Content

Korelia

[Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Image

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jean Lewis » 23 Maj 2011, o 20:01

Z zamyślenia wyrwały ją krzyki niezbyt zadbanego mężczyzny, który opierając się o blat barmańskiego stołu, dawał wszystkim wyraźnie do zrozumienia, że nie ma najlepszego humoru.
Bez namysłu, w przypływie ogromu chęci porozmawiania z kimś, o sprawach nie dotyczących problemów które nią targały, usiadła na krześle barowym tuż przy wzburzonym gościu.
Założyła nogę na nogę, jak miała w zwyczaju, zamówiła kolejny orzeźwiający, bezalkoholowy napój, po czym rzekła:
- Witaj nieznajomy. Widzę, że nie tylko ja nie miałam dziś udanego dnia. Ale cieszmy się, że może lepiej się skończyć niż tego rodianina, który rozsiewa dookoła zarazę swoim zachlanym bytem.
- Może masz ochotę porozmawiać z kimś, kto spędził większość swojego życia na wysłuchiwaniu cudzych problemów. I tobie to dobrze zrobi i mi. - uśmiechnęła się lekko, a na jej zaróżowionych policzkach pojawiły się maleńkie dołeczki.
Postać główna:
Image
Awatar użytkownika
Jean Lewis
New One
 
Posty: 24
Rejestracja: 22 Maj 2011, o 19:25

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Mistrz Gry » 23 Maj 2011, o 20:35

Mężczyzna otaksował kobietę wzrokiem, nieco dłużej zatrzymując oczy na jej biuście, co było odruchem równie niekontrolowanym, co zdrowym. W pierwszej chwili pomyślał, że musi to być jakaś prostytutka, ale zanim wygłosił stosowny komentarz, przypomniał sobie, że Joe, właściciel knajpy, nigdy by jej tu nie wpuścił.
-Dzień był jak najbardziej udany - mruknął przenosząc wzrok z nóg Jean na jej twarz. - Przynajmniej do czasu, kiedy ten skur... przepraszam... ten dureń odmówił mi zapłaty za wykonaną pracę... Szkoda gadać... - łyknął whisky, po czym nagle klepnął się dłonią w czoło jakby sobie o czymś przypomniał. - Ale ze mnie prostak! Reed Flynn, prywatny detektyw - wyciągnął dłoń w stronę kobiety w jednym z najstarszych gestów znanych ludzkości.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6201
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jean Lewis » 24 Maj 2011, o 10:58

- Jean Lewis, dziennikarka New Republic Daybreak, na przymusowym, aczkolwiek chwilowym urlopie - wyciągając rękę, drugą nieudolnie starała się, dyskretnie poprawić dekolt bluzki, aby ukryć nieokiełznane piersi. Spojrzenie rozmówcy wyraźnie ją zdekoncentrowało. Mimo świadomości swoich atutów, wciąż nie mogła przyzwyczaić się do zainteresowania ze strony obcych mężczyzn. Dotychczas wystarczała jej adoracja męża.
- Mówisz, że jesteś detektywem? a jaka jest skuteczność procentowa przeprowadzonych przez ciebie akcji? i jakimi sprawami się zajmujesz? - zapytała.

Godzina była późna, więc ruch w kantynie znacznie się zwiększył. Dookoła słychać było śmiechy, rzucane z ogromną lekkością przekleństwa, oraz kłótnie.
Jean poczuła się lepiej, orzeźwiające napoje zagłuszyły okropny ból głowy i zmęczenie.
Postać główna:
Image
Awatar użytkownika
Jean Lewis
New One
 
Posty: 24
Rejestracja: 22 Maj 2011, o 19:25

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Marko Ramius » 26 Maj 2011, o 17:47

Z bliżej nieokreślonego kierunku, przez główne wejście kantyny 'Cichy Joe' wszedł kolejny klient. Ubrany w ciężki i mocno znoszony płaszcz mężczyzna z grzywą przydługich włosów nie okazując większego zainteresowania kimkolwiek bądź czymkolwiek skierował się prosto do kontuaru. Ruch w kantynie dzięki późnej porze był już całkiem spory lecz Dante Maloy nie miał problemu ze znalezieniem wolnego stołka. Korelianin gestem ręki przywołał barmana i zamówił kufel ciemnego mocnego piwa. Po otrzymaniu szkliwa starzejący się przemytnik zapłacił za napitek i z nie smakiem stwierdził, że pozbył się tym samym niemalże do końca swojej gotówki. Ostatnio nie wiodło mu się najlepiej. Jego niegdyś lśniący frachtowiec zaczął ostatnio przypominać kupę złomu, której nie powstydził by się nawet sam Han Solo. Korelianin pocieszał się jedynie faktem iż jego 'Samotnik' latał lepiej niż wyglądał. Maloy pociągnął tęgi łyk z kufla i przymknął oczy wspominając kilka ostatnich lat. Pamięć podsunęła mu obraz kobiety, którą spotkał na stacji Zordo. Jak jej tam było? Duch? zastanowił się przemytnik. Tak, jakoś tak kazała siebie nazywać. Dante skrzywił się na wspomnienie współpracy, którą nawiązał z nią kilka lat temu. Co prawda współpraca skończyła się tak samo szybko jak się zaczęła lecz gdyby ich wspólny interes wypalił, Dante na pewno wiódł by teraz dostatniejszy tryb życia. Ehh gdyby tylko nie napatoczył się wtedy ten sukinsyn, kontrahent z którym Dante nie do końca się rozliczył. Jak to w życiu bywało galaktyka pomimo swych nieogarniętych niemalże rozmiarów czasami stawała się na prawdę małym miejscem. Maloy miał wtedy wybór - albo brać nogi za pas, albo skończyć jako karma dla Banth. Wybrał tą pierwszą opcję i wtedy zaczęła się dla niego ciężka orka. Korelianin miał problemy ze znalezieniem dobrych zleceń i skończył tak jak skończył. Cóż może teraz, gdy znów zacznie na rodzinnej planecie los się odwróci. Przynajmniej taką miał nadzieję. Przemytnik otworzył oczy i pociągnął kolejny łyk piwa. Jego wzrok spoczął niemalże natychmiast na kobiecie siedzącej kilka metrów dalej. Maloy uśmiechnął się zawadiacko i ujął swój już do połowy osuszony kufel. Wstał i ruszył w kierunku kobiety, która jak zdążył zauważyć rozmawiała z mało atrakcyjnym typem. Dante szybkim ruchem przejechał wolną ręko po twarzy i sądząc po długości swojego zarostu doszedł do wniosku, że sam również nie oszałamiał prezencją. Nie tracąc jednak rezonu pokonał odległość dzielącą go od dwójki rozmawiających i przysiadł tuż przy nich na miejscu, które akurat się zwolniło. Postanowił nie wtrącać się do rozmowy. Przynajmniej jeszcze nie teraz.
Postać główna:
Image
Postaci poboczne:
Image
Image
Awatar użytkownika
Marko Ramius
New One
 
Posty: 198
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 15:57

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jean Lewis » 26 Maj 2011, o 22:30

Jean rozmawiając z detektywem, poczuła jak w kieszeni rozlega się stłumiony odgłos przychodzącej wiadomości na comlink'a.
Bez namysłu, zaniosła się z zamiarem sięgnięcia do spodni, lecz w momencie zginania łokcia zahaczyła nim o szklankę, stojącą na blacie.
- Niech to szlag ! - krzyknęła raptownie zeskakując z krzesła barowego.
Zdecydowanie nie była to szklanka z wodą, napój śmierdział niemiłosiernie, a plama na spodniach nie była bezbarwna.
Nieudolnie walcząc z nią, podniosła rozgniewany wzrok na właściciela feralnego trunku.
- Gdzie masz oczy człowieku? Pilnuj swoich rzeczy, tak aby nie wadziły innym, hmm? - Lewis była bardzo rozgniewana.
Wzrok sprawcy był niewinny i nie dało się ukryć, że on sam ... pachniał bardzo przyjemnie, męsko.
Jean była wyczulona na zapach męskich perfum. Lubiła kupować je mężowi, często nawet bez okazji. Kiedy wyjeżdżał w dalekie, służbowe podróże, zużywała pół flakonu, wylewając je na poduszkę, leżącą przy jej głowie. W ten sposób zawsze miała poczucie, że jest on blisko. Kiedy wracał, śmiał się z jej pomysłów na radzenie sobie z tęsknotą. 'Każdy sposób jest dobry' - zwykł mówić, przytulając twarz do jej długich włosów.
Kantyna zamarła, zaistniała przed momentem niekomfortowa sytuacja, pozwoliła wszystkim odetchnąć od gadatliwych bądź przynudzających towarzyszy. Dziennikarka i nieznajomy zdecydowanie byli w centrum uwagi.
Postać główna:
Image
Awatar użytkownika
Jean Lewis
New One
 
Posty: 24
Rejestracja: 22 Maj 2011, o 19:25

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Marko Ramius » 27 Maj 2011, o 12:49

Korelianin z żalem pożegnał się z resztkami swojego piwa. Dobrą stroną utraty trunku był fakt, że Dante miał na reszcie okazję ujrzeć w całej okazałości kobietę dla której siadł w ogóle przy barze. Co prawda to nie on wylał na nią trunek, ale przynajmniej nie będzie musiał szukać powodu do nawiązania rozmowy. Powód znalazł się sam. Maloy jednym płynnym ruchem poderwał się z miejsca i stanął twarzą w twarz z kipiącą gniewem nieznajomą.
- Proszę o wybaczenie droga pani - powiedział gdy miał już miał za sobą gniewną tyradę, którą wygłosiła pod jego adresem kobieta - racz jednak zwrócić uwagę, że to przez własną nieuwagę wylałaś na siebie moje piwo - dodał i uraczył kobietę jednym z uśmiechów, tych z kategorii które niejednokrotnie ratowały go przed pewnym dostaniem w pysk od przedstawicielek płci pięknej. Nie dając nieznajomej okazji do wykonania jakiegokolwiek ruchu Dante ujął jej dłoń i schylił głowę z zamiarem złożenia na jej wierzchu delikatnego pocałunku. Zamiast jednak dopełnić tradycji zatrzymał usta tuż nad wierzchem dłoni, tak aby kobieta poczuła na skórze ciepło jego oddechu. Wszystko to nie trwało nie dłużej niż trzy sekundy - przemytnik kolejnym płynnym ruchem wyprostował się i uwolnił dłoń kobiety z delikatnego uścisku.
- Dante Maloy, do pani usług - przedstawił się z lekkim uśmiechem na ustach i utkwił spojrzenie w oczach kobiety ciekaw jej reakcji.
Postać główna:
Image
Postaci poboczne:
Image
Image
Awatar użytkownika
Marko Ramius
New One
 
Posty: 198
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 15:57

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jean Lewis » 27 Maj 2011, o 17:37

Lewis czując oddech nieznajomego na swojej dłoni, poczuła się dość niezręcznie. Starała się ze wszystkich sił opanować wstępujące na policzki rumieńce.
'Opanuj się kobieto!' - strofowała się bezgłośnie.
- Jean Lewis - odrzekła, nie spuszczając wzroku z twarzy nieznajomego.
W całym tym ambarasie, zapomniała o otrzymanej przed momentem wiadomości. Wykonując kilka kroków wstecz, tak aby tym razem o nic nie zahaczyć wyciągnęła z kieszeni komunikator.
' Zanim cokolwiek zrobisz, przemyśl to dwa razy, bo ktoś może ucierpieć ' - po jej ciele przebiegły ciarki. Poczuła się tak jakby dostała obuchem w głowę. Szumiało jej w uszach i oczy zaszły mgłą. Nogi się pod nią ugięły i prawie osunęła się na podłogę..
Postać główna:
Image
Awatar użytkownika
Jean Lewis
New One
 
Posty: 24
Rejestracja: 22 Maj 2011, o 19:25

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Mistrz Gry » 29 Maj 2011, o 19:57

- Dziennika NRD? No, no – detektyw łyknął zawartość szklanki, wycierając wierzchem dłoni usta – ilu z was za mną nie przepada, to już nie zliczę – uśmiechnął się.
Kiedy chciał dalej ciągnąc dyskusję, która mogła być dla niego owocna, gdyż tej dziennikarki nie znał, a nóż, mógł wyciągnąć od niej całkiem intratne informacje, obok przysiadł się młody mężczyzna. Lawina wydarzeń z wylanym trunkiem, irytacją kobiety, jak również, o zgrozo, szarmanckiej reakcji wcale niebrzydkiego faceta, wręcz zmierziła Reeda.
Coś musiało się stać, gdy po chwili dziennikarka ni z tego, ni z owego wstała i wyciągając jakieś niewielkie urządzenie, które nie mógł rozpoznać detektyw ze względu na słabe oświetlenie, zamarła. Stojąc tak przez moment, nie zwróciła uwagi, że jakiś podstarzały bywalec kantyny lekko ja popchnął, mamrocząc coś pod nosem.
- Coś się stało, panno Lewis? Wszystko w porządku? – zapytał zatroskanym głosem detektyw, wpierw spoglądając pogardliwie na Maloy’a. – Może pani usiądzie i powie, co się stało?


Chwilowe zastępstwo Popka, do momentu jego powrotu. Y.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6201
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jean Lewis » 29 Maj 2011, o 20:57

Jean starała się ogarnąć.
Po tym co przeczytała przed momentem na ekranie, straciła wszystkie złudzenia. Wiedziała, że sama nie poradzi sobie z ciężarem, który spoczywał już tak długo na jej barkach.
Miała świadomość tego, że ostatecznie jest tylko kobietą, wątłą, delikatną, kruchą. Zwykłą dziennikarką, wdową, zrozpaczoną matką.
- Nie jest w porządku ... - zaczęła, spoglądając z zatrwożonym wzrokiem na dwie pary, wpatrzonych w nią, męskich oczu.
- Nie jest w porządku odkąd zostałam samotną matką. Odkąd mój mąż wyjechał z zamiarem szybkiego powrotu. A zamiast jego powróciły tylko jego rzeczy i wieści, że nie żyje... a potem one ... - przerwała potok swych słów. Kantyna pustoszała, na zewnątrz zaczynało już świtać. Lewis czuła presję czasu, od tego momentu liczyła się każda godzina, a wręcz każda minuta. Jej instynkt podpowiadał jej, że dzieci wciąż żyją. Czekają na swoją matkę, na swojego jedynego rodzica, w którym pokładają wszelkie nadzieje.
Jean nie miała wyboru..
- Potrzebuje pomocy ... - rzekła bardzo cicho, spoglądając wymownie najpierw na dziennikarza a potem na Dantego.
Postać główna:
Image
Awatar użytkownika
Jean Lewis
New One
 
Posty: 24
Rejestracja: 22 Maj 2011, o 19:25

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Marko Ramius » 30 Maj 2011, o 13:40

Dante wciąż przyglądał się Jean. Patrzył jak po zrobieniu kilku kroków w tył kobieta wyciąga coś z kieszeni by chwilę później nieomalże zemdleć. Już miał ruszyć jej z pomocą gdy z zamiaru tego wyrwał go głos mężczyzny towarzyszącego Lewis. Maloy rzucił okiem w jego stronę akurat w momencie gdy ten obdarzył go pogardliwym spojrzeniem. Przemytnik odpowiedział nie mniej pogardliwym uśmiechem i opanował dziką chęć przefasonowania facetowi buźki. W duchu pogratulował sobie tego gdyż słowa Jean utwierdziły go tylko w przekonaniu, że postąpił słusznie. Wysłuchał tego co miała do powiedzenia i nim jej obmierzły towarzysz zdążył wyjąkać choćby słowo, podszedł do kobiety i delikatnie położył jej dłoń na ramieniu:
- Bardzo mi przykro z powodu twojego męża - powiedział po raz pierwszy od bardzo dawna szczerze - proszę powiedz mi czego potrzebujesz. Transportu? Pieniędzy? Informacji? Wiem, że poznaliśmy się dopiero kilka chwil temu i nie wiesz na mój temat nic oprócz tego jak się nazywam, ale obiecuje, że postaram ci się pomóc jak tylko zdołam.
Podczas wygłaszania tej krótkiej mowy Maloy nieprzerwanie patrzył w oczy kobiety. Poczucie straty i ból który z nich bił poruszył serce przemytnika po raz pierwszy od bardzo dawna. Przemytnik potrafił zrozumieć co oznacza utrata kogoś bliskiego. Co prawda był sierotą. Nie znał swoich rodziców ale w końcu znalazł się ktoś kogo Dante mógł nazywać ojcem. Kapitan O'Neal. Ale teraz i on nie żył. Korelianin skrzywił się w duchu na wspomnienie śmierci swojego przyszywanego ojca, lecz jego wyraz twarzy wciąż pozostawał niezmienny. Mężczyzna odepchnął od siebie bolesne wspomnienia i uśmiechnął się zachęcająco i ciepło:
- Zaufasz mi, Jean?
Postać główna:
Image
Postaci poboczne:
Image
Image
Awatar użytkownika
Marko Ramius
New One
 
Posty: 198
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 15:57

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Mistrz Gry » 30 Maj 2011, o 14:29

Reed ponownie spod byka zerknął na Maloy’a. Ten chłopak go irytował. Młodszy, bardziej przystojny, to jedno. Cóż, detektyw nigdy nie lubił konkurencji, jednak teraz ważniejsze były interesy.
Flyn miał długi, wiec liczył się każdy pieniądz, każdy klient.
A dziennikarka na pierwszy rzut oka nie wyglądała na bogatą, jednak nawet i te kilkadziesiąt kredytów poratowałoby mężczyznę. Chociaż na kilka następnych dni, dopóki nie znalazłby bardziej intratnej roboty. Ale już po chwili światełko w tulu rozjaśniało – miała bogatego męża i szukała dzieci. A na sprawach rodzinnych zawsze można nieźle zarobić, a klient jest w stanie wyskrobać kredyty nierzadko w bardzo dziwny sposób. Sposób, na który wcześniej nie zdołali się zdobyć.
Jednak nowopoznany chłopak był czarujący, na swój obrzydliwy sposób. I jeszcze kiedy zaproponował jej pomoc, perspektywa zarobienia niemałej sumy, oddalała się. Reed nie sądził, że chłopak może albo mu przeszkadzać, albo, co gorsza, samoistnie zgarnąć pulę kredytów wdowy. QA nie mógł sobie na to pozwolić i ryzykować w ten sposób.
Postanowił zaryzykować winny i postawić wszystko na jedną kartę.
- Widzę, że masz kłopoty, że kogoś szukasz. Lepiej nie mogłaś trafić – uśmiechnął się najserdeczniej, jak potrafił. – Jestem detektywem i mogę ci pomóc. – Tu przerwę na chwilę, zastanawiając się, co dalej powiedzieć. – Nie będę ukrywał, że nie za darmo. Mam doświadczenie, kontakty i pragnę jedynie ubić wspólny interes, a nie – tu spojrzał na Dantego – wdawać się w romanse, mając ukryte i niezrozumiałe zamiary. Zdaj się na mój nos, ten chłopak jest dziwnie podejrzany, więc z nim nie będę w ogóle współpracował. Wybieraj, pani Lewis.
Kiedy skończył, poczuł, ze poleciały mu strużki potu pod pachami. Miał nadzieję, że przekonał kobietę i że już niebawem spłaci część długów.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6201
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jean Lewis » 30 Maj 2011, o 15:30

Jean była zaskoczona odpowiedziami mężczyzn. Nie spodziewała się, że przyjdzie jej wybierać spośród tych, którzy będą kiedykolwiek oferować pomocną dłoń.
Spojrzenie Dante'go emanowało czułością i troską. Detektyw natomiast, korcił swymi kontaktami i znajomością tematu.. Lewis nie miała wątpliwości którego z nich wybrać..
- Panie Reed ... - zaczęła.
- Być może faktycznie, pańskie wpływy i znajomości byłyby pomocne, jednak proszę zwrócić uwagę, że pan Dante nie stawia mnie pod ścianą i nie każe dokonywać wyboru, w takim momencie ... Przypuszczam, że gdybym mogła wybrać was obu, Maloy nie miałby mi tego za złe... - spuściła na chwilę głowę, by dokończyć :
- W takiej sytuacji w jakiej się znalazłam, pieniądze dla mnie nie mają znaczenia, proszę mi wierzyć, że stać mnie na zatrudnienie co najmniej pięciu takich jak pan. Ale wolę te pieniądze przeznaczyć na to, aby brać czynny udział w tych poszukiwaniach. Siedzenie w domu i rozmyślanie o tym, czy moje dzieci jeszcze żyją... niszczy mój umysł i nie pomoże w ich odnalezieniu. - zakończyła, po czym dopiła swój napój.
- Dobrymi chęciami, schody do piekła są wybrukowane panie Reed. - rzekła wstając z krzesła.
- Ruszamy panie Maloy? po drodze opowiem panu na czym stoimy. -
Postać główna:
Image
Awatar użytkownika
Jean Lewis
New One
 
Posty: 24
Rejestracja: 22 Maj 2011, o 19:25

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Marko Ramius » 30 Maj 2011, o 19:55

Dante choć pozornie nie zwracał uwagi na gadkę detektywiny, tak na prawdę chłonął każde jego słowo. Po zachowaniu mężczyzny mógł stwierdzić jedno - facet czuł się zagrożony. Maloy pozwolił sobie na leciutki uśmiech i wysłuchał słów kobiety. Widać argumenty oferującego swe usługi nie przekonały jej... a może to urok osobisty przemytnika? Chwilę później korelianin wyprowadził się z błędu. Przejechanie dłonią po policzku przypomniało mu, że nie golił się od dobrego tygodnia. Zanotował w pamięci, że pierwszą czynnością po powrocie na pokład 'Śmiałka' będzie porządna toaleta. Tak czy siak na plus zaliczył fakt iż Jean nie przeraził jego widok. Zapewne teraz bardziej przypominał okolicznego obszczymurka niż koreliańskiego zawadiakę. Tak czy siak ucieszony, że kobieta wybrała jego pomoc powiedział:
- W takim razie ruszajmy. Dziękujemy za ofertę pomocy panie Reed - tu zwrócił się do siedzącego przy kontuarze baru mężczyzny. Odwrócił się w jego stronę i oszczędnie skinął głową na pożegnanie. Gdy odwracał się na powrót ku Jean ni to specjalnie ni przypadkiem, wyćwiczonym ruchem ręki odsunął poł płaszcza ukazując dyndający swobodnie w kaburze pistolet blasterowy DL-44. Czynność nie trwała długo jednak przemytnik był pewien, że detektyw Reed zrozumie aluzję.
- Proszę przodem pani Lewis - powiedział przepuszczając kobietę ku wyjściu - i jeszcze jedno. Nie jestem żadnym panem, samo Dante w zupełności wystarczy - mruknął na dokładkę i posłał kolejny ciepły uśmiech strapionej towarzyszce.
Postać główna:
Image
Postaci poboczne:
Image
Image
Awatar użytkownika
Marko Ramius
New One
 
Posty: 198
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 15:57

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jean Lewis » 30 Maj 2011, o 21:13

Jean kierując się w stronę swojego śmigacza, czuła przypływ pozytywnej energii.
Otwierając bagażnik, rzekła do swojego towarzysza :
- Więc Dante, skoro mamy razem rozwikłać tą sprawę, musimy ustalić kilka rzeczy. Myślę, że wiele nam to ułatwi ... - uśmiechnęła się, przerzucając rzeczy z tylnego siedzenia do bagażnika.
- Po pierwsze, faktycznie mówmy sobie po imieniu, Jean - wyciągnęła rękę do Dante'go.
- Po drugie postarajmy się w miarę możliwości być ze sobą szczerzy, uważam, że podstawą jakikolwiek relacji międzyludzkich jest szczerość i otwartość. I właśnie ze względu na to, chciałabym abyś miał świadomość, że głównym powodem, dla którego rozpoczynamy tą eskapadę, jest zaginięcie moich dzieci. Nie zamierzam nawiązywać żadnych bliższych, bądź też bardzo bliskich relacji z płcią przeciwną ... jeśli rozumiesz, co mam na myśli.. - Lewis nie była dobra w takich przemówieniach. Rozum podpowiadał jej słowa na język, zaś serce głośno protestowało. W końcu ono znało ją najlepiej i wiedziało, że trudno jej przyznać się przed samą sobą, jak bardzo tęskni za silnymi, męskimi ramionami, w których mogłaby zasypiać i budzić się każdego ranka. Mężczyzny - towarzysza rozmów, powiernika sekretów i problemów. Wiedziała, że jej mąż, chciałby aby na nowo ułożyła sobie życie, by ich dzieci miały nowego ojca, który będzie z nimi spędzał możliwie tyle czasu, co on sam im poświecił.
Dziennikarka spojrzała na Maloy'a oczekując jego reakcji. Zarost, którego co pewien czas dotykał musiał mieć kilka dni. Pewnie sympatycznie drapałby, gdyby jego twarz znalazła się na jej brzuchu.. bądź też, nieco wyżej ..
Wsiadając do swojego okurzonego śmigacza i zajmując miejsce pasażera, wygodnie rozsiadła się w fotelu i krzyknęła do Dante'go :
- No mój kolego, ja już swoje wyjeździłam, dlatego chętnie zajmę to miejsce, a tobie pozwolę poprowadzić moje maleństwo.. tymczasem opowiem ci na czym stoimy - jej uśmiech był bardzo promienny. Albo doskonale się maskowała, albo towarzystwo mężczyzny działało na nią wręcz kojąco.
- Wszystko zaczęło się 5 lat temu, kiedy zginął, a właściwie został brutalnie zamordowany mój mąż David. Był czynnym aktywistą, którzy przeciwstawiał się rządom Imperialnym. Delikatnie mówiąc, nie potrafił trzymać swoich emocji na wodzy i zaszedł wielu za skórę.. David, był wspaniałym ojcem... - tu przerwała na moment, spoglądając w szybę i starając się zapanować nad łzami.
- Samo wspomnienie, uśmiechu całej trójki, kiedy wracali z podwórka po meczu, zapasach, czy kiedy usypiał ich do snu .. Doskonale radził sobie z dziećmi, nie miały przed nim sekretów, dogadywali się bez słów.. Można by rzec, że byliśmy idealną rodziną, dopóki nie wydarzyła się ta tragedia, która pociągnęła za sobą niewłaściwe sznurki, w rękach niewłaściwych ludzi.
David, zostawił po sobie ogromną spuściznę, nie tylko w postaci rzeczy materialnych .. Kiedy Imperialni wpadli na trop dokumentów, zdjęć itp. i zdali sobie sprawę, że to wszystko należy teraz do dwójki nieletnich i zrozpaczonej wdowy, postawili sobie za cel dopisanie tego majątku do listy rzeczy 'swoich'.
A jak najprościej się za to zabrać?
Mary i Jose wracali ze szkoły, słonecznym popołudniem. Za rogiem naszej ulicy, dosłownie 3 minuty od domu... porwali ich. Ze względu na swoją i męża pozycję mogłam przyśpieszyć całą procedurę rozpoczęcia poszukiwań, przez policję. Dodatkowo mam tam sporo znajomych, jeden z nich był mi winien przysługę.. jednak 2 miesiące pracy śledczych nie przyniosło rezultatów. Moje dzieci nadal są w łapach tych drani i wiem, że oni nie odpuszczą, dopóki nie dostaną spuścizny David'a.
A ja .. obiecałam, że tak się nie stanie, że to będzie ostateczność. - zakończyła swoją opowieść Jean.
Postać główna:
Image
Awatar użytkownika
Jean Lewis
New One
 
Posty: 24
Rejestracja: 22 Maj 2011, o 19:25

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Marko Ramius » 31 Maj 2011, o 00:49

Korelianin wyszedł z lokalu na nową towarzyszką. Dopiero teraz miał okazję przyjrzeć jej się uważniej... i musiał stwierdzić, że Jean bez większych problemów biła na głowę praktycznie wszystkie napotkane do tej pory przez niego kobiety. Nie mógł stwierdzić tego na pewno ale obstawiał, że była w wieku korelianina, może odrobinę starsza. Przemytnik złapał się na tym, że jego wzrok mimowolnie wędruje ku poruszających się hipnotyzująco, mile zaokrąglonych biodrach. Nie małym wysiłkiem woli Maloy zmusił swoje oczy do patrzenia wyżej, wbił spojrzenie w plecy Jean i szedł za nią do zaparkowanego nie daleko 'Cichego Joe' śmigacza. Niezłe cacko - pomyślał podziwiając opływowe kształty maszyny. Dante wysłuchał słów kobiety i uśmiechnął się po raz kolejny.
- Nie musisz się obawiać Jean - rzekł i uścisnął lekko wyciągniętą dłoń kobiety - potrafię oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych - dodał. W myślach jednak doszedł do wniosku, że tym razem niezwykle trudno będzie mu wznieść się ponad żądze ciała. Musiał sam przed sobą przyznać się, że osoba dopiero co poznanej kobiety przyciągała go niczym magnes. Jak można by inaczej wytłumaczyć bezinteresowną pomoc, którą kilka minut temu zaproponował kobiecie o której praktycznie nic nie wie. No tak, motywował to dobrze sobie znanym uczuciem straty, ale nie mógł okłamywać samego siebie i wmawiać, że to był jedyny motyw. Gdy Jean zaproponowała mu pilotowanie korelianin wzruszył jedynie ramionami i nie zawracając sobie głowy otwieraniem drzwi wehikułu wskoczył bezpośrednio na fotel kierowcy. Utrzymywany na repulsorach pojazd zakołysał się pod jego ciężarem by chwilę później zastygnąć w bezruchu. Przynajmniej do czasu zanim Dante uruchomi jednostkę napędową śmigacza. Silnik zamruczał niczym togoriański kociak i gdy Maloy zwiększył odrobinę moc pojazd Lewis pomknął przed siebie niczym wystrzelony z procy. Prowadzony wprawną ręką pilota przemierzał kolejne ulice miasta a w tym czasie Jean kontynuowała opowieść. Korelianin pokiwał głową w zadumie. Wszyscy wiedzieli jak kończy się prędzej czy później zbyt ostentacyjne sprzeciwianie się Imperium. Przemytnik nie mógł być zaskoczony faktem iż Jean miała rodzinę. Mąż, dzieci, spokojne życie... Poczuł lekkie ukłucie zazdrości. Oto miał obok siebie osobę, która zażyła tak wiele w swoim życiu. Tak jak i tych dobrych, tak też tych złych. A jak sprawa miała się z Dante? Co tak na prawdę w życiu osiągnął? Nic. Żył z dnia na dzień, nie myślał o przyszłości. Miało to swoje plusy jaki i minusy. Teraz z biegiem lat jednak, korelianin zaczynał widzieć coraz więcej minusów... a raczej same minusy. Bezwiednie pilot dodał gazu i przemykał pomiędzy innymi członkami ruchu z coraz mniejszym zapasem odległości. Odetchnął głęboko i zmusił się do spokoju i słuchania snutej przez Jean opowieści. Wieść o porwaniu dzieci również nie zdziwiła go zbytnio. Jeżeli informacje zgromadzone przez Davida Lewisa na prawdę były istotne nie można było wykluczyć ingerencji w sprawę Wywiadu Imperialnego. Opieszałość policji jak i brak postępów w śledztwie były niestety zrozumiałe. Nawet rząd Korelii nie chciał mieć na pieńku z Imperium. Szczególnie w świetle wojny, którą Imperium ostatnio prowadziło nadspodziewanie sprawnie. Dantego zdziwił jednak brak jakichkolwiek żądań ze strony porywaczy, szczególnie skoro informacje były tak ważne, że imperialni posunęli się do porwania. Coś mi tu śmierdzi - pomyślał - i to bardzo brzydko. Gdy Jean skończyła mówić milczał przez moment aby w końcu powiedzieć:
- Cóż, sprawa nie będzie łatwa. Skoro informacje, które zgromadził David są tak istotne dla Imperium nie myślałaś może o próbie skontaktowania się z Republiką? - zapytał. Pokierował śmigaczem tak, że po dobrych 15 minutach lotu okrężną drogą dotarli wreszcie do lądowiska gdzie Maloy pozostawił swój frachtowiec YT-2400. Dante zaparkował się na pobliskim wyznaczonym do tego miejscu i wysiadł z pojazdu. Skinął na Jean i powiedział:
- Myślę, że nasze poszukiwania powinniśmy zacząć od poszukania kilku informacji w sieci. Mój mały współpracownik będzie idealnie nadawał się do tego zadania - mruknął uśmiechając się i mając na myśli swojego astromecha R2-N8. Podszedł do drzwi śmigacza z drugiej strony i uprzejmie pomógł kobiecie wysiąść z wehikułu. Następnie poprowadził ją w głąb lądowiska i wprowadził na pokład z pozoru rozklekotanego frachtowca.
- Niech cię nie zwiedzie wygląd 'Samotnika'. Może i wygląda jak kupa złomu ale prędkością i siłą ognia dorównuje nie jednej nowszej jednostce - mruknął i od razu skierował się ku kokpitowi. Tam też znalazł swojego robota astromechanicznego czekającego na powrót pana. Neight powitał korelianina kilkoma świergotliwymi dźwiękami. Maloy poklepał go lekko po kopułce i rzekł:
- Neight będę potrzebował twojej pomocy. Musisz połączyć się z komputerem kosmoportu i poszukać kilku informacji - przerwał na moment i sprecyzował o co chodzi - Postaraj się poszperać w policyjnych rejestrach i znaleźć wszelkie informacje na temat Jean, Davida, Mary i Jose Lewis. Raporty, doniesienia, wszystko co uznasz za stosowne - droid świergotliwie przyjął polecenie i podtoczył się do portu danych. Wiedząc, że wyszukiwanie - jeśli w ogóle uda się coś znaleźć - zajmie trochę czasu zaproponował Jean siedzenie drugiego pilota a sam tak jak sobie zamierzył udał się do modułu łazienkowego gdzie wreszcie zgolił zbyt długą brodę. Pozostawił sobie jedynie typowy dla siebie, krótki zarost i kilka minut później wrócił do kokpitu z dwoma zrobionymi kilka chwil wcześniej kubkami stymherbaty. Usiadł ciężko w swoim wysłużonym fotelu pilota i powiedział:
- Jak się domyślam wiesz już kim jestem] - zrobił krótką pauzę i upił łyk gorącego napoju - i mam nadzieję, że nie przeszkadza ci, że jestem prostym pilotem zajmującym się przewożeniem różnych towarów - dodał i mrugnął do Jean z porozumiewawczym uśmiechem na ustach. Liczył na domyślność kobiety w tej sprawie i żywił głęboką nadzieję, że pranie się 'przewozem różnych towarów' Jean nie uzna za zbrodnię przeciw ludzkości lecz za zwykły sposób na utrzymanie się w tej parszywej galaktyce. Tak czy siak wszystko miało się wyjaśnić dopiero kilka minut później...
Dante Maloy i Jean Lewis Przenosza się do [Ryloth] - Czasami przeszłość lepiej zostawić za sobą
Postać główna:
Image
Postaci poboczne:
Image
Image
Awatar użytkownika
Marko Ramius
New One
 
Posty: 198
Rejestracja: 26 Kwi 2010, o 15:57

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jerry O'Connor » 19 Sty 2013, o 21:35

Áine O’Fey.

Dziewczyna szybkim krokiem weszła do kantynty. Drzwi zatrzasnęły się za nią z hukiem. Nie zwracając uwagi na te wszystkie spojrzenia. Szybko znalazła się przy barze.
-Jedno piwo - rzuciła roztrzęsiona - albo w sumie, to ze trzy.- dodała. Barman nalał butelkę piwa do kufla, stawiając obok dziewczyny otwieracz do kapsli.
Roztrzęsione ręce sięgnęły do kieszeni. Áine rzuciła na blat ostatnie posiadane kredyty.
Tak, była kompletnym bankrutem. Pozostało jej mieszkanie, trochę ciuchów, zestaw hazardzisty (znaczone karty, specjalne kosci) no i statek. Zastanawiała się nawet chwilę nad sprzedażą mieszkania. Mogłaby zamieszkać na statku, ale na pieniądze można czekać dużo czasu.
Sprzedaż statku natomiast nie wchodził w rachubę. Był to jej najlepszy sposób zarobku. Dodatkowo był bardzo pewny.
Można było jeszcze grać w karty lub baiwć się w fałszerstwo, ale to groziło aresztowaniem, bądź pogrążeniem się jeszcze bardziej.
Áine widziała wiele alternatyw, ale nie potrafiła się skupić na rozważaniu żadnej z nich. Tak więc chwyciła resztki pieniędzy w dłoń, weszła na pokład statku i popędziła na Korelię. Dlaczego tak daleko? Otóż nie chciała się budzić na planecie, która dała jej wszystko, żeby potem to odebrać.
Co zaś się tyczy miejsca w jakim była, to chciała utopić smutki w alkoholu. Nigdy nie miała mocnej głowy, toteż parę butelek powinno wystarczyć.
Nie śpieszyło się jej jednak z piciem. Powolnymi łykami opróżniała kufel. Z trudem utrzymywała szklane naczynie w dłoniach, była roztrzęsiona. Paradoksalnie przybycie do kantyny pobudzało wspomnienia. Kobieta wiedziała jednak, że to niedługo się zmieni. Wystarczyło tylko poczekać, aż złocisty napój zacznie działać jak powinien.
Image

42522853 - numer GG, pisać tylko w nagłych wypadkach.
Awatar użytkownika
Jerry O'Connor
Gracz
 
Posty: 123
Rejestracja: 2 Lip 2012, o 15:19
Miejscowość: GingerLand

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Mistrz Gry » 22 Sty 2013, o 23:29

-Chodzi o mężczyznę, prawda? - odezwał się barman opierając się o ladę naprzeciwko kobiety. Jeśli kiedykolwiek wcześniej była w tej knajpie, mogła zdawać sobie sprawę z tego, że nie ma przyjemności z właścicielem lokalu, a jednym z jego pracowników. Na oko był krótko po trzydziestce, miał krótko przystrzyżone brązowe włosy i przykuwając wzrok, zielone oczy. - Jeśli jakikolwiek facet doprowadza kobietę do takiego stanu, by przyszła do baru i zaczęła pić... to znaczy, że nie jest jej wart, proszę pani.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6201
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jerry O'Connor » 23 Sty 2013, o 21:15

Dziewczyna uniosła wzrok znad kufla słysząc głos barmana. Zdziwiło ją jego zainteresowanie, chociaż raczej powszechne było przekonanie, że barmani zajmują się pocieszaniem upijających się klientów.
Nie cieszyła się jednak z tego. Nie przyciągnęła go jej osoba, ale jej rozpacz. Nie ma nic gorszego. Ale barman nie miał złych chęci, wręcz przeciwnie. Próbował ją pocieszyć, ale nie dało to dużo. Áine wypiła jedynie kolejny łyk. Uznała, że cisza trwa zbyt długo. Bądź co bądź wypadało się odezwać. Ot tak, byle tylko "odbębnić" rozmowę i nie wypaść na gburowatą osobę.
-Nie jest jej wart... a może to ona nie jest warta jego? Nie była w stanie wyczuć jego oszustwa, przewidzieć pewnych problemów. Zawsze jest druga strona medalu. Nie można obwiniać tylko kogoś, lub tylko siebie. W każdym działaniu udział ma więcej niż jedna osoba, czasem nawet minimalny, ale znaczący- powiedziała i dopiła piwo z kufla do końca - Przepraszam, po piwie zaczynam mówić dziwne rzeczy- dodała z lekkim, wymuszonym uśmiechem - Mam pytanie...- zaczęła. Najpierw chciała zapytać się, czy mają stół do sabaka. Jednakże wydało się jej to bez sensu. Nie miała pieniędzy, żeby zagrać chociaż jedno rozdanie- Nie ma tutaj jakiejś roboty?- oczywiście dziewczyna nie szukała czegoś koniecznie legalnego. Nie mogła jednak tego powiedzieć wprost, bo nie każdy barman propagował takiego typu prace.
Image

42522853 - numer GG, pisać tylko w nagłych wypadkach.
Awatar użytkownika
Jerry O'Connor
Gracz
 
Posty: 123
Rejestracja: 2 Lip 2012, o 15:19
Miejscowość: GingerLand

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Mistrz Gry » 24 Sty 2013, o 14:16

Barman wiedział kiedy za język gości nie ciągnąć - i choć wypowiedź kobiety go zainteresowała - postanowił dać jej spokój i nie kontynuować tematu. Zwłaszcza, że jeszcze bardziej zaintrygowało go pytanie o jakąś pracę. Zmierzył Aine od stóp do głów, jej wygląd połączył z niejasnym tłumaczeniem kłopotów i doszedł do wniosku, że wie o co chodzi.
-To nie tego typu lokal - wyjaśnił spokojnie. - Myślę, że łatwiej byłoby ci znaleźć klientów gdzie indziej. A najlepiej, rzuć to zajęcie w cholerę i poszukaj innej pracy - dodał tonem, być może nieco mentorskim, ale pozbawionym nuty nagany.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6201
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Korelia] Kantyna 'Cichy Joe'

Postprzez Jerry O'Connor » 24 Sty 2013, o 18:59

Dziewczyna z początku nie zrozumiała, o co barmanowi chodzi. Jednakże po chwili uderzyła ją przerażająca myśl.
- Czy on właśnie... czy ja naprawdę tak wyglądam?- pomyślała. Odstawiła więc kufel i wyrzuciła z siebie jedno, proste zdanie:
-Nie jestem dziwką, jeżeli o to Ci chodzi.- zdziwiła ją własna bezpośredniość, ale w sumę postawiła sprawę jasno. Głupio byłoby jej, jeżeli barman miał na myśli coś zupełnie innego, tak więc nawet nie czekając zaczęła -Mam na myśli transport. Mam statek, mogę kogoś przerzucić na jakąś planetę, dostarczyć większy ładunek...- dorzuciła. Nie wspomniała ani słowem o przemycie, bo mężczyzna stojący za ladą zdawał się nie pochwalać... pewnych praktyk.
Image

42522853 - numer GG, pisać tylko w nagłych wypadkach.
Awatar użytkownika
Jerry O'Connor
Gracz
 
Posty: 123
Rejestracja: 2 Lip 2012, o 15:19
Miejscowość: GingerLand

PoprzedniaNastępna

Wróć do Korelia