Content

Pozostali

[Biografia] Korjak z Malastare

[Biografia] Korjak z Malastare

Postprzez Tzim A'Utapau » 7 Sie 2011, o 15:47

1. Imię: Korjak

2. Nazwisko: brak

3. Pseudonim: Patynowy Czerep (raczej za tym nie przepada), Korjak z Malastare, Windykator, Pan „Ja przysługę tobie, ty przysługę mnie”.

4. Gatunek: Feeorin

5. Lokalizacja: Operuje na Zewnętrznej Rubieży, ale można go spotkać także w innych rejonach. Większość czasu spędza na stacjach kosmicznych, w siedzibach pod wpływami Huttów i Czarnego Słońca lub w kosmoportach. Patroluje też Sektor Esstran i System Yavin, wyłapując pojedyncze jednostki międzygwiezdne Sithów.

6. Profesja: Recydywista. Pilot, pirat, międzyplanetarny handlarz, windykator Czarnego Słońca, gnębiciel Sithów

7. Data urodzenia: 170 BBY, o ile dobrze pamięta

8. Usposobienie: Prawie dwa stulecia życia nauczyły go przedkładać aktywność nad rozterki. Prędzej zapyta „kiedy?” niż „dlaczego?”. Nie lubi nadto filozofować, widział dużo i stąd też trudno go miło i niemiło zaskoczyć. Świat ogląda w ciemnych barwach, liczne odsiadki nauczyły go nieufności i spodziewania się po otoczeniu najgorszego, o takich abstraktach jak przyjaźń albo miłość już dawno zapomniał.
Nie jest wygadany, czy raczej: woli bez słowa złamać komuś nos niż powiedzieć coś dwa razy. Z kobietami „lubi konkret, a nie pieprzenie na około”, jest przy tym ewidentnym męskim szowinistą, ponadto jawnie nie lubi gatunku ludzkiego z Korelianami na czele.
Pomimo licznych niegodziwości jakich zdołał się dopuścić, ma zasady. Nie handluje żywym towarem (aczkolwiek nie jest przeciwny niewolnictwu, po prostu woli nie oglądać tego zjawiska od kuchni); nie gwałci dla zabawy jak większość piratów; nie lubi używek. Ceni sobie pragmatyczne umiejętności i tych, którzy je wykazują. Jeśli ktoś chce zdobyć jego sympatię, powinien być dobrym pilotem, bokserem lub mechanikiem, umieć strzelać i odzywać się wtedy, kiedy to konieczne do komunikacji.
Feeorin nie lubi gwałtownych zmian, odczuwa komfort kiedy wszystko wokół dzieje się tak jak przewidział. Jak na przedstawiciela swego gatunku wydaje się skromny, nie próbuje nigdy imponować tężyzną i zdolnościami, z zasady nie wykrzykuje rubasznych żartów (zastąpił je mrukliwą zgryźliwością ociekającą sarkazmem), ogólnie rzecz biorąc nie zwraca na siebie powszechnej uwagi. Jeśli pije, to nie w celu poprawienia sobie humoru, tylko aby nie popsuć go jeszcze bardziej trzeźwością. Byłby zgryźliwy jak ludzki starzec, gdyby nie fakt że nawet zrzędzenia na głos sobie oszczędza. Częściej westchnie i z miną „otaczają mnie partacze” dopracuje wszystko pod własną wizję.
Co ciekawe, nie jest chciwy i w efekcie często szuka silniejszej motywacji do pracy (lub po prostu dodatkowej) niż kredyty. Nigdy nie przywiązywał się do przedmiotów, nawet własnoręcznie modyfikowane statki zmieniał bez żalu, pod warunkiem że była ku temu racjonalna przyczyna (jak lepsze osiągi). Dzięki bogatemu doświadczeniu zrozumiał niestabilność dóbr materialnych i polubił sieć powiązań opartą na przysługach, co wyrobiło mu opinię dziwaka wśród huttów i jednocześnie dało stały status godnego zaufania ze strony Czarnego Słońca. Nie raz musiał przelecieć pół galaktyki za grosze w ramach odpracowywania wdzięczności, ale częściej to jemu członkowie półświatka byli coś dłużni.

9. Wygląd i cechy gatunkowe:
Wysoki i słusznie zbudowany, choć niekoniecznie zaraz barczysty (według standardów gatunku) Feeorin. Dzięki unikalnemu metabolizmowi stale rośnie, nabiera masy i rozwija się fizycznie z wiekiem, zamiast się starzeć. Obecnie mierzy już standardowe 220 cm i waży 140 kg, przy czym pamiętać należy, że jego proporcje odbiegają od ludzkich.
Jest stałocieplnym gadem, ale miast łusek posiada marmurkową, śliską skórę koloru patynowego. Skóra ta mocno przylega do tkanek i wydaje się cienka, doskonale widać pod nią pracujące ścięgna. Głowę o segmentowej czaszce utrzymuje mu potężny kark i zdobią, zastępujące włosy, podobne do nautolańskich wici w liczbie sześciu sztuk, które w przypadku Korjaka są wyjątkowo grube. Należy do podrasy nie posiadającej nosa, jego twarz jest płaska – u góry wystają mu z profilu bulwiaste łuki brwiowe chroniące mleczne oczy, z brody za to wyrastają dwie pary analogicznych do potylicznych wici w mniejszym rozmiarze.

Image

10. Umiejętności:

- Pilot: To jego prawdziwa specjalizacja. Korjak ma wyraźny talent w obsłudze urządzeń pokładowych i sterowaniu pojazdami kosmicznymi. Uczył się latać na najgorszym złomie, by w końcu zostać starym wyjadaczem w kiełznaniu myśliwców (właściwie preferuje bombowce), frachtowców i małych transportowców. Za pulpitem większych jednostek niż stumetrowe nie siada. Lubi latać, lubi toczyć w przestrzeni kosmicznej potyczki, lubi dokonywać akcji abordażowych, czuć siłę rażenia pod kciukami. Przy czym „lubi” jest najwłaściwszym z możliwych słów. To nie jest jego pasja ani nawet fach. Robi to dlatego, że czasami mu za to płacono. A płacono dlatego, że umie. Umie, bo robi. I tak historia talentu Korjaka zatacza bez przerwy koło. On sam nigdy w życiu się pilotem nie nazwał, mając do tego słowa jakiś niezrozumiały respekt, uważa się ledwie za osobę, która „potrafi wystartować i wylądować”. Preferuje maszyny ciężko uzbrojone i grubo opancerzone niż szybkie. Umie też niezgorzej władać sterami swoopów i innych maszyn o napędzie repulsorowym.
- Mechanik: W gruncie rzeczy mechanik to górnolotne określenie. Korjak jest po prostu zaradnym mężczyzną, bez problemu wymienia części statku, który użytkuje. Innych urządzeń za bardzo naprawiać nie potrafi, potrzebuje czasu by się oswoić z danym sprzętem. Jego wiedza mechaniczna opiera się więc tak naprawdę na rozsądnej eksploatacji. Złotym i sprawdzonym środkiem na większość uszkodzeń jest dla niego solidny cios hydrokluczem w kadłub, powtarzany do skutku.
- Strzelec: bez kombinowania, stary dobry blaster (lub cokolwiek co strzela) i silne nerwy. Nie imponuje szybkostrzelnością ani celnością. Ot, mierzy i wypala.
- Dogfighting, taktyka, walka podjazdowa: w przestrzeni kosmicznej, jak i w atmosferze bez problemu radziłby sobie z dowodzeniem eskadrą myśliwców, a może nawet i kilkoma. Radziłby, bo woli pracować w pojedynkę. Na dowódcę nadaje się o tyle, że sam nienawidzi słuchać rozkazów i z dwojga złego woli je wydawać. Zna dziesiątki trików by pozbyć się wrogiego myśliwca, ale dopiero przeciwko większym jednostkom w pełni rozwija skrzydła.

11. Ekwipunek:

- Prosty ubiór bez rękawów; zazwyczaj nosi niepełny kombinezon pilota. Nigdy nie zakłada żadnych pancerzy ani tym podobnych.
- Pistolet robiony na zamówienie. Strzela czymś co przypomina plazmę, robiąc konkretne „bum” przy trafieniu w materię nieorganiczną.
- Ciężki miotacz już o klasycznym działaniu.
- Piekielnie stara licencja pilota.

Środki komunikacji: VCX-820 „Scylla”

12. Historia:

Jakkolwiek dokładnie nie wyglądało dzieciństwo Korjaka, wiadome są następujące fakty: urodził się na Malastare i żyło mu się tam dobrze. Cechy gatunkowe zapewniły mu szacunek w otoczeniu, a silna grawitacja dodatkowo zahartowała. Nie znając rodziny, wychowywany wśród Granów, żył według zasad daleko odbiegających od znanych w Starej Republice w okresie jej złotej ery. Walił po łbie kiedy była konieczność, klepał po ramieniu jeśli była potrzeba. Ponoć do opuszczenia planety pokierowała nim chęć poznania ojczyzny Feeorinów – Korjak był jedynym przedstawicielem tego gatunku w miejscu zamieszkania. Gdy natknął się już w szerokiej galaktyce na podobnych sobie, bardzo żałował. Okazało się, że był inni nie tylko w zestawieniu z pozostałymi gatunkami, różnił się także od rodaków. A przynajmniej tak to wtedy rozumiał, bo myśl o tym że po prostu dojrzewa przez głowę mu nie przemknęła. Z czasem w ogóle o podobnych bzdurach zapomniał.
Nie wykazał się żadnym specjalnym talentem, więc pracował tak, jak pozwalały mu naturalne predyspozycje – fizycznie. Z nosiciela ładunku na ogromnym statku handlowym bogatej spółki Republiki stał się koordynatorem zaopatrzeniowym. Przez piętnaście lat starał się o licencję pilota i w końcu ją dostał. A kiedy to się stało… latał. Płacono mu za to lepiej niż za poprzednie zajęcia, więc zaczęto nazywać go rzetelnym pilotem.
Z Czarnym Słońcem miał styczność przez przypadek, dokładniej przez przypadkową kobietę, Zeltronkę. Zawróciła mu w głowie, wciągnęła w przemyt i tym sposobem po raz pierwszy trafił do paki, na kilka lat. Gdy wyszedł miał nikłą szansę na uczciwą karierę. Czarne Słońce uwielbiało dawać takim osobom zajęcie. Został windykatorem i sprawdzał się w tym dobrze, nawet bardzo. Początkowo niewinnie, uczestniczył w rozliczeniach gangsterów z drobnymi dłużnikami. Z czasem dawano mu poważniejsze zajęcia, aż przyszło skręcić komuś kark, spalić dom, zbombardować stację, ukraść statek, porwać żonę lub syna.
Był rok 130 BBY. I trafił do więzienia po raz drugi, tym razem miał tam posiedzieć dłużej. Zwiał, potrzebował pracy i ochrony przed władzami Republiki, schemat się powtórzył. Potem poszło z górki, był pilotem, dostawcą specjalnych przesyłek, ochroniarzem i nadal ściągał haracze oraz długi. Nie pracował dla każdego, ale też nie był wyjątkowo wybredny. Szczególnie upodobała go sobie Gildia Łowców Nagród, której pomagał rozliczać się z cwaniakami niechcącymi płacić za poszukiwane osoby. Sam też próbował swych sił jako łowca, ale z miernym skutkiem. Brakowało mu detektywistycznej intuicji.
Minęło sto lat. No, nie tak od razu. Bo choć brzmi to banalnie, jak wspomnienie o kwadransie, w oczach Korjaka każdy miesiąc był tak samo długi jak poprzedni i następny. Poznawał tysiące osób, z których do dziś żyje znikomy ułamek. Przez życie przewinęły mu się kobiety, wrogowie i przyjaciele (tych ostatnich zdecydowanie najmniej). Imał się wielu zajęć, większość nie była zbyt chlubna i prawdę powiedziawszy – w niczym się nie odnalazł. Często więc wracał do tego, co dawało mu jako taką wolność, brak rutyny: życia poza prawem. Bycie piratem nigdy mu się nie znudziło, ale wraz z nabywanym doświadczeniem robił sobie coraz dłuższe przerwy. Nieraz i całymi latami nie musiał pracować, utrzymując się z wyjątkowo udanego skoku na statek transportowy. Ale po każdym taki wzlocie następował z zasady upadek: pudło, pierdl, więzienie, klatka, puszka, kwadrat, karcer, cela, loch, raz nawet skrzynka (w której ledwo się zmieścił podczas transportu). Tego nigdy się nie nauczył – nie dać się złapać. Choć za każdym razem powtarzał, że nigdy więcej nie da się zamknąć, nawet największy cwaniak musiał się kiedyś przeliczyć. Nie dało się być aktywnym piratem i przy tym wolnym przez ponad stulecie. Łącznie zamykano go jakieś pięćdziesiąt razy. Czasami wychodził uczciwie, bo też nigdy nie posunął się jakoś skrajnie daleko w swej działalności (a przynajmniej tego mu nie udowodniono), czasami go uwalniano, a czasami po prostu uciekał. Był całkiem niezły w organizowaniu masowych zrywów. Z niektórych ocalał jako jeden z niewielu. Siedział w więzieniach lokalnych, prywatnych i znanych w danym rejonie galaktyki pod restrykcją Republiki.
Należał do kilku gangów swoopowych i kosmicznych, ale nigdy nie zabawił w żadnym na dłużej. Młodzi, krzykliwi i niewyżyci maniacy nie byli mu druhami. Później każdorazowo musiał usuwać sobie tatuaże po takim odskoku i w słynnych salonach na Nar Shadda stał się rozpoznawanym klientem. W końcu zrezygnował i z tego.
Swoista stagnacja (choć sam jej w sumie nie odczuwał aż tak dotkliwie) zakończyła się wraz z nadejściem Wojen Klonów, podczas których to walczył aktywnie po stronie Konfederacji Niepodległych Systemów jako pilot bombowca. Później przyszło Imperium, w trakcie rządów którego zaszył się na terenach Huttów, gdzie jeszcze podobni mu mogli się cieszyć jakąś swobodą (a przynajmniej uniknąć egzekucji). Czarne Słońce przeżywało podówczas prawdziwy kryzys po śmierci Vigów, stąd Feeorin zaczynał niemal od zera i może nawet do czegoś by doszedł w świecie przestępczym, gdyby tylko miał ku temu jakieś zadatki. Trafiały się okazje, ale Korjak chyba nie był nimi zainteresowany albo zwyczajnie je przegapił. Trzymał się swego wąskiego wycinka – działał na małą skalę i tylko okazyjnie zbierał grupy piratów, najczęściej do jednorazowych rajdów (które zresztą kończyły się najczęściej masakrą, bo Imperium radziło sobie z piratami konkretniej niż Stara Republika). Nikt o nim nie słyszał, bo i nie szukał sławy ani nie dokonał niczego spektakularnego.
Z dojściem do władzy Nowej Republiki w Galaktyce zaczął się kolejny podział wpływów. Trzecia siła, ta najbardziej kolorowa, znów zaczęła się liczyć, a konflikt dwóch ogromnych frakcji niejednego przestępcę doprowadził do grubych milionów. Korjak chciał być jednym z nich i miał całkiem niezły plan: zajął się handlem bronią. Pech chciał, że naprawdę pokaźny przerzut do Środkowej Rubieży został przechwycony, rujnując przedsięwzięcie i samego Korjaka. Jeszcze większy pech na drodze przemytników postawił… Sithów. Sithów upojonych własną liczebnością i nową siłą. Z każdym innym może i dałoby się negocjować.
Od czasu tej wpadki Korjak z Malastare ma nowy klarowny cel, a przynajmniej jakąś poboczną motywację – utrzeć nosa tym maniakom z Korriban ilekroć będzie to możliwe. I najlepiej przy okazji zarobić.

*
13. Garść informacji:
- Prawa ręka Korjaka została mu odgryziona przed kilkoma dekadami przez Nexu. Przez pewien czas miał protezę robota, ale nigdy się do niej nie przekonał. Gdy uzbierał wystarczającą ilość pieniędzy, sklonował sobie rękę i od tego czasu jest jak nowa… to znaczy jak stara.
- Podobnie miały się sprawy z jego płucami. Rozpuściła je trująca atmosfera na księżycu, na którym się rozbił podczas Wojen Klonów. Sklonowano i wsadzono mu nowe.
Image

Postacie archiwalne:
Image
Image
Tau z Lakonów - stoczniowiec, infant Fondoru
Sate Nova (ERG 1212) - imperialny gwardzista
Asa-Lung - zmiennokształtny
Korjak z Malastare - Feeorin, windykator Czarnego Słońca
Awatar użytkownika
Tzim A'Utapau
Gracz
 
Posty: 1585
Rejestracja: 4 Lis 2010, o 20:34

Wróć do Pozostali