Content

Inne Lokacje

[Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Image

[Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 12 Lut 2012, o 03:20

Jack Foreman przenosi się z:[Bastion] Kwarantanna

Foreman podróżował dłuży czas niż ten który wymagał dostania się na Bastion czy stolicę, czy był to niepokojący czynnik? Trudno stwierdzić nie wchodząc mu w głowę, choć jednego można być pewnym Kapitan wywiadu przeżył już nie jedno i właściwie obecnie mógł być najlepszym, pozostającym przy życiu oficerem terenowym. Biorąc pod uwagę profil jego misji z przewidywaną długością życia, wynik był oszałamiający i to na tyle oszałamiający, że gdyby wrzucić go do komputera ten najpierw zapytałby czy podano właściwe dane...
Tak czy inaczej podróż byłą długa i nudna, jako że pilotem był droid, który przechodził tak często czyszczenia pamięci, że nie potrafił się wysłowić, a tak naprawdę jego oprogramowanie tego nie zwierało, bo i po co?
Jedyne informacje jakie Jack uzyskał po wyjściu z nadprzestrzeni były dosyć skromne. Rozglądając się przez szyby kokpitu, zauważył, że wyrzuciło ich poza jakimkolwiek systemem planetarnym, po chwili zauważył kropkę, która zaczęła niepokojąco rosnąć, aż przybrała znajomy kształt gwiezdnego niszczyciela klasy Imperial II. Im bliżej prom znajdował się okrętu tym bardziej sylwetka zdawała się znajoma, lecz tylko ona, niszczyciel posiadał szerokie modyfikacje, jego farba była również zmieniona na ciemniejszą... Nagle ożył komputer pokładowy, wyświetlający dane o przyjęciu kursu, kierującego na ścieżkę lądowania na "Akułę", okrętu należącego do wywiadu Imperium.
Po kilkunastu minutach prom miękko usiadł w hangarze, a przed Jackiem otworzył się trap, po którym zszedł na zadbany pokład "Akuły".
- Kapitan Foreman? - zapytał retorycznie oficer w średnim wieku w doskonale uszytym mundurze. Czarnoskóry jedynie kiwnął głową dla potwierdzenia. - Proszę za mną. - dodał oficer, odwrócił się i ruszył w kierunku wyjścia.
W czasie tej przechadzki, Jack mógł dostrzec, że nie znajduje się na typowym okręcie wojennym, albo typowym okręcie w służbie frontowej. Wszystko tu lśniło i było nienagannym porządku, jednak nie miało to żadnego porównania z wyglądem kajuty "kapitańskiej". Zwroty w okolicach "przepych", "ekskluzywne" czy "niewiarygodne" nie oddawały majestatu tego pomieszczenia, było ono tak wyrwane z panującego dookoła metalowego świata, że zabierało oddech w płucach rażąc kontrastem. Najwyższej jakości dywan, drewniane meble, złocenia... Na szczęście nie było czasu na wpadaniu w zachwyt, bo za ogromnym biurkiem siedział nie kto inny, a "Wieczny" pułkownik George Smiley, człowiek o ogromnej sławie lub niesławie, zależy od kontekstu użytego słowa. Poza nieskończonymi plotkami i legendą jedna rzecz była pewna, był to człowiek który stał za najbardziej skomplikowanymi i najbardziej tajnymi operacjami wywiadu, o których pojęcie miało bardzo niewiele osób, włącznie z samą górą. Drugą pewną rzeczą, stojącą nieco w sprzeczności z rozdmuchaną historią tego człowieka, był fakt, że nie wielu ludzi miało szanse go widzieć osobiście. Poza wyższą załogą statku, oraz ludźmi z którymi miał kiedyś do czynienia służbowo, on sam wybiera ludzi wartościowych spotkania, a jest ich nie wielu...
Smiley czytał i jakby w ogóle nie zauważył Jacka. Drzwi za oficerem dawno z sykiem się zamknęły, a w głowie kapitana rodziły się myśli, aby przerwać tą niezręczną ciszę, jednak uprzedziła go ręka pułkownika wskazująca delikatnie krzesło, nie podniósł on nawet na chwilę wzroku, a jego ciało nawet nie drgnęło, gdy ręka wróciła na swoje miejsce. Jack posłusznie usiadł i obserwował jak przełożony kartkuje jakiś dokument.
- Fascynująca lektura Kapitanie- odezwał się w końcu, niskim, dziwnie uspakajającym głosem -, Myrkr, Naboo, Fondor, Anobis, porwanie jednej znanej figury, przetrwanie na skażonej planecie, a co najpiękniejsze są też tu rysy. Gdyby nie one pomyślałbym, że dokumenty zostały sfałszowane - mówił bardziej do siebie - Od nich właściwie chciałbym zacząć - podniósł wzrok i spojrzał w oczy Foremana - Dlaczego pan służy i tak się naraża oraz co panu mówi nazwisko Deckard ? - zapytał
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Jack Welles » 15 Lut 2012, o 22:43

Lata służby w wywiadzie nauczyły Jacka między innymi jednej bardzo ważnej zasady: "czas, podczas którego nie jesteś w terenie albo prowadzisz czynności związane z wyjściem w niego, traktuj jako dobrze płatny urlop". Standardy imperialnych izolatek może odbiegały od tych znanych z luksusowych kurortów, lecz z pewnością były wystarczające by najzwyczajniej w świecie odpocząć. Trochę gorzej przedstawiała się sytuacja, jeśli weźmie się pod uwagę brak możliwości rozładowania w 100% stresu poprzez kontakty z płcią przeciwną. Ale i a propos tego istniała pewna stara wojskowa zasada: "czasem niektóre sprawy trzeba po prostu wziąć w swoje ręce"...
Tak czy inaczej, wyraźnie wypoczęty Foreman siedział teraz w biurze prawdziwej legendy wywiadu, która widocznie chciała go wysłać na kolejną misję, z której to na pewno nie wróci już żywy. Przynajmniej o tym mogły świadczyć liczne komplementy z jej ust.
- Dziękuję, sir - rzekł Jack nie zdradzając ani tonem głosu ani wyrazem twarzy co myśli. - Szczerze, sir, nigdy nie zastanawiałem się nad przyczyną, dla której pracuję w wywiadzie. Z pewnością jednak jest to rzecz, która mi najlepiej wychodzi. Co do drugiego pytania - na myśl przychodzi mi jedynie porucznik Mike Deckard, z którym zdarzyło mi się parokrotnie pracować, a który podobno zdezerterował.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2518
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 20 Lut 2012, o 23:23

Smiley nie zareagował, nie spodziewał się innej odpowiedzi.
- Panie Kapitanie, gdyby to były normalne okoliczności nie miałbym wątpliwości, że udzielił pan idealnej odpowiedzi jak każdy fachowy wywiadowca. Prosta, zgrabna, nie wdająca się w szczegóły i wymijająca, ale o ile wierzy w pan legendy, które mógł pan o mnie usłyszeć, powinien pan wiedzieć, że nie tego oczekuję. - George odchylił się do tyłu i poprawił okulary - Panie Foreman, postawmy sprawę jasno, ta rozmowa nie ma na celu przekonać mnie o tym, czy jest pan lojalny Imperium, bo w przeciwnym wypadku w ogóle nie miałaby miejsca. Musze wiedzieć, czy człowiek, któremu zlecę zadanie jest w stanie zrobić wszystko co trzeba, aby zagwarantować sukces operacji, nawet jeśli zostanie wystawiony na próbę przez własnych ludzi. Zadanie, który być może pan otrzyma, będzie niebezpieczne, może nawet bardziej będzie się Pan obawiał Imperium niż Republiki, dlatego muszę wiedzieć z kim mam do czynienia. Czyj jest Pan tym kogo szukam ? - zapytał dla formalności...
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Jack Welles » 21 Lut 2012, o 21:45

Słowa Smileya, tylko potwierdziły domysły Jacka - chcą go wysłać na misję z biletem w jedną stronę. Na pewno bowiem, fragment o niebezpieczeństwie ze strony swojego kraju, było trzeba czytać jako wprowadzenie w łamiące wszelkie prawa i konwencję operację, która w razie nie powodzenia gwarantuje mu czapę. Gdyby chciał mógł oczywiście odmówić i pewnie pułkownik podałby mu przyjacielsko rękę i odesłał go, a po drodze jego wahadłowiec spotkałby wypadek... Na szczęście Foreman nie brał nawet pod uwagę takiej możliwości, bo był zdecydowany przyjąć wyzwanie.
- Nie pomylił się pan - odrzekł Jack - Jestem gotów zrobić co trzeba.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2518
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 16 Mar 2012, o 19:29

Smiley spokojnie spoglądał dłuższa chwilę na twarz oficera wywiadu, po czym wyprostował się w krześle i już zupełnie innym tonem przeszedł do rzeczy.
- Wytyczne tej misji, w odróżnieniu od jej trudności, są bardzo proste. Musi pan znaleźć i przechwycić pewnego, od jakiegoś czasu, byłego oficera Służb Bezpieczeństwa - przerwał na chwilę i odczytywał twarz Foremana - Tak chodzi o Służbę Bezpieczeństwa Imperium i wiem, że generalnie nie zajmujemy się ich ludźmi czy zbiegami, ale to jest wyjątkowa sytuacja. Nazywa się Calvert - rzucił George, jednocześnie wyciągając z szuflady biurka datapad, który przesunął po biurku w stronę Jacka - W Służbach był raczej przeciętnym oficerem, co nie znaczy, że został źle przeszkolony, specjalizuje się w kontrwywiadzie, więc jego znalezienie może być niełatwe. Jego kariera nie zawierała żadnych sensacji, wynika z tego, że był rzetelnym oficerem, dopóki nie dopisało mu szczęście w sytuacji, w której SB sobie tego nie życzyło. - W tym czasie Jack miał okazję się przekonać, że czyta o człowieku, który brał udział w akcji, która stanowiła preludium do wojny. - Cały problem polega na tym, że musi go Pan znaleźć zanim zrobi to SB, które nie interesuje się sprowadzeniem go żywego. Drugi problem jest taki, że praktycznie nie mamy żadnych informacji o jego lokalizacji, a jedyny ślad prowadzi na Manaan. Jedyne informacje jakie posiadamy, pochodzą ze źródła w Służbach, według nich, w stolicy tego wodnego świata zginął informatyk, którego ostatnią robotą było wyszukiwanie informacji na temat zamachu na Imperatora i Calverta. Jego śmierć wydaje się mało przypadkowa, szczególnie, że mamy inne informacje o jakiejś wyspecjalizowanej grupie, która podobno operowała z tej planety, co prawda, mało prawdopodobne aby Calvert zajmował się wywiadem dla nich, ale to zawsze jakiś trop i za dużo przypadków jak na jedno miejsce w krótkim czasie... Żeby sytuacja nie była, tak bardzo różowa jak się przedstawia, a zadanie banalne i pozbawione wagi, muszę Pana odpowiednio zmotywować. W tej chwili Wywiad i SB uwikłały się w poważnej grze, a jeśli słyszał pan o Iwanie Sierowie to wie z kim mamy do czynienia, lub szybko się Pan dowie, w każdym razie, może być pan pewien, że SB wie o pańskiej obecności tutaj i będzie panu towarzyszyć w wyprawie,no chyba że ich przeceniam. Żebym nie zapomniał, ma pan zielone światło do użycia jakichkolwiek środków, aby się ich pozbyć, nawet tych terminalnych, jeśli pan rozumie o co mi chodzi. Ma pan 24 godziny na przygotowanie się, kontakt na Manaan powinien zostać poinformowany o sytuacji, zanim opuści pan ten pokój. Szczegóły otrzyma pan przed wylotem. - rzucił kończąc i ponownie oparł się o krzesło. - Ma pan jakieś pytania ? - zapytał dla formalności

******************************************************************
Clarissa vel Schrodringer i Sam McCready przenoszą się z: [Bastion] Kwarantanna

Manaan - Hotel Aquarium

Sam McCready, gdy dostał to zadanie był uradowany. W końcu wyrwał się z nudnej papierkowej roboty i wrócciłdo akcji jako oficer terenowy. Co prawda nie wszystko wyglądało tak jak zwykle, McCready służył w "wewnętrznym" gdzie ochraniał Wywiad przed niebezpieczeństwem pochodzącym z zewnątrz jak i wewnątrz, jednak przed wylotem w trybie natychmiastowym przeniesiono go do "Biura". Takie przeniesienia należały do rzadkości, gdyż relacje Biura z IntOrg, można nazwać delikatnie jako napięte, jednak pdoczas wojny wszystko było możliwe...
Tak czy inaczej Sam dostał zadanie polegające na pomocy i ochronie Clarissy vel Schrodringer, Sam nawet mógł domyślić się dlaczego. Po pierwsze miał już z nią kontakt i przywrócił ją do wywiadu, a po drugie była Arkanianką i znając życie, zaczęła tworzyć problemy... Dwójka wylądowała na planecie bez większych przygód, Sam musiał przyznać, że zdolności do przerzutu swoich ludzi Firma w dalszym ciągu ma wzorowe. Meldowanie się we wskazanym hotelu, przebiegło gładko, a wszystkie sztuczki i zabezpieczenia, użyte przez McCreadygo nie wskazywały na to aby mieli ogon.
Minęło kilka dni, podczas których Sam bez przerwy nadzorował bezpieczeństwo i musiał ryzykować własnym karkiem, aby "organizować" próbki kolto, zabezpieczone i chronione przez republikę, jako środek medyczny, który musiałby zostać użyty przy niedostatkach dostaw bacty. Sam nie miał pojęcia, co z tymi próbkami wyprawiała Arkanianka, ale po trzecim razie, gdy po raz kolejny musiał załatwić próbki, miał nieco dość. Nikt go co prawda nie wykrył, ale był silnie poobijany, gdy musiał brać nogi za pas, a napięcie towarzyszące włamywaniu się do placówek wojskowych, też nie jest najprzyjemniejsze.
Wszystko jednak zmieniło się kilka godzin temu, kiedy McCready otrzymał awaryjną wiadomość, że na planetę przybędzie kolejny oficer pochodzący z biura. Wiadomość była lakoniczna: "przerwać dotychczasowe zadanie i udzielić niezbędnego wsparcia". Po przeczytaniu, zafrasowany oficer wywiadu wyrzucił z siebie jedynie krótkie zdanie.
- Clarisso zmiana planów...
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Lasha Retta » 1 Kwi 2012, o 22:38

Arkanianka uniosła głowę znad trzymanego w dłoni cyfronotesu. Według tego, co udało jej się ustalić, to przy użyciu odpowiednio dobranych środków chemicznych można by było odwrócić działanie kolto, zmieniając je w truciznę... Już oczyma wyobraźni widziała ludzi biegających w kółko i wymachujących w panice rękoma, w momencie gdy ich cudowny lek przestaje działać. Zdenerwowani ludzie są tacy śmieszni, pomyślała Clarissa spoglądając na McCready'ego. On był z typu tych, którzy mniej panikują i więcej robią, chociaż i tak daleko było mu do Arkanian. Rozmyślnie posłała mu spojrzenie pod tytułem "mów, bo marnujesz mój cenny czas", wiedząc jak bardzo go to irytuje. Tymczasem podświadomie czuła, że powie jej coś naprawdę ciekawego...
Parva scintilla magnum saepe excitat incendium.
Mała iskra często wywołuje wielki pożar.
GyGy: 5750522
Postać główna
Image
Postaci poboczne
Image
Image

Image
Awatar użytkownika
Lasha Retta
New One
 
Posty: 217
Rejestracja: 7 Gru 2009, o 22:55
Miejscowość: Maastricht

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Jack Welles » 15 Kwi 2012, o 17:11

- Nie, sir. - odpowiedział Jack odkładając datapad i wstając. - To był zaszczyt pana spotkać - dodał, po czym wyszedł z gabinetu Smileya.
Na zewnątrz poprosił czekającego na niego oficera, by ten zaprowadził go gdzieś, gdzie mógłby przygotować się przed wyruszeniem w teren. Teoretycznie miał aż 24 godziny na przygotowania, w trakcie których mógłby jeszcze chwilę odpoczywać, ale miał już dosyć bezczynności i wolał wziąć się od razu za zleconą robotę.
Pierwszym co Jack sobie wybrał, był zestaw dokumentów i dysków kredytowych na fałszywą tożsamość, którą miał zamiar przyjąć. Od teraz nazywał się James "Jimmy" Lynch i był licencjonowanym przez Zordo's Haven łowcą nagród, który po serii udanych zleceń, leciał na urlop na Manaan. Całość tożsamości pochodziła z gotowego szablonu, który Jack musiał tylko nieznacznie zmodyfikować do swoich celów. Co do kwestii sprzętu, Foreman był bardzo oszczędny. Zdecydował się na używanego DH-17 z kaburą na udo, parę granatów błyskowych i dwa termodetonatory oraz raczej łatwo dostępny na czarnym rynku, wytrych elektroniczny. Strój również nie był jakiś wymyślny i pochodził prosto z magazynu zarekwirowanych rzeczy osobistych skazańców, wysłanych do jednej z imperialnych kopalni. Składały się na niego, przylegające do ciała, czarne spodnie z grubego materiału, wysokie skórzane buty, zapinana na guziki i posiadająca wiele kieszeni, ciemna kamizelka oraz koszula z jasnego materiału.
Po przebraniu się i opanowaniu nowej tożsamości, Jack opuścił pokład "Akuły" cywilnym transportowcem, który wysadził go na Nar Shaddaa. Stamtąd, już korzystając z innego środka komunikacji, udał się na Manaan. Po wylądowaniu udał się prosto do jednego z tańszych hoteli, gdzie zajął pokój o podwójny łóżku. Okazało się bowiem, że James, wedle jego profilu tożsamości, jest fanem płatnego seksu. Następnie Jack skierował się do jednej z pobliskich knajp, w której miał mieć pierwszy kontakt ze swoim informatorem. Jego znakiem rozpoznawczym miało być zajęcie 3 miejsca od lewej przy barze, picie samodzielnie nalewanej sobie z zamówionej butelki Rezerwy Whynera oraz przegryzanie paluszków z alg...
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2518
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 11 Lip 2012, o 03:45

Sam McCready wkroczył do wskazanego mu wcześniej baru, gdzie miał nawiązać kontakt z przysłanym na planetę oficerem wywiadu. Nie było to jego ulubione zajęcie, choć musiał przyznać, że było to lepsze od włamywania się po próbki kolto, dla pani doktor, którą musiał przekazać w ręce lokalnych pracowników wywiadu. Miał tylko nadzieję, że tutejszy wywiad będzie w stanie sobie z nią poradzić...
Gdy się rozejrzał wszystko się zgadzało, czarnoskóra gwiazda Rocka lub innego gatunku muzycznego siedziała i dokładnie wykonywała zalecone instrukcje, była to pierwsza rzecz, która mu się spodobała. Znana gwiazda wywiadu, potrafiła jeszcze zachować nutki profesjonalizmu, przynajmniej tak wydawało się Samowi. Siedzący oficer był kilka lat młodszy od niego, co pozwoliło wysunąć mu wniosek, że nie jest jeszcze za stary do tej roboty.
- Hej, Lynch! Jak miło Cię widzieć - rzucił beztrosko - Kupa lat, musimy pogadać. - dodał i wskazał głową wolny stolik. Na szczęście Foreman nie miał zamiaru psuć tej scenki i szybko się dostosował. Po kilku kurtuazyjnych słowach, Sam zamówił piwo i usiedli w bardziej prywatnym miejscu.
- Jeszcze raz witam na planecie - przemówił już bardziej poważnie, nie przepadał za miejscami publicznymi, ale musiał w duchu przyznać, że trudniej było tu skutecznie ich podsłuchać, a dodatkowe urządzenie zagłuszające mikrofony było aktywne w jego kieszeni. - Nazywam się Sam, mam panu pomóc jak tylko potrafię, bez wgłębiania się w szczegóły - ostatnią frazę wypowiedział zupełnie bez zaangażowania.
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Jack Welles » 12 Lip 2012, o 13:11

- Niewiedza jest błogosławieństwem... - mruknął ciemnoskóry mężczyzna w odpowiedzi na ostatnie stwierdzenie Sama - I to raczej ja powinienem zwracać się do ciebie per pan - dodał z uśmiechem.
- W pierwszej kolejności potrzebuję wiedzieć czy SB ma tutaj swoich ludzi i jak wiele może wiedzieć na temat posunięć twojej komórki - rzekł Jack już całkiem poważnie. - Ponadto muszę wiedzieć czy macie wtyczki w tutejszych organach ścigania. Potrzebuję bowiem informacji na temat śmierci pewnego informatyka. Przydałby się również kontakt w urzędzie celnym, dzięki któremu moglibyśmy namierzyć nowo przybyłych agentów SB... Musisz bowiem wiedzieć, że nasi przeciwnicy w tej grze również noszą imperialne mundury. - dodał.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2518
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 14 Sie 2012, o 11:40

- Służby... ? - zapytał retorycznie McCready - To chyba nie jest błahe zadanie co? - znowu pytanie retoryczne utrzymane w zaniepokojonym duchu. Sam lubił swoja pracę w terenie, jeśli wiedział przeciwko komu toczy się gra. Przez większość czasu była to Republika, w okresie zimnej wojny, sytuacja była dokładnie spolaryzowana, a teraz? Kolejne informacje o jakiś tajemniczych działaniach, tajemniczej organizacji, a teraz nawet cholerne SB nie gra po tej samej stronie.
- SB nie ma tu wielu ludzi, jeśli już są to legalni i pewnie siedzą u rezydenta w ambasadzie, wszyscy dokładnie poznani, jeśli jednak spodziewasz się od nich jakiegoś zagrożenia, mogli przysłać nielegalnych, nawet teraz... - westchnął i sięgnął do kieszeni - Tutaj masz kartę do pokoju w hotelu Aquarius na nazwisko Lynch oraz komunikator z bezpośrednią linią do mnie. nie miałem tego w planach, ale przydzielę Ci dwóch najlepszych cichociemnych jakimi obecnie dysponuje tutaj firma. Jeśli będzie trzeba dostaniesz całe klasyczne pudełko. Przejmą Cię od hotelu, nie powinieneś ich zauważyć, przynajmniej przez pierwszy dzień, spróbują nawiązać jakiś kontakt, żebyś nie złamał im z nerwów karku. - mówił nieco nachmurzony, nie był ewidentnie przygotowany do takiej operacji, miał też za mało informacji... - Urząd celny możemy sobie odpuścić, jeśli operacja ma być tajna, legalne urzędy nie będą miały pojęcia, że ktoś w ogóle przyleciał. Postawie na nogi obserwację, może dojdzie do jakiegoś kontaktu z oficjalnymi, choć wątpię. Kontakt do jakiejś niebieskiej ryby, wyślę Ci w ciągu godziny, powinien jakoś pomóc. Jeśli nie masz innych pytań, proponuje się rozejść, mamy wiele rzeczy do zrobienia... - musiał w duchu przyznać jedno, adrenalina i czający się z tyłu głowy strach wróciły bardzo szybko, brakowało mu tego w ostatnich miesiącach, choć pewnie będzie tego żałował...
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Jack Welles » 16 Sie 2012, o 22:36

Jack w milczeniu wysłuchiwał słów Sama, od czasu do czasu kiwając głową. W duchu dziękował wszystkim możliwym siłom sprawczą, że trafił na prawdziwego profesjonalistę, a nie na jakiegoś smarkacza z mlekiem pod nosem. Wszak Mannaan znajdował się raczej z dala od poruszających galaktykę wydarzeń i mógł służyć jako przedszkole dla oficerów terenowych. Tak czy inaczej, z pokorą przyjął to co mu powiedziano, uznając w stu procentach to, że wchodzi na czyjeś podwórko.
- W takim razie do usłyszenia - rzekł krótko, wstając od stolika. Następnie pożegnali się, niczym starzy znajomi, których grali dla potencjalnych obserwatorów i Jack wyszedł z knajpy.
Spacer do wskazanego hotelu nie zabrał Jackowi wiele czasu. Zgodnie ze słowami McCready'iego miał tam przygotowany pokój. Pobieżnie sprawdził go pod kątem możliwych pluskw, choć wiedział, że ekipa Sama zadbała już o czystość pod tym kątem. Jako, że miał jeszcze trochę czasu, nim dostanie namiary od tutejszego koordynatora, sprawdził każde okno, zapisując sobie w pamięci na ci wychodzą i czy będą mogły służyć za wyjścia ewakuacyjne.
Gdy było już blisko wyznaczonej godziny, opuścił hotel i zaczął spacerować promenadą w oczekiwaniu na kontakt. Sam, po tym jak Jack włączył połączenie, lakonicznie powiedział do kogo i gdzie ma się odezwać, po czym od razu rozłączył się. Foreman cały czas spacerując, nie od razu skierował swoje kroki ku wskazanemu miejscu, a z rozmysłem kluczył dalej, tak by nie było wyraźnie widać gdzie idzie.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2518
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 17 Sie 2012, o 23:48

Dwójka cichociemnych, którzy asekurowali Foremana, znała się na swoim fachu. Oboje byli lokalnymi i dokładnie znali każdy zakamarek tego regionu miasta, byli zwerbowani przez Wywiad lata temu. Lubili swoją robotę i nie zamieniliby jej na nic innego. Nic nie działało na nich lepiej niż napięcie towarzyszące śledzeniu lub obserwowaniu celu. Sprawność w wyłapywaniu alternatywnych dróg, specjalnie dobrane ubrania, które można było jakoś zmienić nie rzucając się w oczy. Znali też oczywiście wszystkie znane triki towarzyszące sprawdzaniu, czy jest się pod obserwacją, nie zatrzymywali się, nie oglądali się nerwowo i dokładnie zdawali sobie sprawę kiedy byli spaleni, jedynie mało komfortową sytuacją było to, że tym razem było ich tylko dwóch, a pudełko wymagało co najmniej czterech cichociemnych.
Teren spotkania wybadali już wcześniej, nie interesował ich, paradoksalnie, tak bardzo sam Foreman, ich czujne oczy wyszukiwały rywali po fachu, szukały jego ogona...
Do spotkania doszło na zewnątrz małej kawiarni, policyjna ryba czekała na oficera wywiadu sącząc jakiś lokalny napój, który dla ludzi mógłby uchodzić za kawę lub herbatę. Jack przyjaźnie odmówił podobnego napoju i jak najszybciej chciał przejść do rzeczy. Na jego szczęście ryba też musiała nie czuć się zbyt komfortowo, więc po chwilowej kurtuazji przekazał to czego zdołał się dowiedzieć:
- Ślad zaczyna się od Jeffa Harringa, utalentowanego informatyka i drobnego hakera. Próbował handlować informacjami, ale nie był w tym zbyt skuteczny, po analizie jego maszyny, co w cale nie było takie proste, jedyne bardziej podejrzane włamania prowadziły do zasobów należących do sieci informatycznej Imperium. Trudno powiedzieć czy udało mu się wejść do środka. Tak czy inaczej skończył z przestrzelonym kolanem, patolog stwierdził, ze tą ranę odniósł na kilka minut przed śmiercią, czysty blasterowy strzał. - zrobił krótką przerwę na napój, mówił spokojnie, wręcz beznamiętnie - Znaleziono też ślady walki, siniaki na głowie jeden prawdopodobnie od wciskanej w skroń broni, drugi od blatu biurka - to by wyjaśniało zdezaktywowanie wszystkich systemów zabezpieczających mieszkanie, to był dość drogi apartament. - skomentował - Kolejne obrażenia to przebite na wylot ramię, ostrze było nie typowe, nie zostawiło czystej rany, a raczej rozerwane na strzępy mięśnie, wygląda to na jakiś najemniczy gadżet, prawdopodobnie z zewnętrznym napędem, w normalnym użyciu wyciągnięcie wymagałoby sporej siły. Do śmierci doprowadziło przestrzelenie głowy, rana wylotowa oraz uszkodzenie szczęk wskazuje na to, że wypalono z broni umieszczonej w jego ustach. - westchnął - Najgorsze w tym wszystkim jest to, że badania miejsca zabójstwa, oraz analiza obu ran postrzałowych wskazują na to, że było tam więcej napastników niż jeden. Potwierdzają to też późniejsze zdarzenia, które wydarzyły się w pobliskiej kantynie. Doszło tam do krótkiej wymiany ognia miedzy dwoma grupami ludzi. Nikt nie zginął, jedna osoba odniosła powierzchowne rany, po krótkiej chwil obie grupy rozpierzchły się i opuściły planetę. Przynajmniej tak podejrzewamy, nie mamy żadnych twardych dowodów. Ruch na orbicie potwierdzał, niekontrolowane wyjścia, ale nie mamy pojęcia dokąd. - przerwał sprawiając wrażenie, że już skończył.
- Wygląda na to, że to ślepa uliczka. - rzucił prowokująco Jack
- Niekoniecznie Panie Lynch, to już zależy od pana - uśmiechnął się - mam tu kilka zdjęć niech się pan im przyjrzy, wszystkie nie są zbyt dobre, ale wykonane tamtego wieczoru w kantynie, dzięki zainstalowanemu monitoringowi.
Jack oglądał je uważnie i z początku jedno zdjęcie coś mu mówiło, ale nie mógł dojść co to konkretnie było. Po kilku chwilach, gdy katował zdjęcie za zdjęciem, miał już ochotę zrezygnować, gdy w końcu zauważył pionową bliznę, a raczej jej cień.
- To on - powiedział zdecydowanie, facet na zdjęciu wyglądał na o wiele starszego, ale to zasługa brody i długich włosów
, wywiad dysponował zdjęciami tylko za czasów służby Calverta w SB, ale czujne oko Jacka nie przepuściło tego detalu, pomimo, że ledwo go było widać na zdjęciu niskiej jakości.
- W takim razie mam dla pana jeszcze coś, świadek usłyszał, że pana człowiek nazywa się Jason Cain, to już jest jakiś trop - uśmiechnął się zadowolony

Kilkadziesiąt minut później, gdy oficer wywiadu po rozmowie z policyjną wtyczką siedział już w hotelu, Sam McCready odebrał rozmowę od jednego z Cichociemnych.
- Morgo zniknął, ostatni raz miałem z nim kontakt na kilka minut przed tym jak paczka dotarła na miejsce.
- Dam mu znać, spróbuj nie stracić go z oka, będzie awaryjnie - mówił spokojnie, jednak jego wnętrze wrzało z niepokoju, jeden z przydzielonych mu ludzi prawdopodobnie był już martwy, a drugi nad którym miał opiekę mógł mieć kilka minut... - Sam natychmiast się rozłączył i wybrał awaryjny numer do Foremana.
- Uciekaj, namierzyli cię! - po czym ponownie się rozłączył, wiedział, że nie musiał nic dodawać. Błyskawicznie poderwał się od biurka, chwycił swój płaszcz i wybiegł z hotelu, prosto do śmigacza. Jeśli czarnoskóry ma to przeżyć na pewno zadzwoni do niego gdy poczuje się bezpieczny, jest jeszcze szansa, że drugi cichociemny utrzyma z nim kontakt.
Sam sięgnął do aparatury i wybrał kodowaną transmisję do placówki wywiadu.
- Jeden z operatorów nie żyje, stan przesyłki nieznany, będę potrzebował pełny zespół...
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Jack Welles » 18 Sie 2012, o 22:38

Mimo, że był świadomy tak wczesnego wykrycia, Jack dał się trochę zaskoczyć. Jeszcze na dobrą sprawę nie przygotował sobie pełnoprawnego planu ucieczki. Nie oznacza to jednak, że wróg zastał go z opuszczonymi portkami - co to to nie.
Jak już się wcześniej zorientował, okna dało się otworzyć. Ba: był nawet za nimi odpowiednio szeroki wykusz by móc iść po nim. Gorzej tylko, że na zewnątrz Jack czuł się jak rozpłaszczona żaba na szybie.
- Teraz wystarczyłby tylko jeden snajper i cały misterny plan poszedł... - mruknął Jack do siebie, przyciskając się do ściany. Tylko jedno potknięcie dzieliło go od lotu nurkowego ku powierzchni wody. Teoretycznie był to nawet dobry pomysł - w praktyce nie z 300 metrów. Celem Jacka było dostać się do wind, które były umieszczone na zewnątrz budynku. Krok po kroku zbliżał się do krawędzi, za którą powinny się znajdować, kiedy powietrze rozerwał huk eksplozji. To wybuchła bomba pułapka, pozostawiona przez Jacka w pokoju na sytuację awaryjną. W pierwszej kolejności miała zatrzeć jego ślady oraz spowolnić pościg. Jeśli sprzyja szczęście Jackowi to w wybuch pochłonął parę ścigających go osób.W tym momencie jednak nie było to największym zmartwieniem Foremana, który zastanawiał się właśnie, jak dostać się na dach windy poruszającej się momentami z prędkością stu kilometrów na godzinę.
- Tego nie przewidziałem... - mruknął ciemnoskóry oficer wywiadu pod nosem. Nie trzeba być geniuszem by się domyślić, iż podróż windą zdecydowanie odpadła z możliwych dróg ucieczki. W ten sposób Jack był zmuszony wybrać wariant siłowy.
Wybicie szyby i spacyfikowanie znajdujących się wewnątrz osób zajęło jedynie piętnaście sekund - szczęśliwie wystarczyło jedynie postrzelić w kolano jednego z mieszkańców apartamentu by reszta zajęła podręcznikową pozycję "na podłogę z mordą do dołu". Na korytarzu panował jeszcze względny spokój, choć dało się słyszeć jakieś krzyki dochodzące zza rogu, gdzie znajdował się były pokój Foremana. Jacka jednak to nie interesowało, gdyż kierował się w przeciwnym kierunku. Piętnaście kroków i Jack znalazł się na przeciw wejścia do windy, który właśnie się otwierało. Wewnątrz znajdował się mężczyzna uzbrojony w karabin blasterowy, który od razu chciał wybiec z niej, prawdopodobnie śpiesząc się z pomocą dla swoich kolegów. Foreman pohamował jego zapędy zbijając błyskawicznym ruchem ręki lufę na bok i uderzając głową domniemanego funkcjonariusza SB w twarz. Wystarczyło to, by ten zatoczył się z powrotem do wewnątrz. Jack podążył za nim, po czym złapał go za głowę i zaczął uderzać w ścianę. Za trzecim razem mężczyzna przestał się opierać, a za piątym opadł bezwładnie na podłogę zostawiając krwawy ślad na ścianie. Foreman tymczasem wcisnął przycisk pierwszego piętra.
Podróż na dół trwała paręnaście sekund, podczas których Jack pobieżnie przeszukał dogorywającego funkcjonariusza. Jego łupem padł komunikator i datapad. Broń pozostawił gdyż za bardzo rzucała się w oczy. Po wyjściu z windy, Jack szybkim krokiem udał się do klatki schodowej. Nie licząc nic nieświadomego portiera, który palił papierosa, nikogo tam nie było. Oczywiście pracownik hotelu chciał zwrócił uwagę Jackowi, że znajduje się w miejscu tylko dla personelu, ale ciemnoskóry mężczyzna zbył go krótkim - "Zamknij mordę".
W holu panował jeszcze w miarę spokój, ale było można łatwo wyczuć narastające napięcie, które Jack postanowił wykorzystać.
-Aaaaa! On ma broń! - krzyknął wskazując na jednego z smutasów stojących przy windach. Było jasne, że należą albo do SB, albo do innej agencji. Tak czy inaczej panika, która momentalnie wybuchła, spełniła swoje zadanie i Jack w jednym kawałku opuścił hotel. Potem już było z górki i po trzeciej zmianie taksówki, Jack połączył się z komunikatorem Sama.
- Zdaje się, że tymczasowo zgubiłem ogon i potrzebuję ewakuować się z powierzchni - rzekł.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2518
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 14 Wrz 2012, o 14:50

Sam uspokoił się nieco, choć był pewien, że Foreman przeżył, no chyba, że runął przez to okno do wody, ale wtedy trudno było połączyć sensownie trupa z windy. To wszystko McCready wiedział od pozostałego przy życiu cichociemnego, który teraz nieco wstrząśnięty jechał z nim ścigaczem. Niebo zdążyło pokryć się ciemnymi chmurami, a dzień zbliżał się do swojego końca.
- Za moment zacznie padać - pomyślał oficer wywiadu
Oczywiście gdy Sam przybył na miejsce ataku, nie było już ani winnych, ani ciał, budynek w tej chwili zapełniał się reporterami i próbującą ogarnąć sytuację policją. Jedno było pewnie, prawdopodobnie połączą Lyncha z całym zajściem, nie było co liczyć, że dzisiejszy zapis z kamer przetrwa... Policja odkryje prawdopodobnie tylko elektroniczny szum. Znaleźli też ciało Morga, leżał w ciemnej uliczce, ktoś udusił go garotą.
Tak czy inaczej McCready westchnął z ulgą gdy dostał wiadomość od czarnoskórego oficera wywiadu. W odpowiedzi przesłał mu namiary na bezpieczną metę, która była pod obserwacją, a awaryjna ekipa była w drodze aby zabezpieczyć miejsce przed intruzami.
20 minut później cały i zdrowy Foreman, dotarł do starego magazynu, który był tak surowy, że w koncie zawierał jedynie małe blaszane pomieszczenie z biurkiem i lampką, za biurkiem czekał Sam, a w magazynie dało się zauważyć kilku uzbrojonych ludzi.
- Zrobiło się gorąco, co? - zapytał Sam, gdy tylko Jack wszedł do małego pokoiku. - Dowiedziałeś się czegoś? - rzucił

Jack w rozmowie krótko i ogólnikowo wyjaśnił czego się dowiedział i że musi natychmiast opuścić planetę. Zdanie z którym Sam zgadzał się w całej rozciągłości. Wtedy Foreman jeszcze nie miał pojęcia jak prorocze to będą słowa.
Jeszce zanim zdążył opuścić atmosferę planety otrzymał wiadomość od Smileya, który nakazał mu przerwanie zdania i natychmiastowe połączenie się z oddziałem SSWiM na jednej z tajnych placówek treningowych Marynarki. Jack nie potrafił zrozumieć co mogłoby być ważniejszego od zadania, które dotychczasowo wykonywał...


Jack Foreman przenosi się do:[Bastion] - Imperialna baza wojskowa
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 14 Lut 2013, o 23:24

Co najmniej od 9 miesięcy Clarissa vel Schrodringer przebywała w placówce wywiadu na Bastionie. Po ostatniej operacji modyfikowania kolto, wyniki zostały utajnione, a Arkaniankce został przywrócony status oficera wywiadu, co prawda podporucznik nie brzmiał dumnie, ale zawsze. W tym czasie przeszła kolejna weryfikację oraz szkolenie przygotowawcze do operacji w terenie. Na zakończenie prócz krótkiej notki gratulacyjnej otrzymała także swój Telltrig-7, mały i łatwy do ukrycia blaster, rozpowszechniony w całej galaktyce, szczególnie wśród przemytników jako broń alternatywna. Oczywiście ta wersja była odpowiednio spreparowana i w środku była dużo nowocześniejsza niż się wydawało. Oficerowie wywiadu nie mogli liczyć na zabawki, przypominające te używane przez Służby Bezpieczeństwa, tak samo jak ichnia gałąź zewnętrzna, nie mogli dać się rozpoznać, przez tak banalną rzecz jak uzbrojenie.
Gdy wybuchła bitwa o Coruscant w wywiadzie wiele się zmieniło, większość ludzi została rozesłana do pracy w terenie, ci z przeszkoleniem militarnym trafili nawet do jednostek bojowych jako asystenci oficerów wywiadowczych. Planeta taka jak ta nigdy nie będzie cierpieć na zbyt dużą ilość oficerów Wywiadu i Służb Bezpieczeństwa. Niestety nikt nie interesował się Clarissą. Była kimś z zewnątrz, do tego jej rasa i charakter odstraszały nie tylko potencjalnych przyjaciół, ale także przełożonych. Imperium nigdy nie mogło się pozbyć ksenofobicznych korzeni, nawet w wywiadzie.
Jednak Wywiad, posiadał pewna specyficzną cechę, cierpiał na szersze spojrzenie. Pewne ważne operacje musiały zostać zawieszone przez błyskawiczny obrót wypadków, niektóre z nich nigdy nie powinny tego zrobić. Dlatego pewnego dnia do jej biura wszedł stary znajomy w stopniu kapitana Imperialnego Wywiadu. Sam wyglądał tak samo jak wtedy gdy pierwszy raz się poznali, 1,8 metra wzrostu krótka czarna czupryna powoli poddająca się siwiźnie i dosyć przystojna twarz, no i oczywiście nieodłączny prochowiec.
- Widzę, że dalej nie dostałaś swojego laboratorium? - zapytał retorycznie, siląc się na żart - Zanim jednak odpowiesz, mamy robotę i to poważną. Mam nadzieję, że czegoś się nauczyłaś przez te kilka miesięcy, prawdopodobnie się przyda. Złap mnie za dwie godziny na służbowym lądowisku, mamy umówione spotkanie... - rzucił i poświęcił jeszcze kilka minut na luźną rozmowę, o ile rozmowę z Arkanianką można było nazwać luźną...

Kilka godzin później...

Sam i Clarissa znajdowali się na niesławnym okręcie klasy Imperial II "Akuła", a dokładniej siedzieli w biurze Pułkownika Georga Smiley-a. Jednak słowo "biuro" nie odpowiadało rzeczywistości. To pomieszczenie było wyrwane wprost z najdroższych kajut kapitańskich z najdroższych jachtów w galaktyce, choć nikt nie był pewny czy luksusowe jachty dorastały temu pomieszczeniu do pięt. Pułkownik siedział za pięknym drewnianym biurkiem, paląc cygaro i lustrując przybyłych, by po chwili bezceremonialnie zacząć rozmowę.
- Drodzy państwo pewnie zachodzą w głowę, co w tak pokrętnym czasie robią u mnie w biurze? - bardziej stwierdził, niż pytał, Sam wyglądał na spiętego, a to co wylądowało przed jego nosem, gdy Smiley pchnął w jego kierunku zdjęcie nie poprawiło sytuacji. - Sam - zwrócił się ciepło po imieniu, pomimo tego, że formalnie się nie przedstawili - zdaje się, że wiesz o co chodzi.
- Tak znam to zdjęcie, pewien oficer przekazał mi je przed odlotem... Zawiódł? - zapytał
- To nie powinno was interesować, ale nie zawiódł. Wojna potrafi pokrzyżować nawet największe plany, tak czy inaczej ta robota jest wasza. Musicie go znaleźć. To były oficer Służb Bezpieczeństwa, więc na pewno potrafi być niebezpieczny i nieuchwytny. Ostatnie wskazówki, znasz najlepiej z tutaj zgromadzonych. - powiedział wprost. - Natomiast panie, panno Schrodringer, nie jest tu tylko dla swojej urody. Prócz intelektu, który pomoże, mam nadzieję, w ujęciu tego człowieka żywcem, będzie pani musiała na miejscu przeprowadzić przesłuchanie. Dostani pani standardową walizkę z własnym wynalazkiem, który powinien pomóc ustalić jego prawdomówność. Z tego co wiem, jest pani jego współautorką, więc nie istnieje lepszy specjalista w jego użyciu. Jakieś pytania? - zapytał dla formalności, jednak nie oczekując twierdzącej odpowiedzi.
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Lasha Retta » 15 Lut 2013, o 00:30

Arkanianka usiadła na rampie prowadzącej do promu, który miał zabrać ją i Sama. Czekając na McCreadiego pogrążyła się w ponurych myślach. Dlaczego nie mogła wrócić do laboratorium? Dlaczego wysyłali ją w teren? Ją – perłę Biura Analiz, której dłoń niegdyś ściskała sama dyrektor Isard mówiąc, „gratulacje”. Czy nie rozumieli jak bardzo Clarissa jest cenna? Niestety stare czasy, czasy jej chwały i świetności minęły. Zginęło też stare Imperium, a z nim kochany Imperator Palpatine, który uwolnił jej rasę z zakazów nałożonych przez Starą Republikę. Odeszła też Ysanne Isard…
Przez ostatnie miesiące odsyłano Clarissę z jednego bezużytecznego szkolenia do drugiego. Jak na przedstawicielkę najinteligentniejszej rasy w Galaktyce przystało, ukończyła je wszystkie w błyskawicznym tempie. Na sprawność fizyczną też nie narzekała, dzięki należały się pobratymcom, którzy od setek lat ulepszali jej rodzaj dzięki inżynierii genetycznej.
- Ach tutaj jesteś – z myśli wyrwał ją głos Sama McCreadiego. – Czas się zbierać. Masz jakieś pytania?
Arkanianka zupełnie go zignorowała, a McCready, przyzwyczajony do jej zachowania wcale się tym nie przejął. Dali jej tytuł oficera i co? Porucznik, nie porucznik w jej mniemaniu uganianie się za jakimś człowiek po nieznanej jej planecie uwłaczało jej godności. Owszem mogła go przesłuchać, ale nie złapać. Od łapania byli ludzie – agenci terenowi i szturmowcy.
- Właź na statek, powinniśmy już lecieć.
***
- No to gdzie lecimy – zapytała w końcu Arkanianka. – I kim jest człowiek którego szukamy?
- Wyjaśnię ci, jak tylko skoczymy w nadprzestrzeń.
- Ech ty i twój nędzny gatunek. Miliony lat ewolucji i wciąż nie wykształciliście zdolności podzielnej uwagi...
Parva scintilla magnum saepe excitat incendium.
Mała iskra często wywołuje wielki pożar.
GyGy: 5750522
Postać główna
Image
Postaci poboczne
Image
Image

Image
Awatar użytkownika
Lasha Retta
New One
 
Posty: 217
Rejestracja: 7 Gru 2009, o 22:55
Miejscowość: Maastricht

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 15 Lut 2013, o 11:11

- Mówiłem ci, że uwielbiam twoje poczucie humoru, nawet wtedy gdy nim nie jest? Mam wtedy zawsze wrażenie, że twoja cera robi się nieco mniej blada. - odszczeknął się Sam - Zacznijmy od początku. - spoważniał - facet nazywa się Maddux Calvert, jest byłym oficerem Imperialnych Służb Bezpieczeństwa, jeśli się nie orientujesz to nasza konkurencja, która cieszy się większym poważaniem u Imperatora niż my. W teorii SB powinno zajmować się kontrwywiadem, a my wywiadem zewnętrznym, ale do dzisiejszych czasów obie organizacje tak się rozwinęły, że teoretycznie wchodzimy sobie nawzajem w kompetencje. - tłumaczył spokojnie - Tak czy inaczej, nie mam pełnych szczegółów, jedyne co wiem, to, że facet zmył się jeszcze przed wojną, a dokładniej w okolicach dnia zamachu w Pałacu Imperatora... - urwał podkreślając wagę tych słów. Co ciekawe SB chciało go sprzątnąć... Niestety nie mam informacji, czy przeszedł na stronę wroga, czy odwinął jakiś numer, fakt, że nie przeszedł pod ochronę Republiki nie za bardzo potwierdza ich udział. Jego życiorys też jest czysty, ot szary i standardowy oficer kontrwywiadu, co nie znaczy, że jest niekompetentny. Tutaj kończy się historyjka naszej odprawy zaserwowana przez wywiad. Jesteś zainteresowana dalszą częścią? - zapytał choć dobrze znał odpowiedź.
- Zawsze musisz grać taką arogancką? Najpierw opowiem Ci kto nas zatrudnił. Pułkownik Smiley nie jest byle kim. Jest legendą, podobną do mojego byłem przełożonego Philbyego, tylko, że tamten słynął z uporu, skuteczności i sadyzmu, gdyby się zastanowić jest podobny do ciebie, - rzucił mimochodem - Smiley jest intelektualnym geniuszem, kimś z kim mogłabyś zagrać w holoszachy i przegrać. Ten facet ma szósty zmysł. Teraz się skup. - powiedział poważnie i wymusił na Schrodringer żeby spojrzała mu w oczy. Jej, pomimo ich jasnoszarego koloru, potrafiły wzbudzić uczucie jakby dosłownie przewiercały kogś na wylot, musiał jednak unieść to spojrzenie, bo przedstawienie ich sytuacji w prawdziwym świetle było krytyczne.
- Jest coś. o co gdybyś zapytała pułkownika i tak by ci nie powiedział, ale on dokładnie wie, że ja wiem. Nie daje on nam większych szans, prawdopodobnie robimy za parawan, który pozwoli mu zyskać na czasie. Jakie szanse ma podstarzały oficer, które kilka ostatnich lat robił w wewnętrznym albo arogancka Arkanianka, która nie ma odpowiednich kwalifikacji? Jedno jest pewnie nikt nie będzie za nami płakał. Do tego SB będzie na nas polować, ostatniego oficera przydzielonego do tego zadania namierzyli natychmiast. Masz swoją pukawkę? - zapytał - A!I odpowiadając na twoje pytanie, lecimy na stacje Zorda, ostatni trop prowadzi tam. Dbając też o twoją podzielność uwagi, załatwisz i wprowadzisz nas do lokalnej kantyny - uśmiechnął się na samą myśl...
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Lasha Retta » 15 Lut 2013, o 18:11

- Do kantyny?! Na stacji należącej do Huttów? Głupi ludzie, wam się w głowach poprzewracało! Przecież oni wciąż mnie szukają! - nieoczekiwanie wybuchła Clarissa. Potem dorzuciła parę obelg na wszystkich przełożonych wywiadu i ich rodziny do trzech pokoleń wstecz. Sam mimowolnie się uśmiechnął. Paranoja Arkanianki obawiającej się zemsty nieżyjącego już mafijnego bossa bywała czasem bardzo śmieszna. Nie przeczuwał jednak, że później wcale mu do śmiechu nie będzie...

***

Clarissa i McCready siedzieli przy stoliku w zadymionej kantynie. Arkanianka wciąż była śmiertelnie obrażona, ale wiedziona wrodzoną ciekawością i chęcią działania zaczęła analizować wszystkie możliwe opcje znalezienia Madduxa Calverta. Zacisnęła mocno dłonie na kuflu z piwem i wpatrując się w białą puszystą pianę, pogrążyła się w myślach.
Zgodnie z zasadą „najciemnej pod latarnią” wylądowali na największym lądowisku. Zapłacili opłatę lotniskową. Ciekawscy pytający o cel ich podróży usłyszeli prawdę – lecą z przestrzeni Imperium. Kolejna para przemytników-amatorów, skończyli robotę a teraz idą przepić całe pieniądze w kantynie u Zorda, czekając aż burza wokół ich sprawy ucichnie . Poszli do jednego z barów – takiego ani taniego, ani drogiego. Nikt nie zwrócił na nich większej uwagi.
Informacje. Potrzebowali informacji. Sam problem nie tkwił w ich zdobyciu. Wystarczyło dać łapówkę albo pogrozić blasterem. Niestety to zaraz zwróciłoby na nich uwagę SB, Huttów i cholera wie jeszcze kogo, a to oznaczało śmierć.
- Słuchaj McCready – powiedziała w końcu Clarissa. – Tutaj niczego się nie dowiemy. Musisz szukać wokół stałych bywalców tej stacji, im bliżej Hutta, tym lepiej, bo on prawdopodobnie wie wszystko. Niestety ja tam nie pójdę. I przydałoby się pozbyć tego cholernego SB. Jeśli twoje opowieści są prawdziwe, to pewnie już tutaj węszą.
Sam uniósł brew.
- I niby jak chcesz to zrobić?
- Mam pomysł. Ryzykowny pomysł... Musimy po cichu sprzątnąć jakąś szychę i rozprowadzić informację, że to zabójstwo zlecone przez człowieka zwanego Maddux Calvert. Oczywiście wszystko musi być zrobione tak, żeby nikt nie zorientował się, ze to nasza sprawka – McCready już otworzył usta, aby zaprotestować, ale zdenerwowana Arkanianka machnęła na niego ręką . – Poczekaj człowieku, daj mi skończyć! Nasza ofiara musi mieć duże zaplecze i potężnych przyjaciół, którzy chcieliby ją pomścić. Łowcy nagród zaczną węszyć. Wtedy, nieważne jakie pytania zadamy, nie wzbudzimy żadnych podejrzeń. I przy odrobinie szczęścia, w całym tym bałaganie SB nie będzie w stanie złapać naszego tropu. Oczywiście prędzej, czy później nas namierzą, ale do tego czasu powinniśmy już zniknąć…
Parva scintilla magnum saepe excitat incendium.
Mała iskra często wywołuje wielki pożar.
GyGy: 5750522
Postać główna
Image
Postaci poboczne
Image
Image

Image
Awatar użytkownika
Lasha Retta
New One
 
Posty: 217
Rejestracja: 7 Gru 2009, o 22:55
Miejscowość: Maastricht

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Imperium » 16 Lut 2013, o 16:18

- Chcesz zamordować "jakąś szychę" - specjalnie cedził te słowa - i zepchnąć to na Calverta? - zapytał retorycznie - Jest kilka problemów z takim podejściem, zacznę od tych podstawowych. Najpierw musimy kogoś zabić i nie wiem czy wystarczy jedna ofiara. Po drugie nie mamy pewności czy on się gdzieś nie zaszyje na dobre, przecież wiemy, że ukrywa się już od jakiś 5 lat przed SB. Po trzecie całe SB od razu się dowie, że coś knujemy i rzuci znacznie więcej ludzi do tej roboty. Już nie mówię o tym, że Ci Łowcy Głów o ile w ogóle go znajdą to skąd wiemy, że go nie zabiją, chyba, że sami je napiszemy... - zastanowił się przez chwile. - Tylko jak chcesz dokonać tego, że zmusisz go aby on nas, sam odnalazł, przeżył ten proces i przy okazji nas nie zamordował? Do tego jeszcze potrzebował by jakiś wskazówek czy coś - rzucił i zajął się swoim piwem. - Mogę też pokręcić się z jego zdjęciem i popytać w kantynie, choć wątpię, że coś z tego uzyskam pewnie nikt go nie pamięta.
Image
Image
Awatar użytkownika
Imperium
Mistrz Gry
 
Posty: 120
Rejestracja: 16 Mar 2010, o 17:08

Re: [Imperialny wywiad] Operacja Chosen One

Postprzez Lasha Retta » 18 Lut 2013, o 00:44

- Nie! – przeraziła się Clarissa słysząc o zdjęciu. Westchnęła głośno i zaczęła tłumaczenie od początku. – Jak sam już wcześniej powiedziałeś jesteśmy tylko przykrywką. W ludzkich latach licząc wydajesz mi się być za stary na misje tego typu. A ja jestem laborantem, a nie polowym pachołkiem... – pokręciła głową mrucząc pod nosem jak to biedny Imperator musi przewracać się w grobie widząc, że bezcennych naukowców z Arkanii traktuje się jak mięso armatnie.
- Jeśli spróbujemy działać tak, jak uczono mnie na waszych szkoleniach to zostaniemy od razu odkryci. Wy, ludzie nie umiecie myśleć abstrakcyjnie. Nauczono was jednego schematu, czasami go zmieniacie, ale nie potraficie się go pozbyć, stworzyć czegoś własnego – Clarissa uśmiechnęła się mimowolnie, myśląc o doskonałości Arkanian. – I dlatego przegramy z agentami SB, jeśli spróbujemy dotrzeć do naszego celu zwykłymi metodami. Zakładam, że oni bardzo dobrze wiedzą jak działa wywiad imperialny i potrafią z tej wiedzy zrobić dobry użytek. Złapią nas w mgnieniu oka…
Nagle poczuła przemożną chęć przemaszerowania paru kółek z rękoma założonymi za plecami, jak w dawnych dniach w laboratorium, kiedy to instruowała swój zespół badawczy. Krążyła wokół nich niczym drapieżny ptak, sprawdzając, czy słuchają jej dostatecznie uważnie. Niestety była teraz w brudnej kantynie, a nie w podziemiach siedziby Biura Analiz…
- Nie możemy działać jak wywiad! Im więcej niekonwencjonalnych metod, zamieszania, ryzyka, losowych zdarzeń, tym lepiej dla nas. Wywiad to subtelność i cisza. My musimy wywołać huragan! Nasze szanse będą małe, może wręcz znikome . Może masz rację z tym, że spłoszymy Calverta… Ale to nie będzie porażka, bo wtedy szanse na znalezienie go przez SB będą tak samo znikome jak nasze. Rozgrywka między nami a SB zakończy się patem. Ta cała misja… Tu nie chodzi o Calverta tylko o pokazanie, który z wywiadów jest lepszy, prawda?
Sam McCready milczał, widząc że Arkanianka wciąż ma coś jeszcze do powiedzenia.
- Najpierw posłuchamy plotek. Znajdziemy odpowiedni cel - Clarissa urwała swój monolog, bojąc się tego co zaraz miała powiedzieć. – Trzeba uderzyć w Huttów.
Spojrzała na Calverta.
- Nie bądź taki sceptyczny! Ci durnie może umieją się bić albo strzelać z blastera, ale o chemii nie mają zielonego pojęcia. – Nagle twarz Arkanianki rozjaśnił promienny uśmiech. – W sumie to nie musi być jedna osoba. Dobra bomba plazmowa albo trujący płyn chłodzący w klimatyzacji powinny załatwić całą sprawę bez zbędnych świadków.
Parva scintilla magnum saepe excitat incendium.
Mała iskra często wywołuje wielki pożar.
GyGy: 5750522
Postać główna
Image
Postaci poboczne
Image
Image

Image
Awatar użytkownika
Lasha Retta
New One
 
Posty: 217
Rejestracja: 7 Gru 2009, o 22:55
Miejscowość: Maastricht

Następna

Wróć do Inne Lokacje