Content

Zewnętrzne Rubieże

[Vinsoth] Ocalała

Image

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 14 Mar 2019, o 11:17

Zagłębiali się coraz to dalej do wnętrza kompleksu grobowego. Bahgar czuł, czy raczej "czuł" że nie jest to bezpieczne. Tak jakby był w stepie wiedząc, że w głębokich trawach czai się kharabakh, który lada moment zaatakuje, którego bliskość jest psychicznie wyczuwalna dodatkowym zmysłem łowcy, ale którego wciąż jeszcze nie widać. To była podobna sytuacja, myśliwy wiedział, że niebezpieczeństwo jest realne, ale nie miał pojęcia, skąd nadejdzie. Ani tym bardziej, w jakiej formie.

Szelest cichych kroków niósł się korytarzem. Bahgar nieco się skrzywił, szedł bardzo ostrożnie, ale i tak nieco dźwięku uwalniało się spod jego stóp, na posadzce nie było nic co mogłoby tłumić najlżejsze odgłosy. Prócz tego, Zin Iterra nie radziła sobie z bezszelestnym poruszaniem tak dobrze jak on. Oboje idąc korytarzem, zwracali na otoczenie szczególną uwagę. A tych drzwi raczej nie sposób było przeoczyć, gdy były otwarte. Gdyby były zamknięte, to z kolei nie sposób byłoby je zobaczyć.

Łowca podszedł do wierzei i przyjrzał im się. Nie miały zamka i wydawały się wpasowywać idealnie we framugę. Nie było sposobu, by otworzyć je z zewnątrz tak po prostu, musiał istnieć jakiś mechanizm, lub inny sposób. Za nimi było laboratorium.
- Zostań na zewnątrz.
Bahgar schylił się, chcąc wyczytać ze śladów, kiedy ktoś tu wszedł i w ile osób, następnie sam przekroczył próg, starając się nie zadeptać śladów. Wydobył z plecaka małą buteleczkę, taką która służyła mu do przechowywania odczynników, i delikatnie zebrał trochę rozlanego płynu. Laboratorium pani Zin powinno poradzić sobie z analizą chemikaliów, czym były i do czego służyły.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 253
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 15 Mar 2019, o 22:41

Laboratorium!
- No, no, no... - zawtórowała naukowiec. Co jak co, ale poznawanie czyichś sekretów, było zawsze przyjemne i perwersyjnie ekscytujące. Widząc, że Bahgaar przejął inicjatywę, z początku przystała na jego polecenie, ufając jego dominującej postawie zdecydowanego wojownika.
- Zwołam drony i sondy, niech przebadają to miejsce w pełni i wydobędą stąd wszystko co się tylko da - Zin zaczęła wysyłać polecenia. Rozbiorą to miejsce i wszystko wezmą do analizy. Nagle złapała się na tym, że Bahgaar już jest w środku, a ona nie. Ona miała filtry i oprogramowanie monitorujące zawartość powietrza. A były tam chemikalia... ciekawe co wyniuchał.
Nagle do niej to dotarło, że może to być pułapka na nieostrożnych. W końcu niektóre gazy w cale nie muszą się unosić, mogą być cięższe od powietrza i tkwić przy podłodze dopóki ktoś ich nie poruszy. To ona powinna je zebrać, stosując wszelką ostrożność.
- Bahgaar! Wycofaj się! Nie wiemy co to za chemia! Możesz się nawdychać czegoś z bliska! - rzuciła wyciągając w jego kierunku dłoń.

Liczę na krótką reakcję Bahgaara, chyba, że za późno ^.^
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 440
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 18 Mar 2019, o 18:50

Zin Iterra głośno wyraziła swoją dezaprobatę dla jego działania. Owszem rzeczywiście była lepiej zabezpieczona przed działaniami chemikaliów, jednak to nie było jedyne zagrożenie, jakie mogło na nich tutaj czyhać. Zawsze istniała możliwość, że laboratorium zostanie odcięte od reszty kompleksu, a w takim wypadku lepiej było, by to Zin miała możliwość szybkiej ewakuacji na zewnątrz. Bahgar miał przy sobie zapasy skoncentrowanego pożywienia, mógł też spróbować wysadzić drzwi. A chemikaliów się nie obawiał, maska przeciwgazowa i mandaloriański kombinezon pod szatami zabezpieczały go przed jakimikolwiek inwazyjnymi substancjami.
- Nie wchodź!
Warknął, jeszcze z pochylonej pozycji. Zamknął buteleczkę, schował ją do pasa, po czym stuknął w maskę.
- To maska przeciwgazowa.
Powoli wyprostował się, by nie wzburzyć powietrza za bardzo i powoli skierował się z powrotem.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 253
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 20 Mar 2019, o 15:37

Obydwoje odkrywców o mało nie pokłóciło się o znalezione tajemnicze laboratorium. Na szczęście byli cali zabezpieczeni i nic z tej chemii nie powinno im zagrozić. Bahgar ostrożnie przekroczył próg komnaty, starając się na nic nie nastąpić. W tym czasie Zin cała podekscytowana zaglądała przez próg w ślad za łowcą, nie wchodząc jednak do środka. Wezwała za to swoje sondy, by zbadały każdy centymetr tego pomieszczenia. Było to pierwsze miejsce w całym kompleksie, które było używane i mogło im coś powiedzieć o przeznaczeniu tej świątyni.
Wśród rozbitego szkła Bahgar szukał resztek płynu tutejszych chemikaliów. Ciężko było cokolwiek wybrać, bo prawie wszystko, co się wylało, zdążyło odparować, wsiąknąć w stare drewno lub zmieszać się z kurzem na kamieniach. Jednocześnie sugerowało to dwie rzeczy: po pierwsze całe zamieszanie w laboratorium musiało zdażyć się conajmniej kilka dni temu, po drugie - były to związki lotne. Teorię te potwierdzały ślady, jakie wiodły do pomieszczenia. Tylko jedna para butów weszła, a potem wyszła z komnaty w stronę wielkiej sali wejściowej. Wszystko to też wyglądało, że ktoś przyszedł tu w konkretnym celu, a kiedy nie znalazł tego, co powinno tu być, z wściekłości zniszczył laboratorium. Najprawdopodobniej jego użyteczność już się też skończyła i nikt nie miał tu wracać.
W końcu łowca znalazł resztki gęstego ciemnobrązowego płynu, który ostał się w na wpół stłuczonej kolbie. Ostrożnie msbrał substancje do buteleczki. W tym samym momencie nadleciały sondy.
- Pozwólmy im pracować - stwierdziła Zin.
Zanim Bahgar pozwolił masynom zacząć pracę, rozejrzał się jeszcze po reszcie pomieszczenia. Całe wyposażenie zdawało się zgadzać wiekiem z resztą kompleksu. Suchy klimat uchronił meble i sprzęt przed zniszczeniem, ale potem ktoś rozwalił wszystko jak w ataku wściekłości. Przy tej ilości rozlanych cieczy nie było dziwne, że zapach poczuli aż z wlotu korytarza. Przy nieruchomym powietrzu zapach długo mógł się utrzymać.
Wychodząc Bahgar zauważył jeszcze pod stertą zniszczonego drewna stołu kilka sprzętów. Wyglądały jak stojaki, podłużne brytfanny, palniki i imadło. Były zużyte i przeżarte jakby kwasem, choć nic nie wskazywało na rdzę. Od uderzenia popękały jednak w wielu miejscach.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 23 Mar 2019, o 20:51

Arkanianka potrafiła być stanowcza i uparta, ale jak Bahgar warknął jakoś tak odjęło jej mowy. Co jak co, rzadko miała do czynienia z istotami tak pewnymi siebie i zdeterminowanymi. Oj tak, kaleesh wyglądał i zachowywał się jak twardy skurczybyk. Co jak co Zin nie chciała mu podpaść. No i co najgorsze nie miała za bardzo argumentów by mu krótko odpowiedzieć, ani czasu by debatować nad zaistniałą sytuacją i postawić na swoim. Po prostu się zamknęła i pozwoliła mu działać. Skoro nic im nie groziło ze strony tajemniczego laboratorium, miała czas by przypatrzeć się sytuacji dosłownie i w przenośni - z dystansu.

- nie uważasz, że to trochę dziwne? - zaczęła Zin, drapiąc się po brodzie, albo próbując tego dokonać poprzez kombinezon i kask. Przekrzywiła głowę i popatrzyła się w stronę z której przyszli.
- ktoś odkrywa pradawny grobowiec. Wpada ekipa archeologów, pomimo ostrzeżeń lokalnej ludności. Wchodzą do środka i ostrożnie badają każdy fragment kompleksu pomieszczeń. Nagle wszystkich szlag trafia, co widać po kurzu jaki się zebrał. A potem ni stąd ni zowąd przychodzi ktoś jak do siebie do domu. Wchodzi do swojego "sekretnego" laboratorium. Wnet coś najwidoczniej go unieszczęśliwiło. Rozwala wszystko dookoła i sobie wychodzi, zostawiając wszystko w cholerę, jakby to i tak nie miało znaczenia. No popatrz. Weszła tu tylko jedna osoba i stąd wyszła. Tak po prostu. - wskazała ślady, na których przed nią skupił się wojownik.
- nie mógł tu przyjść żaden szabrownik, ani poszukiwacz przygód, bo by wszystko albo większość rzeczy została zabrana, zamiast zniszczona. Wątpię też, żeby bogobojni tubylcy postanowili nagle zejść do grobowca i zrobić swojemu bóstwu psikus. Tutaj mógł się zjawić tylko ktoś kto by wiedział o tym miejscu. Nikt losowy nie mógł tego zrobić. Vinsoth to mało zaludniona planeta - Zin redukowała możliwe okoliczności, aż pojawił się jej wniosek
- oznacza to, że ktoś wpadł sobie w znane sobie miejsce. Wkurzył się i powiedział "chrzanić to".

Zin zamilkła, po czym znów się odezwała, ale tak jakby przed siebie, aniżeli do Bahgara.
- może to nie będzie zbyt odkrywcze, ale mam wrażenie, że nie wiemy czegoś bardzo istotnego o tym miejscu. Do tego Moc jest w to zamieszana. Albo ta cała farsa z archeologami to jakieś niefortunne przedstawienie i to miejsce nigdy nie było grobowcem, a czyjąś kryjówką, konkretnie jedi. Albo rzeczywiście było grobowcem potężnego jedi, który właśnie sobie przyszedł zobaczyć jak tam jego stare zabawki w laboratorium. Albo przełożeni wiszą mi aktualizację na temat tej planety. Bob co myślisz? Trzeba by przesłuchać ocalałą nie sądzisz?
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 440
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 27 Mar 2019, o 21:15

Bahgar wycofał się powoli z laboratorium, nadal mając uwagę skierowaną do wewnątrz, jakby zaraz coś w środku miało wybuchnąć. Nawet jednak gdy wysunął się już poza drzwi, nie tracił czujności. Cały czas miał na oku zarówno tunel, jak i pomieszczenie.
Spostrzeżenia pani doktor były trafne. Rzeczywiście było tutaj coś nienaturalnego. Zachowanie odkrywców i ślady, które zostawili, były bardzo dziwne.
- On mógł ich ściągnąć. Albo ktoś dla niego. A potem... - Bahgar nie musiał tłumaczyć kto, mówili o tej samej istocie. Po słowie "potem" gad przejechał szponem po gardle, w uniwersalnym wszechgalaktycznym geście oznaczającym morderstwo.
- Szukał czegoś konkretnego. Tych drzwi - przejechał pazurem po framudze - technicznie, bo żadnej wyróżnionej framugi nie było - nie widać. Trzeba o nich wiedzieć.
Obydwoje dochodzili zgodnie do takich samych wniosków.
- Tam w korytarzu - wskazał ręką w kierunku z którego przyszli - jedna osoba się opierała. Najpierw. A potem już nie. Przejęcie kontroli?
W korytarzu zaszumiały repulsory - to drony pani doktor zbliżały się do tego miejsca. Bahgar kiwnął na jednego, który widocznie miał wgrane rozpoznawanie ruchów, włożył mu w chwytak buteleczkę, którą wyniósł, i odprawił z powrotem na statek z prostą komendą "zanalizuj". Droid w paru binarnych pisknięciach potwierdził polecenie i odfrunął z powrotem. Pozostałe zagłębiły się w pomieszczenie, błyskając skanerami i gmerając chwytakami. W zgodności niedostępnej dla żywych podzieliły pracę.
Bahgar zaś z powrotem pochylił się ku ziemi, znowu patrząc na ślady.
- Chodźmy dalej.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 253
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 1 Kwi 2019, o 22:15

Po drodze nie minęli już żadnych komnat, ani nawet drzwi wiodących do takich. Jedynie zeszli pochyłą, spiralną drogą coraz niżej i niżej, znacznie głębiej od położenia głównej komnaty. Potem jeszcze kilkanaście metrów i stanęli przed ponurą kamienną ścianą, w której wyraźnie widać było wykute wejście, czy też raczej kamienne wrota. Cała droga jak i przestrzeń przed zamkniętym przejściem pogrążone były w ciemnościach, pogłębianych jeszcze przez rodzaj budulca. Gdyby nie światło latarek, mogliby odnieść wrażenie, ze znaleźli się w jakiejś nieprzeniknionej ciemności niczym z czarnej dziury.
Wielkie kamienne wrota zamykały przed nimi dalsze przejście. Portal, który je wieńczył, ozdobiony był tajemniczymi zapiskami w języku, który znaleźli w sali powyżej. Wszystko było zrobione z gładkiego, czarnego granitu i idealnie spasowane z tunelem, w którym stali. Gdy poświecili latarkami bliżej i dokładniej, zobaczyli, że na wrotach jest jeszcze jeden rząd napisów umieszczony wzdłuż ich krawędzi. Pismo nie przypominało niczego, co obydwoje wcześniej widzieli. Starożytne hieroglify zachowały się idealnie, ale ich znaczenie pozostawało tajemnicą.
- To musi mieć jakiś mechanizm. Tego typu miejsca zawsze taki mają - szepnęła Zin do siebie.
Bahgara znacznie bardziej niż kamienne drzwi zajmowały zapachy tego miejsca. Gdy oddalali się od zniszczonego, ukrytego niegdyś laboratorium, zapachy chemikaliów słabły, zastępowane ponownie przez coraz silniejszy odór śmierci. Śmierci, krwi i rozkładu. Z każdym kolejnym krokiem łowca czuł, jak zbliżają się do miejsca, z którego w dużej mierze pochodziła złowroga aura tego miejsca. gdy stanął przed wrotami, zrozumiał, ze to za nimi wydarzyło się coś naprawdę strasznego. Coś związanego z Mocą, ale zarazem pełnego cierpienia, bólu i strachu. Bahgar czuł odrobinę wszystkie te zapachy, choć smród krwi i śmierci mocno wśród nich dominował. Był tez na pewno świeży. Znacznie świeższy niż reszta zapachów w kompleksie, może z wyłączeniem rozlanej prawdopodobnie w podobnym czasie chemii w ostatniej z badanych przez nich komnat.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 4 Kwi 2019, o 00:44

Gad pierwszy zmierzał korytarzem w dół. Tak, w dół, bo droga wyraźnie obniżała się i zakręcała, sądząc po kierunku docierali właśnie pod główną salę na górze. Zapach chemikaliów zostawał za nimi, za to coraz wyraźniej było czuć zapach krwi. Ślady na pyle na podłodze wciąż mówiły to samo - wielu weszło, jedna wyszła. Bahgar nie poruszał się prosto, wodził latarką oraz pazurem po ścianach, by ewentualnie nie przegapić jakichś przejść odchodzących od korytarza, ale był to daremny trud - żadne przejście dalej, do choćby małego bocznego pomieszczenia, nie istniało poza tamtym laboratorium.
Wolno, ostrożnie, łowca i pani naukowiec zeszli niżej, aż dotarli do wielkich wrót. Czarne wierzeje nie odcinały się wyraźnie od framugi, ale zdawały epatować własnym anty-światłem. Zarówno portyk, jak i same drzwi, pokryte były dziwnymi znakami, wyraźnie będącymi pismem. Część z nich już wcześniej widzieli, na górze, a część była Bahgarowi całkowicie nieznana.
Gad podszedł bliżej, by przyjrzeć się wierzejom. Szukał jakichś szczelin, dźwigni czy innych ruchomych elementów, zarówno na drzwiach jak i obok. Stuknął w kamień, starając się oszacować grubość wrót.
- Spróbujesz odczytać?
Zwrócił się do pani Zin. Może pismo da wskazówkę jak to coś otworzyć. Bahgar zastanawiał się jednak, czy nie będzie musiał spróbować tych drzwi wysadzić.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 253
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 4 Kwi 2019, o 21:11

Schodziła, rzeczywiście szła tam na dół. Stawiała ostrożnie kroki. Jeden za drugim. Przemierzała kompleks niczym zapomniane lochy, gdzie miał się kryć nieznany potwór. Wyobraźnia zaczęła podpowiadać różne scenariusze. Stres zaczął udzielać się pani naukowiec, było tyle niewiadomych. Jednakże ciekawość... tak ciekawość dodawała smaku całej przygodzie. Jakby w całym szaleństwie była metoda i poczucie niebezpieczeństwa ekscytowało zamiast ostrzegać. W końcu stanęła przed drzwiami za którymi... no właśnie.

Nudna sterta kurzu? A może wyjątkowy sekret... czy może czeka ją tam śmierć?

- Spróbujesz odczytać?
- pierwszy raz widzę takie znaki. Patrząc po stylu odbiega to od znanych odmian pisma i to bardzo. Zdjęcia z pewnością dadzą nam źródło badań. Jednakże odszyfrowanie tego może zająć nawet parę dni Bahgar... albo być nawet niemożliwe. Póki co może jest tu po prostu jakiś mechanizm otwierający. Popatrz na to z innej strony... Nie ma tu żadnych śladów urządzeń elektrycznych. Goła skała. Kiedyś prawdopodobnie istoty funkcjonowały tutaj dając sobie światło z pomocą pochodni, a wszystkie zabezpieczenia są mechaniczne. Może to za sobą nieść dwie rzeczy. Jakiś manipulator którym się otwiera wrota. I gdy ktoś niepowołany za nie sięgnął, mogły się aktywować pułapki... Ja bym tak zrobiła, by się upewnić, że tylko ja mam dostęp do środka, a żaden złodziej nie będzie miał szansy poznać metodą prób i błędów kombinacji otwierającej przejście... Możemy zaryzykować licząc, że jest tutaj tylko i wyłącznie ukryty mechanizm bez środka ostrożności. Albo wykazać się cierpliwością, stanąć z boku i przekazać zadanie moim dronom naprawczym z laserem tnącym, które po prostu wytną nam wąskie przejście w skale... Muszę tylko je nieco skalibrować i zmodyfikować, by promień lasera mógł się łatwiej wgryźć w granit, żeby nie zajęło nam to za dużo czasu. Są zmodyfikowane do cięcia metalu, ale da się to przerobić - pstryknęła palcami, jakby to było oczywiste i banalne w wykonaniu.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 440
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 7 Kwi 2019, o 22:17

Obydwoje wpatrywali się w starożytne wrota, podziwiając, a zarazem czując pewien rodzaj niepokoju, na widok tych starych i złowrogich kształtów ciemnego granitu. Przeszukali całe pomieszczenie - łowca przy pomocy swoich zmysłów, a pani naukowiec korzystając z pomocy swoich sond, ale nie znaleźli żadnego mechanizmu, który służyłby do uruchamiania tych wrót. Zin poleciła zeskanować sondom pomieszczenie i same przejście. Otrzymane wyniki ją zadziwiły. Skan nie przebił się przez skalną ścianę. To znaczyło, że albo była nadzwyczajnej grubości, albo coś w niej nie pozwalało maszynom działać poprawnie. Baghar miał z kolei więcej szczęścia, choć nie przybliżyło ich to zbytnio do przodu. badając ślady w piachu i kurzu na podłodze, mógł z pełnym przekonaniem stwierdzić, że wrota rozsuwają się na boki. Po dokładnym i powolnym poszukiwaniu, odnalazł cieniutką linię na ich środku, oznaczającą miejsce ich łączenia się. Gdyby nie wiedział, czego szuka, nie znalazłby tej linii. Kamienie były idealnie spasowane.
- Pani Zin - odezwał się w jej komunikatorze głos Boba.
- Tak? Masz coś? - z ekscytacją odpowiedziała pani naukowiec, która aż wzdrygnęła się, gdy jej sztuczna inteligencja oderwała ją niespodziewanie od badania sali.
- Po przeszukaniu wszystkich dostępnych zasobów, jestem w stanie stwierdzić z dokładnością do siedemdziesięciu czterech przecinek dwie dziesiąte procent, że ten język z głównej sali, to pewna forma prastarego dialektu chevinów. Przynajmniej sprzed kilku tysięcy lat. Przesyłam przetłumaczony fragment.

Dokładność tłumaczenia: 79%

Zeskanowany tekst:
Or'i'din u dol sakkr (...) gota do y (...) zagra
Urroka si'la ogga (...) try'kka ti'i'ns
Argos ti'ku do hrrru (...)
Ko fr'y (...) zr (...) trl'k'dsa

Tłumaczenie:
Kiedy słońce niebieską (...) wzejdzie, Pan z (...) przybędzie
Wyznawców swoich uhonoruje, (...) należną wręczając.
Pielgrzymi jego, wybrani (...),
Co trzy (...) tu (...) wypełniając.


- Nie jestem jednak w stanie odczytać tego drugiego pisma - kontynuował Bob - Musi być równie stare, a na dodatek stanowić jakąś formę sekretnych znaków, tajemnego języka, czy coś w tym stylu. Źródła sieciowe zawierają zbyt mało danych. Może to być język już całkiem wymarły.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 19 Kwi 2019, o 02:53

Ślady przy wrotach były jasne dla niego. Bahgar czytał w nich niczym z księgi, jednak można to było porównać do czytania wieczorem przy świetle księżyca. Drgające światło latarek, kurz je rozpraszający, ciemne, nie odbijające światła ściany, do tego gładkie (co samo w sobie było dziwne, bo takie przecież powinny dawać refleksy) bez śladów spasowania. Wzrok Bahgara błądził po ziemi i ścianach, węch łowił zapachy krwi i rzezi, a jego szpony wodziły po murze i drzwiach. Gdyby nie wiedział, nie znalazł by tej delikatnej szczeliny mówiącej wyraźnie, że brama ma dwa skrzydła. Chwilę później upewnił się, że ciężkie kamienne odrzwia rozsuwają się, choć nie było żadnych szyn, które mogłyby je wieźć po właściwym torze zmniejszając tarcie. To stanowiło kolejną zagadkę, bo wrota bezapelacyjnie były niezwykle ciężkie, a na pewno ktoś je niedawno otwierał.
Gad wstał z klęczek, gdyż taką pozycję przyjął by lepiej przyjrzeć się śladom na ziemi. Jego ruchy nie wydały dźwięku.
- Rozsuwają się.
Rzucił trochę do siebie, trochę do pani Zin. Podniósł lewą rękę i wystukał na klawiaturze wiadomość do Caleba:
- Przygotuj materiały. Kamień, 40. Wyślij na medycznym. Czekaj na sygnał.
Zabezpieczenie. Nie wiedział, czy sondy będą w stanie pokonać te drzwi.
Następnie zwrócił się do Arkanianki:
- Tnij.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 253
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 9 Maj 2019, o 20:25

Kontekst mógł odnosić się do wielu rzeczy. Mogła to być zapowiedź, groźba, obietnica. Ostatni przetłumaczony wers jednak odnosił się do tego miejsca. Pozostało jej tylko dowiedzieć się, czy granitowy mur skrywa za sobą rozwiązanie zagadki tego miejsca. Uwaga Bahgara jednak nieco zbiła z tropu panią naukowiec.


- spokojnie przyjacielu - Zin obdarowała Bahgara złośliwym uśmiechem, na szczęście nie mógł go zobaczyć przez czarny wizjer. Po czym uniosła zarozumiale nos.
- drony zaraz przybędą. Bob musi przylecieć, bo zostawiłam je na statku. Nie jest jednak daleko, za niedługo przyleci. Zaś te tutaj urządzonka nie mają laserów tnących. To tylko latające sensory z drobnym oprogramowaniem sterującym. Poza tym muszę nieco skalibrować choćby soczewki, to może zająć co najmniej pięć minut. Wgryzanie się w litą skrytokrystaliczną skałę, a cięcie metalu o małej pojemności cieplnej to dwie różne rzeczy. To może potrwać, cierpliwości - gdy skończyła się wymądrzać sama jednak zaczęła stukać stopą ze zniecierpliwienia. Chciała się dowiedzieć co tam jest.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 440
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 14 Maj 2019, o 06:22

Oczekiwanie dłużyło im się niemiłosiernie. Ciekawość zaczęła wygrywać z wcześniej odczuwaną grozą tego miejsca. Okazało się, że zwykłe ludzkie przypadłości jednak wzięły nad nimi górę. Gdy tak czekali na drony, Zin chodziła z jednego miejsca na drugie, oglądając każdą ze ścian jeszcze raz. Fascynowało ją, co mogą oznaczać te napisy w dziwnym, prawdopodobnie starożytnym języku. Sama budowla we wnętrzu góry była też monumentalna, jakby ktoś chciał nią pokazać swoją siłę. Wrota, przed którymi stali, wydawały jej się wręcz brama do tajemnic wszechświata. Przynajmniej kilku z nich. Bahgar z kolei stał w miejscu. Do niego bardziej docierało to dziwne uczucie strachu i niepewności. Chciał odkryć tajemnicę tego miejsca, która prawdopodobnie miała przybliżyć go do odnalezienia bezcześcicieli. Obawiał się jednak tego, co znajdzie za tą kamienną bramą. Była tak szczelna, że nie potrafił nawet wyczuć, co się za nią znajduje.
Drony w końcu nadleciały. Po kolejnej dłużącej się chwili ich kalibracji, rozpoczęły wypalenie otworu na wejście, akurat tej wielkości, by obydwoje badaczy mogło się przecisnąć. Ich wzrok skupił się na ścieżce wypalanej przez laser. Milimetr po milimetrze śledzili tworzący się zarys otworu. W końcu maszyny skończyły i wszystkimi dostępnymi siłami naparli na kamień, by móc przesunąć go z otworu. Okazało się, że przemieszcza się nadzwyczaj gładko. Kamienna podłoga, na której stał musiała być idealnie równa. Po krótkim wysiłku stanęli na progu nowej komnaty. I wtedy zamarli w miejscu.
Znajdowali się w komnacie z solidnym drewnianym stołem. Oświetlając ja mocnym swiatłem latarek, mogli zobaczyć ją w pełnej okazałości. Na środku stał okrągły stół z pięcioma dziwnymi, powykręcanymi krzesłami, za którymi wznosiły się kolumny. Na każdej kolumnie lśnił zielonkawym światłem napis w tym starożytnym języku, którego od początku nie mogli rozszyfrować. Wszystkie ściany, kolumny , posadzka i sufit wykonane były z tego samego, czarnego jak smoła granitu. Za nimi znajdowało się wejście do tunelu, który prowadził na wyższy poziom do głównej komnaty z malowidłem.
Nie komnata była jednak tak przerażająca. Znaleźli w niej ciała wszystkich dżentelistot, które prawdopodobnie przyleciały na teren wykopalisk. Robotnicy i najemnicy, a raczej ich zmasakrowane ciała, leżeli po całej jej powierzchni lub opierali się jeszcze o ściany. Każdy z nich miał podcięte żyły lub wyprute flaki. Krew zalała wszystko wokół, tworząc na kamiennej posadzce zaschniętą warstwę skrzepu. Widzieli ślady, jak musiała się wlewać do rowków wyżłobionych w posadce, gromadząc się gdzieś pod stołem. Nie cała jednak tam trafiała. Na ścianach i podłodze, na czarnych kamiennych płytach, znać było ślady rzezi, która się tu rozegrała.
Potem spojrzeli w stronę stołu i krzeseł. Nie sposób było przegapić centrum tego koszmaru. Mogli zobaczyć siedzącą na nich piątkę przybyszów. Zabrak, kobieta o ostrych rysach twarzy, człowiek w resztkach mandaloriańskiej zbroi, arcona i młody chłopak. Wszyscy siedzieli na krzesłach, które ich oplotły. Z ich poręczy wyrastały miniaturowe konary pełne drzazg, które poprzebijały wiele miejsc na ciele swoich więźniów. Miejsc, w których Bahgar wiedział, że sprawiły im największy możliwy ból. Pozostali tak teraz wrośnięci w swoje drewniane narzędzia tortur, wykrzywieni w wyraz bólu i przerażenia. Pozostała część ekipy leżała rozwleczona w zastygłych kałużach krwi wszędzie wokół. Co tu się stało...
Dopiero wtedy dotarło do nich to dziwne uczucie. Mrożące krew w żyłach poczucie czystego zła, strachu i zepsucia. Jakby całe to miejsce aż nim przesiąkło. Bahgar poczuł aurę tej komnaty i zrozumiał, ze to ona promieniowała na okolicę wszystkim, co negatywne. Żołądek Zin na ten widok chciał się zbuntować, musiała więc skupić swoje wszystkie siły na próbach opanowania go. Jej wzrok przykuł skafander jednego z martwych, wybebeszonych robotników. Znajdowała się na nim zaplamiona krwią plakietka "Korporacja Dathenes". Znała ją, to firma, która wywodziła się z Taris, jeszcze przed wybuchem zarazy rakghuli.
W tym czasie Bahgar odważył się zrobić kilka pierwszych kroków. Wiedział, że najlepiej by było na zawsze opuścić to miejsce, ale jednocześnie czuł, ze gdzieś tutaj znajduje się ten, którego postanowił ukarać za zbeszczeszczenie świątyni Grievousa, za kradzież rzeczy stamtąd. Ostrożnie stąpał więc po zakrwawionej posadzce. Aż w końcu go znalazł. Osobnika, który wedle relacji świadków dopuścił się świętokradztwa. Teraz leżał przy jednej z kolumn z wyschniętymi jelitami wystającymi na wierzch. Nie zdążył dokonać na nim zemsty. Potworna śmierć ukarała go wcześniej. Gdzie jednak były przedmioty, które ukradł? W tym cenny wisior z samej kapliczki? Wpatrzony w ciało dostrzegł, że z kieszeni wystaje mu zalany krwią datapad. Napędzany przeczuciem podniósł go i odpalił. Z pierwszych przejrzanych informacji było jasne, że cały ostatni łup z jego rodzinnej planety sprawca sprzedał korporacji Dathenes z Taris.
Taris... Czy ta planeta przyciągała całe zło Galaktyki?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 14 Maj 2019, o 11:22

Zin nie była całkiem sobą. Gdzie podziała się opanowana i ostrożna kobieta? Nawet nie zauważyła, jak aura tego miejsca z każdą chwilą wwiercała się gdzieś tam głęboko w jej psychikę. Stała się niecierpliwa, zbyt pewna siebie, zarozumiała. Wszystko by zatuszować wewnętrzny strach, by poradzić sobie z niewidzialną presją ciężkiej atmosfery tego miejsca.



Musiała się czymś zająć, jej umysł nie znosił pustki, na pewno nie w takich momentach. Choć było to niemożliwe sama zaczęła próbować rozwikłać znaczenie starych znaków na murze. Na próżno podjęty wysiłek. W końcu jednak przybyły drony. Oba pająkowate urządzenia ustabilizowały się na gruncie i wycelowały w punkt. Zin szybko zaczęła grzebać przy emiterach wiązek. Kilka komend do Boba, by zmienił tryb w ustawieniach. Gdy pojawiły się dwa strumienie, pomieszczenie wypełniło czerwone światło, które jednak jakoś umykało w czerni granitu. Drony przestały wypalać, chwila moment mieli wstąpić do tajemniczej komnaty.


I weszli.
- Co tu się stało?! Yek.. Niedobrze mi... - miała wrażenie, że zemdleje, ale musiała. Musiała podołać. Zacisnęła zęby, podobnie jak i każdy jej mięsień zesztywniał. Stała jak wryta mierząc się z niewidzialną siłą. Jej latarka nieruchomo oświetlała zaledwie fragment masakry, tylko oczy jej wędrowały z lewa na prawo, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. I wtedy ruszył się Bahgar.

Jego obecność dodała jej otuchy. W głębi serca teraz wiedziała, że polega na wojowniku. Gdyby nie on nie miała by odwagi zrobić kolejnego kroku w stronę tej sceny.
- Kto mógł coś takiego uczynić?! - rzuciła pytanie, nie licząc na odpowiedź. Spróbowała w końcu podjąć kroki. Zbliżyła się do powykręcanego ciała na krześle. Scena wyjęta z jakiegoś koszmaru. Młody człowiek błagał o litość, o skrócenie męki, o śmierć.
- Byli ofiarami... w jakimś bluźnierczym rytuale...
Oplatające ich drewno musiało uczynić coś, czego nie mogła pojąć. Miała wrażenie, że ciała nie powinny być wstanie się wykrzywiać, aż do takiego stopnia. Mimo woli spróbowała sobie to wyobrazić jak do tego dochodzi i wtedy znów zrobiło jej się niedobrze. Całe szczęście, że filtry blokowały wszelki zapach z otoczenia. Wnet uświadomiła sobie, że podobną rzecz może sięgnąć jej matkę, ojca, brata i jego rodzinę. Arkanian, aż w końcu i Imperium. Ktokolwiek, czy cokolwiek to było jest abominacją. Wynaturzeniem. Śmiertelnym zagrożeniem dla cywilizacji, które musi zostać powstrzymane.

Wciąż patrzyła się na tego młodego mężczyznę. Wytrzeszczone, zaschnięte oczy, próbowały uciec z jego ciała, podobnie jak wyciągnięty język i rozwarta szeroko szczęka, która musiała się złamać w stawie od zbyt szerokiego rozwierania. Zacisnęła zęby jeszcze mocniej, poczuła dotknięcie czegoś, co miało zmienić jej życie. Poczuła chęć odwetu, powstrzymania tego czegoś nim zrobi to raz jeszcze. Trzeba było to coś unicestwić. Nikt nie zasługiwał na taki los. Teraz już rozumiała dlaczego Inkwizycja istnieje.
- Co za potwór to uczynił... - przypływ determinacji w końcu ruszył jej ciało. Adrenalina zaczęła szumieć w głowie. Poczuła wewnętrzny chłód i obowiązek. Musiała dokończyć zadanie. Zaczęła się uważniej rozglądać i dostrzegać pewne zależności. Z nielegalnych źródeł czytała nieco o Mocy. Były tam też jakieś wspominki o czarnej magii. Wydawało jej się to bujdą, aż do tej pory.
- Bob... Kimmi Datrakas musi natychmiast otrzymać alarmową wiadomość. Zapisuj. Doszło do masakry na tle aktywności Mocy. Rytualne poświęcenia. Są tu narzędzia tortur, które prawdopodobnie operują na bazie Mocy. Skażenie Mocą skrajnie wysokie, cały obszar jest wypaczony i trzeba zabezpieczyć. Poddać kwarantannie oraz ostrożnym badaniom. Znaleźliśmy też ślady aktywności kogoś zamieszanego w tą rzeź. Ten ktoś musiał opuścić już układ. Musiał to być potężny mocowładny, który stał się przyczyną zamordowania patrolu i zakładam, że również był sprawcą tej rzezi. Wnioskuję, że potrafi posługiwać się technikami manipulacji umysłu. W ten sposób zabił patrol i zmusił wszystkich zaginionych, by... stali się jego ofiarami.

- Dołączmy mu zdjęcia i wstępne rejestry danych, które zaraz pozyskamy, Bob. Dodaj też wszelkie protokoły bezpieczeństwa w stosunku do znalezionej ocalałej... nie wiemy nic jeszcze o charakterze działania Mocy. Pełna kwarantanna. - dopowiedziała te ostatnie polecenie, po czym wzięła się do pracy. Skaner i rejestrator ruszył, a Zin starała się jak mogła zachować wewnętrzny chłód, przechodząc to od jednej twarzy do drugiej. Dowiadując się kim byli. Pojawił się też jasny trop... Dlaczego korporacja Dathenes nadal funkcjonowała, pomimo zagłady na Taris? I dlaczego zainwestowała najwidoczniej pozostałe środki w tą samobójczą misję? Wiedziała, że musi o tym pogadać z Kimmim, a może lepiej z Inkwizytorem bezpośrednio? Pracowała tak w milczeniu, czując gdzieś w środku, że to początek. Coś się zaczęło. Musiała działać.

***

Tylko co ona mogła zrobić w walce z czymś tak potwornym? Mieli szczęście, że przybyli w tamto miejsce za późno. Za pewnie nie stanowiliby żadnego zagrożenia, komuś kto był zdolny do takich okropieństw i z taką łatwością poradził sobie z całym patrolem. Świadomość tego napawała pewną niemocą, z którą nie mogła się pogodzić. Znała to uczucie z przeszłości i również tym razem nie miała zamiaru się poddać.

Podejmie pracę nad projektami nowej broni. Zaprojektuje droidy zabójców i inne maszyny zdolne eksterminować mocowładnych z możliwie najwyższą skutecznością. Otworzy badania nad truciznami zdolnymi zabijać mocowładnych, czy osłabiać ich zdolności manipulacji mocą. Będzie pracować nad substancjami zdolnymi pacyfikować ofiary kontroli umysłu. O samej Mocy też musiała się więcej dowiedzieć. Musiała poznać Wroga.

Wiedziała, że będzie też potrzebować większego zaplecza i środków, by działać z większą skutecznością. Uruchomi swoje zaoszczędzone pieniądze. Rozkręci własny biznes. Otworzy nowe fabryki produkujące śmiercionośne maszyny. Własną stocznie i możliwe, że bezzałogową flotę. Zrobi wszystko by ochronić świat przed tą abominacją.


Dziękuję za wspólną grę Nantel. Dzięki za przygodę Bzhydack. Było na prawdę przyjemnie pograć z wami ten zacny scenariusz :) Ostatnim postem obudziłeś ponownie hype na granie tą postacią, Nantel. Nie wiem, czy to nie było przypadkiem złośliwe na sam koniec ;) Żartuję oczywiście i jeszcze raz dziękuję za poświęcony czas.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 440
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 18 Maj 2019, o 11:31

CIerpliwość łowcy została wystawiona na pewną próbę, gdy Bahgar i pani naukowiec musieli czekać aż przylecą jej mechaniczni podopieczni, a następnie z kolei Bahgar musiał czekać, aż Zin zakończy kalibrację i drony będą mogły rozpocząć pracę. Ciężkie, grube wrota nie przepuszczały zapachów, a przed nimi łowca zbadał już wszystko co mógł. A choć potrafił cierpliwie czekać, wszak jest to jedna z nadrzędnych cech myśliwego, to stanie w tym miejscu nie było komfortowe.

Nareszcie we wrotach powstał otwór wystarczający, by można było dostać się do środka. Zapach krwi i rzezi stał się tak intensywny, że Bahgar z powrotem zamknął wloty powietrza, polegając na filtrach. Wejście było na tyle małe, że wejść mogła jedynie jedna osoba naraz. Gad sprawdził karabin i wszedł w wejście pierwszy. Nie od razu przestąpił jednak próg. Widok, który zobaczył, był zbyt wstrząsający. On, który widział okropności wojny, masakry i śmierć tysięcy, ba, nawet spustoszenie całej planety, był wstrząśnięty bestialstwem, które się tu dokonało. Przez chwilę nie był w stanie wykonać kroku, przytłoczony. Poczuł też, że Zin Iterra stoi za nim, więc wszedł powoli, by jednak zbadać ślady, które powinny jeszcze być widoczne. Skupił całą swoją wolę, by uniewrażliwić się na ten widok.

Zagłębił się powoli w sam środek masakry. Oglądał ciała po kolei, starając się nie myśleć o straszliwych ranach, które nosiły. Ślady. Tak, skupiał się na śladach. To jednak nie pomogło, bo ślady wskazywały na to, że te wszystkie istoty, które teraz tu leżały, same zadały sobie te wszystkie rany! Kto mógł mieć taką władzę, by zmusić świadome dżentelistoty do odebrania sobie życia, do tego drogą niezwykle bolesną i trwającą długo, tak długo, by cała krew wypłynęła z ciał bez uszkodzenia głównych arterii?

Gad skończył przegląd ciał. Znalazł tego, kogo szukał. Ignorując wygląd zmasakrowanego ciała, przeszukał go, jednak nie znalazł skradzionych ze świątyni wotów. Rzezimieszek musiał je upłynnić, możliwe, że gdy to zrobił, dopadła go ta siła, która porwała go tutaj i zaprowadziła do tej komnaty. Przeszukanie go dało jednak coś, trop w postaci datapadu prowadził na... Taris. Dlaczego tam?

Bahgar nie musiał już dokonywać na nim pomsty. Los, który spotkał bluźniercę, był stokroć gorszy niż cokolwiek, co łowca mógł mu zgotować. Odzyskanie wotów jednak było ważne, ważniejsze teraz nawet. Bahgar musiał zrobić wszystko, by Khishra odzyskała dawną świetność. A nawet by ją przebiła.

Jednak nie tylko to zaprzątało myśli gada-łowcy. To coś, co tutaj było pochowane i co znów ruszyło w Galaktykę, było zbyt ważne, zbyt groźne, by zostawić je samopas. Jak rozszalały i ranny Kharabakh, jednak inteligentny i obdarzony dziwnymi mocami. Równocześnie gdzieś z tyłu głowy Bahgara, w głębi jego duszy, zakołatała się myśl, że gdyby pokonał to coś, to już na pewno wkroczyłby w chwale do khaleeshańskiego panteonu. Gdy to pomyślał, jego wzrok padł ponownie na stół i siedzące przy nim postacie. A dokładniej, na postawnego Mando.

Gad podszedł bliżej. Wojownik walczył. Zastygł w pozie, która wskazywała, że nie zważając na ból w przebitych drzazgami rękach, chciał zakończyć cierpienia swoje i innych. Prawa ręka wyraźnie odrywała się od krzesła, kierując w stronę pasa. I termodetonatora. Ten człowiek mógł zapobiec temu wszystkiemu. Nie dał rady, ale nie poddał się bez walki. Zginął tak, jak mógł najlepiej, oddając chwałę sobie i swojemu ludowi. Tak, ten bezimienny Mando zasługiwał na szacunek. I pomstę. Tak. To coś, co zabiło ich wszystkich, nie miało honoru. Nie walczyło jak wojownik. Zadawało ból dla zabawy. Takie coś zasługiwało na śmierć.
Bahgar wysilił pamięć, by przypomnieć sobie słowa w Mando-a, których mógł użyć w tej sytuacji. Znał ich kilka, może wystarczy...
- Ni gra'tua gar, verd. Ni partayli, gar darasuum. - wyszeptał

Zin Iterra przemogła się wreszcie i weszła do środka, rozstawiając sprzęt. Bahgar musiał przyznać, że zaimponowała mu ta Arkanianka swoim wymuszonym opanowaniem. Choć poruszała się teraz sztywno, niczym automat, który nic nie czuje. Gad doskonale to rozumiał. Pozwolił jej zbierać dane, sam zaś odsunął się na bok i uruchomił komunikator.
- Caleb, skontaktuj się z Blitzem, uruchom dawne kontakty z Wywiadem. Spróbuj nawet z Generałem. Ślady aktywności istoty o umiejętnościach kontroli umysłu, rytuał z masowym poświęceniem. Paranormalna aktywność. Powiązanie z Taris.
- Czyli co, Bahgar? Wracamy na służbę?
- Na to wygląda.
Gad odwrócił się do Zin Iterry, nadal mechanicznie chodzącej po pomieszczeniu.
- Trop wiedzie na Taris, Pani Zin. Ruszymy go zbadać?

Nantel, ja także dziękuję za wszystkie przygody jakie odbyłem z Tobą i pod Tobą. Nicci, kto powiedział, że kończymy grę? :P
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 253
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 18 Maj 2019, o 21:34

- Tego incydentu nie można zignorować. Zrobię wszystko by wziąć tę sprawę od mojego przełożonego. A nawet jeśli mi jej nie przydzielą, zajmę się tym choćby pośrednio osobiście. Aktualny trop prowadzi na Taris, winniśmy przebadać tamtą planetę - odpowiedziała zdecydowanie do Bahgara, kończąc robienie zdjęć. Czuła się jak w jakimś transie. Mechanicznie sporządzała notatki, zgodnie z wyuczonym pragmatyzmem.
- Nie można jednak działać w nadmiernym pośpiechu. Z pewnością możesz liczyć na moje pełne wsparcie w tej kwestii. Muszę się jednak przygotować i wdrożyć pewne długoterminowe działania. No i nie ma co się oszukiwać. Kimkolwiek była ta istota jej siła przewyższa nasze aktualne przystosowanie. Nie wiem jak Ty, wojowniku, ale ja potrzebuję się przygotować do nadchodzących działań. Z resztą Taris to i tak bardzo niegościnna i niebezpieczna planeta na dzień dzisiejszy - zrobiła krótką przerwę, by wrócić do stworzenia ostatniego rekordu danych.

Gdy już opuścili tamto przeklęte miejsce, na rozstaju dróg Zin zatrzymała Kaleesh ręką, by zamienić z nim jeszcze co najmniej jedno słowo. Zaczęła prosto z mostu. Do tego nadal była sztywna, szok nie chciał jeszcze odpuścić.
- Przydałby mi się ktoś u boku, kto wie jak walczyć i rozumie w praktyce prawa wojny. Widzisz... nie jestem żołnierzem, Bahgar. Moje dłonie nie potrafią nawet trzymać poprawnie blastera. Ledwo zdałam minimalny pułap umiejętności walki, podczas szkolenia... mam wrażenie, że mnie przepuścili ze względu na inne umiejętności - nerwowo zaśmiała się z siebie na wspomnienie o tym, choć nie było jej teraz do śmiechu. Walka, taka twarzą w twarz, była czymś dla niej niemalże bytem abstrakcyjnym. Była jednak w swych postanowieniach uparta, a poczucie obowiązku dodawało sił.
- Może i nie potrafię walczyć, nie zamierzam jednak odpuścić. Mogę zaprojektować i w ramach własnych możliwości stworzyć, dowolną broń, która zrobi to za mnie. Myśliwce, Okręty, Działa, Rakiety naprowadzane, drony, droidy, sondy bojowe, pola maskujące, generatory tarcz, broń prototypowa, broń personalna, nazwij to. Potrzebowałabym jednak doradcy, który sprawnie oceni praktyczność opracowanych modeli, podpowie na co zwrócić uwagę, weźmie udział w projektowaniu i testowaniu... - mówiła dalej. Była to niepowtarzalna okazja zawrzeć współpracę z weteranem. Do tej pory nie sądziła, że poważnie zajmie się militariami. A w odniesieniu do tego w jaki sposób chciała zwalczyć zagrożenie, pomoc i opinia Bahgara mogłaby być niezmiernie istotna. Za pewnik jego zaangażowania uznała wspólny cel.
- Co o tym myślisz?

słusznie Bzhydack, słusznie powiedziane, że nie kończymy 8-)
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 440
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 20 Maj 2019, o 10:36

Tak, Zin miała rację. Ta istota, jakkolwiek wnosząc z opowiadań Chevinów mimo wszystko śmiertelna, przekraczała ich możliwości. Aktualnie. Podstawą zwycięstwa było zawsze poznać wroga. Każde łowy zaczynały się od tropienia, a trop mógł o każdym wiele powiedzieć. Drapieżniki miały swoje zwyczaje, i ludzie też je mieli. Teren, na którym przebywał, miejsca do których chodził, co lubił i jak patrzył na świat - każdy szczegół był ważny, mógł decydować o zwycięstwie. I teren też był ważny. Tak, trzeba było przygotować się też i do miejsca.

Taris. Bahgar wiedział o niej jedynie, że była w większości zindustrializowana. Nie było to środowisko, które lubił, ale nie było też mu całkowicie obce. Miasta były... przytłaczające. Ciężko było w nich skupić się na tropach. Ale wymarłe miasta... mogły być pod tym względem bardziej przyjazne. Bahgar nie łudził się. Nie będzie łatwo. Nigdy nie było. Roje bezrozumnych bestii, które zakażają przez ukąszenie, teren pełen miejsc na zasadzki...

Bahgar myślał nad tym, opuszczali grobowiec. Jakaś jego część wciąż pozostawała czujna, karabin był gotowy do strzału a mięśnie napięte. Gad rozluźnił się nieco dopiero, gdy znaleźli się na otwartej przestrzeni. Wtedy też Zin ponownie odezwała się, wyjątkowo bezpośrednio.
- Nie walczyłem z... czymś takim. Znam przekazy.
Oczywiście, wiedział. Każdy na Kalee wiedział. Grievous, pod takim mianem znała go Galaktyka, był tym, o którym te przekazy były.
- Zgoda.
Gad zdjął z dłoni miażdżyrękawicę, schował ją do plecaka i wyciągnął dłoń do pani naukowiec w uniwersalnym geście zawarcia porozumienia. Łączył ich teraz wspólny cel a współpraca mogła dać wiele każdemu z nich.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 253
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 23 Maj 2019, o 19:51

To co wydarzyło się w grobowcu na Vinsoth z pewnością była wielką, tajemniczą tragedią. Morderstwo tak wielu dżentelistot w jakimś ogromnym rytuale, to było niespotykane w tak nowoczesnym społeczeństwie jakie jest Imperium. Według Chevinów zbudził się ich dawno zapomniany bóg. Bóg krwi, cierpienia, zła, który do tej pory spał swoim długim snem, ale jednak coś go obudziło? Co? Nie wiadomo, ale wiadomy był cel tego czegoś, a przynajmniej tak się mogło zdawać - Taris. Jak na jakąś złość, wszystko co złe, okrutne i nieporządne przylegało do tej planety. Plaga Rakghuli, kwarantanna, a teraz ślady prowadzące do tego ciała niebieskiego...
Obu poszukiwaczom nie pozostało nic innego jak powrót do swoich okrętów i wykonanie swoich obowiązków. Kaleeshanin wrócił do swojego frachtowca. Wcześniej powiadomiony Caleb rozpoczął poszukiwania dawnych kontaktów z wywiadem imperialnym. Doskonale wiedzieli, że nie będzie łatwe zwłaszcza po wydarzeniach w Bastionie. Po tej tragedii wszystkie służby zostały postawione w stan pełnej gotowości szukających osób winnych tego zdarzenia. Sam Blitz póki co nie odbierał połączenia, najwyraźniej był zajęty. W tym samym momencie Chevin zajmował się swoimi łącznikami. Generał miał być ich finalną deską ratunku, ale póki co potrzebny był czas.
Zin w tym czasie zajęła się najbardziej naglącą sprawą, czyli wysłaniu raportu do Kimma, zrobiła to zaraz po tym jak weszła na pokład swojego okrętu. Wszystko co się dało wysłać dane planetarne, dane chemiczne, zdjęcia oraz obraz kamery sond. Teraz pozostawało czekać. W tym czasie oboje w swoich okrętach udali się na orbitę planety.
Mijały kolejne godziny, a nie było żadnego odzewu od przełożonego Zin. W tym czasie droid medyczny cały czas nadzorował stan znalezionej kobiety przez doktor. Stan się poprawił był stabilny, ale nadal była nieprzytomna, ale póki co nic nie groziło jej zdrowiu. Po około trzech godzinach nadszedł dźwięk przychodzącego holopołączenia, ale nie było on z Bastionu, zaś z okolic Taris... Było to dosyć zaskakujące, ale ostatecznie połączenie zostało odebrane. Na niebieskim tle nie ukazała się znana sylwetka Kimma, a ktoś inny - czerwono skóry Torgutanin, w czarnej zbroi Stormcomando.
- Pułkownik Durhash z tej strony. Odebrałem raport, natychmiast udać się do sektora Taris, na niszczyciela ISD "Abyss". Macie zabrać ze sobą waszych nowych współpracowników. Bez odbioru - jego ton nie był przyjemny, widać, że był czymś wkurzony, ale starał się to utrzymać swoje emocje na wodzy, przynajmniej na razie. Rozkaz od samego inkwizytora, nie pozostawało nic innego jak go wypełnić.

Akcja przenosi się do Taris

Hejka, z tej strony Serith wasz nowa MGietka. :)
Bżdyczku, twoje kontakty się uruchamiają, ale do tego trzeba czasu.
Nicci rozpisz proszę co dokładnie przekazałeś w raporcie, niezależnie od tego, słowa Inkwizytora byłyby takie same. Tak samo możesz rozpisać swoje dalekosiężne plany.
Jeżeli cokolwiek jeszcze chcecie tutaj poruszyć to śmiało.
To wszystko napiszcie w nowy wątku.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże