Content

Opowieści Tom II

Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Image

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 23 Cze 2018, o 19:18

- Dobra, podoba mi się ten plan - zgodził się Marcello ze słowami zmiennokształtnego.
Jednocześnie w oczekiwaniu na dogodny moment do działania obserwował przy pracy Trishę. Szkoda, że ich piąty członek grupy był tak mało wygadany, ale przynajmjiej Mirt nadrabiał go swoją elokwencją. Sam Marcello nie znał się znytnio na niczym, co pomogło by im w podłożeniu przygotowanych ładunków, ale miał chociaż nadzieję, że maszynownia i rdzeń reaktora mimo swojego ogromu będą coś znanego w swojej konstrukcji miały. Wtedy mógłby wskazać reszcie dogodne miejsca na "wielkie bum".
Byli gotowi do ruszenia dalej. W ostatniej jednak chwili przypomniał sobie o planie, jaki miał na ten moment z Noldo. Na chwilę poluzował pancerz na klacie, by małe zwierzątko było w stanie wyjść na zewnątrz. Porg podleciał i usiadł mu na wyciągniętej ręce. Mimo hełmu, który miał na głowie, obydwaj spojrzeli sobie w oczy. Na jego twarzy i na pyszczku zwierzęcia malowała się nić porozumienia i braterstwa. Każdy z nich doskonale wiedział, co musi teraz zrobić, by plan się udał.
- Idź i zrób im sieczkę z tego statku, Noldo - powiedział na odchodne do przyjaciela.
Porg ruszył skrzydełkiem tak, jakby chciał zasalutować i odleciał wgłąb ogromnej komory hangaru. Umówili się już dawno temu, że kiedy Marcello zajmie się reaktorem, Noldo wyrządzi tyle chaosu, ile tylko zdoła. Jego małe rozmiary pozwolą dostać mu się do szybów, niezauważenie uszkodzić bezpieczniki przy amunicji okrętowej w arsenałach i poprzegryzać kable jak na gryzonia przystało. Kiedy robota obydwu się skończy, spotkają się w punkcie ucieczki. To był plan na miarę takiego zespołu, jak oni. Gdy porg zniknął w tłumie, Marcello ruszył razem z resztą ekipy wykonać swoją część zadania.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 327
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Opliko » 7 Lip 2018, o 23:09

Yuu po cichu podążał za innymi starając się głównie nie rzucać w oczy.
Jednak idąc szukał dogodnego miejsca na termodetonator. Ostatecznie je znalazł: w hangarze przechodzili obok niewielkiego otworu wentylacyjnego. Projektanci byli sprytni - był za mały dla jakiegokolwiek człowieka... Ale termodetonator jest znacznie, znacznie mniejszy od człowieka i wszedł tam bez problemu.
Był już wcześniej powiązany ze zdalnym detonatorem i teraz wystarczyło naciśnięcie przycisku by go uzbroić. A kolejne naciśniecie przycisku - tym razem na detonatorze - mogło go wysadzić, lecz oczywiście umbaranin czekał z tym na odpowiedni model.
Jednak podczas podróży okazało się, że praktycznie każdy pomyślał o stworzeniu dywersji. No cóż - im więcej tym lepiej, nie?
Jednak teraz już przyszedł czas na kontynuowanie z głównym zadaniem, które może nawet nie jest niemożliwe.
Będąc tutaj bowiem Yuu nie był zbyt optymistyczny - żadne hologramy czy dane techniczne nie mogły bowiem oddać rozmiaru okrętu. Czy kilka bomb naprawdę mogło by to zniszczyć? W teorii tak, ale w praktyce? Zwykle termodetonatory nawet rozmieszczone losowo mogły poważnie uszkodzić, lub nawet zniszczyć okręt. Tutaj co najwyżej wywołały by wtedy zamęt i trochę spowolniły konstrukcję. Byłoby to jak atak bombowy w dużym mieście - tak, powoduje duże szkody, ale nie jest nawet bliski zniszczeniu miasta.
Rozmieszczając je w odpowiednich miejscach oczywiście można by naprawdę zaszkodzić nawet takiemu gigantowi. Ale czy to wystarczy? Być może. A przynajmniej umbaranin miał taką nadzieję...
Image
Ilość eksplozji przetrwanych przez postać:
Ilość przetrwanych rzutów o ścianę:
Ilość zdrad:
Discord: opliko#0909
Awatar użytkownika
Opliko
Mistrz Gry
 
Posty: 225
Rejestracja: 22 Cze 2016, o 13:59

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 10 Lip 2018, o 11:20

Platformy transportowe mknęły tunelem biegnącym wzdłuż kadłubu. Minęli jeszcze kilka hangarów, bliźniaczych do tego, w którym wylądowali, by po chwili ich oczom ukazały się masywne pomieszczenia wypełnione setkami myśliwców. Wszędzie biegały tysiące postaci w białych i czarnych uniformach. Mirt zaklął cicho, jakby przytłoczony tym, co widzi. Znajdowali się w latającej fortecy, która praktycznie samotnie mogła przesądzać o wynikach bitew. Wysadzenie tego molocha za pomocą kilkunastu termodetonatorów wydawało się równie prawdopodobne, co powalenie maszyny kroczącej za pomocą kija. Były imperialny postanowił się podzielić swymi obawami z najodpowiedniejszą do tego osobą.
- Te, gaduła... – zagadnął Umbaranina. – Znasz się na materiałach wybuchowych.
Szturmowiec stojący obok jedynie zwrócił wizjer w jego kierunku.
- Damy radę rozjebać to gówno tymi kilkoma termodetonatorami, które mamy?
- Teoretycznie... – lakonicznie odpowiedział obcy.
- Pierdoli mnie teoria, pytam kurwa o twoje zdanie.
- Przy sporej dawcze szczęścia – sprecyzował Yuu. – I to raczej uszkodzimy, niż zniszczymy.
- Kurwa...
Przez umysł Mirta przetoczyły się dziesiątki pomysłów, lecz żaden nie wydawał się choćby względnie sensowny. Ciszę niespodziewanie przerwał Marcello.
- Uszkodzenie może wystarczyć – stwierdził. – Możemy spróbować rozbić to ustrojstwo o powierzchnię Bastionu.
Trisha wyraźnie się ożywiła.
- To może się udać – powiedziała po chwili. - W odpowiedniej chwili musiałabym włamać się do systemu sterującego i skierować okręt na nowy kurs. Gdyby zsynchronizować to z eksplozją głównego komputera, nie będą w stanie wprowadzić korekt i zejść z kursu kolizyjnego.
Yuu skinął głową skrytą w hełmie szturmowca, na znak aprobaty.
- Nie-kurwa-głupie – przyznał Mirt. – Część personelu będzie starała się ewakuować, co daje nam dodatkową szansę.
Ledwo mężczyzna skończył wypowiadać to zdanie, podłoga zawibrowała w charakterystyczny sposób. Wskoczyli w nadświetlną.

***


- Kapitan na mostku! – oznajmił imperialny oficer w nienagannie czystym i wyprasowanym w kant mundurze, prężąc się z dłonią uniesioną do czoła.
Personel na mostku kapitańskim podniósł się, zwracając oczy na postać, która weszła do pomieszczenia. Wielki Admirał Beil Tozzar cieszył się ogromnym szacunkiem podwładnych, jak i ogromnym zaufaniem samego Imperatora. W strukturach marynarki imperialnej zajmował najwyższą pozycję, a jego wpływy znacząco wykraczały poza sfery militarne. Wysoki, o siwych włosach przeszedł pomiędzy podkomendnymi i zatrzymał się przed gigantyczną szybą mostku kapitańskiego Zwycięzcy. Dowództwo na najnowocześniejszej jednostce floty było zaszczytem, którego dostąpić mogli jedynie najlepsi. Choć rola Tozzara miała ograniczyć się jedynie do dostarczenia jednostki nad Bastion i przyjęcia na pokładzie śmietanki dowództwa imperialnego w celu prezentacji okrętu, wiedział że zadanie to było dowodem najwyższego uznania Imperatora. Jednak nie tylko z tego względu zdecydował się o kilka miesięcy odwlec zasłużoną emeryturę. Jego nazwisko zawsze robiło wrażenie, a cała parada miała cel głównie propagandowy. Poza tym, Imperatorowi się nie odmawiało.
- Obliczyć współrzędne do skoku nadświetlnego na Bastion – zarządził.

***


3310 nie potrafił zasnąć. Leżąc na swej przepisowo standardowej pryczy wpatrywał się w sufit i wytężał umysł. Zbliżał się już poranek, a jemu wciąż przed oczami stała twarz mężczyzny z transportowca. Skąd go znał? Ta myśl nie dawała mu spokoju, doprowadzając powoli do szału. Nie wiedział czemu, ale informacja ta zdawała się być wyjątkowo istotna. W przypływie złości uderzył się pięścią w czoło i momentalnie pożałował tego ruchu. Jęknął, pocierając obolałe miejsce, gdy nagle doznał oświecenia. Zeskoczył na ziemię i rzucił się do swojego holonotesu odłożonego na miniaturowym stoliku. Pospiesznie uruchomił urządzenie i gorączkowo zaczął przeglądać wiadomości imperialnego intranetu.
- Jest! – szepnął, widząc tytuł jednego z wpisów.
Kliknął w odnośnik i poczuł, jak robi mu się gorąco. Zapominając o ubraniu, w samej bieliźnie wybiegł na korytarz. Natychmiast musiał się zobaczyć z dowódcą. Na stoliku pozostawił włączony holonotes ze zdjęciami pięciu istot, nad którymi widniał przypis „Uciekinierzy z Kessel”.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2264
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 18 Lip 2018, o 20:23

Mieli już zarysowany plan działania. Mniej więcej. Był ryzykowny i szanse niepowodzenia były spore, ale jednak jakieś były. Oczywiście pod warunkiem, że nikt ich nie odkryje, inaczej cała misja spali na panewce i jedynie co zostanie zdezintegrowane to oni sami. Właśnie skoczyli w naświetlną, więc mieli czas na przygotowania, a także rozeznanie się w terenie, jednocześnie starając się rzucać jak najmniej w oczy. Ten statek był tak ogromny, że zapewne ich mała grupka nie zwróci większej uwagi przy tak dużej ilości załogi, ale uważać trzeba.
Wykorzystała chwilę, by zorientować się w logach i systemie, a także w tym, gdzie najlepiej się udać. Ponieważ statek był duży, samo dojście na miejsce trochę im zajmie. Ładunki wybuchowe to jedno, ale ona musiała postarać się o to, by zniszczenie statku było nie tylko możliwe, ale i by zakończyło się powodzeniem. Powiedzieć, że czuła presje to nie powiedzieć nic. O ile sam włam był dla niej pestką, o tyle konsekwencje tego czynu, a także fakt tego, gdzie się aktualnie znajdowała wcale nie nastrajały ją pozytywnie. Przywykła do działania za ekranem w zamkniętym pomieszczeniu, a nie akcjach szpiegowskich wyjętych z najbardziej rozsławionych holofilmów sensacyjnych. Ba. Jeżeli im się uda, może kiedyś zrobią o nich film.
Jej tok rozmyślań został przerwany przez nią samą, by zakomunikować coś istotnego.
- Trzeba się sprężać, mamy niewiele czasu. Lot na Bastion nie potrwa długo, a najlepszy moment będzie ten, krótko po wyskoku. Im mniej czasu tutaj spędzimy, tym lepiej, nie chcemy ryzykować ujawnienia, a nie wiemy czy nasza ucieczka nie została już odkryta.
Oczywiście nawet jeżeli stali się sławni, to raczej mało kto przypuszczałby, że mogą być akurat tutaj, mimo to lepiej dmuchać na zimne i Trisha nie chciała przeciągać misji bardziej niż to konieczne.

Zadania mieli rozdzielone i najbliższe godziny spędzili na wolnym przemierzaniu statku, kryciu się w jego zakamarkach, albo wtapianie się w inne oddziały, tylko po to, by systematycznie dążyć do celu ostatecznego. Podłożyć ładunki w konkretnych miejscach, jak również być w systemie o odpowiednim czasie. Innymi słowy trzeba było dość dobrej współgrania w czasie, a chodzenie grupą tylko zwiększyliby ryzyko. Poza tym wciąż mogli pozostać w kontakcie i monitorować swoje ruchy. Co do ewentualnej ucieczki, tak samo jak inni w trakcie zniszczenia będą udawać się do kapsuł ratunkowych i statków, które zaczną opuszczać tego molocha masowo, a co za tym idzie, idealnie wtopią się w tłum.
Mimo wszystko Trisha czuła się niekomfortowo szukając idealnego miejsca na przeczekanie i szybki dostęp do systemu. Wszystkie jej myśli powędrowały do czekającego ją zadania.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 20 Lip 2018, o 20:07

- Dobra, to jedziemy z tym koksem - zgodził się z propozycją Trishy i podążył razem z nią w stronę miejsca, które uważała za najlepsze do wpięcia się do głównego komputera.
Podróż trochę im zajmowała, statek był naprawdę ogromny, a dodatkowo musieli też pilnować się, by nie wyjść z roli szturmowców i w razie czego kryć się po kątach. W miarę jak szli coraz dłużej, Marcella zaczęły nachodzić wątpliwości. Chciał przeżyć i do tego konieczne było rozwalenie tego okrętu, ale ile osób przy tym zginie? Coraz bardziej zaczynały go nachodzić wątpliwości, czy chce to zrobić. Nie był w końcu psychopatą.
Wtedy jednak w jednym z korytarzy trafili na robotników kończących jeszcze w tym miejscu podzespół wentylacji. Zrobiło się tam dziwne zbiegowisko. Wykorzystali to, by się przemknąć, ale gdy przechodzili, Marcello zauważył, co spowodowało zbiegowisko. Jeden z oficerów bezlitośnie katował robotnika, który czymś musiał mu zawinić. Marcello zacisnął pięści ze złości, a jego wzrok przysłoniła czerwona mgiełka gniewu. Przystanął w miejscu i patrzył, jak biedny człowiek jest katowany. W końcu ruszył dalej za Trishą. Tylko teraz już bez żadnych wątpliwości.
Postanowił się już nie rozpraszać. Wiedział, że musi dowalić Imperium za wszelką cenę. Miał nadzieję, że Noldo także pozostanie tak samo niezłomny, jak on sam.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 327
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Opliko » 22 Lip 2018, o 23:17

Pomysł Trishy był świetny. Znacznie lepszy niż trzymanie się nadziei, że małe eksplozje wystarczą by spowodować jakąś reakcję łańcuchową w silnikach, lub innym systemie, która mogła by naprawdę zniszczyć okręt.
Jednak zaraz jak się pojawił pomysł, Okręt skoczył. Od slicerki dowiedział się o kierunku: Bastion.
Umbaranin wiedział, że to nie jest zabawa od początku. Mieli zniszczyć gigantyczny meganiszczyciel Imperium. Najpewniej kosztujący biliony kredytów Okręt, na którego pokładzie znajdują się setki tysięcy, jeśli nie miliony, osób. Jeśli by się im udało, byłby to cios dla Imperium pod każdym względem.
Jednak teraz zamierzali go rozbić o planetę. Nie o jakąś prawie niezamieszkałą, pustynną planetę. Nie o jakiś nic nie znaczący świat na granicy znanej przestrzeni, a o BASTION. O PIEPRZONY BASTION.
Rozbicie się takiego okrętu o powierzchnie planety będzie dla Imperium katastrofą. Oznacza to przynajmniej miliony ofiar - a wśród nich wielu bogatych i/lub wysoko postawionych osób...
To co robili to nie był zwykły terroryzm. Zniszczenie Gwiazdy Śmierci było olbrzymim ciosem dla Imperium Palpatine'a, ale to się stało w nic nie znaczącej przestrzeni. Bastion nie był nic nie znaczącą przestrzenią. Wydarzenie będzie miało masę świadków - najpewniej będzie nawet transmitowane na żywo, skoro to ma być jakaś nowa jednostka. Pewnie lecą tam by ją zaprezentować.

To zdecydowanie nie była zabawa. Jak im się to uda, Imperium zrobi wszystko by ich dorwać. Nie da im nigdy spokoju...
Yuu jednak właśnie gdy o tym pomyślał wpadł na pomysł, jak się ukryć. Wciąż będzie potrzebował nowej tożsamości, ale jeśli wszystko się uda, to zagwarantuje sobie spokój. Będzie musiał jakoś dostać się do tego śledztwa. Samemu szukać siebie. Nikt nie mógł realistycznie się spodziewać, że ktokolwiek byłby tak szalony. I właśnie dlatego może to zadziałać.

No, ale na razie miał zadanie do wykonania. I choć mógł je wykonywać już planując przyszłość, to jednak skupienie się na teraźniejszości mogło by je ułatwić...
Wraz z resztą przekradał się w stronę celu: komputera głównego.
Yuu słyszał kiedyś historię o tym, jak to pewien kapitan Gwiezdnego Niszczyciela nie dopuścił do przejęcia swojego okrętu. Kiedy zawiodły już wszystkie metody na pozbycie się grupy abordażowej, a wszystkie mechanizmy samozniszczenia zostały wyłączone przez rebeliantów, zamknął się na mostku i zmienił kurs prosto w powierzchnie planety. To co zamierzali zrobić przypominało mu o tej jednej historii, tyle że w tym wypadku to cie "rebelianci" zmienią kurs, a zamiast zamknąć się na mostku wysadzą komputery.

Sam główny komputer jednak najpewniej nie będzie prostym celem. Wątpliwe jest, by był zupełnie niestrzeżony. A do tego patrząc na rozmiary Okrętu - najpewniej będzie za duży na jeden detonator, czy ładunek soniczny... Ale jak nie można wysadzić jednym, to wystarczy wrzucić dwa, trzy, może cztery. Zawsze znajdzie się sposób na wysadzenie czegoś.
Image
Ilość eksplozji przetrwanych przez postać:
Ilość przetrwanych rzutów o ścianę:
Ilość zdrad:
Discord: opliko#0909
Awatar użytkownika
Opliko
Mistrz Gry
 
Posty: 225
Rejestracja: 22 Cze 2016, o 13:59

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 27 Lip 2018, o 08:56

Szli szybko korytarzem oświetlonym białym światłem, które odbijało się w lśniącej posadzce.
- Laska, jesteś pewna, że potrafisz to zrobić? – Mirt zmierzył Trishę wzrokiem. – Jak spierdolisz, to albo wybuchną nam łby, albo posadzą nas tak że Kessel będzie się nam, kurwa wydawał pierodlonym ośrodkiem wypoczynkowym.
- Dam radę – odpowiedziała twardo. – Muszę mieć tylko możliwość bezpośredniego wpięcia do głównej jednostki.
- To jakoś postaramy się załatwić. Marcelino, daleko jeszcze?
- Jakieś pół godziny marszu.
- Ja pierdolę, nie mogli zrobić tego trochę mniejszego? – mruknął Mirton. – Wszyscy tu tak popierdalają na nogach?
Jakby w odpowiedzi przemknęła obok nich niewielka platforma transportowa pilotowana przez niewielkiego droida nieznanego modelu. Mirt jedynie westchnął i zaklął parszywie pod nosem.

***


Noldo wędrował kanałami wentylacyjnymi, przejściami technicznymi i wszelkimi drogami niedostępnymi dla przeciętnej istoty żywej. Pierzaste ciało sprawnie przeciskało się we wszystkie zakamarki, prąc do przodu ku nieznanemu nikomu celowi. Nagle ptak zatrzymał się i przekrzywił łepek, wydając podekscytowany pisk. Zwój kabli ciągnący się przy jednym z przewodów przekuł jego uwagę i zadziałał niczym promień ściągający. Stworzenie rozwarło dziób i ugryzło.

***


- Już prawie – Trisha zerknęła na wyświetlacz. – Za drzwiami na końcu tego korytarza.
Światła w korytarzu zamigotały na chwilę, by po chwili jakby nigdy nic powrócić do oryginalnego stanu. Grupa sabotażowa nie zwróciła na ten detal uwagi, skupiając się całkowicie na niedalekim celu. Gdy drzwi odsunęły się przed nimi z charakterystycznym sykiem, stanęli jak wryci, jakby nie dowierzając w to, co widzą. Po godzinach spędzonych w klaustrofobicznych korytarzach, ogrom przestrzeni uderzył ich ze zdwojoną siłą. Stali wewnątrz gigantycznej studni, której dno ginęło w ciemności. Kilkadziesiąt metrów nad nimi pulsowały niezliczone światła sklepienia. Po środku studni znajdował się masywny słup o średnicy kilkunastu metrów, rozciągający się na całej wysokości pomieszczenia. Z różnych poziomów biegły do niego wąskie kładki, ograniczone jedynie niewysokimi poręczami, zawieszonymi na wysokości bioder średnio wysokiego mężczyzny i pozwalające jedynie na niezbyt komfortowe wyminięcie się dwóch osób. Po każdym z chodników okalających słup spacerowała para szturmowców w nieskazitelnie białych pancerzach. Świst powietrza wprawianego w ruch przez gigantyczne wentylatory wypełniał pomieszczenie.
- Witajcie w rdzeniu centralnego komputera – szepnęła Trisha z nutką fascynacji w głosie.

***


Oliak Erd Eloon – dowódca placówki badawczej na Jedha wysłuchał uważnie rewelacji przedstawianych przez jednego ze swych podopiecznych. Początkowo przepełniała go furia, gdy w środku nocy zwleczono go z posłania, lecz teraz gniew stopniowo ustępował miejsca mieszance strachu i niedowierzania.
- Łączyć się ze Zwycięzcą! – krzyknął na pełniącego nocną zmianę oficera łącznościowego.
Jeśli coś stanie się ze statkiem i wyjdzie na jaw, że sabotażyści dostali się na pokład pod jego okiem, będzie skończony. W najlepszym wypadku skończy gdzieś na Zewnętrznych Rubieżach. W najgorszym... nie chciał nawet myślec co może oznaczać gniew Imperatora.
- Nie mamy odpowiedzi – odrzekł mężczyzna, śmigając palcami po panelu sterującym. – Burza osłabia nasz sygnał na tyle, że bezpośrednie połączenie jest niemożliwe. Wiadomość została wysłana, lecz nie jestem pewien w jakiej formie.
Erd Eloon zaklął siarczyście i opadł na fotel. Żołnierz, który przekazał mu te rewelacje prawdopodobnie zwyczajnie się mylił bądź przewidział. W końcu jak zbieg z Kessel miałby się znaleźć w jego bazie i niepostrzeżnie dostać na pokład najpilniej strzeżonego sekretu imeprialnej floty. Jak w ogóle mógłby dostać się na powierzchnię Kessel. Nie... to nie miało sensu. Jego człowiek musiał być w błędzie. A co jeśli nie? Jego kariera znalazłaby się na kursie kolizyjnym z supernową.

***


Bastion świętował. Przeważnie stroniąca od hucznych uroczystości - będących głównie domeną Coruscant - planeta, całkowicie zmieniła swe oblicze. Na ulice wyległy tłumy, spod łopoczących, purpurowych sztandarów wpatrując się w niebo i podziwiając popisy asów imperialnej floty.
Imperator Fen Daala siedział na wygodnym tronie w towarzystwie kilku wysoko postawionych oficjeli. Za jego plecami w bezrchu stało dwóch gwardzistów, gotowych w ułamku sekundy zareagować na jakiekolwiek zagrożenie. Daala splótł dłonie, śledząc holotransmisję i niecierpliwie wyczekując wielkiego finału, który miał zaskoczyć wszystkich. Informacje o pracach nad dwoma superniszczycielami nowej klasy były ściśle tajne i dopiero dziś opinia publiczna miała zostać zszokowana ogromem projektu. Projektu, który miał przywrócić niezachwianą wiarę i respekt należny Imperium Galaktycznemu i jemu samemu. Na lądowisku zbierała się już grupa generałów, mająca złożyć wizytę na pokładzie Zwycięzcy, gdy ten wyskoczy z nadświetlnej. Okręt miał dotrzeć na Bastion już niebawem.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2264
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 29 Lip 2018, o 19:25

Znaleźli się na miejscu i Trishy aż zaparło dech w piersi. Robiło to ogromne wrażenie i paliła się do tego, by podpiąć się do systemu. Zastanawiało ją jednak jedno - dlaczego takie miejsca zawsze musiały tak wyglądać? Ogromne tunele i szalenie wąskie kładki... jakby nie mogli zrobić zwykłego pomieszczenia z wygodnymi fotelami. Imperium miało dziwne zwyczaje i jeszcze dziwną manierę, najwidoczniej lubowali się w wielkości i wydziwianiu. Opamiętała się i rozejrzała wokół, wodząc wzrokiem w górę i w dół.
- Muszę się podpiąć do głównego komputera, wejście do systemu i uruchomienie łańcucha zdarzeń potrwa kilka minut, ale... no cóż, nie wiem czy imperialni się nie skapną.
Wprawdzie nie zwracali na siebie uwagi, a żaden ze szturmowców nie patrzył w ich stronę, ale jak wszyscy władują się na kładkę i stłoczą przy słupie prędzej czy później przykuje czyjąś uwagę. Tutaj nikt nie sterczał bez ruchy, nieliczni szturmowcy wciąż się przemieszczali. Kobieta zagryzła wargę, choć spod hełmu nikt tego nie mógł dostrzec.
Byli szturmowcami, zostali spisani w rejestr i nie powinni wzbudzać podejrzeń, ale mimo to... mimo to Trisha się denerwowała, jednocześnie świerzbiły ją palce, by podpiąć się do tego megakomputera.
- Poruszają się parami... jedna osoba ze mną, trzeba iść do rdzenia tak, jak gdyby nigdy nic.
Byli coraz bliżej zrealizowania celu tej misji. Każdy kolejny krok był coraz trudniejszy, a jak sądziła, później nie będzie łatwiej. Weszli już na ten poziom, który można byłoby określić wóz, albo przewóz. Nie można się już wycofać i kobieta była gotowa podjąć się wysiłku i wykonać to zadanie. To będzie jej największe dzieło. Skinęła na towarzyszy i wykonała pierwszy krok.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 30 Lip 2018, o 23:38

Łaaał! Ale to wielkie! Te i podobne myśli kłębiły się po głowie Marcella, dopóki słowa Trishy nie obudziły go z pełnego zachwytu spojrzenia. Dobrze zauważyła, że bisłe kubły poruszały się dwójkami, więc nie pozostało im nic innego, jak się podzielić.
- Dobra, idę z tobą - rzucił w stronę kobiety. - A wy podzielcie się, jak chcecie. Jest was trzech, więc jeden i tak musi tu zostać i udawać głupiego. A druga dwójka niech chodzi tak, by w razie czego nas osłaniać.
Jeszcze raz rozejrzał się po całym pomieszczeniu, to znaczy całym, które mógł objąć wzrokiem i nie niknęło mu gdzieś u góry czy na dole. Było ogromne i aż przytłaczało. Znał się trochę na mechanice, ale to... Zamiast próbować to rozpracować, skupił się bardziej na maszerujących dwójkami Imperialnych i wszelkich czynnościach, które tu robili.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 327
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 10 Sie 2018, o 04:04

Admirał siedział na swym fotelu na mostku kapitańskim, wpatrując się w płynące przed szybą niebieskie fale nadświetlnej. Pod jego prawą dłonią lśniła konsola dotykowa, pozwalająca na kontrolę większości systemów okrętu. Stwierdzenie, że jedna osoba mogła pilotować tego giganta byłoby sporym nadużyciem, jednak zintegrowane systemy sterujące potrafiły znacznie przyspieszyć pewne procesy. Tozzar spojrzał na wyświetlane holograficznie wskaźniki. Do wyjścia z nadświetlnej pozostało nieco ponad dziesięć standardowych minut. Odetchnął głęboko. Już niebawem mógł udać się na zasłużony odpoczynek.
Jeszcze tylko przyjąć grupę tych twardogłowych i zaprezentować im ten cud imperialnej myśli technologicznej – pomyślał.
Beil Tozzar nie darzył sympatią większości młodych, wysoko postawionych członków floty. Spora część z nich wspięła się na swoje stanowiska dzięki machlojkom i koneksjom, absolutnie nie prezentując wartości, którym służyli. Mężczyzna tęsknił za dawnymi dniami, gdy służba Imperium naprawdę coś znaczyła.
Jeszcze tylko jeden raz – uśmiechnął się do swych myśli. – Ku chwale imperium.
Z zadumy wyrwała go czerwona dioda, która rozbłysła wśród wskaźników.
- Co się dzieje? – podniósł się z miejsca i podszedł do jednego z oficerów, wpatrujących się w ekran.
- Sir, ktoś podłączył się do głównego komputera.
Tozzar uniósł brwi.
- Nieautoryzowanie?
- Tak – skinął głową mężczyzna. - Obszedł zabezpieczenia. Wygląda na to, że nie chciał, żeby go wykryto.
- Wysłać tam oddział żołnierzy i sprawdzić, co się dzieje – zarządził admirał. – Meldować mi na bieżąco.

***


Tymczasem kilka kilometrów dalej Trisha siedziała skulona w krótkim szybie serwisowym i w skupieniu uderzała palcami w ekran holonotesu. Była blisko celu, gdy usłyszała głos czekającego okalającej kolumnę kładce Marcello.
- Trisha! Mamy problem!
Usłyszała podniesione głosy, charakterystycznie zniekształcone przez wokabulatory hełmów szturmowców, po czym padły pierwsze strzały.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2264
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 13 Sie 2018, o 18:51

Robiła co mogła. Ten interfejs był skomplikowany, a ona czuła się jak w istnym labiryncie i jak już zaczynała się odnajdować, nagle zaczęła się strzelanina. Zaklęła, czując jak pot spływa jej po plecach. Starała się włamać niezauważenie, ale coś nie wyszło. Najwyraźniej system był zabezpieczony lepiej niż sądziła, możliwe też, że ze stresu i pośpiechu popełniła jakiś błąd... to teraz nie było istotne. Miała mało czasu i wiedziała, że jak teraz jej się nie uda, to będzie totalny koniec. Zginą wszyscy, a ten kolos nadal będzie się unosił nad niebem Bastionu, a w przyszłości straszył obywateli. Nie mogła się teraz wycofać, bo nawet nie miała gdzie.
Nad jej głową latały bolty, ona sama tkwiła w niewielkiej przestrzeni, gdzie ledwo była w stanie się przekręcić, a należała raczej do dość drobnych kobiet. Spięła się i to mocno, a krzyki słyszane nad jej głową działały całkiem mocno jeżeli chodziło o motywacje. Zaczęła z jeszcze większą pasją działaś w systemie, choć boleśnie zdawała sobie sprawę z tego, że pewnych rzeczy nie przyspieszy.
- Dajcie mi kilka chwil, już prawie! - krzyknęła. - Przytrzymajcie ich, zatrzymam resztę!
Skoro się zorientowali, że się włamała, pewnie będą chcieli ją wykopać z systemu. A takiego wała, nie ma szans. Skoro nie musi się już chować i działać chyłkiem przyszedł czas na brutalne, szybkie i precyzyjne cięcie. Nie pozbierają się. Ba! Nie będą mogli powstrzymać reakcji łańcuchowej, którą wywoła. Ba! Będą mogli ją na bieżąco śledzić, mając świadomość, że nic z tym nie zrobią!
Usłyszała przekleństwo, to był chyba Mirt, ale pewności nie miała. Słyszała jakieś opadające ciała, a także krzyki, także bólu. Nie wątpiła, że jej towarzysze właśnie walczą na śmierć i życie, szkoda tylko, że to miejsce było tak bardzo niedogodne. Pomyślała, że być może właśnie ten statek stanie się jej grobem. Zagryzła wargę, wlepiając wzrok w ekran, po którym przesuwały się szybko różne znaki i symbole. Dla przeciętnej istoty mogły znaczyć wszystko i nic, dla niej była to najpiękniejsza kompozycja. Żeby wspomóc swoich towarzyszy, postanowiła jeszcze pomajstrować przy włazach i odciąć drogę szturmowcom do tej części statku i do samej centrali. Poza tym to był kolos! Zanim zbierze się tu więcej żołnierzy, minie trochę czasu, ale mogła ich wspomóc, skupić uwagę na innej części, niech myślą, że napastnicy są i gdzie indziej, to da jej czas na akcje, na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik.
To pozwoli jej również na znalezienie najlepszego sposobu ucieczki. Nie wiedziała co będzie z jej kompanami, walczyli, ale ona też nie zamierzała się poddać. Myślą, że są cwani, skoro wykryli jej ingerencje? Jeszcze jej nie znają. Uśmiechnęła się pod nosem, czując, jak napełnia ją energia.
Na statku w losowych miejscach zaczęły włączać się alarmy, niektóre śluzy się otworzyły, a gdzie indziej zamknęły się włazy. Jednym słowem statek ożył i kompletnie nie chciał działać tak, jakby chcieli tego przebywający na nim żołnierze, oficerowie i całe mnóstwo innych pracowników. Nie miałaby takiej możliwości gdyby nie byłą tu, w sercu tego monstrum, sercu, które wszystko kontroluje. Trisha była w swoim żywiole, w tle trwała walka o przetrwanie. Los statku został już określony, tylko nie wszyscy jeszcze zdawali sobie z tego sprawy. Palce kobiety zgrabnie wydawały kolejne komendy, omijały zapory i próby przejęcia kontroli. Spięta czekała na ostatecznie potwierdzenie, by zaraz starać się ratować własne życie. Strój szturmowca, który miała na sobie zdawał się teraz o wiele ciaśniejszy niż wcześniej.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 13 Sie 2018, o 22:37

Grupa żołnierzy w białych zbrojach, która pojawiła się w jednym z wejść na tym poziomie od razu zwróciła jego uwagę, a kiedy ci podnieśli broń w górę, stało się jasne, że zostali odkryci. Jak, to nie miało znaczenia. Może Trisha nie była aż taka dobra, a może te zabezpieczenia tutaj były nie do przejścia. Teraz nie miało to znaczenia.
- Trisha, uważaj! - wrzasnął w jej stronę.
Po tym nie pozostało mu nic innego, jak przyłączyć się do zaproszenia żołnierzy, a nawet wyprzedzić ich zamiary. Miał teraz lekką przewagę. Mógł schować się za kolumną, miał więcej kładki okalającej słup, a idący żołnierze mogli iść tylko w przód i tył, nie mając miejsca na odwrót, a jakikolwiek upadek, kończył się skokiem w przepaść okrętu.
Gdy tylko żołnierze zbliżyli się na odległość strzału, schował się za pobliski panel na kolumnie i bez opamiętania otworzył ogień. Strzelał ze swojego E-11 ile imperialna fabryka dała. Dokładna celność nie miała znaczenia, gdy strzelał w rządek żołnierzy idących wąską kładką. Nie mieli jak się uchylić. Z satysfakcją patrzył, jak kolejny znikają w trzewiach głównego rdzenia.
Z tego, co słyszał, Mirt i reszta chyba się przyłączyli do ogólnej kanonady, ale w tym momencie o to nie dbał. Strzelał bez opamiętania w każdy wojskowy kubeł. Za te wszystkie lata... Za ten ucisk wszystkich obywateli w Imperium, za Kessel, za to, że byli źródłem najgorszego cierpienia w galaktyce. Za Nolda...
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 327
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 16 Sie 2018, o 13:32

Trisha była w swoim żywiole. Kolejne komendy płynęły spod jej palców nieprzerwanym strumieniem, z każdą sekundą przybliżając do celu. Nie zraziły jej nawet niespodziewane problemy, z którymi mierzyli się właśnie jej kompani. Wprowadziła ostatnią linię i wcisnęła przycisk potwierdzający, oczekując na reakcję systemu. Zamiast wodospadu błędów, jej oczom ukazało się jej logo imperialne, a wszystkie dotychczas wprowadzone komendy zostały zresetowane.
- Co jest – szepnęła kobieta, nerwowo stukając w podłączony do centrali holonotes.
Urządzenie nie reagowało. Trisha poczuła, jak przyspiesza jej puls. Nie popełniła żadnego błędu, nie przeoczyła żadnego zabezpieczenia. Wykonała zadanie, a jednak ostatnia komenda zresetowała wszystkie jej wysiłki i w dodatku zablokowała urządzenie. Zupełnie jakby ktoś się spodziewał podjętych przez nią działań. Gdy tylko ta myśl zaświtała jej w głowie, ekran holonotesu zgasł i po chwili pojawiła się na nim krótka wiadomość: “CAŁKIEM NIEŹLE CORSE”. Nie zdążyła nawet zareagować, gdy urządzenie przeszył wysłany z centralnej jednostki impuls energetyczny i holonotes umarł czarnym ekranem. Ryknęła z furią i rzuciła nim w dół biegnącego wewnątrz kolumny szybu technicznego. Stracili jedyną szansę na wykonanie zadania.

Przeciwników było coraz więcej. Co gorsza wbrew wygłaszanym tu i ówdzie żartom, strzelali całkiem celnie. Ukryty za kolumną Marcello kilkakrotnie poczuł gorące wiązki energii mknące niebezpiecznie blisko, lecz póki co nie odniósł żadnych obrażeń. Sprawy wyglądały gorzej w przypadku pozostałych członków drużyny. Mirt wraz z ich ekspertem od materiałów wybuchowych pokonali wprawdzie zaskoczonych, pierwszych żołnierzy, lecz teraz toczyli nierówną wymianę ognia z przeważającymi siłami wroga. Umbaranin ujął w dłoń jeden z granatów i wychylił się zza osłony, by rzucić nim w stronę pozycji przeciwników. Nie zdążył. Jego ramię trafiła jedna z wiązek i mężczyzna wypuścił z dłoni kulisty przedmiot. Wybuch zdematerializował swą siłą obu mężczyzn i wyrzucił w powietrze fragmenty jednego z pomostów. Kula ognia rozlała się po ścianie pomieszczenia, wokół gigantycznej wyrwy. Marcello dostrzegł w dole , że wszystkie wrota prowadzące do pomieszczenia zaczynają się zamykać.

***


Tymczasem Zwycięzca wyszedł z nadświetlnej, majestatycznie pojawiając się nad Bastionem. Śledzący na powierzchni planety transmisję tłum aż westchnął z podziwu. Tymczasem na mostku panowała nerwowa atmosfera wywołana niespodziewanym wstrząsem.
- Raport o zniszczeniach – zażądał krótko Beil Tozzar.
Ciemnoskóry oficer siedzący po lewej stronie odpowiedział natychmiast:
- Pożar w sekcji osiem B. Zniszczony jeden z chodników i korytarz. Brak poważniejszych uszkodzeń. Zamykamy grodzie i wypompowujemy tlen. Ogień zniknie za kilka minut.
Admirał z niedowierzaniem pokręcił głową.
- Pieprzeni terroryści. Powiadomić dowództwo o sytuacji i zaznaczyć, że jesteśmy by kontynuować pokaz wedle planu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2264
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 19 Sie 2018, o 22:22

- Trisha! Drzwi się zamykają! Uciekaj!
Sam jednak pozostał na miejscu, w którym przed chwilą chronił się przed strzałami imperialnych żołnierzy. Nie wiedział, co mógłby zrobić. Pozostała część ich ekipy zginęła w wybuchu, grzebiąc też resztę ich materiałów wybuchowych. Chociaż i tak nie starczyłyby na wysadzenie komputera tego molocha, może chociaż mogłyby im pomóc w ucieczce. Nie widział szansy na rozwalenie tego sprzętu. Nawet jeśli udałoby się im uciec, to i tak zginęliby wedle słów ich zleceniodawczyni, z wysadzonymi głowami itd. O ile mówiła prawdę. Pozostawało im zaryzykować i liczyć na fart. Z drugiej strony nie miał zamiaru uciekać z okrętu. Chciał go wysadzić. ukarać Imperium za wszystko, co zrobiło dżentelistotom w całej galaktyce.
Pognał w stronę drzwi, po drodze padając płasko na kładkę tuz przy ciałach martwych szturmowców. Każdy z nich przy pasie mógł mieć jakiś granat. Nawet jeśli tylko błyskowy, zawsze warto byłoby taki rzucić za drzwi. Przeszukał leżące przy nim ciało i rzucił się dalej, dopadając do najbliższej grodzi. Nie czekał i nie wyglądał zza niej, tylko rzucił się w poprzek korytarza, za najbliższa osłonę, jaką zdążył zauważyć.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 327
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 20 Sie 2018, o 17:36

Chciało jej się kląć i właściwie to klęła jak opętana w myślach i na głos. Jak mogli ją zablokować? JAK?! Ale machina ruszyła, klocki poszły w ruch... zablokowali ją i więcej zrobić nie mogła, choćby próbowała przebić głową durastalową ścianę. Nie wszystko jednak było stracone, zanim ją zablokowali podziała wiele. Nawet bardzo wiele. Odruchowo się uśmiechnęła. Nawet mając uzdolnionych programistów nie zdążą zatrzymać tego, co już zrobiła. Tak namieszała, że potrzebne będzie dużo czasu, by to poukładać, a oni tyle czasu nie mieli.
Z odrętwienia obudził ją głos Marcella, chyba jego, ale nie miała czasu się nad tym zastanawiać. Panował totalny chaos, a wszędzie wokół słuchać było krzyki i nawoływania, a wiązki blasterów latały we wszystkie strony. Omal się nie przewróciła, gdy nastąpił niespodziewany wybuch, który pochłonął jej towarzyszy, choć tego nie widziała. Miało to jednak swój plus - na moment zrobiło się pusto, a dym przesłonił ją samą, co dało jej szansę. Zerwała się, zostawiając zniszczony i nieprzydatny już do niczego detapad i pędem ruszyła do zamykającej się bramy. Pełna zbroja szturmowca była mało wygodna, ale w tej chwili nie miało to większego znaczenia. Rzuciła się do zamykających się wrót, czując uderzenie adrenaliny. Przy sobie miała blaster i jakiś ładunek, nic więcej. W przeciwieństwie do reszty nie użyła swojej broni i miała ją w pełni naładowaną. Na razie jednak skupiła się na ucieczce, wzrokiem szukając towarzyszy broni. W głowie miała też dokładny plan statku, wszystko wcześniej dokładnie przestudiowała i przerobiła kilka wariantów ucieczki. Zacisnęła szczęki i nie czekając na nic ruszyła biegiem, czując, jak serce i płuca rwą ją z wysiłku. Oni jeszcze nie wiedzieli.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 23 Sie 2018, o 09:59

Marcello niestrudzenie zasypywał przeciwników ogniem, kryjąc się w pobliżu ciał kilku zastrzelonych przez siebie szturmowców. Niestety poza blasterami nie mieli przy sobie niczego użytecznego. Pilot obrzucił napastników wiązanką przekleństw, posyłając w ich stronę kolejną serię czerwonych boltów. Tymczasem Trishy udało się dotrzeć do jednych z wrót na niższym poziomie. Mężczyzna wychylił się lekko, by zobaczyć, czy jest bezpieczna, gdy szarpnięcie za ramię rzuciło nim o posadzkę. Jęknął z bólu i z trudem odczołgał się na powrót do swej kryjówki. Niepotrzebnie. Wrota zamkneły się bezdźwięcznie gdzieś za jego plecami, odgradzając go od napastników. Zapanowała cisza, mącona jedynie przez trzaskający ogień. Marcello odetchnął głęboko. Był pilotem i doskonale wiedział, co się dzieje, lecz nie miał najmniejszych szans na ucieczkę. Od samego początku tej misji ich szanse były iluzoryczne, a mimo wszystko udało im się przecież zajść tak daleko. Ogień trawiący przeciwległą ścianę pomieszczenia, błyskawicznie zaczął maleć, a pilot poczuł że nie może nabrać powietrza. Śmierć przed uduszenie była ponoć jedną z najgorszych, lecz nie zamierzał tego sprawdzać. Bez zastanowienia przystawił lufę blastera pod brodę i pociągnął za spust.

***


Dwudziestu dziewięciu oficjeli i wysokich rangą oficerów Armii Imperialnej podążało za jednym z sierżantów służących na Zwycięzcy. Tajny projekt Imperatora wywołał ogromne zamieszanie, zaś goście na pokładzie byli pod nie mniejszym wrażeniem, niż ludzie zebrani na ulicach Bastionu.
- Proszę za mną – polecił sierżant uprzejmym głosem, wskazując masywne wrota, które rozsunęły się gdy tylko się zbliżył.
Grupa mężczyzn posłusznie wypełniła prośbę i przeszli przez wrota. Stanęli zahipnotyzowani widokiem rozciągającym się za szybami mostka kapitańskiego.
- Hirf, widziałeś kiedyś coś takiego? – szepnął jeden z gości do swego sąsiada. Ten zaś przecząco pokręcił głową.
- Od czasów Palpatine’a chyba nikt nie widział - odszepnął.
Wrażenie siły jednostki, na której się znajdowali, pogłębiała postać w białym mundurze, która ruszyła im na powitanie. Spotykali go na codzień w budynku parlamentu, czy akademii imperialnej, ale i tak jego widok w roli kapitana okrętu zrobił na wszystkich gigantyczne wrażenie. Nie występował w tej roli od dobrych dziesięciu lat. Wielki Admirał Beil Tozzar był żywą legendą Armii Imperialnej. Symbolem jej najwspanialszych cech.
Mężczyzna zbliżył się do gości i skinął im głową na powitanie.
- Witam na pokładzie Zwycięzcy. Nowego statku flagowego Imperialnej Floty.

***


Rudolz szybkim krokiem przemieszczał korytarze jednostki. Gdy wybuchło zamieszanie, postanowił zaryzykować. Eksplozja, która pochłonęła kilkanaście istnień zwracając na nich uwagę całego okrętu, była momentem zwrotnym. Wybór był trudny i wymagał ryzyka, lecz ograniczał się do opcji pewnej śmierci z rąk szturmowców, bądź sprawdzenia kart ich zleceniodawców. W roli imperialnego oficera mógł przemieszczać się po okręcie w miarę swobodnie, lecz miał zamiar jak najszybciej zmienić ciało. Gdyby ktoś sprawdził zapisy kamer - a nie miał wątpliwości, że to niebawem nastąpi - bez problemu dostrzegłby go razem z resztą terrorystów. Nie wierzył, że wszczepione w ich karki nadajniki miały wystarczającą siłę, by można było je kontrolować z poza obszaru tej jednostki. Sygnał nie przebiłby się przez mur wypełniającej ją elektroniki. Postanowił sprawdzić blef i wyglądało na to, że nie pomylił się w swych założeniach. Los pozostałej czwórki niezbyt go obchodził. Oczekując na turbowindę rozmyślał nad kolejnymi krokami, gdy nagle poczuł w karku delikatną wibrację i jego ciało bezwładnie zwaliło się na doskonale lśniącą posadzkę.

***


Mężczyzna przed monitorem uśmiechnął się nieznacznie, gdy kolejna z kropek zgasła. Tylko jeden czerwony punkt poruszał się już przed jego oczami. Kobieta. Wahał się chwilę i w końcu wyłączył podgląd. Dziewczyna mu zaimponowała swymi umiejętnościami i mogła być cennym nabytkiem. Palce mężczyzny zatańczyły na przyciskach, wprowadzając do systemu stosowne komendy. Zatwierdził polecenia i zablokowawszy urządzenie, opuścił stanowisko.
- Nie wiem co dają nam do jedzenia, ale mój żołądek zgłosił sprzeciw - odpowiedział na pytające spojrzenie jednego z sąsiadów.
Ten jedynie zachichotał cicho i odprowadził wzrokiem ciemnoskórego mężczyznę, który minął delegatów i zniknął za wrotami mostka kapitańskiego.

***


Wielki Admirał Beil Tozzar cierpliwie odpowiadał na grad pytań, z każdą minutą wprawiając swych gości w coraz większe zdumienie. Wszystko przebiegało zgodnie z harmonogramem i nawet niewielki incydent na pokładzie nie mógł zakłócić wielkiego imperialnego święta. Po zakończeniu uroczystości miał zamiar zlecić przeprowadzenie drobiazgowego śledztwa i przykładne ukaranie odpowiedzialnych osób, lecz póki co wystarczała mu informacja, że wszyscy napastnicy zostali zabici, a jakiekolwiek zagrożenie zażegnane. Demonstrował właśnie zasady działania specjalnego działa okrętu, gdy jeden z oficerów łącznościowych chwycił się za gardło i w drgawkach osunął na posadzkę. Nim ktoś zareagował, identyczne symptomy dotknęły kolejnych osób, włączając w to kilku delegatów. Wielki Admirał nie zdążył wydać rozkazu. Poczuł jak z jego głową dzieje się coś dziwnego, po czym wszystko oblekło się czerwienią. Widział, że ktoś próbował ratować się ucieczką, lecz wrota prowadzące na mostek nawet nie drgnęły. Wokół niego wszyscy obecni na mostku byli martwi, bądź właśnie konali w niewypowiedzianych męczarniach. W ostatniej chwili świadomości, Wielki Admirał Beil Tozzar usłyszał alarm nakazujący ewakuację okrętu.

***


Eksplozja jednego z silników okrętu wywołała stłumiony krzyk przerażenia obserwujących transmisję mieszkańców Bastionu. Widoczna była gołym okiem z powierzchni planety. Tłum z zapartym tchem przyglądał się, jak olbrzym przechyla się i majestatycznie zaczyna zbliżać ku planecie.
Gdy okręt zaczęły opuszczać kapsuły ratunkowe, wybuchła panika.

***


- Jak to, do cholery nie ma łączności?! - Imperator ryknął z furią, a generał aż skulił się pod jego spojrzeniem.
Pozostali goście już chwilę temu taktycznie wycofali się do wyjścia i zniknęli bezszelestnie.
- Nakazano ewakuację okrętu, jednak nikt nie odpowiada. Mostek milczy.
Daala ryknął z wściekłością i rzucił kieliszkiem o ścianę.
- Ile mamy czasu?
- Jeśli okręt utrzyma kurs i prędkość, do zderzenia z powierzchnią planety dojdzie za dwadzieścia trzy minuty. Nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Jeśli dojdzie do zderzenia, straty będą niewyobrażalne. Jakie rozkazy?
Imperator wbił palce w oparcie swego fotela. Z jego twarzy odpłynęła krew, a oczy płonęły niepohamowaną furią. W końcu z pomiędzy zaciśniętych zębów padła komenda, której generał oczekiwał.
- Otworzyć ogień.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2264
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 23 Sie 2018, o 17:45

Udało się! Do końca miała wątpliwości czy da radę i czy rzeczywiście jej plan zadziała. Zamieszanie, które wybuchło było jej całkowicie na rękę, ale to, co działo się potem to był istny armagedon. Gdyby miała być szczera, przyznałaby otwarcie, że potwornie się bała, ba! Była przerażona całą tą sytuacją, ale adrenalina gnała ją naprzód. Obok niej we wszystkich kierunkach biegali szturmowcy, oficerowie, technicy i cała rzesza osób innych profesji. Nikt nie zwracał na nią uwagi.
Kokpitem zatrzęsło i z trudem dawała radę utrzymać stery. Teraz albo nigdy! - szepnęła w duchu. Gwiazdy rozmyły się, a ona zniknęła z układu, nie mając zamiaru patrzeć na ostateczne dzieło zniszczenia. Spadającego na powierzchnię planety kolosa, który przegrywał nierówną walkę z grawitacją, nic nie mogło już powstrzymać. To będzie głośna katastrofa, ale ona będzie już daleko.

Zamieszanie na statku i ogólna panika sprawiły, że Trisha mogła przedzierać się przez kolejne korytarze i poziomy nieniepokojona przez nikogo. Wszyscy uciekali, niektórzy krzyczeli z paniki. Ona z kolei biegła prosto do hangarów, które widziała na planach, a które znajdowały się najbliżej jej aktualnej pozycji. Tan znalazła niewielki transportowiec. Inne statki, a także liczne kapsuły zaczęły wylatywać ze statku. Doskonale wiedziała, że zarówno zdecydowana większość przebywających na okręcie, jak również spora rzesza tych, którym udało się uciec ze statku nie przeżyją. Ona jednak martwiła się przede wszystkim o własne życie. Znalazła statek, do którego wpadła jak burza, natychmiastowo zamykając trap, a przez szybę widząc biegnących ludzi.
Wybaczcie, ale was nie zabiorę ze sobą. Nie mogę.
Silniki obudziły się do życia, a statek wystrzelił zaraz za innymi niewielkimi jednostkami. Zauważyła, że o ile kapsuł było sporo, o tyle statków takich jak jej było niewiele. widać sporo hangarów ucierpiało, nie żeby ona nie miała czegoś z tym wspólnego. Nie czas był jednak teraz na rozmyślania i poczucie winy. Odpaliła komputer i ustawiła kurs. Wcześniej wyczyściła logi, a także główny procesor, żeby jej nie namierzyli, zresztą i tak planowała potem porzucić statek. To był koniec ich... jej... zadania. Tylko ona przeżyła. Zacisnęła zęby i wprowadziła dane do komputera. Pora znikać.

Na niebie Bastionu rozgrywała się tragedia. Kolos spadał na powierzchnię planety, a ogromne rozmiary statku mogły tylko budzić grozę. To nie był zwykły okręt i jego upadek też nie będzie należał do zwyczajnych. Wszystko zatrzęsie się w posadach - dosłownie i w przenośni.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 24 Sie 2018, o 11:11

- Ekscelencjo - skłonił się jeden z ochroniarzy. - Musimy...
Imperator uciszył go ruchem dłoni. Spoglądał na ogromny, holograficzny obraz, obserwując jak jeden z symboli jego potęgi rozbłyska kolejnymi eksplozjami. Orbitalne platformy defensywne typu Golan uderzyły w Zwycięzcę z całą mocą, zyskując wsparcie dział planetarnych. Okręt coraz wyraźniej odczuwał siłę kolejnych ciosów, wciąż uparcie zbliżając się jednak ku planecie. Wreszcie jedna z salw trafiła w czuły punkt jednostki i potężna eksplozja rozbłysła nad Bastionem. Obserwujący całe zajście ludzie aż osłonili oczy przed nagłym wybuchem oślepiającego światła. Fragmenty giganta rozjarzyły się wchodząc w atmosferę planety. Większość z nich spłonęła jeszcze w górnych jej warstwach, lecz pozostałe runęły na imperialną stolicę pomimo niesłabnących wysiłków obsługi artylerii naziemnej. Daala stał niewruszony, oglądając holoraficzny festiwal zniszczenia. Dłonie zacisnął w pięści, aż pobielały mu kłykcie, a jego umysł zaprzątała tylko jedna myśl - ukarać odpowiedzialnych. Za wszelką cenę.

***


Siedmiu mężczyzn siedziało wokół okrągłego stołu, śledząc pojawienie się superniszczyciela nad Bastionem. Pokój skąpany był w ciemnościach, a obraz transmisji stanowił jedyne źródło światła. Zebrani z uwagą i niejakim wyczekiwaniem wpatrywali się w holograficzną sylwetkę giganta. Bez słowa obserwowali jak najpierw zmienia kurs i obrona planetarna roznosi dumę imperatora na części. Gdy okręt eksplodował, dłonie sześciu z nich złożyły się do oklasków. Ostatni jedynie skinął głową w formie podziękowania.
- Cała trzydziestka martwa? - zagadnął jeden.
Mężczyzna będący celem pytania, przytaknął.
- Cała śmietanka przydupasów Daali.
Omiatane światłem projektora twarze rozciągnęły się w szerokich uśmiechach.
- Wszystko idzie zgodnie z planem. Jak nasza kandydatka?
- Upewnimy się, że zajmie odpowiednie stanowisko - odpowiedział inny z mężczyzn. - Po tej czystce na najwyższych szczeblach i przy odpowiedniej sugestii, stanie na samym czele kolejki.
Pomruk aprobaty przetoczył się po pomieszczeniu. Jeden z mężczyzn sięgnął po kieliszek, a pozostali poszli za jego przykładem.
- Ku chwale Imperium Galaktycznego!
- Ku chwale Imperium Galaktycznego! - odpowiedzieli chórem, unosząc dłonie do góry.

***


CZTERY DNI PÓŹNIEJ

Niezmierzony tłum płynął ulicami i uliczkami Nar Shadaa. Liczne sklepiki zapraszały krzykliwymi neonami i nie zawsze legalnymi towarami, a uliczni sprzedawcy uzupełniali wszelkie braki podażowe. Księżyc przemytników od zawsze był prawdziwą wylengarnią szumowin galaktycznych, a także ich schronieniem. Brak bezpośredniej jurysdykcji Imperium był prawdziwym magnesem na wszystkich przedstawicieli półświatka.
Drobna, zakapturzona postać przeciskała się wśród kolorowego tłumu. W każdym innym miejscu pewnie zwracałaby na siebie uwagę, lecz tutaj zlewała się z otoczeniem. Pewnym krokiem skręciła w jedne z drzwi i ominąwszy leżącego na podłodze pijanego Rodianina wcisnęła przycisk przywołujący windę. Nerwowo oglądała się co chwila, jakby chciała sprawdzić, czy nikt za nią nie idzie. Gdy klaustrofobiczne pomieszczenie ukazało się jej oczom, natychmiast wskoczyła do środka i wybrała numer swojego piętra. Starała się nie zważać na fakt, że wraz z fragmentem ściany ubryzgany był czyjąś krwią. Ten element dekoracyjny doskonale komponował się zresztą z pozostałą częścią kabiny, mogącej przyprawić osoby uczulone na bród o atak paniki.
Dopiero, gdy zamknęła za sobą drzwi mieszkania - jeśli można było użyć tego określenia w odniesieniu do pojedyńczego pomieszczenia bez okien - ściągnęła kaptur z głowy. Momentalnie poczuła, że coś było nie tak.
- Przyjemne miejsce Trisha - męski głos sparaliżował kobietę. - Naprawdę się starasz, by nikt cię nie znalazł. Nawet pozbyłaś się naszej zabawki z karku.
Kobieta rozejrzała się panicznie.
- Kim jesteś?
Mężczyzna podszedł do slicerki, a uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Nazywam się Belami i przysłano mnie z propozycją nie do odrzucenia.

KONIEC


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2264
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Opliko » 24 Sie 2018, o 22:40

Też dziękuję za grę i przepraszam bardzo za nieodpisywanie.
Trochę żałuję swojej postaci. Bo ten Umbaranin miał potencjał, ale czuję, że go nie wykorzystałem...
Wynikało to na pewno głównie z powodów poza grą, bo gdybym grał w sposób, o jakim myślałem, to najpewniej bym naprawdę derailował kampanię. Możliwe, że zabijając innych (albo przynajmniej próbując).
Bo to z założenia miała być postać gotowa wbić nóż w plecy jak tylko może cokolwiek na tym zyskać. Ale ten aspekt jego osobowości miałem okazję pokazać tylko w jego okazjonalnych przemyśleniach.

No, ale poza tym i tym, że się to ciągnęło trochę za długo, to fajnie się grało :)
Image
Ilość eksplozji przetrwanych przez postać:
Ilość przetrwanych rzutów o ścianę:
Ilość zdrad:
Discord: opliko#0909
Awatar użytkownika
Opliko
Mistrz Gry
 
Posty: 225
Rejestracja: 22 Cze 2016, o 13:59

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 25 Sie 2018, o 14:57

Mi tam się grało dobrze, choć kilka razy miałam "niemoc twórczą". Nie powiem, sam wątek mnie zaintrygował i choć kilka razy zauważyłam, ze pisało się jedno, a potem wychodziło coś kompletnie innego, to jednak pisało się dobrze. Kwestia dostosowania i rozumiem, że Kel po prostu niektóre nasze ruchy musiał "poprawiać" czy "usprawniać". Rzeczywiście trochę to dłużyło i nawet zastanawiałam się czy skończymy to przed końcem roku, ale jakoś dało radę (po przyspieszeniu wątku). Może i nie wyszło wszystko idealnie, jakby sobie tego życzył Kel, ale efekt ostateczny wcale nie był taki zły, no i cel został osiągnięty. No i moja postać jako jedyna przeżyła! (Weeeee! Nie wiem co mnie tak ten zaszczyt kopnął). No i jestem ciekawa dalszych losów tego zdarzenia i choć moja postać zła nie była, to też nie do końca była czysta moralnie i dla własnych celów była gotowa poświęcić innych (raczej nie płakała po swoich towarzyszach, ani tysiącach zabitych w wyniku upadku okrętu). Po ostatnim poście łatwo jednak wywnioskować, że to jeszcze nie koniec jej "kariery" :P
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

PoprzedniaNastępna

Wróć do Opowieści Tom II