Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Image

[Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Mistrz Gry » 10 Lut 2019, o 21:22

Czas świętowania po wspólnej wygranej skończył się. Niestety, ale liczne obowiązki rozdzieliły wszystkich tak dobrze zgranych ze sobą dowódców i znaczące postacie wśród rebeliantów, ludzi Besadii jak i lokalnych grup gamorrean. Nantel, Nadia i Stardust odlecieli na poszukiwanie ścieżek Mocy. Kiedy to jedi udał się swoją własną drogą, młoda para mocowładnych została zabrana przez Mai'fach na Lucrehulka, gdzie mieli spotkać się nareszcie z Jainą, która miała rozpocząć ich trening. Razem z nimi poleciała też mistrzyni K'ma. Nie tylko ich nieobecność doskwierała Kittani. Poza opuszczeniem planety przez jedyne osoby, które cokolwiek wiedziały o tej całej Mocy, byli też ubożsi o dwa frachtowce, a każda sztuka sprzętu przy organizacji sił była teraz na wagę złota. Z kolei Gweek, po tym jak zostawił część swoich ludzi z Kittani, a część w Nielegalnym Mieście, z resztą udał się wgłąb Gamorry, by próbować przekonać kolejne klany do wspólnej sprawy. Levfith brakowało też trochę dzikiego, ale jednak pociesznego miśka, który po bitwie zniknął gdzieś w uliczkach miasta. Najwyraźniej to, czego doświadczył przerosło go. Mike i Ashera już udali się na jego poszukiwania.
W efekcie tego wszystkiego, dowódczyni Rebelii na Gamorre została sama ze swymi problemami, a grono jej doradców skróciło się do ledwie kilku imion. Teraz o radę przede wszystkim musiała pytać własne myśli.
- Kittani, wszystko w porządku? - z takich oto rozmyślań wyrwał ja głos Xantee, który razem znia stał w centrum dowodzenia w wulkanie i trzymał przed nią listę ze spisem ich zasobów, ludzi i problemów po ostatnich wydarzeniach - Erd mówi, że leków starczy, dzięki wsparciu od Besadii i Fenna.
O właśnie, Fenn, nawet ten odleciał w swoich sprawach. Wszystko zostawili na jej głowie. Spojrzała na datapad trzymany przez technika. Z raportu wynikało, że mieli niewielu rannych, ale sporo zabitych po bitwie. Rana od bestii kończyła się tylko w jeden sposób, więc wszyscy, którzy potrzebowali pomocy, zranili się raczej powierzchownie w bitewnej zawierusze. Teraz pilniejsza potrzebą było posprzątanie nielegalnego miasta, zorganizowanie patroli, organizacja bazy w wulkanie i w końcu zbadanie podziemi pod nim. Wiedziała, ze na wszystko nie starczy jej ludzi, więc musiała wyznaczyć priorytety. A musieli działać sprawnie i szybko, zanim wszystkie strony zainteresowane planetą, w szczególności Imperium i inni huttowie, nie przyślą kolejnych sił i sytuacja nie zrobi się bardziej napięta.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6630
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Kittani Levfith » 18 Mar 2019, o 20:09

Cała ta walka odbyta ramię w ramię z Nadią, Nantelem, Stardustem, Gweekiem czy ludźmi Besadii zdawała się być odległym snem. Czy to wszystko wydarzyło się na prawdę? Kittani straciła rachubę w dniach od czasu ich zwycięstwa. Każdy z nich udał się w swoją stronę, mając swoje indywidualne priorytety jako te kluczowe. Walczyli razem, w imię tej samej idei która złączyła ich na Gamorrze i pozwoliła im uporać się z zarazą. Teraz jakby wszyscy , zgodni jak bracia nagle się rozeszli po całej planecie. Rozumiała każdy powód i wiedziała, że każdy ostatecznie zrobi to, co uzna dla siebie za najlepsze i co podpowiada mu serce. Nadal jednak czuła się osamotniona w tym wszystkim - jakby była gospodarzem, który po hucznym uczeniu imprezy pozostał sam pomiędzy zabrudzonymi stołami i potłuczonym szkłem. Oczywiście miała przy sobie Xantee i pozostałych ludzi w wulkanie, ale... to nie byli jej towarzysze wyprawy. To nie był Nantel, Michael, Gweek czy ktokolwiek, kogo poznała na bardziej personalnej stopie. Nikt z obecnych nie poznał też tajnik Mocy. Każdy miał na głowie większe zmartwienia. Jej zmartwieniem była teraz cała Gamorra - od czubka wulkanu po najniższy poziom poniżej gruntu.
- Przepraszam, zamyśliłam się - odparła z cichym westchnieniem, biorąc od chłopaka datapad - Dziwnie mi bez nich wszystkich. Tak jakoś... pusto. Chociaż wcale pusto u nas nie jest - wskazała niedbale ręką na przestrzeń dookoła nich. Na koniec machnęła dłonią na znak, że to nic istotnego i Xantee nie powinien zaczynać dyskusji na ten temat. - Czy ktoś Erdowi pomaga?
- Ma swój mały zespół - odpowiedział chłopak zgodnie z prawdą. Lukę po Nadii wypełniła inna młoda, obiecująca dziewczyna.
- Czyli rannych mamy z głowy - mruknęła Kittani, przyglądając się po raz kolejny raportom - W takim razie pozostaje nam patrol, Nielegalne Miasto, organizacja wulkanu oraz obiecujące podziemia. Sądzę, że do patrolu oraz Nielegalnego Miasta najlepiej wysłać Gamorrean oraz ludzi Besadii. Wszyscy oni dokładnie znają teren i potencjalne zagrożenia. Rodowici mieszkańcy planety nie będą się aż tak rzucać w oczy, jeżeli ktoś zainteresuje się zanadto Gamorrą. Obecność oddziałów jednego z Huttów też nie powinna wzbudzić większych podejrzeń. Obecni w wulkanie znają go również na tyle dobrze, że warto ich zostawić na swoim miejscu. Potrzebujemy mechaników i techników do zadbania o zgromadzony sprzęt oraz maszyny, tak aby wszystko było w gotowości. Najłatwiej kontrolować mi wszystkich z centrum dowodzenia, więc myślę że tutaj zostanę przez większość czasu. Musimy również przygotować się na wyprawę do podziemi, jednak do tego potrzebujemy póki co więcej informacji, sprzętu oraz ludzi. Z czasem z obecnych w wulkanie wyznaczymy osobny oddział do wyprawy. Wiem, że to ważny aspekt do uruchomienia całej obrony planety ale nie czuję, żebyśmy byli obecnie na siłach. Musimy wpierw poradzić sobie z tym, co mamy i mieć solidne podstawy ku ruszeniu wgłąb podziemi. A ty? Co o tym sądzisz, Xantee?
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: P-ń

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Mistrz Gry » 24 Mar 2019, o 22:53

Xantee spokojnie wysłuchał poleceń kobiety. Wklepał wszystkie do datapadu i przekazał je dalej odpowiednio do każdego z dowódców oddziałów. Wyglądało na to, że przy braku wszystkich pozostałych najbliższych sojuszników, pełnił rolę jej nieformalnego adiutanta.
- Jak dla mnie to powinniśmy się tam wybrać jak najszybciej. Niezbyt pewnie czuję się w naszym nowym domu, gdy pod nim są niezbadane podziemia z jeszcze bardziej nieokreśloną zawartością. Z technicznego punktu widzenia dobrze jest też znać wszystkie układy bazy.
Mogła się spodziewać po nim tego typu stwierdzenia. Nie był może technikiem tak sprawnym jak geonosianie, ale na pewno myślał w ten sam techniczny sposób. Dostrzegał zagrożenia, na które Kittani nie zwróciłaby uwagi.
- Jest jeszcze jedna sprawa - dodał po krótkiej chwili - Nasi ludzie... To znaczy część z rebeliantów, którxy tu z nami przylecieli z Lucrehulka, martwi się ostatnio o swoje rodziny. Po tej całej sprawie z rakghulami ich rozłąka z nimi sprawia im zbyt dużo niepewności. Chcieliby ich ściągnąć tu do siebie. Przynajmniej niektórzy. Mówią, że jak już ginąć, to razem. Nie wszyscy tak chcą, ale część z nich chciała by to obgadać. Floran, który mnie o to zagadał, powinien mieć teraz wartęw mesie, jakbyś chciała z nim pogadać. To mój dobry przyjaciel, prosił mnie o przekazanie tej sprawy, bo trochę się wstydził.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6630
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Kittani Levfith » 27 Kwi 2019, o 11:58

Kobieta oparła ręce na biodrach i pokręciła głową, opuszczając ją na bok. Widać było, że coś jej siedzi na sercu.
- Uwierz mi, że ja też czuję się niepewnie wiedząc, że coś potężnego skrywa się pod naszą bazą. Tym bardziej obawiam się tego wiedząc, że nie ma w naszych szeregach obecnie żadnej istoty czułej na Moc... Gweek jest zbyt daleko, żeby nam pomóc. Gdy Stardust zszedł w mniejsze zawalenia się korytarza - sam zresztą wiesz, że dotknął ściany i go ścięło z nóg. Jego! A to przecież on zadał ostateczny cios Mirax - brunetka rozłożyła ręce w akcie bezradności i przeszła się po pomieszczeniu - Nie wiem, kogo warto tam wysłać... może Terrev ze swoim oddziałem? Wymieszać ich z rebeliantami? Nie mam pojęcia, czego się tam spodziewać oprócz tego przerośniętego jaszczura. Ale jeżeli ten jaszczur jakimś cudem tam przeżył a B1 cały czas był aktywny na warcie.... sądzę, że spotkamy ich tylko więcej. Trzeba tam zabrać porządną grupę ludzi z dobrym sprzętem, żeby mogli wrócić.
Kobieta wysłuchała uważnie słów Xantee, przytakując mu z pełnym zrozumieniem.
- Przecież nie ma się czego wstydzić - odparła nieco zasmucona faktem, że rebelianci wstydzili się mówić o własnych zmartwieniach i problemach - Jestem dowódcą ale przede wszystkim też człowiekiem, takim samym jak oni. Idę porozmawiać z Floranem. Powrócimy jeszcze do tematu wyprawy do podziemi.
Levfith zgarnęła swój datapad oraz komunikator i ruszyła w kierunku mesy, gdzie powinien znajdować się rebeliant o imieniu Floran.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: P-ń

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Mistrz Gry » 4 Maj 2019, o 13:44

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6630
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Mistrz Gry » 13 Maj 2019, o 01:04

Xantee tylko pokiwał głową, rozumiejąc obawy Kittani. Wyglądało na to, że sprawa podziemi nie była jeszcze jasna. Wnet kobieta ruszyła, by rozwiać problem przyjaciela jej pomocnika. Sam pomocnik nie był zbyt śmiały w obecności głównej przywódczyni. Cała rozmowa kręciła się w kółko, a Kittani w końcu poczuła, że traci czas. Mnóstwo obowiązków na niej spoczywało i co chwilę ktoś coś chciał. Sprawy techniczne i organizacyjne. Skargi i prośby o inny przydział. Jak z początku nie dało się tego odczuć, tak po kilku dniach lawina obowiązków zasypała przywódczynię. Wkrótce zaczęło jej brakować czasu na osobisty nadzór każdego problemu, a zmęczenie dało się we znaki.
Koniec końców sprawy organizacyjne w Wulkanie zaczęły się wyjaśniać i wiadomo było czego brakuje, a co jest dobrze.
Żywność
Możliwość pozyskania - bardzo wysokie - fauna i flora oferuje dużo rozwiązań
Aktualne zapasy - wysokie
Zużycie - średnie

Lekarstwa i środki medyczne
Możliwość pozyskania - bardzo niskie- jedynie z nielegalnego miasta można je pozyskać i to jeszcze za pieniądze oczywiście. A też nie łatwo o leki w aktualnym stanie. Beji Besadi sama musi pierw importować z daleka. Wulkan nie posiada laboratorium farmaceutycznego, ani specjalisty, który mógł by wytwarzać leki.
Aktualne zapasy - średnie
Zużycie - średnie - warunki Gamorry są nieprzyjazne

Narzędzia
Możliwość pozyskania - niskie - co prawda są tutaj specjaliści i techników nie brakuje, ale nie ma porządnego warsztatu by móc tworzyć nowe.
Aktualne zapasy - średnie
Zużycie - niskie - nie zostały jeszcze zlecone żadne intensywne prace

Części zamienne i elektroniczne
Możliwość pozyskania - bardzo niskie - bez porządnego warsztatu nie da się na bieżąco wytworzyć. Ewentualnie zakup z miasta lub czekanie na wsparcie od Jainy. Można też szabrować AT-ATy
Aktualne zapasy - średnie
Zużycie - niskie - nie zostały jeszcze zlecone żadne intensywne prace

Durastal i stopy metali
Możliwość pozyskania - średnie - posiadasz piec hutniczy i dostęp do kopalni. Można też kupić z miasta lub oczekiwać wsparcia Jainy
Aktualne zapasy - niskie
Zużycie - niskie - nie zostały jeszcze zlecone żadne intensywne prace

Paliwo
Możliwość pozyskania - bardzo niskie - tylko zakup, albo wsparcie. Rafinerii brak, przetwórni brak, zasobów naturalnych nie znaleziono
Aktualne zapasy - średnie
Zużycie - bardzo niskie - brak stałych tras i lotów patrolowych

Energia elektryczna
Możliwość pozyskania - średnie - Dwa zużyte generatory. Stary sprzęt, wymaga napraw.
Aktualne zapasy - niskie - mało zapasowych akumulatorów awaryjnych
Zużycie - średnie -

Amunicja
Możliwość pozyskania - bardzo niskie - kupno, albo transport od Jainy, brak wytwórni
Aktualne zapasy - wysokie
Zużycie - niskie - fauna się napatoczy czasem

Pieniądze
Możliwość pozyskania - to zależy od Ciebie i Twoich działań :D
Aktualne zapasy - aktualny budżet 100 000 kredytów, pieniądze należą do Rebeli, ale zarządzasz nimi.
Zużycie - rebeliantom nie płacisz. Najemnicy są opłacani przez Beji Besadi. Decydujesz na co przekazujesz środki (w tym przypadku kupno z miasta/poprzez miasto)

Maszyny
speedery - 10 sztuk. Nieuzbrojone
lekki frachtowiec. Nieuzbrojony. Lekko Uszkodzony


Miała też jasny spis istot na które mogła polegać
58 Rebeliantów
3 Gamorrean z klanu Nurry z jednym wokabulatorem
14 Najemników Tarreva
Xantee - haker/technik i osobisty doradca
Erd - Ithoriański medyk
Tarrev - przywódca grupy najemników, którzy są wsparciem od Beji Besadi
Sigmund - szef kuchni
Calra - starsza pani administrator, zapisuje wszystko co trzeba i pilnuje by był porządek z informacjami. Jest kompletnie nieprzekupna i klnie jak szewc.
Vlad - wyższy rangą rebeliant, pilnujący dyscypliny i porządku w sekcji mieszkalnej.
Chomao - wyższy rangą rebeliant, rasy Lannik, odpowiada za czynne szkolenie rebeliantów w walce oraz za warty i organizację bojową w wulkanie

Ogólnie każdy rebeliant ma dość wszechstronne umiejętności. Z czasem wyłonią się talenty. Jak to się mówi, każdego specjalistę da się zastąpić skończoną ilością studentów znaczy się rebeliantów.


Po wielu tygodniach pozornie spokojnego zarządzania sprawa kopalń nadal budziła zainteresowanie oraz strach. Kolejno Xantee, Chomao i nawet pani Calra donosiły o rosnącym zainteresowaniu wśród rebeliantów tamtymi rejonami. Ponoć dało się słyszeć stamtąd dziwne odgłosy. Kittani mogła również zadecydować na czym się skupić. Czy usprawniać infrastrukturę Wulkanu, czy może jego właściwości obronne, czy cokolwiek. Natomiast kontakty z podkomendnymi Beji układały się bardzo dobrze. Hutt zdawał się słusznie sympatyzować interesom Rebelii na Gamorr.

Zacznij w dowolnym momencie swojej służby Kittani. Określ czy zleciłaś pracę nad czymś konkretnym, by ulepszyć Wulkan, czy nie ruszałaś sił ludzkich i zasobów. Te prace będą miały swój efekt jakby minęły dwa miesiące, choose wisly. Po Twojej odpowiedzi i moim kolejnym poście David będzie mógł dołączyć. Wkrótce też odwiedzi Ciebie Guttor, prawa ręka Gweeka, by przekazać wieści i dowiedzieć co się dzieje.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6630
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Mistrz Gry » 13 Cze 2019, o 19:38

filler
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6630
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Kittani Levfith » 17 Cze 2019, o 14:58

Wulkan zdawałby się być niekończącą się historią. Pomimo wielomiesięcznego pobytu na Gamorr i na pozór doskonałej znajomości życia codziennego w wulkanie ciągle wychodziły nowe problemy i obawy jego mieszkańców. Wszyscy uczestniczący w walkach w Nielegalnym Mieście rozprzestrzenili się niemalże po całej Galaktyce. Kittani nie miała im tego za złe, jednak nie zmieniało to jej odczucia co do dalszego pobytu tutaj. Czuła, że stoi w miejscu podczas gdy wszyscy pozostali ruszali naprzód po jeszcze więcej. Wiedziała, że wulkan i pobyt wszystkich Rebeliantów oraz najemników Beji na Gamorrze to ogromna odpowiedzialność, która spoczywała na jej barkach i siłą rzeczy została uwiązana z tym miejscem na jeszcze długi czas. Potrzebne były gruntowne zmiany w wulkanie oraz dalekosiężne misje, które pozwoliłyby na rozwój tego, co wywalczyli wspólnymi siłami.

Palącym problemem wulkanu były dwa zużyte generatory, które umożliwiałby funkcjonowanie wulkanu. Konieczna była ich naprawa oraz pozyskanie zapasowych akumulatorów awaryjnych. Kittani posiadała wielu specjalistów oraz inżynierów, jednak kolejny problem stanowiło pozyskanie odpowiednich narzędzi oraz części. Początkowo zaczęto pozyskiwać je z najbardziej oczywistego miejsca - szabrowano obalone AT-AT'y, które nikomu w dżungli nie były potrzebne a dla wulkanu stanowiły cenne źródło. Z tygodnia na tydzień maszyny zostawały coraz bardziej rozebrane, aby ostatecznie zostało z nich tylko to, czego siłami ludzkimi nie dało się przenieść. Konieczna okazała się również budowa warsztatu wewnątrz wulkanu. Dzięki tym prostym ale jakże skutecznym działaniom zaczęto dokonywać podstawowych napraw oraz zorganizowano części. Z odpowiednim zapleczem istniała możliwość naprawienia zużytych generatorów, przynajmniej do tego stopnia, aby posłużyły jeszcze jakiś czas. Dodatkowo można też było naprawić frachtowiec i speedery oraz doposażyć je w to, co udało się pozyskać z kroczących maszyn. Zapasowe akumulatory stanowiły o wiele większy problem - na planecie ciężko było o ich pozyskanie. W związku z tym Kittani wystosowała odpowiednią prośbę do Beji Besadii licząc na to, że doświadczony Hutt bez problemu pozyska istotne dla ich dalszej współpracy na Gamorrze surowce. Oprócz zapasowych akumulatorów Kittani jako konieczne wskazała również dostarczenie leków (po wykupieniu tego, co się dało w Nielegalnym Mieście) oraz podstawowego wyposażenia do powstającego laboratorium, zakup paliwa oraz amunicji. Liczyła na to, że działania oraz dostawy ze strony Hutta będą budziły mniejsze podejrzenia niż transport niewiadomego pochodzenia wysłany przez Jainę Solo w przestrzeni Huttów. Oczywiście Jaina również została powiadomiona o tym, czego brakuje w wulkanie oraz z jakimi problemami obecnie się borykają, jednak Kittani bardziej skłaniała się ku Beji, która miała liczne kontakty z półświatkami i potrafiła załatwić rzeczy pozornie niemożliwe. Jeżeli uzyskaliby wsparcie od obu dowódczyń wulkan mógłby funkcjonować przez następne wiele miesięcy bez jakiegokolwiek wsparcia. Po miesiącu od uruchomienia warsztatu zdecydowano się również uruchomić piec hutniczy oraz rozpocząć wydobywanie surowców z kopalni. W tym celu wyznaczono specjalny obszar w wulkanie, który już wcześniej nosił znamiona wydobycia i z tego tytułu posiadał towarzyszącą mu odpowiednią infrastrukturę. Wyznaczona strefa cechowała się niskim ryzykiem zawalenia oraz dużą odległością od tajemniczego korytarza, który spędzał połowie wulkanu sen z powiek. Dodatkowo wyznaczono oddział odpowiedzialny za polowanie na zwierzynę tradycyjnymi metodami Gamorrean (które okazały się być najskuteczniejszymi na tutejszą faunę) oraz grupę zbieraczy, którzy byli odpowiedzialni za owoce czy zioła. W taki sposób zapewniono stałe utrzymanie wysokiego zapasu żywności dla wszystkich pracujących w wulkanie.

Jedynym nierozwiązanym problemem pozostawało ponowne zejście wgłąb kopalni i odkrycie tajemnicy, jakie skrywał w sobie tajemniczy korytarz. Kittani wiedziała, że nikt - włącznie z nią - nie jest jeszcze gotowy do zejścia i wyprawy. Nie chciała ryzykować życia najemców ani rebeliantów. Nie posiadali odpowiedniego sprzętu ani wiedzy, dodatkowo musieli poprawić komunikację wewnątrz wulkanu. Poza tym brunetka uparcie twierdziła, że ma co do tego złe przeczucia i potrzebuje kogoś z odpowiednim doświadczeniem oraz najlepiej czułego na Moc, aby zejść ze względnym poczuciem bezpieczeństwa do zawalonego korytarza. Dopiero obietnica Jainy o wsparciu w tej wyprawie ostudziła emocje wszystkich obecnych w wulkanie. Czas jednak mijał nieubłaganie a dziwne dźwięki stawiały wszystkich na baczność pośrodku nocy, z Kittani na czele. To musiało się skończyć i miała zamiar do tego doprowadzić odpowiednio przygotowana.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: P-ń

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez David Turoug » 17 Cze 2019, o 23:23

Michael Stardust przybywa z: [System Bettel] Kosmoport Zatoka Asteroid

Zdezelowany YT-2000 przeszyło ze świstem atmosferę Gamorry. Za koreliańskim frachtowcem ciągnęła się gruba, czarna smuga dymu, jednak pilot robił co mógł by utrzymać stosunkowo równy kurs. Gdyby planeta była pod nadzorem Imperium, obrona przeciw-powietrzna nie miałaby najmniejszego problemu ze strąceniem jednostki.
Statkiem co chwilę targały wstrząsy jakby brakowało mu paliwa, będąc już blisko ziemi, ciemna pręga nieco zmalała, jakby załoga uporała się z tym problemem. Niestety maszyna zahaczyła o kilka wyższych drzew, by ostatecznie runąć nieopodal wulkanu, który wyróżniał się na tle krajobrazu.

***


Stardust odetchnął z ulgą, gdy R9 poinformował go o sprawnym wyjściu z nadprzestrzeni, w sektorze Galov, a konkretnie w systemie Gamorr. Niestety ostatnie miesiące nie były zbyt udane dla Bezimiennego. Krótka wizyta na Esfandii niestety nie stanowiła przełomu jeżeli chodzi o wsparcie Chissów. Sporo klanów wciąż wolała zachować neutralność w konflikcie miedzy Rebelią a Imperium. Ponadto sam Steve McManaman oświadczył, że zawsze będzie wspierał działalność antyimperialną, jednak jego środki były ograniczone. Michaelowi udało się uzyskać kilkadziesiąt ton paliwa, a także kilkanaście kompletów narzędzi górniczych, pozyskanych z okolicznych kompanii wydobywczych.
Dalsza część podróży była niestety jeszcze bardziej nieudana. W drodze powrotnej na Lucrehulka, Bezimienny zahaczył o planetę Varonat w sektorze Anoat, gdzie miał do pozostawienia ładunek z Esfandii. Wizyta była krótka, a przekazanie kilkunastu durastalowych skrzyń przebiegło bardzo sprawnie i bez problemu. Przy okazji sam uzupełnił zapasy oraz nabył kilkadziesiąt kilogramów suszonych owoców Aleudrupe. Opuszczając tamten system został zaatakowany przez piratów, a następnie zmuszony do mikroskoku na Hoth, gdzie rozbił swojego ZH-25 Questora. Tam z pomocą przyszła mu nieznajoma Sathine "Trobule" Anathar, w której wyczuł potencjał w Mocy.
Współpracując z nieznajomą, udało mu się opuścić Hoth i na krótką chwilę zadokować w systemie Bettel. Tamże ponownie zorganizował kilkadziesiąt ton zaopatrzenia, w postaci paliwa ciekłego, narzędzi oraz kilkunastu butelek średniej jakości whisky, która na pewno nie pochodziła z Korelii. Co więcej, we wspomnianej lokacji w kilku partiach sabakka wygrał stary, podniszczony YT-2000, którym wyruszył w podróż powrotną na Lucrehulka, by odbyć rozmowę z Jainą. Niestety już po kilku godzinach lotu okazało się, że statek nie jest w stanie przebyć tak dalekiej trasy. Stardustowi pozostało zrobić międzylądowanie na Gamorr, choć jak się później okazało i to było karkołomnym zadaniem.

***

kilka minut przed "lądowaniem"



- Ja pierdole... - zaklął Stardust spoglądając na odczyty z komputera pokładowego YT-2000 - Ten złom nie był warty nawet pięciu partii w sabakka.
- Beep bip booooooooop! Beeeeeeeeeeeeeeep bop! - zawyrokował "Hope" wskazując chwytakiem na boczną konsolę, odpowiadającą za system podtrzymywania życia.
- Akurat to nie jest mi potrzebne, jesteśmy już praktycznie w górnej warstwie atmosfery Gamorr. - odparł poddenerwowany Michael - Gorzej, że wskaźniki pokazują na brak paliwa. Nie mamy nawet rezerwy...
- Beeep bop brrp - gwizdnął R9, manipulując przy terminalu odpowiedzialnym za przesył energii. Droid próbował przekierować ją do najpotrzebniejszych obecnie systemów, wyłączając najmniej przydatne podzespoły.
- Tu YT-2000, Stardust, baza odbiór. Informuję o awaryjnym lądowaniu...
- Beeeeeep brrrrwt! - przerwał mu astromech.
- Jak to niesprawny odbiornik? To znaczy że mnie mogą słyszeć ale my nic nie odbierzemy?! Jeżeli przeżyjemy to będzie cud...
- Bop bip bip... - droid wydawał się potwierdzać przypuszczenia Bezimiennego, a chwilę później znowu wydał z siebie serię wysokich dźwięków. Statkiem szarpało jak Trandoshaninem w klatooiniańksiej febrze. Komputer pokładowy wydał ostatni komunikat o pożarze w dwóch blokach silnika, ciemny jak smoła dym zabarwił bezchmurne niebo Gamorry. Droid czym prędzej ruszył na tył by walczyć z pożarem.
- Oby Kitty była już na nogach... - mruknął do siebie Stardust, szarpiąc wolant do siebie, przez co tylko na chwilę wyrównał lot, a statek zahaczył o pierwsze wysokie drzewa. Michael usłyszał jeszcze pisk "Hope" świadczący o ugaszeniu ognia, by kilka sekund później ze sporym impetem wbić się w zalesione zbocze wulkanu, niecały kilometr o jednego z wejść do bazy...

YT-2000 raczej niesprawny do dalszego użytkowania. Może uda się wymontować jakieś podzespoły. Towar przewożony, który pozostał nieuszkodzony:
- 15 ton paliwa ciekłego w zabezpieczonych, durastalowych beczkach,
- 10 kompletów narzędzi ciężkich do prac wydobywczych oraz 2 komplety narzędzi lekkich o zastosowaniu ogólnym,
- 12 butelek litrowych średniej jakości whisky, produkowanej w systemie Bettel.

Stardust chwilowo nieprzytomny, ale żywy. R9 sprawny. Gotwy do dyspozycji MG.

I Kitty :twisted:



Nicci napisałem, zanim odczytałem wiadomość na SB. Także jak coś przerzuć mój post do jakiejś poczekalni w razie jakbym musiał go edytować.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5107
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Mistrz Gry » 19 Cze 2019, o 18:44

Xantee właśnie prezentował raport przygotowany przez panią Clarge. Podsumowujący wysiłki rebeliantów w Wulkanie. Warsztat był gotów, generatory naprawiono, huta była gotowa do pracy. Uzbrojono 4 speedery, naprawiono frachtowiec. Kopalń nie udało się uruchomić. Duży wpływ na to miała niechęć rebeliantów do kopania. Jeśli nie wiedzą co kryje się w tunelach, po co ryzykować? Swego rodzaju spychologia była stosowana. Czegoś się nie dało zrobić, albo brakowało ludziom zapału. Branie się za kopalnie było najmniej chcianym zadaniem. Piec hutniczy odnowiono, można było z niego korzystać, tyle że nie było surowca kopalnianego, bo zwyczajnie choć potencjał był, niechętnie tam pracowano ze względu na poczucie bezpieczeństwa, a raczej jego brak.
Interesy z Beji, a właściwie z pośrednikiem neimoidianem Marem Glooms, postępowały bardzo gładko. Głównie dlatego, że póki co Kittani kupowała od Huttów zasoby za kredyty, a Mar był bardzo elokwentny w obsłudze klienta jakim była przywódczyni rebelianckiej kryjówki. Nawet udało mu się wcisnąć Kittani duży zakup paliwa, po atrakcyjnej cenie. Lekarstwa były największym problemem. Wraz z dłuższym pobytem na planecie, wybuchła epidemia gamorreańskiej grypy wśród ludzi. Połowa personelu nie była zdatna do pracy niemalże przez cały okres, dopóki nie przybył transport z medykamentami, co nie nastąpiło od razu. Odnotowano dwa przypadki śmiertelne. Kolejna rzecz polegała na tym, że nie było tutaj nikogo wykształconego, kto mógł jakoś nadzorować ochronę zdrowia. Medycy potrafili wiele w kwestiach praktycznych, nikt jednak tutaj nie posiadał z prawdziwego zdarzenia licencji lekarskiej. Do tego próba postawienia laboratorium zakończyła się fiaskiem. Miejsce przygotowano, zakupiono komputer i podstawową aparaturę, ale nic więcej. Nikt po prostu nie wiedział co trzeba kupić.
Kontakt z Jainą był utrudniony. Połączenie mogło odbywać się tylko w określonych warunkach i trzeba było z reguły czekać na połączenie zwrotne, co nie następowało od razu, jeśli w ogóle. Jedi widać miała wiele spraw na głowie, starała się jak mogła, ale nie mogła żyć problemami Kittani. Nie mogła też zapewnić wykształconego personelu. Obiecała jednak transport zaopatrzenia i lekarstw. Zadawała za to dużo pytań jak postępuje współpraca z Huttami, jak powodzi się rebeliantom w kryjówce. Czy ma szczególne problemy. Sprawa epidemii była sporym problemem dla Jainy, po prostu nie miała nikogo na zbyciu kogo mogła wysłać. Przez hologram, jedi dostrzegła zmartwienia młodej przywódczyni. Obiecała, że postara się dostarczyć specjalistę. Na samo zakończenie powiedziała, że:
Czuje jak Moc uśmiecha się do niej

Słowa jedi może nie miały zbyt wielkiego przekazu, ale sama aura przywódczyni dodała otuchy Kittani, jakby kryła się jakaś magia w tych słowach i to miało wystarczyć. Po zakończeniu tamtejszej transmisji, efekt uśmiechania się Mocy szybko zniknął i kobieta musiała dalej walczyć z codziennymi zmaganiami zarządzania.

Pośród zmagań przez pierwsze miesiące wstępnie wyłoniły się osoby o pewnych preferencjach i wiedzy. Kittani jednak nie przekonała się jeszcze jak bardzo się zna konkretny osobnik na danej dziedzinie, ale wiedziała już komu zlecać zadania.

Wsumie 56 Rebeliantów, po dwóch śmierciach z epidemii.
3 Gamorrean
14 Najemników
Specjaliści

8 Techników:
Terry Samiri[Human], Bork Flurgiz[Anomid] , Mikka Mixaz[Human], Polimaz Patiz[Rodian], Zizax[Sluissi], Trolrgos[Ugnauth], George Leetas[Human], Lucas Stoner[Human].
4 Medyków:
Erd [Ithorian], Selene MacTreza[Human], Tira Cels[Zeltron], Edemelai[Ortolan]

Zarządcy
Xantee - haker/technik i osobisty doradca. Nadzorca warsztatu
Erd - Ithoriański medyk. Nadzorca ambulatorium i nieukończonego laoratorium
Tarrev - przywódca grupy najemników, którzy są wsparciem od Beji Besadi
Sigmund - szef kuchni
Calra - starsza pani administrator, zapisuje wszystko co trzeba i pilnuje by był porządek z informacjami. Jest kompletnie nieprzekupna i klnie jak szewc.
Vlad - wyższy rangą rebeliant, pilnujący dyscypliny i porządku w sekcji mieszkalnej.
Chomao - wyższy rangą rebeliant, rasy Lannik, odpowiada za czynne szkolenie rebeliantów w walce oraz za warty i organizację bojową w wulkanie
Rot - wyższy rangą rebeliant, rasy Yuzzem. Odpowiada za magazyn i obrót towarów. Robi też za najsilniejszego tragarza w Wulkanie. Jest z niego kawał stwora i choć sposób w jaki się wysławia brzmi bardzo groźnie jest tak na prawdę bardzo sympatyczny i uczynny. Wobec rebeliantów.



Sprawy z zasobami również prezentowały się inaczej niż ostatnio
Żywność
Pozyskiwanie - Wysokie - polowania i zbiory to jedna z przyjemniejszych rzeczy na Gamorr. O ile się dobrze znosi gorący klimat.
Możliwość pozyskania - bardzo wysokie - fauna i flora oferuje dużo rozwiązań
Aktualne zapasy - bardzo wysokie
Zużycie - średnie

Lekarstwa i środki medyczne
Pozyskiwanie - niskie - głównie za sprawą nacisku na Mara, który stara się jak może udostępnić potrzebne produkty. Za kredyty. Wkrótce powinien przybyć transport zaopatrzenia od Jainy
Możliwość pozyskania - bardzo niskie- jedynie z nielegalnego miasta można je pozyskać i to jeszcze za pieniądze oczywiście. A też nie łatwo o leki w aktualnym stanie. Reprezentant Beji, Mar, sam musi pierw importować z daleka. Wulkan posiada zaczątki laboratorium farmaceutycznego, ale wciąż brak specjalisty, który mógł by wytwarzać leki.
Aktualne zapasy - wysokie - zakupiono całkiem spory zapas.
Zużycie - wysokie - warunki Gamorry są nieprzyjazne, ludzie zbierają się po epidemii.

Narzędzia
Pozyskiwanie - niskie- po co więcej nie wykonywane są ciężkie prace, bo... kopalnie są niebezpieczne, czy może rebelianci niezdyscyplinowani?
Możliwość pozyskania - średnie - warsztat i technicy razem mogą uczynić cuda, lecz trzeba przyznać, że narzędzia do prostych przedmiotów nie należą.
Aktualne zapasy - wysokie
Zużycie - niskie/średnie

Części zamienne i elektroniczne
Pozyskiwanie - średnie - technicy robią co mogą.
Możliwość pozyskania - średnie - jest warsztat są technicy, ale skomplikowane przedmioty w manufakturze trudno wytworzyć szybko.
Aktualne zapasy - bardzo wysokie- duży zysk z szabrowania AT-ATów, ale więcej już z nich się nie wyskubie.
Zużycie - średnie - naprawy i wyrób sprzętów w Wulkanie i modyfikacje speederów oraz frachtowca.

Durastal i stopy metali
Pozyskiwanie - praktycznie Null - huta hula, ale brak surowca, bo nie kopią
Możliwość pozyskania - średnie - posiadasz piec hutniczy i dostęp do kopalni. Rebelianci jednak nie sprawdzili pełnej zasobności...
Aktualne zapasy - bardzo niskie - wkrótce się skończy
Zużycie - wysokie - dzieje się dużo w Wulkanie

Paliwo
Możliwość pozyskania - bardzo niskie - tylko zakup, albo wsparcie. Rafinerii brak, przetwórni brak, zasobów naturalnych nie znaleziono
Aktualne zapasy -Bardzo bardzo wysokie
Zużycie - bardzo niskie - brak stałych tras i lotów patrolowych

Energia elektryczna
Pozyskiwanie - Wysokie - nie trzeba przeciążać generatorów
Możliwość pozyskania - Bardzo wysokie - Dwa generatory ino grają i buczą
Aktualne zapasy - Wysokie - zakupiono dodatkowe akumulatory. W razie awarii generatorów, rebelianci nadal będą mieli prąd... przez jakiś czas.
Zużycie - Wysokie - -dużo się dzieje

Amunicja
Możliwość pozyskania - bardzo niskie - kupno, albo transport od Jainy, brak wytwórni
Aktualne zapasy -bardzo wysokie
Zużycie - niskie - fauna się napatoczy czasem, polowania

Pieniądze

Możliwość pozyskania - to zależy od Ciebie i Twoich działań, na razie widzę tylko wydatki :D
Aktualne zapasy - aktualny budżet 79 132 kredytów, pieniądze należą do Rebeli, ale zarządzasz nimi.
Zużycie - rebeliantom nie płacisz. Najemnicy są opłacani przez Beji Besadi. Decydujesz na co przekazujesz środki (w tym przypadku kupno z miasta/poprzez miasto). Zakupy medykamentów, amunicji, paliwa, akumulatorów, wstępnego wyposażenia do laboratorium kosztowały Cię w sumie około 21 tysięcy kredytów. Najdroższe okazały się lekarstwa ze względu na epidemię i ogólne problemy mieszkańców oraz zakup dużej ilości paliwa. W koszt wchodziły jeszcze pomniejsze potrzeby towarów konsumenckich, takie jak ubrania, środki czystości i inne rzeczy potrzebne do życia rebeliantom.

Maszyny
speedery - 10 sztuk, w tym 4 uzbrojone
lekki frachtowiec. Nieuzbrojony. Naprawiony


- wygląda na to, że Mar nas trochę naciągnął na te paliwo... mamy go teraz pod dostatkiem. Hurtowo nam sprzedał, bo cena była lepsza... Nie wiem jednak co z naszą kopalnią. Ludzie unikają tej pracy. Wszystko przez ten nawiedzony tunel... Zastosować jakieś metody dyscyplinarne?? Grypa już puściła i nie ma gadania, że źle się czują... - Xantee komentował tak podsumowanie kolejnego cyklu, kiedy to nagle coś srogo huknęło.
- co to się dzieje! - Xantee natychmiast rzucił przez komunikator do centrum nasłuchującego, kiwnął głową w reakcji na to co usłyszał i krótko powiedział
- przyleciał prawdopodobnie ktoś z naszych, ale musiał awaryjnie... lądować.

Kita zajmij się rozbitkiem. Możesz pisać oczywiste rzeczy za swoich zarządców i pomagierów oraz wyciągasz Stardusta ze statku. Również wybudzasz go. Potem pogadajcie i spamujcie do woli. Zatrzymajcie się, kiedy ustalicie wspólny bieg działań gdzie będzie zaangażowane więcej osób (wyprawa do kopalni, albo jakieś inne zdarzenie na przykład impreza, czysto teoretycznie) Gdybyś Koteł miała pytania odnośnie poszczególnych nieużywanych jeszcze charakterów, pozwalam Ci ich wprowadzić wedle uznania :twisted:

Udanego spamienia :)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6630
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Kittani Levfith » 22 Cze 2019, o 19:30

Wulkan prezentował się i funkcjonował o wiele lepiej niż dwa miesiące temu. Sporo rzeczy udało się zakupić bądź też pozyskać. Rozwiązało się kilka problemów, chociażby zapasy paliwa czy też leków, chociaż tych drugich wciąż brakowało. W związku z tym wszyscy, którzy zachorowali w ostatnim czasie byli przymusowo odsyłani na ,,urlop". Dopóki medycy po badaniach nie dali im zielonego światła, nikt nie mógł pracować ani opuszczać swojego lokum, aby choroba nie szerzyła się na pozostałych członków wulkanu i tym samym wykorzystywała i tak skromny zapas lekarstw. Z racji tego, że nikt nie chciał pracować przy wydobywaniu surowców Kittani wykorzystała to na swój sposób - powstrzymywała chorobę na tyle, na ile potrafiła izolując chorych, którzy i tak nie byli chwilowo potrzebni. Niestety dla dwóch Rebeliantów lekarstwa dotarły za późno i pomimo usilnych starań medyków nie udało się ich odratować. Wiedząc jednak, że choroba bywa śmiertelną zdecydowano o oddzieleniu nielicznych Gamorran od ludzi, aby wirus nie uległ mutacji i przeszedł na mieszkańców planety. Piec hutniczy, kopalnia oraz laboratorium musiały chwilowo poczekać.

Środkiem doraźnym wobec niechęci do wydobywania surowców została zwołana przez Kittani rozmowa z całym wulkanem. Wytłumaczyła im ze spokojem gdzie dokładnie znajduje się tajemniczy tunel i w jak odległym zakątku wulkanu znajdował się sam korytarz prowadzący do niego. Miejsce, które obrali sobie za najlepsze do wydobywania surowców znajdowało się na drugim końcu wulkanu i każdy z techników powątpiewał, aby tajemniczy korytarz gdzieś zawracał i ciągnął się przez całą szerokość wulkanu. Dzięki wcześniejszemu wydobywaniu tam surowców za rządów Hutta Urpy sieć korytarzy była znana i dokładnie opracowana - zdecydowanie dokładniej, niż te w których Kittani wpadła wskutek zawalenia się ścian. Ryzyko zawsze istniało, ale było ono zdecydowanie mniejsze niż mogliby przypuszczać.
- Potrzebujemy durastali do warsztatu oraz innych źródeł finansowania, aby zapewnić wam chociażby leki. Jak myślicie, dlaczego odwlekam wyprawę wgłąb tego przeklętego tunelu? Bo nie chcę ryzykować życiem kogokolwiek z was. Pójdę tam dopiero wtedy, gdy będziemy mieli przynajmniej jedną osobę czułą na Moc i odpowiedni sprzęt.

Rozmowy z Jainą zaczynały ją nieco irytować. Liczyła się z tym, że dowódczymi ma więcej zmartwień na głowie niż samą Gamorrę ale... to Kittani robiła tutaj całą brudną robotę zamiast niej. Liczyła tylko i wyłącznie na wsparcie tego, kto ją na Gamorr wysłał i w imieniu kogo działała. Tymczasem Solo zbywała ją ,,przeczuciem w Mocy" i szczęściem, które rzekomo miało towarzyszyć Kittani cały czas. Realia jednak pozostawały zupełnie odmienne od tego, co mówiła Solo. Pozostawało im tylko czekać na transport z zaopatrzeniem od przywódczyni Rebelii i nadal liczyć na owocną współpracę z Beji. Hutt okazywał się być coraz lepszym sojusznikiem, przynajmniej dopóki Kittani była w posiadaniu kredytów. Tak czy inaczej jej pomoc w wulkanie była nieoceniona i brunetka wierzyła, że nawet i bez kredytów Beji wyciągnęłaby w jej stronę pomocną dłoń.

***


Wieczorne sprawozdania były stałym elementem każdego dnia. Obydwoje razem z Xantee już dawno stracili rachubę który raz siedzieli razem nad datapadami i przeglądali raporty. Był to czas refleksji i planowania gdy reszta szykowała się do snu a atmosfera wewnątrz robiła się spokojniejsza i nawet nieco senna.
- Lepiej mieć solidny zapas paliwa niż żeby zabrakło go nam w połowie ewakuacji czy walki - wzruszyła ramionami w jego stronę. Była świadoma tego, że kupił większą ilość ,,po okazji" ale... paliwo z pewnością im się jakoś przyda. Chociażby na te 10 speederów i frachtowiec. Kto wie, może zaczną więcej się poruszać po planecie? Póki co z wiadomych względów pozostawali w ukryciu. - Rozmawiałam z nimi o tym wulkanie chociaż szczerze mówiąc... bardziej mi zależy na tym, żeby wszyscy wyzdrowieli niż wydobywali surowce na durastal. Problem z lekami może się pogłębić a wtedy... - przerwał im jakiś potężny huk. Czy to kolejny zawalony korytarz?
- Jak to awaryjnie wylądował? W wulkan prawie mi się wbił! - rzuciła wybiegając wraz z resztą w stronę wyjścia.

Niespodzianką z nieba okazał się nieznany im statek. Tylko dzięki temu, że uznano go za kogoś z Rebelii natychmiast ruszono w kierunku, skąd wydobywał się ciemny kłąb dymu. Ci, którzy mogli zostali zerwani na równe nogi i oddelegowani do pomocy. Kittani przybiegła wraz z Xantee jako jedna z pierwszych osób.
- Bardzo awaryjne to lądowanie - rzucił technik przyglądając się temu, co pozostało ze statku. Nie wiedzieli, kogo mają szukać... człowieka? Droida? Zeltrona? Lannika? A może przedstawiciela innej rasy? Dopiero po chwili wstępnych oględzin Kittani udało się usłyszeć charakterystyczne beep bop, które już gdzieś słyszała...
- To R9 i Stardust! - krzyknęła w jego stronę i razem wspięli się na kupę złomu, która przypominała resztki kokpitu.

Tej nocy cały wulkan nie spał. Medycy natychmiast zajęli się rozbitkiem, którego stan ocenili na dobry ale ewidentny był jego chwilowy brak świadomości. U podnóża wulkanu dogaszano resztki pożaru i ratowano wszystko to, czego ogień nie zdążył strawić. Rot był odpowiedzialny za przetransportowanie i składowanie tego, co znajdowało się na pokładzie statku. Co prawda paliwa mieli teraz pod dostatkiem, jednak ciężki sprzęt a już szczególnie whisky, chociażby i marnej jakości uszczęśliwiły sporą część Rebeliantów. Sprawny R9 z racji stanu swojego właściciela chętnie kręcił się przy Kittani i Xantee, nie odstępując ich przez większość czasu w początkowych godzinach. To właśnie dzięki niemu dowiedzieli się, dlaczego lądowanie okazało się być tak bardzo awaryjnym oraz co znajdowało się na statku. Ponadto chętnie podzielił się z nimi ostatnimi przygodami nie znajdując sobie ciekawszego towarzystwa w całym wulkanie. Jedyny mechaniczny kandydat do tytułu przyjaciela Hope czyli Q4 znowu gdzieś przepadł. Kittani znając jego umiejętności i zdolności podejrzewała, że znowu zagubił się na jakimś statku zupełnie tego nieświadomy i opuścił Gamorrę.

Po kilku godzinach snu kobieta udała się do ambulatorium aby zapytać medyków o stan ich rozbitka. Usiadła wraz z R9 koło łóżka, na którym leżał i przeglądała coś na datapadzie, co jakiś czas prosząc droida o wykonanie obliczeń czy zaktualizowanie danych wulkanu. Skoro znaleźli się ponownie wewnątrz wulkanu i wszystko wskazywało na to, że zostaną tutaj jeszcze przez jakiś czas Hope dostał nowe, zaktualizowane mapy wulkanu oraz Gamorry oraz najnowsze dane dotyczące wulkanu. Akurat gdy sprawdzała deklarowany stan lekarstw usłyszała ruch wskazujący na to, że Michael się obudził.
- Solo podobno czuła, jak Moc się do mnie uśmiecha. Nie wspominała jednak nic o tym, że spadnie mi z nieba - przywitała się z nim na swój sposób, zahaczając nogą o ramę łóżka i przysuwając bliżej swój stołek. Powitanie R9 było za to zdecydowanie milsze i emocjonujące, nawet jak na droida. - Jak się czujesz? - zapytała widząc jego mętny wzrok błądzący po jasnym suficie.
- Już dowiedziałam się wszystkiego od Hope, nie musisz mi się tłumaczyć z tej dziury u podnóża wulkanu
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: P-ń

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez David Turoug » 28 Cze 2019, o 11:27

Stardust po "awaryjnym" lądowaniu na Gamorr stracił przytomność, mocno uderzając głową o kokpit. Na szczęście uderzenie nie spowodowało żadnych złamań, doznał jedynie lekkiego wstrząśnienia mózgu oraz urazu lewego łuku brwiowego, który ewidentnie nadawał się do szycia. Ekipa z wulkanu szybko zajęła się zarówno pilotem jak i resztkami YT-2000. Moc znowu im sprzyjała, gdyż transport znajdujący się w ładowni nie doznał uszczerbku, zarówno płynne paliwo, narzędzia jak i whisky pozostały nietknięte.

***


- Witaj Kittani, hmm nie ukrywam, że chyba lepszego przebudzenia nie mógłbym się spodziewać. Swoją drogą jeżeli masz kontakt z Jainą, to przekaż jej, żeby nie zapowiadała więcej takich wejść. Nie mam ostatnio szczęścia do statków, wcześniej rozbiłem się na Hoth ostrzelany przez lokalną grupę piratów, teraz to. Do trzech razy sztuka? - odparł w swoim stylu Michael, ciesząc się na widok Levfith - W sumie poza bólem głowy nic mi nie jest, więc jak najszybciej chciałbym opuścić ambulatorium.
- Beeep bop bip bip... - zagwizdał z powątpiewaniem R9, stukając przy okazji chwytakiem o kopułę.
- "Hope" nigdy nie zgrywam bohatera. - odpowiedział mrugając okiem - A jak wygląda obecna sytuacja na Gamorr? Nie było mnie kilka tygodni, miałem do załatwienia kilka spraw. Domyślam się, że spora część uczestników niedawnej kampanii bitewnej także opuściła planetę? Na szczęście mają tutaj fachowca za dowódcę więc trzymasz wszystko w ryzach.
- Beeeeeeeeeep! - tym razem ton R9 był zdecydowanie prześmiewczy.
- Niech cię szlag "Hope", przecież rozmawiamy a ty się wtrącasz... - duet Stardust-R9 gdyby nie profesja jaką się trudnili, zdecydowanie mógł założyć objazdowy kabaret, zbijając przy tym niemałe sumy - A jak ty się czujesz Kit... Kittani? Wszystko u ciebie w porządku? Nie pytam o problemy wulkanu. To że masz dużo na głowie wiemy, chyba nawet Solo to zrozumiała.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5107
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Kittani Levfith » 9 Lip 2019, o 12:07

- Kontakt z Jainą jest dosyć... hm, utrudniony - odparła po chwili namysłu widząc, że Stardust w pełni odzyskał trzeźwość myślenia - Rzadko się ze mną kontaktuje a jeżeli już, to czekam wiele godzin na połączenie zwrotne. Częściej i chętniej rozmawia ze mną Beji Besadi i szczerze mówiąc okazuje większe wsparcie, niż sama Solo - oczywiście Kittani nie miała tego Solo za złe wiedząc, ile spraw dotyczących Rebelii miała na swojej głowie przywódczyni. Tak czy inaczej Levfith sądziła, że Gamorra powinna być jedną z jej priorytetowych spraw.
- Poradziłam sobie z kilkoma problemami w wulkanie. Gorzej wygląda sprawa z lekami i zapleczem medycznym wulkanu. Musimy czekać wiele tygodni na transport leków a ceny u Huttów pomimo współpracy nadal są wygórowane. Nie tak dawno mieliśmy epidemię gamorreańskiej grypy wśród ludzi. Niestety ze względu na późną dostawę lekarstw nie udało nam się uratować dwóch rebeliantów. Reszta wyzdrowiała i powoli powraca do pracy - Kittani nadal była zła na siebie za tak głupią śmierć i stratę dwóch Rebeliantów. Niestety nie mogła niektórych kwestii zmienić i była skazana na osoby spoza planety.
- Gweek równie rzadko się odzywa. Z tego co wiem jednoczy ze sobą kolejne klany na Gamorr - kontakt z klanem Gweeka był zresztą utrudniony ze względów czysto technicznych ale Kittani wierzyła, że knur radzi sobie świetnie.
- Nadal martwi mnie kwestia tego tajemniczego korytarza - spojrzała na niego nieco zmartwionym wzrokiem. Sam wiedział, jakim ogromnym ciężarem była dla niej tajemnica skrywana w zawalonym korytarzu i nie zamierzała tego przed nim ukrywać. - Ludzie nie chcą pracować w pobliżu tego miejsca. Ja z kolei nie chcę wyruszać z wyprawą wiedząc, że nie mamy odpowiednich środków. Dlatego odwlekam to w czasie co nie wpływa dobrze na poczucie bezpieczeństwa rebeliantów wewnątrz wulkanu. Czułabym się bezpieczniej w tych korytarzach z Gweekiem, Nantelem czy Mai'fach. Po prostu... mam złe przeczucia co do tego miejsca.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: P-ń

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez David Turoug » 10 Lip 2019, o 11:13

- Jaina chyba ma sporo na głowie, chociaż to truizm. Zdarza mi się mieć odmienne zdanie od Solo, ale mogłoby się wydawać że znalezienie przyczółku na Gamorr jest dosyć istotnym osiągnięciem, któremu powinno poświęcić więcej uwagi. Nie mniej, na tyle na ile znam przywódczynię, to w ten sposób wyraża aprobatę i zaufanie do ciebie Kittani. Ona w ciebie mocno wierzy i ma świadomość twoich talentów i zdolności, stąd wie, że poradzisz sobie z Gamorr i wszystko tu uporządkujesz, a twoje decyzje będą trafne. - odparł spokojnie Stardust, jednocześnie nie chcąc zabrzmieć jak podstarzały mistrz Jedi - Jeżeli chodzi o moje zdanie, to jest niezmienne i jestem pewien, że nikt nie poradziłby sobie lepiej od twojej osoby na tej planecie.
- Beeep bip bop? - wtrącił R9.
- "Hope" idź zobacz czy cię nie ma w maszynowni. - droid po kilku dźwiękach sugerujących niezadowolenie opuścił pomieszczenie, a Levfith mogła spokojnie porozmawiać z Bezimiennym. Michael choć specjalnie nie chciał sondować aury kobiety, czuł iż nie wszystko jest w porządku i pewne rozterki targają jego rozmówczynią. Paradoksalnie jej obawy nie świadczyły o słabości brunetki, ale o świadomości i skali problemów.
- Kittani twoje relacje z Besadji, jak na Huttów są bliskie, ale... Nie zrozumie mnie źle, ślimaki zawsze grają tak by ich interesy były na wierzchu. Sojusze z huttyjskimi kartelami są śliskie i niepewne. Nie mniej wierzę, że jesteś pod tym względem czujna jak ważka z Naboo. - Michael nie chciał by Levfith odebrała go jako ostateczną wyrocznię, choć uznał iż może zasugerować swoje uwagi względem Beji, bez względu na to jaki bliskie relacje łączyły przywódców - Hmm co do zapasów i zaopatrzenia. "Hope" streścił ci moje ostatnie przygody i jak się potocznie mówi szczęście mi nie sprzyjało. Steven McManaman u którego gościłem, niestety na chwilę obecną nie mógł złożyć żadnych konkretnych deklaracji, a co dopiero wymiernego wsparcia w postaci towarów. Wydaje mi się, że ostatnio ma problem z Chissami, którzy chcieliby pozostać neutralni, ale chyba bliżej im do Imperium. Na szczęście kilka "rodzin" wspiera jego rebeliancką komórkę. Gdy sytuacja się ustabilizuje jeszcze raz złożę wizytę Stevenowi. Sam poza wrakiem YT-2000 miałem na pokładzie trochę sprzętu, kilkanaście ton ciekłego paliwa i whisky. Od biedy to ostatnie może służyć za środek dezynfekujący.
Stardust wyczuwając zmartwienie Kitty, nie chciał by ich rozmowa oparta była tylko o wyliczaniu problemów, dlatego pozwolił sobie na drobne, żartobliwe uwagi. Niestety widocznie nie wychodziło mu to najlepiej, a on sam podświadomie odczuwał skutki uderzenia głową o kokpit statku. Ostatecznie nie miał zamiaru dłużej wylegiwać się w łóżku, pionizując swoją pozycję.
- Dużo bierzesz na swoje barki, przez co każde niepowodzenie traktujesz bardzo osobiście. Patrząc z zewnątrz, należy docenić że nie dopuściłaś do rozprzestrzenienia się zjadliwego wirusa, a wtedy ofiar byłoby zapewne więcej. Nie wszystkiemu możesz zaradzić Kittani. Wiem, że robisz wszystko by zarówno baza rebeliancka jak i cała sytuacja na Gamorr rozwijała się pozytywnie. Jesteś zmęczona i potrzebujesz odpoczynku. Gweek sobie poradzi, chyba najlepiej będzie by Gamorreanie dogadali się we własnym gronie. - kontynuował Bezimienny patrząc w smutne ozy dziewczyny i na chwilę dotknął jej dłoni przesyłając jej pozytywną aurę - Jeżeli pozwolisz i nie masz nic przeciwko żebym tutaj chwilę został, to tunel biorę na siebie. Muszę znowu się tam rozejrzeć, powoli będziemy penetrowali te korytarze aż do wykluczenia zagrożenia. Pracownicy wejdą tam jak będzie bezpiecznie, byle tylko stawiali za mną wsporniki. Hmm myślę, że już za dużo o tych zmartwieniach, zgłodniałem.
Michael uśmiechnął się do dziewczyny, nie przestając wzmacniać mentalnie jej aury. Przed opuszczeniem ambulatorium na pewno chciał skorzystać z odświeżacza, coś zjeść i odnaleźć swój pas ekwipunkowy przy którym miał blaster i miecz świetlny.
- Wybacz jeszcze jedno głupie pytanie, ale gdzie moje zabawki? - dodał Bezimienny, mając nadzieję na rozluźnienie atmosfery.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5107
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Kittani Levfith » 26 Lip 2019, o 15:13

- Zapewne tak jest... chociaż większe zainteresowanie ze strony Jainy miałoby pozytywny wpływ nie tylko na moje morale, ale całego wulkanu - Kittani odparła spoglądając na szafkę z lekarstwami przy pobliskiej ścianie i rozważając słowa Stardusta. Z jednej strony faktycznie był to wyraz uznania i ogromnego zaufania dla jej osoby, z drugiej strony... czasami wydawało jej się, że Solo nie poświęca Gamorrze tyle uwagi, ile powinna. Każdy w Rebelii miał jakieś zmartwienia i sprawy, które zajmowały większość ich czasu. Najlepszym rozwiązaniem teraz było przyjęcie postawy podobnej do Michaela i spojrzenie na to jako na ogromny kredyt zaufania ze strony przywódczyni.
- Wiem doskonale, jak działają Huttowie ale dopóki nas wspierają w stopniu przewyższającym możliwości Rebelii musimy z nimi współpracować. Spośród wszystkich Huttów tylko Beji wydaje się być naszym sprzymierzeńcem, chociaż zapewne ma w tym jakiś własny interes - Kittani nie była pewna czy Stardust zdawał sobie sprawę z jej przeszłości i życia przez wstąpieniem w szeregi Rebelii, chociaż chwilowo nie chciała przywoływać tych wspomnień i zanudzać go swoją ckliwą historią.
- Wiem, że nie zbawię całego wszechświata i nie uratuję każdego istnienia - wzruszyła ramionami nieco bezradnie - ale czuję się za nich wszystkich odpowiedzialna. Gweek sobie z pewnością poradzi ze sprzyjającą mu Mocą chociaż obawiam się, co na to reszta Gamorrean. Jego klan wie, że jesteśmy sprzymierzeńcami i nie zajmujemy niczego poza wulkanem oraz miastem ale co z jego licznymi wrogami? Najprawdopodobniej uznają nas za kolejną siłę, która próbuje przejąć planetę podobnie jak Huttowie czy wpływy Imperium. Mogą zrzucić na nas wszystkie swoje cierpienia i zarazę rakghuli na Gamorrze a stąd już o krok do wojny o miasto i wulkan. To zresztą całkiem prawdopodobny scenariusz. Mam nadzieję, że charyzma Gweeka i jego silni wojownicy poradzą sobie z tym problemem - uśmiechnęła się delikatnie wiedząc, że mężczyzna próbuje ją pocieszyć i dodać jej otuchy.
- Naprawdę chcesz iść tam sam? - zapytała przyglądając mu się uważnie. - Tylko ja znam dokładną drogę i sposób na otwarcie drzwi prowadzących do tajemniczego korytarza. Bardziej myślałam o zorganizowaniu kilkuosobowej wyprawy. - wstała widząc jego poczynania i skierowała się ku wyjściu z ambolatorium.
- Ja je zabrałam - odparła szybko - Nie żebym nie ufała własnym ludziom ale... ciekawość popycha do rożnych głupstw. Jeszcze tego brakuje, żeby ktoś przemierzał wulkan z cudzym mieczem świetlnym - uśmiechnęła się na samą myśl - Xantee zaniósł go do centrali. Miał też sprawdzić, czy nie został w jakiś sposób uszkodzony. Najlepiej byłoby pójść ze mną teraz do centrali i odebrać go osobiście wraz z pozostałymi rzeczami.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 338
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: P-ń

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez David Turoug » 1 Sie 2019, o 22:59

Stardust rozumiał Kittani i zdawał sobie sprawę, że nieco większe zaangażowanie ze strony przywódczyni Rebelii byłoby jak ożywcza morska bryza. Nie mniej Bezimienny wiedział także ile ma na głowie Solo. W związku z powyższym brunetka dość ciepło wypowiadała się o bliższej współpracy z Huttami, a konkretnie z Beji. Tutaj rozmówcy wspólnie doszli do wniosku, iż przedstawicielka rasy "ślimaków" ma w tym jakiś interes, ale na razie go nie ujawniała.
- Jeżeli Gweek będzie działał tak prężnie jak dotychczas zjednoczy większość klanów, które będą żyły z nami w symbiozie. Koniec końców to ich planeta, a my jesteśmy tutaj gośćmi. Dopóki nie damy im powodów, to liczę, iż zachowają wobec tutejszej komórki przynajmniej życzliwą neutralność. - Michael przerwał na chwile Kitty, gdyż ta nie ukrywała swoich obaw. Sam był zdania, że Gamorreanie nie są na ten moment najpoważniejszym problemem, a przy sprzyjających warunkach mogli w ogóle takowym nie być.
Dalsza część rozmowy dotyczyła właśnie podziemnych tuneli. Stardust zganił się w myślach, że pozwolił sobie na zbyt dużo kładąc dłoń na rękę dziewczyny. Szczęście w nieszczęściu ta jedynie wstała, nie wymierzając mu na przykład policzka. Jedi wyczuł też zmianę w aurze rozmówczyni, Kittani na tą chwilę nie była zainteresowana zmianą ich stosunków na bliższe. Do Bezimiennego po paru sekundach doszło jak idiotycznie musiało to wyglądać. Przed paroma tygodniami odlatuje nie wiadomo dokąd, by wrócić, awaryjnie lądując na Gamorr i od razu zdradzać swoje jakby nie było ciepłe uczucia do przywódczyni. Kittani zapewne dostrzegła zakłopotanie na jego twarzy, choć było ono dostrzegalne najwyżej ułamek sekundy.
- To znaczy... Sam chcę dokonać oględzin wejścia do tych niezbadanych tuneli. Ostatnio doświadczyłem czegoś w rodzaju retrospekcji, choć widziałem sceny, których nie byłem świadkiem. Wolałbym nie nudzić cię bełkotem o technikach Jedi, ale chciałbym tam pomedytować, zanim ktokolwiek wyruszy na wyprawę w głąb otchłani. - odpowiedział Michael, mając nadzieję, iż jego ton brzmiał naturalnie - Dziękuję, że zaopiekowałaś się moimi rzeczami, postąpiłaś słusznie. Nie wątpię w uczciwość Rebeliantów, jednak jak sama zwróciłaś uwagę, przez ciekawość też można zrobić krzywdę. Skorzystam z odświeżacza i możemy ruszać po klamoty.
Michael rozluźnił się widząc na twarzy Levfith uśmiech, chwilę później skorzystał z prysznica, ogarniając swój wygląd. Nawet ból głowy wydawał się mniejszy, jednak wolał unikać gwałtownych ruchów. Nie zdziwiłby się gdyby miał lekki wstrząs mózgu, nie było mimo to czasu by się nad sobą rozczulać.
- To jak? Idziemy? Prowadź Kittani.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5107
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez Mistrz Gry » 16 Wrz 2019, o 19:09

*** Po przygotowaniach do zejścia do tunelu ***

Grupa zwiadowcza na czele z prawdziwym jedi, miała właśnie ruszyć tunelami ku nieznanemu. Kittani mijając ponownie zakurzone znajome miejsca nie czuła takiej presji i strachu, jak uprzednio, kiedy znalazła się tutaj przez przypadek. Obecność Stardusta musiała być powodem ogólnej pewności całej grupy. Jeśli legendarna Moc miała być z nimi, to co mogło by pójść nie tak?
Pomarańczowo brązowe matowe skały usiane były gęsto pyłem, tak jak uprzednio. Kierowali się tak w milczeniu, aż dotarli do drzwi skąd dobiegały niepokojące odgłosy, co nie pozwalały spać co poniektórym rebeliantom. Bezimienny spróbował ruszyć drzwi, ale nie dało rady. Zbliżył się by ocenić sytuację po drugiej stronie. Czuć było przeciąg i wilgoć i brak oznak rozumnego życia. Nie było wspomnianej przez Kittani jaszczura.
Miecz świetlny szybko rozpłatał żelazną blokadę. Na samym metalu nie dało się dostrzec żadnych symboli, materiał był starty siłą czasu. Z coraz niżej schodzącego tunelu czuć było wilgotny zaduszny zapach siarki i grzybów. Cisza byłaby nieprzenikniona, gdyby nie jakieś kapanie z oddali ciemności. Bezimienny korzystając z dostępnego światła dostrzegł też, że skała wgłąb staje się coraz mniej pomarańczowa, a bardziej obrośnięta w mech, ziemista. Przeciąg wciąż był obecny. O ile sam tunel mógł wyglądać przerażająco i działać na wyobraźnie, gdyby to połączyć z opisami odgłosów, słyszanych przez rebeliantów, o tyle jedi czuł, że Moc milczy. W środku nie było zła, czy bezpośredniego zagrożenia, ale bardziej... pustka.

Ogarnijcie swoją grupę i ekwipunek. Kto dokładnie idzie i z czym. To ważne.

Nie musi być zamaszyście długo. Byle szybciej.
Elementy dotyczące Gamorr, czyli rozmowy z Guttorem, decyzjami Gweeka, rozwój Wulkanu, dorzucę Kittani, o ile zobaczę, że ten wątek wraca do życia.

Witam na początku tunelu kopalni.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6630
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] Gdzie dwóch się bije...

Postprzez David Turoug » Wczoraj, o 12:46

Przygotowania do zejścia w otchłanie Wulkanu trwały kilka dni. Stardust w międzyczasie doszedł do siebie po mocno awaryjnym lądowaniu, wybrał się też na kilka samotnych wycieczek wokół bazy Rebeliantów, a także odwiedził ogólnodostępne obszary podziemi. Dotarł między innymi do miejsca, gdzie doznał wizji, w której Hutt Urpa skazał na śmierć Cada. Tym jednak razem Moc nie przyniosła mu nawet krótkiego sygnału. Jakby tamte wydarzenia, po uporaniu się z potworem ciemnej strony, przeszły na dobre do historii. Oczywiście Bezimienny wiedział, że w umysłach kilku osób, w tym Kittani, wspomnienia z tamtych dni pozostaną na zawsze.
Sam Michael w przerwie od spacerów, rozmawiał z mieszkańcami bazy, jednak nie dowiedział się zbyt wiele o tym co może go czekać na niższych poziomach za ciężkimi, durastalowymi drzwiami. Zastanawiający był tylko fakt, iż prawie w każdej opowieści pojawiał się motyw charakterystycznego "dudnienia". Niektórzy z obawą wskazywali na jakąś metafizyczną siłę, niechętnie nawiązując do kolejnej emanacji mroku. Stardust skłaniał się ku teorii, że gdzieś tam na dole, pod wpływem działania rebelianckich techników, ponownie w ruch zostały wprawione antyczne maszyny, których echo było szczególnie wyraźne w nocy, gdy praca w wulkanie zamierała.

***


Bezimienny przed wyprawą zapewnił, iż każdy kto choć tylko poczuje się gorzej lub niepewnie będzie mógł swobodnie wrócić na wyższe poziomy. Nie miał zamiaru szafować niczyim życiem, szczególnie po wydarzeniach sprzed ostatnich tygodni. Pamiętając, iż na dole znajduje się jakiś gatunek grzybów, polecił każdemu wydać maskę gazową z odpowiednimi filtrami. Sam mógł posłużyć się Mocą, by chroniła go przed trującymi czynnikami, nie mniej wolał być przygotowany na każdą ewentualność. Za każdym razem gdy sondował tamte otchłanie dotykała go dziwna pustka. Efekt nieco przypominał obecność isalamirów, dlatego też sam także wyposażył się w stosowny ekwipunek.
W końcu grupa ruszyła przed siebie, pokonując sforsowane przez Michael wrota. Jedi opierał swe postrzeganie na Mocy, gdyż mrok korytarza nie pozwalał na głębsze obserwacje wzrokiem. Kilku z członków wyprawy miało noktowizory co ułatwiało penetrację pieczary ziemisto-pomarańczowej pieczary.
Po przejściu kilkudziesięciu metrów Bezimienny zatrzymał się, by głębiej sięgnąć po Moc. Mistyczna energia była niezakłócona i swobodnie przechodziła przez mężczyznę, nie wskazywała na obecność istot inteligentnych. Co więcej na tą chwilę brak było jakichkolwiek oznak ciężkiego, charakterystycznego mroku, jaki odczuwalny był, gdy na Gamorr przebywała Mirax. Jednakże w tej cichej pustce było coś niepokojącego i tylko gliniaste ściany jaskini oraz mech zdawały nie przejmować się ową nicością, dopasowując swoje istnienie do otoczenia.
- Coś nie tak? - ciszę oraz postój Stardusta przerwał Fer Lancoll. Doświadczony rebeliant odznaczył się wielkim męstwem w bitwie o Nielegalne Miasto, nigdy nie stronił od ryzyka oraz nie rozstawał się ze zmodyfikowanym karabinem blasterowym E-11.
- Nic, poza dziwnym nic... - odparł nieskładanie Stardust, zdając sobie sprawę że mogło zabrzmieć to idiotycznie - Jak wyglądają odczyty ze składu atmosfery?
- Zdatna dla organizmów tlenowych. Im głębiej idziemy, tym wyższa wilgotność, cyrkulacja na poziomie dobrym. Na razie nieznacznie podwyższony poziom argonu. - zameldowała niebieskoskóra Shani Dao, która przyłączyła się do Rebelii kilka tygodni przed kampanią na Gamorr. Była uzdolnioną biochemiczką z technicznymi inklinacjami, na dodatek skutecznie posługiwała się bronią krótką. Nie można było także nie docenić jej ponadprzeciętnej urody - Gdy tylko odnotuję coś niepokojącego dam znać, chociaż nie wiem czy aparatura wygra wyścig z twoimi zmysłami Jedi.
- No dobrze, ruszamy dalej. Przypominam tylko, że jeśli tylko zarządzę odwrót, wszyscy bez wyjątku wycofują się. - odparł spokojnie Stardust, podkreślając ostatni zdanie, które wypowiedział w kierunku Levfith, choć dla rozluźnienia atmosfery wtrącił nieco humoru - Ostatecznie zgodziliście się na moją tymczasową dyktaturę, podczas podziemnej wycieczki, nieprawdaż Kittani?

Wyprawa - myślę że 10-12 osób, w końcu nie można osłabiać zbytnio działalności Wulkanu, chyba że Kitty ma inne spostrzeżenia, to ja się dostosuję.
Michael Stardust - ekwipunek standardowy, założony lekki pancerz, oprócz miecza, blaster typu hold-out, pas ekwipunkowy (stymulanty, medpak), na pasie maska gazowa z filtrem.
Fer Lancoll (człowiek) - łysy, rosły i silny rebeliant, wyposażony w karabin blasterowy, pas ekwipunkowy, średni pancerz, sporo zapasowych ogniw energetycznych, grant odłamkowy, gazowy.
Shani Dao (twi'lek) - niebieskoskóra, ładna pani biochemik. Wyposażona w aparaturę do badania składu atmosfery, gleby i flory. Blaster typu hold-out, pas ekwipunkowy.

Poza nimi na pewno z dwie osoby z noktowizorami, jakiś medyk i paru ogólnie uzdolnionych Rebeliantów. Może Kitty chce kogoś z ekipy od Beji Besadi którym przewodzi Tarrev.
Na wyposażeniu:
* ogniwa neonowe (do oświetlania)
* folie NRC
* każdy uczestnik wyprawy posiada broń (krótkodystansowa lub biała)
* komunikatory + urządzenia namierzające
* sterylne pakiety do zabezpieczania śladów biologicznych, osmologicznych

Liczę że Kitty doda to o czym zapomniałem ;)
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5107
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25


Wróć do Przestrzeń Huttów

cron