[Niezamieszkany Układ] - Poszukiwania

Awatar użytkownika
Mogg Belgas
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 01 wrz 2021, 22:54

Układ znajdował się niedaleko Vondarc, który to leżał na drodze Rimmańskiego Szlaku Handlowego. Transport durastali do Sullust nie dotarł na miejsce. Z nieznanych powodów statek dokonał podobno awaryjnego przerwania skoku i najwyraźniej zaginął, albo rozbił się.
Kompania handlowa wyznaczyła nagrodę dla śmiałka, który odnajdzie transport i zbada przyczynę wypadku. Za zbadanie sytuacji 2000 kredytów, a za zwrot ładunku 5000. Ogólnie Mogg Belgas wyczuł, że można na tym się nieźle dorobić i użyczyć sobie nieco towaru, który potem obróci za większą sumkę. Zwłaszcza kiedy ostatnio bieda mu znacząco dokucza, a jego statek się rozpada. Marzy mu się remont od cykli, ale to kosztuje...
Czerwony karzeł stanowił centrum układu. Nieliczne gazowe olbrzymy poruszały się po swych orbitach na obrzeżach, zaś szeroki pas asteroidów zajmował orbitę bliżej gwiazdy. Kolejny układ, który przeszukiwali. Zostało im już tylko zbadanie pasu asteroid, do którego nieśpiesznie się zbliżali, aby odhaczyć to miejsce w galaktyce. Mogg oszczędzał paliwo. Właściwie to oszczędzał co popadnie, może poza tytoniem i alkoholem.
Sporadyczne skrzypienia i uderzenia zdawały się w jakimś dziwnym rytmie wydostawać ze strony zamkniętej ładowni. Sprzęt i kombinezomy potrzebne do ewentualnych działań, wcześniej umieszczono w kajucie Mogga. Cały pokład był przesiąknięty smrodem tytoniu. Jedynie użyczona kajuta arkanianki posiadała wysokie standardy czystości, estetyki i porządku, jak dla Mogga. Kobiety zwracały na to uwagę, to i nawet ostatnimi czasy Mogg z Blorgiem wyszorowali klejące się od brudu podłogi i inne płaskie powierzchnie. Ogólnie odkąd Pathfinder gości dwie nowe dżentelistoty, besalisk począł bardziej zwracać uwagę na detale związane z higieną i bałaganem. Wspomniany Blorg, gamorreanin leżał uchlany w swojej norze, jak to miał w zwyczaju. Gębuś, ukochany i "uroczy" frog-dog spał grzecznie na głównym korytarzu w swoim legowisku.
Squib Mexin, siedział w maszynowni i doglądał, czy aby wszystko działa jak należy. Czy może raczej doglądał, kiedy interweniować przy kolejnej groźbie awarii...

Te cygara zakupił na Toydarii. Wyprodukowane zostały na Dantooine. Cudny, gryzący i oryginalny gorzki posmak rozchodził się po gardle. Na fotelu pilota, to właściwie leżał, wywalony. Jedną ręką trzymał ster. Dwie luźno zwisały, a czwartą trzymał i kosztował tytoniu. Dla zabawy puszczał kółka i nucił pod nosem jakąś przyśpiewkę, poznaną w przeszłości. Cztery lekkie blastery wisiały na poluzowanych dwóch pasach. W skórzanej kurtce jaką miał na sobie było widać poprzez dziury plastoidową kamizelkę, którą miał pod spodem. Wolnymi zwisającymi rękami, momentalnie poprawił swój czarny kapelusz z szerokim rondem, niby blasterowiec z Tatooine. Widać było też, że fotel pierwszego pilota ciężko znosił swojego właściciela. Widać było też, że zaczynali się zbliżać do pasu asteroid.
Awatar użytkownika
Alec Zulok
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:44
Lokalizacja: ok. Lublina
Kontakt:

Na obudowie czarnego małego dyktafonu zapaliła się malutka czerwona dioda. Rozpoczynało się właśnie kolejne nagranie:

— Gdyby próżnia mogłaby gwizdać przez dziury, to w kajucie miałbym teraz koncert operowy. Chociaż kajutą tego nie można nazwać. Mogg jednak to tani transport, a po drugie jakoś rzadko czepiają go kontrole. Podrzucił mnie na ostatnie śledztwo, a teraz miał mnie zabrać na Nar Shaddaa. Lecimy jednak przez pustkę. I to dlatego, że Mogg dostał cynk, on, a nie ja. Przecież zagubiony transport w kosmosie, to sprawa dla mnie. Statek nie przerywa awaryjnie skoku, bo tak. Skoki raczej przebiegają bezproblemowe. Dlaczego ten miałby się nie udać? Oczywiście Mogg liczy na trochę durastali, ale cóż nie mogę mu nie odmówić. Gdyby nie on, dowiedziałbym się o tej sprawie dużo później. Dodatkowo będę bardziej znany, a to przyniesie kolejne tajemnice. Chociaż jedna jest już na statku… Arkanianka, gdyby nie czteropalcowe dłonie, ktoś mógłby pomyśleć, że ktoś postanowił sobie ekstrawagancko pomalować włosy. Minęliśmy się tylko raz, ale podobno zajmuje się czymś naukowym. Nikt inny na statku nie jest ciekawy ani gamoreański chlejus i osiłek w jednym, ani Squib, ani Frog-Dog… Trzeba sprawdzić postępy lotu — Alec puścił przycisk na dyktafonie, a czerwona dioda przestała świecić

Zgodnie z nagraniem wydzielona przestrzeń na Pathfinderze, zwana również kajutą, której aktualnym gościem był Duros nie grzeszyła wygodami czy wyglądem. Pilot tego statku z rasy Besalisk w stosunku do detektywa nie wymagał od niego jakichś niebotycznych sum za lot. Niebieskoskóry mężczyzna wstał z tego, co oficjalnie było nazywane posłaniem i zbliżył się do drzwi. Lot przez przestrzeń już trochę trwał, a młodemu Zulokowi zaczynało brakować już towarzystwa. Arkanianka była ponownie niedostępna i od początku tego lotu zajmowała tą prawdziwą, prywatną kajutę. Zostawał więc tylko pilot i właściciel tego statku. Niestety dyktafon był tylko świetnym słuchaczem, ale nie mógł nic odpowiedzieć, mimo bardzo wielu danych. Były policjant opuścił swoją kajutą i skierował się do głównego mostku. Okazało się, że nie musiał zadawać już dodatkowych pytań. Pas asteroid było widać jak na dłoni.

— Tylko nie dorób dziury w tym frachtowcu, Mogg — Duros jak zwykle się uśmiechnął, chcąc jak najszybciej złapać jakiś temat do rozmowy.
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
Posty: 13
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:59

Siedziała w swojej kajucie, chyba w jednym pomieszczeniu na tym statku, który jako tako prezentował się w miarę porządnie. Trzeba przyznać, że Mogg się postarał, ale i ona sama nie zamierzała narzekać czy zgrywać księżniczki. Nie o to chodziło i zarozumiała nie była. Ważne, że miała swój kąt i w miarę spokój, co pozwalało jej zarówno na odpoczynek, jak i przeprowadzanie badań nie tylko z zakresu archeologii, choć to na niej skupiała się od lat. Z resztą załogi starała się mieć ograniczony kontakt, jako że istoty te były w jej mniemaniu co najmniej... dziwne. W miarę ok był sam Mogg, które poznała już wcześniej, a także inny pasażer, którym był Duros. Starała się jednak nie wchodzić w bliższe interakcje i już na początku z nich zrezygnowała.
- Dziwna zbieranina... - aż ugryzła się w język, żeby nie dodać "głupków" i tylko westchnęła.
Na szczęście miała się czym zająć, co pozwalało jej zachować trzeźwość i ostrość umysłu, co nie zmieniało faktu, że pewnie prędzej czy później wpadną w jakieś kłopoty. Mogg był właśnie takim typem osobnika, który problemy przyciąga, jak światło przyciąga owady. Sporzała przez niewielkie okienko, ale w sumie nic nie mogła zauważyć, zdecydowała się więc odłożyć pracę na później. Poukładała wszystkie rzeczy, zapisała notatki na detapadzie, upewniła się jeszcze, że wszystko odpowiednio zabezpieczyła i wyszła z kajuty, udając się na główny mostek, gdzie zastała nie tylko Mogga, ale i Durosa.
- Widzę, że z uporem chcesz nas wpakować w jakąś kabałę. Oby tylko było to opłacalne.
Oczywiście nie miała na myśli pieniędzy, choć te by się przydały w ich przypadku. Za każdym skokiem bała się, że ten statek rozleci się na kawałki i przydałby się mu remont. Dla niej istotne było co innego — ewentualne cenne i historyczne przedmioty, które mogłyby jej pomóc, choć jak sądziła, w tym przypadku na wiele liczyć nie mogła.
Awatar użytkownika
Alec Zulok
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:44
Lokalizacja: ok. Lublina
Kontakt:

Zanim Mogg odpowiedział na zaczepkę Durosa, za plecami Aleca wyrosła tajemnicza Arkanianka. Kobieta była niższa od detektywa i była ładną przedstawicielką swojej rasy. Wychodziło na to, że w końcu będzie okazja do poznania tej tajemniczej kobiety. Mikro zagadka pod tytułem, dlaczego pilot statku jeszcze nie zareagował na zaczepkę byłego policjanta, musiała aktualnie poczekać. Póki żadna asteroida nie zbliża się niebezpiecznie prosto do frachtowca, było względnie bezpiecznie.

— Witam współtowarzyszkę podróży — dość nonszalancko rozpoczął rozmowę trzydziestolatek.
— Jestem Alec Zulok, prywatny detektyw, gonię za tajemnicami i zagadkami. — Ten tekst mężczyzna miał opanowany do perfekcji, często używał przy rozmowach z płcią przeciwną.
Stwierdzenie było parafrazą cytatu jednego z holofilmów o agentach. Teraz należało mieć nadzieję, że białowłosa nie wystraszy się i odpowie na niezadane pytanie. Imię współpasażera chyba nie powinno być tajne. Zresztą kogo aż tak tajemniczego mógłby przewozić Mogg, że kobieta miałaby skrywać swe miano?
Awatar użytkownika
Mogg Belgas
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 01 wrz 2021, 22:54

Na nieskazitelną oazę pełnego luzu wkroczył rozmowny niebieski kompan - Ummm... - Mogg burknął pod nosem, jakby chciał sklecić językiem jakąś sensowną wypowiedź, ale nic z tego nie wyszło. Do tej pory na wpół przymknięte oczy, w końcu szeroko się rozwarły, ale w towarzystwie mimiki, jakby wcisnął w siebie cytrusa. Leniwie poruszył się na fotelu, wyprostował się, poprawiając się na siedzeniu. W odpowiedzi fotel wdzięcznie i pełną ulgą zaskrzypiał, odginając się minimalnie z powrotem. Wyjął cygaro z gęby, otrzepał kurtkę z popiołu. Na konsoli kliknął dwa przyciski, puścił stery.
Podczas tego krótkiego procesu przebudzania się z letargu do kokpitu zdążyć przyszła również białogłowa.
- Powitać załogę. - Odparł automatycznie, pociągle, po czym odkasłał poprawiając swój głos - A no właśnie, nie przedstawiłem tobie naszej pokładowej damy - Mogg zareagował wstając z fotelu, nie szczędząc ciepłego uśmiechu i radosnego spojrzenia. Zbliżył się od razu. Mając co najmniej dwa metry wysokości w swej posturze reszta wyglądała przy nim jak chuchra, wykałaczki, mimo że Durosowi jak na jego gatunek niczego nie brakowało. Szerokim gestem jednej ręki zaczął, wraz ze skinieniem głowy - Oto pani archeolog Sarhel. Istota szlachetna i niezwykle mądra. Kiedyś uratowała mi życie. Wdzięcznym po cykl aktualny i każdy następny! - Wyprostował się dumnie, trzymając trzy ręce za plecami, a prawą górną tym razem wskazał otwartą dłonią Durosa - A ten dżentelmen się już przedstawił. Choć muszę dodać, że rzeczywiście jest dobry w zagadki i już nieraz pomogliśmy sobie nawzajem! - Przyznał szczerząc niekompletne żółte zębiska. - Dobrze was widzieć! Jak podróż? Wygląda na to, że zbliżamy się do celu. - Patrząc się na rozmówców, wskazał za siebie pas asteroid, który się zbliżał i zbliżał...
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
Posty: 13
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:59

Sarhel nie zdążyła nic odpowiedzieć, ponieważ Mogg się aktywował i postanowił po swojemu przedstawić jej osobę. Trzeba przyznać, że miał polot, choć z drugiej strony sposób wypowiedzi był nieco irytujący. Mimo wszystko została wyróżniona, a to już coś. Jedynie co mogła odpowiedzieć, to skinąć głową, przyznając mu rację. Co więcej, wyciągnęła też rękę w stronę Durosa, by oficjalnie się z nim przywitać.
- Zgadza się, jestem archeologiem, pomogłam kiedyś Moggowi, on teraz pomaga mnie i tak jakoś się złożyło, że wspólnie przemierzamy Galaktykę. Nie miałam okazji wcześniej się przywitać, jako że większość czasu zajmuje się swoimi badaniami.
Była to prawda, choć tylko po części. Niestety załoga tego statku przyprawiała ją o ból głowy, dlatego wolała ograniczać kontakty w miarę możliwości i siedzieć we własnej kajucie. Może z czasem się przyzwyczai do tej specyficznej grupy i nieco uodporni, ale to jeszcze nie teraz. Z nich wszystkich chyba tylko Mogg jeszcze jako tako reprezentował jakiś poziom, na resztę mogła tylko kręcić oczami, a że była wychowana, wolała jednak nie okazywać swojego niezadowolenia otwarcie. Być może obecność Durosa nieco ją bardziej ośmieli, jeżeli pomoże w lepszej aklimatyzacji.
- Rozumiem Mogg, że szukamy tego zaginionego transportu, o którym mówiłeś. Uważaj jednak, bo nie znamy przyczyny tego wypadku. Równie dobrze mogli przypadkowo zderzyć się z asteroidą lub zostać napadnięci przez piratów, a lepiej byłoby takich spotkań unikać. Zwłaszcza z tym statkiem...
Ta łajba ledwo się trzymała, spotkanie z przestępcami mogłoby się źle skończyć, ale od poszukiwań Besaliska nie odwiedzie. Układ ten, według jej wiedzy nie był szczególnie interesującym miejscem. Nie było tu chyba żadnych zamieszkałych planet, ruch tędy też raczej odbywał się sporadycznie. Kolokwialnie mówiąc - zadupie. Poza tym skoro była to kompania handlowa, dla niej raczej nic ciekawego się tam nie znajdzie, ale trudno. Trzeba brać, co się akurat ma, lepsze to, niż jej poprzednia egzystencja.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 38
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Gdyby Sarhel wyraziła swoją opinię o układzie głośno, pozostali członkowie załogi zgodziliby się z nią bez wahania - w istocie, pas asteroid i jego "najbliższa" (w pojęciu kosmicznym) okolica były zadupiem. Zza iluminatorów - po prostu kosmos i wstęga dryfujących kamieni i pyłu. Na mapach - losowe cyfry reprezentujące współrzędne. W opinii nawigatorów - spokojne miejsce na przerwę w skoku lub wysoce prawdopodobny wypadek spowodowany zakłóceniami obliczeń przy pokonywaniu hiperprzestrzeni. Układ, jakich w Galaktyce było wiele.
Ten jednak miał coś, czym wyróżniał się na tle tysięcy innych - sygnał. Komputer na mostku odebrał niknące już wołanie o pomoc, urywane SOS, nadawane z niezbyt odległego punktu gdzieś w pasie asteroid.
Załoga popatrzyła po sobie. Mogg szybko usadowił się w swoim fotelu i przejął stery, tym razem używając obydwu rąk. Sarhel zajęła miejsce obok, dla Aleca zostawiając tylko możliwość stania z założonymi rękami. Ruszyli między skały w milczeniu.
Lot nie trwał długo. Udało im się bez trudu ominąć niebezpieczne przeszkody i, prując przez warstwy pyłu, zbliżyli się do miejsca, z którego nadawano sygnał.
Już z daleka dostrzegli, że statek transportujący durastal był kompletnym wrakiem. Do elementów pasa asteroid dołączył części transportowca, którego największa ocalała część była mniejsza niż kajuta Sarhel. Skrzynie z ładunkiem, w lepszym lub gorszym stanie, dryfowały swobodnie wśród kosmicznej ciszy. Między tymi skrzyniami, po uważnym przyjrzeniu się, można było dostrzec ciała załogantów, zamrożone w groteskowych, makabrycznych pozach.
Jednak pomiędzy szczątkami znajdowało się coś jeszcze. Coś, co generowało sygnał SOS, który odebrali. Ogromna struktura, najwidoczniej będąca jakimś rodzajem statku, statku nieprzypominająca, trwała zawieszona w miejscu, obracając się wolno wokół własnej osi. Miała dziwny kształt, przypominający trochę Alderaańską tykwę, a jej poszycie wykonano z białego, opalizującego materiału. Dało się w niej dostrzec także otwory, być może hangary, z których wychodziły jakieś kable czy też łącza, spinające statek z kanciastymi skrzyniami, unoszącymi się w niewielkiej odległości od niego. Wyglądało to na ładunek, który wydostał się z ładowni.
Cała sceneria była modelowym wręcz obrazem kosmicznej katastrofy - najwidoczniej statek transportowy zderzył się z tym dziwnym tworem i poszedł w drzazgi, podczas gdy "biała tykwa" pozostała z grubsza nienaruszona, nie licząc zgubionego i dryfującego ładunku. Pozostawało pytanie, jak doszło do katastrofy i skąd pochodził nieznany statek. No, i może jeszcze kwestia ewentualnej załogi, która nadała sygnał o pomoc.
Awatar użytkownika
Mogg Belgas
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 01 wrz 2021, 22:54

Mając tę chwilę przyjemności na przedstawienie sobie pasażerów, nie zdążył się obrócić, a ta w mig prysła. Czerwono migająca holoprojekcja z otrzymanymi informacjami na temat sygnału alarmowego SOS usadziła besaliska w mgnieniu oka z powrotem na miejscu pilota. Cmoknął - Boska bsha! - I energicznie rzucił na głos prosty zamiar znalezienia miejsca, kiedy dobrał się do sterów. Ruszył ostro, aż Pathfinder zająkał. Na to odpowiedział zaraz pokładowy mechanik. Na drugim panelu wyskoczył hologram z Mexinem. Futrzak uwalony był cały na czarno, widać było różnicę. Sadzą? Olejem? Smarem? W każdym razie wyglądał na niezadowolonego - Czemu...?!
- Dobrze że się odezwałeś! - Mogg szybko mu przerwał.
- Czemu pędzimy? Wiesz, że jestem w trak...
- Obudź Blorga!
- Czemu tak pędzimy?! -
Złapał się za łepek rękami
- Odebrałem sygnał wołania o pomoc, ogarnij go tam, może się przydać.
Mogg zamknął połączenie. Wzruszył ramionami po czym docisnął nieco maszynę jeszcze bardziej, aby natrafić wkrótce na widok mający wstrzymać dech w piersiach.
Latające zwłok w mniej lub bardziej kompletnym stanie nie zrobiły na nim wrażenia, wręcz podrapał się wolną ręką po łepetynie jakby był zakłopotany bardziej, szukając właściwego okrętu w tych wszystkich odłamkach i kawałkach. Szkoda że zginęli, no ale było już za późno, aby rozwodzić się nad tym. Dostrzegł zaraz jednak wybitnie wyróżniającą się jakąś bazę kosmiczną czy coś takiego. Spontaniczna gra barw na jasnej powierzchni obiektu budziła mieszane uczucia. Nie kojarzył, aby Republika, czy teraz Imperium, wyznawali jakąś nową modę w konstrukcjach kosmicznych i zlecili jakiejś stoczni zbudowanie takiego molocha w nowy trend. Pozostałość po separatystach? Wolałby nie. Choć wtedy pewnie nie potrzebny byłby sygnał SOS. Właściwie w życiu czegoś takiego nie widział, a trochę już polatał w przeszłości.
- Co na hucie dupsko to to właśnie jest? Widzieliście taką bazę kosmiczną? - Zapytał zamiast próbować nawiązać połączenie w pierwszej chwili.
Awatar użytkownika
Alec Zulok
Gracz
Posty: 9
Rejestracja: 31 sie 2021, 18:44
Lokalizacja: ok. Lublina
Kontakt:

Część tajemniczości Arkanianki została rozwiązana. „A więc pani archeolog i uratowała Mogga. Rzeczywiście wydaje się opanowana i wie, co robi i po co. Ciekawa osobistość”. Alec nie miał zbyt dużo na swoje przemyślenia. Komputer pokładowy frachtowca poinformował wszystkich obecnych o transmisji kodu SOS. Na szczęście Mogg szybko wziął się do roboty i doprowadził wszystkich do celu. Ten przedstawiał się dość nietuzinkowo: statek transportowy wyglądał niczym roztrzaskany. Ładunek i martwa, zimna załoga dryfowały bezładnie w przestrzeni. Nie to jednak najbardziej przykuwało uwagę w tym miejscu. Sygnał ratunkowy pochodził z dziwnego obiektu. Przez chwilę detektywowi zabrakło słów do opisania danego widoku. Po chwili, podobnie jak Moggowi, Durosowi obiekt skojarzył się ze stacją kosmiczną.

— W kształcie tak, coś przypominające, hmm... gdzieś widziałem... Nie potrafię jednak skojarzyć gdzie. Dziwne jest to poszycie, białe i takie jakby się mieniło. Dlaczego jednak to coś wysyła sygnał SOS? Nie wygląda na uszkodzone, ten transportowiec jest tutaj w kawałkach. — Były policjant podzielił się przemyśleniami ze współzałogantami.
— A ty, Sarhel — młody Zulok pozwolił sobie wywołać panią archeolog po imieniu, z uwagi na niedawną wymianę uścisku dłoni — wiemy, że jesteś archeologiem, a nie historyczką, ale może Tobie to coś mówi? — Niebieskoskóry mężczyzna miał nadzieję, że Arkanianka podczas swojej edukacji spotkała się z czymś, co mogłoby zwiększyć ich wiedzę na temat dziwnego obiektu.
— Chyba powinniśmy próbować wywołać drugą stronę — po chwili zastanowienia się, Alec przedstawił swoją propozycję na temat dalszych działań.
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
Posty: 13
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:59

Zapoznanie się było bardzo krótkie, ale Sarhel nie zamierzała wdawać się w długie rozmowy, zwłaszcza na swój własny temat. Mimo wszystko nie była też typem osoby, która unikałaby jakichkolwiek kontaktów jak ognia. W każdym razie "wylewne" rozmowy zostały szybko ucięte przez alarm. Wszyscy zadziałali błyskawicznie, a ona wraz z Moggiem usadowili się w fotelach. Kobieta z zaciekawieniem wpatrywała się w iluminator, gdy jej czteroręki towarzysz wdepnął gaz w tę starą krypę, aż słyszała wyraźny stęk rozpaczy ze strony maszyny. Jak nas nie rozbije, to będzie dobrze....
Jej rozmyślania szybko się urwały, gdy tylko zobaczyła pobojowisko w przestrzeni i to, co zostało ze statku transportowego oraz załogi. Oczy zrobiły jej się wielkie jak spodki. Tutaj nie było czego ratować, a sam statek nadawał się już chyba tylko do sprzedaży na złomie na części, a tych nie zostało za dużo. To, co jednak bardziej zszokowało całą trójkę, był inny obiekt w przestrzeni, który przy odrobinie uważnej obserwacji mógłby uchodzić za statek lub... stację? Tylko skąd u licha coś takiego tutaj?
- Co? - wyrwała się z zamyślenia i zaraz dodała. - Nie, nie mam pojęcia. Wygląda znajomo, fakt, ale podobieństwo to co innego, niż coś znanego. Nie widziałam nigdy niczego podobnego. Mogg? Wywołaj ich. Z tego co widze, ich statek... czy cokolwiek to jest, są w całkiem dobrym stanie, a przynajmniej lepszym, niż ten transportowiec...
Z czym, kim mogli mieć do czynienia, nie wiadomo. Równie dobrze mogła być to nieznana społeczność, albo jakaś dobrze znana, która z niewiadomych przyczyn postanowiła zbudować taką konstrukcję i udać się na to nieznane zadupie, gdzie niczego nie ma. Fakt pozostaje jeden — teraz wszyscy byli bardzo zainteresowani.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 38
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Wywoływanie - łatwiej było to powiedzieć, niż zrobić. Mogg wdusił odpowiedni przycisk na konsoli, przerywając tym samym sygnał SOS, po czym przedstawił siebie i swój statek. Zdjął palec z przycisku.
Nic się nie wydarzyło.
Mogg spróbował raz jeszcze, ale ani wtedy, ani za siódmym razem nikt się nie odezwał. Besalisk walnął pięścią w pulpit, oburzony na ten brak manier.
Alec analizował wszystko na chłodno. Stał z założonymi rękoma za fotelem kapitana i pocierał palcem podbródek. Pomimo mniejszego doświadczenia w podobnych, międzygwiezdnych sytuacjach, wpadł na pomysł szybciej, niż Mogg.
- Spróbuj nadać nie na bezpośrednim łączu, tylko ogólnym - zasugerował kapitanowi duros. - I puść automatycznie generowaną odpowiedź.
Mogg marudził jeszcze pod nosem, ale wykonał polecenie. Zmienił częstotliwość i uruchomił generowaną proceduralnie odpowiedź. Nie usłyszeli jej, ale każdy kiedyś się z nią zetknął - komputerowy głos oznajmiał ozięble: "Pomoc przybyła/jest już w drodze. Jakie są wasze uszkodzenia? Jakiej pomocy potrzebujecie? Ilu jest pasażerów? llu jest rannych? Pomoc przybyła/jest już w drodze..." i tak przez dobre kilka minut.
Sarhel wydawało się to głupie, bo skoro nikt nie odpowiedział na wezwanie Mogga, dlaczego miałby to zrobić przy automatycznym komunikacie? W istocie nie wydawało się to logicznym posunięciem, ale po kilku minutach takiego nadawania sygnał SOS zamilkł, a jego miejsce zajęły dobywające się z głośnika trzaski.
-...krzzzk...pomogazrzrzzk...wastowa. Czepiech wastowan. Niewodzowny pomoga turaz restat. Czepiech podpory warota v kritkem stanu, kolapsu oko a tymi'i. Nezbydny port ka zaklad matriu.
Po tym przekaz się zakończył. Załoga wpatrywała się zdezorientowana w iluminator i scenę katastrofy za nim, ale podpowiedź znikąd nie nadeszła.
- Skąd wiedziałeś, że to zadziała? - odezwał się Mogg.
- To proste - odparł Alec bez cienia skromności. - Ich komunikat był najprawdopodobniej wygenerowany automatycznie, a skoro nikt nie odpowiadał, to bardzo prawdopodobnym było, iż nikt po prostu nas nie słyszał. Założyłem, drogą dedukcji, że sygnał nadała SI ichniejszego statku i że będzie ona w stanie odpowiedzieć tylko na inny automatyczny komunikat. Proste.
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
Posty: 13
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:59

Nie wiedzieli czego się spodziewać, tym bardziej że początkowo pomimo podjętych prób, nikt nie reagował na wezwanie. Sarhel spokojnie wpatrywała się przez iluminator, z lekko uniesionymi brwiami z zaciekawienia, niemal fascynacji. Z tej perspektywy i odległości ciężko było rozróżnić szczegóły konstrukcji, jednocześnie tak znajomej i tak obcej, że i wyrobienie sobie opinii nie należało do łatwych. Wolała żadnych tez na razie nie stawiać, ponieważ zwyczajnie miała zbyt mała informacji.
Raz tylko zerknęła ukradkiem na Durosa, gdy zaproponował inny sposób komunikacji i musiała przyznać, że pomysł miał dobry, choć tego nie skomentowała, tylko pozwoliła działać Moggowi. Zadziałało, a to, co usłyszeli, z pewnością wprawiło z dziwienie wszystkich, choć chyba najbardziej ze wszystkich. Głównie z tego względu, że w przeciwieństwie do towarzyszy, zrozumiała komunikat. Zarówno Alec jak i Mogg mogą zastanawiać się, co usłyszeli, a słowa, które padły, podobnie jak statek są jednocześnie i znajome i obce. Westchnęła i pokręciła głową, pierwszy raz okazując jakieś emocje, które zarysowały się na jej twarzy.
- Niemożliwe... - mruknęła i sięgnęła po detapad, na którym zaczęła szybko coś pisać. - Ale jak? Nie wiem... skąd oni się urwali...? Choć może to kwestia tylko starej technologii?
Mruczała do siebie, ale po chwili się ocknęła, zerkając na towarzyszy, którzy najpewniej gapili się na nią jak na wariatkę, która dostała do głowy.
- Wybaczcie, już tłumaczę. Ten przekaz, którego pewnie nie zrozumieliście, może być dla was dziwny, ponieważ został on nadany w starszej odmianie basicu. Nie używa się go już od... dawna, bardzo dawna, a język współczesny wywodzi się między innymi od niego. Tu macie tłumaczenie...

"Pomocy.... uszkodzenie... System uszkodzony, konieczna pomoc i naprawa. System podtrzymywania życia w stanie krytycznym, ryzyko upadku/zapaści/choroby. Niezbędne jest przeniesienie do świata macierzystego".

- Tłumaczenie nie jest idealne i wolne od błędów, ale tak na szybko da się zrozumieć o co chodzi. Wiadomość została wygenerowana automatycznie, być może więc załoga jest obecnie w stanie krytycznym i wymaga natychmiastowego ratunku lub też już wszyscy nie żyją, a komputer pokładowy wciąż działa w trybie awaryjnym. - skrzywiła się. - Jeżeli żyją, to tym dziwniejsze jest, że posługują się starą odmianą basica, który nie jest w użyciu od wieków.
Zagryzla wargę zastanawiają się nad tą kwestią. Albo mają do czynienia z dobrze zachowanym wrakiem, który do tej pory nie został po prostu odkryty, albo z jakąś starą cywilizacją, która z różnych powodów została odcięta lub sama się odcięła od standardowych szlaków i połączeń z innymi układami i przez to ich rozwój zatrzymał się na takim, a nie innym poziomie. W każdym razie mają niemałą zagadkę do rozwiązania...
Awatar użytkownika
Mogg Belgas
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 01 wrz 2021, 22:54

Dlaczego do zdechłej banthy tylko on nie kuma o co tutaj biega?! "To proste" - słowa durosa zabrzmiały dwa razy w jego głowie. Mogg w odpowiedzi nie mógł nie wzruszyć barkami i krótko, ale z przekąsem, pokręcić głową. Czysto z nagle nagromadzonej irytacji, która zdołała się jak szybko wezbrać, tak szybko puścić. Wnet znów był spokojny i jakby nigdy nic spojrzał po arkaniance, kiedy ta produkowała się o przetłumaczeniu tego usłyszanego bełkotu.
Przyjebanie w konsole było zabiegiem w naturze tegoż besaliska, powtarzalnym i bardzo skutecznym, jeśli chodzi o uwalnianie wspomnianego niezadowolenia. Gorzej było jednak z pożądanymi efektami, które jednak zdołali uzyskać jego przyjaciele bardziej racjonalną drogą postępowania.
- W takim razie idziemy na wycieczkę po tym kolosie, nie? - zapytał, niby retorycznie, jakby właśnie podjął decyzję. Wcisnął guzik, aby wywołać squiba, ale trochę za mocno, bo ten nie odskoczył. Ponownie przywalił, po czym guzik odskoczył na miejsce, a przy holoprojektorze zaczęły wydobywać się niebieskie strugi, mające wkrótce uwidocznić transmisję z mechanikiem. Ten jednak nie odpowiedział na połączenie. Mogg machnął ręką i zebrał zad z fotelu pilota, który w końcu w odetchnięciu zawył z ulgi i wyprostował się nieco - Kombinezony mamy na tę okazję, jakby im nagle wsparcie podtrzymania życia zniknęło. I po butli z powietrzem. Nie dla wszystkich mam jednak aparaty oddychania. Gębuś i Blorg mają niewymiarowe gęby, więc zostaną na statku - Od razu zarządził - Dla Mixena brakuje nam odpowiedniego kombinezonu, ale będzie nas wspierał radą ze statku -Klasnął i zatarł ręce, jakby na coś szczególnego miał ochotę. Taaak. Zabierze swoją spawarkę laserową oraz kilka narzędzi. Może uda mu się znaleźć na tej stacji dużo wartościowych części. Wielkością ta stanowiła obiekt, którego wiedział, że nie zdoła ograbić, a i tak napcha statek wartościowym złomem, a może funkcjonalnym sprzętem? Warto przecież by coś takiego przeszabrować nim się zgłosi znalezisko kompani handlowej. Może nawet nie tknie żadnego ładunku durastali, jak się tak obłupi? Miałby nic nie uszczypnąć z własności publicznej? Prawie go wzięło na śmiech. Z pewnością jednak sytuacja obudziła w nim pokłady entuzjazmu, jak to po prostu ruszył z kokpitu w stronę swojej kajuty, gdzie przygotował ewentualnie potrzebne rzeczy na misję w przestrzeni kosmicznej. Zakręcił nawet w dłoniach czterema blasterami, które nagle dobrał, bez większej przyczyny. Tylko po to, by je równie sprawnie schować z powrotem w kaburach. O tak, czuł że dziś w końcu przyfarci i dorobi się na nowy statek! A potem i na dobry cykl melanżu! Ważne, aby pamiętać i nie pomylić kolejności zdobywania powyższych osiągnięć.

Mogli go jeszcze zatrzymać i porozmawiać, ale Mogg odniósł pierwsze wrażenie, że nie trzeba było więcej wyjaśniać.
System poszukuje pomocy. Trzeba wejść na stację, znaleźć panel sterowniczy. Ogarnąć burdel, co działa, a co nie. Co to za stacja. A potem poszabrować, jeśli będzie co, albo od razu przystąpić do tejże czynności w razie komplikacji. Bah! To proste!
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
Posty: 13
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:59

Czyli decyzja została podjęta natychmiast i nikt nawet nie zadawał więcej pytań. Sama była ciekawa, o co tutaj chodzi i co tak naprawdę zastaną. Co się stało? Sama katastrofa w przestrzeni kosmicznej to jeszcze nic nadzwyczajnego, ale w tych okolicznościach i to, z czym mają do czynienia, budzi co najmniej zdziwienie. Trzeba przyznać, że w Sarhel obudził się duch badaczki i była żywo zainteresowana tym zdarzeniem. Czy na tej stacji był jeszcze ktoś żywy? A może wisiała tu od setek lat już bez załogi, ale wciąż z niewyjaśnionych powodów sprawna i w pełni funkcjonalna? Nawet jeżeli ta druga opcja to jakim cudem ktoś to tu zostawił? Jeżeli jednak były tam żywe istoty, to jak się uchowali tak długo w izolacji? Mnóstwo pytań bez odpowiedzi.
Zaczęły się przygotowania do dokowania.
- Nie wiemy, co tam zastaniemy. Stacja jest bardzo stara, różnie może to więc wyglądać. Albo jest to stara zapętlona wiadomość, jakimś cudem przetrwała i wciąż nadawała, albo ktoś tam jednak jest. W każdym razie stacja jest cholernie stara, trzeba się więc liczyć z ryzykiem.
Nawet gdyby ktoś tam żył, to trzeba pamiętać, że ta konstrukcja ma setki lat, a to naprawdę dużo, a wątpiła, by ktokolwiek budował coś podobnego obecnie i do tego posługiwał się wciąż starą odmianą basicu. To było niemożliwe. Zastanawiając się nad tym wszystkim, dość sprawnie i szybko przygotowała się do podróży, zakładając kombinezon i zbierając najważniejsze rzeczy do podręcznej torby, typu datapad czy inne urządzenia mające pomóc jej w przebadaniu wraku. Na wszelki wypadek wzięła także podręczny zestaw medyczny, gdyby jednak był on potrzebny. No i broń — to zawsze się przyda, niezależnie od tego, gdziekolwiek się udadzą, zwłaszcza że nie wiedzą, z czym mają do czynienia.
- Mogg, nie nastawiaj się na wiele, naprawdę nie wiemy, o co może tu chodzić. - zmarszczyła nos, widząc jego wyraźne podniecenie. Tak, chciał szabrować i zdobywać i może sprzedać coś po niezłej cenie, ale czy przy takim zabytku będzie w ogóle cokolwiek cennego do ogarnięcia? Spojrzała jeszcze na detektywa, który miał iść z nimi. Ich misja ratunkowa/rozpoznawcza mogła ruszyć.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
Posty: 38
Rejestracja: 26 sie 2021, 21:59

Okazało się, że przybycie na pokład dziwnego statku było najmniejszym problemem. Bez zbędnego opóźnienia udało im się zadokować i połączyć rękawem z czymś, co komputer uznał za śluzę. Później Mogg poślęczał trochę nad włazem, gdyż po wyrównaniu ciśnień drzwi nie chciały się otworzyć. Musiał użyć piły i palnika, ale praca opłaciła się i wkrótce otworzył się przed nimi korytarz.
Weszli w kombinezonach, co było roztropnym posunięciem, gdyż sknery pokazywały, że systemy podtrzymywania życia były na wyczerpaniu. Światło nie działało - tylko w niektórych miejscach migały słabo ostrzegawcze lampy. Drzwi do niemal wszystkich pomieszczeń były zamknięte na głucho.
Układ korytarzy i całe wnętrze było zupełnie inne od tego, do czego przywykli. Statek wyglądał od środka jak dom - ściany spotykały się pod kątami prostymi; gdzieniegdzie znajdowali drobne ozdoby, mające nadawać wnętrzom bardziej przytulnego charakteru. Nigdzie nie widzieli kabli, przewodów czy metalowych rur. Posadzka była wyłożona jakimiś panelami, które naśladowały... chyba drewno. Wszystko to wydawało im się obce, a zarazem ostentacyjne.
Odbili się od szeregu zablokowanych drzwi, ale zanim Mogg zabrał się za włamywanie do pomieszczeń, dotarli do sterowni. Poznali ją, pomimo tego, że umieszczona była nietypowo, bo niemal w samym centrum statku. Przyzwyczajeni do kokpitów wysuniętych na przód statków, przez chwilę myśleli, że jest to raczej pokój konferencyjny.
W sterowni, na samym jej środku, znajdowały się liczne panele dostępowe i komputery. Nie wszystkie działały - większość wyłączyła się, by oszczędzać energię. Jeden z ekranów migał słabym światłem, komunikując wszystkie błędy i nieprawidłowości.
Pod panelem leżał człowiek. Był zwrócony twarzą do ziemi, a jedną rękę miał wyciągniętą w stronę panelu - widocznie to on włączył systemy awaryjne i nadawanie sygnału o pomoc.
W pomieszczeniu znajdowało się także kilka foteli wyposażonych w skomplikowane systemu rurek, przewodów i iniektorów, siedzenia były jednak puste. Poza nimi i leżącym na podłodze nieznajomym w sterowni nie było nikogo.
Ktoś obeznany w komputerach byłby w stanie odblokować drzwi do innych pomieszczeń na statku i wyciągnąć pełen raport o uszkodzeniach. Dochrapanie się do dziennika pokładowego będzie trudniejsze i będzie wymagało osobnego rzutu. Poproszę grzebiącego o rzut 1k10 na otwieranie drzwi (opiszę co się dzieje w zależności od wyniku). Jeśli grzebiący chce, może rzucić 1k8 na dokopywanie się do dziennika pokładowego (wyniki większe niż 6 gwarantują jakieś informacje).
Człowiek na ziemi żyje, ale słabo oddycha. Można zrobić mu jakąś pierwszą pomoc, żeby go ustabilizować, a wtedy po kilku godzinach lub jednym dniu dojdzie do siebie. Co pierwsze rzuca się u niego w oczy - jest bardzo przystojny; nigdy nie widzieliście innego tak przystojnego człowieka.
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
Posty: 13
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:59

Po krótkich przygotowaniach i mogli zadokować, choć rzecz jasna nie obyło się bez problemów. Trzeba przyznać, że Sarhel miała takie przyjemne uczucie oczekiwania. Stary statek, stacja, prawdopodobnie od nieznanego czy dawno zapomnianego społeczeństwa... jakie tajemnice skrywa? Jaka jest jego historia? Jak to stało, że ta konstrukcja zachowała się do współczesnych czasów? To było... fascynujące i chciała dowiedzieć się więcej.
Przeszukiwanie statku było trudniejsze, niż mogło się wydawać, a wiele drzwi było pozamykanych i bez siłowego włamania nie dało się dostać. Sama stacja prezentowała się jednak dość nietypowo. Bardziej przypominało to dom, niż środek transportu. Czyżby ktoś postanowił opuścić swój dom i udać się w daleką podróż, chcąc jednocześnie zadbać o komfort i przytulne warunki? Sarhel tego nie wiedziała, ale chłonęła wszystko wzrokiem, szukała oznaczeń, napisów, czegoś, co pomoże jej rozeznać się lepiej w otoczeniu. Był to kawał żywej (wciąż) historii.
Dotarli do sterowni, gdzie znaleźli leżącego człowieka. Sarhel nie czekała długo, tylko od razu podeszła do niego z wziętym ze statku zestawem medycznym. Odwróciła go w swoją stronę bardzo ostrożnie, by przyjrzeć się jego obrażeniom i udzielić natychmiastowej pomocy, opatrzyć ewentualne rany, a także podać tlen, którego na pokładzie niemalże brakowało. Trzeba było ustabilizować jego stan, a następnie dokładniej rozeznać się w sytuacji i może zasięgnąć więcej informacji, jeżeli tutejsze komputery im na to pozwolą. Mężczyzna oddychał, ale słabo, co nie było niczym nadzwyczajnym. Nie widziała żadnych widocznych ran, ani niczego co mogłoby mu bezpośrednio zagrażać życiu, postanowiła więc zająć się tym, co najistotniejsze - zapewnić mu komfort oddychania. Trzeba będzie go przenieść na ich statek i porządniej się nim zająć, ale ze wstępnych oględzin i badań, wywnioskowała, że mężczyzna przeżyje, a jego stan nie był krytyczny. Wyciągnęła kolejne przyrządy, czyli podręczny skaner, by sprawdzić, a także maskę tlenową. Przy okazji przez myśl przeszło jej, że jej nowy pacjent jest całkiem, a nawet bardzo przystojnym przedstawicielem rasy ludzkiej.
- Facet będzie żył, trzeba go tylko przenieść na nasz statek i gdzieś położyć. Nie stwierdziłam żadnych poważnych obrażeń - zwróciła się do swoich towarzyszy. - Trzeba sprawdzić, czy nie ma tu innych osób, w sumie nawet nie wiemy czy jest tu sam i czy w ogóle jest członkiem załogi tego statku, czy nie...
Trzeba będzie przeszukać stację, ale z racji pozamykanych drzwi i braku dostępu do systemów, może być to problematyczne. Czy mężczyzna był częścią załogi, czy tak jak oni przybył tu z zewnątrz? Czy byli tu inni?
- Mogę spróbować dostać się do systemów i poszukać informacji, może będzie coś co odblokuje nam wejścia, albo przynajmniej wyjaśni, co się stało.
Właściwie nie wiedzieli, w jakim konkretnie stanie była stacja. Może drzwi zostały zablokowane automatycznie by chronić resztę statku przed ucieczką powietrza? A może z innego powodu? Mogła spróbować się tym zająć, zanim Mogg zrobi to po swojemu, czyli zacznie wszystko rozwalać na lewo i prawo, chyba że ich detektyw miał jakieś zdolności hakerskie. Sarhel specjalistką w tym zakresie nie była, choć pewną wiedzę oczywiście posiadała, a dodatkowo ten stary statek pewnie miał też stary system oparty na nieużywanym już języku, co byłoby dla niej nieco łatwiejsze do rozszyfrowania. Spojrzała na obu mężczyzn oczekując ich opinii i tego co mają do zaproponowania odnośnie kolejnych działań.
Awatar użytkownika
Mogg Belgas
Gracz
Posty: 8
Rejestracja: 01 wrz 2021, 22:54

Ruszył przez korytarze statku, który przed zupełnym zużyciem chroniły prowizorycznie dospawane uszczelki i uzupełnienia w kadłubie. Szedł pewny siebie z zadowoloną miną, szybko, z determinacją jakby wkrótce miał przewodzić natarciu abordażu. Mimowolne wspomnienie mignęło po krótce przed oczami byłego pirata, wykrzywiając jego uśmiech bardziej złowrogo. Korciło go, aby krzyknąć przez komunikator "przygotować się do abordażu!". Krótkie "heh" miało skwitować przebłysk przeszłości, a dłuższe "echuta" proces przebierania się. Nie żeby kombinezon nie pasował, czy też obręcz kasku na szyi, mająca zapewnić odpowiednie ciśnienie nawet po przedziurawieniu reszty kombinezonu. Wizjer kasku też był w świetnym stanie. Po prostu kilka przykurczów dało o sobie znać, wydłużając czynność. Zignorował od razu myśl o tym, że jego wprawa w boju i za sterem powoli i skutecznie z czasem rdzewieje...
W końcu każdego dnia budził się, aby życiu zaprzeczyć nieuniknionego i coś udowodnić. Sięgnął za stery i ostro z głęboko ukrytą frustracją przycumował do śluzy stacji. Ręce wciąż pewnie posługiwały się sterem, zaoszczędzając statkowi dodatkowych uszkodzeń przy ryzykownym manewrze. Wywołał Blorga i Mixena upewniając się o stanie gotowości. Pokładowy mechanik zdołał zrobić co miał, nie licząc wyczyszczenia futerka, i udał się do kokpitu, mając zastąpić Mogga na statku. Blorg otumaniony alkoholem, po prostu ubrał się w pancerz i przysposobił się bojowo chwytając za arg'garok i zarzucając strzelbę blasterową na plecy. Czekał na rozkazy

Wnet pojawiły się pierwsze przeszkody.
- Nie mogę wymusić otwarcia się śluzy Mogg - Oznajmił Mixen przez holo. Besalisk już wiedział jak to się potoczy. Nie mieli dostępu do systemu, pozostało im tylko i wyłącznie podjąć przeszkodę siłą. Z niemałym namaszczeniem ujął spawarkę, aby dokonać otworu na wylot, aby wyrównać ciśnienia i upewnić się o dalszym postępowaniu. Potem ręczną piłą na pełnej mocy parł ile maszyna dała, aby wykroić sobie przejście, na przekór iskrom, które wręcz parły na osłonę spawalniczą przyczepioną na przód głowy. Nie był to sejf, poszło raz dwa. To nie był konwój muunskiego banku galaktycznego.
- Na ślimaczy ryj Jabby, czegoś takiego żem nie widział. Żeby na statku? Prawie jak na Naboo. - Rzekł głośno, acz z nutką przerażenia, mając pewne wspomnienie w głowie. Jego była chciała, aby oni zamieszkali już NA ZAWSZE w takim czymś podobnym. Kupiliby dużą działkę. Miał paść bydło i prowadzić winnicę... prawie się na to zgodził. Później dowiedział się czym jest usadzenie się w jednym miejscu na dłuższy czas. Raz już spędził dziesięć lat przymusem na jednej planecie i wiedział, że popełnił słuszną decyzję uciekając od kobiety... a właściwie porzucając ją samą z jajem na jakimś zadupiu z dużym plikiem kredytów. Obiło mu się o uszy, że jakiś czas później, ktoś mało istotny wystawił nagrodę za jego głowę, dokładnie na taką samą ilość pieniędzy. Ach ta młodość!

Drzwi na pokładzie były poblokowane. Systemy bezpieczeństwa dobrze funkcjonowały. Należało ograniczyć zużycie zapasów powietrza tylko dla niezbędnych pomieszczeń, nawet Mogg to wiedział. Krocząc w korytarzu odnosił jednak wrażenie, że właśnie zaraz spotka jakiegoś agenta nieruchomości, co miałby ich przywitać.
- Ranny na pokładzie! - Ogłosił donośnie na holo do Mixena i do podążających za nim przyjaciół. Zamiast agenta dotrwał widoku nieprzytomnego człowieka, kiedy to dotarli do sterowni tej dziwnej stacji. Arkanianka od razu ruszyła udzielić pomocy, co besalisk skwitował milczącym uznaniem. Człowiek jakoś wybitnie nie wyróżniał się ubiorem, aby przypominać Moggowi kogoś z minionej epoki. Może i proporcje ciała, twarzy oraz rysy zwróciłyby uwagę ex-pirata, ale ten musiałby pierw wybudzić w sobie bardzo głęboko uśpiony zmysł estetyki, piękna, czy sztuki. Wanna-be dżentelmen był jednak pod tym względem bez szans. Tymczasem na zimno szacował, że to ktoś kto znalazł tę stację przed nimi. Od razu wpadła myśl. Takich jak ten mogło być więcej. Gdy udało się określić niezagrażający życiu stan leżącego od razu zarządził:
- Blorg! Odbierzesz rannego! Weź... - Zawahał się. Nie mieli noszy - Weź go na wózek ręczny! Mixen! - Wyrzucał kolejne rozkazy przez holo, głośno i wyraźnie - Przygotuj moją kajutę na więcej ocalałych! Prowizoryczne łoża! Znalezionych związać! Nie wiemy z kim mamy do czynienia! Odbiór! - Zawtórowało mu chrumknięcie Blorga i piskliwe "robi się!" Mixena. - Blorg! Ruchy! Nie wiemy ile czasu systemy stacji udźwigną jeszcze! - Popędził, jakby dowodził, niby za minionych lat.
Mając przed sobą widok licznych paneli i kontrolek ruszył wiedziony instynktem do jednego z działających interfejsów. Klasycznie, chcąc uzyskać dostęp wyświetliło mu się coś na kształt informacji o podaniu kodów autoryzacji. Od razu spojrzał na Aleca - Panie detektyw, twoja kolei. Spróbuj coś ogarnąć, nim ja swoje palce wcisnę w bebechy tego komputera. - Oznajmił, niechcąco z groźbą w głosie. Walka z komputerem pokładowym mogła odbyć się polubownie, jeśli duros znał jakieś sztuczki, albo w sposób Mogga. Siłą podłączyć się w podsystemy i nasłać na wewnętrzną sieć Mixena, aż ten dojdzie do jądra systemu i wyciągnie wszystko siłą.
We wszystkim mogły jednak przeszkadzać różnice techniczne i językowe. Statek mógł technologicznie wykraczać poza znane i utarte schematy, ale Mixen był całkiem niezły w metodzie prób i błędów. Miał to w genach. To była tylko kwestia czasu... co do którego Mogg nie mógł być jednak taki pewien. Butla z powietrzem póki co wciąż spoczywała na jego plecach nieużyta.
Poprawił pas z kaburami, kiedy to rozejrzał się po pomieszczeniu raz jeszcze. Fotele z zestawem rurek sugerowały, że ktokolwiek był czy jest właścicielem tegoż obiektu korzystał z nich. Zostawiając Aleca z komputerem, ruszył aby przyjrzeć się urządzeniu, do czego mogłoby to służyć? Ciekawe za ile taki fotel dałby radę opchnąć na giełdzie?

Długo nie musiał czekać na Blorga. Nie wyglądał na mocno wstawionego, raczej na mocno zmęczonego. Szybko wspólnymi siłami posadzili i przywiązali gościa do wózka, tak aby podczas transportu nie zrobił sobie krzywdy, a gamorreanin wytransportował go szorując jego bezwładnymi nogami po podłożu. Arkanianka ruszyła ku durosowi, który w pełnym skupieniu rozgryzał do czego służy każdy przycisk. Stacja działała w trybie awaryjnym. Alec nie musiał być administratorem, aby pozyskać dane niezbędne dla ekipy ratunkowej, czy naprawczej. Z pewnością nie musiał wprowadzać hasła, ani forsować dostępu metodą brute force. Wystarczyło tylko pozyskać raport stanu stacji. W zadanej sytuacji nie powinno to być takie trudne... może komunikat głosowy z systemem?? Raport mógłby znacznie naprowadzić wtórnych odkrywców co się mniej więcej wydarzyło na tej stacji.
- I jak? -Mogg po prostu zapytał oczekując rezultatów od dwójki wpatrzonej w interfejs.
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
Posty: 13
Rejestracja: 02 wrz 2021, 13:59

Udzieliła maksymalnie najlepszej pomocy medycznej, na jaką było ją stać w obecnych warunkach, sądziła jednak, że mężczyzna wyjdzie z tego bez większego szwanku. Na jej oko, nic mu poważnego nie dolegało i nie wymagał szczegółowych badań ani leczenia. Gdy Mogg zarządził jego zabranie i to na wózku transportowym przewróciła tylko oczami, czego nie mogli widzieć, ale no cóż, trzeba przyznać, że najlepszego sprzętu nie posiadali, a ich wyposażenie medyczne było marne i trzeba było korzystać z tego co się miało.
Gdy mężczyzna został już zabrany, mogli przystąpić do dalszych czynności, czyli w ich przypadku rozeznanie się w sytuacji. Innymi słowy, wypadałoby przeanalizować, co dzieje się i działo ze statkiem, jak wygląda jego stan, czy można dostać się do innych jego część, czy są szczelne, a także, co istotne, czy oprócz tej jednej osoby na pokładzie jest ktoś jeszcze. Swoją drogą byłoby to dziwne, gdyby nikogo już nie było, statek przecież do małych nie należał, a nikogo nie spotkali. Chyba że ten ktoś nie był członkiem załogi, czy też patrząc na ogólny wystrój stacji — mieszkańcem.
- Dobrze, teraz możemy spróbować dowidzieć się czegoś więcej. - wstała i spakowała swój zestaw medyczny, a następnie podeszła do najbliższego działającego panelu. - Alec? Jeżeli masz jakieś umiejętności i wiedzę w tym kierunku to dobrze, postaram ci się pomóc... - nachyliła się bliżej i dodała ciszej. - Lepiej zrobić to delikatnie teraz, niż oddać pałeczkę Moggowi, bo rozwiązałby ten problem w mniej subtelny sposób... - głośniej zaś dodała: - Jak na każdym statku powinien być tu jakiś dziennik pokładowy oraz raporty w przebiegu lotu, choćby te z ostatnich dni co najmniej, może w ten sposób prześledzimy trasę statku i dowiemy się, co mogło się wydarzyć.
O ile ten statek nie dryfował w tej przestrzeni już od dłuższego czasu, bo tego nie mogli wiedzieć. Zakładali, że doszło do wypadku niedawno, a w takim razie byłoby tutaj więcej osób, a są pustki. Dziwnie i nietypowo to wyglądało, dlatego lepiej się czegoś dowiedzieć, zanim zaczną bardziej myszkować po pokładzie.
- Zanim zaczniemy łazić po pokładzie i siłowo zaglądać do każdego pomieszczenia, lepiej sprawdźmy, na czym stoimy...
Postanowiła połączyć siły z Durosem, by spróbować dogrzebać się do dziennika pokładowego. Logika podpowiadała, że lepiej zacząć od tego, bo przecież nie mogli wiedzieć, czego się spodziewać na tym nieznanym latającym muzeum, które nie powinno istnieć od wieków. Oboje pochyleni nad ekranem, starali się jak mogli, by dotrzeć do jakichkolwiek informacji. Kobieta nie była specem do komputerów, ale wiedzę na ich temat jakąś posiadała, z kolei Alec, jak sądziła, jako detektyw pewnie miał znacznie szerszy repertuar umiejętności w tym kierunku i największe szanse z całej ich trójki na osiągnięcie jakichś pozytywnych rezultatów. Jeżeli im się uda, Sarhel będzie mogła je odczytać, bo z pewnością będą one w starym basicu, którego żaden z mężczyzn nie zrozumie.
ODPOWIEDZ