Content

Archiwum

[Coruscant] Lądowiska Westport

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Mistrz Gry » 18 Cze 2013, o 16:45

Akcja przenosi się z: [Statki i okręty] Statek przemytniczy "Wet Lady"

Lukos przyglądał się stojącemu w ciemnym hangarze YT-2400 z pewnym, całkowicie niezależnym od jego chęci lub niechęci, żalem. Jego kariera szmuglera, wielka galaktyczna przygoda skończyła się zanim zaczęła na dobre. Jako działającemu samodzielnie przemytnikowi nie udało mu się nawet dotrzeć do celu swojej pierwszej wyprawy - pomimo tego, że na pokładzie statku nie przewoził ani grama nielegalnej substancji. Padł ofiarą własnej nieznajomości przepisów i bezlitosnej biurokracji.
-...reasumując, musi zapłacić pan grzywnę za pilotowanie bez posiadania ważnej licencji, - grubawy urzędnik wymieniał opłaty nałożone na Lukosa - koszty lądowania na planecie przez wykwalifikowaną osobę, koszty manipulacyjne oraz opłaty portowe. Razem daje to czternaście tysięcy sześćset siedemdziesiąt trzy kredyty płatne w ciągu miesiąca. Po tym terminie naliczane będą odsetki wysokości 5% za każde siedem dni zwłoki. Będzie płacił pan od razu czy później?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Lukos » 18 Cze 2013, o 18:37

- Czternaście tysięcy… ! – krzyknął zdumiony i zarazem przestraszony Lukos, jednak w porę się opanował, widząc minę urzędnika. Zdawał sobie sprawę, że to kara za nieznajomość przepisów i własną głupotę, musi więc się z tym pogodzić.
Co teraz? Skąd wezmę tyle pieniędzy? Przecież nie spłaciłem jeszcze statku do końca…
Bill moją nadzieją… Może on znajdzie jakieś wyjście z tej sytuacji…

- Niech będzie, ale zapłacę później, jak już zdobędę tyle kredytów – odparł zawiedzony i popatrzył raz jeszcze tęsknym okiem na statek. Odwrócił się następnie i spojrzał na droida, który kręcił się pod jego nogami, piszcząc od czasu do czasu. – Dobrze, że tego blaszaka mi zostawiliście… Przez komunikator mówiono mi, że mogę tutaj odszukać pewnego człowieka. Możecie w takim razie mi powiedzieć jak mogę tego dokonać? Macie jakąś bazę danych w tych urządzeniach, które trzymacie, czy trzeba gdzieś iść? Szukam Billa Southeaven, albo osoby, ukrywającą się pod pseudonimem „Kolekcjoner”.
Image
Awatar użytkownika
Lukos
Gracz
 
Posty: 22
Rejestracja: 2 Cze 2013, o 18:13
Miejscowość: Wrocław

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Mistrz Gry » 18 Cze 2013, o 19:57

Urzędnik spojrzał na Nautolanina spod brwi uniesionych w wyrazie zdziwienia. Na Coruscant mieszkał ponad bilion istot, nie wiadomo jak wiele przybywało w interesach lub celach turystycznych, a ten Nautolanin pytał pracownika portu kosmicznego czy może go skierować do konkretnej osoby.
-To nie Glee Anselm - powiedział z wyraźnym uczuciem wyższości mieszkańca Potrójnego Zera. - Może w pańskiej rodzinnej wiosce drogę opisuje się nazwiskami właścicieli domów... wie pan: "za Irvingami skręć w lewo", ale na cywilizowanych światach to tak nie działa. Nie dał panu żadnego numeru, adresu? Może w takim razie nie chce, by się pan z nim spotkał? Tak czy inaczej, nawet gdybym mógł sprawdzić czy, kiedy i gdzie lądował nie mogę panu tego przekazać. Wiąże się to ze zbyt dużym RYZYKIEM - znacząco spojrzał na Nautolanina jednocześnie dziwnie akcentując ostatnie słowo...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Lukos » 18 Cze 2013, o 21:32

Chyba przesadziłem z tym tonem. Matka zawsze powtarzała, że jak ktoś jest miły, to załatwi więcej…
- Bardzo przepraszam. Jestem tu pierwszy raz… W ogóle jestem po raz pierwszy na tak cywilizowanej planecie. Glee Anselm to mała planeta, głównie pokryta jeziorami i morzami… Większość z nas zna się ze sobą… - zaczął tłumaczyć się Lukos, w międzyczasie zastanawiając się co dalej. – W każdym razie… Bill Southeaven to mój pracodawca, poza tym, to on dał mi pożyczkę na statek i nauczył latać... Gdy opuszczał moją planetę mówił, bym odszukał go tutaj, na Coruscant. Muszę właśnie dlatego go znaleźć, by uregulować rachunki. Zwłaszcza teraz, gdy mam do spłaty piętnaście tysięcy kredytów. Błagam o pomoc, panowie. Gwarantuje, że Bill ucieszy się na mój widok. To naprawdę mój przyjaciel. Nie będzie żadnych kłopotów.
R3 zatrzymał się i również czekał na reakcje urzędnika. Dla niego również było jasne, że bez Bill’a, będą nękać ich same kłopoty… gorsze niż te, w których tkwią obecnie.
Image
Awatar użytkownika
Lukos
Gracz
 
Posty: 22
Rejestracja: 2 Cze 2013, o 18:13
Miejscowość: Wrocław

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Mistrz Gry » 21 Cze 2013, o 14:05

-Pan chyba mnie nie zrozumiał - urzędnik westchnął ciężko i z rezygnacją pokręcił głową. - Jak już mówiłem, ryzyko związane z ujawnianiem poufnych informacji jest zbyt duże, by mi się OPŁACIŁO, a pan nie potrafi mnie PRZEKONAĆ, że ten cały Southeaven może sobie życzyć pańskiej wizyty. Z tego, co mi wiadomo może pan być łowcą nagród udającym wioskowego głupka, by nie wzbudzić podejrzeń. Jeśli to wszystko, może pan wyjść.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Lukos » 22 Cze 2013, o 13:24

Lukos patrzył z niedowierzaniem na urzędnika. Nie zdawał sobie sprawy, jak to wygląda na Coruscant. Na Glee Anselm było inaczej, każdy starał się pomagać innym, a forma zapłaty było samo podziękowanie, lub oddanie przysługi później, gdy była taka potrzeba. Tutaj jedynie liczyły się kredyty, których młody Nautolan niestety nie miał. Zastanawiał się więc co zrobić.
Czy chodzić od kantyny do kantyny i wypytywać o Billa? Planeta to jedno wielkie miasto, to jak szukanie igły w stogu siana… Chyba jestem przyparty do muru, czas pozbyć się Wet Lady. Bill mnie zabije...
- Rozumiem. W takim razie bardzo dziękuje. Chodź R3… - powiedział i zaczął się oddalać, kiedy uświadomił sobie, że nie wie gdzie iść. – Czy możecie mi chociaż powiedzieć, gdzie znajdę jakichś handlarzy statków? Muszę sprzedać moją Wet Lady…
Image
Awatar użytkownika
Lukos
Gracz
 
Posty: 22
Rejestracja: 2 Cze 2013, o 18:13
Miejscowość: Wrocław

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Nathir » 23 Cze 2013, o 11:23

Staruch zasiadając w kokpicie swojego YT-2400 wykonał wszystkie procedury i przesłał kontroli lotu informacje, których wymagali. Oprócz Shielda – małego, zielonego astrodroida– nie było na statku nic wartego uwagi. Klatki w hangarze były puste i czyste, gotowe by przewozić „rzadkie okazy” z wszystkich zakątków galaktyki. Licencja pilota i dokumenty potwierdzające legalne nabycie statku były fałszywe, ale tego nie mógł wiedzieć nikt, oprócz Starucha.
- Kontrola, tutaj Liberator, potwierdzam kurs. - wyznaczona trajektoria miała doprowadzić lekki frachtowiec wprost do portu, gdzie czekała ich jeszcze krótka odprawa.

Ile minęło lat, mężczyzna nie był już pewien. Czas przestał mieć dla niego znaczenie, gdy zakuto go w kajdany i kazano mu walczyć o przetrwanie. Przestał istnieć zupełnie, gdy odebrano mu to co kochał. Nadal nie był pewien, czy pogodził się ze śmiercią Annie. Widział jej ciało na własne oczy, a jednak wciąż czuł, że jeśli tylko dorwie Aaldo, to znajdzie ją gdzieś pośród jego służby, skutą kajdanami, brudną, zmuszoną do pracy, ale żywą. Ta nadzieja, choć płonna, tliła się w nim uporczywie, nie dając mu odpocząć. A mała Effie...

Staruch wylądował na planecie, której widoku starał się unikać w wizjerze statku. Coruscant. Znał tą planetę lepiej niż jakiekolwiek inne miejsce w galaktyce, a jednocześnie było mu obce. Zmienił się odkąd opuścił tę planetę, zmienił się tak drastycznie, że nie był już pewien kim jest. Dotychczas nie zdawał sobie z tego sprawy, lecz teraz, gdy już tu był, uderzyło go to z ogromnym impetem – Nathir Walovsky przepadł. Był teraz Staruchem, gladiatorem, łowcą niewolników, bezwzględnym sługą obleśnego Hutta.
- R5 zostaniesz na statku – mruknął, obracając się na fotelu pilota – sprawdź czy wszystko funkcjonuje tak jak powinno, wciąż nie jestem pewien, w jakim stanie jest ten frachtowiec.
Droid wydał z siebie pojedynczy, zduszony dźwięk, jakby ta decyzja była dla niego obraźliwa.
Staruch otworzył trap i zszedł po nim do hangaru, gdzie powietrze było ciepłe i gęste od zapachu paliwa.
Image
Awatar użytkownika
Nathir
Gracz
 
Posty: 71
Rejestracja: 8 Lut 2013, o 23:18

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Mistrz Gry » 25 Cze 2013, o 16:38

Lukos stał zrezygnowany Na płycie lądowiska, gdy nieco dalej, na tej samej płycie wylądował praktycznie identyczny statek. Model był z pewnością ten sam. Najwyraźniej wiele istot lubi ten pojazd... Albo firma uporczywie starała się pozbyć wszystkich egzemplarzy. W sumie to nie mogło za dobrze świadczyć o użyteczności tego statku. Ale z drugiej strony prawda była nieznana. Ważne że lata, na cholerę drążyć temat. W każdym razie Lukosowi najwyraźniej przyjdzie stać się takim sprzedawcą wciskającym każdemu 'świetny, niezawodny i szybki' pojazd. Przynajmniej, jeśli młodemu nautolanowi uda się sprzedać statek, to spłaci karę.
Z YT-2400, który został posadzony obok wyszedł mężczyzna wyglądający na starego, zmęczonego życiem. I właściwie tak było. Człowiek ten był spękaną skorupą, która trzymała się w całości za sprawą gniewu i celu. Lukos przyglądał się przez chwilę mężczyźnie, gdy urzędnik bez słowa skierował do niego kroki. Ciekawe o co chodziło. Pewnie debil też nie miał pozwolenia i papierów.

Urzędnik podszedł do Nathira i pogładził wąs, przeglądając coś w cyfronotesie.
- Zapewne zdaje sobie pan sprawę z warunków panujących na naszej planecie. Użytkowanie lądowiska wiąże się z opłatami, które przeznaczamy na utrzymanie czystości i inne wydatki, o których zapewne nie chce pan słuchać. Stawka za dobę wynosi 50 kredytów. - powiedział spokojnie, patrząc w cyfronotes. - Widzę, że papiery są w porządku, panie... - urwał znacząco, jakby nie miał wyświetlonego nazwiska z podrobionych dokumentów Nathira. Miał tupet, ale urzędnicy tacy są. Przecież to nie oni są dla społeczeństwa, a społeczeństwo dla nich. Darmozjady żerujące na biednym, szarym obywatelu.
Ha, rzecz w tym, że Nathir nie był zwykłym obywatelem, i właśnie dlatego urzędnik powinien baczyć na słowa...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Nathir » 25 Cze 2013, o 17:23

Stary nawyk kazał mu zlustrować hangar i zanotować najważniejsze informacje. Ten sam model statku, jakiś obcy, urzędnicy. Nic wyjątkowego, nic czemu musiałby poświęcić więcej czasu. Urzędnik również nie robił wrażenia. Staruch za dobrze znał procedury planety by go zaskoczyć lub tym bardziej zbić z pantałyku. Pewnie sięgnął do kieszeni i wyciągnął kilka sztabek, odliczając równowartość dwustu kredytów.
- Maven Rihtan. – mruknął, po czym podał pieniądze na dłoni, wpatrując się gdzieś w przestrzeń za urzędnikiem - Za trzy dni z góry.
Jeśli Staruch wiedział coś o urzędnikach to to, że rzadko kiedy odmawiali kredytów, a nawet jeśli przypadkiem miałby do czynienia z kimś choć odrobinę uczciwym, zawsze mógłby udawać głupszego – a to, niezależnie od uczciwości pracownika portu na pewno poprawi mu dzień. Tak czy inaczej, doświadczenie mówiło Staruchowi, że jeśli może mieć choć jedną przychylną gębę na tej planecie, a załatwić może to kilka kredytów, to zdecydowanie warto to zrobić. To niesamowite, że tyle lat pracy w policji go tego nie nauczyło, wszak każde przekupstwo, wzbudzało w nim poczucie niepokoju, a kilka lat w niewoli wystarczyło, by moralność traktować jako drogi luksus i zachowywać ją tylko na wyjątkowe okazję.
- Wszystko w porządku? - zagadnął w końcu urzędasa, zaglądając z ciekawości raz jeszcze na obcego i, prawdopodobnie, jego statek próbując ustalić, czy tamten YT-2400 był nowszy niż sprawniejszy niż Liberator.
Image
Awatar użytkownika
Nathir
Gracz
 
Posty: 71
Rejestracja: 8 Lut 2013, o 23:18

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Mistrz Gry » 29 Cze 2013, o 14:18

Bycie urzędnikiem to niewdzięczna profesja. Nikt cię nie szanuje, nikt nie poważa twojej pracy, a ty i tak musisz jakoś sobie radzić i wykonywać obowiązki. Mało kto to docenia. Ale i mało kto dobrze wykonuje swoją pracę.
Urzędnik, który właśnie wziął pieniądze od Starucha nie wykonywał za dobrze swojej pracy. Był jak każdy inny urzędnik. Pracował we własnym tempie, zależnie od humorków lubił udupiać ludzi. I tak się stało z młodym nautolanem. Widząc Starucha urzędnik jednak okiełznał się. Nie chciał mieć problemów, a wiedział że z tym człowiekiem nie ma żartów. Schował pieniądze do sakwy, ale uprzednio je przeliczył. Przyjrzał się nowemu przybyszowi.
- Potrzebuje pan pomocy odnośnie punktów orientacyjnych? Jeśli tak, proszę powiedzieć. Po upływie wykupionego czasu zostaną naliczone odsetki do zwyczajowej ceny wynajmu, po upływie tygodnia pana pojazd zostanie zabrany. - Rzekł urzędnik spokojnie, starając się nie brzmieć niemiło. Ale czy mu to wyszło, była to inna sprawa.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Nathir » 3 Lip 2013, o 12:40

Będąc tu na powrót, na planecie biurokracji, korupcji i przekrętów, w samym jądrze wielkiego imperium, molocha pożerającego kolejne światy, Nathir pragnął tylko jednego – porządnego drinka. Niewidzialna smycz Tungo mu ciążyła, a on był jak pies, który zwęszył trop i najchętniej puściłby się pędem by dopaść ofiarę. Tyle tylko, że nie był psem i de facto swej ofiary jeszcze nie wyczuł, nie miał namacalnego dowodu na jej istnienie, choć intuicja podpowiadała mu, że Coruscant znów przyniesie dla niego zmiany.
- Rozumiem – odpowiedział wyraźnie, raz jeszcze zerkając na obcego. Staruch był pewien, że dziwak z ogonami na głowie wpadł w tarapaty, widział to w jego posturze i uśmiechu malującym się na urzędniczej gębie. Udupili go. W pewnym sensie było to zabawne, choć Nathir nie okazał po sobie jak bardzo. Bystre, niebieskie oczy, bodaj jedyna żywa część twarzy Starucha, zlustrowały przestrzeń za urzędnikiem.
- Macie tu gdzieś komunikator, muszę zamówić taksówkę?

Czekałem ale nie odpisał, dłużej nie będę. Najrozsądniej chyba lecieć do Dolnego Miasta.
Image
Awatar użytkownika
Nathir
Gracz
 
Posty: 71
Rejestracja: 8 Lut 2013, o 23:18

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Mistrz Gry » 7 Lip 2013, o 13:14

- Mamy, ale nie ma takiej potrzeby, przed portem jest postój. Zaraz przed głównym wejściem. - odparł urzędnik i jeszcze raz zerknął w datapad, po czym odwiesił go z powrotem do paska. Zebrał żniwo, jak każdy inny rolnik. Szkoda tylko, że to żniwo może się zadłużyć, a nawet stracić życie, aby plon był dostatni. Jednakże to już nie leżało w jego kompetencjach. On, jako urzędnik miał tylko naliczyć opłatę, a jeśli jego 'rośliny uprawne' się nie wywiążą, to on już nie przyjdzie na nie z kosą, a użyje zautomatyzowanego kombajnu. Czyli de facto plon i tak zostanie zebrany- chcąc, czy nie chcąc.
Machina biurokratyczna była niezwykle irytująca. Urzędnicy byli skażeniem tych wszystkich pięknych światów... No, może Coruscant do zbyt pięknych nie należało, ale skażone z pewnością było. Korupcja była na porządku dziennym, a co zabawniejsze, nikt nie widział w tym nic złego. Byle nikt wyżej tego nie zwęszył.
Od tych biurokratycznych zagwozdek Staruchowi zaschło jeszcze bardziej w gardle. Dobry trunek to to, czego potrzebuje. I może jakiś tyłek ładnej twi'lekanki, aby przypomnieć sobie o tym, co już nie działa tak dobrze jak kiedyś.
Na szczęście był alkohol, który mógł zastępować śniadanie, obiad, kolację, kobietę, sens życia. Dlatego tak często z niego korzystano.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Nathir » 21 Lip 2013, o 11:57

Staruch nie zwracając więcej uwagi na urzędnika, który z całą pewnością przemyśliwał swój żałosny żywot sługusa imperium, ruszył w stronę windy i wyjścia z hangaru. Zostawił za sobą statek, obsługę i dziwnego obcego, najprawdopodobniej popadającego w poważny konflikt z urzędasem. Choć imperium przechodziło zmiany, ksenofobie nie łatwo było wykorzenić z ludzkiego ducha. Jako jeden z atawizmów dotykających wszystkie gatunków, ksenofobię trudno się zwalczało, ale w ciągu kilku chwil można ją było przywrócić, wszelkie działania mające na celu pogłębienie różnic międzygatunkowych i rasowych padały na podatny grunt. Gdziekolwiek by się nie udać, wszędzie będzie występowała ta sama relacja my – oni, w której przeciwne siły starają się siebie pozbyć za wszelką cenę. Jedi i Sithowie, Imperium i Republika, Ludzie i Obcy... Niewolnik i Pan.

Mężczyzna skorzystał z windy i po chwili był już w głównej części portu, zatłoczonej, głośnej, pełnej przeróżnych istot o dziwacznym wyglądzie i jeszcze dziwniejszym zachowaniu. Gdzieniegdzie Staruch dostrzegał służby ochrony, patrol policji, maszerujący charakterystycznym krokiem, mierzący wszystkich jako potencjalnego wroga. Uzbrojeni w pałki, blastery i inne zabawki tylko czekali, aż ktoś będzie chciał popisać się brawurą. Nathir dobrze wiedział jak wielu funkcjonariuszy aż świerzbiły palce, by pociągnąć za spust i posłać jakiegoś odmieńca do piekła.
Nie zatrzymując się nawet na moment, mężczyzna przeszedł przez korytarze, wprost ku wyjściu, gdzie faktycznie stało kilkanaście taksówek oczekujących na klienta. Staruch szybko zlustrował stan pojazdów i wybrał ten, który nie był przesadnie zadbany, nie miał ochoty wysłuchiwać przez całą drogę jakie dolne miasto jest niebezpieczne, brudne i co powinno się zrobić z tymi wszystkimi odpadkami, które tam żyją... Tego czego jednak najbardziej nie chciał, to przepłacać za lot.
Gdy w końcu udało mu się namierzyć lekko zdezelowany model, podszedł do ścigacza i bezceremonialnie ogłosił pilotowi cel podróży.
- Dolne miasto, gdzieś do knajpy. Pewnie masz układ z jakąś i wozisz ich klientów, może być i tam, wszystko mi jedno – Paradoksalnie Staruch nie myślał już o alkoholu, o ciemnych, zadymionych pomieszczeniach kantyny. Był podekscytowany. Zaskoczyło go to, bo był to rodzaj przyjemnego, wibrującego uczucia wzdłuż kręgosłupa, którego nie czuł odkąd opuścił planetę. Gdy był jeszcze młody, pełen entuzjazmu, werwy i ideałów, stan ten towarzyszył mu, podczas interwencji lub śledztwa. Teraz również miał swoje śledztwo, tyle, że zamiast prokuratury, sądu i więzienia, to on będzie rozwiązywał sprawę. Tym razem od niego będzie zależało czy oskarżony przeżyje. Tak oto ludzie zmieniają się w bogów.
Image
Awatar użytkownika
Nathir
Gracz
 
Posty: 71
Rejestracja: 8 Lut 2013, o 23:18

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Mistrz Gry » 22 Lip 2013, o 21:12

Drzwi powietrznej taksówki otworzyły się z jękiem. Dźwięk ten przeszył Starucha, aż poczuł dreszcze na karku. Tak, z pewnością znalazł zdezelowaną taksówkę. Cud, że drzwi nie wypadły z zawiasów, bo wyglądały jakby bardzo chciały. Fotele były dość obskurne, ale wyglądały dość czysto... Cóż, nie było co narzekać, ważne że było czym jechać. Kierowcą był dość starszawy Gran. Spojrzał na starucha jednym czułkiem.
- Bry... Ta, ta, knajpa, się robi. - rzucił i spróbował uruchomić silnik pojazdu. Ten zaczął warczeć, starając się przebudzić do życia. Cały pojazd zaczął się trząść, gdy mechanizmy zaczęły intensywnie kasłać.
- On tak ma, pan się nie przejmuje. - mruknął Gran. - No włączaj się, ty stara dziwko... - dodał już praktycznie szeptem, jednak Staruch był w stanie to dosłyszeć. Silnik ryknął wściekle i powrócił do życia. Wkrótce pojazd dołączył do ruchu powietrznego.
- Hem... No, to co pana sprowadza, zwłaszcza w takie gówniane rejony? - zapytał Gran po chwili ciszy, gdy lot zaczął zniżać się w kierunku Dolnych Poziomów.

---> Akcja przenosi się do Dolnych Poziomów.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Kelan Navarr » 25 Lut 2014, o 17:54

Akcja przenosi się z: [Coruscant] Sektor Wspólny

Wysłużony droid R2 odłączył się od komputera na lądowisku X32, charakterystycznym świergoleniem informując, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Lekki frachtowiec YT-1300FP był gotów do lotu. Nazywanie statku modelem YT było jednak drobnym nadużyciem. Z oryginalnej maszyny pozostała tu jedynie konstrukcja kadłuba, zaburzona osadzonym między „widłami” kokpitem. „Jastrząb” wyglądał odrobinę jak dwa statki połączone w jeden, co w gruncie rzeczy nie było bardzo dalekie od prawdy.
- Zaczekałeś – Keren pochylony nad konsolą usłyszał za sobą znajomy głos.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2225
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Kittani Levfith » 2 Mar 2014, o 14:03

Kittani szczęśliwie tego wieczoru dotarła do swojego mieszkania, szybko przewracając się na łóżko. Z jednej strony okropnie żałowała, że nie napierała na mężczyznę aby został u niej na noc, z drugiej jednak strony być może wyszła na tym lepiej. Znała go praktycznie tyle co nic, on sam niezbyt chętnie opowiadał o sobie i o swoim zajęciu. Być może gdyby bo upiła jej towarzysz byłby skory do rozmów i szepnął nieco więcej niż powinien, ale przynajmniej miała gwarancję, że się znowu spotkają. Brunetka mimo zmęczenia przeliczyła swoje pieniądze zarobione w klubie oraz wszystkie oszczędności, upewniwszy się że starczy jej na podróż i niezbyt krótki pobyt na Tatooine.
Pakowanie nie okazało się być najmniejszym problemem - kobieta z racji swoich częstych podróży opanowała tą sztukę niemalże do perfekcji, a niejednokrotnie nie wypakowywała całego swojego bagażu do końca. Zostało jej zaledwie kilka godzin snu, ale nie miało to większego znaczenia - najważniejsze, że szybko wydostanie się z Coruscant.

***

Kobieta mieszkanie opuściła nieco po piątej, dokładnie zabezpieczając okna i drzwi przed włamywaczami. Na szczęście jej sąsiedzi byli dobrymi ludźmi i wiedzieli, że właścicielki lokum często nie ma na miejscu. Zapewne gdyby miała w domu więcej kwiatów albo nawet i jakiegoś pupila, chętnie opiekowaliby się nimi i doglądali mieszkania.
Kittani zawsze wychodziła sporo przed czasem - po pierwsze nienawidziła się spóźniać, po drugie o tej godzinie po mieście poruszało się znacznie mniej osób niż tuż przed szóstą. W końcu jednak zakapturzona postać dotarła na lądowisko i powolnym krokiem pełnym graci zaczęła obchodzić dookoła pojazd, wyraźnie zaintrygowana swoim tymczasowym środkiem lokomocji. Frachtowiec dostrzegła już z daleka, głównie przez jego niecodzienny wygląd.
Nim weszła dokładnie zilustrowała cały pojazd badawczym wzorkiem, krzyżując ręce na piersiach w zamyśleniu. Szybko jednak ruszyła we właściwym kierunku i widząc znajomą sylwetkę pochyloną nad konsolą zatrzymała się tuż za nim, spoglądając kontrolnie na czynności wykonywane przez mężczyznę.
- Szczerze mówiąc... Takiego frachtowca się nie spodziewałam. - odezwała się po chwili, znowu uciekając wzrokiem gdzieś na całą elektronikę znajdującą się przed nimi.
- Kto modyfikował ten pojazd? - zapytała, przesuwając zielone tęczówki na twarz mężczyzny. Kobieta była ubrana cała na czarno, jednak bynajmniej nie wyglądała na ulicznego zbira albo innego osobnika o wątpliwej działalności. Jej spodnie i bluza były dopasowane, lecz nie w sposób wulgarny bądź nachalny - na głowie nadal jeszcze miała zarzucony kaptur, a nos i usta były skryte za bandaną z motywem rozwartej szczęki wilka. W ten sposób nie każdy był w stanie ją rozpoznać, a ona sama czuła się bezpieczniej poruszając się w takim przebraniu. Jedyne zielone oczy z mocno wytuszowanymi rzęsami zdradzały, że to właśnie Kitty we własnej osobie.
- Kawał dobrej roboty. - dodała zsuwając kaptur i chustę z twarzy, głośno wypuszczając powietrze ustami.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 261
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Kelan Navarr » 4 Mar 2014, o 16:48

- Zajmowali się nim technicy z Kuat – odpowiedział Keren nie odwracając się od konsoli – Reakcje na Jastrzębia są różne, ale przeważają te z grupy „To lata?”. Jak się zaraz zresztą sama przekonasz, radzi sobie nad wyraz dobrze, a element zaskoczenia bywa przydatny.
Zwrócił się w stronę Kittani i z rozbawieniem w oczach przyjrzał się jej strojowi.
- Nie mówiłaś nigdy, że należałaś do gangu swoopowców.
- Ja… - chciała sprostować kobieta, lecz przemytnik przerwał jej z szerokim uśmiechem na ustach.
- Daj spokój, tylko żartowałem – wskazał na trap prowadzący do wnętrza statku, udając że nie zwrócił uwagi na posłane mu mordercze spojrzenie – Jesteśmy gotowi do odlotu, więc jeśli zabierasz się z nami, zapraszam na pokład.
- My?
Weszli do wnętrza pojazdu, gdy przywitał ich mechaniczny głos.
- Witam na pokładzie panie Keren! – będący jedynie kilka centymetrów niższy od Kittani droid pojawił się w centralnym pomieszczeniu statku.
Była to jedna z maszyn z serii LOM o dość sfatygowanym pancerzu pokrytym czarną farbą. Swoimi insektoidalnymi receptorami upodabniającymi go do Ganda, powiódł po przybyszach.
- Widzę, że mamy gościa – jego głos niespodziewanie przeszedł w kanonadę trzasków i zakłóceń, lecz po chwili wrócił do normy - …talnego. Jestem NG3R, ekspert w kontaktach istot organicznych i droidów.
Kittani z zainteresowaniem spoglądająca na nietypowego załoganta, zsunęła z głowy kaptur, rozpuszczając kasztanowe włosy. Gdy zdjęła maskę skrywającą jej twarz, w pomieszczeniu wypełnionym dotychczas trajkotaniem droida zapadła cisza.
- Koochoo – jęknął NG3R – Na stwórcę! Biała kobieta na pokładzie. Pytanie: Czy mamy dostarczyć ją na jakąś plantację? Czytałem, że białe, ludzkie kobiety doskonale dbają o Banthy. Pytanie: A może farma wilgoci?
Gdy przemytnik rzucił mu swoje charakterystyczne spojrzenie, droid odwrócił się i lamentując cicho, zniknął za drzwiami prowadzącymi do maszynowni. Nim się zasunęły, Caldon usłyszał jeszcze groźbę NG3R’a, iż ten nie ma zamiaru dezynfekować wnętrza statku. Kittani przeniosła wzrok na przemytnika i pytająco uniosła jedną brew.
- Nie przejmuj się. On po prostu nie lubi białych – niezręcznie wyjaśnił Keren i posyłając kobiecie słaby uśmiech, w którym można było doszukać się elementu zażenowania, zniknął w kabinie pilotów.

Akcja przenosi się na: [Tatooine] Mos Espa
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2225
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Mistrz Gry » 8 Gru 2015, o 20:13

Statek się trząsł, zupełnie jakby lada moment miał się rozlecieć na kawałki. Connie siedziała za steram, odrzuciło ją w momencie wyjścia z hiperprzestrzeni. Na szczęście była przypięta pasami, w innym przypadku wylądowałaby na szybie.
- Trzymajcie się! Wyszliśmy z hipernapędu, znajdujemy się... - spojrzała na dane - ... w pobliżu Coruscant. Wszystkie systemy zaczynają nawalać, stery praktycznie nie reagują!
Kobieta trzymała kurczowo stery starając się skierować statek w odpowiednim kierunku. Skok w hiperprzestrzeń bez osłon hipernapędu był bardzo ryzykowny, praktycznie wszystkie systemy zostały przeciążone i teraz od niej zależało czy się rozbiją, czy nie.
- Tu kontrola lotów. Podajcie swoje kody oraz cel podróży. - w tym momencie głos mężczyzny nieco się zawiesił, najwyraźniej na coś czekał. - Widzę, że macie uszkodzony statek...
- Tu pilot transportowca "Koliber", przesyłam kody i tak, mamy uszkodzony statek. Wypadliśmy z hiperprzestrzeni awaryjnie, proszę o pozwolenie na lądowanie.
W tym momencie do kokpitu wszedł Ron, ciężko padając na fotel. Był poobijany i sapał z wysiłku. Ten lot nie należał do najprzyjemniejszych.

- Robalu? Trzymasz się? Teraz czekać nas będzie twarde lądowanie... mam straszne deja vu... to już chyba zaczyna być norma.
Ostatnie słowa powiedział już bardziej do siebie, jednak Quorn z pewnością mógł to usłyszeć. Jego pomysł powiódł się, udało im się zwiać, jego oczom jednak nie mógł umknąć fakt, iż zgodnie z przewidywaniami kosztowało ich to sporo i większość układów padła. Lecieli na łeb na szyję i chyba wiele można było poradzić.
- Robalu, powiedz, że możesz coś zrobić, żebyśmy się nie rozbili! - głos Rona rozbrzmiał w komunikatorze.- Cokolwiek!
Statek wpadł w turbulencje i można było się spodziewać, że będzie gorzej, szczególnie, jak wejdą w atmosferę. Coruscant to ogromna planeta-miasto, jeżeli więc nie trafią do kosmoportu, rozbiją się gdzieś w mieście, a to się skończy śmiercią nie tylko ich, ale całego mnóstwa istot.

- Mamy wolną drogę. Statki imperialne nas eskortują.
Ron wyraźnie prychnął.
- Eskortują? Pilnują, żebyśmy nie wpadli w miasto i jeżeli będzie takie zagrożenie, to rozwalą nas na kawałki nim wejdziemy w atmosferę.
- Postaram się, żeby nas nie zestrzelili.
Całe ciało kobiety napięło się w ogromu wysiłku, jaki wkładała w sterowanie. Planeta rosła z każdą chwilą i już za kilka sekund wejdą w atmosferę. Connie przechyliła nieco statek, nie chcąc wpaść pod zbyt ostrym kątem. Groziłoby to rozbiciem. Jęknęła, walcząc z opornymi sterami.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Quorn » 9 Gru 2015, o 09:29

Gdy tylko wyszli z nadprzestrzeni zaczęły rozbrzmiewać alarmy systemów. Komputer w maszynowni momentalnie zaczął sypać komunikatami o awariach i błędach. Quorn przeglądaj je szybko starając się wyłowić te najistotniejsze, które mówiły o stanie napędu i silników manewrowych. Skok były wyniszczający dla statku. Quorn miał wrażenie, że w jednej chwili statek postarzał się o jakieś 20 lat.
- Nie, nie, nie... Źle. - Quorn gasił poszczególne alarmy i zastanawiał się w jaki sposób utrzymać statek na chodzie. Choćby jeszcze przez chwilę.
- Q4. Podłącz się do komputera. Blokuj błędy i szukaj obejść. Odcinaj zbędne podsystemy. Szybciej. Nie piszcz tyle. Quorn nie da rady sam.
Jedyne co mu przychodziło na myśl to utrzymać jak najdłużej działanie silników podświetlnych. Byłby potrzebne by móc manewrować w przestrzeni i bezpiecznie przejść w atmosferę Courscant, a tam już można by przejść na silniki repulsorowe, te były względnie sprawne i niezużyte; dawały nadzieję na bezpieczne przyziemienie. Najpierw jednak musieli dostać się w atmosferę i nie spłonąć przy tym. Quorn pogrążył się w pracy. Ratując statek nie do końca dostrzegał to, że być może powinien sam pomyśleć o ratunku dla siebie.
Awatar użytkownika
Quorn
 
Posty: 687
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50

Re: [Coruscant] Lądowiska Westport

Postprzez Mistrz Gry » 10 Gru 2015, o 18:43

Connie manewrowała sterami starając się utrzymać kurs. Szło jej nieźle, ale wiedziała doskonale, że najgorsze jeszcze przed nimi. Nawet jeżeli nie rozbiją się o atmosferę planety, problem będzie z lądowanie. Coruscant to spora planeta, w całości pokryta miastem, ciężko będzie precyzyjnie nakierować statek tak, by wylądować na lądowisku w kosmoporcie. A z pewnością będzie to twarde lądowanie.
- Connie...
- Wiem!
- Connie...!
- Zamknij się i daj mi pilotować idioto!

W maszynowni było nie mniej nerwowo. Quorn walczył z padającymi po kolei systemami. Ten skok sporo ich kosztował, ale plan się powiódł. Żyli. Jeszcze.
Derik biegał od komputera do komputera, idąc za przykładem Geonosianina i starając się jakoś zapanować na syfem, jaki się tu zrobił. Nie było to łatwe zadania, ale jeżeli mieli się cieszyć z udanej ucieczki, wypadało, aby przeżyli ten lot.

- Zbliżamy się do kosmoportu. Niedługo będziemy lądować.
Connie zagryzła wargę, ale zaraz tego pożałowała, gdy kolejny wstrząs szarpnął statkiem. Jęknęła ale nie przerwała sterowania. Kosmoport rósł w oczach.
- Trzymaj się, to będzie twarde lądowanie...

*Kilka minut później*

Statek stał na lądowisku, choć ciężko było to nazwać staniem. Był wyraźnie przechylony na jedną stronę i cały był pokryty kłębami dymu. Wokół roiło się od żołnierzy, ale najwyraźniej ów tłum zaczął się rozchodzić, podobnie jak odjeżdżały maszyny gaszące pożary.
- To co? Żyjemy, prawda? - powiedział Ron, kierując swoje słowa do pozostałej trójki. Wszyscy stali na płycie lądowiska, tuż obok dymiącej krypy, która chyba raczej do niczego już się nie będzie nadawała.
- Taaa, żyjemy, za to statek chyba nam zdechł. Ale fakt, wylądowaliśmy i się nie rozbiliśmy. Normalnie cud. - odparł Derik, rozmasowując ramię, przeżyć przeżyli, ale twarde lądowanie miało swoje konsekwencję, a Twi'lek w trakcie upadku zarobił niezłe salto. - Connie, jesteś wielka.
Dziewczyna uśmiechała się lekko. Na głowie miała prowizoryczny bandaż, który powoli zaczął już zabarwiać się na czerwono.
- Robalu, też nieźle sobie poradziłeś. Niestety nie bardzo jak mam ci zapłacić... Może jak uda nam się naprawić statek... - Derik głośno prychnął, na co Ron rzucił mu ostrzegawcze spojrzenie. - Jeżeli uda nam się naprawić statek, albo kupić nowy, to możesz się zabrać z nami, chyba, że wolisz znaleźć innym pracodawców.
To pytanie oczywiście było skierowane do Quorna. Robal sporo przeszedł, wpakował się w bagno, którego nie mógł się spodziewać, omal nie zabili go najemnicy, a potem prawie się rozbili. Trochę tego było sporo, może nawet za wiele jak na tak spokojnego osobnika jak on. Sam Quorn na szczęście nie miał zbyt wielu obrażeń, poza licznymi stłuczeniami i obiciami. Podobnie jak reszta miał sporo szczęścia.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Następna

Wróć do Archiwum