Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 10 Lip 2018, o 13:39

Gweek
Wystrzał Gweeka bardzo szybko ocucił niemalże wszystkich. Oderwani od świateł i dziwnych wizji, które wdzierały się do ich umysłów, zaczęli rozglądać się wokół, jakby dopiero co przebudzili się ze snu i nie do końca zdawali sobie sprawę z tego gdzie byli. Nurra i Guttor szybko podchwycili pomysł Gweeka i zaczęli robić sporo rabanu krzycząc na wszystkich, bijąc ich po głowach i kopiąc po zadkach. Podziałało, a dodatkowo lina, która powędrowała od ręki do ręki, ostatecznie "związała" grupę.
Zbili się wszyscy w ciasną grupę tworząc coś na kształt, żywej wyspy pośrodku bagnistej i mglistej nicości.
- Brakuje! - Krzykneła Nurra. - Brakuje trzech!
Guttor, Gweek i Nurra zaczęli rozglądać się po sobie.
- Jeszcze raz! Policzyć jeszcze raz! Sprawdzić dobrze. Wołajcie ich.
Grupę zaatakowała dziwna panika. Wzięła się znikąd. Owszem sytuacja była odrobinę skomplikowana ale Gweek nie widział, jeszcze by gamorreanie tak strachliwie reagowali w obliczu nieznanego. Ostatecznie przecież nie działo się nic niebezpiecznego. Jeżeli będą zachowywać się spokojnie to nikt w tej mgle nie miał prawa się zgubić. Przecież wszystko powinno ułożyć się dobrze.
Ale nawet Gweek czuł jak szczecina na karku mu się jeży.

Krzyk przechodzący w opętańczy kwik nagle dobiegł uszu wszystkich. Gwar i raban ucichł momentalnie. Wszystkie głowy zwróciły się w jednym kierunku. Dało się w tym momencie słyszeć jak we mgle, poza zasięgiem wzroku, jakiś gamorreanin konał w akompaniamencie kłapania szczęk i własnego krzyku, przechodzącego w nieartykułowane wrzaski i piski. Kakofonia rozszarpywanego mięsa, warczenia i przełykania trwała jeszcze chwilę a potem wokół zapanowała cisza totalna. Nikt nie miał wątpliwości, że jeden z ich kolegów został właśnie pożarty w całości przez... coś.
- Co... co... to jest? - Zapytała cicho Nurra.
- Nie wiem... - mruknął Gut'tor sięgając po włócznię. - Nic nie widać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5797
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 11 Lip 2018, o 14:42

Ogrom pracy jaki czekał na wszystkich we wnętrzu wulkanu był zdecydowanie większy, niż ktokolwiek mógł sobie wyobrazić. Kittani jednak nie czuła się przerażona zarządzaniem wszystkimi istotami zgromadzonymi w jego wnętrzu. W pewnym sensie czuła, że wróciła do swojego domu i należy o niego należycie zadbać po dłuższej nieobecności. Jeżeli nie ona - kto mógł to zrobić? Wszyscy wyżsi rangą oraz doświadczeniem przebywali na Duchu. Gweek miał swój klan, którym musiał się zaopiekować. Najemnicy pomimo sympatii względem rebeliantów niewiele wiedzieli o historii wulkanu oraz tego, czym miał się wkrótce stać. Przesiadując sama, w niemalże całkowitych ciemnościach w tylko sobie znanym zakamarku wulkanu mogła należycie skupić się na swoim zadaniu. Nie lubiła przesiadywać w dotychczasowej kwaterze Urpy, chociaż tam zawiązał się zalążek bazy dowodzenia. Zebrane kosztowności oraz artefakty budziły jej zainteresowanie, jednak jednocześnie niepotrzebnie rozpraszały. Przy podejmowaniu kluczowych decyzji wolała zostać sama z własnymi myślami - dokładnie tak, jak teraz przy grobie Cada.

Sekcja A i B wymagała obsadzenia grupą militarną w mieszanym składzie, uwzględniając zarówno rebeliantów jak i knury. Gamorreanie z racji znajomości terenu oraz faktu, że natywna rasa nie wzbudzała takich podejrzeń jak ludzie patrolowali głównie okolice wejścia przed wulkanem. Dalej mniejsza ilość knurów oraz zdecydowana przewaga uzbrojonych rebeliantów rozciągała się przez niemal całą długość korytarzy prowadzących od wejścia do wnętrza wulkanu. Każde z wejść dostało swojego kierownika, który czuwał nad zmianą wart oraz monitorował obecnych w sekcjach upewniając się, że każdy wrócił ze swojej warty czy też patrolu. Sekcja C nie wymagała zbytniej uwagi, toteż po kontroli i upewnieniu się co do faktycznego stanu została ona pominięta na korzyść innych. Sekcje mieszkalne obecnie sprawiały sporo problemu, toteż właśnie w te miejsca zostały zadysponowane wszystkie istoty z grupy porządkowej. Zdecydowaną większość zadysponowano do uprzątnięcia sekcji H oraz J, gdzie do tej drugiej wysłano również kilku techników aby naprawili to, co możliwe. Sekcja mieszkalna D z racji najlepszego stanu miała pozostać uporządkowana przez pozostałą grupę porządkową, która bez problemu powinna uporać się z uporządkowaniem oraz naprawą wentylacji. Do siedziby Urpy kobieta zdecydowała zadysponować Xantee oraz wskazanych przez niego towarzyszy. Poprosiła również Erda o wstępną wycenę poszczególnych rzeźb i obrazów, co do których Kittani nie była pewna. Erd natomiast przejął dowództwo nad pracami w sekcji F, gdzie zajęcie znalazła największa część techników. Do sekcji G zadysponowano najmniejszy ze wszystkich oddział składający się z pojedynczych osób z sekcji porządkowej oraz technicznej, aby przyjrzeli się systemowi pomp oraz uzdatniania wody. Maszyny górnicze oraz kopalnie pozostawiono jako najmniej priorytetowe. Q4 z racji wgrania całej mapy w swoje oprogramowanie mógł patrolować korytarze kopalni oraz te częściowo zalane do woli, jednak miał przy tym zbierać materiał oraz zawsze powracać do siedziby. Po wykonaniu większości najważniejszych prac wewnątrz wulkanu planowano przyjrzeć się generatorom oraz maszynom kopalniczym. Zawalone korytarze bardzo intrygowały, jednak obecnie wnętrze bazy oraz jego uporządkowanie stanowiło priorytet. Kittani znajdowała się gdzieś pośrodku tego wszystkiego - skupiła się głównie na wycenie kolekcji Urpy, przeglądała jego dokumenty, kontaktowała się ze wszystkimi dowódcami oraz sama doglądała różnych sekcji kiedy tylko mogła. Starała się również nawiązać kontakt z Nielegalnym Miastem, Gweekiem oraz Mirax i utrzymywać w miarę sprawny przepływ informacji.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 269
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 12 Lip 2018, o 16:59

Kittani
Prace ruszyły z miejsca i bardzo szybko wszyscy się ze sobą zgrali. Już nad grzybim jeziorem widać było ducha współpracy, jednak to co prezentowała sobą załoga wulkanu przechodziło wszelkie oczekiwania. Było dobrze, bo każdy miał swoje do zrobienia i każdy czuł się potrzebny.
Największym problemem były zapasy jedzenia; prowiant zabrany przez rebeliantów z Ducha mógł wystarczyć na jakiś czas, ale ze względu na liczbę osób ten czas był bardzo ograniczony. Mocno ograniczony. Z pomocą przyszli jednak Gamorreanie, którzy zaczynali znosić do wulkanu wszystko to co dało się zjeść a co można było znaleźć w dżungli. Syntetyczna dieta bardzo szybko została wzbogacona o grzyby, korzonki i mięso. Tego ostatniego było najwięcej.
Kittani bardzo szybko się przekonała, że wzbudzanie zaufania oznacza to, że wszyscy przychodzą do niej pytać o radę, podjęcie decyzji, wydanie opinii. Musiała być wszędzie. Musiała zajrzeć wszędzie. Każdego wysłuchać i przeczytać każdy raport. Miała pełno pracy. Nie narzekała jednak. Czuła, że tak trzeba by pokazać, prawdziwe przywództwo. Czuła, że słusznie zapracowuje sobie na to zaufanie. I co najważniejsze przed samą sobą zaczynała przyznawać, że daje radę a jej nominacja przez Mai'fach to nie był wybór mniejszego zła. Uśmiechała się tylko do siebie gdy uzmysławiała sobie jakie to wszystko jest podobne do pracy kelnerki i zarządzania salą.

***

Huk. Krzyk. Osuwająca się ziemia. Ciemność.

***

Żyła bo wszystko ją bolało. Normalnie człowiek by się cieszył, gdyby przeżył takie osuwisko. Kittani w tym momencie jednak czuła, że byłoby jej milej gdyby nie musiała się budzić w takim stanie; przynajmniej nie czuła by bólu. Piekły ją poobcierane ręce i nogi, w ustach i w nosie czuła suchy pył a w głowie ciągle szumiało.
Nie wiedziała gdzie była. Wszędzie wokół panowała najgłębsza ciemność. Było też zauważalnie cieplej. Nie musiała długo myśleć. Na pewno znalazła się w głębszych partiach wulkanu. I wszystko wskazywało na to, że była sama.

Leżała jeszcze jakiś czas zastanawiając się nad tym w jaki sposób doszło do tego wypadku. Wiedziała, że szła do Cada i przechodziła obok grupy techników, którzy grzebali coś przy na wpół zakopanym świdrze. Chyba chcieli go uruchomić... Reszty nie pamiętała.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5797
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 13 Lip 2018, o 00:47

Nadchodzące dni w wulkanie upływały pod znakiem czystej harmonii. Wszystko zdawało się działać niczym w idealnie skonstruowanym i precyzyjnie nastawionym zegarku. Każdy wiedział co ma robić i wykonywał powierzone mu zadanie. Wykonywali nawet je ponad poziom tego, co mieli uczynić - chociażby nieoceniona pomoc Gamorrean, którzy zapewnili wyżywienie dla całego wulkanu. Kittani w natłoku nowych obowiązków oraz twarzy nie znajdowała czasu dla samej siebie. W miejsce pochówku Cada schodziła późną nocą, kiedy to większość mieszkańców wulkanu zasypiała a warta przebiegała bez problemu. Kilka godzin później wulkan ponownie budził się do życia, co oznaczało spływ kolejnych raportów oraz pytań. Była za wszystko odpowiedzialna. Doglądała wszystkich prac oraz osób niczym matka własne dzieci. Codziennie przemierzała kilka kilometrów wewnątrz wulkanu, odwiedzając niemalże wszystkie możliwe miejsca, czasami po kilka razy w ciągu dnia i nocy. Nie narzekała jednak na taki stan rzeczy - nie wyobrażała sobie, żeby było inaczej.

***


Ból oznaczał tylko jedno - nadal żyje. Nie wywnioskowałaby tego z samej ciemności, która otaczała ją z każdej strony. W gardle też miała jakoś podejrzanie sucho, a jeżeli umarła nie powinna takich rzeczy odczuwać. Leżała tak dłuższą chwilę, analizując to, co stało się przed odzyskaniem świadomości. Zapewne wpatrywałaby się w sufit z zamyśloną miną, ale w tych ciemnościach nawet nie wiedziała czy takowy istnieje i gdzie się znajduje.
- Ja pierdole - podsumowała swoją obecną sytuację w dwóch słowach, podnosząc się na poobdzierane przedramiona. Grymas bólu pojawił się na jej twarzy, jednak nikt nie mógł tego dostrzec. Nikogo obok nie było. Zresztą... w tej ciemności i tak nikt by nie dostrzegł. Tkwiła tak kilka sekund, nasłuchując czegokolwiek w okolicy. Czyżby nikt nie przeżył? A może zawaliła się sekcja, gdzie przebywała tylko ona? Biało-niebieska, nikła poświata obok niej wskazywała na działanie datapadu. Powoli podniosła go z ziemi aby dojrzeć strzaskany ekran. Nie mogła wykorzystać urządzenia do wysłania swoich współrzędnych czy też nawiązania kontaktu z innymi. Odruchowo sprawdziła swoje kieszenie, aby sprawdzić czy ma przy sobie komunikator służący do kontaktu z Gweekiem, najemnikami w mieście oraz Mirax i Nantelem. Podniosła się powoli z ziemi i wykorzystując światło urządzenia rozejrzała się po okolicy. Osuwisko niedaleko jej dobitnie utwierdziło ją w przekonaniu, że z tej strony już się nie wydostanie. Oświetliła drogę przed sobą - ciemny korytarz prowadzący do nikąd, w identycznym odcieniu wszechobecnego mroku co wszystko dookoła niej. Jedynie tajemnicze buczenie wskazywało na to, że coś ciekawego na jego końcu może się znajdować. Może to jakieś pomieszczenie techniczne do którego prowadziła winda?
- Taki mój przewrotny los... - mruknęła strzepując z siebie nadmiar pyłu i odkaszlnęła jego resztki z gardła. - Inni to chociaż mają świetlówkę i zarazem broń... a ja? - spojrzała na strzaskany ekran datapadu, który chwilowo nie nadawał się do niczego innego oprócz oświetlania sobie tego, co znajduje się przed jej stopami. Ruszyła powolnym, ostrożnym krokiem wgłąb korytarza.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 269
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 13 Lip 2018, o 08:14

Kittani
Korytarz - rozświetlony bladym światłem datapadu - wydawał się być jednym z zapomnianych szybów kopalni. Był ciasny i klaustrofobicznie bliski. I o ile tunel kopalni w samym wulkanie były stare to ten wydawał się być antycznym. Wszystko przykrywała gruba warstwa pyłu i kurzu; Kittani się ciężko oddychało i cały czuła swędzenie w gardle. Nieregularnie wyciosane ściany, durastalowe klatki wzmacniające konstrukcje szybów i widoczne gdzie nie gdzie stare przewody sugerowały dobitnie, że korytarz nie był miejscem stworzonym siłami natury.
- Skkrr.. ani... eś... am?... Szzzzzzz... skrrr... ór... ani... zg...
Komunikator zaskrzeczał nagle. Odpięła go od paska spodni i spojrzała na jego wskazania. Albo był uszkodzony albo ze względu na swoje nowe położenie gubił zasięg. brunetka była pewna jednego: szukali już jej. Spróbowała im odpowiedzieć, ale wszystko wskazywało na to, że urządzenie póki co chciało działać tylko w jedną stronę i to w dodatku z marnym skutkiem.

Jakiś czas później, w miejscu gdzie korytarz zrobił się wyraźnie szerszy i mniej nieregularny, zobaczyła coś. Coś na co musiała spojrzeć dwa razy i powoli dopuścić do tego by zrozumiała to co widzi. Biały hełm bojowy. Podobny do tych, jakie nosili szturmowcy. Ten miał jednak czerwone zdobienia wokół wizjera. Hełm leżał sobie w spokoju obok innych gratów typowych dla kopalni: dwóch hełmów górniczych, wibrokilofów i kilku przecinaków. I pomimo tego, że był, jak wszystko, przykryty kurzem i pyłem, wyraźnie odznaczał się od reszty tak jakby zapraszając Kittani: "Podejdź do mnie. Zapoznaj się ze mną".
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5797
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 14 Lip 2018, o 08:00

- Rozpalmy resztę pochodni i idziemy tam.
- Ale po co? Słyszałeś to?
- Już po nim. Zeżarło Snurka na dobre.
- No to zostało jeszcze dwóch. Gdzieś muszą tam być. Idziemy.
- dołączył się do krótkiej rozmowy trzeci z gówno dowodzących.
Gweek rozpychając zbity tłum na boki, utworzył z liny coś, na kształt litery U. Przedarł się na czoło kolumny, chwytając za topór. Kłapanie szczęk ustało definitywnie, a mgła ograniczyła widoczność z kilkunastu metrów, do zaledwie kilku. Mając na szpicy jeszcze dwóch włóczników po boku, szli do miejsca pożarcia nieszczęśnika, wołając pozostałych dwóch kompanów. Idąc w kierunku środka polany, byli jak na widelcu. Dobrze widoczni i głośni.

Początkowo panika nie chciała ustąpić miejsca zwykłemu strachowi, idąc z nim ramię w ramię, naprzeciw logice. Odgłosy może i pomogły uspokoić umysł, ale wyobraźnia dopowiedziała swoje. Mózg podrzucił obrazy tego, czego oczy nie widzą. W pamięci było dużo okropnych stworów, mogących łatwo rozprawić się z mieszkańcem planety. Perliste krople zimnych potów oblały ciała żyjących. Szli, jakby nie byli do końca zdecydowani, czy chcą zobaczyć TO, co zjadło ich kolegę.

- Chwycić za broń. Ubijmy tego potwora, nim ucieknie bezkarnie. - wódz chciał wlać trochę otuchy w dwa szeregi wojowników, przy okazji uspokajając własne sumienie co do podjętej decyzji. Z całego serca chciał uciekać, ale nie wiedział gdzie jest, ani dokąd ma się udać. Z przewieszoną bronią i częściowo pustym workiem przez ramię, nacierał przed siebie. Natkną się na ciało czy ślady krwi lub przestrzelą pustą przestrzeń, oddalając się od zdradliwej polany.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 236
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Nantel Grimisdal » Wczoraj, o 21:39


Próby dojścia do gubernatora szły całkiem sprawnie, jak na to, czego wcześniej się spodziewał. Udało mu się umówić spotkanie z jednym z mechaników lokalnego przywódcy Imperium i teraz pozostawało mu już tylko dać z siebie wszystko, by go przyjęli.
Zbliżał się już wieczór i w pokoju, który wynajmował, miał już wszystko przygotowane na jutrzejszy dzień. Mógł już walnąć się na łóżko i pójść spać, ale zamierzał jeszcze posłuchać co nieco od mistyczki Sharii i spróbować tej medytacji, o której mówiła Mai'fach. Wyjął sześcienną kostkę i ścisnął w dłoni. Wydawała się taka niepozorna, a skrywała tak olbrzymią ilość wiedzy. Ciekawiło go, jakim tworem jest widmo mistyczki i czy jest w tym jeszcze jakaś cząstka jej istnienia, ale te pytania postanowił zostawić na później. Odprężył się, odetchnął głęboko i skupił swoje siły na holokronie. Po chwili czarna kostka uniosła się znad jego dłoni i otworzyła, a nad nią zamigotała mistyczka Sharia.
- Witam cię ponownie - widmo rozejrzało się po pokoju - Chyba dużo się zmieniło od naszej ostatniej rozmowy. Musisz stale być w ruchu, prawda?
- Prawda, mistrzyni. Chociaż sprawy mocno się naprostowały od czasu naszej ostatniej rozmowy.
Opowiedział jej o wszystkim. O swojej walce z Istotą z Etros i uwolnieniu Nadii, o łączącej ich więzi w Mocy, o tym, jak Jasna Strona go wspierała i jak teraz czuje jej obecność w każdej chwili. Potem przeszedł do dramatycznej walki na plaży i ich zwycięstwie. Opowiedział jej o Mai'fach i tej niepokojącej królikopodobnej istocie.
- Po tym wszystkim, co się ostatnio działo, postanowiłem, że chcę uczyć się o Mocy. O tym, jak z nią żyć. Dzisiaj prosiłbym cię, byś opowiedziała mi o Jasnej Stronie i o Zakonie Jedi, o którym wspominałaś. Przy następnej okazji poproszę cię o kolejną część o Ciemnej Stronie i tych dziwnych istotach, które z niej korzystają. Na razie chcę posłuchać, a potem poukładam sobie, czym są obydwie strony barykady.
Sharia kiwnęła głową i rozpoczęła swój wywód. Gdyby miała opowiedzieć o wszystkim, Nantelowi nie starczyłoby życia, skupiła się jednak na najważniejszych aspektach Jasnej Strony i na historii jedi z czasów jej życia. Była to zresztą ostatnia, którą dobrze znała i chciała przekazać, bo resztę współczesnych plotek uznała za zbyt niepewne, by przekazywać jako wiedzę swojemu uczniowi. Cały wykład trwał długo. Był środek nocy, gdy skończyła. Nantel kiwnął w podzięce zmęczoną głową i pożegnał się z mistrzynią. Schował holokron i walcząc z sennością usiadł ze skrzyżowanymi nogami na łóżku.
Niezbyt wiedział, jak powinien zacząć z tą medytacją. Na różnych holofilmach i w kantynowych opowieściach jacyś mnisi i kapłani najróżniejszych kultów po prostu siadali i wpadali w trans. Sam nie czuł się wystarczająco spokojny żeby od tak zacząć. Prędzej by po prostu zasnął. Żeby się pobudzić sięgnął po swój odtwarzacz muzyki. Może to była metoda dla niego, a przynajmniej sposób na tą chwilę. Odpalił na słuchawkach jakiś spokojniejszy kawałek i oparł się o ścianę. Siedział i siedział i może to ze zmęczenia, a może i muzyka pomogła, a potok myśli, który miał w głowie po wykładzie mistyczki zaczął zwalniać, aż w końcu przyłapał się, że nie myśli o niczym konkretnym. Nadal jednak nie czuł nic więcej, nie mówiąc już o jakimś specjalnym odczuwaniu Mocy. Wiedział, że w razie potrzeby może sięgnąć po tą cząstkę, którą stale teraz była przy nim, ale uważał, że nie o to chodzi. Obydwie mistrzynie mówiły mu, że ma słuchać, a nie wykorzystywać. Siedział tak więc jeszcze chwilę, aż w końcu zaczął przysypiać.
Stał przed warczącym psem. Zwykłym, miejskim kundlem typowym dla miast planet o umiarkowanym klimacie. Czuł, jak zwierzę się go obawia. Nie żywi do niego wyraźnej agresji, nie grozi mu, ani nie jest złe. Po prostu się bało. Dopiero po chwili zrozumiał, że pies jednak nie warczy na niego. Odwrócił się za siebie i zobaczył pędzącą w ich stronę wichurę, jakąś nieokreśloną siłę. Tratowała i miażdżyła wszystko na swojej drodze, a nieświadome jej potęgi zwierze stało i, dopiero teraz to zauważył, zasłaniało sobą swoje szczenię. Potężny podmuch zbliżał się i był już ledwie kilka metrów od Nantela, gdy ten postanowił działać. Chwycił i psa i szczenię i rzucił się na bok, ryzykując swoim życiem od potężnej siły i pogryzieniem przez psy. Tego, co się stało, nie zobaczył.
Ocknął się. Na zewnątrz nadal panowała noc. Czuł, że to, co widział przed chwilą, nie było zwykłym snem, a kolejną wizją, choć bardzo dla niego niezrozumiałą. Miał także wrażenie, że wyczuł też przez ułamek sekundy istoty wokół: w budynku, na ulicy poniżej. Wrażenie jednak szybko zniknęło. Siedział teraz sam w pokoju, nie bardzo wiedząc, jak ma rozumieć to, co stało się przed chwilą. Nie mogąc nic więcej na to poradzić, poszedł wreszcie spać.


Poranek nadszedł dość przyjemnie. Po wysiłku, którym była pierwsza próba medytacji, sen przyniósł nadzwyczaj dużo odpoczynku. Musiał przyznać, że to, co mówi się o medytacji i technikach relaksacji jakoś się sprawdza. Jakimś sposobem ta część przespanej nocy pozwoliła mu się całkowicie odprężyć, mimo wyzwań, które czekały go tego dnia. Tym samym z mniejszą ilością obaw udał się do Smarków Snurga, gdzie miał się spotkać z Axelem.
Lokal odstraszał właściwie wszystkim, co miał w sobie i trochę dziwiło go, czemu człowiek od gubernatora nie wybrał chociaż odrobinę mniej obskurnego miejsca. Mógł mieć tylko nadzieję, że ten cały Axel nie zrobił tego dlatego, bo chciał się pozbyć gościa, który wypytywał za dużo. Nantel nie chciał popadać w paranoję, ale czujność w imperialnym mieście musiał zachować cały czas, dopuszczając do siebie nawet mało prawdopodobne możliwości. Jednak tego, kim był a raczej kim była Axel, nie spodziewał się.
Po pierwszym wrażeniu szybko jednak oprzytomniał. Przed oczami wyobraźni Nantelowi zagościł obraz jego dziewczyny, Nadii, która dla niego była i tak lepsza pod każdym względem od obecnej w kantynie pani mechanik. Z Nadią nie miała żadnych szans i nie mogła się z nią równać. Tym bardziej, gdy byli połączeni więzią, która dla innych była niedostępna. Tym samym po pierwszych słowach brunetki otrząsnął się, wstał i podszedł do niej.
- Tak, to ja. Jursij Krito - wyciągnął w jej stronę rękę - Słyszałem, że szukacie mechaników, to jestem chętny.
- Jeszcze zobaczymy, czy się nadajesz - odpowiedziała kobieta, siadając przy jego stoliku.
- Dam radę. Zobaczysz. Jeszcze niedawno składałem dla jednego gościa Dash'a Dwunastkę. Szkoda tylko, że facet zdechł, zanim zdążył go użyć. Tym samym trafiłem tutaj, ale chyba nie gadaniem cię przekonam, co?
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
000000
+++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 274
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » Dzisiaj, o 13:42

Kittani podejrzewała od czasu pierwszego obchodu wulkanu to, że ktoś zarządzał nim wcześniej od Hutta i skrywał w sobie wiele tajemnic. Co prawda chciała je poznać w późniejszym terminie oraz w inny sposób, jednak stało się. Los (czy też Moc) chciał inaczej. Brunetka zmuszona była oddychać przez materiał swojej bluzki - wszechobecny pył dostawał się do dróg oddechowych i drażnił jej gardło oraz nos. Przemierzała korytarz powoli i ostrożnie zważywszy na jego niewielkie wymiary oraz słabe oświetlenie w postaci rozbitego datapadu. Chwilę po pierwszym nawiązaniu połączenia przez komunikator powtórzyła 5 razy do komunikatora, że żyje i po zawaleniu znalazła się w opuszczonym korytarzu pod kopalnią. Może chociaż pojedyncze słowa jakoś do nich dotrą i pozlepiają je w jedno, sensowe zdanie. Przyczepiła swój komunikator do pasa i ruszyła dalej. W momencie kiedy korytarz przestał już być klaustrofobiczne wąski zatrzymała się wyraźnie zaintrygowana tym, co dostrzegła. Białe hełmy przyprawiały ją niemalże o mdłości - do dziś pamiętała ucieczkę przed kilkoma z nich pośród piasków Tatooine oraz ich patrole w mieście. Ten jednak zdawał się być inny... Podniosła go powoli z ziemi i przetarła ręką z kurzu. Czerwone elementy wyraźnie wskazywały na fakt, że nie było to standardowe wyposażenie szturmowca. Może to oddziały specjalne? Albo szturmowiec wyższy rangą? Nie znała się nad ich odznaczeniach czy ich wewnętrznej strukturze - wiedziała jednak, że czerwone elementy nie są przypadkowe. Imperium było tutaj wcześniej. Tylko po co? Co ukrywali? Czy Urpa był świadomy wszystkiego, co znajdowało się na niższych poziomach? Spojrzała uważnie na wizjer zastanawiając się, czy umożliwi jej lepszy widok niż marne oświetlenie z datapadu. Musiała założyć hełm aby sama się o tym przekonać.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 269
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » Dzisiaj, o 16:45

Gweek
Wkroczyli w mgłę idąc ostrożnie i niepewnie. Przedłużająca się cisza i złudny spokój szargały nerwy powodując u gamorrean nerwowe prychanie i nieustanne rozglądnie się wokół. W każdej chwili z mlecznobiałej i kłębiastej ściany mógł nastąpić atak. Przeczucie, że nastąpi on teraz, zaraz było wielce dokuczliwe i niczym świder wierciło w umysłach dziury, odbierając resztki rozsądku na rzecz postępującego szaleństwa. Każdy bagienny chlupot zdawał się zapowiadać nadciągającego potwora a każdy majaczący na skraju widzenia kształt drzewa był sylwetką obserwującego ich potwora.
- Może się najadło i se już poszło? Może już go tu nie ma? - Powtarzali po cichu wojownicy a w ich głosach słychać było wielką nadzieję pokładaną w tym życzeniowym myśleniu.
- Spokojnie... zachować spokój. - Mówiła Nurra cicho do wszystkich. - Gweek wie co robi. Zaufajcie mu.
Guttor robił to samo tylko, wokół niego skupiali się bardziej wojownicy Ha'an.

Wtedy Gweek je wyczuł. Fart go ostrzegał. Potwory. Bestie. Nienaturalne kreatury. Obserwowały ich. Nie atakowały. Czekały w cierpliwości. Nic nie widział, nie dostrzegał, żadnego ruchu ale wiedział, że są bardzo blisko. Były blisko i szykowały się do ataku...

One zastawiły zasadzkę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5797
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Przestrzeń Huttów