Content

Przestrzeń Huttów

[Zordo's Heaven] Początek i koniec

Image

[Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Mistrz Gry » 27 Lis 2017, o 18:37

Stacja wyglądała jak mniejsza kopia księżyca, szła wąskimi korytarzami rozglądając się z zaciekawieniem. Kolorowe neony, kiczowate holoprojekcje, blichtr i rozpusta. Stacja Zordo nie różniła się zbytnio od Nar Shadda. Idąc widziała w szybach swoje odbicie, nie przypominało już w niczym uciekającej i ukrywającej się zaszczutej dziewczyny. Korytarzami szła pewna siebie i wiedząca czego chce kobieta. Piękna, pociągająca, świadoma swoich walorów. Zaskakujące jak wielka przemiana zaszła w niej w tak krótkim czasie. Mało brakowało a roześmiałaby się na głos. Dobry nastrój wpływał na jej otoczenie, stojący tu i ówdzie Gammoreanie czy inni najemnicy spoglądali życzliwie za idącą kobietą. Ci bardziej humanoidalni czasem pozwalali sobie na gwizd uznania. Wysokie obcasy stukały o podłogę, obwieszczając wszystkim, że oto nadchodzi sztuka warta obejrzenia. A rzeczywiście było na co patrzeć. Piękne czarne włosy długimi swobodnymi falami spływały na kark i ramiona. Czarna jak mrok suknia przylegała do ciała kobiety podkreślając aż nadto kobiece kształty, w rozcięciach od czasu do czasu błyskała smukła i kształtna noga. Szerokie rękawy skrywały ręce upodabniając idącą do motyla płynącego korytarzem. Szeroki pas owijał się wokół brzucha podkreślając szczupłą sylwetkę i maskując zarazem kilka użytecznych drobiazgów. Kiedy stanęła przed przedstawicielem lokalnej władzy, zakapior zarumienił się jak sztubak, a przecież miał już kobiet na pęczki. Ta jednak wywoływała w nim niezrozumiałe uczucie zakłopotania i zawstydzenia. Skupiwszy się z całej siły zebrał odwagę by zagadać.
- Czego chce... pani?
Już po chwili zdał sobie sprawę, że odezwał się jak ostatni burak, zaczerwieniając się jeszcze bardziej. Człowiek zdecydowanie sobie nie radził w obecności pięknych kobiet.
Witaj przystojniaku, -
głos kobiety był słodki i równie uwodzicielski jak jej wygląd. I ten ogłuszający zapach. Czuł że krew mu odpływa z mózgu, gromadząc się w innym równie istotnym organie.
- Potrzebuje drobnej informacji. Otóż niedawno przyleciał tu pewien statek, Nazywa się „Klatka” chcę zobaczyć kto nim przybył.
- Ale, to jest...
- Ciiii...

Głebokie spojrzenie znad równie głębokiego dekoltu uśmierzyło wszelkie podejrzenia co do intencji kobiety. Mężczyzna z trudnością wklepał w system nazwę jednostki uzyskując natychmiast wszelkie niezbędne dane.
- O dziękuję, widzisz, dobry z ciebie chłopiec.
Przerażająco błękitne oczy wpatrywały się w oblicze należące do Nicci. Z pewnością na stacji jest kilkoro chissów ale znalezienie jej nie będzie zbyt trudne. Kobieta zapisała sobie dane doku jak i jednostki.
- Czy pani sobie coś jeszcze życzy?
- Nie, nie jesteś już mi potrzebny.

Głos kobiety był zimny, ciął niczym nóż, zniknęła również uwodzicielska aura. Żołdak z zaskoczeniem przecierał oczy spoglądając za odchodzącą. Miała całkiem białe włosy mocno kontrastujące z czarnym strojem z krwistoczerwonymi wstawkami. Jak to możliwe że kobieta z jego snów rozwiała się w powietrzu niczym widmo. Musi przestać palić to gówno. Zdecydowanie.
Alexis maszerowała w kierunku doków, zamierzała odwiedzić statek którym przybyła tajemnicza i niewykrywalna w mocy Chisska. Kobieta zaczęła ją intrygować. Z pewnością ten tchórz się nie pomylił. Był słabym idiotą lecz na grzebaniu w umysłach znał się jak mało kto, no może legendarny Jon Antilles mógłby go przebić, ale on przecież nie żyje.
Stuk, stuk, stuk, obcasy miarowo uderzały o podłogę stacji, śmierć z uśmiechem przemierzała korytarze skanując w poszukiwaniu swej nowej ofiary.

Kantynabyła przytulna i niemal pusta, drink szybko znalazł się przed czerwonooką wraz z dość beznamiętnie przyglądającym się barmanem. Czemu wszyscy uważają barmanów za wszechwiedzące samobieżne składnice wiedzy. Kurwa on chciał tylko zarobić na studia. Z drugiej strony dupa była może i niebieska ale z całą pewnością atrakcyjna.
- cóż, myślę że drinki nie rozwiążą tego problemu. Kredyty, tak kredyty rozwiązują wszelkie problemy.
Barman przez chwilę przyglądał jej się uważnie, jak gdyby skądś ją kojarzył. Nicci wyraźnie widziała wysiłek na jego twarzy związany z procesem przypominania sobie jej osoby. Pamięć okazała się być zawodna, mężczyzna wygładził swe oblicze zwracając się ponownie do żądnej wiedzy awanturniczki.
- Moja pamięć potrzebuje...
Na stole znalazł się stukredytowy chip, delikatnie pchnięty błękitną kobiecą ręką. Nie odkładając szmatki dłoń barmana przetarła stół i stał się cud. Kredyty zniknęły, pozostał po nich lekko wilgotny ślad po szmatce.
-Jestem na pani usługi.
Mężczyzna skłonił się lekko spoglądając w twarz swojej rozmówczyni. Był absolutnie pewny że skądś ją kojarzył. Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć.

Operator wyszedł z toalety wyraźnie zrelaksowany, tak pozbycie się napięcia zdecydowanie ułatwi mu dalszą pracę. Niemal zapomniał o swojej dziwnej rozmówczyni. Spojrzał na konsoletę przyglądając się osobie którą tak mocno zainteresowała się tajemnicza piękność. Hmm, faktycznie twarz jakby znajoma. Celebrytka czy może... Odwrócił głowę przełączając kilka przycisków na konsolecie. Skanowanie, rozpoznawanie twarzy... uruchomienie programu...
Status||||||||||||||| 23%
…..
Skanowanie zakończone, sygnatura znaleziona w bazie.
Na ekranie pojawiła się druga nieco zniekształcona acz rozpoznawalna podobizna tej samej osoby, miała inne ubranie i nieco wykrzywioną twarz, lecz z pewnością powiązanie było prawidłowe.
-O kurwa, będę bogaty...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Nicciterra » 27 Lis 2017, o 20:57

Wyobraźnia ją zdecydowanie poniosła... pieniądze uderzyły do głowy, musiała przyznać. Widziała grupy istot bawiących się i barmanów przy rozległym blacie. Dziesiątki istot o przeróżnych rasach z każdego zakątka galaktyki, miała wrażenie, że widziała jakiegoś innego chissa, albo to pantoran był, ale chyba jej się przewidziało. Zdecydowanie się jej przewidziało i coś było z nią zdecydowanie nie tak. Artefakt? Pieniądze? Samotność? Może jedno i drugie i trzecie? U lekarza nie była od lat...

Póki co okazało się, że Zordo's Den okazało się zapyziałą dziurą, albo pomyliła się w przeczytaniu banerów reklamujących lokal. Możliwe, w końcu uczyła się huttesse na nowo. No nic, musiała się opamiętać, pierwszy raz tak się zachowywała. Zaś Barmanowi chyba brakło któregoś z chromosomów. Do tego siedział właściwie sam i nawet nie miał ochoty na flirt... Oby wiedział cokolwiek na temat ludzi stacjonujących na stacji. A przypatrywał się jej, jakby coś wiedział o niej...

- skoroś taki szybki to wiedz, że zepsułeś całą zabawę -
uniosła brwi do góry, po czym zmieniła ton na zdecydowany, pozbawiony figlarności.
- Nie ważne... Potrzebuję informacji. U kogo mogę kupić dobry statek, znasz jakichś przemytników, czy też kapitanów, najemników którzy szukają pracy? Albo obiło Ci się o uszy kto by to wiedział? Jeśli tak to podaj kontakt i miejsce gdzie można spotkać.

Chciała się jeszcze zapytać czy jest tu jeszcze jakaś żyjąca kantyna, ale nie chciała go urazić. Jeszcze zrobi jej na złość i będzie błądzić. Mogłaby przez niego stracić dużo czasu...

Nie będę wymyślać co mi powie barman, bo to trochę wykracza poza moje możliwości przewidywania i wnioskowania, jako gracz. Już nadpisałeś po części mój poprzedni post, to też głupio byłoby robić ten sam błąd z mojej strony dwa razy pod rząd.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 291
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Mistrz Gry » 10 Gru 2017, o 19:47

Barman zaśmiał się pod nosem, widząc zdegustowaną brakiem ruchu minę kobiety na stacji było kilkadziesiąt kantyn, nie każda była zapchana po brzegi spoconymi istotami wszelkich ras i płci. Cóż, może z czasem zrozumie subtelną różnice między zapierdalającym na pełnych obrotach barmanem a takim, który może sobie pozwolić na krótką i owocującą w kredyty pogawędkę. Zachęcony wartościowym chipem nie zamierzał opuścić klientki, zwłaszcza że przy blacie stał tylko stały bywalec a stan szklanki wskazywał na jakieś 5 minut wolnego. Przeszedł więc do rzeczy bez zbędnych gierek.
- Najemników i przemytników znajdziesz w punkcie ogłoszeń, wiem wiem może to i głupie ale przy liczbie kontrahentów na stacji to jedyne sensowne wyjście. -Barman wyszczerzył zęby w uśmiechu – Jeśli szukasz statku to nic prostszego niż udać się do Roba Lewelyn'a prowadzi najlepszą na stacji dziuplę z lekkimi jednostkami, myśliwce, frachtowce, promy wszystko czego dusza zapragnie. Rzecz jasna towar jest na planecie i czasem trzeba trochę poczekać, lecz kilka najpopularniejszych sztuk jest dostępnych od ręki.

Mężczyzna przetarł szklankę i zamilkł na chwilę wyraźnie wskazując na potrzebę dalszej motywacji finansowej. Jego umysł powoli rozgryzł zagadkę luk w pamięci. Nie zamierzał już przypominać sobie skąd zna nieznajomą. Nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Nie licząc kredytów rzecz jasna. Nicci podrzuciła mu kolejny chip kredytowy, zniknął on równie szybko jak poprzedni. Kobieta odwróciła się i zamierzała opuścić lokal, kiedy barman odezwał się za nią.
- Masz wielkie jaja, że się tu pokazujesz, nie zadawaj się z najemnikami i wiej stad jak najszybciej. Na stacji nie ma wielu chissek, a te które się pojawiają są dokładnie sprawdzane. Na pewno nie tylko ja cie rozpoznałem.

Obejrzała się wychodząc na korytarz, mężczyzna obsługiwał już kolejnego klienta. Kolejna grupa obcych wchodziła do kantyny a Nicci porwał przewijający się korytarzami tłum. Nie mogła się jednak oprzeć wrażeniu że ktoś ją obserwuje. Zmysł mocy wył alarmująco.

Śliczna jesteś, młoda, jędrna odważna. Zobaczymy czy się nadajesz – Alexis była zadowolona, dawno bardzo dawno tak się nie bawiła. Mimo, że niewidzialna dla otaczającego ją tłumu ona sama kroczyła pewnie jak okręt rozcinający fale. Osłona mocy była subtelna lecz niezwykle skuteczna. W dodatku wiedziała już jak wygląda jej cel. Neimodianin się nie pomylił. Coś było w tej dziewczynie.

Sklep a raczej stoisko z „używanymi jednostkami” było w rzeczywistości niewielką kabiną z zajmującym większość miejsca holowyświetlaczem oraz biurkiem za którym siedział szpakowaty mężczyzna. Za reklamę robiły niewielkie holoprojektory wyświetlające najróżniejsze jednostki. W biurze znajdowało się kilka istot z których przynajmniej dwie dobijały targu z właścicielem interesu. Nicci miała sporo czasu na przejrzenie oferty dealera statków.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Nicciterra » 11 Gru 2017, o 22:16

Słowa barmana wbiły się w czaszkę chisski i zostały gdzieś z tyłu. Poczuła jak jeżą się jej włoski na karku, a ciarki wędrują wzdłuż nóg. Do tego doszło przeczucie w mocy, co było w jej przypadku rzadkim spostrzeżeniem. Poleje się krew...

Skoro poznał ją obcy człowiek i jedną z rzeczy co miał do powiedzenia to to, że ma przechlapane, musiało to wskazywać jednoznacznie...
Za jej głowę musiała być wyznaczona nagroda... ale dlaczego...

- Owipa Polz... - syknęła pod nosem wbijając się w tłum, pół-beztroskie życie przyśpieszyło nagle z powrotem do znanego jej szalonego tępa. Zacisnęła zęby. Nieświadomie wylądowała w samym centrum zagrożeń, gdzie praktycznie każdy mógł na nią polować. Wyciągnęła wolną ręką jeden ze sztyletów i schowała w rękawie. Tylko kto wyznaczył za nią nagrodę... nie sprawdzała listów gończych, bo niby kiedy... i po co...
- Kim ta swołocz była... - wizerunek Verpinki, wystrój statku, drogocenności, śmiercionośne maszyny, sadystyczne zainteresowania... przebłyski pamięci wskazywały na to, że Nicci zabiła jawnie kogoś z kim najlepiej nie mieć nic wspólnego, bo mogą być z tego problemy... Zagryzła dolną wargę przyśpieszając kroku. Znalazła się w końcu w kabinie, gdzie właściciel reklamował używane jednostki. Przyjrzała się okolicznym gościom i od razu przeszła do przyglądaniu się ofercie właściciela.

Coś prostego, praktycznego, nie zwracającego uwagi... Najgorsze było to, że o statkach wiedziała niewiele, równie dobrze handlarz mógł jej wcisnąć złom... To był hazard, ale nie miała wyboru. Musi grać upartą i pewną swojego wyboru.

- Witaj - spojrzała głęboko w oczy człowieka, badając jego reakcję. Nie prezentowała przyjaznej aury, w końcu nagle zaczęła czuć oddech na swoich plecach... a on nie znikał.
- chcę od Ciebie kupić tego koreliańskiego YT 1760. Z miejsca - powiedziała krótko, a jej spojrzenie padło na stojących nieopodal ludzi. Nicci wykrzywiła usta w chytrym uśmieszku. Walizka spadła na podłogę. Prawa ręka otarła się o blaster, lecz to lewa była rzeczywiście uzbrojona, gotowa do walki...
Nie zareagowali raptownie. Nie rzucili się na nią z bronią, ani nie uskoczyli na bok...
- och upuściłam torbę - podniosła, po czym wróciła wzrokiem na faceta
- Ile chcesz?

***

Wybrała się do tego nieszczęsnego punktu ogłoszeń, trzymając moc na pulsie i morderczy zamiar. Serce zaczęło jej szaleć, a jej względnie wyróżniający się wygląd tylko potęgował napięcie. Jeszcze tak nie dawno cieszyła się, że wylądowała na stacji... tymczasem powietrze wydawało się stać koszmarnie ciężkie... powinna bardziej uważać na swoją aparycję, lecz to pieniądze zawróciły jej w głowie... a rozluźniła się tylko na chwilę... chwila wystarczy.
Czuła się taka głupia i naiwna, jej życie nie mogło się zmienić. Zaś popełnienie typowego błędu ofiary, było ironicznym zwrotem w jej życiu.

"[...] Daj ofierze poczucie posiadania tego czego pragnie skrycie, a nawet nie zauważysz z jaką łatwością opuści gardę. [...]" Omalże nie zaśmiała się na głos. Pamiętała te słowa ze szkolenia zabójcy... Czyżby sama moc była przeciwko niej?

Gdy dotarła na miejsce, chciała wynająć jakiegoś freelancera od zaraz, podbijając od razu oczekiwania płac podwójnie i żądając kontaktu. Była gotowa zapłacić dużo, byle by gość był dostępny teraz i umiał sterować statkiem i nawigować.

Prowadź mistrzu... prowadź ślepca przez nieznane ścieżki dżungli :X
A jakby co to dobrze Ci idzie mistrzu ;) :< Nicci powoli już fiksuje.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 291
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Mistrz Gry » 20 Gru 2017, o 00:09

Frachtowiec nie kosztował dużo, raptem jakieś sześćdziesiąt tysięcy kredytów, prawie nówka, delikatnie dozbrojony - standardowe działko zastąpiono podwójnym autoblasterem sterowanym przez nowy komputer bojowy. System podobno zapewniał 80% celność ognia, zgodnie z zapewnieniami producenta. Silniki i osłony miały przegląd a dodatkowo handlarz dorzucał paliwo na full i dostęp do frachtowca w ciągu godziny. Jednostka miała być podstawiona do odbioru jak tylko Nicci skończy formalności w doku numer 4A. Handlarz nie zadawał pytań, kobieta nie udzielała odpowiedzi, kredyty zmieniły właściciela a wszyscy byli niezwykle szczęśliwi. Prawie wszyscy.
- Za godzinę w doku 4A będzie na panią czekał, kody startowe są zapisane na tej karcie, a tu dokumenty i cała reszta formalności. Oczywiście doradzam zmianę kodów zaraz po przejęciu jednostki żebyśmy nie mieli nieporozumień.
- Czemu jest czerwony?
- Miał być szybko, oczywiście możemy przemalować za dopłatą ale to potrwa kolejne...
- jest dobrze. Dziękuję.
- rozumiem.


Była pewna że ktoś ją śledzi, umiejętności nie wskazywały nikogo konkretnego, lecz czuła na sobie wzrok. Była pewna że jest to wysoka kobieta. Miała całkiem białe włosy mocno kontrastujące z czarnym strojem z krwistoczerwonymi wstawkami. Znikła jednak chwilę później, a uczucie śledzenia nie ustało. Nicci postanowiła wykorzystać kilka starych sztuczek
Kilkakrotnie niby przypadkiem obejrzała się za siebie, zerkała w odbicia w witrynach sklepów, czy zmieniała nagle kierunek marszu, niby to zmierzając za nowymi zakupami. Wszystkie te zabiegi sprawiły, że podążająca jej śladem Alexis bawiła się doskonale. Miała do czynienia z zawodowcem, niebieskoskóra coraz bardziej się jej podobała. Najwyraźniej coś wyczuwała ale nie potrafiła używać swych zdolności w należyty sposób. Albo udawała. Tknięta tą myślą Sithka po raz kolejny zmieniła wygląd. Nie denerwuj się tak skarbie, szepnęła do siebie powstrzymując się przed zaśmianiem się na głos. Ciało i zmysły Vexis reagowały bardzo mocno. Po latach znów tropiła zwierzynę i czuła się z tym świetnie.

Problem z wynajęciem pilota był dość zaskakujący. Większość z najemników świadczyło usługi wraz ze swoimi statkami. Tych z góry odrzuciła. Pozostali ci którzy nie mieli statków i nie potrafili latać. Kolejna porcja ogłoszeń trafiła do kosza. Nieliczni nie posiadający jednostek a posiadający umiejętności pilota oferowali swe usługi za naprawdę niewielkie stawki a ich ranking oscylował w granicach końca tabeli. To wśród takich elitarnych lotników znajdował się jej przyszły potencjalny towarzysz. W końcu zdecydowała się na jedną z propozycji, bardziej na skutek goniącego czasu niż realnych przesłanek.
Stała przed wielkim nawet jak na standardy swojej rasy Aqualishem, zwanym Bubu. Samiec był zaiste dorodnym osobnikiem, silnie umięśniony z wielkim blasterem u boku i lekko zużytym kombinezonem pilota, prezentował się znakomicie na tle ściany z wielkimi holoekranami. W końcu ujrzała tego kogo szukała, wzbudzał zaufanie samym swym wyglądem, a jego oczy patrzyły na Nicci uważnie.
- Podwójna stawka za zawiezienie cie tam gdzie będziesz chciała, a potem mogę spadać gdzie chcę?
- dokładnie.
- I żadnych pytań?
- Rozumiemy się idealnie
- Nicci rozejrzała się po okolicy, gdy nagle jej uwagę przykuła ona sama. Jej twarz z nieco dziwnej perspektywy patrzyła na nią pod kątem. Zdjęcie opatrzone było opisem: "wyłącznie żywa" - nagrodą jest przysługa Czarnego Słońca. Obcy nie widział plakatu gończego, lecz musiał dostrzec jakąś zmianę na twarzy Kobiety, szybko bowiem zareagował.
- Zgadzam, się, oferta jest dobra dobiliśmy targu.
Niski i basowy głos przenikał do wnętrza, a jego cztery oczy wpatrywały się w twarz kobiety. Nie musiała czytać w jego umyśle by domyślić się, że równie dobrze mógł trzymać w rękach tabliczkę z napisem "będę latał za jedzenie". Była pewna tylko jednego, nie zamierzał jej oszukać. Pięć tysięcy kredytów to kasa której nie widział zbyt często w swoim krótkim życiu, z podniecenia poruszał aż żuwaczkami.
Wyciągnął przed siebie trójpalczastą potężną rękę.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Nicciterra » 21 Gru 2017, o 02:09

Załatwienie statku poszło sprawnie, co jednak nie oznaczało, że obejdzie się bez problemów. Uderzą... tylko jeszcze nie wiedziała kiedy. Paliwo handlarz dorzucił, co było dla Nicci cennym gestem. Tą sprawę miała z głowy. Pozostał, aż tylko, główny pilot statku do wynajęcia, załatwienie jakiegoś zaopatrzenia na podróż i dopięcie cholernych formalności z odbiorem statku.

***

Obwieszczona licznymi neonami nieduża budka z ogłoszeniami zapraszała do środka. Styl przewagi kolorów pomarańczy gustował w przeskakujących to efektach świetlnych. W środku znajdował się szeroki ekran z dotykowym interfejsem oraz wtyk na chipy kredytowe, czy też czytnik kart kredytowych. Usługa informacyjna była oczywiście płatna, ale ogłoszenia do których chciała się dostać nie były z wysokiej półki cenowej. Symboliczna opłata.

Przeglądając dane na temat potencjalnych najemników, czuła jak pot spływa jej po plecach. Nie mogła z początku znaleźć nikogo. Dodatkowo fakt, że każdy z nich równie dobrze mógłby woleć ją ubić, aniżeli współpracować, tylko spotęgował sztywny nastrój kobiety. Decyzję podjęła pod wpływem presji. Dzwoniła po kolei. I umówiła się na rozmowę z najemnikiem, który jako pierwszy odebrał od razu komunikator i był też dyspozycyjny od razu. Miała szczęście, że znalazł się ktoś taki kto był dostępny od ręki. Wszystko po trzydziestu intensywnych minutach poszukiwań. Otarła czoło z potu, kiedy to minęły kolejne męczące kilkadziesiąt minut szybkiego chodu ku miejscu spotkania. Dwójka istot skrzyżowała swoje losy przy lokalnej hurtowni.

Szerokie wejście do sklepu, było oblegane przez wchodzących i wychodzących. Często istotom towarzyszyły droidy, które nosiły to cięższe ładunki. Świecące reklamy sugerowały, że w hurtowni można było kupić wszelkiego rodzaju pożywienie, środki czystości, czy też niektóre produkty przemysłowe.

Wielki jak szafa Aqualish stał z założonymi rękami, nieopodal drzwi obiektu. Kobieta w pierwszym momencie zlękła się olbrzyma. Zacisnęła zęby i ruszyła jednak w jego stronę. Facet uchwycił jej spojrzenie i zorientował się, że to prawdopodobnie jego pracodawca. Skupił swoją uwagę na niej.
- Rozumiem, że pan Bubu - zaczęła po zbliżeniu się na jakieś dwa metry, po czym ukłoniła się nieznacznie na przywitanie. Od razu przystąpiła do rzeczy. Bubu mógł z łatwością dostrzec w kobiecie zniecierpliwienie i agresywną aurę, pomimo odgrywanych uprzejmości.
- Nazywam się Rehelsei, ale mów mi w skrócie Re. Cała przyjemność po mojej stronie - tak jak przedstawiła się przez komunikator. Jej prawdziwe imię było raczej nieznane, choć ostatnio zaczęła go częściej używać. Rebelia znała ją pod imieniem Nicci Frost, to też założyła, że nagroda nie jest zaadresowana pod jej prawdziwym imieniem.
- Tak. Re. Miło mi. Mi też mów po prostu Bubu. - odpowiedział nieco zaintrygowany postawą rozmówczyni.
- Chodź przejdziemy się - kontynuowała zapraszając gestem wolnej ręki do spaceru. Przy czym znów zlustrowała otoczenie próbując wyłowić ten cholerny ogon. Nic nie zauważyła. Ten ktoś działał jej wyjątkowo na nerwy. I był cholernie dobry...
- Czas na konkrety Bubu. Byłeś kiedyś w przestrzeni Dominium Chiss?
- Nie
- Tam chcę się dostać, a oto jak będzie wyglądać nasza współpraca, słuchaj uważnie - wzięła głębszy oddech
- Pilotujesz i nawigujesz mój statek po szlakach, tak by się tam dostać. Jeśli nie wiesz jak tam się dostać, wspólnie pracujemy nad tym by to rozwikłać. Pomagasz mi w utrzymaniu statku tak by funkcjonował. Z reguły ja ponoszę koszty tych zabiegów, ale wiesz jak to działa... Chronimy się nawzajem przed ewentualnymi niebezpieczeństwami i robimy co się da by ich unikać. Podkreślam fakt, że zależy mi tylko i wyłącznie na dostaniu się do układu należącego do Dominium Chiss. Ja osobiście nie chcę żadnych kontaktów z nikim, chyba, że będzie potrzebny nam mechanik.
- Zrobimy tak, że przed ostatnim skokiem, który miałby zakończyć się wylotem na ich teren rozdzielimy się na stacji i kontrakt się zakończy. Po to byś nie ryzykował ewentualnego pojmania przez siły obronne Dominium. Mnie nic nie zrobią, a Tobie niekoniecznie. To są główne założenia - poprawiła sztylet w rękawie i nieco zwolniła kroku. Dwóch facetów przyglądało się jej z zaciekawieniem, ale uciekli ze spojrzeniami, gdy obrzuciła ich swoim.

- Zapowiada się długa podróż, rozumiem... że będziesz miał swoiste potrzeby przez ten okres. Będziemy w końcu też tankować paliwo i uzupełniać zapasy. Zależy mi jednak by nie marnować za dużo czasu. W wolnych chwilach na stacji w przystankach, będziesz mógł zabrać ze sobą za zarobione pieniądze co tam chcesz, tylko w ramach rozsądku... Do. Jednej. Towarzyszki. Maks. - zrobiła przerwę naciskając na ostatnie słowa drażniącego ją tematu. Nie miała zamiaru trzymać go na smyczy to by mogło go odstraszyć, a jak już miał czas spędzać to najlepiej niezbyt daleko niej, by mieć na niego oko. W sumie nikogo nie chciała na statku, nawet jego. No, ale musiała na kimś polegać i pójść na kompromisy z tym związane. Może uda się z nim stworzyć profesjonalne relacje i nie trzeba będzie go pilnować...
Póki co brzmiała poważnie i stanowczo, a Aqualish słuchał i słuchał...

Tempo rozmowy narzucone przez kobietę, mogło wiele znaczyć. Jednak oferta podwójnej płacy była dla niego wystarczająco kusząca, by przeboleć monolog nastroszonej drobinki. Już miał zapytać...
- Co do pieniędzy. Stawkę miałeś dwa i pół tysiąca za standardowy kontakt. Ja oferuję pięć tysięcy za standard, ale moje zlecenie wykracza poza standardy. Dostaniesz dodatkowo zaliczkę na statku jak już odlecimy w postaci dwóch tysięcy. A pięć tysięcy na zakończenie zlecenia w ramach standardu. Podróż może się wydłużyć niespodziewanie, oboje wiemy. To też na miesiąc będziesz miał osiemset, na drobne wydatki, żeby Ci się nie nudziło... Wszystko jasne? - zatrzymali się obok jakiejś zwariowanej kantyny, skąd wrzeszczała muzyka podobnie jak pstrokate światła. Rosły Zabrak wykidajło spoglądał to na dwójkę, która gadała nieopodal wejścia, gdy tu mu przed nosem wyrosła kolejna trójka istot chcących poszaleć.

- Podwójna stawka za zawiezienie cie tam gdzie będziesz chciała, a potem mogę spadać gdzie chcę?
- dokładnie.
- I żadnych pytań?
- Rozumiemy się idealnie -
Nicci rozejrzała się po okolicy, gdy nagle jej uwagę przykuła ona sama. Jej twarz z nieco dziwnej perspektywy patrzyła na nią pod kątem. Zdjęcie opatrzone było opisem: "wyłącznie żywa" - nagrodą jest przysługa Czarnego Słońca. Obcy nie widział plakatu gończego, lecz musiał dostrzec jakąś zmianę na twarzy Kobiety, szybko bowiem zareagował.
- Zgadzam, się, oferta jest dobra dobiliśmy targu.
Niski i basowy głos przenikał do wnętrza, a jego cztery oczy wpatrywały się w twarz kobiety. Nie musiała czytać w jego umyśle by domyślić się, że równie dobrze mógł trzymać w rękach tabliczkę z napisem "będę latał za jedzenie". Była pewna tylko jednego, nie zamierzał jej oszukać. Pięć tysięcy kredytów to kasa której nie widział zbyt często w swoim krótkim życiu, z podniecenia poruszał aż żuwaczkami.
Wyciągnął przed siebie trójpalczastą potężną rękę.

Nicci zaś zmroziło, a oczy wyszły na wierzch.
"Tylko żywa - w nagrodę przysługa Czarnego Słońca"
"W skrócie już po mnie"
Przez chwilę miała wrażenie, że ktoś jej zaraz przystawi nóż do gardła. Nerwowo wykrzywiła usta w dziwny uśmiech i ocknęła się po chwili, skupiając się z powrotem na najemniku. To nie był najlepszy czas... na cokolwiek... musiała działać jeszcze szybciej i zachować skupienie...

Wykorzystała swój dziwny grymas twarzy, by przekształcić go w przyjazny uśmiech. Całe szczęście, że ten Aqualish wydawał się być równie zdesperowany co ona. No może nie aż tak. Sztylet z tego wszystkiego prawie wyskoczył jej z rękawa do ręki. Upewniła się, że tak się nie stanie.
Podała rękę, a jej niewielka dłoń w porównaniu do Aqualisha, właściwie zniknęła w symbolicznym uścisku dłoni. Od teraz pracowali razem. Teoretycznie...

- świetnie. Mój statek jest w doku numer 4A. Jednak zanim tam się wybierzesz, proszę Cię byś załatwił nam jakieś zaopatrzenie na szybko - Nicci wyciągnęła z torby kilka chipów o łącznej wartości pięciuset kredytów i wcisnęła je Aqualishowi do ręki.
- ja w międzyczasie muszę załatwić ostatnie formalności w doku. Będę tam na Ciebie czekać, na statku. Hurtownia żywności jakby co była przy miejscu gdzie się umówiliśmy na spotkanie. Kup tyle by nam starczyło na podróż do następnej stacji. Tam kupimy więcej zapasów. Mogę na Ciebie liczyć? - zapytała schodząc z napiętego tonu, subtelnie obchodząc Bubu w międzyczasie, tak by jego wzrok miał krótszą drogę obrotu o dziewięćdziesiąt stopni w drugą stronę, chcąc by przypadkiem nie uchwycił tego cholerstwa z jej podobizną. Czekała aż ruszy w kierunku hurtowni.

Zaś sama Nicci miała zamiar od razu ruszyć w stronę doku. Zakładała, że prześladowcy prawdopodobnie zaatakują ją tam, jak już załatwi formalności i będzie iść w pojedynkę w stronę rampy statku. Tym razem przyjdzie przygotowana i czujniejsza niż na stacji z Calebem.

Na razie skąpo z mojej strony z dialogami Bubu, musiałbyś mi go bardziej przybliżyć ;)
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 291
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Mistrz Gry » 25 Gru 2017, o 00:16

Neony migotały, odbijając się w mrocznych oczach obcego, zachęcając do wstępowania do barów, które o tej porze zaczynały wypełniać się dżentelistotami. Tłum w korytarzach nieco się przerzedził, za to jego struktura stała się bardziej groźna. Odchodzący Aqualish torował sobie drogę środkiem, rozpychając mniejszych i słabszych obcych na boki. Wreszcie znalazł okazję na wydostanie się z tej dziury w dodatku z opcją zarobku. Kobieta nie wyglądała na groźną a sama misja powinna być banalnie prosta. Nie miał co prawda pojęcia gdzie leży dominium Chissów, ale to już chyba nie jego problem nie?

Wszedł do hutrowni i kupił jakieś batony energetyczne, szybkie obiady podgrzewane chemicznie i w cholerę białka i odżywek w proszkach. W sumie pracował często z ludźmi ale nie do końca rozumiał to co jedzą i dlaczego im to smakuje. Postanowił pójść po bezpiecznej linii bezsmakowych acz wysoce energetycznych składników, stosowanych zwykle w więzieniach czy kopalniach. No i były tańsze. Kolejne pakunki szybko znikały w worku, tak, to będzie całkiem dobry lot. Bubu zapłacił i ruszył w kierunku hangaru taszcząc na ramieniu worek z żywnością. Rozpychając się zignorował całkowicie wpatrującą się w niego intensywnie ładną kobietę o burzy blond włosów i niecodziennej karnacji skóry. Gapi się niech się gapi on ma swoje zadanie i lepiej żeby się nie spóźnił.

Wyłowienie nowego celu w tłumie było dla Alexis drobnostką. Przyjrzała się dokładnie wynajętemu przez pannę Frost najemnikowi, najpierw pod postacią Zabraka wykidajły a następnie śledząc go już w swojej ulubionej formie. Z pewnością nie stanowił zagrożenia dla potężnej Sithki, lecz nie należało bagatelizować żadnego ryzyka. Stanęła nieco wgłębi załomu korytarza, wznosząc ręce i inkantując cicho starożytne zaklęcie. Obcy zauważył ją i zignorował. Zapewne wziął ją za jedną z setek ćpunek, odwalających na stacji znacznie bardziej powalone rzeczy. Z resztą nawet gdyby chciał to co mógł zrobić, strzelić z blastera? Nieświadomość była w tym wypadku błogosławieństwem.
Alexis odetchnęła po skończonym zaklęciu. Dawno nie musiała się tak wysilać. Zastanowiła się dlaczego to robi. Nic prostszego jak pójść do Chisski i zademonstrować jej pełnię mocy, miała by kolejną sukę na usługach. Przerażoną, uniżoną i bezwolną. Zupełnie jak ta Neimodiańska gnida. Nie zrobiła tego, bowiem potrzebowała kogoś zupełnie innego.

Nicci dopełniła już wszelkich formalności i szła spokojnie w kierunku doku gotowa do walki na śmierć i życie. Była pewna że ktokolwiek jej szuka zastawił na nią pułapkę właśnie przy frachtowcu. Spokojnie weszła do sporego doku, teraz zajmowanego przez stosunkowo niewielki czerwony frachtowiec. Maszyna wyglądała na niemal nową i zadbaną, przynajmniej dla niewprawnego oka kobiety. Tym co ją martwiło był całkowity brak ruchu. Hangar wyglądał na zupełnie pusty.

- kiedy ona przyjdzie?
- niebawem, siedź i się nie wychylaj.
- ACHUTA, siedzimy tu już kupę czasu, jesteś pewien, że nic nie zjebałeś?
- Morda bo nas usłyszy, nikt nie zabija ludzi z Czarnego Słońca od tak, na bank jest super zabójczynią.
- Dobra dobra, Mike, K'raz jesteście na pozycji.
- Jak najbardziej.
- Widzę ruch, jakaś kobieta tu idzie.
- Hehe, wypłata już wkrótce.


Uzbrojeni po zęby najemnicy spoglądali na wchodzącą do hangaru wyglądającą na nieświadomą zagrożenia ofiarę. Szła jakby na spacer, z lekko przekrzywioną głową. Blastery ustawione na ogłuszanie uniosły się w górę. Jeszcze kilka kroków a znajdzie się w miejscu z którego nie będzie miała jak uciec, nie ukryje się przed krzyżowym ogniem czterech strzelców.
- trzy, dwa jeden. Ognia!!!
Kanonada zamieniła się w przeraźliwe krzyki, hangar został odcięty a napastnicy i kobieta byli jedynymi żywymi istotami w pomieszczeniu. Odczyty skanerów stacji bardzo szybko zredukowały liczbę żywych istot do jednej.
Alexis wyłączyła miecz świetlny i zaśmiała się dziko i złowieszczo. Stojący przed nią Pursuer "Klatka" był bardzo ładną jednostką. Skoro Panna Frost nie będzie go już potrzebować, szkoda by było gdyby miał się zmarnować. Spojrzała za siebie na pocięte i spalone ciała najemników. Zdecydowanie nie doceniali swojego celu. Banda amatorów...

Bubu był w hangarze przed czasem, w samą porę by wpaść na Re, krzątającą się wokół jednostki. Odlatywać mieli dopiero za piętnaście minut, ale sam obcy nie był zbytnio wyluzowany. Wrzucił szybko wór z zakupami do ładowni i udał się do kokpitu. Dopiero na widok znajomego ułożenia konsoli i urządzeń sterowniczych rozluźnił się nieco. Odruchowo zaczął robić procedurę przedstartową. Jego tubalny głos poinformował o zakończeniu procedury.
- Maszyna sprawna i gotowa, dokąd teraz lecimy?
Nicci już otwierała usta żeby mu odpowiedzieć, gdy przez sufit kabiny dostrzegła jakiś ruch na galerii otaczającej hangar. Ktoś składał jakieś urządzenie, może nie była ekspertem ale wielkie ruropodobne przedmioty zwykle charakteryzowały teleskopy lub ciężką broń. Może nie warto czekać żeby się przekonać?
Śluza hangaru była otwarta a silniki zawyły radośnie. Przez kadłub przeszło lekkie drżenie to zaskakująco sprawne dłonie Aqualisha aktywowały kolejne systemy statku, w tym konkretnym przypadku był to silnik repulsorowy który bardzo szybko obrócił jednostkę dziobem w stronę przestrzeni.
- Gotowa?


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Nicciterra » 26 Gru 2017, o 22:55

- Lećmy! Dawaj! Szybko! - w ostatniej chwili powstrzymała się od krzyku, wciskając siedzenie w fotel drugiego pilota. Musiała utrzymać fason przed nowym partnerem, lecz stawało się to kłopotliwe po tej kilkugodzinnej sesji ciągłego napięcia...
- Współrzędne na Toydarię?! - Bubu przyjął pytanie i podyktował. Statek opuszczał stację. I gdy tylko znaleźli się w nadprzestrzeni, kobieta odetchnęła z ulgą. Choć była bardzo zdziwiona faktem, że ją śledzono, a nie zaatakowano.

Teraz to już nie ważne, miała zaczątki planu. Teraz musiała tylko go skończyć.
- Bubu co kupiłeś do jedzenia? - zapytała ciekawa, że w sumie mało ze sobą przyniósł. Ten zaś krótko odpowiedział:
- W ładowni jest, idź zobacz. Kupiłem tak żeby przeżyć - Nicci zaczęła się zastanawiać co mógł kupić Aqualish, ale ruszyła w stronę ładowni, zostawiając go samemu sobie

Gdy zobaczyła właściwie same białko zrobiło jej się niedobrze...
- dobra, ważne, że żyję jeszcze... to i to przeżyję... - mruknęła pod nosem, wpatrując się w wór racji żywnościowych, pod tytułem "Przeżyj to sam". Nie mogła jednak winić Aqualisha, zadziałał w sumie słusznie i skutecznie wypełnił proste polecenie. Mógł nie wiedzieć, co lubi ona jeść. Nie było czasu to zrobił to najlepiej jak mógł. I tak czekała ich podróż do Toydarii, by zrobić istotne zakupy.

***

- Bubu, pamiętasz jak Ci mówiłam, że dostaniesz zaliczkę na statku?
- Miałem o tym z Tobą gadać, ale zniknęłaś z kokpitu i zamknęłaś się w kajucie dziś.
- Właśnie, bo widzisz. Mówiąc Ci, że nie chcę mieć kontaktu z nikim to dość istotna kwestia, ale sam wiesz, że to tak się nie da. Szczególnie jak mamy współpracować. Jak dolecimy na Toydarię, to -
zmieniła ton głosu jakby opowiadała dziecku bajkę na dobranoc
- jesteś właściwie samotnym kapitanem statku. Mnie tu nie ma. I nawet jak będą chcieli sprawdzić statek, to pozwól im. Mnie tu na prawdę nie będzie - zaczęła mówić znów normalnie. Nie miała pojęcia czy jest kontrola celna na Toydorii czy nie. W każdym bądź razie, moc pozwoli jej się ukryć, a jedyne co było jej miała właściwie na sobie, czy przy sobie w nierozłącznej torbie.
- Nie znajdą mnie, ani śladów mojej obecności, dobra jestem w te klocki. A prawdziwy cel Twojej wizyty na Toydarii, to oprócz uzupełnienia produktów spożywczych, będzie zakupienie rzeczy oto z tej listy co Ci przygotowałam - Nicci wręczyła datapad z prostą listą na wyświetlaczu, na której było napisane:

- Gogle z zaciemnionymi szkłami z filtrami intensywności światła - znajdziesz w sklepie dla mechanika.
- Tuby Tkanin z tekstyliów bawełnopodobnych o barwach szarych, czarnych i niebieskich. W sumie trzy tuby - do szycia ubrań, znajdziesz na pewno na Toydariańskim targu, jak całą resztę poniżej
- Nici do szycia ubrań i zestaw igieł
- Zestaw do makijażu dla ludzi
- Żółte farby do zmywalnych tatuaży na skórę - jak nie na targu to u gościa od tatuaży


- jak wrócisz z tym do mnie, wtedy dostaniesz dwa tysiące zaliczki, a ja będę mogła zmienić aparycję, by przypominać pantorankę z problemami ze wzrokiem i będziemy mogli normalnie-ej funkcjonować. Nie będzie to problem?
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 291
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Mistrz Gry » 5 Sty 2018, o 00:04

Silniki frachtowca pracowały równo i spokojnie. Więc pasażerowie mieli czas na rozmowę. Wyznanie kobiety zrobiło spore wrażenie na olbrzymim obcym. Nicci nie potrzebowała używać mocy by zorientować się że coś jest mocno nie tak. Bubu poruszał żuwaczkami i jakby przytłoczony ciężarem unikał patrzenia w oczy kobiety. W końcu zdobył się na dość szczere wyznanie.
- Widzisz, to nie jest do końca takie proste. Ja też jestem poszukiwany przez Imperium.
Zamilkł na chwilę by po krępującej ciszy dokończyć swoje wyznanie. Przez ten czas kobieta miała chwilę na oswojenie się z myślą że oto misterny plan zaczyna chwiać się w posadach.
- W zasadzie nie tylko przez Imperium, zrobiłem małą przysługę dla kumpla, i wplątałem się w niezłą kabałę z tak zwanymi rebeliantami w tle. Nie chciałem ci mówić wcześniej bo jak sama mówiłaś potrzebujesz pilota i ochroniarza.
Obcy wyglądał na nieszczęśliwego. Aczkolwiek równie dobrze mógł być po prostu głodny, socjologia obcych nie była ulubioną dziedziną na liście zainteresowań Chisski. Szybko jednak zorientowała się, że Toydaria była ruchliwym handlowym światem nie cieszącym się nadmiernym zainteresowaniem Imperium. Większym problemem byli by Huttowie i łowcy nagród, lecz skoro miała nie opuszczać frachtowca.
- damy radę
- Cieszę się że to nie jest problem, rozumiem że nasza umowa obowiązuje?
- oczywiście

Nie był w stanie stwierdzić czy mówi prawdę czy kłamie, nie miał jednak większego wyboru. Byli zdani tylko na siebie. Wielkolud wzruszył ramionami jakby pozbywszy się wielkiego ciężaru z pleców po czym ruszył do kokpitu. Pozostawiona sama sobie Nicci mogła jeszcze raz przemyśleć plan.

***

Bubu był naprawdę dobrym pilotem, lecieli szybko i gładko, a wyjście z nadprzestrzeni było ledwo dostrzegalnym wstrząsem. Jęk silników podświetlnych uzmysłowił Chissce, że już znajdują się u celu. W interkomie rozległ się głos pilota:
- zaraz podejdziemy do planety, zniknij na czas kontroli celnej proszę.
- oczywiście.

Skupiła się sięgając po moc. Tym razem musiała się solidnie wysilić, dlaczego korzystanie z wyuczonych umiejętności robiło się coraz trudniejsze? Nie była w stanie zrozumieć co się dzieje. Przecież robiła to setki razy.

Huttyjscy strażnicy byli bardziej zainteresowani opłatami i dodatkową premią niż sprawdzaniem jednostki, szybko też dokonała się tak zwania "odprawa" Imperialnych w przestrzeni nie było, co w pewnym sensie mogło być zastanawiające. Bubu nie zawracał sobie jednak tym głowy. Niewielka jednostka sprawnie podeszła do planety i przebiła się przez atmosferę. Lecąc nad malowniczymi bagnami pilot pozwolił sobie na kilka manewrów, najwyraźniej bardzo dobrze się bawił. W oddali ukazały się wieże kosmoportu. Krótka rozmowa z kontrolą lotów i lądowisko zostało im przydzielone.

Aqualish ruszył bez pożegnania w kierunku targowiska zabierając ze sobą worek i listę zakupów. Kobieta odprowadziła go wzrokiem, stojąc w oddali od iluminatora. Wróciła dawna uwaga i spokój. Z jakiegoś bliżej nie okreslonego powodu miała złe przeczucia. Cóż, obiecał że wróci w góra dwie godziny, przez ten czas droidy serwisowe miały uzupełnić paliwo. Maszyny nie wchodziły do wnętrza frachtowca, jednak skutecznie odcinały Nicci możliwość niezauważonego opuszczenia jednostki. W końcu ich sensory były niezbyt podatne na manipulacje mocą.

Równo półtorej godziny później usłyszała dziwny hałas na dworze, to jej pilot w towarzystwie dwóch sporych osobników wracał na okręt. Trójka mężczyzn zachowywała się nad wyraz swobodnie, była pewna że przytulali się do siebie. Bubu opuścił rampę korzystając ze swojego kodu dostępu i rzucił w głąb wielki wór z zakupami. Równocześnie wchodząc na pokład wraz z towarzyszami.
- Zrobiłem zakupy, zabierz je sobie a my się troszeczkę zabawimy w mojej kajucie. Jak byś coś chciała to... nie przeszkadzaj.
Trójka obcych przedefilowała, przez pół frachtowca, zamykając się w kajucie Bubu skąd szybko zaczęły dobiegać bardzo niepokojące odgłosy.

Otworzyła worek, w środku znajdowały się zamówione przez nią gogle, różnokolorowe farby i zestaw do makijażu wraz ze sporych rozmiarów pudełkiem wypełnionym przyborami do szycia. Tym co zaskoczyło Nicci była Piękna Pantoriańska suknia, ze zdecydowanie zaznaczoną talią i licznymi ozdobami. Trochę fachowej prasy o modzie i malutkie pudełko zawierające różnokolorowe szkła kontaktowe. Brakowało za to materiałów o które prosiła. Przekrój zakupionej przez obcego żywności także dawał dużo do życzenia. Na samym dnie worka znalazła zawiniątko z sandałami oraz jedwabną bielizną.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Nicciterra » 6 Sty 2018, o 01:22

Kobieta zawiesiła spojrzenie słuchając złych wieści. Odpowiadała krótko, gdyż w jej głowie właśnie prosty i jasny plan przelotu przez systemy jądra spektakularnie legł w gruzach. Musieli lecieć naokoło co jednak mogło być równoznaczne natrafieniu na piratów lub też wrogo nastawione niezależne systemy. Bez odpowiedniej wiedzy, padną łupem grabieżców lub bandytów, a musiała zrobić wszystko by nie ujawnić się. Muszą ustalić konkretną trasę, jednakże tylko jedna znana jej siła posiadała solidną wiedzę na temat zewnętrznych rubieży... Huttowie...

***

Uciekła... tak, zdecydowanie jej się zdawało, że uciekła. Niepokój i przeczucie nie chciały opuścić Chisski. Do tego ta niezrozumiała anomalia z mocą wyczuliła zabójczynię na wszelkie symptomy. Nie musiała zbytnio szukać. Aqualish spóźnił się i po prostu wprowadził sobie dwóch kolesi do kajuty, by kosztować uciech. Co lepsze, nawet zapomniał o tych dwóch tysiącach, które mu obiecała. Jakby się kurde zakochał. Nicci jednak postanowiła spojrzeć na to obiektywnie. Nie znała się na tym gatunku. Cokolwiek tam robi da mu jeszcze piętnaście minut. Potem wkracza. Jeden robi wypad, a drugi jak chce może się zabrać na przejażdżkę i od razu wylatują w stronę układu Nar Kreeta.

W międzyczasie kobieta postanowiła przejrzeć co kupił obcy. I musiała przyznać, że była pod wrażeniem wyboru Aqualisha... skąd on miał takie dobre oko? Zna się na modzie? Kupił jej nawet magazyny... może nadrobi zaległości. I jeszcze wpadł na pomysł ze szkłami kontaktowymi... Może jest jakiś trend mody na tatuowanie sobie oczu? Na czerwono? Wtedy soczewki, odpowiednia kreacja... z pewnością wypyta Bubu o jego zainteresowania.
Nicci zaczęła przeglądać magazyny z nieukrywaną ciekawością i zawzięciem, a w jej głowie zrodził się zupełnie nowy pomysł
- Bubu... jesteś genialny... a nie wyglądasz na takiego... - mruknęła pod nosem czytając drugi egzemplarz. Stała nadal w przejściu oparta o ścianę i pochłaniała strony zawzięcie. Zupełnie zapomniała o czasie, a odgłosy ze środka jakby uciekły w tło. Postanowiła zaaranżować kreację i nie tylko, świtał jej w głowie plan jak zagadać do Hutta. W końcu orientowała się, że minęło już ponad pół godziny
- koniec tego dobrego - założyła gogle i wpadła do środka z prostym zamiarem. Treść przekazu miała już na języku, musiała tylko "ładnie" to ubrać. Aqualish zbiera dupę, bo czas lecieć i tak przedobrzył. A jeden z kolegów musi iść precz, a drugi ewentualnie wedle umowy zostaje na przejażdżkę. Nie miała zamiaru się patyczkować. Była zbyt rozdrażniona.

Jak już wszyscy wszystko zrozumieją, Nicci powróci do czytania ciekawej lektury. Miała pomysł, by, jako pantoranka, "reprezentować" znaną prekursorkę mody i prosić Huttów o przysługę. Oczywiście zapłaci w dwojaki sposób. A konkretniej chodzi jej o to by uzyskać przewodnika lub dane o wycieczce po zewnętrznych rubieżach w celu porównania strojów i kultur oraz dokonać ewentualnej wymiany. Wszystko kończąc oczywiście na Csilli. Na wymianę miała zapowiedź "przyszłej współpracy", nie tylko w kwestiach mody oraz podarunek, krystaliczny sztylet.

Napisane zostały zamiary na zapas, byś mógł swobodnie poprowadzić dalsze kroki, jeśli obejdzie się bez przeszkód. Nie został napisany dialog w momencie wdarcia się do pomieszczenia, a tylko zamiar przekazu, bo zakładam, że na prawdę może się dziać tam wszystko xP
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 291
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Zordo's Heaven] Początek i koniec

Postprzez Mistrz Gry » 7 Sty 2018, o 19:47

Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Przestrzeń Huttów

cron