Content

Zewnętrzne Rubieże

[Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Image

[Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 15 Maj 2019, o 22:38

Niecałe dwa dni tyle odpoczynku dostali żołnierze Javelin 3-2, mało ale wrogowie Imperium nie odpoczywali, zwłaszcza ci wewnętrzni. Dowództwo z samego Centrum Imperialnego wydało polecenie dla drużyny Gveira - zbadać sprawę tajemniczej ekspedycji wysłanej z niszczyciela ISD Hellion, który znalazł się w przestrzeni Taris z potencjalnie sfałszowanego rozkazu.
Oddział Stormcommando został skierowany do niszczyciela ISD "Abyss", jednego z większych okrętów strzegących pustki kosmicznej przy zakażonej planecie. Działalność Imperium stała się aktywniejsza po zmniejszeniu aktywności przez pewną potężna istotę, jak wcześniej siły imperialne ograniczały się głównie do pilnowania planety, aby nic tam nie wleciało jak i nie wleciało oraz próby ratowania wszelakich dóbr uznanych za potrzebne dla Imperium, to teraz zdarzały się ekspedycje na powierzchnie planety badając stan plagi rakghuli jak i możliwości założenia stałej bazy!
W hangarach przywitał ich całkiem młody kapitan, krótko ścięty brunet. Dosyć postawny, widać było, że nie jest to jakieś chucherko tylko, ktoś kto regularnie ćwiczy i dba o swoją tężyznę fizyczną. To co od razu rzucało się w oczy to jego biało czarny mundur... Oznaczający nic innego jak ISB. Zaprosił od razu cały oddział do sali dowodzenia, nie można było marnować czasu zwłaszcza na takiej planecie jak Taris. Gdy tylko weszli do owego pomieszczenia mogli zobaczyć, że jest spore jak na standardy okrętów wojennych. Znajdowało się tam sporo personelu pokładowego, którzy byli wpatrzeni w terminale i holoprojektory wyświetlające różne części planety. Wielu oficerów dyskutowało na temat ostatniej sytuacji i zaskakującego pojawienia się ISD Hellion w ich przestrzeni. Inni wykonywali swoje standardowe rzeczy jak planowanie posunięć i kolejnych ekspedycji na powierzchnie. Młody kapitan podprowadził ich do jednego z wolnych holoprojektorów i wyświetlił im okrąg planety Taris.
- Oddział Javelin zostajecie skierowani na samo Taris - zaczął szybko oficer. - Jestem Kapitan Marwyn i będę nadzorował waszą operację, ale koniec uprzejmości przechodzimy do meritum. Jak zapewne już wiecie niedawno mieliśmy nieautoryzowane wejście ISD Hellion do przestrzeni Taris. Przechodząc dalej, na powierzchnie została wysłana ekspedycja, z tego co wiemy chcieli się dostać najniższe poziomy Podmiasta Taris, w celu dostania się do kompleksu badawczego - w tym momencie przybliżył im obszar lądowania na holomapie. - Nie wiemy gdzie konkretnie wylądowali, ale gdzieś tutaj - wskazał na teren ruin, jakby całe miasto już nimi nie było. Obszar był okręgiem o promieniu około 7 kilometrów.
Dał im chwilę na przyglądnięciu się mapie.
- Waszym celem jest odnalezieniu ekspedycji, albo tego co po nich zostało. Dowiedzeniu się po co tam zeszli, a jeżeli dorwiecie kogoś z nich żywego to dostarczeniu do nas. Pytania? - rzucił patrząc na dowódce Javelina 3-2.
- Uprzedzając pytanie "czego tam możecie się spodziewać?" Masy rakghuli - krwiożercze bestie i paradoksalnie niegłupie, nie pozwólcie, aby któryś z nich was zranił... Jeżeli tak by się stało to bolt w łeb ukróci cierpienia zakażonego i towarzyszy - mówiąc to był całkowicie poważny. - Oprócz tego jakieś niedobitki mieszkańców, bandyci, mutanci praktycznie wszystko będzie wrogo nastawione - wpatrywał się w sierżanta czekając na potencjalne pytania.

Cześć, z tej strony Serith twój nowy MG. Jest to mój pierwszy raz kiedy prowadzę, komuś grę, więc z góry przepraszam za moje potknięcia. Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawił. :)
Możesz zadać pytania kapitanowi, jak nie ma to macie dostęp do zbrojowi pokładowej, aby dobrać sprzęt i będziecie za niedługo wylatywać na Taris.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6602
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 18 Maj 2019, o 02:12

Z ISD Nova do Abyss - niszczyciela identycznego. Gveir, podobnie jak jego żołnierze, widzieli wiele z owych potężnych okrętów. Wszystkie wyglądały tak samo, ale wszystkie świadczyły o potędze Imperium.

Po wylądowaniu w hangarze Niszczyciela czekała ich pierwsza niespodzianka. Oficer w randze kapitana, o młodej fizjonomii, zapewne młodszy od sierżanta, powitał ich osobiście. Nieco mniej miłą niespodzianką był mundur oficera zwiastujący powrót natrętnego koszmaru - ISB. Gveir nie widział kogo nie trawi bardziej: Inkwizycji, ISB czy Armii Imperialnej. Taszcząc swoje skrzynie, ubrani w mundury Korpusu Szturmowców, stanęli przed oficerem. Ich sprzęt został zabrany do przygotowanych dla nich kajut przez personel techniczny, a oni sami podążyli za kapitanem wprost do sali. Sala odpraw miała spore rozmiary, a wewnątrz niej panował ogromny harmider. Dziesiątki personelu, który pracował w pocie czoła.
Oficer zaprowadził ich do holoprojektora, na którym wyświetlił płaski obraz planety z wyszczególniony kwadratem miasta. Zaczął odprawę.
Oddział Javelin zostajecie skierowani na samo Taris - zaczął szybko oficer. - Jestem Kapitan Marwyn i będę nadzorował waszą operację, ale koniec uprzejmości przechodzimy do meritum. Jak zapewne już wiecie niedawno mieliśmy nieautoryzowane wejście ISD Hellion do przestrzeni Taris. Przechodząc dalej, na powierzchnie została wysłana ekspedycja, z tego co wiemy chcieli się dostać najniższe poziomy Podmiasta Taris, w celu dostania się do kompleksu badawczego - w tym momencie przybliżył im obszar lądowania na holomapie. - Nie wiemy gdzie konkretnie wylądowali, ale gdzieś tutaj- przerwał na chwilę by spojrzeć na żołnierzy.
Waszym celem jest odnalezieniu ekspedycji, albo tego co po nich zostało. Dowiedzeniu się po co tam zeszli, a jeżeli dorwiecie kogoś z nich żywego to dostarczeniu do nas. Pytania?

Sierżant przyjrzał się dokładnie mapie.
- Jeśli znajdziemy zapiski lub dane z komputerów, rozumiem, że wystarczą jako dowód. Równie dobrze możemy zażądać dziennika wylotów na ISD Hellion, co zrobimy. Proszę o przydzielenie nam małej i zwrotnej kanonierki, z dobrze wyszkoloną załogą, o dobrej wartości ogniowej. Ustanowię bezpośredni kontakt z załogą, na kodowanym paśmie. Z panem, panie kapitanie, również będę chciał utrzymywać stały kontakt przez nasz szyfrowany kanał. Jeśli ISD Hellion pomoże w transmisji komunikacji, będzie dobrze, ale chciałbym, aby pan kapitan miał w zapasie źródło odbioru transmisji bezpośrednio od mojego oddziału. W razie mojej śmierci bezpośrednie dowodzenie przejmuje kapral Hex - wskazał ruchem głowy na mężczyznę stojącego obok. - Prosiłbym też o poinformowanie dowództwa ISD Hellion o udzielenie mojemu oddziałowi wszelkiej pomocy bez zająknięcia się. Są nam to winni, za wypuszczenie nielegalnej ekspedycji z ich okrętu. Wyruszymy za godzinę.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 93
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 23 Maj 2019, o 19:55

Gveir


- Nie do końca - zaczął oficer odpowiadając na pytanie o dane z komputera. - Dowództwo chciałoby wiedzieć więcej na temat tej nielegalnej ekspedycji, właściwie dokąd zmierzali, a jeżeliby udało się namierzyć to miejsce to sprawdzenie czego tam szukali i co to właściwie było - odpowiedział w pełni na zadane mu pytanie. Zadanie zatem nieco się bardziej komplikowało. Kiwnął głową, gdy wspominano mu o kanonierce. - Dostaniecie z pilotem i dwoma strzelcami - powiedział dosyć lakonicznie słuchając dalej co sierżant ma do powiedzenia. W tym momencie Marwyn wyciągnął swój komunikator. - Ustawcie kanał na... - zrobił przerwę skacząc między kanałami starając się także ustalić w miarę dobrą częstotliwość. - Sześćdziesiąty drugi, ustawiając dodatkowe szyfrowanie. Będziecie mogli spokojnie wtedy łączyć się ze mną, bez konieczności robienia tego do samego okrętu - wyjaśnił, zaraz po tym spojrzał na Hexa kiwając głową w zrozumieniu.
- Póki co ISD Hellion jest wykluczony z akcji. Komandor prowadzi tam krótkie dochodzenie i wyciąga konsekwencje niesubordynacji, kiedy tylko będzie możliwe ponowne włączenie go do akcji powiadomimy sierżancie - popatrzył na chronometr gdy dowódca Javelin 3-2 zaproponował godzinę wylotu. - Jesteście wolni, zbrojownia do waszej dyspozycji - odpowiedział po czym zatopił się w raportach i holomapach ewidentnie dając do zrozumienia, że z nimi skończył. Nie pozostawało im nic jak dozbroić się i nastawić się na zejście na powierzchnie planety.

Możesz opisać co robisz w tym czasie wolnym oraz jak się dozbrajacie praktycznie nie ma tam nic specjalnego, z tego co zauważasz to głównie amunicja oraz standardowe bronie.
Możesz pociągnąć do 15 minut przed odlotem, wtedy dostajesz powiadomienia kapitana do natychmiastowego stawienia się w sali odpraw.


Zin Ittera i Bahgar tal Kheetel


Zin i Bahgar przybywają z morderczego Visnoth

Caleb starał się jak mógł, aby odnowić kontakty przez ten czas, udało mu się dotrzeć do dwóch jego starych znajomych z wywiadu, ale oni sami twierdzili, że nie mają póki co informacji na ten temat, ale jak coś się dowiedzą to dadzą znać. Udało się uzyskać coś ciekawego od starego mandalorianina, który paradoksalnie współpracował z wywiadem imperialnym. Twierdził on, że niedawno dostał cynk od niejakiego Krugera, że szykowała się robota na... Taris, podobno robota od inkwizycji, na rzecz Imperium, sam mandalorianin nie przyjął oferty. Co ciekawego jak sam potem usłyszał owa ekspedycja nie była legalna i ktoś wykiwał Imperium...
Tylko tylko do tej pory Chevin wyciągnął od swoich znajomych. Blitz i Generał cały czas byli poza zasięgiem, dlaczego? Jedynie można było to tłumaczyć nadmiarem pracy po burdelu w Bastionie.
U Zin nadal sytuacja była podobna jak wcześniej, owa kobieta nadal była w stanie nieprzytomności.
Wreszcie po kilku godzinach spędzonych w nadświetlnej wyszli z niej a im oczom ukazał się cel ich podróży zielona planeta Taris. Ten widok był na prawdę piękny, cudowny. Niestety odbiór tego przepięknego widoku psuła jedna rzecz - kordon złożony z niszczycieli imperialnych. Praktycznie natychmiast ich statki zostały namierzone przez okręty kordonu. Systemy w ich pojazdach dały jasno do zrozumienia, że najbliższy niszczyciel wycelował w nich swoim całym arsenałem. Po kilku chwilach na ogólnym kanale odezwał się damski głos.
- Tutaj ISD "Abyss", Explorer ISS-101, ZH 25 Questor macie zezwolenie na lądowanie w hangarze piątym - na pierwszy rzut oka było to nieco dziwne, od razu dostali zezwolenie na wylądowanie w niszczycielu, ale jednak połączenie od inkwizytora pochodziło właśnie z tego miejsca, więc najwyraźniej uprzedził on załogę okrętu o dwóch gościach, których mieli przyjąć. Nie pozostało nic innego jak wylądowaniu w "Otchłani"

Napiszcie to co chcieliście, z resztą w poprzednim wątku o tym wspominałem. Możecie opisać do momentu wylądowania, po wyjściu będzie na was czekał podoficer w czarnym pancerzu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6602
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Nicciterra » 24 Maj 2019, o 00:21

*** Pokład ISS Exterior, świeżo po otrzymaniu wiadomości od Inkwizytora Durhash***

Zin otworzyła połączenie do Bahgara, by nadać wiadomość. Wyprostowana z rękami za plecami i poważną miną, naukowiec nadała komunikat.
- Czuj się oficjalnie zaproszony wojowniku. Mam się natychmiast udać na Taris. Jesteś mile widziany w moim towarzystwie. Oto moje kody klasyfikujące na ten krótki cykl. Udzielam Ci autoryzacji, czyli tak jakby jesteś moim honorowym gościem, a to już coś. Wszystko co trzeba, żeby Cię nie przyjęli zbyt ciepło - uśmiechnęła się do rekordera na sam koniec, po czym kiwnęła głową. Wiadomość została wysłana. Sam Kaleesh pewnie poradziłby sobie i bez tego gestu. Robił już dla rządu i znał procedury, ale odrobina grzeczności nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Przełączyła wnet interkom na wyświetlanie pewnych informacji.

- Pani Zin? - droid w garniturze wyłonił się zza jej pleców. Wnet ukłonił się, chcąc zaproponować coś rozluźniającego.
- Kawa. Na wczoraj. Czereśnia i karmel - Zin odpowiedziała zbywając szybko sługę. Z ręką w kieszeni i papierosem w ustach, wpatrywała się w hologram z przewijającymi się danymi. Droid nie odpowiedział tylko ruszył najszybszym mu znanym krokiem, gubiąc przy tym cały kunszt wytwornego lokaja. Bob już przeskanował Zin. Przeliczył też wszystkie dane.
- Wykryłem zwiększoną aktywność mózgową w niepokojących okolicach, jak i nadmierną potliwość, pani - gruby bas zadudnij w pomieszczeniu.
- Cieszę się, że martwisz się o mnie Bobby - Zin dobiła trzeciego peta w popielniczce nadal wpatrując się w dane. Całe te oczekiwanie na kontakt od Kimmiego? To nie było w jego stylu. Coś było na rzeczy. Nie mogąc od razu odpowiedzieć na to pytanie co, skupiła się na jej urządzeniu wykrywającym drgania mocy, które zanotowało coś w odczytach zanim uległo zniszczeniu. Rejestry awaryjne dostarczały kilka informacji, które chciała zinterpretować zgodnie ze swoją teorią. Nie mogła porzucić żadnego tropu. Coś może dałoby się określić z charakteru tego pola. Moc przeciwnika była największym problemem.

- Ewidentnie brakuje danych Zin. Musielibyśmy przeprowadzić dogłębne badania. Wrócić na planetę - słusznie zauważyło AI.
- Nie ma czasu! - ucięła krótko, opierając się rękami o blat interkomu. Rzeczywiście go nie było, badania w tym miejscu mogły trwać miesiące. Do tego nie miała okazji jeszcze współpracować z głównym jej szefem. Sprawy musiały nabrać szybkiego tempa skoro tak chaotycznie to wszystko przebiegało. W obliczu tego co znalazła na Vinsoth, było to co najmniej niepokojące. Oznaczało to, że cel w tej sytuacji rzeczywiście uświęca środki. Nie mogła w tej kwestii odstawać od reszty.

- Bobby kolejna wiadomość. Do mojego ojca Arkoha. Wyślij mu to na skrzynkę siedziby firmy Arkanian Medcrafts. Priorytet, najwyższy stopień szyfrowania, dodaj moje oficjalne kody - Zin znów zaczęła pozować do rekordera.
- Witaj ojcze - uśmiechnęła się szczerze, lecz jej mina zbladła zaraz potem.
- Szkoda, że komunikuję się z Tobą w takich okolicznościach. Choć pewnie Ciebie to ucieszy. W końcu i córka chce dołączyć do rodzinnego interesu. Tak to prawda.
- Tyle, że może to nieco wykraczać poza Twoje dotychczasowe ramy branży. Widzisz. Chcę otworzyć fabrykę wojenną, kto wie, może i stocznie jak interes rozkwitnie, pewnie zainwestuję w jakieś kopalnie minerałów, ale do rzeczy. Potrzebuję sponsora, inwestora, najlepiej współudziałowca. Moje dwa miliony czterysta z konta szybko znikną przy załatwianiu samych formalności i testowaniu wstępnych projektów, dostarczaniu prototypów pod ocenę. Kredyt na moje posiadłości od Banku Muunów też zniknie równie szybko, znam koszta. Nie wspomnę o realnej produkcji i dostarczaniu towaru rządowi. Powinno Cię zainteresować rozszerzenie działalności ojcze. Z tego co pamiętam nasza rodzina nadal prosperuje jako koncern farmaceutyczny. Mógłbyś otworzyć kolejną gałąź, rozwinąć horyzonty i nasze wpływy rodzinne. Moje znajomości wystarczą by wdrożyć się w układy z wojskiem. Mógłbyś w ten sposób zyskać więcej klientów na swoje aktualne usługi. Odpowiedz mi tylko, czy możemy podjąć temat. Czy nie godzi to w Twoją politykę - zrobiła krótką dramatyczną przerwę, żeby powiedzieć coś jakby bardziej istotnego
- Idą ciężkie czasy ojcze. Dzieją się niepokojące rzeczy. Porozmawiamy osobiście, tymczasem potrzebuję Twojej pomocy. Musimy zacząć działać już teraz.

Zin w końcu odwróciła się od rekordera. Tą wiadomością mocno naciskała na ojca, nie czuła się zbyt dobrze, ale czyż nie miała wyboru? Nie prosiła go o drobne na zakup nowego apartamentowca. Chodziło tu o ciężki przemysł i produkcję dla wojska. Na prawdę grube tematy. Wątpiła, że zgodzi się od razu na wszystko. Pewne kroki jednak już warto było wdrożyć. Musieli się spotkać, nim ojciec na prawdę ruszy w tą inwestycję pełną parą. Arkanianka też nie mogła stawiać wszystkiego na jedną kartę, musiała improwizować. Nawet jeśli nie znalazłaby szybko inwestora, sprawy muszą iść w konkretnym kierunku. Sama musiała znaleźć sposób na zwiększenie zarobków...
- Bob? Pamiętasz jak mi wspominałeś coś o gwiazdach popu? Ile to wyliczyłeś kredytów? - rzuciła przed siebie, kiedy to droid już szedł z kawą i ciastkiem na tacy.
- Pani Zin? - zapytał niewinnie droid.
- Nie udawaj głupiego, wiem, że się dobrze teraz bawisz. A teraz konkrety, już, już!

*** Taris ***

Ruiny dawnego ekumenopolis. Kto by pomyślał, że dawno temu było tutaj drugie Coursant, albo Metalorn. Planeta rzeczywiście wyglądała z daleka ładnie. Z pewnością jednak była, jeśli nie ohydna. to straszna z bliska. Wszędzie ruiny i resztki cywilizacji, a pomiędzy tym wszystkim bandy krwiożerczych Rackghouli, czaiły się na przybyszy. Na szczęście duma Imperialnej Marynarki, Gwiezdne Imperialne Niszczyciele oraz liczne patrole w postaci mniejszych jednostek, czuwały nad planetą. Wszystko by żaden niepowołany statek nie zbliżał się do planety oraz by nic podobnego z niej nie wyleciało...

Komitet powitalny nie był zbyt miły. Zin już przywykła do tego. Imperialni nad wyraz szybko wyznaczali granice, ale z czasem idzie się do tego przyzwyczaić.
- Tu Exterior ISS-101, przyjęłam. Wysyłam kody. Przystępuję do cumowania na wyznaczonym stanowisku - odpowiedziała beznamiętnie, po czym rozkazała, by Bob pokierował statkiem. Musiała się w międzyczasie przygotować na spotkanie. Sprawdzić, czy mundur jest równo wyprasowany, upewnić się, że ma ze sobą swoje podręczne wyposażenie. Szacowała, że jednostki inkwizycji stawiały na praktyczność. Krój stroju musiał być prosty i możliwie klasyczny nie odchylając żelaznemu standardowi oficerskiemu. Wysokie buty na możliwie niskim obcasie. Zero ozdobników, poprawiła tylko oczy i usta. Zaczesała włosy i spięła, by nie stanowiły rozpraszającego tematu. Kropka perfum na szyi i mogła wyjść.

Gdy przekroczyła śluzę, żołnierz w czarnym pancerzu elity czekał już na nią. Z pełnią formalności wymienili się salutami. Nie mówiła nic do niego. Trzymając dłonie za plecami, patrzyła na niego z góry z poważną miną i czekała, aż ją poprowadzi.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 417
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 24 Maj 2019, o 17:51

Kapitan zrewidował pogląd sierżanta o charakterze misji. Zero szczegółów, choćby gridów czy zapisków z dziennika wylotów feralnego Niszczyciela. Mieli szukać w stogu siana, bez rozeznania skąd mogą zaczynać. Wprost uwielbiał takie zadania, wyznaczane przez debili z ISB. Cała sekcja prowadziła dyskusję, ciągnącą się od feralnego wciągnięcia ich w szeregi Inkwizycji na temat w której formacji - ISB, Inkwizycji czy Armii Imperialnej - są więksi idioci. Do dnia, w który osobiście poznał dwie pierwsze formacje, bardzo często owiane tajemnicą działania, sam Gveir obstawiałby wszystkie kredyty na Armię. Coraz bardziej przekonywał się, że faworytami będzie Biuro i Inkwizycja, a kapitan niemal brawurowo dołożył swoje do wyścigu, wyprzedzając o łeb w maratonie spierdolenia.
Nie skomentował też lakonicznej odpowiedzi czy lekceważącego zachowania, bo jak należy odpowiadać nieostrzelanym gnojkom, którzy decydują zza sztabowych holo-projektorów? Gość widział blaster tylko wtedy, gdy strzelał w głowę niewinnej istocie, w ich zrozumieniu "podejrzanemu o zdradę". Tak, takie formacje to wylęgarnie głupoty.
Zasalutował, podobnie jak jego ludzie i wyszli z sali. W milczeniu.
- Szykować się. Spotykamy się w zbrojowni za 20 minut. - to jedyne słowa, jakie wyszły z ust dowódcy, gdy czwórka szła cała szerokością korytarza.

**

Javelin 3-2 w komplecie spotkał się przed zbrojownią. Nie przedstawiała sobą niczego szczególnego. Standardowe uzbrojenie. Dozbroili się w granaty zaczepne i odłamkowe, Hex zabrał kilka do granatnika. Codex postanowił nie brać z sobą karabinu snajperskiego, polegając na trybie Omega i magazynkach z większą pojemnością. Sam sierżant zabrał kilka min przeciwpiechotnych o rozmiarach mieszczących się w dłoni oraz trochę materiałów wybuchowych. Poza tym, każdy z nich dostał zapas amunicji i wszystkiego, czego potrzebowali.
- Mamy kanał do kontaktu z tym bucem. Rzecz jasna, będziemy go używać tak rzadko, jak jest to możliwe. Nie ufam tym pajacom z ISB, z resztą widzicie jak się zachowuje. Komunikujemy się na naszym kanale, podwójne szyfrowanie. Hex stawiasz zapasowy kanał, później podam Ci kanał do kanonierki. Blokada sygnałów przychodzących i wychodzących w waszych odbiornikach na kanale sześćdziesiątym drugim. Tylko ja się kontaktuje z kapitanem, jeśli spróbuje jakiś sztuczek - Neya, poinformuj mnie o tym. To zbyt dziwne zadanie, by pozostawiać rzeczy przypadkowi czy w ufności w nieomylność ISB.

Zebrali się dość sprawnie i do wylotu zostało piętnaście minut. Ruszyli w stronę wind prowadzących do hangaru.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 93
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 27 Maj 2019, o 03:44

Świece płonęły na ołtarzyku w kajucie Bahgara, on sam klęczał na przeciwko, wpatrując się w puste oczy repliki maski Qymaena jai Sheelala, wzora do naśladowania dla wielu Kaleeshan, w tym dla niego. Teraz Bahgar miał podjąć się zadania godnego samego wielkiego Generała. Wymagało to przygotowania również duchowego, i Kaleesh spędzał teraz czas na modlitwie, prosząc o siłę, wytrwałość i czujność. Gdy zakończył już swój rytuał, przeszedł do kokpitu, gdzie Caleb drzemał w fotelu pilota. Nie musiał oczywiście siedzieć w kokpicie podczas lotu w nadprzestrzeni, ale wolał przebywać tu niż w swojej kajucie.
- Znalazłeś coś?
- Mało, ale coś tam mam. Podobno parę dni temu była w Shadow ogłoszona robota na Taris. Niby oficjalna dla impów, ale w takim razie dlaczego w Shadow? Stary Garath Vevut dostał propozycję, ale odmówił. Pomimo że organizował to dość znany w naszych kręgach, Kruger.

Bahgar podrapał się w głowę. Rzeczywiście, on też słyszł o Krugerze, choć nigdy go nie spotkał. Człowiek ten uchodził za lojalnego przedstawiciela interesów Imperium, a teraz okazywało się, że działał nie do końca zgodnie z interesem Coruscant.
- Coś jeszcze?
- Nic jak dotąd. Blitz się nie odzywa, ale to zrozumiałe.
Blitz mógł być dla nich dużym wsparciem, dając dostęp do wiedzy i informacji, których normalne nie byliby w stanie zdobyć. Niestety, trzeba było się na razie obejść bez niego.
- Przyszykuj się. Zin Iterra mówiła, że wezwał ją sam Inkwizytor.
- Kurwa.

Bahgar nie odezwał się już, opuścił kokpit i wrócił do swojej kajuty. Zrobił szybki przegląd wyposażenia, wyczyścił pancerz i kombinezon, wypolerował maskę. Przypiął z powrotem oznaczenia Kaleeshańskiego Korpusu Ekspedycyjnego, jak również oznaczenia Sił Specjalnych oraz baretki określające go jako porucznika. Na szczęście Kaleeshański Korpus Ekspedycyjny miał swobodę w doborze wyposażenia, więc Bahgar nie musiał ubierać niewygodnego munduru imperialnego oficera. Zdecydował się jednak narzucić na zbroję kurtę mundurową. Po tym udał się do zbrojowni, wymienił baterię w naręcznym blasterze, zamienił magazynki z amunicją przeciwpancerną na obalającą, z wyjątkiem jednego, oraz zamienił jeden jonowy granat na termodetonator. Po chwili do zbrojowni wszedł też Caleb. Również ubrał się w pancerz, w jego przypadku był to czarny pancerz Storm Commando z demobilu (podobno dostawali jakiś nowy sprzęt, Caleb załatwił sobie ten starymi znajomościami) z jego własnymi dystynkcjami starszego sierżanta. Na biodrach miał dwa Westary, hełm miał przypięty do pasa, a ze skrzyni wyjął niezawodny karabin powtarzalny. Przypiął go z boku do plecaka, który nosił, mieszczącego w sobie zapasy na kilkanaście dni. Bahgar zauważył, że jego kompan założył repulsorowe buty. Poziom energii w sztucznej ręce Caleba był maksymalny.
- Myślisz, że też pójdziesz?
- Nie wiem tego, ale jeśli trzeba będzie ciebie i tą paniusię ewakuować z zagrożonego terenu to lepiej, żebym był w pełni gotowy.

Gdy ZH-25 Questor o nazwie "Soulless" wyszedł z nadprzestrzeni zaraz obok statku eksploracyjnego ISS "Exterior", oczom obydwu ukazała się planeta Taris i zajmujący całkiem sporą przestrzeń w pobliżu punktu wyjścia niszczyciel Imperial. Praktycznie od razu dostali pozwolenie na wylądowanie, co udowadniało, że byli oczekiwani. Caleb podał kody identyfikacyjne, co było w sumie tylko formalnością, po czym prowadzony jego pewną ręką ZH-25 wylądował w hangarze obok statku Zin Iterry. Bahgar od razu skierował się do wyjścia:
- Sam pójdę. Bądź gotowy.
- Ok, nie mam ochoty widzieć jakiegokolwiek inkwizytora.

Przez chwilę gad zastanawiał się, czy nie zostawić broni, ale nie. Nie będzie się rozstawał z karabinem nawet tutaj. Miał do tego prawo, jako oficer. Przewiesił karabin przez ramię i wyszedł na płytę lądowiska, lustrując je spojrzeniem żółtych oczu. Wymienił się salutami z komandosem, który wyraźnie tam czekał, powtarzając ruch Zin Iterry. Stanął dwa kroki za Arkanianką.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 249
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 1 Cze 2019, o 16:31

Podoficer zasalutował gdy tylko Zin zbliżyła się do niego. Wyglądał na osobę ponad trzydziestce, poważną sądząc po jego minie, w pod prawą pachą trzymał hełm. Paradoksalnie miał nieco dłuższe blond włosy, a swoim wzrokiem przeszywał naukowca. przechylił się tylko lekko w lewo spoglądając na Kaleeshanina, który stał parę kroków za nią i nawet można było w jego mimice dostrzec, że jest nieco zaskoczony imperialnymi insygniami, ale jednocześnie w małym stopniu budziło to w nim podziw. Było bardzo widoczne, że na nich czeka, bo na kogo innego? Minęło go już chyba z kilkadziesiąt osób i dopiero na Zin Ittere i Bahgara zareagował.
- Jeszcze nie wszyscy - skomentował dosyć tajemniczo całą sytuację. Długo jednak nie trzeba było czekać na odpowiedź na kogo jeszcze czekał owy żołnierz. Po kilku minutach do poziomu hangarów przybyła winda. Wyszedł z niej oddział Javelin 3-2 na czele z Gveirem. Arkanianka oraz Kaleeshanin mogli dostrzec jak z windy zza podoficerem wychodzi czwórka osób w pancerzach stormcomando. Tajemniczy jegomość obrócił się i zerknął n wychodzących ludzi i machnął im rękom, aby podeszli co uczynili.
- Wyszły nowe wytyczne odnośnie misji. Inkwizytor Durhash was wzywa - rzucił do nich gdy już się zbliżyli. - Za mną - powiedział krótko i ruszył do windy, oczywiście cała reszta grupy posłusznie podążyła za człowiekiem. Gveir i jego ludzie mogli teraz przyjrzeć się dwóm dżentalistotom. Arkanianka była schludnie ubrana w mundur oficerski bez zbędnych dodatków, a włosy spięte, aby nie przeszkadzały. Jednak można było dostrzec iż nie jest to typ oficera, który się para aktywnością fizyczną. Kaleeshanin natomiast ku zaskoczeniu Javelina 3-2 był ubrany w strój oficera imperialnego, a dystynkcje wskazywały na stopień porucznika sił specjalnych. Na jego twarzy widniała typowa maska w kształcie czaszki karabbaca tylko wykonana z durastali, dodatkowo widoczne były dwa pistolety blasterowe i karabin powatarzalny. Zaś oddział Javelin 3-2 był ubrany w czarne pancerze Stormcomando i tyle można było powiedzieć, każdy z nich miał na sobie hełm, więc nie widać było twarzy.
Po paru minutach milczenia dojechali wreszcie na odpowiedni poziom. Gveir i jego ludzie mogli poznać te korytarze bo jeszcze nie dawno nimi przechodzili, aby dotrzeć do sali odpraw. Mijali co jakiś czas żołnierzy czy to z obsługi okrętu czy zwarte oddziały Szturmowców, aż wreszcie dotali do sali odpraw. Oddział sierżanta już go wcześniej widział, ale dla Zin i Bahgara było to pierwszy raz, cała część ta okrętu przerobiona na sporą salę odpraw. Masa terminali i holoprojektorów użytkowanych przez oficerów dyskutujących ze sobą czy właśnie prowadzących odprawę dla pomniejszych dowódców. Nie zatrzymywali się, blondyn prowadził ich dalej do kolejnych drzwi. Stanęli przed nimi i czekali, dopiero po chwili wrota się otworzyły i mogli wejść dalej. Najwyraźniej musiały być one otworzone ręcznie po weryfikacji.
Przy odpalonym holoprojektorze stał kapitan Marwyn - krótko ścięty brunet. Dosyć postawny, wyglądał na kogoś kto regularnie ćwiczy i dba o swoją tężyznę fizyczną. Po drugiej stronie stał Torgutanin, którego miała już okazję widzieć Ittera, przynajmniej przez komunikator. Dosyć wysoki o czerwonej skórze, jego dwa lekku w czarne paski swobodnie zwisały na jego klatce piersiowej. Widać było na jego skórze liczne czarne tauaże, ale to co się mocno rzucało to jego czarne oczy, ubrany był w zbroję Stormcomando taką jaką miał podoficer, którego spotkali. Ogólnie wyglądał na bardzo nieprzyjemnego typa w swoim sposobie patrzenia czy wysławiania się. Koło Torgutanina stało czterech żołnierzy, również ubranych w tą samą zbroje - trzech ludzi, dwóch mężczyzn i kobieta oraz Chiss mężczyzna. Jeden z mężczyzn był łysy, drugi krótko ścięty o włosach w czarnej brwie. Łysy jegomość miał połowę twarzy w bliznach po oparzeniach co nie było miłym widokiem. Kobieta miała włosy spięte w kok co się rzucało to jej oczy, lewe oko o kolorze niebieskim, a prawe piwne, w ręcę trzymała datapad. Chiss zaś miał kruczoczarne włosy i bliznę na policzku ciągnącą się od lewego ucha do kącika ust, najwyraźniej ktoś chciał bardzo go pozbawić głowy.
- Od teraz ja tutaj dowodzę i wykonujesz moje rozkazy! - od razu usłyszano na wejściu słowa, które wydobyły się z ust Torgutanina. Obrócił tylko głowę w stronę wchodzących istot. Gdy tylko weszli głębiej drzwi zaraz się za nimi zamknęły.
- Zgodnie z rozkazem pułkowniku wszyscy przyprowadzeni - zdał krótki raporcik sierżant, który was prowadził.
- Świetnie, dla waszej wiadomości jestem Inkwizytor Durhash i przejmuję dowodzenie nad misją - spojrzał tylko spod łba na kapitana, który najwyraźniej pogodził się z tym, że musi oddać dowodzenie. - Wasza misja ulegnie pewnym zmianom - zwrócił się do Gveira.- Ale najpierw zdjąć te pieprzone hełmy, chce was widzieć - poczekał aż Javelin 3-2 wykona posłusznie jego rozkaz.
- Mieliście udać się na powierzchnie Taris w poszukiwaniu ekspedycji... Nie zmieni się to, ale jest kilka nowych informacji, które znacząco wpływają na to zadanie. Otóż ta dwójka - wskazał głową na Arkaniankę oraz Kaleeshanina - Badali pewną anomalię na Visnoth, w skrócie mówiąc dotarli do starego grobowca gdzie znaleźli to - nad nimi wyświetliły się film z sond, które zostały wysłanę przez Zin. Zmasakrowane ciała robotników i naukowców, leżeli po całej powierzchni komnaty, z podciętymi żyłami, wyprutymi flakami. Skrzepnięta krew była wszędzie, na ścianach, podłodze czy suficie to było miejsce kaźni. Gorszym obrazem była piątka dżentelistot siedzących na krześle z którego wydobywały się miniaturowe konary pełen drzazg, które ich oplotły oraz poprzebijały na wylot. Ich twarze mówiły o ogromnym bólu i cierpieniu jakim przeżywali. Obraz się urwał.
- Z informacji wiemy, że byli to członkowie korporacji Dathenes z Taris... A całkiem niedawno nielegalna ekspedycja udała się na Taris, to nie jest kurwa przypadek - powiedział z pełną powagą i determinacją inkwizytor. - Podejrzenie jest takie iż sprawcą tego co widzieliście na filmie jest mocowładny, taką konkluzję wydała pani Zin Ittera i zgadzam sie z nią. Czego ten wykolejeniec szuka na Taris? Nie wiemy, możemy przypuszczać, że czegoś związanego z mocą, ale to tylko przypuszczenie, tego wy się dowiecie. Waszym zadaniem jest odnalezienie tej grupy, albo to co po nich zostało, zebraniu wszystkich danych od nich, a jak odnajdziecie kogoś żywego to przyprowadzeniu do mnie, pogadam sobie z nim. Dowiedzeniu się czego szukali, dotarciu do miejsca tego czegoś... - rzucił do nich - Udało nam się zmniejszyć obszar potencjalnego lądowania ekspedycji do okręgu o promieniu dwóch kilometrów - przybliżył holomapę na obszar miejski. Sporo ruin domów, parę ocalałych, przez środek szła główna ulica, zaś w boki rozchodziły się mniejsze ślepe i nieślepe alejki.
- Do waszej misji przydzielam wam jeszcze trójkę moich ludzi. Sierżant Lerann - wskazał na blondyna, który was prowadził. - Pytania? - odezwał się opierając się dłońmi o terminal i patrząc na zebranych.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6602
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 1 Cze 2019, o 18:35

Zjeżdżali windą, uzbrojeni po zęby, gotowi do wykonania kolejnej misji. Ta miała tylko znacznie cięższy stopień trudności, ale byłe pewien swojej sekcji. Z chwilą otwarcia się drzwi, wyszli do hangaru gdzie nadal kręciło się pełno personelu.
Uwagę Guru przykuł mężczyzna w identycznym pancerzu, który nosili komandosi. Może poza tym, że oni mieli na sobie pancerz drugiej generacji, a machający do nich mężczyzna używał starszego modelu.
- Japierdole, kolejny żółtodziób, który wcisnął się w pancerz Storm Comando i jego ego spuchło trzy razy. - rzucił krótko zwiadowca. Cała sekcja zlustrowała przebierańca, a wraz z podchodzeniem do niego, również pozostałą dwójkę. Ta para była równie interesująca - wysoka kobieta, nieznanej mu rasy o białej skórze i włosach identycznego koloru, nosząca mundur oficera. Równie zaskakujący był ich towarzysz, także oficer, jednak oznaczenia na uniformie wskazywały na przynależność do sił specjalnych Imperium. Najwyraźniej mieli równego sobie.
- Wyszły nowe wytyczne odnośnie misji. Inkwizytor Durhash was wzywa - rzucił do nich gdy już się zbliżyli. - Za mną.

Kolejny raz mieli służyć Inkwizycji. A może ISB? Zabawne jak te dwie formacje przeplatały się z sobą, robiąc niesamowity syf w galaktyce i samym Imperium. Zupełnie tak, jakby same służby specjalne w postaci wywiadu czy kontrwywiadu nie wystarczały. Gveir poznał wielu świetnych oficerów Marynarki Imperialnej, którzy służyli w wywiadzie. Tym przymiotnikiem nie mógł określić ludzi z ISB czy Inkwizycji. Polityczne psy Imperatora. Różnią się nazwą, bo zarówno jedni jak i drudzy zajmują się katowaniem wszelkich istot oraz ściganiem wyimaginowanych wrogów Imperium. Paranoje wpajają im na szkoleniach, tego mógł być pewien. Te myśli zajmowały głowę sierżanta w drodze widną oraz do samych drzwi.
Po wejściu do środka i zobaczeniu całego cyrku, który nagle nabrał większych rozmiarów, zdarzyło się coś, co nie miało miejsca od dawna - Gveir autentycznie westchnął ze zrezygnowaniem, a pogłos tego werbalnego gestu odbił się w linku. Naturalnie, reszta sekcji zachowała powagę, choć byli gotowi parsknąć śmiechem. W środku było jeszcze więcej amatorów w zbrojach Storm Commando.
- Zgodnie z rozkazem pułkowniku wszyscy przyprowadzeni - zdał krótki raporcik sierżant, który was prowadził.
- Świetnie, dla waszej wiadomości jestem Inkwizytor Durhash i przejmuję dowodzenie nad misją - spojrzał tylko spod łba na kapitana, który najwyraźniej pogodził się z tym, że musi oddać dowodzenie. - Wasza misja ulegnie pewnym zmianom - zwrócił się do Gveira. - Ale najpierw zdjąć te pieprzone hełmy, chce was widzieć - poczekał aż Javelin 3-2 wykona posłusznie jego rozkaz.
Chcąc czy nie, wykonali rozkaz zdejmując hełmy. To co wyróżniało komandosów z formacji Gveira, był sposób trzymania hełmu. Trzymali go swobodnie, za rant, jakby od niechcenia. Taka była tradycja, tak robili wszyscy Storm Commando i łatwo było zidentyfikować tych, którzy nimi nie byli.
Nazbyt agresywny i despotyczny inkwizytor w randze pułkownika po raz kolejny powtórzył to, co sekcja Javelin 3-2 wiedziała od dawna. Również nagranie wyświetlone na holoprojektorze nie zrobiło na nim, a ni na kimkolwiek z oddziału wrażenia. Widział gorsze rzeczy, jak chociażby wioskę po bombardowaniu za pomocą bomb zapalających i ciśnieniowych.
W końcu doczekał się jednego, magicznego słowa: Pytania?
- Jak rozumiem to co ustaliłem na temat wsparcia mojej sekcji z kapitanem Marwynem pozostaje w mocy. Inne pytanie jest oto, kto będzie dowodził częścią wojskową czyli moją sekcją na powierzchni planety, bo z tego co widzę pan porucznik - tu spojrzał na towarzysza białowłosej kobiety - jest najwyższym stopniem żołnierzem mającym realne doświadczenie bojowe.
Celowo zignorował zarówno owego blond sierżanta jak i całą menażerię, która była przy inkwizytorze, bo amatorów - a raczej katów z policji politycznej wciśniętych w zbroje, których są niegodni - nie można było nazwać żołnierzami.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 93
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 2 Cze 2019, o 10:27

Oficer przywitał ich krótko, choć Bahgar zauważył, iż człowiek nieco się zdziwił na widok obcego noszącego imperialne insygnia, w dodatku tak wysokiej rangi. Nie ruszyli jednak od razu, czekali jeszcze na kogoś i w końcu się doczekali, gdy na lądowisko sprawnym krokiem wszedł oddział Storm Commando. Wszyscy przyszykowani byli tak, jakby ruszali na misję, i w istocie tak było, najwidoczniej zostali oderwani na dodatkową odprawę w ostatnim momencie absolutnie bez uprzedzenia. Bahgar zauważył, że choć nie wykazali się niesubordynacją (co zresztą byłoby nie do pomyślenia w przypadku tej elity) to swoimi ruchami i postawą wyraźnie zdradzali niezadowolenie z takiego braku organizacji. Z powodu hełmów Bahgar nie mógł być tego pewien, ale zdawało mu się, że dowódca sekcji szybko zlustrował wzrokiem postać wołającego ich oficera, jak również jego i Zin. Bahgar przesunął nieco pelerynę, by na jego kurcie mundurowej było widać również baretki oznaczające odznaczenie w boju.
Ruszyli wszyscy do wind i do sali odpraw. Ten, który ich powitał, nie wyglądał na sympatycznego osobnika. Inkwizytor, w dodatku Togruta, nie zrobił na Bahgarze dobrego wrażenia. Jego zapach był w zasadzie odpychający, jego twarz zdradzała pogardę? Wyższość? Frustrację? W każdym razie nie było na niej pozytywnych emocji. Oczywiście, Inkwizytor nie mógł być przyjemniaczkiem klepiącym każdego po plecach, ale Bahgar był pewien, że ten tutaj konkretny osobnik zbyt kieruje się emocjami. I zbyt lubi zadawać ból. Komandosi chyba mieli o tym osobniku takie samo zdanie, Bahgar mógł dostrzec cień tego na ich twarzach, gdyż na żądanie Inkwizytora zdjęli hełmy. Ale i tak panowali nad swoją mimiką znakomicie. Już wcześniej zresztą Bahgar dostrzegł, że poruszają się niczym maszyny, instynktownie przyjmując postawy pozwalające im kryć jak największy obszar, siebie nawzajem, i byli wciąż gotowi do szybkiej reakcji. Tak, Bahgar miał przed sobą zgraną drużynę weteranów, która niejedno już przeszła razem.
Dowodzący sekcją sierżant zadał pytanie. Zasadne, o hierarchię dowodzenia. Rzeczywiście, Bahgar był najwyższy stopniem z całej grupy.
- Pozostaniecie przy komendzie, sierżancie. Przed misją nie ma sensu eksperymentować.
Bahgar wiedział dobrze z doświadczenia, że zawsze gdy do drużyny dołączał nowy członek, potrzebował czasu by zgrać się z resztą grupy. A dowódca, dodatkowo, potrzebował rozeznania swoich ludzi, w czym który jest dobry, czy jak reaguje na nieoczekiwane sytuacje. Gad nie wątpił przy tym w wyszkolenie komandosów. Storm Commando było najlepszym, co Imperium mogło zaoferować, a ci konkretni wyglądali na prawdziwych twardzieli. Po prostu Bahgar musiał ich najpierw poznać.
- Czy jest spodziewana obecność wroga? Czy oprócz Rakghouli są inne znane lub spodziewane zagrożenia? Proszę o dostęp do dokładnej mapy i skanów terenu działań. Jak również o swobodę manewru dla mojego statku w strefie działań.
Gad chciał już skończyć tą odprawę i ruszyć na dół, by kontynuować swą misję.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 249
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Nicciterra » 3 Cze 2019, o 22:47

Inkwizytor rasy Togruta. Dla Zin to dopiero było widowisko. Ciekawe co zrobił by wypełniać akurat tę rolę. Imperialni niechętnie brali w szeregi takich jak ona, czy Bahgar, a co dopiero takich prymitywów. Obcy musieli sobie zasłużyć, albo byli niezbędni, by wstąpić w szeregi władzy. Niemalże wszystkie krytycznie ważne pozycje zajmowali ludzie i podobnie było w wojsku. To, że akurat przedstawiciel tej rasy, a nie innej, był decyzyjnym członkiem sił inkwizycji, było przesiąknięte ironią. Aktualnie Shili było pod okupacją Imperium, a z tubylcami raczej nie mieli przyjaznych relacji. Była to kolonia do pozyskiwania surowców, głównie drewna, co też godziło w tubylców. Do tego sami Togrutanie byli nacjonalistyczni, spirytualistyczni i prymitywni do szpiku kości. Zin była ciekawa, jak ten osobnik pogodził się ze zdradą własnego gatunku i przyjęcia ścieżki potępianej przez większość jego ziomków.
Dostrzegając agresję buzującą z jej szefa już się dowiedziała, że chyba nieco jednak nie był zadowolony ze swojego życia. Był to jednak jej szef oraz sama misja dotyczyć mogła bezpośrednio mocowładnych. Animozje i uprzedzenia trzeba było odstawić na bok.

Myśli kobiety przerwało rozpoczęcie się krótkiego briefingu. Ponownie musiała oglądać te drastyczne sceny, które sprawiły, że drgnęła nerwowo w miejscu i skrzywiła twarz. Widać było, że tylko ją ruszał ten widok. Nikt nawet tego nie skomentował. Oddział Javelin musiał przejść przez niejedno, a scenariusz maskary był chyba dla nich chlebem powszednim. Stali niewzruszeni podobnie jak Bahgar.

Kwestie dowodzenia szybko się rozwiały. Prowadzić akcję miał sierżant oddziału Javelin. Do konkretów miało dojść gdy już opuszczą salę.

- panie pułkowniku, jak ma się linia zaopatrzeniowa dla nas? Taris jest skrajnie niegościnna. Jeśli ślad zaprowadzi nas głęboko w dolną strefę miasta, wyprawa wydłuży się. Jeśli tak z pewnością potrzebne mi będzie więcej sond, transmiterów, sensorów i części zamiennych, by na bieżąco obserwować newralgiczne miejsca, które miniemy oraz zachować kontakt i wymianę danych. Nie możemy dać się zaskoczyć, albo dać odciąć się od świata zewnętrznego. Wiadomo, że nawet moim statkiem nie wlecę za głęboko w te ruiny. A rackghoule może i są prymitywne, ale bardzo szybko migrują i atakują bez zastanowienia.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 417
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 9 Cze 2019, o 12:57

Gveir miał okazję dopiero teraz na briefingu przyjrzeć wyposażeniu oddziałom inkwizycji i z z zaskoczeniem musiał przyznać, że się mylił to nie była starsza wersja zbroi, której nosił, to była ta sama wersja. Eksperymentalna, którą dostawały na prawdę elitarne oddziały. Najwyraźniej siły pułkownika Durhasha były do nich zaliczane, podobnie z resztą było z bronią, którą mieli zawieszoną, były to najnowszej generacji blastery e-12b, które oddział Javelin 3-2 miał okazję już używać.
Wszyscy mogli czuć jak inkwizytor każdego z nich bada wzrokiem, a jego groźny wygląd tylko mógł wywoływać nieco strachu, po mimo tego, że stali po tej samej stronie co on. Kaleeshanin nie mylił się co do aury obtoczonej w okół Torgutanina. Wyczuwał gniew, ból, cierpienie mógł wywnioskować jedno ten osobnik miał bardzo wiele krwi na swoich rękach, na prawdę wiele. Pułkownik skupił wzrok na oddziale Stormcomando przyglądał się im badawczo obserwując jak reagują na wyświetlony im film, ale nie dostrzegł emocji. Nawet wydawało się, że się uśmiechnął, ale pewnie to tylko było jakieś złudzenie. Reszta ludzi inkwizycji stała praktycznie bezruchu z rękoma splątanymi za plecami
- Częścią bezpośrednią operacji będziecie wy dowodzić sierżancie. Macie odpowiednie doświadczenie do tego. Pani Zin raczej kiepsko by się czuła jako dowodzący operacją - odpowiedział na pytanie Gveira, kiwnął potwierdzając również słowa mieszkańca Kalee. Spoglądając na naukowca, raczej miał w tym racje, ale tak czy owak to on tutaj dowodził i on podejmował decyzję, a jego wygląd i postawa wskazywała, że niezbyt dobrze znosi sprzeciw.
- Podtrzymuję decyzję kapitana, dostaniecie kanonierkę z pilotem i dwójką ludzi. Jako wsparcie w sprawach nadnaturalnych macie do dyspozycji moich ludzi - obrócił głowę w stronę Kaleeshanina, który zadał kolejne pytanie.
- Mutanci, szabrownicy, pozostałości mieszkańców no i oczywiście potencjalny mocowładny. Większych informacji nie posiadamy - odpowiedział krótko prostując się i zakładając swoje dłonie za plecami jak reszta jego oddziału. - To co posiadamy zostanie wam udostępnione. Co do okrętu, strefa działania to podmiasto i prawdopodobnie będzie prowadziła jeszcze głębiej. Możliwości manwerowe statku mgą być bardzo ograniczone, jak nie całkowicie niemożliwe. Kanonierka będzie w stanie tam latać, ale dodatkowy pojazd... Nie zalecam brania, a jak już to maksymalnie jeden, który chcecie to wasza wola, dogadacie się z panią doktor - rzucił z jego beznamiętną miną, może nawet nieco znudzoną z powodu tych pytań. Widać było, że jest to człowiek czynu, a nie ktoś kto siedzi za biurkiem i wydaje rozkazy. - Kapral Thwans prześle wam dane na statki - wskazał głową na Chissa, który tylko kiwnął potwierdzając słowa pułkownika.
- Macie do dyspozycji to co jest na okręcie, odwiedźcie magazyn i weźcie wam co potrzeba. Nie martwcie się Inkwizycja dysponuję sprzętem, który nie pozwoli na utratę łączności z wami - krótko skomentował prośbę pani Ittery. Torgutanin podniósł wzrok wyżej na chronometr. - Macie czterdzieści minut do odlotu, możecie odejść
Już wychodzili w pomieszczenia, jeden z żołnierzy pułkownika otworzył wam przejście do tej oficjalnej części sali odpraw, ale w pewnym momencie zatrzymał was na chwilę inkwizytor.
- Jeszcze jedno... Nie toleruje porażki, czy to jasne? - rzucił do nich, po czym dał im odejść. Mieli chwile czasu...

Możecie pociągnąć fabułę do odlotu, kiedy wsiedliście i wylecieliście w przestrzeń kosmiczną.
Nicci, w magazynach może znadziej po jedną, dwie sztuki tego co chcesz, części zamiennych brak.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6602
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Nicciterra » 10 Cze 2019, o 00:33

No tak, sprzęt jest niezawodny. Nie żeby, nie brała udziału w projektowaniu kilku tych cacek i testowaniu zawodności sprzętu. Jej szef widać cenił sobie bardziej akcję, aniżeli nadmierną skrupulatność i popadanie w pragmatyzm. Dla Zin, po tym jak jej prototypowy, również niezawodny sprzęt do mierzenia właściwości pola Mocy, rozleciał się na kawałeczki, nie mogła mieć stu procentowej pewności. Gdy do akcji dołączała Moc, wszystko było możliwe.
Z drugiej strony jej postępowanie i praktyki za pewnie spowolniłyby misję. Miała do czynienia z komandosami. Dla nich liczyła się szybkość, skuteczność i zero strat własnych, a nie podniecanie się licznością szczegółów technicznych i ciągnięcia dywagacji na temat niedociągnięć technologicznych i kierowania myśli technicznej. Nie brała do tej pory udziału w bezpośrednio bojowej misji, musiała polegać na doświadczeniu wojaków i zapewnić im pełne wsparcie na jakie ją tylko stać.
Inkwizytor skończył wprowadzenie do zadania. Zasalutowała mu i opuściła pomieszczenie. Poczekała na dowódcę sekcji i swoją kolej, by mu się przedstawić w pełnej skali formalności.
- doktor inżynier Zin Iterra. 31 Grupa Wsparcia Technicznego, oficer naukowy, siły inkwizycji. Do usług - z dłońmi za plecami, dumnie wyprostowana, skromnie uśmiechnęła się do sierżanta, pilnując jednak by nie godzić w etykietę imperialną.
- w praktyce powiedzmy polowej specjalizuję się w prowadzeniu wszelakiego rozpoznania terenu, badań i napraw. Potrafię też nieść pomoc medyczną. Przesyłam dane - wyciągnęła datapad, by przesłać z niego dane o sobie i informacje potrzebne by sprawnie się komunikować. Gveir mógł łatwo stwierdzić na podstawie wysłanej teczki, że ma do czynienia z czołową inżynier Imperium. Jej ranga pozwalała jej samodzielnie przeprowadzać misje i zarządzać nawet całymi zespołami. Jednakże, zwykle kiedy było nieuniknione ryzyko walki, pierwszeństwo w dowodzeniu mieli niemalże zawsze wojskowi.
W teczce wymieniano jej liczne osiągnięcia i zakończone projekty, zarówno cywilne jak i militarne. Technika kosmiczna, informatyka, robotyka, fizyka. W tych dziedzinach się specjalizowała. Posiadała własny statek zwiadowczy, zdolny do kamuflażu i najnowocześniejszy sprzęt zwiadowczy i naprawczy. Część danych szczegółowych, jak można było się spodziewać, była jednak utajona ze względu na charakter służby w inkwizycji.
- jakie rozkazy, Sir?

myślę, że możemy sobie pospamić, aż do momentu kiedy będziemy wyruszać.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 417
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 10 Cze 2019, o 14:38

Był zadowolony z faktu, iż poprzednie ustalenia pozostały w mocy. Kanonierka to coś, co stało się niemal sprzętem wsparcia dla jego sekcji. Do tej pory radził sobie bez tego bądź korzystał z obecności sił imperialnych w rejonie ich działań. To wspaniałe co za pomocą kodowanej transmisji i jednego czy dwóch kodów mógł zrobić z oficerami. Zazwyczaj wystarczało, aby po usłyszeniu krótkiego wyrazu stawali na baczność i wysyłali niezbędną pomoc we wskazane miejsce. Tutaj, miał uzbrojony i opancerzony statek do własnej dyspozycji. Jako argument ostateczny.

Wysłuchał wszystkiego. Nadal cele misji były bardzo mgliste i śliskie, jak wszystko co robili dla Inkwizycji. Misja na Hosnian Prime nie należała do chwalebnych czy zgodnych z regulaminem wojskowym. Zabawili się w siepaczy.
Puścił mimo uszu uwagę inkwizytora o porażce czy sukcesie. Na dobrą sprawę, osiągnięcie celu zależało od wielu czynników, a ich wyszkolenie i przygotowanie było tylko jednym z nich. Nie był pewien czy inkwizytor rozumiał tak skomplikowane rzeczy.
Sekcja zasalutowała i wyszła bez słowa.

**

Na korytarzu zrównali się z panią oficer i porucznikiem. Kobieta wyprostowała się i przedstawiła.
- Doktor inżynier Zin Iterra. 31 Grupa Wsparcia Technicznego, oficer naukowy, siły inkwizycji. Do usług. - co wszystko udekorowała skromnym uśmiechem.
- W praktyce powiedzmy polowej specjalizuję się w prowadzeniu wszelakiego rozpoznania terenu, badań i napraw. Potrafię też nieść pomoc medyczną. Przesyłam dane. - ciągnęła dalej kobieta i wyciągnęła datapad, na którym chwile postukała. Sierżant, nadal wykazując się stoickim spokojem, wyświetlił część dokumentów na wyświetlaczu wbudowanym w część przedramienną zbroję. Rzucił tylko okiem na dane, nie poświęcając im wiele uwagi.
Następnie wydarzyło się coś, co nie było zwykłe w zachowaniu Gveira. Wyciągnął dłoń i uścisnął ją najpierw pani doktor, a potem porucznikowi. W jego ślad poszli jego ludzie.
- Może ruszajmy powoli do hangaru. - zaproponował. Komandosi jak jeden mąż założyli hełmy. Cichy syk zaświadczył, iż element zbroi wpasował się w swoje miejsce. Od tej pory jego głos był modulowany i lekko przesterowany. - GV-3921 w randze sierżanta, dowodzę sekcją Javelin 3-2 oraz jestem specjalistą od materiałów wybuchowych. Moim zastępcą jest HE-9905 w randze kaprala, medyk polowy i spec od broni ciężkiej. CX-7611 pełni rolę strzelca wyborowego - mówił dalej, prowadząc cały pochód do windy. Zupełnie tak, jak przedstawiał plan przed każdą misją. - GU-0284 (specjalista od zwiadu, przeszkolenie w pilotażu małego statku. NY-7748 technik, znajomość komputerów i zabezpieczeń. Pani wybaczy, ale nie mogę przesłać żadnych akt czy dokumentów, gdyż nasze dane oraz przebieg służby są zabezpieczone conajmniej drugim co do wyższości stopniem tajemnicy.
Komandosi przedstawiali sobą obraz zorganizowanej maszyny, niemal jednego organizmu, który rozumie się bez słów. Poruszali się sprawnie, ale nigdy się nie śpieszyli. Wiedzieli jak się ustawić, jak iść, gdzie patrzeć. Rozumieli się niemal bez słów, choć jeśli doktor Iterra brała udział w tworzeniu zbroi dla Storm Commando mogła wiedzieć, iż wbudowany link był najlepszej jakości sprzętem, pozwalającym na komunikacje niemal szeptem. W połączeniu z świetnym wyciszeniem pancerza oraz wyszkoleniem, każdy komandos ich formacji sprawiał wrażenie demona rozumiejącego myśli innych współtowarzyszących mu demonów. Dla niejednego przeciwnika, widok tych czarnych figur i błysk maski odbitej w świetle boltu, były ostatnim obrazem przed śmiercią.
- Rozkazy są jedne, pani oficer. Musimy dostać się do tego miejsca i je zbadać. Mamy tak mało szczegółów, czy nawet ogólnych informacji, że misja staje się cholernie niebezpieczna. Nie jest to pierwszyzna, Inkwizycja zawsze tak działa. Podam pani kodowany podwójnie kanał, którego używam do komunikacji z moją sekcją. Drogę kontaktu z inkwizytorem zagłuszam, pozwalając sobie na osobisty i bardzo zdawkowy kontakt z tymi osobnikami. Podejrzewam, całkiem słusznie i bazując na naszych doświadczeniach, że ci siepacze będą próbować nas inwigilować. Pułkownikowi Borgisowi to się zdarzało. W sprawach operacji wojskowej proszę się zdać na mnie i moich żołnierzy. Będziemy działać bardzo sprawnie i szybko.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 93
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 11 Cze 2019, o 09:34

Prosząc o nieograniczone pole manewru dla Caleba Bahgar miał bardziej na myśli sytuację, w której zostaną odcięci na niższym poziomie i potrzebne będzie dodatkowe wsparcie ogniowe. Oczywiście, to że oddział Javelin 3-2 dysponował kanonierką było bardzo fortunne, zdawać by się też mogło wystarczające, jednak Bahgar doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że plan awaryjny nigdy nie jest złym pomysłem. Zwłaszcza że występował on w postaci szybkiego i potężnie uzbrojonego frachtowca.
- Będę towarzyszył oddziałowi Javelin na pokładzie kanonierki.
Tym stwierdzeniem Bahgar dał wyraźnie do zrozumienia, że drugim statkiem w operacji będzie "Exterior". Lepiej było mieć "Soulless" w odwodzie, a frachtowiec pani Zin nadawał się lepiej na centrum wsparcia, rozpoznania i komunikacji, jakie mogło być potrzebne podczas wyprawy. Wysłuchał wszystkich informacji mu przekazanych, zgrał na swój komunikator (połączony z datapadem) informacje mu udostępnione, po czym już bez słowa zasalutował i wyszedł w ślad za panią Zin. Komandosi wyszli w krok za nimi.

Na korytarzu zdjął kurtę mundurową, którą wcześniej narzucił, słuchając jak Zin Iterra przedstawia sierżantowi komandosów swoje kwalifikacje. Spod materiału wyłoniła się mandaloriańska zbroja, którą gad nosił. Nie było tego widać, ale każdy fragment był niegdyś częścią innej zbroi, noszonej przez innego wojownika - każda część oznaczała jednego martwego Mandalorianina. Bahgar nie był pewien, czy sierżant wie cokolwiek o zwyczajach jego rasy, ale za to był pewien, że uczono go o przebiegu najświeższej wojny.

Uścisnął dłoń sierżanta, po czym kolejno jego ludzi. Wysłuchał krótkiej prezentacji, po czym sam się przedstawił:
- Bahgar tal Kheetel. Kaleeshański Korpus Ekspedycyjny, później Siły Specjalne. Porucznik w stanie spoczynku. Do dzisiaj.
Kliknął na komunikatorze, wysyłając swoje akta sierżantowi. Wiedział, która część go najbardziej zainteresuje. Ta, w której widniały następujące rubryki: Agamar, Vinsoth, Celanon, kampania Drogi Hydiańskiej. I Mandalora. Te systemy imperialnemu żołnierzowi po Akademii mówiły więcej, niż jakiekolwiek akta.
- Specjalizacja - zwiad. Mogę też pełnić rolę strzelca - wskazał na żołnierza CX-7611- oraz obsługi materiałów wybuchowych.

Tak jak i Zin, tak on też wprowadził do komunikatora dane odnośnie szyfrowanego kanału wewnętrznej komunikacji oddziału Javelin 3-2. Wszyscy razem weszli już do windy.
- Sierżancie, na polu nie używacie numerów, prawda?
Oczywiście, musieli mieć łatwe i szybkie do wywołania pseudonimy. W tym typie walki, każdy ułamek sekundy miał znaczenie.

Winda sunęła bezszelestnie w dół, a Zin Iterra czuła się, jakby otaczały ją jedynie widma, gdyż i komandosi, i Bahgar, nie wydawali żadnych dźwięków.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 249
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Nicciterra » 11 Cze 2019, o 12:36

Uścisk dłoni był czymś rzeczywiście rzadkim, jak dla Zin. Nieco zmieszana wymieniła swój raczej mizerny w stosunku do nich uścisk. Imperialna etykieta jasno i twardo wyznaczała granice, a oni na dodatek dopiero się poznali. Nie przebyli wspólnie żadnej misji, a jednak Zin podobnie jak i Bahgar zostali ciepło przyjęci. Po kolei każdy z komandosów wymienił przywitanie, jakby przyjmowali nowego członka do swojego zespołu. Zin może i widziała twarde niewzruszone oblicze każdego z nich, ale nie znalazła w nich ni krzty pogardy, ani uprzedzeń odnośnie żeńskiego i to jeszcze nieludzkiego oficera w szeregach. Musiała się jednak wysilić, by nie zapomnieć numerów. Na wszelki wypadek zapisała je sobie na holoprojekcji z jej naręcznego zegarka. Nie wypadało zapominać stosownych zwrotów, choćby brzmiały bez uczuciowo. Słysząc, jak GV-3921 wspomina o tajności danych, tylko kiwnęła głową ze zrozumieniem. W końcu ona nie wysłała wszystkiego, a jedynie swoją oficjalną aplikację i rekomendacje.

Zaś gdy tylko wspomniał o charakterze misji inkwizycji nie mogła się nie zgodzić. Aż szeroko się uśmiechnęła i pokręciła głową. Dla niej to było już normalne. Odkąd pamięta jej zadania niemalże zawsze wyglądały w ten sam sposób idź, zobacz, szukaj tego, zdaj pełen raport. Wszystko jakby personel Inkwizycji miał nadludzkie zdolności, by za każdym razem wchodzić w ciemno. Zin zaś czuła się, że posiada jakąś supermoc, skoro wszystko do tej pory zakończyło się sukcesem, a jest z Inkwizycją prawie pięć lat. Co prawda z tą różnicą, że gdy wykryła wrogo nastawione siły nie musiała z nimi walczyć, wystarczy że trzymała się z daleka i szpiegowała z pomocą zmodyfikowanych sond czy ataków hakerskich. Tutaj nie będą mieli wyboru, a na szpiegowanie nie było czasu. Zmartwienie sierżanta było uzasadnione. Dodatkowo jego obawy wobec inwigilacji również były trafne. Inkwizycja zawsze chciała wiedzieć wszystko, a mówić jak najmniej. Jak na ironię, to właśnie ona mogła pełnić tą kontrolną funkcję i najlepiej się do tego nadawała. Ze wszystkich członków zespołu inkwizycji, tylko jej wstępnie zaufał. Nawet nie poczekał na Thawnsa, czy Leranna. Nie mogła zawieść tego zaufania. W szeregach imperium było już wystarczająco dużo konfliktów i wewnętrznych podziałów. To właśnie przez nie dzieją się coraz bardziej niepokojące rzeczy, takie choćby jak tragiczna katastrofa na Bastionie.
- Zrobię co w mojej mocy, by nie zawieść pańskiego zaufania, sierżancie - krótko, ale zupełnie poważnie skomentowała wypowiedź komandosa.

Chwilę później byli w windzie. Ona sama i sześć maszynek do mielenia mięsa w małej przestrzeni milczącej windy. Mimo, że znała już trochę Bahgara, wcale nie czuła się komfortowo. Nie znosiła pustki, to chciała coś powiedzieć, ale co niby miała powiedzieć? Chciała sięgnąć po papierosa by sobie ulżyć, ale przecież w windzie nie można palić, bo jeszcze się alarm włączy. Zagadać o jakąś pierdołę godziło w etykietę, jeszcze by ją o flirt na służbie posądzili. Zasugerować wstępne działania już na samym początku mogło być uznane za nieodpowiednie, nachalne i niegrzeczne. W końcu sierżant wiedział co robi i przecież ją zapyta o działania, jeśli będą według niego potrzebne. Samo główkowanie jak rozwiać ciszę wystarczyło, by doczekać się tej jakże to wyzwalającej chwili, otwarcia się drzwi windy.

***

Będąc już sama w swoim statku podjęła odpowiednie kroki. Musiała być ubrana w kombinezon i wyposażona w sprzęt, gdyby trzeba było wysiąść ze statku. Komandosi raczej nie byli by zachwyceni jej rekordem w czasie przebierania się podczas akcji. Miała też ważną sprawę do Inkwizytora Durhasha, odnośnie Vinsoth. Ocalała nadal się nie przebudziła, ale nie mogła dłużej jej ukrywać, ponieważ osądzą ją o zatajenie informacji. Kazała Stewardowi, by wywiózł nosze z Ocalałą ze statku, po czym wywołała priorytetowe połączenie do Inkwizytora.
- Inkwizytorze, donoszę o czymś czego nie zamieściłam w oficjalnym raporcie. Wszystko ze względu na ostrożność i charakter zdolności mocowładnego. Podczas akcji udało mi się uratować jedyną osobę która przeżyła incydent na Vinsoth. Jest nadal w stanie śpiączki, być może będzie cennym źródłem informacji. Nie ukrywam, że chętnie zobaczyłabym wszystkie logi przesłuchań. Proszę odebrać ocalałą wraz z logami medycznymi z hangaru.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 417
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 11 Cze 2019, o 13:37

Kolejne strumienie danych, które przepłynęły przez przedramienny komputer Gveira oraz HUDy całej sekcji. Zauważył też, że drobny gest uściśnięcia dłoni przełamał pierwsze lody w nomen omen drużynie. Wychodził z słusznego założenia, że zostali wrzuceni do jednego worka, a następnie na głęboką wodę. O ile nie obawiał się o porucznika, bowiem zarówno jego sposób zachowania jak i jawna kartoteka robiły ogromne wrażenia, tak mógł mieć obawy co do kruchej pani doktor. Nie była skażona oficerskim drylem, pomimo stopnia, nadal będąc przede wszystkim naukowcem - ciekawym i dążącym do prawdy.
- Gveir, on ma na sobie kawałki zbroi Mando - rzucił w komunikator Hex. Porozumiewali się na krótkim kanale, nie uruchamiając jeszcze właściwego. Rzeczywiście, gdy porucznik zrzucił kurtę mundurową, sierżant za wskazaniem kaprala obadał zbroję oficera. A raczej dziwny zlepek wielu, jak przytomnie zauważył. Hex wiedział coś więcej o wojnach Mando, pochodził z sektora, przez który konflikt się przetoczył - jedyny wspomnieniem po wojnie, był martwy brat pilot myśliwca oraz zaginiony ojciec. Hex nie pałał nienawiścią czy chęcią zemsty, choć o wpływie wojny na swoją rodzinę mówił niewiele. Nie mniej, Mandalorian widział.


Na pytanie porucznika o pseudonimy odpowiedział bardzo szybko.
- Posługujemy się pseudonimami, które powstały od naszych numerów operacyjnych. Kolejno: Neya, Codex, Guru, Hex i Gveir. Oficjalnie używamy numerów, wśród nas i całej formacji Storm Commando znani jesteśmy z pseudonimów. Taka tradycja.- zdradził kolejny szczegół, który ułatwi im komunikacje. A jego doświadczenie weterana podpowiadało mu, że będą potrzebowali dobrej komunikacji.
Na wiadomość o tym, iż oficer będzie z nimi na kanonierce kiwnął głową.
- Dobrze będzie mieć na pokładzie kogoś doświadczonego, panie poruczniku. - dodał Guru.

**

Wychodząc z windy na poziom hangarów, Neya uruchomiła ich kanał. Dwa piknięcia zaświadczyły o działaniu linii komunikacyjnej.
- Kanał już działa. Jest podwójnie szyfrowany, zajęła się tym Neya. Jeśli zaś chodzi o nasze wsparcie czy to, że na nich nie czekam.. Moi żołnierze jak i ja wywodzimy się z Korpusu Szturmowców. Przeszliśmy wiele bitew, ale jesteśmy prawdziwymi żołnierzami Imperium. Jak jeden podzielamy opinię co do tego, że takie formacje jak ISB czy Inkwizycja to wrzód na dupie, uwierający i niestety konieczny, ale po wszystkim trzeba się go pozbyć. Ludzie tam służący nie są i nie będą żołnierzami, tylko tępymi siepaczami często strzelającymi w plecy niewinnym ludziom. Są nawet niżej w mojej osobistej hierarchii niż oficerowie Armii Imperialnej. - wyrzucił z siebie monolog. Na zdaniu o oficerach Armii, Codex parsknął.
- Utrzymywać kontakt, kanonierka leci pierwsza. Dokonujemy desantu, następnie ląduje pani doktor. Poruszamy się sprawnie, ale zwracamy uwagę na wszystko. Wariant cienia, używamy noktowizji i termowizji. Strzelać celnie, na rakghoule przeznaczyć tryb Omega. Ruszamy - tym razem jego słowa były rozkazami. Niemal wystrzelonymi, wypowiedziane jednym tchem i jednym tonem. Niczym maszyna.
Ruszyli do kanonierki. Drzwi statku były otwarte czekając na żołnierzy, którzy zaczęli zajmować miejsca w środku. Ostatni, jak zawsze, wsiadał dowódca.
- Kanonierka, wylatujemy. Dwie frazy kodowe do zapamiętania: Młot do wsparcia bezpośredniego ogniem, Łamać do ewakuacji rannych.

Zaczynali prawdopodobnie najcięższe zadanie w ich karierze.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 93
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 11 Cze 2019, o 16:01

Gveir, taki był pseudonim bojowy sierżanta. Prosty, łatwy, szybki do wymówienia. Zupełnie tak, jak Bahgar się spodziewał. Każdy z jego ludzi miał podobny, Codex, Hex, Guru, Neya. Łatwe do zapamiętania, proste.
Gveir wyraził ponownie swoje zdanie o Inkwizycji. Bahgar nie miał wiele do czynienia akurat z tą cząścią imperialnej machiny, zdecydowanie częściej obcował z Wywiadem, niemniej mógł sobie wyrobić opinię na podstawie znanych mu informacji oraz poznanych ludzi. Inkwizycja miała specyficzną rolę i służba dla niej też była daleka od służby w innych formacjach. A Inkwizytorzy... poznany przed momentem Durhash nieszczególnie poprawiał ogólną opinię na ich temat.

Gdy opuścili windę i wkroczyli do hangaru, Bahgar zboczył do swojego statku po to, by zostawić kurtkę mundurową i wziąć plecak. Zapiął paski, by bagaż, i miecz, nie wystawały ani nie zwiększały obrysu. Włożył jeszcze do pasa noktowizyjne gogle.
- Caleb, lecę kanonierką. Bądź gotowy.
- Ok, dostałem już informację o otrzymaniu swobodnego dostępu do przestrzeni. Czekam na sygnał.

Bahgar opuścił swojego ZH-25 i wkroczył na pokład kanonierki. Zajął miejsce naprzeciw komandosa zwiadowcy, GU-0284. Jego slugthrower bujał się lekko, w pozycji "gotów".
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 249
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Nicciterra » 11 Cze 2019, o 19:07

Była już w statku. Ocalała czekała przy windzie na odbiór, Steward wrócił. Monolog i pierwsze rozkazy zabrzmiały w jej dousznych słuchawkach i grzmiały tak echem w jej czaszce. Na mocne słowa sierżanta odpowiedziała krótko
- przyjęłam.

Czuła wszechobecną presję, nie miała nawet czasu by zapalić. Wszystko szybko, szybko.
- pani Zin? - zapytał uprzejmie droid protokolarny, obserwując jak jego właścicielka biega. Zin pędziła z jednego miejsca statku do drugiego. Musiała się upewnić, czy wszystkie sondy i drony są sprawne. Czy aby wszystkie moduły jej kombinezonu były sprawne i zaktualizowane. Czy jej wzmacniacz sygnału na plecy działał sprawnie. Steward zaś wciąż obsługiwał protokół lokaja i oczekiwał uwagi.
- nie teraz!... Zrób mi na wynos tą cholerną kawę! Kokos, palony karmel! Bob trzymaj kurs za nimi. Podążaj wedle rozkazów sierżanta Gveira
- coś jeszcze będzie potrzebne pani Zin? - głos na statku zagrzmiał przyjemnym basem.
- nie... tak! Tak! Działania lądowe... Ustaw protokół 'Assasin-XT133' dla dronów i wyślij na ISD powiadomienie, dokumentację protokołu i klucz do ewentualnej dezaktywacji droida. Powinnam zdążyć skalibrować lasery i receptory, nim wylądujemy.
- jaki wariant protokołu?
- utwórz nową modyfikowalną instancję. Bezwzględna eksterminacja Rackghouli. Tryb Obrońca. Może nie będą to droideki, ale zawsze mogą chronić czyjeś plecy, gdy jakiś stwór przedarłby się przez ogień.
- co z sondami, pani Zin?
- przydadzą się takie jakie są. Ważne by miały duży zasób energii, cicho latały i miały czułe receptory ruchu i ciepła, a tak właśnie jest. Potrzebujemy szerokiego pola widzenia i dostęp do mapy obszaru tworzonej w czasie rzeczywistym. Klasycznie Imperium nie ma nic co by stale monitorowało obszar działań, tylko wstępne skany dalekosiężne. Jednakże tutaj!? Tak zaniedbane to wszystko?! To mi na sabotaż wygląda i celowe rozproszenie sił wywiadowczych. Przecież mieli tyle czasu zanim doleciałam... Rozumiem misje w ciemno, ale to jest lekka przesada. Przecież to jest stała blokada... najwyższy poziom bezpieczeństwa... stała kwarantanna.
- myślę pani Zin, że to właśnie dlatego Inkwizycja przypisała Ciebie do tego zadania.
- też mi się tak wydaje, ale przecież ja kompletnie nie nadaję się do wojaczki... jakbym była tu siedem dni wcześniej, zbadałabym całą Taris samodzielnie bez walki, a teraz wszystko tylko szybko, szybko. A i jeszcze jedna rzecz Bob. Fabrykuj wszelki rejestr danych z tej misji, jak dobrze już usłyszałeś sekcja Javelin nie przepada za Inkwizycją. Nie chcę by mieli kłopoty, zachowali się w porządku wobec mnie. Warto byłoby odwzajemnić gest, być może uda mi się i z nimi powiązać jakąś współpracę, albo wytłumaczyć by nieco ugryźli się w język jak mają do czynienia jednym z naszych... Noszą jakąś urazę do wydziału, ale to nie miejsce i czas na animozje! Po prostu twórz równoległą kopię i wstawiaj zamiast obelg... niech to wygląda, że chcą się popisać, że uważają, że są najlepsi. Jak tak po prostu zdam raport z tej misji wraz z logami, albo jak Durhash sobie zażyczy wglądu w trakcie misji, to oni im się do dupy dobiorą za zniewagę. Mają jaja ze stali, nie powiem że nie, ale one im nie pomogą. Inkwizycja się nie patyczkuje, jak ktoś im zajdzie za skórę.
- nie ma problemu pani Zin. Rejestr będzie na bieżąco modyfikowany.
- dobra przełącz mnie na kanał do sierżanta i przygotuj transfer danych na temat sond, droidów i oprogramowania interfejsu. Jeśli mam wyjść z tego żywa, a nie korzystamy z dodatkowych rąk ludzi Inkwizytora Durhasha, to musimy użyć wszystko co mamy.

- sierżancie, pozwolę sobie na sugestię. Myślę, że nie powinniśmy iść tam tak całkiem na ślepo. Wstyd mi za mój wydział, że zastaliśmy taki stan informacyjny, ale mniejsza z tym. Mam na stanie w swoim promie dwanaście sond zwiadowczych i cztery małe droidy obronne. Bob mój asystent nadaje transfer danych na ich temat. Wysyła też oprogramowanie dla interfejsu obsługi moich urządzeń. Będzie pan lub ktokolwiek z drużyny mógł wydawać rozkazy za pomocą głosu oraz mieć czynny podgląd na utworzoną w czasie rzeczywistym mapę zajmowanego przez nas obszaru. Wszystko na podstawie czujników na moim statku, przy mnie oraz z sond. W skrócie coś jak radar synchroniczny. Podgląd będzie dostępny również w pańskim wyświetlaczu w wizjerze hełmu. Programy posiadają niezaszyfrowany kod źródłowy i na pewno pani Neya polubi panujący tam ład. Jeśli starczy czasu, powinno jej się udać go zmodyfikować i zsynchronizować wasze czujniki i nadajniki, ostatecznie może skorzystać z pomocy Boba, który zrobi to migiem. Myślę, że powinno to ułatwić poruszanie się po nieznanym terenie. Ponadto strata sondy w wyniku zasadzki wrogich sił, nas tak nie zaboli. Bob przedstaw się ładnie
- Witam, nazywam się BOB. Binarny Obiekt Badawczy. Sierżancie Gveir, poruczniku Bahgar, oddziale Javelin, to zaszczyt.- gruby przyjemny dla ucha męski głos brzmiał bardzo przyjaźnie.

Jeśli można Gveir, to jeszcze odpowiedź na ten temat proszę :3 czy popierasz sugestię i wdrażasz go w swój plan akcji, czy może inaczej.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 417
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 12 Cze 2019, o 14:00

Kanonierka poderwała się do lotu, dostając pozwolenie. Wyleciała z hangaru i skierowała się w kierunku powierzchni planety. Sekcja siedziała w milczeniu. Każdy z nich koncentrował się na nadchodzącym zadaniu. Ciężkim z powodu warunków, potencjalnych przeciwników, braku danych wywiadowczych, a ogólny nacisk z góry nie pomagał. Przeklinał w duchu tego, kto pozwolił ISB czy Inkwizycji "wypożyczać" Storm Commando do swoich chorych celów. Jeśli tak bardzo brakowało im siły uderzeniowej, mogą wysyłać swoich ludzi na specjalistyczne kursy czy też na szkolenie, które przeszedł Gveir z swoimi żołnierzami.

Całość rozmyślań przerwała pani doktor. Mówiła dużo, przekazując kolejny ogrom danych.
Wszystko sprowadzało się do jednego - zwiadu. Najwyraźniej oficer naukowy dysponował ogromem zaawansowanych sond oraz dronów, które mogli użyć do rozpoznania terenu.
- Nie powinniśmy, pani doktor, ale Inkwizycja nie grzeszy inteligencją. Pomysł z sondami jest bardzo dobry. Sami używaliśmy małych dronów w jednej z naszych misji, niestety straciliśmy je, choć były bardzo przydatne. - odpowiedział sierżant.
- Neya, masz dodatkowe zadanie i mnóstwo zabawek. Dostosuj je do skanów w spektrum oraz detekcji ruchów. Pozostałą konfigurację pozostawiam pani doktor, jest specjalistą. - kolejny rozkaz wystrzelił z jego głowy.
- 20 minut do wejścia na orbitę Taris. - w słuchawkach linku dało się słyszeć głos pilota.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 93
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 21 Cze 2019, o 20:01

Po dosłownie paru sekundach Inkwizytor odebrał połączenie od Doktor Zin. Już pierwsze słowa spowodowały, że jego twarz zadrżała, bynajmniej ze strachu, z gniewu, ale póki co słuchał spokojnie, bardzo spokojnie jak na niego. Gdy padły słowa o ocalałym z Visnoth nagle podniósł się z krzesła, przecież to mogło zmienić cały patrzenie na sprawę. Ktoś kto przeżył tą rzeź, ktoś kto przetrwał spotkanie z tym "złym bóstwem". Iterra miała wrażenie, że Torgutanin za chwile przywali dłonią w terminal z gniewu, ale opanował się, nie wiadomo jakim cudem.
- Następnym razem nie ukrywajcie takich informacji, powiadamiajcie mnie szybciej, chociaż pobudki mogę zrozumieć - wycedził przez zęby Durhash. - Wysyłam ludzi do odebrania ocalałej. Przemyślę pani prośbę - odpowiedział chłodno. - Proszę pamiętać komu pani służy - dodał do rozmowy, przekazał jeszcze jedną informację do samej pani naukowiec, po czym rozłączył się. Zin przez cała rozmowę z inkwizytorem mogła dostrzec pewną rzecz, a dokładniej jego nieco przekrwione oczy. W tym czasie jej dzielna bez emocjonalna, blaszana załoga zajęła się ocalałą. Steward ułożył ową kobietę na noszach i ciągnąć je po podłodzę statku wyniósł ją na zewnątrz i odłożył kilka metrów od statku pani doktor po czym posłusznie wrócił do pojazdu.


***



Ogólnie przez całą ich rozmowę z oddziałem Javelin 3-2, Baghar oraz Zin mogli odnieś wrażenie, że cały oddział był całkiem pozytywnie nastawiony do nich, ale to było chyba jedyne pozytywne nastawienie bo nadchodząca misja ich nie radowała. Minimalna ilość informacji, zadanie bardzo ogólnikowe i Inkwizycja, którą tak nie znosili. Cała drużyna się nieco pośpieszyła i musiał czekać kilkadziesiąt minut do czasu odlotu, gdzie Inkwizytor wspomniał, że miał być za czterdzieści minut. Jakieś dwadzieścia minut przez planowanym odlotem przyszła dwójka żołnierzy - oboje w białych pancerzach szturmowców, jeden tylko z nich miał na sobie sprzęt wskazujący na pilota. Od razu podeszli do Gveira, najwyraźniej już musieli wiedzieć pod czyim dowództwem będą służyć, dlatego nie ruszyli do wyższego stopniem porucznika czy pani doktor. Pilot przedstawił się jako kapral Elden "Blitz" Nilar, zaś jego towarzysz o stopniu szeregowego Valentin Altair, wyjaśnili tylko, że Valentin jest drugim pilotem gdyby Blitzowie coś się stało.
Minęło kolejne dziesięć minut aż wreszcie nadeszła trójka ludzi pułkownika, która miała im towarzyszyć, wszyscy już w pełni ubrani z czarnymi hełmami na głowach. Jedyne co wyróżniało ich od oddziału Javelin 3-2 to to, że na lewym ramieniu, na pancerzu nosili symbol ISB. Bez słowa wsiedli do kanonierki, zajmując miejsca po lewej stronie blisko okna. Jedynie każdy z nich kiwnął głową do Gveira na powitanie. Wreszcie po kolejnych dziesięciu minutach, drzwi pojazdu zamknęły się, a silniki zostały odpalone. Przed samym odlotem i Zin jak i załoga kanonierki mogli dostrzec, że tą kobietę, którą wywiózł droid, właśnie podbiegło do nich dwóch żołnierzy w mundurach ISB, którzy pędzili z windy jak oszaleli, jakby ich sam Durhash gnał... Może tak było. Ale teraz musieli skupić się na swojej misji, misji która się właśnie zaczynała...
Oba pojazdy wzniosły się z powierzchni lotniska, a w radiu pilot dostał pozwolenie na odlot. Wznieśli się z hangarów ISD "Abyss" lecąc w stronę ciemnej przestrzeni kosmicznej. Ponownie przywitał ich wzrok zielonego Taris, planety na której wkrótce wylądują, planety zniszczonej i przejętej przez odrażające Rakghule. Wszyscy siedzieli i było dosyć cicho, a przynajmniej tak mogło się wydawać. Gveir wraz ze swoją sekcją rozmawiali na szyforwanym połączeniu z Zin. Co nie mogli usłyszeć ludzie Durhasha.
- Jasne szefie, będę miała się czym bawić - odezwała się dosyć entuzjastycznie Neya. Lennar i pozostała dwójka ludzi ISB wpatrywała się tylko w pozostałych członków oddziału, aż wreszcie odezwał się głos modulowany przez hełm.
- Panie sierżancie, proszę o podanie linii, którą będziemy mogli się komunikować z panem i resztą zespołu. Mamy ze sobą współpracować w tej delikatnej sprawie - pomimo tego, że hełm mocno zmieniał ton głosu, to jednak można było wyczuć jak ostatnie zdanie mówił z uśmiechem, ale jakim? Tego nigdy raczej nie mieli szansy poznać.
Schodzili coraz bliżej planety, która z każdą minutą robiła się coraz większa i coraz bardziej wyraźniejsza, aż w pewnym momencie zaczęli wchodzić w atmosferę ciała niebieskiego. Jedynie Kaleeshanin mógł odczuć nieco zwiększoną temperaturę, która zmieniła się wraz z podejściem do Taris. Wreszcie obraz za ich iluminatorami zamienił się w chmury, które górowały w niskich poziomach atmosfery, schodzili jeszcze niżej, aż wreszcie przebili się przez zasłonę z chmur i użęli Taris w całej swojej "doskonałości". Lecieli przez górne poziomy miasta. Pewnie w czasie swojej służby nie raz widział zdjęcia z tego miejsca, które żyło pełnią życia i było jednym z najlepiej rozwijających się planet w Imperium teraz... Nawet górne poziomy tego wielkiego miasta nosiły po ślady walk, zniszczeń, śmierci... Wiele budynków było ruinami, za pewne skutki bombardowań i walk żołnierzy z plagą Rakghuli, ale część z nich jeszcze była w całości. Co jakiś czas mogli dostrzec jak w niektóre konstrukcje powbijane są statki, mniejsze, większe, cywilne, wojskowe, za pewne część z nich została strącona kiedy próbowali zbiec z Taris, kiedy ten horror się zaczął, ale nie udało im się... Imperium nie mogło ryzykować.
Dolne poziomy, tutaj, tutaj nie było co szukać budynków w całości wszystko to było ruinami. Widok był zatrważający, tysiące rozkładających się trupów, obraz jakby po masakrze, rzezi. Ci z nieco lepszą spostrzegawczością byli w stanie nawet dostrzec Rakghule, które widocznie zainteresowały się wami, poprzez odgłosy jakie wydawały z siebie okręty. Oddział ISB był niewzruszony, a przynajmniej tak się wydawał, nie było widać ich twarz przez hełmy, ale teraz nie odrywali wzroku od okien kanonierki bacznie obserwując teren w okół.
Zlecieli wreszcie do Podmiasta Taris, tutaj nic nie zostało, jak jakiś budynek ocalał to musiał to być cud. Na ulicach walało się pełno trupów, a w migawce za oknem mogli dostrzec jak niektóre z nich są pożerane przez stwory. Dźwięk tylko przyciągał te bestie, które wspinały się wyżej, aby obserwować tę niecodzienną rzecz, ktoś przyleciał. Może właśnie świeże mięsko do nakarmienia żołądka. To wszystko mroczne, a potęgowało panujący tutaj półmrok. Na pewno panująca tutaj ciemność w żaden sposób nie będzie im pomagać. Tylko Kaleeshanin jako tako mógłby sobie tutaj poradzić bez technologii, dzięki gruczołom termorecepcyjnym w oczach, ale od czego mieli sprzęt, który targali na swoim ciele. Bahgar czuł wszędzie śmierć, zgniliznę, wszystko co najgorsze, to miejsce nie było świętą ziemią, było przeklęte... Inkwizytor miał rację, przynajmniej przy tym, że możliwość manewrowania tutaj była bardzo mała. Kanonierka to było pół biedy, ale statek doktor Zin był większy i na prawdę było tutaj dla jej pojazdu klaustrofobicznie, ciężko się manewrowało przez zagęszczenie ulic i budynków, ale było jeszcze w miarę do przyjęcia. Na skanerach w ich okrętach mogli dostrzec, jak wykrywają one sporą liczbę istot żywych... Każdy doskonale widział jakie to są.
- Dwie minuty do wyznaczonej strefy - przerwał tą ciszę pilot. - Gdzie mamy wylądować szefie? - rzucił do Gveira Blitz. Z tego co dawały znać odczyty miejsce poszukiwań jest w ruinach, przez środek szła główna droga, przecinana wąskimi uliczkami. Gęstość zabudowań była duża, większość była ruinami, tylko nieliczne budynki były w jako takim stanie. Decyzja należała do dowódcy...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6602
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Następna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron