Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 14 Maj 2018, o 11:12

Palpoo
Dwa speedery minęły się w pełnej prędkości; trzeci zamienił się w wirującą kulę fruwających części, pary i bryzgającej wody po tym jak przyjął w siebie serię czerwonych pocisków. Mike i Ashera krzyknęli tryumfalnie!
- O taaaak! - Mike wyrzucił pięści w górę.
- Jednego mniej! - Ashera wykonała zwrot i śmiała się perliście w stronę swego partnera.
- Zali, cóż tu się popsowało? Och, to niedorzeczne mechanizmum. Cóż się tu dzieje! - Palpoo męczył się z wokabulatorem i nie do końca zdawał sobie sprawę z odniesionego zwycięstwa.
W tym momencie na tafli wody pojawił się cień a nad ich głowami, z głośnym wizgiem pracujących silników, przeleciał zniżający się do przyziemienia frachtowiec. Stary i zdezelowany Ghtroc miał opuszczony trap a na nim, trzymając się relingów i wsporników hydraulicznych stali najemnicy i gamorreanie szykujący się do szybkiego desantu. Frachtowiec otworzył też ogień do nadlatujących pojazdów wypełnionych wojownikami klanu Obrogga. Ostrzał nie był zbyt celny, ale maszyny wroga musiały zacząć kluczyć i odrobinę zwolnić.

Gweek
Czekali. Cierpliwie, choć nerwowo przebierali nogami. Rozstawieni ramię w ramię choć poukrywani. Obserwowali zbliżające się pojazdy desantowe wroga. Jeszcze tylko parę przedłużających się chwil i ich poszycia miały zatrzeć o piaszczystą plażę. Na horyzoncie pojawiły się też kolejne dwa większe śmigacze, które ruszyły w ślad pierwszej trójki. Gweek przełknął ślinę. Ale nie dlatego, że się bał. Po prostu zrobiło mu się sucho w pysku.
Znowu czuł podniecające wibracje. Fart wyostrzał jego zmysły, ale pierwszy raz wprowadzał też coś nowego. Pewną jasność i spokój ducha. Czuł, że jest gotów do bitwy. Jednocześnie czuł też, że wszyscy jego podkomendni są do tego przygotowani; wpatrywali się w niego i odnajdywali w swym wodzu sporą dawkę bitewnej inspiracji.

Kittani i Mirax
Kkokpit wrzał od niesamowitego zgiełku.
- Ostrzał niecelny! - Krzyknął operator dolnej wieżyczki.
- Nie mam ich w polu! - Krzyknął drugi.
- Wal w AT-AT!
- Nic to nie da!
- Mamy mało czasu! Ciąg... Zachowuj go.
- Maksymalna moc na silniki manewrowe...
- Czy ja właśnie na jeziorze zobaczyłem ewoka?
- Kokpit. Jesteśmy gotowi do desantu.
- Dalej zróbmy to! Zróbmy to szybko! Zostawiamy ładunek i...
Głośny huk przelatującego w pobliżu frachtowca czerwonego ładunku energii wystrzelonego z ATAT strwożył wszystkich; na krótką chwilę tarcze rozświetliły się polem błękitnych wyładowań.
- Wstrzelili się! Wstrzelili się!
Następnego huku już nie usłyszeli...

***

Metalowy korpus pojazdu zatrząsł się gdy wbiły się w niego dwa czerwone ładunki tworząc wyrwę w jego poszyciu. Po drugiej stronie - po chwili, jakby z opóźnieniem - pojawiła się kolejna wyrwa przez którą buchnęły płomienie, iskry i dym. Szalejący we wnętrzu ogień musiał momentalnie objąć całe wnętrze maszyny. Nikt we wnętrzu nie miał szans na przeżycie.

Piloci, obsługa broni, najemnicy Besadi, Nurra, Mai'fach, Erd, Kittani, Mirax.

Wszyscy wpatrywali się jak AT-AT zamienia się w dymiący przestrzelony na wylot wrak. Przednie nogi maszyny ugięły się i cała konstrukcja runęła do przodu by skończyć z głową zakopaną w jeziornym mule.

***

- KURWAAAAAAAA! UDAŁO SIĘ! Nantel, jak Nadia się zgodzi, to chcę Cię przelecieć!
Shooting Star przeleciał nad dymiącym wrakiem.
Nantel uśmiechnął się tylko do siebie i zaczął ładować główne uzbrojenie do ponownego ataku.
- Nie wiedziałem, że ten statek ma taką moc. - Powiedział starając się na spokój; wyobraźnia podsunęła mu niegrzeczny obraz w którym on był przywiązany do łóżka a Nadia i Ka'aval zajmowały się nim.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 14 Maj 2018, o 20:06

Wyszli z nadprzestrzeni w niedalekiej, jak na próżnię kosmosu, odległości od planety. Ka'aval skierowała się w kierunku strony planety, która odpowiadała przesłanym im koordynatom. Nantela zaczęło jednak dręczyć niepokojące przeczucie, które nasilało się wraz ze zbliżaniem się do pierwszych warstw atmosfery. Ishi Tib siedział w spokoju w pomieszczeniu wspólnym, czekając na razie na dalszy rozwój wypadków. Pomysł Nantela przynajmniej chwilowo go uspokoił i powstrzymał od dalszych prób wypytywania o rebeliantów. To nie on był więc przyczyną niepokoju.

W jednej chwili obraz planety zniknął i Nantel zaczął spadać w dół, przez powietrze. Uderzył w taflę wody, zanurzając się w niej i łapczywie próbując utrzymać powietrze w płucach. Szybkimi, nieskoordynowanymi ruchami próbował wydostać się na powierzchnię. Wokół siebie słyszał szum, ale miał wrażenie, ze nie powodują go tylko jego ruchy. Kiedy w końcu udało mu się wynurzyć na powierzchnię, zrozumiał dlaczego. Nad jego głową toczyła się bitwa. Dwa kolosalne monstra strzelały czerwonymi boltami w metalowego ptaka. Nie wiedział czemu, nie potrafił ich nazwać we wspólnym języku, jakby urodził się na tej planecie i niewiele wiedział o reszcie galaktyki. Spojrzał w górę. Wiele z jego braci i sióstr leciało wyglądając z trzewi ptaka, opuszczonych w dół, jakby miał wypuścić ich na ląd. Jednak nie zdążył. Stary, zdezelowany trochę frachtowiec został rozerwany w wielkim wybuchu czerwonych pocisków, które w niego trafiły. Teraz przypomniał sobie słowo oznaczające tą spadającą już teraz kulę ognia. Może ktoś ocalał, może... Nie zdążył. Ścigacz sunący przez wodę pędził wprost na niego...

Wtedy wizja się skończyła. Znów stał oparty o fotel pilota i wpatrywał się w coraz większą planetę Gamorrę. Czuł jednak, że wizja zesłana przez Moc jest bardzo bliska spełnienia. Choć jej nie rozumiał, wiedział, że mogła mieć związek z rebeliantami.
- Ka'aval, musimy lecieć w inne miejsce. Nie w punkt spotkania. Moc... miałem wizję i rebelianci mają chyba kłopoty. Musimy im pomóc! Leć tam - wskazał jej kierunek. - Mam złe przeczucia...

***


Weszli w atmosferę planety. Ka'aval nadal ostro schodziła w dół, kierując się od razu w stronę wskazywaną przez Nantela. Ten wraz z Nadią stali tuż za fotelem pilota i nerwowo wypatrywali czegoś nie na miejscu. Czuł, że Moc ściąga go w tym kierunku nie bez powodu, teraz tylko musiał go znaleźć.
- Ocho, coś jest na radarze, coś większego - twi'lekanka wskazała im na skaner.
- Tam! Patrzcie! - Nadia pierwsza dostrzegła jakieś kształty ponad linią lasu.
- O w mordę...
Dwa AT-ATy kroczyły właśnie przez las, miażdżąc wszystko na swojej drodze. Mało tego, ostrzeliwały też pewien stary frachtowiec, który Nantel rozpoznał jako ten ze swojej wizji. W dole, wśród leśnej gęstwiny też trwała bitwa. Woda z jeziora pieniła się i bryzgała na wszystkie strony od przelatujących nad nią ścigaczy. Wyglądało na to, że walki rebeliantów z Imperium na Gamorrze zaczęły się znacznie wcześniej, niż by tego chcieli. Ciekawe, co się działo przez te ostatnie kilka dni...
- To chyba nasi - zaczął niepewnie Nantel obserwując ciężki ostrzał, pod którym znajdował się stary frachtowiec. - Ka'aval, zejdź niżej nad wodę i potem w ostatniej chwili odbij w górę. Zaskoczymy te machiny. Nadia, bierz działko na przodzie, ja złapię za tą armatę.
Rzucili się do stanowisk ogniowych i zaczęli ładować broń. Działka z przodu nie miały szansy przebić się przez pancerz starych maszyn kroczących, ale broń, którą obsługiwał mechanik wyglądała... groźnie. Turbolaser jako modyfikacja Shooting Stara raczej nie był powszechnie spotykany.
Zeszli niżej, wyrównali lot, a Nantel przymierzył. Komputer celowniczy pokazał gotowość i oddali strzał dokładnie w chwili, gdy AT-AT namierzył drugi ze statków...

***


Musiał uczciwie przyznać, że nie spodziewał się takiej mocy na tym frachtowcu. Dymiące szczątki AT-AT osuwały się w muł, gdy Ka'aval rozpoczęła nawrót. Statek rozbrzmiewał jej radosnym okrzykiem i niemal czuć było w powietrzu determinację pilota i chęć do walki. Chyba jej tego brakowało. Dość miała oczekiwania, podróży i w końcu mogła całą nagromadzoną energię spożytkować na walkę. Sam skupił się na wskazaniach komputera. Broń dopiero się ładowała i musieli teraz przetrwać do momentu następnego strzału. Nie był najlepszym strzelcem, a z pokładowego działa strzelał pierwszy raz w życiu, jednak AT-AT nigdy nie grzeszyły zwrotnością. Przy zaskoczeniu, jakie im zafundowali, właściwie strzelał jak w drzwi jakiejś stodoły. Twi'lekanka dobrze sobie radziła, była niezłym pilotem i wyczyniała akrobację za akrobacją. Wypadałoby jej jednak pomóc.
- Nadia, nie odpuszczaj im! Przy każdej okazji strzelaj im w iluminatory. Mają skanery, ale niech przynajmniej nic nie widzą na oczy. Poza tym, jak zobaczą kolejne bolty, może zesrają się ze strachu! Damy czas tym na dole!
Czekał teraz, aż broń będzie gotowa. I może nie był wyćwiczonym strzelcem, ale jako mechanik widział od pierwszego spojrzenia na maszynę kroczącą, gdzie uderzyć. Jej najsłabszym elementem były nogi. Wzmocniono je i opancerzono, ale przy łożyskach każdej z nóg musiano zostawić miejsce na ich odpowiednią ruchomość. To tam należało uderzać.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 15 Maj 2018, o 16:08

Zamieszanie w kokpicie udzielało się niemal wszystkim. Piloci starali się wykonywać wszystkie manewry jak najdokładniej i jak najszybciej. Strzelcy pomimo kolejnych akrobacji starali się jakimś cudem namierzyć cele, które nadal pozostawały poza ich zasięgiem ale chociaż zmusiły do spowolnienia śmigaczy. Nikt nawet nie rwał się na to, by ruszyć na strzelający w ich kierunku AT-AT. Kittani zaciskała dłonie na fotelu jednego z pilotów i nerwowo zerkała na radar, gdzie stopniowo pojawiały się kolejne obiekty. Po tym jak kroczący potwór wystrzelił pierwsze bolty w ich stronę kobieta wiedziała, że muszą jak najszybciej dokonać desantu. W pojedynkę nie mieli jakichkolwiek szans na pokonanie tego kolosa - wyposażenie ich frachtowca nie było na tyle potężne. Lądowanie pozostając nadal w zasięgu maszyn było niezwykle ryzykowne, jednak nie mogli zdziałać czegokolwiek innego. Czas ponownie działał na ich niekorzyść, a każda sekunda przybliżała ich do śmierci w szczątkach statku.
Początkowy atak paniki wśród knurów szybko odszedł w zapomnienie, kiedy obsługa opuściła trap. Znajomy widok Gamorry, ich domu o który przyszło im walczyć szybko uspokoił klan Nurry i zadziałał niczym przypomnienie. Wszyscy lecieli wspomóc swojego ukochanego wodza. Za Gweeka byli w stanie oddać swoje życie, niezależnie od wieku czy stanu zdrowia. Spoglądali teraz na swoje miejsce zamieszkania z zupełnie innej perspektywy niż dotychczas. Pomimo przygotowania do desantu co któryś knur kwiczał cichutko, przyglądając się koronom drzew które były rozdmuchiwane przez mocno pracujące silniki. Frachtowcem zatrzęsło a tarcze rozświetliły się dobitnie utwierdzając wszystkich obecnych, że właśnie zostali ustrzeleni. Kittani wbijała się palcami w fotel pilota, w drugiej dłoni zaciskając wisiorek z kessum, który towarzyszył jej przez cały czas. Czy właśnie tak mieli wszyscy zginąć? W takiej sytuacji odlicza się tylko sekundy do następnego huku, który zamieni ich frachtowiec w kulę ognia. Podświadomość kazała jej zamknąć oczy tuż po tym jak odliczyła czas do następnego huku.

Nastała przejmująca cisza.

Kobieta otworzyła oczy nie wiedząc, czego może się spodziewać. Wszyscy dookoła pozostawali w zgodnej ciszy, wpatrując się przed siebie. Tylko jeden dźwięk nie pasował.... Brunetka uniosła wzrok by spojrzeć na kroczącą kulę ognia, która nagle zesztywniała i powoli chyliła się ku tafli jeziora. Pozwoliła cieszyć się tym widokiem na pół sekundy. Później jej wzrok powędrował ku górze, pozostawiając wrak maszyny zakopany w mule. Ktoś musiał wycelować w maszynę. W blasku słońca, dosłownie na krótką chwilę mignęła jej sylwetka innego statku. Przecięła niebo nad Gamorrą rozjaśniając je chwilowo niczym spadająca gwiazda.
- Dowiedz się co to za statek - rzuciła do drugiego z pilotów - Musimy wykorzystać taką okazję. Wszyscy do desantu! Piloci na miejscach, strzelcy kontynuować ostrzał śmigaczy - tuż po wypowiedzeniu tych słów Kittani wybiegła z kokpitu i ruszyła w stronę ładowni gdzie wszyscy w euforii po wybuchu jednej z maszyn wyczekiwali na lądowanie frachtowca na plaży. Gdyby nie grupa najemników na przodzie Kitttani podejrzewałaby, że nie jeden knur byłby gotów skoczyć z opuszczonego trapu na widok Gweeka. Podeszła do dowódcy najemników, chociaż zwracała się bezpośrednio do wszystkich.
- Po lądowaniu przegrupować się i zająć dogodne pozycje do ostrzału wrogich pojazdów i wszystkiego co z nich wyjdzie! Klan Nurry zajmie się walką wręcz na plaży. W momencie zajęcia pozycji dowództwo przejmuje Gweek i Nurra. - dowódca ze strony Besadii przytaknął głową na znak, że przyjmuje wszystkie rozkazy. Zanim ktokolwiek zdążył o nią zapytać brunetka wróciła do kokpitu, zajmując jeden z wolnych foteli. Spojrzała na Mirax, która obecnie stroniła od ramienia pilotów i przypatrywała się wszystkiego wyraźnie spięta. Nie potrzebowała Mocy aby wyczuć, że obecna sytuacja nieco ją przeraża.
- Możesz wspomóc walki na plaży albo pozostać ze mną na pokładzie. Ten drugi statek musi jakoś zyskać na czasie zanim ponownie uderzy w AT-AT. Dziwię się, że zjawił się tak nagle ale najwidoczniej wspiera nas, więc trzeba odciągnąć od niego uwagę maszyny. Trochę się z nimi pobawimy nad jeziorem...
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 270
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 15 Maj 2018, o 20:00

Małe zwycięstwo, podbudowało serca, a gdy chwilę później eksplodował Jeden z AT-AT Ashara i Mike byli już pewni tego co należy zrobić. Skutery zakręciły bączki nad wodą i ruszyły w stronę desantujących się na brzegu najemników. Doświadczeni piloci nie lecieli jednak wprost na wroga zamiast tego zataczali delikatny łuk starając się wejść na tyły jednostek najemników. Manewr powiódł się. Trzy pierwsze jednostki dotarły do plaży wysypując ze swych trzewi przeciwników, dwie kolejne stały się celem dokuczliwych niczym komary skuterów. Maszyny zasypały ogniem skrajną prawą jednostkę. Kilka ciał wypadło do wody a sama maszyna zwolniła. Pozostali po zdradzieckim ataku najemnicy zaczęli się ostrzeliwać z broni ręcznej.
- Skarćmy bisurmanów!!
Ewok pamiętny bolesnych przeżyć z wodą, trzymał się mocno Ashary pokrzykując wrogo. Jego Vocabulator nadal nie czuł się najlepiej
- Daj!! Daj!! Daj!! Daj!!
Kobieta sprawnie zakręciła swoją maszyną zachodząc skosami, podczas gdy Mike osłaniał ostrzeliwując wrogą jednostkę ze wszystkiego co miał na pokładzie. Maszyny minęły się niemal burta w burtę, a ze skutera coś odpadło.
- GRANAT!!
- No cześć! - paciorkowate oczka przez ułamek sekundy patrzyły na zaskoczonego najemnika.
- Arrgh!!
Ciśnięty na pokład Palpoo nie wymieniał wielu uprzejmości. Krew tryskała z otwartego gardła. Mężczyzna nie zdążył uciec gdy na pokładzie się zakotłowało. Włochaty misiek, ciął bez litości po udach, plecach i ramionach, jego sztylet z łatwością wnikał w zakamarki zbroi, raniąc i drażniąc przeciwników. Kilku najemników rzuciło się do tyłu by wyeliminować zagrożenie, lecz na to właśnie czekali atakujący na skuterach ludzie. Dwie kolejne postacie dołączyły do abordażu a los najemników stał się przesądzony.
- zaatakowali nas, pomóżcie pomóżcie!! Aaach
Pilot i towarzyszący mu najemnik byli ostatnimi ofiarami oddziału abordażowego. Zakrwawiona murzynka w postrzępionym ubraniu dyszała ciężko. Przypalone blasterowym boltem udo nie wyglądało najlepiej, Mike nie widział na lewe oko zakryte imponującym siniakiem, szybko oglądał tablicę przyrządów starając się zorientować jak prowadzi się ciężki ścigacz. Palpoo leżał na stercie trupów ciężko oddychając, dzisiejszy dzień dał mu się mocno we znaki, Tylu siniaków i razów nie zebrał od bardzo bardzo dawna, mógł być pewien, że kiedy zejdzie adrenalina będzie jedną futrzaną kulką bólu.
- Mamy problem.
- Kurwa, lecą na nas.
Drugi z pojazdów, widząc kłopoty sojuszniczej jednostki zawrócił i płynął właśnie w ich stronę strzelając gęsto z blasterów. Bolty zadudniły o pancerz speedera.
- Nie damy im rady.
- Nie musimy, trzymajcie się.
Manetka gazu poszła maksymalnie do przodu a speeder ruszył powoli rozpędzając się i zmierzając w stronę wroga. Mike prowadził na wpół ukryty za deską rozdzielczą, zaś Ashara strzelała ze zdobycznego repeatera. Nie miała jednak szans w pojedynku toczącym się z kilkunastoma przeciwnikami. Szybko zmusili ją do ukrycia się za opancerzoną burtą.
- Zginiemy
- Skaczcie, staranujemy ich,
- Unikną! nie damy rady.
- Zaiste niefortunnie!
- Zaufaj mi Ash.

Mike wypchnął z pokładu swoją towarzyszkę i Ewoka, Palpoo chlupnął w wodę niczym korek. Ashara chwyciła miśka i próbowała płynąć w kierunku pozostawionych z tyłu skuterów. Najemnicy dostrzegli dziewczynę i szybko woda wokół zagotowała się od boltów. Wroga maszyna była już zdecydowanie za blisko. Weteran Mike nie miał dużo czasu, nastawił ster mniej więcej w kierunku wrogiej jednostki i odbezpieczył wypatrzony wcześniej pas z granatami. Cisnął go między trupy i ostatni raz korygując kurs rzucił się w toń jeziora ścigany szkarłatnymi boltami. Zanurkował czekając na wybuch.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1636
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 16 Maj 2018, o 19:00

Przez jedną krótką chwilę myślała, że będzie po nich. Sytuacja wcale nie wyglądała kolorowo i fakt, że manewrowali po niebie niemal obijając się po wnętrzu statku przy najróżniejszych akrobacjach wcale nie pomagało. Mirax nie była nawykła do podobnych zdarzeń i stres wziął górę. Mimo to udało się im wylądować i co więcej, cała załoga frachtowca miała doskonały widok na upadek kolosa. AT-AT zarył o ziemię ginąć w płomieniach - los, albo Moc wesłały im pomoc. To jednak nie był koniec.
Większość osób opuściła statek, ale po chwili wróciła Kittani. Mirax spojrzała na nią wzrokiem, w którym czaiło się zagubienie. Miała być lekarzem, spokojnie siedzieć w gabinecie i pomagać innym, a zamiast tego od dobrych kilku miesięcy żyje w ciągłym biegu i wciąż musi walczyć. Co więcej, z czasem sytuacja się nie poprawia, a teraz siedziała w samym środku bitwy. Moc jej nie oszczędzała, fundując jej coraz więcej trosk, problemów i przeszkód. Eygan poczuła się nagle potwornie zmęczona, jakby miała za sobą nie miesiące, a lata ciągłej walki i aktywności.
- Na statku nie przydam się zbytnio, mogę wspomóc się Mocą o pomóc w obieraniu kierunków, ale nie wątpię w wasze umiejętności pilotażu, zdecydowanie są lepsze niż moje.
Zeskoczyła z półki chwytając w łapkę miecz świetlny. Nie była wyszkoloną wojowniczką, ale ostatnio mocno podniosła swoje umiejętności w tym względzie, do tego wiedziała, że w jej głowie nadal tkwi wiedza, która może zostać uruchomiona tylko w jeden sposób - przez praktykę. Nie podobało jej się to, ale jeżeli jej działanie mogło podnieść ich szansę na zwycięstwo to no cóż, jej własne upodobania nie miały tutaj znaczenia. Znów zamiast lekarzem będzie rzeźnikiem. Potem to odchoruje. Spojrzała na brunetkę, podnosząc na nią błękitne tęczówki, jej uszy niespokojnie się poruszyły, a futro przybrało ciemniejszego kolory przywodząc na myśl coś groźnego.
- Niech Moc będzie z tobą Kittani Levfith.
Po tych słowach zniknęła z kokpitu, udając się na pole walk, tuż za najemnikami i Gamorreanami.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 17 Maj 2018, o 12:30

Palpoo
Pod wodą Palpoo i Ashera się rozdzielili.

Eksplozja rozświetliła toń jeziora a jej odgłos zadudnił bulgotliwie odległym echem. Palpoo ocknął się jakby do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, że znalazł się pod wodą a jego włochaty zadek ciągnął go coraz głębiej.
Ruszył ku powierzchni czując jak jego płuca kurczą się z bólu i braku oddechu. Jasność, zwiastująca obecność upragnionej powierzchni, z każdym kolejnym machnięciem łapy i wierzgnięciem nogi, była coraz bliżej. Zatrzymał się tylko na moment, gdy nad jego głową pojawił się cień przelatującego śmigacza.

Wypłynął na powierzchnię łapczywie łapiąc oddech i bijąc przykrótkimi łapami w wodę byle tylko utrzymać się na jej powierzchni. Obok niego w wodzie unosiła się Ashera. Jednak nigdzie nie było widać Mike'a.
Na wodzie unosiły się płonące szczątki rozrzucone przez eksplozję; sam śmigacz pływał jeszcze choć wyraźnie jego chwile na powierzchni były już policzone. Obok pływało też kilka ciał wrogich najemników.
Szarża Mike'a powiodła się tylko połowicznie. Drugi ze śmigaczy leciał dalej w stronę plaży choć jego załoga zdawała się być przetrzebiona a prędkość niezbyt imponująca.
Nigdzie też nie było widać skuterów repulsorowych.
- Mike! Gdzie jesteś! Mike! - krzyknęła Ashera próbując sięgnąć wzrokiem ponad rozkołysane fale jeziora.
Zamiast odpowiedzi Mike'a usłyszeli wściekły kwik gamorreanina a potem głośny rozbryzg. Z tonącego śmigacza do wody wskoczył knurzy wojownik i zaczął płynąć w stronę Ashery i Palpoo.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 17 Maj 2018, o 16:23

Przyczajona grupa wojowników przyglądała się zza bezpiecznej osłony nadlatującym pojazdom. Każdy osobnik wiedział, który z podniebnych ptaków uznać za swój, a który za wrogi. Olbrzymie potwory pluły zajadle ogniem do podniebnego akrobaty, który wykonywał wyuczoną część przedstawienia. Otwierający się brzuch największego oblatywacza ukazał ciemnozielone sylwetki, uwięzione w środku. Serce rosło na widok rodaków, zbliżających się w ich kierunku.
Nie musiał wypatrywać swojej żony, po prostu wiedział, że gdzieś tam w środku jest. Intensyfikacja ostrzału frachtowca nie spowodowała nawet mrugnięcia okiem u Gweeka. Omiatając wzrokiem jednostkę, klucha w gardle urosła na dobre, uniemożliwiając oddychanie. Jak na razie latadło dawało sobie całkiem nieźle radę, aż stało się najgorsze, co tylko mogło. Smugi światła rozmyły się na tarczach, zatrzymując się na kadłubie. Statkiem zatrzęsło, a on jedynie mógł mocniej zacisnąć dłoń na rękojeści arg'garoka. Strach, że wszystko straci, spowodował napięcie całego ciała. Był już tak blisko... na wyciągnięcie ręki... na samym końcu wędrówki. Przeklinałby sam siebie, że nie był w stanie tego powstrzymać. Statkiem zatrzęsło i na szczęście poleciał dalej, jak ranny zwierz. Wszyscy odetchnęli z ulgą i nawet pokusili się niektórzy na okrzyki radości, gdy jedno monstrum zanurkowało w szambie po ataku podniebnego drapieżnika. Speedery i frachtowiec z podobną szybkością zbliżały się do siebie, jak na corocznym wyścigu w Mos Espie. Piloci byli gotowi do zderzenia czołowego, żaden z nich na pewno nie odpuści do samego końca podróży. Tak jak na okrążanej trzykrotnie arenie, piach był i tu.

Częściowo skryci łowcy wystarczająco długo czekali na zwierzynę. Ich cierpliwość miała zostać za chwilę nagrodzona. Nie zwlekając, aż cztery burty zaryją o miękki pioch, myśliwi uderzyli na niczego nie spodziewającą się ofiarę. Wyruszyli truchtem na łowy, po krótkiej komendzie swojego wodza. - Ruszamy do naszych!

Zmierzając bardziej do swoich, Pitoogg wysunął się do przodu, na chwilę przyklękując przy jednym ze zmarłych, leżącym na piachu brzuchem do dołu. Położył ze zrozumieniem dłoń na ramieniu, po czym wyrwał z zastygłej ręki broń. Jemu się już na nic nie przyda, a mnie może pomóc dokonać zemsty.

Grupa ruszyła po szerokim łuku w stronę brzegu jeziora, dając czas na wysypanie się ze środka frachtowca mieszance najemników, rebeliantów i gamorrean, dołączających się do szybko rosnącego w siłę rozwrzeszczanego stada. Ludzie i inne humanoidy ustąpiły miejsca większym od siebie istotom, rozstępując się im na boki i jakoby w drugiej fali rozlokować się przed trapem maszyny stojącej na środku plaży. Mając wolną drogę i pole do ostrzału, rozpoczęli wymianę boltów między wrogimi grupami. Jedni leżeli, inni klęczeli, natomiast spóźnialscy, jako ostatni - stali w lekkim rozkroku i ostrzeliwali pozycję wroga tak, jak swoi koledzy po fachu.

Lekka przewaga nieznacznie rysowała się po stronie "atakujących", gdyż "obrońcy" rozdzielili częściowo ogień na rozdzielającą się kulę zniszczenia i ostrzeliwujących intensywnie ich pozycję napastników, przez chwilę osłonionych przez ruchomą ścianę gruboskórnych ciał. - DO BOJU!!! Ziemia zatrzęsła się od galopu kilku dziesiątek rozpędzonych gamorrean. W pierwszym szeregu nacierających plażą biegł Gweek, dzierżąc dwa paskudne Vibro-Ax'y. Jeden do obrony, drugi do ataku. Nie chciał pozwolić, aby ostatni ze speederów dołączył do reszty, desantując swoją zawartość na pole bitwy. Klan Obrogga nie zdążył się do końca przegrupować, formując podobnie zbitą formację przy swoich maszynach.
Laserowy ogień ustał równie nagle co się pojawił, gdy tylko obie grupy piechurów zderzyły się z impetem. Nikt z sojuszników klanu Nurry nie chciał strzelić przypadkiem sprzymierzeńcowi w plecy, jedynie wypatrując dogodnego celu, oddalającego się lub wychylającego od stłoczonych wojów, walczących wręcz.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 237
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 18 Maj 2018, o 10:26

Była zdenerwowana i zestresowana, ale mocno trzymała w łapce miecz świetlny, póki co wyłączony. Wypadając na zewnątrz widziała istoty najróżniejszych ras, które przegrupowują się i przygotowują do starcia. Nie bardzo wiedziała co robić, gdzie iść, ale szybko udała się w stronę Gamorrean, starając się mimo wszystko być bardziej i z tyłu. Ostatnie czego by chciała, to zostać zadeptaną przez bandę knurów w szale bojowym. Miecz miała w gotowości. Bała się, ale skupiła się na chwili obecnej, a przede wszystkim zagłębiła się w Moc. Będzie jej potrzebowała - musi się wzmocnić, wyostrzyć refleks i szybkość. Walka na plaży... nie będzie to łatwe, patrząc na to, że wciąż buszował jeszcze jeden AT-AT, na to jednak nie mogła nic poradzić, mogła mieć nadzieję, że tajemniczy statek sobie z nim poradzi. Była gotowa do boju.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 18 Maj 2018, o 14:59

Frachtowiec oderwał się od ziemi i przeleciał nad połączonymi siłami Gweeka i Nurry; operator dolnej wieżyczki nie omieszkał poprowadzić kilku serii po lądujących na plaży śmigaczach co poskutkowało tym, że kilka wrogich ciał wpadło do płytkiej przybrzeżnej wody.
Potem frachtowiec ruszył przed siebie wznosząc się w powietrze by dołączyć do krążącego - i unikającego ostrzału AT-ATa - Shooting Stara.

Bitwa rozpoczęła się od wymiany ognia pomiędzy siłami klanu Obrogga i Nurry. A była to brutalna wymiana bo zarówno jedni jak i drudzy mieli w swoich szeregach strzelców i sporo broni blasterowej. W tej mierze przewaga była po stronie klanu Obrogga bowiem ich lądowanie było wspierane ogniem prowadzonym z dwóch stanowisk ciężkich automatycznych karabinów blasterowych (DLT-19 i zmodyfikowana wersja starego obrotowego Z-6) zainstalowanych na śmigaczach.
I to właśnie ta broń położyła pierwszych wojowników po stronie Nurry. Wśród ofiar byli między innymi Ghurk, który umarł z dużą dymiącą dziurą w piersi oraz Jub i Buj, którzy nie chcieli się skryć przed ostrzałem i sami, stojąc na wzniesieniu terenu, próbowali się wstrzelić we wroga.

***

- Beji? Jakieś dodatkowe wieści z Gamorry? Czy co? Bo wiesz, że miałem być trochę zajęty dzisiaj. Nie bardzo mam czas na spacery i rozmowy... O.
Betto wsunął się bezszelestnie do prywatnych pomieszczeń swojej "siostry". Zdziwił się gdy w centralnym pokoju zobaczył duży stół wypełniony najrozmaitszymi smakołykami i napojami. Mimowolnie oblizał się na ten widok a choć nie dawno jadł to wydało mu się, że jego wnętrzności były dziwnie puste.
- Beji? Co to? - przysunął się bliżej stołu sięgając dłonią po szklaną wazę w której pływały jakieś ogoniaste płazy. - Jaka to okazja?
- Ano taka, mój bracie, że na Gamorrze się zaczęło. Walczą.
- To było pewne... - Powiedział po chwili gdy jedna z wijących się obślizgłych przekąsek zniknęła w paszczy hutta. - Ale... Nie rozumiem tego... - Wskazał na stół i całą stertę jedzenia, która czekała na niego.
- Pomyślałam, że powinniśmy to uczcić. Nasze starania by uczynić to miejsce lepszym zaczynają przynosić swoje pierwsze owoce, prawda?
- Ano... Na to wygląda - kolejny płaz zniknął w paszczy Betta.
- Nasze wspólne marzenie się ziszcza. To trzeba jakoś uczcić. Więc stąd ten mój pomysł. Możemy pogadać w spokoju. I najeść się. Zdala od wścibskich oczu... - Beji sięgnęła po płaza i poszła w ślady brata.

***

Czerwone ładunki energi latały nad głowami walczących.
- Kryć się! - Krzyknął dowódca najemników Besadii. - Płasko dupy do ziemi! Jak na szkoleniu!
- Skoncentrować ostrzał na tym Z-6! Nie dajcie gnojowi tego przeżyć! - Dokrzyczał swój rozkaz rebeliancki dowódca.
Obaj spojrzeli się na siebie i uśmiechnęli się porozumiewawczo. Udział w jednej bitwie tworzył największe więzy braterskie.
- Niezłe szambo, co? - Zagadał rebeliant poprawiając swój hełm.
- Nie widziałeś jeszcze jak wyglądają bójki gamorrean w knajp...
Nie dokończył. Nagła eksplozja granatu, który wpadł między nich, zakończył tę krótką braterską więź.

***

- Co robimy z naszymi oddziałami? - Betto sięgnął po kiść owoców.
- To znaczy? - Beji rozłożyła swoje ciało na szerokim łożu i trzymała w reku złocony puchar z czerwonym aromatycznym napojem.
- Czekają tam prawda? - Betto znacznie bardziej skupiał się na rozmowie niż na prowadzeniu rozmowy z "siostrą".
- No tak. Czekają i wiem co z nimi zrobimy.
- Tak? - Zainteresowanie Betta było udawane; niemalże lekceważące.
- Zajmujemy Nielegalne Miasto.
- Co? Przecież wiesz, że nie jesteśmy jeszcze na to gotowi! - Tym razem Betto oderwał wzrok od stołu. Był wzburzony. - Co Ty kombinujesz? Mieliśmy inne ustalenia!
- Ustalenia. Masz rację mieliśmy... ale są już tak jakby nie aktualne. Wysłałam już posiłki. Zajmujemy Nielegalne Miasto. To nie podlega dalszej dyskusji!


***

Walczący podzielili się. Na prawej flance - bliżej dżungli - ścierali się ze sobą w śmiertelnym i bezpardonowym pojedynku gamorreanie. Klan Nurry przeciwko klanowi Obrogga. Na lewej z kolei prowadzona była walka z dystansu, gdzie pociski blasterowy fruwały gęsto a obie strony rozdzielała znaczna odległość.
- Chłopaki na ziemie! Za te korzenie! - Krzyknął Obrogg rzucając się na Thurgów i przygniatając ich do ziemi.
- Stary, co jest, zdurniał do reszty? - Thurg mniejszy pluł piaskiem.
- Cicho! Brać to. I ciepaicje to tam w te strzelacze! - Obrogg dał im po granacie. - Ja stary jestem nie dorzuce.
Thurgowie kwiknęli ze szczęścia. Obrogg wcisnął detonatory i granatyu zaczęły cicho pikać.
- Poczekajta. Jeszcze nie. Chwila... Już!
Thurgowie wyskoczyli zza korzeni i rzucili granatami w śmigacz z działkiem Z-6

***

Gweek i Nurra wpadli na siebie w bitewnym zamieszaniu. Nurra dzierżyła długi ząbkowany nóż w jednej dłoni a w drugiej urżnięty łeb jakiegoś Obroggowego ścierwa. Ona sama była cała ubrudzona krwią i piaskiem. Gweek jeszcze nigdy nie był tak podniecony jak w tym momencie. Zapragnął ją posiąść teraz, zaraz.
Nurra jakby odgadła mętne jednookie spojrzenie Gweeka.
- Zerżnę Cię później, mój knurze!
Potem rzuciła się na kolejnego wojownika klanu Obrogg atakując go na przemian nożem i oderżniętą głową.

***

- Nantel! Ten drugi frachtowiec chce z nami pogadać! - Ka'aval operowała wszystkimi przełącznikami w kokpicie niczym opętana; Nantel zdziwił się, że miała jeszcze czas na nawiązywanie z kimkolwiek łączności.
- Dawaj. - Rzucił krótko i założył słuchawki na głowę. - Rebeliancki frachtowcu, tu Nantel Grimisdal, możemy Wam jakoś pomóc?
- Hej, nieznajomy wybawco, tu Kittani Levfith. Musimy jakoś pozbyć się tego drugiego AT-ATa. Możesz powtórzyć tą sztuczkę z wybuchaniem?
- Nie bardzo! Broń się strasznie wolno ładuje!
- Czyli musimy coś wykombinować.

***

Jakiś gamorreanin wpadł na Mirax i przez krótką chwilę zastanawiał się czy powinien się przejmować małym puszystym stworzeniem. Po minimalnej chwili namysłu stwierdził, że nie warto i rozejrzał się za nowym celem. Był nim Utto - przewodnik, którego Mirax kojarzyła od pierwszego spotkania. Przedstawiciel klanu Ha'an był już zaangażowany w pojedynek i w żaden sposób nie mógł się obronić przed niespodziewanym ciosem, który mu groził.

***

Betto ciężko oddychał a jego twarz przybrała nienaturalny fioletowy odcień.
- Coś... Coś Ty mi... zrobiła?
- Och... I kto to pyta - zakpiła Beji. - Powiem tak, nie tylko ty przeglądasz cudzą korespondencję. Nawet tą tajną. Bardzo, ale to bardzo zasmuciła mnie wieść, że chcesz wynająć tego całego Grey'a by mnie zlikwidować. I muszę przyznać, że obraziłeś mnie. Nie. Nie tym, że chciałeś mnie zabić, jesteśmy wszak huttami. Mamy to we krwi, prawda? Obraziłeś mnie tym, że chciałeś to zrobić w tak prostacki sposób i, że liczyłeś na to, że się nie połapię. Wiem, byłam ostatnio zagubiona... Ale nigdy nie byłam naiwna. Zapomniałeś o tym co? Jak sobie o tym pomyślę... Ishitib wypytał Greya, gdy ten szukał tej swojej panny. Jak można być takim kretynem, Betto.
- Ty... Ty.... Ot..ruła...
- Tak, tak. To trucizna. Bystry jesteś. Ciężko Ci się oddycha? To dobrze. Za parę chwil umrzesz. Udusisz się. Chcę, żebyś wiedział, że zrobię to co mam zrobić po mojemu.
Beji uśmiechnęła się tryumfalnie i w milczeniu zaczęła oglądać agonię brata.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 18 Maj 2018, o 20:27

Początkowe założenia taktyczne dość gładko zostały wprowadzone w życie, choć ich skutek zupełnie przeszedł oczekiwania jednookiego. Ostrzał skupił się chwilowo na tubylcach, uśmiercając trójkę z nich, kolejnych czterech spowalniając. Kanonada nie trwała długo, przenosząc się jak huragan, na inne terytorium.

Przeciwne sobie grupy, zwarte w klinczu walk, przemieszały się i gęsto kotłowały, nie ustępując pola ani o metr. Metodycznie zbijały liczebność wojowników. Ilość żywych istot stopniowo malała, martwych wzrastała. Powstały chaos wzmagał wrażenie, że tu każdy walczy przeciw każdemu. Ciężko było skupić się na czymś więcej, niż na najbliższym wrogu. Pierwszy, głośniejszy niż wszystko inne wybuch nie zmienił układu sił między dwoma śmiertelnie wrogimi sobie klanami. Tak samo zniknięcie trójki pierwotnych towarzyszy Gweeka. Drugi i trzeci wybuch zmusił wodza do zerknięcia zezem, gdzie miał on miejsce.

Drzewce zagrały, głownia topora zatrzymana została na ostrzu, skruszając je mocno. Powstałe w ten sposób zęby, użyte zostały jak "lewak", odchylając broń na bok. Odsłanięte ciało spasionego rywala przyjęło cios Gweeka po skosie, zaczynany od góry. Zatrzymał się na mostku knura, przechodząc lekko przez szyję, powalając go martwego na kolana. Wydobył ostrze z ciała, obracając się od razu w bok, gotowy zadać kolejny cios. Wstrzymał rękę nad głową na wystarczająco długą chwilę, by w ostatniej chwili odskoczyć na bok, przerysowany ledwie po żebrach. Napięte oczka zbroi i przeszywka pod spodem przepuściła uderzenie. To była Ona, źródło chwilowej utraty skupienia, a na dodatek świetnie sobie radziła. Widok ten spowodował skok do przodu, skrócenie dystansu do atakującego i w dwóch krótkich, rąbanych ciosach pozbył się natręta. Chroniąc nacierającą matronę od boków, krzyknął do najbliżej stojących stronników. -Walczyć po dwóch! Plecami do siebie!

Zmiana taktyki walczących, wciągnęła Obroggowych wojów między utworzone formacje dwójek Nurry. Dało to chwilową przewagę i uśmiercenie kolejnych kilku gamorrean ozdobionych w złowrogie barwy. Szansa na wygranie zniwelowana została równie szybko, co się pojawiła. Weterani jednocześnie atakujący od obu boków jednego knura z łatwością niszczyły utworzone pary.

Topornicy - weterani rozprawiali się ze swoimi przeciwnikami, sami ponosząc też straty. Wypad Nurry w przód, wbicie ostrza do połowy brzucha osiłka i odskok w tył mocno utrudnił Gweekowi obronę flanki ukochanej. Zblokował skrzyżowanymi drzewcami lecący cios, naparł całym ciałem na młokosa i odepchnął go mocno. Łakomym kąskiem stał się dla Utta, chwilowo osamotnionego w boju, po stracie kompana.

Wódz musiał coś zmienić, widząc elastyczne zmiany w taktyce przeciwników. Dostosowywali się do ewoluowania sposobu walki, radząc sobie coraz lepiej w rozpracowywaniu powstałych par. - Utworzyć trójki! Bokami do siebie - urywanym krzykiem wypuścił powietrze, dostrzegając w porę zagrożenie. Natarł do przodu, robiąc kilka długich kroków, kopnięciem wyłamał krępemu knurowi staw kolanowy w niewłaściwą stronę. Nie miał czasu dobić wrzeszczącego z bólu rannego, bo bronił się przed atakiem szarżującego od prawej olbrzyma. Naprawdę wielkie bydle parło do przodu, zostawiając za sobą pogrom i śmierć. - Gdzie jest ten jebany Utto? - wodzowi tylko to przyszło do głowy. Nurrę miał gdzieś za plecami. Nie widziała mu się bezpośrednia walka z wodzem Obroggów w pojedynkę.

Współpracujące duety przeistoczyły się w triplety, słabe strony poprzedniej formacji obracając w zalety. Krok lub dwa, dzielące każdego z bitewnych wirtuozów topora, dawał wystarczająco dużo przestrzeni na solowe manewry z przetrzebionym chórem wrogów. Nie mieli oni już takiej łatwości w atakowaniu bardziej zwartego szeregu obróconych o 60 stopni względem siebie obrońców.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 237
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 20 Maj 2018, o 12:00

Znalazła się w samym centrum walki, choć na początku w ogóle nie rozumiała co się wokół niej dzieje. Przeciwnicy, jej zdaniem, pojawili się nagle i bez ostrzeżenia, a sama czuła się w tym zgiełku zdecydowanie zagubiona. Do tego wszystkie knury wyglądały tak samo, choć dzięki Mocy była w stanie ich odróżniać, co bardzo pomagało. Ostatnie czego by chciała, to zabić sojusznika.
Teraz jednak musiała zacząć działać, co nie było takie łatwe. Ruszyła biegiem, ale większość walczących ją ignorowała. Nie ma się co dziwić, zapewne brali ją za zbłąkane zwierzątko, a nie realnego przeciwnika, z którym wypadałoby się mierzyć. Poniekąd to była jej przewaga. Inną była szybkość i zwinność, której nie posiadali Gamorreanie. Byli ociężali i wolni, choć bardzo silni, ale ona mogła zaatakować, zanim by się połapali co się w ogóle dzieje. I rzecz jasna miała po swojej stronie Moc.
Nie było więcej czasu na zastanawianie się. Widząc atakującego knura, który rzucił się na jednego z ich grupy, wyciągnęła łapkę i pchnęła mocą tak, że wielkie cielsko poleciało prosto na ziemie ryjąc pyskiem. Uznał ją za niewartą uwagi? To ma pecha, a wraz z nim wszyscy inni. Mogła być tajną bronią knurów i mogła to wykorzystać. Mała i niepozorna mogła szybko się przemieszczać zwiększając szanse klanu Gweeka.
Zaraz potem zaczęła zbiegać między walczących. Nie była wyszkoloną wojowniczką, tylko samoukiem, ale Moc była jej sprzymierzeńcem, wyczuwała ruchy innych, wiedziała na chwile wcześniej w którym miejscu zostanie zadany cios, gdzie akurat przemieści się któryś z knurów i tak dalej. Miała moc i miecz świetlny, który po chwili rozbłysł zielonym blaskiem. Gdziekolwiek się pojawiła, któryś z knurów tracił życie. Zazwyczaj była to szybka śmierć. Miecz świetlny wchodził w ciała jak w masło, powalając przeciwników. Knury kończyły w mieczem w piersi, albo z odrąbaną głową. Cięła szybko i pewnie, chcąc zadać jak najmniej bólu i cierpienia. Przewijała się przez pole bitwy jak widmo śmierci.
Zatopiła się w Moc i czuła jak jej umysł zapełnia się ilością dostępnych dróg i ruchów, które może wykonać. Skakała, biegała i czuła się niemal jak w transie. Czuła nienawiść, ból, cierpienie, determinację i śmierć. I była ona. Moc otulała jej niewielkie pokryte futrem ciałko, które w tej chwili było o wiele ciemniejsze, szare, niemal czarne, przez co była mniej widoczna na tle pozostałych. Jedynie wielkie błękitne oczy świeciły tym samym blaskiem. Mirax przemierzała pole bitwy jako niepozorna kosa. Pomagała swoim sojusznikom, skakała po knurach, wywijała pętle, albo przebiegała między kłębowiskiem ciał, przeciskając się tam, gdzie nikt inny by nie zdołał. Wpadła w rytm. Moc falowała, nadawała jej tor. Mirax poszła za tym. I niosła śmierć. Szybką i precyzyjną. Knury nawet nie zdążyły się zorientować, co się dzieje i już jeden po drugim leżał martwy z dziurą w piersi lub odrąbaną częścią ciała. Szybko, cicho i bez krwi.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 21 Maj 2018, o 00:34

Broń ładowała się wolniej, niż się spodziewał. Trudno było się jednak dziwić. Zganił się w myślach za to, że przeliczył się z możliwościami, wiedząc, że takie działo zamontowana na frachtowcu musi mieć ograniczenia. Reaktor na pewno był wzmocniony do obsługi takiej siły ognia, ale inżynierowie raczej nie chcieli ryzykować możliwości przeciążenia. Stąd turbolaser ładował się w ślimaczym tempie.
Nantel niecierpliwie patrzył się na wskazania ekranu celowania i postęp ładowania. Ka'aval wyczyniała w powietrzu takie akrobacje, że dziwił się, że komputer celowniczy za tym nadąża. Była dobra, naprawdę dobra. Słyszał też odgłosy wystrzałów wypuszczanych przez jego dziewczynę w kierunku drugiego z AT-AT. Pewnie niewiele mu robiły, ale zawsze coś mogły tamtych rozproszyć. Zrobili nawrót. Chwilowe oddalenie się od pojazdu kroczącego ułatwiło im uniki i zmniejszyło skalę wstrząsów wywołanych akrobacjami. Każda sekunda wydawała się trwać zbyt długo, niczym po kilka standardowych godzin. Musiał coś wymyślić. I wymyślił...
Zerwał się z miejsca zostawiając pracujący komputer celowniczy. Wciąż ze słuchawkami na uszach pognał do maszynowni.
- Słuchajcie - wrzasnął do Kittani w drugim ze statków - Podlećcie do tego złomu od tyłu. Tam nie ma działek i jak traficie w martwą strefę, to będzie się musiał odwrócić w waszą stronę. Odwróćcie jego uwagę. Ka'aval, my lecimy z drugiej strony, od ich przodu. Weźmiemy go z dwóch stron. A oni srają po gaciach przez to nasze działo, więc nie będą wiedzieć, w kogo bardziej muszą strzelać. A potem przeleć tuż nad nim. Mam pomysł. A i walcie wszyscy czym macie w łożysko nogi tuż przy kabinie. Najsłabszy punkt takiej konstrukcji.
- Co kurwa? - wyrwało się twi'lekance, ale Nantel już jej nie słuchał, tylko wpadł do sekcji reaktora statku.
Ten, rozbudowany odpowiednio, pracował sprawnie, próbując przywrócić moc ich głównej broni. Jako że był rozbudowany, potrzebował też lepszego chłodzenia, które zapewniałoby większą stabilność dla podkręconych układów statku. Takie systemy chłodzenia zwykle miały zapas chłodziwa na wypadek nagłych krytycznych przeciążeń reaktora. To właśnie chciał wykorzystać. Ciecz zawarta w zbiorniku miała temperaturę całkiem już niedaleką zeru bezwzględnemu. Wystarczyło spuścić taką chmurę nad AT-AT i ich czujniki szlag trafi na ładnych parę standardowych minut. Zanim temperatury się wyrównają, będą mieli dość czasu na ponowne naładowanie działa. Jedyny minus, że po całej akcji będą musieli oszczędzać statek, dopóki ponownie uzupełnią zapas chłodziwa.
- Ka'aval, daj znak, jak będziemy dokładnie nad nimi! - wrzasnął do niej, stojąc już przy zaworze awaryjnym, którym miał spuścić ciecz.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 21 Maj 2018, o 08:43

Fenn starał się wypatrzeć coś więcej w otaczającym go martwym krajobrazie. Wzgórze, na którym stali, było owiewane silnymi podmuchami wiatru, który niósł niewiarygodną ilość pyłu i drobnych ziaren piasku. A to oznaczało znaczne problemy z wypatrzeniem czegokolwiek. Wroga, przyjaciela, statku kosmicznego czy polującego drapieżnika. Fenn nie lubił takich sytuacji.
- Przyjdą? - Zapytał swojego towarzysza i spojrzał się na niego.
- Mhm. - Mruknął. Fenn czekał jeszcze przez chwilę licząc na to, że może tym razem cichy i spokojny kompan podróży powie coś więcej. Przeliczył się.
- No to mnie uspokoiłeś... - powiedział kupiec do siebie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 24 Maj 2018, o 08:39

Jeden z granatów rzuconych przez Thurgów upadł za blisko i oprócz tumanu piasku nie wywołał większych szkód. Drugi za to wylądował centralnie w śmigaczu i już po chwili pojazd był dymiącym wrakiem, leżącym w przybrzeżnej wodzie. Z jego wnętrza dochodziły jęki ciężko poranionej obsługi a siejący postrach Z-6 zamilkł i tylko sypał snopem iskier raz po raz.
- Ale jebło, co? - Thurgowie oraz Obrogg wysunęli głowy ponad krawędź osłony by móc lepiej zobaczyć efekt ich pracy.
- Ha! Nie działa! - Thurg mniejszy nie krył swej radości. - Nie działa. Dobre my są!
- Dobra... - Obrogg spojrzał na ocalałych przeciwników, którzy zaczęli się zbierać i reorganizować. - Łapiemy za ostrza i pora na dożynki.
- Łaaaaa! DOŻYNKI! - Entuzjazm bojowy obydwóch Thurgów sięgał zenitu.

***


W tym czasie do brzegu dobiły ostatnie dwa śmigacze. Pierwszym był ten który został uszkodzony przez Palpoo na jeziorze. Drugi nadleciał z odrobinę innego kierunku; ciężki pojazd dowodzenia, który do tej pory pilnował obydwóch maszyn kroczących, teraz dobił do brzegu i z jego pokładu zaczęli zeskakiwać najemnicy. Ten drugi desant związał walką oddział najemników i rebeliantów, którzy musieli przenieś ogień na nowy cel.

***


- Z drugiej strony... na lewo. Płynie jeszcze jeden!
Rebelianci i najemnicy Besadii przemieszali się. Nie bardzo wiedzieli, kto teraz dowodził ale działali w miarę sprawnie, choć nie mieli innego pomysłu na walkę jak bronić się w miejscu w którym się znaleźli.
- Chłopaki! Dawać tam. Ostrzelać ich zanim podpłyną bliżej! Kurwa! Raz! Raz!

***


Wraz z sykiem uruchomianego miecza świetlnego bitwa nagle zmieniła się. Nagle gdzieś zniknął zapał bojowy wrogów klanu Nurry. Gdy pierwsze ciała klanbraci Obrogga zaczęły padać w krwawy piach plaży wszyscy na moment zapomnieli o prowadzonej walce; na moment okrzyki i wystrzały umilkły. Każdy chciał zobaczyć źródło zielonego światła i dziwnego energetycznego brzęczenia. Potem, gdy już dostrzegli co mieli dostrzec, nie mogli zrozumieć. Przerastało ich to i mocno ocierało się o niezbadane wyżyny... abstrakcji? Szaleństwa? Sami nie potrafili znaleźć w swoich myślach właściwych słów. Niewielka, futrzana, długoucha i ogoniasta istota skakała między walczącymi uzbrojona krótkie ostrze miecza świetlnego. I zadawała szybką i bezpardonową śmierć.
- Brać ich! - Wrzasnęła nagle Nurra, która chyba pierwsza otrząsnęła się z tego chwilowego szoku. - I pilnujcie Ducha! Duchy są po naszej stronie! Gamorra jest po naszej stronie!!!
- ŁAAAAA!!!! Duchy! Duchy są z nami! - klanbracia Nurry od razu podchwycili okrzyk swej matrony a wraz z nim w przedziwny sposób nowe siły wpłynęły w knurzych wojowników.
Gweek i Nurra zyskali na inicjatywie a morale przeciwników było o krok od załamania; zamiast skupiać się na walce rozglądali się gdzie jest Puszysta Śmierć i czy Zielone Światło nie zabierze za moment ich życia...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 24 Maj 2018, o 14:13

Wybuchy zdetonowanych ładunków miotanych ręcznie, oddalone od walczącej wręcz masy ciał, nie miały widocznie wystarczającej mocy. Fala uderzeniowa nie była w stanie znaleźć się w epicentrum wydarzeń. Walki trwały nadal w innej części plaży, pomimo drobnych ziarenek piasku sypiących się z nieba na głowy i plecy walczących. Co innego zaprzątało głowy osobników mierzących się ze śmiertelnym zagrożeniem.

Piorunujący efekt, zmarginalizowanego zagrożenia w postaci małej, kicającej z mieczem Mirax, wywoływał paraliżujący strach w szeregach obu walczących stron. Ci, którzy towarzyszyli Gweekowi w potyczce z czerwonoskórą miazgą Twi'leka, rozsuwali się na boki, broniąc się zawzięcie przed wrogiem, którego doskonale znali. Unikali jak ognia rzekomego Ducha, który przemierzał pole walki, zostawiając za sobą jedynie martwe ciała. Inni walczący nie dowierzali własnym oczom, śledząc poczynania swych przodków, zmaterializowanych w niezwykłej istocie.

Jeden krzyk wystarczył, by wyrwać z rozkminy nad własną egzystencją większą część walczących. Ci bardziej wierzący, szybko podłapywali zawołanie swej matrony. Słowo - Duch wylewało się z gardeł równie szybko, jak krew z rozciętej rany. Rzekoma obecność i wsparcie nadistoty z krainy umarłych dodawała sił, dosłownie rozpalając inferno w ciałach sprzymierzeńców. Dominowali nad przeciwnikami, porzucając formacje trzyosobowe. Rozkaz by bronić ducha, nie musiał być wypowiedziany. Każdy doskonale wiedział, że należy być jak najbliżej epicentrum mistycznej siły natury. Opowieści i legendy stawały się żywe za pośrednictwem buczącej cicho broni niosącej ukojenie.

Gweek odbierając bodźce wizualno-słuchowe płynące z pola walki, wolał spierdolić pod lecący cios topora niż bezbronnie czekać na śmierć od zbliżającej się istoty zwanej Duchem. Prawdy w tym widział niewiele, choć gdzieś daleko w głowie obijały mu się opowieści o częstych fatamorganach, widzianych w środku dnia, nie tylko przez pobratymców, ale i inne istoty na Tatooine. Przyjął cios na napierśnik, tłumiący większą część uderzenia. Siniak rozleje się potężny pod grubą warstwą skóry i metalu. Nie mogąc oddać wrogowi, wszedł z nim w klincz. Po trzech sekundach znoszących się sił, obu wojowników się odepchnęło. Wyższy Gweek kopnął w opasły brzuch, mając na celu wywrócenie na plecy napastnika. Nim zamachnął się z całych sił na rozchwianego w posadach gamorreanina, dostrzegł ogólną tendencję pola walki. Większość wrogów nie miała tej zaciekłej zawziętości i pewności siebie, co przed rozpoczęciem starcia. Marazm przedkładał się nad żywotnością. Strach nad odwagą. Ucieczka nad kontynuacją walki. Losy starcia były przesądzone. Ściana kilku ciał wojowników klanu Nurry próbowała łudzić się w próbie nadążenia, za sunącą w nieznanym kierunku Mirax.

Głośny krzyk rozległ się dookoła wodza. - Poddaj się lub giń! Rzuć to i żyj. Mając przed sobą na wpół rozbrojonego pobratymca, zawahał się. Nim wydał wyrok śmierci na wrogu, poczekał na jego decyzję. Coś pękło w zwartych szeregach wroga, dzieląc je na kilka części. Wiedział, że Nurra wycięłaby wszystkich wojujących w pień, ale to nie od niej i jej małżonka zależał dalszy los potyczki. Będzie mu wypominała, że mogli zakończyć to raz na zawsze, tu i teraz. Pomścić przyjaciół. I nienarodzonego syna. Głos rozsądku podpowiadał mu, że koniec potyczki powinien być krwawy. Wystarczył mu tylko malutki cień zachęty, by rozorać ostrzem plecy uciekających wrogów.

Ucieleśnienie wierzeń miejscowej ludności stał się czynnikiem decyzyjnym w powstałym impasie. Losy wielu istot zależał od kontynuacji pochodu wojowniczki z świetlnym mieczem. Głos rozsądku matrony lub wodza cichł przed nieuniknionym. Nie mieli tej siły przebicia co dopiero ujawnione zjawisko nadprzyrodzone, w dodatku mające za sobą kilku pochlebców za plecami, w postaci ciężko uzbrojonych, ciemnozielonych piechurów.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 237
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 26 Maj 2018, o 16:06

Po opuszczeniu statku przez ostatnią z istot rzucających się w wir walki na pokładzie została jedynie minimalna ilość osób, niezbędna do obsługi frachtowca. Kittani rzuciła jedynie spojrzenie katem oka w momencie, kiedy po raz ostatni była w stanie odróżnić rozsianych po całej plaży wrogów i klan Gweeka oraz Nurry. Widziała wiele obalonych ciał, niektóre bez kończyn czy głowy. Widziała też sprawnie przegrupowane oddziały rebeliantów oraz najemników, którzy najwyraźniej nawiązywali współpracę szybciej, niż się tego spodziewała. Zdawało jej się, że dostrzegła jakiś zielony pobłysk... Frachtowiec poderwał się coraz wyżej, pozostawiając walki na lądzie samym sobie. Kobieta wiedziała, że sobie poradzą. Moc była z nimi i była w nich silna.
Oczom wszystkim ponownie ukazał się druga z maszyn, która nadal uparcie kroczyła i starała się jak tylko mogła strącić ich wybawicieli. Trzeba przyznać, że nie wychodziło jej to zbyt dobrze - ciężki, opancerzony AT-AT nie mógł nadgonić swoimi działami za statkiem, który przelatywał obok niczym natrętny owad. Chwilę później usłyszała dobrze jej znany głos - to był Nantel, którego poznała na kolacji u rodzeństwa Besadii. Kittani zasiadła za sterami pilota i spojrzała na panel. Tarcze przy ostatnim były sprawne może w jakiś 1/3. Latanie w pobliżu maszyny było ryzykowne.
- Szybka nawrotka i lecimy od tyłu.
- Chyba nie chcesz... - zaczął niepewnie jeden z pilotów.
- Oczywiście, że chcę. Mamy inne rozwiązanie? - Kittani posłała mu krótkie, wręcz krytyczne spojrzenie.
- Podejmujesz się tego?
- Przecież byłam pilotem eskadry. Nie takie rzeczy się robiło - mruknęła manewrując frachtowcem w taki sposób, aby czas zmarnowany na nawrócenie się skrócić do minimum. ,,Przy okazji" drugiemu z pilotów w skutek tak gwałtownego przechylenia chwilowo wypadł ster z rąk.
- I co się tak ociągasz? - zapytała wskazując gestem głowy na jego puste ręce, nurkując frachtowcem na niższy pułap. Uśmiechnęła się kątem ust nieco złośliwie, widząc jak pilot chwilowo nie był w stanie nic jej odpowiedzieć i natychmiast złapał za ster, jakby zaraz ponownie miał mu uciec. Na tle drzew statek nie był tak oczywistym celem jak pośrodku nieba, zawieszony gdzieś w otaczającej go pustce. - Nalot od tyłu trzymając się jak najbliżej granicy jego zasięgu. Gdy już będziemy wystarczająco blisko cała moc na silniki i ostrzeliwujemy łożysko nogi. Zrzucamy na niego wszystko co mamy. Kto ma wolne oczy wypatruje pocisków.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 270
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 26 Maj 2018, o 20:07

Powietrze jest takie zajebiste! Ewok zaczerpnął haust życia wynurzając się z wody i desperacko machając łapkami utrzymywał się na powierzchni. Nie było z tym większych problemów, woda w jeziorze nie należała do krystalicznie czystych. Usłyszał krzyk Ashary, jego towarzyszka rozglądała się chaotycznie poszukując swojego towarzysza.
- MIKE!
Nie było odpowiedzi, za to pojawiło się kolejne zagrożenie, jeden z Gammorean przeżył. Wielkie cielsko chlupnęło do wody. Knur zaczął przacować łapami i zbliżać się w stronę dwójki ocalałych, z pewnością nie po to by im pogratulować.
-Niab Niab?
Wokabulator odszedł do lepszego świata, w którym dzielne translatory mogły spoczywać w spokoju. Tłumacząc wszystkie języki bez najdrobniejszych pomyłek. Bez wsparcia urządzenia kobieta nie zrozumiała nieprzetłumaczonego pytania, z resztą właśnie nabierała powietrza w płuca by zanurkować w poszukiwaniu swojego towarzysza. Woda chlupnęła skrywając czarnoskórą. Knur płynął a Palpoo pozostał sam na powierzchni. Nie miał wielkiego wyboru. Rzucił się do ucieczki w kierunku brzegu. Płynął pieskiem tak szybko jak tylko potrafił, wykorzystując całą energię jaka pozostała mu zapasie. Knur również wykorzystywał ten niezawodny styl, lecz był większy. Wynik pościgu był przesądzony.
- NIAB!!
Wrzasnął Ewok czując za sobą uderzenia potężnych łap gammoreanina, przepłynął już dobre dziesięć metrów. Prześladowca był tuż za nim, pozbawiony broni misiek, musiał zdać się na zęby i pazury.
Przeraźliwy kwik przeszył powietrze, wraz z solidnym rozbryzgiem wody. Palpoo wiedział ze to koniec. Prychnął wodą i odwrócił się gwałtownie gotów rzucić się na kilkukrotnie większego wojownika. Przeciwnika nie było. Za plecami Ewoka unosiło się kilka bąbli powietrza. Nagle spod wody wystrzeliła głowa Ashary.

***

Kobieta zanurkowała poszukując jakiegokolwiek śladu swojego towarzysza. Nadaremno, woda była brudna i nieprzejrzysta, widziała na góra dwa trzy metry. Zakręciła się wokół lecz nigdzie nie było było ani śladu starszego mężczyzny. W płucach kończyło się powietrze, ból zaczął rozsadzać czaszkę ale nie chciała się poddawać. Nie dała rady, ruszyła ku górze, gdy nagle na drodze ku powierzchni ujrzała wielki tłusty kształt. Gammoreanin blokował jej drogę ku życiu. Sięgnęła po wibroostrze i znalazła jedynie pustą pochwę. Głowa pulsowała bólem. Musiała zaryzykować, silny wymach ramion i znalazła się pod tłukącym zapamiętale rękoma olbrzymem. Jeszcze tylko kilkadziesiąt centymetrów. Już prawie ją minął a opadająca szmata odsłoniła jego słaby punkt. Oszalała z braku powietrza kobieta rozwarła szczęki i zacisnęła je z całej siły.

***


Przeżył, te demony myślały, że go zabiły ale on je przechytrzył. Nagle dojrzał włochate zło i kobietę w wodzie. Krzyczała coś, Tak, teraz pokaże im jak wielkim jest wojownikiem, zyska chwałę i szacunek. Skoczył do wody i natychmiast zaczął pracować łapami. Kobieta zniknęła, pewnie się utopiła, ale małe włochate zobaczyło go i zaczęło uciekać. Zdwoił wysiłki, brud odpadał z niego wielkimi płatami, a sam knur pruł powierzchnię z oszałamiającą prędkością dryfującej martwej makreli. Jego ofiara była tuż tuż jeszcze jeden wymach ramion. Potworny ból przeszył najbardziej wrażliwy kawałek ciała Guba. Wszystko zamarło. Przed oczami przeleciało mu całe zasrane życie, głównie zaś smutne wspomnienie z dziuplą. Skulił się nie zważając na sytuację osłaniając źródło bólu. Głowa zniknęła pod wodą, wraz z pierwszym zachłyśnięciem zniknęła też szansa na życie i sławę. Cierpiąc znikał w otchłani jeziora.

-MIKE!!
Ashara wrzasnęła przeraźliwie, nie wiedziała jeszcze że długo nie pozbędzie się z pamięci tego przeraźliwego smaku, teraz jednak nie myślała o sobie, martwiła się o swojego przyjaciela. Obok niej Palpoo pewnymi ruchami mielił wodę płynąc w kierunku szczątków pozostałych po zniszczonym speederze. Szybkość z jaką to czynił nie była imponująca, lecz Ewok najwyraźniej upatrywał ocalenia w przyczepieniu się do czegoś co zapewni mu dodatkową wyporność.
- MIKE!!
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1636
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 27 Maj 2018, o 17:01

Początkowo miała sporo obaw, ale parła naprzód, poddając się chwili. Jej łapka operująca mieczem świetlnym poruszała się szybko, zwinnie i śmiertelnie celnie, zadając równie szybką, co bezbolesną śmierć. Gdy zaczęła swój rajd przez plaże, ciężko było jej się poruszać, ponieważ wszędzie wokół ktoś był, przebiegał i w ogóle było ciasno, a ona musiała pilnować, by przypadkiem nie trafić któregoś z sojuszników. Potem jednak wokół niej zrobiło się więcej miejsca, a po chwili powstał chaos i krzyk, a ona stała sama na plaży, a na wyciągnięcie jej miecza nie było nikogo. Mogła chwilę odetchnąć, ale tylko chwilę.
Nie sądziła, że jej atak wzbudzi taki popłoch, ale z drugiej strony było to nawet lepsze, niż gdyby miała wszystkich ganiać i po kolei zabijać, tego wręcz nie chciała. Odwrót Gamorrean przyjęła wręcz z ulgą, choć krzyki i nazywanie ją duchem robiło się męczące. Zostanie włączonej do jakiegoś prymitywnego panteony bóstw knurów na pewno nie było w jej planach.
Nie mogła jednak pozwolić sobie na dłuższą przerwę. Dostrzegła śmigacz, który uparcie ostrzeliwał rebeliantów. O ile Gamoreeanie zwiewali, tamci najwyraźniej nie zamierzali kończyć walki. Podjęła bieg w tamtą stronę, zwinnie sunąc lekkimi skokami. W przeciwieństwie do swojej "obstawy", poruszała się o wiele szybciej i mogła dotrzeć na miejsce znacznie szybciej. Zielone ostrze w jej łapce było w ciągłej gotowości. Nie miała planu, ale widziała doskonale, jak najemnicy i rebelianci walczą i nie zamierzają się poddać. Jej wielkie niebieskie oczy zwęziły się teraz w wąskie szparki, a łapka mocniej zacisnęła na rękojeści miecza. Zamierzała pomóc sojusznikom, resztę uciekających pozostawiając samym sobą. Nie byli już jej przeciwnikami. Zamierzała zwiększyć szanse okopanych rebeliantów, którzy najwyraźniej byli w punkcie bez wyjścia.
W biegu wyciągnęła wolną łapkę i pchnęła nią w stronę śmigacza, czując jak wokół niej i przez nią przepływa Moc. Moment zaskoczenia, atak, chwilowa dezorientacja atakujących, tego jej i pozostałym trzeba teraz było.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 596
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 28 Maj 2018, o 14:51

Alarmy przeciążeniowe rozryczały się nagle zalewając twarze zaskoczonych pilotów migotliwym czerwonym świetle.
- 89 procent! - Nantel obserwowała wskazania kondensatorów.
- Ghotroc się wstrzelił! Nantel! Wstrzelili mu się! -
- Coś to dało? - Oderwał na chwilę wzrok i spojrzał przez iluminator.
Odpowiedź zobaczył od razu; kilka błysków na łożyskach przez chwilę dawało nadzieję ale potem AT-AT nawet nie drgnął.
- Szybciej! Szybciej! - Ponaglił Nantel "Shooting Stara". Statek odpowiedział tylko leniwą zmianą wyświetlanego 89% na 90%.
Na dachu maszyny kroczącej kilku najemników strzelało do latających wokół frachtowców z jakiejś ciężkiej odmiany automatycznego karabinu blasterowego; skupiali uwagę na dużo większym i wolniejszym Ghotrocu. Przypominało to trochę próbę zniszczenia Gwiazdy Śmierci przy pomocy X-winga. Teoretycznie nie stanowiło dla frachtowców większego zagrożenia, ale Nantel - który słyszał te historie wiele razy - nerwowo przełknął ślinę.

***

- Mamy trafienia w tarcze! Dostajemy!
Kittani i reszta rebelianckiej załogi zareagowała nerwowo na ten komunikat i od razu wszyscy schowali głowy w ramiona oczekując za moment najgorszego. Aale nie wydarzyło się nic nieprzyjemnego; żadnych wstrząsów ani wybuchów.
- Z czego oni do nas prują? - Zdziwiła się Kittani.
- Eeeee... Moment... - Drugi z pilotów przejrzał wskazania z wieżyczek. - Eeee. To jest jakiś ciężki blaster... Na dachu AT-ATa.
- Rozwalcie mi to! - rozkazała Kittani wyraźnie rozsierdzona. - Ale mi się rowek z nerwów spocił.

***

- Lato... Lato... Wstawaj... nie wygłupiaj się! Proszę! - Toydorianie leżeli w zagłębieniu w ziemi, które niegdyś było chatą z radiostacją. Dwóch z nich żyło, trzeci zdawał się spać na wpół przysypany bagienną ziemią. Dom Pędraków płonął. Paliły się gałęzie i sucha bagienna trawa. Paliły się gamorreańskie ciała, których porozrywane, zwęglone i na wpół wytopione fragmenty zaścielały połacie wyspy.
AT-AT przestał strzelać chwilę temu i sądząc po przechyleniu lada moment miał się przewrócić na bok. Obsługa pojazdu albo przeceniła możliwości maszyny kroczącej albo nie doceniły bagiennych właściwości terenu.
Najpewniej wydarzyły się obie te rzeczy.
Gut'tor wskoczył do dołu.
- Spierdalamy stąd! - Ryknął na toydarian. - W dupie mam to miejsce. Gweek, może... - Guttor nie dokończył.
AT-AT nagle wystrzelił. Po raz ostatni, bo chwilę potem przewrócił się w bagno. Z dymiącego pojazdu zaczęła wychodzić obsługa, a przynajmniej ta jej część, która była wstanie tego dokonać po efektywnym i głośnym plaśnięciu.

***

Bitwa trwała jeszcze chwilę, ale była to już walka o honor. Próby ucieczki kończyły się szybką śmiercią zadawaną toporem albo strzałem blastera w plecy. Zarówno wrodzy gamorreanie jak i najemnicy zdawali sobie sprawę z tego, że utknęli. Bez solidnego wsparcia, bez dobrego dowodzenia, bez Mocy. Nie mieli szans. Żałowali tylko, że tak późno się w tym wszystkim zorientowali.


Mirax wskoczyła przed najemnika i odbiła dwa strzały a potem odskoczyła w bok. Rebeliant, wziął na cel zaskoczonego przeciwnika na cel i pociągnął parę razy za spust. Padł na plecy w płytką wodę jeziora ciągle nie dowierzając w to co zobaczył; zielone ostrze energii odbiło mój blaster? Jak?
Gweek wpadł na kolejnego uderzając go płazem topora. Nieszczęśnik nawet nie zdążył pomyśleć o tym, jak bardzo mocno dzwoni mu w głowie od tego ciosu gdy w jego brzuchu już była wbita włócznia dzierżona przez Utta.
Thurgowie przebiegli przez płytką wodę i wskoczyli na ostatni walczący śmigacz. Załoga nawet nie oddała strzału! Spanikowali i tak szybko jak Thurgowie pojawili się w pojeździe tak oni byli już w wodzie i biegli w stronę plaży. Nie dali rady tam dobiec. Dostali się pod się pod silny grad pocisków ostrzału Ortogga, który z lubieżną fascynacją wziął się za obsługę uszkodzonego Z-6.

W którymś momencie na plaży zapanowała cisza. Nie padł żaden kolejny dźwięk strzału, skończyły się krzyki umierających i szczęk oręża. Starcie dobiegło końca a na placu boju na własnych nogach stali rebelianci, najemnicy klanu Besadii oraz klan Nurry. Nikt z przeciwników nie ostał się żywy. Przez krótką chwilę ta cisza trwała mącona tylko odgłosami walki dziejącej się po drugiej stronie jeziora ale potem wśród zwycięzców rozbrzmiał gromki krzyk wzniesiony przez gamorrean.
- Hu-aaaaa! Niech żyje wódz Gweek! Hu-aaaaa klan Nurra!
Nurra dopadła do Gweeka i złapała go mocno za krocze.
- Pragnę Cie, mój knurze jak niczego na świecie!

Mirax rozejrzała się wokół. Nie było jej tak do śmiechu ale pozostali członkowi rebelii i nawet Ci zbirowaci najemnicy od Besadii dołączyli się do ogólnej radości. Gratulowali sobie i poklepywali się po ramionach. Czasem, ktoś pochylił się nad ciałem poległego kolegi, ale póki co nie było jeszcze czasu na żałobę i opłakiwanie zmarłych. Adrenalina jeszcze dodawała wszystkim śmiechu. Wkrótce miało się to zmienić. Mirax wiedziała to. Po zabijaniu zawsze przychodziła refleksja i nieprzespane noce...
- Hej, Mira - usłyszała nagle znajomy głos. Włos jej się zjeżył i obejrzała się za siebie, bo miała wrażenie, że osoba, do której należał ten głos stała za nią. Za nią jednak nikogo nie było. Tylko liściasta ściana dżungli szumiąca delikatnie i kojąco.
Wtedy na tle liści dostrzegła niebieską, na wpół przezroczystą, sylwetkę Tori.
- Miałaś mnie chronić. - Powiedziała wpatrując się w nią z uśmiechem.
- Miałem rodzinę - Obok Tori pojawił się młodzieniec w pancerzu szturmowca.
- To był mój ostatni przydział i miałem wrócić do cywila. - Powiedział kolejny duch szturmowca.
- Nie chciałem umierać. - Powiedział jeszcze inny.
- A mnie zabijesz? - Obok szturmowców pojawiła się kushibanka.
- Zabiłaś nas. Życie nie ma dla Ciebie żadnej wartości. - Odezwała się Tori znowu. - Ale spójrz w siebie, Ty też jesteś już martwa.

- Hej! Obudź się. - Mirax otworzyła oczy i zobaczyła, że nad nią pochylał się jeden z rebeliantów. - Nic Ci nie jest? Chyba straciłaś przytomność... Czy coś..
Mirax rozejrzała się wokół. Ciągle byli na plaży choć okrzyki radości się już skończyły a ocaleli porządkowali pole bitwy. Ostrożnie spojrzała w miejsce gdzie widziała Tori. Nie było jej tam.

***

Gweek, Utto i obaj Thurgowie pomogli wyjść z wody dwójce czarnoskórych niewolników oraz niewielkiemu włochatemu ewockiemu zwiadowcy. Mike był ranny w nogę i stracił w wodzie dużo krwi, toteż Ashera, musiała włożyć w ratowanie ukochanego sporo sił doprowadzając siebie do ekstramalnego wycieńczenia. Palpoo nie mógł jej pomóc. Woda nie była jego środowiskiem naturalnym i jedyne co mógł zrobić to samotnie brnąć do brzegu i nie przeszkadzać parze wzajemnie asekurujących się pływaków.

***

- Jest! Mamy! 100 procent!
- To za czym czekamy? Nawracam i strzelaj!
Shooting Star wzbił się pionowo w niebo by na chwilę zawisnąć nad swoim celem. Potem, przechylił się nad sterburtę i runął w dół niczym drapieżny ptak na swoją niczego niespodziewającą się ofiarę.
Nantel nacisnął na spust i drugi z AT-ATów zamienił się w kulę ognia.
Chwilę później Shooting Star i Ghotroc wylądowali na plaży gdzie stoczona została bitwa.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 29 Maj 2018, o 14:38

Na widok AT-AT stającego w płomieniach po wybuchu kuli ognia Nantel opadł na fotel i odetchnął z ulgą. Udało się. Jak na zwykłego mechanika miał ostatnio dość sporo przygód, jakich nie powstydziłby się bywalec jego dawnej ulubionej kantyny na Taris. A jednak to wszystko się wokół niego działo i... jakoś dawał sobie z tym radę. Niewątpliwie najwięcej zawdzięczał Nadii i ich uczuciu. Bez tego nie miałby dobrego celu i powodu, by przezwyciężyć wszystkie trudności. Powrócił z tych rozmyślań do statku, który rozbrzmiewał teraz radosnymi okrzykami dziewczyn. Wstał i jeszcze z drżącymi rękami i nogami od nadmiaru adrenaliny poszedł prosto do nich. Po drodze z satysfakcją zauważył, że siedzący w pomieszczeniu wspólnym ishi tib mocno się poturbował podczas akrobacji twi'lekanki. Teraz próbował się doprowadzić do porządku. Po wejściu do kokpitu Nantel złapał Nadię w objęcia, pocałował ją, okręcając się razem z nią dookoła i nie puszczał przez dobrych parę chwil.
- No dobra kochasie, lądujemy - pani pilot przerwała im dalsze czułości.
I wtedy przyszła wiadomość od Beji Besadii. Była dość niespodziewana i nawet upraszczała część spraw, chociaż pozostałe komplikowała. W każdym razie zmieniała teraz ich położenie w całej tej sieci powiązań.
Wylądowali na plaży nieopodal bitwy, która rozegrała się na lądzie, kiedy oni walczyli w powietrzu. Przez iluminatory Nantel widział krwawe pobojowisko i niemal mógł wyobrazić sobie krzyki i ból rannych, którzy nie mieli tyle szcześcia i nie zginęli od razu. Na moment przed oczami stanął mu widok zmasakrowanych ciał w jaskini pod miastem Taris, do której trafi jeszcze z Bzhydackiem. To miejsce wydawało się tylko trochę mniej potworne, mimo wiwatujących obok zwycięskich knurów. Nadia zatrzęsła się obok niego na widok masakry. Dużo mocniej przeżyła widok bitwy i porozrywanych ciał, Nantela przyzwyczaiła walka o przeżycie podczas ucieczki przed rakghulami. Objął ją ramieniem i przytulił mocno do siebie. Radość ze zwycięstwa wszystkich w kokpicie jakby przygasła. Widzieć wybuch z dala, walczyć o własne życie to jedno, ale oglądać masę śmierci z bliska to już co innego.
- Dobra, chodźmy się z nimi spotkać - jedną ręką nadal obejmował dziewczynę a drugą chwycił karabin blasterowy, przestawiając go jeszcze w tryb ogłuszania. Nie wiadomo przecież, czy są już bezpieczni, a wszyscy wrogowie uciekli albo już nie żyli.
Kiedy podeszli do panelu trapu, Nantel puścił ishi tiba przodem, samemu otwierając wyjście ze statku. Gdy tylko kapłan odwrócił się do niego tyłem, mechanik sprawnym ruchem ręki podniósł karabin blasterowy i wystrzelił prosto w plecy ishi tiba z bliskiej odległości. Ten, trafiony w kręgosłup ładunkiem ogłuszającym, zwalił się jak długi na metalowy pokład statku.
- Aj! - okrzyk zaskoczenia wyrwał się Nadii z ust - Nantel, co jest?
- Proponował mi sprzątnięcie jednego z huttów. Tego, od którego właśnie dostałem wiadomość. Prawdopodobnie miał nas pozabijać, jakbyśmy coś z gubernatorem kombinowali nie po myśli Beto. Trzeba się nim zająć, ale najpierw... Czas chyba w końcu na poważną rozmowę z Mai'fach, Kittani i resztą rebeliantów, co nie Ka'aval?
Związał ishi tiba liną z ładowni i przy pomocy Nadii owinął go w strecz niczym jakiś pakunek, po czym dotargali go do ładowni. Nantel zaaplikował jeszcze kapłanowi środek usypiający wyliczony dla jego rasy przez komputer medyczny statku, żeby mieć pewność, że ich więzień nie zrobi im żadnej niespodzianki przez kilka najbliższych standardowych godzin. Po namyśle dorzucił też ładną czerwoną wstążkę wygrzebaną gdzieś na statku. Była to swoista rekompensata za użeranie się z pupilkiem Beto, ale też miał nadzieję wykorzystać kapłana jako pewien prezent dla Beji i kartę przetargową.
Po zabezpieczeniu więźnia w końcu mogli wyjść porozmawiać z Mai'fach i Kittani. Tą drugą już znał, jednak Mai'fach, jedna z przywódczyń Rebelii, pozostawała zagadką. Nie wiedział o niej raczej nic i nie był pewny, jak zareaguje. Od momentu lądowania trochę im zeszło, więc pewnie już zastanawiali się, co oni tyle robią w tym statku. Kiedy już wspomniane kobiety do nich podeszły i wszyscy stanęli w dość ustronnym miejscu do rozmów, Nantel nie czekał dłużej i zaczął wszystko wyjaśniać.
- Zanim przejdziemy do czegokolwiek dalej - zaczął, zwracając się do Kittani - Beji prosiła, by przekazać ci jej podziękowania. Tak, dostałem od niej wiadomość. Jej braciszek nie żyje i gdybym miał zgadywać, sama go zabiła. To jednak powoduje, że mogę przestać udawać Greya. Nie jestem płatnym zabójcą, a zwykłym mechanikiem, który uciekł z Taris przed rakghulami. Nantel Grimisdal, tylko mechanik, który trochę przeżył, ale nikt bardziej znaczący niż ten piasek, na którym stoimy. Jak już udało mi się dotrzeć do rebeliantów, to czas skończyć z tym udawaniem, a Beto i tak nie żyje. Co zaś do Beji... Jej także zaraz powiem prawdę, jak tylko uda się nam połączyć. I tu mam prośbę do Was, a właściwie do ciebie, Kittani. Mam dla hutta prezent w postaci uwięzionego pomagiera jej brata, ale jednak chciałbym byś była przy tej rozmowie. Jak sama widzisz chcę dołączyć do rebeliantów, nie tylko za to, o co walczycie, ale też szukam odpowiedzi. Muszę jednak przekonać Beji, by odpuściła mi ten mały wkręt i to, jak wygląda sytuacja, a mam wrażenie, że cię lubi. Chcę wyczyścić całą sytuację i wyjaśnić wam wszystko, co będziecie chcieli wiedzieć.
Rozłożył ręce w trochę przepraszającym geście. Musiał postawić teraz wszystko na jedną kartę. Zamierzał związać swoje losy z rebeliantami i potrzebował ich zaufania. Ich ideały, walka o wolność. Odnajdywał się w tym, chociaż pewnie na swoj sposób, który nie musi im przypasować. No i przede wszystkim miał nadzieję porozmawiać w końcu z kimś na poważnie o Mocy. Kimś, kto wyjaśni mu, co działo się z nim i Nadią szczególnie w ostatnim czasie. Na pewno też nie chciał już dłużej udawać Greya.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
0000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 276
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

PoprzedniaNastępna

Wróć do Przestrzeń Huttów

cron