Content

Książki

Opowieści z pałacu Jabby - pod redakcją Kevina J. Andersona

Opowieści z pałacu Jabby - pod redakcją Kevina J. Andersona

Postprzez Yarin Lanex » 9 Sie 2011, o 12:44

Aukcje internetowe to jednak fajna rzecz. Za dość przyzwoitą sumę udało mi się zakupić „Opowieści z pałacu Jabby” w całkiem dobrym stanie. Cóż to takiego? Kilkunastu autorów, pod redakcją Kevina J. Andersona, stworzyło przygody wielu postaci, które znamy ze starej trylogii i które miały do czynienia z potężnym Huttem, nierzadko osobiście. Już sam pomysł, by rozwinąć historie osób, które tylko epizodycznie pojawiły się na ekranie, a czasem wręcz jedynie mignęły nam przed oczami, zasługuje na pochwałę. Kolejnym atutem tego zbioru jest to, że większość opowiadań przedstawia tę samą sytuację, ale z punktu widzenia różnych postaci. Niektóre wątki splatają się, rzucając co chwilę inne światło na daną kwestię. To czyni „Opowieści z pałacu Jabby” całością, a nie przypadkowym, tematycznym zlepkiem historii poszczególnych osobników.
Dziewiętnaście opowieści jako całość prezentuje się całkiem przyzwoicie. Oczywiście, jak to w każdym zbiorze, są łakome kąski, przeciętne potrawy, jak i rzeczy nie do strawienia. Wysoki poziom trzyma pierwsze opowiadanie Andersona o opiekunie rancora, Malakilim - skąd wziął się ów jegomość, jak trafił do pałacu Jabby i w jaki sposób potrafił ujarzmić bestię. Również „A zespół grał dalej” Betancourta czyta się naprawdę dobrze. Znani z ekranu muzycy, Max Rebo, Sy Snootles oraz Droopy, chcąc nie chcąc, musieli grać dla Hutta, a ich perypetie zakrapiane nienachalnym poczuciem humoru, dadzą się zapamiętać. Wyróżniającym się spośród pozostałych dziełem, jest oryginalnie napisana opowieść zabójcy, Dannika Jerriko. Anzata wręcz abstrakcyjnie, rzec by można, poetycko, relacjonuje swój dar oraz wykonywany zawód łowcy nagród. Aby mieć pogląd na swoistość tego kawałka, przytoczę jego urywek: „My nie sypiamy. To raczej otępienie, stupor, coś jak koma. Wycofanie się z domeny życia w domenę bezprzytomności, w głębię, ciemności inność, w której moje ciało naprawia się na wszystkich poziomach, jeśli zajdzie taka potrzeba.” Ciekawa odskocznia, zapewniam. Dla fanów Boby Fetta „Taki buhacz” J.D. Montgomery’ego to bezapelacyjnie pozycja obowiązkowa. Nieraz każdy się zastanawiał, jak najsławniejszy łowca nagród w galaktyce wydostał się z zabójczej Jamy Carkoona. Czy przekonuje takie wytłumaczenie oszukania macek Sarlacca? Jakieś musiało być, a te akurat jest całkiem do przyjęcia. Solidnymi pozycjami są również opowieść Ooli, niebieskoskórej twi’lekańskiej tancerki Jabby, „A potem jeszcze kilku” – historia niezbyt rozgarniętego gammorreańskiego strażnika, Gartogga, jak również nie do końca szczęśliwe zakończenie knowań Biba Fortuny we „Wszystkich troskach dnia”. Kompletną pomyłką za to są dwa opowiadania - o Sprośnym Okruszku oraz o EV-9D9. Reszta raczej nie do zapamiętania, ale nie odrzuca i daje szerszy pogląd na drugo i trzecioplanowe postaci z pałacu Jabby.
Może i „Opowieści…” nie wnoszą wiele do świata Star Wars i należy je traktować jako ciekawą odskocznię, to jednak nie żałuję czasu spędzonego z ponad trzystoma stronicami tego zbioru. Nie zraziły mnie lekko przeżółkłe kartki z wydania sprzed dziesięciu lat, ani skromna, jak to często bywa w książkach Ambera, czcionka. Polecam tym, którzy chcą chwycić za coś lżejszego, nie do końca poważnego z gatunku Gwiezdnych Wojen. I niech zakończą tę recenzję słowa 3CPO otwierające zbiór, a skierowane do jego blaszanego kolegi, R2D2: „Gdybym powiedział ci połowę tego, co słyszałem o tym Jabbie, obwody by ci się przepaliły”.
Postać główna:
Image
Postaci poboczne:

ImageImage
Image
__________________________________________________


..najważniejsze jest to, by nigdy nie zawieść samego siebie..
Awatar użytkownika
Yarin Lanex
New One
 
Posty: 717
Rejestracja: 2 Lip 2010, o 20:33
Miejscowość: Gdynia

Wróć do Książki