Content

Przestrzeń Huttów

[Ylesia] - Brygada Ryzykownego Ratunku

Image

Re: [Ylesia] - Brygada Ryzykownego Ratunku

Postprzez Kittani Levfith » 4 Lut 2018, o 20:41

Kittani wiedziała, że rozmowy których była bezpośrednim światkiem a zarazem inicjatorem na linii Rebelia - rodzina Besadi mogły zaważyć o losach jednej z planet, a być może w dalszym rozrachunku o jakieś części Galaktyki. Może nawet miały potencjał, aby przesądzić o całej wojnie z Imperium? Dopiero teraz zdawała sobie rację z tego, jak ważną osobą się starała i jak ważnymi osobistościami się otoczyła. Kiedy do tego doszło? Zdawać by się mogło, że nie tak dawno przemierzała pustynie Tatooine i prawie umierała w jednej z jaskiń z wycieńczenia. Wspomnienia z Gamorry były równie wyraźne i nadal zdawało jej się, że Cad zginął miesiąc temu a ona sama niedawno opuściła Ducha będąc jedynie kolejnym z rebeliantów, którzy stanęli po słusznej stronie. Teraz wpatrywała się w samą Jainę Solo przy boku Beji Besadi, tak niesamowitego i zaskakującego Hutta, będąc gościem w jej posiadłości. Brunetka poczuła ciężar sprawy i wiedziała, że spocznie na niej duża część tego brzemienia. Obie były wybitnymi strategami, osobistościami które dzierżyły na swój sposób władzę w rękach i zarządzały innymi. Kittani nadal pozostawała jednym z rebeliantów, który co prawda miał pod sobą innych ludzi ale w ostatecznym rozrachunku to od niej zależało wykonanie powierzonego zadania. Przysłuchiwała się z uwagą wszystkim rozpatrywanym aspektom przez obie liderki. Ich rozmowa nie pozostawiała żadnych złudzeń - przygotowania do wojny trwały. Jeżeli wspólnymi siłami chcieli wygrać batalię musieli przemyśleć i zaplanować wszystko w jak najlepszy sposób. Nic więc dziwnego, że rozmowy z czasem nabrały charakteru słownych przepychanek i ustępstw ze strony Beji. Jaina doskonale wiedziała co robi a Kittani w pełni rozumiała to, co próbuje ugrać podczas dialogu z Huttem. Brunetka milczała jednak przez większość czasu, pozwalając obu paniom na prowadzenie rozmów i negocjacji.
Słowa Jainy wyrwały ją z biernego słuchania i spowodowały, że brunetka uniosła zaintrygowana wzrok na hologram liderki Rebelii. Wiadomość o powrocie do bazy Urpa przyjęła bez zbędnego namysłu i już chciała potwierdzić swoją gotowość gdy Beji zaprotestowała na jej opuszczenie Ylesii. Wzrok obu padł na nią a ich wyczekujące spojrzenia jedynie potęgowały zaskoczenie Kittani. Miała decydować o swoim losie? Była na usługach zarówno jednej jak i drugiej.
- Oh - rzuciła w pierwszym odruchu, wyraźnie zaskoczona reakcją Beji oraz Jainy. Żadna z nich nie ustąpi i brunetka doskonale zdawała sobie z tego sprawę. - W pełni rozumiem wasze intencje oraz obawy. Jaino, wiesz że jestem Ci niezmiernie wdzięczna za okazywane mi na każdym kroku zaufanie i powierzenie rebeliantów pod moją opiekę. To dla mnie wiele znaczy. Jako jedna z obecnych w szeregach Rebelii znam strukturę siedziby Urpy i jeżeli od mojej ostatniej wizyty w wulkanie nie zaszły większe zmiany bez problemu doprowadzę do niego ludzi. Beji - Kittani odwróciła się do Hutta, przyglądając jej się uważnie - Wiem, że zapewnisz mi bezpieczny powrót i sprowadzisz pozostałych rebeliantów. Twoi ludzie to doskonale wyszkoleni wojownicy a ich obecność na Gamorrze będzie dla nas wszystkich ogromnym wsparciem. Rozumiem też Twoje obawy co do dalszych rozmów ale pamiętaj - zawsze możesz liczyć na moje wsparcie. Nie chcę jednak ryzykować Twojego życia na Gamorrze i uważam, że jesteś potrzebna na Ylesii aby właściwie zarządzać swoimi oddziałami. Jeżeli dysponujesz odpowiednim sprzęt do komunikacji oraz podasz mi wszystkie potrzebne informacje mogę uczestniczyć w waszych rozmowach bądź kontaktować się z Tobą w razie jakichkolwiek problemów. Sądzę, że w ten sposób zwyciężymy. Razem, wspólnymi siłami. - Kittani przeniosła wzrok na wyświetlaną przed nimi postać Jainy, czekając na ich reakcję.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 234
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Ylesia] - Brygada Ryzykownego Ratunku

Postprzez Mistrz Gry » 10 Lut 2018, o 01:34

Obie liderki w milczeniu wpatrywały się w Kittani gdy ta skończyła swoją przemowę i obie zerkały to na nią to na siebie licząc, na to, że to "ta druga" odezwie się pierwsza. Cisza powoli robiła się krępująca i ostatecznie przerwała ją Jaina.
- Kittani poleci na Gamorrę. - Stwierdziła krótko głosem nie tolerującym sprzeciwu - To nie podlega dalszej dyskusji. Jeżeli chcesz współpracy, Beji, to możesz o nią zadbać w tym momencie. Wystarczy, że nie będziesz tego komplikować bardziej niż to jest konieczne. I już będzie Ci to poczytane za zasługę. Nasz statek ląduje na Ylesi, Kittani na niego wchodzi i tyle nas tam było widać. Tylko od Ciebie Beji zależeć będzie też to czy poślesz razem z Kittani wsparcie. Z naszej strony zapewniamy pełną drużynę z dwiema sekcjami ciężkiej.
- Hmmm... Hmmmm.... Rozumiem. Z naszej strony mogę zagwarantować nawet dwa pełne plutony dobrze przygotowanych najemników. Jako wsparcie. Jedyne o co prosiłabym w zamian to podanie lokalizacji bazy Urpy. Wiem tylko tyle, że jest to wulkan a tych na Gamorrze jest trochę. Gdybym znała położenie tego miejsca...
- ...mogłabyś nas ubiec i zupełnie nie potrzebować naszej pomocy w opanowaniu tego miejsca i przywrócenia porządku na własną modłę. Nie. To nie wchodzi w gre. Kittani i moi ludzie lecą tam jako pierwsi i robią rekonesans. Ty wlatujesz jako druga.
- Hmmm.... Twardo stawiasz sprawe jak na kogoś kto jest daleko i może wysłać do boju drużynę. Ja daję dwa plutony a i cała kompania nie była by problemem. Nie masz za dobrych kart na ręce w tym rozdaniu a szarżujesz, oj i to jak. Co jest, nie ufasz mi?
- Oczywiście, że nie. To, że mamy przez chwilę po drodze ze sobą nie znaczy, że będzie tak zawsze. Ale obie wiemy, że możemy sobie teraz pomóc i to ja jestem w trochę lepszej sytuacji...
- Ha! Jak to? Oświeć mnie bo czegoś chyba nie rozumiem. Zasoby i pieniądze i ludzi mam ja. Ty masz tylko ideologie.
- I to dzięki tej ideologii mam przewagę. Gweek i klan Nurry poprze Rebelie. Żaden szanujący się klan gamorrean chący wolności dla swego ludu i planety nie poprze huttyjskich rodzin. Dobrze o tym wiesz. Potrzebujesz pośrednika pomiędzy Twoją władzą a mieszkańcami planety. Dlatego do mnie przychodzisz i zabiegasz o moje względy. Bo Rebelia będzie idealnym pośrednikiem.
- Hmmmm... Oceniasz mnie bardzo... Stereotypowo.
- Proszę Cię. Naprawdę mam uwierzyć w Twoje szczere intencje?
- Tak było by wygodniej... I milej. O. A co sądzi o Tym, Kittani? - Beji zwrócił się do brunetki z zaskakującym i nieapodziwanym pytaniem.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5419
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Brygada Ryzykownego Ratunku

Postprzez Kittani Levfith » 10 Lut 2018, o 12:16

Kittani przyglądała się tej wymianie zdań w milczeniu i nie dowierzała w to, co słyszy. Teraz ich dialog bardziej przypominał odbijanie piłeczki i konkurs na kto, kto ją mocniej odbije w stronę przeciwnika żeby ten nie mógł się zrewanżować. Była w stanie zrozumieć zarówno nieufną postawę Jainy jak i krzywdzące spojrzenie na Beji ale w tym momencie poczuła, że współpraca może okazać się niemożliwa. To ją przytłoczyło. Przyłożyła palce do skroni, jakby od ich wymiany zdań rozbolała ją głową i spoglądała tak chwilę przed siebie w milczeniu. Uniosła na nie wzrok z wyraźnym zrezygnowaniem.
- Sądzę, że nie potraficie ze sobą współpracować - westchnęła ciężko. Rola mediatora pomiędzy przywódczynią Rebelii a rodziną Besadi była ciężka, a ich mocne charaktery nie ułatwiały sprawy. - Albo przynajmniej nie chcecie ze sobą współpracować na takich warunkach. Rozumiem obawy i krzywdzące opinie ale... jeżeli faktycznie chcemy osiągnąć coś razem i przyświeca nam wspólny cel warto odłożyć te rzeczy na bok, chociaż na chwilę. Albo zachować to dla siebie.
Brunetka wstała i przeszła się po pomieszczeniu, wyraźnie się nad czymś zastanawiając. Potrzebowała chwili namysłu jak rozwiązać ten konflikt. Jaina i Beji jakby zrozumiały, że kobieta próbuje zebrać myśli i milczały wyczekująco. Chociaż w tym milczeniu obie były zgodne.
- Jeżeli same nie potraficie dojść do porozumienia muszę wkroczyć i interweniować. Ustalamy teraz wspólnie plan działania. Każdy przedstawia swoje prośby i obawy, razem tworzymy jednolity plan spełniający oczekiwania wszystkich. W przypadku braku porozumienia to ja mam decydujący głos jako dowodzący wyprawą do wulkanu. Z całym szacunkiem do was jako znakomitych przywódców, ale to właśnie moja osoba będzie na Gamorrze dowodzić oddziałem. Jeżeli natomiast nam się to nie uda - nigdzie nie polecę. Dwa razy udało mi się opuścić planetę, nikt nie gwarantuje że teraz też tak się stanie. Wasz brak porozumienia jedynie zwiększa ryzyko mojej śmierci - spojrzała na obie wiedząc, że taka decyzja je zaskoczy. Może taka terapia wstrząsowa sprowadzi je na ziemię, dzięki czemu obie schowają dumę i wszelkie uprzedzenia do kieszeni a skupią się na stworzeniu planu idealnego. Na takie rozwiązanie sprawy właśnie liczyła.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 234
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Ylesia] - Brygada Ryzykownego Ratunku

Postprzez Mistrz Gry » 18 Lut 2018, o 12:05

Słowa Kittani zdawały się odnieść należyty skutek. Obydwie spuściły głowy i unikały kontaktu wzrokowego z rugającą ich brunetką niczym dwie gówniary przyłapane przez dyrektora na paleniu przypraw w szkolnej łazience. Dziewczyna powiedziała swoje. A potem Jaina się rozłączyła a Beji stwierdziła, że musi coś zjeść i przemyśleć wszystko. Całość trwała tak szybko, że po minucie Kittani została sama w cichym pokoju łączności.

A po trzech godzinach rozmowy zostały wznowione. I tym razem Solo i Besadi dogadały się.

Statek Rebelii miał zabrać Kittani w przeciągu dnia. Kittani była w ciężkim szoku, ale potem dotarło do niej, że stosowny transport musiał być już wysłany po nią wcześniej a szykowany oddział musiał się już znajdować na jego pokładzie. Od razu też w głowie brunetki pojawiła się myśl, czy wspomniana drużyna z dwiema sekcjami broni ciężkiej nie miała być przypadkiem jej ekipą ratunkową. I czy dopiero w trakcie negocjacji Jaina nie wymyśliła im nowej roli. Co by jednak nie myślała, prawdy w tym momencie poznać nie mogła.
Besadii zgodziła się odstąpić zwiadowców z Gamorry pod komendę rebeliantów. W odwodzie miała natomiast trzymać te siły - które za radą Kittani miały znaleźć się w pobliży Nielegalnego Miasta. Tym sposobem Rebelianci i klan Besadii dokonał pewnego podziału jeszcze niezdobytych terytoriów. Gdyby operacja powiodła się według ich wspólnych planów Jainie Solo miał przypaść w udziale wulkan z sekretną bazą Urpy Lossa a we władanie rodu Besadii miało przypaść Nielegalne Miasto. Ani Jaina ani Besadii nie wspomniały o tym, że do obydwu lokacji silne roszczenia mogą mieć Gweek i cały klan Nurry.

***

Za drzwiami ktoś był. Kittani uniosła głowę z poduszki. Mimo, że prawie cały dzień spędziła na snuciu się z kąta w kąt to była już zmęczona i w zasadzie chciała wyłączyć holonetowe wiadomości i iść spać. O świcie miał przybyć Telemachus i czuła dziwną ekscytację na myśl o spotkaniu z załogantami Lucrehulka. Odgłos cichego pukania do drzwi rozbudził ją.
- Kittani. To ja, Beji. - Głos hutta był nietypowo cichy i smutny. - Twój statek będzie wcześniej. Za jakieś trzy, cztery godziny. W zasadzie... W zasadzie to wszystko już sobie powiedziałyśmy... Prawda? No to, tak tylko chciałbym Ci powodzenia życzyć.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5419
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Przestrzeń Huttów