Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 26 Lip 2018, o 15:49

Zaskoczyło go to, jak bardzo panicznie zareagowała kobieta siedząca przed nim, która jeszcze przed momentem tryskała uśmiechem i pewnością siebie. Wiedział, że jego słowa będą wstrząsające, na to przecież liczył, ale nie sądził, że uchodźcy z Taris wzbudzą aż taki strach przez działania Imperium. W każdym razie osiągnął to, co chciał, chociaż nie w sposób, który by chciał. Alex była teraz pewna, że najgorszą z jego tajemnic jest pochodzenie z Taris, więc przez myśl nie przejdą jej rebelianci czy jakiekolwiek próby szpiegowania gubernatora. Teraz tylko musiał załagodzić jakoś sytuację.
- Alex, czekaj!
Liczył na odruch organizmu, który słysząc tego typu słowa, mimowolnie przystanie. To da mu czas, by sklecić coś więcej niż jedno zdanie. Gdy to się stało wskoczył przed kobietę na moment jeszcze ją zatrzymując.
- Słuchaj. To, co ci powiedziałem, to prawda. Przyleciałem z przypadkowymi najemnikami, którzy odlecieli z Taris jeszcze przed tym, zanim Imperium pomyślało w ogóle o postawieniu blokady. Nikt ich nie szukał. Nie kłamie ci, bo już powiedziałem rzecz, którą raczej chciałbym ukrywać, prawda? Teraz o tym wiemy tylko ty i ja, więc nikt inny nie będzie robił problemów. Zaufałem ci, sprawę traktuję naprawdę poważnie.
Teraz pozostawało mu czekać na jej reakcję.
Jeśli Axel mimo to ucieka, to Nantel krzyczy jeszcze za nią: "Jak zmienisz zdanie, to znajdziesz mnie w motelu u Trottiego!" Jeśli Axel zostaje, to po prostu wraca z nią do stolika, chyba że gdzieś go zabiera.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 313
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 29 Lip 2018, o 13:03

Działo się coś niedobrego, a fakt, że ponownie pod dłuższej przerwie odezwała się ONA, wiedziała, że coś jest na rzeczy. Aż dreszcz przeszedł jej po kręgosłupie na sam dźwięk jej głosu. Jej zła strona nie dawała o sobie zapomnieć i siłą rzeczy Mirax wiedziała, że ciągle musi się mieć na baczności. Jej walka, choć niewidoczna trwała nadal. Wiedziała, po prostu wiedziała, że musi wznosić się na kolejne wyżyny i ciągle się rozwijać.
Jej rozmyślania zostały przerwane przez towarzyszy. Wysłuchała ich uważnie. To nie wyglądało najlepiej.
- Trzeba poszukać śladów i prześledzić ich trasę i to gdzie się udali...
Nie wyglądało to dobrze, ale na tym właśnie polegał zwiad - mieli szukać, obserwować, zbierać informacje i interpretować je tak, by wiedzieć, co przekazać dalej. Jednak to nie był koniec problemów. Gdy Pato zwrócił jej uwagę, skupiła na otoczeniu, rzeczywiście wyczuwając, że ktoś się zbliżał i zdecydowanie nie był to żaden z knurów.
- Chować się i nie pokazywać. - Powiedziała od razu. - Obserwować i nie dać się znaleźć, niech pochodzi i poobserwuje, zobaczymy, co zrobi i ruszymy dalej. Naszym zadaniem jest obserwacja, nie walka. - wyraźnie podkreśliła ostatnie słowa.
Było to o tyle znaczące, że wychodzi na to, iż nie tylko o Gamorrean powinni się martwić. Jeżeli kręciło się tutaj imperium, to sprawa była bardziej skomplikowana i bardziej poważna, niż można byłoby sądzić. Pytanie jednak brzmi - czy imperialni interesowali się tylko tym klanem, czyli szukali informacji o ostatnich potyczkach i po nitce do kłębka chcą dojść do Rebelii? Muszą się dowiedzieć, czy maja się martwić knurami czy knurami i Imperium.
Machnęła łapkami by wszyscy się rozproszyli i pochowali. Ona, Pato i Ej nie mieli z tym problemów, z Utto było trochę gorzej, ale on był tubylcem, na pewno wiedział jak się chować, by nie było go widać, nawet pomimo dość znacznych rozmiarów.
Trzeba będzie okrążyć obóz i poszukać śladów, ale najpierw imperialny... czego on szuka? Czego chce? Gdzie pójdzie? Jeżeli też ruszy za knurami, będziemy musieli uważać, jeżeli nie... hmm...
W swojej głowie zaczęła rozważać następne kroki. Rozdzielą się, by zbadać sprawę, czy może w całości skupią na knurach? Dobrze byłoby przecież wiedzieć, co zamierzają imperialni. Mają dość problemów z Gamorreanami, jak jeszcze miejscowa władza się włączy, będzie ciężko. Mirax przymrużyła oczy, a jej futro zlało się barwą z otoczeniem. Wysiliła wszystkie zmysły i rozprzestrzeniła siatkę Mocy, by wiedzieć o kolejnych posunięciach, jednocześnie wysłała także impuls w stronę Eja, by nie interweniował i spokojnie czekał w zaroślach. Jaszczur był jednak dziką bestią, a jak zaatakuje żołnierza, może być różnie. Czekała. Obserwowała.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 619
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 7 Sie 2018, o 20:56

- Co tu się dzieje? Co tu się do paskowego chuja dzieje? - pytał sam siebie, widząc przed sobą zmaterializowaną bestię, stojącą na dwóch "nogach", niemal na wyciągnięcie ręki. - O kurwa, wygrałem galaktycznego jackpota! - wrzasnął zaskoczony bez reszty Gweek. Opadający na cztery "łapy" potwór dopiął swego. Jest wielki i potężnie zbudowany. Skóra na plecach miejscami pękła, rozlatując się na strzępy pod naporem przerośniętych włókien mięśniowych. Głośny wrzask pokracznej bestyji wystraszył i tak już zgłupiałego gamorreanina. Kompani stojący za nim byli sparaliżowani ze strachu, niezdolni ruszyć się nawet z miejsca, a co dopiero zaatakować. Smród zgnilizny, bijący z kłapiącej paszczy ocuciłby nawet zmarłego. Gdyby istota poddana jego bezpośredniemu działaniu czasem nie pachniała podobnie, wykręciłaby swój żołądek jak szmatę, pozbywając się przez przełyk i usta jego zawartości. Całe szczęście skończyło się na mdłościach.

Mózg mimowolnie rejestrował kolejne plugawości w zasięgu sprawnego oka i kalkulował. Jeden taki i klanowa grupa rozpada się na kawałeczki. Kilka takich i klanowa grupa znika pożarta dosłownie w całości. Rozważania te przerwał kobiecy głos. Jej właścicielka miała w sobie coś znajomego. Gdy się zbliżała, Gweek był w kropce. Pierwsze pytanie zbiło go kompletnie z tropu. Chciał odpowiedzieć niemal od razu - We dupie! We mglistej dupie, gdzie i my jesteśmy!, lecz się powstrzymał, nie wiedząc o kogo lub co chodzi. Poziom irytacji narastał niewspółmiernie. Nie mógł cofnąć się ani o krok, powstrzymywany przez bliskość drapieżnika ani też go zaatakować. Nie miał pewności czy jeden cios w kark wystarczy, by go skutecznie obalić i uśmiercić. Drugie pytanie nakreśliło pewien kierunek, do którego zmierzała jego rozmówczyni, choć i na nie - nie odpowiedział. Sylwetka uśmiechniętej postaci była jakby odbiciem tej, która stała za szarym futrzakiem, gdy pierwszy raz Ją spotkał. Trzecie, ale nie ostatnie pytanie jednoznacznie identyfikowało postać, o którą jej chodzi. Ostatnie zapytanie skierowane bezpośrednio do niego, wymagało odpowiedzi.

Łypiąc głęboko swoim jedynym okiem raz w jedno, raz w drugie identyczne ślepie człowiekowi, miał wielki dylemat. Nie mogąc się do końca zdecydować w które ma patrzyć, obrał sobie za centralny punkt nos, jako środek odległości między jednym a drugim oczodołem, zsyłającym na niego zło i mróz, bijący z ich wnętrza czy też spojrzenia. - Nie wiem. - wypalił beztrosko i bezceremonialnie. Źle zadała pytanie, z czego zamierzał niewątpliwie skorzystać. Była to prawda, gdyż nie był w stanie określić jej dokładnego położenia lub gdzie teraz przebywa. - Ano spotkaliśmy ją. - i tu też odpowiedział zgodnie z faktami, gdyż było tak, jak bardziej stwierdziła, niż zapytała piękna dama. - Jest... yyy... gdzieś... chyba... tam. Albo...aaa... tam. Ta mgła... - wskazał palcem lewej, wolnej ręki nieokreślony punkt we mgle. Zakreślił nim naprawdę szeroki kąt na boki, z lewej strony na prawą i z powrotem, nie mogąc jasno określić dokładnego kierunku. Nawet jakby chciał jej odpowiedzieć na to pytanie zgodnie z prawdą, to nie byłby w stanie. Warunki pogodowo-atmosferyczne sprzyjały jego tokowi rozumowania, gdyż w istocie się zgubili, a niska widoczność powodowała, że nie wiedzieli nawet skąd przyszli.

Gweek wiedział i czuł, że dzieje się coś nie na miejscu. Każdy czyn lub słowo mogło zadecydować o ich dalszej egzystencji. Nie miał jak wciągnąć swojej rozmówczyni między wojowników, by ją pochwycić. Chłopaki poużywały by se do woli hłe hłe. I to po kilka razy albo... albo nawet wzięliby ją ze sobą. Starczyłaby na dłużej, tak dla "rozładowania" napięcia. Długo klanbracia długo musieli pościć... zresztą on sam też, ale na całe szczęście miał przy sobie Nurrę.

Pokraki krzyżowały mu misterny plan. Ten i kilka innych. W razie czego mogliby ją użyć jako karty przetargowej, choć w przypadku tych bezmózgich tworów mogło być różnie. Tanio skóry nie sprzeda, oj nie. Najwyżej zabierze ją ze sobą po celnym ciosie do świata duchów, o ile takie istnieją według wierzeń Jego Ludu. Ale póki co dalej grał głupa, jakim niegdyś był przez wiele, wiele lat i dalej mógł nim być, o ile tylko chciał. Nie będzie wyprowadzać swojej rozmówczyni z błędnego toku myślenia, a może nawet ona pomoże im się wydostać z tego banga, w jakim utknęli. Nie było przypadkiem to, że się spotkali akurat w tym miejscu, przy słabej widoczności i na kompletnym odgamorreanidziu.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 250
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 14 Sie 2018, o 13:34

Kittani
Poruszanie się po zapomnianych i na wpół zasypanych korytarzach podziemnego kompleksu wymagało od Kittani nie tylko wielkiego wysiłku fizycznego ale też i psychicznego. Pył, kurz i panujące ciepło wyciągał z jej ciała tak wiele energii, że pot gęsto występował na jej skórę. W okamgnieniu też nabawiła się masy otarć i drobnych ran na rękach i nogach; przeciskanie się przez niektóre z przejść przypominało Kittani wchodzenie i wychodzenie do klatek w Kazamatach hutta Yarlo. Lepka cisza jaka zalegała pośród zniszczonych kawern i chodników wtłaczała w umysł brunetki niepokój i duszące doznanie jakie musiały towarzyszyć osobie pogrzebanej żywcem. Blade światło jakie ze sobą niosła co chwila wydobywały z ciemności i mroków zapomnienia różne przedmioty, które dawno temu zostały tu porzucone.
Po blisko godzinie była już skrajnie wykończona.
***

Zupełnie straciła poczucie jakichkolwiek godzin.
***

W pewnym momencie, po kilku odpoczynkach, wychodząc z wąskiego przecisku, udało jej się trafić do większej sali, w której wyraźnie czuć było świeże powietrze. Momentalnie ściągnęła hełm i osunęła się na podłogę pomieszczenia śmiejąc się i delektując samym tylko oddychaniem. Powietrze było zauważalnie czystsze i zdecydowanie chłodniejsze; było niczym upragnione koreliańskie piwo pite pod koniec upalnego dnia.
W pomieszczeniu tym nie panowały też nieprzeniknione ciemności co było kolejną miłą odmianą. Jej cyfronotes w zasadzie nie dawał już żadnego blasku; z trudem mogła odczytać z niego godzinę. Jasność była rozproszona i nie posiadała punktowego źródła (a przynajmniej Kittani nie mogła go dostrzec w tym momencie) i miało się wrażenie, że spływa ona z góry. Jakby gdzieś pod skalistą powałą tej osobliwej jaskini znajdowała się dziura przez, którą dostawało się światło dzienne.
Wstała by lepiej rozejrzeć się po pomieszczeniu. Jej zmęczone nogi jeszcze przed kilkoma minutami z trudem były wstanie ją nieść a teraz czuła się jakby wstępowały w nią nowe pokłady siły.
- Dałabym radę przebiec dżunglę i jeszcze bym Gweeka poganiała. - Rzuciła sama do siebie.
Jaskinia była pusta a jej kształt - z grubsza - przypominał jej odwróconą do góry dnem miskę. Była szeroka u podstawy i zwężała się ku górze; sufit tonął w szarości i nie dało się jednoznacznie powiedzieć czy jaskinia była wysoko czy nisko sklepiona. Kittani obstawiała, że raczej pierwsza opcja wchodziła w grę.
Ruszyła ostrożnie przed siebie co chwila nasłuchując i starając się wypatrzeć cokolwiek co mogłoby pomóc jej w obecnej sytuacji. Póki co panikę zostawiła za sobą, ale wiedziała, że prędzej czy później, mogła do niej wrócić. Szczególnie gdyby sytuacja Kittani w szybkim czasie miała nie ulec poprawie.
***

Stalowe drzwi zabezpieczone panelem kontrolnym odnalazła w momencie gdy panika zaczynała ją na nowo dusić. Stały sobie w ścianie jak gdyby nigdy nic. I miały panel kontrolny. I czerwone światełko sugerujące, że drzwi ciągle były podłączone do zasilania.
Dość przyjemny obraz psuł jednak stary droid b1, który stał na warcie.

Gweek
- Och... Nie chcesz współpracować? - Oblicze kobiety zmieniło się całkowicie. Przestała być ładna; przypominała teraz dziewczynkę, która uśmiechała się złośliwie podczas krzywdzenia jakiegoś zwierzątka. Gweek nie mógł oprzeć się wrażeniu, że to on miał za chwilę się nim stać.
- Cóż... Nie chcesz. Będziesz udawał, że nic nie wiesz prostaku, prawda? No nic. Nie ważne. I tak bym ją odnalazła. - Kobieta mówiła spokojnie, jakby świadomie przedłużając trwającą chwilę delektując się rosnącym napięciem - To spotkanie jest dziełem przypadku a twoja wątpliwa pomoc nie jest mi niezbędną. Choć z drugiej strony... zarówno Ty jak i ja jesteśmy naznaczeni Mocą... Może to jej dzieło? Może moc wiedziała, że ma rozbić nasz statek w tej właśnie okolicy? Ciekawe... Naprawdę ciekawe... - Zamyśliła się i zamilkła na krótką chwilę, ale po chwili kontynuowała dalej. - Mogło by się to dla nas skończyć z wzajemną korzyścią, ale nie. Wolisz rozegrać to po swojemu. Zgoda więc. To oznacza - kobieta cofnęła się o krok do tyłu - że, Twoje życie zakończy się wcześniej niż myślałeś.
Fart! Moc zadziałała z pełną potęgą, jak wtedy na Tatooine gdy kazała mu iść za Kittani. Gweek w oka mgnieniu wiedział, co za chwilę miało się stać. Kobieta miała zniknąć we mgle a on i jego grupa miały zostać zaatakowane przez potwory. Musiał podjąć szybką decyzję.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Nantel
Dziewczyna uciekała zostawiając go samego. Jego słowa o Taris wywarły na niej piorunujące wrażenie. W galaktyce musiało się dziać naprawdę źle skoro samo wspomnienie o przybyciu z tej planety powodowało tak gwałtowne reakcje. A może Alex była najzwyczajniej panikarą? Ładną ale ciągle panikarą?
- No bo przecież samo przybycie z Taris to przecież jeszcze nic strasznego, co nie? - zapytał cicho sam siebie siadając zrezygnowany za stołem łapiąc za butelkę. Piwo jakby przestało smakować a rozpoczęty przed chwilą posiłek nie zachęcał już do kontynuowania go.
Snuurg przez dłuższą chwilę wpatrywał się na przemian to w Nantela to w drzwi i gdy w końcu dotarło do niego, że dziewczyna tego wieczoru nie wróci do jego lokalu zdenerwował się. Wyraźnie nie był zadowolony, że Alex wyszła i, że stracił przez Nantela jednego klienta. W związku z tym - idąc tropem pokrętnej logiki - wygnał ze swego przybytku także Nantela. Snuurg bez wątpienia umiał dbać o to by jego lokal generował jak największy przychód.

***

Otworzył oczy i spojrzał w ciemność. Obudził go impuls. Za oknem widział gwieździste gamorreańskie niebo i blask lamp i neonów miasta. Usiadł na łóżku zastanawiając się co go zbudziło. Jednak nie dostrzegał ani nie słyszał nic niepokojącego. Pomimo to miał wrażenie, że jednak coś go zbudziło.
Było cicho. Za cicho.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Mirax
Mirax sięgnęła umysł Eja i przywołała go. Przez krótką chwilę tego kontaktu udało jej się nawet wyczuć to, że gad był gdzieś ukryty i wyczuwał szturmowca. Miała nawet przez krótką chwilę wrażenie, że czuje pot zmęczonego i brudnego człowieka. Potem, gdy Ej ruszył w stronę Mirax, kontakt się zerwał. Ciągle czuła jego obecność, ale nie potrafił określić nic więcej.
Ej wyskoczył z krzaków na polanę i ruszył w stronę miejsca gdzie ukrywali się Mirax, Utto i Pato. Szelest liści i trzask łamanej gałęzi jaki towarzyszył pojawieniu się gada na polanie od razu zwrócił uwagę zwiadowcy. Szturmowiec uniósł broń i złożył się do strzału w niczego niespodziewającego się zwierzaka, który dziarsko szedł przed siebie z wywieszonym jęzorem; wyglądał na zadowolonego z siebie.
Mirax doskonale widziała jak szturmowiec prowadzi lufę w ślad za Ejem. Domyślała się, że w tej właśnie chwili, żołnierz zastanawiał się czy warto oddać strzał w to stworzenie. Ostatecznie żołnierz pociągnął za spust.
Wystrzał z blastera był głośny niczym eksplozja. Mirax na krótką chwilę mimowolnie skuliła się zamykając oczy, a gdy się wyprostowała szturmowca już nie było.
Eja też. Biedak leżał wygięty w nienaturalnej pozycji. Ogon i łapy jeszcze drgały, ale rozmiar dymiącej dziury w boku zwierzęcia nie dawał żadnych złudzeń. Były to tylko pośmiertne skurcze.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6050
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 22 Sie 2018, o 17:18

Po nieudanym spotkaniu Nantelowi wcale nie było do śmiechu. Powody do radości tym bardziej zabierała świadomość, że rozmowa z Alex była niemal idealną okazją, by dostać się w pobliże gubernatora. Teraz ta droga do niego była spalona i znacznie trudniej będzie mu znaleźć nową. Żałował bardzo tego spotkania, najwyraźniej zbyt odważnie ocenił dziewczynę albo nie był świadomy, jak bardzo w Galaktyce bano się wszystkiego związanego z Taris. Teraz pozostawało mu liczyć na to, że może jednak Alex ogarnie się i przyjdzie potem jeszcze raz porozmawiać. Nie mając nic do roboty, wrócił do hostelu i swojego pokoju. Jednak mimo dość podłego naatroju, nie spoczął na łóżku czekając na dalszy rozwój wypadków. Wyjął holokron i zorganizował sobie drugą część opowieści Mistyczki Sharii o Mocy. Tym razem o jej Ciemnej Stronie, co jak się okazało, dopełniało jego nieciekawy nastrój po porażce dzisiejszego dnia. Według nauk ducha holokronu Ciemna Strona znacznie mniej spodobała się Nantelowi. Z uwagą jednak wysłuchał informacji o niej. Potem mógł wreszcie, po całym nieszczęśliwym dniu, położyć się spać.
W nocy obudziło go nagłe przeczucie. Nie trzeba było być wrażliwym na Moc, żeby wiedzieć, że to zły znak. Każdy, kto dorastał na ulicy albo w biednych dzielnicach miał tego typu odruchy. Organizm podświadomie reagował na nienaturalne rzeczy. Nantel już dawno przygotował się na konieczność nagłego opuszczenia pokoju hotelowego. Wszystkie najważniejsze i cenne rzeczy miał już spakowane do plecaka. Wystarczyło ubrać buty, chwycić plecak i był gotowy do drogi.
Ostrożnie wyjrzał na korytarz. Miał zamiar wymknąć się na parter, wyjść na zaplecze budynku i tam zniknąć w gąszczu wąskich uliczek, zmierzając w stronę poznanego pierwszego dnia osiedla biedoty. Oczywiście zatrzyma się na rogu, by ukradkiem rozejrzeć się po okolicy i sprawdzić, czy jego przeczucia były słuszne. Być może jest to tylko przewrażliwienie i będzie mógł wrócić do pokoju, ale po fiasku rozmowy w ciągu dnia nie zamierza ryzykować i woli zaufać przrczuciu.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 313
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 22 Sie 2018, o 22:50

Wiedział co się stanie, ale to było silniejsze od niego. Czuł gniew, który w nim wzmagał. Potęgowany przez aurę znajomo-nieznajomej postaci, na powrót mógł przywrócić nieokiełznaną potęgę. Pragnął ją pokochać, choć tak szybko ulatywała. Tęsknił za nią mocno, a tylko przez furię mógł do niej wracać. Odczuwana bezsilność, że utkwił odgrodzony przez ścianę mięśni od wiedźmy, tylko podpalała wybuchową mieszankę uczuć. Złość, nienawiść, a później zwątpienie prowadziło jego ruchami. Nie myślał, zaatakował. Dwa kroki w przód, niemal podwoiły siłę ciosu. Dzierżone nad głową, oburącz stylisko, poniosło ostrze topora znad głowy, w rozwartą szeroko paszczę potwora. Kobieta tymczasem oddalała się sprintem od czoła grupy, by za chwilę utonąć we mgle. Jeden cios może nie wystarczyć, by zakończyć żywot bestii lub broń za głęboko utkwi w czerepie, aby ją szybko wyrwać i użyć ponownie. Dużo ryzykował, porywając się z wykałaczką na smoka krayt i to w dodatku sam. Nie zastanawiał się gdzie ma uderzyć. Ręce same wybrały najbardziej racjonalny punkt. Miał tylko chwilę wystarczająco długą, by zdecydować co zrobić. Tyk tyk tyk - zegar tykał, konsumując tysięczne cząstki sekundy. Niewidzialne trybiki czasu nikły mu w świadomości. Wiedział, że cios trafi. Musiał, ale czy wywoła on zamierzony efekt? To zupełnie nieistotne.

Pozostawiając ranną istotę za sobą, próbował przedrzeć się przez kordon, do czmychającej piękności. Była w tej chwili najważniejsza. Wystarczyło ją zabić, aby jej pupile rozpierzchły się w cztery strony mgły. Zabij szefa, a jego grupa rozsypie się jak ziarna piasku na wietrze. Gweek wiedział, że jest zabójczy na krótkich dystansach. Nawet jeśli miałby zmiażdżyć gołymi rękami słabe, człowiecze ciałko, zrobi to. Długie nogi sprzyjały skracaniu dystansu między biegnącymi, a dobyty nóż o brzydkim ostrzu, lśnił od wilgoci. Oby tylko pozostawione za plecami bestie nie były demonami prędkości.

Odgłosy walki dotarły mu do uszu. Musiał uwinąć się szybko, co dodatkowo go napędzało. Wręcz bardzo szybko, by pomóc broniącym się. Gdzieś tam wśród ferworu walki była Ona. Nurra.
Pierwszy raz to Ona chciała, by ją opuścił i poleciał gdzieś w nieznane. Na ten wielki okręt, jak się okazało. Teraz to nawet nie mógł powiedzieć, że sam wybrał swój los. Co teraz ma się stać - nie wiedział. Na myślenie i żal było zdecydowanie za późno.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 250
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 23 Sie 2018, o 13:39

Gweek
Tego, że Nurra przybiła włócznią rakghoula do ziemi Gweek nie zdążył zobaczyć. Nie wiedział też, że Gut'tor od razu posłał za Gweekiem dwóch swoich przybocznych.

Pitogg wpadł w mgłę widząc przed sobą tylko cień uciekającej przed nim kobiety i bez zastanowienia ruszył za nią. Zbliżał się do niej w szybkim tempie. Fart wlewał w jego członki siłę jak wiele razy już wcześniej. Nie czuł znużenia a jego krtań wypełniał nie oddech zmęczenia a pomruk gniewu. Czuł ją. Zarówno fart podpowiadał mu gdzie ona jest, ale też i węch który wśród bagiennej woni wyraźnie odnajdował ślad zapachu kobiety.
Biegł. Czuł strach i zło jakie wylewało się z dziwnej kobiety. Ten strach mącił w nim poczucie jasności, które cały czas odczuwał od spotkania z Mirax.
***

Przeskoczył przez zwalony i obrośnięty grzybami i mchem pień i momentalnie znalazł się w zagłębieniu pomiędzy czterema drzewami. Wskoczył w bagnistą wodę rozlaną po dnie i wsłuchał się w ciszę. Kobieta przestała biec, czekała gdzieś tutaj na niego. Idealne miejsce na zasadzkę pomyślał. W ślad za myślą pojawił się wściekły pomruk bestii; z drzewa zeskoczył na niego rakghoul!

I zawisł w powietrzu. Jeden z dwójki wysłanej przez Guttora pojawił się w tym właśnie momencie przy Gweeku i nadział potwora na włócznię przerzucając go nad sobą niczym robaka nadzianego na wielkim szaszłyku. Drugi z gamorrean doskoczył do potwora i dokończył robotę szybkimi cięciami topora. Potem dzielną parę zaatakował kolejny stwór zeskakujący z drzewa. Gweek nie mógł jednak ruszyć im na pomoc bo przed nim pojawiła się kobieta.
W ręku miała długi nóż wyglądający jak ząb rakghoula i z pewnością z wielką chęcią rozpruła by mu flaki.
- Nie ciebie chcę. Nie musimy walczyć. - Powiedziała śmiejąc się szyderczo. - Tylko komplikujesz sprawę.
Gweek nie wiedział skąd ale miał więcej niż pewność, że ten głos nie należał do kobiety i nie był zależny od jej woli. Miał wręcz wrażenie, że ciało tej kobiety było opanowane przez jakiś rodzaj ducha lub złej woli.
- Zupełnie jak Mirax... - Pomyślał, ale już chwilę potem był zmuszony do wykonywania serii uników w bagnie co nie za bardzo sprzyjało dalszym rozważaniom.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6050
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 24 Sie 2018, o 17:27

Nagła śmierć Eja wstrząsnęła Mirax dogłębnie. Wprost wmurowało ją w ziemie, widać jak sporych rozmiarów cielsko stworzenia leżało martwe na polanie. Tego się nie spodziewała i zdarzenie zdecydowanie mocno się na niej odbiło. Mocniej niż mogłaby początkowo przypuszczać. Pustka po Eju była niemalże namacalna, jego dzika natura zniknęła, wyparowała, przestała być wyczuwalna w Mocy. Nie... jeszcze była, czuła ulatujące życie istoty i wiedziała, że to był koniec.
Położyła uszy po sobie. Nie sądziła, że śmierć tej istoty będzie tak dotkliwa, w końcu ciągle za nią chodził i ją irytował. Zacisnęła łapki, tłumiąc narastające emocje. Trzeba było skupić się na zadaniu, jeżeli to zawalą, może się to źle skończyć dla wszystkich. Odetchnęła głęboko i otworzyła się na Moc. Była jeszcze bardziej zdeterminowana niż wcześniej. Pierwsza strata ich niewielkiej grupy zwiadowczej nie mogła ich powstrzymać, ba, powinna być dla nich motywacją.
Dała znak reszcie, by zostali w kryjówkach i byli ostrożni. Szturmowiec, choć zniknął im z oczu, mógł gdzieś tu jeszcze być. Trafił na Eja i go zastrzelił, ale wątpiła, by pojawienie się stworzenia powiązał z obecnością kogoś jeszcze, w końcu jaszczur był jednym z powszechniejszych gatunków na Gamorr. Żołnierz kręcił się tutaj nie bez powodu i zamierzała ten powód odkryć, pozostając w cieniu. Nikt więcej nie zginie. Mirax zaczęła poruszać się bezszelestnie, a jej futro zlewało kolorystycznie się w otoczeniem. Zwiad to zwiad i pomimo straty właśnie na nim powinni się skupić. Szukała śladów i wyjaśnienia, czegoś, co mogłoby ją naprowadzić na konkretne tropu. Zmysły miała wyostrzone, zarówno w Mocy, jak fizycznie.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 619
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 25 Sie 2018, o 08:37

Nantel
Plan Nantela był dobry. W teorii. Bo w praktyce nie miał go jeszcze okazji sprawdzić. W zasadzie właśnie go sprawdzał. Poprawił swój bagaż, przełknął ślinę i otworzył drzwi od swojego pokoju.
Gdy tylko wychynął na korytarz usłyszał sygnał przywoływania windy, która ulokowana była na jego końcu. Winda miała wkrótce pojawić się na jego piętrze. Grimisdal rozejrzał się po korytarzu i zaklął. Na jego szczęście korytarz pogrążony był w półmroku, a nieliczne przypodłogowe oświetlenie nie było zbyt intensywne. Opcji do ukrycia swej osoby nie miał zbyt wielu, ale nie było też całkowicie źle. Miał w czym wybierać. Wnęki drzwi do innych pokoi, kwiaty w dużych donicach, niewielki schowek na droidy porządkowe, krata systemu wentylacji ulokowana tuż przy podłodze do której, mógłby się wsunąć człowiek. Mógłby też skorzystać z drugiej windy i ruszyć na parter bądź na dach. Cokolwiek chciał jednak zrobić musiał zrobić to szybko.
Winda zjechała na sam dół, co objawiła światu głośnym "ping". Silne przeczucie w Mocy, że osoby, które właśnie do niej wsiadały, jadą właśnie po Nantela, tylko wzrosło.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6050
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 26 Sie 2018, o 15:49

Nie wiedząc dokładnie gdzie biec, parł przed siebie za cieniem w krainie mgieł. Tracąc na chwilę obiekt z pola widzenia, zdał się na własne nozdrza. Delikatna, kobieca woń unosiła się wśród fluktuacji ruchów powietrza. Podążając za nią czuł, że pachnie mieszanką zwykłych wydzielin ciała, przesiąkniętych czymś nadzwyczajnym.

Złe emocje emanujące w jego kierunku próbowały przebić się przez grubą kratownice pierwotnych emocji, po prostu przesiąkając przez nie. Była to tylko pierwsza z barier, jaką nieświadomie postawił. Coś, co ostrzegło Gweeka przed obcą wolą badającą jego mentalne granice.

Będąc już po kolana w grząskim torfie, zamarł. Miał tylko czas i okazję przyjrzeć uzębieniu lecącego z góry paskudztwa. Pułapka się domknęła i gdyby nie któryś z gamorrean, to zdechłby utopiony w kałuży pod ciężarem wściekłej bestii, która nie była sama. Nieszczęścia przychodzą parami. Stawiając głośne kroki i rozbryzgując dookoła szlam, nie uszedł daleko. Zaskoczony przez młódkę, która gadaniem przez śmiech, próbowała rozproszyć nastawionego na walkę wojownika.
- Za późno - tylko tyle zdołał wykrztusić, z ledwością dając krok w tył. Kolejny w bok i wygięcie ciała do przodu, robiąc koci grzbiet przed tnącym pustą przestrzeń zepsutym zębem, o ile w rzeczywistości nim była broń wrednej jędzy. Trzeba... było... nas... nie ... atakować. - przy każdym wypowiadanym słowie ledwo schodził z kolizyjnej trajektorii zgniłej kości, dzierżonej w ręku zwinnej piękności.

Podmokły teren był uciążliwy nie tylko dla Gweeka ale i dla jego przeciwniczki. Wystarczająco spowolniał ruchy dając wskazówki, które miejsce będzie celem wychodzącego ataku. Zamiast wykonać kolejny unik, wykonał niespodziewaną kontrę, która łatwo przeszła w przeciwkontrę. Uzbrojone w nóż, długie ramie było buforem, że wróg nie zbliży się aż nadto. Gwarant bezpieczeństwa gamorreanina szybko zbliżał się do ciała nieostrożnej przeciwniczki. To by było zbyt proste, tak jak to, że może to być Mirax, tyle że w innej postaci. Albo ten sam duch opanował kolejnego nosiciela i chce mu zrobić krzywdę.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 250
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 27 Sie 2018, o 21:16

Nie miał dużo czasu do namysłu, ale też już w pokoju rozbudził się z sennego odrętwienia i z rozpędu działał już szybko. Wystarczyła zatem sekunda po głośnym "ping" i wiedział już, co zrobi. Postanowił zaufać Mocy i teraz też trzymał się tego postanowienia, więc koniecznością było ukrycie się. Przed czymś go ostrzegała i miała ku temu powody. Niemniej jednak Nantel nie był już uciekającym dzieciakiem, jakim jeszcze niedawno czynił go strach przed własną osobą i postanowił popuścić hamulce ciekawości. Był przecież w mieście na przeszpiegi, więc każda informacja i każde spotkanie mogło coś dać. Wiedza, przed kim i przed czym ostrzegała go Moc, mogła się przydać.
Tym samym, zamiast wybrać najgłębszą i najciemniejszą dziurę do ukrycia się, postanowił schować się w małym schowku na droidy porządkowe. Nie był zbyt wysoki ani wygodny, ale wystarczający, by Nantel się tam zmieścił. Gdyby ktoś zwrócił tez uwagę na to pomieszczenie, mógł uspokoić przeczucia obserwatora nagłym uruchomieniem i wyjazdem droida z pokoiku. Na filmach to działało, więc czemu by nie spróbować w pechowym momencie.
Doskoczył szybko do drzwi schowka, otworzył je i wcisnął się do środka, jednocześnie blokując drzwi zapasowym akumulatorem do droida, który leżał obok, tak, by pozostały uchylone. Dzięki temu przez szparę mógł obserwować, kto podejdzie pod drzwi jego pokoju, samemu będąc dość dobrze ukrytym. Nie widział wprawdzie z tego miejsca samej windy, ale raczej osoby, które do niego zmierzały, przy niej się nie zatrzymają. Czekał więc i obserwował, nasłuchując monotonnego szumu i zgrzytania jadącej w górę windy.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 313
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 28 Sie 2018, o 10:02

Gweek
Doskoczyli do siebie i starli się w rozchlapywanym błocku dysząc ciężko. Cięcie, wypad, sztych, unik. I znowu. I jeszcze raz. Atak za atakiem wirowali wokół siebie i szukali możliwości do zadania ostatecznego ciosu. Jednak żadne z ostrzy nie było w stanie dosięgnąć wrogiego ciała. Odstąpili od siebie tylko po to by po kilku głębszych oddechach znowu z wrzaskiem rzucić się do śmiertelnego tańca. Tym razem bardziej zajadle i ryzykownie. Walczący skupili się tylko na ataku rezygnując niemalże całkowicie z obrony. Jednak i to nic nie dało.
Grząski teren nie pomagał ani Gweekowi ani dziwnej opętanej kobiecie i jednakowo męczył obu. Z kolei Moc, wspierająca zarówno gamorreańskiego Wodza-w-boju jak i władczynię rakghouli, dodatkowo wyrównywała szanse. Po kolejnej serii wypadów i uników i nie uzyskaniu żadnej wyraźnej przewagi odskoczyli od siebie i zaczęli krążyć mierząc się wzrokiem.
- Jakim cudem? - Zdziwienie na twarzy kobiety było szczere. - Jakim cudem nie mogę Cię pokonać? Jesteś przecież zwykłą świnią! Nie możesz powstrzymać moich planów wobec niej! Jej obecność mnie drażni. Nawet teraz wyczuwam jej żałosną obecność. Jest całkiem blisko... Ale nie mogę jej dopaść ponieważ pojawiłeś się Ty! Jej posłaniec! Tak? Jesteś jej posłańcem? Wyczuła mnie i przysłała Cię po mnie, co? Odpowiadaj!

[mg]Gweeku rzucasz. i robisz odpis pod rzuty. Baba atakuje i ma 2k6. Ty rzucasz k6 na dwie przewagi (jak przegrasz baba zyskuje dwie) 2k6 na jedną przewagę (jak przegrasz to baba zyskuje jedną przewagę) opcji 3k6 póki co nie ma.{/mg]

Mirax

Wróciła do pracy. Choć jej myśli w natrętny sposób wracały do martwego i powykręcanego ciała Eja. Stworzenie ciągle leżało tam gdzie padło i w dziwny, oskarżycielski sposób wpatrywało się niewidzącymi już oczyma w Mirax. Miała wręcz wrażenie, że Ej obserwował ją niezależnie od tego gdzie by się nie udała i w którą stronę nie odwróciła.
Sprawę komplikował też fakt, że czuła się też tak jakby obserwował ją kushibański duch mistrzyni Jedi oraz jej zła strona, która pozostała na Taris. Szaleństwo powoli zaczynało wyciągać po nią swoje palce!

***

- Proszę Cię... Odejdź. Pozwól sobie na to. Nie bój się. Zrób kolejny krok. Uwolnij mnie! - Mówiła Mistrzyni.
***

- Dopadnę Cię! Zniszczę! Jestem blisko! Wiem o tym! Też mnie czujesz! Idę po ciebie! - Mówiła Mirax z Taris.
***

- To Twoja wina. - Ej cały czas wlepiał w nią swoje spojrzenie.
***



Była czujna i tylko to ją uchroniło od kolejnej wpadki. Szturmowiec nie oddalił się tak bardzo jakby się wydawało na początku. Przeszedł tylko kilkadziesiąt metrów wzdłuż linii drzew i pojawił się znowu w zasięgu wzroku.
I z całą pewnością wypatrzył Utta! Mirax dzięki swemu rozmiarowi i delikatnemu kamuflażowi jakie zapewniało jej futro, była praktycznie niewidoczna a Pato siedział z kolei na jednym z drzew i pilnował terenu z góry; miał ostrzec gdyby szturmowiec miał wrócić. No cóż. Nie zdążył. Pato i Mirax odszukali się wzrokiem a potem z przerażeniem spojrzeli na nieświadomego Utto.
Szturmowiec obserwował polanę i wyglądał tak jakby nadawał jakiś komunikat. Mirax była jednak za daleko by usłyszeć treść przekazywanej informacji.
Utto chodził sobie jakgdyby nigdy nic i podnosił kolejne przedmioty i uważnie je oglądał. Szturmowiec skończył nadawać i sięgnął po broń. Wymierzył w gamorreanina...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6050
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 28 Sie 2018, o 15:23

Wędrówka w niemalże całkowitych ciemnościach zdawała się nie mieć końca. Wszytko co mijała po swojej drodze było smutnym i brutalnym świadectwem przemijającego czasu - nikt nie zaglądał tutaj od dziesięcioleci. Czy ktokolwiek w Galaktyce jeszcze zdawał sobie sprawę o istnieniu tego miejsca? Czy dokumentacja i wszelkie informacje oraz dowody o tym, co kryją najniższe poziomy wulkanu zostały już dawno zniszczone? Rozmyślanie na ten temat i snucie domysłów stanowiło obecnie jedyny temat, który chociaż chwilowo przepędzał z jej umysłu czarne scenariusze i uczucie paniki.
Powiew świeżego powietrza był niczym powiew nadziei. Kittani z ulgą osunęła się pod jedną ze ścian i leżała szczęśliwa, wpatrując się w nikłe światło rozproszone po pomieszczeniu i czując orzeźwiający chłód na twarzy. Pozwoliła sobie na dłuższą chwilę takiego leżenia, odpoczywając i delektując się świeżym powietrzem. Przez te kilkanaście minut nabrała sił i wiedziała, że skoro dociera tutaj powiew powietrza w ostateczności znajdzie jakoś wyjście. Ruszyła przed siebie pełna nowych sił. Poradzi sobie.

Drzwi, które zastała były niczym sen na jawie. Kobieta aż rozejrzała się dookoła dwa razy zanim uwierzyła, że faktycznie natrafiła na takie znalezisko. Czy to był sen na jawie? A może odwodniła się na tyle, że umysł płatał jej figle? Kittani przycupnęła w bezpiecznej odległości i zauważyła droida. To wręcz niesamowite, że B1 nadal stał na warcie po tak długim czasie. Jak to na droidy przystało - spełniał zaprogramowane zadanie tak długo, jak długo oprogramowanie wewnątrz niego było sprawne. Nikt mu nie powiedział, że Stara Republika już nie istnieje. Że zapewne wszystkie żywe istoty, które niegdyś przepuszczał pełniąc swoją wartę już dawno nie żyją. Może to jedyny funkcjonujący droid który pozostał z tych czasów? Kobieta zastanawiała się dłuższą chwilę co zrobić. Spojrzała na hełm... Ice chyba by się nie obraził. Kobieta założyła hełm i korzystając z półmroku oraz kilku skał i osuwisk stanęła tak, aby droid dostrzegł jej hełm. Cała reszta ciała schowana była przed jego receptorami, przynajmniej obecnie. A może nawet jej nie widział? Czekała na reakcję, opierając prawą dłoń na blasterze. Była gotowa do oddania strzału jeżeli tylko B1 w nią wyceluje.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 294
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 28 Sie 2018, o 16:25

Kittani
Stary droid zareagował od razu! Oczy zapłoneły mu dawnym blaskiem i przekrecił całe swoje ciało w biodrach w stronę Kittani jednocześnie unosząc broń do strzału.
Strzał jednak nie nastąpił. Zamiast tego dawno nieruszany i przerdzewiały staw nie wytrzymał i droid rozłamał się w pół.

Nantel
Czas w schowku dłużył się niemiłosiernie i powoli zaczynał myśleć, ze to mu się tylko wydawało. Tak przynajmniej podpowiadał mu rozsądek. Z drugiej strony jednak ciągle czuł ten dziwny niepokój, który go zbudził.
- Nie... Coś się dzieje. - Powiedział sam do siebie. - Za moment wszystkiego się dowiem...
Winda w końcu wjechała na piętro i z charakterystycznym "ping" rozsunęła swoje drzwi. Nantel usłyszał ciche kroki; przynajmniej dwie osoby stanęły na korytarzu wyłożonym miękkim dywanem. Dopiero po chwili w polu jego widzenia pojawiło się trzech mężczyzn.
Byli wysocy i dobrze zbudowani. Cała trójka wyglądała niemalże identycznie, a to dzięki tak samo wyglądającej krótkiej wojskowej fryzurze i czarnym uniformom. Pomimo masywnej postury członkowie ekipy poruszali się po korytarzu niemalże bezgłośnie; komunikowali się gestami!
Zatrzymali się pod drzwiami Nantela i skorzystali z hotelowej karty by je otworzyć. Potem do środka weszło dwóch a ostatni pilnował drzwi. Nantel w tym momencie oczyma wyobraźni widział z jaką złością jego niedoszli porywacze odkrywają, że ich celu tam nie ma.
I rzeczywiście. Po krótkiej chwili dwójka znowu była na korytarzu a na ich twarzach widać było zaskoczenie. Może złość. Ale nie panikę. Nie nieprofesjonalne zdziwienie i niewiedzę.
- Nie ma go. Musi być gdzieś w pobliżu. Czekaj na niego w środku my sprawdzimy korytarze i łazienki.
I już po chwili Nantel został sam. Jeden z oprawców wszedł do pokoju i zamknął za sobą drzwi. Następny ruszył w głąb korytarza (i przeszedł obok kryjówki Nantela) a ostatni poszedł w stronę windy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6050
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 31 Sie 2018, o 19:52

Sapał i chrumkał coraz głośniej. Z każdą chwilą walka nabierała rumieńców. Kwik, cios, kwi i unik. Kolejne wymachy były wyprowadzane, aby uszkodzić jakąkolwiek część ciała mniejszej przeciwniczki. Ona kontrowała, wykorzystując swoją gibkość. Doskakiwała, by po chwili odskoczyć w bok, odstraszona zasięgiem dłuższej ręki "dzikiej świni". Zmuszając się do skracania dystansu wiedziała, że jej sztuczki nie działają. Sytuacja wymagała desperackich czynów lub zmiany taktyki. Przedłużająca się walka musiała wreszcie dobiec końca, oboje o tym wiedzieli. Nie było broniącego się i atakującego. Każdy cios był tym, od którego zależało życie walczącego.

- Srakim. - odchrząknął, wciągając wilgotne powietrze do płuc. Zachował czujność, gdy do niego przemawiała. Wyczuwał podstęp, jak i palące od środka mięśnie, dlatego też się nie odzywał. Zmęczenie zaczynało mocno doskwierać Gweekowi. Potrzebował chwili. Zastanawiał się, co odpowiedzieć i z której strony ma zaatakować. Ostrze co rusz rozcinało pustą przestrzeń lub nabijało powietrze tam, gdzie przed chwilą była jej przeciwniczka. Fizycznie może i był silniejszy, ale psychicznie zaczynał pękać. Szermierzem nigdy nie był, a i walki wymagała więcej, niż był w stanie znieść. Siłowe rozwiązania nie przyniosły skutku, więc wdał się w krótki dialog.

- Co? Houjix'a ze mnie robisz? - miał na myśli jedną z figur do dejarika i tu poszukał swojej szansy. Wychylił się nagle do przodu, naprężając ciało jak strunę. Może ten cios dosięgnie nieuchwytnego celu. Może i był jaki był, wyglądał jak przerośnięta trzoda chlewna, ale gamorreanin - nie świnia, swój język ma!
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 250
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 31 Sie 2018, o 20:46

Nantel nerwowo spoglądał przez szparę między drzwiami a framugą na cienie odchodzących mężczyzn. Widział, jak jeden z nich znika w pokoju za zamkniętymi drzwiami. Kiedy jeden z wojskowych minął jego kryjówkę, mechanik odczekał jeszcze chwilę, aż kroki tamtego ucichną całkiem po drugiej stronie korytarza, po czym wyciągnął baterię przytrzymująca drzwi schowka. Delikatnie i ostrożnie, przytrzymując jednocześnie drzwi, by nie zasunęły się z trzaskiem.
Po tym, chowając się tuż przy nich, zaczął nasłuchiwać. Kroków, oddechu czy rozmów któregoś z tej trójki. Istniała szansa, ze ominą zwykły schowek i opuszczą hotel, a przynajmniej to piętro, dając mu możliwość wyślizgnięcia się z budynku. Schowany tuż przy drzwiach, z uchem przy zimnym metalu, wyjął po cichu swój blaster i przystawił do drzwi. Wystarczy, że któryś z tych gości tu zajrzy i dostanie prosto w twarz. Element zaskoczenia pozwoli mu też wypaść ze schowka i zająć się następną dwójką.
Już miał przygotowaną broń, gdy coś tknęło go i przestawił ją w tryb ogłuszający. Zastanowiło go, czemu jeśli żołnierze przyszli po niego, to nie otwarcie i z rozmachem w białych pancerzach. Jeśli chodziło o Taris, to powinni go zabrać z honorami dla przykładu, zamiast zakradać się po nocy. Na pewno mieli wystarczająco dużo sił, by zrobić obławę na jednego człowieka. Coś mu nie pasowało i jeśli tylko nadarzy się okazja, wypyta o to tych, którzy po niego przyszli. Chociaż wolałby, żeby go teraz nie znaleźli, wtedy może by ich śledził. Był tu przecież dla zebrania informacji, więc chciał wiedzieć, co się dzieje w mieście.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 313
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 1 Wrz 2018, o 14:29

Musiała się skupić. Jednak ani czający się w okolicy szturmowiec, ani fakt głosów w jej głowie. Głosów niestety jej bardzo znajomych. Czyżby popadała w szaleństwo? Ta myśl była jak ostrze wbijające się w serce i mózg, a futro na jej ciele stawało dęba. Czym ona zawiniła? Nie prosiła się o to, nie zabiegała, a mimo to czuła się jakby opętały ją demony. Przymknęła na moment oczy, starając się uspokoić i przegonić złe duchy. Poddanie się szaleństwu nie było dobrym rozwiązaniem, szczególnie w obecnej sytuacji.
Dostrzegła szturmowca. On dostrzegł Utta.
Serce zamarło w jej piersi. Cała ta misja powoli schodziła na niewłaściwe tory. Co w ogóle robił Utto? Kazała przecież trzymać się w ukryciu i nie wychodzić! Trudno, co się stało to się nie odstanie, nie zamierzała jednak ponosić więcej ofiar. Przez chwilę zastanawiała się, co zrobić, ale czasu na myślenie miała niewiele widząc, jak żołnierz sięga ręką po broń. Sama wyciągnęła rękę w jego stronę i przymknęła oczy. Drobna myśl jak przebłysk, delikatna jak letni wietrzyk. Nie ma sensu strzelać, to tylko jeden Gamorreanin, nie jest zagrożeniem. Trzeba wracać.
Nie chciała doprowadzać do rozlewu krwi i choć mogłaby wyskoczyć znienacka i zabić żołnierza, nic by im to nie dało. Poza tym nie to było ich zadaniem, nie to mieli robić, to był zwiad - mieli patrzeć, szukać i analizować, nic więcej.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 619
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 3 Wrz 2018, o 12:10

Gweek
Barowy rzut, który wykonał Gweek, był czymś zupełnie nowym w równaniu walki, który był wspólnie wyprowadzany w bagnistej arenie. Doświadczenie zdobyte w niezliczonych rozróbach tawernianych na Tatooine zaowocowało na odległej Gamorr. I to jak! Kobieta otworzyła tylko oczy ze zdumienia, gdy zrozumiała, co właśnie za moment się wydarzy. Wiedziała, że nic nie może zrobić; jej ciało jakby zamarło w mieszaninie zdumienia i niezdecydowania. Nie miała czasu na żadną sensowną reakcję i nim jej twarz i reszta ciała zniknęły w błocie do jej świadomości dotarła jeszcze myśl, że "ten pierdolony gamorreanin utopi mnie swoim własnym cielskiem"!

Ich ciała zderzyły się ze sobą z siłą małego wypadku komunikacyjnego. Oboje od razu wpadli razem w błoto. Ona była pod nim a On wciskał ją swoją masą w grząski grunt planety-matki. I choć Gweek wśród reszty swoich braci mógł uchodzić za "chudziaka" to i tak górował nad kobietą.
Dla lepszego efektu lewą dłoń położył na jej krtani a prawą na jej czole i zaczął wciskać jej głowę głębiej. Kobieta momentalnie zaczęła bić Gweeka pięściami po ciele i wierzgać nogami próbując zrzucić z siebie gamorreanina. Nic to jej jednak nie dawało. Zaczęła krzyczeć. Chyba. Gweek nie był do końca tego pewien ale tak mu się wydawało gdy wpatrywał się w spienione bąble pojawiające się na powierzchni bajora.
Kobieta słabła z każdym kolejnym ciosem a po nie całej minucie jej kończyny opadły bezwiednie w bagno w ostatnim akcie ruchu. Gweek poczuł pod palcami jak szamocząca się kobieta nieruchomieje. Było po niej.
Momentalnie zabrakło też silnej obecności Ciemnej Strony...

... i rakghule zrobiły się nagle bardziej dzikie.
- Wodzu! Wodzu! - Jeden z przybocznych położył rękę na ramieniu Gweeka. Wódz-w-boju uniósł tylko głowę i spojrzał na nieznanego mu z imienia wojownika. - Wodzu. Pokonaliśmy dwa rakghoule. Wracamy?
Przyboczny był raniony w ramię. Krew ściekała po całym przedramieniu z dwóch ciętych ran zostawionych przez szpony potwora.
Z drzewa, centralnie przed Gweekiem wylądował kolejny rakghoul i szykował się do ataku!
-Wodzu! Wracaj do Nurry! Będziemy Cię osłaniać!

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Saine
Szturmowiec nie strzelił. Mirax, choć nie widziała nic poza hełmem żołnierza, doskonale wyczuwała otępiałe zaskoczenie w jego głowie; w wyobraźni widziała jego zdziwioną minę. Nie strzelił i po kilku sekundach obserwowania wycofał się w głąb dżungli.
- Rany to było dobre! - Powiedział duch Kushibańskiej mistrzyni siedzący obok Mirax! Ta aż podskoczyła ze strachu! Srebrzysty, na wpół przezroczysty kształt kushibanki, siedział tak blisko, że Mirax mogłaby go dotknąć ręką. A przynajmniej spróbować.
- Masz talent dziewczyno! - Mistrzyni nie zamierzała znikać i nawet uśmiechnęła się, ale jej mina nagle zrobiła się śmiertelnie poważna. - Oddaj moje ciało! Słyszysz? Ja nie żartuję.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6050
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 4 Wrz 2018, o 16:51

Udało się, udało się, udało się! Jednak nie mogła się cieszyć, bo znajomy już głos wyrwał ją z tej niezwykłej chwili triumfu bezkrwawej walki z przeciwnikiem. Ze strachu podskoczyła i przeniosła swój wzrok na widmową postać. Czy to rzeczywiście był duch kushibańskiej mistrzyni czy może jej własny mózg płatał jej figla z powodu i tak już nadmiaru poczucia winy i chęci naprawy wszelkiego zła, które stało się za jej własną przyczyną? Była prostą dziewczyną i kompletnie nieprzygotowaną na podobne mistyczne przeżycia. Przełknęła ślinę, nerwowo się rozglądając, by ocenić obecną sytuację, ale Gamorreanin nadal szabrował, a szturmowiec gdzieś zniknął. Jej uszy poruszyły się niespokojnie chcąc wychwycić każdy podejrzany dźwięk. Musiała skupić się na misji i iść dalej, ale jak miała to teraz zrobić?
Spojrzała na mistrzynię (?) i westchnęła ciężko, czując jakby cały ciężar wszechświata spoczywał na jej barkach, choć dobrze wiedziała, że to spora przesada.
- Bardzo bym chciała, tak samo jak chciałabym odzyskać swoje własne ciało, ale nawet nie wiem jak się odstałam do tego, ani w ogóle co się wydarzyło. Nadal nie pojmuje działania Mocy... uczę się na bieżąco.
Mówiła prawdę - chciałaby wszystko odwrócić, najlepiej cofnąć czas i zmienić niektóre swoje decyzje i działania, dzięki czemu obecna sytuacja nie miałaby miejsca, ale wiedziała, że to niemożliwe. Choć nadal się z tym nie pogodziła, powzięła już decyzję. Mleko się rozlało, ale może zapobiec, a przynajmniej pomóc, bo nie śmiałaby umieszczać siebie aż tak wysoko, w walce o coś lepszego i znajdującego się ponad nią samą i jej własnymi problemami.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 619
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 5 Wrz 2018, o 10:30

Nantel
Nantel został sam. Sam w ciemnym schowku ze swoimi myślami i niewielkim skrawkiem świata oglądanym przez szczelinę. Świata, który zresztą był mało ciekawy do oglądania: fragment wykładziny z okrągłą plamą światła, fragment ściany i wejście do swojego pokoju. I tylko świadomość tego, że we wnętrzu jego pokoju czekał na niego najemny zbir działała w pewien sposób ożywczo. Nantel nadstawiał ucha starając się wyłowić jakikolwiek dźwięk, który zdradził by poczynania nieznanego mężczyzny.

Ale nie działo się nic.

Kwadrans później nic się nie zmieniło a adrenalina zaczynała ustępować. Ciało zaczęło być zmęczone a niewygodna pozycja, którą musiał przyjąć w schowku, wyciskała z niego całą fizyczną; czuł się odrętwiały i połamany. W umysł Nantela zaczęły też wlewać się kolejne porcje zwątpienia i myśli o tym, że to wszystko mu się przyśniło. Cisza dzwoniła w uszach a szum krwi i bicie własnego serca wydawał się Nantelowi niemożliwie głośny.

W pewnym momencie za swoimi plecami Nantel usłyszał głośne piknięcie i szum uruchamianych podzespołów jakiegoś droida. Odwrócił głowę by spojrzeć za siebie i zobaczył wciśniętego w kąt pomieszczenia starego droida protokolarnego.
- Oooo nareszcie! Ktoś tutaj po mnie przybył! - Zajęczał swoim bezbarwnie mechanicznym głosem droid, wlepiając spojrzenie swoich jasnych oczu w Grimisdala.

W pokoju ktoś się ruszył.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6050
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

PoprzedniaNastępna

Wróć do Przestrzeń Huttów

cron