Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 1 Paź 2018, o 11:44

Kittani
Droid zapiszczał coś nerwowo i zakręcił swoimi niewielkimi ramionami. A potem zawisł przed Kittani i czekał na jej reakcję. Brunetka jednak średnio zrozumiała jego przekaz. W zasadzie to kompletnie nic. Wiedziała, że jego właściciel się z nim jakoś porozumiewał, ale on z tych pisków nie mogła wywnioskować nic. Droid spróbował ponownie. Tym razem przeleciał wokół głowy Kittani dwa razy popiskując żałośnie, po czym na nowo zawisnął przed twarzą dziewczyny.
Nic.
Kittani musiała jakoś zinterpretować zachowanie małego robota bo na bezpośrednie dogadanie się chyba nie mogła liczyć.
- Ciekawe czy Twój Pan, faktycznie Cię rozumie czy tylko tak bardziej do Ciebie... mówi. - mruknęła do siebie Kittani. Droid jednak - o dziwo - zareagował na jej słowa. Zapiszczał "nie-ee" a jego korpus pokiwał się jak głowa w geście zaprzeczenia.
- O. Czyli jakoś się da dogadać.
Droid zapiszczał i tym razem spróbował czegoś innego. Jedno z ramion wyprostowało się i niczym palec u ręki wskazało na kompleks jaskiń. "Ta-am".
Piski droida rozsierdziły kuzyna Eja; stwór zaczął głośniej warczeć i drapać w drzwi. Odgłos szponów przeciąganych po stali poniósł się nieprzyjemnym i głośnym dźwiękiem zarówno po głębinach kopalni jak i umyśle Brunetki.

Nantel
Bolt! Bolt! Bolt! Ściana za jego plecami została usmażona! "Dobrze, że nie ja! Dobrze, że nie ja!". Biegł. Bolt. Skok. Bolt. Wszystko póki co niecelne. Napastnicy ruszyli w pogoń z ziemi. I strzelali raz po raz.
Kolejny bolt uderzył tuż przed Nantelem. Zapach zjonizowanego powietrza był mało przyjemny. Nie mniej jak swąd przypalonych włosów. "Dostałem! Dostałem! Chyba... a nie... tylko włosy mi przypaliło..."
I jeszcze jeden! Tym razem Bolt trafił w niewielkiego kuzyna Eja, który czekał na ścianie za jakimś owadem. Gad z pewnością ucieszył się słysząc zbliżające się bzyczenie. Z pewnością pomyślał, że leci w jego stronę owad. Ta scena nie zatrzymała Nantela. Biegł nadal, tylko w głowie pojawiły mu się dziwne myśli o kręgu życia i pechu.
Chwilę potem skakał już nad wąską uliczką i wylądował na dachu kolejnego budynku. Obejrzał się za siebie i z ulgą spostrzegł, że napastnicy wpadli na wysokie ogrodzenie, które musieli teraz jakoś pokonać. Nantel kupił sobie właśnie celne sekundy przewagi.
Mina mu zrzedła gdy zobaczył, że przed nim - w jego stronę - leciał niewielki śmigacz ze snopem światła wodzącym po dachach.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 1 Paź 2018, o 21:10

Ścigacz nie był problemem. Tak należało sobie powtarzać w myślach, prawda? Cóż, Nantel wolał tego nie sprawdzać. Nim światło padło choćby na sąsiedni dach, postanowił zniknąć potencjalnemu patrolowi z oczu, z powrotem schodząc na ziemię. Pech chciał, że akurat w tym miejscu nie było już tak łatwo, jak tam, gdzie na dach wskakiwał. Najpierw stracił cenne sekundy biegnąc od jednej krawędzi do drugiej i szukając jakiejś kolejnej dobudówki. Nie znalazł. Musiał zadowolić się kubłem na śmieci stojącym tuż pod drugą ściana. opuścił się na rękach i zeskoczył. Oczywiście wygrzebywanie się z kubła z powrotem na chodnik również urwało kilka cennych sekund. Wykorzystali to ścigający go, którzy właśnie przeskoczyli sąsiedni płot. Byli teraz tylko trochę dalej, niż w momencie, gdy ich zauważył, więc cała ta gonitwa po dachach nie na wiele się mu zdała. Nim zdołali wystrzelić w jego stronę, zerwał się ponownie do biegu i skręcił za róg, w kolejna z mniejszych zagraconych uliczek.
Przez chwilę, dosłownie bardzo krótką chwile będąca ułamkiem sekundy, rozważał, czy tym razem nie spróbować szczęścia, kryjąc się w kanałach. I tak już pewnie śmierdział po wizycie w śmieciach, więc większej różnicy mu zapach nie zrobi. Jednak po tej krótkiej chwili myślenia stwierdził, że kanały pod miasteczkiem na Gamorrze to nie kanały pod Taris czy Nar Shaddaa i wolałby nie sprawdzać, co w nich żyje. Poza tym wciąż miał dość świeże wspomnienia z walk z rakghulami podczas swojej ostatniej wizycie w ściekach.
Musiał więc wybrać inna taktykę. I to szybko.
Biegnąc ulicą zobaczył, że wśród rupieci przed czymś, co raczej kiedyś niż obecnie mogło być warsztatem, stoi puszka z kulkami do łożysk. Pełny nadziei, że będzie chociaż częściowo wypełniona, chwycił puszkę i rzucił otwartą z całym rozmachem za siebie w kierunku, z którego zaraz zza rogu miała nadbiec dwójka mężczyzn. Sięgnął też jeszcze do kieszeni po latarkę. Ulice w tej części miasta były bardzo słabo oświetlone. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę stłuczone lub przepalone lampy. Nastawił latarkę na maksymalną moc i skierował światłem w stronę za siebie. Odczekał na odgłos kroków biegnącej dwójki i gdy tylko wybiegli zza rogu, dowalił im jeszcze ostrym światłem po gałach. Sam zaś biegł, ile tylko miał sił, przed siebie.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 315
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 3 Paź 2018, o 15:52

- Chyba nawet już coś mam.
- Co Ci chodzi po głowie? No właśnie, co?
- dopytywała się niższa dwójka mieszkańców planety.
- Co powiecie na małe poloo-wankoo?
- Co masz na myśli? Mów jaśniej, ale nie szybciej.
- Widzicie tę dolinę, co nie? Jakby tak podzielić się na pół... Część z nas obejdzie ją dookoła, a reszta wejdzie od tej strony....
- mówił powoli, objaśniając swój plan niemalże do końca. - Zablokujemy wyjścia i ubijemy wszystko, co jest zjadliwe w środku pułapki.
- Dobre to, dobre. Ale żeś se to obmyślił mój Gweeku.
- A jak nic nie upolujemy?
- sceptycznie zapytał trzeci rozmówca.
- To chociaż sprawdzimy czy jest tam jakiś wódopój i sprawdzimy przy okazji teren. Tutaj byśmy odpoczęli i ruszyli przed siebie. - sam pomysł wydawał się całkiem dobrym i logicznym posunięciem. Jednym z niewielu, na jakie wpadł ostatnimi czasy.
- Ma takie postępowanie podwójne dno wodzu. Po raz kolejny mnie zaskoczyłeś. Przy wodzie kręcić się mogą jakieś mniejsze czy większe zwierzęta no i drapieżniki na nie polujące. Jakby tak się tam zaczaić... obiad sam by do nas przyszedł.

Elita sił klanu stała przed kilkoma nie lada problemami:
- Brak pożywienia i pitnych płynów był najpilniejszą ze spraw zaprzątających nie jedną głowę. Burczące brzuchy uspokajane były głaskaniem po grubej skórze, chroniącej pusty balon, czekający na pełne napełnienie. Coraz częstsze pomrukiwania o wykwintnych daniach czy leśnych przysmakach, głośniej dochodziło do uszu przewodzącej grupie trójki. Bez tego nie mogli podejść do rozgryzienia problemu numer dwa, jakim było:
- Wyjście z moczarów w obszar planety umownie nazwany "nie wiadomo gdzie" - miał swoje plusy. Mogli odetchnąć i przynajmniej spróbować orientacyjnie umiejscowić oba wzniesienia i dolinkę na mapie, wykonanej na wygarbowanej skórze zwierzęcia. Z racji wielkości nie zawierała wielu szczegółów, jedynie największe punkty orientacyjne i naniesione później kropki, oznaczające punkty ważne dla społeczności.
- Wątpliwością podminowująca nastrój było to, czy aby na pewno dobrze wybrali, kierując się na poszukiwania najstarszych mieszkańców planety. Wnosili oni prawie zerową wartość dodaną do oddziałów Nurry, Najemników i Rebelii, rzuconych przeciw przewyższających liczebnie, połączonych przymusowym sojuszem klanów i obcych sił wspierających armię Obroggów. Nad tym głowić się mieli się później.
- Wadliwym wyposażeniem, które na skutek awarii mogło dziwnie długo milczeć. Gweek nie zamierzał tego sprawdzać, gdyż nie była na to jeszcze pora. W ostateczności mógł wezwać kogoś, aby stalowym potworem zabrał ich z opałów bądź namierzył i dostarczył prowiantu na dalszą drogę. Spadnięcie prosto z nieba przed potencjalnymi sojusznikami było złym rozpoczęciem negocjacji przed zbliżającym się długimi krokami wielkim starciem, obydwu ze stron konfliktu.
- Długotrwały marsz osłabia ciało i oddala od głównego teatru działań wojennych. Arg-garok został wyciągnięty i musi się teraz mocno napoić krwią i złem, by na powrót dyndać przy pasie. Zamiast spirala się nakręcać, rozciągano ją w nieskończoność, powodując opadnięcie morale.

Mając już wstępnie nakreślony plan, przyszedł czas na wdrożenie go w życie. Martwił się będzie później, gdy zamiast dziczyzny - żarł będzie chwasty lub trawę, choć w zasięgu wzroku dostrzec mógł latające, choć nieliczne ptactwo przemierzające swe powietrzne królestwo.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 250
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 4 Paź 2018, o 07:58

Nantel
Manewr z kulkami i oślepieniem latarką podziałał nadzwyczaj skutecznie. Nantel nigdy nie sądził, że ten tani trik podpatrzony z holofilmów kiedykolwiek mu się przyda w życiu. A jednak! Przydał się i to jak! Nantel kupił sobie kolejne cenne sekundy.
Szum latającego nad dachami śmigacza robił się coraz wyraźniejszy, a strumień jego światła krążył po budynkach i uliczkach w coraz bliższym zasięgu Nantela. "Zaraz mnie dostrzegą i już im nie ucieknę, cholera!".
Biegł ile miał sił w nogach! Oddychał ciężko i próbował zmusić mózg do logicznego myślenia i szukania najlepszego sposobu na to by wydostać się z tego miejskiego labiryntu. Z tym ostatnim było trochę trudno; przeciwnik nie dawał za wygraną bo już napastnicy na nowo byli w zasięgu wzroku. I to tym razem przed nim!
Zamknęli go w pułapce w wąskim przejściu pomiędzy budynkami! Przed sobą, za sobą i gdzieś nad sobą miał przeciwników! Źle się działo!
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 4 Paź 2018, o 17:26

- Nadia! Nadia!
Ktoś szturchnął ją za ramię. Dziewczyna otrząsnęła się ze swojego zamyślenia. Było już późno i byli zmęczeni od długich poszukiwań Kittani, ale to nie to. Jeszcze nie przysypiała. Martwiła się za to o Nantela. Wciąż czuła, że gdzieś tam ma kłopoty i próbuje się z nich wyplątać. A ona nie wiedziała, jak mu pomóc. Mogła jedynie o nim myśleć i chcieć dla niego jak najlepiej.

***


Kiedy zobaczył jednego z mężczyzn w uliczce przed sobą, bez chwili zastanowienia rzucił się w stronę drzwi, których zarys majaczył w budynku po lewej w mroku ulicy. Szczęściem drzwi okazały się otwarte i ustąpiły pod jego naporem. W tym czasie przy głowie śmignęły Nantelowi dwa bolty energetyczne. Napastnicy na jego szczęście nie byli herosami celności.
Znalazł się w jakimś magazynie. Na progu, gdy wpadał do środka, potknął się trochę, gdy drzwi puściły. Szybko podniósł się z powrotem do pionu. Ramię trochę go bolało, ale musiał to zignorować. Biegł dalej przez pustą halę budynku. Rozglądał się na boki w tych ciemnościach, świecąc sobie lstarką i w ostatniej chwili unikając potknięcia o śmieci. Jest! - ucieszył się w myślach, gdy zobaczył drugie drzwi. Dobiegł do nich i pchnął z całych sił. I tym razem po małym wysiłku przejście stało otworem.
Wybiegł wprost na ulicę. Trochę już szerszą niż ostatni zaułek. Biegł dalej przed siebie. Wtedy stały się dwie rzeczy. Przed sobą zobaczył dwójkę ludzi. Starszy mężczyzna pchał wózek ze złomem, zwykłym zdezelowanym droidem, a mały dzieciak, pewnie jego syn, szedł z jakąś rurą obok niego. Zwykli biedacy, jakich pełno było w tej dzielnicy. W tym samym czasie usłyszał też odgłos ścigacza, który przeleciał znad dachów nad ulicę i lecąc wzdłuż niej zaczął strzelać w stronę Nantela. Jednak albo miał problem z żyroskopem, albo był ślepy, bo nie trafił. Zamiast tego strzelał wszędzie, gdzie popadnie, prawie już trafiając nieszczęsną dwójkę biedaków.
Ścigacz dalej gnał w ich stronę. Nantel dalej biegł, już za chwilę będąc przy mężczyźnie i chłopaku. Na chwilę obrócił się do tyłu, by zobaczyć, gdzie jest pojazd i wtedy go olśniło. Zobaczył całą scenę jak we własnym śnie. Krzyczący mężczyzna, chłopiec i pędzący ścigacz. Ale to oznaczało, że chłopak zaraz zginie...
Decyzję podjął w chwilę. Rzucił się w stronę ojca z synem i przewrócił ich. Siłą rozpędu przeturlali się w bok uliczki. W tej samej chwili wózek, przy którym stali, wybuchł trafiony dwoma czerwonymi pociskami...
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 315
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 6 Paź 2018, o 08:40

Mirax
Mirax próbowała jeszcze dwa razy złożyć meldunek. Jednak za każdym razem efekt był podobny. Przekaz był zaszumiony i zniekształcony a tego co mówiła baza nie sposób było zrozumieć. Pomimo to próbowali i nie zamierzali się poddać. Szli dalej pochyleni nad tropem oddziałów klanu Obrogga i na nowo zagłębiali się w gamorreańską dżunglę.

***

Nadejście nocy zapowiadała gęstniejąca szarówka, która zaczynała zalegać pomiędzy gęstymi konarami drzew i wśród spętanych wiązek korzeni. Teren był bardziej wilgotny i grząski; Mirax póki co znała tylko bardziej suchy i górzysty teren z miejsca gdzie się rozbiła razem z Tori a nawet i tam nie było przyjemnie. Nie sądziła, że jeszcze bardziej da się znienawidzić gamorreańską florę. Jej łapy i futro szybko zrobiły się brudne i mokre, a każdy krok okraszony był nieprzyjemnym mlaskaniem. Na skrzydlatym toydarianine i nawykłym do tego gamorreaninie nie robiło to najmniejszego wrażenia. Mirax jednak powoli miała tego dość.
Nie rozmawiali ze sobą wcale. Każdy skupiał się maksymalnie na tym by w porę wypatrzeć kolejną istotną wskazówkę w tropie po którym szli. Do tej pory udało się im ustalić, że główne siły po wyjściu z obozu rozdzieliły się na mniejsze grupy ale wszystkie i tak zmierzały w jednym i tym samym kierunku.
Od "Pól Śmierdzących Stóp" Mirax czuła cały czas niepokój. Moc ostrzegała ją. Nad nią i jej grupą cały czas wisiało niebezpieczeństwo.

***

Była głęboka noc gdy przed sobą, pomiędzy pniami drzew zobaczyli blask ognia, a do ich uszu dobiegły odgłosy gamorreańskich rozmów. Mirax poczuła, jak uczucie zagrożenia wzmogło się. Coś do nich zmierzało.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 9 Paź 2018, o 13:45

Gweek
Zatrzymali się w głębi doliny w miejscu gdzie wartki potok przelewał się w szerokie, ale raczej płytkie rozlewisko. Woda w nim była krystalicznie czysta i pływało w nim mrowie niewielkich ryb(które to z miejsca zaczęły być odławiane przy pomocy improwizowanych czerpaków). Bardzo szybko uporano się z rozpaleniem ognisk i wkrótce małe ryby trafiły do kociołków by stać się zupą.
Zupa - jak się później okazało - nie była najlepsza, ale już samo to, że do żołądków gamorrean trafił ciepły posiłek a oni sami mogli posadzić swoje zadki na twardej i suchej ziemi sprawiał im wiele radości. Póki co tylko to wystarczało im do szczęścia; poziom ich zadowolenia wzrósł później, gdy niewielka grupa łowców przyniosła kilka rosłych ośmionożnych gadów do zjedzenia. To nadal było niewiele, ale zawsze już coś. Wysuszyć się. Umyć. Odetchnąć. Gweek i reszta nie pamiętał by kiedykolwiek tak bardzo doceniał tak proste czynności.
Dopiero teraz grupa zaczęła dyskutować z sobą o potworach, z którymi przyszło im się zmierzyć na mglistych moczarach. Abominacje. Koszmarne karykatury życia. Bluźniercze istoty, które wykraczały poza znany świat wojowników Gamorry. Mogli zmierzyć się z każdym zagrożeniem znanym im na ich własnej planecie. Byli wędrownym klanem, którego domem była dżungla. Nic co się z niej wywodziło nie było wstanie ich przestraszyć. Aż do teraz. Tajemnicze potwory z innego świata, jak ich nazywali między sobą, napawały ich autentycznym strachem; z lekiem spoglądali na ciemną ścianę lasu, który wyznaczał granicę pomiędzy dwoma różnymi światami.
Gweek, Nurra i Guttor siedzieli przy ognisku i dyskutowali. Każde oponowało za innym podejściem do tematu i każde miało rację. Trzeba było jak najszybciej opuścić dolinę i ruszyć do "Zadów", tylko czy forsowny nocny marsz wchodził w grę? Nie bardzo. Tutaj zgadzali się wszyscy. Nurra chciała wysłać zwiadowców spośród najsilniejszych i najsprawniejszych wojowników a resztę zostawić na miejscu by odpoczęła i zabezpieczała siły. Guttor z kolei wolał poczekać jeden dzień tak by odpoczęli wszyscy i wszyscy razem ruszyli w dalszą drogę. Gweek nie wiedział co byłoby lepszym rozwiązaniem. A może i wiedział, ale nie bardzo mógł się skupić na dyskusji bowiem wyczuwał narastający niepokój bardziej niż wszyscy wokół.
Bestie jeszcze nie skończyły swego polowania.

Powoli nadchodziła noc a wraz z nią w szeregach obozu wzrastał niepokój.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 9 Paź 2018, o 22:34

Przepraszam


Wtulał się w miękkie futro, pachnące siłą i życiem, czuł gorąco bijące od ciała samicy. Instynkt podpowiadał mu, że oboje tego pragną. Łapki powędrowały po ciele pieszcząc i delikatnie ciągnąc za włosy. Odpowiedziało mu gardłowe mruczenie. Był gotów był bardzo gotów. Zapiszczał przeciągle i spojrzał we wrota miłości. Pożądała go całą sobą, żądza rozpalała jej zmysły. Patrzył widząc zdecydowanie zbyt wiele, mózg wyłączył się a ona chwyciła go za ramiona i zaczęła zbliżać do siebie.

-PIIIISK NIAB!!
-obudź się do cholery co ty... Fuj!
- Niab niaba niab.
Ewok założył na szyję swój translator, wyrywając się Asharze i nie przerywając swoich popiskiwań.
-... raczy wybaczyć, umysłowo ociężała, niegodne dżentelmena zachowanie. Choć na swą obronę muszę stwierdzić, że z damą do czynienia nie mam.
- Dobra, zbieraj się mieliśmy iść. Rynek, jakiś płatnerz, pamiętasz?
- Zaiste…. palce.
Kobieta nie była pewna czy wyłączenie przekleństw w urządzeniu było dobrym pomysłem. Niby rozumiała co mówi, jednak nie do końca. Z drugiej jednak strony wysłuchiwanie wiązanek działało na nerwy. W trosce o kulturę i przytomność umysłu należało zatem zadziałać prewencyjnie.
- gotowy jes….
Strumień moczu leciał pod dziwnym kątem na ścianę a kobieta z westchnieniem przewróciła oczami. Czasami zapominała, że okresowo uroczy misiek jest na poziomie kilkulatka i to niezbyt dobrze wychowanego.
- uchh och, idziemy do kobiety lekkich obyczajów o niskim statusie materialnym.
-...

Palpoo rozwiał resztki snu i starał się zapomnieć to co w nim widział. Jego umysł chyba nie był jeszcze gotowy na takie związki. Ciekawe czy Mirax ma pod ogonem… Nie! Nie, wyprzeć to zanim zniszczy jego piękne uczucie. Rozciągając łapy powędrował w kierunku czekającej już na niego grupki ludzi. Już wcześniej ustalili, że nie zamierzają spłoszyć Gammorean. Dlatego tylko Ewok będzie szedł za knurami które podsłuchał. Ludzie będą szli za ewokiem ubezpieczając go, zaś gdy znajdą kryjówkę płatnerza ujawnią się i spróbują negocjacji. Na wszelki wypadek, jeden z knurów miał być w pogotowiu. Ashara nie przewidywała problemów, zdawała sobie jednak sprawę z zawiłości kultury Gammorean.

Wymarsz i dotarcie do rynku rozproszyło resztki zmartwień w główce zwiadowcy. Chyżo przebierając łapkami dotarł do rynku i po chwili rozglądał się już za dwójką przyjaciół, którzy mieli się tu spotkać przed wyruszeniem do legendarnego płatnerza.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1671
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 10 Paź 2018, o 09:06

Nantel
Zderzenie z przypadkową parą było tym co uratowało życie Nantelowi. Ojciec z miejsca zorientował się w sytuacji i nim podniósł się z ziemi wołał już do mechanika.
- Panie kierowniku, Pan pójdzie tu ze mną.
Mężczyzna o aparycji kloszarda wskazał ręką w kierunku wąskiego przejścia. Przejścia tak wąskiego, że aż nie widocznego. Nantel w pierwszej chwili zwątpił, ale gdy usłyszał nawoływania napastników z miejsca zerwał się na równe nogi.
- Tam był! Dalej, dalej!
- Nie dajcie mu uciec!
Nantel nie zastanawiał się więcej i w oka mgnieniu był już w przejściu i wciskał się w nie. A było ono ciasne. Ciasne i niesamowicie klaustrofobicznie. Bał się, że utknie w tym przecisku i takim znajdą go jego oprawcy. Zapierał się z całych sił i czuł jak jakiś stalowy element rozcina mu kurkę i rani go w plecy. Niemalże krzyczał i tylko adrenalina pościgu sprawiała, że zaciskał zęby. Utknąłby gdyby nie nieznajomy mężczyzna. Popchnął Nantela nogą.
- Najmocniej przepraszam, kierowniku, za tego kopa. Ale guzdrzesz się niesamowicie.
Nantel wypadł na jakieś ciche i uśpione podwórze. Tuż za nim, bez żadnych problemów z przejściem, pojawili się ojciec z synem.
- Szybko, za mną.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 10 Paź 2018, o 18:03

Miała złe przeczucia, a im szli dalej tym było gorzej. Aż w końcu dotarli do oddziału wrogiego klanu Gamorrean. Niestety negatywne odczucia tylko się przez to zmogły, co nie wróżyło niczego dobrego. Dobra wiadomość - knury nie dotarły jeszcze do miasta, zła wiadomość - cała reszta. Mieli przed sobą wrogów, z którymi nie mieli żadnych szans, co oznaczało, że obecnie bardzo istotnym było, aby pozostać niezauważonym i nieodkrytym. Mirax zwolniła i spojrzała na swoich towarzyszy dając im znak, by zachowali spokój i przede wszystkim, by zachowali ostrożność przy następnych krokach. Będą musieli nieco zboczyć z kursu i okrążyć obozowisko, zachowując dystans, jednocześnie mając pogląd na sytuację.
Wiedzieli już, gdzie zmierzali Gamorreanie, nie bardzo był sens, by ich podglądać. Trzeba będzie ruszyć dalej, może jak uda im się dotrzeć do miasta przed oddziałem, dadzą radę przekazać pełen raport bezpośrednio, skoro komunikator zawiódł. Może też da radę przenieść się do wulkanu, być może Kittani przyda się jakaś pomoc. Obecnie jednak to czy poszliby do wulkanu czy do miasta na jedno by wyszło, jak dobrze pamiętała z mapy terenu. Idąc do miasta nieco nadłożą drogi, ale wbrew pozorom nie będzie to duża różnica, najważniejsze jest jednak to, by przemknąć obok knurów maksymalnie najciszej jak się da i nie uruchomić alarmu.
Ponieważ Mirax dręczyły złe przeczucia i nadchodzące niebezpieczeństwo, wyostrzyła tylko zmysły. Było ciemno, ale dość dobrze widziała. Jej futro także zlało się z otoczeniem, a idąc tyle czasu przez dżunglę, miała wrażenie że każdy skrawek jej futra przesiąkł już zapachem planety. Machnęła łapką, by Pato i Gamorreanim szli za nią. Zamierzała ich przeprowadzić obok oddziału, co może potrwać, ponieważ nie mogą poruszać się zbyt szybko. Przełknęła ślinę, czując uścisk w żołądku. Misja zwiadowcza? Dlaczego ona się na to zgodziła? Miało być łatwo - pomyślała, miało być nudno - dodała. Jaka ona była naiwna i niedoświadczona. Ale przez ten czas nieco się nauczyła.
Powoli ruszyli, bacząc na otoczenie. Mirax zdała się na Moc i własne zmysły.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 619
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 12 Paź 2018, o 10:40

Palpoo
Miasto bardzo szybko się zmieniało. Praktycznie z dnia na dzień zaczęło pustoszeć a w powietrzu coraz wyraźniej czuć było zapach nadchodzącej walki. Ci, którzy byli za klanem Nurry od razu przystępowali do oddziałów besadii z bronią w ręku. Ci, którym w niesmak była nowa władza, albo nie pokazywali się nikomu na oczy, albo opuszczali miasto.
Saresh Vao nie był głupcem. Wiedział, że Ci uciekinierzy przekażą jak najwięcej informacji nadciągającym oddziałom Obrogga o liczebności rebelianckich oddziałów. Wiedział, też, że zatrzymywanie wszystkich siłą na nic by się zdało. Gwałt i przemoc - tak bardzo lubiane przez Gamorrean - w obecnej sytuacji nie przyniosły by nic dobrego. Vao czekał i pozornie nie robił nic dla obrony miasta. W praktyce jednak szykował się cały czas.

***

Odnalezienie płatnerza wcale nie było trudne. Był jednym z tych, którzy chętnie wspierali poczynania Nurry i każdy w mieście wskazał do niego drogę. Palpoo nie musiał się specjalnie starać.
Jego warsztat ulokowany był w biedniejszej części miasta poniżej jego głównego wzniesienia i bardzo blisko dżungli. Niecała godzina spokojnego Palpowatego marszu od centrum. Na niewielkim placu, gdzie rozstawione były stanowiska warsztatowe,kręciło się mnóstwo gamorrean i każdy miał co robić. Ostrzono broń, wbijano ćwieki, hartowano stal i wytapiano rudę. Działo się. I to w akompaniamencie sporego huku, szumu, świstu, dymu i iskier. Już z daleka widać było, że praca wre. Gamorreanie szykowali się.
Palpoo od razu dostrzegł płatnerza. Był największym i najstarszym z gamorrean. Przechadzał się pomiędzy stanowiskami i obserwował pracę. Czasem poganiał, czasem podpowiadał a czasem tylko kiwał głową z uznaniem; zapewne wtedy gdy widział dobrze wykonywaną pracę. Palpoo odnotował, że ten ostatni gest Płatnerz wykonywał najrzadziej.
W tłumie była też "Szara Piratka" i oglądała broń białą przy jednej z wystaw. Akurat trzymała w ręku jakiś duży topór i ważyła go i sprawdzała czy nadał by się dla niej. Snu - Snu zauważył, że sam stylisko tej broni był takie jak dwie jego wysokości.
Nie wiedząc za bardzo co dalej zrobić usiadł na ławce pod ścianą jednego budynków i postanowił poczekać. Normalnie od razu podszedł by do Płatnerza. Jednak obecność Szarej Piratki speszyła go; zbyt często kręciła się gdzieś w pobliżu.
- Noooo... Szybki jesteś. - Powiedziała Ashera dysząc. Nagle pojawiła się obok niego "znikąd". - Upilnować Cię to nie lada zadanie. Miałeś iść spokojnie... Ooo... I to jest ten płatnerz? Daremne nasze wysiłki widać. Płatnerz już pracuje i się zbroi. Nie trzeba go do niczego przekonywać, chyba co? AAaaaaa... Czekaj... Widzę, że Twoja nowa dziewczyna tutaj jest. Już wszystko rozumiem! Hahahaha! Do niej Ci się tak spieszyło.
Ashera uśmiechnęła się. Gdy odkryła, że Palpoo tkwi w dziwnym miłosnym trójkącie pomiędzy kushibanką i wookiem nie mogła powstrzymać się od śmiechu. Cały czas żartowała z tego powodu nie dając biednemu Snu-snu ani chwili spokoju.
- Kto by pomyślał! Nasz dzielny mały Snu-Snu ma tak kochliwe serce. Dwie na raz! No! no!
Palpoo spojrzał na Asherę z wyrzutem sumienia. A potem jęknął. W jego stronę szła "Szara Piratka".

Mirax
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 12 Paź 2018, o 15:00

Q4 daleko było do droida protokolarnego, podobnie zresztą jak jej samej do siedziby wulkanu. Zdarzało się i tak, że piski i dźwięki wydobywające się z mechanicznego przyjaciela pomimo jego zaangażowania i jak największej determinacji zdawały się być niezrozumiałe. Żeby jego twórca wyposażył go w jakiś syntezator mowy, albo chociaż wzbogacił jego gamę dźwięków o kilka dodatkowych pisków... Kittani spojrzała na Q4 bezradnie.
- Wszyscy zostali tam? A Ciebie wysłali samego tutaj, bo nie mogli się przedostać? Czekają tam na nas? - falę pytań i domysłów ze strony brunetki przerwał dźwięk pazurów napotykających na durastal. - Q4, musimy być trochę ciszej. Widzisz te drzwi? Coś za nimi jest oprócz tej wielkiej jaszczurki która nam przeszkadza. Tylko nie wiem co... Ale nadal działa tam oświetlenie i pilnował tego droid B1. To musi być coś wartościowego.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 294
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 13 Paź 2018, o 19:46

Siedząc na zadzie w środku nocy, rozgrzebywał patykiem żażące się węgielki, wznosząc w powietrze drobne płatki popiołu. Tak jak dwóch jego ziomali, Bhokor walczył ze zmęczeniem. Patrzył na leżących, jak przywracają się w niespokojnym śnie, z boku na bok.

Ciche pochrząkiwania mieszały się z szumem płynącej wody, tłem tej muzyki był trzask spalających się kłód. - Czas obudzić Guttora. Noo... Teraz jego kolej. I...i.. iii tych dwóch. Nie tych, oni są następni.

Po ciężkich negocjacjach i słownych utarczkach - mógł powiedzieć, że postawił na swoim. Wyszło na jego, prawie jak zawsze. Należało odpocząć i zaleczyć rany. Te na psychice i ciele. Długo zastanawiał się z czym właściwie mieli do czynienia. Czyżby legendy mówiły prawdę? - Że martwi powstaną z grobów, złe duchy powrócą, by wspomóc wrogi klan w walce przeciw nim?
Długo mocował się z myślami. Silnych mają szamanów poplecznicy Obrogga Martwego. Mocne cuda i dziwy wyprawiają. Dobrą decyzją było przeskoczenie tej właśnie strony barykady, bo zmarłym należy się spokój, a przodkom zaś szacunek. Mało ważne czym były za życia te istoty ale swój czas wykorzystały. Raz się żyje - mawiali, choć w tym przypadku to się nie sprawdziło. Dwa pytania wciąż wracały, nie dając spokoju. Czy ubite bestie powstawać będą zawsze?
Jak długo przyjdzie im wędrować i czekać na starcie połączonych sił obu klanów? Całe dorosłe życie zlecialo na walce i szkoleniu. Był w pełni sił jego wchłonięty klan też, a takiej okazji nie zamierza zmarnować. I poczeka jeszcze trochę, bo przyszedł czas na zmianę warty. - Wstawaj brzydalu. Nie śpij, bo Cię okradną. - parę razy dla zabawy dźgnął w brzuch i pod pachę obiboka.

Gweek przez cały czas siedział w pozycji na wpół leżącej. Podróż rysowała ślady na grubej skórze i ciele wysokiego gamorreanina. Walka wyssała rezerwy, jakimi dysponował. Silna wola trzymała go w pionie, zmuszając do stawiania kolejnego kroku przed siebie. Zmęczenie zaciemniało logiczne myślenie. Dał się przekonać na wysłanie knurów w teren, mieszając zwiadowców z myśliwymi, wojowników z łowcami. Dwa oddziały wyruszyły przed siebie, niknąc w zielonej gęstwinie wysokich traw. Musiał odpocząć jak znaczna część klanu. Chciał iść zapolować, a będąc wyśmiany przez towarzyszy - mógł jedynie zrobić to, co mu polecili Iść i trzeć korzenie. Za to zastawianie wnyków szło mu nawet całkiem znośnie. Różne grupy rozchodziły się dookoła obozowiska, eksplorując najbliższe otoczenie. Dolina była większa niż wydawało się na pierwszy rzut oka, a zakole zakręcającego strumienia tworzącego rozlewisko wydawał się najlepszym miejscem do odpoczynku. Woda osłaniała prawie z dwóch stron obóz, brodzący w wodzie potwór będzie dobrze słyszalny. Refleksy blasku palących się ognisk rozświetlały trochę terenu dookoła. Liczył na dobre wieści od polujących. Może odnajdą ślady lub wydeptaną ścieżkę jakiś czas temu. Nie był pewien czy to jawa czy już sen, ale wydawało mu się, ze słyszy piski gryzoni.
+ 2 w odpoczynek + 2 w łowy +
warta.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 250
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 14 Paź 2018, o 13:20

Mirax
Ruszyli. Wniknęli w ciemność drzew niczym szmer wiatru w źdźbła traw. Byli niczym więcej jak tylko trojgiem cieni przemykających pod baldachimem drzew. Kushiban, toydarianin i gamorreanin. Trzy odmienne dusze w trzech ciałach zamknięte a działali jak jedność.
Mijały długie minuty kiedy to miało się wrażenie, że każdy, nawet najmniejszy szmer trzy trzask gałązki jest doskonale słyszany w obozie tylnej straży. Minuty przeciągały się nieświadomie w wieczność i Mirax była niemalże pewna, że im się nieuda.
Dwa razy musieli tkwić w bezruchu by przeczekać patrole. Dwa razy udało im się dostrzec te patrole w ostatniej chwili; za trzecim tego szczęścia mogło już im zabraknąć. Kilka razy musieli czekać aż samotny wartownik odwróci się w inną stronę by móc czmychnąć za jego plecy i dalej brnąć przed siebie w ciemność.

Straż tylna klanu Obrogga nie zauważyła trójki zwiadowców klanu Nurry. Mirax ominęła ją i teraz miała gdzieś przed sobą główne siły wroga (a za sobą tylną straż). Byli wycieńczeni i sen zaczynał domagać się swego.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » 14 Paź 2018, o 19:11

Cała trójka, wciąż słysząc po drugiej stronie przejścia odgłosy pościgu, rzuciła się w stronę wejścia do jednego z niskich, obskurnych budynków, prawdopodobnie opuszczonego. Starszy z mężczyzn wbiegł do pierwszego pokoju po prawej zaraz za wejściem i w ciemnościach nocy wymacał coś w podłodze. W tym samym momencie od strony chłopaka zaświeciło nikłe, przyciemnione światło z czołówki, którą Nantel dopiero teraz zobaczył na jego głowie.
- Wskakuj, kierowniku. Na dole nas nie znajdą.
Pierwszy zszedł ojciec, zaraz za nim Nantel, prawdopodobnie trochę znowu się guzdrając według opinii pozostałej dwójki, bo w ręku nadal ściskał swój plecak ze swoim dobytkiem. Gdy jego stopy zeszły z drabiny i dotknęły klepiska piwnicy, młody zamknął za nimi klapę, która od góry sprytnie zakrywała się przymocowaną do niej stertą rupieci. Byli pod ziemią, w suchym i małym pomieszczeniu, od którego odchodził jeden wąski korytarz.
- Dalej, za mną - rzucił starszy z mężczyzn, ale Nantel powstrzymał go, chwytając go za ramię.
- Chwila, muszę coś sprawdzić.
Nie czekając na reakcję tamtego, Nantel chwycił skradziony komunikator i noktowizor i sprzętem z plecaka rozkręcił obydwa, szukając czegokolwiek, co rozpoznałby jako czip śledzący. Napastnicy mogli mieć ustawionego kogoś na straży przed hostelem, kto go zauważył, ale dość dobrze się krył, więc dla spokoju umysłu musiał sprawdzić ten sprzęt pod tym względem.
Gdy już miał pewność, że nikt go w ten sposób wyśledzić nie może, zebrał sprzęt i części i podniósł się z ziemi. W międzyczasie nasłuchiwał odgłosów z góry i brak hałasów nad ich głowami sugerował, ze napastnicy nie znaleźli tego wejścia. Chyba udało mu się uciec. Ale przed kim? Czy imperialni żołnierze przychodzili po niego tak po cichu? Wątpił, bo raczej Imperium chciałoby pokazowo złapać "zbiega z Taris".
- Steve i Jim, dzięki wam wielkie za pomoc - zwrócił się w stronę swoich wybawicieli - Spotkałem was w ostatniej chwili. Teraz musiałem sprawdzić, czy nas nie wyśledzą, możesz już prowadzić.
- No to chodźmy, panie kierowniku.
Ruszyli dalej korytarzem. Nie była to długa wędrówka. Idąc ciemnym tunelem za światłem z czołówki, Nantel stwierdził, że przeszli co najwyżej ledwo pod kilkoma budynkami. W końcu wyszli do większej sali, która wyglądała trochę jak sypialnia bezdomnych. Pod ścianami rozłożone były koce i śpiwory, na środku zaś paliła się lampka, która miała chyba oświetlić całą przestrzeń, ale słabo jej się udawało. Na ziemi leżało też trochę prywatnych przedmiotów, jakieś śmieci i resztki jedzenia.
- Na razie jest pusto, zaczął młody, ale zaraz pewnie ktoś jeszcze przyjdzie. Nie tylko ja z ojcem zbierałem fanty po nocach.
- A właśnie - zaczął Nantel - jestem wam winien za ten wózek. Przeze mnie poszedł w drzazgi, a nie mogę pozwolić, byście teraz przez to cierpieli. Macie.
Wcisnął im w ręce ponad dwukrotną wartość tego złomu, który ze sobą ciągnęli po ulicy. Dla tych ludzi było to dużo i wiedział, że to najlepszy na tą chwilę sposób, by odwdzięczyć im się za pomoc. Dla nich kwota, którą im dał, pozwoli przeżyć przez następny miesiąc. Nantel usiadł na jednym z posłań i zaczął badać pamięć skradzionego komunikatora.
- Ale wiem przecież, że tutaj nie mieszkacie - zagadał mężczyznę i chłopaka. - Macie chyba mieszkanie niedaleko tego hostelu, w którym się zatrzymałem, prawda? Co to za miejsce?
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
 
Posty: 315
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 14 Paź 2018, o 20:49

Łatwo znalazł dwójkę knurów, jeszcze łatwiej było za nimi podążać. W ogóle się nie maskowali, szli normalnie ulicą cały czas gadając i pochrumkując radośnie. Ewok niezauważony podążał za nimi aż do celu. Trochę to trwało ale było warto. Wielki. To słowo charakteryzowało warsztat, a raczej małą manufakturę należącą do starego płatnerza. Sporych rozmiarów plac był zastawiony najróżniejszym sprzętem a obecność znajomych istot wskazywała na to że Płatnerz niespecjalnie się ukrywał. No i fajnie. Snu Snu z łatwością wykonał kolejną misję. Rozejrzał się za swoim ludzkim wsparciem, nie było ich, ale z pewnością zaraz się znajdą. Wielkie znaki z toporem pokazywały kierunek marszu...

Zdezorientowany misiek nie wiedział co się dzieje, znaczy może i wiedział ale z pewnością nie rozumiał. Kazali znaleźć świnię to znalazł, będą kazali walczyć czy szukać kogoś innego to będzie to robił. Są w końcu jego plemieniem. Szarofutra przyciągała wzrok, ale Palpoo bał się do niej podejść, mimo najszczerszych chęci nie był w stanie zapomnieć swojego snu. Czemu kobieta tak okrutnie się z niego nabija.

- Nie spieszyło mi się do niej, nawet nie wiedziałem, że jest tu do stu dam lekkich obyczajów. Jak możesz nawet pomyśleć…

Urwał nagle, kurde, ale to nie możliwe. To puszysta kita Mirax była jego przeznaczeniem, nie zhańbi jej pamięci jakimś romansem.
- wyznaję monowaginizm, i nie będę się rozglądał za innymi samicami.
- monoco?
- nie ważne, oddal się teraz z godnością.

W stronę Palpoo szła Szara, i najwyraźniej go zauważyła, zwianie w krzaki było pierwszym odruchem Ewoka, ale w okolicy nie było krzaków a Wookie znajdowała się zaledwie kilka metrów od niego. Wypchnął do przodu nieco opadniętą pierś i postanowił przyjąć na klatę cokolwiek przyniesie mu los. Ruszył w stronę nadchodzącej samicy.

wykulałem 6
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1671
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 17 Paź 2018, o 08:54

Kittani
Q4 posłuchał brunetki. Zamilkł. Przez chwilę wisiał w powietrzu bezruchu. Potem opadł na ziemię i uruchomił swój niewielki holoprojektor. Skierował błękitne światło na ziemię. Kittani przyjrzała się temu z zaciekawieniem; droid coś kombinował.
- Co ty robisz? - Przykucnęła obok i spojrzała na plamę światła rozciągniętą przed droidem. Po chwili zrozumiała. Droid zaczął wyświetlać poszczególne słowa, sylaby a czasem tylko litery. Kittani bardzo szybko połapała się w tym robocim słowotoku.
- TOY. daria. nin. leży. w. jaskin.i. Os.łab. Trz.eb.a.mu.pomóc.chyba.że.go nie.e lubi.sz.

Kuzyn Eja uspokoił się. Przestał warczeć i drapać w ścianę. Nie przestawał jednak węszyć. Ciągle wyczuwał świeże i ciepłe ciało Kittani
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 17 Paź 2018, o 17:09

Nie było łatwo i kosztowało ich to sporo wysiłku, ale udało się jakoś przebrnąć obok straży i ominąć tylny oddział Gamorrean. Zarówno Mirax, jak i pozostali członkowie tego niewielkiego zwiadu czuli ogromne znużenie, spowodowane ciągłą czujność, powolnymi ruchami i przede wszystkim tym, że poświęcili pół nocy by przedostać się obok niezauważeni. Przeszli jeszcze trochę w bok i bardziej wgłąb puszczy, ale musieli odpocząć. Wprawdzie Eygan mogła wspomagać się mocą i dość długo utrzymywać stan aktywności, ale sporo ją to kosztowało. Jej towarzysze tego robić nie mogli, więc byli jeszcze bardziej wykończeni niż ona.
- Musimy odpocząć przynajmniej kilka godzin. Gamorreanie nie ruszą się póki co, a przed nami jest główny oddział, nie damy rady przejść tak jak teraz, chyba że odbijemy jeszcze bardziej w bok i nadłożymy drogi. Jest noc i tak nikt się teraz nie ruszy, poczekamy do świtu i spróbujemy ich wyprzedzić.
Wyszła z założenia, że i tak teraz niczego nie zdziałają, a będąc zmęczonymi tylko narażają się na popełnienie śmiertelnego w skutkach błędu. Poza tym jak oddział w rana ruszy, teoretycznie powinno być im łatwiej przemknąć gdzieś obok. Teraz wszędzie były porozstawiane straże z czujną obserwacją, potem wszyscy będą w ruchu. Nie miała pojęcia z jaką prędkością porusza się oddział knurów, ale miała nadzieje, że jakoś dadzą rady. Nie mieli wyjścia.
Rozbili prowizoryczny obóz, to jest po prostu rozłożyli się gdzie można było, z czego Mirax i Pato na drzewach, dla wygody i bezpieczeństwa, a Utto, musiał jakoś sobie poradzić na ziemi. Dodatkowo Mirax wzięła na siebie ciężar pierwszej warty chcąc by reszta choć trochę odpoczęła. Byli stosunkowo blisko miasta, nadal jednak czekała ich trudna droga, potrzebowali mieć do tego wystarczająco dużo sił.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 619
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 18 Paź 2018, o 14:48

Gweek
Noc była długa, ale miało się wrażenie, że minęła nagle. Szczyty gór oświetlał blask wschodzącego Opoku; rozpaliły się one ognistą czerwienią. Ich jasność pogłębiała cień zalegający w dolinach. Tuż nad ranem noc nie chciała się poddać dniu; ciemność bardzo powoli ustępowała miejsca. Głęboka cisza udekorowana delikatnym szmerem wiatru wśród traw kładła się po całej dolinie. Wstęgi porannej mgły unosiły się w górę i rozwiewały w powietrzu, a krople rosy wyglądały niczym małe kryształy w których ktoś umieścił niewielkie płomienie.
Gamorra pokazywała swe piękne i harmonijne oblicze.

Gweek westchnął.
Stał samotnie pośród traw i wpatrywał się w ścianę lasu. Z miejsca, w którym stał doskonale widział wydeptaną trawę i ciała bestii. Dwie godziny temu z lasu wyszyły potwory i próbowały dobrać się do obozujących gamorrean. Warty były jednak czujne i tego dnia klan Nurry nie dał się zaskoczyć. Zaatakowani obronili się powalając wszystkie osiem zębatych abominacji. Wojownicy Gweeka nie ponieśli żadnych strat. Nikt nawet nie został zadrapany.

Gweek znowu westchnął i uśmiechnął się.
Walka była szybka i poszła nadzwyczaj sprawnie. Wartownicy tej nocy spisali się nadzwyczaj dobrze. Ale nie bez znaczenia było też to, że część gamorrean odpowiedzialna za łowy przyniosła do obozu całkiem sporo mięsa i grzybów. Było się czym najeść i można było w spokoju odpocząć.
Ranni zostali opatrzeni, głodni nakarmieni. Kilku bardziej ogarniętych grzebków rozebrało blastery i inne urządzenia elektroniczne. Mechanicy wysuszyli co się dało, wyczyścili co się dało i złożyli wszystko z powrotem do kupy. Część blasterów odżyła. Komunikator na szczęście też (choć szumiał strasznie).

- Dobrze... - Mruknął do siebie Gweek zamykając jedno oko z zadowolenia.
Rannymi zajął się sam Guttor. Szybko ogarnął maść na rany z korzeni i gadziego jadu. Okazało się to niezwykle skuteczną mieszanką i tych, których zaczynała łapać gorączka od razu postawiło na nogi.

- Bardzo dobrze...
Łowcy oprócz jedzenia przynieśli też ciekawe wieści. Trafili na wyraźną ścieżkę, która wiodła w wyższe partie gór. Nie sprawdzili jej, bowiem nie takie było ich zadanie, ale byli pewni, że była regularnie użytkowana przez jakichś gamorrean. Tyle udało im się wyczytać z tropów.

- Och... Taaak... Mmmmm... Dobrze.... - Jęknął Gweek a nogi pod nim się ugięły. Jaźń na kilka sekund uleciała na kres galaktyki.
- Podobało Ci się? - Spytała Nurra wstając z kolan. - Bo mi bardzo, mój Wodzu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 19 Paź 2018, o 08:03

Nantel
- Och nie. Nie bardzo mamy mieszkanie. - Mężczyzna uśmiechnął się szeroko. Miał brudne i niekompletne uzębienie. - W zasadzie to tutaj to nasze lokum. Wie Pan, Panie kierowniku, tutaj mamy wszystko. Na planecie jest ciepło cały rok. Czasem pada, ale to nie przeszkadza. Sprzątamy śmieci i żyjemy z resztek, ale to nic. Imperialni patrzą na nas nawet przychylnie. O ile nie szwendamy się za dnia po głównych ulicach i nie żebramy. Robimy tutaj nawet lepszą robotę niż ich oficjalne służby porządkowe.
Ostatnie zdanie wypowiedział z niemałą dumą.
- Wie Pan, Panie Kierowniku, cokolwiek Pan chce zrobić dalej to musi Pan poczekać. Bo Ta prywatna armia Gubernatora to Pana znajdzie prędzej czy później. W zasadzie to nie chciałbym być w Pana skórze, kierowniku. Trzeba będzie Panu poczekać. Załatwimy tutaj zaraz dla Pana jakiś cichy i schludny kąt. My to już nawyknięcie do brudu. Pan widać jeszcze nie. Jakieś czyste koce też Panu załatwimy, jasne? Proszę tutaj poczekać. My się zajmiemy wszystkim.
Nantel usiadł pod ścianą. I rozpoczął proces czekania. Nawet było mu to na rękę, bo mało spał tej nocy.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

PoprzedniaNastępna

Wróć do Przestrzeń Huttów

cron