogoś wystarczająco ważnego, by nie robić mu problemów. Tutejszy Hutt liczył na pieniądze takich jak on, a wizytę wśród drużyn mogli potraktować jako przegląd inwestycji. Kara jeszcze zdążyła pokazać strażnikom język na odchodnym.
W środku było sporo istot, jednak daleko było od określenia tego tłokiem. Każda z ekip miała wydzielony garaż, między którymi przechadzali się goście. Czasem wymienili kilka słów, czasem zapłacili za coś, sprzeczali się o wysokości zakładów, targowali. Typowe sprawy dla istot majacych zbyt dużo pieniędzy lub dla desperatów, którzy przyszli z ostatnim groszem, licząc na łut szczęścia.
Zaczęli rozglądać się po wytypowanych przez siebie grupach. Był i kel dorczyk z grupą rodian, którzy odpicowywali zielony ścigacz. Smukły i wyglądający na szybki pojazd z dwoma podłużnymi silnikami, w tym momencie jeszcze wyłączonymi. Wyglądał na taki, który wciśnie się w każdą szczelinę. Dwa garaże dalej był i wookiee. Choć sam włochacz wyglądał groźnie, jego ścigacz nie robił już aż takiego wrażenia. Był przybrudzony, trochę poobijany i wyraźnie montowany z różnych części. Obydwaj mando dostrzegli jednak szybko, że wśród całego metalu i innego ustrojstwa pod pozorem poręczy zamaskowana jest długa pałka energetyczna. Niezbyt to było uczciwe, ale wyścigi, szczególnie na Tatooinee, rządziły się swoimi prawami. A właściwie ich względnym brakiem. Na końcu hangaru z garażami dostrzegli też i wielokrotnego mistrza Duga Sebulbę. Tuz obok garażu tego twi'lekańskiego młodzika. Nietrudno było się domyśleć, ze młody nie zajedzie daleko w takim towarzystwie. Jego ścigacz, podobnie jak wookieego, wyglądał na składaka, choć był mniejszy i mniej masywny. Za to pojazd Sebulby aż mówił, że należy do najlepszego zawodnika. Solidny, nieprzerośnięty w żadną ze stron, z dodatkowym dopalaczem i podwójnymi przewodami na wypadek awarii.
- No i co powiecie? - zagadnął ich Dokfin, gdy już obejrzeli wszystkich. - Nadal obstajecie przy swoich zawodnikach? Możemy jeszcze pozmieniać. Możemy tez z którymś pogadać dla zabicia czasu. Do wyścigu mamy jeszcze ze standardowa godzinę. Wczoraj wykupiłem nam lożę na niższym poziomie. Wystarczająco daleko od huttów i ich spraw, ale też z dala od plebsu. No i ma widok na linię startu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 63
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Gdy tylko opuścili pokład Ronina, na powrót uderzyła w nich fala gorąca. Przewodnik rad był, że odwiedza Tatooine z rzadka, toteż nie musi przywykać na stałe do tych ekstremalnych temperatur. Pochód prowadzony przez Dokfina a obstawiany przez dwóch Mando w niedługim czasie dotarł do parku maszynowego. Shin nawet nie próbował hamować Kary.
Na miejscu, każda z załóg, większych i mniejszych uwijała się, pracując w pocie czoła aby jeszcze na ostatnią chwilę spróbować cos ulepszyć, wycisnąć z silników jeszcze odrobinę mocy, czy upchnąć nielegalne uzbrojenie tu czy tam. Przekrój obcych na linii startu był doprawdy ogromny. I'Gami z zaciekawieniem przyglądał się poszczególnym zespołom. Pośród wszystkich wyłowił już wzrokiem, te grupy, które wzbudziły ich największe zainteresowanie i na które postanowili postawić swoje pieniądze.
Faworyt, Dug Sebulba, nie zmienił nawyków. Niewolnice rasy Twi'lek otaczały go z każdej strony, osłaniając przed słońcem, masując ciało i nadskakując z propozycjami i komplementami. Pod obcego zajmował czołowe miejsce w stawce.
Rodianin, na którego też postawiono pieniądze otoczony był swoimi krajanami. Wypolerowany lakier jego poda budził zazdrość niejednego zawodnika. Przekrój pojazdów był ogromny. Od wypucowanych i wychuchanych, po sklecone z różnych części i ze zdekompletowanym poszyciem.
Taki właśnie był pojazd Wookiego, na którego zdecydował się postawić Shin. Pochodzący z Kashyyyk, porośnięty ciemnym futrem, w zasadzie sam stanowił dla siebie zespół. Krzątał się wokół swojej jednostki, powarkując w skupieniu. Był groźny i energiczny, a jego niepozorny z wyglądu pod mógł być tylko zasłoną dymną. Przewodnik uśmiechnął się pod nosem, ale postanowił nie przerywać mu przygotowań do wyścigu.
- Nie, obstaję przy swoim - rzekł uśmiechając się lekko - Wierzę w swoją intuicję - dodał i wskazał na bar pod baldachimem, ten przeznaczony dla bogatszych gości.
- Nim udamy się do loży, proponuję schłodzić się odrobinę w barze - rzekł i skierował swoje kroki ku oazie.
Awatar użytkownika
Rhel Lok
Gracz
Posty: 16
Rejestracja: 31 sie 2021, 19:53

Dobrze, że nie poczuł fali gorąca jednak pancerz, który ma wbudowaną funkcję podtrzymywania odpowiedniej, komfortowej temperatury wewnątrz jest czymś bardzo ułatwiającym życie, zwłaszcza na takim pustkowiu jakim jest Tatooine. Ścieżka była dosyć prosta, szkoda tylko, że pewna Chissanka postanowiła się wyrywać na przód, nie było to miejsce do takich wypadów, nie na tyle bezpieczne. Szczęście w tym wszystkim, że okazało się iż spokojnie dotarli do parku maszyn.
Było widać, że czas do wyścigu się zbliża bo zespoły pracowały jak najprędzej i jak najciężej, aby dopiąć wszystko na ostatni guzik. Zawodników trochę było, ale także nie było co się dziwić odnośnie tego gdyż takie święto nie jest częste, więc każdy chciał w takim miejscu i przed taką śmietanką wypaść jak najlepiej. Mandaloriani od razu swoim wzrokiem oplótł całość gotowych do wyścigu osobistości, jego sprzęt w hełmie tylko mu pomagał odnaleźć odpowiednie dżentelistoty.
Wookie szybko przyjrzał się jego pojazdowi, ale ten nie wyglądał na sprzęt najlepszej klasy. Brudny, obity i widoczne było, że to składak z wielu innych części, niźli robiony na zamówienie sprzęt. Rhel jednak w pewnym momencie dostrzegł coś co było bardzo znajome w jego fachu. Delikatnie się przesunął i przybliżył wizjer w hełmie. Pałka energetyczna. - Więc tak się chciał bawić - powiedział do siebie i pod hełmem, więc raczej ciężko byłoby to wychwycić.
Od razu także wychwycił Sebulbę, który chyba od początku nie zmienił się nic, a nic. Było widać, że bije od niego pewność siebie, a nawet czysta arogancja i buta, ale miał do tego prawo, bo niemalże zawsze wygrywał.
- Nadal przy swoim - odpowiedział na słowa Dofkina. Loża na niższym poziomie na pewno była bezpieczniejsza niż siedzenie razem w tłumie osób, z resztą wątpił, aby ich zleceniodawca tak się zniżył. A dodatkowo byli daleko od Huttów, którzy na pewno zainteresowali się bliżej tej barwnej grupce. Lok był pewny, że już wiedzieli o ich obecności kwestią tego było czy coś będą od nich chcieli, dowiedzieć się jakiś konkretów po co tutaj przybyli czy jednak to zignorują.
- Z chęcią porozmawiam. Zacznijmy od Sebulby chcę mu coś przekazać - powiedział do reszty. Jeżeli chodziło o bar to może za chwilę, póki co włączyła mu się tryb rywalizacji, więc miał zamiar zapewnić swojemu faworytowi jak największe szanse.
Awatar użytkownika
Kara Kamari
Gracz
Posty: 30
Rejestracja: 02 wrz 2021, 10:21
Lokalizacja: pod Kołobrzegiem
Kontakt:

Pilotka była w świetnym nastroju, wczorajsza możliwość wyluzowania się była dla niej zbawienna. Dobrze jest mieć ekipę, która cię osłania. Mogłaby nawet przywyknąć do tego, lataniem czyimś statkiem, dużo nowocześniejszym, na kontrakt. Zawsze musiała wykonywać wszystko sama, pilotować statek, załatwiać kontrakty, handlować i kantować, bawić się w mechanika i ochroniarza. Życie było przyjemniejsze, kiedy można było skupić się na tym co kochasz naprawdę, a w jej przypadku to pilotaż i mechanika, reszta niezbyt ją kręciła. W sumie, może to nie taki zły pomysł.

Po zawitaniu w hangarach, przejrzała się pobieżnie kilku pojazdom, jednak zaraz podbiegła do Shina. Wyglądała jakby sama nie wiedziała po co do niego podeszła, jednak po chwili związała słowa.

- Przemyślałam sobie kilka rzeczy wczoraj i tak się zastanawiam. Trudnisz się tym co ja, ale osobiście wolę pilotaż i statki, reszta tego biznesu średnio mnie kręci. Może więc szukasz pilota na dłużej? Normalnie zakochałam się w twoim statku i chętnie bym go dłużej poobracała. Podzielimy się jakoś z zysku za każdy kurs, jestem elastyczna.

Kara zachichotała, ale było po niej widać, że jest rozentuzjazmowana tym faktem. Z drugiej strony, wyglądała dziś na bardziej stabilną w emocjach, aniżeli wczoraj, podczas wizyty w kantynie. Zagarnęła krótki kosmyk włosów za ucho, jakby podświadomie chciała go przekupić swoim wdziękiem. W rzeczywistości było to jedynie odruch, wiele jej jeszcze zostało z zachowań nastolatki. Kobieta ma dość mieszany charakter, raz zachowuje się dość normalnie, innym razem natomiast sporo u niej wyluzowania, jak u nastolatki.
ODPOWIEDZ