Content

Taris

[Taris] To jednak nie szczury...

Image

[Taris] To jednak nie szczury...

Postprzez Mistrz Gry » 4 Wrz 2012, o 18:44

Chaxu'ellenc posłał serię prosto w klatkę piersiową nadbiegającego w jego stronę stworzenia. Blady mutant z głośnym skowytem bólu zaplątał się we własne nogi i przewrócił na twarz przejeżdżając z rozpędu po mokrej posadzce prawie dwa metry i zatrzymując się dopiero przed Wookiem.
-Następne na szóstej! - krzyknął stojący obok niego żołnierz obracając się do tyłu i długą serią skosił kolejne z nadbiegających potworów.
-Na górze! Uwaga na górę!
-Nie utrzymamy się!


Pół godziny wcześniej...
Starszy kapral Chaxu'ellenc. Brzmiało nieźle, biorąc pod uwagę, że z Mgły odchodził jako zwykły kapral, a później skierowano go typowo frontowych jednostek, by ostatecznie trafił na Taris, gdzie od czasów pamiętnej bitwy o planetę nie wydarzyło się nic ciekawego.
Oprócz tego, że od kilku lat miejscowi cały czas powtarzali te bajki o pladze rakghouli w ruinach Podmiasta i kanałów. Początkowo nawet fajnie się tego słuchało, pojedyncze zaginięcia żołnierzy nadawały opowieści smaczku, ale na dłuższą metę stawało się nudne.
Teraz zaś, kazano mu poprowadzić siedmioosobową drużynę, która wybierze się do ruin i sprawdzi kolejne doniesienia o obecności mutantów.
-Gotowi do wymarszu? - sierżant Baker, półczłowiek-półzabrak poklepał Wookiego po ramieniu. - Pamiętaj, zjedziecie do Podmiasta w sektorze E21, poszukacie zejścia do kanałów i rozejrzycie się w poszukiwaniu naszych legendarnych rakghouli, które okażą się, jak znam życie, bandą gammoreańskich łowców niewolników. Niższe rejony to jedna wielka ruina, więc uważajcie, by wam się dach na łeb nie zawalił. Jakieś pytania?

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] To jednak nie szczury...

Postprzez Chaxu'ellenc » 12 Wrz 2012, o 00:04

Koleje losu znowu przyprowadziły wookiego na Taris. Chaxu, niedawno awansowany z powodów których do końca nie rozumiał, dostał za zadanie dowodzenia sześcioosobową drużyną żółtodziobów. Dla większości z nich był to pierwszy wypad z koszarów. Troje szeregowych: dwaj ludzcy bliźniacy, których starszy kapral rozróżniał jedynie po zapachu, a w ułatwieniu i tak zawsze wysyłał ich razem oraz zabrak, sprawiający wrażenie chętnego do dezercji przy najbliższej, nadarzającej się ku temu okazji. Dwójka kaprali: rodiański inżynier i sullustanski saper. Ostatnim członkiem zespołu jest Twi'lekanka - medyk. Tylko ona przypadła zdystansowanemu wookiemu do gustu.

Chaxu'ellenc rozglądnął się po towarzyszach, jedynie na twarzy zabraka zdało się wyczytać nieumiejętnie skrywany strach.
- Chyba żadnych, sir.
- No to ruszajcie w drogę. Kilometr na zachód stąd macie sprawdzone przez nasz wywiad wejście do kanałów. Cokolwiek tam znajdziecie, to zadbajcie o to, aby więcej nie nękało tutejszych obywateli. Czy wyraziłem się jasno?
- Tak jest, sir! - odpowiedzieli z większym lub mniejszym entuzjazmem. Sierżant Baker odsalutował i poszedł w swoją stronę.
- Skoro to tylko kilometr, to się przebiegniemy. Bliźniaki na spicy. Ty, szeregowy, trzymasz się mnie. Reszta w środek. Może uda nam się pobić rekord koszar.

Po paru minutach intensywnego biegu dotarli na miejsce wskazane przez sierżanta Bakera. Wejściem okazał się metrowej szerokości wylot wentylacyjny.
- Dobra, teraz ja wejdę pierwszy. Cokolwiek tam jest, na pewno zostało spłoszone przez wasze sapanie, kapralu - dodał zwracając się w stronę inżyniera.
- Ostatni raz tyle biegałem na szkoleniu. W ogóle nie rozumiem na co podczas tej akcji inżynier.
- Nie ja ustalałem skład zespołu, ale mi też się to nie podoba. Odpocznij chwilę i wejdziesz ostatni. Reszta odczekajcie minutę aż zejdę i zróbcie to samo.
rodzi lęk, ale wciąga jak narkotyk
Chaxu'ellenc
Ryan Azyl
Paradoks dwóch łowców.
Awatar użytkownika
Chaxu'ellenc
New One
 
Posty: 187
Rejestracja: 8 Gru 2008, o 20:29

Re: [Taris] To jednak nie szczury...

Postprzez Mistrz Gry » 14 Wrz 2012, o 19:34

Drabinka kończyła się nieco prawie dwa metry nad ziemią, ale dla Wookiego wysokość ta nie była żadnym wyzwaniem. Chaxu'ellenc zgrabnie wylądował na lekko zgiętych kolanach w płytkiej kałuży. Tunel z półokrągłym sklepieniem, w którym się znalazł był na tyle szeroki, że trzech dorosłych mężczyzn mogło, będąc wyprostowanym, iść obok siebie. Gęsty mrok rozjaśniało jedynie światło latarki umieszczonej pod lufą karabinu. Chaxu przesunął promieniem po ścianach, uważnie zaglądając we wszystkie kąty, ale nie znalazł nic alarmującego, a już na pewno zagrażającego życiu.
-To będzie wyjątkowo interesująca wyprawa - powiedział jeden z bliźniaków, gdy znalazł się na dole. Zaraz za nim po drabince zszedł jego brat.
-Przytulnie - powiedział udając, że przez całe jego ciało przechodzą dreszcze. - To musi być kara za to, że ostatnio wymigałem się od czyszczenia latryn. Kanały, kurwa.

Wbrew obawom bliźniaka, w tunelach pod miastem nie chodziło się po kostki w odchodach, a nosa nie zatykał niemożliwy do wytrzymania odór. Owszem, wszędzie pełno było wody, w powietrzu unosił się zapach stęchlizny i było ciemno jak w kosmicznej pustce, ale dawało się wytrzymać - a raczej "dawałoby się", gdyby coś się działo. Jak na razie natknęli się na kilka stworzeń przypominających szczury i to wcale nie takie duże. Nawet nie było warto do nich strzelać.
-Nie świeć mi po oczach, szeregowy - Sullustanin, po kilku minutach gniewnych wzdychań, w końcu trzepnął jednego z bliźniaków w brzuch.
-Wybacz, stary, świecę sobie pod nogi. Nie moja wina, że masz oczy akurat na tej wysokości.
Dwaj bracia i Rodianin wybuchnęli gwałtownym, ale krótkim śmiechem, ale Twi'lekanka jedynie przewróciła oczami nie rozumiejąc co w tym tekście mogło być zabawnego. Właśnie miała się odezwać, by wyrazić swoją opinię na temat ilości szarych komórek w mózgu dowcipnisia, lecz w tym momencie światło latarki Chaxu'ellenca padło na coś interesującego i Wookiee zaciśniętą pięścią nakazał postój. Na szczęście, nikomu nie trzeba było tłumaczyć, by byli cicho.
Tym, co zwróciło uwagę starszego kaprala okazały się zwłoki istoty humanoidalnej, której rasy nie dało się ustalić. Twarz przypominała siny, nadmuchany pęcherz z pustymi oczodołami, klatka piersiowa oraz brzuch były rozerwane, a wokół ciągnęły się co najmniej cztery metry jelit. Na ciele widać było ślady drobnych ząbków, lecz ogólny stan zwłok sugerował, że to nie szczury tak urządziły nieszczęśnika.
-Ohyda - Zabrak najpierw pobladł, a później wyraźnie zzieleniał. Wyraz strachu na jego twarzy wyraźnie sugerował, że chciałby już wyjść na powierzchnię i skłaniał do refleksji na temat tego, dlaczego w ogóle ten nieudacznik się zaciągnął.
-Nie ma sensu ich nawet badać - Twi'lekanka jedynie rzuciła okiem. - Nawet, gdyby nie były tak poszarpane, zbyt długo leżały w wodzie, bym mogła coś powiedzieć na ich temat.
Chcąc nie chcąc, Chaxu'ellenc musiał przyznać jej rację - bez badań materiału genetycznego niemożliwym było ustalenie tożsamości trupa, a wszystko, co mogło wskazać przyczynę śmierci, zostało zniszczone przez ząbki małych padlinożerców i czas spędzony we wodzie. Wookiee podniósł lufę karabinu i światłem z latarki omiótł tunel przed sobą. Kilka metrów dalej leżało ciało w niemal identycznym stanie. Dalej korytarz rozchodził się na trzy odnogi. Środkowa niczym nie różniła się od tunelu, którym podążali dotychczas, lewą blokowały zamknięte drzwi, obok prawej zaś znajdowała się ledwo czytelna tabliczka z napisem "Do przepompowni".
Trzeba było zdecydować, w którą stronę się udać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Taris