Content

Przestrzeń Huttów

[Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Image

[Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 23 Lis 2017, o 13:13

Nantel przybywa z Etros k20 Koszmar i przygoda z uchodźcami zakończyła się...

Image


Nantel, Nadia i Ka'aval nie spodziewali się problemów przybywając na Ylesię. A przynajmniej nie większych niż te w których byli do tej pory. Ucieczka z Taris. Awaryjny statek, koszmary z Etros (które ciągle wracały do Nantela w snach), porwanie przez niedoszłych najemników i ostatecznie patowa sytuacja, która zmusiła ich do lotu na tą planetę. Nie, Nantel i jego towarzyszki nie spodziewali się problemów. Co wcale nie oznacza, że byli optymistycznie nastawieni do całego przedsięwzięcia. Co to, to nie. Wiedzieli, że coś się stanie. Po prostu tak musiało się stać. Zdziwili by się gdyby wszystko poszło gładko.

***

- Niezidentyfikowana jednostka... Podajcie kody i nazwę.
Ka'aval zaklęła. Wiedziała, że musi przejść przez odprawę, ale i tak zaklęła.
- Kontrola. Podaję numer: EBX-3487299. Nazwa "Shooting Star".
- Jasne... Zrozumiałem. - Nastała chwila nerwowej ciszy po której na nowo usłyszeli głos kontrolera. - Schodzicie do lądowiska 12 w pobliżu osady Tharien. Wysyłam namiar na radiolatarnie. Macie przelecieć nad miastem na niskiej prędkości i wykonać obejście wokół wieży kontroli. Zrozumiano?
- Tak jest. Zejść na lądowisko 12 i wykonać dwa kręgi wokół wieży. - Powiedziała Ka'aval siląc się na swobodny ton wypowiedzi.
- Dokładnie. Bez odbioru.
- Cholera. Kontrole w przestrzeni Huttów zawsze stresowały mnie bardziej... Imperium nie jest takie złe... Przynajmniej w porównaniu z tym co mogą Ci zrobić Huttowie...
- Och... Wszystko będzie dobrze powiedziała Nadia. - Ten Pan miał całkiem miły głos...
- Proszę Cię...

***

Frachtowiec przysiadł na płycie okrągłe lądowiska ulokowanego za miastem w pobliżu granicy z lasem. Tak jak chciała tego kontrola lotów. Pogoda była ładna i po bezchmurnym niebie przesuwało się leniwie ognista kula gwiazdy układu. Nadia widząc całkiem przyjemnie wyglądającą planetę nabrała dobrego humoru i nawet cicho sobie nuciła czym wprawiała w lekką irytację całą resztę.
Miasto, nad którym wykonali przelot zbliżając się do lądowiska, wydawało się być ładnym i czystym. Nad złotymi kopułami dachów powiewały biało niebieskie chorągwie a w niebo co chwila podrywały się do lotu stada barwnych ptaków. Uporządkowane ulice, schludne domy i drzewa zdobiące skrzyżowania harmonicznie uzupełniały całość. Tharien zrobiło na uchodźcach duże wrażenie. Było ono tym większe, że ostatnie miejsca jakie odwiedzali były raczej urbanistycznymi molochami złożonymi ze stali, durabetonu i całkowitego braku uroku.
Nie było jakichś szczególnie rzewnych pożegnań. Anton w ogóle się nie odzywał do nich i był obrażony na cały świat. Potis mrukną tylko "dziękuję" i tyle go było widać. Najdłużej żegnała się z nimi Lori. Z dziewczynami podała sobie ręce a Nantela mocno przytuliła i pocałowała w policzek; odeszła potem szybkim krokiem ukrywając szybko rosnące pąsy na twarzy.
Trójka przyszłych najemników zeszła po trapie statku i ruszyła w stronę miasta na spotkanie swego przeznaczenia i lepszego życia. Nantel, Nadia i Ka'aval obserwowali ich do momentu zniknięcia za rogiem pierwszego budynku.
- No... To zostaliśmy sami... I widzisz Ka'aval? Nic się nie stało. - Powiedziała z uśmiechem Nadia. - Możemy stąd lecieć.
- "Shooting Starr" - odezwał nagle głos kontrolera. Ka'aval spojrzała się na Nadię i gdyby spojrzenie mogło zabijać w kokpicie było by o jednego załoganta mniej. - Mamy z Wami problem.
- Tak? - Twilekanka starała się zabrzmieć spokojnie. Słabo jej to wyszło - A.. Coś się stało?
- Według rejestrów byliście ostatnio na Taris. Wyłączcie silniki i opuście pokład statku.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 23 Lis 2017, o 22:26

- Gazu! - krzyknął Nantel - W las! Nie ma co liczyć, że uda nam się odlecieć. Huttowie to nie Imperium.
Nie czekając ani chwili dłużej wpadł do swojej kajuty. Zabrał swój plecak z rzeczami znalezionymi na Taris, karabin, a przebiegając przez statek chwycił jeszcze trochę jedzenia z mesy. Dziewczyny dobrze zrozumiały, co się święci. Nawet Nadia pozbyła się nadziei na dobre intencje lokalnej kontroli lotów.
Wybiegły po rampie zaraz za Nantelem. Ten właśnie spojrzał w stronę reszty lądowisk, którymi już maszerował w ich stronę oddział ochrony. Nantel i reszta nie byli zarażeni, ale miał świadomość, że dla huttów są nikim i ci nie będą mieli oporów, by po prostu pozbyć się niewygodnych przybyszów. Kiedy strażnicy ich dostrzegli, zaczęli biec. Nantel i reszta rzucili się biegiem w stronę lasu. Mechanik prowadził. W całkiem obcym dla siebie środowisku jakimś sposobem wyczuwał kierunek i drogę, po której mieli się poruszać. Zatrzymali się dopiero po dobrych kilkunastu standardowych minutach. Szaleńczy bieg pozwolił im zgubić strażników i teraz padli na zielone podłoże w jednym z okolicznych parowów, w którym się schronili. Nad sobą mieli wystające i poskręcane korzenie drzew. Wokół poza ich oddechami rozlegały się jedynie odgłosy lasu.
- I co teraz? - spytała Nadia - Tu chyba jesteśmy bezpieczni, ale co potem?
- Proponuję poczekać do rana i podejść znowu do miasta - sapnął Nantel - Rozejrzymy się po okolicy i w nocy może uda się podejść pod lądowiska. I tak, nie wiem, gdzie jesteśmy, ale jakoś znajdziemy drogę. Miasto było duże, a my biegliśmy w miarę prosto, przed siebie.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 280
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 29 Lis 2017, o 12:32

Nantel, Nadia i Ka'aval siedzieli ukryci wśród drzew i obserwowali jak do ich statku powoli zbliżał się patrol ludzi ubranych w lekkie półpancerze i białe tuniki z błękitnymi obszyciami. Część oddziału uzbrojona była w lekkie karabiny blasterowe druga część piki energetyczne (takim jak na Nar Shadda poganiano bestie na arenach). Wyglądali niczym gwardia osobista jakiegoś feudalnego władcy w jakiejś wyimaginowanej holobaśniowej krainie. Nie mniej patrol był jak najbardziej realny, a jego wygląd i zachowanie wskazywały na raczej wysoki poziom wyszkolenia i dofinansowania. Skojarzenie z gwardią potęgował fakt, że na czele patrolu szedł ktoś kto wyglądał jak władca jakiejś feudalnej krainy z holobaśni.
Dziobaty Ishi-tib w powłóczystych szatach z szerokimi rękawami i kapturem naciągniętym na głowę szedł krokiem spokojnym i rozglądał się władczo wokół. Ciągnący się po chodniku skraj szaty sprawiał, że postać zdawała się sunąć po nim tak jakby Ishi-tib nie miał nóg. Już sama szata sprawiała, że jej właściciel wydawał się być kimś ważnym, jednak widocznie tego było za mało, więc pierś ważniaka zdobił złoty łańcuch z jakimś niemniej złotym symbolem zawieszonym na nim. Z daleka nie udało się nic więcej ustalić.
Patrol otoczył statek po czym kilku gwardzistów razem z ishitibiańskim ważniakiem weszli na po trapie na jego pokład. Na efekty długo nie trzeba było czekać.
Ishi-tib wyszedł ze statku i od razu skierował się w stronę miasta. Za nim podążyła spiesznym krokiem trzecia część oddziału. Ci co zostali otoczyli statek pierścieniem ustawiając się do niego plecami.

- Wybornie kurwa - mruknęła Ka'aval. - Co teraz, ciule?
Nantel nie odpowiedział. Zamiast tego spojrzał się na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą była Nadia; nie dostrzegł jej tam. Zamiast tego zobaczył jak oddala się od nich w głąb lasu.
- A tej co się stało, kurwa jasna? Czy Wam promieniowanie mózgów nie popaliło, co? - Twi'lekanka była więcej niż wkurzona na obecną sytuację.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 30 Lis 2017, o 21:33

- Spokojnie Ka'aval, wszyscy mamy już dość i jesteśmy zmęczeni.
Próbował ją uspokoić, ale czuł, że jest to raczej zadanie z góry skazane na porażkę. Tak jak reszta, była już zmęczona tym wszystkim, a to potęgowało zdenerwowanie. Nantel nie kontynuował dalszej trudnej rozmowy z panią pilot, tylko poszedł za Nadią. Ta w końcu zatrzymała się pośrodku lasu, całkiem jeszcze niedaleko lądowiska, i wpatrywała się w drzewa i krzaki wokół. Kręciła wokół głową, wyraźnie czegoś nasłuchując i szukając.
- Słyszysz? Ten... las. On jakby mówi, drzewa szeptają między sobą. Dziwne... Mam wrażenie, jakby chciały nam coś powiedzieć, ostrzec nas przed czymś.
Nantel słuchał wypowiedzi dziewczyny i jeszcze jakiś czas temu uznałby to za wariactwo. Jednak po tym, co przrżył w ostatnich dniach, nie było o tym mowy. Wierzył niej i stojąc obok niej, złapał ją za rękę i też zaczął nasłuchiwać. I coś usłyszał. Nie to samo, co Nadia, ale miał wrażenie, że coś w tym wszystkim było. Dla Nantela brzmiało to jak dziwne podrygi wiatru, ale czuł w nich jakiś niepokój.
- Czy wy, kurwa, zam...
Ka'aval podeszła do nich, najwyraźniej zamierzając ich zbesztać, ale nie udało się jej dokończyć. W tym właśnie momencie z głębi lasu rozległ się przeraźliwy, niesamowicie głośny gwizd, a sekundę później zostali uderzeni potężnym podmuchem wiatru. Nantel miał nadzieję, że to wiatr. Nie zdążył się nad tym zastanowić, bo uderzony wielką siłą poleciał rZem z dziewczynami w tył, na drzewa. Stracił przytomność. Kiedy się ocknął, cała ich trójka leżała wśród drzew, a nad nimi stali strażnicy, którzy podbiegli od statku.
- No żesz... - wyjęczał Nantel.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 280
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 4 Gru 2017, o 10:18

Gdy się ocknął szum wiatru i gwizd nie ustał. Ba, spotęgował się nawet a do jego akompaniamentu słychać teraz było okrzyki strażników i trzask łamanych gałęzi.
- Odciągnijcie go! Ostrożnie!
- Dawać tutaj te piki!
- Posterunek! Przy 12 lądowisku mamy młodego reeka. Rozszalały jest.
- Grey jest ranny! Trzeba go zabrać stąd!
Wtedy Nantel usłyszał serię dziwnych dźwięków jakie mógł wydać tylko jakiś duży zwierz. I to był ten jego dziwny świst. Nantel musiał go usłyszeć na chwilę przed tym gdy rogata bestia wypadła na nich szarżując z lasu. Dziwne, że nie usłyszał dudnienia ziemi pod kołkowatymi nogami stwora! Wszystko musiało się wydarzyć tak szybko, że nawet nie poczuł zderzenia z rogatą głową zwierza. Nie poczuł też tego, że przez chwilę jego ciało znajdowało się pomiędzy pniem drzewa a łuskowatym cielskiem bestii. Trzasku przypominającego łamanie gałęzi też nie poczuł.
Uniósł głowę by rozejrzeć się trochę lepiej w sytuacji. Najbliżej niego stało trzech strażników. Stali do niego tyłem a piki energetyczne mieli skierowane w stronę rozszalałej bestii. Ochraniali go! Przy Nantelu klęczał Ishi-Tib, który oglądał jego lewą rękę. Spojrzał na nią. I zamarł.
Była dziwnie wygięta i pokrwawiona; kości przedramienia przebiły skórę. Nie czuł bólu. Adrenalina ciągle przetaczała się w ogromnych ilościach przez jego ciało.
- Proszę leżeć spokojnie. Wydaje mi się, że nie ma wielkiej tragedii. Zaraz odprowadzimy Pana do skrzydła medycznego. - Słowa w basicu, wypowiadane z dziobatego aparatu mowy, brzmiały dziwnie skrzekliwie.
- Proszę, powiedzieć kto tutaj z Panem jeszcze był? Znaleźliśmy tylko twilekanke.
Nantel chciał odpowiedzieć. Jedyne co mógł to trwać w szoku i toczyć wokoł półprzytomnym spojrzeniem. Chciał odpowiedzieć, by strażnicy poszukali jeszcze Nadię, ale nie mógł!
- Zabieramy go! - Zarządził ishi-tib. - I uwalcie tą bestię.
Jak przez mgłę widział, że zostaje podnoszony z ziemi przez strażników. Widział, też jak to samo dzieje się z Ka'aval; choć ta odganiała się od pomocnych rąk strażników i rzucała na nich przekleństwami.
- Sama se, kurwa, dam radę.
Czuł też wirowanie mocy. Czuł Nadię. To ona kierowała Reekiem. Tylko, że Nadią kierowało coś innego. Istota z Etros.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 4 Gru 2017, o 21:12

Kiedy otworzył oczy, znajdował się w jasnej, czystej sali medycznej. Wokół kręciły się droidy medyczne, a dwójka lekarzy obserwowała pojawiające się na migających ekranach wyniki pacjentów. Zauważył, że nie był jedynym leczonym na sali, ale tylko on miał obstawę dwóch strażników, którzy pilnowali jego łóżka.
- Ach obudził się pan! Zaraz zawołam kogo trzeba.
Ithoriański lekarz odwrócił od ekranu w jego stronę. Podszedł, zbadał jego rękę, po czym wyszedł, znikając gdzieś za rogiem. Dopiero teraz do Nantela dotarła sytuacja, w jakiej się znalazł i lekkie, tępe odczucie bólu w lewej ręce. Umieszczona teraz w półprzezroczystym polimerze była juz nastawiona i zszyta, jednak doskonale widział gojącą się ranę po operacji. Przez głowę przeszła mu myśl, że albo jest wyjątkowo pechowym awanturnikiem, albo oni musza naprawdę krótko żyć przez taki styl życia. Najpierw noga na Taris, teraz ręka. Miał naprawdę wielkie szczęście, że nadal był w pełni sprawny.
Te myśli jednak szybko zniknęły. Gdy minęło pierwsze odczucia otępienia po przebudzeniu, przypomniał sobie całe to zdarzenie. Potężna siła stworzenia, która niemal zmiażdżyła go wpół. On i dziewczyny odrzucone do tyły jego wściekłą szarżą... Nadia! Nantel dopiero teraz zauważył, że przechodzi przez niego to nienaturalne, dziwne uczucie. Wiedział, ze dziewczyna gdzieś tam jest, czuł ją wtedy w lesie. Czuł tą istotę, która przejęła nad nią kontrolę. Jednak jakimś dziwnym sposobem wiedział, że Nadia nadal tam była. Wyczuwał ją jakoś, gdziekolwiek teraz była i wiedział, że jest być może w podobnym stanie, jak on na Etros, kiedy ta istota próbowała go zaatakować. Z jakiegoś powodu wiedział, ze tylko dzięki Nadii ta bestia go nie zabiła. Nadia musiała stawiać się tej istocie. Nie wiedział jednak, czy będzie w stanie sama sobie z tym poradzić, tak jak on. On spotkał się już z taką walką we własnym umyśle dwa razy, poza Etros także na Taris. Czuł, że ponownie musi jej pomóc.
Dalsze rozważania przerwało mu jednak przybycie lekarza w towarzystwie hutta. Nantel ostatni raz widział przedstawiciela tej rasy na Taris, jedynie przelotnie na ulicy.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 280
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 8 Gru 2017, o 11:32

Hutt wsunął się do pomieszczenia z charakterystycznym odgłosem sunięcia. Ustawił się w rogu pomieszczenia pozwalając ithoriańskiemu medykowi przeprowadzić swoje oględziny w spokoju. Powolne ruchy młotogłowego i jego skrupulatność skutkowały tym, że całość zajęła mu niemalże kwadrans, przez który to hutt czekał cierpliwie wbijając w Nantela swoje świdrujące spojrzenie małych pomarańczowych oczu.
Hutt nie był spasiony ani nie był też specjalnie duży; choć Nantel nie miał zbyt rozległej wiedzy o tej rasie od razu uznał, że ten konkretny przedstawiciel musiał być po prostu młody. Miał jasne - niemalże białe - podbrzusze, które na grzbiecie przechodziło w głębokie odcienie szarości. Nie miał na sobie też żadnych brzydkich znamion, narośli czy innych niedoskonałości skóry. Na swój sposób był ładny. Przynajmniej na tyle na ile ładny może być hutt.
I uśmiechał się. Z każdą chwilą lekarskiego badania uśmiechał się coraz szerzej. W końcu, gdy ithorianin wyszedł z pomieszczenia, zaśmiał się głośno.
- Ho, ho, ho Drogi Panie Greyu. Cóż to się tam stało na tym lądowisku? Dlaczego postanowiliście w lasy iść? Czyżbyście zapomnieli, że my tutaj trochę zwierza dzikiego w okolicy mamy, ha? - Hutt przysunął się bliżej łóżka Nantela cały czas świdrując go swoim spojrzeniem.
- No ja wiem, cechuje Pana wysoka fantazja i efektywność w wykonywaniu zleconych Panu prac, ale nie sądziłem, że na co dzień też jest Pan takim ryzykantem. - W tym momencie z twarzy hutta zniknął przyjazny uśmiech a w jego miejsce pojawiła się troska a w oczach zaszklił się smutek. - Z ręką mam nadzieję, wszystko w porządku? Mamy tutaj najlepszych medyków i najlepszy sprzęt w całej Przestrzeni więc jestem pewien, że to co się tutaj Panu wydarzyło to tylko jakaś tam niewielka niedogodność, którą wyrównamy stosowną sumą przy rozliczaniu się z kontraktu. A... Gdzież moje maniery. Jestem Betto Besadi i w imieniu moim i mojego brata Beji witamy na Ylesii.
Hutt zawiesił w tym momencie głos wyraźnie licząc na stosowną reakcję ze strony domniemanego Grey'a.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 11 Gru 2017, o 21:12

Nantel patrzył na hutta i z lekkim niedowierzaniem słuchał jego słów. Po chwili jednak, gdy przyjazny ton przerośniętego ślimaka, który przedstawił się jako Betto Besadi, nie zniknął, mechanik uwierzył, że ta przemowa była szczera. Przynajmniej jak na hutta. Chociaż tyle o nich wiedział. Ten konkretny najwyraźniej pomylił go z jakimś swoim znajomym, z którym robił interesy. Wątpliwe było, że zrobił to na podstawie wyglądu Nantela. Ludzi w galaktyce było zbyt dużo, by rtzykować przypadek spotkania kogoś podobnego. Poza tym, komitet powitalny przy statku wskazywał, że już wcześniej wzięli go za tego Grey'a. Wniosek nasówał się jeden: statek, którym przylecieli, musiał do niego należeć i huttowie dobrze o tym wiedzieli. Będzie musiał wkrótce zapytać Ka'aval, skąd ona wzięła do cholery Shooting Stara...
- Witam, panie Betto. Z ręką wszystko w porządku. Macie tu rzeczywiście bardzo dobry sprzęt i personel.
Nie miał za bardzo pojęcia, kim jest ten cały Grey, ale huttowie go lubili. Musieli robić z nim jakieś interesy. Nantel tylko domyślał się, jakiego typu przedsięwzięcia mogły to być. W każdym razie musiał spróbować. Dla Nadii. Wiedział, że musi jej pomóc, że trzeba uwilnić ją od tej dziwnej istoty, która ją kontroluje. A żeby to zrobić, on sam będzie potrzebował pomocy. Pomocy, której w okolicy mogli udzielić tylko huttowie. Musiał zaryzykować. Dla niej, dla Nadii.
- Wie pan, moje zniknięcie z terenu lądowiska nie było bezpodstawne. Po tym, co ja i moi towarzysze widzieliśmy i przeżyliśmy z rąk Imperium... Próbowano poddać statki z Taris kwarantannie, a chyba wie pan, jak do tego zabiera się Imperium. Udało nam się ich przechytrzyć, ale nadal w tej sprawie pozostawaliśmy czujni. I kiedy wasza kontrola lotów zaczęła w tym tonie, uznałem, że lepiej z bezpiecznej odległości ocenić sytuację. Pech chviał, że trafiliśmy na zwierza.
Odetchnął na chwilę. Wciąż czuł skutki oszołomienia i lekarstw przeciwbólowych, a do tego, co teraz chciał powiedzieć, musiał się specjalnie skupić. Wiedział, że cała ta sytuacja będzie niezwykle trudną grą.
- Co z moimi towarzyszami? Pamiętam jak przez mgłę, że odciągaliście twi'lekankę, ale jest ze mną jeszcze jedna dziewczyna. Nie pamiętam, co się z nią stało w tym całym zamieszaniu, a jest bardzo ważną osobą, która nie przyleciała tu ze mną przez przypadek. Jeśli jej nie znaleźliście, muszę ją bezwzględnie i priorytetowo odszukać. Dla jej bezpieczeństwa.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 280
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 13 Gru 2017, o 10:45

- Hmmmm... Hmmmm... Twilekanka. - Betto zamyślił się i potarł twarz tak jakby wspominał solidny policzek. - Ta dziewczyna ma solidny temperament. I silną rękę. Ha, ha, ha. Ma spory temperament, taaaak. Zaiste. Nic się nie martw, nic się jej nie stało. Dostała swój apartament i czeka na Ciebie. Myślę, że nie długo się spotkamy. Niestety nie wiem nic więcej o tej drugiej osobie, o której mówisz. Nikogo nie znaleźliśmy ani na statku ani w lesie.
- Wiemy, że przywieźliście tutaj trójkę najemników... - powiedział Betto po chwili milczenia, w trakcie której mierzył Nantela badawczym spojrzeniem... - i wiemy od nich, że faktycznie oprócz Ciebie i tej pyskatej Ka'aval była jeszcze jedna osoba imieniem Nadia, to prawda? I rozumiem, też że imię Nantel to tylko przykrywka. Myślę, że tak. To by mi nawet pasowało do słynnego Greya.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 14 Gru 2017, o 17:28

- Tak, to prawda. Myślę, że należą się panu, panie Betto, pewne wyjaśnienia, skoro będę potrzebował pańskiej współpracy. Jakbyśmy zostali na chwilę we dwóch...
Nim Nantel skończył, hutt tylko machnął jedną ze swoich ślimaczych rąk, dając znać doktorowi i droidom by zostawili ich samych. W sali oprócz Nantela i hutta nie było po chwili nikogo. Jeszcze w momencie, jak tamci wychodzili, mechanik wstał z łóżka i podszedł do swoich rzeczy, ułożonych schludnie w jednym miejscu. Musiał przyznać, że wszystko, oczywiście oprócz broni, było na swoim miejscu. Ludzie Besadiego znali się na swojej robocie. Jedną ręką otworzył plecak i pogrzebał w nim trochę, niezgrabnymi ruchami próbując coś znaleźć. W chwili, gdy drzwi zamknęły się za doktorem, Nantel znalazł to, czego szukał i zaciskając na razie mały przedmiot w pięści, odwrócił się do hutta.
- Będę z panem szczery, panie Besadi. Nie mam też za bardzo wyjścia, potrzebując szybkiego wsparcia z pana strony. Przez tą rękę i tak jestem trochę uziemiony. Ale po kolei...
Nantel przysiadł na łóżku i wciąż zaciskając przedmiot w pięści odwrócił się w stronę hutta, próbując jednocześnie odczytać coś z jego twarzy. Niezbyt wiedział, jak to zrobić, nie znał się na przedstawicielach tej rasy, ale przynajmniej jego ruchy i mimikę spróbuje do czegoś odnieść. Po czym zaczął mówić historię, którą miał nadzieję go do siebie przekonać.
- Zacznę od początku, aby miał pan pełen obraz sytuacji. Jakieś kilka tygodni temu zauważyłem, że ktoś wpierdziela mi się do interesu. Początkowo wyglądało to niegroźnie, ale jeden z moich, hmm stałych klientów, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, dwóch innych nie dawało nagle nikomu zleceń. Jasne było, że to coś grubszego. Na dodatek wszyscy moi informatorzy dowiedzieli się jedynie tego, jak nazywa się jeden z pośredników, nic więcej. Stwierdziłem, że trzeba wziąć się za to osobiście. Ten pośrednik, Trohit Dussel, prowadził warsztat na dolnych poziomach Taris. I tak zaczęła się moja rola Nantela, pomocnika mechanika. Trzeba było działać ostrożnie, sam pan rozumie, bez właściwie żadnych informacji musiałem jakoś tego gościa podejść. I pech chciał, że przez tą przeklętą zarazę szlag trafił mój delikatny plan. Nie zdążyłem nawet wypytać Dussela zanim rozszarpały go te bestie. Jednak w jego rzeczach znalazłem to.
W tym momencie Nantel otworzył dłoń i wyciągnął ją w stronę hutta, ukazując na niej wyjęte z plecaka insygnia republikańskiego oficera - baretki republiki zabrane ze skrytki szefa jego warsztatu z Taris.
- Panie Besadi, jest pan osobą obeznaną, więc na pewno wie pan, co znaczą te symbole i kim mogła być osoba, która je posiadała. Republikańskich oficerów Imperium tępiło gorzej niż gryzonie. Tym bardziej, że coraz więcej o tych tak zwanych rebeliantach słyszy się ostatnio. I teraz w tej historii pojawiają się dziewczyny. Kiedy już miałem zamiar zmyć się z Taris, wpadły do warsztatu ścigane i przez Imperialnych i przez bestie. Wzięły mnie za pomocnika tego Dussela. Pomyślałem, że skoro znały go i do niego biegły, mogą coś o nim wiedzieć. Zabrałem się z nimi, prowadząc ich wprost na mój statek. Widać nie wyszedłem z roli, bo nadal myślą, że ukradły ten statek przypadkowo. I tak zostałem w roli Nantela czekając na okazję, aż doprowadzą mnie do tych rebeliantów. Przynajmniej twierdzą, że wiedzą, jak do nich trafić. Teraz gdy Nadia zaginęła, twi'lekanka na pewno nie będzie chciała się stad ruszyć. Chyba są ze sobą zżyte. A ja muszę dalej udawać, żeby całą sprawę zakończyć. Nie mogłem nawet pozbyć się w normalby sposób tych najemników, gdy uparły się wziąć ich na pokład. Na domiar złego Nadia cierpi na jakąś chorobę i trzeba ją szybko znaleźć. Już na Etros zaczynała momentami tracić świadomość.
Nantel skończył i czekał na reakcję hutta. Postanowił zagrać w niebezpieczną grę w udawanie Greya, bo tylko dzięki temu mógł zdołać odnaleźć Nadię i jej pomóc. Musiał zaryzykować.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 280
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 18 Gru 2017, o 13:18

- Rozumiem... Hmmm... Rozumiem... Tak, to ma sens. - Betto zamyślił się i zamilkł. Cały czas jednak przyglądał mu się uważnie i pomrukiwał. - Hmmmm.... Jak zatem mam się do Ciebie zwracać? Twoim prawdziwym mianem czy przybranym?

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 18 Gru 2017, o 15:14

- Przybranym - odpowiedział przyglądając się dalej huttowi - Wystarczy mi już komplikacji przez zarazę rakghuli. Jeszcze tego by brakowało, żeby mój jedyny trop zaczął zadawać pytania.
Zszedł z łóżka i z powrotem włożył baretki do plecaka. Przy okazji sprawdził też, czy holokron nadal znajduje się w jego rzeczach. Był tam. Nantel wyczuł go nie tylko w dłoni, ale też jakby umysłem. Niezależnie, co teraz zrobi hutt, Nantel musiał w wolnej chwili porozmawiać z widmem mistyczki Sharii. Będzie musiał się wyciszyć i być może uda się uruchomić małą kostkę i wypytać ją o tą dziwną istotę.
- No to teraz do sedna sprawy... Czy jest mia pan, panie Besadi, w stanie udzielić wsparcia w poszukiwaniach tej dziewczyny? Zgaduję też, że korzystając mojej obecności chce pan mnie poprosić o jakąś przysługę?
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 280
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 26 Gru 2017, o 09:00

- Hmmmm... Zrobimy to inaczej. Sednoa sprawy zaczniemy szukać już teraz, ale dokładniej porozmawiamy o nim w trakcie spotkania, które mam nadzieję się odbędzie niebawem, Panie Nantelu. - Hutt uśmiechał się prawie cały czas, ale gdy wymówił imię Grimisdala uśmiech stał się jeszcze szerszy; niemalże groteskowy i cokolwiek nieszczery. Chodź może to tylko był pozór? Może Nantelowi się to tylko wydawało? "Na złodzieju czapka gore" przypomniał sobie nagle skąd stare przysłowie z Taris i dopiero teraz w pełni zrozumiał co ono oznacza.
- Teraz. Muszę Pana opuścić by wydać odpowiednie rozkazy w sprawie tego naszego Sedna. Pana towarzyszka, Ka'aval, czeka na Pana w Lobby. Droid protokolarny zaprowadzi Pana. Za trzy godziny usiądziemy do kolacji. Proszę oszczędzać rękę. Medyków mamy dobrych a technologie jeszcze lepszą, ale ponoć odpoczynek jest najważniejszy.
Besadi skłonił się i ruszył do wyjścia z pokoju. Chwilę to trwało nim jego ciało "nawróciło" w miejscu. Nantelowi przypominało to troche manewry okrętu w porcie.
- Gdybym tylko miał nogi... - Mruczał do siebie Hutt.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 27 Gru 2017, o 16:08

Nantel pożegnał hutta skinieniem głowy i kiedy ten wyszedł, zabrał się do porządkowania swoich rzeczy. Tuż obok jego plecaka leżało nowe, czyste i wyprasowaneubranie dla niego. Zwykła koszula i spodnie, jednak po całej tej ucieczce z Taris i godzinach spędzonych po najróżniejszych kanałach ten strój był wręcz elegancki. Oprócz tego dorzucono jeszcze płaszcz na niepogodę, który też łatwo było zarzucić ze złamaną ręką.
- Pomóż mi się przebrać - rzucił w stronę droida, który właśnie wtoczył się do sali.
Chwilę później Nantel, trzymając w zdrowej ręce swoje rzeczy, wyszedł ze skrzydła szpitalnego. Na wyjściu czekał już na niego droid protokolarny, który od razu go rozpoznał.
- Proszę za mną. Zaprowadzę pana do pana towarzyszki. Jest już bardzo zniecierpliwiona- oznajmił.
W istocie Ka'aval, jak można się było po niej spodziewać, była już bardzo zła przedłużającym się oczekiwaniem. Chodziła w kółko po lobby, niemal wydeptując dziurę w miękkim dywanie. Słychać było od niej niekończący się potok przekleństw mamrotany pod nosem.
- Gdzieś ty, kkurwa, był tyle czasu? Nadii nadal nie ma, nie wiadomo, co się z nią dzieje!
- Już jej szukałem, rozmawiałem z huttem Beto Besadim. Nie wiem, czego chcą w zamian, dowiem się pewnie na kolacji, na której mamy się stawić za trzy godziny.
Mam siedzieć i się uśmiechać do huttów, kiedy nie wiadomo, co z dziewczyną?!
- A masz lepszy pomysł? Z tą ręką ci gówno pomogę, a sama sobie w tych lasach nie poradzisz. Oni znają teren i faune.
Twi'lekanka wyglądała na trochę uspokojoną. W samą porę, bo już zaczynała wyglądać, jakby miała zacząć strzelać do wszystkich. Korzystając z chwili ciszy Nantel zwrócił się do droida.
- Pokaż mi drogę na nasz statek, chciałbym odłożyć swoje rzeczy.
Po dotarciu na statek, który stał na feralbym lądowisku, na którym go zostawili, Nantel udał się do swojej kajuty. Wcześniej przyjrzał się z daleka szczątkom pobojowiska po walce z bestią. Nie widział ich wyraźnie zza drzew, ale było już uprzątane przez droudy. Ka'aval poszła razem z nim na Shooting Star. Mimo złości, kiedy usłyszała, że kolacja z huttem jest nieunikniona, stwierdziła, że musi się ogarnąć.
Nantel natomiast odłożył w kajucie swoje rzeczy, do kieszeni spodni chowając jedynie kilkaset kredytów, baretki oficera i swój nieodłączny kastet. Dla spokoju ducha obejrzał całą kajutę, czy nie ma w niej czujek i innych niespodzianek zostawionych na rozkaz hutta. Było to trochę paranoiczne, ale kierowany przygodami bohaterów z holofilmów wolał sprawdzić. Oczywiście niczego nie znalazł, ale poczuł się pewniej. Do ręki chwycił notes szefa warsztatu, który mógł mu się jeszcze przydać i holokron. To na nim skupił teraz uwagę. Usiadł ostrożnie na łóżku, oparł się wygodnie i wpatrzył w czarną kostkę na dłoni. Spróbował się odprężyć i po raz kolejny wyczuć Moc płynącą z urządzenia, tak jak udało mu się na Taris.
Chwila spokoju, pierwsza od dłuższego czasu, i leki przeciwbólowe, które jeszcze działały pomogły mu w skupieniu i już po kilku minutach z otwartej kostki, lekko unoszącej się nad jego dłonią, pojawiła się postać Mistyczki Sharii. Po skupieniu i kilku próbach Nantel wyczuł w końcu Moc płynącą z holokronu i udało mu się go otworzyć. Zrobił to sam, tym razem bez wskazówek Bzhydacka, co Sharia przyjęła z aprobatą.
- Widzę, że sytuacja się uspokoiła od naszego ostatniego spotkania.
- Niestety niezbyt. Mistyczko Shario, naprawdę mi głupio i przykro, że nie mogę o to spytać w spokojnych warunkach i bez pośpiechu, ale ciągle ucieczka z Taris jeszcze się nas trzyma. A muszę wiedzieć, bo cały czas nie daje mi to spokoju. Czym jest Moc? Opowiedz mi o niej, proszę. I o jedi- Nantel przerwał na moment, po czym dodał - Muszę sobie poukładać choć tyle na ten moment. I mam jeszcze jedno ważne pytanie: Czym jest ta straszna istota ze stacji Etros?
W tym momencie Nantel opisał wszystko to, co czuł podczas swoich wizji czy też snów, kiedy zetknął się z tą istotą. Opowiedział również o Nadii i groźnej sytuacji, w której się teraz znajdowała.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 280
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 27 Gru 2017, o 23:15

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 17 Sty 2018, o 11:01

Spotkanie w domu dobiegło końca. Nantel się głowi

Betto i Nantel szli korytarzem w stronę części mieszkalnej. Za nimi szła Ka'aval a w dalszej kolejności Ishi-tib w kapłańskich szatach oraz droid protokolarny, któremu kapłan dyktował po cichu jakieś polecenia. Nantel nie był wstanie usłyszeć o czym mówią bowiem Betto cały czas przekonywał go by skupił się na właściwym zadaniu. Rozmowa przybiegała w ciut mniej serdecznej atmosferze; huttowi bardzo zależało na śmierci gubernatora i bagatelizował słowa Grimisdala o potrzebie odszukania Nadii.
- Rozumiem Twój punkt widzenia - mówił - jednak, rozważ to: śmierć gubernatora pomoże całej sprawie rebelii znacznie bardziej aniżeli dostarczenie im dwójki zaginionych rebeliantów. I pomyśl o tym jak bardzo zbliżysz się do nich jeżeli przyczynisz się walnie do postępów w ich sprawie. Wszyscy na tym skorzystamy.
Betto zupełnie nie rozumiał jakie emocjonalne więzi łączą go z Nadią i Ka'aval. Dla niego te dwie dziewczyny były niczym więcej jak tylko bezbarwnym i nic nie znaczącym celem zadania. Takie traktowanie sprawy przez hutta było typowe dla niego i Nantel nie mógł się temu za bardzo dziwić. Wszak w jego oczach był płatnym zabójcą.
- Z jakiegoś powodu jednak bardzo Ci zależy na wykonaniu tamtego zadania. Ciekawy jestem czemu... Nie, nie mów. Ciekawość zabija. Mam propozycję. Poprosimy Kittani by się zajęła kwestią poszukiwania Nadii. Damy jej ludzi. Oddelegujemy do niej Ka'aval a Ty skupisz się na zadaniu. Dopłacę ekstra.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 18 Sty 2018, o 20:29

- Panie Besadi, rozumiem pana zaangażowanie i chęć jak najszybszego załatwienia sprawy z gubernatorem. Mój plan wymaga jednak pewnych przygotowań, które zajmą mi co najmniej siedem standardowych dni. I jest jeszcze jedna niewygodna kwestia.
Nantel gestem wskazał na swoje ramię, wciąż jeszcze usztywnione, chociaż po lekach i wyśmienitym jedzeniu bolało mniej. Nadal jednak nie miał co liczyć na jego pełną sprawność.
- Opieka zapewniona przez pana była najlepszą, jaką mogłem otrzymać, ale natury nie oszukamy. Potrzebuję co najmniej kilku dni, by móc używać ręki. A będzie mi potrzebna.
Szedł przez chwilę w milczeniu, dając czas huttowi na przemyślenie zaistniałej sytuacji. Ten pełzał obok niego aż dotarli do części mieszkalnej, do pokoi przeznaczonych dla niego i Ka'aval.
- Panie Besadi, w zaistniałej sytuacji prponuje następujące wyjście. Mam jeszcze tydzień nim przejdę do następnego etapu mojego planu. W tym czasie wyleczę rękę i dołącze do poszukiwań Nadii, prowadzonych przez panią Levfith i Ka'aval wraz z obstawą. Będę je nadzorował, jednocześnie robiąc przygotowania do gubernatora. Jeśli dziewczyny nie uda się odnaleźć w siedem dni, zostawiam poszukiwania i kontynuuje swój plan. Będzie mi się lepiej pracować będąc w środku zamieszania niż gdybym miał zastanawiać się nad jego rezultatem.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 280
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 25 Sty 2018, o 13:46

- Hmmmm... - Besadi zamruczał basowo a potem mrucząc do siebie sunął obok Nantela nie spoglądając nawet na niego. - Hmmmm... Siedem dni... Ciekawe... Hmmmm....
- Drogi Panie... Cóż... Chyba część informacji nie dotarła do Pana, bądź wypadek spowodował, że wyleciały one Panu z głowy. Po siedmiu dniach to będzie już za późno. Albo może być już za późno. Oboje nie chcemy by okazało się, że jest już za późno. Panie Grimisdal. Nie sądziłem, że osoby posiadające taką reputację jak Pan, mogą sobie pozwolić na tak... swobodne... Tak, swobodne to dobre słowo.. Na tak swobodne traktowanie czasu swego klienta.
Nantel nie był empatą, ale zupełnie ślepy na aluzje też nie był. Besadii traktował jego chęć odszukania Nadii jak coś wyjątkowo nieprofesjonalnego. Betto był nawet zdziwiony pomysłami jakie proponował Płatny Zabójca.
- Zgoda. - Mruknął Betto po kolejnej przedłużającej się pauzie. Masz tydzień czasu. Na załatwienie obu spraw. Kittani Ci nie pomoże. Jest potrzebna przy negocjacjach. Rozstaniemy się w tym momencie. Dziękuję za rozmowę.
Po tych słowach Betto wykonał zwrot swym ślimaczym cielskiem i ruszył w drogę powrotną. Za nim ruszyła reszta jego obstawy.
Nantel został sam na korytarzu. I choć po chwili nie widział nigdzie nikogo, wiedział, że był obserwowany. Dziwne przeświadczenie, że stracił zaufanie Betto nie dawało mu spokoju.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 30 Sty 2018, o 02:56

Stojąc na korytarzu, Nantel dopiero teraz poczuł ogrom kłopotów i trudności, którym musiał sprostać i które na niego spadły. Aż trudno uwierzyć, ze jeszcze jakiś czas temu był nic nie znaczącym mechanikiem w dolnym Taris. Teraz skończył jako płatny zabójca, a przynajmniej za takiego miał uchodzić, jeśli chciał przeżyć. Najgorszym było to, że ze wszystkim musiał poradzić sobie sam. Naprawdę poczuł się samotny... Westchnął i podniósł wzrok tuż na Ka'aval, która stanęła przed nim docierając w końcu z końca pochodu.
- Jutro zaczynamy poszukiwania Nadii, wylatujemy z samego rana. Bądź gotowa. Nie mamy dużo czasu, już i tak igram z losem. I przede wszystkim z bardzo wpływowym huttem...
Nie czekając nawet na jej odpowiedź, odwrócił się i wszedł do swojego pokoju. Było to po części oznaką tego, jak bardzo nie miał się przed kim zwierzyć z problemów i z kim pogadać, ale też z drugiej strony mając świadomość możliwych podsłuchiwaczy, nie za bardzo miał nawet jak wytłumaczyć dobrze twi'lekance całą sytuację. Już zamykając drzwi usłyszał, jak Ka'aval mądrze zrozumiawszy jego gest, nie czekała ze zbędnymi pytaniami i sama otworzyła drzwi do swojego pokoju. Nantel zaś stanął pośrodku pomieszczenia i zlokalizował swoje rzeczy, przyniesione tu wcześniej. Z kolejnym westchnieniem usiadł na kanapie i zagłębił się w swoich myślach. Godzina była jeszcze całkiem wczesna mimo kolacji u huttów. Stosunkowo wcześnie udało im się z niej wyrwać, a przynajmniej jemu, w porównaniu do innych gości. Nie czuł się tez zmęczony, co było zapewne sprawką leków, które dali mu na rękę, a może i zwiększonej ilości snu i myśli, które go męczyły.
Weź się w garść! W końcu mentalnie sobą potrząsnął. Nadia na ciebie liczy! Do cholery, nie może tu siedzieć i się nad sobą użalać. Przecież ona może liczyć tylko na niego. Jest jej warty, czy nie? Musi zrobić wszystko, by ją uratować i zapewnić bezpieczeństwo! Ta cała Moc... Skoro jest, kurwa, wybrany przez los, ze ją ma, to czas najwyższy wziąć życie we własne ręce i wybić się ze stłamszonego przez Imperium, huttów i cały ten pieprzony świat tłumu! Chce udowodnić sobie i Nadii, ze może zrobić coś dobrego dla niej i w ogóle dla wszystkich potrzebujących? To czas wziąć się do roboty! Miał dwie rzeczy, którymi musiał się zając w terminie na wczoraj. I obie były śmiertelnie niebezpieczne i zahaczające o kategorie "niemożliwe". Ale kurwa zrobi to. Dla Nadii.
Postanowił, że na teraz zacznie od zrobienia planu, jak zabić tego cholernego gubernatora. Zacznie przygotowania, a jednocześnie od jutra rana wyruszy na poszukiwania Nadii. Zabrał się do tego, jak za sprzątanie cholernego warsztatu. Pierwsza rzecz: zrobić listę narzędzi i części. Wyjął dysk z danymi przekazanymi mu przez hutta. Bardzo uważnie wszystko przeanalizował, robiąc co jakiś czas notatki na datapadzie właśnie ze skrzynki z narzędziami, który przytargał jeszcze z Taris po tych wszystkich przygodach. Kiedy skończył od razu wziął się za rzecz następną - holonet i wszystkie informacje o gubernatorze jakie tylko mógł w nim znaleźć. Z nich też zrobił osobne notatki, zwracając przede wszystkim uwagę na ostatnie wydarzenia, w których uczestniczył gubernator i przyszłe, na których miał zawodowy obowiązek się zjawić. Skorzystał przy tym z wyświetlacza w pokoju i musiał przyznać, że te wszystkie udogodnienia jednak naprawdę ułatwiają życie. Pierwszy raz w życiu tak wygodnie mógł pracować. Kiedy skończył z wydarzeniami o jego celu, teraz przyszła kolej na pierwsze zarysy planu. Od razu sprawdził pierwszy ze swoich pomysłów i zajrzał do imperialnych holonetowych ofert pracy z Gamorry, szukając jakiejkolwiek dotyczącej mechanika lub technika doków, w których zwykle znajdował się prom gubernatora. potem swoja uwagę zwrócił na wiadomości o przeciwnikach politycznych gubernatora i wszystkich osobach, z którymi według mediów miał na pieńku. A potem wymyślił swój plan. Plan, który na razie zatrzymał w swojej głowie i postanowił realizować krok po kroku. Na koniec przejrzał jeszcze wiadomości o ostatnich protestach, buntach i niezadowolonych grupach na planecie gubernatora. Po krótkim zastanowieniu, już teraz postanowił jednak przygotować sobie też listę wszystkiego, co jutro z rana będzie musiał jeszcze kupić, by móc zrealizować to, co zamierzał.

Lista zakupów:
Skrzynka porządnych narzędzi
Termodetonatory ze zdalnie odpalanym zapalnikiem (5)
Magazynki do karabinu E-11
Ciężki blaster DL-45 (albo nowsza wersja, nie wiem, jaka jest teraz na MM aktualna)
Przenośny komputer niewielkich rozmiarów, z dobrym oprogramowaniem szyfrującym
Kilka komunikatorów (coś w stylu naszych jednorazowych komórek)
Złom: przepalone bezpieczniki niemal do wszystkich części statku, komputer pokładowy, systemy podtrzymywania życia, hipernapęd itd.; kilka dziurawych albo zużytych przewodów
Kilka skrzyń żarcia i ze dwie skrzynie leków na najbardziej typowe dla ubogich choroby
Wśród ludzi hutta znajdzie się pewnie też ktoś, kto będzie w stanie podrobić dowód i inne papiery potrzebne do zatrudnienia?
Napisz mi proszę w pw Mój Mistrzu, czy udało mi się to dostać i za ile.


- No dobra, to teraz zaczynają się schody - szepnął do siebie, gdy odkładał wszystkie notatki.
W międzyczasie naszły go też niespokojne myśli, czy przez jego działania, nie zginą też niewinni ludzie. Nie miał czasu, by przygotować w stu procentach bezpieczny dla postronnych plan, tym bardziej gdy miało to wyglądać jak wypadek. Odrzucił jednak te myśli. Niemożliwym wręcz było, by gubernator otaczał się ludźmi niewinnymi. Tak blisko jego osoby musieli być świadkami wszystkich jego zbrodni i brudów, nie mogli więc być "zwykłymi niewinnymi" istotami. To go trochę uspokoiło, w samą porę, by zabrać się za drugą część swojej roboty zanim będzie mógł odpocząć przed jutrzejszymi wyzwaniami.
Sięgnął do swojego plecaka i wyciągnął z niego holokron. W tym przypadku nie dbał o to, czy ludzie hutta go podglądają czy podsłuchują. Jeśli o Mocy wiedzieli tyle, co jeszcze on niedawno, prędzej się przestraszą niż mu przeszkodzą. Niech szpiedzy się boją, to może betto odzyska nieco zaufania do niego. Odetchnął głęboko. To, czym teraz chciał się zająć wymagało uspokojenia tej rozpędzonej machiny emocji, która jeszcze przed chwilą pchała go do działania. Usiadł wygodnie na łóżku, wyciągnął czarny sześcian na ręce przed sobą i skupił się na nim. Tak, jak udało mu się to wcześniej, starał się oczyścić swój umysł i skupić na pozytywnych myślach związanych z Nadią. Chciał poczuć Moc i połączyć się z nią dzięki swoim uczuciom. Takie było jego podejście do Mocy, po tym, co do tej pory o niej wiedział i co przeżył. Jawiła mu się jako coś niepojętego, ale co znajdowało się we wszystkim we wszechświecie, co dawało siły tym, którzy naprawdę wierzyli w swoje intencje. Dobre lub złe, dawały różne skutki, ale Nantel silnie wierzył, że jego były dobre. inni nazywali to silną wola, ale on wierzył, ze to wszystkie jest połączone i być może jest jednym i tym samym. Tym samym nie było rzeczy niemożliwych i odpowiednie zrozumienie i dobra wola mogły zmienić wszystko. Tak przynajmniej sądził. Nie pojmował Mocy i miał jedynie to jej wyobrażenie. Wierzył w nie jednak i postanowił, że nalezy wreszcie się tego douczyć. Skorzystać z mądrości starożytnych.
- Witam cię ponownie - holokron otworzył się jak ostatnio i pojawiła się przed nim postać mistyczki Sharii - znowu widzę zmieniłeś okolice.
- Mistyczko Shario - zaczął - wreszcie mam czas, by móc z tobą normalnie porozmawiać. Nadia, bardzo ważna dla mnie osoba, jest w poważnym niebezpieczeństwie. Wiem, że nie wiem praktycznie nic o Mocy i mam tylko o niej swoje wyobrażenie. Ale chcę ją zrozumieć, by móc pomóc innym. Proszę cię, czy przyjmiesz mnie na ucznia? Czy możesz nauczać mnie o Mocy, bym wiedział, z czym mam do czynienia i bym mógł zrobić cokolwiek dla tych, na których mi zależy i dla tych, którym trzeba pomóc? Wiem, że czasu jest śmiesznie mało... Ja... chyba pogodziłem się już z tym, czym jestem i że ta cała Moc jest częścią mnie...
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 280
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 30 Sty 2018, o 11:43

- Nie masz czasu. Brak czasu oznacza pośpiech i niedokładność. Pośpiech i niedokładność prowadzą do błędów i niezrozumienia. W takich warunkach nie poznasz Mocy. Nie zrozumiesz jej. A ona może nie zechcieć Ciebie. Możesz utknąć w błędzie a z nich może wytworzyć się tylko większy błąd i jeszcze większe niezrozumienie. Nie masz czasu. Musisz to zmienić.
- Wyczuwam Twój niepokój. Twoje myśli. Twoje myśli i Twój niepokój wynikają z braku czasu. Brak czasu powoduje błędy. Musisz to zmienić. Odciąć się od źródeł niepokoju. Bo Moc do Ciebie nie przyjdzie. A ty jej nie zrozumiesz. Nie pojmiesz jej, jeżeli będziesz otoczony pośpiechem. I brakiem czasu. I błędami.
- Musisz odciąć się od zakłóceń w Twoim życiu. Nie ważne jak wiele dobra bądź zła chcesz wyrządzić. Nie ważne czy jesteś altruistą czy egoistą. Moc wymaga poświęcenia. Nie przyjdzie do Ciebie, jeżeli się jej nie poświęcisz. Jeżeli nie odetniesz się od tego co wprowadza w Twoje życie brak czasu miniesz się z nią.
- Moc się w Tobie rozwinie tylko wtedy gdy zostaniesz z nią sam na sam.

***


Siedział na łóżku i przeglądał dane zebrane w datapadzie popijając przy tym napój energetyczny. Ze wszystkich informacji jakie udało mu się znaleźć stworzył esencję wiedzy o swoim celu. Był gotów by stawić czoła zadaniu; a w zasadzie był na tyle gotowy na ile mogła być osoba udająca płatnego zabójce.


- Khadim Keehebb
- człowiek, mężczyzna 56 lat
- rodzina pochodząca z wyższych sfer Courscant
- dwukrotnie żonaty
- obecna żona, Elledin Carsp-Keehebb, ma 24 lata

- Khadim i Elledin żyją ze sobą w zgodzie bez skandali towarzyskich i wydają się być szczęśliwą parą pomimo tego, że małżeństwo było typowym kontraktem między rodami
- Elledin jest w 7 miesiącu ciąży
- z poprzednią żoną się rozwiódł, brak dzieci z tego związku

- Khadima pasjonują sporty walki i wyścigi ścigaczy (sam bierze udział w takich)

- Rezydencja Keehebb znajduje się na Gamorrze w odległości około 100 km od miejsca znanego jako Cytadela.
Cytadela - starożytne miasto-twierdza wyposażona w potężne baterie dział planetarnych. Miejsce kontrolowane przez Imperium. Brak informacji o stanie baterii. Najprawdopodobniej nie działają. Znaczenie symboliczne.

- Rezydencja Keehebb jest samowystarczalną placówką. W jej skład wchodzą:
- trzy lądowiska z pełną obsługą i zapleczem warsztatowym,
- budynek generatora,
- stacja uzdatniania wody,
- oczyszczalnia ścieków,
- dwie farmy hydroponiczne wraz z niezbędną infrastrukturą,
- trzy budynki magazynowe,
- warsztat i garaże dla ścigaczy,
- budynki służby,
- główny budynek mieszkalny rodziny Keehebb z:
- skrzydłem mieszkalnym
- galerią
- skrzydłem dla gości
- krytym basenem
- budynek administracyjny (w którym Khadim przyjmuje oficjalne wizyty i dokonuje narad)

- Rezydencja ulokowana jest nad brzegiem Płaskowyżu Mgieł skąd rozciąga się piękny widok na góry i krainę gamorreańskich jezior.
- W najbliższej okolicy rezydencji ulokowanych jest kilka mniejszych należących do pomniejszych oficjeli i pracowników Khadima.

- Khadim rządzi twardą ręką i stara się trzymać panoszących się na Gamorrze huttów i gamorreańskie klany na krótkiej - choć sprawiedliwej - smyczy,
- Medialnie jawi się jako sprawiedliwy mąż stanu i tak też jest oceniana jego praca przez przełożonych ze stolicy,
- Nieoficjalnie - brak innych źródeł jak tylko zapiski zawarte w danych od Betto Besadii - siedzi głęboko w kieszeni Hutta Zorda i czerpie niebotyczne korzyści na handlu niewolnikami (gamorreanie) i przemycie "przypraw",
- Ponoć w podziemiach rezydencji znajdują się jaskinie w których zorganizowane są więzienia dla niewolników pracujących w laboratoriach "przypraw",

- Brak szczegółowych planów rezydencji.

- Khadim łoży spore sumy pieniędzy na utrzymanie ochrony.
- Szefem ochrony jest Zgor'zel.

- facet o wyjątkowo ponurej reputacji (rozboje, pobicia, oskarżenia o zabójstwa, handel niewolnikami, przemyt, stręczycielstwo i mandaty za złe parkowanie)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5860
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Następna

Wróć do Przestrzeń Huttów