Content

Archiwum

[Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

[Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 4 Maj 2016, o 18:43

Drużyna marzeń #2 przybywa z: [System Leritor] Niezależne stocznie

Kruk dryfował w zimnym, mrocznym kosmosie niczym liść zniesiony wiatrem na taflę brudnego bajora. Albo może raczej jak gówno w przeręblu, zależy, z jakiego kąta kto patrzył i co mu się pierwsze skojarzyło. Nie podlegało jednakże żadnej dyskusji ni dywagacjom to, że statek znajdował się w odległości bezpiecznej, lecz przy tym nie nazbyt pokaźnej względem poszukiwanego pasa asteroid; akurat do dokonania w miarę szybkiego wypadu.
Ot, sprytnie się ptaszysko przyczaiło na zdobycz.
Załoga zebrana była w centralnym pomieszczeniu frachtowca. Astarith siedziała na kanapie i zszarzałą szmatką polerowała lufę swojego DL-44, od czasu do czasu, dla urozmaicenia monotonii, spoglądając na podrygujące niby nieznacznie, ale jednak przyjemnie pośladki odwróconego do niej plecami szeregowca Kamu-Leeba. Skulony mięśniak dokonywał przeglądu zabranego ze stoczni oporządzenia: łapami buszował wśród zdrowych ilości ładunków wybuchowych, karabinów, amunicji, masek tlenowych i innych drobnostek. Ooli w namaszczonym skupieniu obserwował brzęczące zwały tego śmiercionośnego żelastwa, po cichu, i zarazem nieco nostalgicznie, zastanawiając się, za ile by to wszystko można opchnąć na rynku w Anchorhead. Kelen robił to, na co miał ochotę, w końcu to była jego łajba, natomiast Andrip Azno pozbył się sklejającej jego pysk gumy, wyluzował krzynę i wyciągnął z kieszeni w pasku niepozorny chip z danymi.
Po wetknięciu owego małego, plastikowego ustrojstwa do holoczytnika, przed oczami drużyny zmaterializował się plan okolicy, podobny do tego przedstawionego wcześniej przez Telemachusa. Egzemplarz aktywowany przez Abednedo dokonał jednakże dodatkowo wścibskiego zbliżenia na jedną z asteroid, ukazując wszem i wobec trójwymiarowy, ogólnikowy model placówki wskazanej przez Rebelię do zniszczenia.
- Cóż, hm, tak - Azno przerwał mowę, poprawił kołnierz, odchrząknął. - To nieco przestarzały schemat stacji, sprzed rozbudowy pięć lat temu, tym niemniej, no, tylko takim dysponujemy. Mamy za to świeże informacje o systemie tamtejszej komunikacji zewnętrznej i stanie skromnej obrony przeciwlotniczej, dzięki heroicznym staraniom naszych służb wywiadowczych. I-i zwiadowczych też. A skoro wszyscy są już tutaj, proponuję omówić sposób ataku. W miarę możliwości.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 10 Maj 2016, o 16:21

Z wyłączonymi silnikami, co miało utrudnić ewentualne wykrycie, Kruk bezgłośnie dryfował w nieskończonej przestrzeni. Wnętrze statku również wypełniła chwilowa cisza, która zapadła po ogłoszeniu wiadomości, iż nie są w posiadaniu aktualnych planów celu.
- Szkoda – skrzywił się Kelen. - że nikt nie poinformował mnie o tym fakcie przed złożeniem propozycji podjęcia się misji.
Nikt z załogi nie zdecydował się na przerwanie najemnikowi. Ooli odłożył cicho na swoje miejsce granat jonowy.
- Skoro jednak już tu jesteśmy – ciągnął mężczyzna - musimy coś wymyślić w oparciu o posiadane informacje, zdobyte dla nas w jakiś zajebiście heroiczny sposób.
Wcisnął jeden z przycisków na konsoli i plan obiektu powiększył się, wypełniając sporą część kabiny. Placówka w mało czym przypominała już rafinerię postawioną przez prywatną firmę gdzieś na zapomnianej przez galaktykę asteroidzie. Pięcioletnie plany pokazywały masywny kompleks, który w międzyczasie został jeszcze dodatkowo rozbudowany. Stacja stała się istotnym dostarczycielem paliwa dla imperialnej floty na zewnętrznych rubieżach jeszcze w trakcie trwania wojny z Nową Republiką. Od tego czasu poczyniono wiele kroków, by relatywnie bezpieczna ze względu na swe położenie w pasie asteroid placówka, była chroniona jeszcze lepiej. Hangar z gotowymi do lotu siedmioma maszynami typu TIE był tylko jednym z nich.
- Bezpośredni atak skazany jest na niepowodzenie. Zanim zdołamy zbliżyć się do któregoś z ich lądowisk, zdążą zestrzelić nas kilka razy. Ich sensory natychmiast nas namierzą. Informacja, którą o dziwo posiadamy – Kelen zignorował nieprzychylne spojrzenie Azno – jest fakt, że do stacji co drugi dzień przybywa po nową dostawę paliwa spory transportowiec.
- I następny przybywa…
- Dzisiaj – dokończył za najemniczkę - za niecałe pięć standardowych godzin, jeśli będzie trzymał się swojego rozkładu. To może być nasza przepustka do stacji, trzeba tylko wykombinować, jak dostać się na pokład transportowca, nie wzbudzając niczyich podejrzeń.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 11 Maj 2016, o 19:56

Najemniczka leniwie wsunęła wypielęgnowany pistolet z powrotem do kabury i przy akompaniamencie jęków mocno napiętego, skóropodobnego obicia podniosła się z kanapy.
- A-A, macie tam gdzieś na planie jakoś tak generalnie zaznaczoną, typową trasę takiego zlatującego się po paliwo transportowca?
Abednedo dopiero po kilku spędzonych w straszliwej konfuzji sekundach pojął, że to on był A-A.
- Hm? Aaa, tak, oczywiście. Jak już wspomniałem, dzięki poświęceniu naszych braci i sióstr uzyskaliśmy wszelkie potrzebne informacje, wyjąwszy tylko aktualny plan samej stacji oczywiście, ale ponieważ wróg zazdrośnie strzegł tej tajemnicy, wszelkie złośliwości z tego powodu u-uważam z...
- No to wgrywaj.
Andrip wgrał, a Astarith za pomocą odpowiedniego suwaka wycofała spojrzenie holoprojektora jak najdalej od starego schematu struktury rafineryjnego kolosa. Na skutek tych manipulacji, mapa rozbłysnęła ogólniejszym, omiatającym całokształt regionu widokiem, pozwalającym ekipie uważnie przyjrzeć się biegnącej pośród pasma asteroid, oszacowanej przez korpus zwiadowczy Rebelii trajektorii lotu statku przewozowego.
- Ny shootogawa un reve. - wtrącił się Ooli.
Łowczyni przytaknęła.
- Ściera ma rację, jakakolwiek zasadzka czy wymiana ognia odpadają już w przedbiegach. Jeśli chcemy transportowcem wkraść się do celu, nie możemy go uszkodzić. Poza tym, histeryczni plastoidowcy z załogi pewnie na pierwszą oznakę kłopotów, jak tchórze, podnieśliby raban i szturchnęli obsadę stacji alarmem o ataku. Wtedy TIE przylatują w odsiecz i cała akcja przedwcześnie spieprzona, zanim się na dobre zaczęła.
Chwila milczenia.
I jeszcze chwila.
- A co jakby podlecieć Krukiem tutaj - Rauss dźgnęła hologram palcem wskazującym. - zamknąć mordy, podryfować troszkę bezwładnie i puścić SOS? Zrobilibyśmy z siebie przynętę na tyle daleko od rafinerii, żeby tamci się nie zainteresowali, ale, z drugiej strony, wystarczająco blisko drogi transportowca, żeby rzucić się w oczy i sięgnąć transmisją przewoźników. W najlepszym przypadku żrą haczyk, wchodzą nam na pokład, my ich w miarę bez niszczenia pancerzy kasujemy, część się przebiera, część chowa i lecimy dalej, pożyczoną bryką. W najgorszym, olewają nas i, zamiast ryzykować, nasyłają myśliwce z bazy, żeby sprawdziły anomalię. Tak na odległość, salwami ze wszystkich dział. Ale jeśli byśmy na początku dobrze sprzedali to SOS...
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 15 Maj 2016, o 07:15

Kelen z dezaprobatą pokręcił głową.
- Imperialny transportowiec mający do wykonania konkretne zadanie, nie nagnie grafiku, żeby sprawdzić dryfującą jednostkę. Zamiast tego nadadzą do rafinerii komunikat, by rzecz została sprawdzona. Koniec końców, będziemy spierdalać przed imperialnymi myśliwcami.
- A-a ma-a-asz jakiś in-n-ny pomysł? - Abednedo miał wyraźne tendencje to częstego zawieszania, gdy próbował coś szybko przekazać.
Wszystkie pary oczu zwróciły się ku najemnikowi.
- Spoglądając na umiejscowienie stacji, najlepszy tunel podejścia znajduje się tutaj - wskazał palcem zakładaną drogę, którą musi pokonywać transportowiec. - Nie mamy stuprocentowej pewności, ale nie widzę innej opcji, niż podjęcie ryzyka. Podlecimy w to miejsce, gdzie skanery imperialnego statku nie będą nas w stanie namierzyć, a i dla pilotów będziemy niezauważalni. Równocześnie mamy względną pewność, że jedna z asteroid przy okazji nie rozwali Kruka.
- A jak ma to nam pomóc w dostaniu się do rafinerii? - spytał szeregowy Leeb
- Tutaj zaczyna się fragment, który niezbyt wam się spodoba.
Astarith pytająco uniosła brwi. Mimo krótkiej znajomości ze Starbringerem, wiedziała że zapewnienia o niepodobaniu, w jego ustach są przeważnie wiarygodne.
- Transportowiec będzie przelatywał bardzo blisko nas. Jeśli miałbym strzelać, nie więcej niż sto metrów. Bezpieczny korytarz jest dość wąski, więc nie zakładam innego scenariusza. W chwili, gdy będzie wystarczająco blisko, trójka z nas w kombinezonach podczepi się do niego na gapę.
- On tak serio? - roześmiał się Leeb, szukając rozbawienia na twarzy Astarith. Napotkawszy jednak niezbyt pewną minę, w niedowierzaniu szerzej otworzył oczy. - Wam naprawdę odwaliło. Przecież to samobójstwo.
- Skończ pierdolić - warknął Kelen. - Już to kiedyś przerabiałem. To nie surfowanie na kosmicznym wielorybie bez kombinezonu, tylko półgodzinna przejażdżka w przestrzeni kosmicznej. Nie skoczą w nadświetlną, bo nie mają dokąd. Ich urządzenia nie namierzą tak niewielkich obiektów jak my, a uzyskamy darmową podwózkę do rafinerii, bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń. A-a zostanie na pokładzie z Oolim i w razie czego przyleci nam z pomocą. Gdyby udało się nam podłożyć wszystkie ładunki niezauważonym, możemy wrócić tą samą drogą. Myślę, że Rebelii przydałby się transportowiec imperialny wypełniony paliwem. Pytania, obiekcje?
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 18 Maj 2016, o 21:09

Rith odwróciła się w stronę Abednedo.
- Jaki to statek?
- T-ten Imperium? Eee, frachtowiec, Mobquet, wersja mniejsza, o długości około osiemdziesiąt metrów. Prawdopodobnie sześcio, ośmioosobowa załoga, uzbroj--
- Aha. - przytaknęła Kelenowi. - Ma sens. Jak się dobrze uczepimy takiego bydlaka, faktycznie będziemy nie do przyłapania. Może się udać. Lepszy plan od mojego, w każdym razie.
Kamu-Leeb skrzyżował ręce na piersi, zmarszczył gniewnie czoło i, w naburmuszonym grymasie, przygryzł dolną wargę - bardziej niż heroicznego żołnierza Rebelii zaczynał przypominać obrażonego kilkulatka.
- I jak niby mielibyśmy się... uczepić tego Mobqueta w tej waszej fantazji?
- Magnes, nie? Astrodroidy tak chyba robią, skubane, tak się do statków wciskają. Na magnes. No. - zaproponowała Rauss. - Po dwa do rękawic i po dwa do butów, na kombinezonie. I dajemy. Się uczepiamy.
- Dobra, ale przecież każde z nas będzie musiało wziąć ze sobą jeszcze torbę z, hm, dwoma czy trzema pasami thermexu, zapasowym zbiornikiem tlenu, pewnie do tego dodatkową baterią do broni...
- Pieeerdoły tam. Nie przeważą. A jak przeważą, to cię złapię.
Szeregowy otworzył usta, jakby miał zamiar coś dopowiedzieć, lecz finalnie spomiędzy jego warg wydobyło się tylko zrezygnowane westchnięcie. Azno wyraźnie ucieszył się, widząc, że oto nastąpił koniec sprzeczki.
- W-więc ta kwestia wyjaśniona. Jeśli chodzi o wyłączenie samej stacji z użytku, będziecie musieli zzzz-lokalizować maszyny wydobywcze okalające krater z Clouzonem-36, zapewne w centrum placówki. Wysadzenie ich w powietrze p-powinno spowodować nieodwracalne szkody dla źródła paliwa, nie mówiąc już o niebotycznych kosztach, jakie poniesie na skutek porażki ć-ć-ć-ć-ćśśś-ciemiężyciel.
- Kto poniesie?
- Ć-ć-ć-ć-ćśśś-ciemiężyciel.
Andrip kompletnie opluł sobie brodę, Astarith zasmarkała się ze śmiechu.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 22 Maj 2016, o 15:44

Kelen z największym trudem, wymagającym podjęcia nierównej walki z mięśniami twarzy, starał się zachować względną powagę. Wytrzymał całe dwie sekundy, niż pozostali członkowie załogi. W końcu z oczami zaszklonymi łzami, schował twarz w dłoni, symulując nagły atak kaszlu. Wreszcie całe towarzystwo doszło do siebie, pod pytającym spojrzeniem Abednedo ocierając oczy, nosy i brody. Kamu-Leeb był pierwszym, który odważył się ponownie zabrać głos.
- To jak w końcu mamy się przyczepić do tego transportowca? Magnesami? - tym razem pytanie skierował prosto do Kelena.
- Jakimi, kurwa znowu magnesami? - żachnął się najemnik. - Będziesz potem prosił obsługę naziemną, żeby cię odczepili? Ryżogłowa przecież robi sobie z ciebie jaja. Do poszycia przyczepimy się za pomogą wystrzeliwanych linek. W chwili kontaktu z kadłubem, wczepiają się w niego magnetycznie i mechanicznie. Pociągnąłbyś na tym krążownik. Gdy wylądujemy, gładko opuścimy się na nich na lądowisko.
Szeregowy wciąż nie wyglądał na w pełni przekonanego, lecz przestał zadawać kolejne pytania. Zrezygnowany pogodził się z faktem, że przydzielono go do samobójczej misji, dowodzonej przez psychopatę o autodestrukcyjnych ciągotkach.
- N-n-nnie posiadamy jedynie i-i-i-iinformacji jakimi ć-ć-ć-ć-ć-ćććc-ciemiężyciel dys...
Dalszy wywód Azno zagłuszył ciał na wpół bezwładnie spadających na posadzkę, kaszlu i niekotrolowanego rechotu.

***


- J-j-j-j-j-jjjjest! - usłyszeli w słuchawkach podekscytowany głos Abednedo. - Dokładnie tam, gdzie p-p-p-p-p-pppprzewidział Kelen.
- Jeśli on tak będzie przekazywać wszystkie istotne wiadomości - mruknął najemnik na zamkniętym kanale. - odstrzelą nam tyłki, nim on skończy zdanie.
Pokład Kruka pogrążony był w ciemności. Wyłączono wszystkie systemy, by uniemożliwić wykrycie imperialnemu transportowcowi nieproszonych w sektorze gości. Kelen spojrzał na pozostałą dwójkę, odzianą w kombinezony i uruchomił mechanizm ręcznego sterowania śluzą. Ich oczom ukazał się czarny bezmiar przestrzeni kosmicznej, upstrzony nieskończoną ilością gwiazd. Ku nim sunął szary kształt imperialnego promu. Zapadła pełna napięcia cisza. Transportowiec zbliżał się szybko, był już prawie na wyciągnięcie ręki.
- Lecimy! - zarządził Kelen.
Odbił się z progu Kruka i uruchomił silniki jetpacka, który pchnął go ku przesuwającego się przed nimi kadłubu imperialnej jednostki. Astarith ruszyła śladem mężczyzny, widząc, że Leeb - choć bez zbytniego entuzjazmu - również szykuje się do skoku.
- Astarith - komlink kobiety ożył głosem Starbringera. - Jeśli zginiemy, chciałbym, byś wiedziała jedną rzecz.
- Tak?
- Koszmarnie wyglądasz w tym kombinezonie.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 25 Maj 2016, o 20:33

Gromki, rubaszny rechot stanowił jedyną ripostę, jaka padła z wykrzywionych w kwaśnym uśmiechu ust łowczyni. Owo ostentacyjne rżenie było tak donośne, iż niemal całkowicie zagłuszyło syk wystrzelonej przez Starbringera linki - tym niemniej, poszarpany ostrymi ząbkami grot za nic miał sobie kpiny i po krótkiej podróży dziarsko wczepił się w drugi, środkowy moduł powoli sunącej ku stacji paliw jednostki.
Kilka sekund po tym, jak najemnik stuknął podeszwami kombinezonowych buciorów w szarą powierzchnię transportowca, u celu wylądowała również Astarith, szczęśliwa, że już z głowy miała manewrowanie w próżni za pomocą rozszalałego jetpacka. Najgorzej z odrzutowym skokiem poradził sobie Kamu-Leeb, rasowy piechur, znacznie mniej od swoich towarzyszy obeznany z wszelkimi niuansami kosmicznej eksploracji; zamiast gładko, tuż obok Rauss, przylgnąć do Mobqueta, srogo grzmotnął lewym barkiem w jego twardą, obojętną skorupę. A potem odbił się i grzmotnął ponownie, żeby było parzyście.
– Pieprzyć was – stęknął w końcu przez komunikator żołdak, kurczowo trzymając się cienkiego włóknosznura. - To wszystko też pieprzyć. Za jakie grzechy...

W tym samym czasie, na mostku Tragarza, skrajnie znudzony kapitan Sanjia delektował się parującą w taniej filiżance kawą i za pomocą podręcznego tabletu przeglądał stare raporty. Nie miał pojęcia, co właśnie działo się na zewnątrz dowodzonego przez niego statku i, oczywiście, niczego też nie podejrzewał. Przecież przerabiał tę trasę już dziesiątki razy, zawsze bez najmniejszych problemów czy perturbacji. Czemu więc akurat dzisiaj miałby spodziewać się jakichkolwiek przeszkód?
No właśnie. Absolutna cisza i spokój. O to chodziło.
- Kapitanie - ożywił się znienacka nawigator. - Nasze radary coś wychwyciły.
O.
Sanjia zebrał się do pionu, wcześniej odstawiwszy tandetną porcelanę na równie tandetny spodek.
- Jesteś pewien, że to nie któraś ze skał? Przyrządy potrafią tutaj zaszaleć.
- Nie, kapitanie, sprawdziłem dwukrotnie, wszystko wskazuje na to, że to może być--
Obaj nagle zamilkli, niczym na komendę. Pomieszczenie wyraźnie zatrzęsło się, coś wprawiło ściany w wibracje. Aż włosy stawały dęba.
Wyjrzeli na zewnątrz, przez przeźroczystą taflę szyby.
Ogromny, fioletowo-żółty purrgil niemal otarł się o transportowiec, ledwie zaszczycając go przy tym leniwym spojrzeniem. Sanjia nerwowo przełknął ślinę, obserwując, jak zwaliste cielsko tubylca nieśpiesznie mija Mobqueta, lawiruje pośród gromady asteroid i w końcu, flegmatycznie machając płetwiastym ogonem, żegna się z turystami.
Kapitan kunsztownie zaklął w myślach, na swój specyficzny sposób dziękując losowi za wspaniałomyślne darowanie życia.
Cisza i spokój, nie ma co.
- To, hm, zagadka rozwiązana. - poklepał nawigatora po ramieniu. - Dobra robota. Proszę przekazać łączności, że należy wysłać do biura pani porucznik Sierny w rafinerii informację, że może spodziewać się nas w wyznaczonym czasie, bez opóźnień.
Z powrotem zasiadł na swoim fotelu.
- A następnego szkodnika, który będzie miał czelność się zbliżyć, proszę potraktować laserem.
Pilot niepewnie zasalutował.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 26 Maj 2016, o 15:20

Placówka w systemie Leritor przeżywała lata świetności, jednak służby na niej nie można było uznawać za dowód uznania ze strony imperialnych zwierzchników. Kapitan Art Siluist był odpowiedzialny za bezpieczeństwo rafinerii od blisko trzech lat, co na tej przeklętej skale wydawało się wiecznością. Ostatnio zaczęły jednak docierać do niego wiadomości, że zesłanie może dobiegać końca. Gdy potwierdzono oficjalnym przekazem holograficznym, że za pięć miesięcy zostanie zwolniony z posterunku i wróci na Coruscant, samotnie opróżnił sporą część lokalnych zapasów koreliańskiej whiskey, znikając z życia służbowego na kilka dni.
- Kapitanie, imperialny transportowiec typu Mobquet prosi o zgodę na lądowanie - zameldował jeden z podoficerów łącznościowych.
- Zezwolić.
Tę krótką wymianę zdań powtarzali już setki razy, zawsze o tej samej godzinie, w te same dni. Mimo wszystko każdy pierwszy w miesiącu przylot transportowca spotykał się z ogromnym, niezdrowym wręcz zainteresowaniem rezydentów rafinerii. W przeciwieństwie do wszystkich pozostałych wizyt, ta nie miała na celu jedynie zabrania ładunku paliwa. Była równoznaczna ze świeżą dostawą żywności, trunków i wszelkich nielegalnie przemycanych używek. Nic więc dziwnego, że pierwszy w miesiącu przylot transportowca, był swego rodzaju lokalnym świętem.


Osiemdziesięciometrowy frachtowiec osiadł na mogącym pomieścić nawet większe jednostki lądowisku, zawieszonym nad ziejącą zielonkawymi oparami czeluścią krateru. W otchłani znikały liczne rury, niczym macki wypuszczone przez kompleks budynków na powierzchni. Konstrukcje wystawały co najwyżej dwa piętra nad powierzchnię, lecz spora ich część znajdowała się pod skorupą asteroidy. Zabudowania miały kolor zbliżony do otoczenia i jedynie migające na nich czasem tu i ówdzie lampki, wyraźnie odcinaly je od skalnej powierzchni. Nieco na uboczu, nieśmiale przycupnęły systemy obronne.
Wsporniki wszystkich trzech segmentów frachtowca zasyczały, gdy spoczął na nich ciężar statku. Silniki ucichły, a na lądowisko wtoczyły się droidy rozładunkowe, za którymi wyległ personel naziemny. Nikt nie dostrzegł trzech przylepionych do górnej części poszycia postaci, które cierpliwie czekały na zmniejszenie ruchu u ich stóp.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 27 Maj 2016, o 19:41

- Żartujesz?
- O nie. Nienienienienie. Ani trochę.
Kapitanowie Art Siluist i Gato Sanjia spotkali się na lądowisku, nieopodal Tragarza, gdzie błyskawicznie otoczył ich rój zaabsorbowanych krzyczeniem w komlinki i przenoszeniem w tę i we w tę ciężkich skrzyń robotników. Gdyby nie przeszkadzały im maski tlenowe, przy tej pięknej okazji obaj mężczyźni na pewno poczęstowaliby się nawzajem papierosem.
- Szczera prawda. Zostało mi pięć miesięcy, a potem - koniec. Przenoszę się do cywilizacji. Wreszcie.
- Czyli... Ha. - Sanjia wwiercił wzrok w chropowaty beton, na którym stał, smętnie naciągnął rękawiczkę. - To z kim ja się teraz będę mógł tutaj dogadać, jak znikniesz? Z... z nią?
Obydwu oficerów spojrzało na wbitą w skałę, górującą nad kraterem siedzibę porucznik Sierny. Przeszklone biuro na ostatnim piętrze budynku spowite było zgniłozieloną mgłą, za którą złowrogo majaczyła krępa, dumnie wypinająca pierś postać. Z odległości przypominała niewyrośniętą czarownicę, może jakiegoś diabła. Demona?
Jej stalowe oczy odwzajemniały zainteresowanie.
- Ta. Tam może nie patrzmy. Licha się nie kusi. - szepnął Siluist. - Słuchaj, mam pomysł, jakby tu oddalić te twoje wisielcze rozmyślania i, przy okazji, uczcić mój transfer. Mieści się w dużej, szklanej butelce ten pomysł, pochodzi z Korelii i barwę ma, no, szlachetnie bursztynową.
- Rozumiem. Wierz mi, popieram ideę. Jak mało kto, naprawdę popieram, ale nie mogę zaliczyć obsuwy, na pewno nie dzisia--
- Daj spokój. Dodatkowa godzinka przed odlotem jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Załoga ci wszystko załaduje, zdąży odpocząć, a jeśli ktoś coś się będzie niepokoił, wymyśli się jakąś awarię do naprawy. No bo co, Mobquety to się nie mają prawa zepsuć?

Astarith, nie mając na razie nic lepszego do roboty, uważnie obserwowała członków krzątającego się przy frachtowcu personelu. Większość szaraków oblepiona była insygniami Imperium, ale gdzieniegdzie pojawiały się także rodzynki w postaci najemnych profesjonalistów noszących uniformy Gildii Górniczej - ci, doszła do wniosku, na bank dopuszczani byli do maszyn wydobywczych i jak nic odpowiadali za ich konserwację. Wskazała tychże typów kompanom, by nie zniknęli im w tłumie.
- A więc mamy cztery stanowiska z E-webami w czterech rogach bazy - łowczyni zaczęła podsumowywać sytuację przez komunikator, chcąc zabić trochę czasu. - trepów przechadzających się na patrolach w liczbie kilku, góra nastu i zamknięty hangar. Nie jest tak źle. Szkoda tylko, że Azno się mylił z tymi jego starymi schematami, bo przy kraterze na pewno wcale nie ma żadnego żelastwa do wysadzenia. Będziecie musieli zapuścić się do tych budynków, z których wyłażą rury, tam pewnie pod dachami ukryli maszynerię.
- "Będziecie"? Co, ty zostaniesz tu sama, żeby... wisieć? - warknął Leeb, wciąż nieswój po podróży na gapę.
- No pewnie, że nie. Plan mam. Pan sierżant prosił, żeby permanentnie wyłączyć stację z użytku. Samo rąbnięcie oporządzenia to za mało, można to przecież odbudować. Wy zadbacie o jedno, ja zadbam za drugie, o tę permanentną część. Będzie się trzeba sprężyć tylko. Najlepiej, żebyśmy ze wszystkim byli gotowi zanim, no, odlecą Mobquetem z powrotem, bez nas, ale jednocześnie po tym, jak już go wypełnią zbiornikami z paliwem. To wtedy gotowy, zapakowany statek przyjdziemy zawinąć do ucieczki. Nie?
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 30 Maj 2016, o 15:39

Ruch na lądowisku znacząco zmalał, a większość personelu znikła wewnątrz rafinerii. Przysłuchując się dialogowi Astarith i Leeba, Kelen obserwował samotnego pracownika Gildii Górniczej, który przechadzając się po lądowisku, doglądając zaworów i wskaźników rur paliwowych. Gdy mężczyzna znalazł się w cieniu frachtowca, dokładnie pod trójką najemników, Starbringer zwolnił blokadę i bezszelestnie runął na swą ofiarę. Mechanizm rozwijający linkę działał bezdźwięcznie. Osobnik w żółtawym kombinezonie, przed śmiercią poczuł jedynie jak jego skryta w hełmie głowa zaczyna się w błyskawiczny i niekontrolowany sposób skręcać w lewo.
Gdy Kelen wraz ze zwłokami zameldował się na okupowanej przez towarzystwo niewielkiej platformie, Astarith wciąż tłumaczyła Leebowi szczegóły swego planu.
- Czy jesteś świadoma - przerwał jej Starbringer. - że jeśli podłożymy ładunki pod głównym zbiornikiem paliwa, to pierdolnie tak, że wybuch zobaczą na Coruscant? Reakcja łańcuchowa przejdzie aż do złóż wewnątrz asteroidy i nie będzie nawet gdzie tej budy stawiać na nowo.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 1 Cze 2016, o 21:19

- E tam - Rauss lekceważąco machnęła dłonią. - Ten syf nie jest aż tak łatwopalny. Sprawdziłam. Stąd te wielkie, ośmiornicowate jełopy mogą to tak bez problemu wdychać. Eksplozje najpewniej pójdą łańcuchem, prawda, może i za rurami pociągną, może nawet krater zasypią, ale nijak nie sięgną obrzeży. A dużo interesujących rzeczy jest na tych obrzeżach. Interesujących i groźnych. Gotowych przysmażyć nas przy próbie ucieczki, ruszyć naszym tropem.
Dyskretnie, na kilka sekund wyjrzała zza Mobqueta. Trepy dość gęsto rozmieszczone były na swoich trasach patrolowych na otwartym placu, tym niemniej - dla chcącego nic trudnego. Trzeba będzie jakoś boczkiem przejść. Ominąć wścibskich podglądaczy. Nie dać się zauważyć.
- Gadanie gadaniem, a czas mija. Kontaktujcie się przez komunikator. Zasadźcie ładunków, ile dacie rady, resztą zajmę się ja. Całuski.
Kamu-Leeb wzruszył ramionami, przyglądając się, jak ruda cichcem zeskakuje z platformy i w tumanie pyłu znika pośród rozstawionych przy szarych budach kontenerów.
- Na mnie nie patrz. Ja tam tylko zrozumiałem, że chce zneutralizować hangar i wieżyczki. Chyba. - skinął w stronę trupa. - Bierz ręce, ja wezmę nogi i wnosimy go do któregoś z tych budynków. Gdzieś tu musi być magazyn z drugim takim strojem dla mnie.

Delikatny uśmiech zaigrał na twarzy porucznik Sierny.
Kochała to miejsce. Miało być dla niej karą za spędzoną zuchwale młodość, za niesubordynację i brak pokory, lecz, przeciwnie, okazało się prawdziwym wybawieniem. Zapewniło jej życiowy cel, do którego mogła dążyć na stare lata. Przerodziło się w jej dumę. Jej małe królestwo.
Pod rządami żelaznej damy efektywność rafinerii wzrosła niemal trzykrotnie. Stosowane z jej inicjatywy innowacyjne środki bezpieczeństwa doprowadziły do tego, że niekiedy całe tygodnie mijały bez żadnych niefortunnych incydentów przy pracy. Nawet Gildia Górnicza, choć niezadowolona z ciągłego nadwyrężania przez nią postanowień układów zbiorowych i ogólnie niezbyt skora do wypluwania z siebie pochwał, musiała wszem i wobec przyznać, że współpraca z zesłaną oficer należała do przedsięwzięć w Rubieżach najowocniejszych.
Ale tęskniła za bitewnym zgiełkiem. Tęskniła za torturami, za przesłuchaniami, łamaniem konwencji, pluciem na rozejmy.
Uśmiech rozszerzył się.
Dlatego aż tak wielkie ogarnęło ją szczęście, gdy sztab przekazał jej raport o z łatwością zauważonym wtargnięciu grupy tajemniczych intruzów na asteroidę. Rzekomo uczepili się nadlatującego po paliwo Tragarza. Fascynujący sposób na zinfiltrowanie bazy wroga, pomyślała. Wystarczył, by ogłupić kapitana Sanjię razem z tym wypalonym alkoholikiem Siluistem i jego elitarną dywizją imperialnych odrzutków.
Niestety, nie byli oni jedynymi strażnikami tej stacji.
Ze swojej oszklonej samotni obserwowała pierwszego z trójki szpiegów. Imponował jej bezczelnością, śmiało skradając się między bezmyślnie krążącymi wokół krateru szturmowcami. Zbliżał się do hangaru. Postanowiła nie wszczynać alarmu. Niech szczur myśli, że nic mu nie grozi. Tym szybciej wpadnie w czekającą na niego pułapkę.
Drugi cichociemny oddział wysłała, żeby zaczaił się na pozostałą parę rebelianckich sabotażystów. Tę nieśmiałą, która jeszcze nie wyłoniła się ze swojej kryjówki.
Widać potrzebowali pomocy w wykonaniu tego ważnego, pierwszego kroku.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 2 Cze 2016, o 17:43

Kelen nie przeczuwał kłopotów. Nie swędziało go za uchem, nie czuł mrowienia w kroczu, a legendarny szósty zmysł nie podpowiadał niczego o jakimkolwiek zagrożeniu. Być może dlatego, że najemnik nie dopuszczał po prostu do siebie myśli, że mogli zostać zauważeni. Prawdopodobieństwo było wszak bliskie znalezieniu miliona kredytów na Pustkowiach Jundlandii. Sama myśl o tym, zdawała się być absurdalna. A jednak...
Już w żółtym stroju pracownika Gildii Górniczej, Starbringer spokojnym krokiem przemierzał lądowisko.
***


Porucznik Sierna uważnie obserwowała lądowisko, nasłuchując jednocześnie meldunków wysłanego oddziału. Kilku pracowników placówki wciąż krzątało się po okolicy, wykonując wszystkie standardowe, rutynowe czynności. Intruzów nigdzie nie było widać. Dwójka przedstawicieli Gildii Górniczej powolnym krokiem zbliżyła się do transportowca i znikła w jego cieniu. Po niespełna minucie jeden z nich ponownie pojawił się w polu widzenia Sierny, sprawdzając odczyty przewodów paliwowych. Drugi z otulonych rzucającym się w oczy uniformem, ukazał się jej po następnych kilku minutach. Kolejne osoby i droidy pojawiały się w zasięgu jej wzroku, znikały w zabudowaniach, we wnętrzu frachtowca niczym insekty uwijające się w pracy. Komunikator wciąż milczał. Gdzie oni się podziali? - pomyślała nerwowo. Może podjęli próbę przejęcia frachtowca, podczas gdy trzeci z nich wykonuje swoje zadanie?
- Widzicie coś? - niecierpliwie wywołała grupę na lądowisku.
- Wszystko w normie, ani śladu naszych gości.
Sierna zamyśliła się, wpatrując w rozciągającą się przed nią przestrzeń. Mimo wszystko była pewna swego. Ujęcie całej trójki było jedynie kwestią czasu.

***


- Póki co wszystko idzie zgodnie z planem - uśmiechnął się Starbringer pod hełmem.
W okrutnie żółtych uniformach przemierzali korytarz rafinerii, nie zwracając na siebie niczyjej uwagi. Byli praktycznie niewidzialni.
- Ciekawe jak sobie radzi nasza towarzyszka.
Poprzedzające odpowiedź niewyraźne i niezbyt przyjazne mruknięcia jasno dawały znać o stanowisku Kelena w sprawie Astarith.
- Głupia pinda, nie ma pojęcia o dyscyplinie. Gdy tylko stąd odlecimy, poważnie będę musiał z nią porozmawiać. W tej grupie nie ma miejsca na samowolkę, szczególnie jeśli zależy od tego los mojej dupy. Następny korytarz w prawo.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 5 Cze 2016, o 19:57

- I? - zapytała kilkadziesiąt sekund po poprzednim raporcie.
- Dalej pusto, pani porucznik.
Zaczęła się zastanawiać, czy nie popełniła strasznego błędu. Zabawa w kotka i myszkę z bezczelnymi sabotażystami była niby przyjemna, ale wkrótce mogła przerodzić się w kolosalne nieszczęście. Tak sromotna, i zgotowana właściwie na własne życzenie, porażka stanowiłaby żenujące zwieńczenie długiej, nietuzinkowej kariery. W imperialnych akademiach śmiali by się z niej zapewne jeszcze przez dziesięciolecia.
- Oho. Jednak coś mamy.
Przystawiła mikrofon bliżej ust.
- I czymże jest to coś, jeśli łaska?
- Zwłoki młodego mężczyzny, Zabraka. - uściślił dowódca oddziału. - Wciśnięte w szafkę w baraku koło transportowca. Znam go. Inżynier Gildii, z transferu kilka miesięcy temu. Ciekawe. Nie nosi swojego munduru.
Oczywiście, pomyślała Sierny. Oczywiście, że taki im się wymarzył sposób na wniknięcie w głąb tej pięknej struktury.
- Rozumiem. Wyślę kogoś, żeby po cichu sprzątnął bałagan. Wycofajcie się do bazy. - zmieniła kanał komunikatora. - Darleene, poinformuj kapitana Siluista, że bezzwłocznie należy rozstawić punkty kontrolne przy wszystkich stanowiskach z maszynami wydobywczymi, wylegitymować każdego pracownika Gildii Górniczej i zaaresztować wszelkie podejrzane indywidua. - zamilkła, by wysłuchać nieśmiałej odpowiedzi swojej sekretarki. - Jak to nie odbiera? Znowu? Zresztą nieważne. Załatwię to sama. Jak należy.

***


Al "Dwójka" Sturmovich zastanawiał się, czy jest zwyczajnie głupi, czy może tak naprawdę umysłowo niedorozwinięty. Stojąc okrakiem nad stalową miską klozetową, podrygiwał w górę i w dół, w lewo i prawo swoimi roztrzęsionymi biodrami, jednocześnie rwąc i szarpiąc nieugięty rozporek w stroju pilota TIE. Co go podkusiło, żeby wciskać się w te cholerne rajtki przed pójściem do kibla? Nie dość, że pęcherz chciał mu eksplodować z siłą co najmniej dwóch megaton, to na dodatek kutasa miał teraz zapakowanego w ten czarny lateks chyba hermetycznie. Bał się, i to nie na żarty, że jak już nie wytrzyma i zacznie lać, to się utopi w tym superszczelnym wdzianku.
Nagle, mechanizm więżący jego krocze obiecująco skrzypnął.
Cud.
Puściło.
Błyskawicznie wyłuszczył przyrodzenie na wolność i skoncentrowanym, zdolnym pewnie rżnąć diamenty strumieniem wystrzelił w nierdzewną szarość ustępu. Ach, co to była za ulga! Co za radość! Euforia, mało powiedziane!
Ale idylla, jak to idylle mają w zwyczaju, nie trwała wiecznie. Z sufitu, zdawało się, zaczął rozbrzmiewać jakiś niepokojący chrobot. Chrobot ów z każdą sekundą robił się coraz głośniejszy i coraz bardziej miarowy, jakby jakaś zdeterminowana istota przeczołgiwała się szybem wentylacyjnym tuż nad głową Ala. On jednakże, biedaczysko, nie mógł się ruszyć, ani w żaden inny sposób zareagować, bo jego członek wariował już zupełnie niczym wąż strażacki i wymagał tym samym maksimum atencji. Wobec tego, mężczyźnie pozostało tylko niechętnie stać w miejscu i, ewentualnie, wzrokiem podążać za źródłem podejrzanej kakofonii.
Nieniepokojony intruz dostał się tymczasem do zardzewiałej kratki w ścianie i prędko przystąpił do jej wykopywania. Sturmovich zastanawiał się, czy nie zacząć krzyczeć o pomoc. Za późno. Pod naporem uderzeń szybko zluzowały się śruby, metalowa siatka z brzękiem padła na podłogę, a tuż obok niej wylądował toaletowy włamywacz. A dokładniej - włamywaczka, sądząc po niezgrabnie dociskanych skafandrem próżniowym kształtach.
Astarith początkowo ogarnęło ogłupiające wręcz zdziwienie. Pan pilot nie przestawał szczać nawet wtedy, kiedy potencjalna morderczyni, z dwoma blasterami i nożem kolebiącymi się u pasa, wylazła mu na spotkanie prosto z wentylacji. Prawdziwy twardziel. Albo szaleniec.
Doskoczyła do niego, ostrożnie, żeby nie spryskał jej butów, i trzasnęła jego facjatą w białe kafelki nad urynałem. Raz, drugi, trzeci, aż osunął się na ziemię pozbawiony przytomności oraz, na oko, jednej trzeciej skruszonego uzębienia.
- Dobra. Jestem w hangarze. - zrelacjonowała przebieg misji kolegom. - Potraktuję myśliwce thermexem. Będzie je można wysadzić na odległość.
Łowczyni niespiesznie otworzyła drzwi prowadzące z toalety do hali lotniskowej.
Powitało ją pięć długich, wycelowanych w jej twarz luf karabinów. Każdy z odzianych w czarne zbroje szturmowców trzymał palec na spuście. Wyglądało na to, że komandosi zarządzili ewakuację ogromnego pomieszczenia, by spędzić z Rauss kilka chwil sam na sam. Zamiary mieli jednakowoż raczej niezbyt romantyczne.
- Chłopaki - szepnęła. - Coś mi się wydaje, że nie jesteśmy tutaj tak zupełnie incognito. Odezwę się, kiedy będę mogła.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 6 Cze 2016, o 14:56

Działania prewencyjne zostały podjęte natychmiastowo. Zgodnie z rozkazem porucznik Sierny, grupki szturmowców zaczęły przeprowadzać kontrolę wszystkich zmierzających w głąb rafinerii pracowników Gildii Górniczej. Wszelkie głosy sprzeciwu i niezadowolenia spotykały się ze stanowczą i bezwzględną reakcją służb imperialnych.
- Co jest do cholery grane? - mruknął Starbringer, przyglądając się z daleka, jak dwójka szturmowców pacyfikuje nieskorego do współpracy osobnika w żółtym kombinezonie.
- Kontrola bezpieczeństwa?
- Wtedy nie sprawdzaliby jedynie członków Gildii Górniczej. Popatrz, cała reszta przechodzi swobodnie.
Faktycznie, grupka imperialnych inżynierów została właśnie bez problemów przepuszczona przez punkt kontrolny. Nie przerywając rozmowy, zniknęli w głębi korytarza. Najemnik zasępił się i przeniósł wzrok na swego kompana.
- Leeb, powiedz mi...
- Dobra, jestem w hangarze - w słuchawkach odezwał się głos Astarith. - Potraktuję myśliwce thermexem. Będzie je można wysadzić na odległość.
- Przyjąłem. Powodzenia - Kelen odpowiedział na raport i ponownie zwrócił się do Leeba. - Powiedz mi, co...
- Chłopaki - pownownie przerwał mu głos Rauss, tym razem brzmiący zdecydowanie mniej pewnie niż przed momentem. - Coś mi się wydaje, że nie jesteśmy tutaj tak zupełnie incognito. Odezwę się, kiedy będę mogła.
W słuchawkach zapadła cisza.
- Powiedz mi Leeb - przerwał milczenie Kelen. - Co zrobiłeś ze zwłokami poprzedniego właściciela swojego uniformu?
- Wcisnąłem go w jakąś szafkę na lądowisku.
Gdyby wzrok mógł zabijać, wizjer hełmu najemnika stopiłby się w ułamku sekundy, a Leeb padł na posadzkę i wyzionął ducha w potwornych mękach. W bajkach o jedi, które Starbringer słyszał tu i ówdzie słyszał historie o mocach pozwalającym mocowładnym na duszenie siłą woli i tym podobne sztuczki. Choć nigdy nie dawał im wiary, żałował, że w obecnej chwili nie posiada takiej mocy. Dłonie mężczyzny bezwiednie zacisnęły się w pięści.
- Ty cholerny głupcze - warknął. - Przez ciebie cała operacja poszła właśnie w pizdu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 10 Cze 2016, o 17:58

Rauss, ponaglana zdecydowanymi szarpnięciami imperialnych karabinów, postąpiła kilka kroków naprzód. Żołnierze ustawili się przed nią ciasnym półkolem, zagradzając jej drogę do dalszej części hangaru i pozostawiając właściwie tylko świeżo zatrupioną toaletę jako jedyną trasę ucieczki. Słaba perspektywa na ewentualne opuszczenie lokalu.
- Kolana na podłogę, ręce na kark. I ani słowa więcej.
To ostatnie żądanie szczególnie oburzyło Astarith. Zamiast się więc grzecznie poddać, kobieta prychnęła na tego rodzaju afront i rzuciła pod nogi oschłego dryblasa targany do tej pory przy plecach tobołek.
- Trzy pasy thermexu. Mhm, całe trzy. Uzbrojone. A tu - uniesiona pięść łowczyni rozwarła się na oścież, ukazując zaklinowany między oskafandrowanymi palcami cylindryczny prztykacz. - detonator.
Jeden z onyksowych bojowników opuścił nieznacznie broń.
- To blef. To blef, nie?
- Oczywiście. - warknął oschły dryblas. - Kolana na podłogę, ręce na bark. Ostatni raz powtarzam. - wycelował narzędzie do mordowania prosto w jej czoło.
- Ja tam nie wiem. - wtrącił się trzeci komandos. - Różnych się rzeczy słucha o tych rebelianckich fanatykach. Lubią się wysadzać, tak mnie mówili. Nie wiem, czy chcę być wysadzony. A na pewno nie dzisiaj.
- Nie robią tego dla dziewic?
- Co?
- Te eksplozje. Zabijają się, żeby trafić w zaświaty, nie? Potem mają dostać te dziewice.
- Bez sensu. Po pierwsze, nie ma życia po śmierci, durny przesąd. Cała masa literatury o tym traktuje. Po drugie, dziewice łatwiej jest znaleźć w--
- Gdzie ona jest?
Zaabsorbowani konwersacją żołnierze błyskawicznie obrócili się w stronę jednego ze śpiących myśliwców TIE; do tejże machiny, przy użyciu obu odnóży i jednej wolnej ręki, wdrapywała się terrorystka.
- Którędy się to otwiera?
- Złaź na ziemię albo otworzymy ogień!
- Ni chuja! Jak ja umieram, to wtedy kciuk mi schodzi z detonatora i cała ta buda wylatuje w kosmos! Którędy się to otwiera?
Oschły dryblas westchnął ciężko i nawiązał połączenie z porucznik Sierny.

Porucznik cierpliwie wysłuchała kolejnego niezadowalającego raportu.
- Cokolwiek zamierzasz zrobić, Varros - wycedziła w końcu przez zaciśnięte zęby. - nie możesz pozwolić tej dziwce wsiąść do żadnego statku.

Buro-czarna, napędzana silnikiem jonowym maszyna wystrzeliła z otworu w dachu hangaru, pozostawiając za sobą pryskające dziko odłamki gruzu i bijące z powyginanych, rozdartych blach strumienie iskier. Rith siedziała tam, gdzie pilot powinien i za pomocą obu dłoni majstrowała przy sterze oraz reszcie oporządzenia jednostki. Upuszczona przez nią przy wsiadaniu do kokpitu szminka obijała się o boki jej butów.
W pierwszej kolejności, po starcie, najemniczka posłała jeden czy dwa laserowe pociski w stronę wyrastającego z powierzchni asteroidy kompleksu komunikacyjnego. A gdy już rafineria pozbawiona została możliwości kontaktu ze światem zewnętrznym, myśliwiec zabrał się za przeistaczanie w ruinę budynku, z którego jeszcze przed chwilą wyfrunął - by pogrzebać i zniszczyć pozostałą szóstkę swoich pobratymców, gotową ugościć innych, żądnych zemsty, wrogich kosmonautów.
- Chłopaki, rzeczy wyszły trochę spod kontroli. Ale nie bójcie się, nie ma tego złego, macie takie małe odwrócenie uwagi w prezencie. Bierzcie się tylko do roboty, zanim mnie działkami strącą.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 14 Cze 2016, o 16:52

- Czy to była eksplozja? - spytał Leeb nasłuchując uważnie.
- Nie zmieniaj, kurwa, tematu - wycedził przez zęby Kelen.
Ogłuszę gnoja, zdobędę kostium szturmowca i oddam go w ręce wroga - w umyśle zakotłowała mu się szalona myśl. Jeśli będę miał okazję, zabiorę go z powrotem ze sobą, jeśli nie... Jako były wojskowy, ba! były członek imperialnych jednostek specjalnych, był głęboko zażenowany chaosem, jaki wkradł się w działania grupy. Przyzwyczajony do precyzyjnie zaplanowanych, bezwzględnie egzekwowanych operacji, czuł się odpowiedzialny za powodzenie całego przedsięwzięcia. Zdołał odegnać od siebie myśl na temat skrzywdzenia Leeba i skupił się na szukaniu rozwiązania z niezbyt komfortowej sytuacji, w której się znaleźli.
Kolejny wybuch usłyszał już bardzo wyraźnie, zresztą ryk syren alarmowych, jaki wypełnił korytarze rafinerii, nie pozostawiał wyobraźni zbyt dużego pola do popisu. Wyjrzał na korytarz, który nagle wypełnił się biegającymi w obu kierunkach istotami. Punkt kontrolny poniósł porażkę z poderwanym do gotowości bojowej personelem. Fakt, że rezydujący na asteroidzie imperialni nie należeli do elity wojskowej, ani nie grzeszyli doświadczeniem, jedynie sprzyjał zamieszaniu.
- Chłopaki - komlink ponownie ożył głosem Rauss - rzeczy wyszły trochę spod kontroli. Ale nie bójcie się, nie ma tego złego, macie takie małe odwrócenie uwagi w prezencie. Bierzcie się tylko do roboty, zanim mnie działkami strącą.
Starbringer zaklął szpetnie. Wszelkie nadzieje na ciche rozwiązanie sprawy znikły niczym gizka potraktowana granatem termicznym.
- Kruk! - krzyknął do komunikatora. - Wkraczajcie do gry, mamy tu drobne problemy.
- Utini! - odpowiedział mu piskliwy głos.
- Jazda! Teraz albo nigdy! - ponaglił Starbringer Leeba i wyskoczył na korytarz, dołączając do przemieszczającej się fali personelu. Mężczyzna ruszył za nim.
Torba serwisowa Gildii Górniczej, obecnie wypełniona bronią i ładunkami wybuchowymi, nieporęcznie plątała się pod nogami, co rusz boleśnie obijając o kolana. Kelen marzył, by wreszcie pozbyć się tego grata. Kolejna eksplozja jasno wskazywała, że Astarith się nie nudzi.

***


- To tutaj.
Dalszą drogę zagradzały im ciężkie, durastalowe wrota. Według planów które posiadali, po drugiej stronie znajdowało się serce rafinerii.
- Powinienem być w stanie je otworzyć - zdeklarował Leeb. - Osłaniaj mnie.
- Wreszcie do czegoś się przydajesz - mruknął Kelen kładąc torbę na lśniącej posadzce.
Wyciągnął karabin szturmowy typu E-12 i skryty za jednym z filarów, uważnie zaczął obserwować oba końce korytarza. Nie musiał długo czekać. Nie upłynęła minuta, gdy w oddali pojawił się oddział szturmowców.
- Mamy towarzystwo! - krzyknął najemnik. - Pośpiesz się, albo te skurwysyny przypalą nam tyłki!
Ich przykrywka i tak była spalona, więc nie było sensu udawać, że jest inaczej. Pociągnął za spust. Lufa karabinu z charakterystycznym jazgotem wypluła w kierunku zbliżających się napastników kilka czerwonych wiązek energii. Dwóch idących na czele grupy szturmowców padło martwych, reszta szukając osłony rozproszyła się po obu stronach korytarza i odpowiedziała ogniem. Mimo wyraźnej przewagi wroga, Starbringerowi udało się ustrzelić kolejnych dwóch imperialnych żołnierzy. Wychylił się do kolejnego ataku, gdy jego głowę o cale minęła wiązka energii. Nie byłoby w tym fakcie niczego nadzwyczajnego, gdyby nie to, że nadleciała z przeciwnej strony, co pozostałe. Mężczyzna przytulił się do ściany, klnąc szpetnie. Z drugiego końca korytarza nadciągał drugi oddział odzianych w białe uniformy szturmowców.
- Leeb, kurwa, nie mamy całego dnia!
- Już prawie! - wydyszał mężczyzna, w pełnym skupieniu majstrując przy mechanizmie. Na jego czole perliły się kropelki potu.
Kelen odbezpieczył granat termiczny i na oślep cisnął go w głąb korytarza. Odgłos wybuchu zlał się z szumem rozsuwających się wrót.
- Szybko, do środka! - przekrzyczał odgłosy walki Leeb.
Z nieszczęsną torbą w jednej dłoni i karabinem w drugiej, Starbringer skoczył śladem partnera do ogromnego, wypełnionego maszynerią pomieszczenia.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 17 Cze 2016, o 18:59

Trzeba było od razu wszcząć ten alarm. Od razu, jak szarańczę napuścić żołnierzy na tych zasranych sabotażystów. Zgnieść ich w kilka sekund po lądowaniu Tragarza i mieć problem z głowy.
Ale nie. Inną podjęłam decyzję, pomyślała Sierny. Zachciało mi się bawić w podchody, rozwiać trochę nudę na zesłaniu. To teraz mam.
Po pierwsze, jeden specoddział leżał pogrzebany pod eksplodującymi resztkami hangaru, a drugi przestał odzywać się tuż po wyruszeniu do centrum stacji. Widać nici z próby odbicia maszynerii z rąk wroga.
Po kolejne, nad kraterem rozbijał się kierowany przez jakąś dziką małpę myśliwiec, który, o dziwo, skutecznie opierał się wszelkim zamachom na swoje istnienie.
Warto też wspomnieć o pijanym w sztok szefie ochrony i jego pozbawionych nadzoru, zagubionych jak dzieci we mgle podkomendnych.
Posiłki nie przybędą. Sprzęt komunikacyjny bolt trafił.
Porucznik dobiegła do swojego biurka, otworzyła pierwszą z trzech szufladek i wyciągnęła z niej małego, podręcznego blastera. Załadowała do broni świeżą baterię.
Tylko głupcy się poddają.

***


Astarith ledwo dawała radę. Dywagowała, czy się nie poddać. Nie dość, że dzielnie pluły w nią wszystkie pozostałe na terenie placówki E-Weby, to jeszcze na dodatek ci do niedawna spanikowani, bezużyteczni piechurzy nagle się ogarnęli i radośnie dołączyli do zmasowanego ataku na pilotowany przez najemniczkę statek. Ta niebywała poprawa i w organizacji, i w efektywności imperialnych związana była chyba z osobą pewnej starej baby, bowiem z góry wyglądało, jakby to właśnie od momentu pojawienia się na polu bitwy jakiejś raszpli w oficerskim uniformie szeregowcy wzięli się za siebie. Dowódczyni może? Ktoś w ten deseń?
W każdym razie, o przejściu do ofensywy Rith mogła pomarzyć - pozostawało jej jedynie niezdarne umykanie przed rozgrzanymi strumieniami pocisków i nerwowe błaganie losu o szansę na oddanie choćby jednego, desperackiego strzału.
- M'um m'aloo, Zasrarith!
Chwilę po tym, jak słuchawka w uchu łowczyni zaskrzeczała po jawasku, salwa z dział Kruka wstrząsnęła asteroidą. Obróciły się w perzynę co najmniej dwa ciężkie od wielkich, automatycznych karabinów stanowiska i padła trupem być może nawet i połowa wycofujących się pośpiesznie szturmowców. Frachtowiec Starbringera podleciał do myśliwca Rauss, wcześniej jeszcze dla pewności częstując okolice krateru niszczycielską, czerwoną serią.
- Zasrarith?
- Zasrarith! - potwierdził przez komunikator Ooli.
- Okej. Rozumiem. "Ściera" ci się przestała podobać. Niech będzie. Uratowaliście mnie, to masz. Od teraz używam tylko i wyłącznie twojego prawdziwego imienia. Zadowolony?
- Astarith!
- P-p-przepraszam, że przeszkadzam - dał o sobie znać Andrip. - ale jestem nieco skołowany. Czemu siedzisz w jednostce wroga?
- Akurat ta była otwarta. A, ogółem pytasz? Długa historia. Muszę wylądować. Coś się zaczyna... dymić.
- P-p-prawda, widać nawet stąd. A-a gdzie Kamu-Leeb i Kelen?
- Powinni teraz być w trakcie wysadzania rafinerii. Słuchaj, wy tu jeszcze trochę polatajcie i postrzelajcie, a ja zaparkuję przy Mobquecie i spróbuję go przejąć na nasz użytek.
Zanim Azno zdążył cokolwiek odpowiedzieć, TIE-maszyna jak z bicza trzasnął śmignęła w stronę płyty głównego lądowiska. Ozięble potraktowany Abednedo zdecydował się więc nie przeciągać rozmowy z wyraźnie niechętną ku temu towarzyszką i, zamiast tego, spróbował szczęścia w nawiązaniu połączenia z resztą ferajny.
- Jesteśmy na obszarze stacji. Ż-ż-żyjecie? Spróbujemy z pokładu Kruka odciągnąć od was jak najwięcej sił nieprzyjaciela.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 22 Cze 2016, o 19:25

Zniszczony strzałem z blastera mechanizm sterujący wrotami, musiał choć na chwilę zatrzymać napastników. Starbringer podał Leebowi kilka sztuk ładunków wybuchowych.
- Gotów wysadzić tę dziurę?
- Nie każ mi tylko na siebie czekać. Za rebelię, Kelen.
Nejemnik skrzywił się lekko.
- Za co tam sobie tylko chcesz, póki dobrze płacą. Ruszajmy, bo te wrota nie zatrzymają ich zbyt długo.
Faktycznie, niebawem na szczycie szczeliny pomiędzy skrzydłami drzwi, tysiącem iskier rozbłysnął niewielki punkt, który milimetr po milimetrze zaczął sunąć w dół. Dwójka mężczyzn w żółtawych kombinezonach Gildii Górniczej, rzuciła się w dół po szerokich, durastalowych schodach. Leeb skierował się w lewą stronę pomieszczenia, zaś Kelen w przeciwnym kierunku. Maszyny pompujące i filtrujące cenny gaz, przytłaczały pomieszczenie swą masą, tworząc pomiędzy niezliczonymi rurami i przewodami chaotyczny labirynt.
- Byle Astarith była gotowa do odlotu – komlink odezwał się głosem Leeba. – Jeśli będziemy mieli szczęście, ta buda wyleci w powietrze, gdy będziemy już daleko stąd.
- Szczęście to tylko połowa sukcesu.
- A druga połowa?
- Przeznaczenie – odpowiedział Kelen. – Ustawiamy zapalniki na sześć minut.
- Zrozumiałem.

Starbringer przyklejał właśnie czwarty ładunek wybuchowy, gdy podłogę niedaleko jego stóp osmaliła wiązka energetyczna. Błyskawicznie rzucił się za maszynerię, odgradzając się od źródła ognia.
- Leeb, zrobił się nam tu drobny przeciąg – wydyszał. – Byłbyś tak dobry i zamknął te drzwi?
Komlink nie odezwał się w odpowiedzi.
- Leeb? – powtórzył Kelen.
- Masz dziesięć sekund, by wyjść z rękami w górze, rebelianckie ścierwo – kobiecy głos wyraźnie rozległ się w całym pomieszczeniu. – Jeśli tego nie zrobisz, twój towarzysz zginie.
Najemnik ostrożnie wyjrzał z kryjówki. Na szczycie schodów stała ubrana w imperialny mundur kobieta, otoczona przez dwa niekompletne już oddziały szturmowców. Na lśniącej posadzce u jej stóp, klęczał Leeb z przyłożonym do potylicy blasterem.
- Kurwa! – zaklął Starbringer i pośpiesznie wcisnął przycisk łączący z komunikatorem Astarith. – Musimy spierdalać w tempie natychmiastowym. Jak sytuacja na zewnątrz?
Na szczycie szerokich, durastalowych schodów, Sierny rozpoczęła odliczanie.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Renno Tresta » 26 Cze 2016, o 19:04

Pierwszy na platformę lądowiska wdrapał się kapitan Siluist, po nim - szczyt zdobył rozchichotany Gato Sanjia. Efektem ledwie półgodzinnej, lecz za to niezwykle zażartej libacji, chwilę temu ukończonej przez obu oficerów, było łatwo dostrzegalne - i przy tym zatrważająco dogłębne - upośledzenie koordynacji psychoruchowej ich przesiąkniętych whiskey ciał. Objawiało się ono między innymi tym, że pokonanie dwumetrowego wzniesienia zajęło śmiałym eksploratorom prób aż kilkanaście, a każdej z nich, oprócz litanii złorzeczeń, towarzyszyły wręcz wiadra potu i plwociny, lejące się z ich rozmaitych, uciskanych mundurami porów oraz otworów.
- Ha! Nareszcie, gloria zwycięzcom!
Wydzierający się w kosmiczną przestrzeń, obwieszony medalami pijak stanowił niby i ciekawy widok, ale, mimo to, otaczający Tragarza pracownicy Gildii nie zaszczycili go nawet ułamkiem swojej uwagi; znacznie bardziej absorbowały ich wyczyny fruwających nieopodal, pilotowanych przez Moc wie kogo maszyn bojowych.
- Szybko, musimy wskakiwać do tej cnej łajby i ratować się ucieczką! Całą stację diabli wzięli. Zawiadomimy dowództwo o tym pandemonium, spełnimy swój obowiązek i, kto wie, może olśnią nas laurami!
Siluist nie dawał za wygraną. Kilku załadunkowych obróciło się w jego stronę.
- Tak! Z pewnością docenią prawdziwe poświęcenie!
- A to co jest?
- Hę?
Sanjia celował palcem wskazującym w kolorowy, niewyraźny zbiór dziwnych maźnięć pulsujących na horyzoncie. Znaczy, maźnięcia te były dziwne, niewyraźne i pulsujące tylko w jego oczach, prawdopodobnie ze względu na półtorej promila alkoholu targającego jego krwiobiegiem; reszta imperialnych obywateli na platformie, włącznie z Artem Siluistem, doskonale zdawała sobie sprawę, że do rafinerii zbliżyło się po prostu stado purrgili.
– Szkodniki! Koniec! Czas najwyższy, aby--
Orację kapitana przerwało awaryjne lądowanie myśliwca Astarith. Z trudem umoszczone na gruncie skrzydła statku na krwawe strzępy rozszarpały obu oficerów, przy okazji twórczo rozsmarowując ich wnętrzności po okolicy i generalnie czyniąc z ugniecionych szczątków nieszczęsnej pary coś na kształt szkarłatnej, klejącej się do podłoża, organicznej pasty. Nie było sensu wołać medyka.
– Sytuacja? W sumie okej. Już prawie mam Mobqueta. Kończ swoje i melduj się na lądowisku, prezesie.
Łowczyni wyskoczyła z kokpitu i wyłączyła komunikator.
– A teraz proszę grzecznie oddalić się od transportowca. Zwalniam was z obowiązków. – zarządziła, celując w pomarańczowych kombinezonów swoimi ukochanymi pistoletami.

– Dwa. Trzy. Cztery.
Zamiast słowa "Pięć" w pomieszczeniu rozbrzmiał nieprzyjemny świst odpalanego blastera. Z pomocą porucznik Sierny, twarz rebelianckiego sabotażysty szybko przeistoczyła się w cuchnącą, buchającą feerią iskier otchłań; zwłoki Kamu-Leeba smutno opadły na zbryzgane posoką stopnie i tęsknie wysunęły dłonie w kierunku kryjówki Kelena.
- Możecie winić tylko siebie. Nie zwykłam dobrze reagować na żadne próby testowania mojej cierpliwości.
Oficer skinęła w stronę swoich ludzi. Szturmowcy bez zbędnych pytań poczęli powoli schodzić w głąb rafinerii.
- Utinni!
Sierny odwróciła się w zasadzie tylko po to, żeby z zastraszającym impetem oberwać kolbą karabinu Ooliego w brzuch. Jawa pisnął radośnie, widząc, że na skutek uderzenia kobieta zbierała się do bolesnego rzygnięcia - pierwsza część misji wykonana. Następnie, chcąc wprowadzić resztę planu w życie, kurdupel strzelił kilka razy w okolicę zaskoczonych komandosów i pognał ku wyjściu na powierzchnię. Raz czy dwa spojrzał za siebie, starając się upewnić, że choćby część żołnierzy postanowiła podążyć jego śladem. Wszystko, żeby tylko choć trochę odciążyć Starbringera.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Zewnętrzne Rubieże] 0 dni bez wypadku

Postprzez Kelan Navarr » 28 Cze 2016, o 16:48

Kelen przestał nadążać za biegiem wydarzeń. Przeszło mu nawet przez myśl, że ma przywidzenia spowodowane nieszczelnością któregoś z zaworów i narażeniem na bezpośredni kontakt z gazem. W końcu skąd w samym centrum walki miał się nagle znaleźć Ooli, którego - był pewien - pozostawił na pokładzie Kruka? Czyżby sprawy na zewnątrz aż tak wyrwały się spod kontroli? Nie było jednak czasu, by się nad tym zastanawiać. Trójka schodzących po schodach żołnierzy odwróciła się ku porucznik, zwiniętej na posadzce. Większość z ich towarzyszy rzuciła się w pościg za małym, zakapturzonym stworzeniem, gdy tylko otrząsnęli się z pierwszego szoku. Nieliczni, którzy zostali, byli na tyle skonfundowani całą sytuacją, że stanowili wymarzony cel. Ginęli kolejno od precyzyjnych strzałów, wszyscy równie mocno zaskoczeni. Gdy w zasięgu wzroku nie znajdował się już żaden napastnik, Starbringer wyskoczył ze swej kryjówki. Sadząc po kilka stopni, wbiegł na szczyt schodów, gdzie oddech wciąż próbowała złapać Sierny. Desperacko uniosła blaster, lecz potężny kopniak wytrącił jej broń z ręki, przy okazji gruchocząc nadgarstek. Z bólu zwinęła się na ziemi. Wzrok Kelena powędrował do ciała Leeba, rozciągniętego na ziemi tuż obok.
- Powiedziałaś dziesięć sekund, suko - warknął Starbringer, pozornie niechcący następując na dłoń kobiety. - Udzielę ci darmowej lekcji liczenia. No, dalej... razem. Dziesięć...
- Pierdol się, rebeliancki chu...
Cios kolbą karabinu wszedł jej w słowo. Rezultatem była utrata kilku śnieżnobiałych zębów, doskonale komponujących się z purpurą krwi. Jeśli kiedyś ktoś uważał Sierny za atrakcyjną kobietę, obecnie prawdopodobnie zmieniłby zdanie.
- Musimy popracować nad wymową. Jeszcze raz, śmiało. Dziesięć.
Kobieta płaszcząca się na durastalowej posadzce, porucznik imperialny, po ludzku zaniosła się płaczem.
- No księżniczko, nie mam całego dnia. Ostatnia szansa.
Na potwierdzenie swych słów wymierzył w nią lufę karabinu.
- Dżeszecz - wydobyło się z rozbitych ust pomiędzy szlochami.
- Doskonale! Dziewięć.
- Dżef...
Czerwona wiązka energii wyskoczyła z blastera Kelena, dodając na skroni Sierny malowniczo opalony otwór.
- Koniec zajęć na dziś - warknął Starbringer i rzucił się do ucieczki. Liczniki na ładunkach z każdą sekundą bezlitośnie zbliżały się do zera.

***

Biegnąc ku lądowiskom widział porozrzucane tu i ówdzie ciała członków personelu stacji. Wielu żywych przedstawicieli załogi biegało korytarzami bez większego ładu i składu, kompletnie nie zauważając odzianego w kombinezon Gildii Górniczej Starbringera. Najemnik bez problemów dotarł na powrót na lądowiska. Momentalnie dostrzegł znajomą, czarną sylwetkę Kruka, który usiadł na drugim z lądowisk, działkami pokładowymi siejąc wokół siebie śmierć i zniszczenie. Obrazu całości dopełniał rozbity imperialny myśliwiec.
- Potrafisz pilotować ten transporter Azno? - wykrzyczał Kelen do komlinku wskazując cel.
- Miałem kiedyś o-o-o-o-o-okazję...
- Świetnie - przerwał mu Starbringer - Zabieracie go razem z Rauss, ja z Oolim lecimy Krukiem i osłaniamy tyły.
- A Leeb?
- Niestety nie dał rady.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2311
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Następna

Wróć do Archiwum

cron