Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 19 Kwi 2018, o 14:11

Języki krwistej czerwieni bluzgały, świdrujac dziury w napotkanej materii. Działa olbrzyów pluły z góry, czyniąc wyrwy w trzebionej roślinności wiązkami laserowymi. Co jak co i kto jak kto - Gweek potrafił spierdalać jak nikt inny. Lata praktyki, się wie.
Trudny teren nie mógł powstrzymać energii kinetycznej zgromadzonej w cielskach gamorrean. Gałęzie smagały po pyskach i torsach, a ten co biegł ostatni obrywał potrójnie. Tam gdzie się dało, rozwijali szyk na boki zacząc glebę dzikim rajdem "byle przed siebie".

Oddaleni od zagrożenia, nieco spowolnili kroku, dalej trzymając się błękitu, mając go na oku, częściowo zasłoniętego przez zieleń lub brąz roślinności. Ostrzał zanikł zupełnie, pozostawiając dymiące ślady w runie leśnym. Nieliczne drzewostany tliły się na tyle mocno, grożąc rozwinięciem się w otwarty ognień. Dżungla sobie poradzi, wilgotne powietrze i grunt blisko zbiornika wodnego stłamsi zagrożenie, dodatkowo wsparta ożywczym deszczem, spadającym niespodziewanie z nieba. Póki co nie zapowiadało się na deszcz, ewentualnie czerwonych boltów z pysków przerośniętych, stalowych olbrzymów.

Czając się w krzaczorach i przybrzeżnych chaszczach, doglądali ich poprzedniego miejsca bytności. Okupowane było przez prawdopodobnych zdobywców tego skrawka ziemi. Stało się jasne, że utrata ich poprzedniej bazy, siedziby własnego klanu, miejsca wybranego na dom, w którym chciał zapuścić korzenie musiała wiązać się z tymi dziwacznymi maszynami kroczącymi i pomocą z zewnątrz. Nie na miejscu było to, że AT-AT znalazło się na Gamorr. Znak rozpoznawczy i relikt chlubnej przeszłości Ymperyjum, z jego zamazanymi logami na pancerzu ot tak nie trafia w ręce rodaków Ghurka i jemu podobnych. Postępująca technika i znak nadchodzących przemian na zapyziałym światku miał po części rację bytu, ale czy Gweeka rodacy byliby w stanie obsłużyć precyzyjne i zaawansowane systemy opancerzonego transportera w trudnym, lesistym terenie?

Rozmyślania przerwał mu Thurg, wskazując na niewłaściwą barwę skóry swoich dwóch pobratymców. Gruba skóra z mocno zielonej stawała się ciemniejsza, podchodząca purpurą. Oparzenia drugiego stopnia szybko nabrały właściwej barwy. Wytrzymałość na piekący ból ma swoje granice, tak jak ciało zmuszone do nagłej ucieczki. Pierwszy raz musiał zwiewać jako wódz. Rozkaz do odwrotu był najlepszą opcją. Nazwać można go taktycznym dla przegrupowania sił. Na szczęście jeszcze nikogo nie stracił, choć mógł przypuszczać jedynie co stało się z Guttorem i resztą. Przeważające siły mniejszości ich grupy nie sprostają surowej zaporze ognia dwóm zwierzom z najgorszych koszmarów. Mógł zrobić tylko jedno.

- Pocze... chóju ... po... moczu... - odpalając cicho pikające ustrojstwo wyciągnięte zza pasa, na właściwej sekwencji i częstotliwości odbioru Kittani, odezwał się do niej w sposób taki, jak ona do niego. Bez możliwości wdania się w dyskusję i odbioru. Stawiał ją przed faktem dokonanym. Cała grupa, nie tylko on, czuła do niej pewną dozę rozczarowania. Miała ona ich namierzyć i odebrać. Albo chociaż podrzucić na miejsce spotkania, o ile uwinęłaby się wcześniej z podjęciem rannych na pokład.
- Wezwałem pomoc. Przylecą po nas, ale musimy do tego czasu przeżyć. Chwilę odpoczniemy i pójdziemy wzdłuż brzegu, jak do tej pory. - spróbował podnieść swoich wojowników na duchu. Utopiec starał się pomóc jak mógł. Wlewał swoją mową nowe siły w zwątpionych towarzyszy. - Rozdupcymy to coś. Zrobimy bombę! Tak wielką, że maszyny wylecą na księżyc. A ich matrony przeruchamy wzdłuż i wszerz. - choć początek nie był obiecujący, to ostatnie zdanie wzbudziło wiele nadziei w zmęczonych knurach.

Zebrali się w półkolu, doglądając ciężko gojących się ran po oparzeniach. Ciało puchło nadal i piekło tak, jakby było nadal przypalane żywym ogniem. Nie mogli za wiele pomóc, jedynie pomagając wstać i iść przed siebie. Gweek nie zamierzał tego dnia nikogo spisać na straty, pomimo narzekań najgrubszego z grupy Ortogga, że nie ma sił i tylko spowalniać będzie marsz. Chciał, aby go zostawić, że zatrzyma ich na chwilę lub zmyli pościg, idąc w inną stronę. Wódz czuł dumę, że ma takich kompanów. Tyle ze sobą już przeszli, że cień smutku deptał po piętach. Jego decyzje od jakiegoś czasu mają wpływ na życie więcej jak jednej osoby. Związał się z klanem, a ten nierozerwalnie z nim, dopóki istniał choć jeden jego członek.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 248
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 19 Kwi 2018, o 19:07

Nie sądziła, że Taris wróci do niej tak szybko. Owszem, wydarzenia z planety nadal tkwiły w jej głowie, do tego wciąż miała nadzieje, że uda jej się rozwiązać problem, którego poniekąd sama była przyczyną. Kto by się jednak spodziewał, że ta sprawa wróci akurat w tym momencie? Gdy Kittani zaczęła mówić, Mirax z początku tylko biernie się przyglądała i słuchała, potem jednak wyraźnie drgnęła, a na jej pyszczku pojawiło się coś, co można byłoby określić mianem szoku i niedowierzania. Nie wiedziała, że ktoś inny o niej wie, bo skąd miała wiedzieć?
- Ayle...? - wtrąciła tylko i umilkła, by brunetka mogła mówić dalej.
Więc przeżył? Do tego jeszcze dotarł do Rebelii i powiedział im o niej? Dlaczego? O co chodziło? Była zdezorientowana i w końcu ciężko usiadła, tak jakby nagle opuściły ją wszystkie siły. Nie mogła się spodziewać tego, że jej przygody na Taris odbiją się tak szerokim echem. Wiedziała, że ta tragedia, ta rzeź... to wszystko będzie jej się śniło do końca życia, ale miała silną motywację, by temu zaradzić. Dlatego szukała pomocy, chciała zwiększyć swoje szanse i polepszyć umiejętności, by móc znów stawić czoła swojej złej wersji. Wtedy była za słaba, zbyt mało doświadczona, tak wielu rzeczy nie pojmowała... Wiedziała, że teraz miałaby większe szanse, ale to wciąż za mało. Wprawdzie przestała odbierać mroczną aurę swojej "złej bliźniaczki", ale nie była pewna czy to dobrze, czy źle.
- Nie wiedziałam... nie miała pojęcia... - odparła po dłuższej chwili. - To bardziej skomplikowane, sama tego nie rozumiem... walczyłam, starałam się pokonać TO ZŁO, ale przegrałam. I stałam się tym, co widzisz. Nie pytaj jak, bo nie wiem.
Jej uszy oklapły, zwisając smętnie po bokach. Pierwszy raz od dłuższego czasu byłą naprawdę przybita. Sądziła, że od momentu śmierci Tori nic nią już nie wstrząśnie, ale teraz musiała zweryfikować ten pogląd. To naprawdę nie było łatwe.
- Nie jestem żadną superbronią. Urodziłam się i żyłam tak jak inni, miałam być lekarzem, ale Imperium zabrało mi dom i rodzinę. Cudem przeżyłam obławę, przedostałam się na Taris, wciąż żyłam w strachu ukrywając się przed wszystkimi... jak na złość wszystko zaczęło się walić jedno za drugim, tego było za dużo. - urwała i pokręciła głową.
Zeskoczyła ze skrzynki. Miała mętlik w głowie. Kittani zatrząsnęła ponownie jej posadami, gdy myślała że zaczyna powoli nad wszystkim panować. Może rzeczywiście powinna porozmawiać z Mai'fach. Długo, poważnie i na osobności. Ale czy to coś da? W każdym razie nie było już wyboru, bo prawda i tak wypłynęła, a lepiej, żeby to Mirax jej powiedziała, a nie Kittani.
- Może i masz rację, ale nie wiem czy to coś zmieni.
Spojrzała na gada Ej i latającego droida. Westchnęła, kierując swoje kroki wgłąb obozu i zostawiając brunetkę samą.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 20 Kwi 2018, o 16:27

Jaina Solo i Kupiec Fenn
Jakiś czas wcześniej
Błękitny hologram Beji Besadi i Kittani zniknął a w pomieszczeniu komunikacyjnym na lucrehulku zapanowała cisza. Jaina przez chwilę wpatrywała się w puste miejsce w przestrzeni i rozważała to co właśnie usłyszała. Brodaty kupiec natomiast wpatrywał się w liderkę rebelii z iskierkami radości w oczach. Widać było, że chce coś powiedzieć, ale czekał.
Cisza przeciągała się.
- Nie jesteśmy gotowi na to. - Powiedziała szeptem Jaina i chyba bardziej do siebie niż do swojego towarzysza. - Nie jesteśmy gotowi...
- E tam. Raz się żyje. Ile chciałabyś czekać. I za czym?
- Raz się żyje? - Kobieta spojrzała na Fenna z niemałym rozgoryczeniem odmalowanym na twarzy. - Raz się żyje, mówisz?
- Ano. Raz.
- I na przykład nie martwi Cię to, że lada moment może dojść do rozlewu krwi na planecie co do której nie miałam żadnych planów? Że dojdzie do bezsensownej walki? Wiesz ile żyć ona może pochłonąć?
- Martwi. Ale nie w tym rzecz. Może to wszystko to impuls by się ruszyć z miejsca...
- Jakiego miejsca? Jakie ruszyć?! Ledwie udało nam się odbić z rąk piratów ten okręt i utrzymać go! Nie mamy kompletnie sił by ruszać teraz do walki o Gamorrę. Nie mamy kompletnie jak ruszyć się z miejsca. I to dosłownie! Poza tym z czym powiedz mi, mamy ruszyć? Brakuje nam dosłownie wszystkiego. Ludzi. Broni. I całej reszty tego logistycznego szajsu, który jest potrzebny by aktywnie walczyć... To był błąd. Mogłam nie zgadzać się na to by Gweek tam wracał.
- Nie zatrzymałabyś go. Ani jego. Ani Kittani. Ani nikogo.
- Zatrzymałabym. Powinnam była. Od początku miałam złe przeczucia. Dla dobra ogółu powinni zostać.
- Oj, nie. Nikt by Cię nie posłuchał. Nie licz na to, że WSZYSCY wokół będą z takim samym zaangażowaniem patrzeć w tym samym ideologicznym kierunku co Ty. Obraz wolności, który nosisz w głowie, nie jest tak samo atrakcyjny dla wszystkich. Wyobrażasz sobie Gweeka, który cierpliwie czeka przez rok czy dwa by coś zrobić? Bo ja nie. Jeżeli rebelia ma mieć jakikolwiek sens to zaczyna ona go mieć właśnie teraz. Trzeba ruszyć dupę, Jaino i pomóc knurom.
- Nie mamy jak...
- Dupa tam. Sama słyszałaś, że Besadi chcą nam pomóc.
- Besadi... Fenn. Proszę Cię. Oni są z Ylesi. Ylesi! Wiesz co to oznacza, prawda?
- Tja...
- Mój ojciec tam był. Kiedyś. Zanim jeszcze poznał się z mamą.
- Tak, tak... Pątnicy i te sprawy. Trochę się interesowałem Twoją rodziną, Jaino. Wiem co tam się może dziać. Ale zastanów się. Możemy ich wykorzystać. Nie mamy siły militarnej ale mamy autoryet i wpływy polityczne. I nasz sztandar wydaje się być czystszy niż sztandar Besadi. Za nich nikt nie pójdzie walczyć... Ale za rebelie?
- Kto pójdzie walczyć za rebelie? Wszystkie grupy, które po cichu nas wspierają nie mają żadnego zaplecza militarnego.
- Weź Ty zejdź z tej swojej chmurki Mocy i zacznij patrzeć na to co się dzieje w sposób realny! Knury. Zaangażujmy się w to. Pokażmy dobrą wolę. Wsparcie. Może właśnie od Gamorry zacznie się nasz szlak do Twojej wolności?
- Sama nie wiem...
- Wiem, że nie wiesz. Pewnie się boisz. Też się boję. Ale... cholera... los daje nam dobrą szansę wykorzystajmy to. Imperium jest po uszy umoczony w gównie z Taris. Zadziałajmy teraz zanim zorientują się skąd tak naprawdę wieje smród.
- Współpraca z Besadii to smród.
- Oj tam. Musimy po prostu być czujni. Poza tym oni tak samo potrzebują nas jak my ich. Będziemy sobie patrzeć na ręce. Poza tym. Tam jest Kittani. Nie wiem jakich perfum używa ta laska, ale owija wokół siebie każdego.
- Dobra. Muszę to przemyśleć. Przegadać...
- Gadaj z kim chcesz. Ja zacznę gromadzić ochotników do lotu.
- Jakiego lotu? Nigdzie nie lecisz.
- Lecę, lecę. Tylko jeszcze tego nie wiesz.
- Jasne...
- Poza tym. Mój obraz różni się od Twojego.

Kittani
Mirax odwróciła się i ruszyła w stronę Mai'fach. Kittani była zaskoczona tym co powiedziała i tym, że jej dedukcje okazały się trafne. Może nie tak całkiem zaskoczona, ale jednak. Trafić takie spotkanie w bezmiarze galaktyki graniczyło z niepojętym cudem. Ale już samo "Ayle" było wymowne; kushibanka znała imię szelmowskiego zeltrona i był to dowód więcej niż wystarczający. Kittani nie mogła się mylić. Tym bardziej, że reakcja kushibanki była... smutna. Miała wręcz wrażenie, że odczuwa ten smutek i gdyby tylko pozwoliła rozbeczała by się na środku polany.
- Ona jest.. dziwna... - Powiedziała sama do siebie.
Wtedy jej komunikator dopięty do paska aktywował się. To był Gweek.
- Pocze... chóju ... po... moczu...

Mirax
Nikt jej nie zaczepił gdy przechodziła przez polanę, a przecież ruch na niej wzmógł się i to bardzo. Rebelianci pomagali gamorreanom wchodzić na pokład starego frachtowca; tych którzy nie mieli jeszcze za bardzo sił by chodzić samemu wnoszono na noszach pod okiem ithorianina Erda. Pozostałych trzeba było przekonywać, że "stalowy potwór nie chce ich zjeść".
Zlokalizowała Mai'fach i Nurrę pod jednym z drzew na skraju polany. Rozmawiali ze sobą przy pomocy zdalniaka należącego do Gweeka. Gdy podeszła bliżej usłyszała ostatnie słowa przełożone przez droida.
- Jej cycatość mówi, że dobry duch należy do klanu Nurry. I że jest dobry. I że leczył chorych.
- Rozumiem. Jeżeli taka będzie jej wola zostanie z klanem. - kiwnęła głową Mai'fach. A potem odwróciła się nagle w stronę Mirax.
- Nie wyglądasz na super broń. - Powiedziała z uśmiechem. - Za chwilę będziemy odlatywać. Więc może powiesz mi co Mirax Eygan robi w ciele Kushibana na gamorrze?

Jakiś czas wcześniej. Lucrehulk.
- I co? Zgodził się? - Zapytała Jaina.
- Aha. - Fenn uśmiechnął się szeroko swym niekompletnym uzębieniem - Powiedział tylko że będzie potrzebował pieniędzy.
- Mamy trochę funduszy od darczyńców z Esfandii. Lecisz z nim?
- Ano. Ktoś go musi pilnować. A ty lecisz na Gamorrę?
- Nie mogę. Czekam na powrót Stardusta i reszty. Wysyłam Mai'fach.
- Ok. Jasne rozumiem. To ja się idę szykować. Trzymaj się.
- Ty bardziej. I Fenn... Twój obraz... spodobał mi się.

Palpoo
- Mike! - Ashera krzyknęła w stronę swego partnera, który leciał obok niej na drugim skuterze. - Wiesz gdzie lecimy?! Co?!
- Nie bardzo! Ło!!! - Mike musiał wykonać gwałtowny zwrot by nie rozpłaszczyć się na pniu drzewa. Kolejny raz.
- Kurwa! Jasna!
Palpoo nie miał za bardzo co robić - nie licząc może kurczowego trzymania się Ashery by nie spaść z wyrywającego się spod niego pojazdu. W pewnym jednak momencie usłyszał znajomy głos.
- Eee.. Jest tam kto? Eeee... Przydała by się jakaś pomoc!
To był Pato a jego głos dochodził z urządzenia radiokomunikacyjnego zainstalowanego w repulsorowców. Widać trójka toydorian szalała z zestawem komunikacyjnym zostawionym w "Domu Pędraków".

Gweek
Czekał. Trzymał komunikator w dłoni i liczył na szybką reakcję Kittani.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5943
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 21 Kwi 2018, o 11:48

Stanęła przed Mai'fach i po raz kolejny zdziwiła się temu, jak wiele o niej wiedzą. Przed chwilą rozmawiała z Kittani i póki co tylko ona znała prawdę. Otwarła pyszczek, ale zaraz go zamknęła i pokręciła łebkiem. Czuła się nieswojo, ponieważ pierwszy raz będzie musiała powiedzieć wszystko komuś i tym samym zawierzyć własne życie. To wymagało dużego zaufania, a tego jej teraz brakowało. Do tej pory wszelkie sojusze, które zawierała kończyły się źle i ostatecznie ci, którzy mieli jej pomagać i ją wspierać zdradzali ją. Każdy chciał ją wykorzystać według siebie, choć nie rozumiała dlaczego.
Westchnęła i razem z Mai odeszły na bok. Kobieta musiała widzieć, jak wiele ją to kosztuje.
- Zgoda, powiem wszystko, jeszcze z nikim o tym nie rozmawiałam i od razu powiem, że nie wszystko jest dla mnie zrozumiałe... to dość skomplikowana historia...
Czasu nie było wiele, dlatego też starała się streszczać i nie wdawać w szczegóły. Opowiedziała o swoim domu na Eriadu, o tym, jak Imperium wywlokło jej rodzinę i urządziło obławę, jak uciekła na Taris, gdzie leczyła gangsterów. Żyła tam spokojnie, ale krótko, bo potem pojawił się najpierw najemnik Kavar, a potem eks-Jedi Ind'yk. Jak była szkolona przez niego, jakie przygody przeszła i jak była ścigana. O wypadku w prowadzonym przez niej szpitalu o tym, jak ostatecznie doszło do zarazy Raghuli i jak jej mistrz ją zdradził chcąc oddać w ręce Imperium. O tym jak stoczyła walkę ze złą częścią siebie starając się ją powstrzymać przed rozpowszechnieniem zarazy i rzezi i jak przegrała tę walkę, ale jakimś cudem zamiast umrzeć i zostać pochłoniętą przez Ciemną Stronę, znalazła się w tym ciele. Ciele byłej Mistrzyni Jedi, które oddała życie za swoją przybraną rodzinę, a w miejsce której trafiła ona. Nie wiedziała jak się to stało i dlaczego... ale obiecała sobie, że naprawi to, co się wydarzyło. No i cała reszta zdarzeń od momentu wyjścia z hiperprzesterzeni nad Gamorr, aż do chwili obecnej.
Sporo tego było, trzeba przyznać. Nie wiedziała nic o żadnej superbroni, ale przypomniała, że jej mistrz wspominał coś o tym, że była dosyć nietypowa i że posiadała cechy, których w naturze nie ma, ale nie rozumiała o co chodzi. I to by było na tyle, choć oczywiście wszystko to zostało skrócone na tyle, na ile było to możliwe, bo wszystkich przygód nie dało się opowiedzieć z wciągu paru minut. To była jednak rozmowa na dłuższe posiedzenie, na co obecnie nie było ich stać. Mirax wykazała się dużą szczerością, dużo ją to kosztowało i jednoznacznie odsłaniała się przed Mai'fach. Była zagubioną dziewczyną, która kompletnie nie rozumiała tego, co się właściwie wokół niej działo i dlaczego wszyscy się nią tak interesują. Miała w miarę szczęśliwe i spokojne życie, znała swoje korzenie, w końcu jej dziadek był Jedi, ale potem wszystko szlag trafił i jak do tej pory wszystko nadal było w niepoukładanych kawałkach.
Siedziała ze zwieszonymi uszami, a wokół nich toczyła się gwar głosów i pochrumkiwań. Wszyscy szykowali się do wylotu i walki, ale jednocześnie nikt nie zwracał uwagi na Mirax ani jej jej ludzką towarzyszkę. Co więcej omijali je szerokim łukiem i rzucali tylko zaciekawione spojrzenia, jakby ona sama i Mai'fach były kimś kompletnie niepojętym, kogo trzeba dażyć ostrożnym szacunkiem i komu lepiej nie wchodzić w drogę.
Mirax podniosła wzrok na kobietę, starając się wyczytać z jej twarzy cokolwiek, co mogłoby jej powiedzieć, co będzie dalej.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 22 Kwi 2018, o 11:45

Rozmowa z mocowładną była dziwna i pozostawiła kobietę w stanie podobnym do wybudzenia się bez pełnej świadomości. Kobieta została sama i przyglądała się chwilę najbliższej okolicy, próbując zebrać wszystkie myśli. Ciszę przerwał komunikator i dobrze jej znany głos Gweeka. Nie spodziewała się jednak takich słów z jego strony. To był właśnie ten impuls, który postawił ją w stan pełnej gotowości. Zrywając się do szaleńczego biegu opuściła spokojną i osamotnioną polanę, rzucając do komunikatora że przegrupowuje ludzi i lecą z pomocą.

Brunetka wbiegła w samo centrum wydarzeń, pomiędzy rebeliantów, członków klanu Nurry oraz ludzi Besadii. Wszyscy działali zgodzie z przydzielonymi im zadaniami, jednak zajmowało im to zdecydowanie za dużo czasu. Problemem okazała się bojaźń i strach przed nieznanym knurów oraz fakt, że wielu było rannych a ich transport nie należał do najłatwiejszych, chociażby ze względu na wagę pacjentów. Wielu z obecnych nadal nieufnie spoglądało w stronę frachtowca, chociaż miał przynieść im pomoc i nie stanowił dla nich zagrożenia. Nie widziała nigdzie Mai'fach, Mirax ani Nurry. Stanęła gdzieś pośrodku tego zbiorowiska różnych ras oraz sztandarów.
- Gweek potrzebuje pomocy! Wszyscy na pokład! - te słowa podziałały na wszystkich niczym ulubiona przynęta. Tam gdzie padało imię Gweeka, tam wszechobecny był respekt oraz oddanie klanu. Nagle wszyscy ruszyli z miejsca, nie zastanawiając się dłużej nad potencjalnym niebezpieczeństwem ze strony blaszanego potwora z niebios. Nawet starsi i ranni członkowie klanu dostali zastrzyk energii i nie oglądając się na nikogo dookoła szli w kierunku frachtowca. Kittani podbiegła do trapu, gdzie znajdowali się dobrze jej znani rebelianci.
- Niech wszyscy przegrupują się na rannych oraz gotowych do walki. Rannych umieść bliżej trapu, aby ich sprawny transport był łatwiejszy. Pozostali niech pomogą przy ich wynoszeniu po wylądowaniu. Ci którzy chcą pomóc Gweekowi mają pozostać na statku. Połącz się z bazą i przekaż, że mają uszykować uzbrojony oddział do walki oraz mniejszy oddział na miejscu, który zajmie się rannymi Gammorreanami i będzie pomagał w ich transporcie i mają czekać na nasz przylot. Szykujcie maszynę do odlotu i pilnujcie łączności. I to jak najszybciej! - rebelianci pomimo takie zasypu informacji i rozkazów pokiwali twierdząco głową. Kittani ruszyła dalej przez polanę, wymijając kolejnych ludzi oraz Gamorran. Dostrzegła Nurrę, Mai'fach oraz Mirax które najwidoczniej kończyły jakąś rozmowę. Cieszyła się, że Kushibanka jej posłuchała i porozmawiała z Mai'fach. Zauważyły ją już jakiś czas temu, toteż wszystkie podniosły się z ziemi i spoglądały na nią, wyczekując w napięciu.
- Gweek potrzebuje pomocy. Wracamy na statek i lecimy! - bez żadnego ostrzeżenia zabrała małą Jedi pod swoje ramię, tak jakby była ich domowym pupilkiem. Nie musiała długo czekać na reakcję - wszystkie bez zbędnych pytań ruszyły w ślad za nią. Biegły razem w stronę frachtowca z którego silników wydobywał się już szum, wskazując na gotowość do odlotu. Na trapie było widać stłoczonych członków klanu wypatrujących z utęsknieniem Nurry oraz kilku rebeliantów, którzy pilnowali aby nikt nagle nie opuścił pokładu.
- Pewnie nikt jeszcze w historii Galaktyki nie nosił Jedi pod ramieniem... a może jest to nawet wbrew jakiemuś kodeksowi? - rzuciła w biegu do swojej towarzyszki, posyłając jej uśmiech - Musisz mi wybaczyć, powaga sytuacja tego wymaga. Gweek rzadko kiedy wzywa wsparcie...
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 23 Kwi 2018, o 21:06

I się nie doczekał. Tej szybkiej reakcji. Żeby tu dotrzeć, najpierw musieli przebyć kawał drogi. Z górki początkowo szło łatwo i przyjemnie. Przaśne powietrze poranka studziło ogień w płucach, przyjemnie smyrało po skórze. Później maszerowali dużo wolniej po raz kolejny torując sobie drogę przez mękę znaczy gąszcz dżungli i wszechobecne chaszcze. Kittani miała dużo lżej, Lot nie męczył ciała, przeszkody terenowe mijała górą, A i trasa prowadzić powinna ją w lini prostej do nadajnika, cicho pikającego w sakwie przywiązanej do pasa. W myśl zasady: czas nie chuj - nie stanie, musieli ruszyć jak biegnący czas.

Nie wypada nadużywać gościnności prawie dwudsiesto metrowy behemotów, które ich ścigały, więc po krótkim postoju, niechciani goście opuścili okolice przybytku na Cyplu, w cieniu drzew. Żywszym marszem oddalili się od dwóch łbów obracających się na boki, czujnie przeczesując okolicę w poszukiwaniu czmychających zygzakami ofiar.

- Zbierać się panowie. Złoimy im dupska następnym razem.
- Noo, tylko załatw mi duży fajer-bum-werk-ładunek. To im pod nogi rzucę. Się wyjebią na ryj te, ich te plujące ogniem pokraki he he.
- odezwał się buńczucznie Ortogg. Jego duma została zraniona, a ciało poparzone. Myślał o tym, żeby tylko nie stać się pośmiewiskiem. Ciało wyhodować do sporych rozmiarów to też sztuka. Mógłby uchodzić za grubaska, ale nie za wolnego. Przecież szybko jadł i pił... no i bronią machał nie gorzej jak każdy inny. Już nie jednemu cwaniakowi skórę wygarbował lub kły poprzestawiał. Ura bura, szef podwóra - wołał i się rzucał do starszych. Więc w odruchu solidarności mu kulturalnie wjebał, dając niezapomnianą naukę - jako przywilej starszych, dzielić trza się mądrością.

Maskując swój przemarsz, szli wzdłuż brzegu. Łatwiej będzie dojrzeć im nadlatujący obiekt.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 248
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 29 Kwi 2018, o 20:15

Para maszyn zwolniła i skręciła w kierunku jeziora. Już dawno powinni natknąć się na uciekających Gammorean chyba, że zmienili oni kierunek ucieczki. Ale po co mieli by to robić, przecież nad jeziorem będą w zasięgu uzbrojenia AT-AT. Maszyny zatrzymały się a piloci zaczęli nasłuchiwać. W okolicy powinno znajdować się stadko ich towarzyszy, oraz najemnicy osłaniający maszyny kroczące, bujna roślinność skrywała jednak wszystko co było dalej niż kilka metrów, zatem musieli zdać się na pozostałe zmysły. Nozdrza Ashary pracowały, nie była jednak w stanie wyczuć charakterystycznego smrodu gówna, czy też przypieczonego boczku.
- Wracamy, nie ma ich tu
- Może ich minęliśmy?
- Ciul skrzydlaty cały w łaty... Słyszycie mnie? To ja spaślaki skrzydlate!
Włochaty stanik kobiety zainteresował się komunikatami dochodzącymi z radia. Komunikator rozbrzmiał ponownie. Najwyraźniej operator usłyszał wiadomość Palpoo.
- Palpoo Atakował nas potwór ... utknął w bagnie po sam brzuch. I mamy tu pata, ani my ich ani oni nas. Potrzebujemy jakichś bum bumów.
- Wsadź mu w dupę Bum Kule!
- Sam se wsadź leniwa kulo futra, oni do nas strzelają.
- Na co masz skrzydła jak nie od latania, z góry mu prz... - Ashara przejęła radiostację.
- Utrzymajcie pozycje.
Oczka paciorki Ewoka z urazem spojrzały na kobietę która zabrała mu radio. Ashera nie zastanawiała się długo.
- Utrzymajcie pozycje, wyślemy posiłki.
W paciorkach pojawiły się znaki zapytania. Kobieta wyłączyła radio.
- Jeżeli my słyszymy to inni też, niech myślą że mamy możliwość im pomóc.
- możemy polecieć tym.
- A Gweek? Zostawimy go tak?
- Skoro go tu nie ma, to musieli uciec w innym kierunku, dlaczego?
- Wie o czymś o czym my nie wiemy.
- Odsiecz?
- O wy w dupe, ale ściągnęliśmy tam AT-AT, rozwalą ich.
- Naprawimy błąd.
- Ashara, mam tego dość, zginiemy tam
- Mamy szansę ich zaskoczyć, knury zginą - kobieta spoglądała na swojego towarzysza z gniewem i rozdętymi nozdrzami. Promieniowała siłą i charyzmą. Palpoo z wrażenia odpadł od resztek ubrania odsłaniając dwa konkretne argumenty które przekonały Mike'a.
- głupia gówniaro, zginę przez ciebie.
- Jak dotąd nie zginąłeś.
- Zawsze jest ten pierwszy raz.
Powiedział poprawiając, blaster i sprawdzając stan naładowania baterii. Jego twarz wyrażała złość i rezygnację. Ashara spojrzała na Plapoo poprawiając swoją garderobę i sprawdzając blaster.
- Nie możesz teraz z nami lecieć, to bardzo niebezpieczne, i na nic nam się nie przydasz. Zostawimy cię przed szarżą na najemników. Ruszysz na piechotę i dogonisz oddział.
- ...
- Gotowy?

Maszyny ruszyły w kierunku jeziora tym razem nieco wolniej i ostrożniej. Mijając większe drzewa i chaszcze lecieli głównie drogą która już wcześniej przebyli. Słyszeli poruszające się AT-AT, oraz drżenie ziemi, dwójka ludzi, szykowała się do szaleńczej szarży. Pochylona nad konsolą maszyny Ashara miała tylko nadzieję, że działko działa. Mike miał pewność, sprawdził działko w trakcie lotu.

- Wysiadasz mały, dalej lecimy sami.

Ewok posłusznie zeskoczył ze speedera. Mike oddał mu włócznie, i skinął przyjaźnie głową. Kobieta odetchnęła z ulgą nie spodziewała się, że tak łatwo jej pójdzie. Poczekała aż stworzenie zniknie w chaszczach i skinęła na Mike'a. Nie zastanowiło jej że gadatliwy zwykle ewok nawet nie pisnął.
- Będę prowadził. Wiedz że to głupi pomysł.
Silniki zadudniły, a maszyny szarpnęły do przodu, pognali w kierunku najemników osłaniających maszyny kroczące. Ashara skupiła się na sterowaniu.

W głowie Snu Snu kotłowały się setki myśli, jak ona śmiała mu tak rozkazywać. I... był nikim, walczył by przeżyć, a teraz znalazł swoje stado, i ma pozwolić im się zabić, tylko dlatego że jakaś kobieta tak mu każe? O nie, on ma swój rozum. Nie pozwoli sobą pomiatać. łapki zacisnęły się na sztylecie który zdjął z patyka. Paciorkowe oczka niewielkiego miśka były czarne i nieprzeniknione. Był zdeterminowany, zły i włochaty. Sztylet znalazł się w zębach, musiał mieć wolne ręce.

Dwa speedery wypadły na pełnej prędkości na niewielką polankę, kierując się w stronę tyraliery najemników. W jej środku był duży landspeeder z kilkoma najemnikami, obok ciężki landspeeder bojowy, najpewniej dowództwa. Tylariera, rozpoznała maszyny kolegów i nie otworzyła ognia od razu. Zrobili to za to Ashara i Mike, siekąc z autoblaserów po zaskoczonych przeciwnikach. Maszyny błyskawicznie zrobiły zwrot i rzuciły się do ucieczki. W ślad za nimi pomknęły laserowe bolty i maszyna wypełniona najemnikami.

- Mówiłem kurwa!!
Wrzasnął Mike dokonując cudów ewolucji na Speederze starając się uniknąć ostrzału z ziemi. Wstrząsy ucichły, co oznaczało że AT-AT za chwilę otworzą ogień. Za uciekającymi gnał wielki landspeeder miażdżąc pod sobą mniejsze drzewa i masakrując krzaki. Ashara została w tyle osłaniając swojego przyjaciela. Odwróciła się na ułamek sekundy posyłając do tyłu serię z blastera.
- TY!

Palpoo, wyczekał do końca na tylnym siedzeniu i gdy tylko ścigająca ich maszyna zbliżyła się dostatecznie, skoczył ze sztyletem w łapce i przeraźliwym okrzykiem bojowym Ewoków.
- NIAB NIAB!!!
Niewielka futrzana kulka wyrżnęła w twarz najemnika strzelającego do Asharay. Siła uderzenia była tak duża że mężczyzna padł na plecy strzelając cały czas w głąb pojazdu. Stojący za nim kumpel pewnie miałby mu to za złe, gdyby przeżył. Palpoo wyciągnął sztylet z szyi przeciwnika i szybkim skokiem rzucił się na Thrnadoshanina, podnoszącego właśnie repeater. Wypchnięty gad zachwiał się i wypadł z pojazdu. Palpoo miał jeszcze przez sobą czterech najemników, Z których jeden obsługiwał pojazd a drugi strzelał do Ashary. Pozostało dwóch przeciwników na jednego Ewoka. Bliższy z nich wyciągnął wibronóż i rzucił się do ataku. Głupiec, nie poznał po futerku że Ewok jest wkurwiony...

Musiałem, zabijesz to zabijesz.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1650
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 2 Maj 2018, o 10:04

Palpoo
Palpoo był szybszy, zwinniejszy i zdecydowanie mniej zaskoczony niż atakujący napastnik. Ewok zanurkował pod nogami najemnika i ciął go sztyletem od tyłu rozpłątając mięśnie i ścięgna na łydce tuż powyżej klamry spinającej plastoidowy nagolennik koloru ciemnozielonego. Najemnik runął przed siebie wpadając na pilota landspeedera. Trącony pilot potrącił kilka przełączników i przepustnice ciągu. Pojazd przyspieszył.
- AAAAA! Dziabnął mnie skurwiel! - krzyczał raniony.
- Weź! Wypierdalaj ze mnie! - krzyczał pilot pojazdu próbując uwolnić się od leżącego na nim kolegi. Ta czynność pochłaniała jego uwagę bardziej niż, prowadzenie pojazdu, któremu powinien był być oddany.
Kolejny napastnik, półnagi gamorreanin w ćwiekowanych pasach, kolczyku w nosie i przepasce biodrowej, rzucił się na Palpoo próbując go chwycić... i udało mu się to. Nie do końca tak jak chciał tego, ale fakt pozostawała faktem. Ewok został unieruchomiony przyciśnięty do podłogi landspeedera obłym cielskiem knura.

Kittani i Mirax
Rozkazy wydane przez Kittani spotkały się ze sporym zrozumieniem i natychmiast zaczęto je realizować. Tym bardziej, że Mai'fach i pyskaty szef najemników Besadii podjęli rzucone przez brunetkę słowa, mobilizując swoich podwładnych do konkretnego wysiłku.
Wbiegła do kokpitu gdzie dwójka pilotów w sprawnym pokazie przećwiczonych procedur startowych szykowała frachtowiec do lotu. Kittani złapała się fotela gdy pokładem zatrzęsło, a statek zaczął powoli wznosić się ponad polaną; Mirax wskoczyła na fotel a potem na półkę znajdującą się za konsoletą, tuż przy iluminatorze.
- Q! - Mai'fach pojawiła się w kokpicie i od razu zajęła miejsce w ostatnim wolnym fotelu. - Nie zamykajcie trapu. - Nie mogę zostawić tego droida. On jakby się dowiedział... Brrrr... Nie miałabym życia...

Gweek
Oddalali się od groźnych maszyn i z pewnością byli już poza celnym zasięgiem głównej broni stalowych bestii. Brnęli na krawędzi dżungli przeskakując pomiędzy spętanymi korzeniami rozwleczonymi po piaszczystym i zagrzybionym brzegu jeziora. Poparzeni nie tracili hartu ducha i choć byli słabsi dzielnie parli do przodu minimalnie tylko spowalniając całą grupę. Ratunek miał wkrótce nadlecieć. Póki co jednak...
- Szefie... Tam na wodzie! - Jub i Buj krzyknęli jednocześnie. Wszyscy spojrzeli we wskazanym kierunku. Na tle stalowych gigantów widać było jak nad taflą jeziora w stronę Gweeka pędzą dwa skutery repulsorowe. Ich piloci już zaczęli strzelać szyjąc na przypał po drzewach i plaży. Póki co ich ostrzał nie był zbyt celny, ale z każdą chwilą pojazdy były coraz bliżej więc i celność mogła ulec drastycznemu wzrostowi.

Plapoo
Pilot landspeedera i krwawiący najemnik z rozciętą łydką ciągle zmagali się ze sobą a pojazd wykonywał coraz dziwniejsze manewry. Palpoo nie mógł tego widzieć bo walczył z fałdami tłustego cielska pragnąc zażyć odrobiny świeżego powietrza. W pewnej chwili jednak coś usłyszał a gamorreanin znieruchomiał.
- NIEBEZPIECZNY PRZECHYŁ - poinformował kobiecy głos komputera pokładowego.
Wszyscy spojrzeli przed siebie tylko po to by zdążyć zauważyć, że horyzont zrobił się nieprzyjemnie skośny; Palpoo wystawił głowę spod gamorreanina i wciągnął w płuca sporą dawkę powietrza.
Chwilę potem landspeeder wbił się w drzewo, którego nie był wstanie ściąć. Wszystkich pasażerów wyrzuciło z pojazdu. Pilot i jego raniony kompan zginęli na miejscu zmiażdżeni w harmonijce stali i przewodów. Najemnik, który obsługiwał broń pokładową miał obciętą głowę i był rozsmarowany na drzewie a gamorreanin z rozprutym brzuchem leżał przed wrakiem trzymając w ręku swoje jelita i przyglądając się im z tępym zainteresowaniem. Palpoo odleciał najdalej i - paradoksalnie - nic mu się nie stało. Nie licząc może tego, że wylądował w niemałym skupisku grzybów "Wiele Dni Smrodu".

Kittani i Mirax
Q4, a zanim jaszczur Ej, weszli na pokład statku. Kittani widziała to w obrazie z kamer wyświetlanym w kokpicie. Piloci zamknęli trap i ruszyli w drogę rozwijając, i daleko przekraczając, dopuszczalną prędkość lotu w atmosferze dla statków tej klasy.
- Hej! Mamy problem! - szef najemników wszedł do kokpitu. - Te knury. Nawet te chore nie chcą być zostawione. Wszystkie chcą iść walczyć za swego wodza!
- Tak. - Do kokpitu wcisnął się jeszcze Erd. - Nurra mówi, że dla nich będzie to hańba. Oni nie chcą zostać.
- Eee... Czy ten Gweek mówił co ich atakuje? - odezwał się nagle jeden z pilotów. - Bo radar pokazuje jakieś dwa duże pojazdy w pobliżu jego lokalizacji...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5943
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 2 Maj 2018, o 21:57

- Coooo? - odezwał się jednooki, słysząc nasilające się odgłosy znad tafli jeziora. Przeciągłe pyr pyr, pyr pyr, pyr pyr, pyr pyr zmieniło się w szybkie i rytmiczne peke, peke, peke, peke . Wystrzały bardziej na wiwat zamiast zabić, miały bardziej wystraszyć, niż skrzywdzić i tak już wystraszonych tubylców. Zanim jedno oko, oślepiane odbijającym się światłem namierzyło źródła niebezpieczeństwa, dwójka braci - strzelców (nie tak wyborowych jak miało się okazać później) , ustawiła się w dogodnej pozycji, próbując namierzyć dwa zwrotne bzyki.
Obraz przechwycony przez oko, rzucony został na siatkówkę. Dalej pomknął nerwami do mózgu, który musiał szybko zanalizować problem i go przemyśleć. Wiedząc już co miał zrobić, ponownie impulsem elektrycznym, wzdłuż nerwów przesłano wiadomość do aparatu gębowego, żeby wydał jakiś dźwięk. A to trwało i ciekawski tłum wpatrywał się beztrosko w strzelające skutery, całkiem bezbronny na ostrzał znad Jeziora. - Chować dupska za krzorami! - komenda wyrwała z hipnozy grupę, która nerwowo poszukiwała schronienia czy to za pniakiem, korzeniem czy gdziekolwiek indziej, byle zniknąć z widoku plujących ognistym jadem, podłużnych ważek.

Bracia jak na komendę, odpowiedzieli ogniem, na ogień, gdy tylko zbliżyły się szybko lecące obiekty. Dwa pojedyncze bolty pofrunęły torem jednostajnie prostoliniowym w kierunku napastników. Jeden z nich zgasł przedwcześnie na wilgotnej powierzchni, wzbijając chmurę mgły. Drugi pocisk sunął prosto do celu - czyli w stronę opływowego kadłuba speedera. Odbił się od boku manewrującej maszyny, nie wyrządzając żadnych szkód. Zmienił jedynie on swoją trajektorię i poleciał dalej, w siną dal, niknąc zupełnie z oczu patrzących. Drugi z lecących owadów, nagle odbił się od tafli Jeziora. Raz, drugi, piąty, aż wytracił całkiem prędkość, gubiąc przy tym pasażera i olbrzymie ilości rozbijanych. Przy tej prędkości woda stała się twarda jak durastal. Pilot nawet nie śnił, że może oberwać przypadkowym rykoszetem w czuprynę i przeleci pocisk na wylot, tworząc piękną dziurkę w czaszce. Kask wchłonął strzał, wizualnie kończąc jego żywot i przy okazji pilota, który osunął się bezwiednie na siedzeniu. Drugi z pasażerów koziołkował po twardej powierzchni, łamiąc większość swoich kości przed utonięciem, równie szybkim co jego pojazd, stając się pożywką dla stworów zamieszkujących Grzybie Jezioro.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 248
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 4 Maj 2018, o 13:02

Kittani nadal nie mogła zrozumieć, dlaczego droid oraz jaszczur musieli znaleźć się na statku. Tak czy inaczej zajęło im to zaledwie kilka sekund, więc nie czepiała się o opóźnienie w odlocie przez bardzo osobliwą dwójkę towarzyszy. Wszytko przebiegało zgodnie z ustalonym przez nią planem i wydanymi komendami. Chwilowy spokój i zadowolenie zakłócił dowódca najemników Besadii, który wszedł do kokpitu niemal bez uprzedzenia. To niesamowite, jaki strach i respekt wzbudził klan Nurry. Nagle pyskaty dowódca który miał Kittani za nic zaczął współpracować bez cienia buntu. Brunetka spodziewała się takiej reakcji ze strony knurów. Dla nich gorsze od przegranej było tylko niepodjęcie walki z wrogiem. Tym bardziej, jeżeli sprawa dotyczyła ukochanego dowódcy - Gweeka, któremu ufali bezgranicznie i byli gotowi oddać za niego życie. Nie liczył się ich stan zdrowia czy też zmęczenia - knury były najbardziej zdeterminowanymi wojownikami jakich tylko Kittani znała i nawet gdy dopadało ich zmęczenie bądź rany odniesione podczas walki dawały się we znaki, dla swojego dowódcy potrafili ukryć ból i strach, tym samym wyglądając w oczach wrogów jako niezłomni. Informację o ich woli walki przyjęła bez większego zaskoczenia i pokiwała głową.
- Lecimy prosto do celu, baza nadal w gotowości, niech kontaktują się z oddziałem przy wulkanie. Skoro klan chce walczyć niech szykują się do opuszczenia statku i walki. Tym poważnie rannym powiedźcie, że ktoś też musi pilnować okolicy frachtowca. Nie ma sensu rzucać ich w sam środek walki - jej uwagę odwrócił pilot, który nagle przerwał ich rozmowę. Kobieta wiedziała, że większość z Rebeliantów zna podstawowe zasady szeroko pojętej kultury i nie przerywa rozmów bez ważnego powodu. Podeszła do niego bliżej, przyglądając się chwilę radarowi.
- Hmmm... To z pewnością nie są statki. Tak mała prędkość poruszania się statkiem jest wręcz męcząca i bezzasadna. Nawet skutery są szybsze... - brunetka zastanawiała się chwilę nad tym, co obrazuje im radar. Jedyne co jej przyszło do głowy to ciężki pojazd, który nie jest dostosowany do warunków na Gamorrze. Nie chciała jednak zbyt wcześnie orzekać co może ich gonić. Chwyciła za komunikator dzięki któremu mogła komunikować się z Gweekiem - Co was atakuje?
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 4 Maj 2018, o 15:35

Rozmowa z Mai była stosunkowo krótka, choć rzeczowa, jednak trzeba było dalsze dyskusje przerwać, ponieważ rozległ się alarm i Mirax dość bezceremonialnie została pochwycona przez Kittani. Trzeba przyznać, że było to co najmniej dziwne, choć fakt, że sytuacja była wyjątkowa, Eygan nie poczuła się jakoś bardzo sponiewierana takim potraktowaniem. Widziała i czuła poddenerwowanie w obozie oraz nerwy, które targały brunetką. Gweek potrzebował pomocy, a Kittani natychmiastowo chciała lecieć i mu tego wsparcia udzielić. Mirax musiała przyznać, że kobieta była niezwykle lojalna względem swojej grupy, a do tego mocno zdeterminowana. Oby tylko pośpiech nie zakończył się źle, w końcu lecieli nie wiedząc nawet, co będzie ich czekało.
Znalazła się w statku i została wypuszczona, sadowiąc się tuż przy iluminatorze, by mieć dobry widok na to, co jest poza statkiem. Skupiła się również w Mocy, by móc w miarę szybko wyczuć niebezpieczeństwo. Ich statek był przepełniony, nawet jaszczur się władował, choć kobieta nie wiedziała po co i dlaczego tak się przyczepił. Nawiązała z nim wcześniej kontakt mentalny, ale to musiało być coś innego. Teraz jednak na głowie mieli inne sprawy.
Poruszyła niespokojnie uszami, a jej futro nabrało ciemniejszej barwy. Niebezpieczeństwo, napięcie, uczucie zagrożenia i ogólnie całej tej atmosfery przed walką. Nie pisała się na to, ale skoro już znalazła się na statku, nie zamierzała być tylko dodatkiem, ale też czynnym członkiem załogi i pomóc w starciu na tyle, na ile będzie mogła. Wbrew drobnej postawie, jej możliwości bojowe nie były wcale tak znikome, choć za walką nie przepadała. Mogła za to wykorzystać swoje zdolności w posługiwaniu się Mocą, by móc zwiększyć szanse powodzenia tej misji.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 6 Maj 2018, o 09:09

Gweek
Obsługa pierwszej z maszyn nie widziała jak ich koledzy w karkołmony sposób kończą swe życie w zderzeniu z taflą wody. Więc, gdy Ci zatoczyli szersze koło i zajęli pozycje do ponownej szarży, zaczeli sie rozglądać za nimi oraz wywoływać ich przez radio. Chwilowo zaprzestali ataku. Załoga spoglądała tylko w stronę ukrytych Gamorrean i raz po raz kręciła ósemki wznosząc przy tym tuman wody. Jub i Buj strzelili parę razy, ale było to strzelanie na próżno.
- Gweek! - zaskrzeczał komunikator, odrywając uwagę Wodza-w-Boju od wydarzeń rozgrywających się na wodzie. - Gweek! Co Was atakuje?

Skuter znowu rzucił się do szaleńczego ataku. Tym razem było jednak odrobinę inaczej. Pojazd pędził wprost na nich strzelając ogniem ciągłym.
- Szef! Wodzu! On tam ma coś... - Krzyknął Buj obserwując skuter przez lunetę blastera. - Kręci czymś.
- To torba! - Krzyknął stary Obrogg pokazując wszystkim swój bagaż. Wszyscy wiedzieli co stary gamorreanin tam nosił. Bandaże, zioła i trochę granatów.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5943
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 6 Maj 2018, o 14:40

- Spierdalać w las! - zdążył jedynie krzyknąć, zanim złapał za ramiona obu braci, by przerwali ostrzał. Zostawiając za sobą smród osranych gaci, których i tak nie nosił, zaszarżował na oślep, wgłąb gęstej roślinności stałego lądu. Dobry był w te klocki i nie martwił się chwilowo o własną skórę. Zamieszkanie na tej planecie powoli stawiał pod wielkim znakiem zapytania. Zdecydowanie za dużo tutaj strzelających ogniem drapieżników.

Na inną reakcję niż pójście w rozsypkę, było za późno. Jedyne co mógł zrobić to rozpuścić oddział i zmniejszyć ewentualne straty w knurach. I ta Kittani... rozproszyła go w najmniej spodziewanym momencie, choć zdążył jej odpowiedzieć krótko i na temat, choć zgodnie z prawdą. - Tfa dusze pot-fory.. Mógł lepiej wykorzystać te kilkanaście sekund np. na przemyślenie dalszych ruchów niż na majstrowaniu przy komunikatorze.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 248
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 6 Maj 2018, o 19:10

- Wracam po niego!
- Zginął, widziałaś jak wyrżnęli,
- Sprawdzę!!
- Uparta GÓWNIARA!!
Protest na nic się zdał, bo Ashatra już zawróciła pojazd i z pełną prędkością pomknęła w kierunku wraku speedera, oglądając hekatombę, której sprawcą była wkurwiająca acz urocza futrzana kulka. Przez głowę przemknęło jej że nigdy nie znajdzie go w tym stosie porozszarpywanych zwłok, gdy do jej uszu dobiegło...
- Ale, ZA CO!!! WY W korzeń...
Potok przekleństw zbiegł się z okropnym zapachem oraz widokiem, który zapewne zamroził by serce najtwardszego weterana. Czerwona i przeklinająca w kilku językach postać wydobyła się z czegoś co było kępą grzybów "wiele dni smrodu" W futrze Ewoka znajdowały się dziesiątki jeśli nie setki śmierdzących zarodników. Utykając, bluźniąc i wyrywając sobie rzepy z futra pokraczne stworzenie szło w kierunku zwijającej się ze śmiechu czarnoskórej. Mike który dotarł do miejsca katastrofy prewencyjnie położył ogień zaporowy w kierunku z którego spodziewał nadejścia piechoty. Strzały z autoblastera pomogły oprzytomnieć kobiecie. Wyciągnęła rękę w kierunku Palpoo.
- Wskakuj, zwiewamy stąd.
Była już najwyższa pora, bo z krzewów poleciały w ich kierunku blasterowe bolty a basowe dudnienie zwiastowało zbliżenie się ciężkiego pojazdu. Zrobili co mogli, przynajmniej odciągnęli na jakiś czas główne siły przeciwnika. Szybkie ścigacze po raz kolejny rzuciły się do ucieczki. Lecieli w głąb lasu by po kilkuset metrach gwałtownie skręcić w kierunku jeziora. Głośny huk wskazywał, że Gweek i jego knury dalej walczą, z pewnością każdy blaster był tam na wagę złota. Speedery znaczyły swą drogę połamanymi gałęziami i wylatującymi z ewoka zarodnikami. Populacja grzybów "Wiele dni smrodu" z pewnością znacznie się zwiększy w najbliższych tygodniach.

***

- O ja p...
- To musiała być zasadzka.
- Kto ich tak zmasakrował, sprawdzić czy ktoś żyje.
Najemnicy rozbiegli się po miejscu w którym rozbił się ścigacz wiozący ich towarzyszy. W środku była jedna wielka jatka: pourywane głowy, kończyny, rozprute korpusy. Trudno było ocenić czy zniszczenia są efektem ataku czy też uderzenia w drzewo. Wielkie ciało Gammoreanina leżało w miarę całe więc to ku niemu zwrócili się wojownicy. Gdy tylko odwrócili leżącego ocknął się z powodu olbrzymiego bólu. Na pierwszy rzut oka było widać iż długo nie pożyje. Ktoś wypruł mu flaki, jak świni.
- Dupur jeszcze żyje,
- Kto to był, ilu ich było, co się stało!
- Ona... <khe> rzuciła nas demonem... <khe khe>... czarna wiedźma...
- Co?
Knury patrzyły na siebie przerażone, a ich bardziej humaniodalni towarzysze również zastanawiali się o co chodziło umierającemu.
- Ktoś przeżył.
Jeden z tropicieli wskazał na wybitą w kępie grzybów "wiele dni smrodu" dziurę. Wiódł z niej trop niewielkiego stworzenia, ślady były ledwie widoczne, tu kilka kłaków tam kropla krwi i wszechobecne zarodniki grzybów. Śmierdzące już na całą okolicę.
- Będzie go łatwo wywęszyć, kiedy już stąd odejdziemy,
- Nie wierze w czary.
- A ja wierzę, tylko że to nie czary a najpewniej coś innego... Zachować ostrożność i ruszamy dalej.
Dowódca najemników patrzył na rozwalony speeder i łączył fakty w głownie. Nadal rzeczy mogły być dziełem przypadku, ale to stworzenie, czarna wiedźma i cała sytuacja bardzo pasowała mu do istot z którymi kiedyś walczył. Nie były to miłe wspomnienia.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1650
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 7 Maj 2018, o 12:05

Gweek
Knury zerwały się do biegu. Bez wahania i większego zastanowienia się.
- Słyszeliście szefa! - Krzyknął Thurg Mniejszy - Ruszacie się!
- Nie zbijać się w kupę! - Krzyczał ktoś inny.
Ściana drzew była blisko jednak pod silnym ogniem czerwonych boltów dotrzeć do niej nie było wcale łatwo; wydawało się wręcz, że te kilkadziesiąt metrów wydłuża się w nieskończoność. Gęsty grad pocisków pruł rzeczywistość i tylko kwestią czasu było kiedy, któryś miał zgasić czyjąś świadomość.
Wpadli między drzewa szeroką tyralierą. Gweek zatrzymał się za drzewem i spojrzał na plażę by sprawdzić czy wszystkim się udało. Niestety. Na plaży zostały dwa ciała z dymiącymi ranami w plecach. Gweek ich nie zdążył poznać; należeli do grupy odszukanej w jaskini.
Skuter nadleciał na plażę i wykonał od razu ostry zwrot umożliwiając pasażerowi wykonanie rzutu torbą z granatami. Ta upadła przed linią drzew, więc knury miały czas się ukryć i eksplozja ładunków nie wyrządziła im żadnej krzywdy.
Buj i Jub od razu zerwali się na równe nogi i spróbowali wstrzelić się we wrogi pojazd, ten jednak był już z powrotem nad jeziorem i leciał w stronę maszyn kroczących i zamieszania jakie tam zaczęło się dziać.

Palpoo
Dwa skutery wystrzeliły z dżungli ciągnąc za sobą kilka zerwanych lian i gałęzi. Palpoo siedział za Asherą trzymając się jej kurczowo i starając się ze wszystkich sił nie spaść. Pluł na potęgę liśćmi i w dodatku był prawie pewien, że Ashera znowu zahaczyła gdzieś o jego ulubionego grzyba.
Wylecieli ponad skarpę brzegu przez chwilę zawisając w powietrzu a potem runęli w dół ku tafli jeziora i ruszyli dalej przed siebie z pełną możliwą prędkością. Byle dalej od maszyn kroczących, ich głównego uzbrojenia i pozostałych sił klanu obrogga kręcących się pod nogami stalowych bestii. Jeden z AT-ATów postanowił wystrzelić, był to jednak strzał jakby na wiwat bo jedyne co udało się tym uzyskać to migotliwą mgiełkę kropel wody w której dało się dostrzec ładne kolorowy tęczowy łuk światła.
- Ashera! - Mike leciał obok nich, ale hałas jaki powodowały maszyny, sprawiał, że dało się go słyszeć tylko z komunikatora pokładowego. - Gdzie lecimy teraz? Gdzie jest Gweek i reszta?
- Nie mam pojęcia... Ale patrz przed nami. Tam! Chyba leci w naszą stronę.
Palpoo nie widział co leciało w jego stronę; widział tylko plecy Ashery.
- Kurwa! - Dziewczyna zaklęła nagle a pojazd wykonał nie mniej nagły zwrot dzięki czemu Palpoo mógł zobaczyć o co chodzi. W ich stronę leciał kolejny skuter, obsadzony jednak wrażymi najemnikami. Jego załoga bez żadnych zbędnych konwenansów przeszła do prowadzenia solidnego ostrzału. Mike też nie potrzebował większej zachęty i ruszył na nich odpowiadając ogniem.

Gweek
Gweek przez chwilę stał i wpatrywał się walkę skuterów repulsorowych. Gdyby nie stresująca sytuacja pomyślał by nawet, że "ładnie to wygląda". Sytuacja była jednak stresująca.
- Szykuj się! Mamy Twój namiar! Zaraz będziemy. Mamy mało czasu! Zbierzcie się przy plaży! - Gweek nie znał tego głosu, ale chyba należał do tej Jedi-medyczki co mu łatała twarz na Lucrehulku.
W tej właśnie chwili wydarzyły się kolejne dwie rzeczy. Nad taflę jeziora pojawiły się trzy duże śmigacze wypełnione gamorreanami. Pojazdy leciały od strony "Pól śmierdzących stóp" i z tego co widział Gweek zmierzały teraz w stronę miejsca gdzie był ukryty.
Drugą rzeczą, która się wydarzyła było pojawienie się dużego i starego frachtowca, który...

Kittani i Mirax
Wylecieli ponad wzgórze i korony drzew i zobaczyli "Grzybie Jezioro" w pełnej krasie. Wody jeziora skrzyły się w słońcu i były oślepiające; dopiero po chwili dało się dostrzec, że w tym rajskim obrazku coś nie pasuje. Dwie duże szare maszyny kroczące stojące po jednej stronie jeziora i szereg mniejszych jednostek na jeziorze walczyły ze sobą w śmiertelnym tańcu nad wodami jeziora.
Jedna z maszyn uniosła głowę w stronę frachtowca i zaczęła do niego strzelać.
- KURWA!!! - Krzyknął jeden z pilotów.
- Nie wiśmy tak! Bo nas zastrzelą - Wrzasnął drugi kiedy potężny promień czerwonej energii przeleciał niebezpiecznie blisko frachtowca.
- Cała na przód! Kurwa mać! - rzuciła Mai'fach wycierając pot z czoła! - Obsługa do broni! Mamy tu jakąś broń?
- Tak! - Krzyknęli piloci operując w szaleńczym tempie dźwigniami i przełącznikami ciągu.
- To już! Trzeba im jakoś dać do wiwatu!

Statek ruszył przed siebie, ścinając przy tym wierzchołki drzew. Rebelianci musieli pozostawać w ciągłym ruchu, albo znaleźć jakiś sposób by pozbyć się maszyn kroczących. Jakiekolwiek oznaki "niemrawości" mogły skończyć się dla załogi starego frachtowca ostatecznie.


Czerwona przerywana strzałka - kierunek lotu ashery, mike i palpoo
czerwona ciągła strzałka - kierunek skąd nadlatują knury Obrogga z bazy "Pola Śmierdzących Stóp"
Czerwone coś w prawym dolnym rogu to frachtowiec, którymi leci Kittani i Mirax
Czerwony X to lokalizacja Gweeka.
AT ATy stoją tam gdzie szare klocuszki.
Różowe kółeczka do grzyby.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5943
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 9 Maj 2018, o 18:58

Powód niepokoju, który odczuwała gdy startowali właśnie ukazał się w całej swojej rozciągłości. Były to wielkie maszyny kroczące, a na ich widok Mirax aż sapnęła. Nigdy nie zdarzyło jej się widzieć z bliska, z daleka zresztą też nie. A teraz one celowały w ich statek i co więcej, zaczęły pluć czerwonymi boltami. Eygan zaparła się łapkami i chwyciła czego popadnie, by w trakcie karkołomnych ewolucji nie latać po kokpicie obijając się o wszystko i wszystkich. Nie zwróciła nawet uwagi na przekleństwa, które rozległy się wokół niej. W tej sytuacji było to nawet uzasadnione, jeden głupi błąd i będzie ich czekało twarde lądowanie, ewentualnie utopienie się w jeziorze, w stronę którego właśnie lecieli
Każdy coś robił, ona z kolei nie wiedziała jak mogłaby zadziałać w tej sytuacji. Czuła się bezsilna w tej sytuacji, skazana na to, co będą robić inni i być może jeszcze na jakieś łut szczęścia. Spięła się, czując adrenalinę krążącą we krwi. Oderwała się od trzymanej ścianki i skoczyła na ramię pilota.
- Skręcaj! - szarpnęła jego ramieniem. - Do przodu, w górę, a potem w lewo i w dół! Nie! W dół! Zakręć! W drugą stronę!!!
Chaos. Tak jednym słowem można było określić obecną sytuację. Te maszyny były raczej trudne do pokonana, szczególnie przez samotny farchtowiec. Ostrzelanie ich niewiele da, ale mogą wprowadzić mały chaos i dezorientację. ATy były jednak wolniejsze, a oni obecnie fruwali jak natrętna mucha, której nie da się złapać i prędzej czy później samemu sobie coś palnie, niż trafi w to, co się chciało. Mirax czuła przez Moc, że nad tym jeziorem działo się naprawdę wiele. Niestety jej umiejętności nie sięgały aż tak daleko, by mogła cokolwiek bezpośrednio zdziałać, była za to możliwość pokierowania innych. Los bywa zaskakujący i czasem niewiele trzeba, by przez mały kamyczek wzniecić potężną lawinę.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 10 Maj 2018, o 09:25

Pilot zaczął krzyczeć!
- Aaaaa! Weźcie mi ją! Ja pierdole! Ja tu próbuję sterować!
Kolejna porcja czerwonych pocisków przeleciała w pobliżu frachtowca. W kokpicie rozszalały się czerwone alarmy. Czyżby, któryś z nich trafił?
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5943
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 10 Maj 2018, o 13:04

Wybuch torby z zawartością wyrzucił w powietrze miliony ziarenek. Ci, którzy spoglądali bezpośrednio w miejsce eksplozji, musieli przetrzeć łzawiące oczy z zalegających tam grudek sklejonego piochu. Przekrwione oko od napierającej pod wysokim ciśnieniem krwi, przepatrywało zaorany granatami, nieregularny brzeg jeziora. Niewielki lej, który po chwili wypełnił się do połowy wodą gruntową nie przykuwał uwagi. Nieco lepiej powiodło się walczącym na niebie skuterom. Wyglądały jak ptaki nisko szybujące nad taflą wody, czując zbliżające się opady deszczu. Przelatały obok siebie, rzygając zajadliwie krwawą posoką.
Kierunek północny dobrze rokował. Grupa przestała być w centrum uwagi dwóch przerośniętych bestii. Obróciły one głowę w inną stronę, na nowo testując skuteczność laserowych dział. Wyrastając wysoko ponad przerzedzony drzewostan, swym zasięgiem obejmowały naprawdę wiele. Podążając za wystrzeliwanymi pociskami, na niebie dostrzec można wirującego między co wyższymi wierzchołkami drzew frachtowca. Kolejny owad wyczuwający zbliżającą się ucztę na ciałach poległych. Trzy śmigacze wielkości paznokcia dołączyły do wyścigu. Jeszcze ciepła padlina skutecznie rozsiewała swąd rozkładającego się truchła. Na wpół żywy organizm postanowił walczyć. Na pograniczu piachu i ubitej ziemi, wsparty pniakami drzew, szykował się do stoczenia walki z toczącą Gamorrę chorobą. Bez świadków, gdzie bezkres wody i leśna dzicz pochłonie odgłosy konania. Zwycięsko z tego starcia wyjdzie jedynie czas. Parł niezwyciężony do przodu. Nic ani nikt go nie zatrzyma.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 248
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 10 Maj 2018, o 21:07

- Kurwa!
Krzyknęła Ashara wykonując gwałtowny zwrot dzięki któremu Ewok siedzący z tyłu dostrzegł zbliżające ku nim zagrożenie. Gwałtowne przyspieszenie zgrało się w czasie z potężnym szarpnięciem skutera mknącego ostrymi zygzakami.
- Bulbula ARG!
Odkrzyknął Palpoo trzymając się kurczowo tylnego zderzaka maszyny. Misiek odpadł już po pierwszym zakręcie, zsuwając się najpierw na bok a potem do tyłu. I szlifując szybko uciekającą wodę najpierw łapami a potem zadkiem, łebkiem i innymi częściami ciała o których z pewnością nie będzie chciał opowiadać wnukom.
- KurBul bul, zajebie bulghrll Uj!
Ashara szybko oceniła sytuację, wprost za nią widniały dwie kurczowo zaciśnięte łapki i i olbrzymi piuropusz wody wznoszony przez ciągniętego po wodzie ewoka. Krople wody skutecznie utrudniały celowanie. Oddała dwa strzały na oślep, lecz była pewna że przeciwnik również jej nie widzi. Palpoo był geniuszem
- GALRGH!!!
- Wytrzymaj jeszcze chwilę, świetna robota!!
Jedna z łapek ewoka zniknęła, lecz kobieta nie zwracała na niego uwagi, była pewna że sobie poradzi. Skupiła się na przeciwnikach, podczas gdy palpoo zapewniał jej osłonę wodną.
- BUL BUL!!
Skuter wykonał kolejny ostry zwrot w kierunku brzegu teraz kiedy była osłaniana przez fontannę wody mogła zwabić na siebie przeciwników. Wystarczyło na chwilę ustabilizować lot maszyny i delikatnie zwolnić by na ogonie natychmiast pojawił się speeder najemników. Palpoo wykorzystał chwilę spokoju i ustabilizował swoją pozycję z tyłu, był cały przemoczony i zmarznięty a w futrze prócz krwi i zarodników znalazły się pływające po powierzchni zielska i jakaś rybka. Spróbował po raz ostatni
- Dalibóg zwolnijże!
Murzynka nie zrozumiała ani jednego słowa, najwyraźniej vocabulator znowu miał problemy osobowościowe a prawdę mówiąc miała poważniejsze zmartwienia. Mike, który zaszarżował jako pierwszy właśnie zawracał. Szybko oceniła odległość skręciła i gwałtownie przyspieszyła zwiększając maksymalnie moc maszyny. Ewok zapiszczał a rozbryzg wody stał się znacznie większy. Gnała teraz na czołowe na skuter prowadzony przez Mike'a Mężczyzna szybko zrozumiał plan swojej towarzyszki, znali się od lat. Zwolnił maksymalnie skupiając się na przyrządach celowniczych swojego skutera. Pięćdziesiąt, czterdzieści, trzydzieści metrów. Rozpędzone maszyny minęły się o metr, a może było mniej niż metr. Zaś przed mężczyzną pojawił się skuter z dwójką najemników. Nacisnął spust.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1650
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 13 Maj 2018, o 12:16

Chyba nikt nie spodziewał się zobaczenia dwóch AT-ATów kroczących przy Grzbyim Jeziorze. Dla wszystkich obecnych na frachtowcu było to niemałym zaskoczeniem, kiedy znajomy widok Gamorry zaburzyły dwa kroczące kolosy. Moment zaskoczenia szybko został przerwany przez pociski w ich stronę. Na pokładzie zapanował chaos - piloci w szaleńczych podrygach unikali czerwonych boltów, podczas gdy w ładowni rozległy się dzikie kwiki ze strony klanu Nurry. Knury nie były przyzwyczajone do takich atrakcji w powietrzu i początkowo wywołały panikę. Nawet zawsze spokojna i rozsądna Mai'fach przeklęła siarczyście widząc, co się dzieje. Aby atrakcji było mało jeden z pilotów nagle zaczął krzyczeć, podrywając i nurkując frachtowcem w niebezpieczny sposób. Brunetka spojrzała na niego i nie mogła wyjść z podziwu, że ich nowa towarzyszka wskoczyła na ramię pilota. Podbiegła natychmiast do manewrującego pilota oraz mocowładnej.
- Zostaw, zostaw go... - mruczała do niej gdy próbowała ją ściągnąć zgodnie z wolą pilota z jego ramienia - Wspieraj go w Mocy. On nie widzi wszystkich boltów mknących w stronę frachtowca, ale może ty wyczujesz niebezpieczeństwo zanim będzie za późno - spojrzała na Mirax z nadzieją, że już więcej podobnej metody wspierania pilota nie uskuteczni.
- Pozostawać w ciągłym ruchu i nie dać się zestrzelić! Strzelcy skupić się na grupie śmigaczy zmierzających w stronę Gweeka. Robimy desant na plaży! - po przytaknięciu ze strony pilotów oraz strzelców Kittani udała się w stronę ładowni. Przy wejściu zastała dowódce najemników oraz Nurrę, którzy starali się uspokoić kwiczących członków klanu tłumacząc, że metalowy ptak nie chce im wyrządzić krzywdy.
- Zbliżamy się do Gweeka, wszyscy na plażę! Zbierzcie ich blisko trapu, nie mamy dużo czasu. Później lecimy na te kroczące potwory.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

PoprzedniaNastępna

Wróć do Przestrzeń Huttów