Content

Opowieści Tom II

Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Image

Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 26 Gru 2017, o 15:49

Rok minął od ostatniej sesji specjalnej, którą miałem przyjemność poprowadzić. Jako, że tamto wydarzenie spotkało się z Waszym raczej ciepłym przyjęciem, również w tym roku chciałem zaproponować wspólną zabawę.
Podobnie jak w przypadku poprzedniej przygody i tu postaci tworzone są jedynie na rzecz tej przygody, więc nie muszę przymykać oka na nagłe nieobecności itp. Postać opóźniająca zabawę innym, będzie przejmowana, bądź przenoszona do lepszego świata. Zgłaszajcie się tylko, jeśli naprawdę macie czas i chęci.
W przeciwieństwie do Martwego Nurtu, tym razem wcielimy się w postaci pozytywne inaczej - w więźniów skazanych na dożywocia w kopalniach Kessel. Dlaczego akurat oni i jaki ciąg dalszy będzie miała przygoda - zobaczycie sami. Jako, że w tej przygodzie zadania będą odrobinę bardziej sprecyzowane, a postaci nieprzypadkowe, do obsadzenia mamy 4 postaci:

- ekspert od materiałów wybuchowych
- haker - kobieta
- pilot
- zabójca

Dlaczego trafili na Kessel na dożywotnią odsiadkę, jak długo siedzą itd - zależy od Was.
Co zrobić, by dołączyć do gry? Wysłać do mnie, za pośrednictwem Prywatnej Wiadomości KP swojej postaci. Wymagania są naturalnie o wiele niższe, niż w przypadku standardowych postaci. Konieczne rzeczy to imię i nazwisko postaci, data urodzenia (w przeciwieństwie do Martwego Nurtu, tutaj nie ograniczają nas ramy wiekowe), usposobienie, wygląd, umiejętności i historia. W każdym punktów wystarczy kilka linijek najbardziej podstawowych informacji, także całość da się napisać w ciągu kilkunastu minut. Do historii poszczególnych postaci dodam swoje wytyczne, by nieco urozmaicić przygodę.
Zgłoszenia nadsyłać można do końca tego tygodnia. Listy uczestników i wiadomości ode mnie można spodziewać się dnia następnego. Gdyby więcej osób wybrało jedną postać, lecz wszystkie zgłoszenia spełniały moje oczekiwania, pod uwagę wezmę kolejność nadsyłania zgłoszeń, zaś pozostałym osobom przydzielę po prostu inne postaci do odegrania. Zapraszam do wspólnej zabawy.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2229
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 7 Sty 2018, o 09:05

Noce były najgorsze. Dawały wprawdzie chwilę fizycznego wytchnienia, lecz wykańczały psychicznie. Każdy krzyk niósł się głośnym echem pustymi korytarzami, a krzyków nie brakowało. Zwłaszcza wśród nowych osadzonych, którzy uzmysławiali sobie dopiero gdzie trafili. Więźniowie kopalni numer 6 na Kessell nie mieli powodów do optymizmu. Wszyscy osadzeni skazani zostali na dożywotnią pracę przy wydobyciu przyprawy, co statystycznie oznaczało około trzy lata lata życia. Warto dodać, wyjątkowo podłego. Pająki energetyczne przemierzające niższe poziomy, korytarze grożące zawałem w każdej chwili i niskie temperatury, zbierały żniwo praktycznie każdego dnia. Służby porządkowe nie miały nawet zbyt wiele do roboty.
Po ostatniej – i dotąd jedynej – uciecze więźniów przed dwoma laty, wraz z nowym gubernatorem wprowadzono restrykcyjne zmiany, zaostrzając procedury bezpieczeństwa do absurdalnie wysokiego poziomu. Strażnicy w tradycyjnych, białych pancerzach każdy najmniejszy przejaw niesubordynacji plenili z godnym podziwu zapałem, często wykonując swe zadania z pobudek czysto prewencyjnych. Świadomość, że są bezkarni bynajmniej nie poprawiała sytuacji.

Mirton Nian rozciągnął się na swej pryczy, próbując zaznać choćby odrobiny niespokojnego snu. Trójka jego współlokatorów nie borykała się z podobnymi problemami. Od dobrych dwóch godzin byli w celi obecni jedynie ciałami, o czym świadczyły głębokie, miarowe oddechy. Rodianin, Zabrak i Trandoshanin – wyjątkowo barwna zbieranina, na tle której Mirt prezentował się raczej standardowo. Przynajmniej pozornie. Przed dwoma laty Mirton wraz z dziesięcioma innymi więźniami wydostał się z kopalni, przy okazji własnymi rękoma zabijając po drodze pięciu strażników. Gdyby nie awaria hipernapędu w gracie, którego ukradł, prawdopodobnie byłby teraz wolnym człowiekiem. Zamiast tego został odesłany na Kessel i natychmiast trafił na krótką listę istot cieszących się w kopalni szczególnymi względami nowego dyrektora. Dowodem wyjątkowej sympatii były obecnie niezliczone blizny pokrywające ciało mężczyzny. Więźniowie przebywający na Kessel wystarczająco długo wiedzieli, że z lokatorami celi X513 nie ma żartów. Dość powiedzieć, że każdy z różnorodnej gatunkowo grupy zawyżał statystki okresu przeżywalności. Każdy wiedział, że nikt spod „trzynastki” nie został skazany na dożywocie przypadkowo, bądź za krzywe spojrzenie na przedstawiciela władzy. Byli po prostu bandą wrednych skurwysynów, którym lepiej było schodzić z drogi, póki miało się okazję zrobić to o własnych siłach.

Niebieska skóra i chętne uda
Tej słodkiej Lulu potrafią cuda.
Czy okrakiem siedzi, czy leży na dole,


Korytarz wypełnił bełkotliwy śpiew.
- Stul pystk! – zawtórował mu zachrypnięty, rozbudzony głos.
Samozwańczy artysta zdał się jednak nie zwracać uwagi na niezadowolenie słuchaczy i kontynuował:

Rozkoszą obdarza, że ja pierdolę.
Ślinią się wszyscy, gdy idzie z przeciwka
I nawet nie wiedzą, że Lulu to dziwka.
I choć nawet Wookie ledwo zipie,
Gdy się zanurzy się w jej miękkiej …


Twórcze zapędy zostały stłamszone za pomocą głuchego uderzenia, nim zdołały w pełni rozwinąć skrzydła. Odgłosy dalszych ciosów i kopnięć, które słychać były wyraźnie mimo znacznej odległości świadczyły o tym, że dykcja śpiewaka w najbliższym czasie mogła mocno ucierpieć. Zabrak na posłaniu obok otworzył oczy.
- Prawdziwy, kurwa romantyk – prychnął, a Mirton uśmiechnął się nieznacznie pod gęstą brodą okalającą mu twarz.
Na Kessel przebywał już od sześciu lat. Niegdyś dumny żołnierz Armii Imperialnej o stopniu kapitana, teraz w niczym nie przypominał dawnego siebie. Szybko i nieuchronnie zbliżał się do pięćdziesiątki, choć sam wolał określenie „po czterdziestce”. Jakby miało to jakiekolwiek znaczenie. Dawniej bujne, czarne włosy zostały krótko przycięte, a masywna, atletyczna sylwetka stała się o wiele szczuplejsza i bardziej żylasta. Mimo wszystko wśród kobiet lubujących się w typie brutali, mógł uchodzić za dość pociągającego. Rzeczą, która zwracała na siebie szczególną uwagę, były jego oczy. Mówi się, że są one zwierciadłem duszy i jeśli uznać to za prawdę, w duszy Mirtona niewiele było miejsca na jasność. Chłodne spojrzenie szarych, pozbawionych emocji oczu było niczym niewerbalne ostrzeżenie.
Gdy zamieszanie w celi artysty w końcu ucichło, mężczyzna na powrót zamknął oczy, próbując oddać się w upojne objęcia snu. Na Kessel chwila odpoczynku była towarem bezcennym.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2229
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 7 Sty 2018, o 13:24

Leżała na swojej pryczy wpatrując się w sufit, co było o tyle możliwe, że jej posłanie znajdowało się wyżej. Sufit był obdrapany i brudny, a od czasu, kiedy się tu znalazła zdążyła zapamiętać każdy szczegół tej niewielkiej powierzchni, choć nie przebywała w więzieniu aż tak długo jak inni jej współwięźnie. Była tu stosunkowo nowa, ale te kilka tygodni i tak zdążyło się odciąć na jej charakterze, duchu oraz ciele. Kessel było okrutnym i brutalnym miejscem, gdzie tylko silni są w stanie przetrwać. Nie byłą pewna czy zalicza się do tej grupy, ale nie zamierzała się poddawać. Za dnia pracowała wraz z innymi kobietami w jakiejś fabryce przy produkcji. Niby miały się lepiej od mężczyzn, ale warunki pracy były dalekie od ideału. Za każdym razem wracała do celi kompletnie wykończona, a pomimo zmęczenia nie była w stanie zasnąć. Długo leżała wpatrując się w sufit, zanim sen pochłonął ją na dobre.
Pod nią rozległo się charczenie. To jedna z jej współwięźniarek, Sullustanka, która najwidoczniej miała jakieś problemy z układem oddechowym, bo co noc charczała, jakby miała się udusić. Pozostałe dwie kobiety spały spokojnie na swoich pryczach po drugiej stronie celu pod ścianą. Jedna z kobiet tak jak ona była człowiekiem, druga Nautolanką, obie zdawały się być w porządku, choć Trisha mogła się mylić. Rozpracowywanie innych istot nigdy nie szło jej najlepiej, a w takim miejscu jak to, nie wszystko jest takie, na jakie wygląda. Liczy się siła jednostki, a nie zgranie w grupie. Jedno jest pewne - tolerowały się i utrzymywały względną równowagę, co już można było uznać za sukces, a może po prostu kobiety lepiej się dogadywały niż mężczyźni?
Odwróciła się na bok, twarzą do ściany i zamknęła oczy starając się zasnąć. Przed nią, jak przed wszystkimi innymi czekał kolejny ciężko dzień. Była bardzo zmęczona. Jej ręce jeszcze tak niedawno gładkie, teraz poznaczone były bruzdami, całe jej ciało było obolałe i potrzebowało odpoczynku. Długie godziny monotonnej pracy dawały o sobie znać, a ona tęskniła tylko za jednym - za możliwością obcowania z systemami komputerowymi. Jako hakerka miała bezwzględny zakaz zbliżania się do jakichkolwiek urządzeń z nawet jak najprostszymi systemami. Trzymała się tego zakazu, nie chciała podpadać strażnikom, ani władzy więzienia. Na Kessel nawet najmniejsze przewinienie było surowo karane, a niestety ostatnie tygodnie, jakie tu spędziła była świadkiem niejednej sytuacji, w której to prawo egzekwowano w jak najbardziej brutalny sposób. Ona sama starała się nie wychylać, choć najprawdopodobniej więzienia już nie opuści.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 7 Sty 2018, o 14:47

Marcello spał ciężko na swojej pryczy, kiedy obudziło go ciche popiskiwanie.
- Noldo, daj spać, jeszcze nie wstajemy - wymamrotał pod nosem w stronę siedzącej przed nim wiewiórki.
W odpowiedzi wiewiórka przekręciła łebek i położyła się przy jego ręce podwijając pod siebie ogon. Jakimś sposobem nie zabrali jej, gdy tu trafił i w tej zapadłej dziurze mógł chociaż liczyć na towarzystwo swojego najlepszego przyjaciela. O dziwo kopalnia przyprawy wpływała znacznie mniej na stworzonko niż na niego i radziło sobie całkiem dziarsko. Zupełnie inaczej niż Marcello, chociaż w porównaniu do niektórych więźniów i tak nie mógł narzekać. Był jeszcze w całkiem niezłej sprawności mimo tygodni spędzonych w kopalni i marnego jedzenia. Jedynie ten wszechobecny pył go stale drażnił i był pewny, że jeśli nie zabiją go tu więźniowie lub żołnierze, to umrze z zapchanymi nim płucami.
Po przebudzeniu nie mógł już zasnąć. Powróciły wspomnienia z przedwczoraj, kiedy to niemal pobił jednego ze strażników na śmierć. A może ten dupek potem jednak zdechł? Należało mu się. Na szczęście udało mu się przerwać znęcanie się tamtego strażnika nad jednym z dzieciaków, ale sam potem przypłacił to wieloma sińcami i stłuczeniami. Zastanawiało go, czemu nadal żyje. Za to, co zrobił, powinni go zabić, a on nawet nie trafił do osławionej celi 13, tylko przenieśli go do innego bloku i to dwuosobowej celi. Pod nim na pryczy słyszał pochrapywanie starego zabraka. Wzruszył ramionami i podkurczył wygodniej nogi. Może po prostu miał szczęście.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Opliko » 7 Sty 2018, o 15:29

Yuu próbował usnąć na swojej pryczy, choć jak zawsze akurat wtedy musiały mu przeszkodzić rozmyślania o życiu, wszechświecie i całej reszcie. Jakby nie mogły robić tego w trakcie pracy, kiedy to mogłyby odciągnąć jego uwagę od zmęczenia pracą. Tej nocy do tego jeszcze zabrano mu "nieregulaminową" poduszkę. Jak on nienawidził nowych strażników!
No dobra, to nie do końca prawda. Nowych mógł podzielić na trzy kategorie:
Po pierwsze, tych którzy myślą, że wolno im robić wszystko z więźniami. Dość szybko stają się świadomi jaka kara ich czeka za pobicie jednego. A dokładniej - jakieś pouczenie o którym szybko każdy zapomni, jeśli pobity nie będzie zdolny do pracy przez dłuższy czas. Zresztą i w tym wypadku nieraz nie robiono zupełnie nic. Takich ludzi umbaranin potrafił przekonać, by nie wybrali akurat jego na swój cel.
Drugą kategorią były osoby które już wiedziały jak wszystko działa w więzieniu i rozumiały, że więźniowie są tu po to, by robić wszystko za nich. Tych Yuu najbardziej lubił - dość łatwo dało się jakoś wkupić w ich łaski.
Jednak trzeci rodzaj "nowych", był zdecydowanie najgorszy. Zwykle byli to rzeczywiście nowi, ludzie którzy stosunkowo niedawno skończyli szkolenie. Oni zwykle byli jeszcze idealistami, wierzyli, że więźniowie mogą się poprawić, a regulamin jest absolutny. Może i dość szybko dostosowywali się do reszty, ale czas jaki to zabierało był zdecydowanie zbyt długi.
I właśnie taki jeden zabrał mu jego "nieregulaminowe" przedmioty. Choć wiedział, że za tydzień, może dwa wszystko będzie mógł odzyskać, jeśli tylko znowu wypełni trochę dokumentów za jednego ze strażników, to i tak był wściekły.
Jednak jak się zastanowił, to miał lepiej niż pewnie większość innych więźniów. Udało mu się dostać celę tylko dla siebie, na co pracował blisko półtorej roku. A w większości walk z współwięźniami strażnicy brali jego stronę, nieraz nawet nie wyciągając żadnych konsekwencji wobec niego. Może nie było to życie jakiego chciał, ale "mogło być gorzej". Może pracował więcej niż inni, pomagając niektórym strażnikom choćby w papierkowej robocie, ale zyski zdecydowanie przewyższały koszt.
Na początku oczywiście wszystko było inaczej. Jak prawie każdy, tworzył swoje wielki plany ucieczki, tylko po to by wszystkie porzucić. Myślał nawet o kopaniu w nocy dziury w ścianie, tak by może za kilka lat uciec, ale jak się okazało te "kilka lat" przy materiałach z których wykonano ściany więzienia przerodziłoby się w "znacznie więcej niż średnia długość życia zdrowej osoby".
Cieszył się, że wyszedł z tej fazy przed tym jak kilka osób spróbowało opuścić zakład. Udowodnili tylko, że jedynym sposobem wyjścia może być zostanie wypuszczonym przez władzę. Nie to, żeby komuś się i to udało podczas dożywotniej odsiadki.
Image
Ilość eksplozji przetrwanych przez postać:
Ilość przetrwanych rzutów o ścianę:
Ilość zdrad:
Discord: opliko#0909
Awatar użytkownika
Opliko
Mistrz Gry
 
Posty: 206
Rejestracja: 22 Cze 2016, o 13:59

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nicciterra » 7 Sty 2018, o 19:26

- oni czekają... moje bogactwa, moje dzieci - szeptał i stękał z wysiłku wyciskając pompkę na jednej ręce. Kolejna i kolejna, do pięćdziesięciu jeszcze kilka, a potem zmiana. Ciemnoskóry facet ćwiczył, jakby nigdy nie miał dość. Muskularne ciało było pokryte siatką żył i gdzieniegdzie blizn. Nie był wielki, ale wyżyłowany do granic możliwości. Napędzało go złudzenie, że tam na zewnątrz czekają na niego, ale chyba powoli tracił nadzieję. Wychodził już z większych gówien, lecz nikt stąd nie mógł uciec... mamrotał tak do siebie jakby był obłąkany, kiedy to inni współwięźniowie chcieli spać.
- Redolz, daj no spokój. Nowy nie chce spać w moich objęciach, martwię się o niego. Przecież wiesz jak tu ciężko, a to jego pierwszy dzień... przez Ciebie nie dają nam tu nikogo do celi, nie chciałbym by mi go zabrali... znów bym sam spał przez kolejne miesiące. Nie chcę tego - zajęczał Herglic, po czym mocniej przytulił nowego więźnia, skromnej budowy białoskórego faceta. Cokolwiek się działo na Kessel, przerastało świeżaka kompletnie. Redolz miał to w dupie. Nawet nie wiedział jak się nazywa, zwyczajny narybek. Tylu już to nowych widział, że nie miało to dla niego znaczenia. Za tydzień minie piąty rok odsiadki... Jego oba szczęścia będą w wieku czternastu i piętnastu lat... jego pieniądze i fortuna, tak po prostu leży... pewnie ktoś mu to wszystko już zabrał... a jego tam niema...
- już dłużej tak nie mogę... - padł na ziemie zdyszany
- Red, nie chciałbym Cię urazić, ale pogódź się z tym. Nikt na Ciebie nie czeka, musisz się odnaleźć. Tutaj. Nie ma żadnego tam.
- BLOB!!! - Herglic, jeszcze mocniej przytulił białoskórego, a Nowy zaczął się jeszcze bardziej intensywnie pocić. Redolz wybił się z dwóch rąk, stając na równe nogi przed dużą betonową półką, co robiła za pryczę Bloba. Siedział z nim już trzy lata. Znali się dobrze i wielkolud wiedział, że nie powinien tak mówić. Nie powinien się śmiać z jego urojeń.
- Redolz. Przepraszam, wiesz nie to miałem na myśli...
- Przeginasz kurwa! Jeśli uważasz to za żart! Czekają na mnie! Mój pałac i moje dziwki! Nic nie rozumiesz?! Hahah... Tyle czasu już Ci to tłumaczyłem, a Ty nadal swoje! Czeka na mnie!...
- Spokój Red. - przerwał mu krótko strażnik, który akurat był nieopodal. Ci co pilnowali tu już jakiś czas, mniej więcej znali go. Wiedzieli, że furiat i pojeb z niego, ale nie głupi.
- Będziesz grzeczny?
- Tak... Jasne... Nie chciałem... -
opanował się facet. Nie miał ochoty być spałowany na dobranoc. Albo znowu izolatka... czy praca pod intensywnym nadzorem.
- Na pewno?
- Tak. Idę spać - wskoczył od razu na swoją pryczę i zamknął oczy. Nie obchodziło go czy ten spedalony wielkolud w końcu zrozumiał. Ważne, że nie denerwował go za bardzo i nie zawracał mu głowy.

Nie musiał czekać na sen. Dopadł go szybko, choć mamrotał przez sen złowrogie pogróżki zaadresowane do nieznanych nikomu osób...
Wszyscy w celi zasnęli oprócz bezimiennego Nowego, który utknął między kończynami Herglica.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 9 Sty 2018, o 13:46

Na durastalowej kładce na zewnątrz, rozbrzmiały kroki. Ze zdziwieniem Mirt odkrył, że brzmiały inaczej od znajomych, ciężkich kroków szturmowców, a w dodatku należały do samotnej istoty. Szturmowcy zawsze patrolowali obszar parami. Tajemniczy gość zbliżał się powoli. Mirton uniósł się na łokciach, wpatrując w zakratowane drzwi celi. Na zewnątrz przeszła otulona płaszczem nautolańska kobieta, trzymająca na rękach jakieś zawiniątko. Nie zaszczyciła mężczyzny nawet spojrzeniem, lecz ten krótki moment wystarczył, by Mirton poderwał się na równe nogi i rzucił ku kratom, starając się zobaczyć coś na zewnątrz. Kroki ucichły, a tajemnicza kobieta jakby rozpłynęła się w powietrzu.
- Weź się kurwa w garść Nian – mruknął do siebie. – To miejsce miesza ci w głowie.
Odwrócił się, by wrócić na swą pryczę i stanął twarzą w twarz z kobietą z kładki. Brakowało jej nosa, lewego policzka i oka. Cała lewa strona twarzy wyglądała jak figura woskowa wystawiona na działanie zbyt wysokiej temperatury. Połowa twarzy Nautolanki po prostu się stopiła. Na rękach trzymała zawiniątko opatulone kocem, spod którego wystawała jedna, pozbawiona skóry stópka. Przewiercając mężczyznę wzrokiem pozostałego oka, uniosła prawą dłoń zaciśniętą na kulistym przedmiocie. Kontrolki termodetanora zamigotały i wybuch rozerwał wnętrze celi.


Mirton Nian poderwał się z pryczy zlany potem. Półprzytomnie rozejrzał się wokół. Otaczały go znajome, durastalowe ściany, niepamiętające czasów czystości.
- Kiedy w końcu dasz mi spokój ty suko – wydyszał cicho, zachłannie chwytając powietrze.
Jego współwięźniowie spali niewzruszeni na swych pryczach, przyzwyczajeni już do nocnych wybryków kompana. Śnił ten sen jeszcze przed przybyciem na Kessel; zmieniały się jedynie miejsca, w których rozgrywała się scena. Potrząsnął głową, jakby chciał odgonić koszmary i na powrót ułożył się na swojej pryczy. Nie zdołał jeszcze zasnąć, gdy jego uszu dobiegł cichy syk. Od sześciu lat słyszał go każdego poranka i wieczora, więc nie mógł pomylić go z niczym innym. Drzwi celi rozsunęły się. Sekundy mijały, lecz żaden strażnik nie wszedł do środka.
- Hej! Bo! – szepnął, uderzając pięścią w pryczę nad sobą. – Popatrz.
Z góry rozległ się chrapliwy warkot Trandoshana. Obudziła się też pozostała dwójka.
- Co jest, kurwa grane? – mruknął Zabrak znany szerszemu towarzystwu jako Brzytwa. – Za wcześnie na apel.
Mirton podniósł się z posłania i zrobił kilka kroków w kierunku drzwi. Nic się nie stało; więzienie niezmiennie pogrążone było w nocnej ciszy. Nikt nie wpadł do celi z pałką ogłuszającą, jak często miało to miejsce. Mężczyzna ostrożnie wyjrzał w półmrok panujący na zewnątrz. Sześć poziomów przyklejonych do ścian kompleksu durastalowych kładek było kompletnie opustoszałych. Po prawej stronie dostrzegł jakiś ruch. Trzy cele dalej na zewnątrz wyszedł Umbaranin w towarzystwie Twi’leka i Grana. Wyglądali na równie zdezorientowanych co Mirt. Mirton spojrzał na nich pytająco, lecz w odpowiedzi łysy, bladoskóry mężczyzna jedynie wzruszył ramionami. Po drugiej stronie gigantycznego pomieszczenia dostrzegli jeszcze dwie otwarte cele.
- Co jest grane? – spytał Brzytwa dołączając do Niana i rozglądając się z zaciekawieniem.
Odpowiedź Mirta była krótka i oczywista:
- Spierdalamy.


***



Cichy syk odsuwających się krat przywołał ją do rzeczywistości. Ciężkie buty zadudniły na posadzce i ucichły u progu drzwi.
- Trisha Corse, proszę ze mną – rozległo się suche polecenie.
Posłusznie zwlekła się z pryczy i zwinnie zeskoczyła na podłogę, stając twarzą twarz z Wookiem – szefem ochrony. Przydomek był przykładem więziennego, czarnego humoru wśród więźniarek. Mężczyzna był posturowo kompletnym przeciwieństwem standardowego mieszkańca Kashyyyk – korpulentny, o wiecznie spoconej twarzy i małych, rozbieganych oczkach. Spod czapeczki oficerskiej desperacko wyzierały gładko zalizane pozostałości czupryny. Plotki głosiły jednak, że owłosienie pozostałej części ciała mężczyzny może z powodzeniem stawać w szranki z prawdziwym Wookie. Ponoć dawniej pełnił przez chwilę służbę na gwiezdnym niszczycielu, lecz z jakiegoś powodu został oddelegowany na Kessel. O dziwo zesłanie nie okazało się dla mężczyzny karą. Szybko dostosował się do nowych warunków, często korzystając ze swej pozycji i możliwości, jakie stwarzała. Kierownik „szóstki” o procederze wiedział, lecz nie podejmował żadnych kroków, by go ukrócić.
Nie mając wyboru, Trisha ruszyła za Imperialnym. Kierowali się ku górze. Podobnie jak we wszystkich gigamiastach, status wzrastał wprost proporcjonalnie do piętra, które się zamieszkiwało. Naturalnie obszar więzienny był w tym przypadku traktowany jak jeden, najniższy organizm. Na samym dole znajdowały się izolatki, a poniżej tylko korytarze kopalni. Kwatery naczelnika ulokowano na spalonej słońcem powierzchni planety. W kopalni numer sześć męska i damska część więzienia były różnych rozmiarów i łączyły je dwa korytarze z ulokowanymi pośrodku punktami kontrolnymi. Wyjście na powierzchnię wiodło jedynie z części damskiej, stanowiącej rozmiarem mniej niż połowę obszaru męskiego. Z punktu widzenia ochrony miało to sens.
Nim wdrapali się trzy poziomy w górę, mężczyzna z trudem łapał oddech. Jego praca narzucała tryb siedzący, a rzadkie wycieczki do części więziennej były dla niego przykrym obowiązkiem. Naturalnie wyłączywszy nocne wizyty, składane co atrakcyjniejszym więźniarkom. Tu wysiłkowi fizycznemu przyświecało przynajmniej większe dobro.
Trisha posłusznie podążała za mężczyzną. Nie miała większego wyboru; szła sama, lub zawleczono by ją siłą. Gdy stanęli przed drzwiami kwatery, Wookie wyglądał, jakby za chwilę miał wyzionąć ducha. Nie wypuszczając z dłoni blastera, otworzył drzwi identyfikatorem i wskazał jej ciemne wnętrze.
- Zapraszam – wydyszał, zmuszając się do lubieżnego uśmiechu.
Trisha poczuła, że zbiera się jej na mdłości.
- Właź do środka – ponaglił ostrzej mężczyzna.
Wykonała polecenie, a Wookie wszedł za nią, zamykając drzwi. Światło aktywowało się automatycznie, oświetlając pogrążone w nieładzie pomieszczenie. Jeśli ktoś mówił o imperialnym porządku, nie widział nigdy pokoju szefa ochrony więzienia nr 6 na Kessel. Na stoliku obok łóżka stała w połowie wypita butelka koreliańskiej whiskey, a po podłodze walały się stare skarpetki. Trisha nie zorientowała się nawet gdy oplotły ją tłuste ramiona, a spocona twarz mężczyzny przylgnęła do jej szyi. Szarpnęła się, lecz mężczyzna mimo sflaczałej aparycji miał sporo siły. Poirytowany pchnął ją na łóżko i rozpinając pasek imperialnego munduru ruszył ku niej.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2229
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 9 Sty 2018, o 19:39

Czego od niej chcieli? Coś zawiniła? Była grzeczna, robiła swoje, pracowała, nie wychylała się, nie zrobiła absolutnie niczego, co miałoby sprowadzić na nią jeszcze większe kłopoty niż miała. Takie myśli krążyły po głowie Trishy, gdy szła korytarzami prowadzona przez rosłego strażnika, a konkretnie przez szefa ochrony, który nie miał najlepszej reputacji. Już krótka odsiadka w więzieniu pozwoliła jej na zorientowanie się w tym co, gdzie jak. Z kim lepiej uważać, przy kim można sobie pozwolić na więcej i komu lepiej definitywnie nie podpadać. Wookie zaliczał się do tych osób, z którymi lepiej mieć styczność tylko na odległość, a wśród osadzonych kobiet nie cieszył się zbytnią popularnością.
Do końca nie wiedziała, o co może chodzić, choć z każdym krokiem czuła, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi ze strachu.Jej obawy szybko się potwierdziły, gdy mężczyzna zaprowadził ją nie do komendanta czy innego wyżej postawionego przedstawiciela władz więzienia, a do swojej własnej kwatery. Sytuacja potoczyła się bardzo szybko, a ją samą zalała fala przerażenia i obrzydzenia. Mogła się tego spodziewać. W więzieniu nie brakowało kobiet, choć były w zdecydowanej mniejszości, a że Kessel było istnym piekłem i nawet spora część pracujących tu żołnierzy czuła się jakby byli osadzeni, przez co pozwalali sobie na więcej. To było państwa w państwie, a więźniowie nie mieli nic do powiedzenia i nikt nie stanąłby w ich obronie.
Opadła na łóżko, gwałtownie się odwracając, by móc zobaczyć mężczyznę, który właśnie szykował się do aktu gwałtu. Oczy kobiety jasno wyrażały jej obecny stan emocjonalny. Była w potrzasku, a jako więźniarka nie miała żadnych praw, nie mówiąc już o tym, by ktokolwiek miał jej pomóc. odczekała chwilę, patrząc jak mężczyzna się zbliża siląc się ze spodniami. Zacisnęła ręce na niezbyt czystej pościeli, spięła się i po chwili jej noga wystrzeliła prosto w krocze szefa ochrony, nie szczędząc przy tym sił i mając nadzieje, że to skutecznie pozbawi go możliwości użytkowani jego sprzętu. Zaraz potem obróciła się na bok by sięgnąć po opróżnioną w połowie butelkę alkoholu i w momencie zwijania się przez niego z bólu, trzasnąć mu ją przez głowę. Prosiła się o kłopoty, to było oczywiste, ale instynkt był silniejszy, tak samo jak obrzydzenie tym osobnikiem.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 10 Sty 2018, o 16:12

Marcello obudzony gadaniną wiewiórki nie spał już, kiedy drzwi celi się otworzyły. Odgłos odsuwanych krat wyrwał go jedynie z zamyślenia nad niedawnymi wydarzeniami.
- A jednak to już - wyszeptał w stronę wiewiórki - miałeś rację mały skubańcu. To wstajemy.
Dźwignął się z pryczy i usiadł na jej krawędzi, czekając na pojawienie się strażników. W międzyczasie wyjął z kieszeni kurtki orzeszka i podał go wiewiórce. Ta chwyciła przysmak z ochotą i zaczęła go szybko wsuwać siedz@c na jego ramieniu. Dużo musiał dawać na wymianę za te orzechy, ale dla jego przyjaciela było to warte.
W tym czasie nie pojawił się żaden strażnik. Zaciekawiony, Marcello podszedł do wyjścia i wyjrzał na zewnątrz. O dziwo, strażników ani śladu, a zwykle to oni obwieszczali początek nowego dnia odsiadki. Zamiast tego zobaczył sześć poziomów kładek, całkowicie pustych za wyjątkiem trzech innych otwartych cel i wychodzących z nich więźniów. Cała ta sytuacja była dziwna.
- Ej Noldo- szepnął do wiewiórki - jakąś awarię mają czy co?
Wiewiórka odpowiedziała popiskiwaniem.
- Masz rację, też tak myślę. Spierdalamy stąd.
Wyszedł z wiewiórką na ramieniu na swój poziom kładki. Rozejrzał się w lewo i w prawo nadal wyszukując strażników. Wiewiórka na ramieniu zapiszczała.
- Tak, pójdziemy przez część kobiet, w stronę wyjścia i zobaczymy, czy awaria nie rozwaliła czegoś jeszcze. Może uda się dostać gdzieś na lądowiska.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Opliko » 10 Sty 2018, o 23:48

Gdy drzwi się otworzyły, Yuu nawet się na nie nie spojrzał, czekając aż strażnicy wejdą.
Ale nikt nie wchodził.
W końcu Umbaranin zdecydował się zobaczyć co się dzieje. Jak się okazało: nie był głuchy. Rzeczywiście nikt nie wszedł. Nikogo nawet nie było przy drzwiach...
To było dziwne. Sam nie wiedział, czy powinien się cieszyć, czy może bać...
Mimo mieszanych uczuć zdecydował się wstać by dowiedzieć się co się stało. Widok po wyjściu upewnił go tylko w jednym: coś było nie tak. Nie był jedynym u kogo otworzyły się drzwi...
Początkowo zastanawiał się nad powiadomieniem strażników, jednak problemem był właśnie ich brak. Do tego w obecnej sytuacji lepiej było dostosować się do grupy - w końcu jeśli by uznano, że chce im jakkolwiek przeszkodzić, to raczej nie przeżyłby wystarczająco długo by to zrobić.
A nawet gdyby mógł, to czy chciałby? Dotąd nie wierzył w możliwość ucieczki, bo te zawsze zaczynały się od pokonania niemożliwych systemów zabezpieczeń. Ale obecnie wszystko wskazywało na to, że te z jakiegoś powodu nie działają. W końcu nawet bez żadnej specjalnej wiedzy z tej dziedziny, Yuu wiedział że gdyby padło zasilanie czy coś takiego, ich cele pozostałyby zamknięte. W końcu dla Imperium ważniejsze było by nie uciekli, niż by przeżyli jakąś katastrofę.
Czyżby więc któryś ze skazanych slicerów dorwał w swoje ręce jakiś terminal? Suushi słyszał o tym, że trafiło tu kilku takich, ale sam żadnego nie znał.

Na razie Umbaranin się jednak nie odzywał. Nie wiedział co planują współwięźniowie, poza oczywistą ucieczką. A więc po prostu nie miał nic do powiedzenia.
Image
Ilość eksplozji przetrwanych przez postać:
Ilość przetrwanych rzutów o ścianę:
Ilość zdrad:
Discord: opliko#0909
Awatar użytkownika
Opliko
Mistrz Gry
 
Posty: 206
Rejestracja: 22 Cze 2016, o 13:59

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nicciterra » 11 Sty 2018, o 00:48

Kraty się otworzyły, niemal w idealnym momencie jak oczy Redolza... coś było nie tak.
Zeskoczył z łożyska i zauważył, że więźniowie idą. Bez strażników.
- Blob rusz dupę. Coś się nie zgadza.
- Ja jeszcze nie chcę iść. Niech mnie wyciągną. Nowy jest taki milusi
- No to przepadnij. Ja w tym czasie idę zaczerpnąć nieco luzu. Nara.


Zaskoczyło go to. Nic nie wiedział na temat tej anomalii... mogło to wiele znaczyć. Musiał uważać zarówno jak na rozwój sytuacji, jak i na innych więźniów. To był idealny moment by wyrównać rachunki. Czyżby jakaś inscenizacja, by paru dało sobie ujścia, a potem wdarcie się uzbrojonych strażników? Bycie na samym tyle lub przodzie mogło się źle skończyć. Postanowił jednak z grupą. Kto wie, może będzie to jego okazja.

Jeśli tak, posunie się do wszystkiego. Czekają na niego...
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 13 Sty 2018, o 10:15

Mirton nie rozumiał co się dzieje, ale wiedział, że taka szansa może się nie powtórzyć. Wraz z pozostałymi rezydentami trzynastki oraz Umbaraninem z sąsiedztwa i jego współwięźniami ruszyli biegiem w górę. Równocześnie po drugiej stronie hali pozostali uwolnieni zrobili dokładnie to samo, niczym w jakimś abstrakcyjnym wyścigu. W pędzie mijali niezliczone cele wypełnione przedstawicielami dziesiątek ras, którzy odprowadzali ich zdziwionymi spojrzeniami, jeśli akurat nie byli pogrążeni we śnie. Obie grupy spotkały się na najwyższym poziomie obszaru więziennego, przy wrotach prowadzących do kobiecej części obiektu. Mirton wiedział, że była to jedyna droga ucieczki, choć niestety ponoć po skandalu przed dwoma laty doczekała się gruntownych usprawnień. O dziwo, wrota były otwarte, jakby zapraszały do skąpanego w jasnym świetle korytarza.
- Co teraz? – spytał ktoś z grupy.
- Nie mamy zbyt wielu opcji – odpowiedział wychudzony Duros. – To jedyna droga.
Mirt nieznacznie wystawił głowę poza framugę drzwi, uważnie lustrując korytarz. Oświetlony standardowymi imperialnymi lampami wewnątrz ściennymi dwudziestometrowy korytarz o lśniącej, durastalowej podłodze, sprawiał niegroźne wrażenie. Po stronie kobiecej wieńczyły go bliźniacze tym, przy których się znajdowali wrota. Mniej więcej w połowie drogi, w ścianie dało się zauważyć niewielkie wgłębienia, znaczące miejsce ukrycia czujników. Beznadziejna sprawa.
- Ktoś pójdzie na ochotnika, czy losujemy? – zaproponował stary Sullustanin.
- A może, kurwa po prostu wrzucimy cię od środka i zobaczymy, co się stanie? – odparował Brzytwa, a jego oczy błysnęły groźnie.
Dyskusja ucichła. Wszyscy wiedzieli, że słowa Zabraka nie są jedynie czczą gadaniną i nie chcieli się wychylić. Póki trzynastkowicze trzymali się razem, całą grupę trzymali w garści.
- Ja pójdę – uszy zebranych dobiegł męski głos i wszyscy ze zdumieniem zwrócili się ku Mirtowi. – No co się tak, kurwa gapicie? Tędy, albo wcale, a siedzieć tu do usranej śmierci nie będę.
Z kilkunastoma parami oczu śledzących każdy jego ruch, mężczyzna minął wrota. Stąpał cicho, starając się nie wywołać najmniejszego dźwięku. Nie denerwował się – w końcu niewiele miał do stracenia, a każdy krok zbliżał go do upragnionej wolności. Minął czujniki i nic się nie stało. W końcu znalazł się przy wrotach wyjściowych. Były zamknięte i ani myślały drgnąć. Pomachał do reszty grupy, która stłoczona czekała na sygnał. Zachęceni ruszyli tropem Mirta, powoli, bezgłośnie.
- Zamknięte w cholerę – mruknął wskazując ruchem brody na wrota, gdy znaleźli się obok niego. – Riss, dasz radę?
Trandoshanin zawarczał coś, przecząco kręcąc jaszczurzym łbem i wskazując łapą na przeszkodę.
- Co mówi? – zainteresował się mężczyzna z dziwnym stworzeniem na ramieniu.
- Że chuj go swędzi – odburknął Brzytwa. – Da się otworzyć tylko z drugiej, kurwa strony.
- No to mamy problem – niezbyt bystrze zauważył niski Rodianin o twarzy oszpeconej licznymi poparzeniami.
- Nie pierdol.
Po drugiej stronie korytarza wrota niespodziewanie zatrzasnęły się ze zdumiewającą dla swej wagi szybkością. Wszyscy zwrócili się w tamtą stronę.
- Nie… - mruknął Mirt wpatrując się w sufit, z którego właśnie wysuwały się dwa automatyczne działka. – Teraz mamy problem.
- O kurwa… - zdążył skomentować Brzytwa, nim wiązka energii nie wypaliła mu otworu w czole.
Działka ożyły bez chwili zwłoki, bezlitośnie eliminując zagrożenie znajdujące się w korytarzu. Nie było szans na ucieczkę, czy schronienie. Więźniowie kopalni nr.6 ginęli w ułamku sekundy, nie będąc w stanie zareagować. Dwa narzędzia zagłady były bezwzględnie celne i szybkie. Nim Mirt zdołał wypuścić powietrze z płuc, posadzka wokół usiana była trupami, a powietrze wypełniał smród spalonego mięsa. Nian wciąż jednak stał, oczekując na palące uderzenie. Był gotów na śmierć od dawna i każdy kolejny dzień życia traktował jako niespodziankę, jednak stojąc teraz poza swą celą, mając choćby iluzoryczne szanse na lepszą przyszłość, poczuł coś na kształt ukłucia zawodu. Co robiłby na wolności? Na pewno odwiedziłby jakiś porządny burdel. Jego potrzeby nie były w tym momencie skomplikowane.
- Skurwysyny! – męski krzyk przywołał go do rzeczywistości. – Zabiliście Noldo!
Faktycznie, niewielkie zwierzę zostało praktycznie zdezintegrowane na ramieniu Marcella, pozostawiając po sobie jedną łapkę wpitą w ubranie mężczyzny. Równocześnie oba działka schowały się na powrót, a syk za plecami zebranych oznajmił, że droga do skrzydła kobiecego stanęła otworem. Mirt spojrzał na prawo i dostrzegł, że nie jest jedynym, który przeżył rzeź. Dlaczego akurat on wraz z pozostałą trójką – Umbaraninem, dobrze zbudowanym, ciemnoskórym mężczyzną oraz gościem od gryzonia? Nie wiedział, ale miał pewność, że to miejsce niebawem zaroi się od imperialnych strażników. Musieli ruszać dalej.
- Musimy zdobyć aktualne plany placówki – zarządził Mirt. – Inaczej stąd nie wyjdziemy.


***



Mężczyzna zawył z bólu i padł przed slicerką na kolana, kurczowo trzymając się za krocze.
- Ty suko – zdołał jakimś cudem wydyszeć. – Każę cię wypatroszyć.
Trisha działała automatycznie, bez chwili zastanowienia, niczym dobrze zaprogramowana maszyna. Butelka z korelliańską praktycznie sama znalazła się w jej ręce. Wzięła potężny zamach i trzasnęła mężczyznę w głowę. Grube szkło butelki pękło w zderzeniu z czaszką Wookiego, a on sam bez czucia runął na posadzkę. Zabiłam go – uświadomiła sobie z przerażeniem patrząc jak wokół głowy mężczyzny rozlewa się krwawa kałuża. Pierwsze zabójstwo w życiu – mimo iż dokonane przez przypadek, w samoobronie – dogłębnie nią wstrząsnęło. Lekko otępiała usiadła na łóżku, trzęsącymi dłońmi obejmując kolaja i próbując ochłonąć. Nie miała wtedy pojęcia, że w niedalekiej przyszłości z tego typu sytuacjami w pełni się oswoi.
Doszła do siebie po kilku minutach, przy okazji odkrywając kilka pozytywów zaistniałej sytuacji. Nie mogła przesadnie pogorszyć swego położenia; co najwyżej zginąć inaczej niż z wycieńczenia, bo to bez żadnej wątpliwości czekało ją w bliższej, lub dalszej przyszłości. Ta myśl dodała jej nieco otuchy i zmotywowała do działania. Zyskać mogła wszystko, stracić niewiele. Potrzebowała jedynie odrobiny szczęścia.

Bezgłośnie przemykała pustymi korytarzami, próbując odnaleźć drogę ucieczki. Tylko raz natknęła się na dwóch szturmowców zmierzających w kierunku swych kwater. Usłyszała ich na tyle wcześniej, że zdołała się ukryć i pozostać niezauważona. Więzienie pogrążone było w śnie. Jedynym problemem był fakt, że nie wiedziała zbytnio jak wydostać się z placówki, więc kluczyła po niej praktycznie po omacku w poszukiwaniu jakiegoś terminala, do którego mogłaby się włamać.
Przemierzała właśnie długi korytarz po obu stronach wypełniony drzwiami, gdy jedne z nich rozsunęły się i stanął w nich szturmowiec. Odruchowo wyciągnął blaster gotów do strzału. Kobieta była bez szans na ucieczkę. Skryte za wizjerem hełmu oczy wpatrywały się w nią przez moment, który wydał się jej wiecznością. Uniosła ręce w górę. Po upływie kolejnej sekundy imperialny opuścił broń i pozostawiając kobietę w stanie kompletnego czoku, powoli oddalił się korytarzem. Trisha odprowadziła go wzrokiem, a gdy zniknął z jej pola widzenia, zajrzała do pomieszczenia, które opuścił. Oczy rozbłysły jej na widok kilkudziesięciu wyświetlaczy, podzielonych pomiędzy czteroosobową załogę. Na największym, centralnym ekranie trwało odliczanie. Pięćdziesiąt, czterdzieści dziewięć… widziała już ten ekran. Za niecałą minutę wszystkie systemy w więzieniu miały zostać zresetowane, a dane z nośników danych wymazane. Czworo mężczyzn zajmujących fotele trwało w bezruchu. Wiedziona instynktem doskoczyła do panelu kontrolnego, równocześnie kątem oka rejestrując otwór wypalony w czaszce pierwszego z mężczyzn. Coś bardzo dziwnego działo się w kopalni nr.6 na Kessel. Na jednym z ekranów zauważyła grupę czterech mężczyzn przemierzających korytarze kobiecej części kompleksu. Szybki rzut oka na okoliczne kamery poinformował ją, że kierowali się wprost na czteroosobową grupę imperialnych, urządzających sobie pogawędkę na jednym z korytarzy. Palce kobiety zatańczyły na klawiszach panelu.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2229
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 14 Sty 2018, o 20:59

Coś było w nie w porządku i to bardzo. Z każdą chwilą zaczynała zdawać sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej w więzieniu działy się niepokojące sprawy, choć może była przewrażliwiona. Ta noc była i tak już wystarczająco ciężka. Dokonała pierwszego w swoim życiu morderstwa. W samoobronie wprawdzie, ale to jej nie usprawiedliwiało, tak samo jak fakt, że przecież była w więzieniu. Tutaj takie sytuacje kończą się gorzej niż źle, choć zawsze mogła mieć nadzieje, że jej nie powiążą z trupem strażnika. Inna sprawa, to fakt, że opuściła jego kwaterę i przemykała po korytarzach, które właściwie były puste. Noc nocą, ale zadziwiająco niewielu szturmowców spotkała na swojej drodze. I jeszcze to...
Kobieta wpatrywała się to w ekrany, to w martwe ciała. Tamten szturmowiec... a może to nie był prawdziwy szturmowiec? Dlaczego alarmy nie wyły? Dlaczego Imperialny żołnierz miałby zabijać pracowników więzienia, skoro byli po tej samej stronie? To nie miało sensu! I do tego jej nie zatrzymał... Nie, to nie mógł być żołnierz, każdy inny albo by ją na miejscy zastrzelił, albo wziął na przesłuchanie, albo zaprowadził ją do celi. Coś tu śmierdziało i nie był to tylko smród z wypalonych blasterem dziur w czaszkach pracowników.
Zaczynała się bać, a to powodowało, że Trisha przestawiła się w tryb pracy. Miała naprawdę niewiele czasu, a jeżeli chciała przetrwać musiała zdobyć plany więzienia, żeby nie tułać się na ślepo, a także dostęp do monitoringu, by przypadkiem nie wejść ja oddział szturmowców (jeżeli jakiś tu był, bo patrząc na jej dotychczasowe spacery było podejrzanie mało żołnierzy). Rozejrzała się szybko po pomieszczeniu i chwyciła jeden z najbliższych detapadów, podłączając do do portu.
Jej pace tańczyły na klawiaturze, szybko odzyskując sprawność i przypominając sobie jak to jest operować na danych. Wprawdzie trzy tygodnie oderwania od elektroniki może wydawać się nie tak dużym czasem, ale dla kogoś kto z tego żył i czerpał całą radość życia, to jak odzyskanie największego skarbu.
- No dalej maleńki, wiem że wszystko mi pokażesz...
Pasek postępu na przenośnym urządzeniu oznajmiał przesył niezbędnych danych, pogrzebała także w danych systemu więziennego i podłączyła się zdalnie do monitoringu. Zdalny dostep do systemu też jest dobrą opcją, choć z tego miesjca nie mogła za wiele zdziałać niestety. Teraz jednak będzie miała większe szanse względem dalszych kroków. Tylko jakich? Jak mogłaby się wydostać z Kessel i to niezauważona? Do tego patrząc na kamery zauważyła coś jeszcze bardziej niepokojącego, a do tego wręcz nieprawdopodobnego. Kilku innych więźniów przemykało korytarzami jak gdyby nigdy nic.
Oderwała detapad od centrali i postanowiła się natychmiastowo ulotnić z tego miejsca i z dala od tych trupów, które napawały ją przerażeniem. W trakcie zbierania danych nie mogła się oprzeć zerkania na ciała, a ciarki przechodziły jej po plecach. Coś złego się tu działo, a ona wolałaby nie mieć z tym nic wspólnego. Niestety jednak w tym momencie stała się uciekinierką, a przynajmniej starała się podjąć próbę ucieczki. Właśnie zdobyła kolejne atuty.
Postanowiła opuścić to pomieszczenie, wcześniej wychylając się na korytarz, by zobaczyć czy kogoś nie ma. Zaraz potem przemknęła ostrożnie, zerkając na mapę. Postanowiła udać się w stronę więźniów, których widziała wcześniej na korytarzu, ale tak, by zajść ich od innej strony i ostrzec przed szturmowcami. Kolejne pytanie zaświeciło się w jej głowie - skąd się tam wzięli? Jak się wydostali? Co tu się do cholery jasnej działo? Jeżeli miała się stąd wydostać, wiedziała, że sama tego nie dokona, potrzebowała pomocy, choć fakt, że mieliby to być inni więźniowie, którym raczej nie powinno się ufać... w tym wypadku wszyscy znajdowali się w tym samym gównie - oni, albo władze więzienia. Była przerażona tą nieznaną sytuacją, ale jej logiczny umysł, nastawiony trochę na programistyczne myślenie i chłodne działania nawet w chwili grozy, teraz też nie zamierzała się poddawać fali negatywnych emocji. Odetchnęła kilka razy czując jak serce łopocze jej w piersi. Była programistką, nie najemniczką, morderczynią czy kimś takim! Działała schowana za ekranami, a nie w terenie! Teraz musiała się jednak przełamać. Była jak wirus komputerowy - żywy i realny. I właśnie zamierzała zainfekować organizm, jakim było więzienie na Kessel.
Jej ciche kroki coraz bardziej przybliżały ją do grupy uciekinierów.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nicciterra » 16 Sty 2018, o 00:59

Redolz, gdy ujrzał sieczkę uśmiechnął się złośliwie. Był bezradny i przyglądał się działkom jak przerabiały więźniów na zwłoki. Przez chwilę myślał, że jego los skończy się tak mizernie, a jednak. Szczęście w nieszczęściu, jak na ironię. Dobrze wiedzieć, że było się w odpowiednim miejscu. Ich przygoda właśnie się zaczęła. To już zostanie uznane za próbę ucieczki, więc nie ma już odwrotu. Oficjalnie już są martwi. Albo uciekną z Kessel, albo zginą.
- Lepiej zapamiętać. Jak zbliżymy się do jakiś zasranych zamkniętych wrót i jakiś fiut będzie się przymierzał, to po nas. Lepiej byłoby też stulić dzioby i iść na paluszkach - zmierzył resztę swoim paskudnym wzrokiem. Przyjdzie mu z nimi współpracować... taki los... ale lepiej, żeby przypomnieć im, by nie skakali do niego. Ostatnio ma szarpane nerwy i dawno nikogo nie zabił.
- Zdobyć plan? Dobry plan, ale jak spotkamy strażnika to raczej nam wypali dziurę w głowie, szczególnie nie będzie mu to sprawiać problemu jak nas pierw usłyszy, kiedy to my będziemy głośno dywagować na temat planów. Ja pójdę przodem, by zorientować się czy są strażnicy w okolicy. Wy w tym czasie możecie się pedalić podczas cichutkiej rozmowy i wymyślić genialny plan. - po prostu ruszył pochylając się i stąpając ostrożnie. Cokolwiek by powiedzieli jego nowi koledzy... miał to w dupie. Był specjalistą, a jak zaczną za dużo pierdolić to ich zaraz tam sam uciszy gołymi rękami. On chociaż potrafił się skradać. Oni lepiej, żeby też coś potrafili. Kuli u nogi targać nie będzie.

Przy ewentualnych rogach korytarza, pierw delikatnie wyglądał, a potem dopiero pokonywał próg. Co mu szkodziło pójść do przodu. I tak byli w czarnej dupie. Sunął tak szybkim chodem przez korytarz, pozostawiwszy resztę z tyłu.

W końcu usłyszał jakieś odległe rozmowy i... czyjeś ciche kroki. Bardzo blisko. Był to w końcu sektor więzienia dla kobiet. Czyżby i tam wystąpiły jakieś anomalie? Kto to mógł iść?

Zaczaił się na nadchodzącą postać, która miała wejść na korytarz zza rogu. Dostrzegł stopę wychodzącą za próg i uderzył. Dłoń prawej ręki wystrzeliła i zacisnęła się na ustach postaci a druga dłoń zacisnęła się na szyi. Jednym ruchem mógł zmiażdżyć jej krtań i ją zabić, acz póki co przyparł ją do ściany unosząc ją lekko nad ziemią. Hałas odbijających się pięt od ściany był minimalny.
- jakikolwiek opór i nie żyjesz - wysyczał przez zaciśnięte zęby. Ślepia pełne morderczych intencji wwiercały się w jej oczy.
- a teraz zrozumiale, szybciutko i cichutko... - zaczął ją opuszczać. Kobieta poczuła podłogę pod stopami, a ręka na szyi zluzowała chwyt. W końcu powoli odkleił dłoń od jej ust. Ciuchy sugerowały, że była podobnie jak on, więźniem. To był powód dlaczego jeszcze żyje. Mógł się z nią dogadać.
- streścisz mi kim jesteś i co tu się dzieje
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 16 Sty 2018, o 17:48

Przemierzała powoli korytarze kompleksu unikając zderzenia z oddziałami żołnierzy. Była na zdecydowanie lepszej pozycji, bo wiedziała, gdzie się znajdują. Nie przewidziała jednak jednego - że tak szybko trafi na innych więźniów, a konkretnie na jednego z nich.
Nie ukrywała przerażenia, zresztą kto by nie był przerażony, gdyby przygniotło się go do ściany i uniosło jak szmacianą lalkę. Trisha nabierała ciężko powietrza po tym pokazie siły, rozcierając powoli gardło. Mężczyzna nie zrobił jej krzywdy, ale wiedziała, że mógłby to zrobić z łatwością. Czego innego mogła się spodziewać po kryminalistach? Delikatności? W życiu nie chciałaby spotkać takiego typa w ciemnej uliczce, ale teraz sytuacja była zupełnie inna - znajdowali się po tej samej stronie i byli w czarnej dupie.
- Zatrzymajcie się. Jeżeli pójdziecie dalej, traficie na oddział szturmowców. - uniosła detapad, który w całym tym zamieszaniu omal nie wypadł jej z ręki. - Są tutaj - wskazała na mapę, wyświetlającą się na ekranie. - I zmierzacie prosto na nich. Będzie po was i skończy się wasza wycieczka. Jak w ogóle się wydostaliście? Widziałam was na monitoringu...
Wzdrygnęła się wspominając martwych ludzi w centrum monitoringu i tamtego "szturmowca". Nie dość, że kogoś zabiła po raz pierwszy w życiu, to jeszcze natknęła się na grupę trupów, co wyglądało jakby ktoś dokonał na nich wyroku.
- Mam na imię Trisha. - powiedziała jeszcze. - Jeden ze strażników mnie tu przyprowadził, wykorzystywał więźniarki. - skrzywiła się - Już nie będzie tego robił, a ja, no cóż, nie zamierzam wracać do celi, jeżeli wiesz co mam na myśli. I jeszcze jedno, coś się tu kroi poważnego, ludzie z centrum monitoringu zostali zabici. Przez szturmowca, albo kogoś w ich zbroi.
Zrelacjonowała wszystko najkrócej jak mogła. Powód był prosty - jeżeli chciała przetrwać, musiała nakreślić im sytuację, bo coś było nie w porządku i obawiała się, że wszyscy pchają się w jakąś pułapkę, o której nie mają pojęcia. Trisha też nie miała, ale z kawałków, które dostrzegła wynika, że nie było to nic dobrego. Na Kessel nigdy nie ma nic dobrego.
Przejechała palcami po datapadzie, przerzucając obraz z mapy na kamerę, która wyświetlała teraz grupę szturmowców z niedalekim korytarzu. Gdyby czwórka więźniów dalej szła tą drogą, natknęliby się na nich jak nic. Przechyliła urządzenie w stronę ciemnoskórego mężczyzny, by sam również mógł to zobaczyć i jej uwierzyć.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nantel Grimisdal » 16 Sty 2018, o 20:55

Kiedy wchodzili do korytarza, Noldo szepnął mu, ze ma złe przeczucia. Nie mylił się. Chwilę później wpadli w zasadzkę, a raczej, jak przypuszczał, jakąś chorą grę strażników. Nim zdążył się ruszyć z miejsca wszędzie wokół widział już leżące trupy więźniów. Wtedy jednak jeden z ostatnich strzałów trafił wiewiórkę, która zniknęła w błysku rozgrzanej plazmy. Na osmolonym rękawie została jedynie pojedyncza łapka, która po chwili, jak w zwolnionym filmie, zaczęła opadać na podłogę. Marcella zamurowało, ale po chwili wpadł w największą wściekłość, która wręcz go zaślepiła.
- Zajebie! Zajebie! - wydarł się w chwili śmierci Nolda.
Przed oczami niemal pojawiła mu się czerwona mgiełka z wściekłości i rozpaczy. Jego kompan, najlepszy i jedyny przyjaciel w tej zapyziałej dziurze... W napadzie szału jaki po tym nastąpił chwycił pierwszą najbliżej leżącą rzecz i rzucił nią jeszcze podczas ostrzału wieżyczki, nie zważając na możliwość trafienia. W amoku nawet nie zauważył, że to, czym rzucił, było oderwaną i nadpaloną ręka jednego z martwych więźniów. Ręka z plaśnięciem odbiła się od chowających się działek i spadała na podłogę. On jednak nadal dyszał z wściekłości, wciąż mając przed oczami obraz swojego ginącego przyjaciela. Bezwiednie wyszedł za resztą z korytarza, w którym rozegrała się masakra i oprzytomniał dopiero na słowa Umbaranina. Wciąż wściekły zaciskał pięści wbijając sobie boleśnie paznokcie w dłonie. Zapłacą za to... Zajebie ich wszystkich...
Idąc ze spuszczonym wzrokiem i wyobrażając sobie zemstę, prawie wpadł na wielkoluda, który złapał jakąś dziewczynę i przycisnął ją do ściany. Wyglądała na więźniarkę, jak oni i chyba starała się im pomóc. Nie wiedział, czy może jej zaufać. Bez Nolda nie był w stanie podjąć decyzji, nie miał mu kto dobrze doradzić. Sam najchętniej teraz by ją tu zostawił i kazał iść w cholerę, ale może lepiej trzymać się w grupie? Kiedy jednak wspomniała o szturmowcach nie wytrzymał.
- Oddział szturmowców? Zajebie skurwysynów! - wyrwało mu się gniewnie - Za Nolda! Rozerwię każdego z osobna choćbym miał tu zdechnąć. Mogę ich spotkać jak tak, kurwa, chcą się bawić!
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Opliko » 17 Sty 2018, o 14:28

Yuu widział tutaj coraz więcej podejrzanych rzeczy. Nie tylko ich cele się otworzyły, ale teraz także zostali uratowani przez kogoś kto akurat przypadkiem został wyciągnięty przez strażnika. A do tego ponoć szturmowiec zabił Imperialnych.
Jednak już było za późno by zmienić zdanie. Musiał w to brnąć. Na pewno będzie musiał uważać na tę "Trishę", bo nawet jeśli mówiła prawdę była niebezpieczna.
Wciąż wolał jednak trzymać się raczej z tyłu, zawsze będzie miał chwilę więcej na ucieczkę. Albo możliwość opuszczenia grupy więźniów kiedy już nie będzie mu potrzebna.
Tia, na razie nie wiem co pisać bo moja postać po prostu idzie wraz z grupą, a nie chce mi się powtarzać tych przemyśleń które już były...
Image
Ilość eksplozji przetrwanych przez postać:
Ilość przetrwanych rzutów o ścianę:
Ilość zdrad:
Discord: opliko#0909
Awatar użytkownika
Opliko
Mistrz Gry
 
Posty: 206
Rejestracja: 22 Cze 2016, o 13:59

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Kelan Navarr » 18 Sty 2018, o 14:27

Grupa zebrała się wokół Redolza trzymającego jakąś kobietę w więziennym uniformie. Pierwszy rzut oka pozwalał stwierdzić, że jest przerażona i – podobnie jak oni – kompletnie zdezorientowana. Choć nie była w jego typie, Mirton poczuł nagły przypływ pożądania – sześć lat w zamknięciu przypomniało o sobie z potrójną siłą. Nie miał jednak zamiaru pozwolić, by prymitywne instynkty stanęły mu na drodze do wolności. Gdy zobaczył datapad w jej rękach, cała jego uwaga skupiła się na obiekcie.
- Dawaj to – warknął, wyrywając kobiecie urządzenie.
Nie było czasu na konwenanse. Gorączkowo zaczął przeglądać plany więzienia, czując jak robi mu się coraz goręcej. Sekunda po sekundzie, wprawnym okiem analizował zawartość datapada, szukając jakiejkolwiek drogi ucieczki, lecz wyglądało na to, że nowy dyrektor nie zamierzał powtórzyć błędów poprzedników. Kopalnia zmieniła się w prawdziwą fortecę, z której nie było ucieczki. Zaczęło go ogarniać przygniatające poczucie porażki, gdy drobny szczegół przykuł jego uwagę – niewielki szyb wentylacyjny sięgający aż powierzchni planety. Wiódł ze średnich rozmiarów pomieszczenia o nieznanym przeznaczeniu.
- Tutaj – wskazał palcem punkt na ekranie. – To nasza droga ucieczki. Albo to, albo mamy zdrowo przejebane.
- Poziom czwarty – mruknął mu nad ramieniem Umbaranin. – Mamy szansę.
- Dobra, ruszmy dupy, albo znajdą nas tu i powystrzelają.
- Zajebię ich wszystkich – wydyszał Marcello, a ton jego głosu sugerował, że naprawdę w to wierzy.
- Innym razem – uspokoił go Mirt. – Wygląda na to, że póki co te chuje o nas nie wiedzą i niech tak pozostanie.
Na twarzy Quirna odmalował się szczery zawód.
- A co ze mną? – przypomniała o sobie wciąż trzymana w żelaznym uścisku Trish.
- A kim ty w ogóle, kurwa jesteś?
- Już mówiłam, jestem Trisha…
- Chuj mnie obchodzi jak się nazywasz – przerwał jej Mirt. – Dlaczego mielibyśmy ciągnąć cię ze sobą?
Kobieta spojrzała mu prosto w oczy i po raz pierwszy w jej wzroku zobaczył coś poza strachem. Pewność siebie? Arogancję? Nie potrafił tego nazwać, lecz spodobało mu się. Demon pożądania ponownie się w nim obudził.
- Jestem slicerką – odpowiedziała. – Cholernie dobrą.
Mężczyzna spojrzał na pozostałych członków grupy. Nikt nie oponował.
- Dobra – w końcu i Mirt skinął głową – idziesz z nami. I lepiej, żebyś nie sprawiała problemów. Wywiniesz jakiś numer i daję, kurwa słowo, że zobaczysz, że potrafię być gorszy od imperialców.
Slicerka w milczeniu skinęła głową, gdy ciemnoskóry mężczyzna uwolnił ją ze stalowego uścisku. Grupa zdawała się przechodzić nad niedawną rzezią do porządku dziennego.
- Ruszajmy. Pamiętajcie, że cisza i element zaskoczenia są naszymi…
Przerwała mu ciemność, która nagle spowiła wszystko wokół. W jednej chwili cały kompleks pogrążył się w kompletnym mroku. Jedynie wyświetlacz datapada wydobywał z nicości sylwetki czterech mężczyzn i kobiety rozmasowującej szyję. Nim ktokolwiek zdążył skomentować zaistniałą sytuację, wszystko rozbłysło krwistą czerwienią, a korytarze więzienia rozbrzmiały syreną alarmową.
- Kurwa… - ze zrezygnowaniem skończył zdanie Mirt. – Szybko! Ruszcie dupy, zanim nas usmażą!
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2229
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Nicciterra » 18 Sty 2018, o 19:12

Jej historyjka co i jak się stało nie było istotne, ważne, że jej umiejętności mogły ich stąd wyciągnąć, a wtedy Redolz mógłby wrócić do siebie i odebrać co jego. Hakerka... co jak co, ale Ci prawie jajogłowi maniacy komputerowi potrafią czynić cuda. Była im niezbędna by stąd nawiać, tego był pewien. Kessel było niezwykle zaawansowane technicznie i głównie ta przeszkoda stawała Redolzowi na przeszkodzie, by stąd nawiać. Ciemnoskóry facet miał swoje sztuczki, którymi się jeszcze nie zdążył pochwalić, ale bez wsparcia i to by mu nie pomogło w tym wypadku. Cholerny kompleks to wymysł pedantycznych sadystów... zgrana drużyna, jak w polowaniu, jest niezbędna do osiągnięcia celu. Kobieta potrafiła też się postawić i dobrze, facet dodał i swoje zdanie.
- Slicer. Kobieta czy facet. Nie ważne. Przyda nam się. Tu się roi od systemów i oprogramowania w przeróżnej postaci. Skupmy się i do roboty. Trzeba urwać parę kubłów

Wnet gdy mieli już ruszać, uruchomił się alarm.
- Tam byli strażnicy! - spróbował przebić się głosem przez syrenę. Trisha i Redolz byli pewni jak daleko stąd są szturmowcy i mogą ruszyć tutaj lub gdzie indziej... Chyba, że się ich zaprosi... przydałyby się blastery, lecz gołymi rękami położyć czterech w pojedynkę będzie ciężko... w trzech chłopa już lepiej. Nie znał jednak rozkładu. Zasadzkę można było urządzić, ale w wąskim przejściu, najlepiej na skrzyżowaniu korytarzy.
- możemy urządzić zasadzkę! Wąskie korytarze! Skrzyżowanie korytarzy! Albo w długą! Którędy!? - adresował się do nowo poznanej kobiety. Tylko ona miała dłuższy wgląd w plany więzienia.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 255
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: Nikt nie żyje wiecznie - sesja specjalna

Postprzez Saine Kela » 18 Sty 2018, o 19:27

Jej słowotok przyniósł pozytywne skutki. Musiała przyznać, że była zdenerwowana, wręcz przerażona, a to sprawiało, że jak najszybciej chciała się wytłumaczyć i przekonać ich do tego, że nie jest zagrożeniem, ma istotną wiedzę oraz przydatne umiejętności. W normalnych warunkach byłaby bardzie butna i pewnie odpysknęłaby tego wielkoludowi, ale to nie były normalne warunki. Byli w więzieniu do cholery. W dodatku w najgorszym z możliwych więzień w całej znanej galaktyce. To nie było miejsce dla niej, ale dostosować się musiała, inaczej tu nie przetrwa. Dlatego też pozwoliła sobie na więcej odwagi i hartu. Ci mężczyźni zapewne w swoim CV mieli niejedne morderstwo, więc i słabości nie uznawali. Jako kobieta była na zdecydowanie gorszej pozycji, ale to jej nie powstrzymywało.

Ale udało się. I już już mieli ruszać, mają zarys planu działania, gdy zapadła ciemność, a chwilę potem zawyły alarmy. Trisha zaklęła. Było źle, choć z drugiej strony jak się dowiedzieli, że ktoś uciekł? Żołnierzy prawie nie było, centrum monitoringu zostało zresetowane... Chyba że ktoś wszedł i znalazł trupy, ewentualnie system po zresetowaniu przejrzał logi, a także zrewidował zmiany względem stanu wcześniejszego i wykrył nieprawidłowość. A może nie chodziło o nich? W każdym razie było źle. Ledwo usłyszała słowa ciemnoskórego osiłka, który wcześniej omal jej nie udusił. Wyrwała detapad, szybko przebiegając po nim palcami i przeglądając nagrania. Trwało to ledwo kilka sekund, zaraz potem poderwała się i wskazała na korytarz
- W lewo, potem prosto. Szybko!
Włamanie się do systemu nie było takie trudne, mają jakąś tam przewagę, ale nie ma się co oszukiwać. Kessel było cholerną fortecą, żeby się tu dostać i żeby wydostać, potrzebna byłaby istna armia. Mapę miała ogarniętą i mniej więcej wiedziała gdzie iść, gorzej, że ruchy szturmowców nie były aż tak łatwe do przewidzenia, zmieniali oni swoje miejsce zbyt szybko, a korytarze placówki niestety nie sprzyjały kryciu się. Innego wyjścia jednak nie mieli. Nie zamierzała pozostawać w tyle, poza tym naprawdę uważała, że jej pomoc będzie im niezbędna. Więzienie było fortecą i to fortecą opartą na zaawansowanym oprogramowaniu. Jej specjalność. Zerknęła jeszcze na mapę po rozkładzie pomieszczeń, szukając przydatnych miejsc. Byli goli i weseli (to drugie już mniej), a przydałaby się broń czy cokolwiek. Skład broni czy inne przydatne miejsce byłoby na wagę złota, a jeszcze istotniejsze byłoby znalezienie bezpiecznej drogi ucieczki. Bez broni jednak nie da rady. Układ korytarzy był jak labirynt, z pomocą mapy mogą to wykorzystać.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Następna

Wróć do Opowieści Tom II