Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

[Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 18 Lip 2017, o 21:36

Kittani, IG87F, Gweek i Kerst przybywają z Lucrehulka po wydarzeniach opisanych w Koniec i Początek

Z nadprzestrzeni wyszły dwa statki. Stary piracki prom Gamma i lecący tuż za nim frachtowiec "Skyrunner". Obydwa statki na oficjalnym wykazie figurowały pod zmienionymi nazwami i numerami identyfikacyjnymi. Pilotowany przez Garlla "Skyrunner" był opisany jako "Magna 1" a prom jako "Magna 2". Obydwa należały do fikcyjnej pani kapitan Brood'ne Pan'talone w którą wcielała się Kittani Levfith. Brood'ne była dowódcą niewielkiego oddziału najemników: Garll, Paul, IG87F i reszta rebelianckiej załogi przydzielonej do tej misji: dwóch techników Dak i Xantee, Ithoriański lekarz i kwatermistrz w jednym Erd oraz świeżo przyjęta na służbę u Mai'fach Careen wraz z droidem astronawigacyjnym R5A7. W skład grupy najmeników oficjalnie wchodzili też ekspiraci z grupy Gweeka na czele z gamorreaninem z mechanicznym ramieniem, wielką strzelbą i prostym imieniem Bo oraz jego nieskomplikowanym towarzyszem oklętym jak armia szewców ewokiem.
Oficjalnym zadaniem grupy była ochrona gamorreańskich dygnitarzy wracających z rozmów z Huttem Zordo. W rolę dygnitarzy wcielili się Gweek i jego banda.
Nie wiedzieć skąd na hulku znalazły się osoby posiadające zdolności krawieckie (w tym też Borsk) i z kilku zarekwirowanych sukien i płócien zmontowano stroje, które miały służyć za przykrykwe w razie kontroli imperialnej.
A ta była całkiem realnym zagrożniem, biorąc pod uwagę jaką zadymę zostawił za sobą bothanin odlatując z gamorry ostatnim razem.
No i kontrola faktycznie odbyła się.
***

- A ten tutaj to kto? Ten bez oka?
- Pitogg z klanu Czarne Stopy.
- I lecicie z Nar Shadda?
- Tak jest Panie oficerze.
- Na Taris nie byliście czasem?
- Nie, Panie oficerze.
- Na pewno? Wiecie, że możemy sprawdzić wasz komputer?
- Oczywiście Panie oficerze. Może Pan, ale na Taris nas ostatnio nie było. Latamy głównie na kontraktach w przestrzeni huttów. Nie zapuszczamy się za daleko.
- Licencja na broń rozumiem też jest?
- Oczywiście. Pokazać?
- Tak poproszę. Hmmmm. Hmmmmm... Ok wydaje się być w porządku. No nic. Możecie lecieć. Zresztą nastęony statek leci. Cholera jeden patrolowiec na układ. Śmiesznie mało.
- Tak. Trochę tak... Rozumiem, że to przez zarazę?
- A jakże. Oczywiście, że przez nią. Nie latajcie tam jak nie musiscie. Ponoć blokada planety nie wiele daje. Ale to tylko takie plotki. Droga wolna Pani kapitan.
- Dziękuję.
***


Statki przyziemiły w tym samym miejscu co podczas pierwszej wizyty. Nieopodal knajpy w której IG87F poznał droida R4B3. Wyprawa miała problem. Ani Garll ani Kittani nie mogli nawiązać kontaktu z wulkanem. Wiedzieli tylko, że pole zakłócające jest włączone...
Witam. Pierwsze posty na rozgrzewke. Możeice sie troche pobawić w kreowanie sceny. Polecam też dogadywanie sie wzajemne. W razie w pw.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6051
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 18 Lip 2017, o 23:42

Kittani nie wiedziała, co jest gorsze - jej nowa osobowość czy fakt, jak naiwni i głupi zdawali się być wszyscy podlegający Imperium. Zastanawiała się jak postawieni tak wysoko rangą ludzie mogli się na to nabrać. Co prawda wszyscy obecni na statkach byli przygotowani niemalże idealnie głównie dzięki Telemachusowi oraz pozostałym rebeliantom. Sfałszowali każdy szczegół, który mógł podlegać kontroli po przylocie na planetę i było to w pełni ich zasługą. Jednak chociażby ich fałszywe imiona były jawną drwiną skierowaną w ich stronę. Wszystko przebiegło bez większych problemów - oficer nie zadawał wnikliwych i podchwytliwych pytań, pomimo licznego towarzystwa nikt nie wzbudził jego większych podejrzeń. Czy każda kontrola przebiegała podobnie? Aż strach pomyśleć, kogo Imperium było w stanie wpuścić na własne podwórko...
Sam powrót na Gamorrę stanowił dziwne przeżycie. Z jednej strony czuła się tak, jakby wracała na swoje miejsce, w pewnym sensie do jej poprzedniego domu - spędziła tutaj wiele tygodni, nie wiedząc jeszcze że trafi w szeregi Rebelii. Nigdy nie przypuszczała że pozna samą Jaine czy pozostałych Jedi, zostanie pilotem i stoczy udział w walce na ich służbie. Wówczas nawet nie wierzyła w to, że istnieją. Znajoma kantyna, okoliczne wydeptane ścieżki i cały krajobraz Gamorry rozciągający się z kokpitu Gammy przywołały jednak przykre wspomnienia. Brunetka podczas swojego pobytu na Duchu wiele razy zastanawiała się, jak powinna uczcić pamięć poległych w wulkanie. Chciała nawet porozmawiać z Garllem o tym, aby naznaczyć w jakiś sposób Skyrunnera - w końcu to też był statek Cada. Duros nigdy nie zwątpił w jej umiejętności i pozwolił jej pilotować swój okręt przez większość czasu. Ułatwienie rozpoznania poszukiwanej w galaktyce jednostki przez charakterystyczny element nie było jednak rozsądnym rozwiązaniem, więc Kittani szybko porzuciła ten pomysł.
Problemy pojawiły się zdecydowanie szybciej, niż mogłaby się tego spodziewać. Baza uparcie milczała i nie mieli możliwości skontaktowania się w jakikolwiek sposób. Pole zakłócające zmartwiło zarówno ją jak i Garlla. Nie mogli jednak działać na oślep - wpierw wszyscy razem powinni przedyskutować obecną sytuację, ustalić pewne szczegóły i rozważyć wszelkie możliwe rozwiązania. Kittani nadal wczuwając się w rolę pani kapitan którą odegrała przed imperialnym oficerem zakomunikowała całej załodze Skyrunnera, że zwołuje naradę całej grupy na Gammie.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 294
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Rafael Rexwent » 19 Lip 2017, o 01:18

Znów leci w tunelu nadprzestrzennym. Poprzednim razem na korwecie zwiadowczej w ścisku i towarzystwie Jedi. Teraz czuł nieco więcej wolności, bo przestronny Skyrunner pomieścił całą dziewiątkę, licząc droidy. Komputer nawigacyjny bezbłędnie prowadził ich przez kosmiczną otchłań ku celowi, dlatego załoga nie miała zbyt wiele do roboty. Garll siedział w swoim fotelu pilota wpatrując się w świetliste smugi i niebieską poświatę nadprzestrzeni. Identycznie spoglądał Paul zajmujący miejsce drugiego pilota i zatopiony w rozmyślaniach.
Był najemnikiem i odrzucił przeszłość, by zostać żołnierzem Rebelii. Przełożył dobro Galaktyki nad osobiste cele i w każdym dniu walczył z poczuciem, że może popełnił błąd. A teraz znów wciela się w rolę najemnika. Stał się rebeliantem, by wrócić do dawnej roli. Niedorzeczne. Ale konieczne. Potworek tańczył właśnie umbarańskiego kankana z radości, kiedy w mózgu mężczyzny kiełkowały wątpliwości. Czy ta organizacja jest na pewno dobrym wyborem? Czyż poprzez butne hasła nie przemawia wcielone zło, które chce zdestabilizować Galaktykę? Jadowite ząbki stworzonka radośnie wpijały się w myśli Kersta i tłoczyły do nich zwątpienie, podejrzliwość i egoizm. To, co najszybciej złamie wolę rebelianta i przekona go do pełnego powrotu do dawnego żywota. Nie udawania na potrzeby Rebelii, tylko pełnoprawnego działania jako wolny strzelec.
Paul pociągnął nosem, kiedy mózg przywołał wspomnienia radosnej batalii na Eltas...Eltis...Eltes... no nieważne jak się zwała ta planeta. Ale wyimaginowany zapach świeżo zrzuconego napalmu przez trójkę ukradzionych piratom Y-wingów uderzył w nozdrza mężczyzny, powodując lekki uśmiech. Ach, co to była za jatka. Trup na trupie, terkot ciężkich karabinów samopowtarzalnych, wybuchy. Na koniec nawet sobie mógł postrzelać z działka AT-TE do uciekającego śmigacza i cieszyć oczy widokiem eksplodującej maszyny, w której siedział cel. A to wszystko przy wizji sowitej nagrody, która czekała każdego członka grupy uderzeniowej. Teraz zaś pieniędzy na oczy nie zobaczy, a i wolność wyboru przeminęła. Pozostała tylko nadzieja, że podczas misji nadarzy się okazja do zaczerpnięcia sowitej dawki adrenaliny i postrzelania z karabinu. Szczęki stworka nagle i nieoczekiwanie się rozwarły, kiedy ten odskoczył jakby sparzony wrzątkiem. Oczy paskudy rozwarły się z przerażenia i złości na widok bariery determinacji i wiary. Potworek z wściekłością rzucił się na bladożółty mur i nieoczekiwanie nie przebił się przez niego na wylot, a boleśnie odbił. Jęcząc pod nosem huttyjskie przekleństwa podwinął pokryty obrzydliwą łuską ogon i na powrót zaszył w głębinach sumienia i serca mężczyzny.
Paul zdawał się nie dostrzegać batalii jaka odbyła się w jego wnętrzu. Może wydała się zbyt nieistotna? Nie, na pewno nie. To była ważna potyczka i powstrzymała ofensywę stwora przeszłości w ostatniej chwili. Ufność w Rebelię i gotowość do realizacji rozkazów dowództwa zwyciężyła. Ale to jeszcze nie koniec wojny. Jedna bitwa, która nieznacznie przesunęła linię frontu, ale nie rozbiła głównej bazy oponenta. A ile jeszcze takich batalii musi wygrać Paul raczyła wiedzieć tylko Moc.

Kerst dostrzegł poruszenie się Garlla i szybko wywnioskował, że zaraz wyjdą z nadprzestrzeni. Czas wcisnąć kit Imperialnym i zyskać kolejny dowód na korzyść Rebelii. No bo jego kompani nie łykną takiej bajeczki, jaką zaraz wysłuchają Szturmowcy. Jeśli Imperium ma taki niski poziom wejścia, to nie dziwota, że często zatrudnia najemników. Bo daj takiemu naiwniakowi misję zlikwidowania celu, to się sierota zgubi w latrynie dowolnego pubu.

Pasy zmienił się w jasne punkciki a przed nimi wyrosła Gamorra ze swoim zielono – brązowym umaszczeniem. No i oczywiście imperialna korweta celna Rendili, która pełniła tutaj służbę patrolową. Mężczyzna wyprostował się przypatrując się okrętowi. Widział go już wielokrotnie i zawsze napawał go niepokojem. Bo sześć wieżyczek turbolaserowych mogło rozpylić na atomy każdy lekki frachtowiec, który „nie spodobał się” imperialnym celnikom i miał na nieszczęście znaleźć się w polu rażenia broni energetycznej. Nie wspominając o tym, że ujrzenie tego typu korwety zawsze kończyło się kontrolą, w zależności od gorliwości oficjeli – pobieżną i szybką, bądź dokładną i czasochłonną. Sullustanin sprawnie poprowadził okręt tuż za „Magna 2”. Tak sprawnie, że interwencja Kersta nie była potrzebna, z czego ten się wręcz cieszył. Ghtrocami nie latał, tym bardziej tymi zmodyfikowanymi. A że doskonale wiedział, co czuje do Skyrunnera jego właściciel wolał bez konieczności niczego nie tykać. To nie Citadela, by z zamkniętymi oczami przygotować ją do startu w mniej niż pół minuty.
Wpierw niemalże dwustu metrowy okręt przyssał się do Gammy, by po niedługim okresie oczekiwania uwolnić stary prom ze swoich szczypców i pochwycić nową ofiarę dla łowców celnych – Skyrunnera.
- No, czas by teatrzyk „Wesoła Rebelia” zagrał swój debiutancki numer przed złowrogim Imperium – rzucił sarkastycznie pod nosem Paul wstając z fotela.

***


Ghtroc z pomocą nieocenionego Garlla i repulsora łagodnie osiadł na lądowisku tuż obok Gammy. Kerst nadal nie dowierzał w to co właśnie się stało. Te Imperium musi upaść, skoro ma takich idiotów w szeregach. Bo Pani Kapitan Brood'ne Pan'talone wcale, ale wcale nie wzbudza podejrzeń swoim jakże normalnym w kręgach Galaktyki mianem. Ciekawe czy na legendarnego malarza Van der Hooia celnicy też by się nabrali, ale odpowiedź na to pytanie musiała poczekać przynajmniej do przyszłego spotkania z jakże inteligentną warstwą oficerów Imperium. Dźwięk transmitera krótkiego zasięgu rozbrzmiał po kokpicie Skyrunnera i tym razem mógł w końcu wykazać się mężczyzna, gdyż miał po prostu bliżej.
- Tu Magna 1, słucham cię Magna 2. - Kerst odezwał się aż nazbyt oficjalnie i aż nazbyt oficjalnym tonem, ale po prostu potrzebował nieco powagi po komicznym spektaklu, kiedy Impy łykały wszystkie teksty jak młode pelikany.
- Mówi Pani Kapitan, zarządzam naradę na pokładzie Gammy. – Mężczyzna lekko się uśmiechnął przywołując znów w pamięci miano uroczej brunetki.
- Magna 2, przyjąłem. Bez odbioru. - Paul nacisnął przycisk odpowiedzialny za zakończenie połączenia i... zachichotał. Potrzebował odrobiny odreagowania i uznał, że śmiech będzie najlepszą opcją. Maskarada Rebeliantów była naprawdę pocieszna i najwyraźniej skuteczna. I tylko jedna myśl martwiła byłego – obecnego najemnika. Czy aby Imperium nie zgrywa głupa, by wpędzić swoich wrogów w pułapkę.
- No, słyszałeś Panią Kapitan. Zbieramy się – rzucił do patrzącego się ze zdziwieniem w oczach Sullustanina i raźnie wyszedł z kokpitu by zwołać resztę.

Nie minęło parę minut, kiedy cała grupka weszła po trapie do trzewi eks-imperialnego promu w drodze na naradę. Na zwiedzanie wilgotnej Gamorry nadejdzie jeszcze czas, a teraz należało zaplanować dalsze ruchy.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 290
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez IG-87F » 20 Lip 2017, o 00:03

- I wtedy Wielmożny Panie IG, Pan Oficer z Imperium przepuścił naszą grupę ochroniarzy, złożonych z Waszej Profesjonalnej Mości i innych istot. Powód? Ochrona dyplomatów rasy Gamorreanin. - głos jednego z droidów rozległ się z jednego z dwóch małych magazynów Skyrunnera. Chwilę później dołączył odgłos otwierających się drzwi.
- Rozumiem. Czyli Wory Mięcha poradziły sobie z kontrolą. Tak jak moje obliczenia przewidziały. - odparł bardziej do siebie niż do R4B3 mechaniczny zabójca, idąc wraz ze swoim mechanicznym towarzyszem do kokpitu. IG-87F jako tako ominął kontrolę, a co prawda widziano go ale akurat był w stanie ładowania i jego świadomość była... Ograniczona. Gdyby miał przy sobie broń zrobiłby pewnie inne wrażenie, ale dopiero od kilku chwil był obwieszony swymi cacuszkami. Wraz z niezastąpionym EE-3 przy metalowym, magnetycznym pasie oraz IQA-11 na plecach.
Pomimo jednak chęci, nie dotarł do kokpitu. W czasie drogi został skrzyknięty na jakąś naradę, co prawda na początku nie miał zamiaru iść jednak dopiero Garll przekonał go do tego, że lepiej się udać. Gdy tylko znalazł się poza Skyrunnerem po jego metalowym ciele przeszedł impuls elektromagnetyczny, który zinterpretował przez swoje oprogramowanie behawioralne jako "Nienawiść do tej WILGOTNEJ planety". Gamorra jednak zajmowała wysokie miejsce na liście planet, których nie miał zamiaru odwiedzić. Ale póki jego wentylacja działa, to nie będzie komentował jak ta cała sytuacja mu się nie podoba.
Gdy tylko zaczął wchodzić na pokład jednostki obok, poprawił swój płaszcz starając się symulować to tak, by wyglądało jakby Seena to właśnie robiła. Ach. Seena. To była właścicielka z którą służba była... Zabawna. Tak, to dobre słowo na strzelaniny, przynoszenie wody, ucieczki ledwo co działającym skuterem i inne takie. Tak, to idealne wręcz słowo do tamtych sytuacji. Jednak czas wziąć udział w tej naradzie.
Image
Awatar użytkownika
IG-87F
Gracz
 
Posty: 162
Rejestracja: 19 Sty 2016, o 00:18

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 20 Lip 2017, o 03:43

Śmiech na pokładzie. Taka reakcja była, gdy grupa przebierańców po raz pierwszy wyszła z ładowni. Ubrani jak baby, po kolei wychodzili na scenę parskając do siebie salwami śmiechu. Mieli się nie odzywać lub chrumkać w swojej mowie, kłaniać się nisko i nie śmiać. Pod żadnym pozorem. No i nawet to by się udało, gdyby nie pękająca szata na dupie Utrogga. Ale kto by odróżnił rechot od mrocznej mowy klanowej braci... Co się później okazało? - To nie był rozrywany materiał, a przeciągły bąk niewiadomego źródła i pochodzenia. Może dlatego tak szybko inspekcja się skończyła. Czyżby szturmowców hełmy były nieszczelne? A może to nosek pana oficera nie nawykł do sielskich klimatów ?
Lordowie przestrzeni huttów szykowali się na naradę. Jako organ decyzyjny i mózg całej operacji liczyli na to, że podszepty zbrojnego ciała doradców i speców od wszystkiego pokierują głową we właściwym kierunku. Bo cóż po łbie, skoro nim i tak kręci szyja zwana Kittani ups pani Kapitan Brudne Pantalony.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 250
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 20 Lip 2017, o 08:23

Gamma okazała się być zbyt ciasna. Takie było oficjalne zdanie Kittani po tym jak całość zebrała się na statku. Mniej oficjalnym powodem była dość intensywna woń zostawiana przez rubaszne otwory Gamorrean. Kittani wygnała wszystkich na zewnątrz, uruchomiła wentylację i kazała nie zamykać trapów.

Głównym ciałem decyzyjnym w tym momencie byli: Kittani, Kerst, Gweek i Garll. IG87F razem z R4B3 stali w pobliżu ale skupiali się tylko na słuchaniu. Banda Gweeka zajęta była ściąganiem szat i przywdziewaniem swoich pancerzy i broni. Rebelianci, których nieoficjalnym liderem był ithorianin Erd, stali trochę dalej i z ciekawością przyglądali się otoczeniu. Nielegalne Miasto i bliskie sąsiedztwo Dżungli robiło na nich spore wrażenie. Nie mniejsze zresztą jak wilgotny i duszny klimat tego miejsca (chyba tylko gamorreanom i ithorianinowi on nie przeszkadzał).
Garll (który posługiwał się basiciem z bardzo silnym sullustiańskim akcentem) dość jasno dawał do zrozumienia, że nie bardzo może zostać na planecie.
- Jestem umówiony Kittani. Muszę na Sluis Van. Tam czeka na mnie Gosk. On może pomóc. Zostawania na Gamorrze nie było w planie, wiesz o tym.
Kittani to wiedziała. I chyba nawet rozumiała. Co nie zmienia faktu, że bez Garlla i IG87F została by na planecie tylko z bandą Gweeka i bliżej jej nie znanym Kerstem. Spojrzała na IG87F. Czy droid miał coś do powiedzenia w tej sprawie? Spojrzała też na Gweeka. Co wódz miał do powiedzenia o całej sytuacji? czy miał już jakiś pomysł na to jak zabrać się za poszukiwania swojej oblubienicy?
- I co z tą łącznością mam zrobić? - Mruknęła do siebie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6051
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 20 Lip 2017, o 12:29

Komicznie musiała wyglądać drużyna przerośniętych, człekokształtnych obcych w monojedwabiach, syntweĺnie, aksamitach i atłasach o kolorach tak barwnych i intensywnych, że aż zdziw brał. Szaty mieniły się żywymi barwami, odbijały światło weń uderzające. Przepych godnych samych neimoidian i huttów - o ile ci ostatni ubieraliby się w cokolwiek. Luźno wisiały pasma tkanin na ciałach zapewne umięśnionych ale też przesiąkniętych do szpiku kości tłuszczem. Skóra ledwo opinała wylewające się fałdki na brzuchach i udach. Brak ruchu i okrętowa kuchnia Niebieskiej Pani Dianogi-Trzy-Nogi zrobiła swoje. Przy wódce można było poznać po szkarłatnej szacie w kolorze takim, co to ukatrupił z trudem pewnego jegomościa. Obszerny kaptur zasłaniał ubytek ciała na boku głowy, choć długi ryj i kły nad wyraz dopełniały obrazu facjaty gamorreanina. Obszerne rękawy służyły do ukrycia dłoni lub nawet całych rąk, mogły też pomieścić bez trudu blaster, a nawet strzelbę Moffa Bo - jak kazał się tytułować dobrze wcielający się w rolę Wielmoży kawałka przestworzy huttów. Nawet implant ręki dodawał mu majestatu, choć po wydzielanym fetorku mógł aspirować co najwyżej na władcę miejskiego szaletu na Coruscant.

I znów ten basic.... To, że wszyscy go znają i rozumieją, nie musi oznaczać łatwości w wymawianiu słów , będących zwieńczeniem myśli.
- Doo Kofburg, łłona wiii . - zaczął od najprostszej kwestii jaka nasuwała się na myśl. To ona nadała i przekazała tę smutną wiadomość do Garlla na Skyrunnerze. Wulkan był jedną wielką niewiadomą. Przydałoby się też zbadać samo miejsce porwania o ile dowiedzą się czegoś więcej niż to, że było porwanie. Nie wiedzieli nic i nie mieli pojęcia gdzie zacząć, o ile nie we wnętrzu zastygłej góry ławy i skał.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 250
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Rafael Rexwent » 20 Lip 2017, o 13:35

- Fierfek! Co tu tak śmierdzi? - mruknął pod nosem Paul, kiedy wkroczył po trapie do wnętrza Gammy. W tym momencie pomysł założenia hełmu, który zatlił się minutę wcześniej w głowie mężczyzny, nabrał sensu. Na szczęście nakrycie głowy miał niemalże w garści, czy jak kto woli - pod pachą i szybkim ruchem je założył. Ciche pyknięcie zasygnalizowało uzyskanie pełnej szczelności, a po chwili filtry czyszczące zaczęły wyłapywać niepożądane wonie.
- Na odchody Banthy, ktoś tu musiał zdetonować spory ładunek - szepnął do siebie nie ryzykując głośnym zawołaniem. W końcu Gamorreanie mogliby to odczytać jako zniewagę i... jak świniaków kupa to i karabin nie pomoże, zwłaszcza na tak krótkim dystansie.

- Mówiłeś coś? - zabuczał w basicu Erd, który od dobrej chwili spoglądał na żołnierza swoją parą wyłupiastych oczu i kiwał swoją głową na długaśnej szyi.
- Tak, że chętnie jak najszybciej rozpocznę zwiedzanie powierzchni Gamorry - odparł już głośniej Paul i nagle się zatrzymał. Nie było możliwość dalszego przemieszczania się w kierunku Pani Kapitan, bo stłoczone cielska Knurów stanowiły przeszkodę nie do przejścia. A przynajmniej nie do przejścia bez ryzyka obicia mordy za wpychanie się bez kolejki.

Erd stał tuż obok wydając specyficzne odgłosy przypominające uszkodzony bądź nienastrojony odbiornik radiowy, które były doskonale zrozumiałe, pod warunkiem że jest się Ithorianem. Kerst nim nie był i dlatego zignorował monolog towarzysza. Bo to chyba był monolog. Ale nawet jeśli Erd właśnie puszczał wiązankę godną największego bandziora Galaktyki to i tak nikt o tym nie wiedział. Nagle zabrzmiał melodyjny głos Pani Kapitan, który zdawał się głosem anioła pośród oparów złowrogich bagien pełnych rozkładających się ciał. A że rozkazy się wykonuje, zwłaszcza takie, to Paul i Erd bardzo szybko znaleźli się na zewnątrz razem z całą ferajną.

- Keepuna - zaklął pod nosem najemnik, gdy wyszedł na na świeże bo świeże, ale nasycone wilgotnością powietrze. Współczuł teraz droidom, zdając sobie sprawę, iż muszą przeżywać istne wodne piekło.
- Ostatnio zdecydowanie zbyt często przeklinam. Co ta Rebelia ze mną zrobiła? - mężczyzna podjął zadumę nad swoim postępowaniem i musiał podjąć kroki. Przecież wulgarny język to zło i nie powinien go używać. A jednak huttyjskie obelgi wyskakują z jego ust bez skrępowania. Niemniej zbliżył się do stojącej Kittani i Gweeka jako "organ decyzyjny". A skoro mowa o organach, to jeśli Kittani jest szyją operacji, a Gamorreanie głową, to Paul idealnie wpasuje się w rolę narządu rozrodczego, czyli w skrócie - będzie członkiem. Idealna i niezwykle ważna funkcja.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 290
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 20 Lip 2017, o 16:12

Zgromadzenie wszystkich na pokładzie Gammy nie było najlepszym rozwiązaniem. Co prawda zapewniało to niejaką prywatność na lądowisku gdzie przecież nie byli sami, jednak okazało się to niemożliwe do zrealizowania. Tym razem zamiast pojedynczego knura do którego woni wszyscy jego dotychczasowi towarzysze zdążyli się już przyzwyczaić a przynajmniej skutecznie ją ignorować, tak całe stado było cuchnących Gamorrean było nie do przejścia. Z tego też powodu brunetka zarządziła zebranie przed promem zanim wszyscy zdążyli się udusić przed podjęciem jakichkolwiek działań, które ich tutaj sprowadziły.
Gamorra nie była przyjazną planetą dla innych ras, o czym ona sama zdążyła się już kiedyś przekonać. Z tego też powodu wszechobecna wilgoć ciążąca w powietrzu nie zaskoczyły jej tak mocno, jak grupę rebeliantów która chwilowo przejawiała większe zainteresowanie okolicą i panującymi tutaj warunkami niż dyskusją na temat ich działań. Częściowo rozumiała ich reakcję - miała podobnie przy pierwszej wizycie na rodzimej planecie Gweeka. Garll jeszcze przed opuszczeniem Ducha podzielił się swoimi zmartwieniami na temat stanu swojego ukochanego Skyrunnera i wyraźnie podkreślił, że po odstawieniu wydelegowanej do zadań grupy nie ma zamiaru zostawać dłużej. W pełni rozumiała jego słowa, dlatego przytaknęła jedynie głową na znak, że akceptuje i szanuje jego wolę. Skyrunner co prawda nie był w tragicznym stanie i nadal był zdolny do lotów, jednak kobieta zdawała sobie sprawę że w oczach mechanika daleko mu do stanu, w którym niegdyś służył. Z IG sprawa nie była taka prosta jak mogłoby się wszystkim wydawać. Brunetka podeszła bliżej niego wraz z sullustiańskim mechanikiem.
- Jesteś niezależną jednostką więc musisz zadecydować czy zostajesz z nami, czy lecisz dalej wraz z Garllem. Wiem, że tutejszy klimat Ci nie służy ale Twoja pomoc byłaby nieoceniona. Sam wybierzesz z kim chcesz pozostać - zwróciła się do droida-zabójcy, dając mu pełną swobodę wyboru. Zwyczajnie wiedziała, że tak należy postąpić z IG. Teraz zwróciła się do pozostałych, starając się jednak zachować względnie ściszony głos w przypadku podsłuchiwania jej osoby przez innych.
- Do wykonania mamy dwa główne zadania - przedostać się do bazy pod wulkanem oraz odnaleźć Nurrę. Pole zakłócające skutecznie uniemożliwia nam kontakt z bazą, więc pozostaje nam tylko wyprawa w jej kierunku. Oczywiście można tam polecieć, jednak z naszych wcześniejszych doświadczeń jest to zbyt ryzykowny manewr i w przypadku poważniejszego uszkodzenia promu oraz odlotu drugiego ze statków pozostajemy bez środka transportu. Przeprawa przez dżunglę nie jest łatwa i zajmuje sporo czasu, dodatkowo z tak licznym oddziałem ciężko pozostać niezauważonym. Dlatego idealnie wręcz byłoby wpierw rozejrzeć się po okolicy w poszukiwaniu skuterów repulsorowych i wszelkich przydatnych informacji. Najlepiej docelowo podzielić się na dwie grupy. Część z klanu uda się do Kofburg, która może być w stanie naprowadzić nas na właściwy trop - być może będzie to wulkan. Jeżeli niczego się nie dowiemy czeka nas wspólna przeprawa w kierunku bazy. Póki co priorytetem jest zebranie jak największej ilości informacji oraz ewentualnego środka transportu - Kittani starała się przedstawić swoje przemyślenia i plan, który zdążyła ułożyć w głowie w jak najprostszy i przystępny dla wszystkich sposób. Nie uważała go za idealny ale przynajmniej był rozsądny w jej mniemaniu. Ponownie przejmowała rolę lidera, chociaż nie wiedziała czy aby wszyscy się podporządkują. - Jestem otwarta na wszelkie pomysły i sugestie. Musimy współpracować jeżeli chcemy przeżyć.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 294
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez IG-87F » 20 Lip 2017, o 17:16

Droid-Zabójca w milczeniu słuchał co organiczne istoty mają do powiedzenia, opracowanie planu było podstawą czy tego się chciało czy nie. Pomimo faktu, że IG czuł impuls, który interpretował jako "chęć zostania z resztą grupy", to jednak z obliczeń wynikało, że lepiej tego nie robić. Raz: Wentylacja może tego nie wytrzymać a Dwa: Jego popularność w tym miejscu pogorszy całą sytuację.
Z cichym szmerem największy sensor droida skierował się na Kittani, która do niego podeszła. Po usłyszeniu pytania jedynym dźwiękiem dobiegającym od niego, był pracujący na pełnych obrotach wentylator. Pomimo faktu, że ta jednostka często podejmowała samodzielne decyzje to nie została spytana o zdanie. Było to... Niecodzienne. Zanotować w pamięci.
- Worze Brudnych Pantalonów. - zaczął IG nie darując sobie momentu na docinki. - Zdaję sobie sprawę, że moja obecność zwiększa szanse na wyjście cało z ewentualnej strzelaniny, jednak wybiorę z Worem Organów, Garllem. Poza wilgocią, to po moich ostatnich wyczynach mogę być przyczyną kilku problemów w tym miejscu. Bezpieczniej będzie beze mnie. Jednak jak to mówicie organiczni... "Powodzenia"? Jakoś tak. Nie ma to sensu skoro w egzystencji chodzi o same prawdopodobieństwo, ale według mojej bazy danych jest to pozytywne. Nie wiem czemu. Nie będę próbował zrozumieć. - zakończył swój krótki monolog skupiając swój główny sensor na Garllu.
- Rozumiem, że lecimy już zaraz? - zapytał, choć był pewny odpowiedzi "Tak".
Image
Awatar użytkownika
IG-87F
Gracz
 
Posty: 162
Rejestracja: 19 Sty 2016, o 00:18

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Rafael Rexwent » 21 Lip 2017, o 13:49

Kerst spoglądał uważnie na przechodzącą obok jednostkę typu IG. Wręcz śledził z dozą niepewności. Teoretycznie ten droid jest sojusznikiem, ale mężczyzna już raz zaufał droidom i prawie zginął wraz z Jedi. Ufał swoim BXom, a te w ułamku sekundy zapomniały o przeszłości i wymierzyły karabiny w kierunku jego samego i Caleba. Zimny dreszcz przebiegł po plecach Paula. Wtedy musiał urwać byłemu kompanowi metalową głowę i udało mu się tylko dlatego, że akurat siedział na karku zbuntowanego droida. A jeśli nagle ten IG wypowie posłuszeństwo, to będzie to równie beznadziejna sytuacja co na Stacji. Tylko miast wyrzutni rakiet żniwo śmierci zbierze karabin i niezwykle celne oprogramowanie.
Podczas snu na Skyrunnerze musiał mieć pewność, że nikt nie wejdzie do kajuty, gdzie akurat odpoczywał. Nikt, zwłaszcza ten złowrogi droid. Życie jest cenne i żal stracić je przez jeden strzał zbuntowanej kupy blachy. Dawna ufność mechanicznym towarzyszom bezpowrotnie minęła i już nawet astromechy wzbudzały w Kerście wewnętrzną odrazę nie mówiąc o jednostkach typowo bojowych. W przeciwieństwie do Kittani wręcz cieszył się, iż IG odlatuje. Ale mężczyzna nic nie okazał, żadnych emocji. Po prostu było mu nieco lżej na sercu, bo odchodzi potencjalny elektroniczny zdrajca.

Kiedy Pani Kapitan zaczęła przemowę Paul natychmiast przerwał obserwację oddalającego się z Sullustaninem droida i przeniósł skryty za wizjerem wzrok na brunetkę. Ładna nawet i z charakterystycznym pieprzykiem, ale nie jedyna ślicznotka w Galaktyce. Na standardy człowieka wystarczająca, jednak w zestawieniu z takimi Zeltronkami wypada nieco blado. A pro po bladości - Arkanianki są też zacne, tylko mają jeden problem, bo nie wiesz gdzie dokładnie patrzą przez ich jednolicie białe oczy. Z drugiej strony uroda brunetki nie odwracała uwagi od jej słów, a stanowiła po prostu atrakcyjny dodatek. Taki pakiet dwa w jednym.

- Ta baza - rozpoczął Kerst, kiedy Levfith skończyła przedstawiać ich obecną sytuację i propozycje taktyczne. - Posiada jakieś zabezpieczenia antywłamaniowe, uzbrojenie defensywne, pułapki, czy coś tego pokroju? - Mechaniczny głos godny droida wydobył się z głośników hełmu, gdy mężczyzna postanowił się co nieco dowiedzieć o owej bazie. - Pytam, bo jeśli ktoś ją przejął, to może wykorzystać to przeciwko nam, a wtedy warto wiedzieć o takich niespodziankach. - Dodał żołnierz, by jego pytanie zyskało na autentyczności. Kwestię wyprawy w dżungli przemilczał potakując tylko głową. Operował w wielu środowiskach to i przez morze roślinności przejdzie, tylko przydałby się przewodnik. Ale pewnie Pani Kapitan, Gweek lub któryś z jego Gamorrean zna drogę, to martwić się nie trzeba. Dlatego Paul założył ręce na klatce piersiowej i z czarnym wizjerem utkwionym w postaci Kittani czekał na odpowiedź.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 290
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 22 Lip 2017, o 10:22

Atmosfera zniecierpliwienia, niepewności i ogólnej chęci działania utrzymywała się od samego początku, czyli od ujawnienia wiadomości o porwaniu. Na nic się zdało tłumaczenie wodza, że cała grupa musi poczekać, że nie ma pilota, nie ma zaopatrzenia, nie ma tego, nie ma tamtego, nie są zbyt dobrze uzbrojeni, statek jest nie przygotowany i tak dalej i tak dalej. Co poniektórzy zaczynali powątpiewać w uczucie między Gweekiem a Nurrą. Zajęcia KO (kulturalno oświatowe) jakie zafundował całej bandzie miały zapełnić czas oczekiwania do odlotu. Składały się ona na musztrę z bronią pozbawioną zasokników, wolny czas i przebywanie wśród reszty załogi, trening strzelecki pod okiem snajpera BO, odprawę taktyczną z samym Telemachusem. Gweek odwiedził też Jainę. Słowa usłyszane zapadły mu głęboko w pamięci:
- Pamiętaj. Tylko spokój nas uratuje. - daleki był od tego stanu i przez najbliższy czas tak pozostanie. Do momentu, aż rozwiążą się jego problemy natury emocjonalno-egzystencjalnej.
Kwatermistrz okrętowego Lucrehulka na widok zielonoskórych miał mieszane uczucia. Rusznikarz słysząc, że ma ich uzbroić - parsknął śmiechem. "Po co im broń, skoro nawet z niej strzelać nie potrafią?". Starszy człowiek o siwych włosach, krótko przystrzyżonych, odziany w wojskowe buty, długie spodnie ozdobione ciężkim paskiem i krótką koszulką, przeżuwał w ustach jakąś roślinę brązowej maści. Zastanawiał się nad czymś i nie skomentował całej tej groteskowej sytuacji. Potwierdził u dowództwa zasłyszane rewelacje i wydał najbardziej zdezelowany złom jaki Rebelia miała na stanie. Żal mu było pozbywać się najlepszego sprzętu i ofiarować go dla tych oto bojowników o wolność. O niejakich zasługach przy odpieraniu ataku piratów nie chciał poprostu uwierzyć. "No bo jak? Tacy duzi i głupi zdobyli statek? Dobre sobie". Przy dobieraniu ekwipunku kierował się uprzedzeniami. Wydany sprzęt był działający, lecz każda ze sztuki broni posiadała pewne mankamenty. Wszystko na pierwszy rzut oka było wporządku, ale... no właśnie pozostawało to małe ale. Nagłówkować się musiał co nie miara, ażeby dłonie większe od największych ludzkich jakie widział, nie miały problemu z obsługą karabinów. Pistolety wyglądały po prostu śmiesznie i kuriozalnie przy tak samywnych cielskach. Tylko z detonatorami termicznymi małej mocy i granatami było wszystko w porządku. Wydane miały zostać przed samym odlotem w obawie przed całkiem "przypadkową" detonacją i eksplozją na pokładzie.

Punktem przełomu były słowa wypowiedziane do całego forum zgromadzenia przez najstarszego z gamorrean w łamanym basicu
- Idź-em-yyy do sta-jejj domu klanu. - taki plan uzgodnili, że nie będą marnować i tak już skonsumowanego czasu na brednie gadanie i czynności opóźniające wymarsz do dawnej siedziby klanu. Właściwie dawnych domostw, bo jest ich wiele rozsianych po dżungli. Co jakiś czas wędrowny klan zmieniał siedzibę zostawiając za sobą puste domostwa z drewna i liści - budulca, którego było aż nadto na lesistej planecie. Koczowniczy tryb życia sprowadzał się do zmiany miejsca pobytu, aby nie wyeksploatować ponad miarę ekosystemu. Rotacyjne zmiany terenów łowieckich i podróż za zwierzyną zmuszało do posiadania wielu obozowisk na wielkiej połaci terenu. Nie było stricte jasno określonego planu przemieszczania, przenosin najważniejszych przedmiotów codziennego użytku do następnych chat w gęstwinie dżungli. Pory roku prawie nie istniały, więc i one nie były pomocą w poszukiwaniu aktualnego miejsca pobytu plemienia wędrowców. Jedynie docierając do jednego z obozowisk można było określic czas, kiedy się stąd wyniesiono. Miało to sens, bo pasożyty nawet jeśli się zagnieździły to musiały znaleźć innych żywicieli w momencie odejścia całej społeczności. Nie zostawiano śladów, do którego następnie miejsca zawędruje klan, bo po co? Przynajmniej wrogowie, a było ich nie mało, muszą się wysilić aby zlokalizować swój ruchomy cel. Tropienie śladów nie miało sensu gdyż popołudniowe ulewy skutecznie zacierały wszystkie ślady przemarszu.

Nastroje były bojowe, wszyscy spięci i gotowi. Najmniejszy z towarzyszy będzie podróżował zamiennie na plecach beczek smalcu - jak mawiał o towarzyszach. Ogólne założenia misji były znane, ale tylko jeden jej podpunkt był brany na poważnie. Gweek roztaczał dookoła aurę wrogości, powietrze po wylądowaniu wydawało się jakby cięższe od samej tylko obecności gamorrean, pomijając morowe powietrze rozsiewane przez pocące się ciała. Smród ustępował oczywiście tym wydzielanym przez inne istoty - na ten przykład były one perfumami lub nawet afrodyzjakami w porównaniu do huttów, do którego fetoru nie było skali.
Jak to ustalili podczas nadprzestrzennego lotu na rodzimą planetę - zaszyją się w głuszy do czasu namierzenia Kofburg i jej pobratymców. Później będzie czas na realizację resztę planów. Możliwości i alternatyw było aż za dużo, by wszystkie je omówić lub przewidzieć, lecz zwieńczenie wysiłków było jedno. Krwawa zemsta. Śmierć dla oprawców. I ich rodzin.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 250
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 24 Lip 2017, o 09:20

Zmieniliśmy się. Taka myśl pojawiła się w głowie Kittani gdy obserwowała jak Garll, R4B3 i IG87F wchodzili na pokład Skyrunnera. Garll nie żegnał się jakoś szczególnie wylewnie. Rzucił tylko krótkim "Do zobaczenia" i już stał na trapie prowadzącym do wnętrza swojego frachtowca. "Skyrunner" przez długi czas był jej domem, jedynym bezpiecznym miejscem w galaktyce, a teraz miała wrażenie - choć może zupełnie niepotrzebne - że ogląda go po raz ostatni. Gdy statek uruchomił silniki repulsorowe z cichym wizgiem zaczęły pracować uczucie opuszczenia wzrosło.
Zmieniliśmy się. Gweek nie był już tym samym pijanym Gweekiem, jakiego poznała na Tatooine. Stojący w otoczeniu swoich klan-braci wyglądał i zachowywał się inaczej. Przebierał nerwowo nogami. Rozmawiał ze swoimi kompanami - najpewniej o sytuacji z Nurrą, bowiem to imię nauczyła się już wychwytywać z jego rodzimej mowy. Gweek miał cel. Wracał na Gamorrę z konkretną misją, do miejsca w którym jego imię z pewnością musiało być już znane. Zmienił się.
Zmieniliśmy się. Spojrzała na rebeliantów a potem w kierunku dżungli; w kierunku wulkanu o którym wiedziała, że gdzieś tam jest. Wszystko to działo się w mniejszym lub większym stopniu przez nią. A nawet jeżeli było inaczej, jeżeli nie była wcale najistotniejszym trybem w tej wielkiej machinie, to czy miało to w tym momencie jakieś znaczenie? Silny niepokój i emocje jaki wdzierał się w jej umysł od chwili gdy udało im się wejść w atmosferę planety udzielał jej się szczególnie mocno.

Gweek w końcu wysunął propozycję. Udać się do jednej z ostatnich siedzib klanu. Kofburg - jedna z pomniejszych matron klanu - musiała nadać skądś informację i możliwe było, że udało się jej tego dokonać właśnie z takiego miejsca. Czy to oznaczało, że wulkan został zdobyty przez kogoś i cały klan oraz wszystkie osoby które zostały w wulkanie znalazły się pod "butem" kogoś innego? Jeżeli tak to kogo?
CO by nie było to siedziby klanu mogły być faktycznie dobrym miejscem na rozpoczęcie poszukiwań. Tyle tylko, że znajdowały się one w dżungli.
A to oznaczało mało przyjemny marsz i o ile Gamorreanie byli na to gotowi praktycznie z miejsca to wątpiła w to by Kerst i reszta na spokojnie podołali temu zadaniu. Byli tak samo nie świadomi tego co ich czeka, jak ona sama za pierwszym razem.
Wejście w dżunglę było być może dobrym pomysłem dla Gamorrean. Trzeba się tylko było zastanowić czy grupa powinna się teraz rozdzielić i pozwolić iść Gweekowi samemu czy trzymać się razem? Rebelianci z pewnością spowalniali by nawykłych do fizycznego wysiłku gamorrean. Oni byli stworzeni do życia na tej planecie, a rebelianci nie. Nawet Kittani nie była pewna czy da radę nadążyć za nimi.
Gdyby jednak mieli zostać, to co wtedy? Co mieli robić? Iść w miasto i zaciągnąć języka? Zamknąć się na promie i czekać bezczynnie? Żadna z tych opcji nie wydawała się być dobrą.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

IG87F
Garll uruchomił statek i zaczął się powoli wznosić ponad płytę lądowiska. IG przez przedni iluminator kokpitu widział jak Kittani - jako jedyna - przygląda się im dłużej. Spojrzenie to potrafił zinterpretować. "Tęsknota", "niepewność", "strach". Kiedyś potrafił rozpoznawać tylko to ostatnie. Obecnie jego oprogramowanie behawioralne charakteryzowało się głębszą empatią i zrozumieniem istot białkowych. Zastanawiał się czy było to dobrym zjawiskiem.
Lądowisko zaczęło w szybkim tempie oddalać się od nich, gdy Garll pchnął dźwignię przepustnicy do przodu i posłał statek w szybki lot ponad drzewami.
- No... - mruknął Garll w swoim niewyraźnym narzeczu i pociągnął wolant do siebie kierując Skyrunnera ku chmurom - ... czas sprawdzić czy stare hasła i kanały huttów ciągle działają. Mam nadzieję, że Imperium nie będzie chciało sprawdzać statków odlatujących z Gamorry.
Spojrzał na milczącego IG87F.
- Kurwa, IG. Naprawdę mam nadzieję, że Imperium nie będzie miało ochoty sprawdzać nas drugi raz.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6051
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez IG-87F » 24 Lip 2017, o 11:29

Tęsknota, niepewność i strach... Dwa od niedawna mu znane oraz jedno od momentu stworzenia... Miał "nadzieję" jak to ujmują białkowcy, że Kittani i reszta sobie poradzą. Do tego oprogramowanie behawioralne... Kiedyś tak właściwie nieistotne a teraz wykazujące się czymś co zwane jest "Empatią", co prawda daleko jej do tej organicznej. Jednak czy takie zmiany to dobra rzecz? Cała seria IG to droidy-zabójcy, maszyny stworzone by mordować tłumy lub pojedyncze cele. Nieważne czy oryginalny lub składakowy model. Do tego te obecne nastawienie do worów mięcha. Kiedyś bez zastanowienia rozstrzeliwywał inną osobę lub odbierał wszelkie marzenia i nadzieje będąc windykatorem Gaussa, nie mówiąc o jego beztroskich mordach, gdy podróżował wraz z Kittani i spółką.
- Używasz za często nieodpowiedniego słownictwa, Worze Organów Garll. - mruknął do mechanika, gdy ten dzielił się swoimi przemyśleniami na temat kontroli Imperialnej. Była na to szansa, ale nie taka, by droid zastanowił się dłużej nad tym zjawiskiem niż minutę.
- Jeśli będzie chciało, to jesteś na to przygotowany? "Przezorny zawsze ubezpieczony" jak to mawiają białkowcy. Mimo wszystko. Raczej nie powinni. - dodał odpowiadając na właściwe... Pytanie? Tak potraktował to droid.
- Swoją drogą. Kim jest Gosk? Wolałbym posiadać pewne informacje na temat osoby, która ma rzekomo udzielić pomocy. - na sam koniec swego niezwykłego (jak na niego) słowotoku, zadał pytanie, by zwieńczyć temat kontroli Imperialnej.
Image
Awatar użytkownika
IG-87F
Gracz
 
Posty: 162
Rejestracja: 19 Sty 2016, o 00:18

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 25 Lip 2017, o 13:35

Nie tak sobie to wszystko wyobrażała. Spoglądała wręcz z niedowierzaniem na to, jak beztrosko Garll wraz z IG opuszcza płytę lodowiska a Skyrunner oddala się coraz bardziej od nich samych, by ostatecznie zniknąć gdzieś w przestrzeni. Wiedziała, że mechanik nie odpuści tak łatwo napraw swojego frachtowca - było to całkowicie zrozumiałe i nie miała mu tego za złe. Ale postawa IG? Tak zwyczajnie odeszli, bez należytego pożegnania? Brunetka ściągnęła gniewnie brwi na samą myśl, że to właśnie tutaj poległ ich wspólny przyjaciel aby im udało się przeżyć a Garll nawet nie wykazał jakichkolwiek chęci, aby odwiedzić miejsce jego pochówku. Kittani często odnosiła wrażenie, że jest jedyną osobą na pokładzie Skyrunnera która ma jakiekolwiek uczucia. Co prawda od czasu ucieczki z Tatooine zarówno Gweek jak i IG zmienili się, jednak nadal odnosiła wrażenie braku typowo ,,ludzkich" uczuć i zachowań u nich. Ciężko było jej radzić sobie samotnie z natłokiem myśli i emocji. Brakowało jej kogoś, komu mogłaby przekazać wszystko to, co czuje i myśli. Nawet nie oczekiwała dialogu, pomocy czy zainteresowania jej stanem ducha - wystarczy, żeby ktoś ją wysłuchał. Nikt jednak nie upatrywał w niej osoby, która potrzebowała mentalnego wsparcia. Była niepisanym liderem, który musiał podejmować rozważne decyzje i odpowiadał za życie innych. Właśnie w takich chwilach pomimo całego zastępu rebeliantów i kilkunastu par oczu przeróżnych ras z całej Galaktyki wpatrzonych w nią czuła się samotna jak nigdy. Wiedziała jednak, że dopóki na nią patrzą musi stanowić należyty przykład i pod żadnym pozorem nie może zasiać ziarna niepewności czy strachu w pozostałych swoją postawą. Spojrzała po raz ostatni na tak doskonale jej znany zarys Skyrunnera i postanowiła przekuć swoje zdenerwowanie w żal do towarzyszy. Z ulgą wręcz przyjęła zadane jej pytanie i skierowała teraz swój wzrok w stronę Kersta. Musi się skupiać na teraźniejszości.
- W momencie opuszczenia bazy znaliśmy wszystkie wymagane kody oraz mieliśmy plan całej bazy. Nie wiemy, czy klan pod naszą nieobecność ich nie zmienił. Jeżeli ktoś przejął bazę z pewnością kody są już nieaktualne. Dotychczasowa ochrona bazy składała się głównie z kodów oraz strażników oraz droidów rozlokowanych przy wejściach. Ciężko stwierdzić, czego możemy się tam teraz spodziewać - ona sama była niemalże pewna tego, że ktoś obcy zdołał przejąć bazę pod wulkanem - stąd pole zakłócające i brak możliwości kontaktu z wnętrzem. Nie pozostało im nic innego, jak spróbować swoich sił bez względu na to, co zastaną na miejscu. Takie otrzymali zadanie.

Po krótkiej rozmowie z Gweekiem udało im się wspólnie ustalić dalszy plan działania. Knur wraz ze swoim klanem miał wyruszyć na poszukiwania nowej siedziby swojego klanu, która najprawdopodobniej znajdowała się gdzieś w dżungli. Rebelianci pomimo szczerych chęci i zapewnień o ich wytrzymałości nie byliby w stanie dotrzeć aż do wulkanu i zarówno kobieta jak i knur o tym wiedzieli. Każde z nich miało przy sobie komunikator, aby móc skontaktować się ze sobą w późniejszym czasie - docelowo po znalezieniu tropu Nurry albo przedostaniu się pod wulkan. Tutaj ich drogi się chwilowo rozchodziły i każdy miał swój mały oddział za który był odpowiedzialny. Pozostałych członków załogi Kittani oddelegowała do wnętrza statku, polecając jednemu z rebeliantów próbę nawiązania kontaktu z bazą albo zlokalizowania źródła zakłóceń. W przypadku braku jakiejkolwiek poszlaki w mieście pozostawał im lot w stronę wulkanu, tak żeby skrócić dystans do przejścia chociażby o połowę. Kittani wolała nie ryzykować ponownie lotu aż do samej bazy - pamiętając, gdzie roślinność zaczynała zbyt mocno utrudniać jej pilotaż powinna wylądować bezpiecznie wcześniej niż ostatnim razem. Ściągnięcie statku z lotniska z pewnością im nie zaszkodzi - stojąc tutaj zbyt długo mógłby zainteresować zarówno miejscowych jak i inne jednostki odwiedzające Gamorrę. Podejrzenia mogła też wzbudzić tak liczna grupa różnych istot chodząca po mieście, dlatego bezpieczniej było pozostawić ich na statku. Po uzgodnieniu planu działania z wszystkimi obecnymi podeszła do Kresta, pamiętając że ten bez problemu porozumiewał się z Gweekiem podczas pobytu w okrętowej kantynie.
- Z racji że znasz tutejszy język pójdziemy razem do miasta rozejrzeć się. Może dzięki temu zaimponujesz miejscowym i uznają Cię za sojusznika Nurry. Zabierz jeszcze kogoś ze sobą - znasz ich lepiej niż ja - powiedziała wskazując gestem dłoni na załogę statku i opuściła wnętrze Gammy, czekając na swoich towarzyszy na zewnątrz.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 294
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Rafael Rexwent » 25 Lip 2017, o 16:42

Droidy. Wszędzie droidy. W końcu wyjdzie, że trzeba będzie zastąpić LSkę blasterowym działkiem obrotowym, bo strzelać będzie się tylko do maszyn miast konfrontować się z siłą żywą. Może i roboty są przydatne, ale podatne na wirusy, które zwrócą je przeciwko właścicielom. A to już ogromne zagrożenie. Odpowiedź na pytanie o zabezpieczenia bazy skwitował tylko kiwnięciem głowy. Uzyskał to co chciał wiedzieć, więc znów wrócił do roli słuchacza. Na tej planecie był gościem, w przeciwieństwie do brunetki i Gamorrean.
- Jasne, ale Huttese to nie to samo co Gamorrese - odezwał się Kerst i chociaż mówił to tonem ciepłym i przyjaznym, to głośniki hełmu bezdusznie wyczyszczały każdy dźwięk z emocji, wydalając na zewnątrz głos jednostajny, suchy i nieco złowrogi. - Przecież chrumkać nie potrafię - dodał z uśmiechem, którego Kittani naturalnie zobaczyć nie mogła. Wyczuć też nie, ale za żadne skarby mężczyzna nie zdjąłby teraz hełmu. Po pierwsze wentylacja jeszcze całkowicie nie oczyściła powietrza, a po drugie - bo coś mu podpowiadało, by nie powtarzał błędu z Nar Shaddaa. A niechroniona głowa zwiększa ryzyko ogłuszającego ciosu. Wycieczka w bagażniku i spotkanie z "kaznodzieją" w złotej szacie były skutkiem zostawienia zbroi na statku. Na szczęście nie zginął i miał szansę na poprawę. Teraz ją realizował.

Spoglądał jeszcze chwilę za wychodzącą kobietą i przysłowiowo podrapał się po głowie. Ułatwiło mu to wybór dodatkowego członka drużyny, którego zabranie poleciła mu Kittani. Udał się więc wgłąb Gammy, gdzie rozgościła się już grupka Rebeliantów.
- Dak, nie masz ochoty się przejść po Gamorrze? - zwrócił się bez zbędnych ceregieli do dwudziestokilkuletniego technika.
- W jakim sensie przejść? - ogorzały mężczyzna z jasnymi, krótko ściętymi włosami oderwał się od konwersacji z Xantee. Paul przewrócił oczami.
- Wyjść ze statku i potowarzyszyć mi i Pani Kapitan w zwiedzaniu planety Gamorrean - wyjaśnił dobitnie i mając nadzieję, że to wystarczy. W istocie wystarczyło, bo Dak szybko zyskał ochotę na wycieczkę planetoznawczą. Chociaż Kerst przeczuwał, że nawet jakby rzucił samo "towarzyszyć Pani Kapitan" to blondyn już dawno stałby przy trapie, czekając na kobietę.
Paul negocjacje zakończył sukcesem, z pogodną miną i optymizmem w głowie zszedł więc po pomoście w towarzystwie technika. Cóż, czas się nieco rozerwać i jak to powiedziała Kittani - zaimponować miejscowym.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 290
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 27 Lip 2017, o 14:20

IG87F
- Gosk, proszę Ciebie, to ktoś wyjątkowo zdolny i obeznany w różnych egzotycznych częściach. Może pomoże mi zidentyfikować pochodzenie tych podzespołów... Liczę na to. - Sullustianin wydawał się być dziwnie roztargniony. IG87F nie podobało się to, ale źródło takiego stanu odnalazło się bardzo szybko.
- Powodzenia tam na dole... - usłyszał IG.
Skyrunner wzniósł się ponad chmury. Niebo nad nimi zaczynało ciemnieć a z każdą chwilą powietrze wokół nich robiło się coraz rzadsze. Garll spojrzał na część panelu sterującego w kokpicie odpowiedzialnego za komunikację. Skyrunner nie otrzymywał żadnych zewnętrznych sygnałów, co oznaczało, że póki co ich odlot z planety pozostawał niemonitorowany.
- Zabrałem złom po tym IG8X. - Kontynuował Garll jakby spokojniej, z mniejszym roztargnieniem - Może da się coś z tego wywnioskować. CO prawda Gosk zajmuje się głównie statkami, ale spektrum jego zainteresowań jest znacznie większe.
Statek bardzo szybko wydostał się z górnych partii atmosfery i zaczął zmierzać w kierunku otwartej przestrzeni. Garll trzymał się cienia planety więc w kokpicie zrobiło się ciemniej i jakby chłodniej.

Daleko za nimi po prawej stronie mieli Imperialny okręt celny i koreliański frachtowiec YV929. Wokół statku krążyła para myśliwców TIE.
Myśliwce wykonały zwrot i ruszyły za "Skyrunnerem".
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6051
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez IG-87F » 27 Lip 2017, o 15:12

- Rozumiem. - rzucił droid notując sobie podane informacje na swoim dysku. Pomimo tego, że słuchał mechanika to główna uwaga droida była skupiona na mierzeniu temperatury... Ot tak z nudów. Przyzwyczaił się do tego, gdy nie miał nic do roboty. W piwnicy na Tatooine czy na lądowisku obok Skyrunnera... Nie było to wybitnie ciekawe, ale dzięki temu system droida nie osiągnął poziomu "Znużenia Całkowite", jak to ujmują białkowcy.
- W naszym kierunku lecą TIE. - zameldował po dłuższym czasie milczenia z jego strony, jednak główną uwagę maszyny zwrócił frachtowiec YV929, wyglądał na będący obecnie w centrum zainteresowania celników. Jednak jest to problem na inny dzień, nie dotyczyło go to i raczej nie będzie dotyczyć.
- Idę na stanowisko strzelnicze. Jeśli masz lepszy pomysł od rozstrzelania ich, to słucham. - powiedział monotonnie i odwracając się plecami do Garlla czekając na ten "lepszy pomysł", jeśli nic nie usłyszał to skierował się szybkim krokiem do stanowiska strzelniczego.
Image
Awatar użytkownika
IG-87F
Gracz
 
Posty: 162
Rejestracja: 19 Sty 2016, o 00:18

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 27 Lip 2017, o 21:44

IG87F
- Nie atakuj. Idź tam ale nie strzelaj pierwszy. Powiedział Garll i w pośpiechu zaczął przełaczać rozmaite przyciski na konsoli. IG87F poczuł, że statek zwalnia.
Tie nadlatywały spokojnie, bez żadnych nerwowych manewrów. Można było odnieść wrażenie, że lecą dla relaksu odprowadzić inną jednostkę w nadprzestrzeń. Jednak czy było tak faktycznie?
IG wszedł na stanowisko obsługi działek. Z morderczą precyzją - tak jakby całej procedury używał ostatni raz wczoraj - uruchomił wszystkie systemy broni. Przyrządy celownicze, oprogramowanie wspomagające i zasilanie działek był w jak największej normie. Jedyne błędy jakie wyświetlał komputer dotyczyły dolnej wieżyczki. Wskazanie informowały o uszkodzonych serwomechanizmach, co z kolei oznaczało ni mniej ni więcej, że dolna para działek poruszała się wolniej.
W przypadku walki z myśliwcami, broń która nie mogła z miejsca reagować na polecenia operatora była bezużyteczna.

Myśliwce nadlatywały. Obserwował je i analizował trajektorie lotu tak by móc od razu wstrzelić się w cel. Receptory dostrzegały też dalszy plan sceny, jednak procesor nie zajmował się większą analizą dalszych zjawisk. Pomimo to IG zanotował, że z koreliańskiego frachtowca zaczęły odłączać się kapsuły ratunkowe.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6051
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez IG-87F » 27 Lip 2017, o 23:15

- Tu Tu Tu-Tu, Tu Tu Tu-Tu, Tu Tu Tu Tu Tu Tu Tu Tu Tu-Tu. - nucił sobie IG siedząc sobie na stanowisku obsługi działek. W czasie tej czynności nieznacznie poruszał swymi ramionami, robił to co robili białkowcy "gdy słyszeli muzykę", rytmem się to nazywało. Co prawda droid nie widział w tym żadnego sensu, jedyne co to sprawiało to nieznaczne przyśpieszenie zużycia energii. Ale żaden impuls "przyjemności" lub podobnego czegoś nie nadchodził. Czyżby wory mięcha umyślnie działały sobie na szkodę? Nie zdziwiłoby go to.
W tym czasie za pomocą drugiego rdzenia, oceniał "wspaniałość" tych działek. Jako droid-zabójca lubił bronie, a szczególnie duże. A ta spluwa z którą miał już przyjemność współpracować, była czymś co lubił. Bardzo lubił. Tak czy inaczej na razie ma związane chwytaki. TIE lecą spokojnie i to tyle tak naprawdę, nie miał powodu aby ich rozstrzelać. A raczej miał - fakt, że piloci żyją był powodem sam w sobie, ale Garll go wtedy zabije. Konkretniej rozmontuje i sprzeda na czarnym rynku.
Jeden z mniejszych sensorów dostrzegł także, że z frachtowca odłączają się kapsuły ratunkowe. Było to dziwne, zakładając, że nie wskazywało nic na to, by była konieczność takich decyzji. A dla żartów nikt raczej nie odłącza kapsuł, choć IG może się mylić. Mimo wszystko było to ciekawe zjawisko, które zasługuje na kilka procent dodatkowej uwagi, kosztem wspaniałości działek.
Image
Awatar użytkownika
IG-87F
Gracz
 
Posty: 162
Rejestracja: 19 Sty 2016, o 00:18

Następna

Wróć do Przestrzeń Huttów