Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 1 Lis 2017, o 13:52

Spoglądając na Guttora, odrzekł:
- Jestem za, a nawet przeciw. - jak mógł na to nie wpaść wcześniej? Widocznie strategia bycia głupszego, niż jest, realizowana była dalej.
- Nie potwierdzam, ani nie zaprzeczam. - nie chciał wyjść na głupka przed całym gronem, próbując wyjść z twarzą wobec lepszej propozycji Wielkiego Rozumem, Małego Kudłacza.
- Jeśli Guttor i jego wojownicy się zgodzą, wchodzimy w to. - odparł wreszcie, ku uldze części knurów.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 224
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Rafael Rexwent » 2 Lis 2017, o 00:46

Widział malujące się na świńskim ryju przerażenie. Zdradzające jeńca charakterystyczne zachowania. Drżące ciało. Zmarszczki na szerokim nochalu wieprza. Nerwowe ruchy głową. Lecz najwięcej strachu mężczyzna wypatrzył wprost w dwojgu oczu osadzonych głęboko w tłustej twarzy. Czerpał dziką satysfakcję patrząc na obecny stan Gamorreanina, który jeszcze parę godzin wcześniej prezentował się zupełnie inaczej. Groźna istota z imponującym piercingiem klatki piersiowej została brutalnie sprowadzona do roli ofiary.
- On na pewno coś jeszcze wie! - W głowie Paula zadudnił złowrogi głos. Bliżej mu było do jęczącego zwierzęcia niż tonu człowieka. A jednak zawierał w sobie coś dziwnie znajomego.
Ręka trzymająca nóż zadrżała, zaś na ukrytą pod hełmem twarz wystąpiły kropelki potu. Życie nauczyło go tego, że jedną z rzeczy, która nigdy nie kłamie to oczy. Rozszerzone ze strachu ślepia jeńca świadczyły, iż mówi prawdę. Nic nie wie.
- Masz go złamać! - Znów ten głos. Teraz już ryczący jak rozbudzony przez Tuskenów Smok Krayt. Bestia z głębi serca odrodziła się. Zbudzona przez impuls nadziei tortur. Nakarmiona strachem Knura. Okryta mocą przeszłości. Próbował uciec od dawnych czasów. Ale to wszystko na nic. Zamierzchłe echo przemówiło teraz własnym głosem. Skryte w cieniu ukazało swe prawdziwe oblicze.
Świst powietrza.
Plask.

Tryskająca krew brudzi zbroję, lecz mężczyzna zdaje się tego nie widzieć. Stoi nieruchomo, ściskając mocno w prawej dłoni nóż zbrukany posoką. To nie był on. Ktoś zawładnął jego ciałem. To nie mógł być on.
- Przypomnij sobie. Przypomnij sobie radość jaką dawała Ci przeszłość. - Tym razem nie było dzikiego i nieokrzesanego tonu tylko przesadzona wręcz słodycz. Jakby wypełniona obłudą. Coś zaczęło go mile łechtać. Prymitywne aspekty zwąchały zapach krwi niczym wataha wygłodniałych drapieżników. Żądały jednak więcej.
- Radość... - Szepnął sam do siebie Paul uważnie wpatrzony w twarz Knura. Nie pisnął choćby słowa chociaż widać było po nim cierpienie. Oczy mężczyzny zwilgotniały. Cóż on uczynił? Chciał odrzucić nóż. Narzędzie zbrodni. Chciał odwrócić się i odejść. A najlepiej cofnąć czas. Tym był w przeszłości? Psychopatą bez ludzkich odruchów? Dlaczego coś złego chce nim zawładnąć?
Ukłucie w sercu rozbrzmiało echem po całym ciele budząc mózg z zamyślenia. Organ myślowy zalany komunikatami o bólu zignorował kwestię umysłu. A ten zajęty rozważaniami dał się zaskoczyć jak niedoświadczony turysta na Zewnętrznych Rubieżach.
- Tnij! Masz pretekst, po co Ci więcej? Tnij i raduj się. Ha-ha-ha! - Obłąkańczy śmiech aż wzdrygnął Kerstem. Próbował się bronić, lecz przeszłość zaatakowała przebiwszy się przez nikłą obronę najemnika. Nóż przymierzył się do odcięcia drugiego palca. Oczy przygotowały się na widok rozrywanej tkanki. Uszy na dźwięk pryskającej wokół krwi. Ciało na przyjęcie takiej dawki hormonów szczęścia. Tylko dusza się wzbraniała nie mogąc jednak nic wskórać. Mięśnie uniosły broń w górę.
- Przestań! - dłoń zamarła w powietrzu. Człowieczeństwo jeszcze się tliło. Przytłumione zwierzęcymi instynktami stanęło na nogi. Nieco chwiejnie, lecz wytrwale. Zewnętrznie żołnierz Rebelii zdawał się teraz posągiem. W środku rwał się na dwie połówki jakie nawzajem się raniły. Jakby został areną dla dwojga szermierzy. Uzbrojonego w topór kata, pokrytego ranami i bliznami złego ducha oraz dzierżącego świetlistą tarczę obrońcę jego umysłu niesplamionego złem. Przestał dla niego istnieć świat zewnętrzny. Stał się wybitnie nieprzydatny dla Kittani, Gamorrean i Rebelii. Bo walczył. Sam ze sobą. Walczył, mimo świadomości, iż to może go wykończyć. Padnie trupem. Pozornie nietknięty, lecz rozszarpany duchowo. Niczym szmaciana lalka.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 284
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 2 Lis 2017, o 13:15

To nie była najlepsza decyzja. Kittani chociaż początkowo była pewna że knur z pewnością kłamie i wie o wiele więcej a wodzi ich jedynie za nos teraz widziała szczery strach w jego oczach. Chyba nigdy nie widziała przedstawiciela tej rasy tak wystraszonego. Liczyła na to, że Paul sam dostrzeże jego emocje i wycofa się ze swoich tortur. Ten jednak zrobił coś, czego nawet ona nie mogła przewidzieć. Źrenice Kittani rozszerzyły się niemal tak szeroko jak wtedy, gdy jej wspólnicy nagle stracili życie w kryjówce Urpa. Zaraz jednak zdziwienie przerodziło się w szczerą złość. Brunetka chwyciła Kresta za kark niczym zwierz wbijający się w kark swojej ofiary i odciągnęła go do tyłu gwałtownym szarpnięciem.
- Zwariowałeś?! Co ty do cholery robisz? PRZESTAŃ! - Kittani była wściekła widząc, co najemnik uczynił knurowi. Nie miał powodu aby tak postępować a dodatkowo pogorszył ich sytuację z tragicznej na rozpaczliwą. Brunetka wiedziała, że to im nie ujdzie. - Przecież on nic nie wie! - ruchem głowy nakazała porucznikowi Gweeka, aby ten przytrzymał najemnika. W silnym objęciu knura najemnik nie miał szans się wyrwać. Wytrąciła z ręki nóż i zbliżyła się do hełmu ze wściekłością wymalowaną na twarzy. Jeszcze nikt nigdy nie widział brunetki w takim stanie.
- Pakujesz nas w coraz większe i całkiem niepotrzebne kłopoty. Jeżeli chcesz tutaj zginąć - proszę bardzo, ale nie pociągaj za sobą całej reszty. Jeszcze jeden taki numer i osobiście postaram się, abyś nie miał gdzie wracać. Zrozumiano? - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Odwróciła się do wystraszonego knura i spojrzała na niego ze szczerym współczuciem. Chciała go przeprosić, ale przecież to niczego nie zmienia. Stracił jeden palec tylko dlatego, że nie zareagowała w porę. Chciała go dotknąć ale widząc strach w jego oczach bała się, że jakikolwiek ruch z jej strony zostanie odebrany jako próba ataku. Stała i patrzyła na niego zrezygnowana, przygnębiona widokiem niepotrzebnie zranionego knura oraz tego, że ma totalnego idiotę jako towarzysza swojej wyprawy. Ze smutku wyrwały ją dopiero słowa Deka. Podniosła powoli na niego wzrok.
- To ten szpicel... Trzeba go dorwać. Po tym co widział możemy mieć jeszcze większe kłopoty.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 256
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 2 Lis 2017, o 14:50

Kittani i Raf

Przeszłość Kittani dogoniła ją. Złośliwość losu. Zrządzenie. Pech. Można to było nazwać tak jak się chciało. Nie było to w zasadzie istotne bo w żaden sposób nie wpływało to na ostateczny efekt i zakończenie sceny. Przeszłość upomniała się o Kittani i to w tym najgorszym możliwym momencie. Gdyby Paul opanował się, gdyby ograniczył swoje zabawy z jeńcem, gdyby poskromił swe zapędy i na chłodno podszedł do całego zadania sprawa mogłaby rozwinąć się zupełnie inaczej. Mogli już siedzieć ukryci u płatnerza. Albo w innym miejscu. Tak się jednak nie stało.

- To ten szpicel... Trzeba go dorwać. Po tym co widział możemy mieć jeszcze większe kłopoty. - Powiedziała Kittani. I niemalże w tej samej chwili z ciemności gdzieś ponad ich głowami posypały się na nich czerwone świetliste bolty. Nie od Toydarianina, tylko od kogoś innego. Kittani zdążyła dostrzec błysk plecaka odrzutowego i charakterystyczny mandaloriański hełm. Potem dostrzegła jak Frogg pada na ziemię z dymiącą resztką jaka została mu po głowie; praktycznie połowa twarzy zamieniła się w zwęglony strzęp. Bo próbował strzelić w górę, jednak nim zdążył porządnie wycelować znikąd pojawił się Zabrak z paskudnie wyglądającymi ostrzami. Dwa szybkie cięcia dalej i gamorreański ekspirat siedział na kolanach próbując powstrzymać ręką wylewające się z jego brzucha wnętrzności. Kittani była pewna, że dźwięki które wydawał były szlochem.
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że Kittani nie zdążyła zareagować. Czuła jakby nogi miała wmurowane w ziemię. Nie potrafiła się ruszyć, cała ta sytuacja zaskoczyła ją i wystraszyła. Gdzieś kątem oka dostrzegła, że Paul zrywał się do ataku na Zabraka. Dek przeskakiwał przez płot, ale ona sama nie mogła nic zrobić.
Błysk. Czerwone światło. Ciepło, a zaraz po niej błoga nicość. Kittani osunęła się w niebyt.

***

Kerst ocknął się nad ranem. Było mu zimno i cały jego pancerz pokrywały krople wilgoci i... krwi. Miał mokre włosy a w ustach pełno runa leśnego. Splunął pare razy uwalniając się od nieprzyjemnego bagna na zębach i języku. W tym właśnie momencie spostrzegł, że nie ma hełmu. Rozejrzał się. Nigdzie w okolicy go nie było. Zobaczył za to gdzie dokładnie się obudził. W krzakach na skraju dżungli; całkiem niedaleko widział pierwsze zabudowania Nielegalnego Miasta i miejsce w którym wczoraj obozowali i w którym zostali zaatakowani. Wspomnienia wracały powoli i miały ciężar uderzeń hutniczego kafara. Wpadli w zasadzkę. Za długo siedzieli w jednym miejscu. Stali się łatwym celem i w końcu zaatakowali ich. Ale nie gamorreanie ani nie szturmowcy. To była zawodowa grupa łowców nagród. Pamiętał, że walczył z Zabrakiem i jakimś człowiekiem. Obydwóch zabił. To pamiętał. Widział jak mandalorianin podnosił ciało Kittani i dawał rozkaz do wycofywania się. Słyszał komendy łowców, chcieli mieć ją żywą. Reszta się nie liczyła. Przez to Frogg i Bo nie żyli. Losy Deka nie były mu znane. A on sam? Przeżył, ale nie wiele pamiętał...
Wyciąganie informacji z pojmanego gamorreanina a potem ten niespodziewany atak wprowadziły go niemalże w berserkerski amok. Amok, który pozwolił mu ujść z życiem ale i zostawił w jego głowie masę pytań.

KLIKNIJ TUTAJ jeżeli chcesz poczytać srogie opowiadanie 18+ o Kittani, grupie wyposzczonych łowców, niebezpiecznych zabawach i poznawaniu swojej orientacji i możliwości na nowo
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5705
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 2 Lis 2017, o 21:49

Gweek i Palpoo
Guttor kiwnął głową. Tylko tyle wystarczyło. Plan Gweeka w modyfikacji Palpaa został przyjęty, a jako, że nie specjalnie było za czym czekać gamorreanie z miejsca zaczęli szykować swoją broń. Byli gotowi ruszać w bój od razu, choć prawdę powiedziawszy nie wiele więcej mogli zrobić by się lepiej przygotować. Odpoczęli, mieli pełne brzuchy a ich wola walki była wysoka. Dodatkowo - o czym Gweek i Guttor nie wiedzieli - a co zauważył mały i przebiegły Palpoo - obydwie grupy knurzych wojowników prężyły przed sobą mięśnie. Ani jedni ani drudzy nie chcieli uchodzić za gorszych. Nie ufali sobie jeszcze w pełni, ale to miało się niebawem zmienić. Niebawem mieli przeżyć chrzest w ogniu, a jak wiadomo nigdzie nie wywiązują się większe braterskie więzy jak w trakcie wspólnej walki.
Nie minęło pięć minut a po obozowisku został tylko zagaszone (zasikane) ognisko i kilka poobgryzanych kości; w dżunglę ruszył oddział połączonych sił klanu Nurry i Ha'an.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5705
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 5 Lis 2017, o 00:56

Szedł przodem, rozglądając się, nasłuchując i węsząc. Był oczami i uszami maszerujących w mroku wojowników. Był niczym światłość prowadząca ich przez niebezpieczeństwa straszliwego nocnego lasu. tak bez niego z pewnością by zginęli.
- Gdzie leziesz, tam sa krzaki wypierdolisz się i zgubisz.
- Srać będę
- łee w marszu srać nie umi!!
- Co ja nie umie?
- Kurwa, będzie nas czuć na kilometr
- Powiedział ze łzami w oczkach Ewok, czując że wyzwanie zostało nie tylko zaakceptowane ale i zrealizowane. Zrozumiał już po pierwszych metrach że "skradanie się" w wykonaniu knurów i jego ma dwie całkiem rożne definicje. Z pewnością Gammoreanie nie należeli do najlżejszych stworzeń, ale poruszali się całkiem przyzwoicie jak na bandę spasionych wieprzy. Przyzwoicie oznaczało przynajmniej trzy razy wolniej do Palpoo, no i nie wspinali się na drzewa. Mały zwiadowca postanowił to wykorzystać, prowadząc pochód co i raz wybiegał nieco naprzód badając drogę i wyszukując najdogodniejszych i najcichszych przejść dla niewielkiego oddziału. Podczas takich zwiadów nasłuchiwał i węszył bardzo uważnie starając się upewnić, że nikt ani nic nie będzie zagrażać jego podopiecznym. Miał dużo czasu, nie musiał się więc specjalnie spieszyć.

Dopiero na kilkaset metrów przed wartami poprosił Gweeka by knury nieco zwolniły zaś on sam udał się na szybki rekonesans drogą nadrzewną. Chciał upewnić się czy wszystko jest po staremu a strażnicy nie zrezygnowali z tęsknego wykrzywiania ryjów w stronę imprezy na rzecz solidnego wykonywania swoich obowiązków. Zgrabnie i bezszelestnie przesuwał się między gałęziami. Jeśli wszystko będzie w porządku Knury muszą mu dać włócznie, co to za Ewok bez włóczni, łapki spoczęły na fartuchu w którym ukryty był jego wybuchowy przyjaciel, ciekawe czy też uda mu się go z powodzeniem użyć. Znieruchomiał nagle dostrzegając linię wart. Teraz musi zachować szczególną ostrożność, oczka i nosek pracowały w skupieniu musi dokładnie opisać pozycje wszystkich wartowników, wypatrzeć najdogodniejsze podejścia i co najważniejsze nie dać się zobaczyć.

cokolwiek odkryję to lapuję donieść Gweekowi przed atakiem
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1601
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 5 Lis 2017, o 19:58

A to mały gnojek. - klął pod nosem "chudziak", jak go pierwotnie nazywano. Taki spryciarz z niego. Całymi godzinami wylegiwał się, przyklejony do wielkich pleców osiłków. Ciekawiło go, gdzie to, to kudłate się wychowywało. Pewnie gdzieś daleko. No i karmione było słabo, skoro takie małe.
Podążając powoli w stronę zwężenia cyplu, rozmowy zamieniały się w ciche szepty. Nawet i te przycichły, gdy odległość była nie większa niż paręset metrów. Byli blisko. Wyraźny nakaz spowolnienia tempa i zachowania ciszy wywołał pożądany efekt. Wolno stawiali stopy, jakoby szli spacerkiem po ogródku, krok za krokiem. Nikt nie śmiał się odezwać. Nawet pojedyncze pierdy były skrzętnie ściskane między du... dużymi pośladami. Wtem Gweek zatrzymał wszystkich machając rękami. Obrócony plecami do towarzyszy, wyciągnął włócznie i zaczął lać. Bodźce w postaci pełnego pęcherza nie będą go rozpraszać przed starciem. Ot co. Kto mu zabroni? Nikt kwita nie wystawi. Przecież na dworze włócznia może...

Ulżywszy sobie, czekał na swoje oko i ucho yyyy swojego Paploo. W międzyczasie zrobił małą naradę. - Podzielimy się na pół. Zaszarżujemy w pełnym biegu, z zaskoczenia. Ty i ty. - wskazał na braci. - Pilnujcie, by nikt nie zwiał, a nawet jeśli, to go dogonicie i ubijecie. Wjedziemy w nich na pełnej kurwie. Kapujecie?
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 224
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Rafael Rexwent » 5 Lis 2017, o 23:13

Rozmazane obrazy co chwila pojawiały się przed oczami mężczyzny, mrygając niczym zepsuty holoodbiornik. Wykonał instynktowny unik przed lecącą w jego kierunku pięścią, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że to tylko wytwór wyobraźni. A raczej wspomnień. Bolała go szczęka. Prawdopodobnie widziany cios musiał sięgnąć celu. Otworzył usta by wypluć leśne runo i cicho jęknął z bólu. Kość była cała, lecz solidnie obita. Poczuł wilgoć na wardze - krew jeszcze sączącą się z rozcięcia. Parszywy Zabrak. Nawet po utracie ostrzy walczył z uporem godnym domokrążcy próbującego sprzedać maść na ból narządu wydalniczego.
Kolejne mrugnięcie. Wizja upadającego z dymiącą dziurą w piersi mężczyzny. Tak, teraz sobie przypomniał. Próbował rzucić się na pomoc reszcie, gdy napastnik zagrodził mu drogę. Liczył pewnie na walkę wręcz, lecz Paul nie miał czasu. Bolt z blastera załatwił sprawę szybciej niż druzgocący sierpowy. Ale nie dostatecznie szybko. Zawiódł.
- Powinienem ją chyba ratować. - Mruknął bez przekonania rozcierając kark. Łatwiej powiedzieć niż zrobić. Nie miał żadnego punktu zaczepienia. Ba, nie wiedział nawet co się z nim wcześniej działo. A co dopiero z Kittani po przechwyceniu przez łowców nagród. Pewne jest jedno – musi odkryć te luki w pamięci i to jak najszybciej. Zawiódł towarzyszy, ale ma jeszcze szansę na odkupienie. Tylko nie z takim pancerzem.
Stęknął powoli wstając i sięgnął po garść liści. Musiał przetrzeć nieco zbroję, bo na razie krew obecna na czarnym pancerzu ewidentnie nie wzbudzała zaufania. Jeśli uda mu się ją nieco rozetrzeć roślinnością to łatwiej będzie pomylić ją z farbą. A co dalej? Może pobojowisko po potyczce kryje jakiś interesujący skarb. Przeszukanie względnie całych ciał napastników wydaje się dobrym pomysłem. Lepszym niż powrót do miasta z niczym lub radosna, samotna wyprawa w dżunglę.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 284
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 6 Lis 2017, o 11:19

Palpoo i Gweek
Zręczny Ewok wyprzedził grupę - i słusznie. Dzięki swoim naturalnym talentom do poruszania się w leśnym środowisku Gamorra była mu niemalże domem. A nigdzie nie walczy się lepiej niż na własnej ziemi, prawda? Prawda. Palpoo to wiedział - pamiętał przekazy ustne z Endoru gdzie jego pobratymcy srogo pobili elitarne oddziały szturmowe Imperium. Czuł się w swoim żywiole, a że adrenalina krążyła po jego małym ciele ze zdwojoną siłą był czujny, szybki i bezbłędnie reagował na bodźce płynące do niego z otoczenia. Gamorreanie idący za nim mieli mięśnie i groźną broń, to oni nieśli "pierdolnięcie" ale to Palpoo był ich czujką. Zwiadowcą. Zmysłami. Wszystkim tym co w tej sytuacji miało największe znaczenie. I to właśnie Palpoo de facto prowadził ich do boju.
Już bez Palpaa efekt zaskoczenia wynikający z niespodziewanego ataku na czujki u podstawy cypla dawał Gweekowi i Guttorowi sporą przewagę. Ale z "małym patafianem"...

***

- Uaaa... uni się tam bawio a my tu musimy stojać... Znowu. - Mruknął Kronk do swego towarzysza, kończąc oddawanie moczu w krzaki. Chwycił za trzonek topora i wyrwał go z pnia drzewa, gdzie przed chwilą został zaparkowany by mieć obie ręce wolne. - Czymu, ach czymu my nie mogiemy sie bawić ze nimi. Znowu wszystkich człowieków zjom...
- Brzęczysz... Po co brzęczysz... - Jego kompan imieniem Grunk nie był skory do narzekania. Ich wódz nie lubił narzekania i Grunk parę razy widział jak bardzo łatwo jest go wyprowadzić z równowagi takim zachowaniem. A, że w stadzie ostatnio pełno było donosicieli wolał siedzieć cicho. Kronk widocznie nie przejmował się tym aż tak.
- Brzyncze bo mnie sie to nie podobo...
- Tobie sie mało co podobo... A szefu nie podobo się jak mu trepy skomlą, że sie nie podobo... zawrzyj więc paszcze.
- Ale co nie zjod byś sa miensa? Cieplego z ognia? A nie zimne kości do obgryzienia?
- Zjod bym. Ale brzęczenie nic to nie zmieni... Zamknij się i... Co jest. Wlazłeś w coś?
- Jo? Ni... - Kronk podniósł jedną potem drugą stopę zaglądając pod podeszwy. - Ni czysto... a co?
- Wiele dni smrodu, czujesz? - Grunk, pociągnął nosem węsząc w powietrzu. Kronk nie zdążył odpowiedzieć. Padł z toporem wbitym w czaszkę. Siekiera nadleciała znikąd. Grunk chciał jakoś zareagować. Krzyknąć, ostrzec resztę ale zamarł gdy zobaczył, że z gałęzi tuż przed nim wylądował małe futrzaste (i wyglądające na solidnie wkurwione) stworzenie z nożem. Pierwszy raz widział coś takiego. Potem mała dziadyga z nożem rzuciła się z okrzykiem na jego nogi. Próbując się odegnać od małego natręta nie zauważył jak za jego plecami pojawił się jednooki gamorreanin z paskudnym zardzewiałym nożem. Dopiero ciepła jucha wylewająca się z rozciętego gardła na brzuch uświadomiła Grunkowi, że zaczął umierać.

***

Pierwszy atak pozostał niezauważony. Udało się załatwić sprawę po cichu. Podobnie z drugim i trzecim patrolem. Potem jednak strażnicy połapali się w sytuacji i podnieśli alarm. Było jednak za późno. Gweek i Guttor spadali na nich z dwóch kierunków nie dając większych szans na to by obrońcy cyplu mogli stawić im czoła. I nawet przewaga liczebna jaką mieli nie była wstanie wyrównać szans.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Paul Kerst
Z ulgą odkrył, że z jego ciałem nie było najgorzej. Czuł się całkiem dobrze, choć może trochę sztywno, ale tym się nie przejmował za bardzo. Każdy były "trochę sztywny" po nocy spędzonej pod gołym niebem na wilgotnej ziemi. Jedyne co mu tak naprawdę doskwierało to brak hełmu. No i może jeszcze zapach gamorreańskiej ziemi wymieszanej z krwią. Ta woń była dość odpychające. Poza tym czuł się jednak dobrze. Przynajmniej fizycznie.

Przeliczył się. Na miejscu nie znalazł żadnych ciał porywaczy. Były czarne ślady w ścianach wypalone boltami, była plama krwi tu i tam, był jego roztrzaskany hełm, były też nieruchome ciała Frogga i Bo, ale nigdzie nie było najmniejszego śladu po łowcach. Nic co by wskazywało na kierunek w którym powinien się teraz udać.
Pochodził trochę po okolicy licząc na to, że wpadnie na jakąś wskazówkę. Ale nie zobaczył nic.
Za to usłyszał.
- Kittani... Kittani... co ty robisz? Gdzie jest Dek i reszta? - głos dobywał się gdzieś spod ziemi. Szybko zlokalizował jego źródło. Był nim komunikator Kittani częściowo przysypany a częściowo wdeptany w brunatną glebę Gamorry. Brunetka musiała go upuścić a potem w trakcie walki, został przysypany przez walczących. Łowcy go nie sprzątnęli i czekał sobie teraz aż ktoś go wydobędzie.
- Halo? Czy ktoś mnie słyszy? - Paul podniósł komunikator i przyjrzał mu się. Cud, że jeszcze działał, bowiem połowa jego kablowatych wnętrzności była już na wierzchu. Pomimo zniekształconego głosu rozpoznawał jego posiadacza. Był nim Erd. Ithoriański medyk. - Co mamy robić? Kittani?
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5705
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 7 Lis 2017, o 20:47

NÓŻ! Dali mu nóż!!! Mwahahahaha teraz im pokaże jak walczą Ewoki. No dobra nie pokaże, nóż był tępy jak Thurg Utopiec i w sumie bliżej mu było do zaostrzonego patyka niż narzędzia mordu. Mimo tych drobnych niedogodności Palpoo rzucił się w wir walki skutecznie odwracając uwagę jednego z przeciwników desperackim atakiem na nogi. Na szczęście dla niewielkiego wojownika pomoc nadeszła szybko bowiem nie wiadomo czy sama szybkość zapewniła by mu zwycięstwo w walce z kilkukrotnie większym od niego knurem. Przy kolejnym ataku był już zdecydowanie ostrożniejszy, mała kulka wkurwu bardzo łatwo mogła zamienić się w zakrwawioną kulkę bólu. Nieco ostrożniejszy postanowił nie odkładać swoich morderczych zapędów. Doświadczenie dość boleśnie nauczyło go, że jeżeli ma się liczyć w stadzie i nie być popychadłem musi udowodnić wszystkim że potrafi przypierdolić. Rozgrzane walką knury już szykowały się do kolejnej szarży. Palpoo spostrzegł jednego marudera z przeciwnego teamu. Gammoreanin znajdował się o kilka kroków za towarzyszami, jeżeli zaatakują może zdążyć uciec. Ewok schwycił nóż w zęby i z niewiarygodną prędkością zniknął w koronie drzewa. Tym razem nie popełni błędu.

Gdy tylko Gweek i jego towarzysze ruszyli do szarży, na stojącego z tyłu Knura spadła z nieba wściekła kula bólu. Nóż chybił o centymetry oko rozcinając głeboko ryj przerażonemu wojownikowi. Z głośnym kwikiem bólu zamachnął się ręką starając pozbyć się natręta. Ewok był już na karku olbrzyma wibijając mu ostrze w ucho drugą łapką trzymając się rogów. Kwik bólu pogłębił się zaś ofiara desperacko wyrzuciła ręce do tyłu starając się zrzucić napastnika. Ten zaś opadł na ziemię i przeturlał się między nogami boleśnie tnąc w miejsce w które żaden samiec nie chciałby być cięty. Knur zaczął machać na oślep toporem w nadziei na trafienie nieuchwytnego napastnika. Ten jednak nie zamierzał nawet wchodzić w zasięg broni. Przymierzył i skoczył wykorzystując gałęzie jako odskocznię do nadania sobie większego pędu. Minął o centymetry potężne ramie i wbił się razem ze swoim nożem w twarz przeciwnika. Ten ostatni postanowił zmiażdżyć zadającego mu ból upierdliwego intruza. Zamiast spodziewanego zgonu napastnika potężna łapa napotkała jedynie rękojeść noża wbijając ją sobie w głowę aż po rękojeść. Krew bluzgnęła z otwartego ryja głusząc bulgoczący krzyk a wojownik padł martwy. Palpoo pojawił się znikąd próbując wyciągnąć wbity głęboko w czaszkę nóż. Wyciąganiu towarzyszyła wiązanka przekleństw jakich nie powstydził by się kapitan pirackiego frachtowca po czterdziestu latach służby. Palpoo musiał upewnić się że jego wyczyn został dostrzeżony, następnym razem zastanowią się dwa razy zanim się nim podetrą.

Pieklący się Ewok mógł rzeczywiście przedstawiać straszny widok, zakrwawiony z obłędem w oczach i z pyszczkiem dyszącym ze zmęczenia wyciągnął wreszcie zaklinowane ostrze. W samą porę by spojrzeć na dożynki w których prześcigały się ekipy Gweeka i Guttora. Ochłonąłwszy nieco sprawdził czy nie zgubił bomby po czym szybko zniknął w koronie drzewa, pamiętał o swoim najważniejszym zadaniu, miał wypatrywać ewentualnego kontrataku ze strony grupy imprezowej z resztą każda informacja o poczynaniach przeciwnika ucieszy Gweeka a mu samemu zwiad pozwoli nieco ochłonąć po emocjonującej walce.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1601
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Rafael Rexwent » 7 Lis 2017, o 23:33

Paul ostrożnie ułożył komunikator na dłoni niczym delikatne naczynie z porcelany. Właściwie to w obecnej sytuacji urządzenie komunikacyjne było nawet znacznie cenniejsze. O ile nie bezcenne.
- Tu Paul, sytuacja wygląda skomplikowanie. Na tyle, że musimy przemyśleć dalsze ruchy. - odpowiedział lakonicznie rozglądając się dookoła czy nikt go nie obserwuje. Przez chwilę nawet rozważał możliwość celowego pozostawienia komunikatora przez najemników i przechwytywania przez nich wiadomości, ale nawet jeśli obawy by się sprawdziły - nie mógł zrobić nic by temu zapobiec. Wciskanie klawiszy jak wtedy na stacji raczej nie pomoże.
- Czy kontaktował się z Tobą Dek? - Mężczyzna nie zauważył nigdzie ciała rebelianckiego kompana, więc albo został porwany wraz z Kittani albo zbiegł. A że napastnikom zależało tylko na kobiecie to mężczyzna mógł zwiać. I spróbować nawiązać kontakt z resztą. W oczekiwaniu na odpowiedź rozejrzał się za karabinem. Utrata hełmu była do przebolenia, ale ewentualna strata pukawki znacznie uszczuplała potencjalną siłę ognia byłego najemnika. Czas był teraz na wagę złota, ale Kerst musiał czekać. Jeśli Dek żyje to może powiedzieć mu co się tu wydarzyło.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 284
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 9 Lis 2017, o 21:05

Paploo dobrze sprawił się jako czujka, natomiast jeszcze lepiej jako przynęta. W sumie nie musiał dużo robić, bo większość roboty zrobiły za niego zarodniki, aczkolwiek podejście tak blisko musiało wymagać sporej odwagi. Zwinność jaką przejawiało małe zwierzątko wprawiała w podziw tłustych wieprzków. Przyczajeni w ciemności czekali na odpowiednią chwilę do ataku. Nadarzyła się ona szybciej niż myśleli. Dwuosobowy patrol udał się na obchód, robiąc krótką przerwę na "jedyneczkę".

Mając pełne ręce roboty Grunk i Kronk rozmawiali na uboczu, aż wreszcie wyczuli coś niespodziewanego. Ten drugi nie zdążył nawet załapać o co chodzi. szu szu szu A przepraszam... zdążył załapać lecący topór na plecy. Wgryzł się on głęboko, uszkadzając płuco nosiciela.
Lepiej bawił się ten pierwszy z lawirującym mu między nogami futrzastym wojownikiem. Paploo tak go zabawił i "skręcił" że nawet kwiku nie wydobył z siebie. Skupiając uwagę na czymś ruchliwym, niewątpliwie ewenementem na skalę Gamorry, groźnym jak wódz we własnej osobie, gamorreanin oddał inicjatywę. Zmieszanie połączone z ciekawością oraz obawą o własne życie, całkowicie pochłonęło Grunka. Bił się zarówno z Ewokiem i z gównem yyy własnymi myślami. Świadomość wróciła mu dopiero po fakcie. Fakcie dokonanym i życiem uchodzącym z cielska. - Czemu to jo mom skończyć jako nawóz dla dżungli? Przeca rośliny już podlałem...

Kolejny, czterosobowy patrol był niedaleko. Ten natomiast musiał zmierzyć się z nadbiegającą ścianą tłuszczu i kości. Element zaskoczenia nie do końca zastał chrumkających wojowników. Przyjęli pozycje obronne, oczekując na nieuniknione. Na nic się zdała ich czujność, pewna postawa i niewątpliwe umiejętności. Liczby nie były po ich stronie, toteż na każdy wyprowadzony cios, trzy inne kaleczyły ciało. Ilość dzierżonego oręża oraz siła kinetyczna nacierającego motłochu dosłownie przybiła trójkę dzielnych defensorów do drzew. W przewadze trzech na jednego, szanse przeżycia mógł mieć ostatni, czwarty prosiek. Widząc jak padają jego kompani chciał salwować się ucieczką. Peszek. Trafiony nożem po mordzie, rozwścieczony chciał szybko zgładzić natręta siedzącego mu na plecorach. Walka przeciągła się chwilę, wystarczająco długą by klan Nurry mógł podziwiać igrzyska. Widowisko, jakie zgotował im ich towarzysz , wzniósł pochrumki i kwiki doceniające waleczność ewockiego samca. Gweek może i chciał pomóc, ale nie miał jak. Kilkanaście metrów dzielące grupowe starcie od pojedynku wystarczyło aż nadto.

Trzecia czujka została wyeliminowana przez Guttora. Jego oddział posiadał atut w postaci zasięgu. Prymitywnie wyglądające włócznie użyto do celu, w jakim zostały wynalezione. Do niesienia śmierci. Gweek nie mógł opowiedzieć jak wyglądało samo starcie, ponieważ go nie widział.

Przegrupowując siły, zaatakowali zwężenie cypla od dwóch stron. Wartownicy wcześniej ogłosili lekką mobilizację nie dostrzegając od dłuższego czasu swoich kumpli. Prowizoryczny obóz, bardziej byle jaka noclegownia, skupiona wokół małego ogniska była świadkiem dokonanego szturmu. Nie udało się zaskoczyć podejrzewających coś strażników. Wykarczowana polanka zapewniała nikłą widoczność w mroku, oświetlanym żarzącymi się węgielkami, dopalającymi gałęziami i odbitym światłem księżyców planety Gamorr.
Zbici w zwartą grupę obrońcy byli łatwym celem dla braci Buja i Juba. Urządzili sobie kontrolowany odstrzał z dwóch E jedenastek jak do nerfów. Pomimo braku u nich celności, nie trudno było przypiec promieniami blasterów zbitą ciżbę zdezorientowanych gamorrean. Ich dowódca nie wiedząc co robić, zrobił to, co pierwsze przyszło mu na myśl. Zaatakować wroga, zamiast stać i ginąć. Na to tylko czekały dwa atakujące klany, ruszając im naprzeciw.
Oskrzydlenie załamało impet uderzenia, masywne cielska odbijały się od siebie, starcie zamieniało się powoli w krwawą potyczkę. Sprzymierzeńcy łatwo odróżniali swoich od wrogów. Ciężko pomylić włócznię lub opaskę na ramieniu z ich brakiem. Tak samo jak ciasno szyk, przepuszczający co jakiś czas piechurów przez zasieki z arg'garoków.

Ruszyła maszyna, już nikt nie zatrzyma, kto wpadnie do doła, ten uciec nie zdoła.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 224
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lis 2017, o 22:12

Paul Kerst
-Nieee... Deka nie ma z nami. - Głos Ithorianina był mocno zniekształcony i raczej słaby. Żeby w ogóle coś słyszeć najemnik musiał przekręcać głowę i przysuwać głośnik komunikatora do ucha. Kerst miał wrażenie, że urządzenie może w każdej chwili zamilknąć na wieki. - Myśleliśmy, że jest z Wami. W ogóle to godziną szturmowcy zebrali się i odlecieli gdzieś ponad dżunglę. Nasz prom jest wolny jakby co. Dlaczego pytasz o Deka? Jest z Tobą Kittani? W nocy słyszeliśmy odgłosy jakiejś strzelaniny... Czy to Wasza sprawka? Czy to...
Kerst przestał słuchać powolnego medyka. Jego uwagę przykuło coś innego. A w zasadzie ktoś inny. W jego stronę szedł Dek. Szedł dość szybkim korkiem. Na widok Kersta prawie podskoczył i krzyknął ze szczęścia. Ulga jaką odczuwał rebeliant widząc bardziej doświadczonego kolegę musiała być wielka. Paul natomiast z nie małą ulgą zauważył, że Dek niósł jego karabin.
- kszz... i w ogóle nie wiemy co mamy teraz robić... - ciągnął monotonnie ithorianin.
- Kerst. - Dek podbiegł do milczącego póki co najemnika. - Wiem gdzie jest Kittani! Oni jeszcze nie odlecieli z planety! Mamy szansę!
[aka][/aka- kszz... szzzz... acy oni? O co chodzi? Sły..szzzz... mnie?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5705
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Rafael Rexwent » 11 Lis 2017, o 23:27

Widok Deka w obecnej sytuacji jawił się niemalże tak, jakby rebeliant powrócił ze świata zmarłych. Paul nawet zmusił się do uśmiechu mimo trudnej sytuacji, bo dostrzegł światełko nadziei. Czy raczej usłyszał.
- Prowadź. - Lakonicznie odparł Dekowi biorąc w dłonie swój karabin. Ocenił jego stan wzrokiem i nie widząc uszkodzeń z zadowoleniem pogładził delikatnie lufę. Był spragniony krwi napastników. A najwięcej posoki wycieka z rozciętego gardła. Dlatego trzeba jak najszybciej zarżnąć porywaczy niczym kurczaki i rozkoszować się tym widokiem. Albo odwrotnie - sprawić by cierpieli. A może po prostu uratować Kittani? Tak, tę opcję powinien wybrać jako żołnierz Rebelii.
- Zostańcie w obecnej kryjówce. Poczekajcie aż się tym zajmę. - Mężczyzna w duchu błagał los by ten utrzymał jeszcze komunikator przy życiu, umożliwiając nadanie tego komunikatu. Niewidzialny zegar swym tykaniem wywoływał lekki niepokój Paula. Na szczęście kojący dźwięk odbezpieczanego karabinu pozwolił przywrócić wrodzone opanowanie. Nieważne gdzie zaprowadzi Dek i co stanie im na drodze. Zastrzeli to. A kiedy nie starczy mu amunicji to będzie zabijał gołymi rękoma. Musi uratować Kittani, gdyż to jest od niego wymagane.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 284
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 13 Lis 2017, o 09:59

Paul Kerst
Niecałe pół godziny później i kilka skrzyżowań dalej Paul i Dek niezauważeni dotarli w okolice lądowisk ulokowanych bliżej zielonej ściany dżungli (a tym samym dalej od centrum Nielegalnego Miasta). Było stosunkowo wcześnie i mieszkańcy miasta w większości zalegali jeszcze w swoich legowiskach; większość nieprzychylnych oczu, która mogła by ich wypatrzeć, była póki co zamknięta. Paul przez chwilę zastanawiał się też, na ile wczorajsza nocna strzelanina była słyszana w mieście. Bo na pewno ktoś coś słyszał. Doszedł jednak po chwili do wniosku, że w Nielegalnym Mieście takie incydenty musiały być częstsze, skoro nie doczekali się żadnej interwencji mieszkańców ani tym bardziej służb Imperium. Dek wskazał na stojący na jedynym zajętym kwadracie lądowiska starym choć solidnie utrzymanym YT-1300 w czarno czerwonych barwach. Przy opuszczonym trapie statku dostrzegli łowcę w mandaloriańskiej zbroi który rozmawiał o czymś z imperialnym oficerem i kilkoma stojącymi za nimi szturmowcami. Sądząc po raczej swobodnej pozycji obojga rozmówców i ich uśmiechach ich spotkanie miało charakter mocno nieoficjalny.
Ukryli się za rogiem najbliższego budynku i nadal niezauważeni obserwowali nadal. Gdy Kerst dostrzegł jak łowca wręcza oficerowi kartę z kredytami zrozumiał, że właśnie jest świadkiem najzwyklejszego w świecie przekupstwa. Przekupstwa, które zapewne miało zapewnić bezpieczny odlot z Gamorry. Przypuszczenia najemnika ziszczały się na jego oczach niemalże momentalnie. łowca nagród i oficer podali sobie dłonie po czym ta druga grupa odsunęła się od statku a łowca wszedł po trapie na jego pokład. Silniki YT-1300 ożyły i wszystko wskazywało na to, że łowca nagród razem ze swoją zdobyczą niebawem odlecą z planety.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5705
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 15 Lis 2017, o 20:15

Paul Kerst

Dek umarł. Co do tego nie było wątpliwości. Jego ciało osunęło się po ścianie budynku a z jego dziur na jego klatce piersiowej wydobywał się dym i ohydny zapach palonego mięsa. Na twarz młodego rebelianta zastygło zdziwienie. Kerst nie poświęcił śmierci swego podkomendnego więcej czasu. Nie miał go bo oto szturmowcy już rozbiegali się i skutecznie brali go w krzyżowy ogień.
Początkowa przewaga wynikająca z elementu zaskoczenia bardzo szybko stopniała, a dowódca patrolu - oprócz tego, że był przekupnym łapówkarzem - okazał się też być doświadczonym żołnierzem; talentem przynajmniej dorównywał Kerstowi. I to była przyczyna przez którą ratunek dla Kittani okazał się fatalnym w skutkach.

Pocisku który odebrał mu życie nie poczuł. Nie widział go. Nie usłyszał. Nic. Oddał w stronę szturmowców jeszcze dwie celne serie nim spostrzegł, że jego ciało słabnie. Dwóch szturmowców zginęło. Wśród nich był ten, który trafił Kersta śmiertelnie, jednak tego, że udało się wyrównać rachunki najemnik wiedzieć nie mógł. Słabł szybko a pomimo to jeszcze próbował wbiec za kolejną osłonę i zaatakować raz jeszcze. Nie rozumiał - albo nie dopuszczał do siebie myśli - że umiera. Nawet wtedy gdy leżał już na ziemi jego dłoń ciągle próbowała naciskać spust karabinu...
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Gweek i Palpoo
Buj i Jub raz jeszcze wypalili ze swoich zdobycznych E-11 z ducha. Posyłając ostatnią parę wrogich gamorrean do krainy wiecznych łowów i niezaspokojonych matron. Nagle zapanowała przytłaczająca cisza i wszyscy zamarli.
Jeszcze przed chwilą wszędzie wokół panował krwawy jazgot i rąbany taniec z użyciem ostrzy i wszelkiej możliwej broni kłutej. Gamorreańska jucha gęsto zaścieliła las a nieruchome ciała leżały dosłownie wszędzie; okolica wyglądała niczym poranek po srogiej popijawie w kantynie. Jeszcze przed momentem słychać było krzyki i wrzaski a nagle wokół Palpaa, Gweeka i Guttora oraz całej ich załogi zapanował wiercący w uszach spokój. Jeszcze mieli rozgorączkowane adrenaliną spojrzenia i jeszcze łapali w nozdrza zapach walki, a przecież wszystko wokół stało się spokojne. Nagle wyraźnie w ich uszach zabrzmiał delikatny szum drzew, plusk wód jeziora, które niewidocznymi falami omywało brzegi półwyspu a nawet niesione echem przeciągłe skowyczące zawołanie jakiegoś zwierza. Dopiero po chwili zdali sobie sprawę, że nie słyszą odgłosów zabawy. Bębny zamilkły. Zabawa się skończyła.
Nad podnoszącą się znad tafli wody mgłą widać było jak promienie słońca ozłacają wierzchołki drzew. Wstawał świt.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5705
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 18 Lis 2017, o 16:20

Walka rozgorzała na dobre, rozlewając się na boki i rozszerzenie cypelka. Aż żal było patrzyć jak gamorreanin zabija gamorreanina. Swój zabijał swojego. Tyle siły żywej opuściło ten padół w tak intensywnej, acz nierównej walce. Raz na zawsze pożegnano się z życiem. Czasem nawet niektórzy z poległych, do końca nie wiedzieli, w imię czego przyszło im stracić palce, kończynę, a w końcu i życie. Tyle bezsensownej śmierci, a to wszystko za sprawą głupiego wyczynu Groogga. Na niego kiedyś też przyjdzie kolej. Czas jest bezlitosny, niewzruszony i nieprzekupny. Oby Gweekowi go nie zabrakło, bo złość jego była naprawdę wielka.

Przyglądając się sprawnym okiem na pobojowisko, nie dostrzegł rannych, potrzebujących dobicia. Była to dosłownie walka na śmierć i życie. Honorowa na tyle, ile być mogła w takich okolicznościach. Obie strony walczyły humanitarnie, nie bawiły się w ranienie bądź okaleczanie przeciwników. Zasada była prosta. Bić, by zabić. Tłuc do nieprzytomności i niechybnej śmierci przegranego. Jedna czy druga banda nie miałaby litości, osiągając przewagę. Nie czas, ani nie pora była na kapitulację. Nikt takowej by nie uznał, jedynie wzgardziłby śmiechem i ciosem w środek czaszki lub ugięty w pokorze kark, czyniący dekapitację łatwiejszą do wykonania.

Szary brzask i nadchodzący świt, budzącej się do życia planety Gamorr zaskoczył ocalałych z walki, zupełnie tak samo jak wyciszająca się okolica. Wiatr przyjemnie obmywał chłodnym powietrzem rozgrzane ciało. Bryza towarzysząca ruchom powietrza znad jeziora powodowała skroplenie się cząsteczek wody na zielonym dywanie roślinności porastającej glebę pod stopami. Gweekowi nie pasowało w tym wszystkim tylko jedno. Odgłosy balangi dobiegły końca. Czy zabawa, którą sobie urządzili walczący mogła zostać usłyszana przez ucztujących? - Chyba nie... A jeśli tak? - zapytał sam siebie. Mając nie lada problem do rozgryzienia, zachodził w głowę co uczynić.

Nadchodzący dzień, oznaczał dla wartowników koniec zmiany nocnej. Sam doskonale o tym wiedział, niejednokrotnie czuwając lub przesypiając nudne i monotonne pełnienie warty. I tu zaczynał się dylemat. Jak ukryć miejsce walki przed oczami nawykłymi do dziennej aktywności ? Nie myśląc długo, począł odzierać z ubioru leżącego najbliżej knura.
- Przebierać się w ich rzeczy! Szybko. - warknął do swoich, samemu wskakując w jeszcze "ciepły" ubiór i pancerz zmarłego. To nic, że było podniszczone, poplamione krwią czy nawet elementy pancerza do siebie nie pasowały i nachodziły na siebie nierówno, ledwo trzymając się kupy, można by rzec "na dobre słowo". Pobrudzi się błotem to tu, to tam i nie będzie na pierwszy rzut oka widać śladu na ubiorze, po zmianie właściciela. Miało to zachowanie jakiś sens, choć początkowe ociąganie się i komentarze w stylu - Ale jebie potem... To się ciesz bo moje gównem. co po niektórych podkomendnych, szybko zostało skarcone przez resztę.

Przesunięcie "czujki" i ogniska nieco bliżej, jeszcze niedawno ucztujących imprezowiczów nie powinno być trudne. Byle tylko zostawić za sobą ten niekorzystny widok cmentarzyska na świeżym powietrzu. Kilka trupów tych najbliżej głównego obozu, tego na cyplu, się przeniesie dalej, w kierunku zwężenia i z zasięgu wzroku nadchodzącej zmiany warty. O ile takowa miała mieć miejsce. Pomysł ryzykowny, aczkolwiek warty podjęcia starań. Może uda się tym sposobem odseparować i wyeliminować z walki kolejnych kilku osiłków. Gweek odwrócony plecami, ze swoją grupą będzie siedział i czekał na rozwój wydarzeń. Guttor podzielić miał swoje siły na pół, ponieważ pozostało mu więcej bitnych piechurów. Nieco z tyłu i po bokach mieli udawać patrole przeczesujące okolicę, a tak naprawdę czekające na znak do włączenia się w walkę. Kolejny, wymuszony przystanek przed frontalnym atakiem na główny obóz.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 224
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 18 Lis 2017, o 21:27

Palpoo po walce wyglądał przerażająco, futro posklejane krwią, wyszczerzone zęby i chrapliwy oddech nie dodawały mu uroku. w dodatku wiedział, że to nie koniec. Gdy tylko ucichły odgłosy rzezi niestrudzony futrzak ruszył w kierunku najbliższego drzewa. Musiał upewnić się czy zwycięskiemu Gweekowi i jedgo drużynie nie grozi niebezpieczeństwo. No dobra tak naprawdę ciągle ciągnęło go do klatek w których były uwięzione potencjalne posiłki. Nie zważając na zmęczenie dające się coraz bardziej we znaki ruszył więc w górę, zręcznie skacząc między koronami drzew. Droga nie była długa, z pewnością zaś była prosta. Mniej więcej w połowie ewok usłyszał głośne tupanie dochodzące od strony obozu. Ruszenie w stronę klatek korciło jednak obowiązek przeważył.
Snu Snu przyczaił się w koronie drzewa z góry widział przechodzące pod nim knury, Było ich dużo, tyle co miał palców i w dodatku byli uzbrojeni i skoncentrowani. Przechodzili pod nim czujnie kręcąc ryjami. Przez chwilę czuł nieprzepartą ochotę na zrzucenie na oddział idący pod nim detonatora, już wsadził łapkę do fartucha wyczuwając zimną stalową kulkę. A co jak nie zabije wszystkich? Musi wrócić i uprzedzić Gweeka.

Cicho i bezszelestnie ruszył w drogę powrotną omijając kroczące po ziemi knury lekkim łukiem. Musiał nadrobić drogi, lecz tym samym upewnił się że nie wykryją trasy jego przejścia. No i na gałęziach drzew był zdecydowanie szybszy. Jeszcze tylko kilkadziesiąt metrów. Niewielka futrzana kulka wypadla z mroku lądując na czterech łapach przed zaskoczonym knurem. Palpoo podniósł się wyglądając zupełnie tak jakby gleba była zamierzona zwrócił się do swojego przełożonego w te słowa.
- Kurwa o najobsrańszy, zaraz przyjdzie tu patrol knurów, jest ich tyle co ja mam palców u wszystkich łap. Czyli w chuj dużo. Trzeba by jakąś pułapkę zastawić albo co.
Mówił z trudem łapiąc powietrze. Przez to całe piracenie wyszedł z formy dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego jak gnuśne życie wiódł w bandzie do której wcześniej należał. Nie miał czasu na sentymenty.
- Świńskie syny zaraz tu będą także sprężaj wora wodzu.
Ewok czekał na rozkazy Gweeka.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1601
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 20 Lis 2017, o 23:31

- Ulotnij się jak pierd między badylami, Mały Wielki Wojowniku i podziwiaj jak bawią się synowie Grzybiego Jeziora. Guttor ich ugości jak należy, na ziemiach klanu Ha'an. - miał nadzieję, że wjedzie na ambicję wodzowi i jego wojownikom. Naszkicował szybko na glebie rysunek, objaśniając co i jak. Nie było czasu na debaty.

Image

Klan Nurry wsparty Guttorem i trzecią częścią wojowników ruszy frontem, w ciasnym szyku na nadchodzący patrol. Pozostałe dwie grupy ruszą bokami, około dziesięciu metrów od głównej siły uderzeniowej. Tym razem rzemieślnicy wojennego rzemiosła staną ramie w ramię. I jedni i drudzy będą mogli się wykazać, aczkolwiek bardziej chodziło o współpracę. Przetrwanie pierwszego impetu uderzenia było kluczowe. Wytrwanie w obronie , choć atak też można było nazwać obroną, kilku chwil nie powinno być kosztowne w siłach witalnych i życiowych. Oby posiłki nie dały na siebie długo czekać.

Mrucząc pod nosem, wprowadzał się w swoisty trans, brnąc przed siebie ze swoją wzmocnioną bandą.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 224
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 23 Lis 2017, o 00:05

Rozkaz był oczywisty mały wojownik zrobił swoje, przynajmniej w mniemaniu knura. Mógł więc udać się na zasłużony odpoczynek na gałęzi widokowej z której roztaczał się idealny widok na miejsce przyszłego starcia. Palpoo nie należał jednak do futerkowców które łatwo się poddają. Przecież postawił sobie cel dotarcia do klatek z więźniami. Jeżeli jacyś przeżyli z pewnością będą znaczącym wsparciem dla wojowniczych knurów Gweeka.
Ruszył więc górą w stronę klatek. W poprzednim podejściu wypatrzył dogodną drogę, teraz nie musiał się śpieszyć. Ostrożnie acz oszczędzając siły posuwał się naprzód zmierzając w stronę upragnionego celu. Minął oddział knurów zmierzający w stronę pułapki Gweeka, cicho przycupnął na drzewie gotów poinformować swojego wodza gdyby tylko nadchodzący zmienili swoją strategię.
Skacząc z gałęzi na gałąź, dotarł wreszcie do celu, małe paciorkowate oczka przypatrywały się temu co pozostało po wczorajszej uczcie.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1601
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

PoprzedniaNastępna

Wróć do Przestrzeń Huttów

cron