Content

Archiwum

[Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

[Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Mistrz Gry » 29 Sty 2016, o 22:45

Akcja przenosi się z Naboo Ruiny pałacu.

Taris, planeta ciężko doświadczana przez czas i wojny, obecnie była podzielona i targana wewnętrznymi niepokojami, Bogaci żyjący w górnym mieście pławili się w luksusach podczas gdy pod nimi trwały niemal bezustanne wojny gangów niszcząc odbudowywane co i rusz dolne miasto. Zaś to co kłębiło się w podmieśćie było w sferze legend. Coraz częściej pojawiały pogłoski o przypadkach choroby rakghouli, Były one na tyle niepokojące że w obawie przed ewentualnym rozwleczeniem zarazy wszyscy opuszczający Taris byli poddawani standardowemu badaniu krwi. Trwało ono ledwie chwilkę jednak ujawniało wszelkie choroby zakaźne, takie jak zaraza rakghuli, gorączka błotna czy midichloriany. Efektem wzmożonych kontroli było zaledwie kilka egzekucji, głównie spowodowanych wykryciem midichlorianów. Z tego tez powodu rząd planetarny uznał, że nie ma powodu do paniki i zrezygnował z wysłania pomocy medycznej jak i wojskowej na niższe poziomy planety miasta.

Droid spokojnie przemierzał ulice dolnego miasta. Jego zleceniodawca wysłał go z niemal beznadziejną misją. Odnalezienie kobiety którą znał tylko z Imienia mogło zająć lata, o ile nie było zupełnie niemożliwe. Z drugiej jednak strony maszyna nadawała się do tego znacznie lepiej niż ktokolwiek inny. Zwracała na siebie uwagę. Kwestią czasu było aż Vima lub ktoś z jej towarzystwa dowie się o istnieniu droida. A wtedy szanse na spotkanie celu wzrosną drastycznie. Póki co miał mocno ograniczone możliwości. Poruszając się w dolnym mieście musiał zdawać sobie sprawę z zagrożeń jak i możliwości. Skończył właśnie rutynowy obchód kantyn, rozmawiając ze stałymi bywalcami. Większość z nich ignorowała maszynę. Ci którzy pozwolili postawić sobie drinka zazwyczaj zbywali go jakimiś bajkami. Zadanie jednak nie zostało odwołane, a tubylcy powoli opatrzyli się z widokiem kroczącej ulicami maszyny, ba nawet patrole nie zaczepiały go równie często co kiedyś. Cichy pisk komunikatora oznaczał nadejście połączenia.
<początek przekazu> Syn mojego przyjaciela z dawnych lat przyleci do ciebie, podobno prześladuje go jakaś mocowładna istota. Tak jak twoim jego celem jest odszukanie Vimy, obawiam się jednak że działa z zupełnie innych pobudek i może chcieć wydać ją imperium kiedy już osiągnie swój cel. Będziesz wiedział co w takim przypadku zrobić. Przesyłam rysopis i miejsce lądowania. Poinformowałem go że będziesz na niego czekał. <Koniec przekazu>

Droid udał się we wskazane miejsce. Na sporych rozmiarów lądowisku znajdował się już znacznie powiększony statek kurierski, klasy Nova. Termowizja się przydała, maszyna musiała niedawno wylądować ponieważ jej silniki były jeszcze gorące, podobnie jak całe poszycie. Z cichym sykiem otworzył się właz i stanął w nim mężczyzna w pancerzu i stylizowanym na mandaloriański hełmie. Vestibor i BZHYDACK patrzyli na siebie w milczeniu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6679
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez BZHYDACK » 29 Sty 2016, o 23:14

BZHYDACK spokojnie i metodycznie przeczesywał Dolne Miasto Taris. Jeśli miał kogokolwiek odszukać w tym kłębowisku białkowców bez żadnych danych, to musiał pozwolić, by ten ktoś przyszedł do niego. Mogło trochę potrwać, ale droidy są cierpliwe. BZHYDACK kończył właśnie kolejną rundę po Mieście, gdy skontaktował się z nim jego pracodawca. Droid miał otrzymać pomoc. Na razie. Bezzwłocznie udał się na lądowisko.
Statek kurierski klasy Nova dopiero co wylądował, silniki były jeszcze ciepłe. BZHYDACK lustrował statek i pobieżnie go przeskanował. Przeczytał nazwę na kadłubie: Dog. Po chwili ze środka wyszła postać w zbroi przypominającej mandaloriańską. BZHYDACK przeskanował również i jego. Tak, to musiał być Vestibor Rothal. Zabraka chyba fascynowali Mandalorianie. Zbroja była zdecydowanie droga i była przepakowana elektroniką, co wykazał elektryczny zmysł droida, ale nie wyglądała na beskar.
BZHYDACK podszedł do Zabraka.
- Witam. Jestem BX-008Y8813K, osobisty ochroniarz Kalstora Var'teena. Mój pracodawca polecił mi nawiązać kontakt z tobą. Jeśli mój numer jest zbyt skomplikowany, możesz zwracać się do mnie Bzhydack. - odezwał się BZHYDACK swoim zwyczajnym głosem, nadając mu uprzejmy ton.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Vestibor Rothal » 30 Sty 2016, o 21:16

W końcu oczom załogantów Dog-a ukazała się Taris, planeta - miasto. Vestiborowi zdarzyło się być na planecie może z dwa razy w życiu, zdecydowanie jeśli chciałby żyć w ogromnym mieście, wybrałby Coruscant. Kody identyfikacyjne zostały podane, statek przyleciał na wyznaczony wcześniej punkt zborczy i usiadł na nim zgrabnie. Wcześniej Rothal został poinformowany o tym, że będzie na niego czekał jakiś droid, który również szuka owej ,,jedi". Nikt jednak nie przygotował go na widok droida za czasów wojen klonów i to nie byle jakiego, a zmodyfikowanego droida ochronnego. Vestibor rozpoznał go natychmiast stojąc jeszcze na statku. Zaraz gdy zszedł miał okazję przyjrzeć się droidowi z bliska. Szybko przyuważył karabin z granatnikiem i wibromiecz, nie miał wątpliwość, że droid umie się tym posługiwać. Nim Zabrak zdołał przyjrzeć się dokładniej tej fascynującej jednostce, ten wydobył z siebie metaliczny głos.
Huh, nawet ma swoje imię, prawie jak pełnoprawny kompan.
Vestibor odwzajemnił się równie metalicznym dżwiękiem, dochodzącym z jego hełmu.
- Miło poznać Bzhydack. Do mnie możesz zwracać się po imieniu, Vestibor. Chyba nie ma co przedłużać, trzeba zrobić to co trzeba, czyż nie?

Podążali ulicami dolnego Taris. Im dalej odchodzili do lądowiska tym mniej patroli widzieli. Dopiero po pewnym czasie Vestibor spostrzegł, że prawy wizjer robota pali się na fioletowo. Szli na razie bez celu, szukając jakiegoś ewentualnego informatora. Nikogo nie dziwił w takim miejscu widok białkowca, idącego ramię w ramię z robotem, jak równy z równym.
- A więc Bzydacku, masz przeanalizowany jakiś pomysł co robić dalej?
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez BZHYDACK » 30 Sty 2016, o 22:34

Vestibor przedstawił się. Bzhydack wiedział, że pozwolenie mówienia sobie po imieniu tuż po zawarciu znajomości nie było powszechną praktyką wśród białkowców, zwłaszcza w odniesieniu do droidów. Wróżyło to nieźle na przyszłość.
Bzhydack i Vestibor ruszyli razem przez Dolne Miasto, właściwie bez celu. Vestibor przyglądał się Bzhydackowi dokładnie, co droid dostrzegał mimo że Zabrak miał na głowie hełm.
- A więc Bzydacku, masz przeanalizowany jakiś pomysł co robić dalej?
- Patrolowanie ulic Dolnego Miasta nie jest efektywne. Mój pracodawca powiedział mi, że ludzie których poszukuje, sami się ze mną skontaktują, co jak do tej pory nie nastąpiło. Proponuję zatem znaleźć spokojne miejsce i zacząć współpracę od wymiany informacji.
Bzhydack rozejrzał się po okolicy. Był tu już kilka razy.
- Niedaleko stąd jest kantyna, popularna i uchodząca za spokojną. Wielu białkowców tam przychodzi. Byłem tam już, ale białkowcy niechętnie rozmawiają z droidem. Proponuję rozpocząć stamtąd.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Vestibor Rothal » 30 Sty 2016, o 23:43

Zgodnie z namową robota podążyli do baru. BHYZDACK, jako że znał drogę oczywiście prowadził. W końcu ukazały się im brzydkie, zardzewiałe drzwi, które po przesunięciu ukazały przybytek w całej okazałości. Kilka stolików, krzesła, plakaty i bar, tak w skrócie można było opisać tą spelunę.
Większość osób spojrzała się na nowo przybyłą parę, tak jak to bywało gdy wchodził ktoś zupełnie nieznany. A ich widok zdecydowanie nie należał do codzienności. Barmana aktualnie nie było i tylko jeden człowiek, siedzący w kącie wydawał się warty jakiejkolwiek uwagi. Z racji, że to Vestibor był białkowcem, to on zdecydował się pierwszy zagadać do dużego Torutanina, którego głowa skryta była w płaszczu. Kolor jego skóry był czerwony, był niezwykle wysoki, nawet jak na swą rasę, lekku miał białe, tylko zdążył przeskanować Vestibor nim doszedł do jegomościa.
- Witam, ma pan może chwile na rozmowę? - Zagaił Vestibor.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez BZHYDACK » 30 Sty 2016, o 23:55

Bzhydack poprowadził towarzysza do kantyny, którą wcześniej wspomniał. Kantyna nie wglądała przyjaźnie, ale, jak to stwierdził wcześniej droid, była popularna pomimo obskurnego wyglądu. Bzhydack nie zdołał jeszcze dociec, dlaczego tak było.
Gdy weszli do pomieszczenia, Vestibor szybko przetaksował bywalców i skierował się do rogu, by zacząć rozmowę z siedzącym tam Togrutaninem.
Bzhydack zwiększył czułość słuchu, by słyszeć rozmowę, ale nie podszedł do nich. Wiedział, że niektórzy białkowcy nie czują się swobodnie w obecności droidów. Stanął z boku, częściowo w cieniu, tak, że miał całe pomieszczenie na oku, a jego samego nie można było dostrzec od razu z drzwi wejściowych.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Mistrz Gry » 31 Sty 2016, o 14:09

Słowa zabraka wywołały piorunujące wrażenie. Nie często w trzeciorzędnej mordowni dolnego miasta zjawia się ktoś używający języka wyższych sfer. Zazwyczaj oznacza to chodzący schowek z kredytami. Ten konkretny był całkiem dobrze chroniony. Jednak na Taris wszyscy mieli broń. Takie czasy. Od ostatniej zadymy z imperium minęło sporo czasu. Z resztą po tej stronie planety było znacznie spokojniej. Droid poruszający się za przybyszem był już dobrze znany w sektorze, podobnie jak i cel jego przybycia. Wielki Torgutanin przeniósł wzrok ze spożywanego właśnie posiłku na zagadującą go istotę.
- nie mam mój czas jest niezwykle cenny, także idź być bogaty gdzie indziej i zabierz swojego droida. Jest dosyć wkurwiający z tym pytaniem sie o Vimę. Nikt tu kurde nie zna żadnej Vimy. - Mężczyzna dość dosadnie skomentował zachowanie Bzydhacka, pomruk który mu towarzyszył świadczył, o sporym poparciu reszty bywalców.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6679
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Vestibor Rothal » 31 Sty 2016, o 19:41

Tradoshianin dość wyrażnie zasugerował, że nie ma ochoty z nimi rozmawiać. Vestibor również nie miał powodów by nie wierzyć mu, ze nic nie wie. Wyszedł z lokalu wraz z podążającym za nim robotem.
- Zrobimy po mojemu, znam tu parę miejsc, ale to kawałek drogi stąd. Mamy chwilę żeby porozmawiać i wymienić się informacjami. - Rothal i HZHYDACK ponownie znależli się na ulicy idąc przed siebie.
- Wiem tylko, że ta kobieta jest powiązana z jakimś starożytnym zakonem. Chyba ,,jedi", tak powiedział ojciec. No i wiem jedynie, że jest gdzieś na tej planecie, czyli w sumie nie wiem nic. Wiesz coś więcej, a może znasz tych całych ,,jedi" to jakieś stare bractwo, tak?
Zabrak przemierzał ulicę słuchając co ma do powiedzenia robot aż znależli się obok przybytku wątpliwej rozrywki, jak to określał Vestibor. Bynajmniej nie przyszedł tu w celu, do jakiego ten budynek został stworzony, znał właścielkę owego przybytku, dość dobrze znał.
- Poczekaj na dworze, większość ludzi z jakiegoś powodu nie ufa droidom.
Kultywator kultury Mando, zdjął hełm i wkroczył do wielkiej sali. Od razu przystąpiły do niego dwie nie najbrzydsze twi'lekanki. Ten jednak delikatnie odepchnął je i podszedł do grubej i przysadzistej Granianki konwersujacej akurat z wysokim Anxem.
- Nie ładnie jest przerywać Vesti. - Zaśmiała się swym specyficznym, niskim rechotem i stuknęła kielichem z Anxem, który natychmiast odszedł.
- No co Cie tu sprowadza przystojniaku. - Szepnęła znowu się śmiejąc i dotykając twarzy Zabraka. Vestibor znał ją dość dobrze, od jakiegoś roku dopiero mieszkała na Taris.
- Nie zajmę Ci dużo czasu, wiesz dużo o tym co się dzieje w dolnym mieście. Nie obiło Ci się o uszy może jakaś Vim, podobno z jakiegoś zakonu z dawnych lat, jacyś jedi czy coś w podobie. - Vestibor mówił na prawdę otwarcie, nie sądził jakoby wymawianie tego słowa było czymś strasznym.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez BZHYDACK » 31 Sty 2016, o 20:11

Bzhydack i Vestibor wyszli z kantyny. Togrutanin wyraźnie nie miał ochoty rozmawiać, ani też nikt inny.
Teraz Vestibor prowadził. Zaczął też rozmowę, wymianę informacji.
- Jeśli chodzi o kobietę, której szukamy, moja wiedza prezentuje się tak samo jak twoja, Vestiborze. Ale wiem nieco o Jedi. To Jedi obdarzył mnie świadomością. Był to pradawny zakon, badający pole energetyczne emitowane przez żywe istoty, które nazywali Mocą. Niektóre istoty żywe, mające w komórkach wysoką ilość midichlorianów, mogą manipulować tym polem energetycznym. Tak jest ze wszystkimi Jedi, określa się to jako "Wrażliwość na Moc". Jedi, dzięki swym umiejętnościom, pełnili swego rodzaju funkcję policyjną w Starej Republice.
Bzhydack chciał mówić dalej, ale Vestibor zatrzymał się przed pewnym budynkiem. Bzhydack zidentyfikował cel istnienia budynku - zarabianie kredytów poprzez odpłatne umożliwienie istotom białkowym odbycia aktu kopulacji.
Vestibor polecił Bzhydackowi pozostać na zewnątrz. Miało to sens, wielu białkowców bywało bardzo skrępowanych w obecności droida. Bzhydack wnioskował, że w budynku o tym konkretnym przeznaczeniu byłby bardzo niepożądanym wizytatorem.
Droid zatem rozejrzał się po okolicy. Nie wyglądała przyjaźnie, ale też całe Dolne Miasto tak nie wyglądało. Wypatrzył miejsce, skąd mógł śledzić zarówno wejście do budynku, jak i prowadzące do niego drogi, a sam był osłonięty przez coś, co wyglądało na pozostałości po jakimś większym speederze, leżące w niewielkim zaułku. Aż dziw, że nikt tego nie uprzątnął, może ta sterta złomu była zamieszkana. Bzhydack nastawił skanery na wysoką czułość, rozjaśnił nieco widzialny obraz i zwiększył czułość słuchu. Odpiął karabin, trzymając go lewą ręką, i zamarł w całkowitym bezruchu w stercie złomu.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Mistrz Gry » 2 Lut 2016, o 21:14

Zabrak miał niezły refleks, ale nie spodziewał się tego co nastąpiło, zaraz po słowie jedi chwyciła go w pasie i sprzedała soczystego całusa w usta. Zaskoczony mężczyzna próbował ją lekko odepchnąć ale usłyszał tylko ciche. „Zamknij się”. Burdelmama spławiła Anxa i zgarnęła Vestibora do jednego z pokoi. Tam zaczęła go konkretnie opierdalać.
-Zidiociałeś? Imperium robi obławę na jedi a ty tak po prostu mówisz przy obcych że jednego szukasz? Życie ci nie miłe? Nie znam żadnych jedi i nigdy nie znałam. Lubię cię i dlatego udzielę ci rady. Załóż kubeł na swój łeb, i idź komuś wpierdolić, zostaw jednak Jedi w spokoju. To nie jest twoje zmartwienie. A teraz won..
Zabrak został wręcz wypchnięty przez korpulentną samicę. Przy okazji wpadł na jakąś parę zmierzającą do gniazdka rozkoszy.
Masz jakiś problem? – rosły mężczyzna został oblany winem z kieliszka prostytutki – Coś ty zrobiła szmato. Zamachnął się na przerażoną twillekankę. Kobieta skuliła się oczekując na uderzenie…


Tymczasem na zewnątrz wtopiony w otoczenie droid zaobserwował dziwne ruchy w pobliżu wyjścia z burdelu. Najpierw ktoś z niego wyszedł a chwilę później podjechała jakaś limuzyna. Dwójka ochroniarzy wprowadziła do środka rosłego mężczyznę. Limuzyna tymczasem zniknęła zaś w okolicy zaczęła kręcić się kolejna dwójka mężczyzn. Najpewniej ktoś ważny postanowił skorzystać z przybytku. Czułe receptory droida wychwyciły rozmowę ochroniarzy. Standardowa gadka o dupach z przybytku oraz o tym co i gdzie by im włożyli zmieniła się wkrótce w coś znacznie ciekawszego.
- dobrze że skończyła się ta zadyma z gangami, stary się nieźle wkurwiał.
- rozwalili pół podmiasta co się dziwisz.
- rozwalili jak rozwalili, ta lekarka z dystryktu 10 była jedi ponoć.
- Taa widziałem film jak ją rozwalili..
- gówno ją rozwalili, ja się na tym znam, widziałeś gdzieś na Taris szturmowców z 412? No właśnie. Są gdzieś na rubieżach. Fimik to ściema.
- w sensie myślisz że Jedi żyje?
- A dlaczego ogłosili kwarantannę? Tak bardzo martwią się o zdrowie galaktyki.. głupiś
- Myślisz że może tu być?
- Nie, na pewno zwiała do Podmiasta, działy się tam dziwne rzeczy.
- Raghoule?
- Dokładnie, podobno przegryzają pancerz szturmowca,
- O w dupę..
- A w dupę to ja bym tą z finansowego…


Rozmowa powróciła do naturalnego dla mężczyzn tematu, droid jednak zyskał nieco informacji. Dystrykt 10 znajdował się co prawda po drugiej stronie planety, a goście zasadniczo mówili o plotkach jednak nadal wyglądał na odpowiedniejsze miejsce do rozpoczęcia poszukiwań.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6679
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez BZHYDACK » 2 Lut 2016, o 23:36

Czuwanie niedaleko wejścia do budynku, zwanego przez białkowców "burdelem" było nużące, a raczej byłoby, gdyby droidy mogły się znużyć. Po chwili jednak coś zaczęło dziać się w okolicy.
Pod burdel podjechała limuzyna, ktoś wyraźnie wysoko postawiony widocznie postanowił skorzystać z usług oferowanych w budynku. Bzhydack uważnie przeskanował ludzi, którzy wysiedli, jeden wszedł do środka, a dwóch, wyraźnie pełniących funkcje ochroniarzy, stanęło przy wejściu.
Bzhydack rejestrował ich rozmowę. Nagle zaczęli rozmawiać o czymś, co mogło być pożyteczne. W Dystrykcie 10 doszło do jakiegoś incydentu, podobno zamieszana w nie lekarka była Jedi. Dawało to pewien punkt zaczepienia.
Bzhydack postanowił uzupełnić informacje. Komunikator Bzhydacka był zintegrowany i wbudowany, Bzhydack nie musiał używać mowy ani słuchu by z niego korzystać i nie musiał się na nim koncentrować.
Cały czas śledząc otoczenie, droid włączył komunikator na kanale własnym, szyfrowanym i wywołał EV.
- EV, potrzebuję informacji z ostatnich dni, z Dystryktu 10.
- Dystrykt 10, przyjąłem.
- Incydent w Dolnym Mieście lub w Podmieście, zaangażowana kobieta, zawód lekarz. Według danych oficjalnych zlikwidowana. Sprawdź ile możesz o niej uzyskać, wszystkie dane jakie się da, oraz oceń prawdopodobieństwo prawdziwości oficjalnych danych. Mam powód sądzić, że dane zostały zmienione przez cenzurę. Wszystko co możesz uzyskać, przyjmę.
- Rozumiem, chwilę to potrwa.

Bzhydack rozłączył się i zaczął zastanawiać się, jak poinformować o odkryciach Vestibora. Do wyboru miał wejść do środka lub czekać na Zabraka. Bzhydack nie sądził, by dwaj ludzie stojący przed wejściem wpuścili go po dobroci. Mógł oczywiście ich zabić, ale taki rozgłos nie pomógłby mu w wykonaniu misji - musiał mieć swobodę, więc nie mógł sobie pozwolić na zatarg z kimś wysoko postawionym. Konflikt utrudniłby mu poruszanie się.
Bzhydack zatem czekał dalej bez ruchu i śledził otoczenie, wyszukując zaburzeń. Czekał w pełnej gotowości.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Vestibor Rothal » 5 Lut 2016, o 22:12

Vestibor już miał zamiar rozwijać swój wywód, gdy nagle korpulentna samica pocałowała go. Nim zdążył zaprotestować wrzuciła go wprost do pokoju. Z przerażeniem zaczął sięgać do kabury by sparaliżować obcą istotę płci przeciwnej. Na całe szczęście ta zaczęła mówić i nie zwróciła uwagi na to co robił Zabrak. Poczęła robić mu wyrzuty, w większości słuszne. Vestibor zreflektował się, jakoś nie mógł tego wcześniej dostrzec. Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak niebezpieczne jest to co robi. Kontrola mocy, stara republika, cenzura, czystki, kim oni byli? zdążył pomyśleć tylko Vestibor gdy ponownie został brutalnie potraktowany przez samicę. Wpadł na jakąś parę, nie raczej jakąś kurtyzanę i jej klijenta. ,,Idż komuś wpierdolić..." idealnie się składa przemknęło przez głowę Vestiborowi. Mężczyzna zamachnął się na kobietę. Nie byłoby w naturze najmłodszego z rodu Rotahl, by tak po prostu zostawić damę w potrzebie, która została wpędzona w kłopoty wszakże przez niego.
Zabrak, który do słabych zaliczony być zdecydowanie nie mógł, pochwycił mężczyznę za ramię gdy ten wyprowadzał już cios, ten odwrócił się i przez chwile spojrzenia obojga skrzyżowały się ze sobą. Chwila ta jednak trwała bardzo krótko, już po chwili adwersaż Zabraka wyprowadzał cios drugą ręką celując w tors Rothala. Ten natychmiast puścił rękę mężczyzny i odskoczył minimalnie w bok, cios mężczyny minął się z celem, a sam poleciał lekko do przodu. Znalazł się w idelanej pozycji, by Zabrak z całej siły przywalił mu z łokcia, otulonego metalem w żuchwę. Mężczyzna padł jak kłoda, a kobieta zastygła, Vestibor wziął ją pod rękę i zostawił przy jednym ze stolików. Ręka Zabraka w międzyczasie włożyła w rękaw malutką, papirusową karteczkę, nie czuł się dobrze to robiąc w stosunku do swej znajomej, ale wiedział, co czeka kobietę po tym wszystkim, na kartce widniał sztampowy napis:
,,Jeśli to czytasz, wpadłeś/aś w kłopoty, wyciągnę Cie z nich. Dzwoń na 872 872 872 999 872, powinna odebrać zaprzyjażniona mi osoba, ona udzieli Ci dalszych wskazówek."
Numer był powiązany bezpośrednio z wideoprojektorem na statku Rothala.
Zabrak przyłożył usta do ucha kobiety:
- Platforma lotnicza, dolne Taris, 34.
Sala była dość długa, Zabrak ruszył nią, przyciągając już zdecydowanie więcej zaciekawionych spojrzeń niż jak wchodził, wiedział co o nim myślą. Idąc przez salę, wyszukał konto właścicielki i wpłacił podwojoną średnią za niewolnice. Postępował powoli, wręcz majestatycznie kładąc i odrywając co chwilę nogi z powierzchni, po której stąpał. Zbliżał się coraz bardziej do wyjścia.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Mistrz Gry » 5 Lut 2016, o 22:37

Zabrak już miał wyjść kiedy na jego drodze stanął jeden z ochroniarzy burdelu. Mężczyzna stanął na przeciwko zabraka zastępując mu drogę. Przez krótką chwilę mierzyli sie wzrokiem aż w końcu ochroniarz ustąpił rzucając tylko krótkie.
- znajdź Króla Elizjum w Podmieście.
Vestibor wyszedł z przybytku trafiając na dwójkę odzianych w czarne garnitury mężczyzn najwyraźniej zamierzających w pośpiechu wejść do środka. Po zderzeniu przez ułamek sekundy panowała obustronna konsternacja przerwana dobiegającym z tyłu krzykiem
- To ten.

Droid przeszukiwał zapisy Holonetu trafiając na ciekawe informacje. Sektor 10 był areną walk między gangami, podobno w jej efekcie jedna z przychodni uległa zniszczeniu. Inne źródła mówiły o krwiożerczej Jedi która najpierw wymordowała wszystkich w przychodni a następnie zniknęła w taterniczych okolicznościach. Najwięcej do powiedzenia miałby zapewne gang Ghuli. O ile dało by się do niego dotrzeć. Nagły ruch w wejściu przyciągnął uwagę droida. Ochroniarze ważniaka nagle rzucili się do wejścia wpadając na opuszczającego przybytek Zabraka.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6679
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez BZHYDACK » 6 Lut 2016, o 00:58

Bzhydack analizował dane przysyłane mu przez EV. Niektóre były sprzeczne, jak to czasem bywało w przypadku niewprawnych cenzorów. EV-7B14 dotarł do nagrań, pokazujących jak Mocowładna masakruje pacjentów szpitalika, i ocenił zawartość oryginalnego materiału na jakieś 32%. Biorąc pod uwagę szeroko rozpowszechnione plotki i inne czynniki, sam fakt istnienia Mocowładnej był raczej bezsporny, możliwe też, że użyła swoich mocy w tak intensywny sposób, choć Bzhydack wątpił, by użyła ich na cywilach niesprowokowana. Postać z nagrań ocenił jako niedoświadczoną i niepewną. EV ocenił również prawdziwość nagrania przedstawiającego zlikwidowanie Mocowładnej jako 100% spreparowane.
Ze wszystkich informacji wyłaniała się jedna ważna - owa młoda Mocowładna żyła gdzieś w Dystrykcie 10, a wiedzę o tym, co się działo powinien mieć gang Ghuli.
Analizując dane, Bzhydack nadal nie spuszczał z oczu drzwi do budynku. Dlatego nie umknęło jego uwadze nagłe zamieszanie wewnątrz. Prze drzwi wypadł Vestibor, który wyraźnie wdał się w jakąś awanturę w środku. Dwaj ochroniarze w czarnych strojach rzucili się w jego kierunku. Bzhydack szybko przeanalizował sytuację.
Vestibor był człowiekiem, z którym miał współpracować. Tamten ważny człowiek, z którym wyraźnie Vestibor zadarł, mógł utrudnić misję. Nie chciał z nią zadzierać, walka z kimś takim pochłonęłaby zbyt dużo środków. Z drugiej strony Vestibor mógł uzyskać wewnątrz ważne informacje dla misji.
Bzhydack miał idealną pozycję, by zestrzelić obu ochroniarzy, i był w pełnej gotowości, wystarczyło mu trochę unieść karabin. Oni byli zwróceni w kierunku drzwi i nie spodziewali się jakiejkolwiek akcji od tyłu.
Bzhydack wydał z plecaka małą sondę i wysłał ją, by wykryła ewentualnych obserwatorów, uruchomił na wysokiej czułości swoje urządzenie nasłuchowe, by wychwycić komunikaty. Po czym w momencie obliczył szanse, wycelował i wystrzelił po kolei do ochroniarzy. Nawet jeśli przeżyją, to nie będą mieć pojęcia, co ich trafiło.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Vestibor Rothal » 6 Lut 2016, o 21:46

Był tuż obok drzwi gdy jak spod ziemi wyrósł przed nim ochroniarz. Oczywiście z początku Vestibor pomyślał, że chodzi o to co wydarzyło się przed chwilą, ale ten człowiek go miło zaskoczył, bardzo miło zaskoczył. Jednak zabrak jak na profesjonalistę przystało nie okazał po sobie żadnych emocji, kiwnął tylko głową i wyszedł na zewnątrz. Na dworze stał pojazd kogoś z wyższych sfer, a to nie wróżyło nic dobrego. Natychmiast założył hełm i spostrzegł dwóch idących ku niemu ludzi, odzianych w czarne garnitury. Błyskawicznym ruchem sięgnął po blastery i efektowanie podczas ich wyciągania, wkładając palec w spust zakręcił nimi, ustabilizował i wycelował, rozchylając ręce. Płynnym ruchem pociągnął kciukiem za przełącznik ustawiony z boku i ustawił go na ,,pociski paraliżujące", wystrzelił niemal w tej samej chwili. Nie patrzył czy trafił, przycelował w osobę która przed chwilą krzyczała i wypalił do niej z dwóch blasterów. W międzyczasie zarejestrował lecące w kierunku przeciwników czerwone smugi plazmy. Spojrzał w tamtym kierunku i zobaczył droida, z którym tu przybył.
- Nieeee! - Wydarł się tak, że aż gardło zaczęło go palić, dżwięk przeszedł przez mechanizm, który go zwiększył i zmienił jego barwę, był słyszalny w dość sporym promieniu. - W jego myślach kłębiło się tylko kto mógł przyjechać tym pojazdem, w głębi duszy wiedział, ze musiał to być przedstawiciel władz.
Niech ten jeden raz obliczenia droidów okażą się złe, ten jeden raz niech się pomyli.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Mistrz Gry » 7 Lut 2016, o 19:45

Droidy się nie mylą, zwykle, a Bzhydack nie był zwykłym droidem. Mężczyźni padli na ziemię rażeni karmazynowymi boltami. Jednak dla ludzi wewnatrz budynku wyglądało to tak jakby to Vestibor był strzelcem. W końcu w jego dłoniach znajdowały się dwa blastery a obaj napastnicy padli jak rażeni gromem.
- pożałujesz tego!! - krzyknął mężczyzna który właśnie starał się doprowadzić do stanu używalności, swojego przełożonego. - Niech tylko wrócimy do biura. Nie wykpisz się z napaści na Dyrektora departamentu!!
Słowa mężczyzny skupiły na nim wzrok reszty klientów i dziwek a on sam zrozumiał że chlapnął nieco za dużo...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6679
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez BZHYDACK » 9 Lut 2016, o 18:37

Bzhydack patrzył, jak ochroniarze, których wziął na cel, padli. Zauważył również, że Vestibor był gotów do obrony, ale to nie miało znaczenia. Gdy aktualnie ważny dla niego osobnik był atakowany, Bzhydack reagował.
Do wyczulonych uszu droida dotarł najpierw krzyk Vestibora, zabraniający mu ataku, o ułamek sekundy za późno, a potem głos ze środka budynku:
- pożałujesz tego!! Niech tylko wrócimy do biura. Nie wykpisz się z napaści na Dyrektora departamentu!!
Dzięki temu Bzhydack poznał tożsamość oficjela, a raczej pozna, gdy połączy się z bazą danych. Dyrektor Departamentu był znaczącą osobistością o dużych uprawnieniach i narażenie się mu mogło poważnie utrudnić misję - co Bzhydack wiedział już wcześniej, a mimo to podjął decyzję.
Bzhydack połączył się z EV
- EV, prześlij mi dane Dyrektora Departamentu.
Równocześnie cały czas był połączony z sondą, która patrolowała teren, widział jej receptorami, co pozwalało mu na obserwację dużego obszaru, a także skanował uważnie obszar dookoła siebie i prowadził nasłuch na wszystkich pasmach komunikacyjnych.
Bzhydack przesunął się tak, by nie być widocznym z budynku i skierował się w stronę pobliskiego zaułka, równocześnie pokazując, by Vestibor wszedł tam za nim. Musieli podzielić się informacjami i zastanowić się, jak zminimalizować skutki dzisiejszego postępowania Bzhydacka. Choć Bzhydack miał pomysł, który podsunęły mu słowa tamtego człowieka z budynku.
Dyrektor Departamentu musiał wrócić do biura.
Poza tym, zdawało się, że na winnego wyglądał raczej Vestibor. Bzhydack mógł działać, dopóki władze nie zorientują się, że byli razem.
Bzhydack zastanowił się, czy hełm Vestibora ma system komunikacji. Jeśli tak, będą mogli komunikować się stale na szyfrowanym kanale i unikną w przyszłości podobnego braku koordynacji.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Vestibor Rothal » 9 Lut 2016, o 23:40

Nie zdążył, droid był pierwszy, niebieskie strumienie odbiły się od pojazdu, którymi przyjechali ludzie właśnie padający rażeni śmiertelnymi pociskami. Zaraz za nim ozwał się głos, dochodzący z budynku, z którego właśnie wyszedł Zabrak. Drzwi były otwarte, wręcz leniwym ruchem Vestibor nakierował lewy blaster na owego osobnika i wystrzelił promień paraliżujący. Zaraz potem zaczął schodzić na schodach w kierunku droida. Dogonił go dopiero gdy ten dochodził do zaułka.
- Kontrolowałem sytuację, będziemy mieli przez to problemy. - Vestibor lekko jęknął, zdecydowanie nie podobało mu się to co się tutaj stało, z drugiej jednak strony jego hełm dokładnie nagrywał to co się dzieje wokół Rothala całodobowo i wysyłał informację do specjalnego komputera.
- Trochę chyba z sobą spędzimy, poczekaj spróbuję utworzyć jakiś w miarę chroniony kanał. - Vestibor na chwilę przystanął, przyłożył jedną dłoń do hełmu i mentalnie zaczął w nim majstrować.
- Dobra jest, przesyłam Ci jego współrzędne, podaje hasło, otrzymałeś? - Gdy droid już potwierdzi otrzymanie informacje Zabrak rozpocznie podawać to co sam się dowiedział przez ten czas, gdy się nie widzieli.
- Wysłuchałeś czegoś? Ja zdecydowanie dowiedziałem się, ze nazwę Jedi lepiej wymawiać jak najrzadziej. Ale mam też mniej oczywiste nowiny. Powinniśmy udać się do Podziemium i odszukać jakiegoś króla Elizjum. Kto to właściwie kurwa jest?
- Masz o nim jakieś informację? Chwilę póżniej Vestibor postanowił dalej pogrążyć temat jedi.
- Obrońcy galaktyki. - Z ust Zabraka wydobył się pełne pogardy prychnięcie. - Wysokie miano jak na rozbitą organizację, ale z tego co widzę musieli nieżle namieszać Imperium, tak było nie?
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez BZHYDACK » 10 Lut 2016, o 00:16

Vestibor dogonił Bzhydacka gdy ten wchodził do zaułka. Stanęli tak, by nikt ich nie widział z zewnątrz.
- Gdy ktoś wykazuje wrogie zamiary wobec mojego wspólnika, reaguję.
Vestibor zdecydował się utworzyć szyfrowany kanał komunikacyjny. Bzhydack miał mu to zaproponować, zatem ich myśli biegły podobnym torem, obaj wiedzieli że potrzebują stałej komunikacji by koordynować swoje działania.
- Potwierdzam wejście na szyfrowany kanał komunikacyjny.
Bzhydack potwierdził utworzenie kanału. Teraz mógł ciągle komunikować się z Vestiborem.
- Dowiedziałem się kilku plotek, które w miarę możliwości potwierdziłem. Kilka dni temu doszło do incydentu w Dystrykcie Dziesiątym. Brał w nim udział osobnik władający Mocą, kobieta, lat około 20, zawód lekarka. Została umieszczona na nagraniu.
Bzhydack przesłał Vestiborowi nagranie z masakry w lecznicy.
- Wedle szacunków, maksymalnie 32% nagrania są prawdziwe, zakładam że są to części przedstawiające jej moce, gdyż powszechnie rozeszły się plotki. Według oficjalnych danych została zlikwidowana, nagranie - Bzhydack wysłał kolejne nagranie, z egzekucji - jest w całości spreparowane, zatem kobieta żyje i zapewne się ukrywa. Teren i placówka medyczna były w rejonie kontrolowanym przez gang Ghuli.
Bzhydack nie przestawał monitorować terenu, w szczególności cały czas uważał na Dyrektora Departamentu i jego fagasa. Na razie było spokojnie, ale ten stan mógł się w każdej chwili zmienić.
- Kobieta z nagrania z prawdopodobieństwem 87% nie jest poszukiwaną przez nas. Jest zbyt młoda oraz wyraźnie niewyszkolona. Jednak istoty władające Mocą mają tendencję do odnajdywania się wzajemnie. Zalecam ją znaleźć, istnieje możliwość że jest w kontakcie z poszukiwaną przez nas.
Bzhydack skończył wymianę informacji najnowszych. Vestibor kiwnął głową i zapytał o Jedi.
- Jedi, jak wcześniej mówiłem, pełnili w Starej Republice funkcję policyjną. Dbali, by nikt nie naruszył pokoju. Udaremniali knowania wielu organizacji i pojedynczych istot. Jedi dzielili Moc na aspekty, Jasny i Ciemny, zwane Stronami Mocy. Używali Jasnej Strony, powiązanej z pozytywnymi emocjami, głównie spokojem i harmonią.
Bzhydack skrzywiłby się, gdyby mógł. Cenił i szanował Jedi, ale nigdy nie popierał ich ograniczającego kodeksu.
- Jedi mieli wrogów, użytkowników Ciemnej Strony, powiązanej z negatywnymi emocjami, zwanych Sithami. Wiele wojen wynikło z ich konfliktu. Ostatnią, która doprowadziła do prawie całkowitej eksterminacji Jedi, były Wojny Klonów. Dzięki manipulacjom lord Sith wywołał tą wojnę, prawie zniszczył odwiecznych wrogów i utworzył pierwsze Imperium.
Tu Bzhydack przerwał, na chwilę bardziej skupiając się na otoczeniu. Wzmógł skanowanie i posłał sondę na dokładniejszy patrol.
- Dalsza część historii może poczekać. Teraz proponuję zastanowić się, jak utrudnić wrogie działanie Dyrektorowi Departamentu. Proponuję przedłużyć jego drogę do biura.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] Gdy myśliwy jest zwierzyną

Postprzez Vestibor Rothal » 10 Lut 2016, o 22:58

Szli coraz bardziej zagłębiając się w odmęty tego nieprzyjemnego miejsca. Vestibor z uwagą przysłuchiwał się temu, co ma mu do powiedzenia droid. Było tego całkiem sporo, wszystko oczywiście nie było do końca pewne, ale było to jedyne co mieli. Wysłuchał z uwagą tego co miał mu do powiedzenia o jedi i sithach, ciężko mu było uwierzyć w to co usłyszał, ale pogodził się z realiami z jakimi przyszło mu się mierzyć. Sprawa zaczynała śmierdzieć coraz bardziej.
- Tak, wiem już prawie wszystko co chciałem o nich wiedzieć. - Nadal otwarta pozostawało tlące się w głowie zabraka pytanie na temat broni ręcznej w jakiej jest posiadaniu i jak bardzo jest ona związana z tymi zakonami ,,mocowładnych". Z rozmyśleń o dawnych czasach wytrącił go nowy, świeży temat.
- Mocno dostał, dwaj jego ludzie są sparaliżowani, powinni jeszcze trochę nie sprawiać nam kłopotów. Pozostaje kwestia co dalej, zabiłeś dwójkę ludzi związanych z rządem, gdy Ci jeszcze nie wyjęli broni. Co lepsze na razie cała wina pójdzie na mnie, chyba że będziemy mieli coś, co my nazywamy ,,fartem" i albo wszyscy zapomną jak znależli się na ziemi, albo miejscowa ludność załatwi problem za nas. Jak dla mnie powinniśmy bezpośrednio udać się do wyznaczonego celu.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Następna

Wróć do Archiwum