Content

Przestrzeń Huttów

[Nar Shadda] - Małe, a cieszy

Image

[Nar Shadda] - Małe, a cieszy

Postprzez Mistrz Gry » 23 Mar 2018, o 15:48

Wątek przenosi się z [Pantora] - Granice

Kontrola lotów na pełnym wywaleniu przyjęła deklarację wylądowania na planecie. Wymiana kilku proceduralnych zdań wiecznie znudzonym głosem zakończyła się szybko z ulgą dla obu stron. Na Nar Shadda panowały zupełnie inne obyczaje niż na światach opanowanych przez Imperium. Swobody były duże, ale oczywiście płatne odpowiednio. Za kredyty można było mieć wszystko. Albo chociaż większość znanych rzeczy. I do tego z reguły nie było żadnych kontroli celnych. W końcu był to legendarny Księżyc Przemytników.

Po wylądowaniu w doku numer 11A cała załoga spotkała się przed rampą statku. Naprzeciw istotom wyszło dwóch Rodian, spokojnie stąpających w ich kierunku. Flatov od razu wziął w swoje ręce uiszczenie opłaty i rozmowę z obcymi. Togg i Cruth wrócili na statek kiwając łbami na pożegnanie do Devaroniana. Mieli opracowaną strategię przez ich szefa. Jeden śpi. Drugi stoi. Ten kto złapie drugiego na spaniu na warcie jest widziany na kamerze statku i potem ma mniejsze udziały w kredytach u Flatova. A mężczyzna obiecał im kilka tysięcy, jako podsumowanie ich owocnej do tej pory współpracy. Sprawę przyjęli całkiem poważnie, na start nawet oboje stali z karabinami w ręku i łypali wzrokiem na lewo i prawo, kogo by tu rozwalić. Houk stał obok Rictusa, który ten z kolei trzymał w woreczku części po Jaigu. Cała ich trójka wymagała wizyty u lekarza na dobry początek.

Felmax wkrótce wrócił do reszty by wziąć pod ramię Pantorankę i ruszyć w swoją stronę
- Jesteśmy na holocomie jakby co Nex - puścił mu oko i ruszył do przodu.

Możesz jeszcze zgwiazdkować wątek z kontynuacją rozmowy z Felmaxem. A w kontynuacji tego wątku poprowadź swoich ludzi po okolicznych atrakcjach lekarzach itp. Masz dużo swobody nim Felmax skończy swoje.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5763
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Małe, a cieszy

Postprzez Nex Zitt » 8 Kwi 2018, o 18:19

Na słowa Felmaxa aż zrobił wielkie oczy. Wiedział oczywiście o handlu przyprawami, ba nawet zdarzało mu się ochraniać konwój, ale nigdy nikt mu nie zdradził o sposobach zapłaty. Ciężko mu było właściwie pojąć, że ten metal był tyle wart.
– Zgaduję, że jeśli płacą sobie tym hiperbarydem, to transport musi być nieźle zabezpieczony. Co do sabotażu, zostaw to mnie. Myślę, że znajdę kogoś odpowiedniego na Nar Shaddaa. Z różnymi typami szło mi współpracować.
Na pytanie o Chaari lekko się zmieszał.
Pantoranka jest... cennym nabytkiem. I jak sam zauważyłeś, jest lojalna. Jej wiedza przyda się, żeby napsuć krwi Imperium.

****

Nex na słowa Flatova skinął tylko głową, po czym Devaronianin oddalił się w swoją stronę razem z Chaari. Mando pozostał zaś jeszcze przez chwilę na płycie lądowiska i wpatrywał się w lecące nad ich głowami pojazdy i piętrzące się budynki. Stał w pełnej zbroi, a przez szyję miał przewieszonego swojego KX-60. Resztę arsenału skrzętnie skrywała czarna peleryna.
Już od długiego czasu nie pojawił się na Księżycu Przemytników, a na dodatek widok Mandalorian nawet w przestrzeni Huttów nie był aż tak częstym zjawiskiem, toteż zrozumiałym było, że komitet powitalny spoglądał nań z żywym zainteresowaniem. Nie wspominając o tym, że tuż obok stał gigantyczny Houk.
– Chodźmy. Trzeba załatwić parę spraw, nim będziemy się mogli rozerwać – rzucił i natychmiast ruszył pewnym krokiem, a płyty beskaru niosły za sobą charakterystyczny chrzęst.
Zaraz potem znaleźli się już w wynajętym śmigaczu. Nex nie lubił latać kabrioletami, bo w jego mniemaniu nie stanowiły najlepszej ochrony. Wolał raczej rzeczy praktyczne niż efektowne, przez co ludzie i nieludzie, z którymi miewał do czynienia, pokpiewali sobie nieco z jego szorstkiego obycia. Nie żeby o to dbał.

Pierwszym celem podróży było oczywiście centrum medyczne. Nie tylko Xeras potrzebował pomocy lekarza. Wszyscy oberwali gdzieś po drodze, a Nex prawie byłby zapomniał, że przecież przed akcją w Scentix Rictus został ostro pokiereszowany. Zręcznie starał się to jednak ukrywać.

Na miejsce dotarli po kilku minutach. Stacja była raczej blisko portu, nawet w sektorze koreliańskim. Jak widać przylatujący często potrzebowali opieki, bo i zwykle byli to spacerzy załatwiający raczej mało bezpieczne interesy. Przychodnia była zresztą pełna wszelkiej maści istot. Sam jej wygląd nie odstawał od pewnych standardów sektora. Była raczej zadbana, ze ścianami bez zacieków i schludnymi salami. W końcu takie zatrzęsienie pacjentów musiało służyć zyskom.
Wewnątrz panował gwar nie mniejszy niż na ulicy. Kakofonia rozmów i mniej zrozumiale artykułowanych dźwięków drażniła uszy. Zitt nie miał najmniejszego zamiaru stać jeszcze w kolejce. Podszedł więc do recepcji i nachylił głowę.
– Ja i moi koledzy potrzebujemy pilnie wejść do gabinetu – zagaił, zdjąwszy hełm, a na ladzie zabrzęczała garść kredytów.
Młoda Devaronianka spojrzała z fascynacją na Mandalorianina, który na domiar sypnął jej groszem.
Doktor Kur'jal was przyjmie – rzekła ściszonym tonem. – Idźcie na lewo i na końcu korytarza tuż za zakrętem będzie gabinet.
– Dzięki, złotko – skinął głową Nex w zawadiackim uśmiechu i razem z kompanami udał się we wskazanym kierunku.
Po drodze mogli odnieść wrażenie, że ktoś usłyszał ich rozmowę i nie był jej wynikiem zbyt zadowolony, jednak mandaloriańska zbroja i ponad dwumetrowy Houk skutecznie uciszały jakiekolwiek próby sprzeciwu.
Pobyt w gabinecie dłużył się Nexowi niemiłosiernie. Sam nie miał jakichś poważniejszych obrażeń, jedynie parę zadrapań. Rany po walce w kryjówce Flatova zdążyły się już zabliźnić, ale na wszelki wypadek dostał jakiś zastrzyk. Rictusa i Xerasa czekały jednak dłuższe zabiegi. Vepsin w wielu miejscach na ciele miał groźnie wyglądające oparzenia, zaś Houk miał oczywiście zmiażdżone ramię. Obydwojgu doktor Kur'jal, będący nieco nadpobudliwym Bithem, przepisał jakieś preparaty i musieli odbyć kąpiel w bakcie. Zalecał też, aby pozostali w szpitalu, ale ostatecznie wszyscy uzgodnili, że Xeras i Rictus będą pojawiać się co kilka dni. Wielkolud dostał też rzecz jasna lepszy opatrunek.

– Dobra, na razie nas poskładali, teraz my poskładajmy Jaiga – powiedział Nex, jak tylko opuścili drzwi przychodni.
Wsiedli już do śmigacza i polecieli poszukać jakiegoś sklepu z częściami. Według danych shadownetu w miarę dobrze zaopatrzony warsztat znajdował się na poziomie położonym na niższych warstwach miasta.


Noce na Nar Shaddaa były może nie tak zjawiskowe jak na Coruscant, ale też miały swój klimat. Jeśli oczywiście potrafiło się docenić żądne portfela spojrzenia szemranych typów w ciemnych zaułkach i obskórnych knajpach. Nex rzecz jasna nigdy nie był na Coruscant, toteż rzeczywistość księżyca po tylu latach wydawała mu się zwyczajna.
Polecieli teraz wzdłuż wielkiego szerokiego wieżowca, pełnego modułów mieszkalnych. Gdzieniegdzie spomiędzy blasku neonowych reklam i błysku przelatujących pojazdów można było dostrzec ciemne sylwetki w przyciemnionych szybach.
Wieżowiec ciągnął się przez dłuższą chwilę, po to by po krótkiej przerwie zaczynał się kolejny. Ale oni mieli skręcić właśnię w tę wąską szczelinę, tak przynajmniej wskazywał GPS. Nex skręcił w niewielką przestrzeń pomiędzy dwoma budynkami i poleciał pod dość ostrym kątem w dół. Im niżej leciał tym mniej pojazdów mijali, a gwar głównych arterii był teraz ledwie cichym szumem w oddali. Nawigacja w tym miejscu mogła sprawiać lekkie kłopoty. Trzeba było uważać by nie rozbić się o wystające ze ścian wąskiego tunelu anteny czy przekaźniki. Światła też było tu niewiele i tylko co jakiś czas przez szybę pojazdu przemykało światło odbijające się w wizjerze Nexa.
Zwolnił teraz, żeby na ostrym zakręcie w lewo nie wpaść na kolejny wieżowiec. Za rogiem do jego uszu doszedł stłumiony dźwięk muzyki. Okolica do której przybyli była diametralnie różna, jakby mini-miasto ukryte w ciemnych zaułkach przed oczyma powierzchni. Tuż obok nich, po lewej stronie znajdowała się niewielka platforma dla śmigaczy, a za nią spory szyld. Z jarzących się przerywanym w nieregularnych odstępach światłem neonowych liter można było odczytać napis Goovo's Spare Parts. Wysiedli z pojazdu i Nex wyraźnie mógł dostrzec, skąd dobiegała muzyka. Niżej, pod platformą znajdowały się migocące feerią barw kluby i bary. Nie były raczej ekskluzywne, lecz wyglądały na takie, gdzie swoje interesy załatwiały jakieś podrzędne szumowiny.

Tymczasem trójka weszła do lokalu. W środku było dość ciemno, tylko na samym końcu, po prawej stronie sklepu błyskało jasne, żółte światło, dzięki czemu wewnątrz było cokolwiek widać. Cały lokal zawalony był różnego rodzaju gratami, droidami i częściami do wszelkiego rodzaju urządzeń. Nie można było powiedzieć, że właściciel dbał o porządek, ale sklep wyglądał na dobrze zaopatrzony. Z końca pomieszczenia dobiegał rzężący odgłos starej spawarki.
– Hehe, zapraszam, zapraszam – ozwał się głos ze źródła światła.
Za ladą zawaloną jakimiś trybami i rurkami siedział na krześle stary Togorianin. Zamiast jednego oka miał jakąś błyszczącą bordową kulę, zaś na głowie obręcz do której przymocowany był wizjer co i rusz przybliżający i oddalający się od cybernetycznej gałki ocznej. Zauważywszy klientów, wstał i... uderzył się o przekrzywioną metalową tabliczkę wiszącą mu nad głową.
– Ała! Cholerny droid. Mówiłem mu, żeby to naprawił.
Gdzieś z zaplecza dobiegł mechaniczny głos, który zabrzęczał coś niezrozumiale i zamilkł.
– Witam, dzień dobry, jestem Goovo, w czym pomóc? – zapytał, wycierając ubrudzone smarem ręce w ręcznik.
– Szukamy nowej powłoki do droida typu R7 – wyrwał się Rictus, po czym pokazał sprzedawcy pudełko z częściami.
– Hoho, niewiele z niego zostało, ale coś na to zaradzimy - powiedział ochoczo i bezceremonialnie zepchnął tryby z lady, które z głuchym brzękiem uderzyły o podłogę. – No, no – pokiwał głową, komunikując, żeby Rictus postawił pudełko na ladzie, co też uczynił.
– Hmm, popatrzmy... – Togorianin z pietyzmem zaczął wyciągać fragmenty droida i uważnie je oglądać wspomagając się swoim wizjerem. Dostrzegł też, że odziany w mandaloriański pancerz jegomość bacznie mu się przygląda.
– Niezłe cudeńko, co? – wypalił do Nexa – sam je opracowałem, kilkadziesiąt lat temu. Musiałem czymś zastąpić to oko, a nowe chociaż do czegoś więcej mi się przydaje, hehe.
Mando spojrzał na niego z ciekawością.
– Musisz mieć sporo do opowiedzenia, dziadku.
– Och – Goovo lekko zmieszał się. – to nic takiego. Walczyłem na wojnie, dawno temu... – w jego oczach, a raczej oku, zatliła się wyraźnie nostalgia. – Ale to nic... Zobaczmy lepiej, jak będziemy mogli pomóc naszemu małemu koledze.

Togorianin zaczął oglądać część po części, najpierw sprawdzając, czy nie ma żadnych fizycznych uszkodzeń, a następnie podpiął Jaiga do komputera i spróbował go uruchomić.
– Hmm... wygląda na to, że sprzęgacz uruchamiający jest uszkodzony, ale bez obaw. P-88, przynieś mi części z szafki... yyy... F20! – krzyknął w stronę zaplecza i znowu rozległ się buczący głos droida, który w mgnieniu oka pojawił się w warsztacie.
Wyglądał jak duża tocząca się biała kula z oczami rozsianymi po całej powierzchni. W jednej chwili wysunęło się z niego czworo odnóży i kilka manipulatorów. Następnie z przodu droida coś się otworzyło i wysunęła się stamtąd pożądana część. Albo i nie...
– Yyy... nie to, miałem na myśli F21.
P-88 natychmiast zwinął się i potoczył na zaplecze. Tym razem przyniósł pudełko ze sprzęgaczami.
– Znacznie lepiej. No, a teraz idź uporządkować ten bajzel na zapleczu.
Droid powiódł sensorami po zagraconym sklepie i chyba zrobił jakąś sarkastyczną uwagę, bo zanim odjechał, wydał z siebie serię dźwięków bardzo przypominających chichot. Goovo następnie wymienił uszkodzoną część i teraz ponownie podłączył Jaiga do komputera.
Niespodziewanie ekran rozbłysnął ciągiem... no właśnie, czego? Wyglądało to na jakiś spis, imperialne planety i inne miejsca. Zaraz potem zniknął i pojawił się ekran systemu diagnostycznego. Sprzedawca spojrzał na Mandalorianina, a następnie z powrotem na ekran.
– No, hehe, działa jak należy. To... chodźmy może wybrać powłokę. Ale po namyśle... te tutaj nie będą najlepsze. Chodźcie – uciął i gestem zaprosił ich na zaplecze.

Pomieszczenie za drzwiami wiele się nie różniło. Tu także panował bałagan, ale w tej chwili P-88 starał się to uprzątnąć. Aczkolwiek na zapleczu niektóre części wyglądały na nowsze i znacznie lepsze od tych na sklepie. Goovo przystanął w końcu przy płachtach znajdujących się w ciemnym rogu. Odczekał chwilę, jakby chciał zbudować napięcie przed czymś niezwykle ważnym. W końcu zrzucił materiał. Pod nim stał zupełnie nowy droid typu R7, pomalowany na czarno-niebiesko.
– Pracuję nad tymi cudeńkami już od jakiegoś czasu, hehe. Pod tymi płachtami stoją podobne. Te astromechy są do zadań specjalnych – powiedział, spoglądając Nexowi prosto w wizjer. – Widzę, że i z was są specjalni klienci, hehe, więc czemu by go nie wypróbować? Zamontowałem w nich wzmocnione czujniki i nie tylko... Wyposażyłem je w prototypowe urządzenie maskujące. Niestety źródło mocy jest na tyle małe, że maskowanie można włączyć na niezbyt długi okres czasu, ale pracuję nad tym... – Togorianin był niezwykle podekscytowany.
– Wiesz co? Sprzedam ci go za sześć tysięcy kredytów, jeśli w zamian będziesz mi wysyłał dane diagnostyczne. Oczywiście nic osobistego, hehe, jedynie jego osiągi. Rozumiesz, w końcu chciałbym... yyy... sprawdzić, jak się sprawuje, żeby wiedzieć, czy opłaca mi się produkować ich więcej. W końcu to jeszcze prototyp, hyhy. Rzecz jasna zamontuję w nim części twojego droida. Co ty na to..? – stary Togorianin wyszczerzył kły w nadziei.
– Stoi – odparł Zitt po krótkim namyśle.
– Świetnie! Zaraz wszystko przygotuję!

Po kilkudziesięciu minutach Goovo zamontował wszystkie części Jaiga do nowej powłoki. Sprawdził jeszcze, czy wszystko jest na swoim miejscu i klasnął wesoło.
– Gotowe! Wasz droid całkiem jak nowy. Trzeba go tylko podłączyć do ładowania.
– Dzięki wielkie, Goovo – odparł Rictus, po czym Nex zapłacił Togorianinowi za droida.
– Ach, tu jest mój adres w shadownecie. Dane jakby co wysyłaj tutaj.
– Jasna sprawa. Do usłyszenia – powiedział Nex i razem z Rictusem, Xerasem i nowym Jaigiem opuścili sklep.
– Jakiś dziwny mi się wydawał ten stary kocur – burknął Xeras niosąc droida pod pachą.
– Rzeczywiście. Ciekawe w jakiej wojnie brał udział...
Nex nie przypominał sobie nikogo takiego w czasie wojny jego ludu. Zresztą Togorianin był za stary nawet by walczyć wtedy. To musiało być jeszcze wcześniej. Możliwe, że kiedyś dowie się, co skrywał niejaki Goovo.

***

Tymczasem załoga powiększona o droida zmierzała w stronę apartamentu Nexa. Apartamentu. Hucznie powiedziane. Mando cenił sobie dyskrecję, dlatego niespecjalnie chciał, żeby każdy wiedział, gdzie mieszka. Podróż była nieco długa, bowiem mieszkanie znajdowało się poza sektorem koreliańskim. Uliczka była ciemna i opuszczona, położona wśród wysokich drapaczy, ale mieszkańców zbyt wielu tu nie było. Sam Nex zresztą traktował to miejsce bardziej jako bazę wypadową niż faktyczny dom. Mieszkanie było położone na niższych poziomach miasta.
Trójka nie rozczulała się tu zbyt długo, pozostawili tylko Jaiga do ładowania i zbędny balast, potem nieco się odświeżyli i odpoczęli chwilę, by wyruszyć na poszukiwanie „współpracownika”.

***



Ariel's Breath. Jeśli mieli znaleźć speca od sabotażu to najpewniej w tym przybytku rozpusty i zdeprawowania. Nie żeby reszta Nar Shaddaa się od niego specjalnie różniła.
Nex wyglądał przez szybę. Okolica wejścia była zupełnie zatłoczona. Przez klub przewijało się mnóstwo istot z różnym interesem, rzadko jednak uczciwym.
Troje kompanów opuściło pojazd, by skierować się do środka. Zabawne. Mówiono, że można tu było zniknąć w tłumie i obgadać interesy, ale jakoś zawsze kiedy wchodził w takie miejsca, wszyscy się rozstępowali. Istoty w okół gapiły się na nich, a potem dosłyszeć można było szepty. To samo zresztą było w środku. W końcu Mandalorian można było spotkać w galaktyce coraz rzadziej.
Zitt powiódł wzrokiem po bywalcach i udał się w kierunku baru. Głośna muzyka na szczęście była tłumiona przez hełm.
– Barman, dla mnie Kwiat Mimban – odezwał się szorstko. Rictus i Xeras oddalili się w poszukiwaniu innych napitków.
Zitt zdjął teraz hełm i sączył w spokoju swojego drinka. Inni gapili się na niego jakby z jeszcze większym zaciekawieniem, a w szczególności jakieś dwie kobiety. Arkanianka i Miralianka. Obie wyjątkowo szczupłe i ubrane raczej kuso. Już właściwie podchodziły do niego, gdy wtem z którejś strony, chyba lewej, dobiegło go własne nazwisko.

– Sławny Nex Zitt! Dawno cię tu wszyscy nie widzieliśmy, łowco nagród – odezwał się głos ze stolika pod ścianą. Na szczęście muzyka nie zwróciła uwagi całego lokalu.
Nex nie rozpoznał tego głosu i dopiero po chwili dostrzegł jego źródło. Zakapturzony mężczyzna wstał od stolika i powędrował po schodach na górę. Nex podążył za nim, nie zważając na dwie kobiety. Po chwili znalazł się w bardziej zatłoczonym miejscu, na górnym poziomie, ale udało mu się odnaleźć tajemniczego jegomościa. Tym razem także usiadł przy zacienionym stoliku.
– Hohoho, myślałem, że ktoś w końcu cię załatwił, Mandalorianinie. A jednak żyjesz i wracasz na Księżyc Przemytników po tylu latach.
– Gadaj, kim jesteś? I skąd tyle o mnie wiesz?
– Ach, gdzie moje maniery. Gedan Auvo, do usług – powiedział Kel Dor i wyciągnął dłoń. Nex nie zareagował.
– Zgaduję, że nie przyszedłeś do Ariel's Breath w poszukiwaniu towarzystwa, czyż nie? – zapytał, skinąwszy głową na stojące w pewnej odległości kobiety. Nex obrócił głowę i westchnął.
– Myślę, że mogę ci pomóc.
– Śledzisz mnie, Auvo?
– Śledzę? Haha, zdarzało mi się, że ktoś chciał się czegoś o tobie dowiedzieć, ale po tym jak ostatnio opuściłeś Nar Shaddaa, jakoś zniknąłeś mi z radaru i zaniechałem poszukiwań. A teraz sam do mnie przychodzisz. Czy to nie zabawne?
– Słuchaj, szukam kogoś do zadania, więc jeśli taki z ciebie dobry szpieg, możesz pomóc go znaleźć – rzucił i poddenerwowany wstał od stołu.
– Och, myślę, że już go znalazłem - odparł Kel Dor i rozłożył zawadiacko ręce.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Nar Shadda] - Małe, a cieszy

Postprzez Mistrz Gry » 22 Kwi 2018, o 20:09

Kel Dor nie do końca zdawał sobie sprawę jak bardzo pechowy był jego debiut. Udało mu się w końcu dosięgnąć sławnego mandalorianina, lecz dosłownie po swojej błyskotliwej prezencji do Nexa podszedł Rodianin i wepchnął się między nich. Xeras już miał ochotę zareagować, ale zielonoskóry nie miał wrogich intencji.
- To Twoje - burknął i wcisnął Zittowi znany mu holokron i jakiś datapad. Obcy od razu się obrócił i odszedł, wracając do czekającej na niego bandy. Poszli jakby nigdy nic.

"Dzięki za statek Nex! Wiesz nie traktuj tego osobiście, ale zwyczajnie przygarnąłem sobie Twoją maszynę i co tam miałeś. Wiem jednak, że ten holokron dużo dla Ciebie znaczy, to też Ci go oddaję. Powodzenia w łowach. No i tego, do nie-następnego! Pa!"
*** Dzień wcześniej ***


- Rozbierz się i ułóż na fotelu operacyjnym, twarzą przodem - zarekomendował asystent operacji. Niebieskoskóra kobieta w białej długiej koszuli stanęła dęba przed smukłym droidem. Ten również czekał nie wiadomo na co. W jej praktyce takie błędy były niedopuszczalne. Powinien umieć rozróżnić stan pacjenta i mu pomóc zamiast czekać na cud. Co jeśli inne rzeczy miał również spartaczone?
- Flatov? To na pewno dobry pomysł? chcesz mnie zostawić z tym droidem? Ma źle zaimplementowane polecenia - popatrzyła na niego przestraszonym wzrokiem.
- Moje oprogramowanie nie potrzebuje modyfikacji. Zaś pacjent zdecydowanie utrudnia przebieg operacji. Wydaję pierwsze ostrzeżenie - odparła obojętnym głosem maszyna. Droid medyczny nie miał nawet modułu modulatora głosu, imitującego empatię. Wszelkie standardy poniżej normy. Kobieta przełknęła ślinę.
- Postaraj się zrelaksować. Doktor Zdrówko zaraz będzie - uśmiechnął się Devaronian po czym po prostu zostawił kobietę samą z bezwzględnym asystentem w pomieszczeniu w jakiejś zapomnianej przez świat dziurze na Nar Shadda. Sam pokój też wyglądał raczej przerażająco w oczach kobiety. Higiena i sterylność były z pewnością pojęciami abstrakcyjnymi w tej improwizowanej-na-szybko-klinice. W kątach leżały jakieś butelki po alkoholu i ogólnie śmieci. Ściany z plastoidu były podrapane jakby, ktoś tu uprzednio jakieś zwierze przetrzymywał. Mogła też dopatrzeć się wydrapań jakimś ostrym narzędziem sugerującym dzieło istoty myślącej. Ktoś tutaj liczył dni odsiadki, chyba. Zapach sugerował mocno zdechłą, przesiąkniętą starczym potem kanapę, co tylko podkreślało, że normalnie to tu chowają się bezdomni. Nie dowierzała, że Felmax uznał, że jest tu klinika. Jedynie fotel operacyjny i kilka statycznych przyrządów dawały wrażenie, że gdzieś tu jest chyba jakiś lekarz. Cała reszta sugerowała jej, że tutaj to raczej jest jakieś koło tortur.

- Otrzymuje pani drugie i ostatnie ostrzeżenie. Przystępuję do przymuszonego zdjęcia odzienia i ułożenia na fotelu. Stawianie oporu nie ma sensu.
- Przestań piekielny blaszaku... AŁA!! - pisnęła gdy ten zacisnął chwytaki na jej barku. Chaari zrobiła wielkie oczy gdy dostrzegła wysunięte ostrze z drugiego ramienia, które spadło na nią... rozcinając białą koszulę, którą z resztą otrzymała uprzednio od innego droida. Wkrótce wylądowała z hukiem na regulowanym krześle, a asystent unieruchomił ją pasami.
- Proszę się uspokoić. Doktor zaraz przyjdzie
- Nic przecież nie robię! Kto Cię zaprogramował!?
- Odmawiam dostępu do tych danych. Otrzymuje pani kolejne ostrzeżenie. Chyba będę zmuszony zastosować uspokajający zastrzyk - pantoranka zrozumiała w końcu, że lepiej nie dyskutować z asystentem i dosłownie zamilkła. Droid nadal stał nad nią koncentrując na niej swoje sensory optyczne.

- Otrzymuje pani kolejne, ostatnie już ostrzeżenie. Przystępuję do wstrzyknięcia środka uspokajającego.
- Że co!? - druga ręka spadła na jej szyję, wbijając nagle wysuniętą igłę głęboko i wpuszczając substancję. Straciła przytomność niemal natychmiastowo...

***


Powoli otwierała oczy. Widziała jak przez mgłę głowę droida medycznego. Tego co ją tak sponiewierał
- Gdzie ja jestem? - zapytała przeciągle, powoli odzyskując orientację
- W klinice Doktora Zdrówko pani Shtumo Wechi - odpowiedział jej cybernetycznie zmodulowany głos droida. Zauważyła, że sufit był zupełnie biały jak i ściany. I pachniało... dentystą.
- Rekomenduję wypróbowania swoich nowych kończyn - zaproponował entuzjastycznie droid. Coś się nie zgadzało. Zdecydowanie. Spróbowała jednak sięgnąć głowy jak to kiedyś robiła. Metaliczne ramie uniosło się nad głową a durastalowe paliczki dotknęły czoła. Nieco za mocno, ale znała ten objaw.
- Proszę być ostrożnym! - ostrzegła ją maszyna
- Proszę stopniowo rozeznać się jak działają pani nowe ręce! Zacznijmy może od powolnego zginania! - znała wszystko przez co musiała przejść. I dziwnie się czuła słysząc to co sama kiedyś mówiła.

- Czekaj jak mnie nazwałeś?!
- Nazywasz się Shtuma Wechi. Czy zdaje się pani, że ma pani problemy z pamięcią? Proszę opisać swój stan. Co pani czuje?
- Nie nie... wszystko w porządku. Myślę, że mam małe zawroty głowy. Mógłbyś mi podać holokomunikator?
- Nie mam dostępu do pani rzeczy osobistych. Pani rzeczy znajdują się na stoliku obok - kobieta przekierowała wzrok i zobaczyła. Identyfikator. Datapad. Blaster. I garść chipów kredytowych oraz mały holocom. Sięgnęła po datapad i identyfikator.

"Hej Chaari! Przepraszam, znaczy się pani doktor Wechi. Mam nadzieję, że podobają Ci się nowe protezy. Nie tylko to Ci załatwiłem. Daję Ci coś co uznaję, za największy skarb. Wolność! Wiesz, każdy zasługuje na drugą szansę. Ogólnie, Twoja stara Ty jest uznana za martwą i nie próbuj wracać na Pantorę. Zostawiam Ci nieco gotówki i parę przyrządów co pozwolą Ci się odnaleźć na nowo. A i polecam jak najszybsze opuszczenie szpitalu, czy w ogóle układu. I nie szukaj doktora Zdrówko, w ogóle nie miałaś z nim nic wspólnego, a swój majątek przegrałaś w kasynie i jesteś spłukaną doktor bez pracy. Na pewno jakąś znajdziesz. Baw się dobrze!"

Trochę czasu trwało nim przemieliła treść. Sięgnęła po holokomunikator i zaczęła szukać, czy ma dane kontaktowe i zapisane frekwencje.
Czysto. W pamięci jedynie były takie rzeczy jak kontakty do sił porządkowych i sugerowane usługi powszechnie znanych firm na Nar Shadda.
- emmm. Możesz mnie stąd wyprowadzić? - zwróciła się do droida
- ależ oczywiście! Proszę za mną, lecz uprzednio polecam się przebrać. Pani strój znajduje się w drugim pokoju. Czy może pani pomóc?
- Nie, nie... poradzę sobie... - w drugim pomieszczeniu zastało bezpośrednio puste biuro z rzuconymi na krzesło ciuchami. Płaszcz, buty, proste spodnie, koszula. Chwilę potem wyglądała równie zwyczajnie co typowy mieszkaniec tej planety. Nie licząc metalowych ramion wychodzących z rękawów, które same w sobie kobieta podziwiała. Były zrobione przez specjalistę, znającym się na fachu. I choć jeszcze jej ciało nie przyzwyczaiło się do koordynowania ruchów, czuła wewnętrzną radość. Sama się ubrała, poszła do hotelu, wynajęła pokój na jedną noc i sama sobie posłała łóżko. Sama się umyła. Poczuła jakby sam los w końcu jej przebaczył. Wnet ukłuło ją w serce. Gdzieś tam był Nex i jego misja... Los może jej przebaczył, ale ona sobie nie. Postanowiła, że jak wyśpi się to postara go odszukać. Teraz ledwo stała na nogach. Operacja mocno nadszarpnęła jej siły, a posługiwanie się nowymi rękami było jakoś frustrująco męczące, szczególnie gdy próbowała coś nieudolnie chwycić dwunasty raz z rzędu. Aktualnie zaś znajdowała się niedaleko doku w którym mieli statek, to też nie powinna mieć problem... ale czemu Flatov ją zostawił? Właśnie zorientowała się, że minęły dwa dni odkąd opuściła z nim statek...

Jakby Ci to powiedzieć... Nie masz statku i większości środków już. I nie wiesz gdzie jest Chaari. Kobieta jednak próbuje Cię znaleźć. Możesz to ograć jak się spotykacie oraz ograć Gedana Auvo. To poszukiwacz przygód... ale bogaty to on nie jest.
Chyba czeka Cię nieco dłuższy pobyt na Księżycu Przemytników. Poruszone wątki nie umarły jakby co ;) Powodzenia
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5763
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Małe, a cieszy

Postprzez Nex Zitt » 2 Maj 2018, o 00:44

Nex patrzył się tępo zza wizjera na litery wiadomości z datapadu, które teraz jakby straciły swoje znaczenie. Zdawało mu się, że cały świat spowolnił na chwilę, gdy starał się ogarnąć umysłem, co właśnie przeczytał. Gdy się „ocknął”, zorientował się, że trzyma w ręku strzaskany datapad, a jego resztki sypią się na podłogę. Patrzył się teraz w stronę odchodzącej bandy. Xeras obrzucił go spojrzeniem i ruszył... ale nagle poczuł, że zatrzymuje go ręka.
– Nie – wycedził Nex przez zaciśnięte zęby. – Flatov nie byłby taki głupi, żeby powiedzieć jakimś chłystkom, dokąd poleciał.
– No, panie Auvo. – Wściekłość aż kipiała z jego słów. – Jeśli masz jeszcze jakieś sztuczki w zanadrzu, teraz jest na nie dobry moment.
Zitt żwawym krokiem wypadł z klubu prosto na parking i kroczył teraz w kierunku śmigacza. W końcu dopadł go Rictus.
– Nex, co się stało, do cholery?!
– Ten skurwiel zajebał nam statek i gdzieś spierdolił, to się stało!
– Co?! – Vepsin stanął jak wryty. Za chwilę dołączył Xeras... i Gedan Auvo.
Nex podszedł teraz zrezygnowany do pojazdu i kręcił głową.
– Aaaaa!!! – wybuchł nagle i z całej siły uderzył rękawicą o karoserię. – Dlaczego?! Dlaczego zrobił to akurat teraz?! Po co planował ten skok?!
Zitt dyszał ciężko. Czuł się zdradzony. Cholerny ge'hutuun. Sądził, że chociaż do czasu może mu ufać. Jak bardzo się przeliczył, i to już drugi raz. Drugi raz stracił czujność i drugi raz poniósł stratę. Nigdy więcej. Nie można ufać żadnemu aruetii. Trząsł się, ale spróbował nieco ochłonąć.
– Zabiję tego tchórza... znajdę go i zabiję... Powyrywam mu te jego cholerne rogi i wyślę Hobrowi w prezencie...

****

Mando ochłonął już nieco. Potrzebował teraz działać racjonalnie, żeby znaleźć jakoś wyjście z całej tej sytuacji. Gniew zachowa na potem... Na odpowiedni moment. Tymczasem obrał okrężną trasę, aż na rubieże sektora, żeby wszystko sobie poukładać. Następnie poleciał na lądowisko, na którym jeszcze do niedawna stał Zwiastun. Może jeszcze coś tam się ostało.

...


Zaparkowali śmigacz w pobliżu i wysiedli. Rzeczywiście – po statku nie pozostał żaden ślad. Na miejscu włóczyła się jednak jakaś kobieta. I była bardzo znajoma...
– Nex? Nex! – wykrzyczała po chwili i podbiegła. – Myślałam, że już was zgubiłam. Nie ma z wami Felmaxa? Co się dzieje? I-i kto to jest?
– Gedan Auvo, do usług – uśmiechnął się. O ile tak właśnie uśmiechają się Kel Dorowie.
– Flatov nas wystawił. Ukradł nasz statek i uciekł. Zostaliśmy praktycznie z niczym – odparł Nex. – Nie mogę być pewien, dokąd się udał. Właściwie nie wiem nawet, czy ten napad na konwój Hobra nie był tylko wymyśloną historyjką, żeby dostatecznie długo przetrzymać mnie z dala od statku... Znam jednak jednego człowieka, który mógłby nam pomóc i jest duża szansa, że jest na Nar Shaddaa.
– Chyba nie myślisz o... – zaczął Rictus.
– Właśnie, że tak. Farelle ma u mnie dług. Tak jakby... Pracowałem z nim jakiś czas, a potem nie bardzo chciał mi zapłacić. Myślę, że najwyższa pora, by ten dług odebrać.


****

Możliwe, że z Księżyca Przemytników nie wyrwą się tak prędko. Ale Nex miał jeszcze jednego jegomościa do sprawdzenia. Stary znajomy... Gdyby nie on, prawdopodobnie nigdy nie wziąłby udziału w wojnie z Imperium. I gdyby nie on, prawdopodobnie nie zmarnowałby pół roku, przemycając elektronikę z Bothawui, tylko po to by mu nie zapłacono. Różne są koleje losu, ale Zitt wiedział jedno. Ów stary znajomy pomiędzy zleceniami lubił spędzać czas w Asteroidach Vergesso.

Knajpa była zatłoczona jak zwykle. Wokół było pełno Korelian, a Rictus odruchowo wymacał dłonią, czy jego portfel był na miejscu. Jednak w Asteroidach było chyba bardziej cywilizowanie niż tam, skąd przybyli.
– Dobra, tu się rozdzielimy - zaczął Nex. – Szukajcie kolesia po pięćdziesiątce, siwe, krótkie włosy, siwo-czarna broda. Nosi stary, znoszony płaszcz z czaszką rancora z tyłu. Nazywa się Aran Farelle. Ja tymczasem idę na drinka.

Wszyscy rozeszli się w innym kierunku, Nex z kolei udał się w stronę barmana. Usiadł przy ladzie i powiódł wzrokiem po osobach siedzących obok niego. Z lewej strony siedział jakiś Duros w kapeluszu, a przed nim walał się stos kieliszków. Mamrotał coś niewyraźnie pod nosem i machał ręką, wskazując barmana. Po prawej zaś siedziała jakaś Arkanianka i spokojnie sączyła drinka. Zitt zdjął hełm i przyjrzał jej się ukradkiem, po czym rzucił do barmana:
– Jeden Caridański Twist poproszę.
Po chwili barman przyniósł napój. Wtedy Nex wysunął dodatkową garstkę kredytów.
– Szukam kogoś. Aran Farelle. Był tu ostatnio?
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Nar Shadda] - Małe, a cieszy

Postprzez Mistrz Gry » 6 Maj 2018, o 18:36

Bywalcy klubu tylko na chwilę zwrócili swoje organy odpowiedzialne za postrzeganie w stronę zdenerwowanego człowieka w mandaloriańskiej zbroi. Muzyka w lokalu, jakby niewzruszona stratą jednego z wielu, grała dalej przyjemnie skoczną melodię. Gdy już większość się domyśliła, że zajście skończy się spokojnie ponownie każdy zajął się swoimi sprawami. Kolejny dzień, kolejny przekręt i ktoś znów ma przesrane... dziś przekręcisz kogoś, jutro przekręcą Ciebie... nic nowego.

Nieszczęśnicy wybyli z lokalu, by szukać szczęścia gdzie indziej...

***

Soundtrack

Asteroidy Vergesso przywitały grupę muzyką graną w starym stylu na klasycznych instrumentach. Było w niej coś smutnego, acz nieokreślonego, mimo to znanego każdemu. Stonowana muzyka i wszechobecny dym papierosów, zdawała się wypełniać ten ciemny lokal w miejscach gdzie nie było światła. Zaś przy stolikach tu i ówdzie widać było twarze wszelkich istot galaktyki w ciepłym pomarańczowym świetle ściennych neonów.

Grupa weszła pewnym krokiem za swoim liderem. Najbliżej Nexa stał Rictus, który na widok znanej kantyny, uśmiechnął się nonszalancko. Zaraz nieco bardziej z boku szedł szeroko Xeras, nadal trzymając Jaiga pod pachą. Odtrącił przypadkiem jakiegoś koreliańczyka na bok. Ten tylko zaklął szpetnie pod nosem, ale szybko czmychnął, doświadczając pewnego spojrzenia Houka. Na samym końcu była Chaari, idąca niezbyt pewnie. Gedan zagadywał ją próbując rozochocić do szerszej wymiany poglądów. Kel Dor zapewniał o swojej niepodważalnej przydatności. Zapewniał, że wie jak namierzyć zbiegłego Felmaxa, lecz musi pierw nieco się dowiedzieć na jego temat pierw. Tymczasem Nex postanowił, że znalezienie jego starego znajomego pomoże mu w jego sytuacji.

Rictus śmiało poszedł wraz z Xerasem w stronę odległych stolików, przy grającej scenie. Pantoranka z Kel Dorem poszli w nieco bardziej ustronne miejsce, bliżej łazienek, w ten sposób wybierając w dwie jedyne możliwe kierunki lokalu. Sam Nex usiadł ciężko przy ladzie:
– Jeden Caridański Twist poproszę.
Po chwili barman przyniósł napój. Wtedy Nex wysunął dodatkową garstkę kredytów.
– Szukam kogoś. Aran Farelle. Był tu ostatnio?
- Dużo typa się tu kręci - ciemnoskóry, zmęczony wiekiem facet spojrzał na kredyty.
- To stały klient. Zwykle się tu szlaja. Pewnie jest tu w środku, a jeśli nie on to jego ludzie. Przepijają swoją kasę, o patrz - kiwnął głowę w stronę jakiegoś Givina, Duga i Echani co grali w karty i rzeczywiście mieli przy sobie nieco pustych butelek. Faceci wyglądali na spokojnych i zrelaksowanych. Białowłosy facet z przepaską na jedno oko kojarzył mu się skrajnie ze zbirem, albo piratem. Dug sprawiał wrażenie, że zaraz padnie głową na stół, kiedy to Givin patrzył intensywnie w karty. Było jeszcze czwarte miejsce przy stoliku. Puste.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5763
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Małe, a cieszy

Postprzez Nex Zitt » 7 Maj 2018, o 22:57

Zitt obrócił się przez ramię, gdy barman wskazał palcem na domniemaną bandę Farelle'a. Dorobił się ekipy... Ciekawe czy im też tak płaci jak mnie, pomyślał. Czym prędzej dopił Caridańskiego Twista i westchnął głośno, stuknąwszy kieliszkiem o ladę. Spojrzał jeszcze w stronę Arkanianki i puścił jej oko.
– No, to zaczynamy – powiedział do siebie w myślach i włożył hełm na głowę.
– Drużyna, znalazłem ekipę Farelle'a, ale po nim ani śladu. Pewnie zniknął gdzieś na chwilę. Miejcie oko na wszystkie wejścia, może się tu zaraz pojawi. – Jego głos poniósł się do komunikatorów załogi, ale nikt obok go nie usłyszał, jako że włączył wytłumienie w hełmie.
Wstał teraz i żwawym krokiem podszedł w kierunku stolika, przy którym osobliwa trójka siedziała i grała w karty.
– To miejsce wolne? – zapytał, ale nim którykolwiek zdążył zaprotestować, rozsiadł się wygodnie i oparł swojego KX-60 o nogę stołu na znak, że nie ma złych zamiarów. Oczywiście pod opończą nadal skryty był wysłużony DL-18. Tak na wszelki wypadek.
– A ty to niby kto? – wypalił w końcu Dug, ale jakby trochę bardziej kulturalnie dobrał słowa na widok beskar'gamu.
– Ja? Haha, nasz przyjaciel nie wspominał wam o mnie?
– Barman! – krzyknął Nex w stronę lady. – Kolejka dla tych panów, na mój koszt.

Kiedy kelnerka przyniosła napoje, Mandalorianin rozsiadł się jeszcze wygodniej i założył nogę na nogę.
– Właśnie, à propos naszego przyjaciela. Nie widzieliście Farelle'a? Zwykle się tu kręci, a chciałbym zamienić z nim słówko. Wiecie, powspominać dawne czasy.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Nar Shadda] - Małe, a cieszy

Postprzez Mistrz Gry » 17 Maj 2018, o 18:00

Z początku próbowali ignorować natręta, ale na wspomnienie człowieka, Echani zmarszczył niepokojąco nos, a Tug przywalił głową w stolik z wrażenia, rozsypując karty dookoła, po czym podniósł ją, jakby od razu wytrzeźwiał. Givin powoli uniósł wzrok znad kart wędrując wzrokiem dookoła knajpy. Nex poczuł napięcie w powietrzu.
- Ten skurwiel to nasz cel! Nie Twój! Dawać go! - krzyknął białowłosy, zrywając się od stołu i wywracając go na Zitta. Ten zepchnął ręką na bok pchnięty uprzednio stolik, po czym poczuł jak Tug wylądował mu na wizjerze, przewracając go na plecy. Jednym machnięciem zrzucił z siebie pijanego obcego. Przez wizjer zobaczył już wymierzony w siebie blaster znad stojącego Givina po czym nagle on oberwał lecącym krzesłem w swoją czaszkę. Strzelec aż poleciał z jękiem na bok, a drewniany obiekt roztrzaskał się w kawałki.

Xeras pędził sprintem w stronę Nexa, zostawiając Rictusa daleko za sobą. Pędzący łowca dostrzegł, że barman wyciąga blasterową strzelbę. Jednym susem niczym pantera przeskoczył nad ladą by, momentalnie ogłuszyć przeciwnika. W kolejnym ruchu wyskoczył zza lady by przyjąć blasterowy strzał od stojącego Echani. Zawył z bólu i wściekłości, ale to go nie powstrzymało. Broń była nastawiona na ogłuszanie, a kolejne strzały, jakby nie działały na rozpędzone monstrum. Nex momentalnie chwycił za swój blaster, kiedy to cholerny Tug znów skoczył mu na łeb. Obcy tym razem uparcie się trzymał, po czym rozbił butelkę o hełm najemnika, próbując mu cokolwiek zrobić. Nieskutecznie.

Pirat widząc pędzącego Houka nie przestawił broni na ostry ostrzał. Przyjął wyzwanie. Zwinnie uniknął próby chwycenia przez rozpędzonego wielkoluda, uciekając mu pod pachą i wyprowadził precyzyjne kopnięcie pod kolano. Xeras ukląkł z wrzaskiem, lecz jednym zamachem za siebie ręką zerwał się z pozycji, próbując sięgnąć mniejszego mężczyzny. Ten przeskoczył nad ciosem i z obrotu kopnął Xerasa w twarz, przewracając go na plecy.

Zamieszanie odbiło się echem po spokojnym lokalu, kiedy to Chaari i Gedan byli... czymś zajęci...

Bójka w barze :D. Piszesz za Xerasa i za siebie. Możesz też dorzucić Vepsina. Takie zasady:
Masz 3 kostki d6.
Wyniki rzutów się sumują i jeśli rzucisz więcej niż 12 wygrywasz walkę bez problemu (ładnie opisz) Jeśli jednak rzucisz mniej niż 6 to ładnie opisz jak pechowo zbieracie drobne lanie (przegrywacie rundę).
Wynik między 6 a 12 to możesz zdecydować który z was przegra walkę, a który wygra ^^ Za wniesienie do walki Rictusa otrzymujesz jeden przerzut. Za dobry opis możesz uzyskać token(dodatkową szansę przy ewentualnej złośliwości przyszłych rzutów kostką :twisted: )
Barman jest wyłączony z walki, zaś Givin za niedługo się zbierze, w następnym moim poście ^^
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5763
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Przestrzeń Huttów