Content

Opowieści Tom II

Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Image

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 23 Cze 2018, o 19:18

- Dobra, podoba mi się ten plan - zgodził się Marcello ze słowami zmiennokształtnego.
Jednocześnie w oczekiwaniu na dogodny moment do działania obserwował przy pracy Trishę. Szkoda, że ich piąty członek grupy był tak mało wygadany, ale przynajmjiej Mirt nadrabiał go swoją elokwencją. Sam Marcello nie znał się znytnio na niczym, co pomogło by im w podłożeniu przygotowanych ładunków, ale miał chociaż nadzieję, że maszynownia i rdzeń reaktora mimo swojego ogromu będą coś znanego w swojej konstrukcji miały. Wtedy mógłby wskazać reszcie dogodne miejsca na "wielkie bum".
Byli gotowi do ruszenia dalej. W ostatniej jednak chwili przypomniał sobie o planie, jaki miał na ten moment z Noldo. Na chwilę poluzował pancerz na klacie, by małe zwierzątko było w stanie wyjść na zewnątrz. Porg podleciał i usiadł mu na wyciągniętej ręce. Mimo hełmu, który miał na głowie, obydwaj spojrzeli sobie w oczy. Na jego twarzy i na pyszczku zwierzęcia malowała się nić porozumienia i braterstwa. Każdy z nich doskonale wiedział, co musi teraz zrobić, by plan się udał.
- Idź i zrób im sieczkę z tego statku, Noldo - powiedział na odchodne do przyjaciela.
Porg ruszył skrzydełkiem tak, jakby chciał zasalutować i odleciał wgłąb ogromnej komory hangaru. Umówili się już dawno temu, że kiedy Marcello zajmie się reaktorem, Noldo wyrządzi tyle chaosu, ile tylko zdoła. Jego małe rozmiary pozwolą dostać mu się do szybów, niezauważenie uszkodzić bezpieczniki przy amunicji okrętowej w arsenałach i poprzegryzać kable jak na gryzonia przystało. Kiedy robota obydwu się skończy, spotkają się w punkcie ucieczki. To był plan na miarę takiego zespołu, jak oni. Gdy porg zniknął w tłumie, Marcello ruszył razem z resztą ekipy wykonać swoją część zadania.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Opliko » 7 Lip 2018, o 23:09

Yuu po cichu podążał za innymi starając się głównie nie rzucać w oczy.
Jednak idąc szukał dogodnego miejsca na termodetonator. Ostatecznie je znalazł: w hangarze przechodzili obok niewielkiego otworu wentylacyjnego. Projektanci byli sprytni - był za mały dla jakiegokolwiek człowieka... Ale termodetonator jest znacznie, znacznie mniejszy od człowieka i wszedł tam bez problemu.
Był już wcześniej powiązany ze zdalnym detonatorem i teraz wystarczyło naciśnięcie przycisku by go uzbroić. A kolejne naciśniecie przycisku - tym razem na detonatorze - mogło go wysadzić, lecz oczywiście umbaranin czekał z tym na odpowiedni model.
Jednak podczas podróży okazało się, że praktycznie każdy pomyślał o stworzeniu dywersji. No cóż - im więcej tym lepiej, nie?
Jednak teraz już przyszedł czas na kontynuowanie z głównym zadaniem, które może nawet nie jest niemożliwe.
Będąc tutaj bowiem Yuu nie był zbyt optymistyczny - żadne hologramy czy dane techniczne nie mogły bowiem oddać rozmiaru okrętu. Czy kilka bomb naprawdę mogło by to zniszczyć? W teorii tak, ale w praktyce? Zwykle termodetonatory nawet rozmieszczone losowo mogły poważnie uszkodzić, lub nawet zniszczyć okręt. Tutaj co najwyżej wywołały by wtedy zamęt i trochę spowolniły konstrukcję. Byłoby to jak atak bombowy w dużym mieście - tak, powoduje duże szkody, ale nie jest nawet bliski zniszczeniu miasta.
Rozmieszczając je w odpowiednich miejscach oczywiście można by naprawdę zaszkodzić nawet takiemu gigantowi. Ale czy to wystarczy? Być może. A przynajmniej umbaranin miał taką nadzieję...
Image
Ilość eksplozji przetrwanych przez postać:
Ilość przetrwanych rzutów o ścianę:
Ilość zdrad:
Discord: opliko#0909
Awatar użytkownika
Opliko
Mistrz Gry
 
Posty: 207
Rejestracja: 22 Cze 2016, o 13:59

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 10 Lip 2018, o 11:20

Platformy transportowe mknęły tunelem biegnącym wzdłuż kadłubu. Minęli jeszcze kilka hangarów, bliźniaczych do tego, w którym wylądowali, by po chwili ich oczom ukazały się masywne pomieszczenia wypełnione setkami myśliwców. Wszędzie biegały tysiące postaci w białych i czarnych uniformach. Mirt zaklął cicho, jakby przytłoczony tym, co widzi. Znajdowali się w latającej fortecy, która praktycznie samotnie mogła przesądzać o wynikach bitew. Wysadzenie tego molocha za pomocą kilkunastu termodetonatorów wydawało się równie prawdopodobne, co powalenie maszyny kroczącej za pomocą kija. Były imperialny postanowił się podzielić swymi obawami z najodpowiedniejszą do tego osobą.
- Te, gaduła... – zagadnął Umbaranina. – Znasz się na materiałach wybuchowych.
Szturmowiec stojący obok jedynie zwrócił wizjer w jego kierunku.
- Damy radę rozjebać to gówno tymi kilkoma termodetonatorami, które mamy?
- Teoretycznie... – lakonicznie odpowiedział obcy.
- Pierdoli mnie teoria, pytam kurwa o twoje zdanie.
- Przy sporej dawcze szczęścia – sprecyzował Yuu. – I to raczej uszkodzimy, niż zniszczymy.
- Kurwa...
Przez umysł Mirta przetoczyły się dziesiątki pomysłów, lecz żaden nie wydawał się choćby względnie sensowny. Ciszę niespodziewanie przerwał Marcello.
- Uszkodzenie może wystarczyć – stwierdził. – Możemy spróbować rozbić to ustrojstwo o powierzchnię Bastionu.
Trisha wyraźnie się ożywiła.
- To może się udać – powiedziała po chwili. - W odpowiedniej chwili musiałabym włamać się do systemu sterującego i skierować okręt na nowy kurs. Gdyby zsynchronizować to z eksplozją głównego komputera, nie będą w stanie wprowadzić korekt i zejść z kursu kolizyjnego.
Yuu skinął głową skrytą w hełmie szturmowca, na znak aprobaty.
- Nie-kurwa-głupie – przyznał Mirt. – Część personelu będzie starała się ewakuować, co daje nam dodatkową szansę.
Ledwo mężczyzna skończył wypowiadać to zdanie, podłoga zawibrowała w charakterystyczny sposób. Wskoczyli w nadświetlną.

***


- Kapitan na mostku! – oznajmił imperialny oficer w nienagannie czystym i wyprasowanym w kant mundurze, prężąc się z dłonią uniesioną do czoła.
Personel na mostku kapitańskim podniósł się, zwracając oczy na postać, która weszła do pomieszczenia. Wielki Admirał Beil Tozzar cieszył się ogromnym szacunkiem podwładnych, jak i ogromnym zaufaniem samego Imperatora. W strukturach marynarki imperialnej zajmował najwyższą pozycję, a jego wpływy znacząco wykraczały poza sfery militarne. Wysoki, o siwych włosach przeszedł pomiędzy podkomendnymi i zatrzymał się przed gigantyczną szybą mostku kapitańskiego Zwycięzcy. Dowództwo na najnowocześniejszej jednostce floty było zaszczytem, którego dostąpić mogli jedynie najlepsi. Choć rola Tozzara miała ograniczyć się jedynie do dostarczenia jednostki nad Bastion i przyjęcia na pokładzie śmietanki dowództwa imperialnego w celu prezentacji okrętu, wiedział że zadanie to było dowodem najwyższego uznania Imperatora. Tylko z tego względu zdecydował się o kilka miesięcy odwlec zasłużoną emeryturę. Jego nazwisko zawsze robiło wrażenie, a cała parada miała cel głównie propagandowy. Poza tym, Imperatorowi się nie odmawiało.
- Obliczyć współrzędne do skoku nadświetlnego na Bastion – zarządził.

***


3310 nie potrafił zasnąć. Leżąc na swej przepisowo standardowej pryczy wpatrywał się w sufit i wytężał umysł. Zbliżał się już poranek, a jemu wciąż przed oczami stała twarz mężczyzny z transportowca. Skąd go znał? Ta myśl nie dawała mu spokoju, doprowadzając powoli do szału. Nie wiedział czemu, ale informacja ta zdawała się być wyjątkowo istotna. W przypływie złości uderzył się pięścią w czoło i momentalnie pożałował tego ruchu. Jęknął, pocierając obolałe miejsce, gdy nagle doznał oświecenia. Zeskoczył na ziemię i rzucił się do swojego holonotesu odłożonego na miniaturowym stoliku. Pospiesznie uruchomił urządzenie i gorączkowo zaczął przeglądać wiadomości imperialnego intranetu.
- Jest! – szepnął, widząc tytuł jednego z wpisów.
Kliknął w odnośnik i poczuł, jak robi mu się gorąco. Zapominając o ubraniu, w samej bieliźnie wybiegł na korytarz. Natychmiast musiał się zobaczyć z dowódcą. Na stoliku pozostawił włączony holonotes ze zdjęciami pięciu istot, nad którymi widniał przypis „Uciekinierzy z Kessel”.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2229
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 18 Lip 2018, o 20:23

Mieli już zarysowany plan działania. Mniej więcej. Był ryzykowny i szanse niepowodzenia były spore, ale jednak jakieś były. Oczywiście pod warunkiem, że nikt ich nie odkryje, inaczej cała misja spali na panewce i jedynie co zostanie zdezintegrowane to oni sami. Właśnie skoczyli w naświetlną, więc mieli czas na przygotowania, a także rozeznanie się w terenie, jednocześnie starając się rzucać jak najmniej w oczy. Ten statek był tak ogromny, że zapewne ich mała grupka nie zwróci większej uwagi przy tak dużej ilości załogi, ale uważać trzeba.
Wykorzystała chwilę, by zorientować się w logach i systemie, a także w tym, gdzie najlepiej się udać. Ponieważ statek był duży, samo dojście na miejsce trochę im zajmie. Ładunki wybuchowe to jedno, ale ona musiała postarać się o to, by zniszczenie statku było nie tylko możliwe, ale i by zakończyło się powodzeniem. Powiedzieć, że czuła presje to nie powiedzieć nic. O ile sam włam był dla niej pestką, o tyle konsekwencje tego czynu, a także fakt tego, gdzie się aktualnie znajdowała wcale nie nastrajały ją pozytywnie. Przywykła do działania za ekranem w zamkniętym pomieszczeniu, a nie akcjach szpiegowskich wyjętych z najbardziej rozsławionych holofilmów sensacyjnych. Ba. Jeżeli im się uda, może kiedyś zrobią o nich film.
Jej tok rozmyślań został przerwany przez nią samą, by zakomunikować coś istotnego.
- Trzeba się sprężać, mamy niewiele czasu. Lot na Bastion nie potrwa długo, a najlepszy moment będzie ten, krótko po wyskoku. Im mniej czasu tutaj spędzimy, tym lepiej, nie chcemy ryzykować ujawnienia, a nie wiemy czy nasza ucieczka nie została już odkryta.
Oczywiście nawet jeżeli stali się sławni, to raczej mało kto przypuszczałby, że mogą być akurat tutaj, mimo to lepiej dmuchać na zimne i Trisha nie chciała przeciągać misji bardziej niż to konieczne.

Zadania mieli rozdzielone i najbliższe godziny spędzili na wolnym przemierzaniu statku, kryciu się w jego zakamarkach, albo wtapianie się w inne oddziały, tylko po to, by systematycznie dążyć do celu ostatecznego. Podłożyć ładunki w konkretnych miejscach, jak również być w systemie o odpowiednim czasie. Innymi słowy trzeba było dość dobrej współgrania w czasie, a chodzenie grupą tylko zwiększyliby ryzyko. Poza tym wciąż mogli pozostać w kontakcie i monitorować swoje ruchy. Co do ewentualnej ucieczki, tak samo jak inni w trakcie zniszczenia będą udawać się do kapsuł ratunkowych i statków, które zaczną opuszczać tego molocha masowo, a co za tym idzie, idealnie wtopią się w tłum.
Mimo wszystko Trisha czuła się niekomfortowo szukając idealnego miejsca na przeczekanie i szybki dostęp do systemu. Wszystkie jej myśli powędrowały do czekającego ją zadania.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 20 Lip 2018, o 20:07

- Dobra, to jedziemy z tym koksem - zgodził się z propozycją Trishy i podążył razem z nią w stronę miejsca, które uważała za najlepsze do wpięcia się do głównego komputera.
Podróż trochę im zajmowała, statek był naprawdę ogromny, a dodatkowo musieli też pilnować się, by nie wyjść z roli szturmowców i w razie czego kryć się po kątach. W miarę jak szli coraz dłużej, Marcella zaczęły nachodzić wątpliwości. Chciał przeżyć i do tego konieczne było rozwalenie tego okrętu, ale ile osób przy tym zginie? Coraz bardziej zaczynały go nachodzić wątpliwości, czy chce to zrobić. Nie był w końcu psychopatą.
Wtedy jednak w jednym z korytarzy trafili na robotników kończących jeszcze w tym miejscu podzespół wentylacji. Zrobiło się tam dziwne zbiegowisko. Wykorzystali to, by się przemknąć, ale gdy przechodzili, Marcello zauważył, co spowodowało zbiegowisko. Jeden z oficerów bezlitośnie katował robotnika, który czymś musiał mu zawinić. Marcello zacisnął pięści ze złości, a jego wzrok przysłoniła czerwona mgiełka gniewu. Przystanął w miejscu i patrzył, jak biedny człowiek jest katowany. W końcu ruszył dalej za Trishą. Tylko teraz już bez żadnych wątpliwości.
Postanowił się już nie rozpraszać. Wiedział, że musi dowalić Imperium za wszelką cenę. Miał nadzieję, że Noldo także pozostanie tak samo niezłomny, jak on sam.

***

Noldo na zmianę wędrował szybami wentylacyjnymi i korytarzami, zwinnie kryjąc się w ich cieniu zarówno przed wzrokiem ludzi, jak i droidów. Najbardziej denerwowały go te małe, jeżdżące wszędzie po zakamarkach. Udało mu się jednak wszystkie ominąć. Jakaś nieznana mu siła gnała go do celu i mówiła, w którym kierunku ma podążać.
W pewnym momencie wyjrzał na korytarz, którym właśnie w tej chwili w jego stronę biegł jakiś człowiek bez swojego ubrania. Jakimś cudem Noldo rozumiał pojęcie tych słów, chociaż nie miał potrzeby zastanawiać się, czemu tak jest. Orzeszki od jego przyjaciela za naukę tego wszystkiego były ważniejsze. Gdy zobaczył biegnącego mężczyznę, poczuł nieodpartą chęć wskoczenia mu na nogę. Siła gnała go do przodu coraz dalej, w stronę biegnącego. Jeden skok i był już na udzie człowieka. Ten wrzasnął, ale nie zdążył go złapać. Noldo zwinnie wskoczył pod bieliznę, która była jedynym ubraniem człowieka i znalazł to, czego szukał. Dwa dyndające w osłonkach jajka. Nie były to wprawdzie orzeszki, ale jajkami ptactwa też nigdy nie gardził. Te też powinny być dobre. Zabrał się więc do dzieła. Gdy rozległy się wrzaski człowieka, coś mówiło mu, że właśnie to miał zrobić.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 21 Lip 2018, o 04:42

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2229
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Opliko » Wczoraj, o 23:17

Pomysł Trishy był świetny. Znacznie lepszy niż trzymanie się nadziei, że małe eksplozje wystarczą by spowodować jakąś reakcję łańcuchową w silnikach, lub innym systemie, która mogła by naprawdę zniszczyć okręt.
Jednak zaraz jak się pojawił pomysł, Okręt skoczył. Od slicerki dowiedział się o kierunku: Bastion.
Umbaranin wiedział, że to nie jest zabawa od początku. Mieli zniszczyć gigantyczny meganiszczyciel Imperium. Najpewniej kosztujący biliony kredytów Okręt, na którego pokładzie znajdują się setki tysięcy, jeśli nie miliony, osób. Jeśli by się im udało, byłby to cios dla Imperium pod każdym względem.
Jednak teraz zamierzali go rozbić o planetę. Nie o jakąś prawie niezamieszkałą, pustynną planetę. Nie o jakiś nic nie znaczący świat na granicy znanej przestrzeni, a o BASTION. O PIEPRZONY BASTION.
Rozbicie się takiego okrętu o powierzchnie planety będzie dla Imperium katastrofą. Oznacza to przynajmniej miliony ofiar - a wśród nich wielu bogatych i/lub wysoko postawionych osób...
To co robili to nie był zwykły terroryzm. Zniszczenie Gwiazdy Śmierci było olbrzymim ciosem dla Imperium Palpatine'a, ale to się stało w nic nie znaczącej przestrzeni. Bastion nie był nic nie znaczącą przestrzenią. Wydarzenie będzie miało masę świadków - najpewniej będzie nawet transmitowane na żywo, skoro to ma być jakaś nowa jednostka. Pewnie lecą tam by ją zaprezentować.

To zdecydowanie nie była zabawa. Jak im się to uda, Imperium zrobi wszystko by ich dorwać. Nie da im nigdy spokoju...
Yuu jednak właśnie gdy o tym pomyślał wpadł na pomysł, jak się ukryć. Wciąż będzie potrzebował nowej tożsamości, ale jeśli wszystko się uda, to zagwarantuje sobie spokój. Będzie musiał jakoś dostać się do tego śledztwa. Samemu szukać siebie. Nikt nie mógł realistycznie się spodziewać, że ktokolwiek byłby tak szalony. I właśnie dlatego może to zadziałać.

No, ale na razie miał zadanie do wykonania. I choć mógł je wykonywać już planując przyszłość, to jednak skupienie się na teraźniejszości mogło by je ułatwić...
Wraz z resztą przekradał się w stronę celu: komputera głównego.
Yuu słyszał kiedyś historię o tym, jak to pewien kapitan Gwiezdnego Niszczyciela nie dopuścił do przejęcia swojego okrętu. Kiedy zawiodły już wszystkie metody na pozbycie się grupy abordażowej, a wszystkie mechanizmy samozniszczenia zostały wyłączone przez rebeliantów, zamknął się na mostku i zmienił kurs prosto w powierzchnie planety. To co zamierzali zrobić przypominało mu o tej jednej historii, tyle że w tym wypadku to cie "rebelianci" zmienią kurs, a zamiast zamknąć się na mostku wysadzą komputery.

Sam główny komputer jednak najpewniej nie będzie prostym celem. Wątpliwe jest, by był zupełnie niestrzeżony. A do tego patrząc na rozmiary Okrętu - najpewniej będzie za duży na jeden detonator, czy ładunek soniczny... Ale jak nie można wysadzić jednym, to wystarczy wrzucić dwa, trzy, może cztery. Zawsze znajdzie się sposób na wysadzenie czegoś.
Image
Ilość eksplozji przetrwanych przez postać:
Ilość przetrwanych rzutów o ścianę:
Ilość zdrad:
Discord: opliko#0909
Awatar użytkownika
Opliko
Mistrz Gry
 
Posty: 207
Rejestracja: 22 Cze 2016, o 13:59

Poprzednia

Wróć do Opowieści Tom II