Content

Inne Lokacje

[Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Image

[Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 7 Gru 2012, o 21:24

Lokacja: Almania planeta położona na Zewnętrznych Rubieżach, w sektorze Mortex, który sąsiaduje z Przestrzenią Sithów.

Atmosfera: Tlenowa
Klimat: Zimny
Teren: Góry, równiny


***
Qultist Korr przybywa z: [Korriban] Gra dla bohaterów

Wysłużony średni frachtowiec koreliański YT-1930 resztkami sił gnał przed siebie. Hipernapęd statku nie był w stanie zapewnić stabilnego skoku na dużą odległość. Pilot nie miał zbyt szerokiego pola manewru, mógł jeszcze raz wykrzesać resztkę sił ze starej krypy i choć trochę zbliżyć się do Wewnętrznych Rubieży albo spróbować zregenerować maszynę na którejś z pobliskich planet. Wybór nie mógł być duży, gdyż Kel Dor dopiero co umknął z Przestrzeni Sithów, zostawiając Korriban i Ziost za sobą. Los raz jeszcze uśmiechnął się do Qulitsta Korra, mężczyzny o wielu osobowościach, gdy na głównym iluminatorze pojawiła się niewielka planeta Almania.
Sytuacja nie była jednak do końca pomyślna dla pilota. Ciąg przekleństw utonął nagle w nieprzyjemnym dźwięku systemu alarmowego. Pulpit zaświecił się feerią czerwonych kontrolek. Silniki jonowe pracowały tylko z 50% wydajnością, choć i to wydawało się dla nich za dużo. Statek nieco za szybko wszedł w atmosferę, a kolejne sygnały ostrzegawcze informowały Kel Dora o sytuacji. Łowca robił co mógł, jednak nie miał szans wylądować w Stonii stolicy Almanii bądź w innym kosmoporcie. Jakby tego było mało YT-1930 mknął na spotkanie z jednym, z łańcuchów górskich. Uśpiony agent Republiki wyłączył silniki jonowe, by całą moc przekierować w "motory" manewrujące. Nierówna walka Kora z maszyną trwała jeszcze kilkanaście sekund, nim frachtowiec wpadł na półkę skalną i ślizgiem pokonał kolejne kilkadziesiąt metrów nim się zatrzymał.
Ostatni raport jaki komputer wyświetlił na głównym ekranie, dotyczył uszkodzeń statku. Prócz hipernapędu oraz silników jonowych, należało połatać poszycie, a także naprawić układ sterujący i system nawigacyjny. Bez specjalistycznego sprzętu oraz materiału właściciel mógł jedynie pomarzyć o zreperowaniu gruchota i opuszczeniu sektora Mortex.
Po raz wtóry los zakpił sobie z Qultista. Wydawało się, że po opuszczeniu Korriban, mężczyzna będzie mógł uporządkować swoje zwariowane życie, w którym był już najemnikiem, Łowcą Nagród, a nawet republikańskim agentem. Nie brakowało mu kredytów, miał kilka kontaktów w Galaktyce, a wojenna zawierucha i oblężenie Coruscant przez siły Imperium raczej były dla niego korzystne. Niestety przeznaczenie, a być może Moc zdecydowały inaczej...

***

Parę minut wcześniej, pięć może sześć kilometrów od miejsca awaryjnego lądowania YT-1930, średniego wzrostu, siwowłosy mężczyzna przyglądał się opadającemu statkowi. Choć sytuacja wydawała się dramatyczna, gdzieś w głębi siebie wiedział, że pilot przeżyje wypadek. Nie było to przeczucie, tylko zwyczajna pewność. Nie spiesząc się, człowiek pozrywał jeszcze kilka roślin rosnących na jałowej, skalistej ziemi i ruszył ku "lądowisku" frachtowca...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 11 Gru 2012, o 21:39

Korr nie miał najmniejszej ochoty pilotować frachtowca, jego maszyna jednak zdecydowała inaczej. Stary YT-1930 po prostu odmówił posłuszeństwa zmuszając Kel Dora do zabójczych, jak na jego wiedzę z zakresu pilotażu manewrów. Nic, absolutnie nic nie szło po jego myśli. Ciąg przekleństw w ojczystym języku i basicu opuścił jego usta gdy wreszcie zarył w pułkę skalną na Almainii...
Podróż na piechotę w poszukiwaniu miasta wydawała się samobójstwem dla kogoś, kogo geografia ogranicza się do planet poznanych niedawno i Coruscant... Qultist westchnął ciężko karcąc samego siebie za wpakowanie się w to całe bagno. Raz jeszcze sprawdził odczyty. Praktycznie każda najważniejsza część na statku wymagała naprawy. Utknął tutaj na dobre, lub do czasu odnalezienia pomocy, co w obecnych warunkach graniczyło z cudem. Choć miał pieniądze, to nie mógł ich wykorzystać z oczywistych powodów. Droga na jaką wkroczył dawno prosiła o pomstę, wyczyszczona kartoteka także nie ratowała go, zważywszy na to, iż Republika miała jego dane i praktycznie mogła śledzić każdy jego ruch... Choć i to nie było pewne, przecież pojazd jaki mu podarowali właśnie się rozbił. Co było sprawne? Komputer pokładowy może? Baza danych, z której ściągnął do swojego cyfronotesu mapę okolicznych terenów. Może to w jakimś stopniu mu pomoże.
Właściwie co mógł teraz zrobić kosmita? Był sam na obcej planecie, nikt prawdopodobnie nie zauważył nawet tej katastrofy zważywszy na atak Imperium. Nadal był przecież w przestrzeni galaktycznej Sithów, więc tutaj raczej nikt by go nie szukał.
- Świetnie... Po prostu świetnie! - Wrzasnął na samego siebie, jego niekompetencja w pilotażu był prawdopodbnie powodem całego tego wypadku. Podrywając obolałe ciało z metalowej posadzki Korr ruszył w kierunku punktu medycznego, może chociaż jego zaopatrzenie nie ucierpiało... Sprzęt który tam miał niestety nie miał tyle szczęścia ile sam łowca głów. Spadkobierca rodu Korr przewertował wszystkie półki, poza trzykawkami pierwszego użytku i kolkoma plastalowymi skrzynkami nie ocalało nic, co na półkach się znajdowało. Szklane pojemniki i probówki potłukły się rozlewając swoją zawartość. A o Kolto mógł pomarzyć jedynie. Wzdychając po raz kolejny ciężko ruszył jeden pojemnik i wyciągnął z niego maść, którą sporządził przed wylotem, jeszcze zostało kilkadziesiąt gramów... Przynajmniej tyle. Trójpalczasta łapa zanurzyła się w specyfiku i pobrała większą jej część zostawiając niewielką warstewkę w pojemniczku. Kel Dor delikatnie rozprowadził maść po obolałych ramionach i nogach. Działała ona dwojako, miała wspomóc naturalną regenerację w pewnym stopniu i rozgrzać ciało. Sprawne stawy, były tym, czego potrzebował teraz Qultist. Cała czynność zajęła mu nieco więcej jak 20 standardowych minut bowiem przeszkadzał mu w tym ból...
Po raz któryś z kolei już zaklął pod nosem, mógł przecież lepiej zabezpieczyć przeciwbólowce i obyłoby się bez konieczności zużywania tej najcenniejszej maści... Ostatni przepis jakiego nauczył go ojciec nie poszedł w zapomnienie...
- Al-Dhuunie... - Wymamrotał pod nosem zakładając maskę z powrotem na twarz i okular. Jego "zamglone krwią" oczy niemal zaszły łzami. Wspomnienie zmarłego ojca i utrata jedynej pamiątki zabolały go dotkliwie. Agent Republiki spojrzał raz jeszcze w swój cyfronotes i poszukiwał w nim chociażby pliku ze zdjęciem. Znalazł, ulga jaką odczuł wtedy nie była porównywalna z niczym. - Ojcze... Nawet po śmierci hańbię twoje imię... - Wymamrotał do siebie kosmita.
Wzdychająć ciężko wstał wreszcie i ruszył w kierunku luku bagażowego, syf i rozgardiasz jaki tam panował nie był porównywalny z niczym, co znał ów Kel Dor. Ponownie przeklinając siebie, za brak zabezpieczeń przedarł się przez porozrzucane pojemniki i plastalowe skrzynki. Wreszcie znalazł tę jedną, w której był jego zastępczy uniform, stosowany właśnie w wypadku planet o różnym klimacie, niepasującym do typowych umiarokowanych w stylu Coruscant. Przebieranki... W sumie nie były niczym, za czym przepadał ten Kel Dor, lecz w pracy wielokrotnie ratowały mu skórę, misje na Tatooine czy też innych planetach o ostrym klimacie. Wreszcie przyodział się i uzbroił w zastępcze wibroostrze, które zdobył na Felucji. Korr wyszedł z luku bagażowego i zablokował drzwi. Szczęściem elektronika nie wysiadła całkowidzie po tym wypadku. Chwilę później był już przy rampie, która za nic w świecie nie dała się otworzyć normalnymi metodami. Albo wpadł na kamień, albo w jakiś sposób mechanizmy zostały uszkodzone.
Korr wykonał wykrok i lekko ugiął kolana. Noga wysunięta w tył napięła się i wystrzeliła szukając drogi do rampy. - Eia! - Wrzasnął przy kopnięciu Qultist. Stare metody "dodawania siły" zawsze skutkowały. Pamięć o tradycji znów zagościła w jego głowie. Jego treningi z ojcem zdały się na wiele, jego maści teraz poskutkowały dzięki czemu nie klął z bólu, gdy jego stopa połączyła się z powierzchnią rampy. Coś zgrzytnęło, coś pękło w środku. Cóż, niewielka cena za możliwość wydostania się stąd. Korr wypchnął barkiem kawał metalu nie oddzielając go od reszty statku na całe szczęście, przerwa jaką stworzył pozwoliła wyśliznąć się bez problemu i mógł wreszcie stanąć na twardym gruncie... Czy raczej na pułce skalnej. Rozglądając się dookoła starał się zbadać okolicę. Cyfronotes posłużył za nawigację teraz, Qultist próbował choć szacunkowo określić odległość od najbliższego miasta i właściwie swoje prawdopodobne położenie...


Więc tak, przepraszam za zwłokę, jestem nieogarnięty, miałem egzaminy w szkole i na dodatek TORa trochę zacząłem grać...
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 15 Gru 2012, o 17:22

Gdyby Qultist był człowiekiem mógłby wziąć pierwszy, głęboki oddech pochodzący z Almaniańskiej atmosfery, która należała do typu tlenowych. Niestety nie mógł zachwycić się rześkim, nieco chłodnym powietrzem tego świata. Starając się ocenić aurę, Kel Dor mógł wyciągnąć wniosek, że trafił na późne lato bądź wczesną, ciepłą jesień. Mimo iż znajdował się na stoku góry, nigdzie nie widział pokrywy śnieżnej, która zaczynała się dopiero kilkaset metrów wyżej. Wiele drzew i krzewów nawet nie zaczęło się złocić, mając na sobie liczne owoce. Wpływ na to miał także fakt, iż Kor znajdował się mniej więcej na linii równika, gdzie zwykle zimna Almania, miała swój najcieplejszy pas.
Od Stolicy planety dzieliło go ładne kilkadziesiąt, a może nawet ponad sto kilometrów. Uszkodzenia statku były poważne, ale nie niemożliwe do naprawienia, choć w obecnych warunkach na pewno prościej było dotrzeć do pierwszego większego zgrupowania ludności i tam szukać transportu najpierw do Stonii, a ze stołecznego miasta gdzieś na bardziej cywilizowane światy. Pytanie tylko, co było bardziej cywilizowanym światem? Neutralna i stosunkowo spokojna Almania czy może oblężone Coruscant albo przesiąknięta korupcją i przestępcami Nar Shaddaa? Qulitst jako były Łowca Nagród sam musiał odpowiedzieć sobie na takie pytanie.
Czas na podziwianie widoków i rozmyślanie co dalej, został gwałtownie i brutalnie przerwany przez średniej wielkości Thernbee, który niespodziewanie zaatakował Kel Dora szponami i przewrócił, skacząc nad nim. Przybysz miał tylko kilka ułamków sekund by podnieść się i stanąć do walki z młodym samcem, reprezentującym charakterystyczną faunę Almanii.

***

Człowiek, który wcześniej obserwował rozbijający się statek oraz wysiadającego obcego, powoli zmierzał do miejsca katastrofy, do której zostało mu może 3 kilometry. Zanim jeszcze nieznajomy został zaatakowany przez Thernbee, siwowłosy mężczyzna wiedział, iż Kel Dor powinien zachować czujność, gdyż coś czaiło się wokół niego. Niezwykłą zagadkę dla zakapturzonej osoby, stanowiła aura właściciela rozbitego YT-1930, którego praktycznie nie czuł w Mocy. Zupełnie jakby Qultist był zupełnie nieczuły na Moc albo świadomie krył swoją obecność w "eterze". Człowiek wiedział, że nie zdąży wesprzeć przybysza, więc znowu bez pośpiechu ruszył przed siebie, licząc na szczęście i umiejętności byłego Łowcy Nagród.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 20 Gru 2012, o 15:14

Korr dla przezorności oznaczył obecne współrzędne jako położenie jego wraku. Cyfronotes posłużył świetnie w tej roli. Biorąc głęboki wdech rozejrzał się po otoczeniu i już miał stawiać pierwsze "kroki ku wybawieniu" gdy coś powaliło go na ziemię, przelatując tuż nad nim. Rozdarcie na ramieniu jego obecnego stroju sugerowało uzbrojoną przynajmniej w szpony istotę. Białe futro fruwało dookoła.
Kel Dor padł na ziemię, jego wyczulone zmysły podkręcone teraz adrenaliną wyłapały kolejne szmery i oddech. Stworzenie odziane w białe włosy postanowiło przypuścić kolejny atak. Łowca Głów przeturlał się na bok i napinając mięśnie uderzył dłońmi w podłogę wybijając się i podrywając na równe nogi. Instynktowny piruet pozwolił uniknąć ciosu skierowanego w gardłu. Szarżujący Thernbee był nawet spory jak na młode osobniki tego gatunku. Ostrze świsnęło wysuwając się z pochwy przewieszonej przez plecy.
Ostry ból przeszył bok Korra, zwierzę zrobiło użytek ze swojego ogona i wysmagało go nieco. Maści powoli traciły na sile, więc i całe ciało zaczęło czuć skutki tego uderzenia i poprzedniego kopnięcia. Qultist wykonał lekki wykrok i ugiął tylną nogę stając na palcach. Przednia twardo na ziemi całą powierzchnią stopy. Zbiża się, tym razem Kel Dor nie zamierzał robić uniku miecz świsnął samym sztychem muskając pazury futrzaka, z brzękiem odbił się i znów pozwolił mu zmienić strony. Wojownik dzierżący wibroostrze zaczął zataczać kręgi w oczekiwaniu na to jak sytuacja rozwinie się dalej.
- Na prawdę nie mam ochoty niczego dziś zabijać... - Wymamrotał pod nosem unikając kolejnego ciosu. Tym razem odpowiedział pewnym ruchem i ściął koniec ogona. Ostrze zabarwiło się krwią, tak jak i białe futro zwierzęcia. Ryk czy to z bólu, czy złości rozległ się po okolicy. Krwawiący ogon z pewnością nie jest niczym przyjemnym i też nie miał być. Kalkulując kolejny ruch Thernbee Kel Dor liczył na jakiś dziki pęd, za długo nie musiał czekać, puszczając za sobą białe futro zwierze ruszyło szarżując. Napinając wszystkie mięśnie skoczył. Korr ugiął kolana ściskając miecz oburącz i wybił się. Wypad jaki wykonał powinien sięgnąć teraz serca pędzącego stworzenia. Chwila, w której czas stanął, a palce zaczęły drżeć. Wrażenie krojonego ciała znów powróciło do umysłu Łowcy Głów, to samo uczucie, obecne na każdym zleceniu, na każdej egzekucji.
Rozwścieczona bestia zacharczała i padła wprost na Kel Dora przewracając go. chwilę jeszcze się szamotała nabita na miecz, ślina zawierająca toksyny wypływała z jego paszczy i wsiąkała w ziemię, czy też ubranie Qultista. Spadkobierca rodu Korr zebrał całą pozostającą siłę, by zrzucić z siebie martwe ciało tego stworzenia.
- Ah... - Wymamrotał do siebie otrzepując się z futra, dosłownie był cały w kłakach zwierza. Kosmita wstał i rozprostował kończyny. - Cóż, niestety twoje życie skończyło się tutaj... - Niewiedzieć czemu mówił do martwego już Thernbee, z którego krew wylewała się bardzo powoli, jak na razie, bowiem za chwilę miecz Korra wydostał się z ciała silnym szarpnięciem. Płynnym ruchem strzepnięta została krew z powierzchni wibrobroni i ze świstem wylądowała w osłonie na plecach. Ból teraz przeszył ciało Kel Dora. Maści przestały działać, cóż widać niewiele mu pozostało. Może okoliczna flora na coś się nada. Niestety w otoczeniu nie widział ziół wartych jego uwagi, zresztą bez odpowiedniego sprzętu też za wiele nie uczyni, praca na samych sokach i jeszcze bez możliwości regulacji temperatur wcale nie jest dobra.
Przywołując "rezerwowe pokłady siły" Kel Dor ruszył przed siebie co chwila rozglądając się, niektórych roślin i drzew w ogóle nie znał. Jego szkolenie co prawda trwało długo lecz jak widać nie pokryło wymaganej ilości gatunków. Cóż, może okoliczne podręczniki... O ile dostanie się do jakiegoś miasta... Mu pomogą coś z tym zrobić. Przecież nie jest tylko zabijaką władającym mieczem. Mantrując pod nosem imię swojego ojca ruszył naprzód...


Nie wiem czy wolno mi było rozprawić się z tym Thernbee tak szybko? Jeśli nie to przepraszam poprawię, no i przepraszam za zwłokę... Zjadły mnie obowiązki i porządki przedświąteczne.
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 22 Gru 2012, o 18:14

Walka z młodym, lecz rosłym już Thernbee, pozwoliła Qultistowi ocenić, że Almania, położona gdzieś na obrzeżach Zewnętrznych Rubieży, za Przestrzenią Sithów, nie jest zbyt gościnnym środowiskiem, a przynajmniej miejsca niezaludnione są niebezpieczne dla przybyszów. Kel Dor raz jeszcze obejrzał się za siebie, by zlustrować teren. Przez chwilę zatrzymał spojrzenie na zdezelowanym YT-1930, którego naprawa na Almanii zapewne potrwa długo o ile w ogóle będzie możliwa.
Łowca na pewno stanął przed dylematem, czy zabrał z pokładu statku wszystko co było możliwe i czy zbadał każdy zakamarek średniego koreliańskiego frachtowca. W końcu maszyna była modyfikowana przez wywiad Republiki i w razie konieczności, Korr mógł dostawać informację o ukrytych schowkach z niezbędnymi materiałami do kontynuowania akcji.
Na szczęście nic nie wskazywało na to, że maszyną zainteresują się jacyś złomiarze, choćby Jawowie, których nie przepuściliby okazji do spenetrowania wnętrza pojazdu oraz zarobienia na nim kilkuset kredytów. Zresztą Qultist w każdej chwili mógł powrócić na miejsce "awaryjnego" lądowania. Spoglądając na horyzont, lokalna gwiazda znajdowała się miej więcej w swej zenitalnej pozycji, więc musiała dochodzić godzina 12 lokalnego czasu. Dotarcie do Stonii, stolicy planety, zajęłoby Kel Dorowi przynajmniej tydzień, zważywszy na kontuzje i rany odniesione podczas lądowania oraz górzysty, dosyć trudny teren. Zawsze mógł spróbować szukać jakiś górskich osad, gdzie zapewne znalazłby schronienie i pokarm, jednak ciężko byłoby z częściami zamiennymi do YT-1930.
Były, a raczej uśpiony, agent republikańskiego wywiadu, ruszył czymś w rodzaju zwierzęcego traktu, w dół wzniesienia. Po kilku minutach marszu, nie dalej jak 500 metrów od niego, na kolejnej półce skalnej dostrzegł pierwszą osobę, z którą kontakt powinien okazać się zdecydowanie milszy, niż randevouz z thernbee. Na oko rozbitka naprzeciw niego stał mężczyzna, średniego wzrostu, ubrany w skromną, nieco już zniszczoną szaro-brązową szatę, z dużym i głębokim kapturem na głowie. Choć nie wyglądał groźnie, po wcześniejszym doświadczeniu Korr musiał zachować czujność.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 23 Gru 2012, o 20:13

- Al-Dhuunie... - Wymamrotał Kel Dor podążając przed siebie, każdy jego krok był nieco ociężały z powodu bólu jaki odczuwał, jego zmysły nie pracowały na pełnych obrotach więc i nie spostrzegł od razu istoty będącej jakieś pół kilometra przed nim. Wdychając kolejny haust powietrza przez filtr w masce Korr zwolnił nieco kroku. Jego opatrzone w okular oczy ujrzały wreszcie osobnika w szarobrązowym płaszczu z kapturem. Nie wiedzieć czemu widok ten nie był zbyt straszny dla niego. Kosmita przywykł w ostatnim czasie do podobnych ubrań. Korriban był brutalnym nauczycielem. Można zawsze zakładać kolejnego członka Zakonu Mroku... Sithowie, tak jak ich przeciwieństwa, Jedi panoszący się na Coruscant to osoby mogące władać niezwykłą siłą niedostępną innym. Tą siłą, której działanie spadkobierca Korrów odczuł na sobie wielokrotnie, często przez nią także miał kłopoty, to wrażenie, to uczucie władzy, możliwości zmiany biegu wydarzeń... Kel Dor raz niemal się zachłysnął tym.
Teraz jednak nie mógł sobie na to pozwolić i na te rozmyślania. Sylwetka w płaszczu powoli się zbliżała, w końcu to kosmita szedł w kierunku miasta. Ręka odruchowo sięgnęła do pasa gdzie powinien znajdować się blaster. Palec dotknął wyłącznika blokady, trzask zasygnalizował gotowość zdobycznego pistoletu. Ramię jednak nie drgnęło a zostało przy broni. Przez głowę Kel Dora przebijały się jednak opcje by przejść pokojnie obok osoby w szacie, przecież nawet jeśli jest jednym z "Nich" nie ma prawa go wyczuć, Republika zabezpieczyła Qultista w amulet z łusek Taozina, dzięki czemu mógł okryć się niewidocznym płaszczem ilozującym go od sondowania umysłu czy też odkrywania jego zamiarów. Korr zbliżał się bardzo powoli do osobnika, lecz nadal miał się na baczności. Wiedział dobrze, że jeden niewłaściwy ruch może kosztować go więcej niż tylko zdrowie, przeszywający ból potrafi sparaliżować, a wtedy byle dzikie zwierzę może go ubić...
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 23 Gru 2012, o 20:35

Ktokolwiek wygrał pierwsze starcie, nie był nim Qultist Korr. Kel Dor zapobiegawczo sięgnął ku blasterowi, nauczony wcześniejszą konfrontacją z Thernee. Idący mu naprzeciw człowiek w kapturze albo miał żelazne nerwy i refleks godny najlepszych łowców nagród, albo nie miał żadnych wrogich zamiarów wobec obcego, choć ten zasygnalizował że w razie niepewnego ruchu sięgnie po broń.
Mężczyzna w końcu stanął, nie dalej jak dziesięć metrów przed uśpionym agentem Republiki. Dopiero teraz rozbitek mógł dostrzec, że kaptur skrywał twarz siwowłosego człowieka, choć ciężko było mu określić jego wiek. Szare oczy miały w sobie zarówno coś z mędrca, jednak żywe ogniki bardziej kojarzyły się z młodą osobą. Qultist nie ujrzał ani w dłoniach, ani przy pasie nieznajomego żadnej broni. Nie był jednak pewien co ten skrywa pod swym zniszczonym płaszczem. W końcu wędrowiec wyciągnął powoli ku Kel Dorowi otwartą prawą dłoń na wysokość piersi.
- Witaj przybyszu. Stanowisz ciekawą osobowość, mającą sporo szczęścia, sądząc po twardym lądowaniu. - rzekł mężczyzna spokojnym, niskim tonem, spoglądając na czujną rękę Korra trzymającą rękojeść - Nie musisz się mnie obawiać. Nie jestem groźniejszy niż Thernee, który cię zaatakował. Przynajmniej tak mi się wydaje. Uciekasz przed kimś? Moc wyznacza nam czasem dziwne ścieżki.
Łowca mógł być zaskoczony stosunkową otwartością człowieka. Nie mniej zakapturzona postać nie wykazywała jakiejkolwiek oznaki wrogości, choć Qultist nie mógł być pewny czy to szczerość czy może próba uśpienia rywala. Piłka była po jego stronie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 24 Gru 2012, o 20:32

Kel Dor na swej drodze spotykał różne typy osobistości. Niewolników, morderców, złodziei, wielkie szychy polityczne, czy też właścicieli korporacji. Pracując dla niejednego "typa" zdążył już nawet wyrobić sobie opinię o świeżospotykanych osobach. Ten tutaj starzec byłby kolejną z nich. Lunatykiem plotącym bzdury. Człowiekiem, który nie wie o czym powiada, jednak właśnie jego ostatnie słowa go wytrąciły z równowagi psychicznej. Opuścił rękę z broni w prawdzie, lecz właśnie " Moc wyznacza nam czasem dziwne ścieżki." w tej frazie znalazł coś, co uznał za potencjalne zagrożenie, w pamięci mając Korriban, planetę pełną Sithów. Gest wykonany przez starca także nabrał pewnych cech podstępu, w oczach panikującego Korra.
- Och, Nie uciekam... Jak już zauważyłeś mój frachtowiec rozbił się i muszę do Stonii... - Westchnął starając się zignorować domysły człowieka, który choć nie wprost to powiedział mu, że nosi Amulet Taoziński... Pytanie czy ucieka było celowe i w pełni świadome ze strony osobnika w szacie. - Proszę mi wybaczyć, jeśli jednak nie możesz mi pomóc wskaż choć drogę do najbliższej osady... - Słowa wypowiedziane przez Qultista nie niosły ze sobą niczego poza pewną niechęcią i niepewnością, jakby na siłę starał się być ostry i po prostu uciec nawet teraz. Kosmita chciał jak najszybciej załatwić sprawę tego statku, by móc się udać... No właśnie gdzie? Obecnie nigdzie nie ma miejsca w Galaktyce, a na rodzimym Coruscant trwa walka z Imperium. On jako Agent Republiki prawdopodobnie zostanie także wezwany do niej. Obrona Stolicy i tego typu wykręty. Wywiad miał na niego haka, wywiad wiedział o nim wszystko jednak teraz w obliczu zagrożenia nakazał ukrycie się, powrót do Stolicy będzie oznaczał przystąpienie do walk. Zatem gdzie może podziać się Kel Dor?
Bądź co bądź, winien naprawić frachtowiec, winien jakoś móc uciec także stąd. Jednak po co? Wszystko tylko pogorszy sytuację, Korr tak na prawdę nie wiedział co powinien uczynić. Wzdychając ciężej starał się powoli wyminąć starca, najpierw naprawi statek, potem będzie martwił się o resztę. Kosmita nie mógł się skupić na niczym innym. Teraz naprawa byłą najważniejsza, reszta przyjdzie później. Jego spokojny krok był bardzo powolny także, liczył na to, że mężczyzna jednak wspomoże go choćby drogowskazem...
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 25 Gru 2012, o 15:27

Mężczyzna nadzwyczaj spokojnie przyjął niezbyt uprzejme słowa Kel Dora i ze skupieniem wysłuchał to co ma do powiedzenia rozbitek. Na wspomnienie Stonii siwowłosy nikle się uśmiechnął. Nastała chwila ciszy, podczas której "mędrzec" rozglądał się po horyzoncie i w niebo, na którym górowała gwiazda ciągu głównego. Nic nie wskazywało na załamanie pogody.
- Jak na rozbitka całkiem nieźle orientujesz się w stolicach planet na odległych Zewnętrznych Rubieżach, chyba że podpowiedziała ci to okrętowa nawigacja. Jeżeli tak wiesz zapewne, iż do stolicy jest około 100 kilometrów w prostej drodze. - odparł nieznajomy, po czym ściągnął kaptur i beztrosko dodał - Nazywam się Rune Drakkar. Jedyną pomocą jaką mogę ci obecnie zaoferować jest zaproszenie do mojej sadyby. Jeżeli jednak to ci nie odpowiada, to za tym wzniesieniem, ma jakieś 550 metrów, powinieneś znaleźć wioskę. Przy obecnych warunkach 2-3 godziny drogi, jednak zaraz zacznie się niezła zawierucha.
Qultist dalej mógł być zaskoczony otwartością człowieka. Nie mniej na swój sposób mężczyzna wydawał się nieco niezrównoważony, nie tylko ze względu na swoją empatię wobec nieznajomego Kel Dora, ale także na fakt przepowiadania burzowej pogody, podczas gdy w rzeczywistości świeciło słońce, a na niebie nie znajdowała się nawet najmniejsza chmurka. Decyzja co począć zależała tylko od Korra. W gruncie rzeczy miał parę opcji, jednak on sam musiał zadecydować która przybliżałaby go do opuszczenia Almanii w jednym kawałku.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 30 Gru 2012, o 20:57

Kel Dor na wiarę nie brał na wiarę słów na temat pogody. Starzec w jego oczach zyskał miano szaleńca. Rune Drakkar, ciekawe czy jego imię i nazwisko coś oznaczają w języku Korrowi nieznanemu. Pierwsze sugestie także puścił mimo uszu, choć właściwie siwy osobnik trafił twierdząc iż nawigacja pokładowa pomogła ocenić odległość i miejsce, do którego ma udać się ów niesforny kosmita. Podróż trwająca dwie do trzech godzin w uciążliwych warunkach raczej nie była czymś, co uśmiechało się Qultistowi. Chwila niepewności zrobiła swoje, oglądając się za siebie jakby sprawdzał, czy statek aby jest na pewno tam gdzie wylądował.
Trójpalczasta dłoń Korra opadła z broni po czym strzeliła delikatnie i dość spokojnie do starca. Ręka zatrzymała się na moment, po czym pozwoliła się uścisność Rune'owi.
- Qultist Korr... - Powiedział wreszcie po chwili milczenia, puszczając dłoń towarzyszącego mu starca. Widocznie, skoro on przedstawił się, Kel Dor wziął sobie za punkt honoru także ten zwyczaj. Wtedy w jego głowie zabłysła kolejna myśli. Jeśli chciał coś zmieniać powinien zacząć od razu... - Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie, panie Drakkar. Będę wdzięczny za każdą pomoc... - Powiedział wreszcie Qultist, po czym mruknął sam do siebie, tak by starzec nie usłyszał. - A także jakieś apteczki i opatrunki... - Tu na myśl przywiódł maść, którą na poczekaniu otrzymał, jednak nie była tak skuteczna jakby tego sobie życzył.
Pierwsze słowa jego rozmówcy nadal odbijały się echem w jego głowie, a Kel Dor nie wiedział, czy dobrze postąpił, czy powinien w ten sposób przeprowadzić całą rozmowę, czy aby za bardzo nie odkrył się przed nieznajomym starcem. Mężczyzna nie zdawał się być groźny, a przynajmniej nie był grożący. Otwartość była tym, co nieco niepokoił młodego kosmitę, lecz z tym także starał się sobie poradzić...


Przepraszam, za tak krótki post...
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 30 Gru 2012, o 22:50

- Więc serdecznie zapraszam. - rzekł Drakkar i odwracając się do Qultista, ruszył ścieżką, którą przed paroma minutami przyszedł. Zaraz dołączył do niego Kel Dor. Początkowo obaj szli w milczeniu, schodząc na niższe poziomy wzgórza. Gdy teren nieco się wyrównał, Korr dostrzegł kilkaset metrów przed sobą drewnianą dobudówkę wystającą ze skał. Najprawdopodobniej za nią znajdowała się grota.
- Widzisz, pierwsze krople. Będzie padać aż do nocy, jutro się rozpogodzi. Do tego czasu będziemy mieli czas na dyskusje. - rzekł wesoło człowiek - Wspominałem już, że jesteś interesującą postacią? Cóż, znam się trochę na Mocy. Tej samej, w której ponoć specjalizują się Jedi. Jesteś dziwnym przypadkiem, u którego nie wyczuwam aury. Ciekawe.
Mężczyźni przyspieszyli nieco kroku, gdyż krople zaczęły spadać z co raz większą częstotliwością. Gdy doszli do prowizorycznych drzwi, deszcz padał już regularnie. Siwowłosy dobrym zwyczajem puścił swojego gościa przodem. To co ujrzał w środku Qultist odbiegało od standardów cywilizowanych ludzi, choć należało oddać pomysłowość i zręczność właściciela za wykonanie mebli, na które składały się własnoręcznie zrobiony stolik, trzy krzesła, coś w rodzaju drewnianej pryczy oraz dwie niewielkie szafki. W rogu stał solidny stalowy kociołek, a w jednej z wnęk widać było ślady po palenisku. Poza tym wszędzie można było odnaleźć bardziej cywilizowane rzeczy jak cyfronotes, śrubokręt jonowy i kilka drobiazgów, których nie powstydziłby się przeciętny majsterkowicz.
- Wybacz, że przywlokłem cię do tak skromnych progów, ale jestem na Almanii dopiero od 5 tygodni. W sumie i tak już za długo tutaj zabawiłem. Wnioskuję więc, że już mamy jakieś wspólny cel, chcemy się stąd wydostać. - mruknął mężczyzna majstrując przy palenisku, które buchnęło żywymi, wesoło trzaskającymi iskrami. O dziwo dym nie wypełnił pieczary, a unosił się gdzieś w górę. Widocznie naturalna budowa jaskini stworzyła komin. Drakkar postawił nad paleniskiem kratę, a na nim czajnik.
- Nie masz nic przeciwko herbacie wroshyrowej? - bardziej rzekł niż spytał Rune - Coś jesteś małomówny. Tak to jest jak człowiek głodny... To znaczy myślę, że Kel Dorowie też tak mają? Zjesz korzenną potrawkę?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 31 Gru 2012, o 21:49

Kel Dor z początku nie wierzył, na niebie nie było nawet chmurki. Szaleniec powiedział mu jednak, że zacznie padać niedługo i faktycznie, gdy podążali w dół stoku pierwsze krople dały znać o zmianach pogodowych. Przypadek? Możliwe, bardzo możliwe, nadal Korr nie chciał uwierzyć w to, co powiedział mu Drakkar.
Gdy tak szli starzec zwrócił jego uwagę na coraz mocniej padający deszcz. Qultist ukrył swoje zdziwienie, kiedy przepowiednia się sprawdziła, kosmita milczał czas jeszcze i wędrował umysłem do celu ich podróży, jaskinia z przybudówką. Nawet jeśli nie jest to szczyt jego marzeń nie mógł narzekać, Rune zaoferował mu schronienie na czas dzeszczu. Całą noc ma padać? Westchnieniem Korr zbył własne niezadowolenie ze stagnacji w jaką musiał popaść.
Wreszcie wszedł do środka, słowa starca totalnie zbiły go z tropu, przez moment omal się nie zdradził gdy tamten wspomniał, że nie czuje jego aury. Widocznie amulet taozina dawał radę go skrzętnie ukryć także przed osobami niebędącymi Sithami. Kel Dor przez chwilę jeszcze stał i odruchowo sięgnął do splotu słonecznego, nie wsadził ręki za połaty swojego uniformu, lecz przejechał palcami po materiale w miejscu, gdzie spoczywał jego talizman ukrywający przed Mocą. Prawdopodobnie nie uszedł ten gest uwadze jego rozmówcy. Do czasu gdy sam nie zapyta o powód ukrywania się i sposób, były łowca nagród nie zamierzał odkrywać wszystkich swoich kart.
- Nie jesteś Jedi? A więc Sithem? - Zapytął, gdy jego rozmówca wspomniał o znajomości Mocy... co to ma znaczyć właściwie, dlaczego na swojej drodze Kel Dor spotyka tylko "dziwne istoty" i wpada w takie tarapaty. Qultist nieco zrezygnowany usiałd na prowizorycznym krześle. Zdobyczne wibroostrze świsnęło teraz, w świetle płomienia oglądał jego powierzchnię i poszczerbioną krawędź. Drobne pęknięcia nie uszły jego oczom. Ten miecz choć nie był tak wysłużony jak jego własny, to nosił ślady wcześniejszego używania. Broń przecież była zdobyczna, ironicznie tak podobna do miecza podarowanego przez jego Ojca. Na samą myśl tym Kel Dor mruknął. - Al-Dhuunie... - Łzy, które teraz cisnęły się do ukrytych pod maską oczu nie opadły, nauczył się swego czasu kontrolować ten odruch, przynajmniej ten. Nagła zmiana atmosfery i ten nacisk nieznanego "ciśnienia" przez chwilę dał o sobie znać. Jakby coś wraz z jego emocjami budziło się. To samo uczucie, którego już doświadczył na Coruscant w szkole, później w więzieniu, na Felucji w wiosce, na Arenie. Ta niepohamowana siła, która wtedy dała o sobie znać.
Kel Dor szybko stłumił własne myśli, mając nadzieję, iż amulet chroni także i je. Sam nie był pewien czy czuł, czy tylko to było jego wyobrażenie, ale ta seria dziwnych wydarzeń, mająca miejsce w trakcie jego podróży. Te niekontrolowane wybuchy... W końcu jednak zdecydował się na bardziej drastyczny krok. Trójpalczasta łapa sięgnęła za połaty jego uniformu i chwyciła amulet z łusek taozina. Artefakt znalazł swoją drogę do palców i zamknął się w dłoni. Korr zdjął go i schował do kieszeni, pociągając nieco powietrza.
- Doceniam każdą pomoc... - Powiedział głośno, choć nie do końca pewnie. Nadal ściskając amulet w kieszeni. Po czym mruknął do samego siebie. - Nie zawsze mi jej udzielano... - Westchnął wreszcie, a ostatnie słowa jego gospodarza dotarły do niego. Na tę propozycję zdjął odbezpieczył swoją maskę i zdjął ją, analiza powietrza pozwoliła mu ocenić, iż może oddychać bezpiecznie bez niej choć sama w sobie jest świetnym wspomagaczem. Twarz jaka ukazała się starcowi, to smagany porażkami ostatnich dni Kel Dor, jego czarne oczy otoczone były dziwną, niepasującą do rasy "mgłą" krwistego koloru, mętne spojrzenie owiało teraz pomieszczenie. Łapa sięgnęła po kubek z herbatą oferowaną przez jego towarzysza.
- Małomówny... - Powtórzył ostatnie słowa jak mantrę. - Po prostu nadal ciężko mi się odnaleźć w tej sytuacji. - Powiedział całkiem spokojnie Kel Dor pociągając dość ciepłego trunku.
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 31 Gru 2012, o 22:06

Drakkar nawet nie odwrócił się, gdy w dłoniach Kel Dora błysnęło wibroostrze. Mężczyzna dalej, bardzo spokojnie mieszał w większym kociołku, komentując coś po cichu, w końcu zdjął naczynie z paleniska i rozlał jego zawartość do dwóch, stalowych pojemników.
To co Qultist ujrzał wewnątrz talerza nie wyglądało zbyt apetycznie, choć korzenno-ziołowy zapach był o wiele przyjemniejszy. Niestety strawa była rzadziuśka, a mieszając w niej łyżką tylko od czas do czasu na powierzchni znajdowały się większe kawałki korzonków i liści. Gdy Korr zastanawiał się, czy grzecznie nie podziękować za zupę, jego gospodarz był już w połowie swojej porcji.
- To duszona nać korzenna z różnymi ziołami. Gwarantuję ci, że nie jest szkodliwa dla Kel Dorów, choć powietrze Almanii, pełne tlenu raczej nie będzie ci długo służyć. - rzekł mężczyzna, jakby nie słysząc w ogóle pytania o Jedi i Sithów - Nie żebym cię poganiał, ale wiem, że płuca przedstawicieli twej rasy nie przepadają tlenowymi planetami.
Po tych słowach tajemniczy człowiek zabrał się za kończenie potrawki, którą od czasu do czasu popijał herbatą, choć był to dość wątpliwy zabieg, gdyż danie było prawie tak rzadkie jak napar. Na zewnątrz wichura musiała dawać o sobie znać, gdyż krople mocno już bębniły w drewnianą przybudówkę. Na szczęście właśnie dzięki niej, w jaskini wiatr nie hulał po wszystkich kątach, a w miarę znośną temperaturę zapewniało palenisko.
- Czy Sithowie i Jedi to jedyne organizacje korzystające z Mocy które znasz? Hmm sądząc po twoim amulecie musisz coś o tym wiedzieć, choć gdy go ściągnąłeś miałem wrażenie, że Twoja aura nie jest ukierunkowana. - mruknął tym razem poważniej Rune Drakkar - Jestem Opiekunem Nieba. To taka, powiedzmy, organizacja czy stowarzyszenie zajmująca się ochroną szlaków przestrzennych. Mało kto o nas wie, choć nie dziwi mnie to, jest nas co raz mniej... Jeżeli można wiedzieć co takiego sprawiło, że wybrałeś szlak przez sektor Mortex, będacy tak blisko Przestrzeni Sithów. Wybacz, ale nie wyglądasz mi na jednego z nich.
Choć Qultist nie miał już na piersiach amuletu z łusek taozina, to przechowywanie go w kieszeni, również wytłumiało jego aurę Mocy, przez co ktoś taki jak Drakkar nie mógł dobrze jej czuć. Na pewno Kel Dor mógł nieco odetchnąć, słysząc iż nie ma do czynienia z kimś z Zakonu Ciemności.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 1 Sty 2013, o 15:34

Korr spożywał dość pospiesznie posiłek podany mu przez starca. W głowie nadal mając wszystko co do tej pory powiedział. Komentarz na temat tlenowych planet faktycznie był trafny i słuszny, Kel Dor właśnie z tego powodu troszeczkę przyspieszył. A gdy wreszcie skończył, dopił swoją herbatę i odetchnął głęboko. Wreszcie sięgnął znów po maskę, znajomy syk towarzyszył założeniu jej. Filtr znów obecny na jego twarzy. Okulary także. Zastanawiało go jednak, skąd ten człowiek może wiedzieć tak dużo, jeśli nie jest ani Sithem, ani Jedi. Jego uwaga na temat amuletu z łusek także nie uszła uwadze.
- Ten wisorek jest swego rodzaju "podarunkiem" mojego pracodawcy... - Słowo "podarunek" Qultist wypowiedział z dość dużą dozą sarkazmu w głosie, po prostu było to myślenie strategiczne Republiki. "Zapewnimy ci bezpieczeństwo, fundusze, ale jesteś na naszych usługach dożywotnio.". Na myśl samą o tym, Kel Dor wzdrygnął się dość teatralnie wręcz. - Jedi... Kiedyś odwiedziali mojego ojca. Al-Dhuuna, nie ukrywając nic przede mną mówił, że to z mojego powodu... - Mruknął na pytanie o organizacje korzystające z Mocy. Wypowiedź samego Rune'a była bardziej interesująca. Opiekunowie Nieba. Dlaczego Kel Dor o tych "Strażnikach Kosmosu" nigdy nie słyszał? Ich zadaniem jest ochrona szlaków przestrzennych. Z tego, co powiedział mu starzec nie zdawali się być zamieszani w żadne polityczne afery, czy też nie szli zgodnie ze Ścieżką Zakonu Ciemności, czy też tych świętoszkowatych hipokrytów Jedi z Coruscant. Łowca głów westchnął dość głośno, zbierając nieco filtrowanego przez maskę powietrza.
- W wyniku różnych czynników znalazłem się na Korriban po pewnym czasie spędzonym tam musiałem w końcu ruszać dalej... Z kolei powrót na Coruscant nie wchodzi w grę jak na razie, w przestrzeni tego systemu obecnie trwa walka... Której wynik zadecyduje, czy w ogóle tam wrócę... - Powiedział dość ponuro Kel Dor. Na pewno miał dość, na pewno musiał odetchnąć.
Umysł Qultista wędrował do ostatnich wydarzeń, do chwil gdy opuszczał Coruscant, gdy był na Felucji, a później na Korriban. Jego życie było pasmem zleceń i porażek. Z czego tak na prawdę nie mógł być dumny, jakby nie patrzeć, praca Łowcy Nagród nie jest szczytem marzeń ani jego ojca, ani jego samego. Spadkobierca cyrulików nadal zastanawiał się jaki jest cel tego wszystkiego. Nadal nie mógł pojąć, co właściwie sprawiło, że znalazł się tutaj. Wsłuchując się w dźwięk spadających kropel starał się nieco wyciszyć. Uspokoić wreszcie, deszcz zdawał się być relaksującym luksusem, w niczym nie przypominał odgłosów blasterów, które ostatnio często słyszał młody kosmita.
- Powiedziałeś, że "moja Aura jest nieukierunkowana"... Co miałeś na myśli, panie Drakkar? - Zapytał wreszcie Kel Dor licząc, na jakąś konkretną odpowiedź, a nie zagadkowe frazy rzucane zwykle przez owych użytkowników Mocy. Przecież skoro jest tutaj, może na moment zapomnieć o poprzednim życiu.
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 1 Sty 2013, o 16:27

Drakkar wstał od stołu by dołożyć parę drew do paleniska. Po raz kolejny świeże drewno zaczęło wesoło strzelać, połykane przez kolejne źródła ognia. To co mógł zauważyć Qultist, był spokój i brak pośpiechu w działaniach mężczyzny. Zupełnie jakby oddał się losowi kierowanemu przez Moc. Być może 51-latek osiągnął taki stan w swoim życiu, który pozwalał mu na taką postawę. Ocierało się to o psychologiczną postawę afirmacji. W końcu osobnik powrócił na swoje krzesło.
- Cóż może mógłbym powiedzieć coś więcej, gdybyś na jakiś czas rozstał się ze swym hojnym prezentem. Z obserwacji oraz nikłego czucia zaryzykowałbym stwierdzenie, iż nie miałeś do czynienia z prawdziwym szkoleniem w posługiwaniu się Mocą. Być może w ogóle nie miałeś okazji rozpocząć takowych praktyk. - rzekł spokojnym tonem Opiekun Nieba, wpatrując się szarymi oczami w źrenice Kel Dora - Tak poza tym mów mi Rune. Forma 'pan' zbytnio kojarzy mi się z biurokracją, sztampą i patosem.
Dźwięki dochodzące z zewnątrz wskazywały, że ulewa wcale nie ustępuje. Delikatnie bębnienie kropel, zamieniło się w dżdżyste walenie o drewnianą przybudówkę. Qultist mógł ujrzeć pozytywny aspekt takiej aury, w końcu w taką pogodę nikt nie powinien próbować dobierać się do wraku jego YT-1930.
- Jesteś tajemniczy i równie tajemniczo mówisz. Nie wiem czy wynika to z twojej ostrożności czy nieśmiałości, choć stawiam na to pierwsze. Mimo młodego wieku, sporo przeszedłeś. - mruknął bez charakterystycznej radości Drakkar - Twój podręczny arsenał, wskazuje na profesję jaką mogłeś się trudnić w przeszłości, a może dalej się nią trudnisz. Wątpię jednak być był gwiezdnym piratem, gdyż ich nie trawię i wyczuwam na parsek.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 4 Sty 2013, o 22:29

Kel Dor wsłuchiwał się w deszcz jednocześnie mając na uwadze swojego towarzysza i obecnego gospodarza. Opiekun Nieba zdawał się bardzo spokojny w tym co robił, opanowany i harmonijny. Czy ten stan w także mógł być zasięgu rąk tak niespokojnego kosmity jak Qultist? Wielokrotnie Korr łapał siebie na rozmyślaniu. Praktyki? Moc... Co to wszystko miało znaczyć? Nadal się zastanawiał i próbował sam sobie odpowiedzieć, gdy wreszcie słowa towarzysza wyrwały go.
- Nie... - Westchnął wyciągając amulet z kieszeni, widocznie jeśli to było konieczne, mógł się z nim rozstać na jakiś czas. - Nigdy nie miałem szkolenia, choć Jedi byli u mojego ojca, poprzestali na paru rozmowach, nic więcej... - Powiedział spokojnie Kel Dor kładąc amulet na prowizorycznym stole. Na życzenie Drakkara skinął głową i odpowiedział. - Dobrze, pa... Rune, postaram się o tym pamiętać. - Właściwie był szczery z nim i sam ze sobą, nie potrafił od tak porzucić nawet tej formy formalności. Zawsze jego zleceniodawcy byli 'panami', 'baronami' i ogólnie wielkimi szychami, często też z półświatka. Kel Dorowi nigdy to nie przeszkadzało tak długo, jak zarabiał, tak długo jak nie krzywdził nikogo, poza swoim celem... Do czasu aż spotkał Zanję, 'przyjacielowi się nie odmawia' przecież, takiemu jak Alask tym bardziej. Właśnie wtedy, oddzielając sprawy zawodowe od prywatnych. Mógłby, tylko mógłby przeżyć bez więzienia, bez kolejnej wpadki, bez prawie-morderstwa na kobiecie, której chciał pomóc. Korr wspomniał raz jeszcze tamte chwile będąc bliskim załamania, znów utonął na moment by zostać wyłowionym przez słowa Drakkara.
- Tajemniczy... Po prostu ostrożny, zbytnia ufność w tym zawodzie jest przywarą, której konsekwencje już doświadczyłem na sobie... Łowcy Nagród zwykle rozwiązują swój język tylko i wyłącznie przed zapłatą. Ja natomiast popełniłem błąd, który kosztował mnie wszystko. Łącznie ze stratą jedynej pamiątki po ojcu... - Powiedział dość cicho Kel Dor, jego głos momentami niemal się łamał. Ów starzec mógł poznać teraz odpowiedź na swoje pytanie oraz potwierdzić słuszność instynktów. Ale czy Łowcy Nagród nie są gorszym zajęciem? Noże do wynajęcia? Dla których tylko zysk się liczy? Qultist przecież był i nadal jest jednym z nich, nawet jak stąd ucieknie dalej będzie trudnił się swoim zawodem. Z czegoś przecież ma żyć, a inaczej nie pracuje. Innej drogi nie potrafił obrać...


Przepraszam za zwłokę
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 5 Sty 2013, o 00:39

Gdy Qultist odłożył amulet, Rune w lepszym stopniu poznał aurę Kel Dora. Oczywiście oddziaływanie łusek taozina na jego właściciela w dalszym stopniu osłabiało emanację osoby w Mocy, nie mniej Drakkar "poznał" byłego Łowcę Nagród. Mimo rozczulenia się, Korr nie był niewiniątkiem. Opiekun Nieba wyczuł, iż ma on niejedno na sumieniu i choć sam mężczyzna był zwolennikiem Jasnej Strony Mocy, nie zamierzał być etycznym i moralnym mentorem rozbitka, przynajmniej nie w tym momencie.
- Przeszedłeś wiele, ból, cierpienie, strach, złość, nadzieja, odwaga, miłość. Wybacz, ale te negatywne emocje są bardziej wyraźne. Na twoją aurę składa się wiele czynników, tak przeszłość również tu mocno oddziałuje. Miałem okazję spotkać istoty o podobnych zawirowaniach, nie mogących znaleźć swego miejsca w teraźniejszej rzeczywistości. Albo goniły za tym co było, albo szukały drogi w przyszłości. - mruknął stonowanym tonem Rune - Nie jestem Mistrzem Yodą, zapewne nie obca ci ta postać, i nie mam zamiaru mówić ci co masz robić ze swoim życiem. Mogę jedynie ocenić, mniej lub bardziej trafnie, aurę, którą emanujesz. Nie potrafisz pogodzić się z wieloma rzeczami, nie możesz znaleźć swego miejsca...
Drakkar zrobił dłuższą przerwę, odwracając wzrok i wpatrując się w ogniki skaczące po drwach. W pomieszczeniu były jedyną rzeczą czy wręcz osobowością, emanującą w jakiś sposób radością. Mędrcy i filozofowie potrafili to odczytywać, mimo to Opiekunowi Nieba nie udzielił się humor iskier.
- Czasem największa zaleta może być największą wadą. Jesteś przywiązany do czegoś, a zarazem nie jesteś. Wspominasz przeszłość, pamiątki, przywiązanie do materialnych i nie tylko rzeczy, a zarazem nie jesteś przywiązany do żadnego miejsca, nie masz swego zacisza. Zacisza wewnątrz siebie, spokoju i równowagi. Dobranoc Qultiście.
Niespodziewanie powieki Kel Dora zrobiły się niebywale ciężkie, a organizm zaczął domagać się snu. Korr nie był pewien czy to nie jakaś sztuczka użytkownika Mocy, czy może kumulacja kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu ostatni godzin bez snu, ucieczka z Korriban oraz rozbicie statku na Almanii. Walka z sennością była nierówna i skazana na porażkę...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 16 Sty 2013, o 22:24

Właściwie nie wiedzieć kiedy Korr uspokoił się. Słowa jakie wypowiadał jego gospodarz nie były takie tajemnicze, nie były nacechowane konkretną filozofią, a jednak niosły ze sobą jakąś mądrość. W większości Qultist mógł się zgodzić z Drakkarem. Starzec doskonale opisał jego duszę i pragnienie odnalezienia się w świecie. Świecie, którego biegu nigdy nie mógł pojąć.
Kel Dor nawet nie zdążył zareagować. Nawet nie zdążył odpowiedzieć. Kimże był jego towarzysz by go rozliczać z życia? No właściwie nikim znaczącym dla Kel Dora. Choć prawdę niosły jego słowa. Qultist nie odpowiedział. Może nie chciał, może nie zdążył. Wreszcie jego powieki skryte pod okularami maski stały się cięższe. Oczy same się zamknęły, a umysł odpłynął już do nieznanych jemu krain. Były łowca nagród opadł na prowizorycznym krześle i zwyczajnie usnął. Stres? Brak wypoczynku, czy może inne czynniki. Nie było czasu się nad tym zastanawiać. Kel Dor leżał teraz najwygodniej jak mógł na owym krześle...


Przepraszam za zwłokę, nałożyło się sporo spraw... i za długość także...
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Mistrz Gry » 16 Sty 2013, o 23:43

Gdy Qultist otworzył oczy zobaczył skalne sklepienie groty. Nie siedział na krześle, lecz znajdował się na prowizorycznej pryczy. Bądź co bądź wcześniej nie mógłby założyć, iż będzie tak wyspany i wypoczęty. Jeżeli przez swą filtrującą maskę mógł wyczuć woń roznoszącą się po jaskini, poczułby orzeźwiający zapach ziół, a także smakowitą woń pieczonego mięsa.
Na poręczy wisiał jego amulet z łusek taozina, a także pas ekwipunkowy. Korr mógł zastanawiać się, jak znalazł się na łóżku. Nie mniej, ciekawszym zagadnieniem był brak obecności Rune Drakkara. Drzwi przybudówki były otwarte, a przez nie promienie lokalnej gwiazdy wślizgiwały się do pomieszczenia. Tak jak przewidział "Opiekun Nieba" pogoda uspokoiła się, a jedynym wspomnieniem po wczorajszej ulewie były parujące kałuże.
Na stole, czekało na Kel Dora danie złożone z białego, lekko upieczonego mięsa oraz kubek naparu. Łowca mógł wywnioskować, iż posiłek jest dla niego, gdyż naprzeciw stał pusty aczkolwiek brudny, drewniany talerz ze sztućcami. Gdy Qultist zasiadł do stołu, w grocie pojawił się Drakkar.
- Dobrze, że wstałeś. Jestem już gotowy do podróży, wszystko co mi potrzebne jest spakowane. Wyspałeś się? Wczorajszy dzień mógł wykończyć niejednego twardziela. - rzekł Rune - Tak, Moc jest w tobie wystarczająco silna. Musisz jednak wyćwiczyć wolę i umysł. Bycie niewolnikiem tego co było oraz mieć obawy przed tym co będzie rozprasza twą aurę. Gdy zjesz, wyruszymy do wioski za wzgórzem, stamtąd postaramy się złapać okazję do stolicy Almanii - Stonii.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6190
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] Niezamknięta przeszłość, otwarta przyszłość...

Postprzez Dorhian Q'nirr » 20 Sty 2013, o 19:53

Przeciągając się dość leniwie kosmita wstał z prowizorycznej pryczy. Jego oczy zlustrowały to miejsce jeszcze raz, jaskinia, niby ta sama co poprzednio. A jednak znalazł w niej coś nowego... Było... Pogodniej? Jaśniej, tak to z pewnością ta atmosfera. Gdyby nie filtry w masce z pewnością czułby jeszcze zapach ziół i mięsa.
Powoli i ociężale ruszył z miejsca i przeciągnął się wreszcie, powodując "chrupnięcie" kości. Lekki skręt bioder. Kel Dor mógł teraz ruszyć do kuchni, czy raczej miejsca oznaczonego jako takie pomieszczenie. Qultist od razu spostrzegł zastawiony stół, nie koniecznie suto, nie musiało mu to wcale przeszkadzać i nie przeszkadzało. Korr dziękował swojemu gospodarzowi za jakikolwiek posiłek. W końcu Drakkar nie musiał mu pomagać, nie musiał interesować się jego losem. A jednak starzec przyjął go pod swój dach i ugościł na tyle, na ile potrafił. Zawsze było to lepsze niż moknięcie tam na zewnątrz i spanie pod jakimś drzewem.
Gdyby się tak zastanowić, teraz przynajmniej Kel Dor miał jakiś punkt zaczepienia. Choć nie do końca wiedział jaki kierunek obrać, mógł jednak być pewnym słuszności wyboru. Obecnemu tutaj starcowi też przyświecał ten sam cel. Wydostać się z Almanii. Były łowca nagród zasiadł za stołem wreszcie i mruknął pod nosem "dziękuję". W końcu Drakkar nie miał takiego obowiązku... Maska kosmity z sykiem opuściła jego twarz dając możliwość na spożycie pokarmu, powietrze bogate w tlen mogło zacząć "uderzać do głowy" Qultista. Dlatego pomimo wdzięczności i chęci delektowania się teraz musiał się spieszyć. Mieszanina prostych zapachów i smaków zagościła w jego ustach.
- Dobrze więc. - Powiedział Kel Dor pochłaniając kolejne porcje pożywienia i popijając naparem z ziół. Przełknął teraz i poczuł jak ciepła ciecz rozlewa się po wnętrznościach. Było to oczywiście całkowicie sztuczne wrażenie, bowiem przełyk to "długa rura". Zabawnym jest, że wszystkie tego typu odczucia dzieją się w umyśle i dają iluzje tak prawdziwych. Na tę myśl Korr zaniósł się ironicznym śmiechem. Jak łatwo jest oszukać ciało za pomocą umysłu. Moc... Ona też ma taką siłę i możliwość, nawet większą. Starzec oznajmił swoją gotowość, a także zwrócił uwagę na coś bardzo istotnego... - Mówisz z taką łatwością... Jakbyś sam nie dostrzegał wagi i ciężaru jaki niosą ze sobą te "przywary". Obawy. Niestety bardzo często jesteśmy więźniami naszej przeszłości. - Powiedział wreszcie Kel Dor, jakby teraz dał upust swoim myślom, a może wykładom Ojca na temat zwątpienia i strachu. Cóż, poczuł się jakby znów z nim był i z nim rozprawiał. Przecież jeśli chciał coś zmienić musiał to zrobić wreszcie i nareszcie. Kończąc posiłek popił raz jeszcze jeden i ostatni. Biorąc głęboki wdech założył maskę na twarz, która ze znanym sobie sykiem zaczęła filtrować znów powietrze. Poziom tlenu na całe szczęście nie odurzył go za mocno. Choć pierwsze efekty w postaci "kołyszącego się" kroku można było obserwować. Kel Dor ruszył w kierunku swoich pasów i kabury na blaster. Zapinając wszystko na sobie schował pistolet i chwycił pochwę z ukrytym w jej wnętrzu mieczem. Przewieszając sobie ją przez plecy westchnął i stanął przed Rune'em.
- Jak długą podróż przewidujesz? - Zapytał całkiem spokojnie, jakby na chwilę zapomniał, że jest rozbitkiem na planecie będącej pod panowaniem sithów, choć to zewnętrzne rubieże to jednak nadal przestrzeń galaktyczna Imperium, potencjalnym wrogiem może być każdy. Korr jednak starał się nie myśleć o tym teraz, liczyło się przecież wydostanie stąd...



Przepraszam za zwłokę, poza chorobą nic mnie nie tłumaczy...
Postać Główna
Image
//Sometimes the hardest battle is against yourself...//
Awatar użytkownika
Dorhian Q'nirr
New One
 
Posty: 225
Rejestracja: 20 Sie 2010, o 02:09

Następna

Wróć do Inne Lokacje

cron