[Nar Shaddaa] Kantyna "Śmiały Benny"

Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 44
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Nar Shaddaa - niesławny już największy księżyc rodzinnego świata Huttów, Nal Hutta, w półświatku Znanej Galaktyki, nazwany Księżycem Przemytników.

Kantyna "Śmiały Benny" znajdowała się niedalekiej odległości od głównego kosmoportu. Było tu więc zdecydowanie czyściej niźli w większości kantyn na całym Księżycu, a i klientela nie była aż tak szemrana - pomijając fakt, że głównie takich osobników na Nar Shaddaa spotkać było można.

Właścicielem kantyny jest Benny, nazywany przez stałych bywalców Śmiałym - mężczyzna w słusznym wieku, o pogodnym usposobieniu, ale ciętym języku i silnej ręce. W prowadzeniu kantyny pomaga mu córka - Cloey, która to urodę zdecydowanie odziedziczyła po matce, ale niech nie zmyli was jej przyjemna dla oka aparycja. Ciętą ripostę odziedziczyła po ojcu, a i nie jednemu zbyt nachalnemu klientowi złamała rękę.

Najważniejsze informacje:
- ceny: powyżej średniej planetarnej
- klientela: mieszana
- za drinki i posiłki: płatne z góry
- burdy: surowo zakazanie i surowo niewskazane
- ryzyko postrzału śmiertelnego: znacznie poniżej średniej planetarnej
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 44
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Shin zdecydowanie przepadał za tym miejscem. Nie wiele takich miejsc było na powierzchni Nar Shaddaa - jednakże to było wyjątkiem. Zwykł go odwiedzać za każdym razem kiedy tylko lądował na powierzchni Księżyca Przemytników. Bliskość kosmoportu była jednym z atutów, a sam umiarkowany i czysty wystrój sprawiał, że lokal był dobrym miejscem do "spotkań biznesowych". Możliwość wynajmu niewielkiego pokoiku na piętrze lokalu dopełniała całości czyniąc z "Smiałego Bennego" doskonałe miejsce na bazę wypadową.
W jednej z loży, oferującej widok na prawie cały lokal, I'Gami siedział samotnie delektując się umiarkowanym ruchem w lokalu - a co za tym idzie, względnym spokojem. Pora nie była jeszcze nazbyt późna, toteż w knajpie nie było zbyt wielu gości. Benny uśmiechnięty i zajęty swoimi myślami krzątał się przy swoim barze, czyszcząc szklanki. To była jego rutyna - szykował się na wzmożony ruch bliżej wieczora. W tle z głośników sączył się łagodny wizz-jazz, dodając tylko sielankowości całemu otoczeniu. Mężczyzna uśmiechnął się z lekka i odprężył. Sporo ostatnio latał, więc krótka przerwa na "rodzinnym" świecie była dobrym pomysłem. Z resztą, nie miał aktualnie żadnego zlecenia, więc tak czy inaczej musiał pauzować. Jego ogłoszenie wisiało w Holonecie i był przekonany, że prędzej czy później jakaś okazja sama się napatoczy.
Zakręcił drinkiem w niskiej szklance i wychylił jej zawartość w całości. Koreliańska Whisky zadrapała miło w gardło i spłynęła dalej, przez przełyk pozostawiając po sobie na kilka chwil, przyjemny pikantny posmak. Mężczyzna wyłowił wzrokiem córkę właściciela i nieznacznie skinął nań głową. Cloey znała go, tak jak i znał go Benny, toteż świeża dostawa trunku z lodem, pojawiła się na blacie już po kilku chwilach. Shin podziękował uprzejmie i zapłacił za napitek, wedle panujących w kantynie zwyczajów. Nie zapomniał również o napiwku. Dziewczyna uśmiechnęła się z odpowiedzi i wróciła do krzątania się po sali. I'Gami zaś, wsłuchał się w muzykę i siedział w swojej loży nadal - czekał aż stolik do gier karcianych przyciągnie kogoś do siebie. Chętnie zagrałby z kimś w karty - ot tak aby nie zardzewieć. I kto wie, może coś wygrać?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 33
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Do kantyny pewnym krokiem wszedł młody chłopak o blond włosach zaczesanych na tył głowy. Rozejrzał się wokół, uważnie przypatrując się gościom, po czym żwawo ruszył w kierunku baru. Prawą rękę trzymał w kieszeni spodni, w lewej zaś talię kart do pazaaka, którą co jakiś czas podrzucał w nieco teatralny sposób. Jego ubrania były czyste i schludne, ale wyraźnie znoszone. Modne były jakieś dziesięć lat temu.
-Whisky - rzucił nonszalancko siadając na wysokim stoliku przy barze.
-Uhm. Jaką? Koreliańską?
-Może być lokalna - dodał chłopak z nieco mniej pewną miną niż przed chwilą. Na stole położył stosik kredytów.
Czekając na trunek nadal bawił się talią kart, tasował ją, rozkładał na blacie, układał w sobie znanej kolejności, po czym znowu tasował i powtarzał rytuał. Nieustannie lustrował wnętrze kantyny wyzywająco spoglądając na każdego z gości.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 44
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Shin z umiarkowanym zainteresowanie przyglądał się najnowszemu gościowi, który zawitał do kantyny Benny'ego. Młody chłopak, na oko dwadzieścia i kilka lat na karku, poza pewnego siebie cwaniaczka. Lekki uśmiech wypłyną znów na lico Przewodnika. Upił ze swej szklaneczki oszczędnego łyczka i nienachalnie obserwował chłopca. Młodzian omiótł spojrzeniem całą kantynę, nie zatrzymując jednak wzroku na nikim nazbyt długo. Podszedł natomiast do baru podrzucając jedną ręką talię kart. Jeśli wzrok Shina nie mylił była to talia do antycznej wręcz już, bo pamiętającej czasy dawnej, Starek Republiki, gry nazywanej Pazaakiem.
Do gry wykorzystywane były dwie talie z czego jedna była stała - karty o wartości od 1 do 10 punktów oraz druga - zazwyczaj spersonalizowana składająca się z kart funkcyjnych o różnych właściwościach. Partia Pazaaka zakładała zbliżenie się lub uzyskanie 20 punktów z kart wyciąganych z talii głównej. Można było zrobić to w dwojaki sposób - licząc na szczęście lub wykorzystać karty ze swojego setu - w założeniu, że miało się odpowiednie karty w ręce. Każda partia toczyła się do trzech wygranych - remis nie wpisywał się w statystyki. W odróżnieniu od Sabaka gdzie graczy mogło być kilkunastu, w Pazaaka grało się na zasadzie pojedynku - jeden na jednego. I'Gami po szybkim przypomnieniu sobie zasad sprawdził jedną z wewnętrznych kieszeni i wyciągnął z niej swoją podniszczoną talię kart-płytek. Nie była ona zbudowana z jakichś mocno wyróżniających się kart - ot zwykły dek którym, posługiwali się z reguły amatorzy. Wartości plusowe od +1 do +5 oraz minusowe od -5 do -1. Amatorska czy nie dawała wszystko co potrzebne było do wygranej.
Shin wstał od stolika i ruszył ku pustej aktualnie strefie gier. Hazardziści okupowali ją z reguły wieczorami rozgrywając partie Sabaka, ale w rogu stały też trzy stoliki dla Pazaakowców. Przechodząc obok kontuaru przy którym, chłopiec zamawiał drinka, ostentacyjnie bawiąc się swoją talią rzucił od niechcenia:
- Przyszedłeś zagrać czy układać pasjansa? - słowa zalatywały nutką wyzwania i odrobiną szyderczości. Próba zbicia z tropu przeciwnika, jeszcze przed rozpoczęciem pojedynku było standardową zagrywką.
Mężczyzna nie zatrzymał się przy barze - niespiesznie zajął wolne krzesło przy stoliku - siadając plecami do ściany, ot stary nawyk. Ustawił drinka na blacie i uruchomił stół do rozgrywki - załadował pierwsze 100 kredytów do wrzutnika, wsunął do tasownika swoją talię i czekał na śmiałka, który zechce oskubać go z kredytów - nad blatem wyświetlała się kwota, zachęcając i informując potencjalnych graczy o kwocie wejścia.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 33
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Jim wiedział, że to jego dzień, gdy tylko - kreujący się na tajemniczego - mężczyzna, przechodząc obok niego, rzucił kąśliwą uwagę. Oh, tak! Jimmy uwielbiał takich pozaświatowych cwaniaków - przylatywali na Księżyc Przemytników i myśleli, że galaktyka nauczyła ich jak wygrać zanim zacznie się grać. O nie, nie, nie! On był lepszy, on dawno rozgryzł i przeżuł te sztuczki amatorów. Nie kto inny, ale właśnie Jimmy Hoist dwa dni temu wygrał w Pazaaka całkiem sprawny datapad od samego Baryły z Czerwonych Szerszeni!
Z teatralnym spokojem upił jeszcze dwa łyki swojego drinka, zebrał talię kart i schował ją do wewnętrznej kieszeni kurtki. Wstając wziął szklankę z połową porcji whisky i marszcząc brwi ruszył w kierunku stolika do gry w pazaaka. Widział, że jest nad nim wyświetlona kwota wejścia - sto kredytów. Na szczęście, dzisiaj miał więcej i miał zamiar to pomnożyć. Oj, tak, tak! Jason i Fieran będą z niego dumni.
-Obawiam się, że wieczorem zostanie ci wyłącznie układanie pasjansa - powiedział do Shina siadając przy stoliku. - Jimmy Dwadzieścia, tak możesz mi mówić. Dwadzieścia, bo tyle potrzeba w pazaaku - dodał i wrzucił kredyty. Momentalnie holograficzna kwota zwiększyła się do dwustu.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 44
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Gdy tylko Jimmy dwa.zero zasiadł do stolika i dorzucił do puli swoje kredyty, gra mogła się rozpocząć. Shin jednym ruchem uruchomił oprogramowanie rozgrywkowe - maszyna przetasowała talie obydwu graczy dając pewność, że otrzymane karty - po cztery na całą partię - będą wydane im w kolejności losowej. Maszyna wyrzuciła z siebie, raz za razem karty-płytki: raz w stronę I'Gamiego, a raz w stronę Jimmiego. Chłopak poderwał z blatu swoje i zlustrował je spojrzeniem, nie dając po sobie poznać ich wartości. Jego oponent spokojnym ruchem zebrał swoje karty i przyjrzał się kombinacji: otrzymał +2, +3, +5 oraz -1. W takim układzie powinien grać uważnie - tylko jedna minusówka dawała małe pole manewru w przypadku zbyt długiego ciągnięcia z talii. Tak czy inaczej, był gotowy do gry. Spojrzał na młodzieńca i kiwnął głową, dając znać, że oddaje pierwszeństwo w tej potyczce jemu.
- Mów mi Shin, chłopcze - przedstawił się jedynie imieniem, lekko lekceważącym tonem, dając do zrozumienia, że czcze przechwałki i pogróżki nie robią na nim wrażenia. Gotów był poświęcić pierwszą setkę i w razie potrzeby kolejną na rozpoznanie stylu gry przeciwnika. Im więcej poświeci na uśpienie jego czujności, tym łatwiej będzie do oskubać - tak przynajmniej zakładał.
Jimmy prychnął z pogardą, wierząc w swoje szczęście i rozpoczął grę. Po jest stronie wyświetliła się pierwsza karta o wartości 7 punktów - po stronie Shina, słabe 3. Kolejna tura to kolejne 8 po stronie chłopaka i znów niskie 2 dla Przewodnika. 15 - 5 po dwóch turach.
- Karta chyba dziś mi sprzyja - prychnął znów blondyn rzucając na blat +/- 5 osiągając tym samym wynik wymagany do wygrania pierwszej rundy. Shin uśmiechnął się z lekka ale nie oponował. Poczekał na kolejną kartę - tym razem los zesłał mu kolejno 2, 5, 7 - co z kartami będącymi już na dało łącznie 19 punktów. Shin mógł skończyć pewnym remisem tę rundę korzystając ze swojej "+1", ale postanowił zaryzykować. Co oczywiście się nie opłaciło. Dziesięciopunktowa karta dała mu piękny 29 oczkowy wynik i kolejne pogardliwe prychnięcie młodzika w gratisie. Pierwsza runda dla Jimmiego.
- Jedna wygrana runda niczego nie przesądza, młody - mruknął spokojnie. Zgarnął karty płytki z blatu i czekał na kolejne rozdanie. Pociągnął oszczędnie ze szklaneczki w której, lód już znacząco się roztopił rozwadniając mocno Koreliańską Whisky. pokręcił zdegustowany głową i pomachał Cloey - dając znak, że żąda wymiany drinka na nowego. Chwilę później nowa szklanka stała już obok - Shin zapłacił za nią od razu z napiwkiem o wartości samego drinka - specjalnie przybierając pozę, że kredytów mu nie brakuje. Jego przeciwnik obserwował uważnie co robi - nie mogło więc umknąć mu, że Shin zapłacił za szklankę umiarkowanie napełnioną drogim alkoholem równowartość 10% wysokości puli.
W drugiej rundzie I'Gami również przegrał - tym razem wykorzystując kartę +5 aby dobić do 19 oczek. Jimmy tym razem otrzymywał niskie wartości i pozbywając się drugiej karty z ręki - znów uzyskał okrągłe 20 punktów.
-Gdybym wiedział, że to będzie takie łatwe przyszedłbym tu wcześniej - zachichotał podekscytowany perspektywą bliskiej wygranej. Shin tym razem nie odpowiedział na zaczepkę. Pochylił się do przodu i z kamienną twarzą udał wzmożone skupienie na grze. Trzecia runda przyniosła wreszcie przełamanie - zostając z jedną kartą w ręce I'Gami wygrał. Czwarta runda była już formalnością - Jimmy Dwadzieścia dostał w dwóch turach dwie dziesiątki - Shin natomiast nie mając na ręce nic specjalnego - skończył z wynikiem 22.
Z kwaśną miną wyciągną z kieszeni kolejną stówkę a w zasadzie dwie:
- Może podniesiemy stawkę? - zapytał sprawiając wrażenie poirytowanego szybką przegraną.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 33
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Jimmy słyszał opowieści od Baryły. Wytrawni gracze często celowo pozwalali przeciwnikom wygrać jedną, dwie albo nawet trzy pierwsze gry, by rozbudzić w przeciwniku przekonanie o własnej wyższości, a kiedy ten stawał się nieuważny, oskubywali go do zera. Baryła podobno tak przegrał kiedyś swój śmigacz - dał się nabrać poczuciu własnego geniuszu w kartach. Jim spodziewał się, że Shin może stosować podobną taktykę, ale już w drodze tutaj wymyślił sobie strategię na taką ewentualność. Pozwoli mu jeszcze trochę poudawać, a potem sam zacznie.
-Oczywiście, nie ma sensu grać na tak małe stawki, nie mam całego dnia, by wygrywać po trochę. Wejdźmy za dwieście - przypomniał sobie drogiego drinka i wysoki napiwek dla kelnerki. - Albo od razu za trzysta kredytów.
Shin skinął głową.
Zaczęli grę. Jim dostał dobre karty: +/- 1, +/-2, +4 i -3. Mógł z nimi wygrać bez problemu.
Pierwsze karty poszły na stół: 9 dla Shina i 4 dla Jima, potem 2 i 9, czyli razem 13 i 13. Jim upił łyk swojej whisky i dobrał kolejną kartę - widniało na niej 6, identycznie jak na karcie jego rywala. Przypominając sobie poprzednią grę spasował, zaś - zgodnie z jego przeczuciem - Shin zaryzykował i wyciągnął dwójkę. Pierwsza tura dla chłopca z dolnych poziomów Księżyca Przemytników. Wieczorem będzie bogaty. Kolejna partia wyglądała podobnie, ale tym razem Jim spasował przy osiemnasty, zaś Shin zaryzykował i trzy wyciągnięte oczka dały mu wynik końcowy równy dziewiętnastu.
W następnych dwóch turach używali już kart swoich kart. Shin obniżył przestrzelony wynik do 20 używając -2, więc Jim dodał cztery oczka z własnej talii, bez ryzykowania, że przestrzeli. Remis też go satysfakcjonował, zwłaszcza że chyba już rozgryzł pozaświatowca. W czwartej sam zaryzykował i przestrzelił - żeby wygrać musiał użyć -1 i -3 w celu obniżenia punktacji do kluczowej dwudziestki.
-Osiemnaście - powiedział znad szklanki whisky i wyciągnął ostatnią kartę +/- 2. - I dwadzieścia. Pytanie co zrobisz ze swoimi siedmioma punktami?
Shin pociągnął pierwszą kartę i wylosował osiem. Jim z trudem opanował uśmiech, gdy następna była dziesiątka. Był już cztery stówy do przodu.
-Kolejna partyjka? - zapytał - Za pełną pulę - dodał mając zamiar przegrać, by później zagrać o większe kwoty i pomnożyć swoje tysiąc kredytów. Pozwolił sobie nawet na zamówienie kolejnej szklanki lokalnej whisky.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 44
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Shin z coraz bardziej nachmurzoną twarzą pożegnał się z kolejnymi kredytami. Dwie gry i był już lżejszy o cztery stówki. Chociaż na brak kredytów nie narzekał, ostatecznie miał zamiar ugrać co nieco podczas postoju na Nar Shaddaa. Młodzik zdawał się wciągnąć w grę - dwie łatwo wygrane rundy każdemu dodały by pewności siebie. Ale czy to już czas na atak? I'Gami trzymał się swojego planu - dalej miał zamiar grać z udawaną rosnącą frustracją. Bez słowa wyciągnął z kieszeni równowartość czterystu imperialnych kredytów by następnie załadować je do wrzutnika. Jimmy z miną niewiniątka dołożył do puli i uruchomił sekwencję tasowania. Maszyna rozdała graczom po cztery karty płytki i rozpoczęła wykładanie z talii głównej.
Tym razem Shin otrzymał dodatnie dwa i cztery oraz ujemną jedynkę i trójkę. Rzucił okiem na przeciwnika, który zdawał się jednak mieć trochę doświadczenia. Maskowanie uczuć na twarzy wychodziło mu coraz lepiej. Na stół trafiły pierwsze karty. Dla Shina 5, dla Jimmy'ego 7 - 3 i 4, 8 i 2. I'Gami zawahał się celowo przez chwilę - zasadniczo mógł skorzystać z karty i zakończyć z równymi dwudziestoma punktami. Po chwili jednak zrezygnował z tego pomysłu co ostatecznie się opłaciło - dostał 4. Młodzieniec za to otrzymał raz jeszcze 2 i 4. Podobnie jak Shin w początkowej partii, zaryzykował licząc na fart - otrzymał okrągłe 10, z których już nie sposób było się wykaraskać. Pierwsza wygrana dla Shina. Druga poszła w remis - gracze skorzystali z kart z ręki uzyskując po 19 punktów. W trzeciej partii szczęście znów uśmiechnęło się do I'Gamiego, któremu do wygranej brakowało jeszcze jednej, dobrej rundy. Upił niewielki łyk i wbił spojrzenie w stół - udając pełne skupienie na grze. Ukradkowo spojrzał na przeciwnika - Jim również trzymał w dłoni dwie karty. Mina nie do końca odzwierciedlała sytuację w tej partii - uśmieszek błąkał się mu po ustach, nie sprawiał wrażenia, że przejmuje się przegraną. Czyżby podpuszczał go i celowo chciał teraz przegrać? Mężczyzna nie był może zawodowym hazardzistą, ale w czytaniu ludzi był całkiem niezły.
Odkąd zaczęli grać minęło już trochę czasu, toteż kantyna zaczęła się wypełniać gośćmi. Do lokalu przybywali stali bywalcy, pojawiło się również wielu podróżnych. Część z nich zaczęła się przyglądać temu karcianemu pojedynkowi - tu i tam, zaczęto obstawiać niewielkie kwoty, a Benny wydawał na barze kolejne napitki.
Kolejna runda nie przyniosła rozstrzygnięcia - tym razem Shin przestrzelił. Z jedną kartą w ręce przystąpił do kolejnej - Jim nadal dysponował dwoma kartami. Naturalnie dwie karty dawały większe pole do manewru. Po trzech wylosowanych rozdaniach - Shin położył na blacie ostatni prostokąt z wartością by zamknąć się w wyniku 20 oczek. natomiast otrzymał kolejno - 3,5,5 po czym zawahał się. 13 oczek dawało sporą szansę na wyciągnięcie czegoś poniżej ósemki. Chłopak nie skorzystał z kart trzymanych w dłoni - liczył na szczęście. Obok ostatnio odkrytej piątki pojawiała się natomiast... dziewiątka! Mogło to oznaczać koniec tej rundy i wygraną I'Gamiego - gdyby nie wyłożone na blat +/- 5. Karta zbiła wynik znów znacznie poniżej dwudziestu. Jedna karta na ręce, głęboki wdech i kolejna próba - tym razem wynik niższy niż poprzednio, ale również wysoki - 8 podane do puli dawało 25 oczek. Coraz liczniejsza publiczność przeniosła wzrok na Jimmy'ego Dwadzieścia - czy karta, którą trzymał w dłoni uratuje go z opresji? Spojrzenie w przeciwniku zawiesił również Przewodnik - z symulowaną ciekawością pochylił się do przodu z napięciem oczekując rozstrzygnięcia. Blondyn natomiast potrzymał wszystkich w niepewności jeszcze kilka chwil - w duchu cieszył się, że skupia na sobie tak dużą uwagę. Zdawało mu się, że nie tylko oskubie z hajsu tego nieznajomego a i zyska niemałą sławę. Po pełnych dziesięciu sekundach wypuścił ostentacyjnie powietrze z płuc i położył na blacie swoją ostatnią kartę: +/- 4 niestety nie dawało remisu. Pojedynek w trzeciej partii skończył się wygraną Shina 3-1. Jim kiwnął tylko ramionami udając, że przegrane właśnie czterysta imperialnych nie ruszyło go wcale a wcale.
Tu i tam pojawiły się głosy zawodu, wyrażane mniej lub bardziej siarczystymi przekleństwami w mocno zróżnicowanych narzeczach. Kredyty przechodziły z rąk do rąk - a Shin odebrał swoją wygraną. Nie omieszkał się przy tym szeroko uśmiechnąć i triumfalnie wznieść w górę drinka. Popatrzył z wyższością na Jimmy'ego i z przekąsem powiedział:
- Chyba wyczerpała się pula twojego szczęścia, chłopcze - pewnym ruchem oddzielił pięć stów z wygranej i machnął forsą ostentacyjnie - Gramy dalej, Jim? - gotów był na wyższą stawkę - ba liczył, że chłopiec sam zaproponuje jej podwyższenie. Grał teraz absolutnie pewnego siebie - przypuszczał, że ostateczne rozstrzygnięcie nadejdzie w kolejnym rozdaniu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 33
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Jimmy niemal nie mógł uwierzyć. Wszystko szło zgodnie z jego planem: najpierw wygrał dwa razy dając Shinowi do zrozumienia, iż jego czujność została uśpiona, a potem potwierdził to przegrywając z nim. Był pewien, że jego rywal też uważa, że wszystko idzie zgodnie z planem - w końcu, zgodnie ze swoją taktyką, wygrał trzecią partię. Baryła miał rację, wszyscy grają tak samo. Jimmy Dwadzieścia był jednak zawsze o krok przed przeciwnikiem! A dzisiaj wróci do domu z dodatkowym tysiącem kredytów. Dobrze, że Czerwone Szerszenie kazały mu dostarczyć kasę - dzięki temu miał okazję nią poobracać i pomnożyć. Zaraz wyjdzie stąd z pieniędzmi gangu i swoimi.
-Po co rozmieniać się na drobne? - zapytał wrzucając płytki kredytowe do wrzutnika - Zagrajmy od razu o tysiąc kredytów i niech to będzie nasze ostatnie starcie na dzisiaj. Nie chcę cię oskubać do zera, bo będziesz potrzebował kredytów na zapicie smutków, przyjacielu.
Awatar użytkownika
Shin I'Gami
Gracz
Posty: 44
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:43

Po emocjach, które przelewały się przez twarz Przewodnika nie został już żaden ślad. Zastąpiły je beznamiętna maska i zimne spojrzenie, które utkwił przeciwniku. Bez słowa odpowiedzi wrzucił pięćset i po chwili kolejne pięćset do maszyny. Stawka urosła do poziomu, który nie często można było spotkać w grze w antycznego Pazaaka. Nim rozpoczęli grę, na sali, gdzie zebrała się jeszcze większa rzesza obserwatorów, ruszyła kolejna partia zakładów. Shin skupił całą uwagę na grze toteż, przestał obserwować co się dzieje wokół nich. Nie dopita szklanka Koreliańskiej Whisky, stała nieruszana już od kilku dłuższych chwil. Jim rozejrzał się wokół, widocznie zadowolony z przebiegu sytuacji. Sława i pieniądze były na wyciągnięcie ręki. Przeniósł swój wzrok na przeciwnika, który zatańczył tak jak mu zagrał - i poczuł pierwsze ukłucie strachu. Choć krótkie i ulotne, pozostawiło po sobie niemiły uścisk w żołądku. To spojrzenie i wyraz twarzy nie wyrażający uczuć... Shin wyglądał zupełnie inaczej niż jeszcze chwilę temu. Nie czas był jednak na wahania.
Karty-płytki zostały potasowane. Każdy z graczy otrzymał swoje karty. Jim uniósł swoje i przyjrzał się wartościom: , +/- 3 +5 -1, -2. Uznał je za dobrą wróżbę. Na powrót spojrzał na przeciwnika - Shin sprawdził tylko wartości i nawet nie uniósł ich z blatu. Jego przeciwnik prychnął i pokręcił głową. Ten obcy pożałuje, że zadarł z Jimem Dwadzieścia.
Pierwsza runda finałowego pojedynku zaczęła się i skończyła szybko. Po trzech rozdaniach Shin ugrał 20, Jim korzystając z pierwszej karty -1 z 21 zszedł do 20. Remis. Druga runda obfitowała w niskie karty - po trzech rozdaniach obydwaj gracze notowali 11 i 10 punktów. Kolejna 10 z ręki dała 21 oczek - co I'Gami zniwelował pierwszą kartą. 20 i znów inicjatywa po stronie Jima. Czwarta karta dodała do wyniku 3 oczka, piąta kolejne 4. 17. Trzymana w ręce +/- 3 mogła zapewnić mu remis - postanowił jednak zaryzykować. Dobrze mu dziś szło i wierzył w swoje szczęście. Zmarszczka niezadowolenia złamała jednak jego pogodą twarz - dostał od losu siódemkę - ponoć tej liczbie dopięta była łatka bycia tą szczęśliwą. Niestety nie tym razem. Jim wzruszył ramionami i odpuścił. Wolał mieć do dyspozycji trzy karty w kolejnych starciach. 1-0 dla Shina, którego twarz nie zmieniła wyrazu od początku ostatecznego pojedynku. Nadal siedział niewzruszony patrząc wprost na przeciwnika. Blondyn nie wytrzymał długo pojedynku spojrzeń - zimny wzrok obcego budził jakiś niepokój. Chłopak ponownie skupił się na kartach - to nie czas na utratę koncentracji.
Ich pojedynek trwał dalej. Kibiców jakby znów przybyło - szczelny wianuszek otoczył ich stolik, tu i tam ktoś unosił kufel z piwem lub szklankę z drinkiem. Na salę oprócz córki Benny'ego wyjechały droidy kelnerskie. Sam właściciel kantynu uwijał się za kontuarem. Widać z pozoru niewinny mecz, który zaczął się bez fajerwerków, okazał się być atrakcją wieczoru.
Kolejne rozdanie dało wyrównanie - Shin zagrał bezpiecznie. Dostał z ręki 18 i spasował. Jimmy zaś widząc asekuracyjny ruch przeciwnika do swoich 15 punktów, wyłożył piątkę z ręki i zamknął temat. Stan 1-1 przegnał gdzieś chwilową niepewność. Nie na długo jednak. Czwarta kolejka 3-7, 9-15, 13-17... Jim zawahał się na sekundę - to zawahanie zauważył Shin i pewnie nikt inny. Chłopak nie zdecydował się zagrać z ręki. Ten moment wykorzystał Shin - czwarte rozdanie dało mu wysokie 7 po raz kolejny dając mu okrągłe 20! Pieprzony farciarz! 20-17. Teraz Jim pożałował decyzji sprzed chwili. Tętno przyspieszyło i nie wiedząc kiedy zaczął się pocić. Pojedyncza kropla spłynęła mu po karku, zostawiając po sobie niemiłe uczucie. Zaryzykować? Zaryzykował by w duchu zakląć siarczyście. Dostał 6 i chcąc nie chcąc wyłożył na blat +/-3 aby wyrównać. Został z jedną kartą. -2... Gra zaczynała niebezpiecznie zbaczać z wyznaczonego kursu. Przecenił swoje możliwości? Czy wpadł w pułapkę Shina? Nie, nie, nie - jest na fali. W kolejnym rozdaniu wyjdzie na prowadzenie. Musi wyjść i pokaże Shinowi i wszystkim, że jest tu nie byle kim. Inaczej... Chłopak zganił się w duchu i przerwał tę gonitwę myśli. Pozwolił sobie na krótkie spojrzenie na Shina - ten jednak nadal wpatrywał się w blondyna. Nie zmieniał wyrazu twarzy, nie dotknął szklanki. Trzymał dłonie na blacie, obok trzech kart, które nadal miał do dyspozycji.
Po trzech rozdaniach obaj zawodnicy mieli po jednym punkcie na swoim koncie. W kartach na ręce przewaga była po stronie I'Gamiego. W czwartym rozdaniu - fortuna spojrzała łaskawym okiem na lokalnego pretendenta. Shin z ręki otrzymał 19 - Jim bez konieczności grania ostatnią kartą, ugrał 20. Wynik 1-2 dla chłopaka z Nar Shaddaa. Szum na sali wzrósł - rozstrzygnięcie było blisko. Uścisk w żołądku towarzyszący uwolnieniu adrenaliny odbudował pewność siebie Dwudziestki. Czuł, że wygrana jest na wyciągnięcie ręki. Brakowało tylko jednego dobrego rozdania!
Rozstrzygnięcia nie przyniosło rozdanie numer pięć. 3-4, 7-7, 9-11. Czwarta karta dała Przewodnikowi wynik na poziomie 17 oczek. Dołożył do tego dodatnią jedynkę i dwójkę by uzyskać zwycięską 20-stkę. Po drugiej stronie stołu do 11 doszła jeszcze płytka z 3 i 4. 18. Musiał ciągnąć dalej - licząc wszystkimi atomami swojego ciała na kartę o wartości 2. Dostał dwójkę... do kwadratu. Karta z kolorową cyfrą 4 na awersie przekreśliła szansę na utrzymanie korzystnego wyniku. Zawiedzione głosy przetoczyły się przez kantynę - widzowie równie mocno nie mogli doczekać się rozstrzygnięcia. Obydwaj mieli po jednej kacie. Obydwóm do zwycięstwa brakowało jednego punktu. Obydwaj chcieli wygrać.
Jak się miało okazać za kilka chwil - kolejne rozdanie okazać się miało tym decydującym. Rozpoczęli równo: 5 dla Jima, 5 dla Shina. Potem znów wyrównanie 8-8. Trzecie rozdanie podzieliło wynik: Jim 13-15 Shin. Przełamanie dały kolejne karty - Dwudziestka dostał cholerną 9 co dało mu 21! Musiał grać z ręki, inaczej by przegrał już teraz. Zszedł do 19 i czekał w napięciu na kolejną kartę przeciwnika. Obok zsumowanego wyniku I'Gamiego pojawiła się natomiast karta o wartości 1...nie... 10 punktów! Razem 25! Jim już miał się zerwać ze swojego fotela! Był bogaty! Pomnożył tysiąc kredytów! W życiu nie wygrał tyle w karty! Ale... zaraz? Dlaczego gra się nadal toczy? Na śmierć zapomniał o ostatniej karcie przeciwnika. Nie, nie, nie... nie ma szans. Na pewno nie... pomyślał ale zbladł jak trup gdy spojrzał na uśmiechającego się teraz pozaświatowca.
Shin I'Gami z delikatnym uśmiechem niedbałym ruchem odwrócił kartę-płytkę. -5 na niebieskim tle zredukowało przegrywający wynik 25 w okrągłe 20 oczek. Automat rozdający wydał komunikat o zakończeniu pojedynku i wypłacił z siebie 2000 imperialnych kredytów. Przez publiczność przetoczyła się fala skrajnych emocji i reakcji - brawa, przekleństwa, śmiechy i jęki zawodu. Shin uśmiechnięty już od ucha do ucha zebrał swoją wygraną i pomachał do tłumu, po czym wykonał delikatny ukłon. Wstał od stolika i skierował się w kierunku wyjścia naciągając kaptur płaszcza na głowę. Zatrzymał się przy pokonanym i poklepał go przyjacielsko po ramieniu:
- Następny drink na mój rachunek, Jimmmy Zero Zero - powiedział i wyszedł na ciemniejącą ulicę. Potrzebował rozprostować nogi po tym jakże pasjonującym pojedynku. Opuścił lokal i w dobrym humorze ruszył w kierunku kosmoportu gdzie zaparkował "Ronina".

Shin przenosi się do [Nar Shaddaa] Port Kosmiczny
ODPOWIEDZ