Content

Przestrzeń Huttów

[Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Image

[Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Mistrz Gry » 29 Mar 2018, o 17:06

Sakan Yato dopiero kilka dni temu opuścił więzienie, a już trafił na planetę znaną z działań przestępczych. Rządzone przez Huttów Nar Shadda było jednak miejscem, w którym nie trzeba było ukrywać swojej opinii o Imperium. Nie ono bowiem stanowiło tu prawo.
Obecnie Kalmarianin spędzał czas w kantynie, siedząc przy stoliku wraz z kilkunastoma dżentelistotami, które zainteresował swoimi opowieściami. W zamian za stałe dostawy alkoholu, mówił o wojnie. O wojnie z Imperium.
A opowiadać umiał. Nie bez powodu znalazł kiedyś pracę jako wykładowca. Opowiadał o zwycięstwach "Uzusi" i o wojnie Mandalorian z Imperium. O wygranych walkach z przeważającymi siłami. I mówił szczerze. Nie miał potrzeby koloryzować tych i tak już barwnych historii, więc przekazywał po prostu fakty.
Nie dziwne było więc, że choć większość jego widowni była tu po to by słuchać o porażkach Imperium, co dawało im nadzieję, podżegało ducha walki, czy po prostu dawało pewien upust nienawiści do tego rządu, tak część była po prostu zainteresowana historią. Głównie jego opisami okrętów i taktyk.
Szczególnie interesujący był pewien człowiek, który pytał głównie o jego udział w opowiadanych historiach. Miał na oko coś koło 40 lat i wyglądał jakby sam też widział już walkę.
- Tak właściwie to jak przeżyłeś wojnę z Imperium, skoro dowodziłeś krążownikiem Mando? - zapytał się gdy tylko Sakan skończył opowiadać kolejną historię.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Rafael Rexwent » 4 Kwi 2018, o 21:02

Opuszczał mury więzienia niemalże bez grosza, wynędzniały i otępiały od stałego aż do bólu harmonogramu dnia. Każdy dzień był taki sam, z czego większość obejmowało po prostu siedzenie w celi oddzielonej od świata energetyczną osłoną. Osłoną pod napięciem warto dodać. Stracił rachubę czasu. Stracił dawny wygląd. Lecz pozostała mu wewnętrzna energia. Taka rozpalająca wnętrzności czystym ogniem, gdy znajdzie się życiową motywację. Niczym ocalały po rozgarnięciu popiołów żar tak Sakanowi na powrót rozbłysła ochota do istnienia. Po prostu do istnienia w świecie, gdzie już nie strażnik decyduje o tym kiedy wstać, ale własna ochota i okoliczności.

Obecnie podjudzał ten żar solidnymi dawkami najpopularniejszego związku chemicznego w Galaktyce. A tych nie szczędzili mu jego obecni słuchacze.

Kolejny łyk dokończył żywot zawartości jeszcze całkiem niedawno pełnej szklanki. Złocista ciecz została bestialsko porwana w czarną otchłań gardła rybowatej istoty, skąd miała już nie wrócić. Owszem, historia zna przypadki dzielnego płynu radośnie wracającego ze straszliwej przygody wraz z nowo odkrytymi przyjaciółmi w postaci papkowatej wydzieliny mogącej stanowić kiedyś kawałek jakiegoś hasającego radośnie po zielonych łąkach Shaaka albo innego Nerfa. Na szczęście staruszek był Zawodowcem przez wielkie Z. Swoje możliwości znał od dawna dlatego wymownym gestem odmówił kolejnej kolejki. Chciał pozostać trzeźwy. Nooo… W miarę trzeźwy.
- Imperium mogło być godnym przeciwnikiem. Bywało nim. Jednakże wszystko niweczy obecna u każdego z nas bestia żądna krwi. - Kończył właśnie jeden ze swoich wywodów, gdzie na prośbę paru z zebranych przybliżył nieco okres szczególnie okrutnych starć w okresie bezpośrednio po przejęciu Coruscant przez wroga Republiki.
- Każdego z nas? - Młodzieniec, jaki siedział blisko Yato niemal od początku jego dzisiejszych opowieści, zdawał się być mocno zdziwiony słowami starszego.
- Każdy, bez wyjątku. Ty, ja, my wszyscy. - Wskazał palcem prawej dłoni wprost na chłopaka, co spowodowało u niego lekkie zmieszanie. Naszła go myśl, czy aby czegoś głupio nie chlapnął i dlatego został „wycelowany”. - Jednakże obecnie, w spokoju, w zacnym towarzystwie siedzimy, pijemy oraz pewnie myślimy co też ten staruch gada. - Sahan lekko zachichotał, co zebrani zbyli uśmiechami politowania albo wręcz rozbawienia. Ale Calamarianin nagle spoważniał i powiódł ślepiami po wszystkich po kolei. A znikły ze złocistych źrenic wszelkie oznaki radości, zastąpione przez morderczą powagę. Zupełnie jakby strofował świeżych majtków.
- Widziałem jak młodsi od ciebie potrafili zarżnąć jeńca wojennego niczym bezbronne zwierzę. Jak potrafili po tym splunąć mu w twarz, zrosić moczem albo wręcz ranić dalej martwe ciało. Do tego prowadzi gromadzona wewnątrz nas nienawiść wobec czegoś, o czym wiemy tylko my. Tam w środku, w głębi serca. - Staruszek umilkł z dłonią przyłożoną do lewej strony wychudłej klatki piersiowej. Na wzmocnienie efektu swych słów. Chociaż to chyba nie było koniecznie sądząc po głuchej ciszy i zmieszanych twarzach wokół.

Sakan sięgnął po odmówiony wcześniej kieliszek.

- Ale widziałem też podane na zgodę ręce imperialnych i republikańskich żołnierzy przy zawieszeniu broni mającym na celu ewakuowanie z pobliskiego miasta mieszkańców. Widziałem wspólnie przeprowadzoną akcję ratunkową podczas katastrofy fregaty medycznej, gdzie obok siebie latały Lambdy i X-wingi. Bez żadnego wystrzału. Bez żadnej wrogości. Byleby ratować cywili, którzy przecież nic złego nie uczynili. Ba, znam paru znamienitych dowódców Imperialnej Marynarki, jacy wiedzieli co to honor. Nowy Ład nie składał się wyłącznie ze złych istot, aczkolwiek to one stoją u władzy. Są idolami dla mrowia im podległych. A natura bytu mówi – naśladuj tego, kogo podziwiasz. Więc naśladują. Lecz wciąż istnieją w Galaktyce ludzie, jacy mogą rzucić temu plugastwu rękawicę. Postawić prawość przeciwko zdradzie. Szczerość przeciwko obłudzie. I za nich wznoszę toast! - Zakończył głośniej po czym jednym duszkiem wychylił całą zawartość naczynia.

Towarzystwo przez chwilę było nieco zdezorientowane, aczkolwiek czy to z przekonania, czy z czystej grzeczności także wypiło swoje trunki. Po czym nieco opustoszało z racji, iż część musiała już iść do swoich – niekoniecznie legalnych – spraw. Ale został ten mężczyzna w sile wieku. To on zapytał go dzisiaj o kilka bitew, które nie były znane szerszemu gronu istot w Galaktyce. Już sam ten fakt był intrygujący. A jeszcze bardziej intrygujące było to, że słuchacz nie speszył się zbytnio końcowym wywodem Calamarianina. Yato mlasnął.
- A z kim mam przyjemność? Chodzi mi o to, że skoro jesteśmy w tak hmm… kameralnym gronie, to zwracając się do pana po imieniu mógłbym się bardziej skupić przy odpowiedzi na pańskie pytanie. - Logika rozumowania Sakana była jaka była więc mężczyzna mógł się albo dostosować albo brnąć w zaparte bez zważania na preferencje staruszka. Tylko czy wtedy ten będzie chętny do odpowiedzenia na pytanie?
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 287
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Mistrz Gry » 7 Kwi 2018, o 19:17

-Craig Nixon. Pytam się głównie dlatego, że mogę mieć dla ciebie interesującą propozycję. Nie brakuje ci może już służby we flocie? - zapytał się człowiek, jednak nie dał Sakanowi czasu na odpowiedź - Szukam bowiem pierwszego oficera. Kogoś z doświadczeniem. Co prawda pozycja jest tylko tymczasowa, bo osoba która dotąd ją zajmowała powinna wrócić za kilka miesięcy, jednak jeśli rzeczywiście jesteś tak dobry jak mówisz, to możesz to traktować jako okres próbny. To co, zainteresowany?
Spośród jeszcze kilku pozostałych osób, większość odeszła gdy Craig przeszedł do oferty pracy. Najwyraźniej uznali, że to wasza sprawa. Dwóch jednak pozostało - inny człowiek i Nitko. Siedzieli jednak bez słowa.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Rafael Rexwent » 10 Kwi 2018, o 20:54

Sakan tylko powoli acz nieustannie kiwał głową podczas gdy rozmówca wypluwał z siebie kolejne zdania. W tej chwili zadowolił się rolą biernego słuchacza, a że mężczyźnie to w żadnym stopniu nie przeszkadzało to obydwoje znaleźli nić porozumienia - Craig mówił, Yato słuchał. Utworzyli tak perfekcyjny kanał transmisyjny typu półdupleks. Teoretycznie gorszy, dawno wyparty, a jednak wybornie sprawdzający się w rozmowach. Bo nikt chyba nie lubi jak się mu wpada w słowo.

Nixon skończył nadawanie fal akustycznych i zwolnił łącze lecz Sakanowi nigdzie się nie śpieszyło. Siedział jeszcze przez chwilę zamyślony wodząc rybim palcem po blacie fantazyjne wzory. Rozważał każde słowo mężczyzny, by określić jego ważność. Teoretycznie najważniejsze powinno dla niego być, że ma szansę na powrót do dawnego, pełnego przygód życia. Do tego równie istotny był fakt, iż robota byłaby na określony czas. Ale Sakana to nie obchodziło tak bardzo jak coś innego. Coś co właśnie zaprzątało jego pooraną już zmarszczkami głowę.

- Okręt... - Wychrypiał cicho, a widząc że nie zabrzmiało to wystarczająco zrozumiale głośno chrząknął. - Służba na jakiej jednostce wchodzi w grę? - Teraz Calamarianin przemówił już w pełni słyszalnym tonem.
- Typ i nazwa. - Doprecyzował o jakie informacje mu chodzi i oparł się o krzesło.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 287
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Mistrz Gry » 12 Kwi 2018, o 20:15

- Okręt nazywa się Constellis i jest to fregata klasy Sacheen. Kapitanem jednostki jest Jason DeYonker. Jest to także człowiek z doświadczeniem i jestem prawie pewien, że się dogadacie. Żebyś jednak wiedział w co się pakujesz, zwykle służba sprowadza się do eskorty transportwców, które przewożą coś o szczególnie dużej wartości, kiedy spodziewa się problemów po drodze. Czasami jednak zdarzają się inne zadania. Z tych bardziej wyjątkowych, zdarzają się rajdy na różne placówki. A i zanim zapytasz dlaczego chcę przyjąć osobę poznaną w barze na pierwszego oficera na okręcie, to powód jest dość prosty. Znam cię nie tylko z baru. Ni balyc ru'akaanir o'r te akaan. - powiedział w Mando'a. Sakan dawno nie korzystał z tego języka, więc chwilę mu zajęło, zanim zrozumiał co człowiek powiedział. "Ja też walczyłem w tej wojnie".
Kiedy Craig zaczął mówić w języku Mandalorian, Sakan zauważył także coś innego: w innej części kantyny pewien Pantoran obrócił się w ich stronę i z zainteresowaniem przyglądał się im.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Rafael Rexwent » 19 Kwi 2018, o 17:39

Imię kapitana zupełnie nic mu nie mówiło. W sumie nic dziwnego, bo identyczny problem miał z wydarzeniami z ostatniej dekady. Co prawda parę razy ktoś życzliwy obdarzył go na jakiś czas datapadem z dostępem do - cenzurowanego, ale darowanemu koniu... - holonetu, a wtedy staruszek sprawnie wyszukiwał to co go zainteresowało. Wszelkie informacje o polowaniach, łowcach nagród, nominacjach urzędników i wiele, wiele innych artykułów pomijał chociaż zasadniczo w nich mógł upatrywać jakieś wizji swej przyszłości. Przecież obecnie był bez jakiegokolwiek źródła utrzymania oprócz opowieści. A te kiedyś się znudzą i pozostanie podjąć poważniejsze działania. Więc tak właściwie Craig spadł mu jak z nieba. Albo nie tyle Craig co Constellis.
Mężczyzna mówił już dłuższą chwilę o dosyć oczywistych rzeczach. Może Sakan przesiedział dwanaście lat odcięty od świata lecz doskonale wiedział jedno - obecnie wojny nie ma. Imperium wybudowało bastion ładu i pokoju. Może te fundamenty zaczynają powoli murszeć jednakże do kolejnych zwad wielkich frakcji jeszcze daleko. Zostaje tylko walka z piratami. Albo spokojna żegluga kosmiczna.

W pewnym momencie Yato poczuł uderzenie gorąca. Przecież... Przecież tego języka nie słyszał od tylu lat. Mowy szlachetnych wojowników jaka była jednym z ostatnich wspomnień sprzed feralnego lotu. Pamiętał słowo w słowo ostatnią wiadomość. Przeniesienie na najnowocześniejszy model mandaloriańskiego ciężkiego krążownika. Piękna jednostka na którą nigdy nie dotarł. Nie był już uczestnikiem dalszych wydarzeń tej wojny. Nie był nawet ich świadkiem. Zamknięty w betonowej klatce nie mógł zrobić nic by zatrzymać zagładę "Mandalora". Nic by zatrzymać Gwiezdne Niszczyciele nad planetą jaka przyjęła wygnanych Taungów.

- Zbyt wcześnie opuściłem tę wojnę. - Mruknął smutno czując wzbierającą się w gardle gulę. Nadal pamiętał pierwszy dzień po wyjściu gdy dowiedział się o tragicznym końcu Mandalorian.
- Mogłem nie zgodzić się na wojskowy transport. - Dodał po chwili lekko zwieszając wzrok jakby próbował się usprawiedliwiać przed Craigiem. - Moja załoga chciała mnie zabrać starą "tysiąc trzysetką". Trasą dłuższą acz bezpieczniejszą. Może oni coś przeczuwali. Chcieli mnie ochronić, a ja nie posłuchałem. A Imperium to wykorzystało. - Podniósł wzrok i utkwił swój wzrok wprost w Craigu. - Tak przeżyłem wojnę. Jako jeniec. - Yato wypuścił powietrzne z ust po czym blado się uśmiechnął. W wyłupiastych oczach na nowo pojawił się ten zawadiacki błysk.
- Ale teraz... Jestem znów wolny.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 287
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Mistrz Gry » 23 Kwi 2018, o 00:35

- Imperium nigdy nie miało honoru. Być może jeszcze będziesz miał okazję im się za to odpłacić. Ponoć grupy buntowników się niedawno zaczęły zbierać. Może im się uda tam, gdzie my polegliśmy. Ja sam przeżyłem dzięki temu, że po zestrzeleniu mojego myśliwca nie zdołałem opuścić planety na której się rozbiłem zanim wojna się skończyła. - westchnął - szczęście w nieszczęściu, jak to mówią. No, ale wkrótce już kończy się mój czas wolny. Jeśli dalej chcesz tę robotę, to statek obecnie jest na Nal Hutta. Dokładniejsze informacje znajdziesz na datapadzie.
Craig kiwnął głową w stronę Nikto, a ten wyjął niewielkie urządzenie na stole. Już wtedy Sakan zauważył, że wyświetlone na nim są informacje o okręcie.
- Masz tam też bilet na statek lecący na planetę.

- Ret'urcye mhi - pożegnał się człowiek i wraz z Nitko udał się w swoją stronę. Zostawiając Sakana i jeszcze jedną osobę przy stole.

Na datapadzie, poza wspomnianymi danymi techniczymi okrętu, była także informacja o miejscu w którym się znajdował - lądowisko 420 w porcie Jiguuna - a także oczywiście cyfrowy bilet na niezbyt melodyjnie nazwany statek transportowy HT-121, który odlatywał za ok. 10 godzin. Dodatkowo znalazł się tam dane do konta, na którym było 300 kredytów. Notatka przy nim mówiła "na wydatki do momentu przybycia na Constellis".

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Rafael Rexwent » 20 Maj 2018, o 02:09

Cóż, Sakan mógł zapewne jeszcze nieco pogawędzić jednakże wziął na wstrzymanie się głównie z dwóch powodów – po pierwsze rozmówca się trochę śpieszył i nie wypadało zabierać mu czasu jaki zapewne planował przeznaczyć na odpoczynek. Po drugie zaś – Yato pragnął jak najszybciej przejrzeć datapad. Dlatego też za cenę ostatnich oszczędności zajął jeden z pokoi nad kantyną. Ot, standardowa namiastka hotelu, której głównym plusem jest fakt względnie łatwego dotarcia nawet po pijanemu. No i rzecz jasna ceny są bardziej atrakcyjne dla kieszeni. Jednakże to nie noclegownia więc sen kosztuje. Stary Calamarianin mógł sobie pozwolić na jedną, może dwie noce. Dalsze próby przespania „na dziko” groziły obiciem rybiej facjaty o ulicę Nar Shaddaa.

Wystarczył rzut oka na datapad by okazało się, że majątek Sakana uległ kilkukrotnemu zwiększeniu. Dla wpływowego właściciela filii transportowej albo przestępczego bossa trzysta kredytów było sumą praktycznie nic nie znaczącą. Ot, starczającą na waciki do czyszczenia uszu ulubionego Rancora. Ale dla Yato trzy setki kredytów były bogactwem jakiego nie widział od wielu lat. Nie żeby uważał pieniądz za najważniejszą rzecz w życiu, jednakże po okresie gdzie jesteś komuś całkowicie podporządkowany, posiadanie czegoś własnego jest bardzo miłą rzeczą.
Lecz pal licho konto i kredyty. Miał okazję wpakować się ponownie na okręt wojenny! I to nie jako zbędny balans ale pełnoprawny pierwszy oficer. Prawdziwy łut szczęścia.

Staruszek się podekscytował, w zamyśleniu usiadł na łóżku w swoim pokoiku. Tak usilnie rozmyślał nad tym jaka będzie Sacheen, że nawet nie spojrzał na datapad. Cóż, czego nie powie wyświetlacz dopisze wyobraźnia. No i Sakan sobie wyobrażał potencjalne rozstawienia i konfiguracje dział, możliwe do zastosowania generatory osłon, korzyści oraz wady płynące z konkretnego wyposażenia. Siedział i myślał. Potem leżał i myślał. Aż w końcu leżał i chrapał.


Wstawaj. Nie wypada się spóźniać na pierwsze spotkanie.


Nawet nie poczuł kiedy usnął. W sumie to już nie pierwszy raz. Spojrzał na rękę by zorientować się która godzina. Bezskutecznie. Nieco trudno sprawdza się porę dnia bez chronometra. Aczkolwiek szósty zmysł (oraz ten dziwny głos, który go obudził) podpowiadał mu, że jeśli się nie pośpieszy to odleci mu transport. A wtedy oferta służby odpłynie w dal poza zasięg rybich rąk Sakana i pozostanie mu tylko plucie w brodę. Niedoczekanie!
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 287
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Mistrz Gry » 27 Maj 2018, o 20:25

Sakan szedł jak najszybciej mógł przy swoim wieku, jednak szybko zorientował się że nie jest to najlepsze rozwiązanie - a przynajmniej nie na Nar Shadda. Na szczęście istniały lepsze sposoby.
Kalmarianin miał szczęście i udało mu się szybko znaleźć taksówkę. Kierowany przez droida pojazd mógł pozwolić mu dostać się do celu w kilka, a nie kilkadziesiąt minut. Po poinformowaniu go o celu podróży i uiszczeniu opłaty (oczywiście z góry, bo po tutejszej klienteli można się jednak spodziewać próby unikania płatności...) Sakan był w drodze do portu kosmicznego z którego miał odlecieć jego transport.
Zdołał też wtedy poznać obecną godzinę i to zdecydowanie nie pomogło. Miał mniej niż 10 minut...
6 z nich (a także 9 kredytów) zabrał mu transport. Musiał więc teraz naprawdę się śpieszyć.
Kolejną minutę zabrało tylko zlokalizowanie doku na planie budynku.
Udało mu się tam dobiec w ciągu 2 standardowych minut.
Pokazują droidowi przy wejściu (które właśnie miało się zamykać) zapisany na datapadzie bilet czuł, że jednak ma szczęście. Gdyby spał jeszcze tylko minutę dłużej - nie zdążył by.
Sam statek na który trafił to średniej wielkości statek pasażerski. Na oko był przeznaczony do przewożenia co najwyżej 200 osób naraz. A przynajmniej przy tym standardzie wygody jaki panował w środku. Co do niego jednak: także był średni. Fotelom z pewnością daleko było do tych w luksusowych liniowcach, nie wspominając o samym wyglądzie wnętrza. Podróż była jednak dość wygodna, a pasażerowie nie byli specjalnie ściśnięci.
Sam lot trwał kilka godzin. Nar Shadda i Nal Hutta były na tyle blisko, że nie opłacało się używać hipernapędu by to skrócić i na tyle daleko, by nie była ona liczona w minutach (chyba, że się miało najszybszą kupę złomu w galaktyce. Albo po prostu coś szybszego od liniowców).
HT-121 wylądował w końcu w porcie kosmicznym w mieście Jiguuna. Było to duże miasto, które wyraźnie czerpało większość dochodów z przemysłu. Podczas lądowania Sakan zauważył też charakterystyczny element tego miejsca: górujący nad innymi budynkami pałac, który najpewniej należał do jakiegoś Hutta.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Rafael Rexwent » 13 Cze 2018, o 20:08

W końcu! Sakan usiadł na przydzielonym mu miejscu i zaczerpnął głęboki haust powietrza. Niby większą część trasy przebył pojazdem ale jednak przysłowiowa ostatnia prosta wymagała ostrego tempa. I słowo honoru, że staruszek przebierał nogami niczym zawodowy sprinter. No może nie licząc zarzucania na lewą burtę gdy błędnik nie wyrabiał równoważenia ciężaru ciała między zdrową a nadwyrężoną kończyną.

Zaśmiał się cicho. Odkąd sięgał pamięcią podobna przebieżka nie miała miejsca. Ba, w początkowej karierze wojskowej ogólnie mało biegał oprócz paru misji wojskowych na powierzchniach planet. Do tego przez ostatnie lata nie miał żadnej sposobności do aktywności fizycznej i zaraz po opuszczeniu Coruscant czuł się fatalnie. Nic nie wskazywało na to, że zaledwie kilka dni potem będzie hasał po Nar Shaddaa jak szczur womp. A tu wystarczy mała motywacja w postaci szansy powrotu do ulubionego trybu życia i nawet ze staruszka zrobi się olimpijczyka. Pewnie za możliwość dowodzenia Viscountem Calamarianin przebiegłby maraton połączony z triathlonem.

Krzyk małego dziecka tuż obok skutecznie zwrócił uwagę Sakana, który szybko pożałował decyzji o zobaczeniu źródła hałasu. Co prawda niemowlak wyglądał całkiem uroczo ale tego samego w żadnym stopniu nie dało się powiedzieć o jego matce – Askajiance z neonowo różowym irokezem, kolczykiem w nosie i tatuażami na jednej z wywalonych na wierzch piersi. Staruszkiem aż wzdrygnęło gdy matka (prawdopodobnie bowiem taka różnica w urodzie stawiała tę kwestię pod znakiem zapytania) bez ceregieli wepchnęła obwisły cyc w małe usta. Czemu na Nar Shaddaa nie wprowadzono zakazu karmienia piersią w miejscu publicznym? To niepojęte.
- Jak to dobrze, że żadna z okrętów tak nie wygląda. Wszystkie są na swój sposób urocze. - Pomyślał Sakan odwracając wzrok by wpatrzeć się w ścianę. Nie żeby zupełnie negował płeć przeciwną ale jeśli miałby wybierać między uratowaniem przed śmiercią dowolnej kobiety, a ochroną okrętu przed złomowaniem to zapytałby się o możliwość zastrzelenia danej panny, by szybciej upewnić się iż stocznia nie rozpocznie procedur rozbiórkowych.

Działanie Askajianki miało jednak jeden niezaprzeczalnie pozytywny skutek – w przedziale pasażerskim zapadła cisza. Nikt nie rozmawiał, nikt nie glamał, nikt nie gwizdał albo cokolwiek innego. Po prostu wszystkich złączyła chęć utrzymania tej chwili spokoju jak najdłużej. Bo w końcu kiedyś mleko (nawet w sześciu piersiach) się skończy i aria niemowlęcia rozbrzmi na nowo. Calamarianin rozsiadł się na tyle wygodnie na ile pozwalały budżetowe fotele, a wtedy poczuł że coś uwiera go w plecy. Chwilę później siedział już z datapadem, którego zabrał z pokoju hotelowego by następnie o nim całkowicie zapomnieć. Oczy błysnęły z radości, a twarz rozjaśnił szeroki uśmiech. Teraz może się drzeć i setka małych dzieci, jego już to nie obchodzi. Liczy się tylko to co jest zapisane na urządzeniu. Specyfikacja Sacheen.

- Constellis, fregata eskortowa typu Sacheen, historia służby sięga roku… - Calamarianin nagle rozdziawił usta głośno ziewając. Czym na pewno musiał skupić na sobie spojrzenie kilku pasażerów. Zignorował ich zniesmaczone spojrzenia. - Liczba załogi została zredukowaaaa… - Znów niektóre pobliskie istoty przybrały zrażony wyraz twarzy po donośnym ziewnięciu- .. na do sześćdziesięciu ośmiu załogantów. Kajuty zostały przerobione zdalnie ze współczesnymi galaktycznymi standardami. Oprócz tego systeee… - Gdyby jakiś malarz uwieczniłby by moment, który właśnie nastąpił na obrazie to nie byłoby lepszego tytułu by go opisać niż „Trzecie ziewnięcie Sakana”. Tylko ten raczej nie spodobałby się już naprawdę podirytowanym pasażerom jacy mogli teraz dokonywać wewnętrznej rozterki czy gorsze jest drące się dziecko czy jednak starszy rybowaty z niedoborem snu.
- No dobrze, pięć minutek i potem dokończę to czytać. - Mruknął Yato zabezpieczając tablet na szybko włączoną opcją hasła, a do tego chowając go pod ubranie. Niby cywilizowany środek transportu, ale niekoniecznie cywilizowani współpasażerowie. Wystarczyła chwila by Calamarianin zapadł w sen. Bezgłośny co ważne. Wątpliwe czy przy chrapaniu Sakan dożyłby końca podróży nie wywalony w międzyczasie przez śluzę.

Dziękujemy za skorzystanie z usług przewozowych naszej firmy. - Głos droida żegnającego pasażerów wyrwał go ze snu. Yato spojrzał dookoła i spostrzegł, że na pokładzie statku został praktycznie tylko on, a ostatni pasażer przekraczał właśnie próg śluzy.
- Jeszcze ja! - Zawołał szybko zrywając się z siedzenia i upewniając się, że datapad jest dalej na swoim miejscu.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 287
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Nar Shadda] - Czasy, które już nie wrócą

Postprzez Mistrz Gry » 20 Cze 2018, o 13:45

- Dzękujemy za skorzystanie z usług przewozowych naszej firmy. - powiedział mu droid, wyraźnie nie przejmując się tym, że prawie jeden pasażer by został na pokładzie.
Śpiesząc się do wyjścia, Sakan nie zauważył jednak, że nie miał już ze sobą datapada. Zorientował się dopiero gdy zatrzymał się za śluzą… Ale było już za późno. Trap się podniósł i wejście do statku zostało zamknięte. Pozostawało mu więc mieć nadzieję, że trafi on później do jakiegoś biura rzeczy znalezionych.
Na szczęście nie był on mu teraz potrzebny. Bowiem jak tylko opuścił lądowisko zobaczył czekającego na niego człowieka w ciemnoszarym mundurze wyraźnie wzorowanym na tych wojskowych.
- Sakan Yato? – zapytał się kalmarianina i po otrzymaniu potwierdzenia kontynuował – Przepraszam za brak formalności, jednak Constellis już pojutrze ma już stąd wyruszyć i nie było czasu zorganizować żadnego bardziej ceremonialnego powitania nowego pierwszego oficera. Przydzielono mnie by oprowadzić pana po okręcie. Kapitan obecnie jest gdzieś w mieście, więc na razie nie może pan go spotkać.
Sakan poszedł za człowiekiem w stronę lądowiska 420. Przechodzili przez zatłoczone korytarze portu kosmicznego, w których w różne strony przechodziły istoty najróżniejszych gatunków. A trzeba pamiętać, że Jiuuna to głównie miasto przemysłowe, więc większość statków w tutejszym porcie to statki transportowe, przewożące masę ładunku z i do miasta. Większość osób które mijali nie była więc tu w odwiedziny, a tak jak kalmarianin – trafili tutaj z powodu pracy.

W końcu jednak dotarli do wejścia na lądowisko 420. Po tym jak tylko jego przewodnik wpisał kod na panelu przy drzwiach, stanęły one otworem i oczom Sakana ukazała się Constellis w całej swojej chwale.
Przy okręcie było kilkanaście osób z personelu technicznego, które ładowały różne skrzynie na pokład i sprawdzały stan techniczny okrętu. Jednak poza nimi na lądowisku nie było nikogo innego.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Przestrzeń Huttów

cron