Content

Archiwum

[Adumar] Do trzech razy sztuka

[Adumar] Do trzech razy sztuka

Postprzez David Turoug » 15 Sie 2016, o 13:58

William Hunt przybywa z: [Esfandia] Negocjując w mroku.

Korelliański frachtowie YT-2400 bez problemów przeszedł procedurę kontrolną i wylądował na jednym z prywatnych lądowisk, w niewielkim miasteczku nieopodal Cartann City. To właśnie tutaj znajdował się jeden z zakładów produkujących broń i amunicję dla Imperium, a który był celem lokalnej partyzantki. Głównym celem Hunta było nawiązanie kontaktu z grupą i zaproponowanie im stałej współpracy i pomocy. Po krótkiej odprawie z celnikiem i nadzwyczaj niskich opłatach, William wraz z Gregiem Ratuą udał się do kosmoportowej kantyny, gdzie miał czekać na nich kontakt.
Evelyn Dale, która poleciała z nimi w roli technika-informatyka, pozostała na pokładzie statku, by w razie potrzeby pomóc im w szybkiej ewakuacji. Will zastanawiał się czy nie lepiej byłoby zostawić Grega, jednak ostatecznie jego przyjaciel poszedł z nim.
- Hmm, mam dziwne przeświadczenie, że wszystko idzie za łatwo. - rzucił cicho Korellianin.
- Taka nasza robota, 5 minut do spotkania. Trochę mało tu klientów. - odparł rzeczowo Ratua - Co proponujesz?
- Dwa razy "Czerwony karzeł". - rzekł do kelnerki William, rozsiadając się na krześle, przy stoliku w rogu sali. Po chwili śliczna Twi'lekanka podała im drinki. Do widzenia z członkiem lokalnej partyzantki pozostało parę minut...
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Adumar] Do trzech razy sztuka

Postprzez Mistrz Gry » 18 Sie 2016, o 14:23

Hunt siedział i czekał spijając swojego "Karła". Rozglądał się po kantynie i dochodził do wniosku, że na tle wszystkich kantyn które odwiedził w swoim awanturniczym życiu nie wyróżniała się ona niczym szczególnym. Była smętna i nie miała swojego stylu; taki kolarz Odnosił wręcz wrażenie, że jest przygnębiająca. Może to przez to jest tutaj tak mało gości? pomyślał. Przynajmniej "Czerwony Karzeł" smakował dobrze jak zawsze.
Pięć minut minęło szybko. A wraz z nim skończyło się spokojne oczekiwanie. Spóźnianie się na takie spotkania zwykle oznaczało problemy. Spojrzał na swojego przyjaciela i od razu wyczytał te same obawy w jego twarzy. Żaden z nich nie odezwał się nawet słowem. Działo się coś złego.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6051
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Adumar] Do trzech razy sztuka

Postprzez David Turoug » 18 Sie 2016, o 18:15

Hunt rzeczywiście był zaniepokojony sytuacją, tym bardziej, że spotkanie było przygotowywane z odpowiednim wyprzedzeniem. Nie mniej Korellianin wraz z Gregiem Ratuą byli już w podobnych sytuacjach. Instynktownie wymienili spojrzenia, nie podejmując przy tym nerwowych ruchów. Każdy z nich obserwował wybrany obszar kantyny, rozmawiając przy tym o przyziemnych sprawach.
- Jak na taki niewielki lokal, spory ruch. Drinki też niczego sobie, średnią galaktyczną spełniają. - rzekł Will, penetrując spojrzeniem siedzące przy ladzie Twi'lekanki.
- To prawda, choć na Korelli... - zaczął Greg, jednak reszta została zagłuszona przez śmiech Willa.
- Nie ma co porównywać obu światów. - odpowiedział ze śmiechem archeolog, po czym dodał ciszej - Dziesięć minut i spadamy.
- Tak... Evelyn na razie nie wysłała żadnej wiadomości. Hmm, jakieś wieści o ojcu?
- Od paru miesięcy cisza. Mogę spodziewać się, że odstrzelili go, mimo że był poplecznikiem sam wiesz kogo. Choć z drugiej strony wszystko mogło być sfingowane. - rzekł Hunt - Zachowajmy czujność, mam złe przeczucia...
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Adumar] Do trzech razy sztuka

Postprzez Mistrz Gry » 22 Sie 2016, o 07:50

Uczucie niepokoju narastało w nim z każdą minutą. Nie pamiętał kiedy ostatnio przeżywał tak silny stres. Próbował przez chwilę zrzucić winę za taki odbiór rzeczywistości na ogrom pracy jaki ostatnio wykonał i niekończące się i nie dające się niczym zwalczyć zmęczenie.
Próbował. Jednak niepokoju wciąż w nim był.

Drzwi do kantyny rozsunęły się. Do środka weszło dwóch mężczyzn. Już pierwszy rzut oka wystarczyły by Hunt wiedział, że ta dwójka weszła w to miejsce nieprzypadkowo. Mieli określony cel. Hunt. On to wiedział.
Wydawali się być zwykłymi podróżnikami, jednak stroje które na sobie mieli nie mogły zamaskować w pełni masywnych i umięśnionych sylwetek. Hunt od razu dostrzegł też, że kabury na blastery są odpięte; broń za pewne też była gotowa do strzału. Strojem nie dało się też zamaskować wyglądu twarzy. Nie były to twarze należące do przeciętnego mieszkańca galaktyki wiodącego poukładane i spokojne życie. Mężczyźni posiadali raczej więzienny typ urody. Pomimo to starali się zachowywać swobodnie i naturalnie. Ani razu nie spojrzeli w stronę Hunta choć uważnie przyglądali się każdej innej osobie siedzącej w kantynie.

- Hunt...Will... pomóż... - głos Evellyn dobiegający z komunikatora był dziwnie zniekształcony. - Palę się...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6051
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Adumar] Do trzech razy sztuka

Postprzez David Turoug » 23 Sie 2016, o 20:56

Rzeczywiście Hunt był poddenerwowany. Ustalony termin oczekiwania minął z okładem. Podróżnicy uznali, że czas wracać na statek, gdy w tym samym momencie wydarzyły się dziwne rzeczy. Do lokalu przybyło dwóch charakterystycznych jegomościów, zdecydowanie szukających zwady. Ponadto przez komunikator odezwała się Evelyn, która w lakonicznej wypowiedzi przekazała szokującą wiadomość. W innych okolicznościach Korellianin zapewne potraktowałby to jako żart, jednak do śmiechu nie było ani jemu, ani Gregowi.
- Trzymaj się, lecimy do ciebie. - zakomunikował krótko William, zostawiając na stoliku trochę więcej kredytów niż kosztowały drinki.
- Co tam się mogło wydarzyć do cholery? Kontakt nie dotarł, zero informacji od kogokolwiek w naszej sprawie, a na dodatek problemy na statku... - podsumował cicho i nadzwyczaj trafnie Ratua, lustrując pomieszczenie główne lokalu.
- Nic tu po nas. Mówiłem, że lepszą opcją była wyprawa na Dromund Kaas, Steve chyba się mylił co do oceny działań na Adumarze. - odpowiedział Hunt, kierując się ku drzwiom.
- Miejmy nadzieję, że Imperium nie macza w tym palców. Przecież tutejszy ruch oporu miał już na koncie parę udanych akcji.
- No właśnie Greg... Miał. - mruknął archeolog opuszczając spelunę i licząc na jak najszybsze dotarcie do niewielkiego kosmoportu, gdzie miała na nich czekać Evelyn.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Adumar] Do trzech razy sztuka

Postprzez Mistrz Gry » 25 Sie 2016, o 14:18

Wyskoczyli z kantyny na uliczkę przeli kilka kroków i gdy wyszli zza załomu większego, kopulastego budynku, znieruchomieli. Nad kosmoportem, mniej więcej w rejonie w którym zatrzymali się swoim YT, unosił się sporych rozmiarów kłąb dymu. Na tle jasnego i pogodnego nieba dym wydawał się być nierealny. Niczym senna mara. Nie pasował do otoczenia. Hunt czuł całym sobą dziwny niepokój. Coś niebawem miało się zakończyć. Nie potrafił jednak sprecyzować swego niepokoju. Wiedział tylko, że narasta.
Nad miastem zaczęły właśnie grać sygnały alarmów.
- Evelyn... To Evelyn! - Greg nagle zrozumiał to co widzi. - Hunt.. Cholera... Szybciej biegnijmy tam.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6051
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Adumar] Do trzech razy sztuka

Postprzez David Turoug » 26 Sie 2016, o 18:52

Mężczyźni zdecydowanie przyspieszyli widząc kłęby dymu wydobywające się z okolic kosmoportu. Spora część znajdujących się wokół istot wskazywało na to miejsce palcami, żywo komentując owe wydarzenie. Hunt z Ratuą wpadli w jeden z korytarzy, a następnie skręcili za róg, gdzie na końcu znajdował się sektor prywatnych hangarów. Jeden z nich wynajęli dla swojego YT-2400, który przylecieli z Esfandii.
Gdy dotarli pod wrota, zauważyli biegających nieporadnie pracowników obsługi kosmicznego portu. Dwóch z nich stało przy terminalu, próbując otworzyć zatrzaśnięte przejście. Jak na razie czynili to nieudolnie, gdyż brama podniosła się zaledwie na 20 centymetrów, a z wnętrza wydobył się, ciemny, duszący dym. Żeby tego było mało, wokoło zaczął zbierać się tłum gapiów, utrudniający akcję ratowniczą. Profilaktycznie Hunt sięgnął po swój blaster, a sekundę później to samo uczynił Greg.
- Kurwa mać, co tam się stało. Przecież hangar był zabezpieczony od wewnątrz. Przecież Evelyn nie rozpaliła tam ogniska. - głowił się Korellianin, obserwując bacznie otoczenie.
- Cholera wie, może podczas prac kontrolny coś się stało. Jakieś spięcie, choć przed wylotem wszystko wskazywało na to, że lecimy sprawnym frachtowcem. - odparł poddenerwowany Ratua, po czym podszedł do obsługi - Szybciej! Tam jest kobieta! Otwierajcie tą bramę!
- Robimy co możemy. - lakonicznie odpowiedział technik.
- Co tam się dzieje? Macie podgląd na monitoring? - dopytywał Hunt, choć żadne pytania nie mogły przyspieszyć działań ekipy.
- Proszę się uspokoić. W drodze są już służby gaśnicze, a na razie niech nie utrudniają panowie pracy. - rzekł drugi z funkcjonariuszy. William mógł tylko przyglądać się nieporadnym czynnością pracowników kosmoportu i obserwować korytarz. To samo czynił Greg Ratua, licząc na szybkie rozwiązanie dramatycznej sytuacji.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Adumar] Do trzech razy sztuka

Postprzez Mistrz Gry » 30 Sie 2016, o 14:18

- Niestety nic nie wiemy. Monitoring nie działa. - Młody chłopak, będący pracownikiem służb porządkowych, zdawał się być speszony tym, że nie może podać bardziej szczegółowych informacji. - Proszę się odsunąć. Tak będzie bezpieczniej dla Panów.
Hunt i Greg spojrzeli z powątpiewaniem na młodego ratownika i na jego towarzysza, który grzebał coś przy panelu otwierającym wrota hangaru. Nie wydawali się być doświadczonymi pracownikami.
To była ostatnia myśl jaka pojawiła się w umyśle Hunta. Chwilę potem leżał na chodniku próbując złapać oddech dusząc się jednocześnie tłustymi oparami dymu wylewającymi z rozerwanych eksplozją wrót hangaru. Cała najbliższa okolica w jednej chwili została omieciona śmiercionośną falą ognia i odłamków. Obok Hunta leżała dolna część tułowia Grega a on sam był opleciony ciepłymi zwojami jelit swego dawnego kompana. Górna część Grega była roztrzaskana na pobliskiej ścianie. Jego czaszka była potwornie zdeformowana siła uderzenia w skutek czego oczy wyszły z orbit a wysunięta żuchwa nadawała twarzy wyraz groteskowego uśmiechu.
W uszach mu szumiało a w głowie wirowało co utrudniało mu orientację w przestrzeni. Ktoś obok niego się ruszył. Przez dym dostrzegł młodego ratownika, który jeszcze przed chwilą mówił o bezpiecznej odległości. Próbował przyłożyć do swojego ciała wyrwane ramię; ręka za każdym razem opadała na zakrwawioną posadzkę, pomimo to ratownik powtarzał czynność niczym automat. Ktoś krzyczał. Ktoś wołał pomocy. Syreny alarmowe wyły już chyba wszędzie.
Potem jakieś silne ręce złapały go i przewróciły na plecy. Nad nim stało dwóch zbirów z kantyny. Oboje mieli na sobie maski ułatwiające oddychanie. Jeden z nich trzymał grant w ręku.
- Pozdrowienia dla Rebelii. - powiedział zbir i odbezpieczony grant położył na ziemi po czym drugi przewrócił Hunta z powrotem na brzuch przykrywając tym samym zabójczy ładunek. Tak szybko jak się pojawili tak szybko zniknęli zostawiając go samego.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6051
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Adumar] Do trzech razy sztuka

Postprzez David Turoug » 30 Sie 2016, o 21:40

Chwila niepewności, nerwowe spojrzenia, a następnie oślepiający błysk i gorący podmuch. To wszystko co pamiętał Hunt kilkanaście sekund po tym, gdy ocknął się, leżąc na durastalowej podłodze, jednego z kosmoportowych korytarzy. Tam gdzie przed chwilą znajdowały się wrota do hangaru, ziała ogromna wyrwa, otoczona przez gryzący dym i rozgrzany do czerwoności, nadtopiony metal. Ładunek musiał być naprawdę potężny. Dopiero po kolejnych sekundach, Will odnalazł wzrokiem to co zostało z jego starszego przyjaciela, Grega Ratuy. Kawałki ciał były porozrzucane dosłownie wszędzie, jednak widok rozczłonkowanego kompana bolał najbardziej. Co dziwne, sam Korellianin nie czuł bólu. Poziom adrenaliny w jego ciele był tak wysoki, że nie zdawał sobie sprawy z własnych obrażeń. Czy był to przypadek? William szczerze w to wątpił, jednak czy to było ważne? Pokiereszowaną rękę wsadził pod rozdartą kurtkę, by wyczuć tam datapad z urządzenie namierzającym, a następnie wcisnął malutki guzik. Był to sygnał, informujący o niebezpieczeństwie, który docierał do najbliższych placówek rebelii, a następnie na Esfandię do McManamana. Wśród zakodowanych danych, w eter poszły kody pozwalające rozszyfrować jego testaent pozostawiony na planecie zarządzanej przez Steve'a.
- Do trzech razy sztuka... - pomyślał Hunt, wspominając ostatnie dwie wyprawy, gdzie nieomal wpadł w ręce siepaczy Imperium. Poniekąd im się udało, choć wciąż żył. Przed oczami przeleciały mu najważniejsze momenty z jego życia, zarówno tego zawodowego jak i prywatnego. Znowu zobaczył tajemniczą jaskinię na Almanii, gdzie wraz z Saine Kelą odkryli ślady "Opiekunów Nieba", jednej z dawnych i zapomnianych organizacji Mocy. Wzrokiem wyobraźni dostrzegł także ojca, odwiecznego poplecznika Imperatora, z którym od lat nie utrzymywał kontaktu. Majaki, brutalnie przerwało mu dwóch gości, w których rozpoznał tych samych zbójów, goszczących w kantynie jakiś czas temu. Will wiedział, że to koniec. Oprawcy zostawili przy nim granat, biorąc nogi na pas. Nie było już więcej czasu na rozmyślania, mimo to archeologa ogarnął spokój. Świadomość, że jego działania nie poszły na marne i mogły stanowić iskrę dla milionów istnień w Galaktyce, pragnących zrzucić łańcuchy ucisku imperialistycznego ustroju, była niczym kojący balsam. Choć do rebelii trafił dosyć przypadkowo, to nie żałował tego jak potoczył się jego los. Moc była z nim. Jeszcze jeden wstrząs, o wiele słabszy od poprzedniego, krótki błysk i wszechogarniająca cisza. William Hunt przeszedł do historii.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25


Wróć do Archiwum

cron